rozwód po 30 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Strony Poprzednia 1 16 17 18 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1,106 do 1,170 z 1,226 ]

1,106

Odp: rozwód po 30 latach

ps. Zuzanna, może być też tak, że bardzo chcesz zmienić swoje myślenie... nie chcesz tkwić w tym beznadziejnym stanie...
ale nic z tym NIE MOŻESZ zrobić...
nie panujesz na tym... nad myślami, własnym umysłem...

Wtedy musisz koniecznie iść do psychiatry - bo to oznacza depresję.
Depresja to choroba. Taka sama jak inne: zapalenie płuc czy zespół nadwrażliwego jelita.
To trzeba leczyć! Samo rzadko kiedy przechodzi.
Po to są lekarze i leki.
Pomagają. Wiem - bo sama jadę na antydepresantach.

A jak już leki pomogą Ci uwolnić się od tego, czego nie chcesz (ale to podstawowy warunek! musisz sama chcieć zmian!) - to zaczynasz pracę nad sobą!! smile
Pozytywne myślenie... psychoterapia... jakieś hobby... nowe zainteresowania, środowisko, ludzie...
książki, spacery, leniuchowanie na świeżym powietrzu...
I radość! Bo powiedz, co masz do stracenia? Możesz być radosna... nikt Ci tego nie może zabronić smile Jesteś radosna i szczęśliwa - bo chcesz i masz na to ochotę!. Zobacz, jakie to proste, Zuzanna

Zobacz podobne tematy :

1,107

Odp: rozwód po 30 latach

Zonja
Gdyby to było takie proste... :-(
Niestety "szczęście" to nie jest stan intelektualny zależny od naszych chęci. To stan emocjonalny, a tym sterować znacznie trudniej. Właśnie dlatego, że żyję już dość długo na tym świecie, wiem, że niestety na nasze szczęście  mają ogromny wpływ i ludzie i okoliczności.
Może i można być szczęśliwym w małej chatce i "o kaszy" ale tylko wtedy, gdy przedtem mieszkało się pod mostem i żywiło odpadkami...
Każdy do szczęścia potrzebuje czegoś innego, to indywidualna sprawa, ale generalnie wszyscy przyznają, iż takowe poczucie daje im stabilna rodzina, miłość, praca i zdrowie. Tak się składa, że żaden z tych czynników nie jest moim udziałem:-(
Oczywiście, że mimo to mogę sobie wmawiać, że jestem szczęśliwa, tyle, że w to nie uwierzę...
Jestem od dwóch lat na antydepresantach - skutki pewnie są ( bo było znacznie gorzej) ale nie wierzę aby leki mogły zapewnić poczucie euforii ( a jeśli nawet to bardzo złudne)
Jestem pod opieką terapeuty ( spotkania raz  na dwa trzy miesiące- jak uda mi się  załapać na wolny termin) ale terapia też nie przynosi mi ulgi, bo pani podsuwa rozwiązania, których nie akceptuję - nie będę się powtarzać pisałam już o tym.
Hobby i zainteresowania owszem posiadam na nowe niestety nie mam środków. To samo dotyczy środowiska i ludzi. tego niestety nie zmienię. Mogłabym ewentualnie 'równać w dół" i zająć miejsce na osiedlowej ławeczce z miejscowymi plotkarkami ale aż tak zdeterminowana to nie jestem.
Przykro mi ale nie jestem ani szczęśliwa ani radosna (właśnie dlatego, że nie mam nic do stracenia), choć już się nauczyłam takową udawać. I to wcale nie jest proste

1,108 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-13 17:24:45)

Odp: rozwód po 30 latach

Niemądre rzeczy opowiadasz Zuzanno...
Do szczęścia potrzeba stabilnej rodziny? Tzn. że ci, którzy są sami, nie mogą być szczęśliwi?
Do szczęścia potrzeba miłości? Tak, ale czy koniecznie do faceta? A może do dzieci? do przyrody? do świata wokół?
Do szczęscia potrzeba zdrowia? To znaczy wg Ciebie, że ludzie np. na wózkach, chorzy, nie mogą być szczęśliwi?

Przepraszam Zuzanno, ale to bzdury.

Tak samo jak dobra materialne - od nich uzależniasz szczęście?

...

Owszem, to stan emocjonalny. Te stany w większości wybieramy dla siebie sami. To my decydujemy, czy jesteśmy zadowoleni, uśmiechnięci, spokojni, pewni siebie - chociaż wokół wali sie i pali...

Czy jesteśmy wiecznie niezadowoleni, marudzący, zgryźliwi, narzekający....

To nasz osobisty wybór.

I ostatnia rzecz- nie będziesz z nikim szczęśliwa, jeśli najpierw nie nauczysz się być szczęśliwa tylko i wyłącznie sama ze sobą.
Nie jest tak, że zawsze będzie obok ktoś... że zawsze będzie dostatek... że zawsze będzie ciekawie... że będzie się coś działo...
I tu jest cała tajemnica - czasem jest nudno, pada od miesiąca, chorujemy, nikt się nami nie interesuje - a i tak powinniśmy być szczęśliwi.

Zuzanno, moim optymalnym środowiskiem jest Floryda, temperatura cały rok +35, biała czysta plaża, brak jakichkolwiek problemów finansowych. Noooo i oczywiście jeszcze chcę być zawsze młoda i piękna.
I siedzę tu i pomstuję na moich rodziców, że się tam nie wyprowadzili?
Bo tu gdzie jestem - to ja za nic nie pasuję... nie mówiąc już, że szczęścia nie odnajdę nigdy....

