rozwód po 30 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Strony Poprzednia 1 2 3 4 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 1,226 ]

66

Odp: rozwód po 30 latach

In _ka!
Jasne, że mam problem, w innym wypadku nie siedziałabym przy kompie. Jestem na "nie"...a w czym mam być na "tak"?
Uznać, że to wspaniale, że mąż mnie zdradzał, a gdy przestałam być potrzebna, po prostu wyrzucił?  Że dane mi było poznać nowe miejsce - sąd okręgowy i przeżyć nowe doznania - rozprawy? Cieszyć się, że mogę się ćwiczyć w cnocie ubóstwa? Że w niedługiej przyszłości poznam nowych ludzi -komorników bo nie stać mnie na płacenie czynszu?
Nie uważasz, że dopiero to było by oznaką choroby?
Czy to, że wyrażam brak aprobaty dla sytuacji, w której kobieta po trzydziestu latach pracy na rzecz rodziny, wychowaniu dwóch pełnowartościowych obywateli płacących podatki zostaje pozbawiona wszystkich świadczeń ( no  pewnie dostanę jakieś groszowe alimenty - mąż zadbał o to, żeby nie wykazywać dochodu) jest oznaką nienormalności?  Że w naszym kraju głośno krzyczą o konieczności zajęcia się ludźmi po pięćdziesiątce, podwyższa się wiek emerytalny nie stwarzając równocześnie miejsc pracy dla tych ludzi. Że mamy program ochrony zdrowia i dostępność do mammografów jest powszechna, ale już do lekarzy onkologów nie, a do terapii mocno iluzoryczna.
Oczywiście mogę "siedzieć cicho" i w ten sposób zapewnić sobie etykietkę "normalnej zadowolonej". Tylko czy o etykietkę chodzi?

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: rozwód po 30 latach

możesz żyć Zuza i znajdować radość życia pomimo...
tylko TY tego nie potrafisz, bo nie chcesz

czy jest chociaż jedna rzecz jedna sprawa, która sprawia Ci przyjemność?
świat nie jest sprawiedliwy - dlatego ludzie wymyślili sobie niebo ... ale nie jest też tak straszny, żeby nie mogło być gorzej - dlatego jest też piekło

i nie "siedź cicho" bądź głośna tylko głośna ŻYJĄC nie JĘCZĄC, bo wtedy jest sens ...

68 Ostatnio edytowany przez alcybiades (2014-09-11 09:54:43)

Odp: rozwód po 30 latach

...zuzanna...bardzo dużo zainwestowałaś w małżeństwo oraz mocno związałaś życie z mężem.....standard...kobiety starsze których małżonkowie odchodzą do młodszych kobiet, odczuwają to jako zamach na własną kobiecość ..... najprawdopodobniej myślisz że nie  spełniłaś się w roli żony i mąż dlatego wybrał młodszą, gdyż utraciłaś już fizyczną atrakcyjność, skupiasz swój ból i winę wokół własnej osoby.....jest to niebezpieczne, gdyż może prowadzić do różnych zaburzeń psychicznych.....za wszelka cenę na to nie pozwól, ratuj się za wszelką cenę.....wg mnie najlepsza jet grupa wsparcia, dokładnie tylko kobieta która przeżyła taka traumę jest w stanie zrozumieć to co teraz czujesz.....organizm zostaje w tym czasie tak bardzo wycieńczony, nie wspominając o psychice, że masz ochotę wyć...... mnie życie dało również popalić tak wiem jak to boli... brak snu....masz w sobie choć trochę agresji?..przekieruj ją na sprawę rozwodową..bądź konsekwentna, małe zwycięstwa będą dla Ciebie zbawienne...dodam jeszcze,że to minie...masz plan na działanie w sądzie?....

69

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno 58 jesteś przestroga dla wielu niepracujących kobiet, że każdy jest odpowiedzialny za własne życie.

A właściwie to twój mąż ma syna, czy córeczkę, bo tu chyba się nie można pomylić?

70 Ostatnio edytowany przez alcybiades (2014-09-11 12:50:19)

Odp: rozwód po 30 latach

...tak, nie ma emerytury z wychowywanie dzieci...

71

Odp: rozwód po 30 latach

Witam.Jak juz pisałam jestem jeszcze żoną alkoholika,który zdradził.Zuzanna- po zdradzie starałam się wybaczyć,jakoś to posklejać.Nie da się.Po roku czasu dzisiaj dla mnie to obcy człowiek,którego ani ja ,ani dzieci nie szanujemy.W wieku 55 lat zacznę wszystko od nowa.Oczywiście,że strasznie się boje przyszłości.Ale gdybym miała codziennie ogladac zdradzacza ,zastanawiać się co robi,z kim,kiedy wróci,to nie czułabym sie z tym dobrze.Ja go już nie chcę.Za zadne pieniądze.Wolę ciężko pracować,życ skromnie,ale godnie.Nie mogę się już tego doczekać.Ty jesteś jeszcze w szoku.Czas zrobi swoje.Ale zawalcz o swoje.Łaski Ci nie robi.Mieszkanie,alimenty - to jest najważniejsze.Przecież pracowałaś dla misia tyle lat.Teraz czas,aby Ci to zwrócił.Resztę sobie dorobisz.Można np.opiekować się starsza osobą,albo dzieckiem.Zawsze jest jakieś wyjście.Pozdrawiam.

72

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka
Znasz jakąś kobietę koło 60 której przytrafiło się coś cudownego?  Najbardziej ekscytujące w życiu takich kobiet to co najwyżej wydarzenie z cudzego życia,które można oplotkować.... Nie interesuje mnie wiszenie w oknie w oczekiwaniu aż ktoś poślizgnie się, na skórce od banana, siedzenie na ławce pod blokiem i plotkowanie z kumochami, ani rywalizacja, która lepiej ustroi ołtarz... To są tematy powszechne wśród moich sąsiadek.... Nie ganię ich za to...skoro sprawia im frajdę, czemu nie, ale to nie dla mnie

Ja znam wiele takich kobiet, samotnych z wyboru lub konieczności którym np. rodzą się wnuki i są potrzebne wręcz niezastąpione.
Znam parę wdowców, którzy poznali i pokochali się po 60 i wzięli romantyczny ślub na statku na szlaku jezior mazurskich. Znam wiele osób w bardzo różnym wieku, które zatraciły sens życia i odnalazły go kiedy zaczęły szukać. Psychologa zmień koniecznie. Masz dzieci, masz mieszkanie. Nawet jeśli nie pracowałaś zawodowo, a zajmowałaś się domem i wychowaniem potomstwa każdy sąd uzna dorobek w tym lokal za wspólny. Możesz liczyć na podział majątku i już masz z czym zacząć. Może wyjechać tam gdzie do dzieci będzie bliżej i łatwiej o pracę. Zobaczysz światełko w tunelu tylko musisz zechcieć uchylić powieki.... trzymam kciuki.

