logicznie mowia, ze chcą odwrotnosci a i tak pakują sie w to co ich matki.
Przecież tyle razy pisałam o tym w naszym 'kultowym'
wątku m.in.
Odwieczna walka: rozumu z podświadomością (instynktami, wzorcami). Z góry skazana na niepowodzenie.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy "miły" facet ma szansę na zwiazek ?
Strony Poprzednia 1 2 3 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
logicznie mowia, ze chcą odwrotnosci a i tak pakują sie w to co ich matki.
Przecież tyle razy pisałam o tym w naszym 'kultowym'
wątku m.in.
Odwieczna walka: rozumu z podświadomością (instynktami, wzorcami). Z góry skazana na niepowodzenie.
Podobne tematy
Ale bez jaj. Ciapowaty gdyby wiedział, ze ma szanse i ze ona jest jeszcze bardziej ciapowata to powinien sie spiąć. Przeciez jakie ryzyko jak podejmie troche inicjatywy do kogos kto jest zainteresowany?
A i " ciapowaty" mialby spokojna panne, nie zolze, czyli wszyscy zadowoleni.
Tylko ktos tu musi nie byc soba- albo on sie musi wykazac determinacja, albo ona.
Rzecz jest w tym czy ona się czuje w jego towarzystwie swobodnie i bezpiecznie na tyle, żeby powoli odkrywać karty.
Wtedy pójdzie ![]()
Ja wiem po sobie, tak jak nie przepadam za apodyktycznymi, tak potrafię prawie z każdym wspólny język złapać, tylko muszę czuć się dobrze w danym towarzystwie. Reszta to są niepotrzebne komplikacje.
Próbowałam kiedyś relacji z facetem, który sam będąc skrajnie uległy wywierał na mnie bardzo mocną presje, bym się za niego "brała", ale tak..ostro ![]()
Paradoks polegał na tym, że ja bym się za niego wzięła, gdyby nie wrodzona przekora i to jak bardzo mu na tym zależało, zanim mnie w ogóle zaczęło. ![]()
No właśnie, ja byłem typowo chamski. Ludzie mi często zwracali uwagę, że przeginam, że kogoś uraziłem, ale ja to miałem w d... Zapewne, gdybym stosował stonowany, inteligentny żart, to tych kobiet byłoby na pęczki, ale i tak jakieś tam zawsze były, którym i to chamstwo imponowało. A kiedy wcześniej byłem po prostu miły, to nie było żadnej ![]()
Powinien się spiąć, ale jak ma to zrobić, skoro jest ciapowaty, totalny bezsens ![]()
oldo.. wychodzi na to, że twoja koleżanka nigdy nie będzie z ciapowatym, bo się nie zgrają i wiecznie będzie przyciągać tylko drani i chamów, aż wreszcie któregoś z nich wybierze.
antykobieta: A jaki jesteś PRAWDZIWY?
Ale bez jaj. Ciapowaty gdyby wiedział, ze ma szanse i ze ona jest jeszcze bardziej ciapowata to powinien sie spiąć. Przeciez jakie ryzyko jak podejmie troche inicjatywy do kogos kto jest zainteresowany?
Nie podejmie zadnej inicjatywy- ten typ tak ma...boi sie odtracenia, wstydzi sie, zabraknie " jezyka w gebie", spali raka i ucieknie.
On odbierze to jako brak checi kontaktu, i tez sie nie osmieli...
Ona potrafi latami wzdychac, do niesmialego, dostepnego faceta, i nic z tym nie zrobic...
Swego czasu, jak taki " obiekt westchnien " sie do niej odezwal, zakrztusila sie z wrazenia...i obiekt uciekl....
Ona, jak jest soba, to nie daje sobie szansy....
Ostatnio w pracy miala takiego, przylazil do niej, zagadywal, ze sluzbowo, niby nic....i nic....trwalo to z rok, i facet sobie kogos znalazl...
I tak w kolko.....
Powinien się spiąć, ale jak ma to zrobić, skoro jest ciapowaty, totalny bezsens
oldo.. wychodzi na to, że twoja koleżanka nigdy nie będzie z ciapowatym, bo się nie zgrają i wiecznie będzie przyciągać tylko drani i chamów, aż wreszcie któregoś z nich wybierze.
No jak to bezsens. Ciapowatość zależy od... no wlasnie od czego? Nie od natężenia napięcia, stresu, lęku przed porażką? Ona jest bardziej ciapota, chętna, więc powinien wyluzowac i podziałać.
No to faktycznie ciężki przypadek. Szkoda kobietki.
Ale w pracy to ja się nie dziwię akurat, tez każdego spuszczałam, jak jeszcze na etacie pracowałam. ![]()
Jakoś nigdy nie przepadałam za łączeniem tych dwóch sfer..a może nikt mnie nie olśnił na tyle...e nie, jednak to ja odbijałam ![]()
U mnie to jest tak, że facet musi przejawiać jednak jakąś determinację -przynajmniej na początku, potem to już na zmianę.
ale to nie wynika u mnie z księżniczkowania tylko jakby "sprawdzam" charakter podświadomie w ten sposób, czy go ma i na ile jest pewny siebie.
