Mąż miał romans, wszystko się wydało, przyznał się. Było burzliwie gdy wszystko wyszło na jaw, ale stwierdził, że mnie kocha, że chce na nowo budować nasz związek i że był głupi (wiem, stara śpiewka wielu osób zdradzających). Jesteśmy od dawna małżeństwem, mamy dwoje dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym. Minęło juz pół roku ale ja nadal czuję się jak na bombie zegarowej. Jestem nieufna, podejrzliwa, obawiam się, że sytuacja sie powtórzy, mam niską samoocenę. Mąż wprawdzie nie daje mi powodów do niepokoju ale nie jestem spokojna ponieważ kiedy mąż kogoś miał, był dla mnie bardzo dobry. Nigdy nie spodziewałabym się, że dzieje sie coś za moimi plecami. W czasie tym nie kłóciliśmy się, powiedziałabym wręcz, że nasze małżeństwo stało sie lepsze, było w nim więcej ciepła, czułam się kochana i myślę, że mąż również czuł to samo z mojej strony. Na lepsze zmienił sie nasz sex. Romans męża trwał ok pół roku, podobno był niewinny, że niby nic wielkiego nie było między nimi ale ja w to nie wierzę. Wiem teraz jednak, że dobre relacje między partnerami nie świadczą o tym, że wszystko jest dobrze. To sprawia, że nie potrafię się "wyluzować", pomyśleć "czuję się kochana, to na pewno wszystko jest dobrze". Nie chcę ciągle pytac męża czy wszystko jest dobrze, męczyć go tym, że mu nie ufam. Czy to uczucie kiedyś minie? Czy ktoś czuł sie podobnie lub jego partner zdradzając zachowywał sie tak samo dobrze? Czasem wydaje mi się, że miał poczucie winy i chciał je zagłuszyć swoim dobrym traktowaniem mnie, a może po prostu chciał uśpić moją czujność? Czy można byc aż tak wyrafinowanym?
Podobne tematy
Niestety można. Też się zastawiałam jak to jest możliwe, że często nawet nie mamy podejrzeń, że partner nas zdradza, bo wciąż jest czuły troskliwy, może nawet jeszcze bardziej niż przed romansem. W końcu jak można tak perfidnie "grać"? I dochodzę do wniosku, że te pozory że wszystko jest dobrze mają na celu uśpienie czujności i pewnego rodzaju przyzwolenie na to co się dzieje. W końcu jest dobrze, więc jaki problem? Takie niby tłumaczenie, usprawiedliwienie siebie że ten romans nie ma złego wpływu na relację, związek a nawet wręcz przeciwnie. Partner wraca w skowronkach i jest milusi i dla partnerki...
Nie zrozumiesz zdradzającego. Mnie się tylko nasuwa pytanie czy ta zdrade przepracowaliscie z mezem (rozmowy, awantury) czy zostało to zamiecione pod dywan. Z reguly bowiem nieprzepracowane sytuacje się mszcza zwłaszcza ze zdradzającemu trzeba uswiadomic, wpoic poczucie winny, którego on często nie posiada.
Nie wiem czy przepracowaliśmy, mam nadzieję że tak. Oczywiście były awantury, rozmowy też, wyjechałam z dziećmi na kilka dni, on wie jak to przeżyłam, wie, że powiedziałam o tym mojej mamie, dwóm przyjaciółkom (wolałby, żebym nikomu nie mówiła, bo nie chce się kompromitować). Powiedziałam też jej mężowi, co też skompromitowało mojego męża. Dodam, że wczesniej tez spotykał się już z tą osobą, ale jakoś domyśliłam się i sprawa została przerwana, zamrożona, po prostu nie kontaktowali się kilka miesięcy. Mąż twierdzi, że on nie chciał nic niszczyć, że cały czas mnie kochał, chciał przerwać to ale ona nie dawała mu spokoju. I dał sie zwieść. Sprawa się więc powtórzyła. Teraz jest juz po wszystkim, mam nadzieję, widzę po niej, że jest zazdrosna i nienawidzi mnie, że mąż jest ze mną. Wcześniej unikała mnie żebym sie niczego nie domyślała a teraz wręcz staje na mojej drodze. Mąż twierdzi, że zrozumiał, chce być ze mną i dziećmi. Troszczy się o nas, czuję jego miłość, ale mam zal w sercu i jest mi ciężko.
