In_ko
Niestety, w zacytowanych przez Ciebie, moich poglądach nic się nie zmieniło :-(
Jakoś za cholerę nie mogę sobie "przestawić" iż już nie mój zrobił mi przysługę, że nie skrzywdził, że postąpił właściwie - bo do tego powinnam według Ciebie sprowadzić jego postępek.
Nie zmieniłam również zdania, iż czas nie jest przyjacielem kobiety.
Nie mam złości "do losu" tylko do jednej konkretnej osoby, której wybaczyć nie mogę, bo nie potrafię zrozumieć takiego postępowania.
Wolność dla mnie abstrakcyjne pojęcie, absolut którego się nie osiąga, utopia.
Trudno wygląda na to, że szczęście nie będzie moim udziałem :-(
Dorula
Nie, po prostu nie ćwiczę w miejscach w których nie ma możliwości odświeżenia się po wysiłku. Antyprespirant na spocone ciało i przepoconą koszulkę? Bo przed, nie ma sensu, przecież właśnie o to chodzi, by się spocić...
978 2015-05-15 19:25:08 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-15 20:01:06)
smallangel,
niech i tak będzie.
Ale ja wiem i nie dam sobie powiedzieć, że bez pomocy innych ludzi, czasami zupełnie obcych nie dałabym rady.
To im zawdzięczam to, że nie zamurowałam drzwi od sypialni i tam nie umarłam.
Pozwoliłam sobie zrobić małe pranie mózgu i ustawić się do pionu.
Słuchałam grzecznie rad i powolutku, małymi kroczkami wyszłam na prostą, jesli tak w ogóle można powiedziec.
A byłam w bardzo kiepskim stanie, serio.
Do dzisiaj biorę leki przeciwlękowe.
Ale mi po prostu było szkoda życia.
979 2015-05-15 19:58:34 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-05-15 19:59:03)
smallangel,
niech i tak będzie.Ale ja wiem i nie dam sobie powiedzieć, że bez pomocy innych ludzi, czasami zupełnie obcych nie dałabym rady.
To im zawdzięczam to, że nie zamurowałam drzwi od sypialni i tam nie umarłam.
Pozwoliłam sobie zrobić małe pranie mózgu i ustawić się do pionu.
Słuchałam grzecznie rad i powolutku, małymi kroczkami wyszłam na prostą, jesli tak w ogóle można powiedziec.
A byłam w bardzo kiepskim stanie, serio.
Do dzisiaj biorę leki przeciwlękowe.Ale mi po prostu było szkoda życia.
To jest właśnie to o czym pisałam wyżej. Inne spostrzeganie życia.
Wiem ja i Ty jak kruche jest życie - dziś jesteś, jutro może cię nie być.
Dlatego codziennie żyje tak jakbym to był ostatni dzień mojego życia ![]()
I się Zuzanno nie zmieni. Taka filozofia życiowa i podejście. Można powiedzieć, że szkoda, bo masz niesamowity potencjał, żeby wykrzesać radość życia i promienieć tą radością, przemycasz go gdzieś między słowami. Prezentowana tu postawa przypomina mi moją koleżankę, której po wielu, wielu latach takich malkontenctw przypisałam określenie "pragnienie śmierci II". Odszedł od niej mąż, została z dwójką małych dzieci. Wykształcenie humanistyczne, bardzo oczytana, ciekawa osoba, dobra organizatorka, elegancka kobieta, potrafiąca wokół siebie stworzyć piękno. Straciła pracę, męża i wpadła w stan cierpienia i odrętwienia, pełen negat w wypowiedziach. Dzieci zadbane, piękny dom, pyszne jedzonko, zaopiekowana chorująca mama, elegancja w wyglądzie (z krótkimi okresami bez farbowania włosów - bo brak kasy) ale wszystko nie tak. Właśnie brak radości. Robiła wiele rzeczy ale bez entuzjazmu, wiele dla dzieci, rodzeństwa, mamy - z komentarzem "i tak to bez sensu, jestem nikomu niepotrzebna, taka stara, niewidzialna kobieta, etc". Na pytanie co u Ciebie, zawsze padała odpowiedź: jako to co, beznadzieja, już mnie w życiu nic dobrego nie spotka. Niczego przyjąć nie chciała lata całe. Dziś, gdy dzieci założyły rodziny już kompletnie sensu w niczym nie widzi. Utwierdza się w przekonaniu niewdzięczności tych, dla których tyle zrobiła. Ostatni temat to: źle wychowałam dzieci, niczego nie zrobiłam dobrze. A te dzieciaki sa świetne, tylko tak jak inni znajomi nie potrafią zmienić jej nastawienia. Tego, by zrozumiała, że jest ważna, potrzeba i kochana i że w kontakcie z nią nie chcą tylko wysłuchiwać jakie jej życie było trudne. Bo jakby nie usprawiedliwiała swojego stanu okolicznościami zewnętrznymi to tylko ona sama ma wpływ na to jak jej życie wyglądać będzie. A innym nie pozostaje nic innego jak uszanować jej wybór. Mi się nasuwa tylko takie pytanie, dlaczego w stanie beznadziei czuje się najbezpieczniej i się z nim pogodziła?
Złata!
Nie łapię zależności między moją radością życia a koniecznością wybaczenia :-(
Nie mogę "wybaczyć" wbrew sobie :-( Jeśli nie czuję, że wybaczyłam to mówienie o tym niczego nie zmieni. Mogę ,czy raczej muszę zaakceptować to co się stało, bo tego nie zmienię, ale nie mogę wyzbyć się żalu, że postąpił w sposób niegodny, tchórzowski, oportunistyczny i egoistyczny. Że nie zdobył się na żadne "przepraszam" "tak wyszło", na żadną nawet próbę potraktowania mnie po ludzku.
Nie stosuję żadnej "odpowiedzialności zbiorowej", nie odreagowuję na innych swojej frustracji, ale nie mogę udawać przed samą sobą że mnie to nie boli :-(
Zuzanno, życzę Ci, żebyś jak najszybciej obudziła się z letargu i zrozumiała, że twoje życie zależało i zależy wyłącznie od Ciebie.
Im szybciej zrozumiesz, że to Ty sama zgotowałas sobie obecny los, przestaniesz obarczać wina exmęża, tym lepiej bedzie dla Ciebie. Pomijam formę rozstania, bo tez uważam, że inaczej powinno się to przeprowadzac, ale czy czułabys sie lepiej, gdyby Twój ex spokojnie Ci powiedział "nie kocham Cie, kocham inna, nie jestem z nia, ale będe po rozwodzie"? Chyba nie.
W życiu każdego z nas bywaja trudne okresy, na chorobę nie możemy być przygotowani, ale na samodzielność i odpowiedzialność tak.
AnnaJo
Oczywiście, że bym wolała to od oszustwa!!! A Ty byś nie wolała uczciwego postawienia sprawy? To że miłość się kończy, że kryzys wieku średniego to jest jakoś wytłumaczalne. Ale kłamstwa w zaparte, knucie za plecami, wykorzystywanie "do końca", podwójne życie na to nie ma usprawiedliwienia.
Ja zorientowałam się po kilku dniach, co się święci, po 2 miesiacach już nie bylismy razem. Stawałam na głowie, żeby tylko sie wyprowadził. Jednego nie przewidziałam, że jest złodziejem. Dopiero po dłuższym czasie zrozumiałam, że wykorzytałam to wszystko, żeby odzyskać samą siebie, moją dumę, godność, szacunek do siebie i znów byc szczęśliwą. Zresztą to nie mój watek, nie chcę się rozpisywać. Jedno Ci powiem, NIGDY już nie będą żyła czyimś zyciem, a to co przezyłam i gdzie jestem teraz to tylko moja wina i moja zasługa. Dumna jestem, że mogę powiedzieć, że to ja źle czy dobrze robiłam, a nie taki gnojek jak exmąż.