Lovelka17 napisał/a:Powinien się spiąć, ale jak ma to zrobić, skoro jest ciapowaty, totalny bezsens
oldo.. wychodzi na to, że twoja koleżanka nigdy nie będzie z ciapowatym, bo się nie zgrają i wiecznie będzie przyciągać tylko drani i chamów, aż wreszcie któregoś z nich wybierze.
No jak to bezsens. Ciapowatość zależy od... no wlasnie od czego? Nie od natężenia napięcia, stresu, lęku przed porażką? Ona jest bardziej ciapota, chętna, więc powinien wyluzowac i podziałać.
Ale ona nie ma koszulki z napisem " szukam ciapowatego, niesmialego miska, smialo, nie ugryze"
Chociaz, myslalysmy o takim nadruku...
Dlatego mowie, ktos tu musi sie przelamac, zrobic cos wbrew sobie, nie byc soba...bo inaczej, to bledne kolo...
ale to nie wynika u mnie z księżniczkowania tylko jakby "sprawdzam" charakter podświadomie w ten sposób, czy go ma i na ile jest pewny siebie.
I like that świadomość. Czyli swego rodzaju "test". A inne to sie oburzają, mimo ze tez to robią (czuć).
anty dalej czasem rzucasz jakims chamskim zaczepnym żartem, więc coś tam zostało ;d
thepass napisał/a:Ale bez jaj. Ciapowaty gdyby wiedział, ze ma szanse i ze ona jest jeszcze bardziej ciapowata to powinien sie spiąć. Przeciez jakie ryzyko jak podejmie troche inicjatywy do kogos kto jest zainteresowany?
Nie podejmie zadnej inicjatywy- ten typ tak ma...boi sie odtracenia, wstydzi sie, zabraknie " jezyka w gebie", spali raka i ucieknie.
On odbierze to jako brak checi kontaktu, i tez sie nie osmieli...
Ona potrafi latami wzdychac, do niesmialego, dostepnego faceta, i nic z tym nie zrobic...Swego czasu, jak taki " obiekt westchnien " sie do niej odezwal, zakrztusila sie z wrazenia...i obiekt uciekl....
Ona, jak jest soba, to nie daje sobie szansy....Ostatnio w pracy miala takiego, przylazil do niej, zagadywal, ze sluzbowo, niby nic....i nic....trwalo to z rok, i facet sobie kogos znalazl...
I tak w kolko.....
Tak apropo- czy ona jest zdrowa? tak wiesz psychicznie, czy wszystko ok?
pytam serio
antykobieta: A jaki jesteś PRAWDZIWY?
Zastrzeliłaś mnie tym pytaniem.
No, błędne koło jak nic.
Ja nie pamiętam kiedym się tam przełamała -tj. kiedy jakiś facet aż tak by mnie zachwycił w sensie rozmowy, żeby mi zależało żeby inicjatywę przejmować. A tylko wtedy bym przejęła.
Bo ładnych facetów nie brakuje, ale żeby z tego powodu zaraz za nimi latać ![]()
Z kolei rozmowa z ciapowatym to jak marzenie o jednorożcu.
Próbowałam kiedyś z takim, to albo mi przytakiwał albo patrzył bez słowa, przy czym cały czas czekał aż rzucę się na niego, ale potem i tak było to samo ![]()
Kurde, nie mam pomysłu pierwszy raz co robić!! haha
Patrzac z drugiej strony, ze strony takiego " grzecznego, niesmialego" on uwiedzie tylko taka, ktora bedzie umiala go zachecic, wykaze inicjatywe, ona zainicjuje...
I bedzie mial taka, ktora jest dominujaca- czesto zolze...
Na poczatku on poczuje sie wyjatkowy, ze ona go uwodzi...
Po jakims czasie, ona zacznie uwodzic innych( bo ona umie/lubi uwodzic) on nie bedzie umial jej zdominowac....i rogi mu urosna, albo zostanie zamieniony na " nowszy model".
I.....witamy na forum :-)
anty dalej czasem rzucasz jakims chamskim zaczepnym żartem, więc coś tam zostało ;d
To prawda, ale to już nie ten kaliber.
Z tymi szyderczymi żartami, to zwyczajnie kiedyś odkryłem, jeszcze w liceum, że potrafię mieć cięte uwagi i to wzbudza u ludzi respekt. Nie byłem nigdy osiłkiem, przed którym ludzie drżeli, żeby nie dostać po gębie, więc w tym odnalazłem swoją "siłę" - ludzie bali się, żebym ich nie wyszydził. Na etapie dorastania była to całkiem niezła taktyka do ugrania sobie pozycji w grupie.
Zastanawiam się, czemu tego wszystkiego nie uczą w szkołach, tylko przekazują jakieś zupełnie nie przydatne informacje o mitochondriach, kutikulach i morenach czołowych?
oldorando napisał/a:thepass napisał/a:Ale bez jaj. Ciapowaty gdyby wiedział, ze ma szanse i ze ona jest jeszcze bardziej ciapowata to powinien sie spiąć. Przeciez jakie ryzyko jak podejmie troche inicjatywy do kogos kto jest zainteresowany?
