rozwód po 30 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Strony Poprzednia 1 7 8 9 10 11 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 521 do 585 z 1,226 ]

521

Odp: rozwód po 30 latach

hurraa !
świetnie, fantastycznie Zuzka smile
poukłada się - bardzo się cieszę ...

Zobacz podobne tematy :

522

Odp: rozwód po 30 latach

Świetne informacje! big_smile
Wraca to wiarę w wymiar sprawiedliwości

523

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzka odezwij się do mnie na priv jeśli, to będzie możliwe, bo podobno są jakieś problemy techniczne ale próbuj ...

524

Odp: rozwód po 30 latach

In- ka
Próbuję, ale komunikat głosi, iż zablokowałaś możliwość wysyłania do "się" maili :-( Może Ty spróbujesz do mnie stuknąć? Miło mi będzie :-)

525

Odp: rozwód po 30 latach

smile

526

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In- ka
Próbuję, ale komunikat głosi, iż zablokowałaś możliwość wysyłania do "się" maili :-( Może Ty spróbujesz do mnie stuknąć? Miło mi będzie :-)

Zuza już teraz wiem jest, to niemożliwe,
forum ma polokowane priv nie możemy się ze sobą kontaktować - niestety

527

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Wiem, że pozytywne myślenie nie pomaga, czy ujęłabym to inaczej - pomagałoby gdyby istniały po temu jakoweś racjonalne przesłanki. Bez nich to tylko samooszukiwanie się.
(...)
Życzę Ci aby Twój tunel był króciutki, a po jego opuszczeniu żebyś ujrzała wspaniałe perspektywy

Konkluzja zadziwiająca... jeżeli wziąć pod uwagę FINAŁ wink ... przesłanki mówisz? NIE rozumiem w świetle TU zajętych stron - U Ciebie one były czy było ich brak? Bo czytając DOTYCHCZASOWE twe wpisy, nijak NIE można tego odgadnąć wink
Zatem "nieśmiertelna" szklanka... do połowy PEŁNA? do połowy PUSTA? A może ZA DŁUGO trzymana w wyciągniętej/umęczonej dłoni...? wink

GRATULUJĘ wygranej,
winszuję NIEZAPOMNIANYCH świąt
w otoczeniu WYJĄTKOWO kochających bliskich... big_smile

Ps. Co dalej?

528

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio
Nie rozumiem czego nie rozumiesz :-)
Piszę że można myśleć pozytywnie wtedy, gdy spotykają Cię jedynie trudności, z którymi, lepiej lub gorzej, jesteś w stanie sobie poradzić. Gdy masz jakąś podstawę na której możesz bazować.
Ale gdy wszystko popada w ruinę, nie zostaje Ci żaden punkt zaczepienia, tylko szaleniec myśli "cudownie, mam nowe możliwości"... Każdy realista raczej się załamie. Może i nie powinno tak być, ale niestety jest:-( Optymizm w takim wypadku oznacza utratę kontaktu z rzeczywistością i jest równie niebezpieczny jak pesymizm...
Pytasz co dalej. Odpowiedź brzmi: "Nie wiem".
Będę próbować sprzedać mieszkanie ( niestety nie jest to łatwe, jeśli chce się uzyskać za nie cenę zbliżoną do wartości) Będę szukać jakiś możliwości dorobienia bo nawet te podwyższone alimenty to  dokładnie suma, którą muszę zostawić na podstawowe opłaty ( czynsz, prąd, media). Więc znowu błędne koło - jak zapłacę za możliwość mieszkania to nie mam za co żyć, jak "pożyję" za te 750 zeta to za moment nie będę miała gdzie mieszkać. Na razie, nieco podbudowana farmakologicznie, niedawną wizytą u dzieci i wyrokiem sądu apelacyjnego "jakoś" się trzymam, przynajmniej na tyle, że odsunęłam myśli o "ostatecznym rozwiązaniu". Ale wiem, że przy każdym niepowodzeniu, z każdym kolejnym rachunkiem do zapłacenia to "jakoś" będzie maleć :-( i tego bardzo się boję.
Odnosząc się do Twej "szklanki"... Nawet ta do połowy pełna się opróżni :-( kiedy nie masz z czego ją uzupełnić :-(

529

Odp: rozwód po 30 latach

In- ka
A może masz GG? Podaj proszę numer, stuknę do Ciebie

530 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-01-14 16:45:16)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Anhedonio
Nie rozumiem czego nie rozumiesz :-)
...gdy wszystko popada w ruinę, nie zostaje Ci żaden punkt zaczepienia, tylko szaleniec myśli "cudownie, mam nowe możliwości"... Każdy realista raczej się załamie. Może i nie powinno tak być, ale niestety jest:-(

To akurat żadna nowość, to WZAJEMNE zrozumienie, no nie wink
W twoich podziałach ludzi brakuje 2 typów - malkontenta i skrajnego pesymisty.
MOIM skromnym zdaniem realista nie załamie się... bo WIE, że jakaś część tego CO przed nim stawia proces życia JEST zależne również od NIEGO, a nie wyłącznie od czynników zewnętrznych.
I przeważnie sam siebie NIE DOBIJA przez czarnowidztwo... rujnując tym sobie zdrowie czy nerwy.

Zuzanna 58 napisał/a:

Odnosząc się do Twej "szklanki"... Nawet ta do połowy pełna się opróżni :-( kiedy nie masz z czego ją uzupełnić :-(

Ot i NOWE spojrzenie: dotąd tyczyło spojrzenia - optymistycznego czy pesymistycznego (trzecie - to prof. oznaczało: NIE pełne ni puste - a ZBYT DŁUGO "męczące")
Teraz: (szklanka się) OPRÓŻNI... a CZEMU nie NAPEŁNI? Np. nowym zawodem, nowym zajęciem, nowymi znajomymi i kontaktami...
Wiesz mam na co dzień kontakt z niepełnosprawnymi - gdyby TAK myśleli, to do NICZEGO by żadne z nich nie doszło. Masz teraz tak jak oni (bo renta większa nie jest niż twoje "pobory") - zaś RESZTA zależy od... ?

Dla jednych NOWE jest przerażające, dla DRUGICH jest to CIEKAWE "WYZWANIE" (abstrahując od tego, że życie jako takie JEST CIĄGIEM wyzwań - i poleganie na jego niezmienności to mrzonka).

PS.
Nie wiem jak duże masz to mieszkanie, ale może łatwiej by było zamienić na mniejsze (to i opłaty zmaleją) z DOPŁATĄ?
A dorobić można przecież opiekując się kimś przez parę godzin dziennie. Jest wielkie zapotrzebowanie na takie usługi.

531

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza jeśli wielkopolska to do mnie masz bliżej. Tylko gdzie to?
Też nie mogę napisać do Ciebie.

532

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno

przeczytałam wątek od samego początku. Bardzo Ci współczuję.
Nie raz, nie dwa słyszy się historie, w których po parudziesięciu latach- wydawało by się- zgodnego związku- partner postanawia zacząć wszystko od początku z kobietą młodszą o połowę.

Rzadko jednak bywa, że mężczyzna postanawia rozstać się z żoną z klasą.

Wiadomo, że nie można zmusić nikogo do uczucia, gdy to już wygasło, zwłaszcza, że na podorędziu czeka ta młodsza, zawsze chętna- przynajmniej do momentu, kiedy nie dopnie swego.
Niemniej jednak- tak po chamsku zostawić osobę, z którą spędziło się większość życia, kiedyś przecież kochało, tak bezczelnie przywłaszczyć wspólnie wypracowane dobro, tak perfidnie knuć za plecami, nie zatroszczyć się o kobietę, z którą się było- i nie myślę tu tylko o dobrach materialnych- myślę o zdrowiu, stanie psychicznym- tak czyni PSYCHOPATA.

Zastanów się, z kim Ty tak naprawdę żyłaś?
Czy taki człowiek-nawet, gdyby został przy tobie- zatroszczył by się o Ciebie w krytycznej chwili?
Gdybyś -hipotetycznie- będąc w związku z nim - ciężko zachorowała- czy mogłabyś liczyć na wsparcie i pomoc z jego strony? Czy Twoja wizja wspólnego spędzania czasu w wieku emerytalnym nie była zwykłym myśleniem życzeniowym?

Przecież Cię kiedyś kochał, a teraz, kiedy miłość mu przeszła- nie zawahał się zostawić Cię jak zużyty przedmiot na stercie śmieci.
TAK NIE POSTĘPUJE DOBRY, PRZYZWOITY CZŁOWIEK!!!!
Miłość minęła, ok, wygrała młodsza, ale przecież powinien pozostać szacunek, sympatia, jakieś dobre wspomnienia po minionym życiu.
Ty je masz, a on?

