Zdań na ten temat może być wiele.
Sama odeszłam od męża i sama walczę o swoje dalsze życie. Nie rozumiałam z początku postawy Zuzanny ale ona chyba z czasem ewaluowała dzięki Wam i chyba jest trochę lepiej choć tak naprawdę jej sytuacja zbytnio się nie zmieniła.
Ale o co mi chodzi. Anhedonia nie wiem czy Ty naprawdę wierzysz w przytaczane przez Ciebie argumenty?
Może i jestem jednym z tych wielu beznadziejnych przypadków i prawie, że patologią. Czy uprawiam martyrologię?
Nie skończyłam studiów-potrzebne były pieniądze których moja mama nie miała a tato alimentów nie płacił ( miał dwie nowe córki do których się przyznawał), postanowiłam więc zdobyć pracę której w tym czasie dla kobiet nie było. No a, że byłam młoda, bez doświadczenia i nie wybrzydzałam to znalazłam niezbyt intratne zajęcie i na "czarno" żeby mamie do życia dołożyć.
Sznurek dziewczyn które stały w kolejce na castnig mi zazdrościł że zostałam wybrana, a mnie obiecano, że kiedyś dostanę umowę... stare dzieje.
Czas mijał poznałam księcia z bajki, potem ślub i warunek w pracy aby w ciążę nie zachodzić.
Mijają dwa lata dostałam umowę, a czas był na potomstwo, z przyczyn zdrowotnych lekarz sugerował.
I tak zakończyła się moja pierwsza praca. Zaszłam w ciążę mija kolejny rok, powrót do byłej pracy niemożliwy, z nową jeszcze trudniej. Nie poddaję się i koleżanka załatwia mi posadę. Jest trudno, karmię piersią biegam do opiekunki potem pracy, na karmienie, do opiekunki wracam kąpię małego i kładę spać. Z mojej pensji nie zostaje prawie nic, mąż narzeka, że za późno obiad jemy, że dom źle posprzątany, że zakupy nie zrobione (praca w sklepie do 18 i wszystkie soboty).Jeszcze się nie poddaję. Mija pół roku, pokarm zanika, mały zaczyna chorować kolejne pół roku koszmar- większość dni w szpitalu. Przy tym wszystkim wpadka i druga ciąża, dowiaduję się i trafiam do szpitala na podtrzymanie,a syn wraca do domu na rekonwalescencję. Potrzebne są leki na uodpornienie i powrót do zdrowia. Po 4 miesiącach leżenia rodzę córkę. Kolejne dwa lata w domu bez prawa do wychowawczego.
Trudny czas, mąż studia, i kursy językowe;takie wymogi w pracy- jedyne źródło naszego utrzymania.
Brak pieniędzy- zagryzam zęby i szukam pracy.
Znajduję na zastępstwo, z dojazdem ale co tam Matka Polka, córka do opiekunki, młody przedszkole, pensja pokrywa koszty opieki i dojazdu do pracy. Mi nic nie zostaje prócz zmęczenia i marnego doświadczenia do wpisu w CV no i kłótnie w domu.
Zakończenie umowy i znów poszukiwanie pracy.
Tym razem znajduję pół etatu- chociaż w domu posprzątane i obiad na czas. I tak mijają lata przedszkola, potem szkoły podstawowej.
Ciągle czuję się i jestem traktowana jak darmozjad "bo Ty tylko na suchy chleb zarabiasz".
Tak myślisz Anhedonia?Prawie 20 lat takiego życia i może za mało się starałam, nie poszukałam lepszej pracy, a może nie powinnam decydować się na dzieci?
Jestem po rozwodzie i jakie mam możliwości wyrównania szans na "normalne", zwykłe życie?
Lata nieskładkowe, albo niskie składki, brak majątku bo niski udział w przyczynieniu się do niego, alimenty śmieszne bo dziecko z ojcem ma takie same jak dziecko ze mną. Jedno mieszka w pałacu a drugie na wynajętym pokoiku ze mną.
Mam walczyć w sądzie o jakieś prawa? Za co i z kim? Że szarej myszy się w d...e poprzewracało?
Nie stać mnie na wynajęcie prawników, a Ci darmowi mniej radzą niż Wy tutaj. Nie mam też siły ani zdrowia psychicznego aby stanąć naprzeciw silnego, faceta,który ma wszelkie środki i narzędzia w zasięgu ręki aby pokazać mi co rządzi światem.
20 lat żyłam na warunkach i prawach Polskiej rzeczywistości.
Nie piszę tego po to aby się użalać nad sobą. Dziś wiem że 20 lat temu mogłam wybrać inne życie. Że małżeństwo mogłam traktować jak firmę, że prowadzić mogłam dziennik, zbierać różne papiery, że mogłam nie ufać, że kalkulować, ale do głowy by mi nie przyszło że emerytura po 67 roku będzie dopiero możliwa;)
Dziś wiem, że resztę życia mogę spędzić w sądzie niosąc oręż. Ale ja nie chcę już o nic walczyć, CHCĘ ŻYĆ za swoje albo nie żyć wcale.
Gwarancji zaspokojenia potrzeb nie da nam nikt i w żadnym czasie.
Władza ma zagwarantowane prawa do :
zdrowia, pracy, płacy, oraz prawa.
My zwykli ludzie możemy sobie dać:
miłość, szacunek, oparcie i zgodę, ale tylko kiedy będziemy tego naprawdę chcieli.
DZIECI nie mają władzy więc NIE MAJĄ GWARANCJI, zdane są na łaskę swych opiekunów i ich serce.