netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Życie po zdradzie, co dalej?

341 odpowiedzi42 235 wyświetleńzałożony przez LonelyM, 30.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Życie po zdradzie, co dalej?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 342 ]

131

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Lonely
ale o co come on?

132

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
stokrotka1978 napisał/a:

Lonely
ale o co come on?

No właśnie, co jest?

133

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:
stokrotka1978 napisał/a:

Lonely
ale o co come on?

No właśnie, co jest?

Powinnam zacząć myśleć bardziej na zimno. Bez emocji. Bo przez te emocje stoję w miejscu i w pewien sposób przekłamuję sobie różne rzeczy.
Pora zajać się przede wszystkim sobą. To da mi siłę.
Mąż przegina z tym wyżywaniem się na mnie. Ale ma rację; jak powiedział, "robię to bo mi na to pozwalasz"
Ja nie mogę brać i godzić się na przyjmowanie, że jestem winna wszystkiego i w ramach tego z pokorą przyjmować ciosy.
Inaczej wrócę do punktu wyjścia, do zaszczucia.
Jak nam to pisane, to lepiej, żebyśmy rozstali się w zgodzie i szacunku. Jest to możliwe. Może tak będzie lepiej?
On się chyba nie pogodzi, że kochałam/kocham innego.
Musze osiągnąć stabilizację psychiczną, żeby nie narobić więcej głupot. To priorytet. A potem zajmę się tym co powinnam i czego pragnę.

134 Ostatnio edytowany przez LonelyM (2014-10-11 08:48:43)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Zamierzam dalej pisać, żeby skończyć, co zaczęłam. Czuję, ze muszę to z siebie wyrzucić do końca, choć czasem mi się nie chce. Może dziś nie będzie dalszej części, jestem trochę rozwalona po wczorajszym dniu, ale na pewno jeszcze napiszę.
Jestem za bardzo uzależniona od męża i pora to zmienić. Usprawiedliwiam każde jego złe postępowanie. Dość.
Może go nie kocham, może to tylko sentymenty, a wmawiam sobie wszystko, bo boję się, że nikt mnie nie chce, że nie jestem warta by ktoś mnie kochał
Tak, jest mi źle. Komuś takiemu jak ja sama doradziłabym samotność, żeby doszedł do ładu z samym sobą.
I stanął na nogi odzyskując pewność siebie.
Dlaczego mogę układać komuś życie i pomagać? A sobie nie umiem.
I nawet psychiatra stwierdził, że nic mi nie jest, jestem silna, wartościowa tylko wmawiam sobie, że jest inaczej, że sama robię z siebie ofiarę

----------------------------------------------

Pewien wczorajszy incydent dużo mi dał. Nowy pogląd na życie. Chyba wiem, co mam robić.

--------------------------------------------------

A teraz tak dla rozluźnienia;
Powiedzcie czemu, wtedy kiedy wyglądam koszmarnie, jestem zmęczona, zrezygnowana ,samopoczucie fizyczne również do 4 liter, to mam największy "wyryw"?

Kilku facetów patrzyło na mnie wymownie, a jeden nawet miał tupet powiedzieć "ależ pani piękna........... może się umówimy?" ( Wcale nie jestem piękna, może tylko ciut więcej niż przeciętna)
A ja zamiast spuścić go na drzewo i ulżyć sobie, to odpowiadam tylko " dziękuję, nie jestem zainteresowana" i zlewam totalnie. Co jakiś czas mi się to przytrafia i często właśnie kiedy jestem w najgorszym stanie emocjonalnym i fizycznym.

A może na czole wyświetla mi się, ze jestem łatwa? Nie. Wcale nie jestem łatwa i nie interesują mnie podrywy

135

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
LonelyM napisał/a:
LonelyM napisał/a:
LonelyM napisał/a:

rozdział 10: Początek końca?

Następnego dnia po naszym ostatnim spotkaniu (piątek) kontaktowaliśmy się tylko smsami. W weekend miał jechać z rodziną do innego miasta, gdzie mają dom. Jak kończył pracę napisał mi, że chyba jednak nie pojadą ze względów atmosferycznych (faktycznie były wtedy śnieżyce). A potem, że................ ona zadzwoniła i przyjedzie, bo chce z nim pogadać.

Zagotowałam. Nie wiem czemu. Był zdziwiony moim zachowaniem. " miałem cię okłamać?, napisałem ci, żeby było fair,a Ty mi zarzucasz oszustwo, przecież z męzem też rozmawiasz...". Chyba oboje byliśmy tym zdziwieni, bo nigdy tak się nie zachowywałam nie było między nami takich relacji. Coś we mnie wstąpiło. Obraziłam się. Potem ze złości napisałam, że mam go gdzieś. Nie wiem czemu poczułam się oszukana. I zła. Nieziemsko. Na koniec "zaszantażowałam" że ma być w niedzielę tu i tu, bo inaczej go oleję. Zachowałam się jak gówniara. Coś tam tłumaczył, że to nie tak.
Trochę mi przeszło, aż do owej niedzieli. Nagle dostałam sms " niestety, nie dam dziś rady, przepraszam"
I coś we mnie pękło. Puściły hamulce, ależ ja mu wtedy nawrzucałam, za wszystko, nawet za to, co mu się nie należało. Odesłałam mu dziesiątki wspaniałych smsów , które do mnie pisał i opisów chwil, które razem spędziliśmy. I dopisałam, żeby to wszystko i swoje kochanie mnie wsadził sobie w tyłek. Że obiecał mi, że powie mi prawdę jak przestanie mu zalezeć, bo ja nie będę żebrać jak ona "nie zostawiaj mnie". Dosłownie zbombardowałam go przez telefon. Jak głupia, pusta idiotka bez klasy.
Byłam wsciekła i nieracjonalna.
Cisza. Po jakimś czasie jedna wiadomość : dziękuję, że wszystko skomplikowałaś.

W poniedziałek nie mogłam znaleźć sobie miejsca, a najbardziej irytowało mnie to, że mnie zignorował. Cisza. Do pracy nie chodziłam, bo zmieniał się właściciel i byłam w zawieszeniu, więc nie było nawet okazji, żeby spotkać go przypadkowo. On mieszka w tamtej okolicy.
Coś mi odbiło i pojechałam do niego.Nie było go, a telefonu nie odbierał.
Czekałam jak głupia, aż się załamałam. Sama się pogubiłam w tych emocjach. Żal, rozpacz, smutek rezygnacja i gniew. Wszystko nawarstwione. Postanowiłam się upić, mimo, że nie lubię. A tak na złość sobie. Do domu wróciłam w kiepskim stanie emocjonalnym. Załamana.
Mąż był i o dziwo bez słowa się mną zajął. Nic nie chciałam powiedzieć. Chyba nie widział mnie nigdy w takim stanie.
Leżałam w łóżku i przyszedł sms.
"jestem kompletnie pijany, nadal chcesz rozmawiać?"
odpisałam coś w stylu, że teraz już nie

nie wiem po jakim czasie napisał mi "powiedziała mi, że jest w ciąży ..."

Zaniemówiłam. Sprzeczne myśli; w jaki sposób? mówił, że już z nią nie sypia odkąd jest ze mną. a może zaszła wcześniej? Tak czy inaczej poczułam się oszukana.

To był martwy okres. Sporadyczne smsy. Nijakie. Jego " nie zrozumiesz" " to nie tak"
Kiedyś zadzwonił telefon. To była ona, "że mam się od niej i od niego odczepić" , wydało mi się to śmieszne, cóż ja mam wspólnego z nią? Poradziłam, żeby sama dała mi spokój a sprawy z nim załatwiała z nim, a nie ze mną.
Jakoś żyłam, mimo, że było mi ciężko.

Zaczęłam duzo rozmów z mężem, zmiana frontu z jego strony, jak dobrzy znajomi. Nie narzucał mi swojej osoby, a starał się być przyjacielem wtedy mu powiedziałam wiele szczegółów, bo chciał - teraz wydaje mi się to niepotrzebne bo do tej pory czasem obraca to przeciwko mnie. Sama sobie jestem winna, bo widziałam tylko swój ból, a nie widziałam jak mu musi być ciężko chowając swoje uczucia i byc dla mnie tylko wsparciem kiedy ja myślałam o innym. Pytałam go dlaczego to zrobił, powiedział, że zrezygnował wtedy z siebie, żebym się nie rozwaliła emocjonalnie, bo to doprowadziłoby do rozpadu nas wszystkich. Nie mogłam pojąć czemu nie tupnął nogą : on albo ja, żebym musiała podjąć decyzję już i nie brnąć dalej tylko pozwolił mi na to wszystko. Dużo, dużo później zrozumiałam jego poświęcenie. Zrobił co uważał za najlepsze w obecnej sytuacji, choć może niezrozumiałe.Mąż wiedział prawie wszystko oprócz tego ostatniego incydentu, co był między mną a kochankiem, nie wiedział, że się nie spotykamy

W marcu dostałam w swoje urodziny ( to chyba tylko zbieg okoliczności) smsa, że ciągle o mnie myśli, choć nie może.
Znów mnie to rozwalało.

A potem doszło do czegoś strasznego w życiu moim i męża.....

rozdział 11: Cios

Będzie krótko, bo nadal nie jestem w stanie o tym mówić

Niestety mąż znów zaczął popijać, bałam się, że wrócimy do punktu wyjścia, nie godzę się już na to. Tego felernego dnia się upił totalnie.
Znów zaczął mnie emocjonalnie szantażować. Czułam, że nie udźwignę takich kolejnych 10 lat.
Nie chciałam dać się zastraszyć. Uciekłam na ulicę. On za mną. Nic nie wskórał. Wrócił do domu, ja za nim. Współuzależnienie i troska. Trochę szczegółów wyparła już moja psychika, bo to było straszne.
Że on się zabije. Nie miałam siły. Byłam wrakiem, nie przejdę tego, nie tym razem, to się źle skończy albo dla mnie albo dla niego albo dla nas obojga. Rozsypałam się " to się zabij" ja też się zabiję, prawie mnie nie ma, nie dam rady. Wybiegłam.
Nie wiem co się działo, błysk trzeźwego myślenia, telefon do jego brata, przyjeżdzaj szybko, bo będzie źle, musiałam brzmieć tragicznie, bo rzucił telefonem i chyba pojechał ( 2 km)
Nie wiem jak dojechałam do teściowej, była tam tylko szwagierka od której się dowiedziałam, że brat już w drodze.
Nie umiałam sklecić sensownie zdania. Zadzwoniłyśmy tylko do moich córek, żeby poszły do babci a nie do domu, bo były na zajęciach w domu kultury.

Powolutku się budziłam, zadzwonil szwagier, powiedział, że juz było po wszystkim. Brakło kilku sekund i by mu się udało. Na dodatek zamknął drzwi, żeby mu nikt nie przeszkodził , dobrze, że to parter, bo rozwalił szybę w balkonie i wszedł.

Jakby nie zdążył na czas, chyba bym sobie tego nigdy nie wybaczyła. Będę ten wyrzut nosić już do końca życia.
Długo siedział z nim i rozmawiał, ja wróciłam do domu dopiero późnym wieczorem, nie wiem dziś co było dalej, nie pamiętam

Mąż chodził na grupę raz w tygodniu, raz pomagało, raz nie.A chodził od stycznia
Coś się jednak zmieniało.

rozdział 11: Powrót do paszczy lwa?

W kwietniu wróciłam do pracy. Może to był błąd, nie powinnam w to samo miejsce, ale się uparłam, że dam radę i muszę się z tym zmierzyć.
Nie chciałam uciekać.
Międzyczasie był tylko jeden znaczący sms od niego " ...... mogę zapomnieć o wszystkim... mogę zapomnieć nawet o sobie.... ale nigdy nie zapomnę o tobie."
Jeszcze byłam na etapie,że sobie ubzdurałam , że po tym wszystkim możemy zostać na etapie przyjaźni, bo od tego się zaczęło" Mąż twierdził,że to niedorzeczne, jak ja sobie to wyobrażałam. Ja swoje on swoje. Normalnie głupia i bezmyślna idiotka bez wyobraźni. Skończyło się na tym, że chciałby, ale nie może nawet ze mną pisać.

Trochę sie bałam pierwszego dnia pracy. Trzeba zmierzyć się ze wspomnieniami. Jakoś poszło. I szło przez tydzień. Nawet nie liczyłam, że go zobaczę.
Ten sms mnie zaskoczył. Krótkie " wiedzialem", ja nie zrozumiałam z tego nic.
Niedługo potem przyszedł. Nogi mi się zachwiały. Stanął i patrząc mi w oczy powiedział "dobry wieczór". Ostatnimi resztkami sił starałam się zachować kamienną pozę. Kupił i wyszedł.
Nadal trzymał mnie jakiś paraliż.
Chwilę potem sms "porozmawiamy?"
Zawahałam się, ale czułam potrzebę definitywnej rozmowy. Niech czeka na mnie po pracy. Męzowi wysłałam smsa, że przyjdę ciut później, bo muszę z NIM porozmawiać, żeby mi zaufał.Obiecałam mu, że w razie spotkania z nim powiem szczerze.

Wyszłam z pracy. Nie powiem, że się nie bałam, bo byłoby to nieprawdą.
Poszliśmy kawałek dalej, przejść się

Mówił, że pięknie wyglądam (banał, nie widzieliśmy się 2 m-ce nie ruszyło mnie to), "nie patrz tak na mnie tymi oczami, bo nie dam rady..." mówił. To nie była łatwa rozmowa, ale bardzo, bardzo spokojna.
Jego słowa: Źle to wszystko wyszło, ja źle zareagowałam, to nie tak, nie zrozumiem itp. itd. Potwierdził "powiedziała, że jest w ciązy..." , " nie chcę, nie mogę płacić tylko alimentów" , a uczucia....cóż ...(zamyślił się), nie zawsze można mieć.......... - Dał mi do zrozumienia, że nie mamy wyboru. Cały czas ktoś dobijał mu się telefonicznie. Pewnie ona. Nie zamierzałam pytać.
Miałam presję. Chciałam z nim porozmawiać, ale potrzebowałam czasu, którego nie miałam.
Przytul mnie, poprosił. Nie, nie zrobię tego - odparłam. Tak bardzo tego wtedy chciałam, walczyłam ze sobą, bałam się, że mu się poddam . Jeszcze chwila i bym nie wytrzymała.
"muszę iść" - powiedziałam. I uciekłam. Na autobus. Tak szybko jak się dało, zanim odwrócę się i zmienię zdanie. A on tam został. I stał.

Dojechałam do domu. Mąż był wściekły, nie wierzył mi, że nie było niczego. Znów kłótnia.
Poszliśmy spać, a ranek zaczął się źle....

rozdział 12: Dramatyczna rozgrywka
Od samego rana wszystko szło w złym kierunku. Wstał wściekły na mnie, ja na niego. Nienawidzę jak ktoś zarzuca mi kłamstwo gdy tak nie jest. Powiedziałam prawdę.
Widziałam, że go nosi. Już przed południem poszedł chlać. Wrócił po to, żeby mnie dojechać. Terror szedł mu świetnie. To teraz sobie pogadamy z twoim przyjacielem - powiedział.
A ja byłam jak skopany pies. Całkowity parter emocjonalny, modliłam się tylko, żeby nie odebrał. Niestety odebrał. Umówili się na bodajże 16.

Miał więc czas, żeby się jeszcze nade mną poznęcać, a ja czułam, że znikam, że zaraz mnie nie będzie. Zanim wyszedł wyciągnął nóż. Zrobił to specjalnie na moich oczach, żeby dalej manipulować moim przerażeniem. Nie wiecie jak to jest. Taki amok psychopaty jaki widuje się na filmach. Spokojny, wyrachowany, co wywołuje jeszcze większą grozę.
A przed wyjściem zrobił coś, czego mu nigdy nie zapomnę, czego nie spodziewałabym się po największym wrogu. Powiedział ; " spróbuj go ostrzec to wrócę i zajebię i ciebie i dzieci".
Wyszedł.....


Chyba godzinę siedziałam jak w transie,na podłodze w pokoju i patrzyłam się tępo w ścianę, jakby mnie ktoś wtedy zobaczył, to zapewne wylądowałabym w psychiatryku.
I potem znów ten błysk, nie mogę dopuścić do tragedii.
Nie wiem jak wyszłam z domu, nie widziałam w ogóle ludzi po drodze. Jakimś cudem zadzwoniłam do niego, manipulacja ;" siedzimy sobie z .... i rozmawiamy"
Gdy byłam na miejscu byli oboje. Pijani.
On Cię kocha - powiedział (mówił o mężu), stałam i patrzyłam na niego, a on nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy. Czułam się zerem. Wtedy zrozumiałam, że dla nikogo nic nie znaczę.
Mąż odszedł za budynek, chwilę potem poszłam i ja. Tam złapał mnie i rzucił o ścianę. A teraz patrz, wracam i zatłukę go na twoich oczach. Tak powiedział. Nie wiem skąd miałam siłę , zaczęlismy sie szarpać. Udało mi się wyrwać ten nieszczęsny nóż i wrzucić do kontenera.
Uciekłam. Zaczął za mną biec. Znaleźliśmy się na jakiejś łące. Tam mnie rzucał po krzakach. Wtedy pierwszy raz mnie tak perfidnie uderzył. Przyjęłam to z pokorą. Znów znalazłam dziwną siłę i spojrzałam mu w twarz. Przyjęłam cios, bo zasłużyłam. Widziałam amok w jego oczach.
I wiecie co? Wolałabym, żeby mnie całe życie bił fizycznie, bo ten ból był niczym w porównaniu z tym jak znęcał się nade mną psychicznie przez cały ten czas.
Instynkt kazał mi uciekać. Znalazłam się między jakimś blokiem. Tam ocknął mnie własny krzyk. On znieruchomiał. To jak się potem dowiedziałam obudziło go.
Zaczęłam iść do domu, on za mną. Po drodze zahaczył o jakąś knajpę z ogródkiem na polu. Nie było klientów. Kupił piwo i kazał mi pić. Potem mi je wytrącił nie pamiętam już szczegółów.
Do domu. Muszę wrócić. On za mną. Był coraz bardziej nieprzytomny, ostatni etap drogi to go prawie zawlokłam. Dziwicie się po co? Nie wiem. Musiałam być w szoku. Tylko ta myśl, żeby nie skończyło się to tragedią. Zawsze tak mam, poświęcam siebie, żeby nie zrobić krzywdy i skandalu wszystkim, a zwłaszcza córkom.
Racjonalnie nie rozumiem swojego postępowania. To chyba jest taki syndrom zaszczutego psa.

W domu padł. Zostawiłam go. Nie miałam już siły żyć. Wzięłam telefon i napisałam do tamtego chyba kilkanaście smsów pełnych żalu, złości, że nie istnieję już dla nikogo, żeby zapomniał, że kiedykolwiek byłam. Złamałam kartę i wyrzuciłam do śmieci.

Nie wiem kiedy zniknęłam w objęciach nocy.

136

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Nie wiem, co powiedzieć.
Po prostu nie wiem.
Przemoc wobec kobiety jest dla mnie nie do przyjęcia, bez względu na okoliczności (nie mówię o przypadkach obrony koniecznej, tak dla jasności).
I te groźby zabójstwa własnych dzieci...

Kochanek. No, cóż.
Mały człowieczek, niewart Twoich wcześniejszych, fizycznych, jak i obecnych psychicznych razów od męża.

A co do obecnej sytuacji.
To prawda, co mąż sam Ci powiedział.
To Ty wyznaczasz granice swojej pokuty, nie on.
Jeżeli uznałaś, że już dość zapowiedz mu, że więcej znosić tego nie będziesz.
I sprawa zasadnicza.
Zapytaj i siebie i męża, czy widzicie Was, jako parę próbującą budować  w s p ó l n i e  przyszłość we dwoje?
Bo tak dalej być nie może.

