rozwód po 30 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Strony Poprzednia 1 4 5 6 7 8 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 1,226 ]

326

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko. Bet, Kathy08,Anhedonio
Wiecie co dziewczyny.....
Macie rację, a ja się myliłam. Wypada mi przeprosić. Więc przepraszam. Szczerze, gorąco i żarliwie proszę Was o wybaczenie.
Zasklepiłam się w swoim bólu, poczuciu niesprawiedliwości, rozżaleniu i  raniłam Was, które okazywałyście mi troskę i podpowiadałyście drogi wyjścia. Teraz się tego wstydzę :-(, zwłaszcza, że z wielu Waszych rad skorzystałam.
Słuszność jest po Waszej stronie. Chyba zawsze to wiedziałam, ale nie chciałam przyznać nawet przed sama sobą, a cóż dopiero przed Wami.
Miałam dziś długi dzień "pracy", a że ruch był prawie zerowy miałam czas na przemyślenia...
Wyszło mi, że mimo całego zła jakiego doznałam od "już niemęża" nie jestem przegrana. Mam po swojej stronie dzieci ( naprawdę udane - które tak jak Wy ustawiają mnie do pionu opieprzając co najmniej raz na tydzień - czyli co trzeci dzień mam "zmywanie głowy". Mam przyjaciół na których mogę liczyć i mam Was ( bo chyba mimo wszystko mam?) Jak na razie nie połamałam się i nie oślepłam -a może nie dożyję tego - optymistą trzeba być;-)
To prawda,że do tej pory nie miałam okazji rozwinąć w sobie hartu ducha, że miałam w "wtedy mężu" oparcie.Ale może okaże się, że potrafię stać sama? A może nawet chodzić...
Dziś po raz pierwszy od niepamiętnych czasów roześmiałam się... Usłyszałam dowcip, który mnie rozbawił, więc przekazuję ( jeśli znacie roześmiejecie się jeszcze raz
"Mąż w dziesiątą rocznicę ślubu mówi:
Kochanie muszę Ci coś wyznać, Ukryłem przed Tobą, że jestem daltonistą..
A żona na to:
W takim razie ja też winna jestem tobie szczerość. Nie pochodzę z Sanoka... Jestem z Mozambiku..."

Zobacz podobne tematy :

327

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno jak dobrze się dziś Ciebie czyta smile

Miałaś lepszy dzień a ja gorszy sad Tak mi się dziś jeszcze wydaje dlatego, że znów przekonałam się że mój wybór nie był kaprysem ani błędną oceną rzeczywistości. Ale z drugiej strony patrząc choć to smutne że się skończyło, to dobrze że już jest za mną.

Pozdrawiam ciepło,

328 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-10-22 22:46:04)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Chciałabym Wam napisać, że jestem spokojna, zaradna, daję radę. Uspokoić Wasze sumienia, że "zrobiłyście dobrą robotę",  ...ale to nie będzie prawdą :-)

tak pisałaś wczoraj ...
dzisiaj piszesz

Słuszność jest po Waszej stronie

Wyszło mi, że mimo całego zła jakiego doznałam od "już niemęża" nie jestem przegrana. Mam po swojej stronie dzieci ( naprawdę udane - które tak jak Wy ustawiają mnie do pionu opieprzając co najmniej raz na tydzień - czyli co trzeci dzień mam "zmywanie głowy". Mam przyjaciół na których mogę liczyć i mam Was ( bo chyba mimo wszystko mam?) Jak na razie nie połamałam się i nie oślepłam -a może nie dożyję tego - optymistą trzeba być;-)

co napiszesz jutro ...

329

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, rozweselenie mile widziane.
Byłam ostatnio na takim kobiecym spotkaniu: Powershow. Prowadzone przez Olgę Kozierowską.
Dowiedziałam się o paru trikach. Kiedy pogrążamy się w negatywnych myślach: dajemy sobie np po łapie. Powstaje odruch, nieprzyjemny. A poza tym nieźle może nas rozbawić. Wyobraź sobie, że co chwila uderzasz się w rękę... Oczywiście możesz robić coś innego. Muszę spróbować:)
Mówiła też jak kupiła sobie bransoletki. Nosiła taką zwykłą łatwo ściągalną bransoletkę na ręce. Kiedy zaczynała narzekać ( chociaż w myślach) przekładała bransoletkę na drugą rękę. To uświadomiło jej jak często to robi. To samo można zastosować do krytykowania innych ( i siebie).
Mam nadzieję, że coś nie pokręciłam...
Kiedy widzi się kobietę, której się "udało" i ona mówi: sięgajcie po "złoto", to jakoś tak łatwiej uwierzyć i spróbować. Kto się nie boi, kto nie ma negatywnych myśli...?
Zachęcam do tego typu spotkań. Jest to takie trochę "pranie mózgu", ale chyba o to w tym wszystkim właśnie chodzi:)
Nie oszukiwanie się, ale trening.

330

Odp: rozwód po 30 latach

in_ka
Nie wiem co napiszę jutro.... Jak zapewne zorientowałaś się umiejętność przewidywania nie jest moją najmocniejszą stroną;-)
Mój stan psychiczny jest teraz labilny więc różnie może być.
Jednak analizuję to, co do mnie piszecie i coś tam do mnie dociera, choć przyznaję, że z trudem.

331

Odp: rozwód po 30 latach

Bet
Podoba mi się sposób z trzepaniem się w łapkę:-) W prawdzie obawiam się, że lewą rękę będę miała całą w siniakach;-) ale spróbuję.
To chyba ma jakiś sens...żeby nie narzekać niejako "z rozpędu" tylko świadomie i odpowiedzialnie :-)
Dziękuję

332

Odp: rozwód po 30 latach

Z tym trzepaniem sie w " Lapke", to ja to robie od lat. Sama to sobie wymyslilam, wiec sie ciesze, ze jest to metoda, ktora inni tez stosuja. Dodaje do tego tylko slowa- niegrzeczna dziewczynka lol

333

Odp: rozwód po 30 latach

Ale się "natrzepałam". Wygląda na to, że w weekendy nie będę robić nic innego tylko uderzać się prawą ręką w lewą :-(
Ale poczta mailowa przyniosła mi dziś zabawną myśl :
"Spokój przychodzi z wiekiem..... Pod warunkiem, że dokładnie zamkną wieko..." ;-)

334

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Ale się "natrzepałam". Wygląda na to, że w weekendy nie będę robić nic innego tylko uderzać się prawą ręką w lewą :-(
Ale poczta mailowa przyniosła mi dziś zabawną myśl :
"Spokój przychodzi z wiekiem..... Pod warunkiem, że dokładnie zamkną wieko..." ;-)

Zuza jesteś niepoprawna hmm
Sciskam Cię mocno. Niedlugo będę robić szalik na drutach dla mojej córki. Szkoda ze mieszkasz w oddali bo moglabym podziergac z Tobą jak u prząszniczki smile

335

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, a może byś coś wydziergała dla mojej córeczki:)

336

Odp: rozwód po 30 latach

Bet!
Z przyjemnością wydziergam - nie będę mogła trzepać się po ręce ;-) a co byś sobie  życzyła dla córuni?

337

Odp: rozwód po 30 latach

Może jakiś mięciutki pastelowy sweterek:)

338

Odp: rozwód po 30 latach

Kiedy zabieramy sie do pracy Zuzanno?A tak na marginesie piękne masz imię.Lubię je pisać. Zaraz sprawdze znacznie bonie zaintrygowało.
Miłego dnia.