Wiesz, ja ogromnie wierzę w to, że przekazane komuś dobro wraca w dwójnasób do adresata, tak samo, jak wyrządzona krzywda.
Zobacz, on jest starszy od swojej obecnej partnerki o ok 30 lat, tak?
Jak myślisz, jak długo będzie w stanie sprostać jej wymaganiom?
Finansowym może tak, ale jeszcze trochę, a młodsza partnerka poczuje motyle w brzuchu do jakiegoś rówieśnika, bo starszy, pewnie trochę schorowany tato jej dziecka nie sprosta jej wymaganiom w łóżku.
To nie proroctwo, to fizjologia.
Coraz młodszy nie będzie, a jak trafi się mu jakieś poważniejsze schorzenie, które będzie wymagało od niej poświęcenia się starszemu mężowi, pielęgnowanie go, być może zmienianie pampersa?
Myślisz, że nowa pani kocha go na tyle, aby przetrwać tą próbę?
Twój  "nie mąż" oślepł, ogłuchł i stracił rozum na widok spódniczki, poczuł nagły przypływ witalności, ale długo mu się on nie utrzyma.
Młode kobiety są wymagające i.....bezwzględne, niestety.

Życzę Ci wiary w to, że Twoje życie wskoczy na właściwe tory.
Nie żałuj życia z kimś, kto wywinął Ci taki numer. Mogłabyś żałować, gdyby zachował się jak mężczyzna, a nie jak SMARKACZ.
Ułoży Ci się, na pewno.
I nie myśl, że już nikomu nie zaufasz, życie jest - jak sama dobrze widzisz- pełne niespodzianek:-))
Będzie dobrze, zobaczysz:-)))
Pozdrawiam bardzo ciepło:-)

533

Odp: rozwód po 30 latach

"że przekazane komuś dobro wraca w dwójnasób do adresata, tak samo, jak wyrządzona krzywda."

-do nadawcy, oczywiście, pośpiech podczas pisania, stąd pomyłka:-)

534 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-01-15 08:03:33)

Odp: rozwód po 30 latach

I jeszcze jedno mi przyszło do głowy w kwestii "kasowej".
Wiele znanych mi starszych osób, mając mieszkanie PODNAJMUJE część jako stancję wink
Moja tzw. "teściowa" mając zaledwie 2 pokoje, jeden wynajmuje młodemu człowiekowi z prowincji, na opłaty w ten sposób ma, a renta idzie na jej potrzeby własne.

PRZECIEŻ sprawa skończyła się twoim zwycięstwem (w co wątpiłaś)... wciąż mało i mało?
Dla innych byłoby to optymalne. Bo niestety kuku zdrajcy NIE DA się (bezkarnie) zrobić sad
Dobrego dnia i owocnych przemyśleń smile

535 Ostatnio edytowany przez Kathy08 (2015-01-15 10:48:16)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, sprawiedliwości finansowej po części stało się zadość. To, że mieszkanie jest Twoje, to fantastycznie. Sprawa załatwiona, tym samym część problemów, które tak Cię trapiły, jest z głowy. Podwyższone alimenty starczą na opłaty rachunków. Zdrajcy nie dokopiesz, być może życie samo to zrobi kiedyś, jak to sugerowała an-ka, więc myślę, że teraz jest czas na to, żeby spokojnie zająć się organizowaniem własnego życia i swoimi sprawami. Rozumiem, że ze względu na swój zły stan zdrowia nie jesteś w stanie zajmować się np.dziećmi, ale sugestia Anhedonii odnośnie opieki nad jakąś osobą wygląda całkiem sensownie. Sama jestem w takiej sytuacji, że chętnie zapłaciłabym jakiejś pani za parę godzin opieki nad bliską osobą (w domu nie ma mnie 10 godzin) i wiem , że czasem trudno znaleźć kogoś właściwego. W Twoim mieście na pewno jest sporo osób w sytuacji podobnej do mojej. Polecam szukanie za pomocą tzw."poczty pantoflowej", miedzy znajomymi, w zaprzyjaźnionych małych sklepach czy szmateksach, gdzie spotyka się sporo osób i ludzie rozmawiają na takie tematy.

P.S. Jeszcze raz poprę Anhedonię, że wynajem jest sposobem na dorobienie paru złotych. Miałam znajomych, co prawda w miejscowości wypoczynkowej, którzy sami mieszkali w jednym pokoju z kuchnią, a pozostałe dwa pokoje przeznaczali pod wynajem (mieszkanie było w starej kamienicy, a pokoje były spore). Inna starsza znajoma mieszkająca w mieście uniwersyteckim wynajmowała pokoje parze studentów. Ponieważ nie znamy w szczegółach Twojej sytuacji mieszkaniowej, potraktuj te rady z wyrozumiałością smile . Ja wiem, że wynajem w ciasnym mieszkanku np. ze złym rozkładem i w bloku, nie wchodzi w rachubę.

536

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno :-)) Gratuluję :-)) Chciałabym zobaczyc minę Twojego exa po ogłoszeniu wyroku :-)

537

Odp: rozwód po 30 latach

Tak...wynajęcie choćby jednego pokoju studentce- zakładając dobry rozkład mieszkania- to nawet niezła sprawa, pod warunkiem, że mieszkasz w mieście akademickim, można dostać ok 300- 350 zł na miesiąc plus współudział w mediach.

W mieście nieakademickim- na studentów nie ma co liczyć, wynajmowanie nie studentom to już trochę niebezpieczna sprawa, a jak Ci potem taki powie, że się nie ma gdzie wyprowadzić, to co? Płacić przestanie, prąd i wodę zużywać będzie, a wyeksmitujesz go, to Cię w telewizji pokażą.

Poza tym- żeby czuć się pewnie- należałoby fakt wynajęcia zgłosić do US i co miesiąc podateczek dla Państwa 8,5% .
Niewątpliwa wada- utrata intymności, bo ktoś obcy będzie Ci się pętał po kuchni i łazience, nie daj boże jeszcze będzie bałagan po sobie zostawiał.
Niewątpliwa zaleta- jeśli trafisz na miłą, rozsądną dziewczynę, to nie dość, że pogadać będzie z kim, to jeszcze będzie milej nie do pustego domu wracać:-)

Ale mam jeszcze pomysł: pisałaś wcześniej, że różnego rodzaju ręczne robótki nie są Ci obce- może spróbujesz sprzedaży na allegro na przykład?
Wiem, że na początek nie ma co inwestować w materiały, ale uwierz- ludzie na aukcjach kupują bardzo różne i bardzo dziwne czasem rzeczy:-)). Pewnie masz w domu przedmioty, które nie są Ci potrzebne, a szkoda ich wyrzucić? Książki, stare pocztówki, porcelanę, zostawione przez eksa narzędzia??? No, wszystko, co już nie służy albo po czym zostały złe wspomnienia.
Porób zdjęcia, powystawiaj- to łatwe jest, a uwierz mi, można w ten sposób parę ładnych groszy co miesiąc zaoszczędzić!!!

Inna myśl: humanistką jesteś- a korepetycje dla gimnazjalistów czy maturzystów?
Wiesz, jak młodzież teraz pisze? To straszne jest, zero pojęcia o ortografii, interpunkcji, a egzamin zdać trzeba, no to rodzice płacą. Nie wiem, po ile "chodzą korki", ale pewnie ok 20-30 zł za godz, zależnie od przedmiotu, może warto spróbować?

Pozdrawiam:-))

538

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio.
Dziękuję za radę - wprawdzie bardzo niechętnie myślę o wynajmie ( bo jak pisze An-Ka to utrata intymności, nie wiadomo na kogo się trafi i w zasadzie całkowite uwiązanie bo strach wyjść - o wyjeździe nie wspomnę) a i układ taki, że niby duże ale "nie podzielne", przestrzenie otwarte. Jednak może nie będę miała wyjścia:-(
Zamiana to w mojej okolicy prawie nieistniejąca forma - wymieniają się tylko mieszkańcy "kwaterunkowi"...
Co do malkontenta i skrajnego pesymisty - faktycznie nie ujęłam bo wydawało mi się, że patologii nie uwzględniamy. A realista bierze pod uwagę możliwości jakimi dysponuje i wtedy realnie ocenia czy sobie poradzi ( kwestia tego, co kto uważa za poradzenie sobie jest bardzo subiektywna).
Piszesz, że pracujesz z niepełnosprawnymi... Podziwiam, bo mogę sobie wyobrazić jakie to ciężkie. Rozmawiałam z moją psycholożką i kiedyś wprost zapytałam jak ona się czuje z świadomością, że nie może pomóc, a musi udawać że pomaga... Nie odpowiedziała i w tym milczeniu, w jej spojrzeniu zawarła się cała jej bezradność:-(
Z bieżących "dokonań" to dzięki oszczędnościom wodowo - ciepłowniczym udało mi się obniżyć czynsz o 60 zeta. Zaczęłam też "dziubać" biżuterię - sutaszowo - filcowatą. Na razie zagospodarowuję resztki surowców jakie mam w domu.
Pytam też wszystkich znajomych o pracę - jak na razie bez rezultatów, ale może ktoś, coś będzie słyszał.
Staram się jak mogę, ale to wszystko jest podszyte strachem i niewiarą :-( i jakimś takim przeświadczeniem, że własne życie nie jest warte tego, żeby się tak szarpać - jakoś nie potrafię go polubić:-( Bo nie da się lubić tego, co przeraża.

