Zuzanna, rób wszystko co ci pomaga - spróbuję tego sposobu z nożyczkami
. Albo powiększę jedno zdjęcie, powieszę na ścianie i będę w nie rzucać lotkami ![]()
Czas i tak działa i robi swoje...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach
Strony Poprzednia 1 … 17 18 19
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Zuzanna, rób wszystko co ci pomaga - spróbuję tego sposobu z nożyczkami
. Albo powiększę jedno zdjęcie, powieszę na ścianie i będę w nie rzucać lotkami ![]()
Czas i tak działa i robi swoje...
Weronka
Super z tym lotkami!!! Nie dość że odreagujesz to jeszcze wzmocnisz ramiona :-) Tylko podkładaj jakąś gąbkę, bo szkoda ściany ;-)
A po co pośrodkować ? Po co analizować ? Właśnie machnij jeśli tego Ci potrzeba - nie ma reguł na nic - chodzi tylko (AŻ) żeby było Ci lepiej - i będzie bo taka jest kolej rzeczy ![]()
Antypodo
A wiesz,że chyba faktycznie nożyczek :-))) Porządne są, do skórek i w sumie szkoda ich do działań nie przynoszących korzyści, poza chwilowym ulżeniem emocjom :-) Ale jeszcze bardziej szkoda mi siebie, że posunęłam się do dziecinnego odreagowania. Mam nadzieję, że to było incydentalne odmóżdżenie.
No tak. Takich do skórek to rzeczywiście szkoda. Łap za sekator! A tak w ogóle to wiesz, Zuza, może już Ci ktoś powiedział - nieodreagowana złość kiedyś w końcu eksploduje. Niektórzy nie mają pojęcia, jak się pozbyć tego napięcia, ciało do nas krzyczy - wywścieknij się! A tu, u Ciebie, taka gratka, Twój umysł sam Ci podpowiada, jak mogłabyś tę złość zniwelować. Taka złość ma w sobie ogromny potencjał. To teraz możesz jakieś wiekopomne dzieło namalować, na jakąś sporą górkę wejść, mieszkanie od podstaw wyremontować własnymi rękoma. Korzystaj i raduj się, kobieto, bo jak JUŻ jest złość, to znaczy, że kolejny etap przewalony.
Bozka_krakow
Jakoś tak mam, że staram się nie dokładać zła do zła, bo czuję się z tym niefajnie :-( Więc staram się pośrodkować żeby nie krzywdzić ani siebie ani innych nawet myślami... Ale nie do końca mi się to udaje :-(
Antypodo
Chciałabym potrafić przekuć tę złość na coś dobrego bo inaczej ona mnie zniszczy, czego bardzo się boję :-( Z drugiej strony co będzie jak wścieklica mnie opuści dajmy na to w połowie remontu? ;-) Nigdy dotąd nie złościłam się dłużej niż kilka godzin więc nie wiem?
No ale co tam, czegoś spróbuję. Najwyżej potem będę się złościć, że się krótko złościłam :-)))
Ze złością, Zuza, jest jak z czyrakiem. Co sobie będziesz hodować stan zapalny? Przetnij a zobaczysz jak poleci (wybacz naturalizm).
Nie masz w domu, dziewczyno, jakichś zbędnych skorup do roztrzaskania? (a potem z tego artystyczna mozajeczka w ramach artterapii). A może jakieś gacie starego się uchowały? Świetnie robią w zastępstwie laleczki voodoo. Jak tak szarpniesz w kroku, to problemy z prostatą murowane. Chodziłaś kiedyś na męską część fitness klubu? Przejdź się. Choćby raz. Mają tam taki worek. Im się wydaje, że do boksu ale tak naprawdę on służy kobietom w godzinach przedpołudniowych, kiedy cicho i pusto, do odreagowywania. No co Cię będę instruować. Sama wiesz, co Ci tam w duszy gra. To piękne zjawisko taka oczyszczająca się z zalegającego szlamu kobieta.
Antypodo
Wielkie dzięki!!! Dawno się tak serdecznie nie śmiałam:-))) A złość...zaczęłam przelewać na papier...no na ekran :-) Zaczęłam pisać ...pewnie to nie będzie na miarę "Nike" ale dobrze mi robi obmyślanie intryg i wyrafinowanych sposobów uprzykrzania życia " teraz mojemu ;-) antybohaterowi :-)))
I co? Już nie o ryżu na 100 sposobów? ![]()
No widzisz! A jeszcze w marcu tak się przed tym pisaniem broniłaś. A tu samo powolutku wyszło. Załóż bloga, Zuza. Pamiętasz tę wymianę zdań?