Pozdrawiam.

137

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:

Nie wiem, co powiedzieć.
Po prostu nie wiem.
Przemoc wobec kobiety jest dla mnie nie do przyjęcia, bez względu na okoliczności (nie mówię o przypadkach obrony koniecznej, tak dla jasności).
I te groźby zabójstwa własnych dzieci...

Kochanek. No, cóż.
Mały człowieczek, niewart Twoich wcześniejszych, fizycznych, jak i obecnych psychicznych razów od męża.

A co do obecnej sytuacji.
To prawda, co mąż sam Ci powiedział.
To Ty wyznaczasz granice swojej pokuty, nie on.
Jeżeli uznałaś, że już dość zapowiedz mu, że więcej znosić tego nie będziesz.
I sprawa zasadnicza.
Zapytaj i siebie i męża, czy widzicie Was, jako parę próbującą budować  w s p ó l n i e  przyszłość we dwoje?
Bo tak dalej być nie może.

Pozdrawiam.

Tak jak widać mój mąż ma dwie twarze, jedną tą najczarniejszą za którą go nienawidzę, psychopatyczną, nie wiem czy on miał świadomość tego co robi, nieważne - tu są widoczne skutki
i tą drugą; nie będę już tego roztrząsać, bo mydli mi to oczy i przekłamuje wszystko

Próbowaliśmy. Zrobiłam ile mogłam. On chyba już nie chce, bo wysyła mi sygnały, że na chorym podłoży raczej nic nie urośnie. Nie wybaczy sobie tego co mi zrobił, a mnie zdrady. Lepiej zbudować normalne relacje, ale nie będąc razem

Co do kochanka, nie zamierzam umniejszać win. Niczyich, swoich, męża i jego.
On chyba też nie miał pojęcia, jakie ja mam życie z mężem, bardzo mało mu powiedziałam, jestem powściągliwa i nie chciałam litości i użalania się nade mną.
Nawet nie wiem, o czym oni wtedy rozmawiali.

Będzie dalsza część, może już mniej hardcorowa.
To wszystko co tu napisałam i jeszcze napiszę pierwszy raz ujrzy światło dzienne, nigdy o tym nikomu nie mówiłam w tak dokładny sposób.
To jest moja kara, moja pokuta i moja nagroda.
Myślę, że wiele mi to da.

138

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Lonely
wiesz co, myślę że uważasz że nic nie znaczysz, jesteś nikim, bezwartościowa. Dlatego też dajesz tak sobie pomiatać i się nie szanować. Mało tego nie jesteś zła na te dwie osoby, które Cię tak skrzywdziły.

Twój maż to jeszcze inna historia, facet który powinien się intensywnie leczyć.

139 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-11 12:11:08)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Pisz, Lonely.
Warto poczytać o cudzych przejściach, jeśli nie dla nich samych, to dla stylu i języka, nie mówiąc o ortografii.

Pozdrawiam.

Ps.
A, tak na marginesie, zauważyłem, że założyłaś temat o dylematach w wychowywaniu Twoich nastoletnich córek.
Chciałem i ja zabrać głos, ale w końcu zrezygnowałem, bo moje dzieci są już dawno dorosłe i to nie te czasy były.
Chodzi mi jednak o to, że jakieś pokłady optymizmu, mimo wszystko, w Tobie wciąż siedzą.

140

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
stokrotka1978 napisał/a:

Lonely
wiesz co, myślę że uważasz że nic nie znaczysz, jesteś nikim, bezwartościowa. Dlatego też dajesz tak sobie pomiatać i się nie szanować. Mało tego nie jesteś zła na te dwie osoby, które Cię tak skrzywdziły.

Twój maż to jeszcze inna historia, facet który powinien się intensywnie leczyć.

Cały czas walczę ze sobą, żeby się nie dobić.
Wiesz dlaczego najbardziej obwiniam siebie?
Bo na to pozwoliłam, po mam jakieś wrodzone poczucie sprawiedliwości, że ja też krzywdziłam.
Mam tak od dziecka,byłam liderem grupy, ale też outsiderką, jak ktoś z mojego towarzystwa robił krzywdę komuś powiedzmy ze słabszą psychiką to nie mogłam na to patrzeć. Byłam cwana, przemądrzała, ale właśnie to owe poczucie sprawiedliwości nie pozwalało mi na aprobatę tego. To nie fair i niehonorowe, godziło w moją dumą, Jak chcesz z kimś walczyć to z równym sobie, nie słabszym. I nie pozwalałam na to.
Jak widać nie uchroniło mnie to w życiu przed niczym, to mnie brakło takiego anioła stróża jakim byłam dla niektórych.
Zresztą za cienka psychologicznie jestem, żeby to teraz zinterpretować i rozłożyć na czynniki pierwsze.

141

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:

Pisz, Lonely.
Warto poczytać o cudzych przejściach, jeśli nie dla nich samych, to dla stylu i języka, nie mówiąc o ortografii.

Pozdrawiam.

Ps.
A, tak na marginesie, zauważyłem, że założyłaś temat o dylematach w wychowywaniu Twoich nastoletnich córek.
Chciałem i ja zabrać głos, ale w końcu zrezygnowałem, bo moje dzieci są już dawno dorosłe i to nie te czasy były.
Chodzi mi jednak o to, że jakieś pokłady optymizmu, mimo wszystko, w Tobie wciąż siedzą.

Pisz śmialo, roczniki Twoich dzieci mogą mi być bliskie, więc chętnie poczytam.

Staram się nie dobijać i nie skupiać tylko na sobie, zresztą nie mogę. Życie toczy się równolegle, poza tym nie chcę wpaść w dół czy depresję.Muszę i chcę normalnie funkcjonować dlatego nie wolno zawieszać się wyłącznie na tym co boli najbardziej.
Od dłuższego czasu nawet słucham tego co córka; polski rap, hip hop, chcę wiedzieć jakie ma lęki, odczucia, w muzyce zawsze jest odbicie naszego "ja".
Czasem czuję się jakby to były moje młodsze siostry, nieduża różnica wieku ( jak na relacje rodzic-dziecko), moja osobowość. My naprawdę rozmawiamy o wszystkim, bez wyjątku bez zażenowania. Tak jak zawsze chciałam, a nie miałam takich relacji z własną matką.
Tylko one zaczynają pokazywać rogi. Byłam podobna, ale od drugiej strony nie jest już to takie lekkie i przyjemne.

142

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Miewam ciągi pisania, po prostu są momenty, ze muszę to wszystko po kolei wyrzucać zanim przyjdzie ciąg ciszy i nie będę mogła sklecić jednego zdania.

Mojego męża boli to, że ktoś inny śmiał sobie mnie wziąć i dać mi to, czego pragnę, czego mi brak podczas gdy on sam nie umiał i nie chciał. To go kłuje chyba najbardziej.
Mówiłam mu to kilka razy podczas tych koszmarnych lat , raczej w formie straszenia, niż wyrachowania, bo nigdy w to nie wierzyłam, no może skrycie marzyłam, ale sądziłam , że to nierealne, "kiedyś znajdę siłę, żeby Cię zostawić skoro przegrywam z Twoim nałogiem i z tym, co wyprawiasz", nie było większych reakcji z jego strony.

Boli mnie, że tak wszystko spłyca; zabawiłaś się, bo ci nudziło, biedna, samotna itd.. Boli mnie, że myśli, że zrobiłam to z premedytacją jak wyrachowana dziwka, która traktuje seks jak sport. Nie rozumie, że seksualność tu była najmniej ważna. Albo sam siebie oszukuje, zeby umniejszyć swoje winy. Nie wiem co myśli w środku, ale słyszę jak robi i mówi do mnie po złości w chamski i perfidny sposób.
Nie wiem, może chciał mnie odzyskać po to, żeby tylko odzyskać swoją godność a potem mieć poczucie, że to on mnie olał, bo ja taka wredna suka jestem.
Przepraszam za wulgaryzmy, ale tak ma się rzeczywistość.
Co chwilę sam sobie zaprzecza, raz jest taki, raz taki, choć ostatnio z przewagą obojętności wobec mnie. Może w końcu dostanie ode mnie to, czego chce. Odejdę. Ta karuzela kręci się już za długo i działa nam obojgu na szkodę, mnie niszczy psychikę, a jemu zagraża w utrzymaniu trzeźwości, choć dzielnie się w tym trzyma zdaję sobie sprawę jak krucha jest granica i jak łatwo się potkąć

W jednym ma rację;
Boję się głośno przyznać jak dobrze było mi z tamtym, na każdej płaszczyźnie, a zwłaszcza tej emocjonalnej, bo mam poczucie winy, że byłam szczęśliwa mimo tego wszystkiego naokoło. Tak, byłam, choć dla wszystkich naokoło było to złudne.
Głupio to zabrzmi, pewnie nie będę zrozumiana; nie żałuję chwil z nim, tego co przeżyłam, tego mi nikt już nigdy nie zabierze, ale żałuję tego w jaki sposób i w jakich okolicznościach to zrobiłam, w ten sposob nie miałam prawa. Przepraszam, za szczerość nie będę przepraszać, nie lubię hipokryzji.

To będzie ciężki weekend, ale nie jestem jakoś specjalnie załamana. Troszkę się boję, co dalej będzie. Co nam jest przeznaczone, to nas nie ominie. Takie głupie, że aż mądre.
Wcale nie jestem taka silna, ale się nakręcam, żeby sobie poradzić.

143

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Drogo płacisz za formę, nie za sam fakt związku z tamtym mężczyzną.
Tak jednak, jednym zdaniem mogę opisać to, co teraz mąż z Tobą robi.
Nie żałujesz romansu? Wcale się nie dziwię, biorąc pod uwagę Twoje życie z mężem.
Można Ci zarzucić, że odpowiednio wcześniej się nie rozwiodłaś.
Widzę, że dojrzewasz do decyzji o rozwodzie.
Może rzeczywiście, lepiej dla Was obojga będzie, gdy się rozstaniecie?

Pozdrawiam.

144

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Lonely
powinnaś była odejść od męża dużo, dużo wcześniej. A ten Twój kochanek to dla mnie naprawdę chłoptaś, który się zbawił tanim kosztem i nie dorósł do prawdziwego związku.

Napisz coś o dzieciach, nic nie piszesz o nich (dlaczego???), przecież ich życie z ojcem alkoholikiem to jakiś dramat. Nie pomyślałaś o tym? Żeby dzieci ratować?

145

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:

Drogo płacisz za formę, nie za sam fakt związku z tamtym mężczyzną.
Tak jednak, jednym zdaniem mogę opisać to, co teraz mąż z Tobą robi.
Nie żałujesz romansu? Wcale się nie dziwię, biorąc pod uwagę Twoje życie z mężem.
Można Ci zarzucić, że odpowiednio wcześniej się nie rozwiodłaś.
Widzę, że dojrzewasz do decyzji o rozwodzie.
Może rzeczywiście, lepiej dla Was obojga będzie, gdy się rozstaniecie?

Pozdrawiam.

Pisalam wcześniej, że jakbym mogła to odeszłabym już dawno temu. Brakło mi siły, brakło mi wsparcia kogokolwiek. I to zaszczucie. Rozumiem, że nie rozumiecie, jakbym nie doświadczyła na własnej skórze tego strachu, to myślałabym, że ktoś taki jak ja jest bardzo głupi, że na to pozwala.
Dojrzewam. Do tej pory blokowało mnie współuzależnienie i mydlenie sobie oczu w postaci tłumaczenia, że mąż ma też dobrą stronę, a zapominam o tym najgorszym.

146

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
stokrotka1978 napisał/a:

Lonely
powinnaś była odejść od męża dużo, dużo wcześniej. A ten Twój kochanek to dla mnie naprawdę chłoptaś, który się zbawił tanim kosztem i nie dorósł do prawdziwego związku.

Napisz coś o dzieciach, nic nie piszesz o nich (dlaczego???), przecież ich życie z ojcem alkoholikiem to jakiś dramat. Nie pomyślałaś o tym? Żeby dzieci ratować?

Napisałam do Excopa odnośnie odejścia.
Dzieci, tu dałam plamę, nie myślałam wówczas, że to szkodzi na psychikę. Krzywdy im nie zrobił w postaci fizycznej, ale coś złego w środku zapewne utkwi.
Mam nadzieję,że najgorsze już za mną.

147 Ostatnio edytowany przez LonelyM (2014-10-12 18:48:53)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Przedwczoraj mąż był dla mnie normalny, ale pod wieczór ni z tego, ni z owego zaczął po mnie jeździć, tak to zazwyczaj wygląda. Jest normalnie między nami, a on nagle zmienia front.
Chyba spytałam i co tak myślisz? " myślę jaką podłą suką byłaś"
Przyjęłam to w sobie na spokojnie. Jednak coś we mnie drgnęło i pomyślałam, to już końcówka tego, że na to pozwalam.
Rano poszedł do pracy. Nie zadzwoniłam, ani razu. Jak wrócił to go zlałam na całej linii. Siedział w pokoju ja się zajęłam sobą. A on taki spokojny, trochę jakby dobity i zdziwiony moim zachowaniem, że nie jestem taka uległa, serdeczna i sympatyczna.Zachciało mi się gadać ze mną. Dobra ok, skończę to pogadamy. Myślał, ze będzie jak zawsze, że przetrawię w imię kary. Nie wiem w co on gra, wiem, że mną manipuluje, bo sam się przyznał " Nie szanujesz się, to tak Cię traktuję".

No to mu mówię, przyjmuję Twoją propozycję; będzie tak jak chciałeś skoro nie chciałeś spróbować po mojemu. Od dziś jesteśmy tylko na zasadzie partnerskim, czysto formalnym. Nie masz prawa więcej tak do mnie mówić, ani mnie kontrolować , każdy z nas jest wolne i robi to co uważa za słuszne, oczywiście jakieś tam obowiązki mamy i z tego wywiązać się musimy. Zaczniemy się traktować po koleżeńsku i nic więcej. Chyba go trochę zaskoczyła moja decyzja. Widziałam, że mu z tym dziwnie było.

Długo siedział w łazience i myślał. Potem stwierdził: będę ci dawał 2,5 tys dla ciebie i dzieci, żeby wam nie brakowało. Powiedziałam, ok jak chcesz, przyjmuję propozycję również dla siebie, bo mimo, ze od niedawna nie pracuję nie leżę do góry tyłkiem i w ten sposob ja pomagam tobie, a ty mi. Zaczniemy życ w zgodzie.
Rano się motał sam ze sobą. Widziałam, ze mu mnie brakuje, ale trzymam dystans. Momentami zapomina, ze nie jesteśmy razem.
Dzisiejszy dzien nawet miły.
Zaczęłam mieć wyrzuty, że tyle we mnie złości na niego, ale nie dam się. Byliśmy w sklepie, podrzucił mnie do domu. I tu znów przegiął; "podrzucić cię do niego, bo jadę w tamtą stronę?" "nie, jak będę chciałam to sama trafię" - równie spokojnie i stanowczo oraz pierwszy odgryzłam się, ale dostałam rykoszetem " takie suki to trzeba wozić"
Ja wiem, że mnie testuje, sprawdza co ja zamierzam i czy faktycznie zmieniam front. Dostanie w końcu, to co chciał.
Oby mi tylko siły nie brakło, żeby mnie nie omamił swoją dobrocią.
Teraz chcę po prostu spokoju, zawalczenia o samą siebie i zdrowe stosunki. Nie musi mnie nikt kochać. Budzę się.
Nie chce mnie, to mnie miał nie będzie. Ja zrobiłam ile mogłam. Na siłę się nie da.


------------------------------

I w końcu mi powie; "mówiłem, że tak będzie, nie wytrzymasz i na nic nasze staranie, no nie umiem ci wybaczyć, będę złośliwy, a ty będziesz miala dość i poszukasz sobie pocieszyciela, nie zdajesz sobie sprawy, że to grozi moim zapiciem?"

Tak. Mówił to wszystko. Mówiłam, że damy radę jak OBOJE będziemy tego chcieć. Ponoć ja nie jestem taka sama, a on sam nie umie przejść do normalności. Czyli wyjdzie, ze miał rację? Staram się zrozumieć, że nie wystarczy chcenie, nie każdy jest taki jak ja.
Wydaje mi się, ze wiem co myśli. Ten jego racjonalizm. Nie umie żyć beze mnie, a ze mną tym bardziej. Boi się , że przez to wszystko wróci depresja i zacznie pić, bo mnie byłoby łatwiej odejść jakby to wróciło.
Nie tego ja nie chcę. Pora się pogodzić z tym wszystkim.
Chyba powinnam to zrobić od razu, bo od pół roku tak jest między nami. Ten pierwszy rok po zdradzie szliśmy do przodu, widocznie tego nie uniesie. Od kwietnia własnie dąży do tego, żebym się na to zgodziła, a ja nie potrafiłam odpuścić. Jak twierdzi nie ma już żony, bo złamałam wartości. Kocha mnie, ale mnie już nie chce. Tak powiedział cytując moje słowa " sama miłość to nie wszystko" , bo tymi słowami przez lata probowalam przywołać go do porządku.

Jak już wyrzucę ten koszmar z siebie będzie mi łatwiej, choć przynajmniej raz dziennie żałuję, ze się wywewnętrzniam, ale wiem, że muszę, bo ukryty jad zniszczy i mnie.
Wybaczę i nie będę do tego wracała. Potrafię wybaczyc nawet największe skur............stwo. Może i jestem głupia, ale szkoda mi życia na nienawiść.
A potem niech każdy żyje normalnie i spokojnie. Skoro twierdzi, że nie da rady ze mną to muszę to zaakceptować dla ogólnego dobra. Może tak będzie lepiej. Na pewno będzie lepiej tylko muszę siebie przekonać w 100% co nie jest łatwe.

Po nowym roku planuje wyjazd zagranicę, może to pomoże unormować nam relacje. Taki dystans jest potrzebny a nawet konieczny. Powinniśmy się szybciej odseparować, ale niestety od razu to niemożliwe, bo realia nie pozwalają.

Jestem potwornie zmęczona. Niech to się już wyklaruje.

148 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-12 20:16:26)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Uważam, Lonely, że przyjęłaś dobrą taktykę wobec złośliwości i obelg męża.
Jak mówiłem, Ty wyznaczasz granice pokuty.
To, co napisałaś w końcówce, to oczywiście wierutna bzdura. I sama o tym dobrze wiesz. Chcesz być kochana, jak każde z nas zresztą.
Pytanie tylko, przez kogo, bo "...nie musi mnie nikt kochać..." zabrzmiało nieco dwuznacznie?
Przemawia przez Ciebie rozgoryczenie, więc myślę, że stąd ta, trochę dziecinna reakcja na impertynencje ze strony ślubnego.
Jesteś już świadoma siły swojego "stop" i procesu odbudowywania poczucia własnej wartości.
Owoce: separacja, na razie nieformalna.
Moim zdaniem, w obecnej sytuacji to najlepsze wyjście.
Bo, jak mi się wydaje, męża jednak w dalszym ciągu kochasz. On Ciebie też, mimo, że dziwnie to okazuje.
A jak córki odnajdują się w tym wszystkim?

Ps.

Doczytałem drugą część.
Tak jest.
Wskazane jest nabranie dystansu, nie tylko metaforycznie.
Może mąż zrozumie, kogo i co może stracić w Twojej osobie.
A Ty, czy warto ze swojej strony jeszcze coś zrobić dla ratowania Was, jako małżeństwa, czy dać sobie spokój.

Pozdrawiam.