539

Odp: rozwód po 30 latach

An-ka70
Dziękuję za naświetlenie mi problemu "od drugiej strony". Specjalnie mściwa nie jestem, ale nie ukrywam też, że wizja przedstawiona przez Ciebie, poprawiła mi nieco nastrój ;-))
Jeśli chodzi o studentów to i tak musiałabym czekać do nowego roku akademickiego - mam nadzieję, że do tego czasu uda mi się sprzedać mieszkanie.
Co do korepetycji - tak, jestem humanistką. Nie posiadam  jednak żadnego przygotowania pedagogicznego. A żeby udzielać lekcji potrzeba nie tylko wiedzy przedmiotowej, ale co ważniejsze umiejętności jej przekazania:-(Nowe matury są dla mnie tabula rasa - moje dzieci zdawały "starą", nie miałabym pojęcia według jakiego klucza przygotować ewentualnego ucznia, z jakimi lekturami się zapoznać. Nie mam kontaktów z młodzieżą uczącą się ani z rodzicami takowej.
Natomiast z allegro spróbuję  :-). Dzięki za podpowiedź-posiadam trochę niepotrzebnych bibelotów, książek, drobiazgów - może znajdę na nie chętnych.

540

Odp: rozwód po 30 latach

Joanko!
Dziękuję za gratulacje! Co do miny mego "już nie" nie przypuszczam, żeby specjalnie się przejął - dowiedziałam się ( plotkarskie miasto) że niedawno wrócił z egzotycznych wojaży, na które zabrał nową rodzinę....Prawdziwy geniusz ekonomiczny z 1500 zeta stać go na wakacje nad ciepłym morzem

541

Odp: rozwód po 30 latach

czytam, co Zuzka piszesz i tak sobie myślę, że nie przestroi się ciebie na spojrzenie bardziej optymistyczne (może moja stopka, powinna być twoją wink)
mam w sobie już teraz jakiś spokój, że poradzisz sobie z życiem - najtrudniejsze za tobą, reszta kwestia organizacji
buziaki wysyłam smile

542

Odp: rozwód po 30 latach

In-ka
Nie można z realisty zrobić optymisty :-( Nawet jak mówi sobie bardzo głośno "będzie dobrze", to w uszach dzwoni mu maleńki dzwoneczek "nie oszukuj się"...:-(
Owszem,staram się "sobie radzić",  ale to mnie nie cieszy,  pochwał typu "jakaś ty dzielna", nie potrafię odebrać in plus, raczej wychwytuję w nich coś na kształt "ale masz przerąbane"...:-(

543 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-01-17 10:31:21)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

... Rozmawiałam z moją psycholożką i kiedyś wprost zapytałam jak ona się czuje z świadomością, że nie może pomóc, a musi udawać że pomaga... Nie odpowiedziała i w tym milczeniu, w jej spojrzeniu zawarła się cała jej bezradność:-(

Ale BEZRADNOŚĆ w stosunku do niemożności dokonania cudu w przypadku NIEULECZALNEJ choroby - czy może NIEMOŻNOŚĆ zmiany "jedynie słusznych" poglądów rozmówczyni?
Bo istnieje REALNE ryzyko, że MIMO twej tezy - jednak POMAGA (ta p. psycholog).
I wiesz - idąc twoim tokiem myślenia - niepełnosprawni są skazani na pesymizm. REALNIE patrząc. BO NIC i NIKT im "pęt" niepełnosprawności nie zdejmie... A NIE SĄ wink
natomiast Ty wybierasz bycie nieszczęśliwą. I nazywasz to jeszcze realizmem wink
Ot i cała różnica.
Moja ex teściowa ma 2 pokoje i do jednego wchodzi się przez kuchnię. Potrzebowała pieniędzy więc nie szukała "dziury w całym" tylko kandydata, któremu TO nie przeszkadza. A propos innych zalet, mimo iż sama jest stara (ponad 70 lat) i nie NAJSPRAWNIEJSZA świadczy opiekę nad jeszcze starszą osobą z demencją. Nie umęcza się fizycznie tylko pilnuje by ta osoba sobie krzywdy nie zrobiła, nie zapomniała zażyć lekarstw albo zjeść. No i razem "zabijają" czas. DZIĘKI Tobie (właśnie w tym momencie!) uzmysłowiłam sobie ILE w niej jest zdrowego podejścia do życia. Przecież też by mogła tak siedzieć w domu i... oczekiwać.

"STRACH wyjść" to NIE realizm.
"Staram się jak mogę, ale to wszystko jest podszyte strachem i niewiarą :-( (...)Bo nie da się lubić tego, co przeraża" - i TO SĄ Twoje prawdziwe problemy - nie brak optymizmu.
ÓW BRAK zawdzięczasz strachom... a realne to one są średnio. BO tak naprawdę CO Ci grozi?

PS> gratuluję czynnych DZIAŁAŃ. Bo małymi kroczkami, ale jednak COŚ się zmienia smile
A z wyrazów podziwu innych TEŻ wychwytujesz CO CHCESZ>
Kolejne konsekwencje TWOICH własnych decyzji.
Ja tam gratuluję BEZ (niezdrowych) podtekstów

544

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, Twój wątek dodaje mi też dużo siły, bo nie chodzi o to tylko jak sobie pomóc ale ile innych osób może przy tym skorzystać.

Nie odpowiedziałaś mi gdzie leży ta Twoja Wielkopolska, może coś bliżej albo priv?

545

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio
Bycia "szczęśliwym" czy "nie szczęśliwym" się nie wybiera :-(
Można nim być, albo nie być a to poczucie nie jest zależne od świadomych wyborów, bo gdyby tak było nieszczęśliwi praktycznie by nie istnieli.
Wydaje mi się, że osiąganie stanu szczęśliwości możliwe jest "z dołu - do góry" przez zyskiwanie ( czegokolwiek co uszczęśliwia), nie przypuszczam, aby było prawdopodobne przez tracenie, co akurat ma miejsce w moim przypadku.
Straciłam zbyt wiele, abym mogła "odrobić" to przez resztę życia.  Nie zdobędę już ani nowej miłości, ani zbliżonego do poprzedniego statusu. Mogę oczywiście  egzystować, rezygnując z wszystkiego co mnie cieszyło, ale trudno nazwać to szczęściem. Mogę też szukać jakiś "zastępczych" radości - ale erzac to erzac :-( Niestety anilana nie stanie się kaszmirem choćby nie wiem jak bardzo sobie to wmawiać :-(

546

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna 58
realistka do szpiku kości...

wiem, że jesteś agnostyczką, ale polecam " Rozmowy z Bogiem" - Neale Donald  Walsch

Nie zniechęcaj się tytułem, proszę, tylko spróbuj przeczytać, poza tym w każdej chwili możesz przestać.
Do ściągnięcia w pdf na chomikuj. pl za darmo.

Bycie szczęśliwym JEST zależne od świadomych wyborów, tylko większość o tym nie wie.

A w Twoim przypadku- piszesz, że straciłaś zbyt wiele, byś mogła to odrobić.

Pomyśl o tym jednak w innej kategorii: nie- ile straciłaś, tylko- ile Ci pozostało.
Wypunktuj w kolejności:
-nikt nie umarł- Twoje dzieci są zdrowe i żyją, a ile jest matek, które muszą się zmagać z taką traumą
-zostało Ci mieszkanie- a ile jest osób, które marzą, aby mieć dach nad głową
-alimenty- tylko 750 zł na msc- a ile jest ludzi, którzy lata całe nie mają nawet tego, a też muszą przeżyć
-masz mózg- całkiem dobry mózg, a ilu ludziom nie jest to dane...

Możesz oczywiście napisać, że inni ludzie Cię nie obchodzą, ale gdyby tak było, to nie było by Cię ty, na tym forum...

Jeśli szczęśliwymi byli by tylko ci, którzy mają długofalowe związki, kasę i dobre zdrowie to cały Świat byłby jedną wielką kupką nieszczęścia.

Straciłaś jedynie jednego nieodpowiedzialnego faceta, który okazał się niewart Ciebie i Twojej miłości do niego. No? Niech spada na drzewo banany prostować.
Wiadomo, swoje musisz odchorować, wręcz powinnaś, bo gdybyś tego nie zrobiła- nie świadczyło by to najlepiej o Tobie.... ale po co z góry zakładasz, że już Cię nic dobrego w życiu nie spotka?
Sądzisz, że coś jest od Ciebie zależne? Gdyby było, to Twój "nie mąż" byłby dalej Twoim mężem.

Oj Zuzanna...
prawie dwa lata temu miałam niezwykle ciężkie zadanie: wyperswadować mojej mamie, że na raka płuc się nie umiera.
Ona też była realistką- i co? I żyje, mało tego, jest zdrowa, wiesz?
Cuda się nie zdarzają. One są.