AnnaJo
Proszę Cię, ja może i jestem niereformowalna, ale skąd u Ciebie takie zakodowanie, że żyłam cudzym życiem? Znasz pojęcie "symbiozy"? Rodzina funkcjonuje na takiej właśnie zasadzie - nie ma moje, twoje, ich - jest "nasze". I takiej zasady się trzymałam. Zawsze byłam lojalna, nie "kombinowałam na boku, żeby uszczknąć coś dla siebie" ponieważ wierzyłam, że działamy jako zespół, w którym każdy ma swoje zadania dla wspólnego dobra. Czy jesteś wstanie pojąć? Żyłam naszym życiem - bo po to właśnie założyłam rodzinę i starałam się, ze wszystkich sił, aby każdemu w niej było dobrze. W czym dopatrujesz mojej winy?
986 2015-05-15 23:37:38 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-05-15 23:54:35)
Zuzanno, ja naprawde bardzo dobrze znam, czy rozumiem jak zyłaś, bo zyłam podobnie. Na dokładkę miałam bardzo dobre wzorce rodzinne od taty, mamy, babc, ciotek, wujków i całej reszty. Ja tez ciężko pracowałam, żeby było lepiej, szczęśliwiej, piekniej, więcej...dla nas. W imię zasady, że rodzina to podstawa, że slubowaliśmy, że dzieci itd itp. jestem z wykształcenia marketingowcem, rodzinie tez zrobiła doskonały marketing.
Róznimy sie, bo ja realizowałam sie w pracy, nawet były okresy, że zarabiałam więcej niż ex, choć on jakoś nie chciał o tym pamiętać.
Dziś uważam, że za dużo dawałam, za mało brałam. I tak oceniam Ciebie. Sama pisałas o 3 razy wstawianych kartofelkach, wiecznym czekaniu az mąż wróci z "delegacji".
Czasu nie cofnę, wdzięczna jestem ex za 2 wspaniałe córki, ale gdybym nie była tak slepa, gdybym nie żyła iluzją, myslała więcej co dla mnie i dla córek jest najlepsze...rozwiodłabym się duuużo wczesniej i to ja podjęłabym decyzję. A tak...moja głupota przewazyła, osłabłam i wprawdzie ostateczną decyzję podjełam ja, ale moment mógł byc lepszy. Nie obraź się, ale naiwnośc i wiara w cuda nie usprawiedliwia tego, że pozwalałas się oszukiwac przez wiele lat. Ty piszesz, że nerwowość tłumaczyłaś pracą, a ja nie jestem pewna, czy nie chciałas byc ślepa i czekać na cud, nawet jak nie zdawałaś sobie sprawy z tego szamba w jakim żyłas. Zuzanno, jak mąż zdradza, to się to czuje, nie ma innej opcji.
Zuzanna, nie pisałam o zależności, nie pisałam też o konieczności wybaczenia, ale masz rację. Moźe właśnie w tym tkwi problem, w tej zależności między radością życia a wybaczeniem. Może właśnie brak wybaczenia komuś tak ważnemu jak wieloletni małżonek odbiera radość życia na wszystkich życiowych płaszczyznach. Tylko, dlaczego? Słońce świeci tak samo, czy wybaczyliśmy czy nie, tak samo wyglądamy, sąsiadka jest tak samo miła lub niezośna, dzieci tak samo sprawiają radości i kłopoty. Może właśnie wybaczenie uwolniłoby rozszalałe myśli analizujące stratę, paskudne potraktowanie. Może wybaczenie pozwoliłoby zobaczyć coś innego, coś więcej, coś co przecież kiedyś widziałaś. Wybaczenie to jednak nie konieczność to dar, szczególnie cenny w tak trudnych jak Twoja sytuacjach. Bo nie da się ukryć Zuzanno, że dotknął Cię wielki, osobisty dramat i masz prawo do wszystkich emocji. I zawsze gdzieś smutek za tym co minęło zostanie, i trudne będą wszystkie rodzinne okazje, zakochani "staruszkowie" na ulicach. Jeżeli odczujesz dar wybaczenia ( a może pokory przed tym co życie niesie) to poznasz spokój, przestaniesz być smutkiem, uśmiechniesz się do pięknych wspomnień, które były Twoim udziałem, zachwycisz się ludźmi, zapachem bzu i ciepłym letnim wietrzykiem.
Napisałaś też o "odpowiedzialności zbiorowej" i coś w tym też jest. Nie chodzi o świadome celowe stosowanie takiej odpowiedzialności (wiadomo co i kto jest odpowiedzialny za to jak się czujesz) ale konsekwencje w postaci takiej odpowiedzialności, odbiór z zewnątrz, Twojej aury. Spróbuj się temu przyjrzeć. Czy nie jest trochę tak, że z jakichś względów boisz się wyjść z roli oszukanej, zdradzonej, porzuconej. Ta rola nie jest fajna, ale w określonych sytuacjach wydaje się bezpieczna, odwraca uwagę. Tylko niestety jej "bezpieczność" ma i drugą stronę, na dłuższą metę staje się trudna do zniesienia dla otoczenia i zostaje się tylko z tą "bezpiecznością". Przypatrz się postom kobiet, które w tym wątku piszą lub pisały. Dobrych snów.
988 2015-05-16 08:48:38 Ostatnio edytowany przez Antypoda (2015-05-16 08:50:38)
Zuzanno, śmiem twierdzić, że ostatnie posty Anny i Złaty są najcenniejszym spośród wszystkiego, co dotychczas zostało tu napisane. Pigułka prawdy. Wydrukuj to sobie, powieś na lodówce i czytaj od czasu do czasu. Żałuję, że ja w swoim czasie na takie nie trafiłam. A może trafiłam tylko ich nie zrozumiałam i nie doceniłam...
Dodam tylko, że mnie najmocniej uderzyło Twoje określenie ?symbioza?. Dziś na to określenie (dowolnej) relacji dostaję ostrego świądu. W relacji są dwa poziomy. Jeden to emocjonalny ? i tu nie wierzę, że można się jakoś zabezpieczyć przed cierpieniem po rozstaniu. Człowiek się przyzwyczaja do tych codziennych rytuałów i wspólnoty wspomnień. Drugi poziom to ten finansowy/prawny/logistyczny. I tu można się jak najbardziej zabezpieczyć. O tym często zapominamy. Tu popełniamy szereg błędów skutkujących pogłębieniem problemu, kiedy mleko się rozleje. Gdybyś zadbała o swój rozwój zawodowy i dziś miała lepsze zaplecze finansowe i odskocznię w postaci pracy, to bez wątpienia byłoby Ci łatwiej. Może nie cudownie, bo po rozstaniu, zdradzie i upokorzeniu cudownie być nie może, ale znacznie łatwiej. Zabrakło - jak dla mnie dziś już kluczowego elementu ? współmierności. On się rozwijał, jeździł, poznawał nowych ludzi, a Twoja rola polegała na czekaniu na sygnał od niego ? kiedy obiad, kiedy wyjazd, kiedy pakowanie, kiedy urlop. Wiem, że upraszczam, ale skutki mówią same za siebie. Oddając siebie całą dziś jesteś ?jak gejsza bez kimona, jak Yoko Ono bez Lennona?.
