Zuzanno wyjasnij sprawe ubezpieczenia zdrowotnego, bo jak sygnalizowalam, od stalych alimentow od meza, mozesz byc ubezpieczona. Tak wyczytalam na stronach NFZ.
Rybko!
Jasne,że mogę się "potem" martwić. Spoko...potem też będę, ale na razie martwię się teraz...
300 za fikcyjne ubezpieczenie z 500 alimentów ? Pytałam się ile średnio można zarobić za sprzątanie - ok 25 /30 złotych za dzień i to jak ma się szczęście - Ukrainki koszą konkurencję są tańsze.
Zuza
ja w stolicy to 150 zl na 120 m2 sprzątania i to stawka rynkowa. moja zbajoma w lodzi sorzata 80 m2 za 100 zl wiec nie wiem skad te stawki?
Rybko!
Pytałam się ile średnio można zarobić za sprzątanie - ok 25 /30 złotych za dzień i to jak ma się szczęście
Zuzanno orientowałas sie w tym temacie ??
Moja sasiadka ma 80 zł / dniówki ( 10zł /godzine ) + płaca za dojazd bo ma 30km autobusem . W miesiącu ma około 700zł- 1000zł dodatkowo pracujac ( 2-3raz/tyg)
Moze jej naprawde sie udało a moze sa takie realne stawki nie wiem . Ale nie sadze ze za 3zł/godz( jak sugerujesz ) ktoś podjął by sie pracy .
Elfinko!
Dziś jeszcze pójdę do ZUS dowiedzieć się. Z tego co przeczytałam to chyba mogę przy alimentach opłacać z nich sama ubezpieczenie (9% sumy alimentów, czyli w moim przypadku byłoby to 45 złotych) ale wolę się upewnić.
Byłoby to "coś" bo nie ukrywam, że spędza mi to dodatkowo i tak nie przychodzący sen z powiek.
Jeśli ma się ubezpieczenie, trochę łatwiej o pracę - tę na czarno.
Dziękuję Ci za podpowiedź. Widzisz, próbuję się ogarnąć, powiedzieć sobie - trudno skończyło się, minęło, będzie lepiej, szukaj pozytywów -ale prawdę powiedziawszy nie wychodzi. Przypominam sobie starą ramotkę - powieść "dla panienek" "Pollyannę" gdzie bohaterka grała w "zadowolenie" - ale gra - jak to gra jest iluzją.
Wysłuchałam audycji pani E Wojdyłło a pułapkach tak zwanej "autoafirmacji". Stwierdziła, że aby zadziałała, trzeba mieć wewnętrzne przekonanie o tym co się sobie mówi. Osoba z kompleksami ( a do takiej po rozwodzie awansowałam) nie może sobie powiedzieć jesteś wspaniała, dasz radę, będzie Ci dobrze...bo to nie prawda i oszukuje siebie samą na dodatek wiedząc o tym
Rybko, ma kolosalne szczęście!
Niestety stawki 2, 50 - 3 za godzinę to u nas norma przy tego typu zajęciach. Jasne, że się orientowałam, to nie tak, że ja nie szukam. Od czasu kiedy dostałam pozew nic innego nie robiłam, tylko szukałam dróg wyjścia. Po prawie roku - skrzydełka mi opadły. Mam za sobą okres złudzeń, że można się podnieść. Stąd moja teraz apatia.
Oczywiście, można walczyć "do upadłego"...tylko PO CO?
137 2014-09-16 12:37:06 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-09-16 12:44:51)
Zuza, to nie walcz ...
chcesz od nas potwierdzenia swojej tezy, bo ja nie rozumiem
przecież tylko Ty sama możesz sobie pomoc, wyrwać się z tej apatii
piszesz, że minął Rok czasu to bardzo dużo, czy liczyłaś, że nie będzie rozwodu?
Wiem, że jesteście na mnie "złe" za torpedowanie Waszych pomysłów - to nie tak, że ja nie chcę z nich korzystać, ja po prostu jestem realistką i wiem, że porywam się na prawie niemożliwe i że zaginiony sens i radość życia najprawdopodobniej się nie odnajdą. Widzicie, jakoś ciężko mi wyobrazić sobie, żebym czerpała satysfakcję z tego, że jestem np. sprzątaczką i że po miesiącu zasuwania poszaleję sobie w "Biedronce"....
Ależ kobieto, o jakiej satysfakcji piszesz! W Twojej sytuacji nie chodzi o satysfakcję z pracy, a o to, żeby mieć z czego żyć, bo 500 zł alimentów to, jak sama pisałaś, nie starczy nawet na opłaty!
Jeżeli ten wątek w ogóle jest prawdziwy (bo ta pomyłka z synem/córeczką trochę mnie zastanawia), to niestety Zuzanno musisz wziąć się w garść i zrobić co następuje:
a) walczyć dalej w sądzie o podwyższenie alimentów i ,tym razem, bardziej sprawiedliwy podział majątku, pomimo tego , że na tym świecie nie ma sprawiedliwości ![]()
b) pochodzić po urzędach i zacząć załatwiać wszystkie sprawy typu ubezpieczenie itp. - masz chyba jakieś koleżanki/przyjaciółki, które wiedzą, jak się takie sprawy załatwia, gdzie trzeba pójść, może mogą Ci pomóc?
c) wdrukować sobie do głowy, że samotne życie to też życie i trzeba je jakoś prowadzić. Pamiętaj, że nie WSZYSTKIE kobiety mają mężów i też żyją.
d) zastanowić się co ewentualnie możesz sprzedać, żeby utrzymać się i nie zadłużać mieszkania (jakaś złota biżuteria, etc.). Najważniejsze teraz, to nie wpaść w spiralę długów.
e) zmienić leki, na takie, które pomogą odzyskać lepszy nastrój.
f) ewentualnie poprosić o pomoc dzieci, żeby, jeszcze raz powtarzam, NIE WPAŚĆ W DŁUGI.
g) rozejrzeć się za sprzedażą mieszkania, a potem kupić nawet bardzo małą kawalerkę - 140 tys. na pewno wystarczy. Przy okazji można sprzedać te rzeczy, które nie zmieszczą się w małym mieszkanku ![]()
h) poszukać pracy, pomimo, że ciężko ci sobie wyobrazić, żeby czerpać z niej satysfakcję. Niestety, z mojego doświadczenia, praca bardzo często NIE DAJE satysfakcji, ale ma dawać pieniądze. Sorry, ale taki mamy klimat ![]()
Więcej rzeczy nie przychodzi mi na razie do głowy.
A na śmierć zawsze jest czas. Uwierz mi, osoby, które wiedzą, że odchodzą do wieczności bardzo chciałyby żyć
, więc piep...nie o śmierci, dlatego, że "mąż mnie opuścił" jest conajmniej nie na miejscu. Nie ta ranga problemu.
Droga Zuzanno. Odnoszę wrażenie, że robisz wszystko aby.....nic nie zrobić. We wszystkim widzisz problem, wszędzie schody, nic się nie da. Musisz zmienić swoje podejście
. Trochę optymizmu i więcej dynamiki w działaniu. Nie leżysz przykuta do łózka i nie umierasz na raka
. Zbierz się trochę w sobie. Umrzeć jeszcze zdążysz
- bez obaw. Ustal sobie plan działania i krok po kroczku realizuj. Znajdź pracę. Na alimentach nie pojedziesz za daleko. I nie mów, że sie nie da, że wiek, że brak doświadczenia. Jak ktoś bardzo chce to znajdzie. Zresztą chyba nie masz wyjścia. Powinno Cię to mobilizować a nie zniechęcać. Powodzenia ![]()
zuzanna, nie wiem, gdzie się dowiadywałaś, ale za sprzątanie jest stawka 2,5
odbieram to raczej tak, że chyba nie jesteś zainteresowana ta pracą
w moim mieście płąci się za mieszkanie około 100 m jakieś 100 zł
jako osoba samotna z dochodem 500 zł miesięcznie masz prawo do:
ubiezpieczenia przez ośrodek pomocyb społęcznej
ewentualnie powiatowy urząd pracy
masz prawo starac się o swiadczenia z pomocy społecznej - np. zasiłek celowy na leki, lub dodatek mieszkalny do czynszu i opłąt za mieszkanie w swojej gminie
masz prawo zarejestrowac się jako osoba bezrobotna i wziąć udział w szkoleniach/przekwalifikowaniach/wsparciu w powrocie na rynek pracy
masz naprawde dużo mozliwości
musisz je tylko zobaczyć
i z nich skorzystać
My się nie rozumiemy!
Oczywiście, że nie chcę żyć, ani tym bardziej TAK żyć. Jasne, że nie jestem zainteresowana praca sprzątaczki. Jak najbardziej mam prawo do ubiegania się o zasiłek. Mogę także zbierać puszki i butelki po śmietnikach, przenieść się do suteryny - możliwości jest wiele....w teorii
Mieszkanie sprzedać teoretycznie mogę - praktycznie sytuacja wygląda tak, że duże są tanie, małe drogie. Te tańsze są do remontu co w praktyce oznacza wymianę wszystkiego od okien i drzwi począwszy...na urządzeniach sanitarnych skończywszy.
