Bet do setki ????? Ty mnie nie strasz! ;-)
392 2014-11-13 09:31:25 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-11-13 09:32:56)
In-ka
To co zależy ode mnie nijak nie wpływa na moją sytuację. Nie jestem w stanie zmienić tego co się stało, nie jestem w stanie znaleźć sensownej pracy, która pozwoliłaby mi na samodzielne utrzymanie się, nie mogę wpłynąć na decyzję sądu, nie mogę znaleźć kupca na mieszkanie za cenę która pozwoliłaby mi kupić sobie samodzielny kąt a rachunki co miesiąc płacić muszę. Oczywiście mam pewien wybór -mogę wybrać czy kupić sobie szczoteczkę do zębów czy zjeść obiad....ale ta możliwość samodzielnego podjęcia takiej decyzji jakoś nie daje mi satysfakcji :-(
Odnoszę wręcz wrażenie, że wszelkie moje działania obracają się przeciwko mnie - "już niemąż" wypunktował w swym piśmie do sądu moją pracę jako argument do obniżenia alimentów... Walczę ze sobą każdego ranka i każdego wieczora, żeby przeżyć kolejny dzień - aby móc wieczorem "zameldować" dzieciom na skypie,że jestem, że żyję. Gdzieś czytałam, że człowiek do szczęścia potrzebuje równowagi między poczuciem bezpieczeństwa, relacjami rodzinnymi i zawodowymi - u mnie wszystkie one legły w ruinie :-( A będąc realistką wiem, że żadnej z nich nie uda mi się stworzyć na nowo. W tej sytuacji naprawdę trudno o optymizm. Nie znajduję też w sobie ani hartu ducha, ani ducha przekory aby "pomimo wszystko" szarpać się z życiem...
Zuza odnoszę wrażenie, że mi się tłumaczysz ...
a to nie o to chodzi
pytania, jeżeli już je zadaje są dla Ciebie, nie dla mnie - bo to TWOJE Zuza życie, nie moje ...
rozmawiając z tobą na forum staram się wyrwać ciebie z tego fatalnego stanu umysłu w którym się znalazłaś, wtedy być może i na codzienność spojrzysz inaczej
zamiast szarpać się z życiem zaczniesz z nim współpracować
może nie jesteś gotowa spojrzeć na życie, w taki sposób jak jest to opowiadane w wątku Miriamm
spróbuj poczytać szczególnie, co pisze kontrowersyjny Animus
ja nie jestem tutaj po to, żeby Ciebie Zuzanno rozliczać, staram się prowokować do zmian,tylko tyle - reszta należy do Ciebie
pozdrawiam
daje się, że "mamy podobnie", to znaczy pozbyłyśmy się iluzji, że coś można zmienić, że coś od nas zależy....My niestety wiemy, że już nie będziemy "życia pałaszować"tylko je żmudnie przeżuwać :-(
Masz mamę, która się opiekujesz, wobec której masz obowiązki ( wiem, że nie zawsze przyjemne, nieraz wymuszone na sobie samej) Możesz więc z tego czerpać jakąś satysfakcję, że jesteś potrzebna, że potrafisz powściągnąć odruchy niechęci, żalu. Zdaję sobie sprawę, że to nie może być źródłem radości, ale przynajmniej daje poczucie, że jest się "w porządku"wobec siebie samej.
Mam znajomą, samotną osobę ( pod osiemdziesiątkę) której czasem pomagam, robię zakupy, czasem zaniosę kawałek upieczonego ciasta, wymienię książki w bibliotece. Ona też ma córkę w Anglii i dwie wnuczki, które w zasadzie zna z fotografii i z którymi wymienia tylko uwagi typu " hello" - one nie znają polskiego - ona angielskiego. Kiedy patrzę na nią, widzę swoją starość - i zbiera mi się na płacz.
Masz rację, że dzieci, wnuki nie mogą wypełnić kobiecie życia. One muszą iść swoją drogą a babcia - no cóż tak jak żona - fajnie jak jest użyteczna, ale gdy przestanie być potrzebna, bez pardonu zostanie odsunięta na "tylnią" pozycję...[/quote
------------------------------------------------
Nie czerpie Zuzanno satysfakcji z potrzeby bycia dla kogos wazna .Wprost przeciwnie .Kontakt z moja mama doluje mnie .Podcina mi skrzydla? .Jak to wytlumaczyc ? Wychodze z domu pelna energii .Zrobie to ,zalatwie cos innego .Wchodze do mamy i po pieciu minutach sluchania ,jak ona cierpi a ja jestem przyczyna jej cierpienia ,mam dosc .
Rozumiem starosc (opiekunka ludzi starszych ,nawet w roznych krajach bylam ).
Moja mama ma zdolnosc wyciagania ze mnie energii ( wampir energetyczny ???)
Zaskakujace ,ale tak jest .
Z tata bylo inaczej ,to on dawal mi energie do zycia .Nigdy nie byl wylewny w uczuciach .