149

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:

Uważam, Lonely, że przyjęłaś dobrą taktykę wobec złośliwości i obelg męża.
Jak mówiłem, Ty wyznaczasz granice pokuty.
To, co napisałaś w końcówce, to oczywiście wierutna bzdura. I sama o tym dobrze wiesz. Chcesz być kochana, jak każde z nas zresztą.
Pytanie tylko, przez kogo, bo "...nie musi mnie nikt kochać..." zabrzmiało nieco dwuznacznie?
Przemawia przez Ciebie rozgoryczenie, więc myślę, że stąd ta, trochę dziecinna reakcja na impertynencje ze strony ślubnego.
Jesteś już świadoma siły swojego "stop" i procesu odbudowywania poczucia własnej wartości.
Owoce: separacja, na razie nieformalna.
Moim zdaniem, w obecnej sytuacji to najlepsze wyjście.
Bo, jak mi się wydaje, męża jednak w dalszym ciągu kochasz. On Ciebie też, mimo, że dziwnie to okazuje.
A jak córki odnajdują się w tym wszystkim?

Ps.

Doczytałem drugą część.
Tak jest.
Wskazane jest nabranie dystansu, nie tylko metaforycznie.
Może mąż zrozumie, kogo i co może stracić w Twojej osobie.
A Ty, czy warto ze swojej strony jeszcze coś zrobić dla ratowania Was, jako małżeństwa, czy dać sobie spokój.

Pozdrawiam.

Może ta moja siła wynikła z tego, ze w końcu wyrzucam to z siebie?
To był chyba dobry pomysł.
Ponadto znalazłam tutaj zupełnie przypadkiem bardzo fajną dziewczynę, która nadaje na tej mojej fali i to mi dużo daje, bo tego mi również brakowało

"to, co napisałaś w końcówce, to oczywiście wierutna bzdura. I sama o tym dobrze wiesz. Chcesz być kochana, jak każde z nas zresztą.
Pytanie tylko, przez kogo, bo "...nie musi mnie nikt kochać..." zabrzmiało nieco dwuznacznie?
Przemawia przez Ciebie rozgoryczenie, więc myślę, że stąd ta, trochę dziecinna reakcja... "

wiem, zdaję sobie sprawę, że to infantylne - ale takie myślenie w obecnej chwili pozwoli mi się zdystansować, muszę na razie jakąkolwiek miłość odstawić na bok, a zająć się sobą
Życie samo pokaże kto i kogo kocha

Co do dzieci; jest ok, to co się dzieje między nami - nie są świadome, nie są świadkami, psychika na szczęście nie ucierpiała z tego powodu
tak trzeba poukładać, żeby nie odczuły skutku w żaden sposób, niezależnie co będzie między nami , nawet jak się rozejdziemy będę dążyć do normalnych stosunków

Są już na tyle duże, że nie powinno być problemu

W każdym razie widzę wreszcie światełko unormowania tej chorej sytuacji, mam nadzieję, że to nie fatamorgana

150 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-12 21:43:42)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

&t

LonelyM napisał/a:
Excop napisał/a:

Uważam, Lonely, że przyjęłaś dobrą taktykę wobec złośliwości i obelg męża.
Jak mówiłem, Ty wyznaczasz granice pokuty.
To, co napisałaś w końcówce, to oczywiście wierutna bzdura. I sama o tym dobrze wiesz. Chcesz być kochana, jak każde z nas zresztą.
Pytanie tylko, przez kogo, bo "...nie musi mnie nikt kochać...; zabrzmiało nieco dwuznacznie?
Przemawia przez Ciebie rozgoryczenie, więc myślę, że stąd ta, trochę dziecinna reakcja na impertynencje ze strony ślubnego.
Jesteś już świadoma siły swojego "stop" i procesu odbudowywania poczucia własnej wartości.
Owoce: separacja, na razie nieformalna.
Moim zdaniem, w obecnej sytuacji to najlepsze wyjście.
Bo, jak mi się wydaje, męża jednak w dalszym ciągu kochasz. On Ciebie też, mimo, że dziwnie to okazuje.
A jak córki odnajdują się w tym wszystkim?

Ps.

Doczytałem drugą część.
Tak jest.
Wskazane jest nabranie dystansu, nie tylko metaforycznie.
Może mąż zrozumie, kogo i co może stracić w Twojej osobie.
A Ty, czy warto ze swojej strony jeszcze coś zrobić dla ratowania Was, jako małżeństwa, czy dać sobie spokój.

Pozdrawiam.

Może ta moja siła wynikła z tego, ze w końcu wyrzucam to z siebie?
To był chyba dobry pomysł.
Ponadto znalazłam tutaj zupełnie przypadkiem bardzo fajną dziewczynę, która nadaje na tej mojej fali i to mi dużo daje, bo tego mi również brakowało

"to, co napisałaś w końcówce, to oczywiście wierutna bzdura. I sama o tym dobrze wiesz. Chcesz być kochana, jak każde z nas zresztą.
Pytanie tylko, przez kogo, bo "...nie musi mnie nikt kochać..." zabrzmiało nieco dwuznacznie?
Przemawia przez Ciebie rozgoryczenie, więc myślę, że stąd ta, trochę dziecinna reakcja... "

wiem, zdaję sobie sprawę, że to infantylne - ale takie myślenie w obecnej chwili pozwoli mi się zdystansować, muszę na razie jakąkolwiek miłość odstawić na bok, a zająć się sobą
Życie samo pokaże kto i kogo kocha

Co do dzieci; jest ok, to co się dzieje między nami - nie są świadome, nie są świadkami, psychika na szczęście nie ucierpiała z tego powodu
tak trzeba poukładać, żeby nie odczuły skutku w żaden sposób, niezależnie co będzie między nami , nawet jak się rozejdziemy będę dążyć do normalnych stosunków

Są już na tyle duże, że nie powinno być problemu

W każdym razie widzę wreszcie światełko unormowania tej chorej sytuacji, mam nadzieję, że to nie fatamorgana

Ważne jest, że podjęłaś w końcu jakieś decyzje.
Trzymaj się obranego kierunku.
A z dziećmi radziłbym zacząć rozmawiać o nowej dla nich sytuacji, by nie szukały winy Waszego kryzysu u siebie, gdy w pewnej chwili postawicie je przed faktem dokonanym.

Na "fakt dokonany" w przypadku moich dzieci ja wpływu nie miałem, gdy moja żona nagle zmarła, pracując za granicą.
Oboje, poza utratą poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza 14-letni wówczas syn (obecnie jest idealnie w Twoim wieku) obwiniali się, że to kara dla nich, bo domagali się gadżetów, czy zabawek. Takich,które mieli ich zamożniejsi koledzy czy koleżanki, bez oglądania się na nasze możliwości.
Ile mnie kosztowało przywrócenie ich do równowagi, przy własnym poczuciu nieodwracalnej straty ukochanej kobiety trudno sobie wyobrazić.

Dlatego, moim zdaniem, warto dzieci przygotować na nadchodzące, poważne zmiany
w ich dotychczasowym życiu.

Pozdrawiam.

151

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:

&t

LonelyM napisał/a:
Excop napisał/a:

Uważam, Lonely, że przyjęłaś dobrą taktykę wobec złośliwości i obelg męża.
Jak mówiłem, Ty wyznaczasz granice pokuty.
To, co napisałaś w końcówce, to oczywiście wierutna bzdura. I sama o tym dobrze wiesz. Chcesz być kochana, jak każde z nas zresztą.
Pytanie tylko, przez kogo, bo "...nie musi mnie nikt kochać...; zabrzmiało nieco dwuznacznie?
Przemawia przez Ciebie rozgoryczenie, więc myślę, że stąd ta, trochę dziecinna reakcja na impertynencje ze strony ślubnego.
Jesteś już świadoma siły swojego "stop" i procesu odbudowywania poczucia własnej wartości.
Owoce: separacja, na razie nieformalna.
Moim zdaniem, w obecnej sytuacji to najlepsze wyjście.
Bo, jak mi się wydaje, męża jednak w dalszym ciągu kochasz. On Ciebie też, mimo, że dziwnie to okazuje.
A jak córki odnajdują się w tym wszystkim?

Ps.

Doczytałem drugą część.
Tak jest.
Wskazane jest nabranie dystansu, nie tylko metaforycznie.
Może mąż zrozumie, kogo i co może stracić w Twojej osobie.
A Ty, czy warto ze swojej strony jeszcze coś zrobić dla ratowania Was, jako małżeństwa, czy dać sobie spokój.

Pozdrawiam.

Może ta moja siła wynikła z tego, ze w końcu wyrzucam to z siebie?
To był chyba dobry pomysł.
Ponadto znalazłam tutaj zupełnie przypadkiem bardzo fajną dziewczynę, która nadaje na tej mojej fali i to mi dużo daje, bo tego mi również brakowało

"to, co napisałaś w końcówce, to oczywiście wierutna bzdura. I sama o tym dobrze wiesz. Chcesz być kochana, jak każde z nas zresztą.
Pytanie tylko, przez kogo, bo "...nie musi mnie nikt kochać..." zabrzmiało nieco dwuznacznie?
Przemawia przez Ciebie rozgoryczenie, więc myślę, że stąd ta, trochę dziecinna reakcja... "

wiem, zdaję sobie sprawę, że to infantylne - ale takie myślenie w obecnej chwili pozwoli mi się zdystansować, muszę na razie jakąkolwiek miłość odstawić na bok, a zająć się sobą
Życie samo pokaże kto i kogo kocha

Co do dzieci; jest ok, to co się dzieje między nami - nie są świadome, nie są świadkami, psychika na szczęście nie ucierpiała z tego powodu
tak trzeba poukładać, żeby nie odczuły skutku w żaden sposób, niezależnie co będzie między nami , nawet jak się rozejdziemy będę dążyć do normalnych stosunków

Są już na tyle duże, że nie powinno być problemu

W każdym razie widzę wreszcie światełko unormowania tej chorej sytuacji, mam nadzieję, że to nie fatamorgana

Ważne jest, że podjęłaś w końcu jakieś decyzje.
Trzymaj się obranego kierunku.
A z dziećmi radziłbym zacząć rozmawiać o nowej dla nich sytuacji, by nie szukały winy Waszego kryzysu u siebie, gdy w pewnej chwili postawicie je przed faktem dokonanym.

Na "fakt dokonany" w przypadku moich dzieci ja wpływu nie miałem, gdy moja żona nagle zmarła, pracując za granicą.
Oboje, poza utratą poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza 14-letni wówczas syn (obecnie jest idealnie w Twoim wieku) obwiniali się, że to kara dla nich, bo domagali się gadżetów, czy zabawek. Takich,które mieli ich zamożniejsi koledzy czy koleżanki, bez oglądania się na nasze możliwości.
Ile mnie kosztowało przywrócenie ich do równowagi, przy własnym poczuciu nieodwracalnej straty ukochanej kobiety trudno sobie wyobrazić.

Dlatego, moim zdaniem, warto dzieci przygotować na nadchodzące, poważne zmiany
w ich dotychczasowym życiu.

Pozdrawiam.

Chyba powinnam to przemyśleć odnośnie dzieci. Niby wiedzą, ale mogą sobie na nowo stworzyć niepotrzebne nadzieje. Starsza często mówiła nam, żebyśmy się rozeszli, bo się kłócimy i nie pasujemy do siebie. Trochę jej nie doceniam, wydaje mi się, że jest niedojrzała jak na 16-tkę, ale się mylę. Dużo rozumie, a poza tym bardzo interesuje się psychologią, więc pewne tematy, reakcje ludzkiego umysłu nie są jej całkiem abstrakcyjne. Mimo wszystko, to nadal dziecko. Młodsza jest na etapie mam to gdzieś, choć w sytuacjach kryzysowych potrafi działać dojrzale.
Tak czy inaczej trzeba to wszystko zacząć układać na każdej plaszczyźnie.

---------------------------------------------

I jeszcze pewny wątek zostaje. Mąż będzie chcial mnie omamić seksem, może nawet bez premedytacji, ale żeby zachować pewną kontrolę nade mną.
" dlaczego nie chcesz, wiem , że lubisz seks" a potem " jesteś cholerną kusicielką, nęcisz mnie, a potem mówisz, że nie..."  " robisz tak z każdym facetem, masz taki charakter, Twoje niby naturalne zachowanie faceci odbierają jako zachętę" itd. itd.
Wmawia mi to, choć tego nie robię.
Nie mam siły już się z nim kłócić w tym temacie. Nie mam wpływu na to, co inni wnioskują z mojego zachowania, ważne że sama wiem jaka jestem i co robię.

-----------------------------------------

W każdym razie kurs w żaglach zmieniony, oby to był dobry kierunek.

152

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Lonely czytam Twoją historię, i jakbym po części czytała o sobie sad

mi mój M. też mówił, że mnie kocha , a wyrzuty po mojej zdradzie robił przez 4 lata dopóki sam nie "bzykał" na boku .
Był tak bezczelny, że gdy błagałam go na kolanach,żeby nie kontaktował się ze swoją przyjaciłóką- jak ją nazywał - mówił, że on nic złego nie robi, że mnie nigdy nie zdradził, to przeciej ja piep...am się ze wszystkimi ... i wpędzał w kolejne poczucie winy
męczył psychicznie i mnie tym zniszczył w środku - próbuję być szczęśliwa - i w sumie po trochu udaje mi się to. Mamy starać się iść razem do przodu - oboje tego chcemy.

Nie wiem, jestem zszokowana twoją ostatnią relacją, ale rozumiem Ciebie doskonale - ja również usprawiedliwiałam M. / za każdym razem i nieważna była skala jego picia i występków po nim ... strach przed byciem samą był silniejszy niz wszystko inne.

Życzę Ci siły i spokoju
Żeby wiatr wiał w dobrym kierunku smile

153 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-10-13 10:31:57)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

LonlyM,
Podczytywałam Twoją historię na forum, czekając na jej zakończenie. Zakładam, że dobrnęłaś do finału, więc pozwól, że teraz napiszę swoją opinię. Będę z Tobą szczera do bólu, pewnie nawet okrutna, bo patrzę na Twoją historię z punktu widzenia osoby zdradzonej.
Jak ja widzę Twoją historię ?
Znalazłaś się w pewnym momencie w punkcie, w którym przestałaś widzieć swojego nęża. Nie widziałaś w nim swojego partnera, mężczyznę, który Ciebie kochał, kogoś kto Tobie ufał i wierzył Tobie. Przyjęłaś ze fakt wystąpienia u Ciebie fascynacji pojawił sie dlatego, że Twój mąż był Twoim BŁĘDEM, Twoją POMYŁKĄ. Bo nie dał Tobie tego, czego potrzebowałaś. Stałaś się więc OFIARĄ skrywdzoną przez własnego męża.  Zatem sama we własnym sumieniu nabyłaś prawo aby go skrzywdzic.
W niemal wszystkich swoich wpisach i opisach zracjonalizowałaś swoje postępowanie, wyjaśniłaś swoje motywy, dla których postanowiłaś przyprawić mężowi rogi, wybieliłaś się, usprawiedliwiłaś się, zrehabilitowałaś się.

To tak dziala. Zeby moc w swoich wlasnych oczach pozostać czlowiekiem, nie brzydzić się sobą, nie patrzeć na siebie ze wstrętem, degradujemy drugiego człowieka, robimy z niego potwora. Oj tak! W szukaniu usprawiedliwień zdradzający wykazują niezwykłą inwencję twórczą, wynajdujac najrozmaitsze usprawiedliwienia, w które ubierają prawdę o swoim krzywdzącym działaniu.

Ale wiesz czego nie przewidziałaś? Na co zabrakło Tobie wyobraźni?
Nie przewidziałaś reakcji, uczuć, emocji, zachowania swojego męża, gdy on się dowie o Twojej zdradzie. Zabrakło Tobie wyobraźni, żeby przewidzieć, że gdy on się dowie to PRAWDA zniszczy cały jego dotychczasowy świat, że już nigdy nic nie będzie takie samo dla niego jak przed zdradą, że Ty w jego oczach już nie będziesz tą samą kobietą, którą pokochał, z którą się ożenił, z którą chciał mieć dzieci i się zestarzeć.
Nie przwidziałaś też, że ta PRAWDA dotknie go tak bardzo, że straci wiarę w miłośc
w uczciwość, ze nie będzie potrafił zaufać, że odkryje w sobie nieznane dotąd pokłady nienawiści i gniewu, że może stanie się złośliwy i cyniczny, że nie będzie potrafił poradzić sobie z PRAWDĄ O TOBIE.

A Twoja/Wasz postawa po zdradzie, to oddzielna historia. Nie teraz, ale jeśli chciałabyś poznać moją opinię to jestem gotowa podzielić się nią z Tobą.

Mimo wszystkiego, co napisałam powyżej, czuję do Ciebie sympatię, bo chyba jesteś empatyczna a to oznacza, że oprócz tego, że masz w sobie autorefleksję, potrafisz też przyjąć konstruktywną krytykę, wyciągać wnioski, zmienić siebie i swoje życie. Możesz też pomoc swojemu mężowi, nawet jeśli w to nie wierzysz.

154

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Mruffka napisał/a:

Lonely czytam Twoją historię, i jakbym po części czytała o sobie sad

mi mój M. też mówił, że mnie kocha , a wyrzuty po mojej zdradzie robił przez 4 lata dopóki sam nie "bzykał" na boku .
Był tak bezczelny, że gdy błagałam go na kolanach,żeby nie kontaktował się ze swoją przyjaciłóką- jak ją nazywał - mówił, że on nic złego nie robi, że mnie nigdy nie zdradził, to przeciej ja piep...am się ze wszystkimi ... i wpędzał w kolejne poczucie winy
męczył psychicznie i mnie tym zniszczył w środku - próbuję być szczęśliwa - i w sumie po trochu udaje mi się to. Mamy starać się iść razem do przodu - oboje tego chcemy.

Nie wiem, jestem zszokowana twoją ostatnią relacją, ale rozumiem Ciebie doskonale - ja również usprawiedliwiałam M. / za każdym razem i nieważna była skala jego picia i występków po nim ... strach przed byciem samą był silniejszy niz wszystko inne.

Życzę Ci siły i spokoju
Żeby wiatr wiał w dobrym kierunku smile

Wiesz, może to głupie, ale nie boję się że mnie zdradzi, wątpliwe to, ale nauczyłam się, że  życiu wszystko jest możliwe. Bardziej boję się, tego, że pokocha inną, choć twierdzi , że już nikogo (skąd wie?) Tu znów wychodzi moje współuzależnienie wobec i jego alkoholizmu czyli zachowywania się mnie względem jego osoby, jak i uzależnienie mnie samej od jego miłości. Trochę ma racji w tym, że jest moim narkotykiem, choć ja sam nie chcę sie do tego przyznać.
Mamy jakiś wspólny mianownik. To wpędzanie w poczucie winy choćby. Właśnie dojrzałam do tego, żeby stwierdzić, że mojej kary już za dość.
Wieje, owszem, muszę tylko cały czas dbać, aby te moje żagle były mocne i nie skierowały mnie na mieliznę

155

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Przyszłość napisał/a:

LonlyM,
Podczytywałam Twoją historię na forum, czekając na jej zakończenie. Zakładam, że dobrnęłaś do finału, więc pozwól, że teraz napiszę swoją opinię. Będę z Tobą szczera do bólu, pewnie nawet okrutna, bo patrzę na Twoją historię z punktu widzenia osoby zdradzonej.
Jak ja widzę Twoją historię ?
Znalazłaś się w pewnym momencie w punkcie, w którym przestałaś widzieć swojego nęża. Nie widziałaś w nim swojego partnera, mężczyznę, który Ciebie kochał, kogoś kto Tobie ufał i wierzył Tobie. Przyjęłaś ze fakt wystąpienia u Ciebie fascynacji pojawił sie dlatego, że Twój mąż był Twoim BŁĘDEM, Twoją POMYŁKĄ. Bo nie dał Tobie tego, czego potrzebowałaś. Stałaś się więc OFIARĄ skrywdzoną przez własnego męża.  Zatem sama we własnym sumieniu nabyłaś prawo aby go skrzywdzic.
W niemal wszystkich swoich wpisach i opisach zracjonalizowałaś swoje postępowanie, wyjaśniłaś swoje motywy, dla których postanowiłaś przyprawić mężowi rogi, wybieliłaś się, usprawiedliwiłaś się, zrehabilitowałaś się.