Nie podejmie zadnej inicjatywy- ten typ tak ma...boi sie odtracenia, wstydzi sie, zabraknie " jezyka w gebie", spali raka i ucieknie.
On odbierze to jako brak checi kontaktu, i tez sie nie osmieli...
Ona potrafi latami wzdychac, do niesmialego, dostepnego faceta, i nic z tym nie zrobic...Swego czasu, jak taki " obiekt westchnien " sie do niej odezwal, zakrztusila sie z wrazenia...i obiekt uciekl....
Ona, jak jest soba, to nie daje sobie szansy....Ostatnio w pracy miala takiego, przylazil do niej, zagadywal, ze sluzbowo, niby nic....i nic....trwalo to z rok, i facet sobie kogos znalazl...
I tak w kolko.....
Tak apropo- czy ona jest zdrowa? tak wiesz psychicznie, czy wszystko ok?
pytam serio
Serio, najzdrowsza psychicznie osoba jaka znam ( tylko lydki ma chude, zawsze sie na to skarzy)
Zaradna zyciowo, sama utrzymuje siebie, dom i dziecko, i faceta, dupka, ktorego ma serdecznie dosc.
( takiego, ktory wzial ja sila, niby tylko na seks, )
Patrzac z drugiej strony, ze strony takiego " grzecznego, niesmialego" on uwiedzie tylko taka, ktora bedzie umiala go zachecic, wykaze inicjatywe, ona zainicjuje...
I bedzie mial taka, ktora jest dominujaca- czesto zolze...Na poczatku on poczuje sie wyjatkowy, ze ona go uwodzi...
Po jakims czasie, ona zacznie uwodzic innych( bo ona umie/lubi uwodzic) on nie bedzie umial jej zdominowac....i rogi mu urosna, albo zostanie zamieniony na " nowszy model".
I.....witamy na forum :-)
TAK, Kochana <piąteczka> W rzeczy samej ![]()
To jest przykład mojego eksa. Jako nieprzeciętna ciapa wcześniej miał partnerkę właśnie w takim typie - ja byłam za mało "dominująca" (uwodzicielska, napalona na niego itp.
)
Finał poprzedniego związku miał dokładnie taki jak napisałaś. U nas z kolei szczęśliwego finału nie było, bo brakowało elementu stanowczej dominacji po mojej stronie, czyli po prostu adoracji i nęcenia go non-stop kolor ![]()
Ale nie sądzę by cokolwiek z tego pojął, ponad to, że ma dalej za nia tęsknic ![]()
oldorando napisał/a:Patrzac z drugiej strony, ze strony takiego " grzecznego, niesmialego" on uwiedzie tylko taka, ktora bedzie umiala go zachecic, wykaze inicjatywe, ona zainicjuje...
I bedzie mial taka, ktora jest dominujaca- czesto zolze...Na poczatku on poczuje sie wyjatkowy, ze ona go uwodzi...
Po jakims czasie, ona zacznie uwodzic innych( bo ona umie/lubi uwodzic) on nie bedzie umial jej zdominowac....i rogi mu urosna, albo zostanie zamieniony na " nowszy model".
I.....witamy na forum :-)TAK, Kochana <piąteczka> W rzeczy samej
To jest przykład mojego eksa. Jako nieprzeciętna ciapa wcześniej miał partnerkę właśnie w takim typie - ja byłam za mało "dominująca" (uwodzicielska, napalona na niego itp.)
Finał poprzedniego związku miał dokładnie taki jak napisałaś. U nas z kolei szczęśliwego finału nie było, bo brakowało elementu stanowczej dominacji po mojej stronie, czyli po prostu adoracji i nęcenia go non-stop kolorAle nie sądzę by cokolwiek z tego pojął, ponad to, że ma dalej za nia tęsknic
No, czyli, jakby taka nismiala( nie lubiaca uwodzic)musila sie jakos do uwiedzenia opornego/niesmialego, to potem " zyliby dlugo i szczesliwie"
Bo ona z czasem bedzie coraz bardziej osmielona wzgledem niego, ( a przy tym stabilna), i on tez....
Czyli na samym poczatku, musi nie byc soba,...
O rany- tyle akloholu, to ona nie da rady:-) :-) :-) :-)
To prawda, ale to już nie ten kaliber.
Z tymi szyderczymi żartami, to zwyczajnie kiedyś odkryłem, jeszcze w liceum, że potrafię mieć cięte uwagi i to wzbudza u ludzi respekt. Nie byłem nigdy osiłkiem, przed którym ludzie drżeli, żeby nie dostać po gębie, więc w tym odnalazłem swoją "siłę" - ludzie bali się, żebym ich nie wyszydził. Na etapie dorastania była to całkiem niezła taktyka do ugrania sobie pozycji w grupie.