Zuzanna 58 napisał/a:Na upartego mogłabym założyć bloga np. "Ryż na wodzie na 100 i więcej sposobów" - ryż na wodzie przegotowanej lub kranówce, posolony lub pocukrzony, mieszany łyżką, widelcem, trzonkiem noża, w prawo, w lewo itp... tylko po co? Żeby mi znajomi "lajknęli"?
A dlaczego by nie? Jest mnóstwo powodów, dla których mogłabyś założyć bloga.
1. Zajmiesz się czymś, bo i tak siedzisz w domu.
2. Podciągniesz się technicznie i możesz nawet przeskoczyć dużo młodsze osoby, które ani budować, ani prowadzić bloga nie potrafią.
3. Wykorzystasz swoje talenty "nieużywanej humanistki".
4. Może poznasz inne kobiety w takiej samej sytuacji i razem się lajkniecie, czytaj - poszerzysz krąg znajomych.
5. Zajmiesz niszę, bo o problemach kobiet na takim poważnym rozdrożu, w tym wieku nie ma za dużo w sieci.
6. A jak nie wyjdzie to i strata mała, bo inwestycje żadne, ale przynajmniej coś się dzieje.
7. A jak wyjdzie, to będziesz Panią Blogerką.Steve Jobs powiedział: Think different.
Głównie zmień myślenie o sobie i swoich możliwościach.
Antypodo
O ryżu już nie, bo nie udało mi się wymyślić stu sposobów ;-) Ostatnim 47 był ryz przypalony :-)
Brawo, Zuza - jeszcze trochę i będziesz dawać nadzieję i wspierać innych ![]()
Weronko 44
Chciałabym, ale obawiam się, że do tego nie dojdzie bo żeby dawać, trzeba mieć. A ja nadziei nie mam. Po prostu staram się żyć bez niej.
witajcie , jak miło ze Zuzanna zaś pisze
teraz to ja zaczynam rozganiać czarne chmury
ale jak długo , aż uderzy piorun i zostaną zgliszcza ![]()
Kamoa
A może nie rozganiaj ?... Wiesz, czarne chmury widziane "od drugiej strony" z samolotu są białe i piękne jak bezkresna śnieżna kraina :-)
A gdybyś pozwoliła im się wypadać? Ulewny deszcz zmywa to i owo a potem jest tęcza.
Życzę Tobie takiej łukowatej siedmiobarwnej bramy do lepszej przyszłości.
A nie mówiłam? Zuzanna pociesza ![]()
Zuzanno,
a można poczytać - to ciekawość mnie dręczy.... ![]()
Weronka 44
Popatrz Weronko nie myślałam, że tak mi się porobi ;-) Zaraz tam "pociesza" ;-) ale próbuję, próbuję
Bozka _Krakow
A co byś chciała poczytać? Jeśli tylko mogę jakoś zwalczyć dręczącą Cię zmorę ciekawości to jak najbardziej, tylko nie bardzo wiem jak :-(
Zapiski Twoje przedekranowe Zuzanno - o ile dopuszczasz taką możliwość - ciekawość mnie zżera czy przypominają moje własne ![]()
Bozka_Krakow
Jak już napisałam chętnie zaspokoiłabym Twą ciekawość, ale nie znam sposobu" technicznie"jak to zrobić :-( Nie czuję się na tyle "mocna" aby prezentować to publicznie, a zdaje się, że prywatne kontakty na forum nie są obecnie możliwe :-(
Zuza, jest tu zakładka "Debiuty literackie". A czego się krępować? Wrzucaj. Kto, jak nie Ty. Kiedy, jak nie teraz? Gdzie, jak nie tu?
O to, to, jeśli możesz i chcesz oczywiście
Antypoda.Bozka_Krakow
Jeszcze nie jestem gotowa na publiczne przedstawienie twórczości, zwłaszcza, że dopiero powstaje... Niby wiem jaką historię chcę opowiedzieć ale "ubranie jej w słowa" aby mogła wyjść na zewnątrz trwa... I jeszcze będzie długo trwało, bo z reguły nie jestem zadowolona z tego co napisałam i poprawiam :-(
Zuzanno, jak tam ?