To tak dziala. Zeby moc w swoich wlasnych oczach pozostać czlowiekiem, nie brzydzić się sobą, nie patrzeć na siebie ze wstrętem, degradujemy drugiego człowieka, robimy z niego potwora. Oj tak! W szukaniu usprawiedliwień zdradzający wykazują niezwykłą inwencję twórczą, wynajdujac najrozmaitsze usprawiedliwienia, w które ubierają prawdę o swoim krzywdzącym działaniu.

Ale wiesz czego nie przewidziałaś? Na co zabrakło Tobie wyobraźni?
Nie przewidziałaś reakcji, uczuć, emocji, zachowania swojego męża, gdy on się dowie o Twojej zdradzie. Zabrakło Tobie wyobraźni, żeby przewidzieć, że gdy on się dowie to PRAWDA zniszczy cały jego dotychczasowy świat, że już nigdy nic nie będzie takie samo dla niego jak przed zdradą, że Ty w jego oczach już nie będziesz tą samą kobietą, którą pokochał, z którą się ożenił, z którą chciał mieć dzieci i się zestarzeć.
Nie przwidziałaś też, że ta PRAWDA dotknie go tak bardzo, że straci wiarę w miłośc
w uczciwość, ze nie będzie potrafił zaufać, że odkryje w sobie nieznane dotąd pokłady nienawiści i gniewu, że może stanie się złośliwy i cyniczny, że nie będzie potrafił poradzić sobie z PRAWDĄ O TOBIE.

A Twoja/Wasz postawa po zdradzie, to oddzielna historia. Nie teraz, ale jeśli chciałabyś poznać moją opinię to jestem gotowa podzielić się nią z Tobą.

Mimo wszystkiego, co napisałam powyżej, czuję do Ciebie sympatię, bo chyba jesteś empatyczna a to oznacza, że oprócz tego, że masz w sobie autorefleksję, potrafisz też przyjąć konstruktywną krytykę, wyciągać wnioski, zmienić siebie i swoje życie. Możesz też pomoc swojemu mężowi, nawet jeśli w to nie wierzysz.

Jeszcze nie koniec historii, choć najistotniejsze rzeczy już napisałam
Przemyślę Twoje słowa bardzo dokładnie, ale wiesz.... chyba trochę jednak trafiasz w sedno tymi spostrzeżeniami, każdy cudzy pogląd daje mi coś nowego, przecież nie jestem już najmądrzejsza na świecie dzięki swoim przeżyciom, napisałaś coś, co mi umknęło, przyznaję Ci rację, nie widziałam tego.

Jeszcze napiszę resztę, dajcie mi może tydzień, też bym chciała juz to wyrzucić do końca.
I bardzo chętnie poznam Twoją opinię, nawet jeśli mi się nie spodoba, chcę się z nią zmierzyć.
Dziękuję

156

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
LonelyM napisał/a:
LonelyM napisał/a:
LonelyM napisał/a:

rozdział 11: Cios

Będzie krótko, bo nadal nie jestem w stanie o tym mówić

Niestety mąż znów zaczął popijać, bałam się, że wrócimy do punktu wyjścia, nie godzę się już na to. Tego felernego dnia się upił totalnie.
Znów zaczął mnie emocjonalnie szantażować. Czułam, że nie udźwignę takich kolejnych 10 lat.
Nie chciałam dać się zastraszyć. Uciekłam na ulicę. On za mną. Nic nie wskórał. Wrócił do domu, ja za nim. Współuzależnienie i troska. Trochę szczegółów wyparła już moja psychika, bo to było straszne.
Że on się zabije. Nie miałam siły. Byłam wrakiem, nie przejdę tego, nie tym razem, to się źle skończy albo dla mnie albo dla niego albo dla nas obojga. Rozsypałam się " to się zabij" ja też się zabiję, prawie mnie nie ma, nie dam rady. Wybiegłam.
Nie wiem co się działo, błysk trzeźwego myślenia, telefon do jego brata, przyjeżdzaj szybko, bo będzie źle, musiałam brzmieć tragicznie, bo rzucił telefonem i chyba pojechał ( 2 km)
Nie wiem jak dojechałam do teściowej, była tam tylko szwagierka od której się dowiedziałam, że brat już w drodze.
Nie umiałam sklecić sensownie zdania. Zadzwoniłyśmy tylko do moich córek, żeby poszły do babci a nie do domu, bo były na zajęciach w domu kultury.

Powolutku się budziłam, zadzwonil szwagier, powiedział, że juz było po wszystkim. Brakło kilku sekund i by mu się udało. Na dodatek zamknął drzwi, żeby mu nikt nie przeszkodził , dobrze, że to parter, bo rozwalił szybę w balkonie i wszedł.

Jakby nie zdążył na czas, chyba bym sobie tego nigdy nie wybaczyła. Będę ten wyrzut nosić już do końca życia.
Długo siedział z nim i rozmawiał, ja wróciłam do domu dopiero późnym wieczorem, nie wiem dziś co było dalej, nie pamiętam

Mąż chodził na grupę raz w tygodniu, raz pomagało, raz nie.A chodził od stycznia
Coś się jednak zmieniało.

rozdział 11: Powrót do paszczy lwa?

W kwietniu wróciłam do pracy. Może to był błąd, nie powinnam w to samo miejsce, ale się uparłam, że dam radę i muszę się z tym zmierzyć.
Nie chciałam uciekać.
Międzyczasie był tylko jeden znaczący sms od niego " ...... mogę zapomnieć o wszystkim... mogę zapomnieć nawet o sobie.... ale nigdy nie zapomnę o tobie."
Jeszcze byłam na etapie,że sobie ubzdurałam , że po tym wszystkim możemy zostać na etapie przyjaźni, bo od tego się zaczęło" Mąż twierdził,że to niedorzeczne, jak ja sobie to wyobrażałam. Ja swoje on swoje. Normalnie głupia i bezmyślna idiotka bez wyobraźni. Skończyło się na tym, że chciałby, ale nie może nawet ze mną pisać.

Trochę sie bałam pierwszego dnia pracy. Trzeba zmierzyć się ze wspomnieniami. Jakoś poszło. I szło przez tydzień. Nawet nie liczyłam, że go zobaczę.
Ten sms mnie zaskoczył. Krótkie " wiedzialem", ja nie zrozumiałam z tego nic.
Niedługo potem przyszedł. Nogi mi się zachwiały. Stanął i patrząc mi w oczy powiedział "dobry wieczór". Ostatnimi resztkami sił starałam się zachować kamienną pozę. Kupił i wyszedł.
Nadal trzymał mnie jakiś paraliż.
Chwilę potem sms "porozmawiamy?"
Zawahałam się, ale czułam potrzebę definitywnej rozmowy. Niech czeka na mnie po pracy. Męzowi wysłałam smsa, że przyjdę ciut później, bo muszę z NIM porozmawiać, żeby mi zaufał.Obiecałam mu, że w razie spotkania z nim powiem szczerze.

Wyszłam z pracy. Nie powiem, że się nie bałam, bo byłoby to nieprawdą.
Poszliśmy kawałek dalej, przejść się

Mówił, że pięknie wyglądam (banał, nie widzieliśmy się 2 m-ce nie ruszyło mnie to), "nie patrz tak na mnie tymi oczami, bo nie dam rady..." mówił. To nie była łatwa rozmowa, ale bardzo, bardzo spokojna.
Jego słowa: Źle to wszystko wyszło, ja źle zareagowałam, to nie tak, nie zrozumiem itp. itd. Potwierdził "powiedziała, że jest w ciązy..." , " nie chcę, nie mogę płacić tylko alimentów" , a uczucia....cóż ...(zamyślił się), nie zawsze można mieć.......... - Dał mi do zrozumienia, że nie mamy wyboru. Cały czas ktoś dobijał mu się telefonicznie. Pewnie ona. Nie zamierzałam pytać.
Miałam presję. Chciałam z nim porozmawiać, ale potrzebowałam czasu, którego nie miałam.
Przytul mnie, poprosił. Nie, nie zrobię tego - odparłam. Tak bardzo tego wtedy chciałam, walczyłam ze sobą, bałam się, że mu się poddam . Jeszcze chwila i bym nie wytrzymała.
"muszę iść" - powiedziałam. I uciekłam. Na autobus. Tak szybko jak się dało, zanim odwrócę się i zmienię zdanie. A on tam został. I stał.

Dojechałam do domu. Mąż był wściekły, nie wierzył mi, że nie było niczego. Znów kłótnia.
Poszliśmy spać, a ranek zaczął się źle....

rozdział 12: Dramatyczna rozgrywka
Od samego rana wszystko szło w złym kierunku. Wstał wściekły na mnie, ja na niego. Nienawidzę jak ktoś zarzuca mi kłamstwo gdy tak nie jest. Powiedziałam prawdę.
Widziałam, że go nosi. Już przed południem poszedł chlać. Wrócił po to, żeby mnie dojechać. Terror szedł mu świetnie. To teraz sobie pogadamy z twoim przyjacielem - powiedział.
A ja byłam jak skopany pies. Całkowity parter emocjonalny, modliłam się tylko, żeby nie odebrał. Niestety odebrał. Umówili się na bodajże 16.

Miał więc czas, żeby się jeszcze nade mną poznęcać, a ja czułam, że znikam, że zaraz mnie nie będzie. Zanim wyszedł wyciągnął nóż. Zrobił to specjalnie na moich oczach, żeby dalej manipulować moim przerażeniem. Nie wiecie jak to jest. Taki amok psychopaty jaki widuje się na filmach. Spokojny, wyrachowany, co wywołuje jeszcze większą grozę.
A przed wyjściem zrobił coś, czego mu nigdy nie zapomnę, czego nie spodziewałabym się po największym wrogu. Powiedział ; " spróbuj go ostrzec to wrócę i zajebię i ciebie i dzieci".
Wyszedł.....


Chyba godzinę siedziałam jak w transie,na podłodze w pokoju i patrzyłam się tępo w ścianę, jakby mnie ktoś wtedy zobaczył, to zapewne wylądowałabym w psychiatryku.
I potem znów ten błysk, nie mogę dopuścić do tragedii.
Nie wiem jak wyszłam z domu, nie widziałam w ogóle ludzi po drodze. Jakimś cudem zadzwoniłam do niego, manipulacja ;" siedzimy sobie z .... i rozmawiamy"
Gdy byłam na miejscu byli oboje. Pijani.
On Cię kocha - powiedział (mówił o mężu), stałam i patrzyłam na niego, a on nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy. Czułam się zerem. Wtedy zrozumiałam, że dla nikogo nic nie znaczę.
Mąż odszedł za budynek, chwilę potem poszłam i ja. Tam złapał mnie i rzucił o ścianę. A teraz patrz, wracam i zatłukę go na twoich oczach. Tak powiedział. Nie wiem skąd miałam siłę , zaczęlismy sie szarpać. Udało mi się wyrwać ten nieszczęsny nóż i wrzucić do kontenera.
Uciekłam. Zaczął za mną biec. Znaleźliśmy się na jakiejś łące. Tam mnie rzucał po krzakach. Wtedy pierwszy raz mnie tak perfidnie uderzył. Przyjęłam to z pokorą. Znów znalazłam dziwną siłę i spojrzałam mu w twarz. Przyjęłam cios, bo zasłużyłam. Widziałam amok w jego oczach.
I wiecie co? Wolałabym, żeby mnie całe życie bił fizycznie, bo ten ból był niczym w porównaniu z tym jak znęcał się nade mną psychicznie przez cały ten czas.
Instynkt kazał mi uciekać. Znalazłam się między jakimś blokiem. Tam ocknął mnie własny krzyk. On znieruchomiał. To jak się potem dowiedziałam obudziło go.
Zaczęłam iść do domu, on za mną. Po drodze zahaczył o jakąś knajpę z ogródkiem na polu. Nie było klientów. Kupił piwo i kazał mi pić. Potem mi je wytrącił nie pamiętam już szczegółów.
Do domu. Muszę wrócić. On za mną. Był coraz bardziej nieprzytomny, ostatni etap drogi to go prawie zawlokłam. Dziwicie się po co? Nie wiem. Musiałam być w szoku. Tylko ta myśl, żeby nie skończyło się to tragedią. Zawsze tak mam, poświęcam siebie, żeby nie zrobić krzywdy i skandalu wszystkim, a zwłaszcza córkom.
Racjonalnie nie rozumiem swojego postępowania. To chyba jest taki syndrom zaszczutego psa.

W domu padł. Zostawiłam go. Nie miałam już siły żyć. Wzięłam telefon i napisałam do tamtego chyba kilkanaście smsów pełnych żalu, złości, że nie istnieję już dla nikogo, żeby zapomniał, że kiedykolwiek byłam. Złamałam kartę i wyrzuciłam do śmieci.

Nie wiem kiedy zniknęłam w objęciach nocy.

rozdział 13: Koleje losu

Rano wstaliśmy, nie byłam w pracy, bo wymyśliłam bajeczkę dla szefowej, nie byłabym w stanie funkcjonować.
Wstał. Chyba niewiele pamiętał z dnia poprzedniego. Widziałam jakiś wyrzut sumienia, ale nie miało to dla mnie znaczenia.
Były imieniny mojego ojca, miała przyjść matka, żeby iść ze mną na cmentarz. Ja tak bardzo nie chciałam nikogo widzieć, bałam się co z tego wyniknie. Jednak przyszła. Odegraliśmy szopkę, że nic się nie dzieje. Ja i ta moja maska. W środku byłam strzępkiem człowieka. On zachowywał pozory
Dzień minął normalnie, ale kolejna część mnie znów umarła.
Nie umiem już opisać co się działo do czerwca, zlewa mi się to, więc chyba było normalnie, o ile tak to można nazwać czyli bez większych ekscesów. W maju chyba chodził na kurs i jakoś się mijaliśmy

Nie utrzymywałam kontakt z tamtym, przyszedł raz, byłam już całkowicie rozwalona psychicznie. Nie rozmawialiśmy, bo nie było jak, byłam w pracy. Wysłał mi wiadomość. "jestem pod ...... porozmawiajmy" Odpisałam, że niestety, ale nie. Nie mogę. i Wtedy widziałam go ostatni raz.

W czerwcu wrócił do pracy, znów w miejsce gdzie nie powinien, gdzie był narażony na chlanie. Wytrzymał chyba tylko kilka dni. Powtórka z rozrywki. Potrafił przyjechać autem pod dom i zamiast iść do niego szedł do knajpy. Dla mnie to była oczywista perfidność i premedytacja. Znów zaczynał się mój horror.
Znowu jazdy mniejsze lub większe. Pamiętam już tylko kilka incydentów.
Zaczełam wybiegać z domu. On za mną. Zaskakiwałam go takim zachowaniem. Zaczął mnie szantażować, żebym mu kupiła % bo mu już nie sprzedadzą, nie chciałam, to terroryzował mnie psychicznie, zastraszał. W pewnym momencie kupiłam. A potem wzięłam wyrwałam mu i z całą siłą, agresją jaka była we mnie z tej rozpaczy i niemocy roztrzaskałam o beton. Kolejny szok dla niego I dla mnie też, do czego byłam zdolna wyprowadzona z granic wytrzymałości. Zmiana frontu z jego strony. On już nie ma siły żyć z tym, co nam robi i zaczął wg mnie demonstracyjnie pokazywać, że sobie coś zrobi. Byłam naprawdę wrakiem, krzyczałam, że już dłużej nie dam rady i niech się zabije w końcu skoro tego chce. Uciekłam do domu.
Smsy pożegnalne, to jego wołanie o pomoc, ale i dręczenie mnie. Nie umiałam znienawidzić, złamałam się i poszłam za nim. Miałam obawy, ze to mogą być nie tylko puste słowa, zwłaszcza, że raz mu się prawie udało. Nie umiałabym z tym żyć.
Poszedł tam gdzie mógłby skończyć ze sobą. Żebrałam u szwagra, żeby coś zrobił, sama nie podołam. Pojechał za nim. Nic nie wskórał też był na kraju wytrzymałości, ale zostawił mnie bez pomocy. Miałam straszny żal. Szukałam pomocy a jak zwykle zostałam sama. Znów walka ze sobą. Poszłam go szukać. Szarpaliśmy się do 5 rano, żeby nie zrobiłł tego, co chciał. To była najdłuższa noc w moim życiu.
W końcu padł. Własna psychika go wykończyła. Poddał się i wróciliśmy do domu.

Pozorny spokój, na krótko. Dalej żyłam udręczona i dźwigałam to wszystko mając świadomość, że nie mogę na nikogo liczyć. Kolejne przedstawienie, już w domu, bez drastycznej agresji, ale rozwalając mi psychę. Pijany. Dobijanie mnie, pozwól mi się zabić, bo nie chcę tak. W końcu po dłuższym szarpaniu się zadzwoniłam i na policję i na pogotowie. Nie chcieli go wziać, ale policja ich przekonała, bo łyknął pół fiolki anticolu ( straszak na alkoholizm)
Noc miałam z głowy.
Rano ledwo stojąc na nogach pojechałam do szpitala. Nic mu nie było. Nie chciała ze mną rozmawiać, nie poddawałam się. Jak go wypuścili był w strasznym stanie. Nie chciał
jechać taksówką i tak szliśmy do domu jakieś 10 km.
W domu padł. Uciekał od zmierzenia się z tym.
Parę dni wegetacji.
Potem znów chlanie, bo sobie nie radził.
Zaczął nachodzić mnie w pracy i robić mi to samo. Nie wytrzymałam. Musiałam z niej zrezygnować. Nie miałam siły, to był koniec mnie.


W lipcu popijał, sam, w domu, ja w stresie, sparaliżowana, bo nie umiałam inaczej. Po ostatnim upiciu się powiedział do mnie; zadzwoń i zapisz mnie na terapię. Tak zrobiłam, choć nie miałam już żadnej nadziei, ale tonący łapie wszystkiego, bo co mu pozostaje.
Miał zgłosić się w sierpniu do kliniki na rozpoznanie,
I to był zwrot.
Pierwszy po 10 latach .....

