Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA KARIERY - MOJA KARIERA ZAWODOWA » Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 79 z 79 ]

66 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2014-09-09 19:12:45)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
Mussuka napisał/a:
ewka3 napisał/a:

Podejrzewam, że nie łatwo zaczynać od nowa, kiedy ma się już swoje lata.
Sama miałam długą przerwę w stażu zawodowym, spowodowaną wychowaniem dzieci, i jak pies biegałam z CV w zębach pukając do wszystkich możliwych drzwi. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdybym w ogóle nie posiadała doświadczenia.

W dzisiejszych czasach nie łatwo znaleźć pracę młodym, a co dopiero osobom dojrzałym.

Nie do konca z tym sie zgodze. Sama prowadze firme, poki co mala ale mam nadzieje, ze sie rozrosniemy kiedys.

No i gdybym miala teraz zatrudnic przykladowo ksiegowa albo sekretarke albo kogos do obslugi biura to raczej wybralabym pania lat okolo 40 lub lekko po niz panne po studiach.

Dlaczego? Proste jak drut - taka kobieta zna zycie, zna ludzi, bedzie doceniala swoja szanse i szybko sie nauczy (odpowiednie kursa komputerowe i moze lekcje jezyka zalatwia sprawe), dzieci ma juz urodzone i w wieku takim, ze w razie swinki moga same w domu zostac, nie zacznie po miesiacu rozgladac sie za lepiej platna badz ciekawsza praca (co nie znaczy, ze za darmo mialaby u mnie pracowac), raczej nie planuje przeprowadzki na drugi koniec Polski albo do Irlandii, wykaze sie solidnoscia i nie bedzie z kazdym pracownikiem flirtowac.

Tyle pozytywow mozna o sobie juz na starcie opowiedziec szukajac zatrudnienia jako kobieta w srednim wieku. No moze pomijajac ten flirt;)

A cala reszta to rzecz do nabycia i do nauki.

Niewiele jest pracodawców, którzy myślą w ten sposób.

Schematyczne myślenie to: rozpieszczona i utrzymywana przez męża, nie wie co to robota, nie przystosuje się, będzie chorować, kombinować, albo się znudzi.

No i jak słusznie zauważyłaś - flirtować;)

Dochodzi jeszcze mylne przeświadczenie, że dojrzałe osoby trudniej przyswajają wiedzę. Prawda jest taka, że pilniej się uczą i bardziej przykładają, bo nie nie mają czasu i nie mogą sobie pozwolić na powtórki egzaminów. 

Twoje argumenty są słuszne i prawdziwe. Należałby je wypisać w punktach i nakazać nauczyć się na pamięć każdej kobiecie po czterdziestce, która szuka pracy.

Ten cały wątek warto by rozważyć w kontekście: "co zrobić, gdy dojdzie do katastrofy".

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Wydaje mi się , że największym problemem pracodawców jest niedocenianie matek zajmujących się domem, a już w szczególności samotnych matek.
Faceci nie zdają sobie sprawy , że to najbardziej zorganizowane kobiety, zrób zakupy, ugotuj, posprzątaj, przeczytaj książkę, wypierz, pobaw się i spotkaj z koleżanką - faceci tego nie potrafią robić na raz.

A do tego jaka motywacja do pracy aby utrzymać dom

68 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-09-10 10:59:50)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Edit

69

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
m.agnieszka napisał/a:

Wydaje mi się , że największym problemem pracodawców jest niedocenianie matek zajmujących się domem, a już w szczególności samotnych matek.
Faceci nie zdają sobie sprawy , że to najbardziej zorganizowane kobiety, zrób zakupy, ugotuj, posprzątaj, przeczytaj książkę, wypierz, pobaw się i spotkaj z koleżanką - faceci tego nie potrafią robić na raz.

A do tego jaka motywacja do pracy aby utrzymać dom

No tego argumentu raczej bym nie zuzyla na rozmowie z ew. pracodawca. Te wszystkie czynnosci wykonuja tez z powodzeniem kobiety pracujace zawodowo wiec wykazuja sie jeszcze lepsza organizacja. Stawianie sie na piedestale Matki Polki czy Pani Domu to niezbyt fortunne posuniecie.

Szczegolnie to czytanie ksiazki czy zabawa albo spotkanie z kolezanka malo ktorego szefa zwala z nog:) 
Juz raczej doskonala organizacja dnia pracy - jestem systematyczna i porzadna, zaewsze planuje co mam danego dnia wykonac tak aby zmiescic sie w czasie, dobre operowanie budzetem rodzinnym - nigdy nie schodzimy ponizej kreski nawet w ciezszych okresach i to ja planuje wydatki rodzinne, negocjowanie warunkow np. z firmami remontowymi, sprzatajacymi itp. oraz nadzor tych prac, czynne uczestnictwo w szkolnych komitetach rodzicielskich (i tu kilka przykladow jakichs wykonanych projektow) itp.