...

Te miejscowe plotkary....
jesteś pewna, że nie ma wśród nich nikogo wartościowego?
ale przy takim Twoim podejściu - nigdy się o tym nie przekonasz... bo Ty już wiesz... sad

1,109

Odp: rozwód po 30 latach
Zorija napisał/a:

Niemądre rzeczy opowiadasz Zuzanno...
Do szczęścia potrzeba stabilnej rodziny? Tzn. że ci, którzy są sami, nie mogą być szczęśliwi?
Do szczęścia potrzeba miłości? Tak, ale czy koniecznie do faceta? A może do dzieci? do przyrody? do świata wokół?
Do szczęscia potrzeba zdrowia? To znaczy wg Ciebie, że ludzie np. na wózkach, chorzy, nie mogą być szczęśliwi?

Przepraszam Zuzanno, ale to bzdury.

Tak samo jak dobra materialne - od nich uzależniasz szczęście?

...

Owszem, to stan emocjonalny. Te stany w większości wybieramy dla siebie sami. To my decydujemy, czy jesteśmy zadowoleni, uśmiechnięci, spokojni, pewni siebie - chociaż wokół wali sie i pali...

Czy jesteśmy wiecznie niezadowoleni, marudzący, zgryźliwi, narzekający....

To nasz osobisty wybór.

I ostatnia rzecz- nie będziesz z nikim szczęśliwa, jeśli najpierw nie nauczysz się być szczęśliwa tylko i wyłącznie sama ze sobą.
Nie jest tak, że zawsze będzie obok ktoś... że zawsze będzie dostatek... że zawsze będzie ciekawie... że będzie się coś działo...
I tu jest cała tajemnica - czasem jest nudno, pada od miesiąca, chorujemy, nikt się nami nie interesuje - a i tak powinniśmy być szczęśliwi.

Zuzanno, moim optymalnym środowiskiem jest Floryda, temperatura cały rok +35, biała czysta plaża, brak jakichkolwiek problemów finansowych. Noooo i oczywiście jeszcze chcę być zawsze młoda i piękna.
I siedzę tu i pomstuję na moich rodziców, że się tam nie wyprowadzili?
Bo tu gdzie jestem - to ja za nic nie pasuję... nie mówiąc już, że szczęścia nie odnajdę nigdy....

...

Te miejscowe plotkary....
jesteś pewna, że nie ma wśród nich nikogo wartościowego?
ale przy takim Twoim podejściu - nigdy się o tym nie przekonasz... bo Ty już wiesz... sad

Zorija - zgadzam sie w 100% z Toba!!! najpierw trzeba nayczyc sie byc szczealiwym ze soba, odnalezc szxzescie w sobie w drobnych rzeczach. Ludzie biedni sa czasem bardziej happy niz Ci ktorzy moga miec wszystko za pieniadze. Zuzanno chodz zapewne jestes odemnie starsza to nic nie znaczy strata bol zdrada rozwod boli tak samo. Mimo wieku mozna byc szczesliwym czlowiekiem.  Samo to ze narzekamy przyciagamy to co najgorsze. Pozytywne myslenie tylko to nas uratuje. Chodz mam pustke w sobie i nie wiem co czeka mnie po rozwodzie bo nie bede miala gdzie mieszkac. Zyje chwila tu i teraz nie mysle o tym co bedzie bo nie wiem tak samo nie wiedzialam ze maz mnie porzuci.

1,110

Odp: rozwód po 30 latach

Frania, dobrze gadasz wink
Już nie chciałam tu Zuzannie wyskakiwać z teoriami pt. "prawo przyciągania", czy kształtowanie przez nasze myśli własnej rzeczywistości...
bo ona nie wierzy w... nic chyba... to i jeszcze by uznała, że jestem jakaś "nawiedzona" wink

Miałam nadzieję, że przekonają ją takie bardziej racjonalne argumenty...
i dalej mam taka nadzieję smile

Frania, jak najbardziej myśl o tym co będzie - myśl, że będzie baaaardzo dobrze... że wszystko się znakomicie ułoży... że należy Ci się - jak psu kość - spokój, szczęście, spełnienie, dobra materialne smile

1,111

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno,
natłok zajęć odciągnął mnie od wypowiedzi smile tutaj
Tak się cieszę, że wewnętrznie z Tobą lepiej.
Dziękuję bardzo za linki youtube - odnawiam słuchanie - tego mi było trzeba jak licho smile