Ale wiedzialam ,ze kocha mnie .Nigdy tego nie powiedzial (sklamalabym , dzien przed smiercia powiedzial ).Pomagal mi jak mogl ,nawet wtedy kiedy bral mojego syna na spacer ,na dwie godziny .Mam chyba kryzys :)Za tyle lat od zrejstrowania ,napisalam w wczorajszym i dzisiejszym dniu ,wiecej niz za caly ten czas
.
obwarzanku to pisz, nieraz to bardzo pomaga
rozmawiaj z nami ...
Ismeno
Tak, ja też czytałam, że z każdego kryzysu można wyjść, tak samo jak czytałam, że każdy może zostać milionerem, oraz setki innych komunałów. Tyle tylko, że nie każdy wychodzi, nie każdy zostaje...
Masz rację, nie można być z kimś, kto wyrządził krzywdę. Tylko, że to implikuje kolejne problemy, bo zakłóca Twoje relacje również z innymi :-( Zaczynasz podświadomie obawiać się, że po raz kolejny zostaniesz zdradzona, oszukana, wykorzystana...i wycofujesz się z życia, zamykasz w sobie.
Ismeno jestem "pod opieką" psychologa, tyle, że pani nie za bardzo wie "co ze mną zrobić"... No bo ja nie mam "wydumanych" problemów które można wyperswadować. Sama przyznaje, że tkwię po uszy w sytuacji bez wyjścia. Nie cierpię "na poczucie winy wobec "już nie męża", nie wpadłam w kompleksy z powodu porzucenia, nie ma we mnie agresji z która mogłaby walczyć...
Czasem myślę, że musi być jej ciężko z tym poczuciem, że tak jak ja, nie może nic zrobić...
Zuziu,dlugo juz jestes w tym kryzysie?I czy zauwazylas jakies postepy?Oddalasz saie troche od tej sprawy?
In-ko
Ja się nie tłumaczę - ja próbuję wytłumaczyć Tobie, dlaczego Twoje rady trafiają na tak oporny grunt. Wiem, że to moje życie, że nikt go za mnie nie zmieni, ale poczucie bezradności jakie mnie ogarnęło jest obezwładniające. Nie potrafię znaleźć żadnego jasnego punktu, czegoś co poza poczuciem obowiązku wobec dzieci trzymałoby mnie przy życiu, dawało jakiegoś kopa, nie wiem nadzieję, światło w tunelu...
Inko, ja rozumiem i doceniam, że zadajesz sobie trud, aby "dźgnąć mnie" i jak elektrowstrząs serce przywrócić mnie do prawidłowego funkcjonowania...
Ismeno
W "kryzysie" jestem już prawie 11 miesięcy. Oczywiście przechodzę różne jego stadia...na początku był szok, potem stupor kompletny, nie spałam, nie jadłam, trzęsło mną jak katatonikiem, wtedy udałam się po pomoc do psychiatry. Potem zmuszona zostałam do działania - wiesz gromadzenie papierów do sądu - wtedy miałam nadzieję, że zostanę przez sąd sprawiedliwiej potraktowana, tym bardziej, że nie ja wnosiłam o rozwód, a wina już nie męża była bezsporna. Po usłyszeniu wyroku załamałam się kompletnie. Nie mogę sobie dać z tym rady, bo do problemów emocjonalnych dochodzą egzystencjalne. Ani z jednymi ani z drugimi sobie nie radzę :-(
Mam nadzieje ,ze sobie jednak poradzisz.Najlepiej nie robic odwrotu od raz podjetej decyzji.Nie wiem jaki Ty masz charakter,ale ja np ciagle wracalam do swojego oprawcy.To jest dlugotrwaly proces,nie bedzie latwo.Ale musisz z tego wyjsc,mimo wszelkich trudnosci.Pzdr.
Jestem w trakcie rozwodu z winy męża. Nie potrafię sobie poradzić ze świadomością, że przez ostatnie pięć lat mój mąż prowadził podwójne życie- z kochanką ma czteroletniego syna. Przez ten cały czas cynicznie mnie i nasze dorosłe dzieci oszukiwał, wykorzystywał i okradał. Kiedy zorientował się, że,dowiedziałam się ( zupełnie przypadkiem) prawdy, przysłał mi smsa, że występuje o rozwód. Jestem załamana. Nie pracowałam zawodowo, teraz zostanę "z niczym". Ale najbardziej boli mnie to, że po przeszło trzydziestu latach nie zasłużyłam sobie nawet na to, żeby usłyszeć z jego ust prawdę.
Przeraża mnie każdy następny dzień, kładąc się spać marzę o tym, żeby już nigdy się nie obudzić. Niestety nawet usnąć mi się nie udaje.
Jestem pod opieką psychiatry, ale zaordynowane środki średnio działają. Czy któraś z użytkowniczek ma podobne doświadczenia? Jak sobie z nimi poradziła? Czy możliwe jest podniesienie się po czymś takim?