547 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-01-17 19:20:58)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Bycia "szczęśliwym" czy "nie szczęśliwym" się nie wybiera :-(
Można nim być, albo nie być a to poczucie nie jest zależne od świadomych wyborów, bo gdyby tak było nieszczęśliwi praktycznie by nie istnieli.

I TAK i NIE.
Jak wypadku osób z niepełnosprawnością. Stracili SPRAWNOŚĆ i nigdy jej nie odzyskają. Ale ich wyborem OSOBISTYM jest pławić się w nieszczęściu, bądź się jemu przeciwstawiać smile
Ty miałaś spędzić święta sama jak palec. Stało się inaczej. Miałaś wątpliwości czy na sprawie da się coś "ugrać"  - wygrałaś w abcugach. Czy COŚ to wszystko w Tobie zmieniło? Chyba wątpię wink
POWODZENIA zatem. Pewnie NIKT i NIC nie jest w stanie tego zmienić...

548

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio!
Nikt przy zdrowych zmysłach nie pławi się w nieszczęściu... Ani też nie może mu się przeciwstawić.
Jedyne co może, to po jakimś czasie przyzwyczaić się do niego, może zapomnieć jak to było "być szczęśliwym" i "oswoić" tę nową rzeczywistość... wątpię czy da się z nim coś jeszcze zrobić. Ale nawet do tego potrzebna jest motywacja, inaczej postrzega swoje nieszczęście ktoś, kto ma codzienne wsparcie bliskich (jak najczęściej bywa w przypadku niepełnosprawnych) a inaczej ktoś, kto zdany jest tylko na siebie.
Faktycznie nie spędzałam świąt samotnie -ale one minęły, i teraz znowu jestem i będę sama, sama, sama i odczuwam to jeszcze boleśniej.... Coś jak dziecko z sierocińca zabrane litościwie na ferie i potem odesłane z powrotem :-(
"Wygrałam" to nieco za dużo powiedziane, ale rzeczywiście spadł mi jeden kamień z serca, skąd wziąć na spłatę "już nie mojego"
Pytasz czy to coś we mnie zmieniło - owszem, poczułam zimną pustkę. Do czasu wyroku cały czas podświadomie denerwowałam się, zastanawiałam czy wykorzystałam wszystkie argumenty, wewnętrzny dygot towarzyszył mi przez cały czas, nawet budziłam się obolała, bo podczas snu, nieświadomie spinałam mięśnie. Teraz to wszystko ustało... Zapadłam w jakiś letarg emocjonalny, nie wiem czy to dobrze, czy źle... Pod pewnymi względami to wygodne, bo nie denerwują mnie np. brudne okna, ale pod innymi niekomfortowe bo nie wkładam serca w nic co robię. Zaczynam przypominać robota, który machinalnie wykonuje zapamiętane czynności :-(

549

Odp: rozwód po 30 latach

An- ka 70
Bardzo się cieszę, że Twoja mama wygrała walkę z rakiem. Że masz ją "przy sobie", możesz się do niej przytulić.
Z poleconą lekturą zapoznam się, choć szczerze powiedziawszy, "nie czuję" tych porad odsyłających do wiary i religii katolickiej, gdyż dla mnie jest ona pełna sprzeczności  i nie logiczna :-(
"... Bo większa radość będzie w niebie
z nawrócenia  grzesznego Kaltenbrunnera
niż z sześciu milionów zagazowanych Żydów
i dwudziestu milionów rozstrzelanych chrześcijan
którzy byli sprawiedliwi..."

Piszesz, że straciłam "jedynie niewartego mych uczuć faceta" - niestety straciłam dużo więcej. Wraz z nim straciłam dużą i to tę lepszą część siebie. Czyli wiarę w ludzi, ufność, równowagę, energię, chęć do życia, działania, radość, motywację, plany, poczucie stabilizacji.
Tak, masz rację, powinnam się cieszyć z tego co mi zostało - i gdy staram się świadomie "zaprogramować" na pozytywy to przez krótki czas działa. Problem w tym, że negatywy włączają mi się automatycznie :-(  To coś jak z wirusami w kompie - zaczynają się mnożyć, generować, otwierać nowe... Staram się z tym walczyć, ale nie zawsze jestem w stanie to opanować:-(((
Z tego wynika, iż chyba przeszacowałaś mój mózg;-(
Muszę się z Tobą również zgodzić, że nic nie zależy ode mnie. I właśnie to sprawia, iż zakładam, że nic dobrego mnie  już nie czeka...

550 Ostatnio edytowany przez Kathy08 (2015-01-18 11:14:26)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

An- ka 70


Piszesz, że straciłam "jedynie niewartego mych uczuć faceta" - niestety straciłam dużo więcej. Wraz z nim straciłam dużą i to tę lepszą część siebie. Czyli wiarę w ludzi, ufność, równowagę, energię, chęć do życia, działania, radość, motywację, plany, ...

Zuzanno,ja rozumiem,  że po odejściu męża musisz przeżyć swego rodzaju żałobę - nawet rok - ale uważaj,  bo skoro razem z jego zdradą i odejściem stracilaś,  jak piszesz,  lepszą część siebie,  to jesteś na dobrej drodze,  ale do stania się zgorzkaniałą kobietą. Nie wiem jaka byłaś wcześniej,  czy byłaś miłą i pogodną osobą, czy paniusią w pretensjach, ale teraz niestety musisz zacząć życie "od nowa",  na innych warunkach i od Ciebie zależy jaka będzie ta nowa Zuzanna.
Poza tym, wybacz, ale mam wrażenie, że żyjesz iluzją szczęśliwego malżeństwa. Zuzanno,  Twój eks zdradzał Cię x lat, prowadził regularne podwójne życie. Przepraszam,  ale fakty są takie, przynajmniej przez ostatnie lata to nie było dobre małżeństwo.

Polecam ponowne obejrzenie filmu "Niebieski " Krzysztofa Kieślowskiego (zapewne widziałaś go kiedyś) . Tam co prawda,  wiarołomca "szczęśliwie" zszedł z tego świata,  ale cóż,  nie zawsze tak się dobrze układa wink.

551

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna

dobrze, że zerkniesz do tej książki:-))
Ona nie ma nic wspólnego z religią katolicką ani kompletnie nic z tym, co nam różni mądrzy próbują wtłoczyć do głowy.
Tytuł może mylić, niektórych zniechęcić, bo z góry wiadomo, o czym to będzie...


Wiarę w ludzi, ufność, energię, chęć do życia- innymi słowy- lepszą cześć Ciebie....- to straciłaś przez jednego wiarołomcę?
Faktycznie, zabrał Ci wszystko, a jeszcze sięgnął po to, co materialne- i też chciał zabrać wszystko.
Ale Ty- pozwalasz mu na to, czyż nie? I będziesz pozwalać ciągle?
On teraz chodzi szczęśliwy, z nową rodziną, i nawet o Tobie nie pomyśli.
Złożył Ci- choćby życzenia świąteczne czy noworoczne?
Przecież nawet obcy ludzie sobie życzą szczęścia...

Czekam, czekam - i - myślę sobie, że już niedługo doczekam się w Tobie -ZŁOŚCI, ale takiej pozytywnej złości, która pozwoli Ci się podnieść z podłogi, która sprawi, że powiesz: to ja mu- k****a teraz udowodnię, że nie jestem cierpiętnicą ( nie zachęcam do przekleństw, ale wiesz, jak to czasem pomaga?:-))), że POMIMO tego, co mi zrobił- i ja jestem szczęśliwa, całą sobą szczęśliwa....
Oooo, już wyobrażam sobie jego minę....


Nie sądzę, abym przeszacowała Twój mózg:-), po prostu nie znasz jeszcze swoich możliwości:-)

552

Odp: rozwód po 30 latach

Kathy08

Owszem, żyłam w iluzji, ale przecież każdy z nas w jakiejś żyje ( a to w tej,że jest zdrowy, choć podstępnie coś  groźnego mu rośnie gdzieś w środku, albo, że w pracy jesteśmy niezastąpieni, że dzieci nie sięgną po narkotyki, bo przecież dobrze wychowane itd) No to ja żyłam w swojej i dobrze mi z tym było. "Już nie mój" był w tym okresie miły i nie szczędził mi dowodów uczucia ( teraz wiem, że w ten sposób uspokajał swoje sumienie) i naprawdę nie mogłabym przysiąc, że nie wolałabym aby tak było dalej.
Pytasz jaką byłam przedtem - bardzo wesołą, trochę może nawet "szurniętą", pełną pomysłów, życzliwie nastawioną do ludzkości, otwarta i kontaktowa posiadającą spore grono znajomych i sprawdzonych przyjaciół - no to ostatnie nadal mi zostało.
Nie wiem w jakim kierunku pójdzie moja ewolucja :-(Bardzo nie chciałabym zmienić się z wina w ocet :-) i staram się panować nad marudzeniem ponad miarę - ale to niestety skutkuje tym, że zaczynam milczeć. Więc może w przyszłości zostanę niemową za to z gładziutką twarzą bo uniknę zmarszczek mimicznych ;-)
Jeszcze pamiętam, żeby wychodząc z domu ściągnąć z haka uśmiech ( głównie po to żeby uniknąć litościwego kiwania głową sąsiadek i dalszych znajomych) i założyć go na  usta. Nie udaje mi się tylko "zapalić" oczu, by zyskać dawny błysk.
W "środku" jednak mam tylko ten nieznośny ciężar żalu i lęku, czuję się jak  nastygmatyzowana, jakbym nosiła upokarzające piętno:-(