73

Odp: rozwód po 30 latach

Dziewczyny!
Odpowiadam Wszystkim - zbiorczo
In-ka: Wiele rzeczy mnie cieszyło - pieczenie ciasta, poezja śpiewana, dobra powieść, poznawanie nowych miejscowości - ale cieszyły wtedy, kiedy mogłam tę radość dzielić z mężem. Teraz faktycznie nic nie cieszy - podobno tak właśnie objawia się depresja.
Klara : podział majątku.... z majątku którego małżonek nie zdołał wyprowadzić zostało mieszkanie  warte jakieś 280 tysięcy,połowa z tego to 140 co za to kupię?  Nawet nie 20 metrów kwadratowych i to w stanie deweloperskim. Moje dzieci mieszkają w Londynie tam również za tę cenę niczego nie kupię a i pracy z kolokwialnym angielskim raczej też nie znajdę.
Zamoszcz: dzieci i staruszkowie odpadają, nie mogę pracować fizycznie - kręgosłup i wzrok na to nie pozwalają
Alcybiades :  Widzę, że rozumiesz co i jak się czuję. Musiałaś chyba  też przez to przechodzić :-( Niestety, nigdy nie byłam agresywna, więc i teraz jej nie mam. Nie mam też planu B ani C. Małe zwycięstwa... czy możemy za takie uznać fakt, że czasami udaje mi się na tyle ogarnąć, żeby wstać, umyć się i ubrać.
Jesteś pewna, że to minie?
Abrikade : Mąż z nowego związku ma syna, córeczkę i syna ma ze mną.  Nie wiem, jak mogłam napisać "siostrzyczkę" - chyba myślałam o tamtym dziecku, że ma siostrzyczkę
Klara:Nie rozumiem w jaki sposób wnuki mają mi zastąpić męża? Nie upatruję w nich źródła potencjalnego szczęścia. Nie interesują mnie  żadne śluby z wdowcami, nie potrafiłabym pokochać nikogo innego. Jestem estetką a mężczyźni "w stosownym wieku" są delikatnie mówiąc mało apetyczni. Ci którzy są do przyjęcia raczej szukają młodszych, a Ci co szukają w moim wieku chcą opiekunki, kucharki i sprzątaczki .A nawet gdybym się zakochała to bałabym się "powtórki z rozrywki" - nie potrafię już żadnemu zaufać
Pozdrawiam Was wszystkie i dziękuję za Waszą troskę - to, że nie mogę skorzystać z Waszych rad nie znaczy, że ich nie doceniam i nie jestem za nie wdzięczna. Oczywiście poinformuję Was o wyniku jutrzejszej rozprawy

74

Odp: rozwód po 30 latach

Dużo spokoju na jutro życzę... bo chyba tego najbardziej potrzeba w dniu rozprawy :-)

75

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza to brutalne co napiszę, ale właściwie do kogo masz pretensję i o co?

Kto kazał Ci trwać przy mężu i kochać? Kto kazał wierzyć, ufać? Gdzie miałaś rozum KOBIETO?

I to nie jest pytanie kierowane wprost do Ciebie, to pytanie kierowane do samej siebie.

To ja chciałam, To ja robiłam, To ja się starałam a on robił po swojemu tak jak chciał, tak jak czuł.
A przecież można było zastosować zasadę ograniczonego zaufania nieprawdaż?
A z prawnych "anegdotek" czyż nieznajomość prawa zwalnia nas od odpowiedzialności?

Nie cofniemy czasu, ani ja ani Ty.

Spokoju

76

Odp: rozwód po 30 latach

Dziewczyny
Właśnie zostałam rozwódką :-((((((((
Sprawiedliwość wygląda tak, że owszem mąż jest winny, ale ukarana zostaję ja.
Bo przecież dobro jego nieślubnego dziecka jest ważniejsze niż moje ubezpieczenie zdrowotne i dalsze życie. Wyfiokowana sędzina najwyraźniej niezadowolona, że musi tłumaczyć mi oczywiste oczywistości, zamiast rozpocząć już weekend, beztrosko stwierdziła, że wykazany dochód męża podzieli na trzy ( on, dziecko, ja) czyli przyznała mi 500 zeta alimentów i połowę mieszkania. Mam spłacić jego część. Nie wiem z czego, bo alimentów nie wystarczy nawet na opłaty - miesięcznie to 750 złotych. Na leki, które muszę brać do końca życia potrzebuję 200 złotych, a o jedzeniu i środkach czystości mogę zapomnieć już dziś. Sąd oczywiście uznał postępowanie męża za "naganne", zapoznał się z przedstawionymi przeze mnie licznymi orzeczeniami lekarskimi , ale "na oko" stwierdził, iż są to typowe schorzenia i nie wymagam opieki męża. No w dzisiejszych czasach nawet rak jest typowy:-(
Jak tu się nie załamać? Czy nadal uważacie, że powinnam cieszyć się życiem? Macie jakiś złoty środek?
Renesans - co Ty piszesz o "ograniczonym zaufaniu"? Jak można kochać i nie ufać? To co, według Ciebie już od dnia ślubu powinno się zbierać dokumentację, żeby "w razie czego" korzystnie się rozwieść?

77

Odp: rozwód po 30 latach

Faktycznie, trudną masz sytuację :-( Czasem jak już wszystko się sypnie, to dzieje się coś, co daje nam nadzieję na lepsze jutro.
Wierze, że niebawem w Twoim życiu coś takiego się wydarzy :-)

78

Odp: rozwód po 30 latach

Dziękuję Joanko.Chciałabym w to wierzyć, ale nie mogę. Czarne myśli napływają ławicą i nie sposób ich odgonić.

79

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza
kurczę nie wiem co napisać, rzeczywiście do dupy, ale wierzę że jest jakieś wyjście. Proszę tylko się nie załamuj...ja mam obraz mojej mamy, która w depresji się zapiła...nie tedy droga, wierzę że jest jakieś wyjście. Myślę o Tobie ciepło!

80

Odp: rozwód po 30 latach

Stokrotko, zapicie mi raczej nie grozi, przy tych dochodach.... Współczuję Ci bardzo, musiałaś przeżyć horror :-( Dlaczego ranią nas Ci których kochamy?

81

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza
wiesz, ja już chyba przeszłam swoje, śmierć 3 najbliższych osób (dziadkowie, którzy mnie wychowywali i mama), śmierć teścia, rozwód, o który sama wystąpiłam po zdradzie. Ból, ból na każdym kroku, ale cóż otrzepałam się i jestem tu gdzie jestem...

82

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Dziewczyny
Właśnie zostałam rozwódką :-((((((((
Sprawiedliwość wygląda tak, że owszem mąż jest winny, ale ukarana zostaję ja.

Renesans - co Ty piszesz o "ograniczonym zaufaniu"? Jak można kochać i nie ufać? To co, według Ciebie już od dnia ślubu powinno się zbierać dokumentację, żeby "w razie czego" korzystnie się rozwieść?

Zuza według mnie nie ale według prawa to już tak smile
Jak mogłaś tak krótkowzrocznie kochać? Dlaczego nie znalazłaś kochanka wcześniej? Dlaczego nie odkładałaś "na boku" czegoś tak tylko dla siebie?
Rozumiem to co czujesz choćby w małej części, bo mam podobnie i wiele kobiet to przechodzi.
Porozmawiaj z dziećmi jak to widzą, one z pewnością coś zaradzą.

Wiem, że nie tego chciałaś, wiem że nie o tym marzyłaś nie na to pracowałaś 30 lat. Ja też nie, tylko przez 20.

Pamiętam jak na starość wyobrażałam sobie męża w bujanym fotelu a mnie przynoszącą mu herbatę. On się wtedy miał do mnie uśmiechać:)

Pomyślisz ze spokojem jak emocje opadną i znajdziesz jakieś rozwiązanie.

83

Odp: rozwód po 30 latach

Renesans
Dlaczego kochałam krótkowzrocznie, nie znalazłam kochanka, nie odkładałam na boku ?Odpowiedź jest jedna- bo Kochałam! W miłości nie ma miejsca na kombinowanie, trzecią osobę,podbieranie wspólnych pieniędzy tylko dla siebie.... Miłość to zaufanie, szacunek i działanie dla dobra osoby którą się kocha. Niestety teraz się okazuje, że kochałam tylko ja....
Moje marzenia były podobne do Twoich:-(
Dziś przez całą noc natrętnie nasuwał mi się obraz męża wracającego triumfalnie do swego domu, tulącego tę "nową",szepczącego jej "Już nic nie stoi na przeszkodzie abyśmy byli prawdziwą rodziną! Taki jestem szczęśliwy. Tanio się wywinąłem"...
Boli, boli, boli....oni mają wszystko -mnie został tylko ból.
Dzieci tak samo bezradne jak ja...chciały by pomóc,ale nie mogą...same na dorobku - wyjechały niedawno.