Piszę to nie po to, żeby grzebać widelcem w ranie i dywagować o nieodwracalnej przeszłości. Tylko po to, żebyś zrobiła to, o czym piszą dziewczyny ? uświadomiła sobie swój rodzaj zaniechania i winy WOBEC SAMEJ SIEBIE i poszła dalej.
Polecam Ci jedno zdanie. Już nie pamiętam, gdzie to przeczytałam, ale te słowa stały się bardzo moje:
Cokolwiek do ciebie przychodzi w życiu, traktuj to tak, jakbyś to sama dla siebie wybrała.
AnnaJO
Nawet Bóg podobno aby wybaczyć potrzebuje dwóch elementów - żalu za grzechy i pokuty.
Nie jestem Bogiem, więc nie pisz mi proszę o konieczności wybaczenia bo to po prostu jest niemożliwe.
Prosiłabym również abyś nie generalizowała, to, że Ty czułaś, że mąż zdradza, nie oznacza "z automatu że wszyscy tak mają". Nie wierzyłam, nie wierzę i nie uwierzę w cuda ale przyjmij proszę do wiadomości, że wierzyłam w miłość i szacunek. I na tej podstawie uważałam, iż "gdyby coś się działo" dowiem się o tym pierwsza od męża. Bo ja bym tak właśnie postąpiła, bo takie mam zasady, bo tak mnie wychowano i takie wzorce przekazałam dzieciom. I nie odbieram tego "jako swojej głupoty".
Ja nie umiem wybaczac, albo kocham albo nienawidze. Mnie pomogla wlasnie nienawisc, przez nia stalam sie silna. Kazdy ma swoja droge i mam nadzieje, ze te droge znajdzie Zuzanna. Nie ma co sie wstydzic negatywnych uczuc i one naleza do czlowieka. Takie " wybacz" to dla mnie "bujanie w oblokach".
Ja nie umiem wybaczac, albo kocham albo nienawidze. Mnie pomogla wlasnie nienawisc, przez nia stalam sie silna. Kazdy ma swoja droge i mam nadzieje, ze te droge znajdzie Zuzanna. Nie ma co sie wstydzic negatywnych uczuc i one naleza do czlowieka. Takie " wybacz" to dla mnie "bujanie w oblokach".
Elfino, jest jeszcze jeden rodzaj wybaczenia - można wybaczyć sobie. Głównie brak zadbania o potrzeby własne.
Ja nie nazwalabym tego wybaczeniem. Ona dzialala zgodnie ze swoim sumieniem.
AnnaJO
Nawet Bóg podobno aby wybaczyć potrzebuje dwóch elementów - żalu za grzechy i pokuty.
Zuza, a do czego jest Ci potrzebna ta jego pokuta i żal? Jak sobie to wyobrażasz? Tak by sobie do Ciebie przyszedł, pokajał się, a potem otrzepał kolanka i wrócił do swojej nowej wybranki i dalej wiódł swoje nowe życie. A Ty byś dalej została sama ze sobą. I coś by Ci ten jego czynny żal (jak w skarbówce) pomógł?
Złata
Wybaczenie to nie jest czynność którą można ot, tak wykonać:-(
Pisałam już do AnnyJo, że do wybaczenia potrzebny jest szereg warunków, z których u mnie żaden nie zaszedł. Nie padły słowa "przepraszam, żałuję, wynagrodzę ci to". Zrozum, że największy żal mam o SPOSÓB w jaki to się odbyło. Nie czuję w sobie ani nawet chęci do wybaczenia, a co tu mówić o samym wybaczaniu.
Nie żyję już "w żalu", żyję z żalem i ten pewnie będzie wiernie ( a jeśli nie to po nim niewiernym płakać nie będę) towarzyszył mi do śmierci.
Piękne wspomnienia mam i teraz, spokój ( wraz z lekami) przyszedł. Miłość, radość odeszły - bilans niby się zgadza ...
Piszesz, że rola "ofiary" jest bezpieczna - nie zgodziłabym się z tym. Ona uwiera, ciśnie i prowokuje do dalszych ciosów - bo kogo bić jak nie słabszego (swoiście pojmowane BHP ;-)). Nie ustawiałam się w tej roli, świadomie ale kiedy ją dostałam nie potrafię się od niej uwolnić :-(
Antypodo
Nie mam pojęcia "do czego" czy "dlaczego" jest to dla mnie ważne. A jednak, skoro mi tego brakuje, jest:-( Może właśnie do wybaczenia? Zrozumienia? Osiągnięcia równowagi?
996 2015-05-16 10:29:29 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-16 10:36:18)
bo do tego powinnam według Ciebie
według mnie Zuza życia nie przeżyjesz ![]()
przeżyjesz je tak, jak chcesz Ty sama ![]()
ja Zuzka w tym wątku tylko rozmawiam i dzielę się swoimi doświadczeniami czy przemyśleniami
napiszę jak Wielokropek - bo bardzo cenię Tą postać na Forum
Skorzystasz z mego doświadczenia - dobrze. Nie skorzystasz - drugie dobrze.
pozdrawiam serdecznie ![]()
Ale mi po prostu było szkoda życia.
no i co ja mam znowu napisać - mam tak samo
no mam ...
Dorulko kochana cieszę się, że jesteś ![]()
997 2015-05-16 10:34:44 Ostatnio edytowany przez Antypoda (2015-05-16 10:36:39)
Antypodo
Nie mam pojęcia "do czego" czy "dlaczego" jest to dla mnie ważne. A jednak, skoro mi tego brakuje, jest:-( Może właśnie do wybaczenia? Zrozumienia? Osiągnięcia równowagi?
Zuza, teraz jest czas na zadawanie sobie pytań i udzielanie sobie uczciwych odpowiedzi. ?Nie wiem po co mi to? nie jest odpowiedzią. Jest ucieczką. Wyrażanie żalu i skruchy oznacza ? żałuję, że to zrobiłem, popełniłem błąd. Ale sama stwierdziłaś, że nawet gdyby wrócił z podkulonym ogonem, to i tak byś go nie przyjęła. Więc o co kaman? Dlaczego chcesz go nadal zrozumieć? On Ciebie rozumie? Znów zachwianie współmierności.
Moja koleżanka, Marysia, usłyszała słowa pokuty po 20 latach od zdrady i rozwodu. Kiedy ex zbankrutował, kochanka (wtedy już jego druga żona) od niego odeszła, a on sam dostał wylewu i ich wspólne córki się nim zaopiekowały. Można byłoby powiedzieć, że się DOCZEKAŁA. Jednak przez tych 20 lat Marysia się otrząsnęła, żyła własnym życiem i kiedy ją zapytałam, czy czuje się z tymi przeprosinami lepiej, ona odpowiedziała: nic tymi przeprosinami nie cofnął ani nie naprawił. Może tylko jedno. Przez jakiś czas myślałam, że to ja byłam jego złym wyborem. Po tej niewczesnej pokucie zrozumiałam, że to on był moim złym wyborem. W ostatecznym rozrachunku nie uszanował żadnej z nas.