Widziałyście proponowane kursy? To są kursy dla osób po podstawówce i nie dają żadnych kwalifikacji - umiejętność worda i exela mam opanowaną, 100 godzin angielskiego, niemieckiego też od dawna za sobą. Potrafię napisać cv.,
Potrafię piec, gotować, robić na drutach, szydełku wszelkie decupage, sutasze i filcowania mam "w małym palcu"
Nic innego nie proponują...
Zanim zaczniecie Kochane potępiać, oburzać się, wyrzucać że tylko labiedzę, spróbujcie zrozumieć.
Po pierwsze zdradzana, oszukiwana,nie młoda," z dobrym" do tej pory życiem mam się przestawić na byle jaką wegetację. Tylko dlatego, że mój beztroski małżonek zafundował sobie dziecko. Czy Wy w takiej sytuacji z entuzjazmem rzuciłybyście się w wir życia? Czy raczej w wir rzeki?
Jestem sama - najgłupsza choroba, która mnie unieruchomi na jakiś czas - będzie olbrzymim problem.
Oczywiście mam przyjaciółki, koleżanki, znajome - z reguły w takiej samej sytuacji jak ja byłam dotąd - żony przy mężach.
Sprzedać coś komuś - Znacie chętnych na książki? Bo w zasadzie tylko to mi zostało? Próbowałam w antykwariacie - udźwigałam się i dostałam 20 złotych. Bilet "do miasta i z powrotem" kosztował 9 zeta...
Biżuteria ( obrączka, parę pierścionków) pójdą na opłacenie apelacji.
Nie wymyślam, po prostu życie mnie już nie cieszy, nie postrzegam go jako "wartości samej w sobie". Nie spodziewam się od niego niczego dobrego więc chyba nie powinno dziwić że nie mam na nie ochoty.
Potrafię piec, gotować, robić na drutach, szydełku wszelkie decupage, sutasze i filcowania mam "w małym palcu"
Możesz spróbować:
- piec, gotować ludziom na różne uroczystości typu komunie, chrzciny itp (ogłoszenie bezpłatne możesz zamieścić w necie np. tablica)
- szydełkować, robić na drutach czapeczki, szaliczki, sweterki i wstawiać również w necie na sprzedaż.
Tak na gorąco mi wpadło do głowy ![]()
My się nie rozumiemy!
Oczywiście, że nie chcę żyć, ani tym bardziej TAK żyć. Jasne, że nie jestem zainteresowana praca sprzątaczki. Jak najbardziej mam prawo do ubiegania się o zasiłek. Mogę także zbierać puszki i butelki po śmietnikach, przenieść się do suteryny - możliwości jest wiele....w teorii
...
Nie wymyślam, po prostu życie mnie już nie cieszy, nie postrzegam go jako "wartości samej w sobie". Nie spodziewam się od niego niczego dobrego więc chyba nie powinno dziwić że nie mam na nie ochoty.
I co w związku z tym? Pstrykniesz palcami i przestaniesz (żyć)?
Powiedz szczerze JAKI jest cel TEGO wątku...? Startujesz w kategorii NAJBARDZIEJ nieszczęśliwej? Bo NAWET Twoje życie nie stanęło w miejscu - czy Ci się to podoba, czy nie ONO trwa. Będziesz tak narzekać przez następne 5, 10, 15 lat i NIC więcej od życia nie chcesz?
Bo wiesz- przeszłości NIE DA RADY zmienić - a przyszłość... w Twoich rękach.
My, tu na forum, przy najlepszych chęciach Ci jej nie udoskonalimy. TO możesz tylko Ty.
Powodzenia
Nie nie pstryknę palcami.
Poczekam do pierwszych mrozów.
Hipotermia to podobno najłagodniejszy sposób rozstania się z tym światem. Zaszycie się w odludnym zakątku w zimową noc zażycie środków nasennych ( mam ich trochę)ewentualnie i popicie alkoholem powinno załatwić sprawę.
Przemyślałam to sobie - powinno się udać. Waham się z tym alkoholem, wolałabym aby wyglądało na wypadek. Nie chciałabym dzieci zostawiać z traumą
145 2014-09-16 16:39:39 Ostatnio edytowany przez Lala1234 (2014-09-16 16:43:40)
Zuzanna dzięki za pomysły! Ja myślę o tym rozwiązaniu z krótką przerwą, od dawna. Teraz myślę intensywanie. Prawdę mówiąc wyziębienia nawet "próbowałam" ale to boli. Zimno boli. mieszne, wytrzymałam niecałą godzinę prawie nago przy -18 i nie dostałam nawet zapalenia płuc ![]()
No więc tak moja teoria jest następująca - jeśli mówisz komuś, że chcesz się zabić to się raczej tak naprawdę nie chcesz zabić. Chcesz uciec, chcesz zniknąć, chcesz żeby ktoś Cię uratował. Niestety instynkty są tak silne, że musiałabyś prawdopodobnie stracić przytomność, żeby sprawę doprowadzić do końca.
Kiedyś też chodziłam na terapię i usłyszałam "sama się musi Pani uratować". Ale chrzanienie. Hehe. Dziś mam zjazd.
PS. Jeśli masz dzieci to nie rób tego - one będą musiały z tym żyć.
oj zuzanna, zuzzanna
kobieta z dotychczas dobrym życiem, tysiącem umiejętności, poukłądana w głowie, mądra...
możesz wszystko
ja i tak uważam, że po prostu nie chcesz
zasłaniasz się tą beznadzieją. biedą, brakiem mozliwości - a kiedy próbujemy wyciągnąć rekę - obarczas nbas odpowiedzialnością za swój stan i straszysz samobójstwem zimą...
i my będziemy winni tak? bo zamiast wspólnie z tobą pokwękać mówimy - dziewczyno - weź się w garść, bo masz więcej niż widzisz...
może nie patrz na siebie swoimi oczami, a spójrz naszymi?
my wiemy, że po odejściu faceta zycie się nie kończy
rozumiemy, że się boisz postawić krok naprzód
że każdy wydaje ci się zły, bo ty byś chciała postawić krok do tyłu i wrócić do bezpiecznej przeszłości.. ale jej już nie ma....
będzie tylko to, co przed tobą
i tylko ty zadecydujesz, co zrobisz
dzieci z trauma zostawić nie chcesz? a co to za dzieci, które teraz z trauma zostawiają ciebie?
ja nie uważam, że ty musisz wybrać "BYCIE SPRZĄTACZKĄ" sprzątanie - to tylko zajęcie - na chwilę, tu i teraz, mogłabyś równie dobrze zaopiekowac się jakimś maluchem - ludzie szukają opiekunek na potęgę
to, co będziesz robić, czy sprzatac,. czy zbierac butelki, czy kleić p[ierogi - NIE OKRESLA CIEBIE
tak samo jak fakt, że twój mąż odszedł i okazał się pateflonem- nie okrtesla ciebie jako wartościowej kobiety, która stworzyła swoim dzieciom i rodzinie dobry dom.
to są fakty - taka jesteś
taka, jaka chcesz być
a przeciez potrafisz wiele, możesz wiele
to nie prawda, że oferty są tylko na podstawy excela i dekupaże. chygba, że mieszkasz naprawde w malutkiej miejscowości...
ale przecież PUP jest w powiecie - i mają mozliwośc zaproponowania ci indywudialnego programu wsparcia.
147 2014-09-16 17:26:27 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-09-16 17:28:20)
ja i tak uważam, że po prostu nie chcesz
zasłaniasz się tą beznadzieją. biedą, brakiem mozliwości - a kiedy próbujemy wyciągnąć rekę - obarczas nbas odpowiedzialnością za swój stan i straszysz samobójstwem zimą...
i my będziemy winni tak? bo zamiast wspólnie z tobą pokwękać mówimy - dziewczyno - weź się w garść, bo masz więcej niż widzisz...
ja też tak uważam...
Zuza czy tylko tak straszysz nas czy jeszcze innych też?
może wyjazd za granicę do opieki ? nie musisz do b. chorej osoby ale jako do towarzystwa + prowadzenie domu , wiele kobiet z mojej miejscowości wyjeżdża nawet po 70 i bardzo sobie chwali
Wszystkie macie rację. NIE CHCĘ!
Nie chcę tego "nowego" wspaniałego życia, które podobno przede mną.
Nie ja jedna - niedawno pewna kobieta z tytułem profesorskim bawiąca z wizytą u siostry między drugim daniem a kawą wyskoczyła oknem..... Czy przypuszczacie, że dlatego iż obiad jej nie smakował? Wyskoczył jej pryszcz na nosie? Była poukładana, mądra, miała pracę i studentów, którzy ją lubili. Miała dorobek naukowy - to wszystko jednak nie było jej w stanie zrekompensować nieudanego życia osobistego.