84

Odp: rozwód po 30 latach

Stokrotko!
Śmierć dziadków, rodziców jest naturalnym zakończeniem życia.To nie umniejsza, rzecz jasna, naszego bólu po stracie, ale nie pozostawia traumy.Wiem, bo sama pochowałam oboje rodziców  i teściów.
Nie znam powodów dla których wystąpiłaś o rozwód, w którymś poście napisałaś, że małżeństwo było szczęśliwe, tylko Ty w nim nie byłaś szczęśliwa...Jednak była to Twoja decyzja.... Mam nadzieję, że teraz jesteś szczęśliwsza, czego Ci życzę z całego serca.
Wiesz wczoraj była piękna pogoda, podobna do tej, która towarzyszyła mi trzydzieści dwa lata temu, gdy w październiku brałam ślub.... Wtedy  szłam tanecznym krokiem, teraz wlokłam się, jakby całe moje ciało protestowało. Trzęsłam się z zimna, które czułam gdzieś "od środka". Mimo środków uspokajających dygotałam wewnętrznie. Dziwne wrażenie, że łzy, zamiast płynąć po twarzy, spływają mi do gardła, płuc i topię się w nich. Nie pamiętam jak dotarłam do domu...

85

Odp: rozwód po 30 latach

Witaj imienniczko!
...no to chwilowo masz przerąbane.
Ale tylko!chwilowo-bo za moment otworzą się następne "drzwi".
Cierpliwości!
Niech Twoja historia będzie "memento"dla innych kobiet.
Daj Sobie czas na żałobę,potem:
alleluja i do przodu!
Trzymaj się-przytulam!

86

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza
przeczytaj proszę mój wątek, tam jest chronologicznie opisana parszywosc mojego ex i jego zdrada, oszustwa którym bylam ponad 20 lat. Ex nie przyszedl nawet na pogrzeby,  nawet sie dziećmi wtedy nie zajął zeby mogla ogarnac a dodam ze jestem jedynaczka i moja mama tez była, musiałam obcych ludzi prosić.

87

Odp: rozwód po 30 latach

...no to kawał s....syna!
No ale :"psy szczekają a karawana idzie dalej"
Powodzenia!

88

Odp: rozwód po 30 latach

Stokrotko!
Przeczytałam Twoją historię.... Cóż mam napisać,może tylko tyle, że jesteś silną kobietą, a może to, że mając małe dzieci po prostu MUSIAŁAŚ znaleźć w sobie  tę siłę. Kwestia wieku też pewnie ma znaczenie, przed Tobą jeszcze dużo dobrych chwil...
Któraś z dziewczyn napisała, że kobietom po pięćdziesiątce nie jest już tak potrzebna rodzina, czułość,seks...to nie prawda:-( Im szczególnie jest to potrzebne, bo czują się podwójnie opuszczone - i przez biologię i przez ukochanego mężczyznę z którym wiązały swoją starość. Nie mają już żadnego oparcia, żadnej nadziei na poskładanie życia od nowa.... pozostaje im tylko samotne czekanie na koniec. Nie dziw się więc, że chcę go przyspieszyć. O śmierci myślę jak o dobrej przyjaciółce, która przyjdzie i zabierze mnie tam, gdzie nie ma już nic....poza spokojem

89

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, mozesz odwolac sie od wyroku i niech twoj byly szuka lepiej platnej pracy. Poradz sie adwokata, co dalej robic. Nie mozesz myslec tylko o smierci, tobie przydaloby sie sanatarium psychosomatyczne. Powinnas wyjechac i pod opieka specjalistow poukladac sobie wszystko w duszy, bo twoja dusza jest chora i w tym wszystkim to jest najwazniejsze.

90

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko
Złożenie apelacji 600 zeta, porada prawnika i napisanie tejże ok 2000....nie mam tych pieniędzy :-(
Jestem pewna, że mój małżonek ma znacznie wyższe dochody, bo niemożliwe jest aby z 1500 złotych z czego 500 ma dawać mnie, utrzymywał 3 osoby ( jego luba obecnie nie pracuje) płacił raty kredytu hipotecznego za dom, spłacał kredyt gotówkowy za wyposażenie tegoż domu, utrzymywał dwa samochody i jeszcze psa.... Ale sąd kieruje się tym, co wykazał.
Już w sądzie oświadczył, że nie znajdzie lepszej pracy- rocznik 1954 nie jest specjalnie poszukiwany... On jest kuty na wszystkie pięć końcówek ;-)
Nie wydaje mi się, aby sanatorium psychiatryczne mi pomogło - terapeutka proponowała leczenie szpitalne - ale się nie zgodziłam - czuję, że tam dopiero wpadłabym w czarną dziurę. Wiesz jak wyglądają szpitale psychiatryczne? Już sam ich widok przyprawia o ciarki, a cóż dopiero pobyt. Nawet "zwykły" szpital jest przedsionkiem piekła - miałam okazję się przekonać, przeszłam dwie poważne operacje.
Nie rozumiem dlaczego myślenie o śmierci ma być złe? Przecież ona i tak przyjdzie....

91

Odp: rozwód po 30 latach

Sanatorium psychosomatyczne, to nie jest psychiatryczne. Nauczysz sie innego spojrzenia na wiele rzeczy. Myslec o smierci w wieku 58 lat jest chore. Ja jestem starsza od ciebie, bardzo cierpie bo moja duzo mlodsza siostra choruje na beznadziejnego raka (ma przerzuty), ale nigdy nie przyszlo by mi do glowy mysl samobojcza. Czy wiesz jak moja siostra chce zyc? Ona tez tak jak ty zostala porzucona dla gowniary, zostala z dwojka dzieci. Nie miala tak jak ty pracy (pracowala w biznesie meza). W wieku podobnym do twojego zaczela wszystko od nowa. Doszla do siebie, znalazla prace i co RAK, a ona tak kocha zycie.

92

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko!
Żeby wyjechać do sanatorium trzeba mieć ubezpieczenie zdrowotne ergo pracę... albo pieniądze czyli też pracę.
Z punktu widzenia interesu społecznego jestem bezużyteczna, więc nie zainwestują w moje leczenie. Przykro mi z powodu Twej siostry, to okropne, że los zawsze kopie najsłabszych.

93

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Elfinko!
Żeby wyjechać do sanatorium trzeba mieć ubezpieczenie zdrowotne ergo pracę... albo pieniądze czyli też pracę.
Z punktu widzenia interesu społecznego jestem bezużyteczna, więc nie zainwestują w moje leczenie. Przykro mi z powodu Twej siostry, to okropne, że los zawsze kopie najsłabszych.

Obecnie sanatorium z NFZ nie kosztuje bardzo drogo. Na początek, to na Twoim miejscu zarejestrowała bym się w Urzędzie pracy, by zdobyć ubezpieczenie. Bo przecież nawet w przypadku jakiegokolwiek zachorowania, musisz się leczyć prywatnie! Czy masz jakiś staż pracy? Przecież niedługo nabędziesz prawa emerytalne! Do tej pory, nie pracując, byłaś zapewne ubezpieczona ze strony męża. Teraz nie czas myśleć o śmierci, a o sobie, tylko nie w czarnych barwach! Podjęłabym jakąkolwiek pracę, sprzątanie, czy coś innego. To, oprócz zarobku, pozwoliło by Ci się oderwać myślami od tego co przeszłaś! Wierz mi, że jakieś zajęcie, to idealna recepta na taki jak Twój stan! A te leki co łykasz nie były by Ci potrzebne! Pamiętaj, że KAŻDY lek ma działanie uboczne! Ja tu na forum również pisałam niedawno z prośbą o radę. Też miałam w życiu niezłe zawirowania.. Ale się nie poddałam!  Mam emeryturę i niezłe zdrowie / oby tak dalej!/, więc sobie radzę. Jak masz życzenie, możesz napisać do mnie na maila /przez forum/, chętnie porozmawiam. Narazie życzę Ci zdrowia i siły przetrwania tych ciężkich chwil!