157

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Moze to zabrzmi dziwnie ale jestem rozczarowany bo wydawalo mi sie ze chodzi o ratowanie waszego zwiazku lub jakiegokolwiek zwiazku. Bardzo źle się stało, że po tym jak mąż się dowiedział sprawa nie była załatwiona, że musiał przeżywać to z Tobą. Jak bowiem można zamkąć sprawę jeśli się jej nie zamknęło i robi się to na oczach męża?!!!! Na początku wyglądało to tak, z tego co napisałaś, że związek z drugim był właściwie zakończony, mąż się dowiedział, a teraz widać zupełnie inny obraz. Związek nie był zakończony, w tych sytuacjach uczestniczył Twój mąż. Poza tym wątek alkoholu. Zachowanie pod wpływem nie jest racjonalne, czasami wręcz nie pamięta się tego co się zrobiło. Tak samo więc, jak alkohol i znęcanie się psychiczne niszczyło wasze małżeństwo, Twoją psychikę, tak samo wkręcenie męża w nierozwiązaną sytuacje, uczestniczenie w tym, niszczyło wasze małżeństwo, jego psychikę. Jesteście w tym tu siebie warci, niestety, sam nie wiem co gorsze, być może to co trwało dłużej. Skoro więc taki był rzeczywisty obraz i chronologia postępowania to skutki tego są złe. Jeśli żona mnie zdradziła to zakończyła to, powiedzmy że żałuje. Nie umiem wyobrazić sobie sytuacji, że nadal jest z kochankiem, spotyka się z nim i rozmawia, i jeszcze muszę uczestniczyć w jej dylematach. To chore. No ale takie właśnie jest, było w rzeczywistości wasze życie. Przede wszystkim, jeśli jest szansa zakończenia czegoś to należy zacząć od odbudowania wzajemnego szacunku. Kategorycznie wręcz nie można się dalej obrażać i wracać do przeszłości. Czy negować miłości w tym sensie, że miłość to też przywiązanie poparte troską i dbałością o drugą osobę. Ty kończysz, on nie wraca i od tego trzeba było zacząć. Mam wrażenie że wszystko poszło nie tak. Potrzeba było tu mądrości, której niestety zabrakło. W zamian za to jest jednak jakieś wasze wzajemne oddanie, troska, myślenie. Ja tu widzę szansę pod warunkiem stabilnej sytuacji w domu i odstawienia alkoholu. I postepowania racjonalnego, a nie takiego ze zmierze się z nim (stara praca) kiedy maz mierzy sie tez z myslami ze tym sie z nim (kochankiem) mierzysz. Przeciez nawet sama wybaczenia musi byc poarte zerwaniem kontaktu w 100%. To proste i podstawowe rzeczy. Moze nalezalo by nadac tytul temu watkowi przyklad jak dwoje ludzi niszcza swoje zycie. Przepraszam za swoja autorytarnosc ale intuicja i serce mi mowi, ze doglebnie nie zgadzam sie z Twoim obecnym podejsciem do Twojego malżenstwa, w kwestii dalszego bycia ze soba. Moze jest tak dlatego, ze widze ogromne poklady refleksji, przemyslen, ktore zostana pogrzebane rozstaniem. Jak kamienie rzucone na szaniec. Szacunek jest jednak bardzo wazny. Uwazam ze oboje idziecie zla droga. Ale to jest moje zdanie, tylko lub nie tylko (jesli wierzyc intuicji), moze rowniez tych ktorzy na nas patrza z innej rzeczywistosci a ja to tylko przekazuje. Oddajcie sie milosci, wyrzuccie zal i zlosci. To moja rada.

158

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
LonelyM napisał/a:
LonelyM napisał/a:
LonelyM napisał/a:

rozdział 11: Powrót do paszczy lwa?

W kwietniu wróciłam do pracy. Może to był błąd, nie powinnam w to samo miejsce, ale się uparłam, że dam radę i muszę się z tym zmierzyć.
Nie chciałam uciekać.
Międzyczasie był tylko jeden znaczący sms od niego " ...... mogę zapomnieć o wszystkim... mogę zapomnieć nawet o sobie.... ale nigdy nie zapomnę o tobie."
Jeszcze byłam na etapie,że sobie ubzdurałam , że po tym wszystkim możemy zostać na etapie przyjaźni, bo od tego się zaczęło" Mąż twierdził,że to niedorzeczne, jak ja sobie to wyobrażałam. Ja swoje on swoje. Normalnie głupia i bezmyślna idiotka bez wyobraźni. Skończyło się na tym, że chciałby, ale nie może nawet ze mną pisać.

Trochę sie bałam pierwszego dnia pracy. Trzeba zmierzyć się ze wspomnieniami. Jakoś poszło. I szło przez tydzień. Nawet nie liczyłam, że go zobaczę.
Ten sms mnie zaskoczył. Krótkie " wiedzialem", ja nie zrozumiałam z tego nic.
Niedługo potem przyszedł. Nogi mi się zachwiały. Stanął i patrząc mi w oczy powiedział "dobry wieczór". Ostatnimi resztkami sił starałam się zachować kamienną pozę. Kupił i wyszedł.
Nadal trzymał mnie jakiś paraliż.
Chwilę potem sms "porozmawiamy?"
Zawahałam się, ale czułam potrzebę definitywnej rozmowy. Niech czeka na mnie po pracy. Męzowi wysłałam smsa, że przyjdę ciut później, bo muszę z NIM porozmawiać, żeby mi zaufał.Obiecałam mu, że w razie spotkania z nim powiem szczerze.

Wyszłam z pracy. Nie powiem, że się nie bałam, bo byłoby to nieprawdą.
Poszliśmy kawałek dalej, przejść się

Mówił, że pięknie wyglądam (banał, nie widzieliśmy się 2 m-ce nie ruszyło mnie to), "nie patrz tak na mnie tymi oczami, bo nie dam rady..." mówił. To nie była łatwa rozmowa, ale bardzo, bardzo spokojna.
Jego słowa: Źle to wszystko wyszło, ja źle zareagowałam, to nie tak, nie zrozumiem itp. itd. Potwierdził "powiedziała, że jest w ciązy..." , " nie chcę, nie mogę płacić tylko alimentów" , a uczucia....cóż ...(zamyślił się), nie zawsze można mieć.......... - Dał mi do zrozumienia, że nie mamy wyboru. Cały czas ktoś dobijał mu się telefonicznie. Pewnie ona. Nie zamierzałam pytać.
Miałam presję. Chciałam z nim porozmawiać, ale potrzebowałam czasu, którego nie miałam.
Przytul mnie, poprosił. Nie, nie zrobię tego - odparłam. Tak bardzo tego wtedy chciałam, walczyłam ze sobą, bałam się, że mu się poddam . Jeszcze chwila i bym nie wytrzymała.
"muszę iść" - powiedziałam. I uciekłam. Na autobus. Tak szybko jak się dało, zanim odwrócę się i zmienię zdanie. A on tam został. I stał.

Dojechałam do domu. Mąż był wściekły, nie wierzył mi, że nie było niczego. Znów kłótnia.
Poszliśmy spać, a ranek zaczął się źle....

rozdział 12: Dramatyczna rozgrywka
Od samego rana wszystko szło w złym kierunku. Wstał wściekły na mnie, ja na niego. Nienawidzę jak ktoś zarzuca mi kłamstwo gdy tak nie jest. Powiedziałam prawdę.
Widziałam, że go nosi. Już przed południem poszedł chlać. Wrócił po to, żeby mnie dojechać. Terror szedł mu świetnie. To teraz sobie pogadamy z twoim przyjacielem - powiedział.
A ja byłam jak skopany pies. Całkowity parter emocjonalny, modliłam się tylko, żeby nie odebrał. Niestety odebrał. Umówili się na bodajże 16.

Miał więc czas, żeby się jeszcze nade mną poznęcać, a ja czułam, że znikam, że zaraz mnie nie będzie. Zanim wyszedł wyciągnął nóż. Zrobił to specjalnie na moich oczach, żeby dalej manipulować moim przerażeniem. Nie wiecie jak to jest. Taki amok psychopaty jaki widuje się na filmach. Spokojny, wyrachowany, co wywołuje jeszcze większą grozę.
A przed wyjściem zrobił coś, czego mu nigdy nie zapomnę, czego nie spodziewałabym się po największym wrogu. Powiedział ; " spróbuj go ostrzec to wrócę i zajebię i ciebie i dzieci".
Wyszedł.....


Chyba godzinę siedziałam jak w transie,na podłodze w pokoju i patrzyłam się tępo w ścianę, jakby mnie ktoś wtedy zobaczył, to zapewne wylądowałabym w psychiatryku.
I potem znów ten błysk, nie mogę dopuścić do tragedii.
Nie wiem jak wyszłam z domu, nie widziałam w ogóle ludzi po drodze. Jakimś cudem zadzwoniłam do niego, manipulacja ;" siedzimy sobie z .... i rozmawiamy"
Gdy byłam na miejscu byli oboje. Pijani.
On Cię kocha - powiedział (mówił o mężu), stałam i patrzyłam na niego, a on nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy. Czułam się zerem. Wtedy zrozumiałam, że dla nikogo nic nie znaczę.
Mąż odszedł za budynek, chwilę potem poszłam i ja. Tam złapał mnie i rzucił o ścianę. A teraz patrz, wracam i zatłukę go na twoich oczach. Tak powiedział. Nie wiem skąd miałam siłę , zaczęlismy sie szarpać. Udało mi się wyrwać ten nieszczęsny nóż i wrzucić do kontenera.
Uciekłam. Zaczął za mną biec. Znaleźliśmy się na jakiejś łące. Tam mnie rzucał po krzakach. Wtedy pierwszy raz mnie tak perfidnie uderzył. Przyjęłam to z pokorą. Znów znalazłam dziwną siłę i spojrzałam mu w twarz. Przyjęłam cios, bo zasłużyłam. Widziałam amok w jego oczach.
I wiecie co? Wolałabym, żeby mnie całe życie bił fizycznie, bo ten ból był niczym w porównaniu z tym jak znęcał się nade mną psychicznie przez cały ten czas.
Instynkt kazał mi uciekać. Znalazłam się między jakimś blokiem. Tam ocknął mnie własny krzyk. On znieruchomiał. To jak się potem dowiedziałam obudziło go.
Zaczęłam iść do domu, on za mną. Po drodze zahaczył o jakąś knajpę z ogródkiem na polu. Nie było klientów. Kupił piwo i kazał mi pić. Potem mi je wytrącił nie pamiętam już szczegółów.
Do domu. Muszę wrócić. On za mną. Był coraz bardziej nieprzytomny, ostatni etap drogi to go prawie zawlokłam. Dziwicie się po co? Nie wiem. Musiałam być w szoku. Tylko ta myśl, żeby nie skończyło się to tragedią. Zawsze tak mam, poświęcam siebie, żeby nie zrobić krzywdy i skandalu wszystkim, a zwłaszcza córkom.
Racjonalnie nie rozumiem swojego postępowania. To chyba jest taki syndrom zaszczutego psa.

W domu padł. Zostawiłam go. Nie miałam już siły żyć. Wzięłam telefon i napisałam do tamtego chyba kilkanaście smsów pełnych żalu, złości, że nie istnieję już dla nikogo, żeby zapomniał, że kiedykolwiek byłam. Złamałam kartę i wyrzuciłam do śmieci.

Nie wiem kiedy zniknęłam w objęciach nocy.

rozdział 13: Koleje losu

Rano wstaliśmy, nie byłam w pracy, bo wymyśliłam bajeczkę dla szefowej, nie byłabym w stanie funkcjonować.
Wstał. Chyba niewiele pamiętał z dnia poprzedniego. Widziałam jakiś wyrzut sumienia, ale nie miało to dla mnie znaczenia.
Były imieniny mojego ojca, miała przyjść matka, żeby iść ze mną na cmentarz. Ja tak bardzo nie chciałam nikogo widzieć, bałam się co z tego wyniknie. Jednak przyszła. Odegraliśmy szopkę, że nic się nie dzieje. Ja i ta moja maska. W środku byłam strzępkiem człowieka. On zachowywał pozory
Dzień minął normalnie, ale kolejna część mnie znów umarła.
Nie umiem już opisać co się działo do czerwca, zlewa mi się to, więc chyba było normalnie, o ile tak to można nazwać czyli bez większych ekscesów. W maju chyba chodził na kurs i jakoś się mijaliśmy

Nie utrzymywałam kontakt z tamtym, przyszedł raz, byłam już całkowicie rozwalona psychicznie. Nie rozmawialiśmy, bo nie było jak, byłam w pracy. Wysłał mi wiadomość. "jestem pod ...... porozmawiajmy" Odpisałam, że niestety, ale nie. Nie mogę. i Wtedy widziałam go ostatni raz.

W czerwcu wrócił do pracy, znów w miejsce gdzie nie powinien, gdzie był narażony na chlanie. Wytrzymał chyba tylko kilka dni. Powtórka z rozrywki. Potrafił przyjechać autem pod dom i zamiast iść do niego szedł do knajpy. Dla mnie to była oczywista perfidność i premedytacja. Znów zaczynał się mój horror.
Znowu jazdy mniejsze lub większe. Pamiętam już tylko kilka incydentów.
Zaczełam wybiegać z domu. On za mną. Zaskakiwałam go takim zachowaniem. Zaczął mnie szantażować, żebym mu kupiła % bo mu już nie sprzedadzą, nie chciałam, to terroryzował mnie psychicznie, zastraszał. W pewnym momencie kupiłam. A potem wzięłam wyrwałam mu i z całą siłą, agresją jaka była we mnie z tej rozpaczy i niemocy roztrzaskałam o beton. Kolejny szok dla niego I dla mnie też, do czego byłam zdolna wyprowadzona z granic wytrzymałości. Zmiana frontu z jego strony. On już nie ma siły żyć z tym, co nam robi i zaczął wg mnie demonstracyjnie pokazywać, że sobie coś zrobi. Byłam naprawdę wrakiem, krzyczałam, że już dłużej nie dam rady i niech się zabije w końcu skoro tego chce. Uciekłam do domu.
Smsy pożegnalne, to jego wołanie o pomoc, ale i dręczenie mnie. Nie umiałam znienawidzić, złamałam się i poszłam za nim. Miałam obawy, ze to mogą być nie tylko puste słowa, zwłaszcza, że raz mu się prawie udało. Nie umiałabym z tym żyć.
Poszedł tam gdzie mógłby skończyć ze sobą. Żebrałam u szwagra, żeby coś zrobił, sama nie podołam. Pojechał za nim. Nic nie wskórał też był na kraju wytrzymałości, ale zostawił mnie bez pomocy. Miałam straszny żal. Szukałam pomocy a jak zwykle zostałam sama. Znów walka ze sobą. Poszłam go szukać. Szarpaliśmy się do 5 rano, żeby nie zrobiłł tego, co chciał. To była najdłuższa noc w moim życiu.
W końcu padł. Własna psychika go wykończyła. Poddał się i wróciliśmy do domu.

Pozorny spokój, na krótko. Dalej żyłam udręczona i dźwigałam to wszystko mając świadomość, że nie mogę na nikogo liczyć. Kolejne przedstawienie, już w domu, bez drastycznej agresji, ale rozwalając mi psychę. Pijany. Dobijanie mnie, pozwól mi się zabić, bo nie chcę tak. W końcu po dłuższym szarpaniu się zadzwoniłam i na policję i na pogotowie. Nie chcieli go wziać, ale policja ich przekonała, bo łyknął pół fiolki anticolu ( straszak na alkoholizm)
Noc miałam z głowy.
Rano ledwo stojąc na nogach pojechałam do szpitala. Nic mu nie było. Nie chciała ze mną rozmawiać, nie poddawałam się. Jak go wypuścili był w strasznym stanie. Nie chciał
jechać taksówką i tak szliśmy do domu jakieś 10 km.
W domu padł. Uciekał od zmierzenia się z tym.
Parę dni wegetacji.
Potem znów chlanie, bo sobie nie radził.
Zaczął nachodzić mnie w pracy i robić mi to samo. Nie wytrzymałam. Musiałam z niej zrezygnować. Nie miałam siły, to był koniec mnie.


W lipcu popijał, sam, w domu, ja w stresie, sparaliżowana, bo nie umiałam inaczej. Po ostatnim upiciu się powiedział do mnie; zadzwoń i zapisz mnie na terapię. Tak zrobiłam, choć nie miałam już żadnej nadziei, ale tonący łapie wszystkiego, bo co mu pozostaje.
Miał zgłosić się w sierpniu do kliniki na rozpoznanie,
I to był zwrot.
Pierwszy po 10 latach .....

rozdział 14: bliżej, niż dalej, a jednak nie łatwiej

Przyjęli go na 2 miesięczną terapie.
Pierwszy raz od nastu lat poczułam jak można lekko żyć bez tego panicznego strachu i lęku. Nie nastąpiło to oczywiscie od razu, ale o dziwo szybko się w tym odnalazłam, może pomogło mi to, że bardzo tego pragnęłam.

Terapia była bardzo intensywna, 8 tygodni dzień w dzień bez weekendów w placówce po 7h. Potem kilka godzin w domu. Terapia polegała na poznaniu całego mechanizmu i na 100% ciężkiej psychicznie pracy nad sobą. I tak w kółko, do bólu. nie każdy wytrwał, codziennie alkomat, jeden numer i out, testy wykrywają nawet do 4 dni wstecz, nie każdy podołał psychicznie spojrzeć prawdzie w oczy. Nie każdy chciał. To było dobrowolne. Rzucenie na głęboką wodę. Chcesz nie utonąć - walcz. Nikt nie zrobi tego za Ciebie. To tak w skrócie, bo terapia odwykowa to bardzo bardzo rozległy temat.
Odstawiłam całą swoją nienawiść, wszystkie swoje emocje i pomagałam, żeby tylko dotrwał. Wspierałam i psychicznie i zadaniowo.
Mnie samej dało to ogromnie dużo, zrozumiałam wszystko, zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiedziałam nic. Wiele osób nadal nie wie. Ale nie o tym.
Tam nie było typowych pijaków jak się niektórym wydaje stereotypowo, że alkoholik to tylko lump spod sklepu.
Mężczyźni, kobiety i takie młode dziewczyny, nie żadna patologia. Większość z tzw dobrych domów. Zdumiało mnie to wszystko.

Między nami był wreszcie spokój. Poświęciłam swoje uczucia, tęsknotę za tamtym w imię wyższych celów, było mi ciężko, brakowało mi go ogromnie jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, on obudził we mnie początek jakiejś siły, nadziei, że nie muszę tak żyć. Nie było go przy mnie. Zmusiłam się myśleć, że nie czuję już nic, żeby było mi lżej i żebym mogła skupić się na prostowaniu życia.
Z mężem zaprzyjaźniliśmy się trochę. Było dobrze.
Mówil mi, żebym sobie zdała sprawę, że jak przejdzie przez to to będzie innym człowiekiem i może zmienić mu się myslenie, czego skutkiem będzie koniec nas. Cena była nieważna. Ważne było, że nie będzie koszmaru. Miałam nadzieję, że nam się uda wbrew wszelkim statystykom i głosom rozsądku.

W październiku było już po. od jesieni do wiosny tego roku powolutku sie układało. Byłam dobrej mysli. Spędzaliśmy razem czas, jak nigdy w życiu, odbudowaliśmy to czego od dawna między nami nie było. Wierzyłam, że jakoś będzie. Cały czas odpychałam swoje pragnienia. Chciałam na nowo, żeby to on był moją, jedyną miłością, bo tak będzie lepiej.
Popchnęłam męza dalej, żeby zadbał o siebie i swoj rozwoj zawodowy tak jak zawsze chciałam, wtedy mówiłam mu że może osiągnać wszystko jak przestanie pić.
I teraz miało prawo sie to udać. I udaje się. Z moim wsparcie i swoim uporem realizuje swoje cele. Byle tak dalej.

Tylko, że nas juz chyba nie ma. On mi to daje do zrozumienia od prawie pół roku, a ja skutecznie nie przyjmowałam do wiadomości.
Tak trochę egoistycznie. No jak to? Tyle zrobiłam, tyle poświęciłam, tyle się staraliśmy i nic? Ma to gdzieś? Tupałam nogami narzucałam argumenty, ze wystarczy chcieć. No, ale człowiek jest istotą złożoną. Nie ma guzików, potencjometrów i innych klawiszy.
Kochać kocha, choć czasem myślę, że jednak nie, bo człowiek zbyt łatwo ulega myśleniu, że coś mu jest dane na zawsze.
Jak mówi mąż;" to są konsekwencje i cena: mojego postępowania i twojej zdrady, pogódź się z tym"


----------------------------------------------------------------
To chyba koniec streszczenia. Reszta to już bieżące sprawy. Wiem, ze końcówkę trochę skróciłam w opisie, ale chyba się wypaliłam. Jestem zmęczona.
To cała prawda. Widziana moimi oczami i moimi uczuciami. Starałam sie być jak najbardziej sprawiedliwa i uczciwa w opisywaniu tego. Może mi wiele umknęło. Nie wiem, nie pamiętam wszystkiego.
Mimo, ze mam jakieś głupie wyrzuty sumienia, że w ten sposb nas zdradzam, jest mi lepiej, bo inaczej nie moglabym się oczyścić z tego wszystkiego co mnie zabija od srodka.
To było potrzebne, MNIE.
Teraz kolej naprawic siebie. Z reszta mąż musi sam sie uporać, nie przeżyję zycia za niego.