Elfinko! będę mogła ubezpieczyć się w ZUS jak wyrok się uprawomocni, a jeśli złożę apelację po jej wyniku.
MoniaCo - oczywiście mogłabym robić gdybym miała na surowce - inwestowanie w ciemno w materiały jest w mojej sytuacji mocno ryzykowne. Robię różne drobiazgi na prezenty dla znajomych, ale zarobkowo? To bardzo czasochłonne i raczej mało opłacalne w dobie kiedy w szmateksie można kupić szalik za złotówkę. Owszem na studiach dorabiałam sobie w ten sposób, ale to były czasy, kiedy nic oryginalnego w sklepach nie było. Pieczenie, gotowanie...nie wiem jak u Ciebie, ale w mojej miejscowości zamożniejsi robią tego rodzaju imprezy w lokalach a ci mniej zamożni "własnymi siłami"
End - Aluzja - nikogo nie obarczam, ani nie straszę. Spojrzeć Waszymi oczami? - Już się boję! Zobaczę starą, marudną babę w pretensjach do całego świata, z"zasady" wszystko negującą, zawracającą porządnym ludziom głowę, epatującą nieszczęściem - a cóż to za nieszczęście - zdrada, oszustwo, kłamstwo, oczekującą, że wszyscy za nią coś zrobią. Tak przecież mnie postrzegacie.... Nawet ja sama aż tak źle o sobie nie myślę;-)
Widzisz wniosła bym poprawkę do Twojego "my wiemy, że po odejściu faceta życia się nie kończy". Otóż Wasze się nie kończy i bardzo dobrze, cieszę się z tego. Ale moje się skończyło, czuję się "umarnięta". Tak chętnie zrobiłabym krok w tył. Krok w przyszłość? Opowiem Ci coś...mam znajomą zachorowała na raka, amputacja piersi - mąż zwiał - nie mógł patrzeć na cierpienie - wrażliwiec cholera. Dzieci nie mieli. Powiedziała mi niedawno, że gdyby wiedziała, że tak będzie wyglądało jej przyszłe życie, nie zdecydowałaby się na te wszystkie cierpienia, które przeszła.
Dzieci nie obarczaj - nie zdają sobie sprawy z mego stanu - one też są w szoku i nie chcę ich martwić.
Facelia - na razie nie mogę rozważać wyjazdu - muszę złożyć apelację, sprzedać mieszkanie, załatwić sobie to ubezpieczenie, to wszystko wymaga mojej obecności na miejscu.
wszystkim Wam obiecałam, że spróbuję pożyć i spróbuję - do zimy na pewno, a jeśli macie choć trochę racji to może i dłużej.
Marmolada - Tobie nie odpisuję, bo masz niewłaściwe podejście. To co dobre jest dla mnie, jest absolutnie niedopuszczalne dla Ciebie. Zobaczysz, że życie uśmiechnie się do Ciebie, jestem tego pewna.
Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i życzę samych radosnych niespodzianek od losu
Prawda jest taka, że się użalasz nad sobą. To żadne wyjście, że nam powiesz: "pierdo...ę, mam to w du..e". Idziesz na łatwiznę i taka jest prawda. Na dodatek sądzisz, że zrobisz wszystkim na złość. Znam to doskonale z autopsji. Wieczne zawijanie kity i krzyk:"patrzcie jak cierpie". Jeju, jeju, weź się lepiej w garść, przestań jęczeć i weź się za siebie. Bez żadnych złośliwości to piszę. Potniesz się? Skoczysz z 10-go piętra? Dajesz. Kto Ci zabroni? Do tego też trzeba mieć jaja. Przestań usprawiedliwiać swoją żałosność i bierz się do życia. Powodzenia.
Prawda jest taka, że się użalasz nad sobą. To żadne wyjście, że nam powiesz: "pierdo...ę, mam to w du..e". Idziesz na łatwiznę i taka jest prawda. Na dodatek sądzisz, że zrobisz wszystkim na złość. Znam to doskonale z autopsji. Wieczne zawijanie kity i krzyk:"patrzcie jak cierpie". Jeju, jeju, weź się lepiej w garść, przestań jęczeć i weź się za siebie. Bez żadnych złośliwości to piszę. Potniesz się? Skoczysz z 10-go piętra? Dajesz. Kto Ci zabroni? Do tego też trzeba mieć jaja. Przestań usprawiedliwiać swoją żałosność i bierz się do życia. Powodzenia.
Jaja powiadasz - nie wódź mnie na pokuszenie.... Znasz z autopsji? Ciekawe? Też oszukiwałeś, okradałeś, zdradzałeś żonę? No to fakt, masz jaja....
Zuzanna, 70 zł za 5 godzin sprzątania. Trudno jest znaleźć odpowiednią osobę. Moja mama zatrudnia kobietę ok 70l. Po rozwodzie ( zakochał się stary dziad w młodszej). Owszem musi też wysprzątać po pracy, ale jest do pomocy.
Nie chodzi nawet o pracę, ale co zamierzasz robić przez cały dzień? Mama ma 76 lat. Pracuje umysłowo, zatrudnia ludzi. Zapiernicza tak, że jestem dla niej pełna podziwu i mam nadzieję, że będę miała taką kondycję i tyle energii co ona. Zarabia jak na swoje lata chyba dosyć dobrze.
W urzędzie pracy u nas nie tylko są programy dla kobiet 50+, ale słyszałam także, że taką osobę można wziąć na staż.
Na razie wykonuję wszystkie czynności sama. Ale jakbym miała brać stażystę to wolałbym osobę starszą. Jest dyspozycyjna i może być bardziej zaufana. Wiedziałabym co dać do zrobienia takiej osobie.
Jestem załamana jak czytam inteligentną kobietę, która biadoli, że nie ma męża, któremu może usługiwać.
Nie przesadzaj, jak to jest szczytem twoich pragnień to jest wielu panów, którzy potrzebują gosposi. Gotuj takiemu co 2 dni obiady. Ktoś u was w mieszkaniu też sprzątał. Więc sprzątać potrafisz.
A tak całkiem serio, to wydaje mi się, że spokojnie możesz szukać pracy bardziej ambitnej. Nie wiem dlaczego masz akurat sprzątać. Możesz być pomocna w pracach biurowych, możesz upilnować dziecka, pomóc w lekcjach. Nie musisz latać ze szmatą.
Ale potrzebujesz wiary, że ci się uda. Wiary w siebie. Masz szansę nie umrzeć jako służąca męża.
Nie musisz być sprzątaczką. Nie musisz pracować ciężko fizycznie. Po prostu masz załamanie nerwowe i nie widzisz przyszłości co jest zrozumiałe.
A tak swoją drogą to praca w Biedronce na kasie przynajmniej daje niezależność i chyba jest lepsza od siedzenia w domu.
Wydaje mi się jednak, że tobie jest wstyd. Nie chcesz robić byle czego. Doskonale cię rozumiem.
153 2014-09-16 21:54:31 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-09-16 21:56:49)
Spojrzeć Waszymi oczami? - Już się boję! Zobaczę starą, marudną babę w pretensjach do całego świata, z"zasady" wszystko negującą, zawracającą porządnym ludziom głowę, epatującą nieszczęściem - a cóż to za nieszczęście - zdrada, oszustwo, kłamstwo, oczekującą, że wszyscy za nią coś zrobią. Tak przecież mnie postrzegacie.... Nawet ja sama aż tak źle o sobie nie myślę;-)
tak się Zuza nam przedstawiasz ...
i trochę przykro, że nie zauważasz naszej chęci pomocy i naszego wsparcia wobec ciebie ale to już drobiazg prawda ?
Jestem w trakcie rozwodu z winy męża. Nie potrafię sobie poradzić ze świadomością, że przez ostatnie pięć lat mój mąż prowadził podwójne życie- z kochanką ma czteroletniego syna. Przez ten cały czas cynicznie mnie i nasze dorosłe dzieci oszukiwał, wykorzystywał i okradał. Kiedy zorientował się, że,dowiedziałam się ( zupełnie przypadkiem) prawdy, przysłał mi smsa, że występuje o rozwód. Jestem załamana. Nie pracowałam zawodowo, teraz zostanę "z niczym". Ale najbardziej boli mnie to, że po przeszło trzydziestu latach nie zasłużyłam sobie nawet na to, żeby usłyszeć z jego ust prawdę.
Przeraża mnie każdy następny dzień, kładąc się spać marzę o tym, żeby już nigdy się nie obudzić. Niestety nawet usnąć mi się nie udaje.
Jestem pod opieką psychiatry, ale zaordynowane środki średnio działają. Czy któraś z użytkowniczek ma podobne doświadczenia? Jak sobie z nimi poradziła? Czy możliwe jest podniesienie się po czymś takim?
Prawde mowiac nie mam pojecia... nigdy mnie nikt nie zdradzil, nie zostawil...
Ale gleboko wierze, ze tak, podniesiesz sie, znajdziesz szczescie, znowu wszystko bedzie kolorowe...