94

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, jezeli dobrze wyczytalam na stronie NFZ, to pobierajac alimenty na siebie, masz prawo do ubezpieczenia. Musisz to koniecznie sprawdzic.Ja na twoim miejscu poszlabym do urzedu zatrudnienia i zarejestrowala sie jako osoba poszukujaca pracy. Czasami sie zdarza, ze trafisz na mila osobe, ktora moze ci pomoc. Musisz od czegos zaczac. Sadzac po twoich postach jestes osoba inteligentna i dasz sobie rade, tylko trzeba od ctegos zaczac.

95

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, myślałam o Twojej sytuacji.
Z tego co kojarzę wspominałaś, że masz stałe leki do zażywania (ok. 200 zł miesięcznie).
Wynika z tego, że masz poważne schorzenia, może spróbować z rentą na początek?

Odp: rozwód po 30 latach
Joannka napisał/a:

Zuzanna, myślałam o Twojej sytuacji.
Z tego co kojarzę wspominałaś, że masz stałe leki do zażywania (ok. 200 zł miesięcznie).
Wynika z tego, że masz poważne schorzenia, może spróbować z rentą na początek?

Jeśli dobrze zrozumiałam autorkę wątku to nigdy nie pracowała ona zawodowo a do uzyskania renty wymagany jest określony okres składkowy i/lub ewentualnie nieskładkowy.

97

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna nie pisz, że jesteś bezużyteczna. Nie miałam pojęcia jaka jest sytuacja kobiet w Polsce, jakie są realia. Bulwersują mnie przekręty i krzywdzące wyroki sądów w takich jak Twoja sprawach. Być może pomożesz kiedyś sobie i innym w podobnej sytuacji. Takie sprawy jak twoja należy nagłaśniać. To jak bezprawie w majestacie prawa. Wiadomo, że Twój mąż oszukuje. Wiadomo, że zostałaś skrzywdzona. Nie sama zdrada jest krzywdą, ale to jak po latach życia dla rodziny zostajesz bez praktycznie środków do życia.
Nie wiem czy są jakieś organizacje, do których można się zwrócić. Tak nie może być.
Zazwyczaj rozwiedzione kobiety nie zajmują się tym. Z prostych przyczyn. Muszą gonić za pieniądzem, żeby one i ich dzieci mogły godnie żyć. Ewentualnie łykać prochy i latać po psychologach z okaleczonymi psychicznie dziećmi, które tracą poczucie bezpieczeństwa i wali się ich świat.
Ta sytuacja musi się z czasem zmienić. jest za dużo rozwodów, ludzkich tragedii. Zupełnie tak nie musi być.

Czyli w małżeństwie należy być przebiegłym, zabezpieczać swój interes na wypadek rozstania? Prawo nas nie zabezpiecza.
To nie fair, żebyś ty na stare lata musiała się uganiać za pracą, kiedy twój mąż żyje, bo jemu zachciało się drugiej rodziny. 
Takie sprawy należy nagłaśniać.  Pokazywać niesprawiedliwość.
Nie siedzieć i czekać na śmierć. Pomóc sobie i może innym.
Zuzanna, nadajesz się do tego. Masz czas, komputer, jesteś inteligentna. To się nie zmieni jeśli nie będzie społecznej presji.
Każda z nas broni swojej przyszłości. Nie łączymy się, nie działamy wspólnie. Dlatego jesteśmy tak mało skuteczne i dlatego tak nasze sądownicto nie nadąża za zmieniającą się sytuacją.

98

Odp: rozwód po 30 latach

Dziewczyny!
Jesteście wspaniałe! Podziwiam, że mimo własnych ciężkich przeżyć macie jeszcze siły i cierpliwość zajmować się takim marudnym nieudacznikiem jak ja...
Dziękuję Wam z całego serca.
Widzicie, teraz czuję jakieś swoiste rozdwojenie. Jedna ja, ta rozsądniejsza wie, że musi "coś" zrobić, druga, ta żałosna nie potrafi wydobyć się z marazmu.... I swoisty paradoks - ta żałosna, słabsza zawsze zwycięża :-(
Ta rozsądna mówi  " każdy głupi potrafi żyć dobrze, jak jest dobrze,wysil się trochę" ta słaba mówi "wysiliłam się przez przeszło trzydzieści lat i co mi z tego przyszło? Po co się dalej męczyć?
Dziś zdjęłam z palca obrączkę, już nie mam do niej prawa - schodziła z trudem, jakby nawet ona buntowała się przeciwko temu co się stało...
Niestety, moje schorzenia - 42% osteoporoza, histerektomia, strumektomia, wada wzroku - 7 dioptrii nie są wystarczającym powodem do renty, a poza tym nie pracując i tak bym jej nie dostała :-(
Do tej pory, miałam nadzieję, że rozwód ten nie będzie orzeczony ( istnieje paragraf, iż małżonek winny nie może uzyskać rozwodu bez zgody strony niewinnej) i będę miała nadal ubezpieczenie zdrowotne z tytułu pracy męża. Teraz będę musiała coś zrobić...nie wiem co,nigdy nie załatwiałam żadnych spraw urzędowych,zawsze zajmował się tym mąż. Czuję się jak ślepiec wyrwany ze swego naturalnego, znanego mu środowiska i rzucony w sam środek amazońskiej dżungli...nie widzi z której strony czyha na niego niebezpieczeństwo, ale je czuje je i strach go paraliżuje.
Nie wiem jak, za co i po co żyć.Śmieszne, ale przez te trzydzieści parę lat, zupełnie zatraciłam instynkt samozachowawczy. To jak ze zwierzętami - te wypuszczone z klatek na wolność - giną.
Siedzę i grzebię sobie w mózgu i sercu bez znieczulenia. Próbuję zrozumieć "dlaczego? Jak to się stało,że mąż "z zasadami" zapewniający, że robi wszystko dla mego dobra,że nie potrafiłby mnie skrzywdzić zrobił coś takiego? Jak mógł łamać się ze mną opłatkiem, patrzyć mi w oczy,całować, wiedząc, że ma dziecko  z inną i knuć przez cały czas w jaki sposób wyjść jak najlepiej?
Nigdy nie poznam odpowiedzi na te pytania....ale może to nie ma znaczenia? Skoro tak zrobił, to znaczy, że mógł.
Chciałabym poczuć choć iskierkę nadziei - Ale to niemożliwe, bo nie mam nawet wizji tego, co sprawiłoby mi ulgę, o radości nawet nie marzę. Żeby czegoś szukać, trzeba mieć wewnętrzne przekonanie, że to "coś" istnieje...a ja nie mam :-(

99

Odp: rozwód po 30 latach

Bet!
Między innymi taki cel mi przyświecał, kiedy zakładałam wątek...wiedziałam, że mój przypadek powinien być ostrzeżeniem dla wszystkich kobiet. Bo to niestety może dotyczyć każdej :-(
Dopóki nie znajdziemy się w takiej sytuacji, naiwnie wierzymy w sprawiedliwość, jakieś uregulowania społeczne, wreszcie przyzwoitość naszych małżonków. A kiedy dotknie nas nieszczęście, ze zdziwieniem przekonujemy się, że to zupełnie nie działa. Że jest jak wspaniała dekoracją filmowa, która od frontu wygląda imponująco, ale za nią nie ma NIC...
Swojej sytuacji już nie poprawię- ale czytając to może choć jedna kobieta zastanowi się czy warto dla tzw "dobra" rodziny poświęcać cokolwiek. Jakoś zapominamy, że My też jesteśmy członkiem tej rodziny i że dla nas nikt jakoś z niczego nie rezygnuje...