Przepraszam, ze to wszystko jest takie chaotyczne, nieskładne gramatycznie, stylistycznie, ale zbyt wiele emocji i serca w to włożyłam. Nie dało się na sucho i poprawnie jak u rasowego pisarza.

______________________
A co ze mną?

Z tym się muszę zmierzyć i zawalczyć

Co mi potrzebne?

Równowaga i zrozumienie czego chcę.

Chciałabym też porozmawiać z NIM, kim naprawdę dla niego byłam? To mi dużo da. Przyjmę wszystko, ale prawdę. Czy byłam tylko zauroczeniem, zabawką, która przeminęła? Czy może jednak było to coś prawdziwego ale okoliczności nam nie pozwoliły? Nie wierzę, że można tak udawać, czułam to od niego, ale zakochany człowiek może się oszukiwać nieświadomie, choć ja raczej czytam między wersami. Potrzebna mi prawda.

Ja nawet nie wiem o czym oni oboje rozmawiali.

Czy żałuję romansu?
Nie, nie żałuję, bo kochałam/kocham prawdziwie. Miałam prawo być szczęśliwa.
Żałuję tylko sposobu w jaki to zrobiłam, do tego nie miałam prawa.
-----------------------------------

Muszę odpocząć.
moje dalsze dopiski to będą moje rozterki dnia codziennego.

Za wszystkie wypowiedzi dziękuję. Wszystkie są potrzebne, nawet te nie po mojej myśli.

159

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
maniek_z_maniek napisał/a:

Moze to zabrzmi dziwnie ale jestem rozczarowany bo wydawalo mi sie ze chodzi o ratowanie waszego zwiazku lub jakiegokolwiek zwiazku. Bardzo źle się stało, że po tym jak mąż się dowiedział sprawa nie była załatwiona, że musiał przeżywać to z Tobą. Jak bowiem można zamkąć sprawę jeśli się jej nie zamknęło i robi się to na oczach męża?!!!! Na początku wyglądało to tak, z tego co napisałaś, że związek z drugim był właściwie zakończony, mąż się dowiedział, a teraz widać zupełnie inny obraz. Związek nie był zakończony, w tych sytuacjach uczestniczył Twój mąż. Poza tym wątek alkoholu. Zachowanie pod wpływem nie jest racjonalne, czasami wręcz nie pamięta się tego co się zrobiło. Tak samo więc, jak alkohol i znęcanie się psychiczne niszczyło wasze małżeństwo, Twoją psychikę, tak samo wkręcenie męża w nierozwiązaną sytuacje, uczestniczenie w tym, niszczyło wasze małżeństwo, jego psychikę. Jesteście w tym tu siebie warci, niestety, sam nie wiem co gorsze, być może to co trwało dłużej. Skoro więc taki był rzeczywisty obraz i chronologia postępowania to skutki tego są złe. Jeśli żona mnie zdradziła to zakończyła to, powiedzmy że żałuje. Nie umiem wyobrazić sobie sytuacji, że nadal jest z kochankiem, spotyka się z nim i rozmawia, i jeszcze muszę uczestniczyć w jej dylematach. To chore. No ale takie właśnie jest, było w rzeczywistości wasze życie. Przede wszystkim, jeśli jest szansa zakończenia czegoś to należy zacząć od odbudowania wzajemnego szacunku. Kategorycznie wręcz nie można się dalej obrażać i wracać do przeszłości. Czy negować miłości w tym sensie, że miłość to też przywiązanie poparte troską i dbałością o drugą osobę. Ty kończysz, on nie wraca i od tego trzeba było zacząć. Mam wrażenie że wszystko poszło nie tak. Potrzeba było tu mądrości, której niestety zabrakło. W zamian za to jest jednak jakieś wasze wzajemne oddanie, troska, myślenie. Ja tu widzę szansę pod warunkiem stabilnej sytuacji w domu i odstawienia alkoholu. I postepowania racjonalnego, a nie takiego ze zmierze się z nim (stara praca) kiedy maz mierzy sie tez z myslami ze tym sie z nim (kochankiem) mierzysz. Przeciez nawet sama wybaczenia musi byc poarte zerwaniem kontaktu w 100%. To proste i podstawowe rzeczy. Moze nalezalo by nadac tytul temu watkowi przyklad jak dwoje ludzi niszcza swoje zycie. Przepraszam za swoja autorytarnosc ale intuicja i serce mi mowi, ze doglebnie nie zgadzam sie z Twoim obecnym podejsciem do Twojego malżenstwa, w kwestii dalszego bycia ze soba. Moze jest tak dlatego, ze widze ogromne poklady refleksji, przemyslen, ktore zostana pogrzebane rozstaniem. Jak kamienie rzucone na szaniec. Szacunek jest jednak bardzo wazny. Uwazam ze oboje idziecie zla droga. Ale to jest moje zdanie, tylko lub nie tylko (jesli wierzyc intuicji), moze rowniez tych ktorzy na nas patrza z innej rzeczywistosci a ja to tylko przekazuje. Oddajcie sie milosci, wyrzuccie zal i zlosci. To moja rada.

Przyjmuję wypowiedź, w tej chwili  nie czuję sie na siłach, aby odpowiedzieć.


"Potrzeba było tu mądrości, której niestety zabrakło"
tu masz 100% racji.

wtedy, w trakcie chciałam, żeby mąż dał mi wolność żebym zderzyła się ze wszystkim i żebym była pewna czego chcę, on mi jej dać nie chciał - dla niego to była walka o mnie, a dla mnie kajdanki

160

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

"Przyjmuję wypowiedź, w tej chwili  nie czuję sie na siłach, aby odpowiedzieć."

Nie musisz odpowiadac. Pisze zbyt autorytarnie.

Co do Twojego meza. Zle ze sie poddał. Nie ma porównania co może stracić. Dał się zdominować złym myślom. Może jakieś potrzebne duchowe uzdrowienie?

Co do Ciebie, to niewiedza boli i niesie często złudną nadzieje o tamtym. Wiesz, moje pierwsze rozmowy z żoną, to widać było jakieś tlące się w Niej "zauroczenie" w tamtym. Kiedy
jednak zacząłem Jej tłumaczyć powody jego postępowania, popierałem dowodami, ktore Jej się zaczeły kojarzyć z konkretnymi faktami, nazywałem po imieniu sytuacje, które Ona
wypierała, to wtedy zauważyłem jakby falę wyrzytów bo zobaczyła z kim się zadała, a wcześniej jakby w sobie to wybielała. Wyszło z tego gówno i tyle.

Popatrzmy na fakty. Facet ma dziewczynę i nie chce z Nią zerwać.  Co wiecej planuje
z Nią życie. To co tu jeszcze komentować? Dokonał wyboru i tyle. Jak to się mówi,
wyszło szydło z worka. Tobie przesłaniają oczy miłe wspomnienia. Ale to ma się nijak
do konkretów. Kwestia jest nie taka, jaki On był czy jest. Bo masz prawo zachować tylko
te dobre wspomnienia. Zresztą taka jesteś. Problem jest taki, że te wspomnienia
pchają Cię do spotkania z Nim.

161 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-13 14:50:34)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Tak, jak napisałaś, alkoholikiem nie musi być wyłącznie stereotypowy, niemile pachnący i żebrzący o dołożenie 50 groszy na "mózgojeba", od dawna nie myjący się człowiek, jakich wielu w każdej miejscowości.
Ja akurat znam mechanizm stawania się alkoholikiem, tak z autopsji, jak i z obserwacji poczynionych w swojej pracy.

Lonely, co Tobie po wiedzy o motywach postępowania kochanka?
Choćby to, co chcesz usłyszeć od niego, a chcesz, moim zdaniem usłyszeć, że zakochał się w Tobie i kocha w dalszym ciągu, tylko źli ludzie stanęli w poprzek Waszej miłości, okazało się prawdą?
Kto kocha naprawdę, zrobi wszystko, by być z kochaną osobą.
On tego nie zrobił, choć Ty byłaś i chyba jesteś w dalszym ciągu gotowa zostawić męża na jedno jego słowo.
I na to słowo, obawiam się, czekasz.

Wybacz, że tak, bez ogródek, ale uważam, że powinnaś najpierw rozwieść się z mężem.
Wtedy, wolna, dowiaduj się o przyczyny porzucenia przez kochanka, bo inaczej sprzeniewierzysz się również ostatniemu zdaniu nad poziomą kreską ostatniego Twojego wpisu

Pozdrawiam.

162

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
maniek_z_maniek napisał/a:

"Przyjmuję wypowiedź, w tej chwili  nie czuję sie na siłach, aby odpowiedzieć."

Nie musisz odpowiadac. Pisze zbyt autorytarnie.

Co do Twojego meza. Zle ze sie poddał. Nie ma porównania co może stracić. Dał się zdominować złym myślom. Może jakieś potrzebne duchowe uzdrowienie?

Co do Ciebie, to niewiedza boli i niesie często złudną nadzieje o tamtym. Wiesz, moje pierwsze rozmowy z żoną, to widać było jakieś tlące się w Niej "zauroczenie" w tamtym. Kiedy
jednak zacząłem Jej tłumaczyć powody jego postępowania, popierałem dowodami, ktore Jej się zaczeły kojarzyć z konkretnymi faktami, nazywałem po imieniu sytuacje, które Ona
wypierała, to wtedy zauważyłem jakby falę wyrzytów bo zobaczyła z kim się zadała, a wcześniej jakby w sobie to wybielała. Wyszło z tego gówno i tyle.

Popatrzmy na fakty. Facet ma dziewczynę i nie chce z Nią zerwać.  Co wiecej planuje
z Nią życie. To co tu jeszcze komentować? Dokonał wyboru i tyle. Jak to się mówi,
wyszło szydło z worka. Tobie przesłaniają oczy miłe wspomnienia. Ale to ma się nijak
do konkretów. Kwestia jest nie taka, jaki On był czy jest. Bo masz prawo zachować tylko
te dobre wspomnienia. Zresztą taka jesteś. Problem jest taki, że te wspomnienia
pchają Cię do spotkania z Nim.

Być może masz rację, może nawet więcej, niż być może
nie lubię niedomówień, a może jestem masochistką i muszę przekonać się na własnej skórze, żeby mieć pewność

163

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:

Tak, jak napisałaś, alkoholikiem nie musi być wyłącznie stereotypowy, niemile pachnący i żebrzący o dołożenie 50 groszy na "mózgojeba", od dawna nie myjący się człowiek, jakich wielu w każdej miejscowości.
Ja akurat znam mechanizm stawania się alkoholikiem, tak z autopsji, jak i z obserwacji poczynionych w swojej pracy.

Lonely, co Tobie po wiedzy o motywach postępowania kochanka?
Choćby to, co chcesz usłyszeć od niego, a chcesz, moim zdaniem usłyszeć, że zakochał się w Tobie i kocha w dalszym ciągu, tylko źli ludzie stanęli w poprzek Waszej miłości, okazało się prawdą?
Kto kocha naprawdę, zrobi wszystko, by być z kochaną osobą.
On tego nie zrobił, choć Ty byłaś i chyba jesteś w dalszym ciągu gotowa zostawić męża na jedno jego słowo.
I na to słowo, obawiam się, czekasz.

Wybacz, że tak, bez ogródek, ale uważam, że powinnaś najpierw rozwieść się z mężem.
Wtedy, wolna, dowiaduj się o przyczyny porzucenia przez kochanka, bo inaczej sprzeniewierzysz się również ostatniemu zdaniu nad poziomą kreską ostatniego Twojego wpisu

Pozdrawiam.

Nie wiem. Po prostu chcę wiedzieć. Dla samej siebie. Potrzebuję. Nie umiem Ci tego wytłumaczyć.
Nie, to za mało, żebym brała pod uwagę powrót do niego na już o ile w ogóle. Nawet jakby chciał, w co raczej wątpię, nie łudzę się

Pewna jestem jednego; muszę uporządkować siebie.
A za prawdę i szczerość się nie gniewam.

164 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-10-13 15:26:29)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Pisałaś ze przyjaźniliście sie z kochankiem . Ja przyjaźń rozumiem -wiemy o sobie wszystko.
Dlaczego kochanek nie próbował namówić , nakłonić , przetłumaczyć ci abyś odeszła od męża alkoholika.Był światkiem jednej sytuacji , jak mąż sie zachowuje .Tym bardziej ze jak pisałaś on w swoim związku kłócił sie ze swoja , mieli nieporozumienia , cos tam nie grało.Uważasz ze miedzy wami była "prawdziwa miłość". Tym bardziej aby dodać Ci odwagi i pewności ze nie pozostaniesz sama mógł skończyć tamten nieudany związek a tobie pomóc przez to przejść. Bał sie odpowiedzialności ?? A moze nie chciał matki z 2 dzieci na stałe ?? Nie uwazam ze jego strony był tylko sex , była jakaś wieź emocjonalna ale czy "miłość" - on w dalszym ciagu jest z tamtą ale przecież nie musi, nie jest ona w ciąży , wiec co ich łączy ??

165

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Witaj .Wiem że jest Ci  ciężko.A może powinnaś odejść od męża .Ja wiem łatwo się mówi .Może zrób coś dla siebie i odezwij się do niego .Jeżeli Go kochasz to powalcz .Ja też zaczynam od nowa ale jest mi cholernie ciężko .Nie wiem czy dam radę mu wybaczyć zaufać .Mówię że tak ale sama nie jestem tego pewna .Pozdrawiam

166

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
ryba81 napisał/a:

Pisałaś ze przyjaźniliście sie z kochankiem . Ja przyjaźń rozumiem -wiemy o sobie wszystko.
Dlaczego kochanek nie próbował namówić , nakłonić , przetłumaczyć ci abyś odeszła od męża alkoholika.Był światkiem jednej sytuacji , jak mąż sie zachowuje .Tym bardziej ze jak pisałaś on w swoim związku kłócił sie ze swoja , mieli nieporozumienia , cos tam nie grało.Uważasz ze miedzy wami była "prawdziwa miłość". Tym bardziej aby dodać Ci odwagi i pewności ze nie pozostaniesz sama mógł skończyć tamten nieudany związek a tobie pomóc przez to przejść. Bał sie odpowiedzialności ?? A moze nie chciał matki z 2 dzieci na stałe ?? Nie uwazam ze jego strony był tylko sex , była jakaś wieź emocjonalna ale czy "miłość" - on w dalszym ciagu jest z tamtą ale przecież nie musi, nie jest ona w ciąży , wiec co ich łączy ??

Nie mogę odpowiadać za niego, więc i na te pytania nie umiem odpowiedzieć. Tylko on wie, co myślał, czuł itp. I jak ma się to wszystko teraz.
Dlatego chętnie dowiedziałabym się, a nie wiem czy będę mieć tyle śmiałości, nie chcę się nikomu narzucać.
Łatwo analizować cudze życie i postępowanie, sama to umiem dość dobrze, ale nijak nie umiem wykorzystać na samej sobie.
Czasem chciałabym być pusta, byle jaka i niczego nie czuć. Byłoby prościej.
Praca nad sobą, zabawa własną psychiką bardzo wycieńcza,
Tak sobie głupio napiszę; coś ze mną nie tak; zwariować nie potrafię, psychiatra mi to wybił z głowy, do alkoholu mnie nie ciągnie, do narkotyków tym bardziej, to co ja mam zrobić?
Nawet poddać się nie umiem, ten mój cholerny instynkt samozachowawczy i pozytywne myślenie, optymizm, który przychodzi po największym nawet dołku.

167

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
amelka3007 napisał/a:

Witaj .Wiem że jest Ci  ciężko.A może powinnaś odejść od męża .Ja wiem łatwo się mówi .Może zrób coś dla siebie i odezwij się do niego .Jeżeli Go kochasz to powalcz .Ja też zaczynam od nowa ale jest mi cholernie ciężko .Nie wiem czy dam radę mu wybaczyć zaufać .Mówię że tak ale sama nie jestem tego pewna .Pozdrawiam

Na razie muszę powalczyć o siebie, to podstawa. To właśnie robię dla siebie, w końcu.

168

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Teraz jak już znam cała prawdę jest  mi troszkę lżej .Ale mam taki mętlik w głowie .Nie wiem czy czytałaś ostatni mój post .Do głowy by mi nie przyszło że są takie kobiety .Sama nie wiem co czasami myśleć .Może podpowiesz mi co myśleć .Myśli że będzie chciała się zemścić .A z drugiej strony co ona może zrobić.Próbować do niego dzwonić (bo pomyśli  że będziemy się kłócić)Nazwała mnie jebaną żonką .Pozdrawiam

169

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

LonelyM przeczytałam właśnie całą Twoją historię i muszę powiedzieć, że miałaś na prawdę ciężkie małżeństwo.

Zawsze brzydziłam się zdradą i myślałam źle o ludziach, którzy się do tego posuwają. O Tobie nie mogę tak pomyśleć, ani powiedzieć. Po tych przejściach szukałaś po prostu trochę szczęścia dla siebie, nie tłumaczę Cie tutaj, próbuję zrozumieć.

Z alkoholikiem nie miałam do czynienia, o terrorze psychicznym mogłabym tutaj napisać sporo. Nieraz prosiłam w myślach, że jak ma się wyżyć to niech uderzy mnie ręką, a nie słowem czy czynem. Ja właśnie skakałam i skamlałam jak Ty gubiąc resztki swojej godności... Żałuję tego strasznie, ale już nie wróci i trzeba patrzeć do przodu, jednak podjęłam najlepszą decyzję- odeszłam. Potem on skamlał, nawet tydzień przed sprawą rozwodową, ale ja postanowiłam twardo zostawić tamto życie za mną!
Radziłabym to każdej kobiecie poniżanej, bo związek ma dawać szczęście, a nie go odbierać!
Przypominają mi się tutaj posty w stylu 'źle go traktowałam jak go odzyskać', mówię na własnym doświadczeniu miłość ulatnia się, znika jak nie ma szacunku i wsparcia. I u Ciebie uleciała, myślę, że od dawna już go nie kochasz, boisz się jedynie samotności, w końcu to tyle lat.
Jesteś młoda i masz szansę na szczęście jak nie w związku, to będąc samotną mamą- masz tu mój przykład.

I znowu wspomnienia, cytuję mojego ex: "Nie powinnaś narzekać, przecież jestem dobrym mężem i ojcem - nie piję, nie leję Cie i chodzę do pracy". Nie w tym rzecz.

Trzymaj się i życzę Ci jak najlepszych decyzji. smile

170

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Mysle jeszcze ze moze tak byc ze i tak sie nie dowiesz co druga osoba myslala, czula. Takie rzeczy przechodza, sie o nich zapomina, poza tym nie kazdy jest szczery. Jaka masz gwarancje ze dowiedz sie prawdy? Jesli prawda jest wstydliwa to ludzie czesto klamia. Spotykaja sie np. dla seksu a mowia o milosci, propuja lokaty, interes a czlowiek traci, itp. Mnie np. zona nigdy nie powiedziala dlaczego. Moze wstydzila sie uczucia, do kogos kto sie okazal zwykla menda. Moze nie umie o tym mowic. Domyslam sie tylko na podstawie jej slow, obserwacji, rozmow z inna kobieta (moja przyjaciolka). W kazdym razie miedzy tym co mowi zona, tym co ja uwazam a tym co uwaza (podaje za powody) inna kobieta dobrze znajaca kobiety jest rozdzwiek. Co wiec jest prawda? Np. zona podaje za powod czysty seks, przyjaciolka mi mowi ze to byla rekacja na to co kiedys zrobilem i jakies uczucie, jak czytam wypowiedzi psychologow to mowia o relacjach, szukaniu relacji. Te odpowiedzi troche sie uzupelniaja ale i troche zaprzeczaja sobie. Byc moze prawda jest pochodna tych wszystkich odpowiedzi. Trzeba byc specjalista zeby to wszystko jednoznacznie zrozumiec.