Nie czytalam wszystkich postow, nie sledzilam tematu, dlugo mnie tu nie bylo... ale: trzymam kciuki i przesylam ogrom pozytywnej energii ![]()
.
zuzzana
ja widzę, że masz poukłądane w głowie, masz dużą świadomośc siebie i swoich potrzeb, jesteś inteligentna,. zorganizowana
widzę, że jesteś w dołku, bo boisz się tego, co przed tobą
słusznie zdiagnozowałam, że chciałąbyś cofnąć czas
sądzę nawet, że gdybyś mogła to zrobić - to pewnie teraz, gdybyś dowiedziała się o zdradzie męża-milczałabyś i udawała, że nie wiesz.. bo tak było bezpiecznie prawda?
Zuzzanna- mnie mąż zdradził. rozwaliło mi to świat
jestem z nim. to było trudne i dla mnie i dla niego
przeszłam przez piekło pogrzebania starego życia z nim i nauczenia się nowych relacji - facet po przejściach i kobieta skrzywdzona
dzisiaj wiem jedno - i ty też to poczujesz, już niedługo - żestan, w którym teraz jesteś to najgorsze cholerstwo, jakie cię spotkało. i kiedy ten stan minie - będziesz już wiedzieć - ile zniosłaś, na co cię stać i na co już nigdy się nie zgodzisz
i ty się z tego stanu ockniesz - bo za dużo masz w sobie, żeby to rozmienić na okno, albo prochy
mam przytjaciółkę cięzko chorą na raka - pamiętam, jak modliłam się, żeby jej choroba przeszła na mnie, bo ona może być szczęsliwa a moje życie miałoby chociaż taki sens - że bym je komuś oddałam
pamiętam, jak marzyłam, by nie budzić się kolejnego ranka z myślą.. zdradził.. nie ma już tego świata, tego życia
znasz to prawda?
znasz ten moment, kiedy otwierasz oczy a pierwsza myśl w twojej głowie to..... zdradził, opdszedł, rozwiodłam się, bezsens..
znasz to i czujesz
i mogę ci tylko powiedzieć jedno - ale do tego musisz dojść sama
dojdziesz do momentu, kiedy zrozumiesz, że jego zdrada, oszustwo, kłamstwo, NIE STANOWI o tobie
nie ma tak naprawdę wpływu na ciebie - bo tylko ty masz wpływ, co z tym zrobisz i co z tymi uczuciami zrobisz...
dojdziesz do momentu, w którym zrozumiesz, że masz znacznie więcej od niego, jego suczy, ich dziecka - masz uczciwość, prawdę, lojalność, wiesz, co to znaczy kochać. Zrozumiesz, ile jestes warta
i zrozumiesz, że takie życie i taką zuzkę trzeba chronić - i to twoje zadanie...
poczujesz to
a jesli ta zima będzie ciężka, trudna, to masz nas...
pisz, marudź, kwękaj, strasz nawet... ale daj sobie czas..
zuzanno ja jestem 26 lat w związku , mojemu też się poprzewracało w głowie , wiem jak to boli tym bardziej że też nigdy nie pracowałam zawodowo i niczego mi\nam nie brakowało ,dzięki radom tutejszych dziewczyn spojrzałam inaczej na życie i mają rację "jeśli masz liczyć to licz na siebie " musisz dać sobie szansę , wszystkie tutaj jesteśmy z Tobą.
157 2014-09-17 09:03:07 Ostatnio edytowany przez Kathy08 (2014-09-17 10:15:49)
My się nie rozumiemy!
Oczywiście, że nie chcę żyć, ani tym bardziej TAK żyć. Jasne, że nie jestem zainteresowana praca sprzątaczki. Jak najbardziej mam prawo do ubiegania się o zasiłek. Mogę także zbierać puszki i butelki po śmietnikach, przenieść się do suteryny - możliwości jest wiele....w teoriiZanim zaczniecie Kochane potępiać, oburzać się, wyrzucać że tylko labiedzę, spróbujcie zrozumieć.
Po pierwsze zdradzana, oszukiwana,nie młoda," z dobrym" do tej pory życiem mam się przestawić na byle jaką wegetację. Tylko dlatego, że mój beztroski małżonek zafundował sobie dziecko. Czy Wy w takiej sytuacji z entuzjazmem rzuciłybyście się w wir życia? Czy raczej w wir rzeki?
Jestem sama - najgłupsza choroba, która mnie unieruchomi na jakiś czas - będzie olbrzymim problem.
Oczywiście mam przyjaciółki, koleżanki, znajome - z reguły w takiej samej sytuacji jak ja byłam dotąd - żony przy mężach.
po prostu życie mnie już nie cieszy, nie postrzegam go jako "wartości samej w sobie". Nie spodziewam się od niego niczego dobrego więc chyba nie powinno dziwić że nie mam na nie ochoty.
Kobiety (i mężczyzno) komentujące ten wątek, czy Wy nie widzicie, że Zuzanna mentalnie tkwi w XIX wieku? Doradzamy kobiecie, która od 30 lat nie żyła własnym życiem tylko życiem męża. Kobiecie po studiach, która przez 30 lat nie pracowała zawodowo, bo nie miała takiej potrzeby, nie widziała takiej potrzeby, miała inne priorytety, cokolwiek....
Moja Mama, która była 20 lat starsza (!!!!) od Zuzanny zawsze mi powtarzała, że kobieta powinna mieć własne pieniądze, własną emeryturę, żeby nie liczyć tylko na pieniądze męża - i pracowała ponad 30 lat wykonując różne prace.
Dla Zuzanny jej mąż był całym jej życiem. Mąż odszedł = życie się skończyło. Sama przecież pisała, że mąż nie pozwolił jej iść do pracy, że mąż załatwiał wszystkie sprawy urzędowe, a ona była żoną przy mężu. Śmiem twierdzić, że wspólni znajomi byli głównie znajomymi męża z pracy. Jej koleżanki - to też żony przy mężach. Zuzanna, wraz z odejściem męża, straciła swoją pozycję Pani Radcowe/Pani Doktorowej/Pani Dyrektorowej (wybierzcie co chcecie), a my jej doradzamy pracę sprzątaczki. Przecież to śmieszne.
Wydaje mi się, że gdyby mąż Zuzanny, po odkryciu jego zdrady, nie wystąpił o rozwód, to Zuzanna przymknęłaby oko na wszystko i dalej byliby małżeństwem.
Zuzannno, kiedy przeczytałam Twoje rojenia o samobójstwie mam pytania:
- po pierwsze czy Twój lekarz wie, jakie fantazje snujesz?
- po drugie czy Twoje dzieci wiedzą w jakiej fatalnej kondycji psychicznej jesteś? Zakładam, że są to już dorośli odpowiedzialni ludzi , a nie nastolatki, i w tej sytuacji mają obowiązek znać prawdę i mają obowiązek zając się Tobą, bo wygląda, że dotychczasowe leczenie i terapia nie przyniosły wiele pożytku.
Napiszę wprost: NIKT ZDROWY NIE FANTAZJUJE O SAMOBÓJSTWIE.
Rok po odkryciu zdrady, a Ty dalej nie możesz się pozbierać. Potrzebujesz wsparcia i pomocy i profesjonalnego leczenia.
Życie jest piękne, pomimo wszystko, ale Ty, która żyłaś nie swoim życiem, niestety tego nie umiesz dostrzec.
Beznamietnosc napisał/a:Prawda jest taka, że się użalasz nad sobą. To żadne wyjście, że nam powiesz: "pierdo...ę, mam to w du..e". Idziesz na łatwiznę i taka jest prawda. Na dodatek sądzisz, że zrobisz wszystkim na złość. Znam to doskonale z autopsji. Wieczne zawijanie kity i krzyk:"patrzcie jak cierpie". Jeju, jeju, weź się lepiej w garść, przestań jęczeć i weź się za siebie. Bez żadnych złośliwości to piszę. Potniesz się? Skoczysz z 10-go piętra? Dajesz. Kto Ci zabroni? Do tego też trzeba mieć jaja. Przestań usprawiedliwiać swoją żałosność i bierz się do życia. Powodzenia.
Jaja powiadasz - nie wódź mnie na pokuszenie.... Znasz z autopsji? Ciekawe? Też oszukiwałeś, okradałeś, zdradzałeś żonę? No to fakt, masz jaja....
Jak będę chciał się podzielić zdradami to niewątpliwie założę takowy wątek
. Nigdy nic nie ukradłem - to tak na marginesie. Co się tak wściekasz i warczysz? Ach, no przecież mam rację. Stawiaj się tam gdzie powinnaś a nie tutaj. Spożytkuj tę energię na szukanie roboty i konkretne działania.