Zuzanno możliwe jest wszystko,czytałam nie tak dawno post dziewczyny,która ma maleńkiego synka ,jest 9 m-cy po ślubie i mąż się z nią rozwodzi. Koszmar. Ja rozumiem, nigdy nie pracowałaś, nie martwiłaś się o pieniądze,teraz nagle spadł na Ciebie dosyś potężny cios z którym faktycznie trudno sobie poradzić,ale masz dorosłe dzieci,może z nimi porozmawiaj, nie wierzę, że nie pomogą Ci się pozbierać, a skoro Twój szanowny małżonek podjął taką decyzję, chyba nikt go od niej nie odwiedzie i pokaż,że masz swój honor i nie będziesz się przed nim poniżała.W tej chwili jesteś chora i to przez niego, sądzę, że on musi płacić Ci alimenty, raz, że nigdy nie pracowałaś i nie pracujesz, a dwa podupadłaś na zdrowiu i to dzięki niemu, tylko musisz w tej sprawie zasięgnąć informacji u prawnika. Trzymaj się, dasz radę i nie poddawaj się, walcz o swoje - mam na myśli pieniądze.
Natolinko - Czy coś by Ci szkodziło gdybyś NAJPIERW poczytała wątek zanim się do niego odniesiesz.
Owszem Zuzanna dostała alimenty, ale nie odpowiada jej ich wysokość. I w związku z powyższym, odpowiedź na postawione przez nią pytania w zacytowanym przez Ciebie fragmencie ("Czy któraś z użytkowniczek ma podobne doświadczenia? Jak sobie z nimi poradziła? Czy możliwe jest podniesienie się po czymś takim?") w zasadzie jej nie interesuje...
Anhedonio
Jak miło, że wzięłaś na siebie trud odpisywania za mnie na posty.... Szkoda tylko,że nie konsultujesz swych wypowiedzi ze mną:-(
Masz zapewne bardzo ważkie przesłanki, aby wygłaszać swe poglądy ex cathedra, ale chciałabym delikatnie zwrócić Ci uwagę, iż chyba za krótko i zbyt jednostronnie się znamy, abyś orientowała się, co mnie interesuje, a co nie...
może nie powinnam ale trudno...
nie mogę zrozumieć Zuzanno twojego atakowania Anhedonii
jest jedną z tych osób piszących w twoim wątku, która próbuje z tobą sensownie rozmawiać i wyraźnie wyczuwam jej sympatie do ciebie, skąd ta niechęć twoja Zuzanno?
sorry Anhedonio z pewnością sama odpowiesz Zuzannie
sorry Zuzanno ale nie mogłam nie skomentować
Natolinko!
Zakładając ten wątek szukałam jakiejś "podpowiedzi" osób w podobnym wieku i sytuacji. Teoretycznie wiem, że powinnam nie oglądać się na przeszłość, przejść do porządku nad niesprawiedliwością wyroku, niegodziwością "już nie męża" i cieszyć się życiem. Tylko praktycznie nie wiem jak to zrobić, żeby życie cieszyło :-( Bo w zasadzie to, co teraz robię to wegetacja ( i nie mam tu na myśli strony finansowej) Staram się zainteresować czymś, znaleźć jakąś odskocznię od czarnych myśli ale nie udaje mi się to. Nie mogę żyć w opozycji do samej siebie i udawać, że to obecne "bytowanie" daje mi jakąś radość. Świadomość,że ja w majestacie prawa zostałam skazana na niepewność jutra, podczas gdy "już nie mąż" syty i zadowolony cieszy się nową rodziną po prostu boli....Wyciszam ten ból farmakologicznie, ale on cały czas we mnie tkwi :-( Dlatego pytam osoby o podobnych doświadczeniach, co im przywróciło sens życia, gdzie szukały uspokojenia, w jaki sposób pozbyły się natrętnych myśli o przeszłości. Co robiły w momentach. kiedy czuły, że wbrew całej swej sztuce opanowania za chwilę wybuchną płaczem...
sorry Anhedonio z pewnością sama odpowiesz Zuzannie
sorry Zuzanno ale nie mogłam nie skomentować
Nie ma potrzeby przepraszać - TO miejsce publiczne
gdzieś rozminęłam się z prawdą w swojej odpowiedzi do Natolinki? W miejscach publicznych: "jak Cię widzą, tak Cię piszą" ![]()
I fakt - ŻAL mi Zuzanny... jesteśmy w podobnym wieku.
In-ko
Dobre pytanie.... Po zastanowieniu się stwierdzam, że nie wiem :-( Może dlatego, że ogólnie chodzę rozdrażniona? A może, że Anhedonia ma w większości rację? Albo też zazdroszczę jej zdroworozsądkowego podejścia do życia? Sama nie wiem, pewnie tego wszystkiego "po trochu" i jeszcze przypuszczalnie na dokładkę jakieś inne nie uświadomione powody. Albo jestem "krnąbrna oraz zła i dostanę po łapach" ;-(
Wypada przeprosić, co zaraz uczynię
Anhedonio - Przepraszam za słowne napaści na Ciebie. Sama nie wiem, co we mnie wstępuje:-( Chyba jestem przykładem, że cierpienie nie uszlachetnia:-(
407 2014-11-17 23:20:59 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-11-17 23:33:25)
Zuzo zostawiam CIEBIE samą ze sobą, nic tu po mnie niestety ...