171

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Maniek
ale o co chodzi bo nie wiem jak to się ma do watku?

172 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-13 19:47:28)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Stokrotko, Maniek odnosi się do nieodpartej potrzeby Lonely, by dowiedzieć się, co kochanek ma jej do powiedzenia o pobudkach jego postępowania wobec niej przy nawiązaniu romansu.

173 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-10-13 20:48:53)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Od poprzedniej mojej wypowiedzi już tylko przeglądam wątek, miałam nic nie pisać, ale po przeczytaniu rozdziału 14 coś mnie tknęło..

Wiem, że dość ostro i jednostronnie Cię oceniłam. Po części dlatego, że brzydzę się zdradą i wiem jak człowieka to upadla (po 1 i 2 stronie), ale nie o tym. W waszym wypadku ta zdrada jest tylko katalizatorem dla innych problemów, które spowodowały, że ten związek zamiast przez te wszystkie lata dojrzewać - gnił od środka.
Alkohol to cholernie perfidny narkotyk, którego siły bardzo się nie docenia. Wiem jak to wygląda, na szczęście nie z autopsji, ale z perspektywy bardzo bliskiej mi osoby i jej małżeństwa.
To co opisałaś w ost. rozdziale uderzyło mnie mocno, bo czułam jakbyś opisywała dokładnie to co się dzieje w małżeństwie tej osoby.

Ale tam zdrady były z drugiej strony, to on oprócz tego że pije, zdradzał i robi to nadal. A tamta Kobieta poddała się i chyba już tak zostanie - wzajemne niszczenie się i wegetacja obok siebie.


Chciałam Ci powiedzieć, że pomimo iż nadal nie potrafię usprawiedliwić zdrady to teraz trochę bardziej Cię rozumiem, Twoja frustrację i pragnienie jakiejś bliskości, czułości, ciepła.. Okropne, że musiałaś szukać tego na zewnątrz. Też inna sprawa, że alkohol dla alkoholika jest jak kochanka - trochę jak zdrada emocjonalna dla Ciebie, bo przecież pijąc on był w tym 'swoim' świecie, z Tobą kontaktu nie było.

Tak czy inaczej, czy kiedykolwiek sama podjęłaś terapię? Jako osoba współuzależniona bardzo jej potrzebujesz.
Cały wątek w 3/4 dotyczy Twojego męża i jego zachowań, co zrozumiałe i typowe dla osoby, której życie wyznaczał rytm ciągów alkoholowych męża.

Gdybyś skupiła się teraz na sobie i na tym, żeby SOBIE pomóc, podjęła jakąś terapię - z dużym prawdopodobieństwem okazałoby się, że kochanek nie jest tak pierwszoplanową postacią i gwarancją szczęścia, jak może Ci się wydawać -z perspektywy osoby wyprutej z pozytywnych emocji do męża i umęczonej tą całą sytuacja.
Chodzi o to, że odzyskując kontrolę nad swoim życiem miałabyś szansę zrozumieć, że żadna osoba z zewnątrz (poza Tobą) nie jest w stanie dac Ci poczucia bezpieczeństwa i szczęścia. Ani mąż, ani kochanek, ani ktokolwiek inny.

To, że kochankowi się to udało przez krótki okres niczego nie zmienia w dłuższej perspektywie, on spełnił swoją rolę- pokazał Ci jak możesz się czuć, ale jego rolą nie było "wyrwać Cię i uratować" niczym księżniczkę ze złej bajki. To już musisz zrobić Ty sama.
Ta love story z kochankiem to iluzja (jak każde zakochanie oparte na spotkaniach 'z doskoku'), coś co miało się wydarzyć by pomóc zmienić Ci kąt patrzenia na Twoje małżeństwo i siebie w tym wszystkim i jeśli to zrozumiesz, przestaniesz tęsknić i cierpieć.

174

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Jesteś mądrą kobietą, Elle.

175

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
saved napisał/a:

LonelyM przeczytałam właśnie całą Twoją historię i muszę powiedzieć, że miałaś na prawdę ciężkie małżeństwo.

Zawsze brzydziłam się zdradą i myślałam źle o ludziach, którzy się do tego posuwają. O Tobie nie mogę tak pomyśleć, ani powiedzieć. Po tych przejściach szukałaś po prostu trochę szczęścia dla siebie, nie tłumaczę Cie tutaj, próbuję zrozumieć.

Z alkoholikiem nie miałam do czynienia, o terrorze psychicznym mogłabym tutaj napisać sporo. Nieraz prosiłam w myślach, że jak ma się wyżyć to niech uderzy mnie ręką, a nie słowem czy czynem. Ja właśnie skakałam i skamlałam jak Ty gubiąc resztki swojej godności... Żałuję tego strasznie, ale już nie wróci i trzeba patrzeć do przodu, jednak podjęłam najlepszą decyzję- odeszłam. Potem on skamlał, nawet tydzień przed sprawą rozwodową, ale ja postanowiłam twardo zostawić tamto życie za mną!
Radziłabym to każdej kobiecie poniżanej, bo związek ma dawać szczęście, a nie go odbierać!
Przypominają mi się tutaj posty w stylu 'źle go traktowałam jak go odzyskać', mówię na własnym doświadczeniu miłość ulatnia się, znika jak nie ma szacunku i wsparcia. I u Ciebie uleciała, myślę, że od dawna już go nie kochasz, boisz się jedynie samotności, w końcu to tyle lat.
Jesteś młoda i masz szansę na szczęście jak nie w związku, to będąc samotną mamą- masz tu mój przykład.

I znowu wspomnienia, cytuję mojego ex: "Nie powinnaś narzekać, przecież jestem dobrym mężem i ojcem - nie piję, nie leję Cie i chodzę do pracy". Nie w tym rzecz.

Trzymaj się i życzę Ci jak najlepszych decyzji. smile

Cieszę się, że wyrzuciłam to wszystko z siebie, bo wbrew temu, co uważałam takie zamykanie tego zła w środku siebie kiedyś zaczyna mścić się na nas  samych. No cóż, jestem tylko człowiekiem, a nie automatem, który wszystko zniesie jak kiedyś myślałam.

"Po tych przejściach szukałaś po prostu trochę szczęścia dla siebie, nie tłumaczę Cie tutaj, próbuję zrozumieć."
I to jest odpowiedź na moje postępowanie. Nie usprawiedliwienie, bo go nie szukam, nie kara dla męża, a właśnie chęć uszczknięcia trochę radości z życia i skorzystanie z tego co los postawił na mojej drodze I nie było to pochopne, bo wcześniej okazji miałam mnóstwo, a nie skorzystałam byle jak i z byle kim, może trochę niedojrzałe i nieracjonalne, ale tego nie odwrócę.

Poza tym, ze tak naprawdę cały ten wątek jest dla mnie, a nie dla Was muszę szczerze przyznać, że miał też pewien cel; chciałabym, żeby ludzie zanim wystawią szablonową opinię na temat danej osoby  przez moment zastanowili się czy wszystko jest takie oczywiste jak im się wydaje i czy można tak na już z marszu ocenić właściwie cudze postępowanie.

176

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:

Stokrotko, Maniek odnosi się do nieodpartej potrzeby Lonely, by dowiedzieć się, co kochanek ma jej do powiedzenia o pobudkach jego postępowania wobec niej przy nawiązaniu romansu.

To jest moja wewnętrzna potrzeba i nie oczekuję, że ktoś to zrozumie.
Taka jestem, zanim kogoś niesprawiedliwie ocenię muszę znać wszystkie szczegóły, żeby nie robić sobie fałszywych osądów.

177

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Elle88 napisał/a:

Od poprzedniej mojej wypowiedzi już tylko przeglądam wątek, miałam nic nie pisać, ale po przeczytaniu rozdziału 14 coś mnie tknęło..

Wiem, że dość ostro i jednostronnie Cię oceniłam. Po części dlatego, że brzydzę się zdradą i wiem jak człowieka to upadla (po 1 i 2 stronie), ale nie o tym. W waszym wypadku ta zdrada jest tylko katalizatorem dla innych problemów, które spowodowały, że ten związek zamiast przez te wszystkie lata dojrzewać - gnił od środka.
Alkohol to cholernie perfidny narkotyk, którego siły bardzo się nie docenia. Wiem jak to wygląda, na szczęście nie z autopsji, ale z perspektywy bardzo bliskiej mi osoby i jej małżeństwa.
To co opisałaś w ost. rozdziale uderzyło mnie mocno, bo czułam jakbyś opisywała dokładnie to co się dzieje w małżeństwie tej osoby.

Ale tam zdrady były z drugiej strony, to on oprócz tego że pije, zdradzał i robi to nadal. A tamta Kobieta poddała się i chyba już tak zostanie - wzajemne niszczenie się i wegetacja obok siebie.


Chciałam Ci powiedzieć, że pomimo iż nadal nie potrafię usprawiedliwić zdrady to teraz trochę bardziej Cię rozumiem, Twoja frustrację i pragnienie jakiejś bliskości, czułości, ciepła.. Okropne, że musiałaś szukać tego na zewnątrz. Też inna sprawa, że alkohol dla alkoholika jest jak kochanka - trochę jak zdrada emocjonalna dla Ciebie, bo przecież pijąc on był w tym 'swoim' świecie, z Tobą kontaktu nie było.

Tak czy inaczej, czy kiedykolwiek sama podjęłaś terapię? Jako osoba współuzależniona bardzo jej potrzebujesz.
Cały wątek w 3/4 dotyczy Twojego męża i jego zachowań, co zrozumiałe i typowe dla osoby, której życie wyznaczał rytm ciągów alkoholowych męża.

Gdybyś skupiła się teraz na sobie i na tym, żeby SOBIE pomóc, podjęła jakąś terapię - z dużym prawdopodobieństwem okazałoby się, że kochanek nie jest tak pierwszoplanową postacią i gwarancją szczęścia, jak może Ci się wydawać -z perspektywy osoby wyprutej z pozytywnych emocji do męża i umęczonej tą całą sytuacja.
Chodzi o to, że odzyskując kontrolę nad swoim życiem miałabyś szansę zrozumieć, że żadna osoba z zewnątrz (poza Tobą) nie jest w stanie dac Ci poczucia bezpieczeństwa i szczęścia. Ani mąż, ani kochanek, ani ktokolwiek inny.

To, że kochankowi się to udało przez krótki okres niczego nie zmienia w dłuższej perspektywie, on spełnił swoją rolę- pokazał Ci jak możesz się czuć, ale jego rolą nie było "wyrwać Cię i uratować" niczym księżniczkę ze złej bajki. To już musisz zrobić Ty sama.
Ta love story z kochankiem to iluzja (jak każde zakochanie oparte na spotkaniach 'z doskoku'), coś co miało się wydarzyć by pomóc zmienić Ci kąt patrzenia na Twoje małżeństwo i siebie w tym wszystkim i jeśli to zrozumiesz, przestaniesz tęsknić i cierpieć.

"Chciałam Ci powiedzieć, że pomimo iż nadal nie potrafię usprawiedliwić zdrady to teraz trochę bardziej Cię rozumiem, Twoja frustrację i pragnienie jakiejś bliskości, czułości, ciepła.."
I o to chodzi, o zrozumienie, spojrzenie na każdy szczegół, zanim wyda się opinię, często krzywdzącą

"Chodzi o to, że odzyskując kontrolę nad swoim życiem "
Tego właśnie chcę najbardziej i zamierzam to zrobić

178 Ostatnio edytowany przez LonelyM (2014-10-14 08:10:06)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Nigdy nie myślałam, że jestem zdolna do zdrady i nie jestem, bo jeśli jestem z kimś, kogo kocham, kto mnie szanuje i razem jesteśmy w normalnej sytuacji, a nie w takim koszmarze jak byłam to nikt i nic więcej dla mnie nie istnieje. To wydarzyło się w takich okolicznościach wyłącznie dlatego, że mąż nigdy by mnie nie wypuścił z rąk, nie pozwoliłby mi odejść. Jak byłoby inaczej, to wierzcie mi, w dniu kiedy pierwszy raz zadrgnęło mi serce zakończyłabym nasz związek i nie byłoby tematu zdrady w ogóle, bo to już nie byłaby to zdrada.
Ja po prostu nie miałam wtedy wyboru, zaszczucie, paniczny lęk, strach nie wzięły się z powietrza. Wiedziałam do czego jest zdolny, ale jednocześnie po tylu latach pustki, horroru nie miałam już siły  odmówić sobie tej odrobiny uczucia jakiego ktoś zaczynał mi dawać, więc wyszło jak wyszło. Mąż nie chciał mnie puścić nawet już w trakcie, jak prosiłam, jak krzyczałam, że nie chcę tak żyć z nim, no bo jak to, kanarek chce uciec z klatki?

Nie kocham na niby, na pół gwizdka, oddaję całą siebie, nikt inny się nie liczy i mimo to odnoszę wrażenie, że to za mało, że nie jestem wiele warta skoro życie tak mi się układa.
Nie szukam facetów, nie podrywam, nigdy nie wykonuję pierwszego ruchu, to ktoś musi mnie czymś zdobyć zanim cokolwiek we mnie zadrży. Okazji do flirtów mam wiele, właściwie non stop, ale nie interesuje mnie to. Nie kręci mnie tani wyryw, puste zabawy czy seks dla sportu. Seks uwielbiam, ale nie taki byle jaki czysto fizjologiczny, bo nie potrafię. No nie przemogę się i już, ja wtedy oddaję się całkowicie, ale z tym musi iść jakieś uczucie, bo dostaję stopa i nie będę w stanie. U mnie nie ma samej namiętności, ona idzie tylko i wyłącznie z czymś głębszym

Nie jestem głupią dupą, która szuka tylko taniej rozrywki. JA się już wyszalałam za młodu, wtedy był czas na skakanie z kwiatka na kwiatek, ale nawet wówczas nie traktowałam tego jako zabawy. Zawsze szukałam tego czegoś.
Krzywdzące jest więc dla mnie wydawanie opinii na mój temat tylko i wyłącznie po tym co robię z incydentów wyrwanych z kontekstu.
JEstem niezwykle szczera, za to też obrywam od życia, bo często idę pod prąd, ale chcę nadal być sobą, bo pozwoliłam sobie, żeby owo życie mnie niszczyło. Z każdej lekcji wyciągam wnioski.
Teraz mam tylko nadzieję, że na końcu tej właśnie drogi, która obieram jest ten właściwy cel.


Mąż mi wczoraj powiedział " znajdziesz sobie kogoś i będziesz w końcu szczęśliwa" na co mu odpowiedziałam " na razie to ja muszę znaleźć siebie, bo gdzieś ją straciłam"
Od kilku dni nie jesteśmy razem w sensie związku i póki co wszystko wskazuje na to, że właśnie to był dobry krok ku lepszemu, a co dalej to samo życie dopisze


To całe moje życie nauczyło mnie czegoś ważnego. Pokory. Myślę, że w ostatecznym rozrachunku wyjdzie mi to na dobre. Oczywiście nikt nie zasługuje na takie doświadczenie jakie ja dostałam, ale z każdego negatywa staram się wyciągać pozytywy.
Sam też nie byłam taka idealna, wspaniała, dopiero doświadczenie dało mi cenne lekcje, z których mam szanse wyciągnąć wnioski i stać się lepszym człowiekiem.
Na starcie życia byłam zbyt dużą egoistką, że mi się wszystko należy ot tak dla zasady i nie ma to znaczenia czy było to świadome czy nie. Nauczyłam się empatii.
Byłam zaborcza, z egoizmu, nad tym też pracowałam i wydaje mi się, że z pozytywnym skutkiem.
Nadal mam w sobie wady, ale mierzę się z nimi, nie pozwalam, żeby były moim motywatorem, żeby mną rządziły.
Chcę w końcu poczuć , że jestem coś warta i zasługuję na szczęście

179

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

zasługujesz smile

nie wątp w to ani sekundę smile

180 Ostatnio edytowany przez LonelyM (2014-10-14 12:53:32)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Mruffka napisał/a:

zasługujesz smile

nie wątp w to ani sekundę smile

gdzies tam głęboko w środku nie wątpię, że zasługuję, tylko czy potrafię to wygrzebać z siebie na wierzch?
i to jest pytanie

Na dzień dzisiejszy jestem już silna, zapewne nieraz złapię doły, zwątpię, ale i tak się nie poddam. Teraz mam wreszcie ten komfort psychiczny, że nie mam terroru, ani poczucia zagrożenia, choć ten mały straszek, że to kiedyś może wrócić nadal tkwi. Sztuka to teraz się nie złamać i nigdy więcej na to nie pozwolić, bo więcej nie udźwignę.


Zapomniałam napisać o jednym;
Ja umiem już walczyć z tym, niełatwo będzie mnie ponownie wpędzić w kozi róg.
Koniec z poczuciem winy, swoje już wycierpiałam, poniosłam wiele kar, teraz mam czyste sumienie. Co mogłam naprawiłam albo jestem w trakcie. Nie pozwolę już więcej wycierać sobą wszystkich grzechów, bo to mnie zawsze gubiło.

181 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-14 12:51:18)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
LonelyM napisał/a:
Excop napisał/a:

Stokrotko, Maniek odnosi się do nieodpartej potrzeby Lonely, by dowiedzieć się, co kochanek ma jej do powiedzenia o pobudkach jego postępowania wobec niej przy nawiązaniu romansu.

To jest moja wewnętrzna potrzeba i nie oczekuję, że ktoś to zrozumie.
Taka jestem, zanim kogoś niesprawiedliwie ocenię muszę znać wszystkie szczegóły, żeby nie robić sobie fałszywych osądów.

Doskonale to rozumiem, Lonely.
Po prostu, moim zdaniem zrobisz błąd, spotykając się z nim, bo w rezultacie mogą wziąć w łeb Twoje postanowienia o "odnajdywaniu siebie samej".
Jeśli jednak uważasz, że bez tego nie zaznasz spokoju, zmierz się z tym.

Pozdrawiam.

P.s.
Cieszę się, że wracasz powoli do siebie, a Twój mąż doszedł w końcu do wniosku, że to on zniszczył Wasz związek.
Jego słowa, które przytoczyłaś musiały go dużo kosztować.

182 Ostatnio edytowany przez LonelyM (2014-10-14 12:57:29)

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:
LonelyM napisał/a:
Excop napisał/a:

Stokrotko, Maniek odnosi się do nieodpartej potrzeby Lonely, by dowiedzieć się, co kochanek ma jej do powiedzenia o pobudkach jego postępowania wobec niej przy nawiązaniu romansu.

To jest moja wewnętrzna potrzeba i nie oczekuję, że ktoś to zrozumie.
Taka jestem, zanim kogoś niesprawiedliwie ocenię muszę znać wszystkie szczegóły, żeby nie robić sobie fałszywych osądów.

Doskonale to rozumiem, Lonely.
Po prostu, moim zdaniem zrobisz błąd, spotykając się z nim, bo w rezultacie mogą wziąć w łeb Twoje postanowienia o "odnajdywaniu siebie samej".
Jeśli jednak uważasz, że bez tego nie zaznasz spokoju, zmierz się z tym.

Pozdrawiam.

Może i przyjdzie pora, że będzie mi to dane.
Oczywiście, że mam obawy, że ulegnę, ale czuję się na siłach, by się z tym zmierzyć.