Z autopsji znam użalanie się nad sobą. Wbij sobie do głowy, że NIE JESTEŚ PĘPKIEM ŚWIATA i NIE BĘDZIESZ. Powtórzę, bo widzę, że nie trafia. Użalanie się nic Ci nie da. Jeszcze trochę Twoich postów i większość uzna Cię za marudę i szantażystkę w stylu:"nie chcę żyć, potnę się" blablabla. Nie pisz co możesz zrobić. Po prostu coś zrób i się tym pochwal. Kibicujemy Twoim działaniom a nie ględzeniu.
Moja Mama, która była 20 lat starsza (!!!!) od Zuzanny zawsze mi powtarzała, że kobieta powinna mieć własne pieniądze, własną emeryturę, żeby nie liczyć tylko na pieniądze męża - i pracowała ponad 30 lat wykonując różne prace.
Ludzie w małżeństwie mają prawo tak podzielić obowiązki jak uważają. Jest wiele kobiet przy mężu. I często mężczyźni tego chcą. Tak też chyba było w tym przypadku. A pieniądze w małżeństwie są wspólne. Jestem w podobnym wieku jak Zuzanna - i gdy ja wychodziłam za mąż - sprawa małżeńskiej wspólnoty finansowej była powszechna i oczywista. Tu zawiódł mąż, oszukał, zdradził, zostawił, złamał zasady, które sam przecież ustalił. Zuzannna jest rozżalona, trudno jej znaleźć się w nowej sytuacji, nie chce zejść na sam dół drabiny społecznej. Ale jest mądra i ambitna, więc wierzę, że nie zejdzie. Ale zdrada zaufania boli. I ja ją rozumiem. Jestem w podobnym wieku, przeżyłam oszustwo męża. Też codziennie budziłam się z palpitacjami serca, z myślą, że zostałam oszukana. Tarczyca szalała. Wskaźniki spadły 10-krotnie poniżej normy. Też chciałam oszczędzać dorosłe dzieci, bo mają swoje problemy.
Ale wierzę, że Zuza się podniesie. W końcu czas leczy rany.
Zuzanno - przeczytałam wątek. Jestem z Tobą. Wierzę, że jesteś silna. Pamiętaj "Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło".
No tak jak zwykle "weź się w garść" krzyczą najgłośniej Ci którzy nigdy tak naprawdę nie musieli się brać w garść. Nie każdy ma skłonności depresyjne i niekoniecznie wie jaką szkodę można zrobić podobnymi wpisami.
Zuzanna58 uważam, że masz ogólnie beznadziejnie. Bezgranicznie ciężko i bardzo Ci współczuję. Może możnaby zmienić leki, ale to też nie zawsze pomaga. Nie słuchaj mądrali, którzy wybrali lepiej i pouczają innych. Teskty w stylu "lepiej mieć pracę, lepiej mieć swoje pieniądze" itd. No to mnie śmieszy. Trafiłaś na drania. Uważam, że spotkała Cię wielka tragedia. Najgorzej, że Cię okradł, pozbawił wszelkiej wiary w przyzwoitość ludzką, w sens życia w ogóle..
Powiem Ci że ja ogólnie też nie chcę takiego świata. Nie zgadzam się na taki świat, bez wartości. Mnie też koleżanka mówiła "wypłacaj gotówkę z bankomatu i odkładaj, bo Twojemy małżowi coś odbija". No ale jaki to ma sens? To jak przekreślenie wszystkich wartości, w które się wierzy. Czy można patrzeć na siebie wtedy w lustrze. Nie sprawdzałam i kasy też nie mam (choć mam pracę więc pod tym względem jestem w lepszej sytuacji niż Ty).
I też nie umiem się "wziąć w garść". I co? Czy ktoś to rozumie? Powiem szczerze, że jeszcze nie spotkałam takiej osoby, stąd to forum.
Jest wiele kobiet przy mężu. I często mężczyźni tego chcą.
no właśnie ... czy kobiety też tego chcą ?
zgadzają się na takie rozwiązania, bo ...
przykład Zuzanny pokazuje, że warto mysleć a co będzie jeśli ...
dla Zuzanny zbyt późno na takie myślenie ale czytają forum kobiety w rożnych momentach swojego życia
I też nie umiem się "wziąć w garść". I co? Czy ktoś to rozumie? Powiem szczerze, że jeszcze nie spotkałam takiej osoby, stąd to forum.
jesteś nader niesprawiedliwa marmolado ...
"Ludzie w małżeństwie mają prawo tak podzielić obowiązki jak uważają. Jest wiele kobiet przy mężu. I często mężczyźni tego chcą. Tak też chyba było w tym przypadku".
No, właśnie, często mężczyźni tego CHCĄ, a kobiety nie mają swego zdania i robią to, czego chce mężczyzna, tak? A w rezultacie mężczyźni często, na co wskazuje historia Zuzanny i, jak rozumiem, Twoja też, nie wywiązują się ze SWOICH zobowiązań wobec żony. Zuzanna napisała przecież, że jej mąż wyprowadził wszystkie ich WSPÓLNE oszczędności z konta, w sądzie wykazał zaniżone dochody itd. żeby nie płacić wyższych alimentów i zrobił to w majestacie prawa, a ona nic nie mogła poradzić.
Więc skoro prawo nie stoi po stronie Zuzanny i innych żon przy mężach, to zdrowy rozsądek dyktowałby zadbanie o swoje własne interesy (np. właśnie poprzez podjęcie jakiejś pracy) jeszcze wtedy, kiedy małżeństwo trwało w dobrym zdrowiu i zgodzie. Ale wątek niepracujących żon był już tu na forum poruszany osobno.
No tak jak zwykle "weź się w garść" krzyczą najgłośniej Ci którzy nigdy tak naprawdę nie musieli się brać w garść. Nie każdy ma skłonności depresyjne i niekoniecznie wie jaką szkodę można zrobić podobnymi wpisami.
I też nie umiem się "wziąć w garść". I co? Czy ktoś to rozumie? Powiem szczerze, że jeszcze nie spotkałam takiej osoby, stąd to forum.
Skąd wiesz kto musiał a kto nie?
Tak, rozumie. Zawsze możesz siąść i płakać. Powodzenia
marmolada1984 napisał/a:No tak jak zwykle "weź się w garść" krzyczą najgłośniej Ci którzy nigdy tak naprawdę nie musieli się brać w garść. Nie każdy ma skłonności depresyjne i niekoniecznie wie jaką szkodę można zrobić podobnymi wpisami.
I też nie umiem się "wziąć w garść". I co? Czy ktoś to rozumie? Powiem szczerze, że jeszcze nie spotkałam takiej osoby, stąd to forum.
Skąd wiesz kto musiał a kto nie?
Tak, rozumie. Zawsze możesz siąść i płakać. Powodzenia
Wiem, bo ktoś kto przeszedł kiedyś depreseję i silne myśli samobójcze/autodestrukcyjne, to, o ile nie jest sadystą, nie powie osobie w takim stanie "weź się w garść". To co przeżywa Zuzanna58 w mojej ocenie jest dla Ciebie abstrakcyjne. Nie chciałam Cię urazić w żaden sposób. Tak to odbieram.
marmolada1984 napisał/a:I też nie umiem się "wziąć w garść". I co? Czy ktoś to rozumie? Powiem szczerze, że jeszcze nie spotkałam takiej osoby, stąd to forum.
jesteś nader niesprawiedliwa marmolado ...
Właśnie sprawiedliwa. W moim otoczeniu koleżanek w ciąży, bądź z babsami i szcześliwych mężatek, nie znajduję zrozumienia. Stąd właśnie forum, gdzie, jak sądzę, jest więcej poranionych i tutaj czytając niektóre historie znajduję zrozumienie lub przynajmniej poczucie ekhm, no typowe kobiece "mam tak samo".
Beznamietnosc napisał/a:marmolada1984 napisał/a:No tak jak zwykle "weź się w garść" krzyczą najgłośniej Ci którzy nigdy tak naprawdę nie musieli się brać w garść. Nie każdy ma skłonności depresyjne i niekoniecznie wie jaką szkodę można zrobić podobnymi wpisami.
I też nie umiem się "wziąć w garść". I co? Czy ktoś to rozumie? Powiem szczerze, że jeszcze nie spotkałam takiej osoby, stąd to forum.
Skąd wiesz kto musiał a kto nie?
Tak, rozumie. Zawsze możesz siąść i płakać. PowodzeniaWiem, bo ktoś kto przeszedł kiedyś depreseję i silne myśli samobójcze/autodestrukcyjne, to, o ile nie jest sadystą, nie powie osobie w takim stanie "weź się w garść". To co przeżywa Zuzanna58 w mojej ocenie jest dla Ciebie abstrakcyjne. Nie chciałam Cię urazić w żaden sposób. Tak to odbieram.
Nie jesteś w stanie mnie urazić. Miałem do czynienia nie tylko z depresją. Miałem do czynienia nie z gadaniem o samobójstwie ale niejako partycypowałem w takich wydarzeniach w dosyć "osobliwej" sytuacji. Dlatego nie wzrusza mnie takie pierniczenie. Nie wzrusza mnie również historia Zuzanny. Walenie na forum o zabiciu się uważam za prowokacyjne i dziecinne. Jasne, byli tacy co pisali, nikt im nie pomógł i skończyli ze sobą. Cóż, bywa i tak. Tylko, że nie od tego jest forum.