życzę TOBIE odnalezienia wiary w sens życia, pomimo jego trudności
wybacz - jesteś jak rozkapryszone dziecko, masz prawo, tylko po co?
forum dla ciebie jest miejscem odreagowania...
a tutaj w tym wirtualnym świecie są ludzie, prawdziwi ludzie ze swoimi emocjami
nie zważasz na to - rozumiem
to TWÓJ wybór
ja mam własny
Zuzanno, przeczytałam część tego wątku i bardzo Ci współczuję.
Moi rodzice rozwiedli się po 25 latach małżeństwa- po latach znęcania się psychicznego i fizycznego nad nią i dziećmi. Pod koniec tej gehenny mama dowiedziała się także, że ją zdradzał (choć nie wiem jak ten psychopata mógł sobie kogoś znaleźć)
Wiem, że to Ci nie pomoże, ale moja mama tez doświadczyła, co to niesprawiedliwość sądu- pomimo oczywistych dowodów winy ojca rozwód został orzeczony z winy obopólnej... W jej przypadku adwokatka bardziej zaszkodziła niż pomogła. Na szczęście udało się wywalczyć jego eksmisję. Przez lata ojciec skutecznie wymigiwał sie od płacenia alimentów na nas, kłamiąc, że nie ma z czego. Ja nie wiem jak tej mamie udało się utrzymać dom i trójkę dzieci z takiej pensji. Ale jakoś się udało, choć nieraz naprawdę bała sie, że jutro nie będzie miała na chleb.
Mama strasznie przeżyła świadomość zdrady, choć od lat to małżeństwo było tylko na papierze. Strasznie też przeżyła rozwód, obwiniając się za wszystko. Już i tak poranione i bardzo trudne życie, runęło całkowicie. Wegetowała. Miała ciężką depresję, brała leki. Mieszkałam z nią wtedy tylko ja (będąc nastolatką), bo rodzeństwo wyjechało na studia. Na dodatek zmarła jej mama, ojciec nie żył od dawna. Były gorsze dni, kiedy potwornie bałam się o jej życie, potem były lepsze, potem znów pogorszenie. Trwało to kilka lat. To był koszmar dla niej, koszmar dla mnie. Ale powoli podniosła się, stanęła jakoś na nogi. To banalne, ale poprostu czas zagoił trochę rany, choć blizny pozostaną do końca. Szkoda tylko, że mimo wszystko zaślepiona wciąż chorą miłością (?) do tego zwyrodnialca, przysięgą małżeńską etc nie odważyła się dać sobie szansy na spróbowanie poznania kogoś, kto dałby jej choć trochę ciepła i wsparcie na starość.
Mam nadzieję, że Tobie też się uda podnieść. Musi ten czas minąć, nie przeskoczysz tego. Staraj się zająć głowę czymś innym. Ktoś tu coś napomknął o uniwersytecie 3go wieku. To jest fajna sprawa, mama tam chodziła, tu nie chodzi o samą naukę, a o wyjście do ludzi, zajęcie się czymś.
Trzymam kciuki, czasem trzeba sięgnąć dna, żeby mieć się od czego odbić.
Zuzanna nie uważam, żebyś w jakiś szczególny sposób słownie napadała na Anhedonię. Natomiast nie wyczuwam w wypowiedziach Anhedonii życzliwości względem ciebie. Inka pisze o tobie, że jesteś jak rozkapryszone dziecko...
To chyba nie jest dla ciebie miłe. Dla mnie by nie było. A chyba nie o to chodzi, żeby sprawiać drugiemu człowiekowi przykrość. Nawet pod przykrywką chęci niesienia pomocy.
Zuzanna bardzo bym chciała, żebyś kiedyś mogła powiedzieć: jest ok. Jest mi dobrze, jestem szczęśliwa.
Wiem, że to brzmi pewnie teraz dla ciebie abstrakcyjnie. Obawiam się, że nie znam na to recepty, ale wierzę, że życie zaskakuje nas nie tylko przykrymi zdarzeniami. I tak samo jak były kiedyś one dla nas niewyobrażalne również te miłe mogą nas zaskoczyć.
Nawet pod przykrywką chęci niesienia pomocy.
dziękuje bet ![]()
Proszę.
czytam watek od początku , Zuzanno też zadaję sobie pyt: dlaczego , jak .....
dziewczyny bobrze doradzają i zganiają , w większości interpretuję jakby do mnie pisano , dużo z tego wzięłam do siebie , jestem mocniejsza w samej sobie , brnę do przodu mimo gorzkiego smaku , Zuzanko trzymam kciuki.
Zawsze znajdzie się odpowiednia filozofia do braku odwagi.
'Albert Camus"
Zuzanno ja nie wiem ,ale poprzez podobienstwo (wiekowe ,itp itd ) staram sie rozumiec .
Rozumiem ,ze masz chwile zalamki calkowitej .Widzisz ,ze ja pomimo dlugiej pracy nad soba ,tez mam lata ,dni ,kiedy nikt nie moze mi pomoc .Staram sie .Ale rozumiem ,kiedy trywialnie mowiac ,albo zyjesz albo nie.
Z uzalaniem nad soba skonczylam dawno .Dopada mnie bezsilnosc dnia codziennego .