Napiszę jeszcze, że gdy sie kłócimy o tą zdradę, mąż zawsze mówi, że wtedy kiedy ja płaczę, ona zwycięża ponieważ bardzo by chciała zebym przez nia płakała. Mówi też, że ona zyje sobie z mężem spokojnie bo mąż jej wybaczył a my cierpimy i tak ciężko nam jest to ogarnąć.
Napiszę jeszcze, że gdy sie kłócimy o tą zdradę, mąż zawsze mówi, że wtedy kiedy ja płaczę, ona zwycięża ponieważ bardzo by chciała zebym przez nia płakała. Mówi też, że ona zyje sobie z mężem spokojnie bo mąż jej wybaczył a my cierpimy i tak ciężko nam jest to ogarnąć.
Że co?!! Serio to piszesz? No to twój mąż mówiąc łagodnie jest bezczelny, porównywać twoje zachowanie do zachowania kochanki. Przypomina mi to trochę karcenie dziecka w przedszkolu: patrz Małgosiu jaka Zuzia jest grzeczna i idzie ładnie w parze z Kubusiem, a ty nie potrafisz. Niegrzeczna Małgosia. Przez ciebie nie pójdzie klasa do ZOO.
Mąż ma romans, a ty masz przejść do tej sprawy do porządku dziennego? To mu powiedz, że to on ma się starać naprawić, bo to on zdradził, a nie ty. I jednym z punktów tej naprawy jest pomaganie tobie przejść przez każdy etap tego koszmaru. Porównywanie do kochanki nie pomaga.
A druga sprawa: co to znaczy, że nie umiał tego zakończyć? Dał się zwieść? A ten twój mąż taki bezwolny, biedny misiaczek został przyparty do muru, a kochanka go zgwałciła. Bo to pewnie zła kobieta była. Targała go za spodnie, aż mu z tyłka zleciały, a on nie chodził na karate to i bronić się nie potrafił. Stąd ten romans.
Z twojego opisu wychodzi na to, że ich po prostu ciągnęło do siebie, czy to fizycznie czy również emocjonalnie to już mąż wie. Zauroczył się nią, zakochał? Za pierwszym razem ich nakryłaś. Udało im się uśpić twoją czujność i za drugim razem się udało. Piszesz, że romans się wydał, a mąż się przyznał. Pewnie gdyby nie to, ich romans trwałby nadal.
Napiszę jeszcze, że gdy sie kłócimy o tą zdradę, mąż zawsze mówi, że wtedy kiedy ja płaczę, ona zwycięża ponieważ bardzo by chciała zebym przez nia płakała. Mówi też, że ona zyje sobie z mężem spokojnie bo mąż jej wybaczył a my cierpimy i tak ciężko nam jest to ogarnąć.
Uświadom mężowi, że nie płaczesz przez nią, tylko przez niego. To on Cię zranił, oszukał i zaryzykował trwałość Waszej rodziny dla upojnych chwil z lafiryndą. Twój mąż jest także odpowiedzialny za te sytuacje, gdy ona próbuje znęcać się nad Tobą psychicznie, z premedytacją wchodząc Ci w drogę. Ty możesz chodzić z podniesioną głową, nie Ty okazałaś się osobą bez kręgosłupa moralnego. Nie pokazuj tej babie, że jesteś zdenerwowana, wręcz przeciwnie, możesz patrzeć na nią z pogardą i uśmiechem na twarzy.
Uważam, że Twój mąż powinien zdecydowanie porozmawiać z panią i zagrozić konsekwencjami, chyba, że tego nie chce. Czy oni pracują razem?
josz tylko skąd szanowny małżonek wie, ze kochanka żyje sobie spokojnie z mężem?
josz tylko skąd szanowny małżonek wie, ze kochanka żyje sobie spokojnie z mężem?