Wracając do pani Zuzanny. Z tego co czytam chce coś zrobić. Nie widzę w tym żadnych chęci umierania, tylko zwykłe użalanie się. Skoro ma taką świadomość, proszę uprzejmie niech zmieni lekarza, poszuka pracy, sciśnie męża za jaja. A nie w kółko, nie da się, nie mam kasy, nie mam pracy, okradł mnie, oszukał blablabla. To siedź i rycz, nic nie rób, skocz z Pałacu Kultury i tyle. Głupie gadania. Kobieta świadoma swojej sytuacji a nie chora psychicznie wymagająca hospitalizacji.
Ma depresję? Lekarz sie kłania. Nie pomaga? Szukać następnego. Do skutku. Znam ludzi, którzy lata przeleżeli w wyrku zwalając wszystko na depresje i marnując swoje życie. Skoro nie da się pomóc, nie da się nic zrobić, nie ma wyjścia, nie ma opcji, nie ma nic.......to faktycznie siąść i płakać.
Marmolado, oceniasz ludzi niesprawiedliwie i po pozorach. Ja np. mam za sobą wieloletnią walkę z nerwicą i depresją, nie jestem mężatką, nie śpię na forsie, itp.
Ale, nawet w najgorszym okresie mojego życia, pracowałam, bo musiałam, i nie użalałam się nad sobą, tylko walczyłam o siebie.
A Zuzanna pisze o samobójstwie, a to oznacza, że musi zmienić lekarza, terapeutę, leki i .........po prostu zawalczyć o siebie. Nie ma "wziąć się w garść" tylko ma się leczyć, a nie pisać, że się nie da.....
Wracając do pani Zuzanny. Z tego co czytam chce coś zrobić. Nie widzę w tym żadnych chęci umierania, tylko zwykłe użalanie się. Skoro ma taką świadomość, proszę uprzejmie niech zmieni lekarza, poszuka pracy, sciśnie męża za jaja. A nie w kółko, nie da się, nie mam kasy, nie mam pracy, okradł mnie, oszukał blablabla. To siedź i rycz, nic nie rób, skocz z Pałacu Kultury i tyle. Głupie gadania. Kobieta świadoma swojej sytuacji a nie chora psychicznie wymagająca hospitalizacji.
Ma depresję? Lekarz sie kłania. Nie pomaga? Szukać następnego. Do skutku. Znam ludzi, którzy lata przeleżeli w wyrku zwalając wszystko na depresje i marnując swoje życie. Skoro nie da się pomóc, nie da się nic zrobić, nie ma wyjścia, nie ma opcji, nie ma nic.......to faktycznie siąść i płakać.
Weź tylko pod uwagę to, że jest rozwódka od 5 dni. Po 30 latach małżeństwa. Trzeba czasu by po takiej traumie dojść do równowagi emocjonalnej i zobaczyć światełko w tunelu. Co prawda od jakiegoś czasu wiedziała, że pewnie tak to się skończy. Ale ten jej mąż, mimo że ma nowe życie i nowe dziecko, to jednak powinien jej pomóc rozpocząć to nowe a nie okradać ze wszystkiego. W końcu on nie chciał, by pracowała zawodowo. Ludzie po kilku miesiącach bezrobocia wpadają w apatię i trudno im wstać z łóżka, by szukać pracy. Tak twierdzi niejedna młoda osoba.
Mimo to wierzę, że Zuza się podniesie. Jest silna, ale nie oczekujmy od niej na razie pełnego otwarcia na świat. Czas, czas
Beznamietnosc napisał/a:Wracając do pani Zuzanny. Z tego co czytam chce coś zrobić. Nie widzę w tym żadnych chęci umierania, tylko zwykłe użalanie się. Skoro ma taką świadomość, proszę uprzejmie niech zmieni lekarza, poszuka pracy, sciśnie męża za jaja. A nie w kółko, nie da się, nie mam kasy, nie mam pracy, okradł mnie, oszukał blablabla. To siedź i rycz, nic nie rób, skocz z Pałacu Kultury i tyle. Głupie gadania. Kobieta świadoma swojej sytuacji a nie chora psychicznie wymagająca hospitalizacji.
Ma depresję? Lekarz sie kłania. Nie pomaga? Szukać następnego. Do skutku. Znam ludzi, którzy lata przeleżeli w wyrku zwalając wszystko na depresje i marnując swoje życie. Skoro nie da się pomóc, nie da się nic zrobić, nie ma wyjścia, nie ma opcji, nie ma nic.......to faktycznie siąść i płakać.Weź tylko pod uwagę to, że jest rozwódka od 5 dni. Po 30 latach małżeństwa. Trzeba czasu by po takiej traumie dojść do równowagi emocjonalnej i zobaczyć światełko w tunelu. Co prawda od jakiegoś czasu wiedziała, że pewnie tak to się skończy. Ale ten jej mąż, mimo że ma nowe życie i nowe dziecko, to jednak powinien jej pomóc rozpocząć to nowe a nie okradać ze wszystkiego. W końcu on nie chciał, by pracowała zawodowo. Ludzie po kilku miesiącach bezrobocia wpadają w apatię i trudno im wstać z łóżka, by szukać pracy. Tak twierdzi niejedna młoda osoba.
Mimo to wierzę, że Zuza się podniesie. Jest silna, ale nie oczekujmy od niej na razie pełnego otwarcia na świat. Czas, czas
Biorę wszystko pod uwagę. I trzymam kciuki. Nic dla mnie nie jest abstrakcyjne - jak ktoś mi to zarzucił. Nie mam zamiaru się licytować na to "kto więcej przeżył". To, że o tym nie ględzę nie znaczy, że nie dostałem po dupsku, nie byłem na dnie i nie chodziłem po ścianach. Do tego byłem odpowiedzialny za innych. Za ich życie lub śmierć. Dosłownie. Więc litości z tym ocenianiem.
Problem w tym, że Zuzanna "chce" aby napisać: "masz przesrane, faktycznie", pogłaskamy Ją po główce i będzie ok. Nie będzie. Wszystko w Jej rękach.
Na tym zakończę swoja aktywność w tym wątku. Pozdrawiam ![]()
Weź tylko pod uwagę to, że jest rozwódka od 5 dni. Po 30 latach małżeństwa. Trzeba czasu by po takiej traumie dojść do równowagi emocjonalnej i zobaczyć światełko w tunelu. Co prawda od jakiegoś czasu wiedziała, że pewnie tak to się skończy. Ale ten jej mąż, mimo że ma nowe życie i nowe dziecko, to jednak powinien jej pomóc rozpocząć to nowe a nie okradać ze wszystkiego. W końcu on nie chciał, by pracowała zawodowo.
Oczywiście, że mąż powinien Zuzannie pomóc, ale nie pomaga. Dobrze zatem, że Zuzanna zdecydowała się na złożenie apelacji. Niech mąż płaci Jej przynajmniej jakieś sensowne alimenty. Może uda Jej się wywalczyć też lepsze warunki podziału majątku. I za to trzymam kciuki.
...Beznamiętność...dzisiaj to samo, może trochę delikatniej chciałam napisać.....
Zuzanna lekarz jest niezbędny....
No tak jak zwykle "weź się w garść" krzyczą najgłośniej Ci którzy nigdy tak naprawdę nie musieli się brać w garść. Nie każdy ma skłonności depresyjne i niekoniecznie wie jaką szkodę można zrobić podobnymi wpisami.
...
Zuzanna58 uważam, że masz ogólnie beznadziejnie. Bezgranicznie ciężko i bardzo Ci współczuję. .
Ciekawy wniosek... bo mam wrażenie, że większość wypowiadających się JEDNAK wie o czym mowa, bo została HANIEBNIE potraktowana przez osoby, która SAME (i dobrowolnie) zobowiązały się do wzajemnego wsparcia, ZAUFANIA i co tam jeszcze wiąże się z byciem w związku. PRZECIWNIE to "ludzie po przejściach"
NIEMNIEJ w danej sytuacji są TYLKO dwie drogi: albo coś robić albo siedzieć i czekać na śmierć ![]()
No bo jaka jest ewentualność trzecia?
Dobrze mówią przedmówcy - stan psychiczny NIE pozwala na podjęcie niezbędnych kroków ku samodzielności na TEN MOMENT(trudno: NA TO rady nie ma, trzeba temu wyzwaniu stanąć twarzą w twarz) - TRZEBA sięgnąć po pomoc lekarską...
Myślę, że wszyscy współczują, inaczej omijaliby wątek szerokim kołem...
Dziękuję Wszystkim za wpisy, rady, słowa pokrzepienia, współczucie, zrozumienie i kubły zimnej wody.
Wiem, że chcecie mi pomóc.