Musze sobie radzic .Wyjscia nie ma .Ale Zuzka spojrz na zycie troszke inaczej .
Humorystycznie .Mnie dzisiaj menele blokowi u mamy podsumowali Obwarzanek ,robisz sie coraz piekniejsza .Na co ja im odpowiedzialam ,w miare waszego spozycia ,ja robie sie coraz piekniejsza
.
To moi koledzy .z lat dzieciecych .Nie mam dla nich pogardy .Mam tylko nadzieje ,ze sie ockna .Bo kazdy z nich ma swoja historie .
I mysle ,ze te historie poznam .Nie naciskajac ,potrafie sluchac .Moze to moja przyszlosc ???
Zuzanna nie uważam, żebyś w jakiś szczególny sposób słownie napadała na Anhedonię. Natomiast nie wyczuwam w wypowiedziach Anhedonii życzliwości względem ciebie. Inka pisze o tobie, że jesteś jak rozkapryszone dziecko...
To chyba nie jest dla ciebie miłe. Dla mnie by nie było. A chyba nie o to chodzi, żeby sprawiać drugiemu człowiekowi przykrość. Nawet pod przykrywką chęci niesienia pomocy.
"Zabawne" (czy żenujące?) - że w momencie, gdy NIKT do nikogo specjalnych pretensji nie ma...
"uderz w stół a nożyczki się odezwą" ;) TAKA śliczna okazja do "dolania oliwy do ognia" jeszcze by się zmarnowała!
Nie można przecież do tego dopuścić!
Wspaniale bet umiesz manipulować ludźmi... Jakby Zuzanna nie zauważyła, że coś może dla niej nie być miłe (a nuż by przegapiła) - TRZA zwrócić na to uwagę, podkreślić! Fajne pomaganie... no i pewnie przykrości takie wytykanie nie sprawia ;)
Co do mnie zaś... chwała Bogu, że Ty mnie "nie wyczuwasz". Chwała Bogu, że ja wiem co odczuwam, bez dyrektyw wyroczni i czy jest mi Zuzanny żal... :)
Wbrew pozorom, widząc kogoś "zagubionego" staram się mu pokazać INNE możliwe ścieżki. Choć też zrozumiałe, że nie każdy CHCE iść tą "ścieżką", którą pokazuję... WYBÓR należy do "przywilejów" owej przeklętej wolności, z którą człowiek czasami nie wie co ma począć...
Ciekawe, ale powyższy wpis przypomniał mi słowa: "Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam" (Autor: Armand Jean Richelieu)
Zuzanno - powtarzam - nie ma potrzeby przepraszać.
Złe samopoczucie jest wystarczającym powodem by czasem emocje się "przelały" :) ... czasem pod wpływem impulsu i bez głębszego zastanowienia. Z autopsji to znam. Bom z krwi i kości... I owszem, przyjmuję do wiadomości, że wciąż jeszcze jesteś w tzw. "dole". Nie chcesz może, ale Cię "trzyma"
Życzę polepszenia nastroju.
Czy nadchodzące święta niosą nadzieję na jego poprawę? (mam na myśli kontakt z dziećmi), czy to znów będzie przeżycie dołujące?
Anhedonio czytam początek twojego postu i tak sobie pomyślałam, że chyba piszesz o sobie.
Nie będę się wdawała z tobą w dyskusję, bo według mnie nie warto. Miłego wieczoru.
Anhedonio czytam początek twojego postu i tak sobie pomyślałam, że chyba piszesz o sobie.
Nie będę się wdawała z tobą w dyskusję, bo według mnie nie warto. Miłego wieczoru.
nie wyczuwam w wypowiedzi bet życzliwości względem ... ![]()
miłego wieczoru - również
Inka wiedziałam, że napiszesz.
Pisząc Zuzannie "wybacz" sama może zdajesz sobie sprawę z tego, że Zuzanna ma ci co wybaczyć...
Pisząc "nie wiem czy powinnam" to być może czujesz się w pewien sposób winna...
Mnie jest przykro kiedy czytam: jesteś jak rozkapryszone dziecko - o kobiecie, która jest w podobnym jak wy wieku.
Która jednak mimo wszystko mierzy się z życiem.
Mnie jest przykro kiedy czytam: żal mi Zuzanny...
Według mnie to co piszecie jest zwyczajnie niedelikatne.
Inko czujesz się lepiej po tych ironicznych uśmiechniętych buńkach? Ja nie czuję się dobrze po wymianie zdań z wami ( Anhedonia, Inka) i chyba żałuję, że cokolwiek skomentowałam. Zwyczajnie nie spodobało mi się jak piszecie do Zuzanny. Napisałam to co uważam.
Nie przeczytałam całej wypowiedzi Anhedonii i myślę, że dobrze zrobiłam. Wystarczył mi początek...
I myślę sobie czy ja mam brać te niemiłe słowa do siebie? Czy od tego będę w życiu szczęśliwsza? Czy ktoś próbuje mnie wychowywać, czy ośmieszyć, czy zdenerwować...
" Walka ", o której Anhedonio pisałaś kiedyś, czy ona nie zabiera nam umiejętności okazywania ciepła, serdeczności, akceptacji...
