rozwód po 30 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 1,226 ]

196

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:
zbudzona79 napisał/a:

MoniaCo - oczywiście mogłabym robić gdybym miała na surowce - inwestowanie w ciemno w materiały jest w mojej sytuacji mocno ryzykowne. Robię różne drobiazgi na prezenty dla znajomych, ale zarobkowo? To bardzo czasochłonne i raczej mało opłacalne w dobie kiedy w szmateksie można kupić szalik za złotówkę.


Dobrze rozumiem, że robisz na szydełku? Już robię zamówienie na czapkę dla mojej córeczki.

Tak, dziubię na szydełku i na drutach. Z przyjemnością zrobię czapkę dla Twej córeczki.Podaj tylko obwód główki kolor czapeczki i fason, oraz czy ma to być czapeczka "na teraz" czy zimowa?
Pozdrawiam

Wysłałam Ci maila, bardzo Ci dziekuję za odpowiedz. Napisz co z ta ew praca w biurze podrózy?

Zobacz podobne tematy :

197

Odp: rozwód po 30 latach
zbudzona79 napisał/a:
Zuzanna 58 napisał/a:
zbudzona79 napisał/a:

MoniaCo - oczywiście mogłabym robić gdybym miała na surowce - inwestowanie w ciemno w materiały jest w mojej sytuacji mocno ryzykowne. Robię różne drobiazgi na prezenty dla znajomych, ale zarobkowo? To bardzo czasochłonne i raczej mało opłacalne w dobie kiedy w szmateksie można kupić szalik za złotówkę.


Dobrze rozumiem, że robisz na szydełku? Już robię zamówienie na czapkę dla mojej córeczki.

Tak, dziubię na szydełku i na drutach. Z przyjemnością zrobię czapkę dla Twej córeczki.Podaj tylko obwód główki kolor czapeczki i fason, oraz czy ma to być czapeczka "na teraz" czy zimowa?
Pozdrawiam

Wysłałam Ci maila, bardzo Ci dziekuję za odpowiedz. Napisz co z ta ew praca w biurze podrózy?

Maila nie dostałam :-( Może spróbuj jeszcze raz. Praca chyba będzie . Muszę jeszcze załatwić medycynę pracy, mam nadzieję, że dostanę zgodę. Oficjalnie mam zacząć od 1 października, ale już pod koniec tygodnia mam wpaść zapoznać się z jej charakterem :-))) Jutro odbiorę ostateczną wersję pisma apelacyjnego - w czwartek ją złożę, to "ostatni dzwonek".

198

Odp: rozwód po 30 latach

zuzanna. to pierwszy krok i start....
reszta sie pojawi, zpobaczysz

199 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-09-24 10:20:46)

Odp: rozwód po 30 latach

no i proszę Zuza układa się ...
lepiej czytać takie wieści niż poprzednie

200

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, będziesz jeszcze bardzo zadowolona, że wyszłaś "do ludzi". Reszta też jakoś pójdzie. Musi:)

201

Odp: rozwód po 30 latach

Trzymam kciuki smile

202

Odp: rozwód po 30 latach

trzymam kciuki!!!!!!!! Mój mail: m_197_m@interia.pl
Jesli możesz odezwij sie to odpowiem. Pozdrawiam

203

Odp: rozwód po 30 latach

End- Aluzja, In-ka, Bet, Weronika i Wszystkie kibicujące mi NetKobiety
Dziękuję za wsparcie.
Stojąc nad przepaścią zrobiłam pierwszy krok;-)
Prawnik raczej sceptycznie odniósł się do możliwości cofnięcia przez sąd apelacyjny samego rozwodu. Jego zdaniem to raczej przegrana sprawa - "nowe" dziecko to ważki argument za tym, aby utrzymać go w mocy. Natomiast wykazuje umiarkowany optymizm co do walki o wyższe alimenty i sprawiedliwszy podział majątku - optuje za tym aby mieszkanie przyznano tylko mi. Dziś składam papiery i zacznę czekać na termin rozprawy apelacyjnej. Niestety ostrzegł mnie również, że do czasu jej rozstrzygnięcia, mąż ma prawo nie przysyłać mi zasądzonych alimentów :-( Obawiam się, że mój małżonek może skorzystać z tego prawa, choćby po to, aby mi skutecznie "dokopać" za utrudnianie mu drogi do szczęścia. Jego dotychczasowe postępowanie pozbawiło mnie złudzeń, że potrafi zachować się szlachetnie. Jak ktoś raz zaczął się staczać nie zatrzyma się prędzej niż na samym dole :-( a on już w naszych ( dzieci i moich) wszystko stracił, więc niema żadnych hamulców.
"....Nic -tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość
                                                             i zatrata
Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie
                                                             ma świata?"...

204

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, może jesteś na mnie zła za moje komentarze, ale CHCIAŁAM obudzić w Tobie wolę walki. Po prostu nie jestem w stanie inaczej zareagować, jeżeli ktoś mówi lub pisze o beznadziei życia.

SUPER, ŻE WALCZYSZ!!! A o mieszkanie, w obecnej sytuacji warto zawalczyć, czemu nie?

Powodzenia, trzymam kciuki smile

205

Odp: rozwód po 30 latach

Kathy 08
Ależ skąd Ci to przyszło do głowy, że jestem na Ciebie zła???
Jestem Ci wdzięczna  za uwagi,tak samo jak wszystkim innym. Jak to mówiła Samozwaniec " Gorzkie pigułki najkorzystniej się odbijają" :-)
Życzę Ci miłegodnia

206

Odp: rozwód po 30 latach

Dostałam warunkową zgodę na pracę :-) Wprawdzie lekarz  mocno głową kręcił, zaznaczył,  że absolutnie żadnych czynności wysiłkowych, ale w końcu podpisał papier na rok. Czyli jutro zaczynam staż jako pracownik umysłowy :-)))) Z tego co się zorientowałam, moja praca będzie głównie polegała na siedzeniu....szefunia już zapowiedziała, żebym sobie ciekawą książkę przyniosła, bo raczej tłumów się nie należy spodziewać....
Nadal chęci do życia mam blisko zerowe, ale zaczyna do mnie docierać, że "jakoś" powinnam je z siebie wykrzesać. Tylko jeszcze nie wiem jak. Samotność  nadal mnie dobija, najgorsze są weekendy - a kiedyś tak na nie czekałam :-(
Ale miało być pozytywnie, więc już nie marudzę.
Pozdrawiam wszystkie wspaniałe netKobiety

207

Odp: rozwód po 30 latach

Cześć Zuzanno. Daj znać jak minie pierwszy dzień w pracy. Bardzo Ci kibicuję. 

Pozdrowiam ciepło.

208

Odp: rozwód po 30 latach

Dziękuję Ci "Konfiturko" za kibicowanie. Opowiem jak było;-) Na razie "dospać" nie mogłam,żeby się nie spóźnić na 10 :-)))
Miłego dnia.

209

Odp: rozwód po 30 latach

Powodzenia w pracy!!!
Teraz się przyznam, otóż w rodzinie rok temu wystąpiła taka sytuacja ,wypisz wymaluj, jak Twoja. Z tym wyjątkiem, że osoba ta miała pracę i ta praca bardzo Jej pomagała się pozbierać.
Więc, mam pewność, że to działa.

210

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza ty dzielna dziewczynko wink poukłada się ...

211

Odp: rozwód po 30 latach

Oj tam, oj tam zaraz "dzielna dziewczynka" :-) Nie czuję się ani dzielna, ani silna :-(
Praca to w końcu nie moja zasługa, tylko niebotyczny gest mojej przyjaciółki.
Pierwszy dzień lajtowy był jak rzadko. Czekał na mnie firmowy kubek z aromatyczną, również firmową kawą. Klientów ani na lekarstwo - więc zapoznałam się z aktualną ofertą wycieczek, papierami różnorakimi, pieczątką, zszywaczem itp. A następnie czytałam "Złodziejkę książek"... O 13.30 przyszła szefowa i stwierdziła, że już dość na dziś się napracowałam i mam iść do domu, bo ona też chce sobie w pracy posiedzieć :-)))

212

Odp: rozwód po 30 latach

Jak minął ten pierwszy dzień samodzielnej kobiecie? wink

Też kibicuję, niewiele dorzucam ale dużo mnie nie ma na forum więc wpadam i wypadam. Mnie pomogło i pomaga.

213

Odp: rozwód po 30 latach

Kathy 08
To krzepiące co napisałaś... A ja myślałam, że to tylko mój już nie małżonek wspiął się na szczyt wredności, a tu się okazuje, że miał poprzedników. Mam nadzieję, że tej kobiecie z Twojej rodziny ułożyło się pomyślnie. Co do siebie takowej nadziei nie mam, ale staram się jak mogę.
" Smutek mnie obrósł kamieniem
i trwam wspaniale żałobny
Kto ja jestem? kamień nagrobny
Z wyrytym Twoim imieniem."

214

Odp: rozwód po 30 latach

Renesans
Dziękuję za kibicowanie. To dla mnie bardzo wiele znaczy.... Gdy czytam Wasze rady i słowa wsparcia, nie czuję się taka opuszczona i "do niczego". Większość z Was ma za sobą te chwile, które ja teraz przeżywam i budujące dla mnie jest to, że dzielicie się ze mną swoimi doświadczeniami.

215

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Gdy czytam Wasze rady i słowa wsparcia, nie czuję się taka opuszczona i "do niczego". \

a ty "babo" jedna wink jaka do niczego?
do wszystkiego jesteś !!!
i tyle nas takich bab na świecie - całe mnóstwo Zuzanko
zaświeci słoneczko, zaświeci, tylko szanse mu daj ... gdy te czarne chmurska sobie przepłyną smile

216

Odp: rozwód po 30 latach

wyslij nam ofertę zuzanka
jak będę planowac wakcje, to czemu nie u ciebie, będzie prowizja;)

217

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Kathy 08
To krzepiące co napisałaś... A ja myślałam, że to tylko mój już nie małżonek wspiął się na szczyt wredności, a tu się okazuje, że miał poprzedników. Mam nadzieję, że tej kobiecie z Twojej rodziny ułożyło się pomyślnie. Co do siebie takowej nadziei nie mam, ale staram się jak mogę.

Cóż, okazuje się, że Twój małżonek miał poprzedników. Osoba , o której wspomniałam przeżyła ten swój rozwód dokładnie rok temu. Dla nas wszystkich też było to szokiem. Kobieta walczy cały czas, ma okresy lepsze i gorsze, ma też co prawda lepszą sytuację finansową (pracuje obecnie też na niepełny etat) , ale Jej "dom marzeń" został sprzedany...
A "ex_małżonek" (po 60-tce) używa życia randkując w najlepsze.