Miłego weekendu, Zuza. Patrz, jaką mamy piękną pogodę ![]()
998 2015-05-16 10:44:53 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-16 10:50:15)
Elfino, jest jeszcze jeden rodzaj wybaczenia - można wybaczyć sobie. Głównie brak zadbania o potrzeby własne.
i to jest ten magiczny klucz, który otwiera drzwi do przyszłości ...
tak Antypodo zgadzam się z tym w całej rozciągłości ![]()
wreszcie jakoś ten wątek ożył - nie ma tylko wymiany jeden na jeden ![]()
powstał dialog między osobami, to bardzo cenne jest, tyle można się nauczyć (czerpię z niego garściami) - super dziewczyny ![]()
Może źle się wyrażę, ale to już się stało. Trzeba nad tym przejść do porządku dziennego, idź do kosmetyczki, zrób sobie paznokci i nałóż lakier hybrydowy. Zrób sobie piling i maseczkę, albo wyjedź do SPA. Poprawi ci się humor, zobaczysz.
1,000 2015-05-16 11:54:29 Ostatnio edytowany przez rakija (2015-05-16 13:02:09)
I tu macie racje
.Lepiej sie poczulam z chwila kiedy wybaczylam sobie ,zaniechanie wobec siebie .Prosty przyklad Nasza wspolna malzenska firma .ale ze wzgl na wysoki zus ,zgadzalam sie na nieplacenie moich swiadczen .Bylismy zawsze razem tyle lat i niwelowalismy wydatki .Normalka .Tyle ,ze obudzilam sie z reka w nocniku .
Dlatego uczulam dzis mlode dziewczyny .
Niezaleznosc finansowa .Wlasne dochody .
Wybaczylam sobie wlasna glupote .Nie mialam wyjscia .Skonczylabym inaczj jako pacjentka szpitala psychiatrycznego .
In_ka ja rozumiem ,ze mialas inne doswiadczenia .Ale ja od dziesieciu lat pracuje z ludzmi wymagajacymi tylko opieki .Od mojej kondycji psychicznej zalezy ich zycie( zla opiekunka traci b szybko podopiecznego ) .Przejmuja moje smutki i radosci .Zeby dac im namiastke rodziny ja musze byc naprawde stabilna .Nie ma udawania .
Wolontariat jest dobry ,pod warunkiem ,ze nie krzywdzi i opiekuna i podopiecznego .I w tej kwestii nie dam sie przekonac .
1,001 2015-05-16 11:58:37
Podejrzewam, ze Zuzanna sobie juz wybaczyla ten brak wlasnych potrzeb. Chociaz dla mnie to dalej niezrozumiale slowo. SA kobiety, ktore realizuja siebie poprzez rodzine. To wszystko juz sie wydarzylo i najwazniejsze jest znalezienie drogi na poprawe sytuacji materialnej. Zuzanna jest wyksztalcona i inteligetna, sa moim zdaniem mozliwosci konkretnie w Polsce do wykorzystania. SA pewne luki w uslugach, w ktorych Zuzanna moglaby sie wyspecjalizowac ,tylko trzeba dojsc do etapu - tak, mam sile i checi. Mam pomysl, bo akkurat bylam osoba, ktora takich uslug w Polsce szukala i nie znalazla. Tylko Zuza musi chciec i to co moze robic, musi sie jej tez podobac
1,002 2015-05-16 12:16:42
efina ale jak trudno znalezc ,nawet nie to co co mnie zadowoli .Ja nie szukam niczego wdl mojego wyksztalcenia (nauczyciel ).Ja szukam pracy na bialo i mysle ,ze Zuza tez .Mi jest wszystko jedno czy na kasie czy w szatni ,czy jako sprzataczka .Nie mam stopnia niepelnosprawnosci ,bo za mloda ,nie mam juz urody na kase bo za stara .Nie mam znajomosi (moj blad )bo gardzilam nepotyzmem .
Zrozumcie to nie jest mnozenie niemozliwosci .Takie realia dotycza kobiet50+.
1,003 2015-05-16 12:17:08
Zuzanno, piszesz:
"Proszę Cię, ja może i jestem niereformowalna, ale skąd u Ciebie takie zakodowanie, że żyłam cudzym życiem? Znasz pojęcie "symbiozy"? Rodzina funkcjonuje na takiej właśnie zasadzie - nie ma moje, twoje, ich - jest "nasze". I takiej zasady się trzymałam. Zawsze byłam lojalna, nie "kombinowałam na boku, żeby uszczknąć coś dla siebie" ponieważ wierzyłam, że działamy jako zespół, w którym każdy ma swoje zadania dla wspólnego dobra. Czy jesteś wstanie pojąć? Żyłam naszym życiem - bo po to właśnie założyłam rodzinę i starałam się, ze wszystkich sił, aby każdemu w niej było dobrze. W czym dopatrujesz mojej winy?"
To są, a raczej były Twoje pobożne życzenia, jak się okazało, prawda?
I znowu nas pouczasz, znowu pokazujesz, jaka jesteś świetna w teorii, znowu słyszymy ja ja ja.
To, że w coś wierzysz, nie spowoduje, że tak będzie, a druga strona zrobi i postąpi uczciwie, bo tak wypada???
Doprawdy, jesteś dużą dziewczynką, a w ogóle nie znasz życia, chociaż nie wierzę, że nie widziałaś symptomów zdrady. I to przez parę lat.
I nic z tym nie zrobiłaś, czkałaś na jego ruch, no i się doczekałaś.
in_ka
Wzajemnie!
)))
1,004 2015-05-16 12:25:05
efina ale jak trudno znalezc ,nawet nie to co co mnie zadowoli .Ja nie szukam niczego wdl mojego wyksztalcenia (nauczyciel ).Ja szukam pracy na bialo i mysle ,ze Zuza tez .Mi jest wszystko jedno czy na kasie czy w szatni ,czy jako sprzataczka .Nie mam stopnia niepelnosprawnosci ,bo za mloda ,nie mam juz urody na kase bo za stara .Nie mam znajomosi (moj blad )bo gardzilam nepotyzmem .
Zrozumcie to nie jest mnozenie niemozliwosci .Takie realia dotycza kobiet50+.
Ja bym wymyslila wlasny biznes taki , gdzie wkladem jest wlasna glowa. Dodaje, ze nigdy nie bylam bezrobotna, czy stara czy mloda. Czy to w Polsce, czy w kraju w ktorym mieszkam. TU nawet bylo mi trudniej, bo nieznalam jezyka. Dalo sie, teraz siedze na emeryturze i ze wzgledu na chorobe mojej siostry, nie möge zrealizowac nastepnego pomyslu, ktory podpatrzylam w Polsce. SA fundusze unijne, trzeba miec plan biznesowy i wystapic o odpowiednie srodki do urzedu zatrudnienia. Ja bym sie tak latwo nie poddala.
1,005 2015-05-16 13:18:32
Antypodo
Tak masz rację, to czas pytań i odpowiedzi. Czasem czuje się jak motek bardzo nieporządnie zwiniętej przędzy. Kilka "końców" wiele supłów,powbijane druty, haczyki vel szydełka, igły...
Próbuję to jakoś rozmotać, czasem "koniec" okazuje się nic nie znaczącym kawałkiem, czasem brakuje mi cierpliwości na rozsupłanie węzła., czasem nitka rozdwaja się, haczy... Normalka!
Gdyby to chodziło tylko o przędzę postarałabym się o nowy ( fabryczny) motek, ale to niestety moje życie i nowego "nie kupię" :-( Próbuję więc dojść do ładu ze starym - same widzicie że nie jest to dla mnie proste :-( Na pewno na przeszkodzie stoi parę (?) cech własnych, kilka przekonań "nie przystających do życia"
Załóżmy że wzbudzę w sobie najpierw poczucie winy, za to, że zaniedbałam swoje sprawy materialne, za naiwną wiarę, za nadmierne zaufanie do osoby, którą kochałam...