To, maja byc wartosci, umiejetnosci i zalety, ktore sie moga przydac w przyszlej pracy. A robienie zakupow czy pranie, gotowanie - to raczej nikogo nie zachwyci. To podstawa w kazdym domu.

70

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

nie o to mi chodzi, żeby robić się na matkę polkę. Chodziło mi o to , że kobiety sa o wiele bardziej zorganizowane i lepiej radzą sobie z natłokiem zadań. A kobiety, które mają dzieci są jeszcze bardziej zorganizowane bo muszą łączyć wiele rzeczy na raz, a takie doświadczenie przydaje się w pracy. Ja jeszcze nie mam dzieci ale jak obserwuje w pracy koleżanki, które mają to są zdecydowanie bardziej zorganizowane pomimo, że mają więcej obowiązków.

71

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
m.agnieszka napisał/a:

nie o to mi chodzi, żeby robić się na matkę polkę. Chodziło mi o to , że kobiety sa o wiele bardziej zorganizowane i lepiej radzą sobie z natłokiem zadań. A kobiety, które mają dzieci są jeszcze bardziej zorganizowane bo muszą łączyć wiele rzeczy na raz, a takie doświadczenie przydaje się w pracy. Ja jeszcze nie mam dzieci ale jak obserwuje w pracy koleżanki, które mają to są zdecydowanie bardziej zorganizowane pomimo, że mają więcej obowiązków.

No tak, ale wiele kobiet ma jednocześnie zajmuje się dziećmi, domem i pracą, dlatego argument jest średni - jak jedna pani powie, że jest taka zorganizowana, bo perfekcyjne ogarniała dom, a to dużo, to pracodawca może i przyzna jej rację, ale uzna - całkiem słusznie - że jeszcze bardziej zorganizowana jest ta, która ogarniała przez X lat i dom, i pracę.

72

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
truskaweczka19 napisał/a:
kammiś napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Mrs. Ice, przepraszam, ale napisze to krotko i niestety szczerze, do bolu szczerze.

Po pierwsze facet, ktory majac zone i 3-ke dzieci nie postara sie o prace za wiecej niz 1800 brutto (czy netto?) to dupa nie chlop. Wybacz, prowadze firme w Polsce i moj najmlodszy pracownik, chlopak dopiero po studiach dostaje 2500 na reke. Dodam, ze nie jest to zadne miasto wojewodzkie, mala miejscowosc pod Wrockiem. Zawod - magazynier i logistyk. Dojezdza ok. 50 km codziennie z innego miasta, autobusem.

Druga sprawa - jak sie nie ma praktycznie za co zyc i marne szanse na poprawe, to powiekszanie jeszcze wlasnego stadka jest dosc nierozsadnym posunieciem. Wychodze z zalozenia, ze najpierw praca i bezpieczenstwo finansowe, potem dzieci. A nie na opak.

Apropos roweru, ja zasuwam polnymi, lesnymi i asfaltowymi drogami w sumie  po 16 km dziennie do pracy i z powrotem. Dla zdrowia i sportu. W zimie jezdze autobusem. I dla mnie to zadna tragedia, ani powod, zeby z pracy rezygnowac.

Popieram smile
W ogóle dla mnie niepracowanie Z WYBORU to moim skromnym zdaniem głupota, brak wyobraźni i szczyt lenistwa.

Nie rozumiem też tego zapisywania WSZYSTKIEGO na kobietę, w dodatku niepracującą.
Jak on odejdzie... a to przypuszczenia, że odejdzie ONA już nie ma? Dlaczego tylko co do niego zachodzi takie przypuszczenie i zabezpieczanie się w tym względzie. Bo kobieta z góry święta?
W ogóle nie chciałabym żeby cokolwiek ktokolwiek na mnie kiedykolwiek zapisywał - odkąd pamiętam jestem zwolenniczką absolutnej rozdzielności majątkowej.

Ktoś napisał, że zostałoby mu ledwie 400 zł z wypłaty po odliczeniu opiekunki. Ale o tym, że dzieciak pójdzie do przedszkola/szkoły - a za szkołę już nie ma opłaty miesięcznej i te wydatki odpadną, a praca i doświadczenie zostanie, to już się nie myśli.