To pytanie zadaję też sobie. Chciałabym mieć w sobie lekkość, pewną beztroskę, tolerancję.
Zuzanna przepraszam: "to chyba nie jest dla ciebie miłe" - stwierdziłam co uważam i co ja odczuwam. Może głupio to zabrzmiało. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodziło.
419 2014-11-18 22:43:49 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-11-18 23:04:59)
Inka wiedziałam, że napiszesz.
oj bet jak mnie się spokojniej żyje dzięki temu, że ty wiesz...
ja tam przyznam - nie wiem
nie wiem co pomyśli Zuza, nie wiem co zrobisz ty, ba nawet tak naprawdę nie wiem, co zrobię ja sama
Według mnie to co piszecie jest zwyczajnie niedelikatne.
bo walcząc o kogoś albo inaczej chcą go wyrwać z samozagłady, bywa się nieraz NIEDELIKATNYM
Ja nie czuję się dobrze po wymianie zdań z wami ( Anhedonia, Inka)
i nie musisz, powiem więcej wcale nie musisz tych zdań z nami sorry ze mną wymieniać ale ty wyraźnie bet chcesz...
" Walka ", o której Anhedonio pisałaś kiedyś, czy ona nie zabiera nam umiejętności okazywania ciepła, serdeczności, akceptacji...
To pytanie zadaję też sobie. Chciałabym mieć w sobie lekkość, pewną beztroskę, tolerancję.
dobrze, ze zadajesz może znajdziesz na nie odpowiedź ...
bo w okazywaniu ciepła i serdeczności masz duże braki oczywiście wg mnie
a moja ocena wynika z przeczytania twoich bet postów
Nie przeczytałam całej wypowiedzi Anhedonii i myślę, że dobrze zrobiłam. Wystarczył mi początek...
twój wybór bet, ja przeczytałam, bo lubię czytać posty osób, które mnie zmuszają do refleksji czy zastanowienia, uczą a tym samym rozwijają
a do takich autorów na tym forum zdecydowanie Anhedonia należy
Czy od tego będę w życiu szczęśliwsza? Czy ktoś próbuje mnie wychowywać, czy ośmieszyć, czy zdenerwować.
twoje szczęście zależy tylko od ciebie
ośmieszyć się możesz tylko ty sama, a zdenerwować zwyczajnie możesz się nie dać
wszystko w twoich rekach bet ![]()
hej dziewczyny, Zuzanny tu nam trzeba ![]()
Jak się tu będziemy przepychać co dla Zuzanny dobre a co nie, nic to chyba jej nie da , no może pokaże że nie jest sama w przeżywaniu tych trudnych emocji ale przecież choć każda z nas wzięłaby tego trochę na swoje barki to tak za Zuzannę nie będziemy szczęśliwe.
Każda z nas sama mierzy się z problemem na ile go rozumie, czuje i potrafi przetrawić.
Fajnie byłoby odkryć coś nowego, znaleźć inny sens, jakby urodzić się na nowo. Na szczęście czy nieszczęście mamy pamięć której się wymazać nie da. Obciążeni więc tym doświadczeniem nie potrafimy zastartować z czystą głową. Mi często psycholog zadaje pytanie podobnie brzmiące: Czy wiem czego teraz oczekuję, czego bym chciała, co byłoby mi potrzebne abym poczuła się lepiej.
Trudne to dla mnie pytanie, ale pozwalające wytyczać jakieś cele, bliższe czy dalsze. Kiedy sformułuję sobie już jakąś odpowiedź mogę ruszyć z miejsca i iść w kierunku wyznaczonego celu. Jest wtedy prościej.
Nie potrafię jeszcze wyznaczyć sobie jednego najważniejszego przedsięwzięcia ale stawiam kolejne kroki w kolejnym czasie, liczę że idąc przed siebie natrafię w końcu na jakieś światełko w tunelu i tym samym odkryję słońce. Tak właśnie powoli idę w stronę słońca, chcę w końcu wyjść na powierzchnię obecny stan to jakby śmierć kliniczna ;(.
Zuzanno, trzeba nam iść nie siadać nie zatrzymywać się tylko iść.
Pozdrawiam
Dziewczyny!
widzę, że zupełnie niechcący wywołałam między Wami burzę :-(
To prawda, że niektóre uwagi nie poprawiają mi humoru - no ale w mojej sytuacji mówiąc szczerze, niewiele jest też w stanie go pogorszyć...
Wiem, że bywam kąśliwa, wystawiam kolce choć nie jestem różą;-(, nie zawsze właściwie odczytuję intencje...cóż mogę tylko przeprosić "urażone" i podziękować Tym z Was, które mi pomogły i pomagają nadal.