Do czego mnie to doprowadzi? Do lęku przed miłością ( bo nierozsądna) do podejrzliwości wobec innych ( bo mogą mnie oszukiwać) do nieufności wobec wszystkiego ( czyli również do potencjalnego pracodawcy - bo nie zapłaci, bo wykorzysta)
Załóżmy że po jakimś czasie wybaczę sobie - "takie jest życie" , "frycowe trzeba płacić"," nie ma co płakać"
Czy to uwolni mnie od strachu, samotności, wszystkich tych demonów, które raz obudzone nie usypiają nigdy?
Doceniam, że zmuszacie mnie do myślenia, nawet jeśli jest ono dla mnie niekomfortowe.
Dziękuję
1,006 2015-05-16 13:36:27
Dorulo
Według tych życzeń (wcale nie pobożnych :-)) funkcjonowałam przez przeszło ćwierć wieku.
Faktycznie "nie znam życia" we wszystkich jego wymiarach.
Przykro mi, że ja to "ja" ale tego nie zmienię nawet jakbym bardzo chciała ( a nie bardzo chcę, bo lubię siebie).
Tak, to że wierzę pewnie niczego nie spowoduje ( choć osobiście nie dopuszczam się tego, aby zawodzić wiarę osób, na których mi zależy) ale to, że w coś nie wierzę też niczego nie załatwi.
Nikogo Dorulo nie pouczam - staram się przedstawić mój punkt widzenia. Staram się również nie nadużywać zaimka rzeczownego "ja" ale pisząc w pierwszej osobie nie da się go niekiedy uniknąć. Przypuszczam, że użycie pluralis majestatis też by Cię denerwowało ;-)
1,007 2015-05-16 13:51:23
In_ka
Próbuję korzystać a Waszych rad ( mam nadzieję, że nie obrazisz się, za umieszczenie Cię w większym kręgu) staram się wyjść poza ramy osobistych przekonań, wsłuchać się w głosy (OMG jak to brzmi...) niewątpliwie dobrze mi podpowiadające.
Że nie przychodzi mi to z łatwością? Że nie zawsze potrafię je zastosować w życiu? Że potrzebuję czasu na ich "trawienie" - za to mogę tylko przeprosić i próbować dalej.
Proces "ząbkowania" zawsze jest bolesny - i jak rosną i jak wypadają :-)))
1,008 2015-05-16 14:54:16
Zuzanno.
wiem, że samotność jest przykra, sama jestem bardzo samotna w moim, pożal się boże, małżeństwie.
Ale ja się jakoś z tym pogodziłam i mimo, że czasami płaczę w poduszkę nad swoim marnym życiem
(takie momenty mam mniej wiecej raz na rok), to na co dzień jestem uśmiechnięta i cieszę się z wielu prostych rzeczy, i nie dam sobie zmarnować życia tylko dlatego, że jestem praktycznie sama.
Uwierz mi, każdy się boi nowej, nieznanej sytuacji, ale Ty już swoją znasz, wiesz, na czym stoisz, masz za sobą rozwód, wywalczyłaś mieszkanie i alimenty (brawo!!!!).
Ja też się boję. Boję się np. powrotu do pracy po urlopie. Wiem, że to głupie, nie mam czego się przecież bać, ale boję się i nic na to nie poradzę. Ale wracam, bo muszę, koniec, kropka. I jest wspaniale.
A po kolejnym urlopie powtórka z rozrywki ,no, masakra-)))
To tylko przykład, bo tego, czego się boję, jest cała litania -))))
Przez całe życie podejmujemy jakieś ryzyko, nie ma zmiłuj, Ty zaryzykowałaś na maksa, nie wyważyłaś sytuacji
prawidłowo, i ponosisz tego konsekwencje, po prostu.
Moim zdaniem nie ma sensu wpędzanie się w poczucie winy, to tylko pogarsza stan ducha, jeśli się nie zawiniło.
A Ty przecież nie zawiniłaś, Ty zaryzykowałaś, a to duża różnica.
Przepraszam, że nazwałam Cię manipulantką, czasami mam zaćmienia umysłu
)))
Wybacz, proszę.
1,009 2015-05-16 15:06:03
Dorulo
Nie mam Ci czego wybaczać. Sama nie zawsze panuję nad emocjami, "wypsnie mi się" czasami coś, czego absolutnie nie powinnam powiedzieć :-( i czego potem bardzo żałuję.
Wydaje mi się, że forum, rządzi się tymi prawami, iż każdy może wyrazić swoją opinię. Od czytającego zależy jak je przyjmie. Wiadomo, wszystkie (?) mamy gorsze dni, kiedy drażni nas więcej i takie, kiedy wykazujemy się większą tolerancją.
Podtrzymuję swoją opinię, iż jesteś silną kobietą, gdyż moim zdaniem, to nie ilość strachów odczuwanych, tylko ilość lęków zwalczonych decyduje o sile.
Pozdrawiam i życzę abyś miała jak najrzadziej mokrą poduszkę ;-)
1,010 2015-05-16 15:41:26
Elfinko
Masz rację, że dawno "wybaczyłam sobie" czy raczej uznałam, że nie mam sobie czego wybaczać bo ten mój wybór nie był może najlepszym ale też mogłam wybrać gorzej. Konsekwencji tego wyboru przewidzieć nie mogłam, więc żalu do siebie specjalnego nie czuję.
Szukam dróg wyjścia - może jeszcze bez wewnętrznego przekonania, bez tej wiary, żaru, za to ostrożniej, rozważniej.
Widzisz, jeśli zgodzę się na jakąkolwiek pracę na czarno, nie dającą ani satysfakcji, ani pieniędzy to w konsekwencji ani nie poczuje się lepiej, ani nie będę miała pieniędzy, ani dających jakie takie "zabezpieczenie" świadczeń socjalnych. Czyli moja frustracja znowu obróci się przeciwko temu, co mnie w tę "nową" wpędziło...i znów będę w punkcie wyjścia...
Chciałabym w "nowe" wejść do końca pogodzona ze sobą. Głupi luksus? :-(
1,011 2015-05-16 15:51:10
Dużo mądrych słów, kopalnia doświadczeń radzenia sobie z trudnościami w życiu.
Zuzanno, rola "ofiary" jest bezpieczna o tyle, że zwalnia od odpowiedzialności i działania, napisałam przecież, że w końcowym rozrachunku jest fatalna, ale zrozumienie tego wymaga czasu. Miałam też okres bycia ofiarą, taki łóźkowo - piżamowy, ale zbyt duży powodowało to dysonans w moim podejściu do życia. Też coś Tobie nie pasuje, prawda? Za duży masz potencjał, żeby się ot tak poddać.
Odnosząc się do tego co napisałaś o wybaczeniu, to chyba mamy na myśli inne definicje. Do wybaczenia nie jest Ci potrzebna nawet ta druga osoba, jej żal czy skrucha. Przykład Boga, nie przekonuje mnie, bo te "warunki do wybaczenia", które podałaś, to warunki dobrej spowiedzi, czyli coś kierowanego do tego, kto krzywdzi, nie do krzywdzonego. Druga osoba i jej postawa potrzebna jest do pojednania a nie do wybaczenia. Wybaczasz dla siebie, sobie i innym. Kochasz dla siebie, siebie i innych. To jednak nie jest nakaz czy konieczność. Poczytaj watek Miriam, coś niesamowitego.