Wiele z osób piszących tu przechodziło lub przechodzi podobny dramat i one chyba rozumieją mnie najlepiej.
Próbuję walczyć - wbrew sobie, "na rozum" Cóż niestety człowiek ( a nawet kobieta - to do "Beznamiętności" ;-)) jest tak skonstruowany, że sfera emocjonalna jest bardziej rozbudowana niż intelektualna - stąd pewnie tyle nierozsądnych decyzji. Nic nie mogę poradzić na to, że między tym co wiem, a tym co czuję jest wielki rozdźwięk.
Co z tego że wiem, iż "prawo moralne" jest ze mną? To tylko pogłębia mój smutek. Zostałam wychowana w poszanowaniu uczciwości tak też wychowałam swoje dzieci. Może powinnam je za to przeprosić? Powiedzieć im oszukujcie, zdradzajcie, knujcie bo to się bardziej opłaca? Nigdy dla nikogo niczego nie poświęcajcie, bo wyjdziecie na naiwniaków?
Próbuję, naprawdę próbuję "wziąć się w garść". W " pozanetowym" życiu nie użalam się. Nikt z bliskich mi osób nie zdaje sobie sprawy z mego stanu. Dlatego piszę o tym Wam.
"Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:
czyjeś ciało i ziemię całą,
a zostanie tylko fotografia
to - to jest bardzo mało"
zuzanna jest jeszcze
nie widziałam cię od miesiąca...
widać mozna zyc bez powietrza
czyli - to wcale mnie było powietrze...
co nie??
End - Aluzja
"...Bywają dziwacy,
którzy z pokrzyw i mleczów składają bukiety,
lecz gdzież są tacy,
którzy by całowali włosy starej kobiety?
Jestem sama,
babcia mi na imię -
czuję się jako czarna plama
na tęczowym świata kilimie..."
Niech Cię nie niepokoją
Cierpienia Twe i błędy
Wszędzie są drogi proste
Lecz i manowce są wszędy
O to chodzi jedynie
By na przód wciąż iść śmiało
Bo zawsze się dochodzi
gdzie indziej , niż się chciało
Zostanie kamień z napisem
Tu leży taki a taki
Każdy z nas jest Odysem
Co wraca do swej Itaki.
178 2014-09-18 10:05:31 Ostatnio edytowany przez alcybiades (2014-09-18 10:09:54)
...Zuzanna jestem w pracy, ale myślę o Tobie...sama pisząc przechodzę coś w formie autoterapii..życie - jedynie ono posiada wartość bezwzględną i z niego rodzi się wszystko...wolność należy się tylko temu, kto posiada dość siły, by ją sobie zapewnić....mam na myśli wolność szeroko pojętą, wolną od stereotypów naszych przyzwyczajeń itd...litość jest marnowaniem energii...nie ważne do kogo do siebie, czy innych..czyli poczucie swej pozycji i integralność umysłowa.....to napędza, daje wiarę na lepsze jutro... jak się zmotywować?..sama mam z tym problem...dorastam do zmian, łącznie z przeprowadzką, zmianą pracy..zrobię to..na to co mam teraz ciężko pracowałam..stabilizacja finansowa, prawie odchowane dzieci, które nie zostaną ze mną, widzą inne ciekawe sytuacje do rozwoju i dobrze...i ja chcę jeszcze czegoś, bo coś nie wyszło..gówniane małżeństwo.... .miłość nie spełniona itd...można by wyliczać, ale po co skoro tak dużo jeszcze chcę...czytam o samopoznaniu o przyjaźni, relacjach, dużo się z nich dowiedziałam o sobie, piszę do siebie - coś jak pamiętnik, pisanie uwalnia moje prawdziwe myśli i pragnienia, łączy podświadomość ze świadomością, to co piszę to jest tylko dla mnie i na pewno nie kłamie......powoli przewartościowuję życie, a łaskawe dla mnie nie było i nie raz zwątpiłam..sama decyduje o tym, co jest dla nas wartościowe, a co nie....nikt za mnie tego nie zrobi chociaż często wolimy, aby ktoś za nas podejmował decyzję..... ulegamy tak zwanym silnym osobowościom, a najczęściej robimy to, co inni....biorąc odpowiedzialność za własne decyzję.... godząc się z tym, że sami sobie rozkazujemy, że sami dla siebie jesteśmy szefami dowiadujemy się, że nasze postrzeganie świata jest zależne od wartości jakie sobie tworzymy...popisałam co myślałam...i jestem z Tobą...
End - Aluzja
lecz gdzież są tacy,
którzy by całowali włosy starej kobiety?
Ja wiem, poezja poezją, ale Zuzanno, nie MYŚL o sobie jako o starej kobiecie!!!
Zuzanno - odrywam się od pracy, by napisać. Niekontrolowane łzy spływają mi po policzku. Ale jestem, jestem przy biurku i pracuję - uff - mimo obaw, że już na pewno nie dam rady. Włączam automat i wstaję. Fajnie, że Tobie też się udało.
Moja mama też została sama, bez pracy i pieniędzy. Ode mnie nie chciała przyjąć gotówki. Robiłam niektóre opłaty i zapełniałam jej lodówkę jedzeniem - starałam się to robić co weekend (mieszkam w innym mieście). Trwało to 2 lata. W tym czasie nie byłam pewna czy matka nie wywinie mi numeru i jak to się mówi "strzeli samobója". W wieku 55 lat ciężko znaleźć pracę. tym bardziej, że nie miała szansy na pracę w zawodzie (wyższe wykształcenie, ale ?nie na topie?). W końcu znalazła pracę za totalnie marne grosze jako ?zanieś przynieś pozamiataj?. Ale jestem z niej dumna. Szukając pracy przez te dwa lata okropnie się ?umartwiała? ? teraz rozumiem, że to oznaka depresji. Oszczędzała strasznie na sobie ? ?nie zasługuję na jedzenie? mówiła. Koszmar. Ale gdzieś tam była zawzięta ? całymi dniami roznosiła CV, praktycznie błagała o zatrudnienie. Potrafiła wiele kilometrów przejść na pieszo np. do podmiejskiej fabryki, by oszczędzić na koszcie biletu komunikacji miejskiej? Kosztowało ją to naprawdę wiele, to dłuuuga historia.
Ale uwaga ? teraz moja mama jest na tyle silna, że mnie wspiera w mojej trudnej sytuacji. Nie wiem, co bym bez niej zrobiła. Jest biedna ale samodzielna. Jest dla mnie dowodem na to że po tragediach, niektórzy się podnoszą. A ona przeżyła ich niestety zbyt wiele. Jest wrażliwa i tak samo wychowało mnie, nie przygotowała na ten wyrachowany świat. Dobrze, że jest nas więcej.
Dziękuję Wszystkim za wpisy, rady, słowa pokrzepienia, współczucie, zrozumienie i kubły zimnej wody.
Wiem, że chcecie mi pomóc.
Wiele z osób piszących tu przechodziło lub przechodzi podobny dramat i one chyba rozumieją mnie najlepiej.
Próbuję walczyć - wbrew sobie, "na rozum" Cóż niestety człowiek ( a nawet kobieta - to do "Beznamiętności" ;-)) jest tak skonstruowany, że sfera emocjonalna jest bardziej rozbudowana niż intelektualna - stąd pewnie tyle nierozsądnych decyzji. Nic nie mogę poradzić na to, że między tym co wiem, a tym co czuję jest wielki rozdźwięk.
Co z tego że wiem, iż "prawo moralne" jest ze mną? To tylko pogłębia mój smutek. Zostałam wychowana w poszanowaniu uczciwości tak też wychowałam swoje dzieci. Może powinnam je za to przeprosić? Powiedzieć im oszukujcie, zdradzajcie, knujcie bo to się bardziej opłaca? Nigdy dla nikogo niczego nie poświęcajcie, bo wyjdziecie na naiwniaków?
Próbuję, naprawdę próbuję "wziąć się w garść". W " pozanetowym" życiu nie użalam się. Nikt z bliskich mi osób nie zdaje sobie sprawy z mego stanu. Dlatego piszę o tym Wam.
"Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:
czyjeś ciało i ziemię całą,
a zostanie tylko fotografia
to - to jest bardzo mało"
Zuza czy chociaż troszeczkę wiary zaczepiło w tobie forum? czy trochę pomaga? to pisz kochana pisz ...
próbujesz, to już bardzo dużo i pisz koniecznie o rezultatach, tego próbuję ![]()
In - ka
Zdecydowałam się na apelację. W poniedziałek zaniosę pismo do sądu - przez weekend skonsultuję to jeszcze z prawnikiem. Ocenia moje szanse fifty - fifty, ale gorzej być nie może, a ryzykuję "tylko" 600 złotych opłaty sądowej. Za porady prawnicze nie płacę - syn koleżanki udziela mi ich charytatywnie. Upiekę mu za to tort - już mam "wizję" będzie w kształcie wagi Temidy.