Kiedys Ci mowilem, ze przypominasz mnie i znowu mamy cos podobnego. To samo miałem. W liceum nauczylem sie ironizowac (+ kilka innych cech dobrych w towarzystwie), wiec wszyscy siedzieli cichutenko i zdobywalo sie tak aurotytet, troche jak mentor i lider. Dzis uwazam to za szczeniackie (cwaniak), ale nie widzialo sie wtedy innego sposobu. Ci ktorzy nie radzili sobie psychicznie to skakali z rękami - szkoda tylko ze sami nie widzieli jak sie prostacko zachowuja (z ich strony nie bylo to nic inteligentnego).
Z kolei rozmowa z ciapowatym to jak marzenie o jednorożcu.
Próbowałam kiedyś z takim, to albo mi przytakiwał albo patrzył bez słowa, przy czym cały czas czekał aż rzucę się na niego, ale potem i tak było to samo
Ciekawi mnie jak ze mna bys rozmawiała realnie. Szczegolnie w momencie kiedy mowisz, ze wcale taka dominująca jak na forum nie jestes;D
Kurcze.. ja jak żyje to nie udało mi się nigdy "zmusić" do uwodzenia kogoś, kto nie wzbudzał we mnie żadnych emocji.
Z kolei jak wzbudzał emocje - warunek że obustronne- to gadka sama szła, lekko, prosto i przyjemnie (czasem niegrzecznie
) i kto by się zastanawiał wtedy 'kto kogo'?
Mnie się wydaje, że za dużo analizowania, a koleżanka może po prostu nie ma za bardzo okazji żeby z kimś taki pierwszy niezobowiązujący kontakt zupełnie na luzie nawiązać?
Bo 'swatanie' kojarzy mi się z randką, a na randkach człowiek się z reguły spina. No, chyba że zawodowo chodzi na te randki ![]()
Ciekawi mnie jak ze mna bys rozmawiała realnie. Szczegolnie w momencie kiedy mowisz, ze wcale taka dominująca jak na forum nie jestes;D
Widzisz, paradoks polega na tym, że jako "dominującą" to TY mnie ochrzciłeś - nigdy ja siebie sama ![]()
Zawsze pisałam, że jestem konkretna i szczera, a Ty resztę sobie dowyobraziłeś.
A rozmawiałoby się pewnie miło i sympatycznie, o ile byś nie próbował na mnie tych swoich "sztuczek".. bo nie ze mna te numery Bruner ![]()
Kurcze.. ja jak żyje to nie udało mi się nigdy "zmusić" do uwodzenia kogoś, kto nie wzbudzał we mnie żadnych emocji.
Z kolei jak wzbudzał emocje - warunek że obustronne- to gadka sama szła, lekko, prosto i przyjemnie (czasem niegrzecznie) i kto by się zastanawiał wtedy 'kto kogo'?
Mnie się wydaje, że za dużo analizowania, a koleżanka może po prostu nie ma za bardzo okazji żeby z kimś taki pierwszy niezobowiązujący kontakt zupełnie na luzie nawiązać?
Bo 'swatanie' kojarzy mi się z randką, a na randkach człowiek się z reguły spina. No, chyba że zawodowo chodzi na te randki
Ona sie yym bardziej blokuje, im bardziej jej sie ktos spodoba....
A vo do swatania, to umyslilam poznac jakiegos takiego, ( albo kilku), zateklamowac ja niby mimochodem, i przedstawic jej jako mojego znajomego.
Ze mna taki nie wytrzyma, a jak zdaza sie poznac, to moze sie do niej " przyklei"
To taki moj " bandycki plan" o ktorym ona nie wie, zeby sie nie " zaperzyla"....
Kurcze.. ja jak żyje to nie udało mi się nigdy "zmusić" do uwodzenia kogoś, kto nie wzbudzał we mnie żadnych emocji.
Z kolei jak wzbudzał emocje - warunek że obustronne- to gadka sama szła, lekko, prosto i przyjemnie (czasem niegrzecznie) i kto by się zastanawiał wtedy 'kto kogo'?
A rozmawiałoby się pewnie miło i sympatycznie, o ile byś nie próbował na mnie tych swoich "sztuczek".. bo nie ze mna te numery Bruner
Nie czujesz, ze sie to wyklucza?
U mnie nie trzeba sie "zmusić", bo to mam we krwi, a jeszcze dodaj jakby było miło i sympatycznie to hoho... sztuczki murowane.
Hehe, widzę że uparłaś się żeby jej pomóc
ale może coś z tego będzie, czemu nie spróbować.
Tylko napisałaś, że ona ma dziecko, faceta..? Jego też z kimś zeswatasz czy masz dla niego Plan B? ![]()
Hehe, widzę że uparłaś się żeby jej pomóc
ale może coś z tego będzie, czemu nie spróbować.
Tylko napisałaś, że ona ma dziecko, faceta..? Jego też z kimś zeswatasz czy masz dla niego Plan B?
On ja olewa, zdradza, i tak wyglada, ze niebawem zniknie.
A dziecko- trudna rada ma i tyle.
Nie czujesz, ze sie to wyklucza?
U mnie nie trzeba sie "zmusić", bo to mam we krwi, a jeszcze dodaj jakby było miło i sympatycznie to hoho... sztuczki murowane.