339

Odp: rozwód po 30 latach

Renesans
Dzięki.Do pracy zabiorę się gdy tylko Bet uściśli swoje zamówienie :-)
Tobie również życzę miłego...no już popołudnia.I całego następnego tygodnia:-)

340

Odp: rozwód po 30 latach

A ja na deser dorzucę, że zamówiłam u Zuzy kilka rzeczy - rękawiczki i komin, wełny starczyło też na czapkę i przyznam Wam, że korzystam codziennie. smile Dzięki Zuza!! big_smile Zachęcam Panie do zamawiania, bo widać wprawną rękę i podczas noszenia czuć wiele uczucia włożonego w pracę smile:)
Sweterek będzie na pewno fajny smile

341

Odp: rozwód po 30 latach

a mnie wełna gryzie a czapka by mi się bardzo przydała sad

342

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, tak jak już mówiłam, ty masz inne CV. Posiadasz umiejętności deficytowe. Stworzysz cudeńko na drutach, jesteś oczytana, wykształcona, umiesz przygotować przyjęcie, wychować dzieci. Jesteś " idealną Panią domu". Jakby mnie było stać to bez wahania zatrudniłabym taką Panią do pomocy w prowadzeniu domu. Najwyższa klasa. To jest moim zdaniem to co potrafisz robić najlepiej. Zastanów się nad tym.

343

Odp: rozwód po 30 latach

Bet
Jesteś kochana. Pomyślę o takiej opcji. Nie orientuję się czy u nas jest jakieś zainteresowanie takimi usługami. Ale spróbuję się dowiedzieć.  Szkoda że Cię nie stać;-)

344

Odp: rozwód po 30 latach

Smutny dzień :-(
Przy grobach bliskich całe rodziny...  Ten widok boli... Jeszcze w zeszłym roku  byliśmy na grobie teściów razem z "już niemężem" i razem pojechaliśmy na mogiłę moich rodziców.
W tym roku na grób rodziców nie mogłam, ze względów finansowych, pojechać.Zapaliłam świeczkę w ich intencji na jakimś opuszczonym grobie. I smutna refleksja, że na moim też mogę liczyć tylko na przypadkowe światełko, dzieci daleko, raczej nie wrócą do kraju...

345 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-11-01 20:26:35)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Smutny dzień :-(
Przy grobach bliskich całe rodziny...  Ten widok boli... Jeszcze w zeszłym roku  byliśmy na grobie teściów razem z "już niemężem" i razem pojechaliśmy na mogiłę moich rodziców.
W tym roku na grób rodziców nie mogłam, ze względów finansowych, pojechać.Zapaliłam świeczkę w ich intencji na jakimś opuszczonym grobie. I smutna refleksja, że na moim też mogę liczyć tylko na przypadkowe światełko, dzieci daleko, raczej nie wrócą do kraju...

Bardzo smutne
...ale JEDNAK poświęcone TYM, którzy już NIC w swoim życiu zmienić nie mogą.
My "póki życia..." coś tam jeszcze możemy... jeśli tylko znajdzie się chęć szczera?
Też nie mogę sobie pozwolić na odwiedzenie wszystkich grobów (ojciec pochowany na antypodach). Myślę, że nie ja jedna i nie Ty jedyna.
Choć do Ciebie Zuzanno nie przemawia to, iż inni mogą mieć to przysłowiowe "gorzej" - z uwagi na WYMOWĘ tego akurat święta, może zechcesz obejrzeć kogoś kto nie ustaje POMIMO?
https://www.youtube.com/watch?v=8wsrkIaaieg
TACY ludzie sprawiają, iż nie mając innego wyboru żyje się dalej... MIMO wszystko sad
I myślę, że będąc już w grobie nie będziemy się martwić lampkami...
Trzymaj się... jakoś

346

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio
Ksiądz Jan Kaczkowski jest niewątpliwie osobą godną najwyższego szacunku...
Ale z racji tego, że jest księdzem, po pierwsze wierzy w Boga co daje mu siłę, po drugie jak sam mówi do życia napędza go pasja, jaką jest prowadzone przez niego hospicjum, po trzecie i najważniejsze, przyznaje, że  dla wszystkich  obecność drugiego człowieka jest tym czego pragnie najbardziej...i  że brak tej obecności może zabić.

347 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-11-02 09:49:41)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

...i  że brak tej obecności może zabić.

może ale NIE MUSI
tak jak ze wszystkim w życiu Zuzanno

możesz wyjść z domu i już nie wrócić, bo ...
możesz być w domu i z niego już nie wyjść,bo ...
możesz skupiać się na swoim nieszczęściu i wszystko tłumaczyć przeciwko...
a możesz wręcz odwrotnie szukać jasnych barw życia, pomimo...

348

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Smutny dzień :-(
Przy grobach bliskich całe rodziny...  Ten widok boli... Jeszcze w zeszłym roku  byliśmy na grobie teściów razem z "już niemężem" i razem pojechaliśmy na mogiłę moich rodziców.
W tym roku na grób rodziców nie mogłam, ze względów finansowych, pojechać.Zapaliłam świeczkę w ich intencji na jakimś opuszczonym grobie. I smutna refleksja, że na moim też mogę liczyć tylko na przypadkowe światełko, dzieci daleko, raczej nie wrócą do kraju...

Rozumiem Zuzanno, miałam to samo Wszystko podzielone niekoniecznie przez pół. Przypininalam sobie dziecinstwo.
Jednak wierzę że za wstawiennictwem swoich bliskich wyprosze jakieś łaski jeszcze tu na ziemi. Chcę odejść z tego świata z czystym sumieniem i w zgodzie.
Z jakiegoś powodu doswiadczamy dziś takiego życia i mamy  przed sobą trudne wybory, ale nie wiemy jak sie to zakończy.
Ci co umarli przed nami nie mają już wpływu na swój losy

My możemy w chwili refleksji przypomnieć sobie czego chcielby dla nas oni i czerpać z ich doswiadczen.

Zuzanno nie jesteś sama. Jesteśmy tu z Tobą. Dzieci z pewnoscia też. Znajdziesz rozwiązania. Będzie dobrze. Przytulam

349

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Anhedonio
... dla wszystkich  obecność drugiego człowieka jest tym czego pragnie najbardziej...i  że brak tej obecności może zabić.

Szklanka do połowy pełna czy szklanka do połowy pusta?
- CO NAJWAŻNIEJSZE w danym święcie TEŻ sad
Mam "na składzie" jeszcze parę takich osób, wybrałam księdza BO o religijnym święcie napomknęłaś.
POSTAWA księdza "skazanego" na rychłą śmierć mi jakoś do tego święta, skupiającego się na OSTATECZNYM i nieodwołalnym zerwaniu z DOCZESNOŚCIĄ pasuje... chciałam Ci dodać otuchy.
Rozumiem już nietaktowność tego posunięcia. Sorry więc

350

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio!
Nie bardzo rozumiem w jaki sposób miało dodać mi to otuchy :-(
Szanuję ludzi wierzących ( w jakiś sposób nawet im zazdroszczę, że potrafią się godzić z przeciwnościami losu, ufając, że "Bóg wie co robi") ale sama jestem agnostyczką.  Nie dana mi była łaska wiary. W zamian ( zapewne) otrzymałam zdolność logicznego myślenia, które to nie pozwala mi na danie  większej wiary w niepokalane poczęcie, niż, na przykład, w wyskoczenie Ateny z głowy Zeusa.
Również brak wiary bezwarunkowej nie pozwala mi na czynienie zła,w przeciwieństwie do wielu "wierzących",  bo mnie nikt z niego nie rozgrzeszy...
Ale to wszystko nie sprawia, abym w dniu pierwszego listopada nie pamiętała o bliskich, którzy odeszli, a których w przeciwieństwie do Katolików, nie spodziewam się zobaczyć "na tamtym świecie"

351

Odp: rozwód po 30 latach

Renesans!
Dziękuję. W prawdzie nie wierzę, aby zmarli mogli w jakiś sposób wpływać na nasze losy, ale krzepiącą jest myśl, iż być może mimo mojej niewiary tak jest;-) Ja też wczorajszego i dzisiejszego dnia myślę o latach dzieciństwa, młodości i o tych, którzy odeszli. Takie słodko - gorzkie wspominki, które pewnie w tym czasie są udziałem wielu...