A co do tego, że kobiety zostające w domu mają rzekomo trudniej to zgadzam się z Eilen.
Mam dwie koleżanki - jedna ma lat 27, dwójkę dzieci, jest SAMOTNĄ MATKĄ, pracuje, studiuje zaocznie. I daje radę.
Druga - ma jednego dzieciaka, cały dzień siedzi w domu. Obiad ugotuje, potem spacerki, kawusia z koleżanką.
I co z tego, że dzieciaki tej pierwszej muszą być w żłobku/przedszkolu/świetlicy do wieczora? Moim zdaniem i tak bardziej rozsądna jest ta pierwsza. I o wiele bardziej zarobiona niż ta co "pracuje" w domu.

Można też zostać w domu z dzieckiem jakiś czas (to już wiadomo różnie, ale choćby rok, dwa czy trzy lata) i w międzyczasie pracować dorywczo, jest wiele możliwości, a potem jak dziecko pójdzie do przedszkola zacząć pracować na stałe np. Wtedy opiekunka pewnie odpadnie, przedszkole trzeba opłacić, ale chociaż jedno odpadnie tongue Tak ja rozumuję. No albo można powoli wracać do pracy, niekoniecznie na cały etat, mniej zapłaci się opiekunce, mniej godzin, doświadczenie jest, a czas spędzony z małym dzieckiem też. Różne są możliwości.

No dokładnie. Poza tym jest też urlop macierzyński i wychowawczy... Ale dla mnie niepracowanie przez 10 lat,  bo się dzieckiem zajmuje, to już jest dziwne i nieodpowiedzialne. Tym bardziej że to dziecko 7 godzin spędza w szkole...

73

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

dokładnie w takiej sytuacji jak dziecko jest w szkole to kobieta może gdzieś iśc na pół etatu albo pracować w domu

74

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet
m.agnieszka napisał/a:

dokładnie w takiej sytuacji jak dziecko jest w szkole to kobieta może gdzieś iśc na pół etatu albo pracować w domu

a czemu pol? albo w domu? I czemu od momentu szkoly a nie przedszkola?

Chociaz to moze nie temat na ten watek.

75

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

chodzi mi o to, że jeśli chce się w większym stopniu zajmować domem to może wybrać pracę na pół etatu i ma jedno i drugi.

ale każda z nas jest inna i to jest tylko jej indywidualna decyzja czy chce się w pełni zajmować domem i dziećmi i to jej daje całkowite spełnienie, czy chce pracować w takiej czy innej formie.

moim zdaniem nie można nikogo oceniać za jego świadome wyboru, każdy decyduje sam o sobie i robi tak jak uważa (oczywiście w pewnym stopniu na jaki pozwala nam sytuacja życiowa)

76

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

M.agnieszka, ale nie chodzi o piętnowanie kobiet siedzących w domu, a o sposoby zabezpieczania się przez nie. Nawet jeśli kobieta przez 20 lat będzie spełniać się jako matka, żona i gospodyni domowa, to co jej po tym, jak np. rozejdą się z facetem i będzie musiała zacząć dbać sama o siebie pod względem finansowym? Albo co jeśli mężowi coś się stanie i na nią spadnie utrzymanie rodziny + pokrycie np. kosztów rehabilitacji męża? Nie mówię tutaj, że każdy musi się spełniać w karierze, bo niech sobie część kobiet będzie szczęśliwa w domu - to indywidualna sprawa - ale co zrobią, jak zabraknie tego żywiciela rodziny?

77 Ostatnio edytowany przez renesans (2014-09-11 20:28:32)

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Zabiorę głos w temacie gdyż jest on mi teraz zupełnie bliski.