"P.s.
Cieszę się, że wracasz powoli do siebie, a Twój mąż doszedł w końcu do wniosku, że to on zniszczył Wasz związek.
Jego słowa, które przytoczyłaś musiały go dużo kosztować.
"

Mimo tylu krzywd, zapiszę sobie na swoim dysku twardym w głowie wink że wina była obopólna, nieważne czyja większa, to już nie ma znaczenia. Nie zamierzam truć się nienawiścią.
Mamy jedno życie i musimy je wykorzystać najlepiej jak potrafimy, lepiej późno, niż wcale

183

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
smallangel napisał/a:
LonelyM napisał/a:

(...)Tamten mi dał po prostu to, czego brakowało mi w życiu. (...)

A czego Ci brakowało? Umiesz to teraz sprecyzować?

Myślę, że teraz już rozjaśniłam czego mi brakowało.

184

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Widzę pewne zależności, które powodują, że łapie mnie dołek.
Siedzenie w domu mnie rozwala. Szukam tej pracy intensywnie, ale niespecjalnie to idzie. Jak tak dalej będzie wezmę byle co, byle tylko wyrwać się z tych 4 ścian. Muszę uciec do ludzi, nie skupiać się wyłącznie na sobie, bo to przytłacza.
Od kilku dni mi nie dogryza, co było na porządku dziennym. Nie było dnia bez docinek w stylu "to leć do niego" , " takie coś to do... niego" , " z nim sobie możesz tak robić przecież tak dobrze wam było"
to w wersji spokojnej. Z bardziej ostrych " wypier..... do niego"  lub opisywaniem w szczegółach co z nim robiłam. Albo w czasie jazdy samochodem " to zawiozę cię do niego, niech sobie bierze tą sukę"
Te kilka dni utwierdzają mnie, że dobrze zrobiłam godząc się na separację, łatwiej mi się już dystansować, jestem bardziej obojętna, spokojna. Nie walczę już kosztem siebie, żeby to naprawić i zadośćuczynić.Po prostu traktuję go neutralnie, po sąsiedzku.
Powolutku odzyskuję spokój ducha. Zaczynam normalnie funkcjonować pod swoim kątem, a nie wyłącznie męża. Cały czas żyłam na zasadzie tego nie mogę zrobić, bo mu się to nie spodoba, tam nie pójdę, bo sobie głupio pomyśli itd. sama znów zakładałam sobie łańcuch. A teraz zmieniło mi się myślenie. Robię tak jak uważam za słuszne bez oglądania się na niego. Nie mam zamiaru już dłużej być workiem treningowym, ze mną nikt się nie cacka.
Nie mogę spać w nocy, często się budzę, mam nadzieję, że to przejściowe.
Chciałabym, żeby już wyjechał, byłoby łatwiej stanąć na nogi. No cóż, na razie muszę sobie dać rady w ten sposób na ile sytuacja pozwala.

185

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
LonelyM napisał/a:

Widzę pewne zależności, które powodują, że łapie mnie dołek.
Siedzenie w domu mnie rozwala. Szukam tej pracy intensywnie, ale niespecjalnie to idzie. Jak tak dalej będzie wezmę byle co, byle tylko wyrwać się z tych 4 ścian. Muszę uciec do ludzi, nie skupiać się wyłącznie na sobie, bo to przytłacza.
Od kilku dni mi nie dogryza, co było na porządku dziennym. Nie było dnia bez docinek w stylu "to leć do niego" , " takie coś to do... niego" , " z nim sobie możesz tak robić przecież tak dobrze wam było"
to w wersji spokojnej. Z bardziej ostrych " wypier..... do niego"  lub opisywaniem w szczegółach co z nim robiłam. Albo w czasie jazdy samochodem " to zawiozę cię do niego, niech sobie bierze tą sukę"
Te kilka dni utwierdzają mnie, że dobrze zrobiłam godząc się na separację, łatwiej mi się już dystansować, jestem bardziej obojętna, spokojna. Nie walczę już kosztem siebie, żeby to naprawić i zadośćuczynić.Po prostu traktuję go neutralnie, po sąsiedzku.
Powolutku odzyskuję spokój ducha. Zaczynam normalnie funkcjonować pod swoim kątem, a nie wyłącznie męża. Cały czas żyłam na zasadzie tego nie mogę zrobić, bo mu się to nie spodoba, tam nie pójdę, bo sobie głupio pomyśli itd. sama znów zakładałam sobie łańcuch. A teraz zmieniło mi się myślenie. Robię tak jak uważam za słuszne bez oglądania się na niego. Nie mam zamiaru już dłużej być workiem treningowym, ze mną nikt się nie cacka.
Nie mogę spać w nocy, często się budzę, mam nadzieję, że to przejściowe.
Chciałabym, żeby już wyjechał, byłoby łatwiej stanąć na nogi. No cóż, na razie muszę sobie dać rady w ten sposób na ile sytuacja pozwala.

Mam wrażenie, może nieuzasadnione, że jesteś trochę rozczarowana obecną postawą męża. Jakby brakowało Ci tych obelg i upokarzających docinek.

Masz zapewne, jak każdy, własne małe marzenia, by coś zrobić dla siebie, czego do tej pory nie mogłaś albo na co nie miałaś sił lub odwagi się zdobyć?
Praca jest bardzo ważna w takiej sytuacji, jak Twoja. Skoro jednak na razie jej nie masz, ważne jest, by zająć się czym innym.
A co u Ciebie na polu kontaktów towarzyskich?

Pozdrawiam.

186

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:
LonelyM napisał/a:

Widzę pewne zależności, które powodują, że łapie mnie dołek.
Siedzenie w domu mnie rozwala. Szukam tej pracy intensywnie, ale niespecjalnie to idzie. Jak tak dalej będzie wezmę byle co, byle tylko wyrwać się z tych 4 ścian. Muszę uciec do ludzi, nie skupiać się wyłącznie na sobie, bo to przytłacza.
Od kilku dni mi nie dogryza, co było na porządku dziennym. Nie było dnia bez docinek w stylu "to leć do niego" , " takie coś to do... niego" , " z nim sobie możesz tak robić przecież tak dobrze wam było"
to w wersji spokojnej. Z bardziej ostrych " wypier..... do niego"  lub opisywaniem w szczegółach co z nim robiłam. Albo w czasie jazdy samochodem " to zawiozę cię do niego, niech sobie bierze tą sukę"
Te kilka dni utwierdzają mnie, że dobrze zrobiłam godząc się na separację, łatwiej mi się już dystansować, jestem bardziej obojętna, spokojna. Nie walczę już kosztem siebie, żeby to naprawić i zadośćuczynić.Po prostu traktuję go neutralnie, po sąsiedzku.
Powolutku odzyskuję spokój ducha. Zaczynam normalnie funkcjonować pod swoim kątem, a nie wyłącznie męża. Cały czas żyłam na zasadzie tego nie mogę zrobić, bo mu się to nie spodoba, tam nie pójdę, bo sobie głupio pomyśli itd. sama znów zakładałam sobie łańcuch. A teraz zmieniło mi się myślenie. Robię tak jak uważam za słuszne bez oglądania się na niego. Nie mam zamiaru już dłużej być workiem treningowym, ze mną nikt się nie cacka.
Nie mogę spać w nocy, często się budzę, mam nadzieję, że to przejściowe.
Chciałabym, żeby już wyjechał, byłoby łatwiej stanąć na nogi. No cóż, na razie muszę sobie dać rady w ten sposób na ile sytuacja pozwala.

Mam wrażenie, może nieuzasadnione, że jesteś trochę rozczarowana obecną postawą męża. Jakby brakowało Ci tych obelg i upokarzających docinek.

Masz zapewne, jak każdy, własne małe marzenia, by coś zrobić dla siebie, czego do tej pory nie mogłaś albo na co nie miałaś sił lub odwagi się zdobyć?
Praca jest bardzo ważna w takiej sytuacji, jak Twoja. Skoro jednak na razie jej nie masz, ważne jest, by zająć się czym innym.
A co u Ciebie na polu kontaktów towarzyskich?

Pozdrawiam.

Nie, nie, absolutnie nie, tego jestem pewna w 100%.  To raczej on jest rozczarowany, że w końcu zgodzilam się po jego myśli, czyli na rozstanie.

Co do pracy, ja uwielbiam pracę w handlu, on najlepiej zamknąłby mnie w domu, żebym wróciła do pracy przy sprzedaży internetowej, a ja chcę do ludzi, nie chcę siedzieć w domu chcę oderwać się z tych 4 ścian. Dla niego każda moja praca to jeden schemat. Będą mnie podrywali, bo wszędzie tylko czekają, żebym się pojawiła, no bo każdy chce mnie od razu wyrwać i przelecieć. Nienormalny tok myślenia.
Staram się czymś zajmować, ale to jednak nie to samo. Coś sobie znajdę, mam nadzieję, że szybko.

Co do kontaktów międzyludzkich, nie odcinam się, nie unikam ludzi, jestem pogodna. Może to nie to, o co mi chodziło, ale zawsze coś. Przynajmniej na poczatek

187

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Jesoooo to jest chore ! Jego myślenie
Nie może chyba zrozumieć że już nie ma prawa robić tego co robił/zresztą nigdy nie miał

Myśl o sobie i tylko o sobie
Odetnij się
Masz już tę siłę

A mąż- szkoda słów.  Miałam to samo/ Ofkors nie pamięta tego smile
Ale nie miałam siły i odwagi żeby odejść

Trzymam kciuki i wiem że będzie dobrze
W końcu wiesz czego chcesz smile

188

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Nie ma to jak wbić alkoholikowi w plecy nóż zdradzając i się potem zastanawiać czemu leży i się nie podnosi. A gdy się już zacznie podnosić, ale nie radzi sobie z zadanym bólem, to kopać po kostkach, bo w sumie, za długo mu to wstawanie zajmuje, na dodatek w średnim stylu się podnosi i może lepiej byłoby gdyby nie wstał.

189

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Mruffka napisał/a:

Jesoooo to jest chore ! Jego myślenie
Nie może chyba zrozumieć że już nie ma prawa robić tego co robił/zresztą nigdy nie miał

Myśl o sobie i tylko o sobie
Odetnij się
Masz już tę siłę

A mąż- szkoda słów.  Miałam to samo/ Ofkors nie pamięta tego smile
Ale nie miałam siły i odwagi żeby odejść

Trzymam kciuki i wiem że będzie dobrze
W końcu wiesz czego chcesz smile

W "separacji" jesteśmy od kilku dni, na razie tego nie powtarza, ale pewnych schematów ciężko mu będzie się oduczyć. Choćby dzisiaj rano. Zapomniał pewnych dokumentów wychodząc do pracy, zadzwonił do mnie, że wraca czy mogłabym mu podać. Czemu nie. Widzę jak podjeżdża i czeka i zaraz telefon czemu mnie nie ma na parkingu. To spokojnie mówię, że mam w ręce i niech podejdzie do drzwi, bo jest 6.30 rano a ja w bieliźnie nie będę śmigać po osiedlu.No to poleciała wiązanka złości, że jak zwykle jestem pomocna. Zawsze w kryzysowych sytuacjach lubił się na mnie wyżywać. Bo ja jestem tylko po to, żeby służyć panu i władcy.
Kiedy ma ochotę lub czegoś chce to traktuje mnie dobrze, a jak ma nerwa to jestem workiem treningowym. To moja wina, bo go tak nauczyłam robiąc to czego oczekuje, żeby nie słuchać wyrzutów i zrzędzenia, mimo, iz czułam się wykorzystywana.
I żeby być sprawiedliwą, ze tylko to złe widzę u niego, to jednak muszę przyznać, że jak tylko chce to potrafi się zachowywać jak należy, mimo że w ostatnim okresie zupełnie zapomniał o moim istnieniu i moich potrzebach. Sam sie ode mnie ostatnio oddalał, a teraz się dziwi, że dostaje to czego ode mnie tak chciał.
W każdym razie nie zniechęcam się i wierzę, ze jakoś to sensownie poukładamy, żeby żyć w jako takiej zgodzie choćby po sąsiedzku, bo wiem, ze to jest możliwe, a wspólpracować musimy.
Tak więc jak widać, ja naprawdę muszę przede wszystkim odzyskać kontrolę nad swoim życiem, bez presji i nacisku.

190

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
laru napisał/a:

Nie ma to jak wbić alkoholikowi w plecy nóż zdradzając i się potem zastanawiać czemu leży i się nie podnosi. A gdy się już zacznie podnosić, ale nie radzi sobie z zadanym bólem, to kopać po kostkach, bo w sumie, za długo mu to wstawanie zajmuje, na dodatek w średnim stylu się podnosi i może lepiej byłoby gdyby nie wstał.

Ależ oczywiście tak też można to ocenić. Każdy jednak ma swoje granice wytrzymałości. Mogłam się wybielić i nie pisać o swoich haniebnych poczynaniach a przedstawić się tylko i wyłącznie jako biedna, zakatowa prawie sierotka. Można skupić się tylko na jednym, nieprawdaż? I w tej wspaniałej idei dorobić sobie aureolkę i skończyć jako grzeczna cierpiętnica, która nawet nie śni marzyć, że mogłaby mieć prawo do innego życia. Ja też jestem tylko człowiekiem.
To wszystko było okropne, z mojej strony również, może i bardziej z mojej winy mimo wszystko. Możesz mnie potępiać, że brakło mi w tym wszystkim zrozumienia i nie byłam jednak w stanie poświęcić się aż do zabicia w cudzysłowiu samej siebie.

To, że ktoś jest chory, jest alkoholikiem, narkomanem czy zmaga się z innym problemem nie daje mu prawa do wszystkiego i wszystko należy tolerować, bo on jest chory. W ten sposób mogłabym powiedzieć, że ja też byłam/jestem chora na "rozpaczliwe walczenie o odrobinę szczęscia i spokoju w życiu". Może i można było inaczej. Ja nie potrafiłam, nie miałam siły, co nie dla każdego jest zrozumiałe, przy braku empatii trudno to sobie wytłumaczyć skoro nie przeżyło się na własnej skórze.
Więcej usprawiedliwiać się, ani tłumaczyć nie będę. A każdy niech sobie oceni jak chce. Jego prawo.

191

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

Coś mi się wydaje, że Laru nie czytał/a całego wątku, bo sporo tego, albo to jeszcze bardzo młody człowiek nie znający życia, więc spokojnie, Lonely.

192

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
Excop napisał/a:

Coś mi się wydaje, że Laru nie czytał/a całego wątku, bo sporo tego, albo to jeszcze bardzo młody człowiek nie znający życia, więc spokojnie, Lonely.

jestem spokojna

a to co napisał wcale nie jest głupie, choć ogólnikowe, ale jak to w życiu bywa, diabeł tkwi w szczegółach

193

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
LonelyM napisał/a:

Mogłam się wybielić i nie pisać o swoich haniebnych poczynaniach a przedstawić się tylko i wyłącznie jako biedna, zakatowa prawie sierotka. Można skupić się tylko na jednym, nieprawdaż? I w tej wspaniałej idei dorobić sobie aureolkę i skończyć jako grzeczna cierpiętnica, która nawet nie śni marzyć, że mogłaby mieć prawo do innego życia.

Wtedy mogłabyś umieścić to opowiadanie w dziale "Debiuty literackie", bo tyle miałoby wspólnego z rzeczywistością.

LonelyM napisał/a:

Możesz mnie potępiać, że brakło mi w tym wszystkim zrozumienia i nie byłam jednak w stanie poświęcić się aż do zabicia w cudzysłowiu samej siebie.

Wbrew temu co mogłaś wywnioskować z mojego posta, daleki jestem od potępiania i oceniania Twojego postępowania - akurat tak na mnie zadziałała wypowiedź pewnego owada tongue

LonelyM napisał/a:

To, że ktoś jest chory, jest alkoholikiem, narkomanem czy zmaga się z innym problemem nie daje mu prawa do wszystkiego i wszystko należy tolerować, bo on jest chory.

Tam gdzie są uzależnienia, tam jest pewność, że psychika takiej osoby nie jest w najlepszej kondycji, że nie poradzi sobie z problemami, które dla zdrowego przeciętnego człowieka są traumatyczne, a jej stan jeszcze się pogłębi. Jeśli przed Twoją zdradą nie byłaś szczęśliwa w małżeństwie, to po niej nie miałbym już żadnej nadziei. Twoja zdrada, romans, przyznanie się mężowi i trwanie w tych dwóch relacjach bez ukrywania się, musiały poczynić takie spustoszenie w umyśle Twojego męża, że sobie nawet nie wyobrażasz. Jeśli są w nim jeszcze pokłady szacunku do Ciebie, przynajmniej jako matki jego dzieci, to może wasze relacje jako rodziców przynajmniej nie zamienią się w piekło. Twoja walka o szczęście jest jak najbardziej uzasadniona, ale cena jaką płacą wszyscy - koszmarna.

194

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?
laru napisał/a:
LonelyM napisał/a:

Mogłam się wybielić i nie pisać o swoich haniebnych poczynaniach a przedstawić się tylko i wyłącznie jako biedna, zakatowa prawie sierotka. Można skupić się tylko na jednym, nieprawdaż? I w tej wspaniałej idei dorobić sobie aureolkę i skończyć jako grzeczna cierpiętnica, która nawet nie śni marzyć, że mogłaby mieć prawo do innego życia.

Wtedy mogłabyś umieścić to opowiadanie w dziale "Debiuty literackie", bo tyle miałoby wspólnego z rzeczywistością.

LonelyM napisał/a:

Możesz mnie potępiać, że brakło mi w tym wszystkim zrozumienia i nie byłam jednak w stanie poświęcić się aż do zabicia w cudzysłowiu samej siebie.

Wbrew temu co mogłaś wywnioskować z mojego posta, daleki jestem od potępiania i oceniania Twojego postępowania - akurat tak na mnie zadziałała wypowiedź pewnego owada tongue

LonelyM napisał/a:

To, że ktoś jest chory, jest alkoholikiem, narkomanem czy zmaga się z innym problemem nie daje mu prawa do wszystkiego i wszystko należy tolerować, bo on jest chory.

Tam gdzie są uzależnienia, tam jest pewność, że psychika takiej osoby nie jest w najlepszej kondycji, że nie poradzi sobie z problemami, które dla zdrowego przeciętnego człowieka są traumatyczne, a jej stan jeszcze się pogłębi. Jeśli przed Twoją zdradą nie byłaś szczęśliwa w małżeństwie, to po niej nie miałbym już żadnej nadziei. Twoja zdrada, romans, przyznanie się mężowi i trwanie w tych dwóch relacjach bez ukrywania się, musiały poczynić takie spustoszenie w umyśle Twojego męża, że sobie nawet nie wyobrażasz. Jeśli są w nim jeszcze pokłady szacunku do Ciebie, przynajmniej jako matki jego dzieci, to może wasze relacje jako rodziców przynajmniej nie zamienią się w piekło. Twoja walka o szczęście jest jak najbardziej uzasadniona, ale cena jaką płacą wszyscy - koszmarna.

Myślę, że pokuszę się zgodzić z Tobą i przyjąć całą wypowiedź. Na pewno to przemyślę bez obrażania się, choć pierwsza wypowiedź była zbyt jednostronna i ogólnikowa.
Czasu żadne z nas nie cofnie, można tylko właściwie poukładać przyszłość, żeby nikomu więcej nie zrobić krzywdy.

195

Odp: Życie po zdradzie, co dalej?

W sumie mogę mogę odważyć się na stwierdzenie, że odzyskuję równowagę.
Zadziwiające jest to jak szybko człowiek może znaleźć siłę, jeżeli tylko nie czuje strachu i nie ma poczucia zagrożenia o swoje życie. Jestem prawie pewna, że dawno nie pozwoliłabym na tkwienie w takim związku gdybym nie była tak zaszczuta. Już zapomniałam jak to jest żyć bez obaw, bez stresu mając komfort psychiczny. Staję na nogi. Wreszcie.

Posty [ 131 do 195 z 342 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Życie po zdradzie, co dalej?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026