218

Odp: rozwód po 30 latach

Kathy 08
Na moje pocieszenie "już nie mój małżonek" raczej nie randkuje. Chyba zgłębia tajniki wychowania przedszkolnego :-)))) Ewentualnie biega za trójkołowym rowerkiem, co przy jego podagrze musi mu sprawiać "prawdziwą przyjemność" ;-)

219

Odp: rozwód po 30 latach

End- Aluzja
Dzięki za akces. Jak będzie coś fajnego, dam znać, choć nie jestem na prowizji, tylko na stałej pensji. Ale może premia....:-)

220

Odp: rozwód po 30 latach

Doskonale czuję co pisze Zuzanna, przeszłam przez piekło rozwodu, teraz przez gehennę podziału majątku.
właściwie to ugór w Polsce i powinnyśmy wszystkie zawalczyć o to, żeby to zmienić.

Intensywnie pracowałam, ale... wszystkie rachunki są na mojego byłego męża - do głowy mi nie przyszło, że spotka mnie to, co mnie spotkało...
tu prawo polskie nie działa - co z tego, że spędziło się razem 25 lat? co z tego, że jest dziecko, firma, dom?
Kto ma rachunki, ten w polskim sądzie jest wygrany.

221

Odp: rozwód po 30 latach

Ja myślę kobiety, że należy pomyśleć co z tym zrobić. Los samotnych matek, kobiet w Polsce jest zły. Alimenty głodowe.
My walczymy w pojedynkę. Trzeba to nagłaśniać, jakoś się zebrać. Teoretycznie prawo jest ok, ale decyzje sądów najczęściej ewidentnie krzywdzące. Wiecie, żeby mnie zdradzający mąż straszył rozwodem i alimentami na dzieci... To chyba coś nie tak.
A najgorsze, że on ma rację. Dużo jest do zmiany w naszym kraju. Coraz to nowe przywileje dla mężczyzn. Górnicy potrafią wyjść na ulicę, walczyć solidarnie o swoje. A my...?
Namawiam do działania. To się musi zmienić. Za dużo ludzkich zwykłych dramatów. W bardzo prosty sposób można tego uniknąć. Tylko musiałaby być większa presja.

222

Odp: rozwód po 30 latach

hmm
ale istnieją możliwości zabezpieczenia się, tylko no cóż może nie pasują do myślenia - kocham i ufam...
zawsze można spisać rozdzielność majątkową, ja wiem, że nie przychodzi to do głowy
nie są popularne w naszym kraju - intercyzy, itd. chociaż powoli zaczyna się to zmieniać i dobrze...
warto myśleć - a co będzie jak nie wszystko pójdzie zgodnie z moim planem ?
ale oczywiście, wybór każdej z nas

223

Odp: rozwód po 30 latach

To co Dziewczyny? Organizujemy się i zakładamy Partię Zdradzonych Żon? Podejrzewam, że miałybyśmy absolutna większość w sejmie.

224 Ostatnio edytowany przez mila27 (2014-10-03 23:10:51)

Odp: rozwód po 30 latach

No to ja sie zapisuje,tak jak biebrzyk przechodze gehenne podzialu majatku,jestem jak najbardziej za.Zuzanna ,czytam Twoje forum od poczatku i bardzo Ci kibicuje.Pamietaj ,sila jest w nas,damy rade.  .

225

Odp: rozwód po 30 latach

To, że jesteśmy zdradzone jest sprawą drugorzędną. Raczej znaczenia ma to, że nasi mężowi założyli sobie drugie rodziny no i postarali się żeby było im jak najłatwiej. Prawo sobie, a życie sobie. Niby są zapisy, że poziom życia powinien pozostać taki jak byśmy nadal byli razem ( myślę np o dzieciach). Jednak z góry wiadomo, że tak nie jest. Kiedy 3 lata temu mąż zaczął zdradzać i olewać naszą rodzinę doznałam szoku. Uważałam, że spotka go kara. Wystąpię o rozwód. Wyliczyłam jakie są koszty utrzymania rodziny ile średnio wydawaliśmy na dzieci, na dom. Okazało się, że rozwód jest dla zdradzającego mężczyzny prezentem, a ja mając czwórkę dzieci jestem ugotowana. Ten śmieje mi się w twarz. Wśród zdradzających, rozwodników uchodzi wręcz za szczodrego. Komuś w głowie się nie mieści, że można wydawać po kilka tysięcy złotych na narty dla dzieci. Po kolei dzieci tracą wszystkie zajęcia na które przez lata uczęszczały. To jest zgroza.
Mam raczej wrażenie, że sądy dbają o wygodę mężczyzny niż o dobro dziecka.
Sprawa jest poważna. Coraz więcej kobiet jest w podobnej jak my sytuacji. I wcale sobie nie żartuję z tym, żeby się zorganizować.
Zobaczcie jak mężczyźni walczą o swoje prawa. Mają urlop tacierzyński. mimo żałosnych alimentów czują się pokrzywdzeni, że dziecko jest z matką. Walczą solidarnie o swoje. Nie poprą kobiety. Poprą nawet najgorszego. Działają!!!
A my sobie żartujemy " kobiety zdradzone". A może "okradzione " w zgodzie z prawem.
Trzeba dążyć do zmiany decyzji sądów. Nagłaśniać te krzywdzące. Trzymać się solidarnie. We Francji podobno podział majątku uwzględnia to z pozostają dzieci. U nas w ogóle nie. No to gdzie te dzieci mają mieszkać?!!!
Nam się nie chce coś działać na rzecz innych kobiet. Każda z skupia się na sobie, na swojej rodzinie. Nie mamy na to nawet czasu.
Czytam czasem komentarze w internecie. Piszą tam o alimentach różnych znanych i majętnych osób. Ludzie oburzają się, jaka to pazerna kobieta tyle chce pieniędzy. Plują się kobiety. Faceci temu przyklaskują.
Mamy teraz Panią Premier:) może warto napisać jakąś petycję. Naświetlić sytuację kobiet. Może jakiś dokument. Opisać kilka historii.
Żyłam wiele lat w nieświadomości. Wiedziałam, że są rozwody, są alimenty. Gdybym może kiedyś zobaczyła jakiś reportaż, gdyby o tym było głośno to może zabezpieczyłabym jakoś swoją przyszłość. Alimenty... Szkoda, że nie wiedziałam jakie to są kwoty i jak się mają do realnego życia. Nie wierzyłam jak koleżanka po rozwodzie powiedziała się: 800 zł. Ja myślałam, że śnię...
Pewnie, że to zależy od poziomu życia. I tu jeszcze jedno moje spostrzeżenie. Rozwód jest dobry dla ludzi, którzy i tak niewiele mają, albo ich partnerzy niewiele zarabiają. Często jest jednak tak, że jeśli mężczyzna dobrze zarabia a kobieta dużo mniej, jest na niej presja, żeby wyrównała te dysproporcje pracą domową. Na rozwodzie wychodzi fatalnie.
Jeśli prawnik z wieloletnim doświadczeniem mówi mi, że rozwód jest prezentem, że mając jedno dziecko obracam się na pięcie i odchodzę a mając czwórkę dzieci...
Dlaczego?!!! Przecież to niesprawiedliwe. Taki facet powinien srać w gacie przed rozwodem. A ja i moje dzieci powinniśmy spać spokojnie. Jedyną przykrą rzeczą powinno być rozstanie a nie finanse.
Nie chroni się rodziny, dzieci. Ile jest kobiet, które zostają same jak dziecko okazuje się chore. Faceci często się zmywają. Kobiety zostają same z chorym dzieckiem i bez środków do życia.
Czy tak trudno jest zapobiec ludzkim dramatom. Nie traktujesz rodziny poważnie, ponoś tego konsekwencje finansowe. Ile pieniędzy z budżetu idzie na zasiłek alimentacyjny. Wystarczy, żeby były surowsze kary. Co szkodzi zmienić nawyki w sądach. Może mniej będzie nędzy. Dzieci z których naśmiewają się rówieśnicy.
Widziałam wczoraj na basenie dzieciaki. Jedna dziewczyna do drugiej: masz dziurę na kolanie. Wiedziałaś o tym!!!
Szydzi się z biednych. Dlaczego nasze sądy mając narzędzia temu nie zapobiegają. Dlaczego bardziej troszczą się o to , za co będzie żyła osoba porzucająca rodzinę...?
Zuzanna, gdybyś miała spokojną stabilną sytuację finansową byłabyś w takiej depresji. Przeżywałabyś, byłoby ci przykro.
Ale ty po prostu boisz się za co będziesz żyła?
Mieszkanie w 2/3 Twoje. Alimenty chociaż 800, 1000 zł. + twoja praca na pół etatu i możesz normalnie żyć.
Rozpisałam się. Ale liczę na was. Umiesz ładnie pisać Zuzanna. Bardzo chciałabym, żeby sytuacja w Polsce się zmieniała.
Aby normą stały się wysokie alimenty, takie które nawet czasem walą po kieszeni. ale gwarantują osobom niewinnym rozstania, poszkodowanym życie na poziomie dotychczasowym!!!
No i żeby nie było dysproporcji, że jeden z rodziców spędza wakacje w drogim hotelu a tymczasem jego dzieci siedzą w domu i mogą sobie pozwolić najwyżej na nową parę butów.

226

Odp: rozwód po 30 latach
bet napisał/a:

To, że jesteśmy zdradzone jest sprawą drugorzędną. Raczej znaczenia ma to, że nasi mężowi założyli sobie drugie rodziny no i postarali się żeby było im jak najłatwiej...
Alimenty... Szkoda, że nie wiedziałam jakie to są kwoty i jak się mają do realnego życia. Nie wierzyłam jak koleżanka po rozwodzie powiedziała się: 800 zł. Ja myślałam, że śnię...
(...)
Jeśli prawnik z wieloletnim doświadczeniem mówi mi, że rozwód jest prezentem, że mając jedno dziecko obracam się na pięcie i odchodzę a mając czwórkę dzieci...
Dlaczego?!!! Przecież to niesprawiedliwe. Taki facet powinien srać w gacie przed rozwodem. A ja i moje dzieci powinniśmy spać spokojnie. Jedyną przykrą rzeczą powinno być rozstanie a nie finanse.
Nie chroni się rodziny, dzieci.(...)
Czy tak trudno jest zapobiec ludzkim dramatom. Nie traktujesz rodziny poważnie, ponoś tego konsekwencje finansowe. Ile pieniędzy z budżetu idzie na zasiłek alimentacyjny. Wystarczy, żeby były surowsze kary. Co szkodzi zmienić nawyki w sądach. Może mniej będzie nędzy. Dzieci z których naśmiewają się rówieśnicy.