1,112

Odp: rozwód po 30 latach

Zorija
Moim zdaniem mylisz dwa pojęcia bycia szczęśliwym i umiejętności cieszenia się. Potrafię się cieszyć z wielu rzeczy i zjawisk,które mnie spotykają ale to nie jest równoznaczne z poczuciem szczęścia.
Piszesz, że samotni, biedni chorzy mogą być szczęśliwi - być może, choć osobiście takich nie znam. Raczej jestem skłonna przypuszczać, iż  duma i godność nie pozwalają im przyznawać że jest inaczej. Ale to mój pogląd.
Tak jestem przekonana, że z plotkarkami wspólnego języka nie znajdę, gdyż to co je interesuje ( czyli kto w czym, kto z kim i dlaczego) nie leży w sferze moich zainteresowań. Nie mnie oceniać czy są wśród nich osoby wartościowe czy nie, już samo ich słownictwo i zakres poruszanych problemów ( parę razy zagadnęły mnie) każe mi trzymać się od nich z daleka. Owszem, samotność mi doskwiera, ale to jeszcze nie powód, by przestawać z osobami z którymi wszystko mnie dzieli. Miłość do dzieci, przyrody nie zastąpi fizycznej bliskości, która potrzebna jest każdemu człowiekowi.
Piszesz "my decydujemy czy jesteśmy uśmiechnięci" - tak o tym możemy decydować, ale już o tym co ten uśmiech skrywa nie. Niestety tylko w teorii wszystko zależy od nas - gdyby tak było to skąd by się brały te kolejki od terapeutów? Czy znasz kogoś kto z premedytacją,programowo jest nieszczęśliwy bo taki sposób życia wybrał? Nikt nie rodzi się pesymistą, to okoliczności ich kształtują- tragedie, dramaty, kompleksy... Pewnie że są jednostki odporniejsze psychicznie, które sobie z nimi lepiej radzą i te bardziej wrażliwe, które po prostu się załamują - to indywidualna sprawa.

1,113

Odp: rozwód po 30 latach

Frania231
Rób wszystko, co potrafisz i czujesz że Ci pomaga. Myślę,ze nie ma uniwersalnej recepty "dla wszystkich" znajdujących się na rozdrożu bo każda z nas dźwiga innego rodzaju ciężar. Myślenie pozytywne musi mieć jednak jakieś "zakotwiczenie" w realnej rzeczywistości. Dlatego osobiście nie zakładam "iż będę szczęśliwa" a jedynie, że życie momentami może być przyjemne.
Z praktycznych porad mogę Ci tylko podpowiedzieć jedno, to co mnie pomogło w najczarniejszym okresie - przyjaciele. I choć wtedy nie miałam wielkiej ochoty się z nimi spotykać, teraz doceniam i jestem wdzięczna za ich determinację w "na siłę" wyciągania mnie z czarnej rozpaczy. Jeśli masz takie bliskie osoby wokół siebie to korzystaj z ich bezinteresownej obecności.
Pozdrawiam i życzę Ci dużo, dużo szczęścia.

1,114

Odp: rozwód po 30 latach

Bozka_Kraków
Cieszę się, że choć tak mogłam poprawić Ci nastrój :-) Może spodoba Ci się moja ulubiona ballada Wysockiego, którą Tobie dedykuję
https://www.youtube.com/watch?v=aaUaYfe8iwY

1,115

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Frania231
Rób wszystko, co potrafisz i czujesz że Ci pomaga. Myślę,ze nie ma uniwersalnej recepty "dla wszystkich" znajdujących się na rozdrożu bo każda z nas dźwiga innego rodzaju ciężar. Myślenie pozytywne musi mieć jednak jakieś "zakotwiczenie" w realnej rzeczywistości. Dlatego osobiście nie zakładam "iż będę szczęśliwa" a jedynie, że życie momentami może być przyjemne.
Z praktycznych porad mogę Ci tylko podpowiedzieć jedno, to co mnie pomogło w najczarniejszym okresie - przyjaciele. I choć wtedy nie miałam wielkiej ochoty się z nimi spotykać, teraz doceniam i jestem wdzięczna za ich determinację w "na siłę" wyciągania mnie z czarnej rozpaczy. Jeśli masz takie bliskie osoby wokół siebie to korzystaj z ich bezinteresownej obecności.
Pozdrawiam i życzę Ci dużo, dużo szczęścia.

Zuzanna58- staram sie robić wszystko, aby nie mysleć, aby nie mieć za dużo zcasu wolnego na myslenie, szukam pozytywów dnia codziennego, chodż jeszcze nie jest łatwo wiązałam plany z jm, staraliśmy sie o dziecko to mnie tak boli, mam taką ranę, chodż uśmiech jest na twarzy dowcip też wraca jak kiedyś, ale ten dystans do innych ojj wiesz zapewne o czym piszę. Ta rana w sercu. Tobie także życzę szczęścia chodż przez krótką chwilę, ja byłam szczęśliwa z nim przez małą krótką chwilę- tamto uczucie było piekne chciałabym je kiedyś jeszcze poczuć to tak niewiele co bym chciała

1,116

Odp: rozwód po 30 latach

Frania 231
Bardzo się ciesze, że radzisz sobie z tą bardzo trudną sytuacją. Rozumiem co piszesz o o pustce, ranie...
Może jednak lepiej że nie mieliście dziecka, ono jeszcze bardziej by skomplikowało Wasze rozstanie. A dziecko najlepiej mieć z odpowiedzialnym i kochającym mężczyzną i życzę Ci aby taki pojawił się  w Twoim życiu.