100 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-09-14 12:17:57)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzana po pierwsze zarejestruj się w Urzedzie Pracy, będziesz mieć ubezpieczenie,
może znajda ci jakies prace interwencyjne czy staz, bo sa tez dla osob w twoim wieku, musisz popytać

101

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, grzebanie w sercu nic Ci nie da. Szkoda twojego serca. W rozumie tak. Grzeb w nim. Jesteś mądrą kobietą.
A swoją drogą szkoda też dziecka. Bękart, który ma ojca w wieku dziadka.

102

Odp: rozwód po 30 latach

W sprawach praktycznych nie wiem co ci doradzić. Masz mieszkanie i 500 zł alimentów. Ile masz do spłacenia męża?
Czy oprócz tego są jakieś oszczędności? Czy możesz liczyć na jakąś pomoc? Coś spieniężyć. Podnająć mieszkanie, zamienić na mniejsze.

103

Odp: rozwód po 30 latach

Bet!
Oszczędności były i też mnie opuściły wraz z mężem...Wyprowadził je ze wspólnego konta. Mam pól mieszkania wartego ok 280 tysięcy do spłacenia męża jakieś 140...równie dobrze mogłoby być 14 milionów - dla mnie to abstrakcja.
Nawet jeśli udami się je sprzedać - rynek nieruchomości jest  obecnie nieruchomy ;-) to za 140 - minus pośrednik, opłaty nic nie kupię. Ale bardziej prawdopodobny jest scenariusz, że mieszkanie przejmie komornik -płacenie czynszu pochłonie całe alimenty i już powinnam zacząć obywać się bez prądu, netu, telefonu. Jak również przestać jeść, myć się, leczyć. Samochód sąd przyznał mężowi - on mieszka pod miastem, ma małe dziecko więc potrzebuje, ja mogę sobie chodzić pieszo - bo przecież mam dużo czasu.
Według sądu bez trudu powinnam znaleźć pracę za "najniższą krajową" 1200 i wtedy 1700 powinno mi na wszystko wystarczyć - tak orzekła sędzina - kierując się doświadczeniem życiowym ( sic!), której buty pewnie kosztowały połowę tej kwoty.  Występowałam o adwokata  z urzędu - naiwnie wierząc, że każdemu przysługuje, zwłaszcza, że złożyłam obszerna dokumentację medyczną w której było oświadczenie lekarza psychiatry ( państwowego), że mój stan jest bardzo zły.
Otóż myliłam się -sędzina "zaocznie" stwierdziła, iż takowy nie jest mi potrzebny...również kierując się doświadczeniem życiowym - można tylko pozazdrościć takich doświadczeń.
Generalnie jak ktoś cierpi na kompleksy to tylko do sądu - tam Ci powiedzą, że jesteś młoda, zdrowa a potencjalni pracodawcy nie marzą o niczym innym, jak tylko, żebyś zechciała u nich pracować....Jakoś doświadczenie życiowe  Wysokiego Sądu nie bierze pod uwagę, że pracodawcy jeśli już zatrudniają kogoś w moim wieku, to tylko emeryta lub rencistę aby nie płacić ZUSu

104

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, wobec takiej sytuacji, pozostaje rzeczywiście zgłosić się do urzędu pracy, udać się również do najbliższego ośrodka pomocy i zapytać o dopłatę do czynszu! A mieszkanie jest własnościowe Twoje i / byłego już/ męża? Bo jak doszło by do sytuacji że komornik wejdzie na hipotekę, to i "szanowny" małżonek będzie obciążony! Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl, że w ostateczności możesz ubiegać się o alimenty od dzieci!  Wiem że to już ostateczność, ale przecież musisz żyć!  Pamiętaj że z każdej sytuacji jest wyjście!  Od decyzji sądu też możesz się odwołać!  Bo co to za alimenty 500zł.! Może trafisz na lepszego sędziego! Trzymaj się kobitko i zacznij działać!  Pozdrawiam Cię ciepło!

105

Odp: rozwód po 30 latach

Przychodzi mi do głowy stary dowcip
Mąż pyta żonę - kochanie, gdzie Cię zabrać z okazji rocznicy naszego ślubu
Tam, gdzie jeszcze nie byłam
Oczywiście zakończenie znacie - bierze ją do kuchni...
Tak sobie myślę, że mój też mnie zabiera w miejsca w których dotąd nie byłam - sąd, urząd pracy, opieka społeczna...tyle, że bez "kochanie";-)
O ile się orientuję, do mieszkań własnościowych nie dopłacają.
Jedyne rozwiązanie które wymyśliłam to zabić padalca i w ten sposób zapewnić sobie 25 lat życia na koszt podatników. Jak się z tym pospieszę to odpadnie mi spłacenie jego części, bo jak na razie to jeszcze nie zdążył jej poślubić, więc jego prawa na nią nie przechodzą. Mieszkanie wynajmę i wychodząc  z kicia w wieku 83 lat powinnam mieć odłożone na resztę życia :-)

106

Odp: rozwód po 30 latach

Tak wszystko pieknie tylko do podzialu spadku po padalcu doszedl jeszcze syn :-)

107

Odp: rozwód po 30 latach

Fakt! To może załatwić ich hurtem;-) Większej kary niż 25 lat nasze prawo nie przewiduje....

108

Odp: rozwód po 30 latach

...Zuzanna...masz bardzo roszczeniową postawę....jesteś rozgoryczona- masz prawo,ale po co piętrzyć problemy..tak masz taki czas,ale po rozwodzie odczuwa się coś w rodzaju żałoby, która trwa dłużej, niż żałoba po zmarłym współmałżonku.....
dla rozwiedzionej , nie ma nic gorszego, jak samotne przesiadywanie w domu, bo wtedy masz toksyczne myśli o minionym związku ....otchłań rozpaczy... pomyśl o sobie, zawsze myśl , że dasz sobie radę i wszystko będzie dobrze...zacznij od wybaczania a później dalej praca nad sobą....Zuzanna pani adwokat na buty zapracowała bierzesz to pd uwagę...brutalna prawda jest taka chcesz jeść idź do pracy...państwo powinno zapewnić Ci warunki do życia ?..pomóc tak ..jesteś zainteresowana zmianą swojej sytuacji, jeśli tak musisz podjąć wysiłek aby np . znaleźć pracę...ja stojąc przed bankomatem i wypłacając pieniądze doznałam kilka razy potwornego gniewu, gdyż komornik wszedł na moje konto i rekompensował długi mojego męża...i co? zła byłam na męża, komornika, państwo?....byłam zła na siebie, jak mogłam do tego dopuścić...dlaczego facet przez całe życie ma utrzymywać byłą żonę?....panie dobrze radzą....

109

Odp: rozwód po 30 latach

Witaj Zuzanko

Mogę Tobie podać łapkę bo ja również mam to i owo za sobą, jak również ciężkie dni, które teraz Ty przechodzisz.
Chciałam zapytać...bo przeczytałam prawie wszystkie posty z radami do Ciebie Koleżanek , które naprawdę dobrze radzą....mając za sobą taki sam bagaż doświadczeń... rozczarowania, żalu... wściekłości.... i bezsilności.
A o co chciałam zapytać, czy oprócz tego że nie zdążyłaś nigdzie popracować ze względu na swój stan zdrowia masz przyznaną grupę inwalidzką? Jeśli chodzi o rentę, to jeśli się nigdzie nie pracowało... to można ubiegać się o rentę socjalną. Jeśli byś miała przyznaną taką grupę i dwójkę mogłabyś zgłosić się do MOPS i tam uzyskać stały zasiłek , który przysługuje takim osobom...ze względu na brak środków do życia....