Szydzi się z biednych. Dlaczego nasze sądy mając narzędzia temu nie zapobiegają. Dlaczego bardziej troszczą się o to , za co będzie żyła osoba porzucająca rodzinę...?
(...)Bardzo chciałabym, żeby sytuacja w Polsce się zmieniała.
Aby normą stały się wysokie alimenty, takie które nawet czasem walą po kieszeni. ale gwarantują osobom niewinnym rozstania, poszkodowanym życie na poziomie dotychczasowym!!!
No i żeby nie było dysproporcji, że jeden z rodziców spędza wakacje w drogim hotelu a tymczasem jego dzieci siedzą w domu i mogą sobie pozwolić najwyżej na nową parę butów.

Masz rację wink
NIEWIEDZA szkodzi. Osławiona "nieznajomość prawa nie zwalnia" ani od odpowiedzialności ani od skutków sad
Szczególnie jeżeli na dokładkę się nie słucha... np. prawnika wink
Tzw. narzędzia nawet w naszym prawie są - TYLE, że nie są przymusowe.
Ale że panie "u nas" to zazwyczaj niepoprawne romantyczki... To jest jak jest. W tych "lepiej ustawionych" krajach żadna babeczka się nie patyczkuje ani nie waha w kwestiach podpisania intercyzy czy innej umowy ślubnej. Za to ŻADNEGO fundusz alimentacyjnego ani na lekarstwo tam nie ma wink i tak należy wychować nasze córki...
Po prostu - nasze życie w naszych rękach... nie mężowskich wink

Hmmm Partia? To może byc ciekawa nowinka smile będę popierać!

227

Odp: rozwód po 30 latach

Witam wszystkich serdecznie ..chciałabym się podzielić tym co mnie w życiu spotkało,bo nie mam już do kogo się odezwać,niedawno skończyłam 50 lat i moje życie legło w gruzach,odeszłam od męża alkoholika który poniżał mnie na każdym kroku i dręczył psychicznie,nie wytrzymałam tego w ciągu 6 miesięcy schudłam prawie 30 kilo,wszyscy się ode mnie odwrócili ,najgorsze było jak mnie pobił,ulitowałam się bo myślałam że może jeszcze coś uratuję i nie zrobiłam obdukcji...to był błąd który on teraz wykorzystuje przeciwko mnie,zaczęłam pomału życie na nowo ale on nie chce dać mi rozwodu bo mój dobytek dostałam w darowiźnie od rodziców i boi się że po rozwodzie zostanie z niczym...kiedyś uwielbiałam się śmiać,byłam osobą bardzo wesołą a teraz jestem wrakiem,stale płaczę ,nie mam przyjaciół,nie mam z kim wyjść na spacer czy zwyczajnie porozmawiać...czy ktoś miał podobny problem ,proszę o radę co mam robić jestem już bezsilna i samotna

228

Odp: rozwód po 30 latach

To,co pisze Bet, to święta prawda...
Rzeczywiście problemem podziału majątku i zabezpieczeniem swej przyszłości zajmujemy się dopiero w momencie rozwodu :-(((( Dlaczego? Bo zakładamy, że jesteśmy kochane tak, jak same kochamy i w związku z tym, nie wyobrażamy sobie, iż najbliższa nam osoba może nas skrzywdzić. Sprawy "normalnych", nie prominenckich, rozwodów nie są nagłaśniane, w związku z tym nie zdajemy sobie sprawy, iż zasądzane są śmieszne alimenty, że mimo paragrafu 3 artykułu 56, rozwodem nagradzany jest małżonek winny, że sędziowie traktują sprawy rozwodowe bardzo schematycznie, nie zadając sobie trudu dokładnego zapoznania się ze sprawą.
Może warto byłoby tę wiedzę jakoś upowszechnić, uczulić kobiety, by bardziej dbały o swoje własne interesy, zamiast bezgranicznie ufać i poświęcać się dla rodziny. Z własnego doświadczenia wiem, że niestety nie jest to doceniane, ani nagradzane :-(((
Powinnyśmy się jakoś "skrzyknąć" i wspólnie opracować jakiś modus operandi ,który pozwoliłby położyć kres takim sytuacjom.
Niedawno spotkałam koleżankę, która dowiedziawszy się o mojej sytuacji powiedziała : " Zaczynam się bać. To może spotkać każdą z nas ". Obawiam się, że ma słuszność, kolejne, takie jak mój, wyroki rozwodowe stwarzają niebezpieczny precedens i zachęcają mężów do rozwodów.

229

Odp: rozwód po 30 latach
Dstokrotka napisał/a:

Witam wszystkich serdecznie ..chciałabym się podzielić tym co mnie w życiu spotkało,bo nie mam już do kogo się odezwać,niedawno skończyłam 50 lat i moje życie legło w gruzach,odeszłam od męża alkoholika(...)
on nie chce dać mi rozwodu bo mój dobytek dostałam w darowiźnie od rodziców i boi się że po rozwodzie zostanie z niczym...kiedyś uwielbiałam się śmiać,byłam osobą bardzo wesołą a teraz jestem wrakiem,stale płaczę ,nie mam przyjaciół,nie mam z kim wyjść na spacer czy zwyczajnie porozmawiać...czy ktoś miał podobny problem ,proszę o radę co mam robić jestem już bezsilna i samotna

Kochana - pewnie co druga, trzecia czy czwarta miała podobnie wink
Tylko - CO TO zmienia? Lepiej się poczujesz w tłumie?
Ponieważ sprawę dorobku czyli majątku rozpatruje się w innym sądzie (i w innej sprawie) niż sprawa "zupełnego i trwałego rozpadu pożycia" czyli rozwodu... To On się może sobie "dawać" bądź "nie dawać" do upojenia. TO Sąd zdecyduje czy OWE przesłanki zostały spełnione i wyda wyrok. Od dowodów zależy czy rozwiąże małżeństwo czy odmówi jego rozwiązania. On może nawet do sądu się nie stawiać złośliwie - proszę bardzo - zapadnie najwyżej wyrok zaoczny. Byleś nie dała się "zbałamucić' i do pożycia intymnego w przeciągu 6 miesięcy nie dała się skłonić wink
W POWAŻNYCH sprawach liczą się poważne działania. Dlatego: MARSZ do prawnika. Nawet darmowe tego typu usługi można spotkać. przy gminnych ośrodkach, MOPS-ach itp.
No i zawsze jeszcze istnieje instytucja SEPARACJI (uznawana nawet przez kościół!)
Trzymaj się kobieto. I pisz wink

Zuzanna 58 napisał/a:

... nie zdajemy sobie sprawy, iż zasądzane są śmieszne alimenty, że mimo paragrafu 3 artykułu 56, rozwodem nagradzany jest małżonek winny, że sędziowie traktują sprawy rozwodowe bardzo schematycznie, nie zadając sobie trudu dokładnego zapoznania się ze sprawą.
.

Zadają, zadają... INO - panie zdradzone a obrażone FUNDUJĄ panom ten rozwód same.
WINNY rozpadu małżeństwa nie otrzyma rozwodu z WŁASNEGO wniosku! Taki jest zapis w tym "niedobrym prawie" polskim. Nota bene moja teściowa - kobieta bardzo religijna, nie zgadzała się na rozwód przez długie lata. "Pan" okupił wolność przysłowiową "krwią i blizną". Ciężko o nią walczył i słono zań zapłacił. A żadna z teściowej prominentka. Po prostu - nie kierowała się żadną urażoną dumą a wpojonymi wartościami, tu akurat religijnymi. I na tym właśnie "wygrała", choć z rozwodem nigdy się nie pogodziła.
Nie trzeba się unosić dumą a rozsądkiem... Bo co komu z tłumaczenia, że "nie zdajemy sobie sprawy" albo "nie wiedziałam"?
Także w tych "lepszych" krajach rozwód traktuje się jak batalię, a nie zadośćuczynienie dla urażonych. Taka to różnica.
DLATEGO EDUKACJA jest tak bardzo istotna i uświadamianie konsekwencji prawnych WŁASNYCH DECYZJI (pole dla działań owej hipotetycznej partii).
Tu nie ma miejsca na żadne romantyczne porywy - TYLKO twarda walka; "jeńców się nie bierze".

230

Odp: rozwód po 30 latach

Mylisz się Anhedonia
Mój już "niemąż", winny i uznany za takowego przez sąd, otrzymał rozwód na własny wniosek:-( Sędzina argumentowała, iż sprawiedliwiej jest chronić "nową rodzinę" powoda niż dawać ochronę skrzywdzonej pozwanej żonie. Niestety takie mamy prawo.

231

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonia, to nawet nie chodzi o nieznajomość prawa. Bo prawo teoretycznie jest ok. Ale decyzje sądów są moim zdaniem przegięciem. Nie przestrzeganiem tego prawa. I nie chodzi o samą edukację. Nie chciałabym aby małżeństwo było traktowane biznesowo.
Ponad 3 lata nie mieszkam z mężem. Nie rozwiodłam się do tej pory. Dzieci z ojcem się nie widują. Przez 5 dni w tygodniu widzą jego samochód, czasem jego, ale się z nimi nie spotyka. Z jednym czasem pojedzie na zakupy i teraz wozi go na tenis.
Nie będę go zmuszać. Kiedyś dzieci tęskniły. Teraz już nie. Nie znają kochanki męża. Ona nie zna ich.
Brak rozwodu oszczędził do tej pory moje dzieci. Taka sytuacja nie jest jednak normalna i mam świadomość, że ten rozwód jednak kiedyś nastąpi. Alimentów nie mam zasądzonych. Jest różnie. Ostatnio widzę, ze bez względu na wydatki i możliwości męża nie jest on skłonny wydać na swoje dzieci więcej. Jak to zwykłe bywa ciężar wychowania spoczywa na mnie. Choroby, bolączki, problemy. Staram się nie brać na siebie całej odpowiedzialności, ale tracą na tym dzieci. Na nim polegać nie mogą.
Uważam, decyzje naszych sądów za upokarzające. Nie myślę o partii, ale bardziej o zrzeszeniu, organizacji. Takich spraw są dziesiątki tysięcy, albo i więcej. W bardzo złej sytuacji są kobiety samotnie wychowujące chore dziecko. Mężczyźni często nie radzą sobie z chorobą dziecka i odchodzą. O tym w ogóle się nie mówi. Tragedia może spotkać każdego z nas.
Sądy mają możliwości, ale jest tendencja do zasądzania głodowych alimentów. Należy zmienić ten zwyczaj, to przyzwyczajenie.
Pomyśleć w jaki sposób.