1,117 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-09-14 16:50:19)

Odp: rozwód po 30 latach

Nie czytałem wszystkiego,nie wiem,czy jesteś już po rozwodzie.Moja rada,to uciec od tematu w pracę.Jak najmniej czasu zostawiać sobie na myślenie o tym co się stało.Czasu nie cofniesz,nie analizuj tego.Było minęło.Jeśli jeszcze się nie rozwiodłaś,to rozwód z jego winy,alimenty na Ciebie i ew.podział wspólnego majątku.Sąd nie weźmie pod uwagę kosztów utrzymania kochanki,bo to nie jego rodzina,to sądu nie obchodzi,to tak jakby wydawał pieniądze na kasyno na przykład.Sąd obchodzi jakie są jego możliwości zarobkowe w stosunku do jego wykształcenia,ile obecnie zarabia,jakie są jego koszty utrzymania,czy ma jakieś stałe obciążenia finansowe (kredyty itp.)

1,118

Odp: rozwód po 30 latach

bartass72
Jestem po rozwodzie już prawie rok. To co piszesz o alimentach, to teoria. W praktyce to wygląda nieco inaczej sad Przynajmniej w moim przypadku. Ale może Twoje rady przydadzą się Frani231, być może uda jej się wywalczyć więcej.

1,119

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

bartass72
Jestem po rozwodzie już prawie rok. To co piszesz o alimentach, to teoria. W praktyce to wygląda nieco inaczej sad Przynajmniej w moim przypadku. Ale może Twoje rady przydadzą się Frani231, być może uda jej się wywalczyć więcej.

To nie teoria,bo przerobiłem to w praktyce wink

1,120

Odp: rozwód po 30 latach

Bartass72
Widzisz rozwód to wojna, którą wygrywa ten,kto do niej był lepiej przygotowany. W moim przypadku wszystkie środki były "po tamtej"stronie, więc wyszło jak wyszło :-(.

1,121

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Bartass72
Widzisz rozwód to wojna, którą wygrywa ten,kto do niej był lepiej przygotowany. W moim przypadku wszystkie środki były "po tamtej"stronie, więc wyszło jak wyszło :-(.

zuzanna58 a co sie stało? przegrałas na rozprawie?

1,122

Odp: rozwód po 30 latach

Frania231
Ja Franiu walczyłam, żeby do rozwodu nie doszło...I tę batalię mimo przepisu, iż strona winna nie może go uzyskać bez zgody strony niewinnej- przegrałam. Reszta jest dyskusyjna...

1,123

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Bozka_Kraków
Cieszę się, że choć tak mogłam poprawić Ci nastrój :-) Może spodoba Ci się moja ulubiona ballada Wysockiego, którą Tobie dedykuję
https://www.youtube.com/watch?v=aaUaYfe8iwY

Dziękuję serdecznie, Zuzanno - posądzam Cię o niebywałą intuicję smile - skądże wiedziałaś, że lubię muzykę rosyjską ?

1,124 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-09-18 07:21:32)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna 58,Twoje założenie było błędne.Rozwodu można nie uzyskać tylko wtedy,gdy sąd uzna,że ze względu na szczególną sytuację dziecka (np.niepełnosprawność),rozwód mógłby być zagrożeniem dla jego zdrowia,prawidłowego rozwoju.Chodzi o to,że sąd może uznać,że potrzeba obojga rodziców razem,aby dziecko mogło prawidłowo się rozwijać i wychowywać,i wtedy rozwód może nie zostać orzeczony.Jest to swego rodzaju sytuacja nadzwyczajna,bo ogranicza wolność czlowieka,może być orzeczony tymczasowo,sąd będzie sprawdzał czy sytuacja dziecka się nie zmienia.
W innych wypadkach,wina,czy brak zgody jednej ze stron nie ma nic do rzeczy,może tylko odwlec przewód rozwodowy do kilku,może nawet kilkunastu rozpraw.Jeśli ktoś chce rozwodu,to jednak prędzej czy później go dostanie.Małżeństwo to nie więzienie z dożywotnim wyrokiem.

1,125

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Frania231
Ja Franiu walczyłam, żeby do rozwodu nie doszło...I tę batalię mimo przepisu, iż strona winna nie może go uzyskać bez zgody strony niewinnej- przegrałam. Reszta jest dyskusyjna...

  Zuzanna58 rozumiem. Czyli skoro on jest winny udowodnilas jemu wine? Jak to wygladalo?

1,126

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna w sumie to nie możesz powiedzieć, że przegrałaś. Rozwód z jego winy, alimenty na ciebie, mieszkanie w całości twoje.
Jest tylko jedno "ale' - wysokość alimentów. Gdyby twój mąż nie okłamał sądu, a sąd nie poszedł mu na rękę tylko ocenił jego faktyczne możliwości zarobkowe i dostałbyś alimenty na siebie o 150% wyższe to chyba byłabyś usatysfakcjonowana.
Byłby pełen sukces.
Do rozwodu i tak mógł cię zmusić np nie zostawiając ci pieniędzy na życie.

1,127

Odp: rozwód po 30 latach

Bet
Wiesz najlepiej jak jest bo "towarzyszysz" mi niemal od początku. Rozwód pozbawił mnie ubezpieczenia zdrowotnego ,a to w moim wieku i stanie zdrowia jedna z bardziej znaczących kwestii :-(
Rozwód nie był mu potrzebny przez te wszystkie lata,kiedy prowadził podwójne życie, teraz w sumie też nie jest ( do dziś się nie ożenił bo im się to nie opłaca, jako "samotna"matka ona ma znacznie więcej przywilejów) to była tylko forma ukarania mnie,za to,że "ośmieliłam się" dowiedzieć...