352

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Anhedonio!
Nie bardzo rozumiem w jaki sposób miało dodać mi to otuchy :-(
Szanuję ludzi wierzących ale sama jestem agnostyczką.
(...)
Ale to wszystko nie sprawia, abym w dniu pierwszego listopada nie pamiętała o bliskich, którzy odeszli, a których w przeciwieństwie do Katolików, nie spodziewam się zobaczyć "na tamtym świecie"

Dlatego przeprosiłam...
Wprawdzie nie wyjaśnia to twej troski o świeczkę dla siebie po śmierci... oraz świętowania (?) wg. dogmatów wiary, którym nie daje się wiary (akurat tego a nie jakiegokolwiek innego dnia).
Wprost odniosłam wrażenie, że to NIE "drodzy nieobecni" są powodem twego bólu.
Ale to już mój błąd, że tyle ludzkich zachowań w głowie mi się nie mieści wink
Jeszcze raz SORRY

353

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio!
O ile się orientuję, to obrzędy ku czci zmarłych na przełomie października i listopada są starsze niż chrześcijaństwo. Kościół katolicki je tylko zaadaptował do swoich potrzeb.
"Świeczka" jest dla mnie wyrazem pamięci i jako taki chciałabym mieć na swojej mogile...Bo tylko tyle zostaje po człowieku - pamięć.
Słusznie i niesłusznie odniosłaś wrażenie " że nie tylko drodzy nieobecni" są przyczyną  mego bólu. Po prostu jeszcze niedawno miałam z kim dzielić się w ten dzień wspomnieniami, zabiegami przy grobach. Teraz jasno i dobitnie uświadomiłam sobie że jestem sama - to nie jest specjalnie miłe.
Przepraszać absolutnie nie musisz, każdy ma prawo do swego zdania czy odczucia, Ty masz takie, ja mam inne, ale to nie jest powód do przeprosin.

354

Odp: rozwód po 30 latach

Ale dokładać się do trudnych emocji nie powinnam. I tak Ci nielekko.
Mnie łatwiej, bo mnie samotność w żaden sposób nie gnębi, stąd może "droga na skróty" smile
Życzę sił

355 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-11-02 20:11:37)

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio twoja stopka jest piękna myślą o której staram się pamiętać każdego dnia.
Może i Zuzanna z niej skorzysta ...

356

Odp: rozwód po 30 latach

In-ka
Zuzanna nie skorzysta :-( z tego powodu, że wznoszenie inwokacji do sił nadprzyrodzonych uważa za bezcelowe... Gdyby one siły były faktycznie sprawiedliwe, miłosierne i posiadały moc sprawczą, nie byłoby na świecie tyle zła.
Natomiast będę szukała tej siły w sobie.... jeśli chodzi o cierpliwość to mam doskonałą okazję do ćwiczenia się w tej cnocie. Co do mądrości.... hmmm trudna sprawa, posiadam pewną wiedzę, ale mądrość????

357 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-11-04 00:25:59)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In-ka
Zuzanna nie skorzysta :-( z tego powodu, że wznoszenie inwokacji do sił nadprzyrodzonych uważa za bezcelowe... Gdyby one siły były faktycznie sprawiedliwe, miłosierne i posiadały moc sprawczą, nie byłoby na świecie tyle zła.
Natomiast będę szukała tej siły w sobie.... jeśli chodzi o cierpliwość to mam doskonałą okazję do ćwiczenia się w tej cnocie. Co do mądrości.... hmmm trudna sprawa, posiadam pewną wiedzę, ale mądrość????

tak też sobie pomyślałam Zuzanno - nie skorzystasz, bo przecież zawsze pojawi się TWOJE ale ...
nie jestem gorliwą katoliczką powiem wręcz marną ale ... gdy śmierć była na wyciągniecie ręki a ja czułam się wobec niej bezbronna - modliłam się tak żarliwie, jak nigdy przedtem i może nawet potem
powtarzałam Panie ...
i tak właściwie nie wiem, kto miał być tym Panem - opatrzność, absolut, los, Bóg ?
ale dla mnie nie było to bezcelowe ...

358 Ostatnio edytowany przez renesans (2014-11-04 00:36:25)

Odp: rozwód po 30 latach

Miło Cię widzieć Zuzanno, mniemam że w dobrym zdrowiu?
Nie będziemy Cię Zuzanno nawracać.
Ja tak ostatnio przy niedzieli o Tobie myślałam i o sobie, o tym że ja jednak wierzę, że mam tą nadzieję na życie wieczne.
I mogłabym polemizować czy zrzucać winę na Boga za to co się w moim życiu wydarzyło mogę, czy jednak nie...
Potem pomyślałam o Tobie, że Ty masz inaczej,że tak nie myślisz i próbowałam sobie to wyobrazić.
Jednak wielokrotnie gdy spotykało mnie coś dobrego, jakoś ta myśl mnie nachodzi, zwłaszcza, kiedy niespodziewanie w jakiejś beznadziejnej dla mnie sprawie znajduje się rozwiązanie, kiedy zdarza się cud, taki mały mój własny sukces, którego się nie spodziewałam.

Bo Zuzanno nie można zaprzeczyć, że istnieje dobro i zło i że każdy tego doświadcza i każdy zna znaczenie tych sów, ich wymowę choć każdy może sobie to inaczej wyobraża.
I ja Ci życzę aby to Dobro stało przy Tobie, jak przy mnie Anioł Stróż.

359

Odp: rozwód po 30 latach

In- ka
"...I była zgroza nagłych cisz!
I była próżnia w całym niebie!
A ty z tej próżni czemu drwisz,
kiedy ta próżnia nie drwi z Ciebie?"
i ..."

360

Odp: rozwód po 30 latach

Renesans
Trudno się nie zgodzić z tym, że istnieje dobro i zło:-) Pytanie tylko czy mają one proweniencję boską czy ludzką?
Ja skłaniam się ku pochodzeniu dobra i zła od ludzi. I dlatego dziękuję Ci za myśli o mnie i życzenia "dobra".
Dziś byłam na comiesięcznej wizycie u psychologa. Pani po raz pierwszy od początku naszych spotkań stwierdziła, że widzi u mnie zmianę "na lepsze"...To pewnie Wasza - Netkobiet, zbiorowa zasługa.

361

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In- ka
"...I była zgroza nagłych cisz!
I była próżnia w całym niebie!
A ty z tej próżni czemu drwisz,
kiedy ta próżnia nie drwi z Ciebie?"
i ..."

"Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!
Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata"

może jest ale trzeba w niego uwierzyć

362

Odp: rozwód po 30 latach

In_ko
Wiara w coś, czego nie ma, jest niebezpieczną iluzją. Przez wiele lat wierzyłam w miłość,wierność, lojalność i uczciwość.....Błąd. Niestety nie ma innego świata. Masz w stopce myśl Poniedzielskiego, co wskazywałby na to, że i Ty nie należysz do hurra optymistów.
Znam te wszystkie powiedzenia o uśmiechaniu się do lustra, szklankach napełnionych do połowy, przyciąganiu szczęścia pozytywnymi myślami... Nie wiem, ale w moim przypadku to nie działa:-(

363

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In-ka
Zuzanna nie skorzysta :-( z tego powodu, że wznoszenie inwokacji do sił nadprzyrodzonych uważa za bezcelowe...

Zuzanna 58 napisał/a:

In_ko
Wiara w coś, czego nie ma, jest niebezpieczną iluzją. Przez wiele lat wierzyłam w miłość,wierność, lojalność i uczciwość.....Błąd. Niestety nie ma innego świata.

Cóż skoro się WIERZYŁO tylko w szlachetną naturę człowieka a ta zawiodła?...
to może SŁUSZNYM wnioskiem z tego płynącym, powinno być INNE spojrzenie NIŻ DOTĄD?
Czy jest inny świat - tego nie wiem. Ty wydajesz się wiedzieć... ja natomiast pozwalam sobie na wątpliwości.
O ironio - to Ty musisz stawić się na cmentarzu 1 listopada, mimo niewiary - a ja nie muszę... mnie wystarczy tam być dzień wcześniej bądź dzień później. Bom wbrew inwokacji do sił nadprzyrodzonych zaledwie czymś pomiędzy agnostyczką a deistką... (Ni pies ni wydra - coś na kształt świdra).
Czy dlatego czy wbrew temu: zawód spowodowany przez człowieka jako istoty dalece niedoskonałej nie powoduje iż sens świata dla mnie zanika.
Wierzę natomiast w to, iż człowiek nie jest jednym z wielu śmieci w kosmosie, któremu tylko przypadkiem skapnął ROZUM, świadomość i zdolność wnioskowania tudzież rozumowania. BO to by UNIEMOŻLIWIAŁO obdarzanie go taka wiarą jaką Ty obdarzałaś - IŻ JEST godnym, by mu przypisywać opisane przez Ciebie cechy: "miłość,wierność, lojalność i uczciwość".

Zuzanna 58 napisał/a:

Natomiast będę szukała tej siły w sobie....

I o to mi chodziło gdym ową śmiałą myśl umieszczała w stopce.
Przecież to nawoływanie AUTORA o w/w CNOTY.
Nie o podarunek z nieba wink
(w postaci np. owego szlachetnego przedstawiciela gatunku) a o WŁASNE udoskonalenie, zrównoważenie i wciąż rozszerzające się horyzonty... wink

Zuzanna 58 napisał/a:

In_ko
Znam te wszystkie powiedzenia o uśmiechaniu się do lustra, szklankach napełnionych do połowy, przyciąganiu szczęścia pozytywnymi myślami... Nie wiem, ale w moim przypadku to nie działa:-(

Na każdego działa co innego. NIC nie działa na osoby, które generalnie NEGUJĄ WSZYSTKO jak leci.
Nawet gdy okazało się, iż ich PRZEKONANIA były chybione. NIKT nie zmusi... dlatego terapie czasem kończą się fiaskiem.
Ale każdy WYBIERA sobie sam... JAK będzie żył. Na tym polega ta przeklęta wolność wink
Cieszy, iż znające twój problem osoby WIDZĄ jednak jakieś zmiany smile powodzenia. I sił.

364 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-11-08 20:12:24)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Masz w stopce myśl Poniedzielskiego, co wskazywałby na to, że i Ty nie należysz do hurra optymistów.

bardzo odpowiada mi poczucie humoru Poniedzielskiego
do hurra optymistów nie należę - nad czym bardzo ubolewam
nie należę również do zwykłych optymistów bez ... hurra
jestem realistką
ale uczącą się (od lat) optymistycznego spojrzenia na życie i ta nauka będzie trwała aż do śmierci
wierzę w miłość, wierność, lojalność i uczciwość - pomimo, taką wybrałam drogę

365

Odp: rozwód po 30 latach

Jakbym miała siebie określić to przyziemna osoba. Nie potrafię oszukać siebie. Ale lubię mieć wiarę, że mam w życiu odrobinę szczęścia, że mi się układa. Owszem ktoś może powiedzieć, jak to... A ja uważam, że w tym wszystkim są też dobre strony i widocznie tak jest dla mnie najlepiej. Mam chwile zwątpienia, " czarne myśli". Njagorsze to chyba stracić wiarę w to, że będzie ok.
Miłość, wierność, uczciwość, lojalność - chyba w nie jakoś dalej wierzę. Cieszę się, że było mi dane przeżyć miłość, że mam dzieci.
Bo nawet gdybym już do końca swoich dni miała nie doświadczyć uczucia miłości między mną a kimś płci przeciwnej to i tak w sumie jestem spełniona.
Doświadczyłam też zdrady, słabości drugego człowieka. To uczy mnie brać jak nawięcej z tego co dane nam przyjemnego po drodze.  Wszystko w życiu spotyka nas na jakiś czas. Jesteśmy tu na chwilę.

366 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-11-11 00:44:35)

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio
Pewnie Cię zaskoczę, ale opłatkiem też się dzielę 24 grudnia a nie w okolicach ;-) No cóż - tradycja.
Nic nie poradzę na swoje przekonania, są jakie są. To , że nie wierzę w życie pozagrobowe, ma ten walor, że o śmierci myślę spokojnie, upatrując w niej wyzwolenie od wszelkich cierpień, zawodów, niepowodzeń.
"...po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk.
Mnie nie będą katować ni strzyc!
Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg!
Ósmy krąg, w którym nie ma już nic"
Pani psycholog pochwaliła mnie, że "nie wylądowałam w psychiatryku", "nie poleciałam z awanturą do kochanicy męża", "nie wydrapałam mu oczek" itd.  W tym upatruje moją siłę i prorokuje "że będzie dobrze"...
Osobiście tej pewności nie mam ( a nawet nadziei) ale miło, że we mnie wierzy ( nawet jeśli tylko "zawodowo")
Sugerujesz Anhedonio, że należę do osób negujących wszystko w "czambuł". Otóż jesteś w błędzie. Ja tylko nie zachłystuję się entuzjazmem, zanim nie przeanalizuję wszystkich "za" i przeciw"


In-ko!
Miło mi, że łączy mnie z Tobą upodobanie do poczucia humoru pana Poniedzielskiego. Oraz realistyczne podejście do życia. Co do reszty...no cóż mnie pewnie też przyjdzie się uczyć bardziej optymistycznego podejścia do życia, ale  z racji mego wieku ta nauka potrwa krócej, więc nie wiem czy uda mi się ją opanować.


Bet!
ja też nie potrafię oszukać siebie :-( I właśnie dlatego tak trudno wzbudzić w sobie jakąś nadzieję, uwierzyć, że to co mnie spotkało może być dobre dla mnie...
Być może za jakiś czas ( jeśli będzie mi dany) zdołam się jakoś przystosować do tej sytuacji, ale nie przypuszczam, aby udało mi się czerpać z niej radość.
Co nie oznacza, że nie doceniam Twoich starań  (stokrotne dzięki) i nie jestem za nie bezgraniczne wdzięczna. Takie gesty jak Twój, V MegiV pozwalają mi uwierzyć w bezinteresowną kobiecą solidarność i są balsamem na moje poharatane serce.
dziękuję

367

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Anhedonio
Sugerujesz Anhedonio, że należę do osób negujących wszystko w "czambuł". Otóż jesteś w błędzie. Ja tylko nie zachłystuję się entuzjazmem, zanim nie przeanalizuję wszystkich "za" i przeciw"

Anhedonia napisał/a:

Na każdego działa co innego. NIC nie działa na osoby, które generalnie NEGUJĄ WSZYSTKO jak leci.
Nawet gdy okazało się, iż ich PRZEKONANIA były chybione. NIKT nie zmusi... dlatego terapie czasem kończą się fiaskiem.
Ale każdy WYBIERA sobie sam... JAK będzie żył. Na tym polega ta przeklęta wolność wink
Cieszy, iż znające twój problem osoby WIDZĄ jednak jakieś zmiany smile powodzenia. I sił.

