Jozefina napisał/a:Eileen napisał/a:No ale może pracodawca właśnie oszacował, że - zwłaszcza, jeśli chodzi o prace, której nie musi wykonywać jakiś rzadki w Polsce specjalista - to bardziej opłaca mu się płacić te 6 zł i wymieniać go nawet co parę miesięcy, niż płacić 10 zł, żeby go zatrzymać. Jeżeli byłaby to rzeczywiście osoba niezastąpiona, którą zatrzymywać trzeba, to pracodawca sam z siebie zapłaciłby jej więcej. Nie oszukujmy się, większość stanowisk da się łatwo obsadzić, zwłaszcza jeśli mowa o osobach na najniższym szczeblu, które właśnie te 6 zł mogą zarabiać. Po co wtedy zatrzymywać kogoś? Nie umniejszając samej pracy, ale np. sprzątaczkę, kogoś składającego hamburgery, rozdającego ulotki itd., czyli osoby, które można zastąpić właściwie ot tak, bo niemal każdy jest w stanie te zawody wykonać, to... po co? Rozumiem zatrzymywanie wyższą płacą osobę, o którą firmy mogą walczyć, jakichś specjalistów wysokiej klasy, których jest bardzo niewielu albo osobę o jakichś rzadkich umiejętnościach, które akurat są potrzebne - znajomość nietypowego języka czy czegoś, ale szeregowego pracownika?
Eileen a powiedz mi ile znasz strajkujacych sprzataczek? rozdzielaczy ulotek i skladajacych hamburgery? Bo jednak jesli mowa o strajkach to strajkuja gornicy, nauczyciele, lekarze, pielegniarki. czyli jednak fachowcy, ktos kogo nie zastapisz pierwsza lepsza osoba z ulicy. I jesli strajkuja to nie dlatego, ze jednej osobie sie wydaje ze za malo zarabia, tylko dlatego ze cala grupa zawodowa za malo zarabia. Zreszta te zarobki to nigdy nie sa jedyne postulaty.
No i zauwaz ze zarobki pracodawcy jednak sa bezposrednio zwiazane z pracownikiem. Owe pieniadze, ktorymi pracodawca tak nie chce sie dzielic i o ktorych tak usilnie mowi MOJE ma dzieki tym leniwym miernotom organizującym strajki i zazdroszczącym bardziej pracowitym od siebie nowych samochodów.
Jozefina, to już było ogólnie, nie o samych strajkach - mowa była wcześniej o stawkach 2 - 6 zł/h, więc raczej nie o lekarzach na przykład.
Nie rozumiem argumentów, że np. niskie pensje są stratą dla pracodawcy, że nie będzie mógł kogoś zastąpić itd. Tak, jakby rozmowa zmierzała do tego, że w gruncie rzeczy to strajki i podwyżki są dla dobra pracodawcy, a ten, niewdzięczny, nie chciał tego docenić.