Pozdrawiam Zuzanko nie poddawaj się, nie daj satysfakcji Draniowi który zniszczył Ci tyle lat i Twoim Dzieciom.
Na tym Świat się nie kończy uwierz mi.... wiem że nie jest łatwo.... ale trzeba wierzyć że będzie lepiej, bo być musi.
Kochana ściskam Cię mocno :*

110

Odp: rozwód po 30 latach

Alcybiades!
O butach wspomniałam w kontekście jej "doświadczenia życiowego"
Nie mam postawy roszczeniowej, tylko boli mnie to, że jej życiowe doświadczenie jakoś nie skierowało się ku refleksji, że mąż kłamie zaniżając dochody, że karze mnie pozbawiając prawa ubezpieczenia zdrowotnego za winę męża.Dlaczego ma utrzymywać ?  Dlatego, że to na jego życzenie nie pracowałam zawodowo, bo chciał mieć obiad na stole kiedy przyjdzie z pracy, uprane uprasowane, zadbane dzieci a on zobowiązał się pracować na rodzinę. Ja ze swej strony wywiązywałam się z umowy, nawet pani sędzina nie mogła dopatrzyć się żadnej mojej winy

111

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno.. " tego już nie zmienisz, wszystko się już stało".

Wielu ludzi korzysta z pomocy w takich sytuacjach, w jakiej akurat Ty się znalazłaś.
Urząd Pracy, MOPS , doradca zawodowy - są to miejsca i osoby, które powinnaś odwiedzić w pierwszej kolejności.
Sprawiasz wrażenie, że jesteś bardzo zamknięta na wszystko i masz odpowiedź negatywną na każdą sugestię.
Całe życie byłaś uzależniona od męża. To straszne, że oboje do tego dopuściliście, że Ty na to pozwoliłaś.
Ten etap życia za Tobą. Teraz musisz walczyć o siebie. A żeby zacząć to musisz po prostu chcieć.

Nie wiem, czego oczekujesz od psychologa. Przecież nikt nie rozwiąże Twoich spraw za Ciebie. Tez myślę, że jesteś ciężkim pacjentem, jesteś po prostu absolutnie negatywnie nastawiona do wszystkiego, do jakiejkolwiek zmiany .
Proszę, nie mów, że 60 - letnia kobieta jest skazana na wegetację w domu.
To wspaniale, że twoje sąsiadki cieszą się robiąc piękny ołtarz czy piekąc dobre ciasto. Robią to, CO LUBIĄ.
A co Ty lubisz?
Bardzo się poddałaś, szkoda.

Nie jesteś spisana na straty i jesteś wiele warta. Udowodnij to sobie, wtedy nabierzesz siły.
Jest wiele programów aktywizujących bezrobotne kobiety po 50 roku życia. Jest wiele kursów dofinansowanych z UE.
Nie masz wyjścia, im prędzej zaczniesz coś robić tym lepiej dla Ciebie.

112

Odp: rozwód po 30 latach

Milionek!
Widzisz to wszystko jest takie dla mnie nowe. Nie spodziewałam się takiego wyroku. Od prawie roku - tyle ciągnęła się  rozprawa jestem na prochach. Nigdy dotąd nie musiałam zajmować się takimi sprawami...wszystko to jest dla mnie nowe, straszne, upokarzające. Próbuję się z tym uporać, ale nie wychodzi. Na ogół tkwię "na stacji Chandra Unyńska, gdzieś w mordobijskim powiecie..." Znaleźć pracę.... łatwo powiedzieć, przecież wiecie jak w kraju z pracą, zwłaszcza, że przy moich schorzeniach medycyna pracy nie da zezwolenia na fizyczną. Nie mam renty - to jest kolejny paradoks - jestem zbyt chora żeby pracować i zbyt zdrowa,aby mieć rentę.

113 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-09-14 19:18:57)

Odp: rozwód po 30 latach

fakt masz strasznie roszczeniowa postawe, dostalas tyle madrych rad, wiec od jutra zacznij dzialac, odwiedz te miejsca o których wszyscy ci pisali, zobaczysz dasz sobie rade, tylko zacznij dzialac, bo od siedzenia i klikania w internecie nic się nie zmieni,
nie usprawiedliwiam twojego bylego meża bo to drań, oszukiwać tyle lat, ale ty nie jesteś tez bez winy, on tez mogl mieć dość cale zycie ciagnac cie na plecach, masz 60 lat, a nie pracowalas ani roku, nie wiesz jak isc do urzędu pracy itd.
przepraszam ale co ty robilas cale zycie? może się na mnie obrazisz trudno ale czasem takie gorzkie słowa sa potrzebne aby pojsc dalej a nie być cale zycie zależnym od kogos

114

Odp: rozwód po 30 latach
mariola856 napisał/a:

fakt masz strasznie roszczeniowa postawe, dostalas tyle madrych rad, wiec od jutra zacznij dzialac, odwiedz te miejsca o których wszyscy ci pisali, zobaczysz dasz sobie rade, tylko zacznij dzialac, bo od siedzenia i klikania w internecie nic się nie zmieni,
nie usprawiedliwiam twojego bylego meża bo to drań, oszukiwać tyle lat, ale ty nie jesteś tez bez winy, on tez mogl mieć dość cale zycie ciagnac cie na plecach, masz 60 lat, a nie pracowalas ani roku, nie wiesz jak isc do urzędu pracy itd.
przepraszam ale co ty robilas cale zycie? może się na mnie obrazisz trudno ale czasem takie gorzkie słowa sa potrzebne aby pojsc dalej a nie być cale zycie zależnym od kogos

Co robiłam? Wstawałam pierwsza, kładłam się spać ostatnia. Praca w domu nigdy się nie kończy, nie ma od niej ani urlopu, ani zwolnienia lekarskiego. Wierz mi, nie miałam okazji się "ponudzić" Nie ma jej komu scedować, kim się wyręczyć. Może być to szokiem dla Ciebie - Wasze pokolenie jest inne - ale w moim wiele kobiet funkcjonowało w takim układzie. Mąż pochodził z rodziny w której matka nie pracowała i taki też model preferował. Ponieważ jego wykształcenie zapewniało godziwy zarobek, ustaliliśmy wspólnie, że ja zajmę się domem. Na moje kilkukrotne napomykania, że poszłabym do pracy ( zwyczajnie miałam dość tego codziennego kieratu) reagował gniewem i stwierdzeniem, że grosze zarobię, a dom ucierpi.
Skorzystam z udzielonych mi rad, choć wiem, że szanse na pracę są zerowe. Nie ja jedna jestem bez pracy, znam opowieści kobiet w moim wieku o bezskutecznych poszukiwaniach. Znajdują te, które mają znajomości lub rodziny z własną działalnością i u nich się zaczepiają. Pracodawcy jak mają zatrudnić kogoś, to szukają takiego,za którego nie muszą odprowadzać ZUS. W teorii wszystko jest proste - w praktyce nie do przeskoczenia.
I mylisz się, że od klikania w internecie nic się nie zmieni - już uzyskałam kilka cennych rad :-) A zależnym od kogoś? Jesteś jeszcze bardzo młoda i nie zdajesz sobie sprawy, że zawsze jesteś zależna od kogoś lub czegoś - małżonka, pracodawcy, rodziny, banku, służby zdrowia, pani w okienku, pani z pieczątką...

115

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanko widzę że i tak odczuwam czytając każdy Twój post jako wielki krzyk rozpaczy..... pisałam i nie tylko ja że również znam to z autopsji.... musisz wyciszyć ten niepokój w sobie i złość ......................................................
Rozmowy pomagają bo i mnie pomogły swego czasu, ale to nie jest metoda na zmianę sytuacji. Trzeba zacząć od
działania,powoli stopniowo. Nic się samo nie stanie,cud również o ile sama krok po kroku nie zaczniesz sama, bez pretensji i złości na Świat, ludzi itd. Musisz Sama w końcu wziąć się w garść, i nie myśl że Cię nie rozumiem jednak czas
sobie pomóc. Zrób sobie listę na tydzień co można zrobić, co trzeba zrobić... gdzie się udać,aby sobie pomóc.
Pod koniec tygodnia zaznacz to co wykonałaś... i tak po kolei... zajmij głowę tym co ważne , a jednocześnie  co
Ci pomoże ...