Bozka_Krakow
Eh.... zastrajkowała mi skóra:-( Powiększyłam grono znajomych o dermatologa. Jak na razie to najczęstszy powód moich wyjść z domu :-((( a w zasadzie przemykania się chyłkiem, żeby nie straszyć. Najgorsze jest to, że w zasadzie nie wiadomo co to jest...uczulenie, zakażenie, wirus czy zarazek. Co tydzień zmiana mazideł i leków a żadne z nich specjalnie nie działa...
Zuza, a może Twój organizm tak psychosomatycznie odreagowuje? Przechodziłam przez coś podobnego. Kolejni dermatolodzy bezradnie rozkładali ręce, przepisywali jakieś kojące, łagodzące specyfiki, antyhistaminy, aż wzięło i samo przeszło.
Zuzanno, też miałam coś podobnego (chyba) - gdy byłam w rozsypce miała wysypkę
- nie mam pojecia skąd i dlaczego, nałykałam sie specyfików antyalergicznych, odwiedziłam dermatologa - po ok.2 miesiącach - samo przeszło. Chyba jak pisze Antypoda po prostu mój organizm reagował, odreagował i w końcu przestałam się drapać dyskretnie ![]()
Może jedyna słuszna rada to przeczekać... i jak przejdzie to wystawiać nos na zewnątrz częściej...
Zuza a masz może radę na odzyskanie energii na robienie rzeczy koniecznych a których robić się nie chce ? ![]()
Bozka_Krakow
Rady to nie mam:-( ale mogę się z Tobą podzielić moim sposobem. Po pierwsze zawsze się dłuuugo zastanawiam czy naprawdę muszę... Najczęściej wychodzi mi, że nie muszę ;-) ale jak inaczej to robię bez energii wymyślając sobie od leniwców. Wolę jednak wmówić sobie, że chcę :-) mieć np. czyste naczynia, wyprasowany obrus itp. Wiele rzeczy odpuściłam sobie ( bo nie muszę, nikt na tym nie ucierpi). Przy innych staram się zwizualizować efekt - np. gdy piekę ciasto to widzę jak będę mogła poczęstować nim przyjaciółki i będzie im smakować. To "osładza" mi bajzel w kuchni ;-)
A ze skórą to nie mam wyjścia, muszę czekać aż coś się zmieni. Choć przyznam Ci się, że łatwiej mi znieść wewnętrzny ból niż widok własnej twarzyczki :-(
Antypodo
Podobno wszystko jest możliwe, więc może i po innych sensacjach teraz skóra postanowiła zamanifestować swoje niezadowolenie. Pozostaje mi tylko nadzieja że w miarę szybko zakończy te demonstrację ;-)Pocieszyły mnie wiadomości od Ciebie i od Bozki_Krakow, że to może być podzwonne stresu i że mija.
Zuza, próbuję.
Nie ma zmiłuj muszę i odpuścić nie mogę - teraz wizualizuję efekt przeredagowania 200 stron (to własnie tego mi się nie chce jak licho), chyba wyobraźnia ma granice
, rany ależ mi sie nie chce za to zabierać...
Bozka _Krakow
Może chociaż ciekawy tekst? Eh, chyba nie skoro Ci się nie chce... To może wyobraź sobie jaka będziesz zadowolona, kiedy się uporasz z ta "kobyłą"? Życzę bezbolesnego przeredagowywania :-)
Dzieki, Zuza, zebrało mi się na marudzenie, dotarło do mnie, że odkładam na potem a to niedobry objaw ![]()
Cholerka będę wniebowzieta jak mi sie uda przez 'szkapkę' przebrnąć...