...ano własnie
Oni nie pracują razem. Mąż mówił to, że ona się cieszy, że ja płaczę w tym sensie, że nie powinnam tego robić bo ona tak by chciała a oczywiście nie wie, że ja płaczę, jest wkurzony, że ona dobrze zyje sobie z mężem tak jakby nic sie nie stało i mówi to z ironią a my tak cierpimy. Twierdzi, że niepotrzebnie bo teraz będzie już tylko lepiej.
Mąż obiecał, że porozmawia z nią, żeby trzymała się ode mnie z daleka, że nie podoba mu się to, że łazi za mną i się głupio na mnie gapi. Dzwonił do niej w tej sprawie ale nie odbiera telefonu, pokazał mi w komórce.
Nie wiem kiedy dojdzie do tej rozmowy.
Dziękuje za wszystkie odpowiedzi, bardzo mi pomagają.
Czy powinnam okazywać mu że jestem niepewna, że mu nie ufam, że dręczy mnie to wszystko, czy w ten sposób zamiast ku lepszemu będę niszczyć tasz związek?
O tym, że zyją sobie dobrze wie z facebooka, wstawia zdjęcia jacy są zakochani
12 2015-01-17 22:41:00 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-17 22:41:26)
Oni nie pracują razem. Mąż mówił to, że ona się cieszy, że ja płaczę w tym sensie, że nie powinnam tego robić bo ona tak by chciała a oczywiście nie wie, że ja płaczę, jest wkurzony, że ona dobrze zyje sobie z mężem tak jakby nic sie nie stało i mówi to z ironią a my tak cierpimy.
Sorry, że psuję Ci sielankową wizję mężusia, ale to egoista wysokiej klasy.
Ty masz nie płakać, żeby on mógł czuć się - co najmniej tak samo dobrze- jak ma się, wg niego , kochanka.
Jest jeszcze drugie dno tej sprawy..Cóż by go obchodziło samopoczucie kochanki, skoro ponoć to już przeszłość?
ano powiem Ci co: ma ból dupy, że ona za nim nie tęskni, a czy on za nią nie..tego nie byłabym taka pewna, skoro wkurza go, że tak szybko go zapomniała i tu go boli najbardziej ![]()
Elle88 dlatego też się pytałam rosier czy on czasami nie zaangażował się emocjonalnie w ten związek. Do tego jeszcze śledzenie Facebooka kochanki. No weź! Co by z tego wyszło gdyby ten romans pociągli trochę dłużej...
Czy można byc aż tak wyrafinowanym?
Tak, można być aż tak wyrachowanym. Piszę to jako osoba zdradzająca męża. Oszukiwałam, bo jestem słaba. Jeden romans jeszcze "nie ostygł" a ja już pakuję się w nową relację. Ktoś kto raz zdradził będzie zdradzał, bo ma słabość, bo nie ma wyrzutów sumienia, albo są one słabsze niż pragnienie kogoś nowego.
Nie łudź się. Zaakceptuj, że on będzie miał słabość do innych kobiet to jedyne wyjście. Akceptacją albo pogoń takiego.
Nie licz na to, że w przyszłości odmówi sobie jeśli trafi się okazja. To kwestia czasu. Mówię Ci szczerze jak jest.
Elle88 dlatego też się pytałam rosier czy on czasami nie zaangażował się emocjonalnie w ten związek. Do tego jeszcze śledzenie Facebooka kochanki. No weź! Co by z tego wyszło gdyby ten romans pociągli trochę dłużej...
No dla mnie sprawa jego emocjonalnego zaangażowania jest oczywista. znam to z pierwszej ręki niestety, wiem jak facet wtedy nerwowo reaguje na emocjonalne rozchwianie partnerki. Szlag go wewnętrznie trafia, że musiał to skończyć "dla niej"/przez nią, a tu jeszcze musi ją..niańczyć, pocieszać. No święty by się wkurzył ![]()
A lookanie na fb.. no przecież musi pilnować co robi kochanka, żeby w razie co się z wyprzedzeniem 'obronić' ![]()
Elle88 czy dla takich facetów sam fakt, że "musieli" rezygnować z romansu jest wystarczająca karą ( w ich mniemaniu)? Że już nie muszą patrzeć na płacz żony. No bo przecież już nie zdradza. Czego ona jeszcze może chcieć?!