422 2014-11-20 23:39:51 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-11-21 00:18:00)
choć nie jestem różą
Zuza ale właśnie chodzi o to, żebyś sobie przypomniała ... jestem różą
jestem piękną różą i są tacy, którzy to piękno róży we mnie - dostrzegają ![]()
Zuzka o to chodzi - jesteś różą!!!
wiesz
ja ostatnio mam taki czas ... niektórzy twierdzą, że mam tylko kolce
a ja nie chce zapomnieć - jestem różą, bo nią jestem
i źle ze mną będzie jak uwierzę tym, co tylko te kolce we mnie widzą
wstaje rano, patrzę w lustro i mówię - Inka jesteś różą i uśmiecham się do siebie, do róży
a jutro spotykam się z moimi przyjaciółmi dla nich zawsze jestem ... różą, czasem tylko szepną - schowaj kolce
oj taki dzisiaj melancholijny wieczór mam ![]()
Inka, a kto z nas kolców nie ma? Tak to tylko może święci... Dziewczyny warto się wspierać. Nie znamy się. Chcę pisać to co mi leży na sercu.
Mam problem ze stawianiem granic. Więc jak już czasem wypalę to bywa że z armaty.
Życzę miłego dnia:) Bez podtekstów...
A tak szczerze to sobie też życzę, abym odczuwała go jako miły, przyjemny, udany...
Mnie tam bliżej do kaktusa niż do róży :-(
425 2014-11-23 10:33:37 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-11-23 10:43:16)
Kłania się kasztan ![]()
"Wicie - rozumicie" (jakby rzekła moja niby-teściowa) "KTO ma miękkie serce..."
No i obrosłam w kolce
Kasztan choć nie piękny, jak owa róża, ale... DELIKATNY?WRAŻLIWY środek trzeba chronić ![]()
I ŻYĆ póki TAK nam pisane... najlepiej (i najpiękniej) jak się tylko da!
Bo cóż innego nam zostało?
Dać se spaprać to CO JESZCZE z niego pozostało?
Never ever!
No jakoś trzeba się lubić, obojętnie jakim kwiatem się jest - przypomniał mi się "Kwiat kalafiora" Musierowicz.
Kłania się kasztan
jak uboga byłaby wiosna bez kwitnących kasztanów ![]()
Mnie tam bliżej do kaktusa niż do róży :-(
kaktusy są bardzo wytrzymałe...zniosą to, co nie potrafią inne rośliny, mają siłę przetrwania ![]()
Hmmm, to może ja jednak nie kaktus? Ale niewiele opcji zostaje. Może jam oset - osłów pożywienie?:-(((
430 2014-11-23 22:48:20 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-11-23 22:49:36)
oset, zbawienna roślina dla zdrowia, nasiona ukojeniem dla naszego trawienia są
a jaki piękny jest, potężny - kwitnie fioletem, mało wymagający nie narzeka, że gleba zła i wody brak, dumny rośnie gdzie inni nie dają rady ... uciekają do lepszych miejsc ![]()
Zuzaaaaaa,
gdzie jesteś?
nie lubię jak się nie odzywasz ![]()
Pewnie zapracowana, albo odpoczywa od nas dziewczyny:), czasem dobrze jest porzucić forum na kilka dnia a potem zobaczyć ile się tu na co dzień zmienia w ludzkich losach.
Raz na wozie, raz pod wozem. Takie życie, że o klimacie nie wspomnę ![]()
A jaki u Was klimat panuje?
Dziewczyny - szarość mnie obległa jak kurz moje(?) mieszkanie. Uspokoiłam się tak bardzo, że w zasadzie wszystko stało mi się obojętne. Przepraszam, że się nie odzywałam, ale...no same wiecie jak to jest...
... " Gdy oszukiwałem na użytek potrzeby życia
z oszustwem zaraz rósł rachunek śmierci..."
że w zasadzie wszystko stało mi się obojętne.
my też ![]()
a ja martwię się, jak nie piszesz Zuza
Uspokoiłam się tak bardzo, że w zasadzie wszystko stało mi się obojętne.
Przypuszczam, iż przynajmniej dla organizmu, jest to bardziej pożądany stan, niż wieczne "walki z wiatrakami" czyli stres... Bo i po co SAMEGO Siebie dobijać? Skoro życie samo, wystarczająco ten stan dobijania praktykuje...
Trzymaj się ciepło kobietko i dawaj od czasu do czasu "znak życia" ![]()
Wszystkiego dobrego ![]()
Zuzanna, może taki przejściowy stan nie jest zły. Nie wiem... Ale podejrzewam, że możesz być trochę sytuacją zmęczona.
Zuzanno i ja sie bardzo cieszę kiedy piszesz. A to czy na półkach lśni czy kurz zalega to żaden problem chyba. Ważne żeby Ciebie to nie męczyło.
Kiedyś uważalam ze to może mieć wpływ na moje szczęscie, a teraz wiem ze nie miało.
Co do obojętności opadają Cię emocje i to chyba dobrze na tą chwilę. Daj sobie odpocząć od poprzedniego. W końcu rozpoczynasz nowe.
Bardzo bardzo Cię ściskam i pozdrawiam. Przydała by sie taka koleżanka w realu......
Dziewczyny
Kurz na półkach mi nie przeszkadza, ale ten, który pokrył mnie grubą, kosmatą warstwą - doskwiera. Być może to jakaś obrona organizmu przed tą dotychczasową walką emocji, myśli, lęków, a może po prostu zimowy letarg. Ale nie czuję się z tym dobrze, a omieść go nie mam siły, bądź odwagi zmierzyć się z tym, co pod kurzem.