1,012 2015-05-16 16:38:38
zwłaszcza posty Animusa /w wątku Miriamm/
1,013 2015-05-16 17:03:46
Złata
No skoro Bóg ( w końcu nie osobiście skrzywdzony;-)) potrzebuje skruchy krzywdziciela do rozgrzeszenia ( to chyba bliskie wybaczeniu?), to skrzywdzony chyba tym bardziej? Raczej nie ładnie byłoby "wychodzić przed szereg" ;-) - To przekomarzanka.
Nie należę do "pamiętliwych" jeśli chodzi o uchybienia, ale też nie wybaczam poważnych wykroczeń. Niestety! Never! Nie ma takiej opcji nawet, jakby za sprawą jego postępku spotkały mnie i dzieci wszystkie cudowności tego świata. Mogę nie roztrząsać, nie myśleć, nie złorzeczyć ( za bardzo;-)) ale wybaczyć nie mogę:-(
Tak masz rację, w roli ofiary jestem źle obsadzona ( ale pewnie mam talent ;-))
1,014 2015-05-16 17:25:25 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-05-16 17:26:25)
Zuzanno, ja się chyba pogubiłam, a nie chce mi się czytać starych watków. Czy Ty pracujesz, czy nie? Mnie się wydawało, że pracujesz.
Jeżleli szukasz pracy, to musisz nieco wyluzować. Z takim podejściem jakie kilkakrotnie (może i niesłusznie) krytykowałyśmy, szanse masz znikome. Wykaż nieco empatii, wyobraź sobie jak pracodawca odbierze Twoja postawę i czy Ty sama chciałabyś siebie taką zatrudnić: sztywną, wycofana i na "nie".
Nie wiem jakie Ty masz naprawde wykształcenie, bo tylko szczatkowo pisałas, że wciąż uczysz się języków itp, ale ponieważ nigdy nie pracowałaś, niestety zaczynasz od zera, a wykształcenie niepoparte doświadczeniem niewiele się liczy. Ale...jak się zaczyna od zera, jest duża szansa na tzw awans i pięcie się w górę. Praca nawet za małe pieniądze daje obycie, doświadczenie i szanse na przyszłość.
Martwisz się emeryturą, ale chyba w ramach podziału majątku nie zapomniałas, że przysługuje Ci połowa drugiego i trzeciego filaru exmęża? Podkreslałaś wielokrotnie wysoki poziom waszego życia, to można sądzic, że te środki są duże.
Ja mam prosbę, następnego posta postaraj się napisac na luzie, opowiedz nam jakis głupi dowcip, z którego będziemy mogły się smiać do łez. Albo opowiedz nam jakąs głupote, jaka zrobiłas...tak dla rozluźnienia atmosfery, ten kij jaki połknęłas nie jest potrzebny.
1,015 2015-05-16 17:56:43
AnnaJO
Wykształcenie mam "nieużywane" :-) i w sumie nikomu ( poza mną) do niczego nie potrzebne,
Nigdy nie pracowałam zawodowo. W poszukiwaniu pracy nie tyle chodzi mi o pieniądze, ile właśnie o to, aby była ciekawa ,rozwijająca, dająca satysfakcję, ciesząca - może być "za małe" pieniądze.
Głupota jaką ostatnio zrobiłam - dużo tego - może ta, że zamiast kupić leki pojechałam do Warszawy na "Boznańską"? Ale nie żałuję, bo choć nie rozumiem swoich głupot, to bez problemu się z nich rozgrzeszam :-) A leki w końcu kupiłam - zrealizowałam dwa zamówienia na naszyjniki z bransoletkami.
Dowcip jaki słyszałam:
Mąż pyta żony co byś chciała na imieniny?
Żona: Nic mi nie kupuj. Nie stać mnie na to...
1,016 2015-05-16 18:38:48
Złata
No skoro Bóg ( w końcu nie osobiście skrzywdzony;-)) potrzebuje skruchy krzywdziciela do rozgrzeszenia ( to chyba bliskie wybaczeniu?), to skrzywdzony chyba tym bardziej? Raczej nie ładnie byłoby "wychodzić przed szereg" ;-) - To przekomarzanka.
Nie należę do "pamiętliwych" jeśli chodzi o uchybienia, ale też nie wybaczam poważnych wykroczeń. Niestety! Never! Nie ma takiej opcji nawet, jakby za sprawą jego postępku spotkały mnie i dzieci wszystkie cudowności tego świata. Mogę nie roztrząsać, nie myśleć, nie złorzeczyć ( za bardzo;-)) ale wybaczyć nie mogę:-(
Tak masz rację, w roli ofiary jestem źle obsadzona ( ale pewnie mam talent ;-))
Zuzanno,
Tu nie chodzi o to żebyś wybaczyła niewiernemu małżonkowi, który ma to wybaczenie "w głębokim poważaniu". Takie wybaczenie nieco mija się z celem.
Dobrze abyś sobie samej wybaczyła złudzenia w postaci wizji życia u boku ukochanego mężczyzny do końca swoich dni.
Byłoby świetnie, gdybyś pogodziła się z rzeczywistością, w której ludzie nawet najbliżsi potrafią zadawać bolesne rany i kierować się egoizmem w czystej postaci.
Byłoby doskonale, gdybyś zrozumiała, że Twój mąż nie odebrał Tobie normalnego biegu zdarzeń, nie przywłaszczył sobie Twojej własności w postaci właściwej teraźniejszości zamiast tego, co JEST TU I TERAZ.
Wybacz sobie swoje własne wyobrażenia.
1,017 2015-05-16 19:08:03
Przyszłość ma wiele racji.
Ja bym dodała "zweryfikuj swoje wyobrażenia"
Zuzanno, troszkę gubisz się w zeznaniach.
Najpierw piszesz, że praca na czarno to nie, bo za mało kasy.
Za chwilkę piszesz, że kasa nieważna,byle było miło i sympatycznie.
Spójrz prawdzie w oczy, nie masz specjalnie wyboru...
Rozejrzyj się i zobacz, gdzie i za ile ludzie pracują.
Co robią, żeby utrzymać siebie i rodzinę.
Polecam doskonały dokument z kanału Planete "Nasz chleb powszedni".
Przepraszam za styl wypowiedzi, ale coś dziś kiepska jestem.
Dowcip przedni:)
1,018 2015-05-16 19:43:08 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-16 20:06:39)
Zuza a gdyby tak na początek drogi zmian ( bo przecież są one nieuniknione) powiedzieć sobie albo założyć - a może się mylę ...
Wiesz ja w pewnym momencie życie wykonałam skok, bo właśnie tak sobie powiedziałam.
Jaka jest pewność w tym Zuzanno, że masz rację ![]()
"Naucz się odróżniać rzeczywistość od jej postrzegania " dla mnie zdanie klucz.
Po rozmowie Twojej o "wybaczeniu" dotarło do mnie, że się chyba mijamy zdecydowanie. Co innego rozumiemy jako "wybaczenie"
Przyszłość pięknie to skonkretyzowała o jakim ja wybaczeniu myślę.
Jedno pytanie - dlaczego jest tak, że każda propozycja jest przez Ciebie odrzucana, negowana? Z czego to wynika? Co nowego spróbowałaś robić od momenty jak zostałaś sama - co innego czy inaczej niż przez ostatnich 30 lat?
Nie chodzi mi o zmiany spowodowane przymusem finansowym ( np. nie jeżdżę nad ciepłe morza, itp.) Pytania są dla Ciebie Zuzanno, nie musisz odpowiadać mi na forum.