Bozka _Krakow
Uda Ci się, uda! Najgorzej zacząć :-( Potem już jakoś leci. Trzymam kciuki. Jak Cię to nie rozprasza puść sobie jakąś fajną muzyczkę. Mnie pomaga np. klasyczna albo filmowa :-) bo taka z tekstem odrywa mi myśli od tego na czym mam się skupić
Wszystkim zabieganym w grudniowej krzątaninie i Tym, które aktualnie pogrążone są w letargu bólu...
https://www.youtube.com/watch?v=fs8fAaNXw3A
A ja ostatnio zmuszam się do odzyskania energii i dokończenia rzeczy rozpoczętych a udaje mi sie (zupełnie nie nostalgicznie) dzięki
https://www.youtube.com/watch?v=iX-QaNzd-0Y
Z okazji zbliżających się Świąt życzę Wszystkim, aby upłynęły im one zdrowo i spokojnie. I oby Nowy Rok przyniósł Wam jak najlepsze rozwiązanie Waszych problemów, a także normalne ludzkie szczęście, które jak śnieg przykryje wcześniejsze przykre doświadczenia. Obyście miały jak najwięcej okazji do szczerego uśmiechu a od ludzi doznawały tylko dobroci...
Zuzanno,
dziękuję serdecznie ![]()
Jak to zwykle na nowy rok : wiele można zmienić choć niczego nie można cofnąć
- oby wszystkim, którzy tego potrzebują - udało się ![]()
Zuzanno, życzę ci dobrych świąt i szczęścia tyle ile się da /wycisnąć
/ - będziesz sie widziała z dziećmi?
Zuzanna,
Jest to czas, w którym powinnaś myśleć przede wszystkim o sobie.
Nie o nim.
A jedną z form myślenia o nim jest również stałe rozpamiętywanie krzywdy doznanej od niego. Przede wszystkim nie pozwól, aby stał się częścią Twojej tożsamości w następnym etapie Twojego życia.
Zabrzmi to może dziwnie (zwłaszcza na tym etapie żałoby po związku, w którym znajdujesz się obecnie) - ale droga do tego prowadzi przez zrozumienie i współczucie wobec Twojego wkrótce pewnie byłego męża. Dostrzeż, jak zagubiony i żałosny on jest w tym wszystkim. Nawet jeżeli tego nie pokazuje na zewnątrz - w rzeczywistości ma przerąbane na całej lini.
Nie piszę tego, abyś mu wybaczyła - ale abyś naprawdę i do końca potrafiła uwolnić się od niego.
Jeżeli chodzi o Ciebie, piszesz, że wychowałaś kilkoro dzieci, obecnie dorosłych, które potrafią cię wspierać. Myślę, że nie dadzą Ci umrzeć z głodu - tak więc tego demona można od razu pogrzebać :-) Nawet jeżeli nie pracowałaś w żadnej firmie - wychowanie dzieci było Twoją pracą. Z autopsji wiem, że potrafi być trudniejsza, bardziej odpowiedzialna od byle pracy biurowej. Skoro poradziłaś sobie z tym, poradzisz sobie z większością innych zadań, które przed tobą życie postawi. Nie ma obaw.
Dobrze będzie również, jeżeli uświadomisz sobie, że ten związek nie rozpadł się wraz z smsem od męża, ale ponad 4 lata wcześniej. Już wtedy byłaś poza związkiem - teraz zmienia się tylko forma cywilno-prawna tego stanu rzeczy.
Zdaje sobie sprawę, że sytuacja jest trudna. Życie wypycha cię z pewnych ustalonych torów i robi to jak zwykle w sposób brutalny (pierwszy taki akt to narodziny. Noworodkom wcale nie do śmiechu, że muszą opuszczać miłą i bezpieczną miejscówkę w brzuchu matki ;-)). Ale nie masz szans na zbudowanie niczego nowego, lepszego - jeżeli będziesz tkwiła w tej patologii.
Trzyma kciuki!
Bozka_Krakow
Cofnąć się nie da, fakt :-( Zmienić można próbować... Nasunęłaś mi swoimi życzeniami tekst J. Kaczmarskiego "A Ty siej. A nuż coś wyrośnie. A Ty - to co wyrośnie zbieraj. A Ty czcij to co żyje radośnie. A Ty szanuj to co umiera...
Ale co zrobić jak żal i smutek-samosiejki rozrastają się bujnie? Zbierać?
Weronko
Dziękuję za życzenia. Przepraszam, że dopiero teraz, ale miałam...eh no zawiechę okrutną :-( Tobie życzę abyś odnalazła radość i zrealizowała plany oraz...czyniła wciąż nowe ;-)
k7l
Dziękuję. Rady słuszne i cenne tylko trudne w realizacji :-( Powołam się jeszcze raz na Kaczmarskiego "... I pamiętaj, bo dana Ci pamięć. Nie kłam sobie - a nikt Ci nie skłamie."