Nie wyklucza, bo ja jako Stary Mag
znam się trochę na sztuczkach i wtedy zabawa traci dla mnie swój niewinny smak i powab.
A że teorie NLP mam w 1 małym palcu u nogi, jak wiesz, to tym bardziej byłaby czujna, niczym Rosomak ![]()
On ja olewa, zdradza, i tak wyglada, ze niebawem zniknie.
A dziecko- trudna rada ma i tyle.
Łiiii.. to faktycznie, na szafot z dziadem!
Nie ma co go brać pod uwagę w ogóle.
Wspominam o tym, ze na poczatku trzeba nie byc soba, zeby miec toco sie chce( wyjsc ze schematu), zrobic cos inaczej, zmienic metode, ...ona to taki jaskrawy przyklad....
A kazdy moze juz sobie odniesc do siebie....taka inspiracja- po prostu....
Tylko, teoria, teoria, a w praktyce, to taczej ciezko.....ja sobie nie wyobrazam....
Nic tak nie zniecheca, jak NLP w praktyce.....
( mnie)
Ja sobie wyobrażam bez problemu z kolei, tylko to jest męka - tak dla tego kto gra, co potem szok i rozczarowanie dla tej drugiej osoby. Bo jednak zauważ - skoro taki trick by miał zadziałać, to nie bez powodu. To by znaczyło, że ta druga osoba OCZEKUJE takiego właśnie działania, że to ja nakręca gdzieś tam, powoduje chemię.
A jakby zaprzestała nagle potem to jak..?
Co Ty gadasz. To wszystko zawierałoby się nie w słowach, a czynach, mowa ciała, reakcje, gesty. NLP to bujda, przynajmniej w tym aspekcie, bo jak jest miło to ludzie razem 'sztuczkują' i jest to zabawa. Nie odróżniasz bo masz chemie. Jak jesteś chłodna to od razu rozpracujesz: zainteresowany, ja nie, nie wchodze. I w tym momencie ktos sie gubi bo musi nadać ton rozmowie w innej formie, byznesowej(kolezenskiej), a ja nie miałbym zamiaru - ktos ucieka.
Wspominam o tym, ze na poczatku trzeba nie byc soba, zeby miec toco sie chce( wyjsc ze schematu), zrobic cos inaczej, zmienic metode, ...ona to taki jaskrawy przyklad....
Wlasciwie to bym rzeczywiscie musiał zmienic metodę, czyli zagrać kogoś kim nie jestem. Jak sie mocno stresuje to nie jestem sobą, wiec... i tak zle i tak niedobrze, bo pozniej i tak sie rozkręce.
A jakby zaprzestała nagle potem to jak..?
Czemu znowu kojarzy mi sie to znowu z byłą? Dopóki "grała" (nie siebie, dopasowywała się do mnie) to była chemia, a jak zaprzestała to nagle cudem wszystko zniknęło. Dopoki chciała, to była chemia 200% i mozna było z tego robic wszystko, ale wyszlo ze to tylko taka gra "by mnie zdobyć".
To nie tak- ( nie chce o sobie, to wroce jak pijany do plota)
Jesli ona umialaby zachecic, to potem juz moglaby powoli dawac sie poznac z " prawdziwej " strony...
Tylko musi nie wyploszyc na wstepie niesmialego.
Podobnie ci wszyscy piszacy tu, ze " kobiety sa .....takie a takie" kobiety sa rozne, jesli obserwuja wciaz takie same, znaczy sa w tym samym schemacie. Zmienia schemat- poznaja inny typ kobiety.
Po prostu u nich zawsze zaczyna sie tylko z tym samym rodzajem kobiety( zdradzajacej, materialistki, niestabilnej, itp. ) z innym typem sie w ogole nie zacznie, wiec twierdza, ze " wszystkie kobiety sa takie a takie"
Swiata nie zmienisz, trzeba zaczac od zmieniania siebie..
Tylko ja sobie nie wyobrazam, zeby az tak udawac, i zeby to wygladalo naturalnie....
Tamto było do Oldorando ![]()
Jak jesteś chłodna to od razu rozpracujesz: zainteresowany, ja nie, nie wchodze.
Ale to prawda akurat.
Jak jest dystans to żaden 'zabieg' nie zadziała, bo są inne częstotliwości zupełnie.
Czemu znowu kojarzy mi sie to znowu z byłą? Dopóki "grała" (nie siebie, dopasowywała się do mnie) to była chemia, a jak zaprzestała to nagle cudem wszystko zniknęło. Dopoki chciała, to była chemia 200% i mozna było z tego robic wszystko, ale wyszlo ze to tylko taka gra "by mnie zdobyć".
A teraz jak już to wiesz, że grała (tak zresztą jak ex mego exa by jego zdobyć z kolei i on tak samo i tak za ta iluzją tęskni jak Ty
) to wczuj się w jej położenie. Męczyła się z tym, bo ile można grać. Chciała dobrze, spodobałeś jej się pewnie całkiem szczerze, więc myślała, że to świetny sposób ale strzeliła tym sobie w kolano.