"...Gdzieś w nas kaci mącą w strumieniach,
Gdzieś w nas piszą donos na życie,
Gdzieś w nas pieją prawdy na rusztach,
Gdzieś w nas płaczą baby niesyte..."
Zuza to wynik ... leki robią swoje, czas robi swoje, pora roku też
myślę, że wszystko wg już przebadanych i przeanalizowanych schematów - taki etap teraz masz
Ode mnie pozdrowienia!
"Poczekaj, porzucona przezeń,
Nieznana mi przyjaciółko:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj, trochę zaczekaj!
Przysięgam wam, że płynie czas!
Że płynie czas i zabija rany!
Przysięgam wam, przysięgam wam,
Przysięgam wam, że płynie czas!
Że zabija rany - przysięgam wam!
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas.
(Zwólcie czarnym potoczyć się chmurom
Po was, przez was i między ustami,
I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami!)
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas,
Bo bardzo, bardzo,
Bardzo szkoda
Byłoby nas!"
Marmolada:) brawo! jak się to różni od pierwszych /niektórych/ twoich postów. Super!
Dajemy radę!
Każdy dzień to zwycięstwo - trzymajmy się, dziewczyny:)
Niedługo wiosna...
Niedługo wiosna...
Optymizm poziom ekspert ![]()
Mróz przyjemnie szczypie w policzki i można nosić grube rajty - zima też jest ok ![]()
Mróz jest ok ale musi być słoneczko
A u mnie ponuro. Szaro, zimno, nieprzyjemnie. Jakby aura podzielała mój nastrój ...pewnie też ma do tego powody :-(
445 2014-12-02 11:59:26 Ostatnio edytowany przez weronka44 (2014-12-02 12:05:20)
Idzie ocieplenie:)
A ja to bym poszła na na masaż...:) Najlepiej ciepłymi łapami...:)
Zuzanna, mogę tu trochę pomarzyć?
To nawet nie musiałyby być męskie łapki, duże i miękkie kobiece też by mogły...
ęch...
Tzn. ech:)
Weronko! Oczywiście, że możesz pomarzyć i tu i wszędzie :-)
Koniec tygodnia przyniósł mi wiadomości, które kazały mi wypełznąć ze skorupy obojętności, w której zaczynało być mi dobrze. Zadzwonił adwokat, że termin apelacji wyznaczono na 13 stycznia 2015 roku...Mój z trudem osiągnięty spokój poszedł się bujać :-( Niby nie jestem przesądna, ale 13? Znowu zaczęłam się bać :-(
czego zaczęłaś się Zuza bać?
rzeczywistości czy zabobonu
Niby nie jestem przesądna, ale 13?
Niech lepiej on zacznie się bać.
In-ka. Wiem, że mój strach jest irracjonalny, bo gorzej być nie może- sąd apelacyjny niczego mi nie ujmie. A jednak telepie mną:-(
Przyszłość
Mam nadzieję, że nim też trochę "zatrzęsie" ;-) Może to i niezbyt szlachetne z mojej strony, ale robi mi się nieco lżej, gdy sobie pomyślę, że jego błogostan zostaje nieco zakłócony. No cóż, kiedyś łączyło nas wszystko, teraz tylko lęk przed decyzją sądu.
...." Od rezygnacji w dobie klęski
lecz i od pychy w dzień zwycięski,
Od krzywd - lecz i od zemsty za nie
Uchroń nas Panie...."
452 2014-12-06 00:32:03 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-12-06 00:32:35)
In-ka. Wiem, że mój strach jest irracjonalny, bo gorzej być nie może- sąd apelacyjny niczego mi nie ujmie. A jednak telepie mną:-(
Zuza winka się napij, uśmiechnij się z nami a co ci tam,
już właściwie tyle przeszłaś i wciąż jesteś ![]()
będziesz dalej kochana, nie daj się żadnemu telepaniu ![]()
Zuzanna 58 napisał/a:Niby nie jestem przesądna, ale 13?
Niech lepiej on zacznie się bać.
DOKŁADNIE ![]()
Dlaczego Zuzanno dla Ciebie ma to być pechowa data a nie dla niego?
Walnij se kielonka czegoś mniamnuśnego, jak radzi in_ka z toastem: "na pochybel" ![]()
Trzymaj się dziewczyno!
Zuzanna, wyobraziłam sobie ciebie jak wchodzisz zawiana na salę rozpraw. Były by chyba zgłupiał:)
Żadnej rezygnacji, czy lęku. Będziemy trzymać kciuki. Może być tylko lepiej:)
Zuzannka, jak ja bym chciała, żeby ci te wyższe alimenty przyznali i mieszkanie tylko dla ciebie. Żebyś się już chociaż pieniędzmi tak martwić nie musiała. Żeby w tych sądach wreszcie coś drgnęło...
Zuzanna moj rozwod odbyl sie 13 w piatek .Spokojnie ,kulturalnie .Nie dobieraj sobie dat do glowy .Będzie jak ma byc .Pomysle o Tobie
.