Czy chcę czy nie on i jego postępowanie zawsze pozostanie w mej pamięci. Zawsze będzie częścią mojej przeszłości. Nie da się od tego odciąć. Czy sobie poradzę? Nie wiem, nie robię się ani młodsza, ani zdrowsza, ani silniejsza. Kojarzysz "Trwałość pamięci" s. Dalego? Przeszłość może być destrukcyjna...
Bozka_Krakow
Cofnąć się nie da, fakt :-( Zmienić można próbować... Nasunęłaś mi swoimi życzeniami tekst J. Kaczmarskiego "A Ty siej. A nuż coś wyrośnie. A Ty - to co wyrośnie zbieraj. A Ty czcij to co żyje radośnie. A Ty szanuj to co umiera...
Ale co zrobić jak żal i smutek-samosiejki rozrastają się bujnie? Zbierać?
Smutku nie zbieraj ale pamięć o nim - raczej tak, mi się przydało cos takiego jak analizowałam swoje (teraz oceniam) nie bardzo racjonalne zachowania - wyciągnęłam naukę i naprawdę taka 'pamieć stanów' była pomocna - teraz lepiej rozpoznaję doświadczenia kiedyś dla mnie nowe i po prostu umiem sobie z nimi radzić i wychodzę im naprzeciw.
Zuzanno, czego potrzebujesz w tej chwili ?
Bozka_Krakow
Potrzebuję punktu oparcia. Bez niego nawet Archimedes nie był w stanie "ruszyć" ;-)
Czegoś "stałego" co pozwoliłoby mi jakoś "zakotwiczyć" się w rzeczywistości a nie miotać się bo bezkresie problemów. Radzę sobie, ale to takie radzenie "z dnia na dzień"... Przydałaby mi się też dawno zagubiona dawka optymizmu i wiary w siebie, ale obawiam się że szukanie ich to idea fix :-(
Obawiam się że potrzebny jest ktoś - nie coś - dlatego niełatwe może być zakotwiczenie
.
Miejsce na ziemi
Często próbuję zajrzeć przez ramię losu
ale nie po to by policzyć linijki
w kartotece mojego przeznaczenia. Nie chcę wiedzieć
ile jeszcze wersetów dzieli mnie od kropki
która niech spadnie niczym kropla deszczu
po zbyt długo trwającym upale
patrząc przez ramię losu pragnę tylko
znaleźć właściwy kierunek. To miejsce na ziemi
w którym ukryty spoczywa skarb mojego ukojenia
miejsce z którego czerpie soki drzewo spokoju
patrząc przez ramię losu pragnę znaleźć
miejsce w którym już byłem albo może będę
kiedy odrzucony ciągle nie pasujący do krajobrazu
przestanę błąkać się niczym woda
która wymknęła się lekkomyślnie ze swojego źródła
i nie może znaleźć do niego powrotnej drogi
Zuzanno - jakoś to tak jest, że w końcu znajduje się miejsce na ziemi ![]()
Bozka_Krakow
A pewnie, że "Ktoś" też by się przydał ;-) choć gdybym teraz miała wybierać to od "ktosia" wolałabym fajną stabilną pracę ;-)
A co do " swego miejsca na ziemi", to moim zdaniem pewne jest znalezienie go raczej w ziemi ;-)
Zuzanno
, i takie podejście Tobie na pewno pasuje a mi bardzo koresponduje - wyobraźnia ma swoje granice - w krypcie Cię nie widzę
.
Dziergasz na drutach może ? Może chciałabyś coś wydziergać - dogadałybyśmy się - to luźna i pełna dobrej woli i szczera propozycja - w żadnym razie nie chciałabym Cię urazić.
Bozka_Krakow
Faktycznie odpuśćmy funeralne tematy :-)
Dziergam, dziergam. Co byś potrzebowała? Mocniej się czuję w drutach ale szydełko też nie jest mi obce.