1,128

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna,zarejestruj się w Urzędzie Pracy, tam cię ubezpieczą. Na propozycje pracy, czy kursów to bym nie liczyła, choć niby są jakieś programy aktywizujące osoby 50 +, ale ubezpieczenie masz gwarantowane.

1,129

Odp: rozwód po 30 latach

sugestia o urzędzie pracy padla rok temu, widac nie chce takiego ubezpieczenia

1,130

Odp: rozwód po 30 latach
bartass72 napisał/a:

Zuzanna 58,Twoje założenie było błędne.Rozwodu można nie uzyskać tylko wtedy,gdy sąd uzna,że ze względu na szczególną sytuację dziecka (np.niepełnosprawność),rozwód mógłby być zagrożeniem dla jego zdrowia,prawidłowego rozwoju.Chodzi o to,że sąd może uznać,że potrzeba obojga rodziców razem,aby dziecko mogło prawidłowo się rozwijać i wychowywać,i wtedy rozwód może nie zostać orzeczony.Jest to swego rodzaju sytuacja nadzwyczajna,bo ogranicza wolność czlowieka,może być orzeczony tymczasowo,sąd będzie sprawdzał czy sytuacja dziecka się nie zmienia.
W innych wypadkach,wina,czy brak zgody jednej ze stron nie ma nic do rzeczy,może tylko odwlec przewód rozwodowy do kilku,może nawet kilkunastu rozpraw.Jeśli ktoś chce rozwodu,to jednak prędzej czy później go dostanie.Małżeństwo to nie więzienie z dożywotnim wyrokiem.

Bartass, nie masz racji.
Przeczytaj w internecie, kiedy sąd nie orzeka rozwodu.
Są trzy takie sytuacje.
Jedna z nich ma miejsce wtedy, gdy rozwodu żąda strona wyłącznie winna rozpadu związku, a druga, ta pokrzywdzona się nie zgadza.

Niby to nie jest "dożywotnie więzienie".
Ale nie jest też tak, że jak jednej stronie się "odwidzi" - to bez żadnego uzasadnienia, bez żadnych wyjaśnień, tak po prostu może się "wycofać".
Trzeba się niestety liczyć z drugą stroną, dla której istotne są np. słowa przysięgi małżeńskiej... albo jakieś względy religijne... i która nie chce tak po prostu się rozwieść, bo partnerowi się znudziło.

1,131 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-09-18 15:18:08)

Odp: rozwód po 30 latach

Zorija,przyznaję się do błędu.Na swoje usprawiedliwienie dodam,że kierowałem się kompletnym dla mnie bezsensem niezgody na rozwód przez osobę pokrzywdzoną,w sytuacji rozkładu pożycia,braku miłości i perspektywy rozpoczęcia nowego życia,z zabezpieczeniem finansowym.No,ale są ludzie,którzy wolą do końca życia być w stanie permanentnej vendetty,bez względu na fakt,jak to ich od środka wyniszcza.

1,132

Odp: rozwód po 30 latach

Niekoniecznie Bartass.
Rozwód jest najczęściej dopiero początkiem prawdziwej rozpierduchy. Podziały majątku... konieczność sprzedania domu itd. Rzeczy dużo gorsze i bardziej wyniszczające niż sam rozwód.
Nie ważne, że "winny" partner zawinił, zdradził czy co tam jeszcze. Po rozwodzie on CHCE. Bo MA PRAWO. Zasady moralne chowają się najczęściej w kąt.
Chce uzyskać dla siebie (często nie licząc się np. z dziećmi) jak najwięcej. Bo nowe życie, z nową partnerką, której trzeba pokazać jaki jestem super-samiec kosztuje. I skądś pieniądze wziąć trzeba.
To czasem jedyna metoda, by go powstrzymać. By dzieci mogły normalnie funkcjonować i nie musiały płacić za wyskoki tatusia (oczywiście w drugą stronę tak samo).

1,133

Odp: rozwód po 30 latach

No dobrze,jak jesteśmy już przy finansach.Załóżmy,że małżeństwo trwa na papierze,a małżonkowie nie utrzymują żadnych kontaktów oprócz tych dotyczących potomstwa (powiedzmy są dzieci - jedno z małżonków ma prawo do opieki,drugie płaci alimenty i ma prawo do widzeń).
Życie sobie płynie dalej,oboje mają swoje nowe związki,zarabiają pieniądze,pomnażają majątek.Właśnie,swój czy wspólny,przecież małżeństwo trwa.Jestem ciekaw jak to rozwiązać? Jak dla mnie to jest chore,czy sąd może przyznać rozdzielność majątkową,z drugiej strony czy "winny" małżonek może wystąpić o separację,przecież nie ma się co obrażać na fakt,że był winny czy nie,nie utrzymuje żadnych stosunków z żoną,razem z Nią nie mieszka itd.Przecież nie będzie się dorabiał,żeby np.za 10 lat żona zgodziła się na rozwód i zabrała mu połowę tego.

1,134 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-18 20:10:05)

Odp: rozwód po 30 latach

Można podpisać intercyzę, która wprowadzi od tego momentu rozdzielność majątkową.
I to akurat - wystąpienie o rozdzielność może zrobić jeden z małżonków, a drugi nie może tego zablokować.
Ta rozdzielność liczy się od chwili jej ustalenia i nie obejmuje czasu wstecz. Czyli tego, co wspólnie zrobiliśmy wcześniej razem - to dalej jest wspólne.