1,019 2015-05-16 20:07:04
Dorula
Nie nie wikłam się - na czarno, nie dlatego, że kasa nikła ( nie oszukujmy się na biało też "kokosów" nie zarobię) tylko z powodu braku ubezpieczenia zdrowotnego. Wiem, jak,za ile , w jakich warunkach ludzie pracują. Ja nie piszę że taką znajdę, ja piszę jaką bym chciała. Wiem, że wybór mam żaden :-(
Nie jestem pewną, czy dobrze "odbieram" ale wydaje mi się, że uważasz mnie za jakieś skrzyżowanie lalki Barbie z ufoludkiem :-(, który ma kompletnie pusto w głowie i świeżo przybył z kosmosu.
To, że do tej pory osobiście nie miałam kłopotów, nie znaczy wcale, że z nimi się nie stykałam.
1,020 2015-05-16 20:44:51
Przyszłość!
Może się mylę - In_ka ukłon w Twoją stronę - ale wydaje mi się, że każde wybaczenie jeśli ma być szczere jest procesem...Nie jestem pewną czy u mnie przebiega "prawidłowo" :-(
Godzę się z rzeczywistością - ale to ciągle nie jest takie "pojednanie" raczej ją toleruję. Jest to jakiś postęp, bo przed tym się przeciwko niej buntowałam, wierzgałam bądź zapadałam w letarg uciekając przed nią nie czując się na siłach z nią zmierzyć. Nie myślałam o przyszłości, nie chciałam jej, bałam się myślenia nawet o następnej godzinie, dniu i moim jedynym marzeniem było nie dożyć go.
Teraz dopuszczam myśli "co dalej", planuję w prawdzie na "bardzo krótko" ale w przód. Np. dziś zrobiłam pierogi ( ładne, dwukolorowe "z wierzchu" zielone i czerwone a w środku kremowy "ruski"farsz) i zamroziłam je - czyli mam jakąś nadzieję, że zrobię z nich użytek :-)
Nie jestem w stanie tego procesu przyspieszyć, ale staram się każdego dnia wykonać jakąś czynność, która zwiąże mnie z przyszłością, z życiem tak dla "bezpieczeństwa" psychicznego. Działam intuicyjnie, starając się wyszukać to, co dla mnie dobre, co w jakiś sposób przybliży mi choć na chwilę może nie radość, ale przyjemność?
1,021 2015-05-16 23:05:10
Zuzanno, zgadzam się z Dorulą, że kręcisz, a do tego wszystko jest wkoło pieniędzy, dowcip i "głupota" też.
Ja sugerowałam Ci trochę luzu i użycia poczucia humoru, jesli masz.
Rzeczywiście wyjazd na Boznanskś był głupota, bo źle przygotowali wystawę, naćkali bohomazów (takie tez malowała), a arcydzieła wśród nich zgineły. Byłam 3 razy i dopiero za trzecim potrafiłam skoncentrowac sie na dosłownie pięciu dobrych obrazach. Dużo lepsze była wystawa kilka lat temu w Zachęcie ![]()
Z dowcipu niestety nie smiałam się, może spróbuj inny.
Dobrze by Ci zrobiła szczera rozmowa z samą soba przed lustrem, bez makijazu, w rozciągnietej bluzce i rozklapcianych kapciach. Chyba potrafisz być uczciwa z samą sobą?
Wczesniej pisałas, że jestes teraz jak poplatany kłębek wełny. Zawsze taka byłaś, to tylko okoliczności sie zmieniły.
1,022 2015-05-16 23:36:21
Zuzanno,
Zgadzam się z Tobą, że wybaczenie (sobie i sprawcy krzywdy) to proces.
Proces często długotrwały i najczęściej bardzo bolesny, bo samego siebie trzeba obedrzeć ze złudzeń, które zostały nam zaszczepione a które następnie z pieczołowitością pielęgnowaliśmy aby karmić się nimi przez wiele lat.
Cieszę się, że powoli wychodzisz na prostą i akceptujesz rzeczywistość :-)
BTW: Nie ma w Twoim mieście firmy cateringowej, dla której mogłabyś przygotowywać takie smakowite cudeńka jak wspomniane pierożki, dorabiając przy okazji?
1,023 2015-05-16 23:39:22
Zuzanno,
czy ja dobrze zrozumiałam?
Chcesz powiedzieć, że przez 58 lat nie miałaś kłopotów?
Ty chyba naprawdę jesteś z kosmosu:)))
1,024 2015-05-16 23:55:29
No dobra. To ja wrzucę dwa dowcipy na dobry początek. Moje ulubione. A drugi nawet w temacie.
Za górami, za lasami żyła sobie piękna, niezależna, pewna siebie księżniczka. Pewnego razu natrafiła na żabę siedzącą na kamieniu i przyglądającą się brzegom nieskazitelnie czystego stawu w pobliżu jej zamku.
Żaba wskoczyła księżniczce na kolana i powiedziała:
- Piękna Pani, byłem przystojnym księciem, aż pewnego razu zła wiedźma rzuciła na mnie urok. Jednakże jeden Twój pocałunek wystarczy abym znów stał się młodym, żwawym księciem, jakim byłem przedtem. Wtedy, moja słodka, weźmiemy ślub i będziemy razem z moją matką gospodarować w tym zamku. Tam będziesz przygotowywać mi posiłki, prać moje ubranie, rodzić mi dzieci, i będziemy żyli długo i szczęśliwie...
Tego wieczoru, przygotowując kolację, przyprawiając ją białym winem i sosem śmietanowo-cebulowym, księżniczka chichocząc cichutko pomyślała:
- No k..wa, nie sądzę...
I dalej przewracała skwierczące na patelni żabie udka w panierce.
*************
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i siedmioma lasami, mieszkała królewna i mówiła: Ja, to cholera mam wszędzie tak daleko!
1,025 2015-05-17 00:10:06
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i siedmioma lasami, mieszkała królewna i mówiła: Ja, to cholera mam wszędzie tak daleko!
![]()
a mnie wczoraj kolezanka zadała na fb pytanie (wie, że ćwicze regularnie)
- czy chcesz miec pieknie płaski brzuch?
- to narysuj sobie pępek na plecach
1,026 2015-05-17 08:30:16
AnnaJo!
To tak na niedzielę...
Wikaremu ukradli rower. Pyta się proboszcza co robić. Ten mu radzi aby podczas kazania omawiał kolejno przykazania a gdy dojdzie do 7 obserwował wiernych, który się zmiesza.
Po mszy proboszcz pyta : Znalazłeś winnego?
A wikary : Nie, bo jak doszedłem do 6 to sobie przypomniałem gdzie go zostawiłem.
Penitent pyta spowiednika
Czy w czasie postu można się kochać z kobietą?
- Owszem, można, byle nie z tłustą...
1,027 2015-05-17 08:37:47
AnnaJo
Jestem ciekawa tych "pięciu" obrazów, które uznałaś za "dobre"
Mnie wystawa podobała się nawet bardzo. Zwłaszcza jej osadzenie w szerokim kontekście innych twórców. Poza tym to była dla mnie okazja obejrzenia jej dzieł nigdy nie wystawianych publicznie.
Że wokół pieniędzy, no teraz to jeden z moich ważniejszych problemów:-(
1,028 2015-05-17 08:47:52
Dorula
W moim poście o kłopotach zabrakło słowa "takich"...
1,029 2015-05-17 10:44:05 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-05-17 10:46:35)
AnnaJo
Jestem ciekawa tych "pięciu" obrazów, które uznałaś za "dobre"
Mnie wystawa podobała się nawet bardzo. Zwłaszcza jej osadzenie w szerokim kontekście innych twórców. Poza tym to była dla mnie okazja obejrzenia jej dzieł nigdy nie wystawianych publicznie.