Dlatego ja do grania przekonana nie jestem. Ani na początku nawet.
Wystarczy to co napisałaś Oldorando - NIE ODSTRASZAĆ - to co innego i to już dużo.
Podam wam zabawny przyklad z ubieglej soboty:
Jechalam na miasto, spotkac sie z opisana kolezanka, i w tramwaju przygladal mi sie facet, ok 50/60 lat.
Wyszczerzylam zeby , dla sprawdzenia efektu...facet podszedl, i powiedzial, ze mi sie makijaz rozmazal...
No, to wyciagnelam chusteczke, i poprosilam, co by mi poprawil...a on bajeruje, jak mam na imie, ze atrakcyjna, itp. ( wciaz bylam mila) wreszcie zapytal, gdzie pracuje, i czy jestem zadowolona z zarobkow...wciaz wyszczerzona jak idiotka, spokojnie odparlam, ze nie, bo zbieram zlom kolorowy. Facet sie ucieszyl, i zaproponowal mi fuche....jestesmy w kontakcie.
Na kazdym etapie tej znajomosci, inna moja reakcja dalaby inny skutek....
Heheheh, dobry przykład ![]()
Czyli podryw "na złomiarę". Zapisuje sobie ![]()
Jasne, że to tak działa. Każdy etap się liczy, a tych etapów jest dużo po drodze.
Zaczyna się od spojrzenia - albo już na tym etapie zniechęci, albo dojdzie do wymiany uśmiechów, potem jakaś wymiana zdań itd.
Z tymże ja jakoś.. no nigdy nie praktykowałam żeby "rwać" kogoś z ulicy
bardziej to były akcje typu wspólne wyjazdy, zainteresowania coś w ten deseń i wtedy te wszystkie etapy były jakby "na jeden rzut", bo się siadało obok siebie albo zuzamen do kupy i odrazu było wiadomo czy idzie ta iskra po plecach czy nie
No nie w ciągu pierwszych 3 minut, jak ktos pisał, ale na pewno jakaś wymiana zdań , mowa ciała - tak tez preferuję.
Żadne "ustawki"..więc nie wiem jakbym ja na takie swatanie zareagowała, znając mnie pewnie średnio ![]()
Tamto było do Oldorando
Jak jesteś chłodna to od razu rozpracujesz: zainteresowany, ja nie, nie wchodze.
Ale to prawda akurat.
Jak jest dystans to żaden 'zabieg' nie zadziała, bo są inne częstotliwości zupełnie.
Jak masz dystans( nie inicjujesz) to masz wieksza szanse na przebojowego, takiego, co lubi wyzwania...
( tylko pytanie , kiedy zapragnie innego wyzwania) - tak na logike....
Mam takiego kolegę. I zawsze się z tym swoim romantyzmem wyrywał - jechał do nowo poznanej dziewczyny z kwiatami 300 km tylko po to żeby kosza dostać (ona nie wykazywała zainteresowania).
Romantyzm ok, ale WSZYSTKO Z UMIAREM.
I bycie romantycznym, i bycie twardym trzeba umieć wyważyć.
No wlasnie, sposob kijowy, bo jakby była szczera to prędzej bym do niej "dotarł" i nie byłoby męczenia. Poza tym to najbardziej konkretna dziewczyna jaka w zyciu poznalem, a mimo to wiele razy nie umiala wprost powiedziec czego oczekuje, co jest nie tak (a przeciez zmieniłbym to zamiast brnąć w negatywne emocje czy chłód). To mnie martwi ogolnie w kontekscie kobiet (przyszlosc). Nie ten czas, nie to miejsce, nie ten stan. Moze to nawet nie tyle była gra, a reakcja na akcje. W koncu dwie osoby sie komunikują, a nie jedna.
Z tymże ja jakoś.. no nigdy nie praktykowałam żeby "rwać" kogoś z ulicy
bardziej to były akcje typu wspólne wyjazdy, zainteresowania coś w ten deseń i wtedy te wszystkie etapy były jakby "na jeden rzut", bo się siadało obok siebie albo zuzamen do kupy i odrazu było wiadomo czy idzie ta iskra po plecach czy nie
No nie w ciągu pierwszych 3 minut, jak ktos pisał, ale na pewno jakaś wymiana zdań , mowa ciała - tak tez preferuję.
Żadne "ustawki"..więc nie wiem jakbym ja na takie swatanie zareagowała, znając mnie pewnie średnio
Dlatego z góry mozna stwierdzic, ze spotkania z internetu byłyby jak te swatanie. Od razu mi sie znowu antykobieta kojarzy i mowi, ze spotyka sie z panną z portalu randkowego - niby w internecie jest wszystko w porządku, miło, przyjemnie, a widzą się - pierwsze 3 sekundy a ona ma mine jakby jadła coś niestrawnego. I juz 1 wrażenie padnięte.
Thepass: Ja jednak mam ciągle wrażenie, że ty nie o przyszłość się boisz, tylko wciąż rozkminiasz i analizujesz przeszłość..