232

Odp: rozwód po 30 latach
in_ka napisał/a:

hmm
ale istnieją możliwości zabezpieczenia się, tylko no cóż może nie pasują do myślenia - kocham i ufam...
zawsze można spisać rozdzielność majątkową, ja wiem, że nie przychodzi to do głowy
nie są popularne w naszym kraju - intercyzy, itd. chociaż powoli zaczyna się to zmieniać i dobrze...
warto myśleć - a co będzie jak nie wszystko pójdzie zgodnie z moim planem ?
ale oczywiście, wybór każdej z nas

Oczywiście wszystko to pięknie, można się na pewno zabezpieczyć, ale w tym przypadku to raczej było nierealne, bo akurat ten wątek założyła Zuzanna, której staż małżeński wyniósł 30 lat, czyli brała ślub 30 lat temu, a wtedy naprawdę rzadko kto spisywał intercyzę/rozdzielność majątkową etc. Oczywiście mam tu na myśli przeciętnych Kowalskich, znajomych mojej rodziny i moją rodzinę, a nie osoby "na świeczniku".
30, a nawet 20 lat temu raczej jedynym realnym zabezpieczeniem dla kobiety było podjęcie pracy. W razie czego miała jakieś własne pieniądze, staż, doświadczenie i przywileje z tytułu samotnego macierzyństwa i ,na końcu tej listy, alimenty. Tak funkcjonowała znakomita większość małżeństw w moim środowisku. I nie było to niczym niezwykłym.
Wyjątkiem były żony górników, które rzeczywiście przeważnie nie pracowały. Górnicy nieźle zarabiali, najwyraźniej było ich stać na utrzymanie rodziny na niezłym poziomie, do tego pewnie dochodziła jakaś tradycja w tym regionie, że żona nie pracuje tylko zajmuje się domem. Często też nie pracowały zawodowo  kobiety na wsiach, ale one zajmowały się gospodarstwem i pracowały np. w polu i też z reguły opłacały sobie KRUS.

Zuzanna 58 napisał napisał/a:

:

... nie zdajemy sobie sprawy, iż zasądzane są śmieszne alimenty, że mimo paragrafu 3 artykułu 56, rozwodem nagradzany jest małżonek winny, że sędziowie traktują sprawy rozwodowe bardzo schematycznie, nie zadając sobie trudu dokładnego zapoznania się ze sprawą

.

Natomiast inny problem jest taki, że, przynajmniej w moim środowisko - od razu zaznaczam, że nie jest to żadna patologia smile - wiadomo było nie od dziś, że alimenty zasądzane przez polskie sądy, bywają po prostu śmieszne i , że trzeba je często prawie "wyrywać z gardła" ojcom i ex-mężom.  Widziałam to na smutnych przykładach niektórych koleżanek, chociaż też muszę zaznaczyć, że rozwody nie były wtedy "na porządku dziennym" , tak jak to jest obecnie.
I nie zmienia to faktu, że Zuzanna, zasadniczo zachowała się jak pewnie tysiące innych kobiet w Polsce, które nie spodziewały się zdrady męża sad

233

Odp: rozwód po 30 latach

Niech mi ktoś powie dlaczego tak musi być, że alimenty zasądzane przez polskie sądy są śmieszne. Prawo nie reguluje jakie to mają być kwoty. Tak sobie w najlepsze ten proceder kwitnie. I kiedy to się zmieni?! Co zrobić, aby to się zmieniło. Aby w Polsce rozwód nie oznaczał pogorszenia się sytuacji materialnej osoby, która nie jest rozpadowi małżeństwa.
Jestem za ochroną rodziny. W naszym kraju rodzi się coraz mniej dzieci. Czy nasz rząd nie zastanowił się dlaczego tak się dzieje.
Kobiety nie chcą mieć więcej niż jedno dziecko, boją się pozostać w domu i opiekować dzieckiem. Chyba jasne z jakich powodów.
Więc sama edukacja nie wystarczy. Wystarczy, żeby kwoty alimentów rzeczywiście gwarantowały zaspokojenie potrzeb i utrzymanie dotychczasowego poziomu życia. A to w jaki sposób osoba, która te alimenty będzie płacić zależy już od niej. Czemu to kobiety mają mieć po 3 etaty. Kto w tym czasie da dziecku to czego nie da się zstąpić. Miłość, opieka, troska matki.
Zuzanna, jestem jak najbardziej za tym abyś pracowała. Ale twoja praca powinna być jak do tej pory ewentualnym dodatkiem do życia. Spełniłaś swoje zadanie, odchowałaś dzieci to teraz "wyrzuca się ciebie na śmietnik".
Praca w domu, wychowywanie dzieci nie są w naszym kraju w żaden sposób cenione. A z drugiej strony się tego od nas wymaga. Jak kobieta zostawi dzieci to jest nazywana wyrodną matką. Jak mężczyzna zostawi to mówi się: oni już tak mają.
Wini się do tego kobietę, że widocznie nie umiała go przy sobie zatrzymać. O kobiecie w takiej sytuacji: " swędzi ją i wyzywa od puszczalskich.
Wydaje mi się nieuniknione, aby zmieniły się kwoty alimentów zasądzane przez nasze sądy.
Wiele też chyba musi się zmienić w naszym myśleniu.

234

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Mylisz się Anhedonia
Niestety takie mamy prawo.

"Przesłanki negatywne rozwodu określa Kodeks rodzinny i opiekuńczy w art. 56 § 2 i 3. Zgodnie z tymi przepisami rozwód nie jest dopuszczalny, jeżeli:

-   wskutek rozwodu miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków,
-   z innych względów orzeczenie rozwodu byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego,
-   rozwodu żąda małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, chyba że drugi małżonek wyrazi zgodę na rozwód lub odmowa jego zgody na rozwód jest w danych okolicznościach sprzeczna z zasadami współżycia społecznego".

Więc OBIE mamy rację.
Ale jest jeszcze coś takiego jak odwołanie...

Alimenty TEŻ temat rzeka...
Tyle, że wszystko co prawo uznaje, musi mieć umocowanie a nie być wzięte z sufitu. I to, że ktoś nie przewidywał, że się potknie... Dążymy do zachodnich wzorów? Nie mówię, że u nas z tym jest idealnie. Ale zasada jest jedna - przewidywać RÓŻNE opcje i sytuacje a nie tylko jedną, TĄ najlepszą.

235

Odp: rozwód po 30 latach

prawda jest taka, że nie myślimy o tym, co będzie, jak się nie uda...
a raczej powinnyśmy
ja mam rozdzielność z mężem i zabezpieczyłam się na wypadek - jak się nie uda, zrobiłam to po kilkunastu latach małżeństwa i nie dlatego, że pomyślałam, tylko no cóż - zmusiły mnie okoliczności
moi rodzice zawsze powtarzali - musisz być niezależna, licz na siebie, miej ograniczone zaufanie ...
oczywiście, byłam ... naiwna, no bo jak tak - kochać nie ufać ? pierwsze długi męża nic mnie nie nauczyły, kolejne - już tak
dzisiaj powtarzam mojemu dziecku - bądź mądry przed szkodą nie po ...

236

Odp: rozwód po 30 latach
Anhedonia napisał/a:
Zuzanna 58 napisał/a:

Mylisz się Anhedonia
Niestety takie mamy prawo.

"Przesłanki negatywne rozwodu określa Kodeks rodzinny i opiekuńczy w art. 56 § 2 i 3. Zgodnie z tymi przepisami rozwód nie jest dopuszczalny, jeżeli:

-   wskutek rozwodu miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków,
-   z innych względów orzeczenie rozwodu byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego,
-   rozwodu żąda małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, chyba że drugi małżonek wyrazi zgodę na rozwód lub odmowa jego zgody na rozwód jest w danych okolicznościach sprzeczna z zasadami współżycia społecznego".

Bardzo ładnie napisane prawo. W praktyce raczej jednak daje dużo pola do interpretacji, zwłaszcza, jeśli mowa o sprzeczności z zasadami współżycia społecznego ( w przypadku Zuzanny Jej dzieci już chyba są dorosłe, a małoletnie dziecko, to dziecko ex-męża z kochanką).
I tu wkracza dobry adwokat, i .....sąd bierze pod uwagę dobro ...... małoletniego dziecka.

237 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-10-06 15:06:33)

Odp: rozwód po 30 latach
bet napisał/a:

Niech mi ktoś powie dlaczego tak musi być, że alimenty zasądzane przez polskie sądy są śmieszne. Prawo nie reguluje jakie to mają być kwoty..

A znasz li przesłanki które powodują iż wyrok opiewa na KONKRETNĄ KWOTĘ (alimentów)?

bet napisał/a:

Kobiety nie chcą mieć więcej niż jedno dziecko, boją się pozostać w domu i opiekować dzieckiem. Chyba jasne z jakich powodów.

Ano BO to jest luksus...
Nie każdego na niego stać...

bet napisał/a:

Więc sama edukacja nie wystarczy. Wystarczy, żeby kwoty alimentów rzeczywiście gwarantowały zaspokojenie potrzeb i utrzymanie dotychczasowego poziomu życia. A to w jaki sposób osoba, która te alimenty będzie płacić zależy już od niej. Czemu to kobiety mają mieć po 3 etaty. Kto w tym czasie da dziecku to czego nie da się zstąpić. Miłość, opieka, troska matki. .

Tylko, że największe problemy wychowawcze występują w rodzinach gdzie jedno lub oboje rodziców nie pracuje, więc nie ma co uprawiać martyrologii i lukrować roli matki będącej w domu jako NIEZASTAPIONEGO IDEAŁU. Kobiety pracujące zawodowo uczą dzieci przejmowania większej odpowiedzialności za swe losy. Podjęcia jakiś obowiązków... Co też jest - szczególnie dzisiaj, nie do pogardzenia.
Te "wystarczające" kwoty miałyby rozumiem zapewniać KOLEJNE lata niepodejmowania samodzielności finansowej małżonkom?

bet napisał/a:

Zuzanna, jestem jak najbardziej za tym abyś pracowała. Ale twoja praca powinna być jak do tej pory ewentualnym dodatkiem do życia. Spełniłaś swoje zadanie, odchowałaś dzieci to teraz "wyrzuca się ciebie na śmietnik". .