Elle88 czy dla takich facetów sam fakt, że "musieli" rezygnować z romansu jest wystarczająca karą ( w ich mniemaniu)? Że już nie muszą patrzeć na płacz żony. No bo przecież już nie zdradza. Czego ona jeszcze może chcieć?!
Tak właśnie to odbieram. To przykre, ale dla nich etap "pracy" nad sobą po zdradzie zakończył się z momentem oficjalnego przyznania się i rozluźnienia kontaktów.
Ja nie chciałam takiego życia dla siebie, ale autorce może aż tak na szacunku do siebie nie zależy co na trwaniu obok siebie fizycznie, nieważne gdzie on jest aktualnie myślami
Gdyby jednak był przy autorce, to przechodziłby z nią te wszystkie etapy wspólnie, a widząc jej łzy, walił głowa o ścianę z żalu i złości na siebie- nie na nią. Taka różnica.
18 2015-01-17 23:12:07 Ostatnio edytowany przez śliczna nielogiczna (2015-01-17 23:17:50)
Elle88 czy dla takich facetów sam fakt, że "musieli" rezygnować z romansu jest wystarczająca karą ( w ich mniemaniu)? Że już nie muszą patrzeć na płacz żony. No bo przecież już nie zdradza. Czego ona jeszcze może chcieć?!
Przecież żaden z nich nie myśli o sobie jak o draniu!
Oni to widzą zupełnie inaczej. Drań jak mus porzucić kochankę ew. zostaje porzucony uważa się za dobroczyńce. On uważa, że postępuje wspaniałomyślnie rezygnując z czegoś fajnego dla żony i dzieci. Nieczęsto szczerze ma wyrzuty sumienia, bo gdyby sumienie miał to zanim wlezie między nogi obcej baby przyszedłby do żony i powiedział, że odchodzi.
Zycie po rezygnacji z romansu dla żony/męża nigdy nie jest różowe - tak to dostateczna kara za niewierność, życie z kimś, kogo wolało się mniej niż tego z którego trzeba było zrezygnować ![]()
Życie po rezygnacji z romansu dla żony/męża nigdy nie jest różowe - tak to dostateczna kara za niewierność, życie z kimś, kogo wolało się mniej niż tego z którego trzeba było zrezygnować
Też tak to widziałam wtedy i teraz widzę to tak samo. Bez mydlenia oczu, bez ściemy, brutalna prawda.
Czy można być aż tak wyrafinowanym?
Rosier wiem,że trudno w to uwierzyć ale można być tak wyrafinowanym. Ja jestem kochanką takiego wyrafinowańca
Powody ,które podaje Wyrafinowaniec są śmieszne ale On jest święcie przekonany o ich słuszności - znasz je na pewno choćby z tego forum
- bo dzieci, bo kredyt itp. Banał. Rozwiązania są dwa : 1.jedna z Was albo TY albo kochanka (albo obie) musicie kopnąć go w dupę
2,Albo trwać jak to jest u Nas. Do momentu aż wszystko zwali się na łeb.
Tak czy inaczej wiele łez i bólu przed Tobą
.
rosier napisał/a:Napiszę jeszcze, że gdy sie kłócimy o tą zdradę, mąż zawsze mówi, że wtedy kiedy ja płaczę, ona zwycięża ponieważ bardzo by chciała zebym przez nia płakała. Mówi też, że ona zyje sobie z mężem spokojnie bo mąż jej wybaczył a my cierpimy i tak ciężko nam jest to ogarnąć.