Na przyszłość to ja w twojej głowie miejsca narazie nie widzę
i chyba Ty też, inaczej mniej by tego czarnowidztwa było i oglądania zdjęc na fb
Mam takiego kolegę. I zawsze się z tym swoim romantyzmem wyrywał - jechał do nowo poznanej dziewczyny z kwiatami 300 km tylko po to żeby kosza dostać (ona nie wykazywała zainteresowania).
Romantyzm ok, ale WSZYSTKO Z UMIAREM.
I bycie romantycznym, i bycie twardym trzeba umieć wyważyć.
I mimo, że taki kawał gnał, to kosz go czekał.
A przed jego wyjazdem tam to okazywała? Czy nagle jej się zmieniło?
Przykład z wyjazdem z kwiatami to żaden romantyzm tylko despero.
Romantyzm to mogą być najprostsze gesty jak..podanie kawy do łózka, albo doniesienie chusteczek, zanim zakatarzona partnerka się zbudzi..opiekowanie się nią itp. ale nie takie zrywy
Elle, potrzeba mi chłodnego spojrzenia na sprawę, możesz meilowo?
Elle, potrzeba mi chłodnego spojrzenia na sprawę, możesz meilowo?
Dawaj, ale nie wiń mnie potem za szczerość jakby co ![]()
Elka, bo Cie trzepne za te rozgadywanie:P Mowilas cos o zaufaniu!? Jest przyszlosc, tylko ja nie widze jej z racji mojego stanu, a nie z tego co tam było kiedyś.
Zdjecia to ja i tak sobie prywatnie zachowuje w ukrytych folderach, każdej byłej w roznych pozach ;D
hahahahah.. o kuźva, to może i ja swojego exa strasze zdjęciami
ja jego wywaliłam i zawsze wywalam eksów
Zaufanie - no ok, SORRY. :* Ale chciałam toba potrząsnąć, znasz mnie. ![]()
co to za stan kurnia, bo często o tym piszesz a o co ci chodzi.. wstąpiłeś do zakonu? ![]()
Hahaha nie. Widzisz co prywatnie to prywatnie, tylko nasze. Stan na pewno nie błogosławiony.
Najgorsze jest to, ze czesto nie wiadomo, jak zmienic schemat zachowania. To co inni widza wyraznie w nas, nam samym umyka...( nie potrafimy spojrzec na siebie obiektywnie)
A o sensowna krytyke na prawde trudno...kobieta mnie nie skrytykuje, bo albo jest taktowna, albo/i nie potrafi tego wyrazic( jak i swoich oczekiwan), a facet, albo mnie uwodzi- wiec nie krytykuje, albo nie uwodzi, wiec ma to gdzies....
Z obserwacji na forum, solidarnosc plemnikow jest wieksza( panowie w miare mozliwosci) probuja doradzic innemu panu, krytykuja jego zachowania w dobrej wierze. Panie raczej sie " wspieraja", czyli sobie potakuja, i zachecaja sie do zmiany/aktywnosci, ale bez tej konstruktywnej krytyki...
Inna, sprawa, ze trudno doradzac komus, kogo sie zna wirtualnie....
Ufff.. jak nie zakon i nie w ciąży, no to co może być innego "złego" ? ![]()
Thepass- zlituj sie nad moja wyobraznia!!!
Panie raczej sie " wspieraja", czyli sobie potakuja, i zachecaja sie do zmiany/aktywnosci, ale bez tej konstruktywnej krytyki...
Widać, że mnie nie poznałaś jeszcze ![]()
![]()
Co do reszty.. tak to jest i tez uważam, ze to głupie. Ale wiesz czemu tak jest? Ludzie boją się, że napotkają na brak dystansu i się taka krytyka kiepsko skończy. Ja w ten sposób potraciłam sporo znajomości ale i sporo zyskałam tam, gdzie nigdy bym się tego nie spodziewała.
Zawsze "waliłam" wprost, ale od jakiegoś czasu to staram się 'tonować' i podawać w bardziej strawnej formie, bo zależy mi na ludziach w tym wszystkim wbrew pozorom ![]()
Często bywa tak, a w zasadzie najczęściej, że ktoś się śmiertelnie za coś na mnie obrazi, a po pół roku przychodzi refleksja..ale nie zawsze da się kontakt reanimować.
Na pewno łatwiej by było gdyby ludzie sobie mogli wprost takie rzeczy mówić, przecież żyłoby się milej i łatwiej.
Jak sobie zartujemy to zartujemy, ale na powaznie - złego w sensie złego, a nie "złego", ale nie chce tego tu pisać.
oldo no co Ty tez powiadasz. Ja Ci ładnie wypunktowałem niektóre męskie zachowania;P
Thepass- zlituj sie nad moja wyobraznia!!!
Hahaha:D
Panie raczej sie " wspieraja", czyli sobie potakuja, i zachecaja sie do zmiany/aktywnosci, ale bez tej konstruktywnej krytyki...
Widać, że mnie nie poznałaś jeszcze
Co do reszty.. tak to jest i tez uważam, ze to głupie. Ale wiesz czemu tak jest? Ludzie boją się, że napotkają na brak dystansu i się taka krytyka kiepsko skończy. Ja w ten sposób potraciłam sporo znajomości ale i sporo zyskałam tam, gdzie nigdy bym się tego nie spodziewała.