Wychowywanie dzieci nie jest rolą DOŻYWOTNIĄ... poza przypadkiem dziecko mocno uszkodzonego.
A "bycia na utrzymaniu" dalej się pożąda - wcale nie ma pędu do usamodzielnienia. To skąd na stare lata wziąć emeryturę?

bet napisał/a:

Praca w domu, wychowywanie dzieci nie są w naszym kraju w żaden sposób cenione. A z drugiej strony się tego od nas wymaga. Jak kobieta zostawi dzieci to jest nazywana wyrodną matką. Jak mężczyzna zostawi to mówi się: oni już tak mają.
Wini się do tego kobietę, że widocznie nie umiała go przy sobie zatrzymać. O kobiecie w takiej sytuacji: " swędzi ją i wyzywa od puszczalskich..

Stereotypy... NIC dobrego nie wnoszą. Nic nie wyjaśniają i nic nie zmieniają.
W tych innych krajach (gdzie trawa zieleńsza wink ) chyba JESZCZE bardziej niż u nas, NIE MA NIC za darmo wink ? Mam na myśli kapitalistyczne podejście do sprawy... Aby mieć trzeba zapracować.

bet napisał/a:

Wydaje mi się nieuniknione, aby zmieniły się kwoty alimentów zasądzane przez nasze sądy.
Wiele też chyba musi się zmienić w naszym myśleniu.

POD OSTATNIM ZDANIEM podpisuję się obiema rękoma.

Kathy08 napisał/a:

... I tu wkracza dobry adwokat, i .....sąd bierze pod uwagę dobro ...... małoletniego dziecka.

Co jest zgodne z zasadmi współżycia społecznego... bo ono, w przeciwieństwie do osoby dorosłej, samo na siebie nie zarobi
ZATEM - kto jest zły: prawo czy małżonek Zuzanny?
Wszak sąd, Zuzannie dał alimenty... a że małżonek "nie wyrywa się" aby to były kwoty idące w tysiące...
Gdyby to dziecko dostało te 500 zł to byłoby OK?
Sąd MA OBOWIĄZEK brać pod uwagę interesy WSZYSTKICH zainteresowanych - czy tylko wybranych?

To co?
MOŻE JEDNAK większa edukacja? taka w kierunku prowadzonym Kathy przez Twoich rodziców (moich nota bene też). Moi akurat byli chowu przedwojennego (kapitalistycznego?) i mówili: "jak se pościelesz, tak się wyśpisz"...
a bodaj obecny papież (lub jego przyjaciel rabin) powiedział: "SZANUJ wszystkich - nie ufaj NIKOMU" (mam nadzieję, że chodziło iż poza Najwyższym)

238

Odp: rozwód po 30 latach

Pewnie macie rację dziewczyny, ale to nie zmienia faktu, że kobieta ( pracująca zawodowo czy nie) jest odpowiedzialna za całość życia rodzinnego. I że to jest od niej zwyczajowo wymagane. Za zaniedbane dziecko wzywana jest do szkoły matka, do lekarza z dzieckiem matka, jak dziecko choruje matka bierze zwolnienie "na opiekę".
Mnie chodzi o to, że mężczyzna może się łatwo i tanio wykręcić od obowiązków,które sam, dobrowolnie na siebie przyjął.  Tak nie powinno być, że jego "nowe" życie odbywa się kosztem "starej" rodziny. We wszystkich instytucjach najpierw trzeba się wywiązać z wcześniejszych zobowiązań, spłacić pierwszy kredyt, zanim dostanie się drugi itp. Dlaczego w małżeństwie te zasady  nie obowiązują? Gdyby mój " już niemąż"  wywinął taki numer w pracy, że oszukiwał, działał na niekorzyść firmy, wyprowadzał aktywa, to już by siedział, a tak  jeszcze został nagrodzony rozwodem, bo spłodził nieślubne dziecko.

239 Ostatnio edytowany przez renesans (2014-10-07 00:11:49)

Odp: rozwód po 30 latach

Zdań na ten temat może być wiele.
Sama odeszłam od męża i sama walczę o swoje dalsze życie. Nie rozumiałam z początku postawy Zuzanny ale ona chyba z czasem ewaluowała dzięki Wam i chyba jest trochę lepiej choć tak naprawdę jej sytuacja zbytnio się nie zmieniła.

Ale o co mi chodzi. Anhedonia nie wiem czy Ty naprawdę wierzysz w przytaczane przez Ciebie argumenty?
Może i jestem jednym z tych wielu beznadziejnych przypadków i prawie, że patologią. Czy uprawiam martyrologię?

Nie skończyłam studiów-potrzebne były pieniądze których moja mama nie miała a tato alimentów nie płacił ( miał dwie nowe córki do których się przyznawał), postanowiłam więc zdobyć pracę której w tym czasie dla kobiet nie było. No a, że byłam młoda, bez doświadczenia i nie wybrzydzałam to znalazłam niezbyt intratne zajęcie i na "czarno" żeby mamie do życia dołożyć.
Sznurek dziewczyn które stały w kolejce na castnig mi zazdrościł że zostałam wybrana, a mnie obiecano, że kiedyś dostanę umowę... stare dzieje.
Czas mijał poznałam księcia z bajki, potem ślub i warunek w pracy aby w ciążę nie zachodzić.
Mijają dwa lata dostałam umowę, a czas był na potomstwo, z przyczyn zdrowotnych lekarz sugerował. 
I tak zakończyła się moja pierwsza praca. Zaszłam w ciążę mija kolejny rok, powrót do byłej pracy niemożliwy, z nową jeszcze trudniej. Nie poddaję się i koleżanka załatwia mi posadę. Jest trudno, karmię piersią biegam do opiekunki potem pracy, na karmienie, do opiekunki wracam kąpię małego i kładę spać. Z mojej pensji nie zostaje prawie nic, mąż narzeka, że za późno obiad jemy, że dom źle posprzątany, że zakupy nie zrobione (praca w sklepie do 18 i wszystkie soboty).Jeszcze się nie poddaję. Mija pół roku, pokarm zanika, mały zaczyna chorować kolejne pół roku koszmar- większość dni w szpitalu. Przy tym wszystkim wpadka i druga ciąża, dowiaduję się i trafiam do szpitala na podtrzymanie,a syn wraca do domu na rekonwalescencję. Potrzebne są leki na uodpornienie i powrót do zdrowia. Po 4 miesiącach leżenia rodzę córkę. Kolejne dwa lata w domu bez prawa do wychowawczego.
Trudny czas, mąż studia, i kursy językowe;takie wymogi w pracy- jedyne źródło naszego utrzymania.
Brak pieniędzy- zagryzam zęby i szukam pracy.
Znajduję na zastępstwo, z dojazdem ale co tam Matka Polka, córka do opiekunki, młody przedszkole, pensja pokrywa koszty opieki i dojazdu do pracy. Mi nic nie zostaje prócz zmęczenia i marnego doświadczenia do wpisu w CV no i kłótnie w domu.
Zakończenie umowy i znów poszukiwanie pracy.
Tym razem znajduję pół etatu- chociaż w domu posprzątane i obiad na czas. I tak mijają lata przedszkola, potem szkoły podstawowej.
Ciągle czuję się i  jestem traktowana jak darmozjad "bo Ty tylko na suchy chleb zarabiasz".

Tak myślisz Anhedonia?Prawie 20 lat takiego życia i  może za mało się starałam, nie poszukałam lepszej pracy, a może nie powinnam decydować się na dzieci?
Jestem po rozwodzie i jakie mam możliwości wyrównania szans na "normalne", zwykłe życie?
Lata nieskładkowe, albo niskie składki, brak majątku bo niski udział w przyczynieniu się do niego, alimenty śmieszne bo dziecko z ojcem ma takie same jak dziecko ze mną. Jedno mieszka w pałacu a drugie na wynajętym pokoiku ze mną.
Mam walczyć w sądzie o jakieś prawa? Za co i z kim? Że szarej myszy się w d...e poprzewracało?
Nie stać mnie na wynajęcie prawników, a Ci darmowi mniej radzą niż Wy tutaj. Nie mam też siły ani zdrowia psychicznego aby stanąć naprzeciw silnego, faceta,który ma wszelkie środki i narzędzia w zasięgu ręki aby pokazać mi co rządzi światem.
20 lat żyłam na warunkach i prawach Polskiej rzeczywistości.

Nie piszę tego po to aby się użalać nad sobą. Dziś wiem że 20 lat temu mogłam wybrać inne życie. Że małżeństwo mogłam traktować jak firmę, że prowadzić mogłam dziennik, zbierać różne papiery, że mogłam nie ufać, że kalkulować, ale do głowy by mi nie przyszło że emerytura po 67 roku będzie dopiero możliwa;)
Dziś wiem, że resztę życia mogę spędzić w sądzie niosąc oręż. Ale ja nie chcę już o nic walczyć, CHCĘ ŻYĆ za swoje albo nie żyć wcale.

Gwarancji zaspokojenia potrzeb nie da nam nikt i w żadnym czasie.
Władza ma zagwarantowane prawa do :
zdrowia, pracy, płacy, oraz prawa.

My zwykli ludzie możemy sobie dać:
miłość, szacunek, oparcie i zgodę, ale tylko kiedy będziemy tego naprawdę chcieli.

DZIECI nie mają władzy więc NIE MAJĄ GWARANCJI, zdane są na łaskę swych opiekunów i ich serce.

240 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-10-07 07:28:00)

Odp: rozwód po 30 latach
renesans napisał/a:

Nie stać mnie na wynajęcie prawników, a Ci darmowi mniej radzą niż Wy tutaj. Nie mam też siły ani zdrowia psychicznego aby stanąć naprzeciw silnego, faceta,który ma wszelkie środki i narzędzia w zasięgu ręki aby pokazać mi co rządzi światem.
20 lat żyłam na warunkach i prawach Polskiej rzeczywistości.

Nie piszę tego po to aby się użalać nad sobą. Dziś wiem że 20 lat temu mogłam wybrać inne życie. Że małżeństwo mogłam traktować jak firmę, że prowadzić mogłam dziennik, zbierać różne papiery, że mogłam nie ufać, że kalkulować, ale do głowy by mi nie przyszło że emerytura po 67 roku będzie dopiero możliwa;)
Dziś wiem, że resztę życia mogę spędzić w sądzie niosąc oręż. Ale ja nie chcę już o nic walczyć, CHCĘ ŻYĆ za swoje albo nie żyć wcale.

Gwarancji zaspokojenia potrzeb nie da nam nikt i w żadnym czasie.
Władza ma zagwarantowane prawa do :
zdrowia, pracy, płacy, oraz prawa.

My zwykli ludzie możemy sobie dać:
miłość, szacunek, oparcie i zgodę, ale tylko kiedy będziemy tego naprawdę chcieli
.

DZIECI nie mają władzy więc NIE MAJĄ GWARANCJI, zdane są na łaskę swych opiekunów i ich serce.