553

Odp: rozwód po 30 latach

An-ka70
Faktycznie zabrał mi to wszystko jeden człowiek :-( i wyobraź sobie nie pytał o pozwolenie... To po prostu odeszło razem z Nim.
Mnie życzeń nie złożył, ale wysłał je naszym dzieciom ( bo chyba pragnie ich akceptacji, dla tego co zrobił) I córka i syn zignorowali te życzenia, nie odpowiadając ( żeby go choć trochę zabolało - jak mi wyjaśniły)
Wiem, że "już nie mój" nie myśli o mnie, bo inna zajmuje jego myśli, czas, serce. Ja niestety nie mam o kogo swoich zaczepić :-(
Czy uda mi się wzniecić w sobie gniew, złość, nie wiem. To złożona kwestia. Czasem wydaje mi się, że jego nieszczęście, niepowodzenie, porażka przyniosłaby mi ulgę, ale zaraz potem robi mi się miękko i smutno. Jeśli targają mną negatywne uczucia to raczej w stosunku do tej kobiety i jej dziecka. Wiem, że to irracjonalne bo głównym winowajcą jest "już nie mój", ale jego jakoś podświadomie wybielam, usprawiedliwiam :-( Znasz to uczucie -jak obcy się upije to alkoholik, jak "swój" to coś mu zaszkodziło....
Widzisz An-ka ja chciałabym móc być znowu szczęśliwa, zamknąć tamten długi rozdział życia, i zacząć czytać nową powieść, ale nie potrafię się odciąć, odnaleźć w samotności, czerpać radości z uwolnienia od codziennych obowiązków. Wręcz przeciwnie, ich brak pogłębia mój marazm, każda czynność jest poprzedzona długim namysłem "po co" i "czy warto" ...ugotować, posprzątać, zrobić makijaż....W tym tygodniu,  dni "szlafrokowe" to w zasadzie norma :-(
Od czasu do czasu zrywam się i usiłuję działać  wtedy gdy któraś z przyjaciółek zapowiada się z kontrolną wizytą, jeszcze działa we mnie wpojona zasada, iż gość rzecz święta.Niestety zaraz po zamknięciu drzwi za gościem, wszystko wraca do poprzedniego stanu :-(

554

Odp: rozwód po 30 latach

Chciałabyś być szczęśliwa.....:-)))), no, nareszcie, to już jest coś:-)
Przecież zawsze będzie czas, żeby ewentualnie spisać wszystko na straty, tylko jeszcze nie teraz...

Wiesz, jak mnie było bardzo źle i myślałam o najgorszym, to wyobrażałam sobie zamknięte drzwi, przed którymi stoję.
Te drzwi to była taka magiczna granica.
Po tej złej stronie był lęk, marazm, zniechęcenie, to, co mnie ograniczało, co nie pozwalało cieszyć się życiem.
I wyobrażałam sobie, że te drzwi powolutku uchylam, a po ich drugiej stronie jest coś , czego jeszcze nie znam. Coś nowego, co zdarzy mi się dzisiaj, ale na pewno nie coś gorszego, bo gorzej niż dziś już być nie może:-))

A że bujną mam wyobraźnię...;-))

Zuza, wyjdź do ludzi, dobrze?
Wolontariat- choćby raz w tygodniu po jednej godzinie to już coś. Zobaczysz, bardzo wiele stworzeń- nie tylko ludzi- tak bardzo potrzebuje ciepła, życzliwości...
Jak zaczniesz dawać ją innym, to zobaczysz, znów Twoje życie nabierze sensu:-)
Dni szlafrokowe nie są takie złe, ja je lubię:-)

555 Ostatnio edytowany przez an_ka70 (2015-01-18 23:38:14)

Odp: rozwód po 30 latach

A to taka historia, którą znalazłam w internecie, autor Grzegorz Mniejszy, źródło: eioba.pl
cyt:

"Zauważyłem go z samochodu. Był przeraźliwie chudy, miał skołtunioną sierść, wyraźnie utykał. O wiele za duży,krowi, łańcuch, łączył go, na śmierć i życie, z budą. Miał też miskę. Przewróconą, brudną, pustą.

Przed jego domem stała wypasiona willa. Za jego domem, połamany płot z nieobrobionych żerdzi. Za płotem, wolność.

Nie mogłem zapomnieć tego widoku. Jeszcze żył, jeszcze się ruszał. Jeszce czuł.

Zawróciłem.

Zapukałem do drzwi wypasionej willi, za którą był jego los. Odgrodzony od życia walącym się płotem.

On stał spokojnie, przywiązany łańcuchem do śmierci. Nie szczekał, nie skowyczał. Tylko patrzył tymi swoimi wielkimi, czarnymi oczami.


Próbował podnieść jedno ucho. Nogi mu zadrżały.

Upadł.

Nikt nie otworzył drzwi. Z wypasionej willi nie dochodził żaden dźwięk. Widać wypasieni Państwo wyjechali.

Powoli do niego podszedłem. Nie ruszył się. Cichutko jęczał. I patrzył tak, jak tylko pies potrafi patrzyć.

Pogłaskałem go po głowie. Zmrużył oczy, ale ich nie zamknął.

Wtedy zobaczyłem, że krowi łańcuch jest werżnięty głęboko w jego szyję, z której ciekła posoka.

Misiek! Samo mi się szepnęło. Przestałem myśleć. Wyrwałem łańcuch z kawałkiem budy. Jak mogłem najdelikatniej, wziąłem Miśka na ręce i zaniosłem do samochodu.

Rana na szyi była najmniejszym problemem. Miał połamaną miednicę, odbite nerki, uszkodzony kręgosłup. Był krańcowo odwodniony, zapchlony i zawszony.

Żył jeszcze nieco ponad dwa lata.

Był ukochanym pacjentem kliniki weterynaryjnej, najważniejszym i najdumniejszym psem na świecie.

Nigdy nie założyłem mu nawet obroży.

Kochał mnie miłością absolutną.

Tak kochać mogą tylko zwierzęta.

Zdechł, na moich rękach. Szczęśliwy.

Bardzo kochał ludzi.

Wybaczył wypasionym Państwu. 


Ja nie."

556

Odp: rozwód po 30 latach

An-ka70
Zajrzałam na strony wolontariatu w swoim mieście. To chyba nie dla mnie :-( Miejsca ewentualnej pracy to hospicja, oddziały onkologiczne, zaniedbane dzieci i młodzież. Tam potrzeba osoby niesamowicie silnej psychicznie, odpornej na stres, zdecydowanej, czyli całkowitego zaprzeczenia mojej osobowości. Obawiam się, że zamiast pomagać innym dołowałabym siebie. Bo żeby dawać trzeba mieć wiarę w powodzenie, energię, nie zrażając się tym, że najczęściej nasze wysiłki spełzają na niczym, ba niejednokrotnie spotykają się z niechęcią ze strony ich adresatów.
Poza tym sama idea wolontariatu wydaje mi się pewnego rodzaju nadużyciem, bo jest to instytucjonalizowanie szlachetnych odruchów( wolontariusz zobowiązany jest do stawiennictwa w określonych godzinach na swoich dyżurach, udziału w akcjach itp - tak głosi regulamin)
Odnoszę wrażenie, że jest to forma wykorzystywania ludzi "dobrej woli" i wyręczania się nimi  tam, gdzie powinno się zatrudniać fachowca, bądź zmusić osoby odpowiedzialne ( np rodziców trudnej młodzieży, czy zaniedbanych dzieci) do właściwej opieki. Osobiście bardzo chętnie pomagam, ale nie lubię być do tego "przymuszana". Wspominałam, że czasami opiekuję się starszą znajomą, osobą samotną, robiąc jej drobne przysługi ( typu zakupy, czasem coś piekę czy gotuję, czasem wpadam "pogadać") ale robię to, bo ją lubię i nie jest to "wymuszone".

557

Odp: rozwód po 30 latach

Witaj Zuzanno - co słychać? Czy cokolwiek lepsze wieści?

558

Odp: rozwód po 30 latach

Konfiturko!
Czas "jakoś" płynie. I choć jakość tego "jakoś" daleka jest od wymarzonej, powoli oswajam się z rzeczywistością. Są dni lepsze ( dzięki moim niezawodnym przyjaciołom, którzy dosłownie stają na uszach, by mnie wyciągnąć z marazmu), gorsze i po prostu złe. Moje osobiste usiłowania by poprawić swą sytuację z reguły spełzają na niczym :-( ale staram się nie załamywać, nie poddawać się.
A co u Ciebie Konfiturko? Mam nadzieję, że płyniesz "na fali". A Twoje  czerwone szpileczki niosą Cię prosto do szczęścia, czego życze Ci z całego serca

559

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna smile a co u Ciebie?