No popatrz... Tobie WYDAJE się, że SUGERUJĘ jedno, a tymczasem mi się WYDAJE iż coś całkiem przeciwnego wink
No bo skoro: a) na KAŻDEGO działa co innego (w końcu KAŻDYM nie jesteś wink pomimo własnej dawki narcyzmu)
                  b) wybierasz co Tobie pasuje (analogicznie jak cała reszta mniej udręczonych, bo któżby mógł być bardziej wink ) i c) "znające twój problem osoby WIDZĄ jednak jakieś zmiany" - ZATEM cośtam na Ciebie działa... bo inaczej, jak sugeruje psycholog, jakby nie było fachowiec - wylądowałabyś tam, gdzie Cię jednak nie ma wink
W Twojej sytuacji RACZEJ nie ma czym się zachłystywać, więc nie dziwota, że tego nie robisz.
Analizuj dalej. Możesz zauważysz, że jeszcze jakiś odcinek życia, zanim zejdziesz do grobu, będziesz zmuszona przetrwać. I TERAZ, czy Ci się to podoba czy nie, jego JAKOŚĆ zależy tylko i wyłącznie od Ciebie big_smile
"Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz"...
Życzę dalszego - obiektywnego - analizowania. I nieustająco SIŁ smile

368

Odp: rozwód po 30 latach

Kobietki
Lubię ten wątek.
Jakże wiele można zobaczyć spojrzeniem innych smile


Miłego, listopadowego dnia!

369

Odp: rozwód po 30 latach

Może Ci się spodoba taka osoba. Nie ksiądz smile
http://www.netkobiety.pl/t77544.html
... jako "ciekawostka"? i na dowód, że i INNI miewają "pod górkę" Tyle, że TEN, kto nie usiłuje - niczego nie zmienia smile

370

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio!
Obawiam się że jesteś w błędzie - jakość mojego życia tylko w bardzo niewielkim stopniu zależy ode mnie :-( To znaczy oczywiście mogę się cieszyć tym, że jestem osobą wolną, nie obarczoną na co dzień dziećmi i małżonkiem , że w domu panuje idealna cisza- czasem tylko zakłócana moim szlochem, ale mimo wszystkich moich starań nie cieszy mnie to - pewnie według Twoich normatywów dziwna jestem...
Nie mam wpływu ani na decyzję sądu, ani na stan nerwów, ani na zdrowie fizyczne. Mimo wysiłków nie jestem w stanie w stopniu znaczącym nawet w minimalnym procencie zbliżyć się do poprzedniego poziomu życia. Zastanawiam się, czy jako "krzepiący" przykład przytoczysz mi warunki życia w "trzecim świecie", czy też może "hukniesz" że "dla chcącego nic trudnego"
Osoba z podanego w linku wątku podoba mi się ( ale ksiądz też mi się podobał - nie wiem na jakiej podstawie uważasz, że mam "coś" ogólnie do księży - myślę, że, jak w każdej grupie zawodowej trafiają się  tam "natchnieni" , "przeciętniaki", "karierowicze")choć chyba przyznasz, że w jej przypadku podziałały osoby z zewnątrz. Ale szczerze się cieszę, że udało jej się.
Co do narcyzmu - hmm - nigdy się o niego nie posądzałam, ale widocznie uznałaś, że to moja cecha wybijająca się. Nigdy nie twierdziłam, że mam najgorzej na świecie -ale uważam, że mam źle. Nie oczekuję abyś zrozumiała mój punkt widzenia całej tej sprawy- to chyba wykracza poza Twoje możliwości, ale prosiłabym, abyś nie wypowiadała się tak autorytatywnie. Może zechciałabyś dodać do swojej stopki " Panie daj mi również wrażliwość abym nie raniła innych"

371

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

jakość mojego życia tylko w bardzo niewielkim stopniu zależy ode mnie :-(

dlaczego Zuza ?
czy byłaś aż tak ubezwłasnowolnioną kobietą, że wszystko zależało od byłego już męża?
ja rozumiem- żałoba, depresja
ale moje życie - bez mojego życia ?
odszedł on - nie ma nic ...

to jest straszne w czym tkwisz, bardzo Ci współczuję, takie - "nie zależy ode mnie" faktycznie zabija

372

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Co do narcyzmu - hmm - nigdy się o niego nie posądzałam, ale widocznie uznałaś, że to moja cecha wybijająca się.
Nigdy nie twierdziłam, że mam najgorzej na świecie - ale uważam, że mam źle. Nie oczekuję abyś zrozumiała mój punkt widzenia całej tej sprawy - to chyba wykracza poza Twoje możliwości, ale prosiłabym, abyś nie wypowiadała się tak autorytatywnie. Może zechciałabyś dodać do swojej stopki " Panie daj mi również wrażliwość abym nie raniła innych"

Wiesz - KAŻDY ma prawo mieć własne zdanie - więc i ja, stety bądź niestety TEŻ. Jak Cię widzą tak Cię piszą - i VICE VERSA wink Kiedyś taką sytuacje obrazowo określano: "uderz w stół a nożyce się odezwą"
Rzadko KTO widzi własne wady wink
Ty widzisz moje - ja widzę Twoje wink być może to przekracza dla odmiany twoje możliwości, bo każdy w jakimś stopniu posiada elementy narcyzmu - przynajmniej znawcy tematu tak twierdzą tongue
... jeśli już tak sobie prawimy te "grzeczności".
Myślę, że ani moje, ani twoje szczęście nie jest uzależnione od tego czy się zrozumiemy.
Ot takie dwa krańce kontinuum.
Jedno uważa, że MA SIĘ wpływ na własny los, a drugie WRĘCZ przeciwnie... I tyle.
Również współczuję

373

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno,
Czytam od początku Twoją historię, ale nie wypowiadałam się dotychczas, bo nie potrafię Tobie pomóc. Podobnie jak inne wypowiadające się w Twoim wątku osoby uważam, że tylko Ty sama możesz sobie pomóc. Jak? Zmienić nastawienie.
Była tutaj mowa o myśli Poniedzielskiego, którą w swojej stopce umieściła In_ka.
Wiesz jak ja widzę różnicę pomiędzy optymizmem a pesymizmem?
W nastawieniu, w sposobie postrzegania świata, ale także w wynikającym z niego sposobie zachowania.
Bo w pesymizmie - w odróżnieniu do optymizmu - jest bierność. Pesymista nie działa, nie stara się rozwiązywać problemów i szukać rozwiązań, bo w nie nie wierzy. Pesymista jest pasywny.
Chciałabym Ciebie skłonić do zmiany nastawienia, do poszukiwania rozwiązań, do OPTYMIZMU. i nie dlatego, że optymizm czyni cuda, ale dlatego, że pozwala na skuteczne działanie.
Zuzanno, żebyś mnie źle nie zrozumiała, ja nie proponuję Tobie drogi psychologicznego wypierania i udawania, że nic złego się nie stało. Chodzi o to, żeby dramatyczne przeżycia nie zawładnęły całą Twoją przestrzenią mentalną. Jestem przekonana, że masz powody i możliwośći przynajmniej do zadowolenia, jeśli nie do szczęścia. Jednak jestęś tak skoncentrowana na swoich smutkach, że tego nie dostrzegasz. Ja uważam, że nasze życie może się odmienić w każdej chwili. Wierzę w intencje i ich materializację. Nie wiem, co mogłoby Ciebie uszczęśliwić, ale np. gdy pojawią się na świecie Twoje wnuki, to Twoje dzieci będą chciały abyś zamieszkała z nimi i pomagała w ich wychowaniu. Przecież byłaś i jesteś świetną matką i z pewnością będziesz doskonałą babcią. To tylko moja propozycja scenariusza dla Ciebie, który może dałby Tobie trochę radości. Ale de facto chciałabym Ciebie skłonić to tego, abyś zaczęła marzyć i działać, aby te marzenia realizować.