Renesans - pięknie podsumowałaś dyskusję smile
Właśnie O TO chodzi... Naprawdę myślisz, że gdzie indziej prowadząc TAKIE życie jak prowadziłaś, byłabyś dzisiaj w innym punkcie?
To prawie jak ilustracja do ostatnio stosowanego: "chciano dobrze - wyszło.... JAK ZWYKLE"
My tu zgromadzone, raczej wszystkie żyjemy w polskiej rzeczywistości... I masz rację MY ZWYKLI LUDZIE MOŻEMY SOBIE DAĆ... Powiem więcej - jesteśmy zobowiązane sobie dać!!! BO jak same sobie nie damy - to kto nam da?
Nie zrobiłaś studiów. Ok - ja też (zaraz po maturze, bo na stare lata "rozum" wskoczył na swoje miejsce). Masz dzieci - ja też (zdaje się, że 2 razy tyle co Ty). Zarabiasz mało i jak ja należysz do grona "working poor"... TYLKO to wszystko skutek NASZYCH własnych decyzji... Na tym polega owa CHOLERNA wolność. Trudna ONA, prawda?
Nie chcesz walczyć mówisz - TO właśnie TWOJA KOLEJNA DECYZJA - oczywiście, brzemienna w skutki... zatem DO KOGO masz pretensje?
I O TYM TUTAJ deliberujemy - by nasze CÓRKI (B. Bóg coś miał na myśli dając mi potomstwo WYŁĄCZNIE tej płci wink ) NIE POWIELAŁY naszych wzorców... Bo prawo jest PO TO by z niego korzystać - to nie socjalizm, że "ktoś" z boku ZA NAS napisze, wystąpi, skargę wniesie...
NIGDY nie było czasów, żeby kobietom SAMO się pięknie wszystko układało, tylko z tytułu bycia kobietą i matką. PRZECIWNIE, nigdy odejść swobodnie od pijaka czy dręczyciela nie mogły, bo rozwodów nie było...
Dlatego myślę sobie, że EDUKACJA w tej dziedzinie, by NAUCZYĆ dziewczyny, iż WALCZYĆ O SWOJE oraz ZABEZPIECZAĆ SWOJE INTERESY NA RÓŻNE ŻYCIA KOLEJE (A nie czekać biernie!) należy! jest niezbędna... SPRAWIEDLIWOŚCI trzeba POMÓC! dać jej narzędzia do ręki! I W TYM KONTEKŚCIE potem (razem) powalczyć o przychylniejsze przepisy... nie na bazie "kobietom jestem" wink
Bo życie to nie bajka z księciem w tle... życie od zarania dziejów było znojnym mozołem nakierowanym na to aby z potomstwem przetrwać. Żadna nowość...

Ps. 4 dzieci 4 dzieci nie równe. Jak myślicie - dlaczego p. Zamachowski musi płacić dużo wyższe alimenty niż bet może dostać od męża (gdyby zawalczyła)? I czy mamusia w/w dzieci pracuje? TO "wina" przepisów... czy może samoświadomość jest INNA?

241

Odp: rozwód po 30 latach
Anhedonia napisał/a:

Powiem więcej - jesteśmy zobowiązane sobie dać!!! BO jak same sobie nie damy - to kto nam da?

świetne
tak, właśnie tak
bo jak same o sobie nie pomyślimy, to kto ma o nas mysleć ...

242

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Pewnie macie rację dziewczyny, ale to nie zmienia faktu, że kobieta ( pracująca zawodowo czy nie) jest odpowiedzialna za całość życia rodzinnego. I że to jest od niej zwyczajowo wymagane. Za zaniedbane dziecko wzywana jest do szkoły matka, do lekarza z dzieckiem matka, jak dziecko choruje matka bierze zwolnienie "na opiekę".

bo na to się godzi ...
z różnych powodów oczywiście
a to "zwyczajowo" bardzo już się zmienia, chociaż z drugiej strony ceną jest coraz więcej ... rozwodów o które występują kobiety właśnie

243

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Pewnie macie rację dziewczyny, ale to nie zmienia faktu, że kobieta ( pracująca zawodowo czy nie) jest odpowiedzialna za całość życia rodzinnego. I że to jest od niej zwyczajowo wymagane. Za zaniedbane dziecko wzywana jest do szkoły matka, do lekarza z dzieckiem matka, jak dziecko choruje matka bierze zwolnienie "na opiekę".

I raczej świadczy to o tym, iż "pozbycie się obowiązku pracy" znakomicie kobiecie "domowej" obowiązki takie ułatwia. Więc (jednak) luksus.

Zuzanna 58 napisał/a:

Mnie chodzi o to, że mężczyzna może się łatwo i tanio wykręcić od obowiązków,które sam, dobrowolnie na siebie przyjął. Tak nie powinno być, że jego "nowe" życie odbywa się kosztem "starej" rodziny. We wszystkich instytucjach najpierw trzeba się wywiązać z wcześniejszych zobowiązań, spłacić pierwszy kredyt, zanim dostanie się drugi itp.

No nie do końca, skoro ludzie wpadają w spiralę zadłużenia. No i biorą kredyty konsolidacyjne.
Tu raczej nie chodzi o nową i starą rodzinę a o nową i stara partnerkę, nieprawdaż?

Zuzanna 58 napisał/a:

...jeszcze został nagrodzony rozwodem, bo spłodził nieślubne dziecko.

Ale pytasz o to obiektywnie czy w jakimś innym, sobie wiadomym celu?
Bo obiektywnie to chyba po Waszym małżeństwie nie zostało śladu ni popiołu gdy nadszedł czas rozwodu? Zatem rozwód był zaledwie "określeniem przez upoważniony organ państwowy konsekwencji (skutków) prawnych pewnego stanu faktycznego" czyli... PRAWDY?
"Karą" zaś stało się orzeczenie na Twoją rzecz zobowiązania w postaci alimentów. FAKT obiektywnie NAJISTOTNIEJSZY. Więc mówienie o bezkarności jest mijaniem się z prawdą. A że wysokość "kary" Ci nie odpowiada, to rzecz zupełnie inna. Pewnie, że łatwiej byłoby mieć środki pozwalające na beztroskie życie, ale to nie wchodzi w zakres, poruszanej tu "sprawiedliwości" prawa a pobożnych życzeń. No chyba, że Twój mąż to jakaś szycha na eksponowanym stanowisku, minister czy prezes konsorcjum wink wtedy byłby to skandal!

Poza wszystkim innym: CO ten fakt ma do twojej ewentualnej emerytury? Skąd ją weźmiesz?

Ps.
Jadąc do pracy myślałam CO MOŻNA zrobić by alimenty Zuzanny podwyższyć. I wyszło mi, że jedynie WCHODZĄC panu EX na ambicję!  Przed mymi "oczami wyobraźni" widziałam tłumek Twych najbliższych koleżanek i przyjaciółek, jak stojąc pod drzwiami sali sądowej skandują (do EX-a): "STAĆ Cię na więcej"! I "pokaż klasę"!
No i to TEŻ byłoby pole do działania dla takiej hipotetycznej partii smile (gołym okiem widać, że ja do "normalnych" się nieczęsto zaliczam)
Zuzanno - jeżeli nie da się tego dokonać w realu - SAMA wyrąb MU TO W OCZY przed obliczem sądu... Niech się naje wstydu... może "mu rura zmięknie"? Kto wie? Kto nie próbuje - nie jedzie smile
Powodzenia w wysiłkach.

244

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio
Piszesz,że nie pracując zawodowo miałam luksus. To nie tak, luksus miała moja rodzina...to oni mieli pierwsze i drugie śniadania przeze mnie przygotowane, to oni mieli obiady na czas, to oni nigdy nie musieli martwić się o jakiekolwiek domowe obowiązki. To ja urządzałam wszelkie uroczystości - także dla teściów i ja ponosiłam wszelkie wysiłki związane z wychowaniem dzieci. Mój "już niemąż" przez ten czas albo się szkolił, albo intensywnie pracował  ( aby nam było dobrze)a później jeszcze,  integrował z załogą ( jak widać bardzo skutecznie i owocnie)
Pytasz czy chodzi mi o nową rodzinę czy raczej o nowa partnerkę. Otóż chodzi mi o rodzinę jako całość - że tak łatwo można zastąpić stare, dorosłe dzieci nowym i przekreślić przeszło ćwierć wieku wspólnego życia. Że małżonek, który nigdy nie potrafił znaleźć w sobie cierpliwości aby spokojnie porozmawiać z własną córką, znalazł ją dla jej rówieśnicy.
Oczywiście sąd uprawomocnił stan faktyczny ale tym samym dał przyzwolenie na niemoralne zachowanie. Piszesz, że karą są alimenty - to nie jest żadna kara, to tylko drobna niedogodność, konieczność odmówienia sobie jakiejś przyjemności i co miesięczne "przypomnienie" o dawnym życiu.
Co do Twojego pomysłu to niestety - takie postępowanie zakwalifikowane by zostało jako nękanie i jako takie jest karalne. Odwoływanie się do ambicji, honoru czy poczucia przyzwoitości "już nie męża" nie ma sensu bo trudno odwoływać się do czegoś co nie istnieje. W sądzie tez niczego nie mogę mu już "wyrypać" bo w rozprawie apelacyjnej strony nie uczestniczą. Sąd apelacyjny rozpatruje tylko "papiery". Z resztą to i tak nic by nie dało. Nie zapomnę, jak podczas jednej z rozpraw mojemu dorosłemu synowi, zeznającemu jako mój świadek ( na własne życzenie, ja tego nie wymagałam, wiedząc, że będzie to dla niego bardzo trudne i uciążliwe - musiał przylecieć do Polski) głos się załamał, kiedy mówił, że przez postępowanie ojca, mam obecnie zrujnowane zdrowie psychiczne i że on nie może znieść mojego przygnębienia. A mój "już niemąż" w tym czasie rozsiewał uśmiechy po sędzinie i ławniczkach.

245

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza ty chciałaś, żeby sąd nie orzekł rozwodu ...
żeby mąż został z tobą a kochanka bujała się sama z jego dzieckiem ?
Wy nadal tworzylibyście "normalną" rodzinę i wtedy byłoby ... moralnie ?

sorry ale trochę mnie ... przytkało

246

Odp: rozwód po 30 latach

Inka
Nie rozumiem dlaczego Cię przytkało.... Uważasz, że to moralne ze strony kochanki rozbijać rodzinę? Łapać faceta " na ciążę"? To była kobieta blisko trzydziestoletnia, zrobiła to z premedytacją, gdyby nie to dziecko nie miałaby szans. W końcu, jak się teraz okazało ( nagle wspólni znajomi zrobili się rozmowni i informują mnie o szczegółach) ten romans ciągnął się siedem lat.  I jakoś przez ten czas mój "już nie mąż" jakoś nie czuł potrzeby związania się z nią, mimo wspólnego dziecięcia. Dopiero kiedy zorientował się , że ja wiem podjął decyzję o rozwodzie.Masz pojęcie jak się czuję? I dziwisz się, że nie mam współczucia dla tej kobiety? Nie chcę tu w żaden sposób usprawiedliwiać męża, bo on jest głównym winowajcą ale i ona bez winy nie jest. Decyzję o macierzyństwie podjęła sama, z "papierów" dowiedziałam się, że mąż uznał małego dopiero po pewnym czasie i dał mu swoje nazwisko.