Mam nadzieję, że dajesz radę...

560

Odp: rozwód po 30 latach

Weronko!
Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale popadłam w kompletny marazm i nawet nie zaglądałam na forum. Co u mnie? Niestety poprawy nie ma :-( Sprzedaż mieszkania nieopłacalna ( różnica między tym co dostanę za swoje a tym co będę musiała wydać na mniejsze nie pokryje kosztów przeprowadzki i koniecznego remontu, wyposażenia) Z pracą też nic się nie klei, czasem coś tam dorobię ale to kropla w morzu potrzeb zwłaszcza, że teraz przyjdzie mi płacić podatki od użytkowania wieczystego i własności :-(
Dobra wiadomość jest taka, że powoli oswajam się z samotnością - już mi tak nie doskwiera jak na początku - powiedzmy nie jest to ostry rwący ból zęba tylko takie "ćmienie" ;-)

561

Odp: rozwód po 30 latach

Dawaj znać od czasu do czasu - poniekąd jestes dla mnie "natchnieniem" - jak ty dasz radę to może i ja dam... smile

562 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-03-05 09:06:47)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Anhedonio!
Nikt przy zdrowych zmysłach nie pławi się w nieszczęściu...

ZASTOSUJ swoje słowa do swego życia?
Bo nie wiem jak inaczej niż pławienie można nazwać to co robisz z życiem.
Wszystkie propozycje torpedujesz.
Twierdzisz, że NIE masz wsparcia bliskich a FAKTY - święta urządzone dzięki przyjaciołom i dzieciom temu przeczą. Sąd też orzekł na twoją korzyść. Jakoby WSZYSCY wokół mają lżej... (Nie wiadomo skąd takie wieści dziwnej treści - bo badań porównawczych wszak nie wykonałaś) Jak dziecko, które stoi, tupie nogami i krzyczy: "mało, mało, mało..."
INNI mają lepiej? Tkwij w tym przekonaniu - skoro ono COŚ CI daje. A dawać musi, skoro się przy tym upierasz... ale to twoje życie - TERAZ NIKT Ci nic z niego nie odbiera, nim nie rządzi - TYLKO Ty sama.
Odpowiedzialność za WŁASNE losy jest ciężka? OWSZEM - to prawda.
"Jak się chce, znajdzie się sposób (jak te święta - choć znów to INNI musieli "przejąć pałeczkę") - jak się NIE chce, znajdzie się powód" - a tych Ci nie brakuje sad
Smutne.
Trzymaj się jakoś... w tym marazmie, skoro go wybierasz. Wbrew temu co mówisz - NIE wszystko zależy od innych. Od Ciebie zależy czy działasz czy TKWISZ sad
Weronka - dążysz ku zmianom czy ku zastojowi?

563

Odp: rozwód po 30 latach

offtop /przepraszam/

Anhedonia. Coś źle mi idzie. Do tyłu. Punkt zwrotny w momencie odkrycia erotycznej bielizny w aucie eksa i że dziecko mi oświadczyło, że chce być z nim /rozumiem to/. Świat widzę czarno - za 2 tyg. wizyta u psychiatry.

564

Odp: rozwód po 30 latach
weronka44 napisał/a:

Coś źle mi idzie. Do tyłu. Punkt zwrotny w momencie odkrycia erotycznej bielizny w aucie eksa i że dziecko mi oświadczyło, że chce być z nim /rozumiem to/. Świat widzę czarno - za 2 tyg. wizyta u psychiatry.

Wiesz - ja WSZYSTKO rozumiem (przedwczoraj najnowsze dziecko mego bywszego skończyło roczek, a onże sam w tym roku kończy 56)... MAM się tym dręczyć?
Mam cały sens życia NA TYM opierać? No chybabym zwariowała. Od myślenia o tym
TO się nie sprawdza...
już raczej jak w mojej sygnaturce: CO się da - zmieniać; co się nie da - a naprawdę TEGO niewiele - zaakceptować. I ŻYĆ - nie trwać...
bo też I CÓŻ innego człowiekowi zostaje - udręczać się i tkwić w miejscu? TO akurat NICZEGO nie zmieni (na lepsze)
Będzie lepiej, a jeżeli nie lepiej to chociaż SPOKOJNIEJ - gdy emocje opadną...
Trzymajcie się ciepło. OBIE

565 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-05 20:40:29)

Odp: rozwód po 30 latach
Anhedonia napisał/a:

I ŻYĆ - nie trwać...

koniecznie żyć, "bo to życie to bal jest nad bale"

566

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna , wspolczuje sytuacji, jednak komletnie Cie nie rozumiem.
Czy ty nie obawiasz sie o przyszlosc i do konca zyciq bedziesz zyc z tych marnych groszy?...
Sprzedac mieszkanie , nie, bo sie nie oplaca.
Znalezc  prace , nie bo przeciez nie ma.
Wolontariat to wedlug ciebie wykorzystywanie ludzi!!!
Brak mi slow na Ciebie, lepiej przeciez przez siedem dni w tyg lezec w pizamie w domu liczac, ze moze ktos oplaci mi rachunki. Pograzajac sie w depresji , wyszukujac chorob...

To sie nazywa lenistwo, wygodnictwo.
Kazdy jest kowalem wlasnego losu. Jak sie rozejrzysz poszukasz jestem pewna , ze moglabys znalezc prace jako chociaz pomoc w domu u kogos, jako niania, czy nawet do sprzatnia w biurach... No ale trzeba by bylo zaczac od czegos prawda, a to wymaga jakiejkolwiek inicjatywy.
Skandaliczne jest wprost twoje podejscie do wolontariatu! Moja  tesciowa, wyksztalcona,  wciaz aktywna zawodowo, od lat prowadzi zajecia plastyczne na dzieciecym oddziale w szpitalu jako OCHOTNICZKA.  I jakos nigdy nigdy nie powiedziala, ze jej dobroc jest wykorzytywana. Takie podejscie jak twoje , to chyba moze miec osoba skoncentrowana, jak ty na sobie w 100%.
Nigdy nie wiesz co sie stanie, a jesli za kilka lat maz z roznychmprzyczyn przestanie placic( choroba, wypadek) to co wtedy?

567

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio!
No i udało Ci się...mnie wkurzyć;-)
Czy ja gdzieś pisałam że nie mam wsparcia bliskich? Raczej wydaje mi się, że w każdym poście zaznaczam, ze pomagają mi dzieci, przyjaciele.
Czy gdzieś twierdziłam, że inni mają lżej bądź lepiej? Nie przypominam sobie takiego twierdzenia.
Torpeduję propozycje...no cóż propozycje typu "sprzedaj mieszkanie i dopłać do tego" zajmij się wolontariatem ( i też dopłać do tego, bo jakoś dojechać czy dojść trzeba a bilety i szewc drogie) żyj nie wegetuj bo życie jest piękne, niestety muszę odrzucić z tego względu, że po prostu nie stać mnie na nie.
Rozesłałam chyba z tysiąc "cvałek" i wiesz na żadną nie dostałam nawet odmownej odpowiedzi...po prostu zostały zignorowane - czemu nawet specjalnie się nie dziwię.
Komunały "jak się chce, znajdzie się sposób" zostaw może dla młodszych użytkowniczek forum - ja niestety już nie jestem w stanie w nie wierzyć.
Ode mnie zależy czy działam czy tkwię. No niby tak, tylko działać żeby działać nie ma sensu, a działać celowo nie mam możliwości.
Marazm to nie mój wybór życiowy, to skutek :-( Wynik depresji, zawiedzionych uczuć i nadziei. Nie mogę tak po prostu strzelić palcami i stwierdzić: ok jestem bogatsza o nowe doświadczenia, ale poz tym jest cudownie...Oczywiście można kłamać nawet samej sobie, tylko jakoś trudno w te kłamstwa uwierzyć.