Opiszę swoją sytuację, jestem po 40 i po rozwodzie. I zaraz napiszę jaka głupia byłam.
20 lat małżeństwa, ogólniak i 2 nastolatków. Mąż służył ojczyźnie a ja miałam czekać. Nie wniosłam majątku do małżeństwa bo go nie posiadałam. Początek małżeństwa trudny pojawiła się choroba u męża grożąca brakiem dzieci. Czasy były trudne dla kobiet. Nie ceniono sobie kobiet rozwojowych gotowych na przyjęcie potomstwa. Pracowałam a jakże za marne grosze na darte umowy zlecenie" standard taki owych czasów,
Z mojej pracy niezadowolony był mąż gdyż żonę chciał mieć w domu, kiedy wracał wcześniej z pracy niż ja prowadził rozrywkowe życie z kolegami, bo przecież nikt na niego nie czekał. Ja płakałam i pracowałam. Ale stało się nastał dzień kiedy "musiałam" podjąć decyzję.
Ciąża albo teraz albo potem nigdy... dla mojego pracodawcy było to jednoznaczne z odejściem z pracy. Niestety macierzyński nie wchodził w grę.
Udało się zaszłam w ciążę a mąż po 1 roku leczenia został przywrócony do pracy. Ciąże znosilam źle, o zatrudnieniu nie było mowy, cieszyliśmy się z przyszłego potomka. I znów trudne wybory. Minęło pół roku ( nadal karmiłam piersią) pojawiła się szansa że dostanę pracę... poszłam, była zima, mały do opiekunki ja do pracy powrót o 19 i tak codziennie. Było trudno, finanse kiepskie, mąż niezadowolony żyjący swoją pracą.
Zaczęły się choroby małego, przeziębienia, kontrole, zapalenie płuc, karetki, znów zapalenie płuc, karetki i znów nawet nie wiem jaka straszna choroba. Mały wycieńczony, mnie ciągle w pracy nie było, chudłam. w maju okazało się że znów jestem w ciąży... płakałam,bo znalazłam się w szpitalu na podtrzymaniu. nic o ciąży nie wiedzialam bo za  złe samopoczucie obwiniałam troski o syna.
Nie przypuszczałam też że będziemy mogli mieć jeszcze jedno dziecko.
Tak skończyła się moja kariera przez następne 3 lata. (oczywiście ciągle bez składek zus).
Mały okazał się chorowity, mała dobrze się przy nim chowała. Jak tylko zaistniała możliwość przedszkola postanowiłam znów iść do pracy.
Było bardzo trudno z 2 smyków coś znaleźć i tym razem żeby była prawdziwa umowa. Znalazłam najniższa krajowa i 2 dzieci w przedszkolu, praca na dojazdy.
Teraz to już poważnie mąż miał dość, nie miał zamiaru pomagać mi w inicjatywie która przynosiła jeszcze straty licząc opłaty za przedszkole, dojazdy i opiekę w razie choroby czy innych zdarzeń,
Długo tak nie wytrzymałam, znów widywałam dzieci wieczorem, byłam zmęczona, niewyspana, wiecznie zamyślona żeby o czymś nie zapomnieć nie zawalić. Życie rodzinne do bani. Ja byłam zajęta a mąż miał swoje zajęcia...
I znów zmiana wymyśliłam pół etatu. Kasy z tego co kot napłakał tyle, że więcej czasu byłam w domu... i znów powrót do kury domowej.
Moja praca i dyspozycyjność względem , dzieci, męża i domu pozwalały mi na prace mniej ambitne o niskich dochodach.
Coraz częściej słyszałam docinki że moja praca jest śmieszna, a zarabiam tylko na suchy chleb.
Mój M balował za to, bo on zarobił sobie na studia, używki i przyjemności. Ja czułam się jak darmozjad razem z dziećmi i gdyby nie to że dziś nie wyobrażam sobie ich nie urodzić , nie wychowywać i nie kochać, to jest we mnie żal, bo przecież mogłam wybrać inaczej a dziś nie płakać że nie stać mnie na mieszkanie, na leczenie, na dentystę, okulary, na kawę w kafejce z koleżanką. Że pracuję a bez pomocy mamy musiałabym z córką mieszkać na ulicy lub szukać nowego partnera.
Nie wyobrażam sobie czasu przejścia na emeryturę. Dziś zus proponuje mi ok 300 zł po uzyskaniu emerytalnego wieku.

No cóż, stawiam pierwsze kroki w nowej sytuacji nie poddaję się, szukam drugiego etatu gdyż dzieci już wyrośnięte, widzieć mnie co dzień nie muszą. Czy dam radę i się ze zdrowiem nie posypię?Czas pokaże.

Dla tych co stają dziś dopiero przed wyborami powiem że ciężko jest bo ryzyko duże. Kiedy matka nie ma czasu dla dzieci gdy są małe zazwyczaj potrzebuje tego czasu więcej poświęcić gdy są starsze. Problemów wychowawczych bez liku.
Nie żałuję nic a nic czasu poświęconego moim dzieciom, przynajmniej teraz są powodem mojej dumy smile
To jedyna inwestycja która mi się udała smile przy boku mojego M.

78

Odp: Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Myślę, że kobieta decydująca się zostać w domu nawet nie bierze pod uwagę tego, że mąż odejdzie etc. Po prostu chce żyć wygodnie i nie musieć pracować. Kwestia jest tylko taka czy mąż zarabia 2,3,5 czy 30 tysięcy. Mam znajomą, która każdego dnia przychodząc do pracy jest wściekła i często zła na męża, że zarabia za mało żeby ona nie musiała chodzić do pracy. To jest prawdziwa wyrachowana kura domowa.

Posty [ 66 do 79 z 79 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA KARIERY - MOJA KARIERA ZAWODOWA » Nie będę pracować! A co jeśli...? - "katastrofy" bezrobotnych kobiet

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024