247 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-10-07 21:47:57)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza ja staram się zrozumieć co czujesz i wiem, że jesteś rozżalona, nieszczęśliwa, świat ci się zawalił ... ale piszę o czym innym
zarzucasz niemoralne zachowanie a sama jesteś chętna tak się zachowywać ...
jedno prawo dla ciebie inne dla pozostałych?

twój były mąż miał wieloletni romans w wyniku którego na świat przyszło dziecko
czy wina tej kobiety? nie wiem, nie znam jej wersji
wiem, że takiego wyboru dokonał twój były mąż, wybrał zdradę ...
wybrał inną kobietę

a swoja drogą
matko Zuza siedem lat? a ty nic nie podejrzewałaś ...

że grał na dwa fronty to mnie nie dziwi, tak było wygodniej, unikał odpowiedzialności, pewno zwyczajnie też ... bał się

248

Odp: rozwód po 30 latach
in_ka napisał/a:

Zuza ty chciałaś, żeby sąd nie orzekł rozwodu ...
żeby mąż został z tobą a kochanka bujała się sama z jego dzieckiem ?
Wy nadal tworzylibyście "normalną" rodzinę i wtedy byłoby ... moralnie ?

sorry ale trochę mnie ... przytkało

Zasadniczo to mąż Zuzanny wcale nie miał "obowiązku " wiązać się z kochanką,  nawet,  jeżeli mieli wspólne dziecko. I taka opcja wydarzeń nie byłaby niczym dziwnym. Po odkryciu romansu mógł równie dobrze udobruchać żonę,  kopnąć kochankę i płacić 500zł alimentów na dziecko.
W takiej historii zdrady i romansu  NIC nie jest moralne i w każdym wypadku któraś strona byłaby pokrzywdzona. Oprócz owego męża oczywiście wink. Chyba,  że obie panie solidarnie kopnęłyby chłopa w d.... smile i obie zażądałyby alimentów.

249

Odp: rozwód po 30 latach

Inka
Niestety nikt nie podejrzewał, ani ja ani dzieci - przez większość tego czasu były w domu, wyjechały trzy lata temu, najpierw syn, potem córka. Już nie mąż przez cały czas się świetnie kamuflował, a że pracę miał związaną z ustawicznymi wyjazdami ( był odpowiedzialny za obszerny region) to mu się udawało "żyć równolegle".
Nie dziw się więc mojej depresji, wychodzi na to, że ja osobiście szykowałam go na wyjazdy do kochanki. I współczułam, że wraca zmęczony "pracą". Nie jestem obiektywna? No trudno być w takiej sytuacji :-( Popatrz na to "od mojej strony"...młoda podwładna zagina parol na ustawionego przełożonego - jakoś dziwnym trafem te młode kobiety nigdy nie "zakochują" się w biednych:-( i bezwzględnie realizuje swój plan. Ona nie tylko chce męża, ona również pragnie jego majątku, nie ważne że krzywdzi przy tym również jego dzieci - mieszkanie, którego połowę wartości mam mu oddać należało by się naszym dzieciom, tak samo jak oszczędności, które zgromadziliśmy razem, a które poszły na kupno ich domu. I ja mam to jakoś usprawiedliwić? Zrozumieć? Pogodzić się z tym? Chyba trochę za dużo ode mnie wymagasz :-(

250

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno - też zostałam zdradzona,też świat mi się zawalił.Oczywiście obwiniałam kochankę męża za całe zło.Ale ona była wolna.To on zdradził.Niby zdrowy na umyśle.Podobała mu się młodsza,ale za to z lekka używana panna.Natomiast kiedy zakochaną parę nakryłam osobiście w naszym samochodzie,to podkulił ogon i wrócił do domu.Z tym ,że z kiszonego ogórka nigdy juz nie będzie świeżego. Więc i on w miarę upływu czasu stawał się dla mnie coraz bardziej obcy.Tym bardziej,że pije.Oczywiście jakaś tam wina panienki jest,ale ona dla mnie jest obca.Zresztą przemocą go nie wzieła.Uwierz mi Zuza,czas zrobi swoje.Nie chcę już żyć z takim palantem.Czuła bym się brudna ,gdybym zgodziła się na dalsze życie z "niemężem".Bo co to za mąż?

251

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

... jakoś dziwnym trafem te młode kobiety nigdy nie "zakochują" się w biednych :-( i bezwzględnie realizuje swój plan. Ona nie tylko chce męża, ona również pragnie jego majątku, nie ważne że krzywdzi przy tym również jego dzieci - mieszkanie, którego połowę wartości mam mu oddać należało by się naszym dzieciom, tak samo jak oszczędności, które zgromadziliśmy razem, a które poszły na kupno ich domu. I ja mam to jakoś usprawiedliwić? Zrozumieć? Pogodzić się z tym? Chyba trochę za dużo ode mnie wymagasz :-(

NAZBYT osobiście i przez li TYLKO przez własny pryzmat do ogólnej dyskusji podchodzisz.
Ale takie twoje prawo...
Co do "dziwnego trafu" TEŻ się mylisz. Skurwysyństwo pozostaje nim czy z majątkiem czy bez. Panna, która zawinszowała sobie opiekuna z mojego bywszego, młodsza od niego o lat 26 (też w wieku moich córek), wzięła go "bezdomnego, bezrobotnego i jeszcze parę bez..." - choć nie przeczę, że mogła mieć mylne pojęcie, co do tego, CZYJE poszczególne elementy majątku naprawdę są. Choć to dziwne, bo znałam zdz... od urodzenia i w domu mym bywała od zawsze... OCZYWIŚCIE wcale mi nie żal, że teraz, z dzieckiem przy piersi przyjdzie jej się martwić jego długami, tudzież czy pójdzie siedzieć za alimenty czy nie. BO to JUŻ Nie moja sprawa i NIE MOJE życie tongue
Pomijasz, chyba celowo przy tym drobiazg nazywany "przyczynianiem się do gromadzenia" owego majątku...
Ale nie mam już "pary" by się w tym temacie (z Tobą) potykać. O emeryturze ZNÓW ani słowa... Czy to nie potwierdza kontynuacji dotychczasowego SPOSOBU myślenia? Czy nie czas NAD tym się pochylić - skoro TO NA CO NARZEKASZ, NIJAK ZMIENIĆ SIĘ NIE DA? 
Wiem, że to trudne do zrozumienia... DLATEGO piszę o edukacji=uświadamianiu płci naszej, by sobie samej, jedna z drugą, w kolano NIE strzelała. Jakoś zabezpieczyć się ZAWSZE można - są na to metody i w naszym prawie...
A sąd ma być OBIEKTYWNY a nie reprezentować interesy TYLKO jednej ze stron.
NO CHYBA, że jest to sąd karny - tyle, że nie w sądzie karnym miałaś sprawę i nie do karania miał on posłużyć a do orzeczenia - jak JEST naprawdę i jak ma być na przyszłość... Naprawdę SĄ gorsze nieszczęścia niż konieczność wzięcia na swe barki odpowiedzialności za swe losy i pracy na własne utrzymanie...

Wracając do twojej osoby: jak się NIE POGODZISZ z realiami, to ON będzie kwitł, a Ty w atmosferze nieskończonych pretensji i żalów, OSTATNIE i JEDYNE lata życia przedrepczesz zgorzkniała. TAK sobie wyobrażasz swoje dalsze życie? Ale to TWOJE życie - ja NICZEGO od Ciebie nie wymagam. Nie mam w tym żadnego interesu. TY, owszem, MASZ.
Spier...ił Ci drań kawał życia - teraz SAMA sobie chcesz to zrobić pod pretekstem, iż to "jego wina". NAWET jeżeli TAK... to znowu chcesz dać w JEGO ręce ster własnego losu? Aby spie...yć RESZTĘ? Tego sobie winszujesz???
MYŚL O PRZYSZŁOŚCI a nie o przeszłości. Tamto "se ne wrati"
ŻYCZĘ dużo sił i owocnych przemyśleń smile POWODZENIA

252

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonio
Gromadzenie wspólnego majątku polegało z mojej strony na tym, że oszczędnie prowadziłam dom, nie wymagałam obsypywania mnie biżuterią ( błąd - teraz przynajmniej miałabym co sprzedawać) nie obarczałam go żadnymi obowiązkami aby mógł zająć się tylko zarabianiem na dom. Przypominam , że to była jego decyzja, abym nie pracowała i z tego co wiem, obecna pani również nie pracuje - taki model.
Co do emerytury - od tygodnia pracuję i jeśli nadal uda mi się, żyć, mieć pracę i instytucja ZUSu nie padnie to w wieku 88 lat na takową przejdę. Przyznasz, że to mało prawdopodobne. Na emocje mną targające nic nie poradzę -wyciszam je farmakologicznie, to wszystko co mogę zrobić. Piszesz, myśl o przyszłości bo niewiele  jej zostało...masz rację i to mnie pociesza, że niewiele i że tak naprawdę jedyne co ode mnie zależy, to to, że na razie mogę w dowolnym momencie zakończyć to życie - przyznam, że ta myśl dla mnie krzepiąca i paradoksalnie daje siłę do przeżycia kolejnego dnia. Niestety nie mam wpływu na jakość tego życia. Patrzę w przyszłość i co widzę? Samotne zmaganie się z chorobami, zniedołężnienie, ślepotę, unieruchomienie, brak środków na leki - oszałamiające perspektywy. On będzie kwitł ( do czasu...) bez względu na to, czy ja się użalam czy szaleję ze szczęścia - mój stan jest dla niego doskonale obojętny, zostałam "skreślona z ewidencji".

253

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Anhedonio
Przypominam , że to była jego decyzja, abym nie pracowała i z tego co wiem, obecna pani również nie pracuje - taki model.