Troszkę mylisz dwa różne pojęcia - podział majątku wspólnego i rozdzielność majątkową.

1,135 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-09-18 20:42:32)

Odp: rozwód po 30 latach

Nie,nie,chodziło mi tylko o to,czy sąd może zablokować wniosek o rozdzielność.Ale i tak uważam,że blokada rozwodu jest bez sensu,skoro można (prawie) normalnie żyć dalej,i trzepać kasę na własną rękę.Sztuczne utrzymywanie formalności tego związku jest naprawdę chore.Nie wierzę,że ktoś,nawet najbardziej skrzywdzony,nie chciałby po jakimś czasie być wolny w końcu,móc uwolnić się i zacząć normalnie żyć.
Skoro już się czepiam szczegółów...małżeństwo trwa dalej,i np.połowa domu,w którym nie mieszkam,jest moja,to co,mogę tam sobie normalnie zamieszkać?Np.z kochanką? A co? To dopiero rodzi patologie,hehehe... A jeśli nie mogę,a chcę korzystać z połowy swojej własności? W końcu chyba mi się należy,w końcu małżeństwo trwa,a jeśli nie mogę tam mieszkać,ani w żaden sposób korzystać ze swojej własności,to czy nie jestem pokrzywdzony finansowo w tym formalnym związku? Jak to się ma do zasad współżycia społecznego?
Jak to widzisz Zorija?

1,136

Odp: rozwód po 30 latach

Widzę to tak, że jak ktoś się wyprowadza, zaczyna nowe życie, nowy rozdział z nową kobietą...
to niech zostawi w spokoju resztę swojej rodziny... dzieci, poprzedniego partnera...
i niech faktycznie zacznie "od nowa"...

Bo im już nie jest potrzebne kolejne szarpanie... dostali już wystarczająco...
co mu się tam należy powiadasz...
tak, należy mu się połowa...
ale on ją porzucił... odszedł...
a teraz chce rozpieprzyć to, co jeszcze zostało dzieciom... ich dom... bo chce z tego wyciągnąc dla siebie kasę...

sorry, ale nie
tak się nie postępuje

jak dokonał wyboru, to niech teraz poniesie tego konsekwencje...
i dorabia się od nowa ze swoją kochanką
tyle

1,137

Odp: rozwód po 30 latach

No dobrze Zorija,ale czy nie prościej i korzystniej,zamiast nie dawać rozwodu,zgodzić sie na niego w zamian za spłacenie połowy domu przez męża? To są wymierne całkiem konsekwencje.I wilk syty i owca cała,żona przedłużając ten chory układ,robi sobie jeszcze większą krzywdę.Ma ten dom,który nie jest tak naprawdę w całości jej,tylko po to,żeby nie dać mężowi rozwodu,nie może zawrzeć nowego małżeństwa,poza tym mąż może chyba mieć dalej wgląd np.w dokumentację medyczną żony? Nie wiem,tylko pytam.W dodatku,dzięki tej możliwości rozdzielczości mąż sobie "odjechał" w nowy świat nowych możliwości,i jeszcze ma w zanadrzu (ciągle) pół majątku z małżeństwa
Co Ty na to?

1,138

Odp: rozwód po 30 latach

Tak było w moim przypadku.Reguły gry były jasne kto zostawia rodzinę to zostawia też cały dorobek życia.Ja tego nie zabiorę ze sobą,zostanie to moim dzieciom.Jak życie pokazuje to z kochanką można dorobić się tylko choroby i samotności.

1,139 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-18 21:40:14)

Odp: rozwód po 30 latach

nie, bo ani ja ani dzieci nie chcemy się stąd wyprowadzać

ja włożyłam w to za dużo pracy i serca

a dla dzieci to jest ich dom... zostawił je ojciec... teraz jeszcze mają się wyprowadzać z własnego domu? 

edit: i nie chodzi o to, że ja mu nie chcę dać jego połowy...
ja nie jestem w stanie spłacić połowy domu...
wyprowadzić się nie chcę, bo uważam, że to mi i dzieciom się należy...
a po rozwodzie on nas do tego będzie mógł zmusić...
czy chcemy czy nie...
i widzisz? koło się zamyka... nie ma innego rozwiązania

1,140

Odp: rozwód po 30 latach
Zorija napisał/a:

nie, bo ani ja ani dzieci nie chcemy się stąd wyprowadzać

ja włożyłam w to za dużo pracy i serca

a dla dzieci to jest ich dom... zostawił je ojciec... teraz jeszcze mają się wyprowadzać z własnego domu?


Nie daj się Zorija.
Masz poczucie, że Twój obecny prawnik jest wystarczająco doświadczony i godny zaufania?
Mam tu w wawie prawnika (ok. 30 lat), pracującego dla dużej państwowej organizacji związanej za sportem.
Jest ambitny i ma bardzo dobre wyniki w ilości wygranych spraw.
Typ kujonka-mądrali nie do zagięcia.
Jeżeli chcesz na niego namiar to daj znaka.

1,141

Odp: rozwód po 30 latach

Emde, tak, mam bardzo dobrego prawnika, ale dzięki smile
I nie zamierzam się dać tongue
Skoro samo PRAWO daje mi taką możliwość, to dlaczego mam z tego nie skorzystać.