568

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

tylko działać żeby działać nie ma sensu, a działać celowo nie mam możliwości.

uuuuuuuuuuuu Zuza nie jest dobrze widzę wink

569

Odp: rozwód po 30 latach

TakasobiejaS
Nie rozumiem dlaczego tak bardzo bulwersuje Cię moje podejście do wolontariatu.
Przecież opiera się ono na prawdziwych przesłankach. Tę pracę powinni odpłatnie wykonywać fachowcy.  A jeśli chodzi o ścisłość to możemy przyjąć, że przez ostatnie trzydzieści lat zajmowałam się wolontariatem na rzecz rodziny ;-) odrabiałam lekcje z moimi dziećmi ( żeby "ochotniczki" nie musiały przy nich siedzieć) wyprowadzałam własnego psa ( wielorasowca ze schroniska) opiekowałam się chorującymi członkami rodziny, więc proszę nie zarzucaj mi wygodnictwa. Piszesz, że Twoja teściowa jest ochotniczką na oddziale dziecięcym - chwała jej za to - ale widocznie czuje taką potrzebę, czerpie radość z tego że jest tam jakoś społecznie potrzebna, lubi dzieci czy jeszcze z innych jej tylko znanych powodów. Ja nie czuję takiej potrzeby, nie dawałoby mi to radości, nie nadawałoby sensu mojemu życiu. Nie da mi też potrzebnych do życia środków...
Owszem obawiam się przyszłości...tylko że ten strach już tak bardzo zrósł się ze mną, że już go prawie świadomie nie rejestruję (i dobrze, bo bym zwariowała).
Co do mieszkania to naprawdę nie moja wina, że warunki na rynku są jakie są...
Chorób nie muszę wymyślać - mam je bardzo konkretne i jeśli czegoś mogę być pewna to tego, że raczej mi ich przybędzie niż ubędzie.
Zarzucasz jestem skoncentrowana w 100% na sobie... a na kim miałabym się teraz koncentrować gdy jestem sama?
Bardzo łatwo jest oceniać trudniej zrozumieć. Przyczepić etykietkę "lenistwo, wygodnictwo" oczywiście można bo przecież skoro baba ma ręce  (a raczej ma, skoro stuka w klawiaturę) to niech zasuwa, lata od drzwi do drzwi może w którymś z kolei mieszkaniu pozwolą jej posprzątać bo grunt to inicjatywa.
Niestety należę do pokolenia, które miało zaszczepione poszanowanie cudzej prywatności i nie potrafi nachalnie "wpychać" swoich usług tym, którzy ich nie potrzebują.

570

Odp: rozwód po 30 latach

Skoro na pracę nie widzisz dla siebie szans, to może zacznij od innej strony. Spróbuj pochodzić na jakieś bezpłatne zajęcia. Może uniwersytet trzeciego wieku? Wiem, że prowadzą tam różnorodne i ciekawe zajęcia za niewielką odpłatą. Może są też bezpłatne? Skupisz się na czym innym, nowym. Może jakoś wyjdziesz z marazmu i znajdziesz rozwiązanie kwestii finansowych. Poznasz nowych znajomych, może ktoś coś podpowie, zainspiruje...

571

Odp: rozwód po 30 latach

Weronko
To jest szantaż i presja;-)  Nie stawiaj mnie proszę przed tak ciężką odpowiedzialnością.
Wiesz trudno jest tak stwierdzić "daję" czy "nie daję radę"
Z biologicznego punktu widzenia daję radę - żyję ( czy też jak twierdzą niektóre z respondentek trwam, tkwię, wegetuję) i to jeśli ktoś chce może uznać za sukces;-)
Nie topię smutków w alkoholu, nie daję się zamknąć na oddziale psychiatrycznym ( mimo, że lekarz zachęca) bo nie pójdę dobrowolnie tam skąd dobrowolnie nie będę mogła wyjść, nie tnę się i nie opowiadam wszystkim dookoła jaka jestem nieszczęśliwa...
Jeśli muszę wyjść z domu dokładam wszelkich starań aby wyglądać dobrze, przylepiam uśmiech na twarz, bo nie znoszę litości. Nie rozpamiętuję, nie zadręczam się - więc niby sukces.
Tylko dlaczego nie mam ochoty nikogo widzieć, z nikim rozmawiać, nie czuję radości życia? Dlaczego widok szczęśliwych ludzi boli mnie? Dlaczego tak zapadam się w siebie, obojętnieję na wszystko co kiedyś w "tamtym" życiu mnie cieszyło?
Czyli jednak nie sukces, tylko starannie ukrywana porażka:-(
Tobie Weronko życzę jakiegoś, lepiej niż ja, rokującego natchnienia

572 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-06 22:27:39)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

A jeśli chodzi o ścisłość to możemy przyjąć, że przez ostatnie trzydzieści lat zajmowałam się wolontariatem na rzecz rodziny ;-) odrabiałam lekcje z moimi dziećmi ( żeby "ochotniczki" nie musiały przy nich siedzieć) wyprowadzałam własnego psa ( wielorasowca ze schroniska) opiekowałam się chorującymi członkami rodziny,

dlaczego uważasz że to, wolontariat
dla mnie to coś zupełnie normalnego, wszystkie mamy i żony to, robią
co w tym takiego wyjątkowego
Zuza hallo Zuza - nie idź tą drogą ...
można jakoś pomóc ? jestem chętna

573

Odp: rozwód po 30 latach

In-ka
Po pierwsze nie wszystkie, bo wtedy wolontariusze nie byli by potrzebni ;-)
Po drugie według definicji, wolontariat to dobrowolna, nieodpłatna praca na rzecz innych :-))) Jak nic obowiązki żony, matki pod to podpadają...
Dzięki In-ko za akces pomocy, ale nie widzę żadnej płaszczyzny na której mogłabyś mi pomóc :-( ( no ale ja jestem szalonym krótkowidzem ;-))
A tak na marginesie - którą to drogą nie powinnam iść?

574 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-06 23:00:27)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

A tak na marginesie - którą to drogą nie powinnam iść?

destrukcji
byłaś zwyczajnie Zuzanno żoną i matką, jak większość  kobiet, wykonywałaś swoje obowiązki wynikające z roli którą pełniłaś,
liczyłaś na spokojną jesień życia u boku swojego męża
ale nie wyszło
i ciągłe grzebanie się w tym rozczarowaniu nic tobie nie pomoże,
stało się - smutne, niesprawiedliwe, bo przecież to nie ty złamałaś zasady tylko on
a życie toczy się dalej, twoje życie Zuzanno - zrobisz z nim co chcesz, możesz wegetować w roli cierpiętnicy
Zuzka po co ?

575

Odp: rozwód po 30 latach

Ech, Zuzanna, nie chciałam cię dodatkowo obciążać smile. Po prostu mam nadzieję /jednak mam jakąś/ że ci się uda. Życzę ci tego i sobie też. Poczucia sensu...

576

Odp: rozwód po 30 latach

In-ko
No cóż biologicznie wegetacja to proces wzrostu i rozwoju roślin :-))) Więc raczej nie wegetuję.
Rola cierpiętnicy mi bardzo "nie leży"ale wyboru nie ma... Mogę jeszcze ewentualnie wykreować się na Erynię i z rozwianym włosem dyszeć żądzą zemsty ( nie mam stosownego emploi, włos przerzedzony ;-)) albo siłaczki co wbrew wszystkiemu będzie udowadniać, że wszystkiemu podoła.
Drogą destrukcji podąża cała ludzkość, to bardzo uczęszczany szlak i prowadzący wszystkich do tego samego celu - w nicość.
Na pytanie "po co?" nie potrafię odpowiedzieć :-( Nie wiem , nie widzę sensu szarpaniny, wysiłku, rozczarowań, bólu i cierpienia czyli tego wszystkiego co na życie się składa.

577

Odp: rozwód po 30 latach

Wiesz Zuzanno niedawno  miałam wypadek (szpital, operacja...) i stanęłam przed koniecznością zatrudnienia pani do prowadzenia domu (zakupy spożywcze,  gotowanie,  prasowanie i sprzątanie "po łebkach"). I tak sobie pomyślałam,  że przecież Ty sama tu pisałaś,  że gotowałaś w domu wielodaniowe obiady, urządzałaś przyjęcia....Masz w tym doświadczenie,  czemu więc nie poszukasz czegoś w tej branży? Nie uwierzę, że nie ma u Ciebie ogłoszeń ludzi szukających kogoś do prowadzenia domu. A pieniądze na pewno są Ci potrzebne. Więc może zamiast wysyłać tysiące CV,  napisz ogłoszenie. Nie wypali u jednego czy drugiego pracodawcy,  to uda się u trzeciego. Co Ty na to?

578

Odp: rozwód po 30 latach

Weronko
Żartowałam z tym szantażem.
Tak naprawdę to bardzo mi pochlebia, że mogę być dla Ciebie natchnieniem. I będę się starała aby nie zawieść Twoich nadziei.
Życzę Ci abyś znalazła radość - taką normalną kobiecą, zwykłą codzienną przyjemność, bez szukania w niej sensu... Ja też chciałabym ją odnaleźć. Wbrew wszelkim uwznioślającym teoriom, nie uważam aby szukanie sensu w cierpieniu było zajęciem celowym. Cierpienie po prostu odczuwamy i nie da się go w żaden sposób zracjonalizować.

579

Odp: rozwód po 30 latach

Kathy
Rzeczywiście gotowałam, piekłam, prasowałam, sprzątałam. Potrafię to robić, ale na "poziomie" amatorskim, domowym. Dając ogłoszenie musiałabym chyba prezentować pełen profesjonalizm bo jeśli ktoś zatrudnia (nie oszukujmy się) do takich prac, chce mieć to zrobione dużo lepiej. Ale spróbuję jakoś zredagować anonsik bo faktycznie cv humanistki bez żadnej praktyki zawodowej za to zaawansowanej wiekiem może u potencjalnych pracodawców wywołać tylko rozbawienie.
Dzięki za podpowiedź.