116 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-09-14 20:59:07)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:
mariola856 napisał/a:

fakt masz strasznie roszczeniowa postawe, dostalas tyle madrych rad, wiec od jutra zacznij dzialac, odwiedz te miejsca o których wszyscy ci pisali, zobaczysz dasz sobie rade, tylko zacznij dzialac, bo od siedzenia i klikania w internecie nic się nie zmieni,
nie usprawiedliwiam twojego bylego meża bo to drań, oszukiwać tyle lat, ale ty nie jesteś tez bez winy, on tez mogl mieć dość cale zycie ciagnac cie na plecach, masz 60 lat, a nie pracowalas ani roku, nie wiesz jak isc do urzędu pracy itd.
przepraszam ale co ty robilas cale zycie? może się na mnie obrazisz trudno ale czasem takie gorzkie słowa sa potrzebne aby pojsc dalej a nie być cale zycie zależnym od kogos

Co robiłam? Wstawałam pierwsza, kładłam się spać ostatnia. Praca w domu nigdy się nie kończy, nie ma od niej ani urlopu, ani zwolnienia lekarskiego. Wierz mi, nie miałam okazji się "ponudzić" Nie ma jej komu scedować, kim się wyręczyć. Może być to szokiem dla Ciebie - Wasze pokolenie jest inne - ale w moim wiele kobiet funkcjonowało w takim układzie. Mąż pochodził z rodziny w której matka nie pracowała i taki też model preferował. Ponieważ jego wykształcenie zapewniało godziwy zarobek, ustaliliśmy wspólnie, że ja zajmę się domem. Na moje kilkukrotne napomykania, że poszłabym do pracy ( zwyczajnie miałam dość tego codziennego kieratu) reagował gniewem i stwierdzeniem, że grosze zarobię, a dom ucierpi.
Skorzystam z udzielonych mi rad, choć wiem, że szanse na pracę są zerowe. Nie ja jedna jestem bez pracy, znam opowieści kobiet w moim wieku o bezskutecznych poszukiwaniach. Znajdują te, które mają znajomości lub rodziny z własną działalnością i u nich się zaczepiają. Pracodawcy jak mają zatrudnić kogoś, to szukają takiego,za którego nie muszą odprowadzać ZUS. W teorii wszystko jest proste - w praktyce nie do przeskoczenia.
I mylisz się, że od klikania w internecie nic się nie zmieni - już uzyskałam kilka cennych rad :-) A zależnym od kogoś? Jesteś jeszcze bardzo młoda i nie zdajesz sobie sprawy, że zawsze jesteś zależna od kogoś lub czegoś - małżonka, pracodawcy, rodziny, banku, służby zdrowia, pani w okienku, pani z pieczątką...

nie mowie ze nic nie robilas, nie mowie ze jest dla mnie szokiem taki styl zycia, czy tez nie mowie ze latwo znaleźć prace czy tobie czy komukolwiek,
wiem co to znaczy być zależnym od kogos
mylisz się mowiac ze moje pokolenie ma zycie usłane różami i wszystko podane na tacy, nigdy tak nie było i nie będzie
ja tez wiem co znaczy praca w domu
nie chciałam cie obrazić ani ganic
wiadomo ze zycie sobie a teoria sobie
mowilam ze czas zacząć te rady i wsparcie wprowadzać w czyn, dzialac choć na pewno ci jest bardzo trudno

117

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna58, je?eli uzyskalas rozwod z winy meza to masz prawo do dozywotnich ( lub dopóki ponownie wyjdziesz zamaz) alimentow z powodu pogorszenia warunkow zyciowych po rozwodzie.
Masz do tego prawo i nie jest to jalmuzna.
Maz wyraznie zyczyl sobie zebys Ty zajela si? domem a on bedzie na niego zaarabial. Zaufalas mu a on zlamal umowe. Z podniesionym czolem masz prawo domagac si?, ?eby wywiazal si? ?e swojego zobowiazania,. Ty mu zaufalas, poswiecilas swojee ambicje zawodowe on zostawil Cie na lodzie. Malo tego, pamietaj masz prawo do polowy jego emerytury z II filaru, a przynajmniej do polowy srodkow ktore tam zgromadzil.
Pamietaj, to nie jest jalmuzna, ale TWOJE pieniadze ktore Ci obiecal.

118

Odp: rozwód po 30 latach

wlasnie może warto porozmawiać z jakim prawnikiem, sa darmowe porady prawne, poszukaj informacji w internecie

119

Odp: rozwód po 30 latach

Macie rację! Dość użalania się, pora zacząć działać!
Na jutro umówiłam się z prawnikiem - to syn koleżanki, zgodził się pomóc "pro publico bono" ;-)
Będę Was informować na bieżąco - o ile jesteście zainteresowane.
Jeszcze raz wszystkim Wam dziękuję za rady.
Wiem, że jesteście na mnie "złe" za torpedowanie Waszych pomysłów - to nie tak, że ja nie chcę z nich korzystać, ja po prostu jestem realistką i wiem, że porywam się na prawie niemożliwe i że zaginiony sens i radość życia najprawdopodobniej się nie odnajdą. Widzicie, jakoś ciężko mi wyobrazić sobie, żebym czerpała satysfakcję z tego, że jestem np. sprzątaczką i że po miesiącu zasuwania poszaleję sobie  w "Biedronce".... Ale spróbuję  żyć- obiecuję

120

Odp: rozwód po 30 latach

Wiesz Zuzanko los płata figle w naszym życiu, nie wiadomo w jakim zawodzie człowiek będzie pracować... w danym momencie... akurat tego nie wiemy, no chyba że dostanie się raz do swojej wybranej pracy w swoim zawodzie i uda się wytrwać tak przez 30 lat.... Dlaczego to piszę, bo dzisiaj nawet i Panie sprzątające muszą mieć kulturę a i często słyszałam że na rozmowach kwalifikacyjnych wymagano    MATURY. Na pewno  człowiek nie poczułby się super i spełniony, gdyby sprzątał  hmm  ulicę, w biurach czy szkołach ... Kiedyś ten zawód ogólnie mówiąc był straszny i najgorszy. Kobiety poniżane... dziś jest inaczej,zatrudniają Firmy Sprzątające i można liczyć na szacunek....

Ok rozpisałam się  , ale na pewno wiesz o czym myślałam pisząc to. Ja życzę powodzenia i jak najlepiej. smile

121

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza
i tak trzymaj, działaj Dziewczyno!!! Wiem, że może się łatwo mówi, ale super, pierwszy krok do przodu.

122

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, wiesz, chyba w Twoim przekonaniu pokutują jednak takie nasze narodowe stereotypy.. No takie, że bycie porządkową (sprzątaczką, jak kto woli) to ujma, praca na kasie w markecie to ujma.. To już nie te czasy, że tego należy się wstydzić.
Ujmujące jest nic nie robienie smile)
Moje koleżanki po studiach, po 2 fakultetach założyły firmę sprzątającą i same w niej zapierniczają bez mrugnięcia okiem.
A Biedronka - fajna sprawa, coraz lepsze produkty mają:))
Masz 58 lat, postaraj się o jakieś fajne sanatorium na Twój kręgosłup, należy Ci się więc z tego skorzystaj.
Jesteś o 2 lata starsza od mojej mamy. bardzo bym chciała aby taka kobieta w kwiecie wieku chodziła z podniesioną głową i była ponad to całe szambo, które zdarzyło się w jej życiu.
Masz przed sobą wiele lat, wiele może się wydarzyć. A przede wszystkim nikt Cię już nie będzie tak okrutnie krzywdził bo już nikomu na to nie pozwolisz.
Powodzenia we wszystkim. Oczywiście, że bardzo chętnie przeczytam o Twojej walce o siebie. Trzymam kciuki.