1,142 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-09-19 13:40:10)

Odp: rozwód po 30 latach

Zorija,załatwić to przed rozwodem,nie po.Przecież prawnie można to uregulować nie narażając się na żadne ryzyko,prawnik to załatwi.Po co Ci ten papier,chcesz być jego żoną do końca życia? Będziesz wolna i będziesz zabezpieczona finansowo (będziesz miała dom w całości na siebie,i jeszcze kasę dostaniesz - jeśli może Cię spłacić).Ja bym się dwa razy nie zastanawiał,nawet bym sam taką propozycję rzucił.Chcesz go ukarać,zemścić się za porzucenie rodziny? Tylko finansowo możesz go ukarać,on do rodziny nie wróci,nawet jak formalnie nie będzie wolny,to i tak w pewnym sensie już wolnym jest,a Ty nie.Jeszcze gorzej,zostałaś w tym piekiełku razem z dziećmi,ale bez niego.Czy to ma sens?

1,143

Odp: rozwód po 30 latach

Bartass, źle rozumujesz...

jak on mnie spłaci - to dom jest JEGO i ja się muszę wyprowadzić...

1,144

Odp: rozwód po 30 latach

Zorija,Ty źle rozumujesz.Dasz Mu rozwód za jego część domu,kapewu?

1,145

Odp: rozwód po 30 latach

OK, Bartass big_smile
Więc sam w końcu do tego doszedłeś tongue

Najpierw dostanę to, co jest mi potrzebne do dalszego życia.
Potem zgodzę się na rozwód...
w związku z czym... nie mogę się na niego zgodzić teraz tongue
więc na razie się nie zgadzam tongue

Jesteśmy na mecie smile

1,146

Odp: rozwód po 30 latach

Zorija,był kiedyś taki teleturniej "Duety do mety" smile
Zapytam się tylko,On Ci proponował kasę za dom?

1,147

Odp: rozwód po 30 latach

Bartass, o co Ci chodzi?
bo już nie wiem...

on mi na razie zaproponował tylko i wyłącznie rozwód za porozumieniem stron...
a w zasadzie nawet tego mi nie zaproponował!
tylko bez mojej jakiejkolwiek wiedzy i poinformowania mnie - złożył taki pozew...

rozumiesz?
rozwód za porozumieniem stron... z pominięciem tego mało istotnego detalu, czyli porozumienia w tej materii...

1,148

Odp: rozwód po 30 latach

Aha,no to sprawa prosta,idziesz na rozprawę i nie wyrażasz na rozwód zgody.Możesz  już na tej samej rozprawie dowodzić jego winy,ale nie wiem czy masz dowody już zebrane,jeśli nie,to nie wyrażasz zgody na rozwód.Sąd wyznacza kolejny termin (za kilka miesięcy).W międzyczasie Ty zbierasz dowody winy i na kolejnej rozprawie wnosisz o zmianę kwalifikacji na z winy męża.W tym międzyczasie bym wyszedł z propozycją do niego a'propos kasy,żeby załatwić temat na następnej rozprawie.

1,149

Odp: rozwód po 30 latach

Bartass smile
Dokładnie tak zamierzam zrobić smile
Dowody mam już zebrane i napisałam o nich w odpowiedzi na pozew (bo to trzeba robić na tym etapie, później już nie bardzo się da).

1,150

Odp: rozwód po 30 latach

Uff,w końcu się dogadaliśmy smile

1,151

Odp: rozwód po 30 latach

ufff big_smile
zejdźmy już z wątku Zuzanny...
ja mam swój - jak coś jeszcze, to tam pisz tongue

1,152

Odp: rozwód po 30 latach

spox

1,153

Odp: rozwód po 30 latach

Mariola865
I po co Ci ta uwaga? Jak myślisz na jakiej podstawie korzystam z wizyt u np. psychiatry? Płacąc dwie stówki za wizytę? Wiem że na forum łatwo wydawać opinię, ale moim zdaniem dobrze jest się przed tym zastanowić, czemu ( lub komu) ona ma służyć...

1,154

Odp: rozwód po 30 latach

bozka_krakow
Możliwe że intuicja :-) Odnoszę wrażenie, iż mamy podobna wrażliwość muzyczną ;-) A rosyjskie romanse i ballady są takie "duszoszczypatielnyje" w sam raz na pewne stany emocjonalne ;-)

1,155

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno,
moje klimaty : https://www.youtube.com/watch?v=6yaOCnhOEv8

1,156

Odp: rozwód po 30 latach

bozka_krakow
Bardzo dziękuję za Rozenbauma. To także moje klimaty ;-)

1,157

Odp: rozwód po 30 latach

hej Zuzka
wróżko bajdurzko, dajesz radę wink

1,158

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno,
rzadsze odpowiedzi na forum chyba oznaczają, że codzienność jest jaśniejsza, lepiej jest ?

1,159

Odp: rozwód po 30 latach

bozka_krakow
Czy codzienność jaśniejsza, czy przyzwyczajam się do mroku ;-) nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że dalsze użalanie się nie ma sensu. Nie, inaczej, chyba faktycznie nie czuję  już tak palącej potrzeby dzielenia się emocjami. Otrzymałam tu wiele cennych rad ( z niektórych nawet skorzystałam ;-)) za które dziękuję i jeszcze więcej wsparcia. Musze podziękować za to, podziwiać Waszą cierpliwość i przeprosić za "marudność". Zrobiłyście Drogie Forumowiczki dla mnie wiele, w pełni doceniam Wasze wysiłki. Bardzo mi miło, ze o mnie pamiętacie, zaglądam na forum, podczytuję...nie piszę bo jeszcze ciągle nie mogę napisać tego, na co Wszystkie czekacie... że jest dobrze. Ale ku pokrzepieniu napiszę, że emocjonalnie jest lepiej, dużo lepiej...