Zuzanno, mam po prostu dużą (chyba) ilość różnych włóczek, leży bezpańsko chyba co najmniej 10 lat - pomysłu na to nie mam - kiedyś myślałam, że to zagospodaruję osobiście ale od tych 10 lat czasu na to nie znalazłam (widzę jak to brzmi
ale to prawda najczystsza). Kupowałam z myślą o swetrach, kamizalkach, takim kominie na głowę ... No chętnie bym cały ten kram przerobiła na coś sensownego ale sama tego na pewno nie zrobię. W pewnym momencie nawet chciałam wyrzucić (jest tego trochę i miejsce zajmuje) ale żal mi sie zrobiło - no i jakoś tak mi sie nasunęło (porządki świąteczne mi przypomniały bo zajmuje mi to pawlacz gdzie nie zaglądam
raczej) że może by do Ciebie uderzyć z propozycją. Miałabyś ochotę (może i pomysł) na sweter taki dłuższy, kamizelkę może ?
Bozka_Krakow
Oczywiście może być kardiganik, może być kamizela. Wszystko zależy od tego, jakiej grubości jest włóczka. Bo cienka bardziej się nadaje do dzianiny "blisko ciała" grubsza na obszerniejsze formy. Trudno tak "na odległość" coś zaproponować. Z doświadczenia wiem, że ręczna dzianina lepiej się sprawdza w odzieży bez zapięcia, bo niestety wyciąga się pod swoim ciężarem i deformuje.
Zuza mam nadzieję, że nie będziesz mi miała za złe jak podzielę się z innymi...
Śliczne rzeczy wyczarowujesz Zuza na drutach. Moja córeczka zachwycona jest sweterkiem i kamizelką. Z dumą jeździła w różowiutkim sweterku na nartach. Rzeczy, które dostała dla swojej laleczki to po prostu cuda. Wielką radość sprawiłaś Zuza mojej córeczce i mnie. Bardzo ci dziękuję.
Takich rzeczy nie kupi się w sklepie. Są niepowtarzalne i słodkie.
Zuzanno, wysłałam @ przez forum - podałam moje namiary @, piszę tutaj bo nie wiem czy dojdzie, były wpisy na forum, że czasami cos nie bardzo działa. Jakby nie doszło - daj znać pod 'swoim' tematem
- na pewno złapiemy kontakt bardziej bezpośrednio.
bet
Cieszę się, że mogłam sprawić radość. Nie zapomnij podpytać Kasi, co potrzebuje "w letniej kolekcji" dla swojej laleczki ;-) Życzę Ci udanego wyjazdu. Daj czadu na stoku...
Zuzanno , jak wygląda sytuacja na dziś ? pozdrawiam
Rozwód to bardzo przykra sprawa, u mnie to wiązało się również z podziałem majątku. Na całe szczęście znalazłam odpowiedniego adwokata - pana Cejrowskiego, który pomógł mi odzyskać to, co mi się najzwyczajniej należało!
Jestem w trakcie rozwodu z winy męża. Nie potrafię sobie poradzić ze świadomością, że przez ostatnie pięć lat mój mąż prowadził podwójne życie- z kochanką ma czteroletniego syna. Przez ten cały czas cynicznie mnie i nasze dorosłe dzieci oszukiwał, wykorzystywał i okradał. Kiedy zorientował się, że,dowiedziałam się ( zupełnie przypadkiem) prawdy, przysłał mi smsa, że występuje o rozwód. Jestem załamana. Nie pracowałam zawodowo, teraz zostanę "z niczym". Ale najbardziej boli mnie to, że po przeszło trzydziestu latach nie zasłużyłam sobie nawet na to, żeby usłyszeć z jego ust prawdę.
Przeraża mnie każdy następny dzień, kładąc się spać marzę o tym, żeby już nigdy się nie obudzić. Niestety nawet usnąć mi się nie udaje.
Jestem pod opieką psychiatry, ale zaordynowane środki średnio działają. Czy któraś z użytkowniczek ma podobne doświadczenia? Jak sobie z nimi poradziła? Czy możliwe jest podniesienie się po czymś takim?
Przede wszystkim walcz o rozwod z jego winy i o alimenty na siebie. Pozniej otrzasnij sie i pomysl o tym, jakim byl podlym czlowiekiem w stosunku do ciebie, oklamujac cie tyle lat. Ten czlowiek nie zasluguje na twoja milosc. Zycie plynie dalej i jeszcze wiele wspanialych dni przed toba. Rozwod w dzisiejszych czasach to nie tragedia. Dasz rade. Znajdz sobie zainteresowania i grono kobiet, po podobnych przezyciach.
Strony Poprzednia 1 … 17 18 19
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024