Zawsze "waliłam" wprost, ale od jakiegoś czasu to staram się 'tonować' i podawać w bardziej strawnej formie, bo zależy mi na ludziach w tym wszystkim wbrew pozoromCzęsto bywa tak, a w zasadzie najczęściej, że ktoś się śmiertelnie za coś na mnie obrazi, a po pół roku przychodzi refleksja..ale nie zawsze da się kontakt reanimować.
Na pewno łatwiej by było gdyby ludzie sobie mogli wprost takie rzeczy mówić, przecież żyłoby się milej i łatwiej.
Teoretycznie- to wszystko jest teoria- gorzej z przejsciem do praktyki....
Ale w sensie, że z czym gorzej?
Aaa, ze moje meskie? Panie thepasie- Pan nawet polowy z nich nie ogarnal....
Tylko ja nie traktuje tego jak " krytyke" albo cos, co moge/chce zmienic..bo mnie ta zmiana nie przybliza do celu....no, chyba, ze wyjasnisz to lopatologicznie/racjonalnie/logicznie( po mesku)
Jak niby ma mi to pomoc dostac to, czego chce?
Ale w sensie, że z czym gorzej?
Z wprowadzeniem tego w zycie, jak ze smialoscia niesmialej kolezanki- co z yego, ze ona wie, ze odstrasza? Wie, ze niesmiala i wycofana?, wie, ze powinna inaczej, i nie potrafi.....
Aaa , ja pisalam o braku krytyki ze strony kobiet-i bierzesz to do siebie?
A, i podziekowalam za krytyke, bez obrazy- o ile pamietam....
Tylko dalej poprosze logicznie , racjonalnie, po mesku...i bez komunalow...
Elcia jak nie rozumiesz - to z głową.
Oldo - zawsze forma zmiany czasem nastawienia, czasem samego charakteru w związku z niepowodzeniami. Idealny przykład kiedy mialas fajne spotkanie a naskoczyłaś na tamtego i żałowałaś. Jest zbior takich cech, ktore masz, a ktore nie pozwalają na dobry dobór. Tak samo jak nie masz pewnych cech (choc niby cos tu zmieniłaś), ktore tez dają za mało + do tego uwodzenia. Jak ma to pomoc? Przeciez albo jestes sobą, albo sie zmieniasz w miare mozliwosci. Co innego zle wybierac (i nie wiedziec czemu), co innego tez zle przyciagac (bo ma sie pewne cechy).
Po męsku sie tego nie da wytłumaczyć. Masz kilka złowieszczych cech, w polaczeniu z wyglądem i brakiem flirtu, wdzięku, jakkolwiek to nazwać (razem z kaczym chodem w szpilach)...
Wiesz, zasada jest prosta: nie zmienisz nikogo jeśli tam po drugiej stronie nie ma autentycznej chęci ku temu. I tyle.
wyznaje też zasadę, że człowiek- co by nie mówił i jak by się nie zarzekał -jeśli NAPRAWDĘ cos mu w sobie rpzeszkadza, to chocby skały s...ły - znajdzie sposób by to zmienić.
Reszta to dorabianie drugiego dna.. strata czasu
thepass: z głową.. nie rozumiem, fakt. Jak będziesz chiał byc bardziej wylewny to sam napiszesz.
O moim wygladzie- aparycji, to wiesz niewiele....
A ja nie chce byc atrakcyjna dla kogokolwiek, tylko dla atrakcyjnego...w moim rozumieniu....
Ale pisz....krytyka zawsze mile widziana.....( albo raczej sposob w jaki jestem tu postrzegana, bo nie koniecznie, uznam to co krytykowane za wade, nie zawsze sie z tym zgodze)
Aham, sam napiszę. Do Ciebie? Raczej sie to nie zdarzy, jeśli tylko kierujesz sie ciekawością. Reszta by wyszła pewnie dalej w rozmowie.
A z głową, w sumie dwuznacznie - bo i tak problem siedzi w głowie, jesli są blokady, lub bardzo utrwalony charakter (oporny).
oldorando napisałaś mi w mailu - sama opisując siebie z wyglądu w tej sytuacji z tym dziwnym facetem, który duzo krzyczał.
thepass: nie rozumiem znowu, skąd sarkazm ale przyjmuje do wiadomości
Oldorando: no właśnie..chodzi o to by być atrakcyjnym dla konkretnej "niszy" niekoniecznie dla wszystkich. W czym Ty sama widzisz problem?
thepass: nie rozumiem znowu, skąd sarkazm ale przyjmuje do wiadomości
Oldorando: no właśnie..chodzi o to by być atrakcyjnym dla konkretnej "niszy" niekoniecznie dla wszystkich. W czym Ty sama widzisz problem?
Ja widze problem w tym, ze chca mnie rozni, ale nigdy ten, ktorego ja chce....
Strony Poprzednia 1 2 3 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy "miły" facet ma szansę na zwiazek ?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026