1,160

Odp: rozwód po 30 latach

In-ka
Nie daję rad ;-) Bom do tego nie stworzona :-) A czy daję radę? Chyba tak, skoro jeszcze jestem?

1,161

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

bozka_krakow
Czy codzienność jaśniejsza, czy przyzwyczajam się do mroku ;-) nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że dalsze użalanie się nie ma sensu. Nie, inaczej, chyba faktycznie nie czuję  już tak palącej potrzeby dzielenia się emocjami. Otrzymałam tu wiele cennych rad ( z niektórych nawet skorzystałam ;-)) za które dziękuję i jeszcze więcej wsparcia. Musze podziękować za to, podziwiać Waszą cierpliwość i przeprosić za "marudność". Zrobiłyście Drogie Forumowiczki dla mnie wiele, w pełni doceniam Wasze wysiłki. Bardzo mi miło, ze o mnie pamiętacie, zaglądam na forum, podczytuję...nie piszę bo jeszcze ciągle nie mogę napisać tego, na co Wszystkie czekacie... że jest dobrze. Ale ku pokrzepieniu napiszę, że emocjonalnie jest lepiej, dużo lepiej...

Uff. Zagrożenie minęło. Pacjent stabilny smile Alleluja!  Teraz, Zuza, poleci z górki. No... może pójdzie.

1,162

Odp: rozwód po 30 latach

no i dobrze Zuzka, byle przed siebie
bywaj smile

1,163

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno,
ogromną mam  prośbę - dopisuj regularnie jak tam z Tobą jest, ok ? Bynajmniej nie chodzi o 'studium przypadku' radzenia sobie (w żadnym razie smile ) - proszę bo po prostu poruszyła mnie Twoja sytuacja i jeśli gorzej będzie (bo przecież na pewno tak bywa momentami) - może przyda się wsparcie....

1,164

Odp: rozwód po 30 latach

przyłączam się do prośby bozka_krakow  ,  przeczytałam  ten temat ( brak mi słów ) ........

1,165

Odp: rozwód po 30 latach

Kamoa,
no właśnie - nie umiem tego sprecyzować ale zarówno sytuacja jaki i sposób wypowiedzi Zuzanny (no nie wiem po prostu - bardzo dla mnie ujmujący) nie pozwala zapomnieć mi o tym temacie wink i Zuzannie przede wszystkim smile

1,166

Odp: rozwód po 30 latach

bozka_krakow, Kamoa
Dziękuję za "zaproszenie" do wypowiedzi. Masz rację, że pewnie jeszcze nie raz przyda mi się Wasze wsparcie. Zwłaszcza, że idzie jesień, niedobra dla mnie pora. Nadal korzystam z terapii psychologicznej i kuracji psychiatrycznej. Nie wiem czy to na jej skutek, czy "czas robi swoje" ale emocjonalnie jestem spokojniejsza. Choć obserwuję tez negatywne skutki: rośnie we mnie złość, ba chwilami nawet agresja -  podziobałam nożyczkami zdjęcie już nie mojego... Jeszcze nie miałam okazji opowiedzieć o tym terapeutce, ale przyznaję się do tego Wam

1,167

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

podziobałam nożyczkami zdjęcie już nie mojego...

A co Ci, Zuza, stoi na przeszkodzie? Nożyczek Ci szkoda?

1,168

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, ok jest - cokolwiek zrobisz (rozsądek nie jest Ci przecież obcy) prawdopodobnie ma Ci pomóc, mało było w Twoich wypowiedziach złości a wiele bólu, to chyba dobry znak takie 'niszczycielskie' zakusy, mniej w tym refleksji a dużo ekspresji smile - Zuzanno - śmiało....

1,169

Odp: rozwód po 30 latach

Antypodo
A wiesz,że chyba faktycznie nożyczek :-))) Porządne są, do skórek i w sumie  szkoda ich do działań  nie przynoszących korzyści, poza chwilowym ulżeniem emocjom :-) Ale jeszcze bardziej szkoda mi siebie, że posunęłam się do dziecinnego odreagowania. Mam nadzieję, że to było incydentalne odmóżdżenie.

1,170

Odp: rozwód po 30 latach

bozka_krakow
Dzięki za "rozgrzeszenie". W tym jest szkopuł, że działam instynktownie i impulsywnie i tak naprawdę nie wiem co jest dla mnie dobre :-( Gubię się w sprzecznych przekazach ( pozwól sobie na złość - nie ulegaj emocjom, nie ma reguł na trwanie poszczególnych etapów "żałoby" - to trwa stanowczo za długo, bierz leki wychwytujące sterotoninę - nie bierz, one nie leczą tylko dają kolejną iluzję, masz moc sprawczą - pogódź się z tym, że nie masz wpływu itp.) Nie jest łatwo to wszystko wypośrodkować :-(

Posty [ 1,106 do 1,170 z 1,226 ]

Strony Poprzednia 1 16 17 18 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024