Że wokół pieniędzy, no teraz to jeden z moich ważniejszych problemów:-(
Lubię jej portrety dzieci, najbarzdziej dzieci na schodach, ale i dziewczynke z chryzantemami, lubie martwa naturę, a najbardziej irysy i nastrujcje i jest jeden pejzaz Montmartre jaki chciałaby miec na scianie w salonie. No może jeszcze dodałabym któryś obraz "japonski"
Nie lubie jej autoportretów, portretów i widoków z pracowni, doceniam mistrzostwo, ale ona była strasznie brzydka, jej matka i siostra tez, a i portretowane osoby uroda nie zgrzeszyły.
Do tych 5-6 dodaję 5 obrazów "obcych", Maneta i Velázqueza uwielbiam ![]()
Ja doceniam, że udało sie tak duzo obrazów wypozyczyć z prywatnych kolekcji, chociaz niektóre już widziałam. Chodze na aukcje dzieł sztuki, to jedyna dla mnie mozliwośc zobaczenia obrazów, jakich nie ma na muzealnych scianach. Przed aukcja zawsze jest godzina-dwie na ekspozycję, mogę wtedy napatrzec się na unikaty.
1,030 2015-05-17 11:00:43
"Odkryłam, że kiedy wierzyłam swoim myślom, cierpiałam, a kiedy im nie wierzyłam, nie cierpiałam, i że to samo dotyczy wszystkich." - Byron Katie
Znasz tą postać ?
Zachęcam poszukaj w internecie. Posłuchaj, poczytaj - może ...
A dowcip dla mnie na czasie:
Co to jest pingwin?
Jaskółka, która jadła po 18 stej
miłej niedzieli ![]()
1,031 2015-05-17 11:49:54 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-17 11:58:40)
Haha,
A ja wkleję coś z "Sagi rodu Słonimskich":
"O pewnym neoficie powiedział ojciec, że musiał się dwa razy chrzcić, bo pierwszy chrzest mu się nie przyjął."
i jeszcze jedno:
"Wezwano kiedyś ojca do znajomego domu. Zachorowała młoda guwernantka. Gdy ojciec chciał ją zbadać, powiedziała: ?Panie doktorze, przyznam się panu, mnie nic nie jest, ale oni mi nie płacą, więc na znak protestu położyłam się do łóżka?. ?Wie pani co? ? powiedział ojciec ? ?niech się pani posunie, ja się też położę, bo oni mi też nie płacą?.
Szkoda, że ta niedziela taka zimna..
_____________
Zuzanno, dowcip ze spowiednikiem kupuję.
Świetny!:-)))))
1,032 2015-05-17 14:23:18
In_ka
Zetknęłam się gdzieś z teorią odwracania myśli, ale specjalnie się w nią nie zagłębiałam ;-(
Może teraz spróbuję - cóż mi w zasadzie szkodzi?
1,033 2015-05-17 14:29:28
AnnaJo
Różnimy się nieco percepcją malarstwa. Ty szukasz w nim dekoratywności, ja nowatorstwa ujęcia tematu, mistrzostwa operowania światłem, kolorem, fakturą. I za te cechy bardzo Boznańską cenię. Mnie najmniej podobały się "martwe" - takie jakieś miałkie :-(
Mnie z dzieł towarzyszących najbardziej podobał się portret młodego Staffa pędzla Meli Muter - może dlatego, ze oglądałam go po raz pierwszy.
1,034 2015-05-17 14:40:46
AnnaJo
Różnimy się nieco percepcją malarstwa. Ty szukasz w nim dekoratywności, ja nowatorstwa ujęcia tematu, mistrzostwa operowania światłem, kolorem, fakturą. I za te cechy bardzo Boznańską cenię. Mnie najmniej podobały się "martwe" - takie jakieś miałkie :-(
Mnie z dzieł towarzyszących najbardziej podobał się portret młodego Staffa pędzla Meli Muter - może dlatego, ze oglądałam go po raz pierwszy.
Z ciekawosci spojrzalam, dla mnie jest niesamowicie mroczny i przygnebiajacy. Podejrzewam, ze przedstawia dla Ciebie , stan Twojej duszy.
1,035 2015-05-17 15:13:53
Elfino
To chyba nie tak, że "odzwierciedla stan mej duszy". Lubię obrazy o ciemnej tonacji, bo fascynuje mnie sposób wprowadzenia doń światła. To bardzo trudne i tylko najwięksi wychodzą z niej zwycięsko - dla mnie mistrzami są Caravaggio i Rembrandt, Ci czarodzieje światła, choć ich dzieła są przecież raczej mroczne w barwie.
1,036 2015-05-17 15:22:25
Wlasnie, mroczne. Mnie takie obrazy niesamowicie doluja. Co do strony technicznej malarstwa, to przyznam sie , nie mam pojecia. Chociaz w mojej rodzinie jest pare osob uzdolnionych , po studiach w ASP. Kazda z nich maluje w bardzo pogodnych kolorach. Ja musze przy obrazach odpoczywac. Teraz jestem na etapie tesknoty za Polska, wiec wybieram obrazy "sielskie i anielskie".
1,037 2015-05-17 15:43:42
Elfinko
Jeśli chodzi o "lubię" to ja surrealistów z Magrittem na czele - nie przypuszczam, żeby Ci się spodobał, mimo, że kolorystykę ma czystą:-))) za tematykę...
Ale to nie tak, że ja skupiam się na jakimś wybranym kierunku czy artyście. Podoba mi się wiele dzieł kompletnie ze sobą nie związanych ani stylistyką, ani tematyką - ot taki "guściany" eklektyzm:-)
A przy portrecie Staffa nie uderzyło Cię, jakim,ten znany z podręcznikowego zdjęcia autor "Snów o potędze" był "za młodu"przystojnym człowiekiem ;-) Prawdziwe ciacho w dekadenckim kostiumie ;-)
1,038 2015-05-17 16:01:09
Zuzanna, nie moj Typ. Dla mnie troche zniewiescialy ???? . zastanawia mnie tylko kto za nim stoi, matka, aniol Stroz? Czy jego dusza? Pamietam, ze zawsze denerwowalo mnie interpretowanie obrazow lub poezji w utartych schematach -na zasadzie co Autor chcial nam powiedziec? Mozliwosci zapytania nie bylo, bo osobnicy zeszli z tego swiata, a ja uwazalam, ze kazdy powinien sobie sam zinterpretowac. Nawet raz wylecialam za to z klasy.
1,039 2015-05-17 16:31:12
Mój też nie, ale obiektywnie, na tamte czasy i trendy musiał być łakomym kąskiem :-)
A obowiązkowa interpretacja to był po prostu koszmar ...brrr.
I co najgorsze, interpretacja mogła się tylko "mieścić" w ściśle określonych ramach. Moim zdaniem to było mordowanie wyobraźni i wrażliwości. Myślę, że nie wszystko trzeba "rozumieć", ważniejsze chyba jest jak odczuwamy, przeżywamy, czy na nas "działa" jakieś dzieło.
A za Staffem chyba muza stoi? Nie jestem znawcą tematu, ale tak mi się wydaje
1,040 2015-05-17 16:51:37
Widzisz jak to jest, dla Ciebie muza, a dla mnie matka, tak byc powiedziala chyba, moja synowa. Nie, to oczywiscie byl zart.
Z jednego postu wywnioskowalam, ze robisz bizuterie? Czy moze sie myle?