Bardzo możliwe, że od wtorku będę pracować. Przyjaciółka ma niewielkie biuro podróży, i choć wiem, że doskonale daje sobie radę sama, zaproponowała mi pół etatu. Kasa niewielka, ale będę mieć ubezpieczenie, a przede wszystkim jakiś stały obowiązek mobilizujący do zadbania o siebie i wyjścia z domu. Oczywiście nie pozwoli mi to na życie na jakimś tam poziomie, ale i tak jestem jej bezgranicznie wdzięczna. Już zaczynam dla niej szyć sutaszowy naszyjnik we wszystkich kolorach tęczy....
Pytasz czy odzyskałam wiarę w siebie - niestety nie - ogólnie jestem "niewierząca". Ale odzyskałam odrobinę wiary w ludzi, odzyskałam umiejętność wyartykułowania swego bólu. To chyba już coś? Życie nadal boli i nie sprawia mi żadnej przyjemności, ale zaczynam odczuwać "obowiązek" życia
To Wasza zasługa! Dziękuję!
In - ka
Zdecydowałam się na apelację. W poniedziałek zaniosę pismo do sądu - przez weekend skonsultuję to jeszcze z prawnikiem. Ocenia moje szanse fifty - fifty, ale gorzej być nie może, a ryzykuję "tylko" 600 złotych opłaty sądowej. Za porady prawnicze nie płacę - syn koleżanki udziela mi ich charytatywnie. Upiekę mu za to tort - już mam "wizję" będzie w kształcie wagi Temidy.
Bardzo możliwe, że od wtorku będę pracować. Przyjaciółka ma niewielkie biuro podróży, i choć wiem, że doskonale daje sobie radę sama, zaproponowała mi pół etatu. Kasa niewielka, ale będę mieć ubezpieczenie, a przede wszystkim jakiś stały obowiązek mobilizujący do zadbania o siebie i wyjścia z domu. Oczywiście nie pozwoli mi to na życie na jakimś tam poziomie, ale i tak jestem jej bezgranicznie wdzięczna. Już zaczynam dla niej szyć sutaszowy naszyjnik we wszystkich kolorach tęczy....
Pytasz czy odzyskałam wiarę w siebie - niestety nie - ogólnie jestem "niewierząca". Ale odzyskałam odrobinę wiary w ludzi, odzyskałam umiejętność wyartykułowania swego bólu. To chyba już coś? Życie nadal boli i nie sprawia mi żadnej przyjemności, ale zaczynam odczuwać "obowiązek" życia
To Wasza zasługa! Dziękuję!
hurrraaaaa!
Zuzanna, bardzo sie ciesze. Malymi kroczkami do przodu. Moim zdaniem mozesz wystapic o zwolnienie z kosztow sadowych. Trzymam kciuki.
Konfiturko, Elfinko. Cieszę się, że się cieszycie :-) Jeśli chodzi o zwolnienie z kosztów, to uwzględniam to w apelacji, ale najpierw zapłacić muszę.
Dodatkowo ucieszyłam się, że nie muszę osobiście stawiać się w sądzie. Za każdym razem wizyta w tym ,szacownym skądinąd, budynku kosztowała mnie wiele zdrowia i nerwów.
Doskonale Cie rozumie, bo mialam w swoim zyciu 37 spraw, zwiazanych z pierwszym malzenstwem. Przez 5 lat nie opuszczalam tego budynku :-)
Konfiturko, Elfinko. Cieszę się, że się cieszycie :-) Jeśli chodzi o zwolnienie z kosztów, to uwzględniam to w apelacji, ale najpierw zapłacić muszę
ZDAJE się, że NIE MUSISZ.
Rafał R. Kasprzycki
aplikant radcowski napisał:
"Niedawno złożyłem apelację od niekorzystnego dla mnie wyroku. Sprawa toczy się w postępowaniu cywilnym. Czy ze względu na trudną sytuację majątkową mogę wnosić o zwolnienie mnie przez sąd z kosztów apelacji?
Obecnie kwestie opłat od apelacji oraz ewentualnego zwolnienia od tej opłaty określa ustawa o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. W sprawach cywilnych, jeżeli ktoś złożył apelację i nie opłacił jej z góry, sąd wezwie go do uiszczenia opłaty za apelację w wysokości ustalanej zazwyczaj od wartości przedmiotu zaskarżenia.
W wezwaniu zostanie podany termin (siedem dni) wniesienia opłaty pod rygorem zwrotu apelacji. W powyższym terminie będzie on musiał albo tę opłatę uiścić, albo wnieść o zwolnienie z kosztów opłaty od apelacji ewentualnie postępowania apelacyjnego lub kosztów sądowych w ogóle.
Zgodnie z normami wspomnianej ustawy zwolnienia od kosztów sądowych może się domagać osoba fizyczna, która złożyła oświadczenie, że nie jest w stanie ich ponieść bez uszczerbku utrzymania koniecznego dla siebie i rodziny"
WARTO zamiast szukać PRZECIWIEŃSTW szukać ewentualnych ułatwień... zdaje mi się?
In - ka
Zdecydowałam się na apelację. W poniedziałek zaniosę pismo do sądu - przez weekend skonsultuję to jeszcze z prawnikiem. Ocenia moje szanse fifty - fifty, ale gorzej być nie może, a ryzykuję "tylko" 600 złotych opłaty sądowej. Za porady prawnicze nie płacę - syn koleżanki udziela mi ich charytatywnie. Upiekę mu za to tort - już mam "wizję" będzie w kształcie wagi Temidy.
Bardzo możliwe, że od wtorku będę pracować. Przyjaciółka ma niewielkie biuro podróży, i choć wiem, że doskonale daje sobie radę sama, zaproponowała mi pół etatu. Kasa niewielka, ale będę mieć ubezpieczenie, a przede wszystkim jakiś stały obowiązek mobilizujący do zadbania o siebie i wyjścia z domu. Oczywiście nie pozwoli mi to na życie na jakimś tam poziomie, ale i tak jestem jej bezgranicznie wdzięczna. Już zaczynam dla niej szyć sutaszowy naszyjnik we wszystkich kolorach tęczy....
Pytasz czy odzyskałam wiarę w siebie - niestety nie - ogólnie jestem "niewierząca". Ale odzyskałam odrobinę wiary w ludzi, odzyskałam umiejętność wyartykułowania swego bólu. To chyba już coś? Życie nadal boli i nie sprawia mi żadnej przyjemności, ale zaczynam odczuwać "obowiązek" życia
To Wasza zasługa! Dziękuję!
ciesze sie
Anhedonia!
Dzięki za podpowiedź. Spróbuję pójść tą drogą.
Pytasz czy odzyskałam wiarę w siebie - niestety nie - ogólnie jestem "niewierząca". Ale odzyskałam odrobinę wiary w ludzi, odzyskałam umiejętność wyartykułowania swego bólu. To chyba już coś?
Zuza to bardzo dużo ...
Do Wszystkich wspaniałych NetKobiet
"Czemuż ty się zła godzino
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć....
Minąć - a więc to jest piękne "
Życzę Wam, aby i Wasze złe godziny, dni, lata bezpowrotnie minęły
Do Wszystkich wspaniałych NetKobiet
Życzę Wam, aby i Wasze złe godziny, dni, lata bezpowrotnie minęły
Życie składa się z godzin, dni i lat dobrych oraz złych. Ze złymi walczymy, czasem z różnym skutkiem...... Upadamy i podnosimy się ......
Nie byłabym tu na tym forum, gdybym miała same dobre dni ![]()
Do Wszystkich wspaniałych NetKobiet
"Czemuż ty się zła godzino
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć....
Minąć - a więc to jest piękne "
Życzę Wam, aby i Wasze złe godziny, dni, lata bezpowrotnie minęły
Prawdziwie krzepiące!
MoniaCo - oczywiście mogłabym robić gdybym miała na surowce - inwestowanie w ciemno w materiały jest w mojej sytuacji mocno ryzykowne. Robię różne drobiazgi na prezenty dla znajomych, ale zarobkowo? To bardzo czasochłonne i raczej mało opłacalne w dobie kiedy w szmateksie można kupić szalik za złotówkę.
Dobrze rozumiem, że robisz na szydełku? Już robię zamówienie na czapkę dla mojej córeczki.
MoniaCo - oczywiście mogłabym robić gdybym miała na surowce - inwestowanie w ciemno w materiały jest w mojej sytuacji mocno ryzykowne. Robię różne drobiazgi na prezenty dla znajomych, ale zarobkowo? To bardzo czasochłonne i raczej mało opłacalne w dobie kiedy w szmateksie można kupić szalik za złotówkę.
Dobrze rozumiem, że robisz na szydełku? Już robię zamówienie na czapkę dla mojej córeczki.
Tak, dziubię na szydełku i na drutach. Z przyjemnością zrobię czapkę dla Twej córeczki.Podaj tylko obwód główki kolor czapeczki i fason, oraz czy ma to być czapeczka "na teraz" czy zimowa?
Pozdrawiam