580

Odp: rozwód po 30 latach

O Boże jak ja ciebie rozumiem.Mam tak samo.Zazdroszczę ci tylko, że podjęta jest decyzja o rozwodzie.Masz najgorsze za sobą, a nie szarpanina i odwlekanie w nieskończoność zabawy " Będę tu czy będę tam, gdzie mi lepiej-tego nie wiem sam"pomyślności.

581

Odp: rozwód po 30 latach

Depresjanko

Doskonale rozumiem co przechodzisz i jak bardzo jesteś udręczona tym wszystkim. I to na jakim rozdrożu stoisz, jak bardzo chciałabyś aby to wszystko znalazło jakieś wytłumaczenie w miarę logiczne ( takie które dałoby się "z podniesionym czołem" przyjąć) okazało się piramidalnym nieporozumieniem ...cokolwiek co dałoby Ci podstawę do wybaczenia po raz kolejny.
I ja miałam okazję obserwować u mego" już nie męża" te wszelkie wykręty, nagłe poirytowania, urywane wpół rozmowy telefoniczne gdy pojawiałam się "w zasięgu nasłuchu";-)
Cóż Ci mogę napisać? Że spokój który teraz po rozwodzie mam, jest lepszy od tamtej nerwówki? Nie mogę tego zrobić "z czystym sumieniem" :-(
Bo wtedy jeszcze zostawała mi jakaś nadzieją ( irracjonalna, głupia jak to nadzieja) że mogę coś zrobić, że uda mi się zawalczyć o jego uczucie, że lata które nas łączyły jednak coś znaczą. Teraz nie mam nic - spokój jest taki grobowy, bo po kapitulacji pozostaje tylko gorycz klęski. Nie jestem z tych, które twierdzą, że jak ręka boli to trzeba ją uciąć. Uważam, że nawet boląca ręka lepsza jest od żadnej. Jak zapewne "doczytałaś się" to nie ja podjęłam decyzję o rozwodzie, to on wystąpił z pozwem  ( zapewne przynaglany przez tę...panienkę, której ta sytuacja musiała mocno doskwierać). Tak, że nie zazdrość, bo to nie prawda, że po rozwodzie odzyskuje się spokój, no przynajmniej nie w każdym przypadku. Ja go nie potrafię w sobie odnaleźć :-(  Życzę Ci dużo siły i rozwagi. Przeanalizuj co zyskasz, co ewentualnie ( poza niewiernym) stracisz. Jeśli podejmiesz decyzję o rozstaniu, zabezpiecz siebie - nie powtarzaj mojego błędu. Polskie sądy tylko z nazwy są wymiarem sprawiedliwości :-( więc bez mocnych dowodów różnie może być.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie

582 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-03-07 16:57:26)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Tak, że nie zazdrość, bo to nie prawda, że po rozwodzie odzyskuje się spokój, no przynajmniej nie w każdym przypadku. Ja go nie potrafię w sobie odnaleźć :-(  Życzę Ci dużo siły i rozwagi. Przeanalizuj co zyskasz, co ewentualnie ( poza niewiernym) stracisz. Jeśli podejmiesz decyzję o rozstaniu, zabezpiecz siebie - nie powtarzaj mojego błędu. Polskie sądy tylko z nazwy są wymiarem sprawiedliwości :-( więc bez mocnych dowodów różnie może być.

Zuzanna 58 napisał/a:

Reasumując alimenty podniesione do 750 złotych (ten niby dochód mego już nie męża na pół) i....mieszkanie całe moje!!!!!!! Hurra!!!!!!!!

Czyli SĄD opowiedział się ZA TOBĄ?
Uważasz, że niesprawiedliwie zadziałał...?
I do tego powinien "działać na ładne oczy"? BEZ mocnych dowodów zasądzać...?!
Poza tym cały (?) dorobek życia w postaci mieszkania TEŻ Tobie przyznał?
To faktycznie BARDZO niesprawiedliwy TEN sąd.
LOGIKA POWALA.

I jak to się ma cała rzecz do zasiłku dla bezrobotnych?
Hmmm... Przy stażu mniejszym niż 5 lat (80% zasiłku dla bezrobotnych) zasiłek wynosi 533,30 zł. W przypadku stażu od 5 do 20 lat (100% zasiłku dla bezrobotnych) zasiłek ma wartość 666,60 zł. ALE NIE OTRZYMUJE się go DOŻYWOTNIO.
TAK się zastanawiam Zuzanno - JAKA kwota by cię usatysfakcjonowała... Cała jego pensja? Podwójna? Biorąc pod uwagę, że SAMA nigdy/niewiele czasu poświęciłaś na pracę zawodową... ?

A jako memento powiem tak - mąż nie wieczny. Czy przemknęło Ci kiedy przez głowę, KTO Cię będzie utrzymywał gdy on oczy zamknie? (CZYŻBY podatnicy - czyli wszyscy TU zebrani?)
Bo alimenty po śmierci alimenciarza wygasną...

583

Odp: rozwód po 30 latach

Witaj Zuzanno.
Zarejestrowałam się dzisiaj specjalnie dla Ciebie. Nie wiem czy znasz portal dla zdradzonych info? Jeśli nie, to znajdź go sobie koniecznie- poczytaj różne zamieszczone na tym portalu wątki, a szybko przekonasz się, że Twoje nieszczęście wcale nie jest takie niecodzienne. Wklep sobie wyszukiwarkę portal dla zdradzonych info- powinny wyświetlić Ci się czerwone strony. Po prawej stronie będziesz miała tytuły aktualnych wątków- usytuowany najwyżej jest najbardziej aktualnym i własnie trwa dyskusja na temat sytuacji autora wątku. Znajdź sobie ten portal koniecznie. Szybko staniesz na nogi- gwarantuję Ci to. Tu stoisz w miejscu i ciągle uklepujesz to samo gofno- tam ruszysz z miejsca.

584

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna dostala cale mieszkanie, na ktore nie zapracowala.
750zl miesiecznie za co???? Ludzie emerytury po kilkunastu latach maja mniej.
Co bedzie gdy maz przestanie placic? w razie choroby, w razie smierci???
Roznie sie na swiecie dzieje. Zostanie z niczym. Moze wtedy ksiezniczce oczy sie otworza i do pracy ruszy. Narazie widze tu tylko, egoizm, zapatrzenie w siebie, roszczeniowe podejscie do zycia.
Moze jak juz nie bedzie miala co jesc, prad jej odlacza, wode tez, to moze wtedy znajdzie sie rozwiazanie problemu.

585

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio
Najwyraźniej jesteś żywo zainteresowana moimi sprawami więc informuję Cię bezpośrednio.
Po pierwsze Sąd ( kierując się wykładnią prawa0 nie powinien tego rozwodu orzekać - wyłącznie winny nie ma prawa uzyskać go, bez zgody niewinnego.
Po drugie - mieszkanie w całości moje ale...do połowy i tak miałam prawo - mieliśmy współwłasność a druga połowa podlegała ewentualnie podziałowi...
Już nie mąż zatrzymał sobie luksusowy samochód ( wartość grubo ponad 100 tys) wyprowadził wszystkie oszczędności ( a nazbierało się tego) do czego również miał prawo, bo konto też było wspólne. O jego "pensji" dzielonej nie chcę się wypowiadać, bo nominalnie faktycznie przedstawił takie dochody, ale faktycznie...czy myślisz, że on oszukuje tylko mnie a wobec "skarbówki" jest uczciwy? Charakter jego pracy jest taki, że większość wynagrodzenia otrzymuje bez wykazywania... Według mnie sąd powinien bardziej zainteresować się skąd czerpie dochody i w jakiej wysokości bo gołym okiem widać, że 750 zeta nie może wystarczyć na utrzymanie trzech osób, psa, dwóch samochodów,domu i spłat trzech kredytów...
No ale to ja miałam przedstawiać dowody, nie on...
Pytasz co będzie ze mną po jego śmierci...miło że się tym troskasz. Otóż, paradoksalnie, po jego zejściu moja sytuacja powinna się polepszyć, gdyż według prawa należeć mi się będzie połowa jego emerytury - rozwód z jego winy i nastąpił po ukończeniu przeze mnie 50 lat. Ale wątpię, aby zrobił mi tę uprzejmość i zszedł przede mną.
Pytasz jaka suma by mnie satysfakcjonowała - śpieszę donieść, że taka o jaką wnosiłam czyli 2500. Ponieważ, znowu posiłkując się przepisem,,  sytuacja majątkowa niewinnego nie powinna ulec pogorszeniu na skutek rozwodu. A do dysponowania kwotą tego rzędu ( na osobę) przez dłuższy czas przed rozwodem byłam przyzwyczajona.
Mam nadzieję, żewyczerpująco odpowiedziałam na Twe wątpliwości.

Posty [ 521 do 585 z 1,226 ]

Strony Poprzednia 1 7 8 9 10 11 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024