374

Odp: rozwód po 30 latach

Przeszlosc ja tez wierze w ,ze to nie  koniec mojego zycia .Ale mam tez swiadomosc( jestem w wieku zblizonym do zuzki ) bez stabilnego zaplecza finansowego ,nic nie mozna zrobic .Dlatego ,ze bedac uczciwym nie zangazujesz sie w nowe znajomosci .
I tu zaczyna sie bledne kolo .I ten brak pozytywow .
Dzieci ,wnuki tak, wielkie szczescie .Ale nadal mimo wieku jestesmy kobietami ,nie matkami ,nie babciami ,kobietami .
I jako kobiety ,chcemy byc szczesliwe .Prozaiczny brak finansow blokuje nasz optymizm .Od czterech lat staram sie o prace  stala .Z pracy na czarno utzymuje sie .Za malo zeby zyc za duzo zeby umrzec .Takie sa realia .I dlatego wez sie w garsc w moim przypadku nie skutkuje .Wzielam sie ,ale od tego optymizmu mi nie przybylo .Zyje ,funkcjonuje ,usmiecham sie ,nawet smieje w glos .A poza glowa pika ,jak przezyje zime ? I co dalej ?

375

Odp: rozwód po 30 latach
obwarzanek napisał/a:

I co dalej ?

Właśnie.
Co dalej obwarzanku?
Będziesz marzyć i iść za marzeniami twardo i ostrożnie stapając po ziemi?
Czy staniesz i w inercji będziesz poszukiwać poczucia bezpieczeństwa?

376

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Jestem w trakcie rozwodu z winy męża. Nie potrafię sobie poradzić ze świadomością, że przez ostatnie pięć lat mój mąż prowadził podwójne życie- z kochanką ma czteroletniego syna. Przez ten cały czas cynicznie mnie i nasze dorosłe dzieci oszukiwał, wykorzystywał i okradał. Kiedy zorientował się, że,dowiedziałam się ( zupełnie przypadkiem) prawdy, przysłał mi smsa, że występuje o rozwód. Jestem załamana. Nie pracowałam zawodowo, teraz zostanę "z niczym". Ale najbardziej boli mnie to, że po przeszło trzydziestu latach nie zasłużyłam sobie nawet na to, żeby usłyszeć z jego ust prawdę.
Przeraża mnie każdy następny dzień, kładąc się spać marzę o tym, żeby już nigdy się nie obudzić. Niestety nawet usnąć mi się nie udaje.
Jestem pod opieką psychiatry, ale zaordynowane środki średnio działają. Czy któraś z użytkowniczek ma podobne doświadczenia? Jak sobie z nimi poradziła? Czy możliwe jest podniesienie się po czymś takim?

Zuziu,slyszalam kiedys ,ze mozna z kazdego kryzysu wyjsc.Mja sytuacja jest taka,ze zwiazalam sie z czlowiekiem absolutnie niereformowalnym-chodzi glownie o zdrady i alkohol.tkwilam w tym 2 lata,a przez prawie kolejne 2,cierpialam z powodu jego kolejnych zwiazkow.Pod koniec wrzesnia probowalismy sie zejsc-znow uwierzylam w iluzje.'Powrot trwal 3 dni.Wrocil do tej ostatniej kobiety,bo ona jest w ciazy.Od tego czasu moje zycie jest juz prawdziwym koszmarem.Ale zauwazylam tez,ze zaczynam nabierac dystansu,wiec jest troch lepiej.Nie mozna byc z kims,kto wyrzadzil,az taka krzywde.Nie mozna byc z kims,kto oszukuje.Wyobrazasz sobie tez,ze moglabys sie do niego przytulic?Polecam tez wizyte u psychologa,pomoze CI.Pzdr.

377

Odp: rozwód po 30 latach

Nie mam wyboru .Bez optymizmu  czy moze z okrojonym  optymizmem ,musze zyc .Dlatego ,ze chce zyc ,Zycie  cieszy mnie .Okruchy zycia raczej .Ale tez rozumiem ,ze kogos nie cieszy to co mnie .Ja wogole jestem zlepkiem pesymistki z otymistką .Albo inaczej .Nauczylam sie jak Scarlet O hara  mowic ,jutro o tym pomysle .A jutro przynosi nowe rozwiazania ,albo i nie .Zawsze jednak jest inne jutro .I wtedy sie zastanawiam ,nad jutrem .To na teraz  moj sposob na zycie .Nie polecam .Mnie pozwala przezywac skrajne sytuacje .Tak sobie radze .I jeszcze jak dopadna mnie zle mysli jak mantra powtarzanie ,zielone slonie z kokardkami :)pozwalaja uwolnic sie od zlych mysli .Takie wyparcie (z jakies ksiazki to wzielam ).albo bardziej wulgarnie ale tego nie napisze smile.Mnie pomaga ,ale wam nie musi .

378

Odp: rozwód po 30 latach
obwarzanek napisał/a:

Nie mam wyboru .Bez optymizmu  czy moze z okrojonym  optymizmem ,musze zyc .Dlatego ,ze chce zyc ,Zycie  cieszy mnie .Okruchy zycia raczej .Ale tez rozumiem ,ze kogos nie cieszy to co mnie .Ja wogole jestem zlepkiem pesymistki z otymistką .Albo inaczej .Nauczylam sie jak Scarlet O hara  mowic ,jutro o tym pomysle .A jutro przynosi nowe rozwiazania ,albo i nie .Zawsze jednak jest inne jutro .I wtedy sie zastanawiam ,nad jutrem .To na teraz  moj sposob na zycie .Nie polecam .Mnie pozwala przezywac skrajne sytuacje .Tak sobie radze .I jeszcze jak dopadna mnie zle mysli jak mantra powtarzanie ,zielone slonie z kokardkami :)pozwalaja uwolnic sie od zlych mysli .Takie wyparcie (z jakies ksiazki to wzielam ).albo bardziej wulgarnie ale tego nie napisze smile.Mnie pomaga ,ale wam nie musi .