Rozumiem - bezwolna ofiara...
Skończ Zatem TĘ rolę.
Powiedz: czy chciałabyś TAKIEGO życia dla własnej córki? Bo jeśli NIE, to może pomóż WŁASNYM przykładem PRZESTRZEGAĆ przed popełnianiem takich błędów, które były Twoim udziałem? Hę?
NADAJ swemu życiu SENS i CEL... Bo przecież wychowanie 2 dzieci JUŻ dość dawno zakończyłaś. Może CZAS NA NOWE? Tak trochę WIĘCEJ niż samo tylko trwanie?
Pomyśl - to nic nie kosztuje smile

254

Odp: rozwód po 30 latach

Anhedonia, to niesamowite co ty piszesz. Dla ciebie kobieta zajmująca się domem i niepracująca zawodowo to patologia. Nie wiem czy masz dzieci, ile ich wychowałaś i co robisz tutaj na forum. Bardzo nowoczesne, postępowe myślenie. Szkoda tylko, że zmiany nie idą całościowo. Za dom odpowiada tak samo mężczyzna, za dzieci również. Jakoś się nie spotkałam z krytyką mężczyzny jeśli dziecko ma brud za paznokciami. No chyba, że w stylu: co on za kobietę wybrał na matkę dzieci.
Przestrzeganie, straszenie.
Nie tędy droga. Trzeba trochę zmienić mentalność i zacząć szanować rodzinę.

255

Odp: rozwód po 30 latach

Oczywiście tamta nowa Pani nie musi iść do pracy, żeby przeżyć. Tak mają tylko rozwódki. Dlaczego my się mamy na to godzić. Kiedyś kobiety godziły się na to, że nie mogły głosować. Jakoś nie wszystkie. Ja nie godzę się na to, żeby rodzina nie stanowiła wartości, żeby sądy bardziej brały pod uwagę za co osoba porzucająca rodzinę będzie żyła niż aby standard życia tych, którzy nie przyczynili się do jej rozpadu się nie pogorszył. Rozwód to nie złamane serce, to pogorszenie się najczęściej warunków materialnych. I temu trzeba zaradzić.
A nie rozkładać ręce: oni już tak mają, tak to już jest. To są ludzkie dramaty, do których nie musi dochodzić.
Znudziła się komuś rodzina, ok. Odchodzi. Ale tych których się zostawia nie powinno to dotykać w żaden inny sposób oprócz osobistego.

256

Odp: rozwód po 30 latach
bet napisał/a:

Anhedonia, to niesamowite co ty piszesz. Dla ciebie kobieta zajmująca się domem i niepracująca zawodowo to patologia.

co za brednie ...

czytanie ze zrozumieniem jednak kuleje wink

Kobieta, która wybiera taką drogę powinna pomyśleć, co będzie jak się nie uda, co wtedy stanie się ze mną? o tym pisze Anhedonia ...
ja dokładnie myślę tak samo
a jak widać na przykładzie Zuzy NALEŻY tak mysleć

Zuza sama poddała się takiej roli ofiary - mąż zdecydował, mąż załatwiał, mąż pilnował... i mąż WYROLOWAŁ
współczuje Zuzannie, bo to jest nader trudne znaleźć się w miejscu, którym jest, tylko w pewien sposób jest w nim ... ze swoim udziałem, jest ofiarą swojej naiwności i wiary tylko w dobry los

Zuza oczywiście zrobisz z resztą swojego życia co chcesz ale myślę, że warto je przeżyć i docenić tak jak ONO na nie zasługuje, ja bardzo Tobie kibicuje w podnoszeniu się i wychodzeniu z tej zapaści

257 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-10-08 10:55:27)

Odp: rozwód po 30 latach
bet napisał/a:

Znudziła się komuś rodzina, ok. Odchodzi. Ale tych których się zostawia nie powinno to dotykać w żaden inny sposób oprócz osobistego.

nie rozumiem...
dlaczego wspólny majątek ma być jednego z małżonków
załóżmy, że nie widzę możliwości dalszego życia ( z różnych powodów ) z moim mężem, chcę zakończyć związek, mam wszystko zostawić i sobie pójść, bo ... tak kto chce?

co za różnica komu zabrać prawda? moja sprawiedliwość jest bardziej mojsza?

258

Odp: rozwód po 30 latach

Nie: była mowa o patologii.
Czytam ze zrozumieniem i tak właśnie to zrozumiałam.
Nie uważam, żeby pozostawanie bez pracy było dobre. Ale uważam, że to osobista sprawa każdego z nas. To są sprawy rodziny. To Zuzanna z mężem o tym postanowili. Sąsiadka mojej mamy nigdy nie pracowała zawodowo. Nie uważam ją za patologię, ani to że na stare lata kiedy ma już nawet wnuki takiej pracy nie podejmuje.
Zuzanna nie jest żadną ofiara. To Pani sędzina potraktowała ją jak ofiarę. Po prostu w odczuciu Zuzanny krzywdząco.
A co w tym złego, że on załatwił. Mój też załatwiał. A teraz zdziwiony: czemu myśmy tak nie żyli, czemu ja nie pozwoliłem ci wyjechać samej z dziećmi. On po prostu chciał to robić. Oni czasem mają takie aspiracje. Mnie akurat to nie pasowało. Lubię być samodzielna. Ale nie widzę w tym nic złego jeśli ktoś się w tym spełnia, dobrze czuje. Chodzi tylko o odpowiedzialność za rodzinę.
Z niej się bardzo łatwo zwalnia. Rodzina jest w niewystarczającym stopniu chroniona.
Czyli jakbym ja złapała żonatego na ciążę to on bez problemu dostanie rozwód i groszowe alimenty.  Takie decyzje są zachętą do porzucania rodziny, do nie traktowania jej poważnie.

259

Odp: rozwód po 30 latach

Smutna ta cała historia.

Zawsze wyznawałam zasadę, żeby nigdy-przenigdy nie być zależnym od nikogo, mimo największej miłości, przyjaźni.
Życie uczy, że zawsze trzeba mieć jakieś zabezpieczenia na czarną godzinę, bo nic nie ma pewnego.

I nawet zaufanie nie ma tu nic do rzeczy, bo człowiek zmienny bywa, co z tego, że będą kierowały nim tylko i wyłącznie szlachetne morale skoro nie jest w stanie zaprogramować siebie tak, że mu nigdy we łbie coś nie odbije. To jest niemożliwe.

Myślicie, że mąż autorki z premedytacją dawno temu zaplanował, ze ją tak zniszczy na końcu? Na pewno nie. Po prostu się zmienił, zmieniło się jego myślenie, wartości, priorytety i uczucia. To właśnie one są wyznacznikami tego robimy. Teraz czujemy tak, więc i tak postępujemy. Człowiek całe życie ewoluuje, jest zmienną.

Potrzebna jest taka mała, zdrowa dawka egoizmu.
Szkoda, że często otwieramy oczy, gdy jest już za późno.

No, ale jakby człowiek wiedział, że się przewróci, to by sobie usiadł.

Uczymy się całe życie, a i tak nie zdobędziemy całej mądrości świata.


Bardzo współczuję sytuacji. Mogę doradzić tylko jedno. Trzymaj życie w garści, bo inaczej ono zgniecie Ciebie. Nikt inny go za Ciebie nie przeżyje.
Będziesz upadać. Wstawaj. Będziesz kopana. Nie poddawaj się. Byle do przodu. Nawet, jeśli będzie to kółko, to zrobisz wszystko co się da by walczyć o siebie.

260

Odp: rozwód po 30 latach

Nie rozumiem też twoich sugestii dotyczących wysokości alimentów P. Zamachowskiego i samoświadomości. nie wiem czy była P. Zamachowska pracuje. Ja zarabiam. Wychowują chore dziecko i jestem sama od 2 miesiąca ciąży z najmłodszym. Moje starsze dzieci chodziły przez lata do płatnej szkoły i wydawaliśmy krocie na uprawiany przez nich sport. Narciarstwo alpejskie pochłania olbrzymie koszty. Tenis też do taniutkich nie należy. Możliwości zarobkowe mąż ma bardzo duże. 
Jasne, że można żyć za mniej. Moje dzieci muszą rezygnować z pasji, z rzeczy w których osiągały sukcesy na rzecz nowej rodziny męża.
Drugie tyle co na naszą rodzinę mąż wydaje na życie z kochanką. To jest ta część, której w domu brakuje.
Może mnie straszyć rozwodem, bo wie ile mogę dostać. Już porobił odpowiednie przekręty, żeby wykazywać jaki jest biedny.
Dorabialiśmy się z myślą o dzieciach. W 2 tygodnie po urodzeniu 3 dziecka już prowadziłam tematy. Pracowałam. Za darmo. Z myślą o rodzinie. W ciąży z czwartym dzieckiem i zaraz po jego urodzeniu. Tak jest jak ma się firmę. Przecież nie odmówię. Wielu klientów oddałam mężowi. Pracowałam na jego firmę, na jego opinię. Bardzo dobrze. Dzięki mojej mrówczej pracy udało mu się podpisać świetnie kontrakty. Korzyści z tego czerpie moda laska, dla której los się odmienił.
Akurat u nas bardzo dużo pieniędzy szło na dzieci. Oszczędzałam. Oszczędzałam też niestety na sobie, czego żałuję. Mogłam być bardziej wygodna. Zwyczajnie oddanie rodzinie nie popłaca. Może się nie opłaca, ale jako kobieta wiem, że wywiązuję się najlepiej jak potrafię z tego co uważam za słuszne.
Nie wiem czy jest dobrze, abyśmy musiały tak gonić. Wyrzekały się tego co w życiu piękne i moim zdaniem wartościowe, co jest w zgodzie z naturą.
Nic na to nie poradzę, że kariera nie jest dla mnie najważniejsza. jest na drugim miejscu. Bez pracy jednak nie potrafię w pełni cieszyć się macierzyństwem.
Anhedonia, nie wiesz czy mój mąż za chwilę nie będzie dysponował majątkiem większym niż P. Zamachowski.
Poligrafia to czasem olbrzymie pieniądze. Sam park maszynowy wart jest kilkanaście, kilkadziesiąt milionów zł.

Zuzanna cieszę się, ze masz pracę. Jestem za wielotorowością. Praca, własny rozwój, zadbanie o zmianę decyzji sądu, bycie mamą, koleżanką ...
Powolutku odzyskasz równowagę. Nie sądzę jednak, abyś pogodziła się z tym, co uważasz za niesprawiedliwe. Możesz jak najbardziej zaakceptować sytuację. Ale jak można się na nią godzić...?
Tak właśnie czyni wiele kobiet. Godzą się. Zakasują rękawki i zasuwają. Zasuwać owszem, ale walczyć też o to co uważamy, że się nam zwyczajnie należy.

Posty [ 196 do 260 z 1,226 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024