123

Odp: rozwód po 30 latach

hej Zuzanno
może dobrze, że nie było mnie przez weekend, poczytałam sobie trochę, co pisali inni

wolna Kobieto - reszta życia należy do Ciebie zrobisz z nim, co chcesz...

miałaś super wygodne i przyjemne życie może tym bardziej boli to, że się skończyło i trzeba myśleć SAMEJ o sobie

powodzenia

124

Odp: rozwód po 30 latach

Prawnik doradza apelację. Choćby dlatego, żeby zaznaczyć, że nie zgadzam się z wyrokiem. Chyba się zdecyduję.
To nie kwestia stereotypów mnie odstręcza, tylko fakt, że taka odmóżdżająca praca nie może dać pozytywnego "kopa". Raczej jeszcze bardziej dołuje bo nie daje ani satysfakcji, ani pieniędzy, ani perspektyw. Na dodatek, na chwilę obecną nikt nie zatrudnia sprzątaczek tylko raczej bazuje na samozatrudniających się - wtedy odpadają koszty podatku i ZUSu.

125

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, ja uwazam, ze tez powinnas wniesc apelacje. Tu powinny ci troche dzieci finansowo pomoc, bo to jest walka o twoj dochod. Jak jest ze sprawa o podzial majatku? bo z tego co pamietam to jest to osobny pozew. Jak jest z wyrownaniem alimentow, bo od chwili odejscia meza, musialas z czegos zyc?

126

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko!
Podział majątku na wniosek męża odbył się w trakcie sprawy rozwodowej. Jako jedyny wspólny majątek mąż wykazał mieszkanie i samochód. Jako, że nasze dzieci są dorosłe i samodzielne sąd podzielił mieszkanie na pół - ja mogę je zatrzymać, jeśli spłacę męża. Do tej pory czynsz za mieszkanie i opłaty regulował mąż, jak również dbał, aby na naszym wspólnym koncie była jakaś suma na "życie" - ok 1000 złotych. Resztę oszczędności wyprowadził sukcesywnie, zanim zdążyłam się zorientować. Według sądu miał prawo to zrobić. Teraz wiem, że inne aktywa ( np pieniądze ze sprzedaży działki budowlanej ulokował na swoim osobistym koncie) a w sądzie oświadczył, że wydał je na nasze wspólne życie - choć de facto raczej przeznaczył je na "ich" wspólne życie :-(

127

Odp: rozwód po 30 latach

Ty musisz miec koniecznie prawnika, bo to wszystko to cos nie tak. Sa przeciez dokumenty na wyprowadzanie pieniedzy z konta i suma za sprzedaz dzialki. Pogadaj z prawnikiem, przedstaw mu sytuacje finansowa i powiedz, ze rozliczysz sie z nim po wygraniu sprawy na twoja korzysc. Podzial majatku na sprawie rozwodowej? To cos za latwo poszlo.

128

Odp: rozwód po 30 latach

Tez jestem za skorzystanie z apelacji i uważam ze dzieci  powinny rowniez wyjsc z inicjatywna narazie małej pomocy dla Ciebie abyś stanęło na początku jakoś na nogi

Zuzanna 58 napisał/a:

że taka odmóżdżająca praca nie może dać pozytywnego "kopa". Raczej jeszcze bardziej dołuje bo nie daje ani satysfakcji, ani pieniędzy, ani perspektyw.

Mozesz narazie zaczac dorabiane " na czarno " , na poczatku pewnie bedzie ciezko ale cos trzeba zaczac robic ....
Sa jakies programy w urzedzie pracy dla kobiet 50+ , moze potem jak bedzie lepiej założysz sobie własna działalność .... 

Mam sąsiadke 63lata , rozwodką została jak najmłodsze dziecko miało 8lat . Nie związała sie z żadnym mężczyzna. Dorobiła sie mizernej emerytury ktora ledwo starcza na rachunki . Do tego jest po nowotworze piersi, problemy z kręgosłupem i inne schorzenia  . Dorabia sobie własnie poprzez sprzątanie . Na początku była to praca u jednej  przeciętnej rodziny , po rekomendacjach dostała sie do nazwijmy to " wyższych " sfer ( sędziowie , prawnicy, notariusze ). Ta praca dała jej własnie "kopa". Do tej pory  uwazała ze jej sie nic nie należy w takim wieku , a teraz w przeciągu 2 lat wyremontowała całe mieszkanie, jest bardziej obyta z " nowoczesnym " światem jak nie jedna kobieta w jej wieku . Wyjeżdża co jakis czas do sanatorium czy jakieś rehabilitacje ( za darmo). Uprawia Nordic Walking.
Nie przelewa jej sie finansowo ( pracuje 2-3 razy w tyg). Oczywiście czasem kręgosłup odmawia posłuszeństwa i nie jest wstanie jechać do pracy ale ona mimo to walczy .

129

Odp: rozwód po 30 latach
ryba81 napisał/a:

Tez jestem za skorzystanie z apelacji i uważam ze dzieci  powinny rowniez wyjsc z inicjatywna narazie małej pomocy dla Ciebie abyś stanęło na początku jakoś na nogi

Zuzanna 58 napisał/a:

że taka odmóżdżająca praca nie może dać pozytywnego "kopa". Raczej jeszcze bardziej dołuje bo nie daje ani satysfakcji, ani pieniędzy, ani perspektyw.

Mozesz narazie zaczac dorabiane " na czarno " , na poczatku pewnie bedzie ciezko ale cos trzeba zaczac robic ....
Sa jakies programy w urzedzie pracy dla kobiet 50+ , moze potem jak bedzie lepiej założysz sobie własna działalność .... 

Mam sąsiadke 63lata , rozwodką została jak najmłodsze dziecko miało 8lat . Nie związała sie z żadnym mężczyzna. Dorobiła sie mizernej emerytury ktora ledwo starcza na rachunki . Do tego jest po nowotworze piersi, problemy z kręgosłupem i inne schorzenia  . Dorabia sobie własnie poprzez sprzątanie . Na początku była to praca u jednej  przeciętnej rodziny , po rekomendacjach dostała sie do nazwijmy to " wyższych " sfer ( sędziowie , prawnicy, notariusze ). Ta praca dała jej własnie "kopa". Do tej pory  uwazała ze jej sie nic nie należy w takim wieku , a teraz w przeciągu 2 lat wyremontowała całe mieszkanie, jest bardziej obyta z " nowoczesnym " światem jak nie jedna kobieta w jej wieku . Wyjeżdża co jakis czas do sanatorium czy jakieś rehabilitacje ( za darmo). Uprawia Nordic Walking.
Nie przelewa jej sie finansowo ( pracuje 2-3 razy w tyg). Oczywiście czasem kręgosłup odmawia posłuszeństwa i nie jest wstanie jechać do pracy ale ona mimo to walczy .

Rybeczko!
Ona ma emeryturę - może "na czarno" Wyobrażasz sobie co będzie kiedy ja pracując fizycznie "na czarno" np. się połamię? Ani ubezpieczenia, ani odszkodowania, ani opieki lekarskiej. A przy swojej osteoporozie mogę połamać się nawet krojąc chleb...

130

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

A przy swojej osteoporozie mogę połamać się nawet krojąc chleb...

Zuzanna najpierw na ten chleb trzeba zarobić aby sie przy krojeniu  połamać...
Ja nie daj bozę sie połamiesz będziemy dalej sie martwic ....

" na czarno " na poczatku aby rozkrecic sie a potem zakładasz np. działalnosć -( składka przez pierwsze 2 lata jest coś około 300zł/mc )  tu masz ubezpieczenie ,
ewentualnie  mozesz u kogos " fikcyjnie " sie zatrudnić , płacić mu zus np. na 1/4 etatu - tu masz tez bezpiecznie .

Posty [ 66 do 130 z 1,226 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024