Fajne to, co piszesz.
Kiedyś czytałam, że są dwa rodzaje szczęścia.
Pierwsze to takie dobre samopoczucie, które doświadczamy tu i teraz.
Drugie to szczęście pamiętane, czyli zadowolenie z życia.
Widzę, że ten pierwszy rodzaj masz opanowany a pracujesz nad drugim.
Pozdrawiam smile

379

Odp: rozwód po 30 latach

Po latach opanowalam drobinki szczescia .Jeszcze jestem zdrowa ( obok mnie skaka rak .kosi najblizszych ).
Opiekuje sie teraz  moja  matka (tata zmarl ,tez sie nim opiekowalam).
Czasem sil brak i zrozumienia .Mojego dla niej . I jej dla mnie .Nigdy nie byla dla mnie przyjaciolka ,raczej wrogiem (ciezko to zrozumiec w relacjach matka corka ).Staram sie .
Wiem nie zmienie jej ,nie naucze milosci .Moge zmienic siebie ,nauczyc sie akceptacji .Pomalu ,bardzo pomalu ucze sie .Czasem jeszcze wybuchne zalem ,za przeszloscia .Czesciej pozwalam na jej projekcje naszych relacji .

Ale to off topik .Sorry smile

380

Odp: rozwód po 30 latach

In-ka
To co zależy ode mnie nijak nie wpływa na moją sytuację. Nie jestem w stanie zmienić tego co się stało, nie jestem w stanie znaleźć sensownej pracy, która pozwoliłaby mi na samodzielne utrzymanie się, nie mogę wpłynąć na decyzję sądu, nie mogę znaleźć kupca na mieszkanie za cenę która pozwoliłaby mi kupić sobie samodzielny kąt a rachunki co miesiąc płacić muszę. Oczywiście mam pewien wybór -mogę wybrać czy kupić sobie szczoteczkę do zębów czy zjeść obiad....ale ta możliwość samodzielnego podjęcia takiej decyzji jakoś nie daje mi satysfakcji :-(
Odnoszę wręcz wrażenie, że wszelkie moje działania obracają się przeciwko mnie - "już niemąż"  wypunktował w swym piśmie do sądu moją pracę jako argument do obniżenia alimentów... Walczę ze sobą każdego ranka i każdego wieczora, żeby przeżyć kolejny dzień - aby móc wieczorem "zameldować" dzieciom na skypie,że jestem, że żyję.  Gdzieś czytałam, że człowiek do szczęścia potrzebuje równowagi między poczuciem bezpieczeństwa, relacjami rodzinnymi i zawodowymi - u mnie wszystkie one legły w ruinie :-( A będąc realistką wiem, że żadnej z nich nie uda mi się stworzyć na nowo. W tej sytuacji naprawdę trudno o optymizm. Nie znajduję też w sobie ani hartu ducha, ani ducha przekory aby "pomimo wszystko" szarpać się z życiem...

381

Odp: rozwód po 30 latach

Ismeno
Tak, ja też czytałam, że z każdego kryzysu można wyjść, tak samo jak czytałam, że każdy może zostać milionerem, oraz setki innych komunałów. Tyle tylko, że nie każdy wychodzi, nie każdy zostaje...
Masz rację, nie można być z kimś, kto wyrządził krzywdę. Tylko, że to implikuje kolejne problemy, bo zakłóca Twoje relacje również z innymi :-( Zaczynasz podświadomie obawiać się, że po raz kolejny zostaniesz zdradzona, oszukana, wykorzystana...i wycofujesz się z życia, zamykasz w sobie.
Ismeno jestem "pod opieką" psychologa, tyle, że pani nie za bardzo wie "co ze mną zrobić"... No bo ja nie mam "wydumanych" problemów  które można wyperswadować. Sama przyznaje, że tkwię po uszy w sytuacji bez wyjścia. Nie cierpię "na poczucie winy wobec "już nie męża", nie wpadłam w kompleksy z powodu porzucenia, nie ma we mnie agresji z która mogłaby walczyć...
Czasem myślę, że musi być jej ciężko z tym poczuciem, że tak jak ja, nie może nic zrobić...

382

Odp: rozwód po 30 latach

Przyszłość!
Trudno jest zmienić nastawienie jeśli wszystko wokół Ciebie się wali. Ciężko o optymizm jak wisi nad Tobą widmo niezapłaconych rachunków, jak musisz wszystko oszczędzać, nawet tak prosta przyjemność jak kąpiel w wannie jest dla Ciebie niedostępnym luksusem. Mój optymizm ( nienachalny) polega na tym, że wiem, iż kiedyś wreszcie zejdę z tego świata i to jest krzepiące, że wszystko się skończy. Boję się marzyć, snuć wizje - wydaje mi się, że w ten sposób oszczędzę sobie kolejnego rozczarowania, kolejnego zawodu. Jedyne pragnienie na jakie sobie pozwalam, to życzenie szybkiej śmierci w miarę możliwości z krótkim cierpieniem...

383

Odp: rozwód po 30 latach

Droga Zuzanno58,
Na początek praktyczna strona - nie pamiętam już, czy pisałaś czy nie, ale może masz mieszkanie? Może masz nieruchomość w dużym mieście i mogłabyś ją sprzedać i kupić uroczą kawalerkę w uroczym małym i tanim miasteczku? Czy Twoje dzieci nie mogą Cię wspierać choćby niewielkimi kwotami? Czy też żyją w nędzy, że nie mogą "odpalić" mamie po 200PLN? Może warto o tym otwarcie powiedzieć?

Jeśli chodzi o komunały, którymi nas karmią to rozumiem chyba w pełni. Też jestem z tych gorzej tresowalnych, nie wierzę w psychotechniki, afirmacje itp. Najbardziej śmieszą mnie pseudopsychologiczne poradniki o "drogach do szczęścia". W zasadzie to zadziwia mnie, że ktoś to czyta! Jednocześnie zazdroszczę, gdy ktoś wie za czym podążać: za bóstwami czy autorytetami filozofii życia.

Zupełnie nie wiem, czemu jesteśmy z tych, które wymierzają tak chętnie karę sobie. Mam pewną teorię, która może jest bzdurna. Otóż jesteśmy tego rodzaju wrażliwcami, że tworzymy bardzo silne i niezwykle intymne związki z ludźmi. Oczywiście najsilniejszy związek tworzymy z partnerem życiowym. Oddajemy siebie, "poświęcamy się", ofiarowujemy, same dla siebie jesteśmy na ostatnim miejscu, altruizm to nasze ja:). Uwielbiamy to, jesteśmy wyjątkowe i UWAGA co do zasady faceci rzadko zostawiają takie babki!!! Cierpimy bardziej, niż osoby teoretycznie po podobnych przejściach, ponieważ nikniemy razem ze związkiem. MY znikamy. Zatem zmagamy się z inną materią, niż zdrowe osoby w podobnej do naszej sytuacji. Zmierzam do tego, że nasza sytuacja nie jest do końca może podobna, tylko tak z zewnątrz wygląda... Taka teoryjka w chwilach wolnych powstała smile

Pozdrawiam ciepło.

384 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-11-12 21:50:29)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Przyszłość!
Trudno jest zmienić nastawienie jeśli wszystko wokół Ciebie się wali. Ciężko o optymizm jak wisi nad Tobą widmo niezapłaconych rachunków, jak musisz wszystko oszczędzać, nawet tak prosta przyjemność jak kąpiel w wannie jest dla Ciebie niedostępnym luksusem. Mój optymizm ( nienachalny) polega na tym, że wiem, iż kiedyś wreszcie zejdę z tego świata i to jest krzepiące, że wszystko się skończy. Boję się marzyć, snuć wizje - wydaje mi się, że w ten sposób oszczędzę sobie kolejnego rozczarowania, kolejnego zawodu. Jedyne pragnienie na jakie sobie pozwalam, to życzenie szybkiej śmierci w miarę możliwości z krótkim cierpieniem...