Uświadom mężowi, że nie płaczesz przez nią, tylko przez niego. To on Cię zranił, oszukał i zaryzykował trwałość Waszej rodziny dla upojnych chwil z lafiryndą. Twój mąż jest także odpowiedzialny za te sytuacje, gdy ona próbuje znęcać się nad Tobą psychicznie, z premedytacją wchodząc Ci w drogę. Ty możesz chodzić z podniesioną głową, nie Ty okazałaś się osobą bez kręgosłupa moralnego. Nie pokazuj tej babie, że jesteś zdenerwowana, wręcz przeciwnie, możesz patrzeć na nią z pogardą i uśmiechem na twarzy.
Uważam, że Twój mąż powinien zdecydowanie porozmawiać z panią i zagrozić konsekwencjami, chyba, że tego nie chce. Czy oni pracują razem?
"Uświadom mężowi, że nie płaczesz przez nią, tylko przez niego"
To jest madre zdanie!!! Preczytaj to sobie wiele razy, to co musicie przepracować to ze to maz Cie skrzywdzil. Mysle, ze podobnie jak ja, przejdziesz od etapu oskarżania kochanki parnera do prawdziwgo zalu do patrnera. U mnie to przyszlo trochę za pozno jak sam zal się "wypalil", dzięki czemu zona miała niejako "lepiej", "latwiej". Mezowi musisz uswiadomic, ukierunkować resztki tego zalu na niego. Ale skoro już wybaczylas to co Ci mogę doradzić? Zalu nie pielęgnuj i tyle. Nie piszesz kiedy tsei dowiedzialas ale powiem ze po pol roku, jeśli wybaczylas zaczniesz zmieniac spojrzenie na to. Oczywiście mogą się pojawić sytuacje, skojarzenia, tego nie unikniesz ale chodzi o to, żeby te chwilowe emocje nie zawladnely życiem.
Czy można byc aż tak wyrafinowanym?
Rosier,
Zamieniłabym określenie "wyrafinowanym" na "wyrachowanym" i odpowiedziała: oczywiście, że można.
Czy powinnam okazywać mu że jestem niepewna, że mu nie ufam, że dręczy mnie to wszystko, czy w ten sposób zamiast ku lepszemu będę niszczyć tasz związek?
Masz prawo do okazywania swoich uczuć i emocji ZAWSZE.
W pewnym momencie sama "puścisz wolno" zatruwające Ciebie emocje, ale najpierw trzeba się wyzłościć, wyżalić, wysmucić, czyli oczyścić grunt i przygotować na NOWE.
Ja też zostałam zdradzona i też próbuję z mężem-zdrajcą odbudować nasz związek NA NOWO, bo po zdradzie nic już nie jest takie jak przed zdradą. Zmienisz się Ty, zmieni się Twój mąż, zmieni się Wasz związek.
A jeśli chcesz utrzymać status quo to od razu Tobie powiem, że to się nie uda. Po zdradzie traci się złudzenia, żyje się bardziej świadomym tego, że przez życie idziemy w pojedynkę i tylko dobieramy sobie towarzystwo, które jest dla nas "atrakcyjne".
Z tego, co piszesz wnioskuję, że Twój mąż nie specjalnie przepracował temat zdrady, nie ma pełnej świadomości, jak wielką krzywdę Tobie wyrządził i wręcz próbuje odsunąć od siebie Twoje negatywne uczucia, ukierunkowując je na kochankę.
Sama nie wiem, czy bardziej to komiczne, czy tragiczne. Nie chciałabym mieć z kimś takim zbyt wiele wspólnego, bo to postawa, która z prawdziwą skruchą i próbą naprawienia krzywdy nie idzie w parze.
Uwierz mi, że mężczyzna, który chce odzyskać kobietę potrafi wiele znieść i wytrzymać. Tak naprawdę dla mojego męża tylko mój ból był nie do zniesienia. A ten ból zniknie, gdy prawdziwie wybaczysz, bo wybaczenie to wybawienie dla osoby zdradzonej. Bez względu na to czy zostaje w związku, czy rozstaje się ze zdrajcą, bo zyskuje się spokój. Ludzie często - nawet tu na forum - mylą wybaczenie z uwolnieniem zdradzającego od poczucia winy a to z prawdziwym wybaczaniem nie ma nic wspólnego.