Zuzanno,
Rozumiem, że jesteś w mało ciekawym położeniu  ale zawsze jest wyjście z każdej sytuacji.
Ja nawet rozumiem Twoją niechęć do podzielenia się swoimi problemami finansowymi z dziećmi. To takie charakterystyczne dla Matki Polki.
Jednak byłoby mi strasznie przykro, czułabym uzasadniony żal i byłoby dla mnie niezrozumiałe, gdyby okazało się, że w podobnej sytuacji moi rodzice zatailiby przede mną taką informację. Nie uważam, że to jakaś ujma dla Ciebie zwrócić się do nich o pomoc. Jesteście rodziną a Ty nie potrzebujesz pieniędzy, żeby sfinansować swoe ekstrawaganckie wydatki czy fanaberie. Przemyś, proszę to jeszcze raz.

385

Odp: rozwód po 30 latach

Obwarzanku!
Zdaje się, że "mamy podobnie", to znaczy pozbyłyśmy się iluzji, że coś można zmienić, że coś od nas zależy....My niestety wiemy, że  już nie będziemy "życia pałaszować"tylko je żmudnie przeżuwać :-(
Masz mamę, która się opiekujesz, wobec której masz obowiązki ( wiem, że nie zawsze przyjemne, nieraz wymuszone na sobie samej) Możesz więc z tego czerpać jakąś satysfakcję, że jesteś potrzebna, że potrafisz powściągnąć odruchy niechęci, żalu. Zdaję sobie sprawę, że to nie może być źródłem radości, ale przynajmniej daje poczucie, że jest się "w porządku"wobec siebie samej.
Mam znajomą, samotną osobę ( pod osiemdziesiątkę) której czasem pomagam, robię zakupy, czasem zaniosę kawałek upieczonego ciasta, wymienię książki w bibliotece. Ona też ma córkę w Anglii i dwie wnuczki, które w zasadzie zna z fotografii i z którymi wymienia tylko uwagi typu " hello" - one nie znają polskiego - ona angielskiego. Kiedy patrzę na nią, widzę swoją starość - i zbiera mi się na płacz.
Masz rację, że dzieci, wnuki nie mogą wypełnić kobiecie życia. One muszą iść swoją drogą a babcia - no cóż tak jak żona - fajnie jak jest użyteczna, ale gdy przestanie być potrzebna, bez pardonu zostanie odsunięta na "tylnią" pozycję...

386

Odp: rozwód po 30 latach
marmolada1984 napisał/a:

Zupełnie nie wiem, czemu jesteśmy z tych, które wymierzają tak chętnie karę sobie. Mam pewną teorię, która może jest bzdurna. Otóż jesteśmy tego rodzaju wrażliwcami, że tworzymy bardzo silne i niezwykle intymne związki z ludźmi. Oczywiście najsilniejszy związek tworzymy z partnerem życiowym. Oddajemy siebie, "poświęcamy się", ofiarowujemy, same dla siebie jesteśmy na ostatnim miejscu, altruizm to nasze ja:). Uwielbiamy to, jesteśmy wyjątkowe i UWAGA co do zasady faceci rzadko zostawiają takie babki!!! Cierpimy bardziej, niż osoby teoretycznie po podobnych przejściach, ponieważ nikniemy razem ze związkiem. MY znikamy. Zatem zmagamy się z inną materią, niż zdrowe osoby w podobnej do naszej sytuacji. Zmierzam do tego, że nasza sytuacja nie jest do końca może podobna, tylko tak z zewnątrz wygląda... Taka teoryjka w chwilach wolnych powstała smile

Zdaje się, że w powyższym opisie wiele jest z definicji KKZB.
Radzę Tobie, marmolado, abyś przestała użalać się nad swoją sponiewieraną wyjątkowością tylko zaczęła żyć w realnym świecie.

387

Odp: rozwód po 30 latach
Przyszłość napisał/a:

Zdaje się, że w powyższym opisie wiele jest z definicji KKZB.
Radzę Tobie, marmolado, abyś przestała użalać się nad swoją sponiewieraną wyjątkowością tylko zaczęła żyć w realnym świecie.

Dzięki wielkie za radę! Na pewno skorzystam!

388

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio!
Pewnie zaskoczę Cię po raz kolejny, ale ja swoje wady doskonale znam. Powiem Ci więcej, nawet je lubię. A poza tym, według mojego rozeznania, każda wada w pewnych okolicznościach może okazać się zaletą...
Co do narcyzmu - według psychiatrii to zaburzenie osobowościowe - miło mi Ci donieść, że specjaliści takowego u mnie nie zdiagnozowali, ergo jesteś lepsza od nich.
Narcyzm utożsamiany jest niejednokrotnie z egoizmem - no cóż wygląda na to, że raczej miałam go za mało, niż za dużo.
Muszę się zgodzić z Tobą, że od tego, czy się zrozumiemy, czy nie faktycznie nic się nie zmieni. W języku dyplomatycznym taką sytuację określa się formułką "strony poinformowały się o swoich stanowiskach" :-)

389

Odp: rozwód po 30 latach

Konfiturko
Jest wiele racji w tym co piszesz. Z wrażliwością jest jak ze skórą - jedni mają grubszą, drudzy cieńszą i w związku z tym inaczej odbierają bodźce, dlatego trudno porównywać czyje cierpienia są lżejsze. W tych sprawach trudno o obiektywizm.
Na razie jestem właścicielką połowy mieszkania - mam spłacić połowę "już nie męża"...złożyłam apelację, czekam na jej termin. Z tego co się orientuję, to jeśli sąd apelacyjny utrzyma w mocy decyzję nie będzie mnie stać na nic.
Jeśli nawet przyzna całe mieszkanie mnie, to kawalerka w małym miasteczku....prawdę powiedziawszy nie pociąga mnie :-) Tutaj mam przyjaciół, na razie "pracę" i choćby teoretycznie jakieś możliwości... Tam nie będę miała nic :-( poza czterema kątami. Mam psychiczną klaustrofobię na miejscowości, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, gdzie mielą się plotki - bo czymś żyć trzeba, gdzie do rangi "wydarzenia" urasta ślub lub pogrzeb kogoś z miejscowej "elyty". Wiem, że w mojej sytuacji nie powinnam wybrzydzać, ale ciężko w moim wieku "wrastać" w nowe środowisko. Jakoś nie widzę się w tym, że w kaloszkach będę brnęła do przystanku PKSu aby dojechać do lekarza.
Dzieci doskonale zdają sobie sprawę z mojej sytuacji i pomagają ( także finansowo) - gdyby nie to, już komornik stukałby do moich drzwi. Dlatego też chciałabym utrzymać mieszkanie w moim mieście, aby po mojej śmierci miały możliwość łatwiejszej go sprzedaży.

390

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna mnie łatwiej chyba wychodzi tworzenie wizji życia innych niż sowjego. Pisałam ci już kiedyś.
Wyjeżdżasz do dzieci. Tam przez jakiś czas mieszkasz u któregoś z nich.
W międzyczasie szukasz pracy  np. prowadzenie domu. Ekskluzywnego domu. Ty się nie nadajesz na sprzątaczkę. Umiesz zorganizowac przyjęcie, upiec ciasto, zrobić sweter na drutach. Uwierz mi, współczesne kobiety nie przepadają za prowadzeniem domu. A ty nie jesteś dla nich zagrożeniem.
To tylko takie moje pomysły. Za młoda jesteś na to umieranie. Życie płata figle. A jeśli bedziesz żyła do setki?:)



Twoje dzieci wyjechały, bo nie widziały tu perspektyw. Może ty też powinnaś. To chyba normalne, że boimy się nowego.

Posty [ 326 do 390 z 1,226 ]

Strony Poprzednia 1 4 5 6 7 8 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024