Przytulam ![]()
23 2015-01-27 21:23:54 Ostatnio edytowany przez mohic (2015-01-27 21:24:33)
Rosier, z tego co Ci nawywijał mąż widzę, że tylko tracisz przy nim czas. Związek polega na prawdziwej obustronnej miłości, egoizm jest jej zaprzeczeniem, a to jest kompletny egoista. Pokazał to zdradzając Cię, i jeszcze potem wykręcając się od odpowiedzialności przez to ściąganie z siebie uwagi na tą trzecią, gdy zdecydowana większość winy jest po jego stronie, to był jego związek. Bez sensu tkwić przy nim i udawać że się jest szczęśliwym, gdy można być naprawdę szczęśliwym bez kogoś takiego. Szkoda życia, zdrowia, energii. Ja bym od razu złożyła pozew rozwodowy.
rosier napisał/a:Czy można byc aż tak wyrafinowanym?
Rosier,
Zamieniłabym określenie "wyrafinowanym" na "wyrachowanym" i odpowiedziała: oczywiście, że można.Czy powinnam okazywać mu że jestem niepewna, że mu nie ufam, że dręczy mnie to wszystko, czy w ten sposób zamiast ku lepszemu będę niszczyć tasz związek?
Masz prawo do okazywania swoich uczuć i emocji ZAWSZE.
W pewnym momencie sama "puścisz wolno" zatruwające Ciebie emocje, ale najpierw trzeba się wyzłościć, wyżalić, wysmucić, czyli oczyścić grunt i przygotować na NOWE.
Ja też zostałam zdradzona i też próbuję z mężem-zdrajcą odbudować nasz związek NA NOWO, bo po zdradzie nic już nie jest takie jak przed zdradą. Zmienisz się Ty, zmieni się Twój mąż, zmieni się Wasz związek.
A jeśli chcesz utrzymać status quo to od razu Tobie powiem, że to się nie uda. Po zdradzie traci się złudzenia, żyje się bardziej świadomym tego, że przez życie idziemy w pojedynkę i tylko dobieramy sobie towarzystwo, które jest dla nas "atrakcyjne".
Z tego, co piszesz wnioskuję, że Twój mąż nie specjalnie przepracował temat zdrady, nie ma pełnej świadomości, jak wielką krzywdę Tobie wyrządził i wręcz próbuje odsunąć od siebie Twoje negatywne uczucia, ukierunkowując je na kochankę.
Sama nie wiem, czy bardziej to komiczne, czy tragiczne. Nie chciałabym mieć z kimś takim zbyt wiele wspólnego, bo to postawa, która z prawdziwą skruchą i próbą naprawienia krzywdy nie idzie w parze.
Uwierz mi, że mężczyzna, który chce odzyskać kobietę potrafi wiele znieść i wytrzymać. Tak naprawdę dla mojego męża tylko mój ból był nie do zniesienia. A ten ból zniknie, gdy prawdziwie wybaczysz, bo wybaczenie to wybawienie dla osoby zdradzonej. Bez względu na to czy zostaje w związku, czy rozstaje się ze zdrajcą, bo zyskuje się spokój. Ludzie często - nawet tu na forum - mylą wybaczenie z uwolnieniem zdradzającego od poczucia winy a to z prawdziwym wybaczaniem nie ma nic wspólnego.
Przytulam
Rosier, Przyszlosc- to pytanie czy mozna byc az tak wyrafinowanym zadaje sobie juz prawie dwa lata i choc przekonalam sie na wlasnej skorze ze mozna....to pojac tego nie umiem.
Tez zostalam zdradzona ale jestesmy razem, wszystko jest inne, nowe...staramy sie co dzien na nowo o nasz zwiazek, pielegnujemy nasza obolala, poraniona milosc. Nie jest latwo zyc szczesliwie gdy powracaja wspomnienia i nasila sie tlumiony bol....ale staramy sie wszystkie zle chwile przetrwac i pokonac wszelkie zwatpienia. Jeszcze wiele, wiele czasu uplynie zanim tak naprawde znow zaufam...
Zycze Tobie Rosier i samej sobie tego spokoju ktory ma Przszlosc....Pozdrawiam