rozwód po 30 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Strony Poprzednia 1 13 14 15 16 17 18 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 911 do 975 z 1,226 ]

911

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula
Z dostępnych, zostaje mi czytanie a i to niekoniecznie na satysfakcjonującym poziomie, bo nowości w bibliotekach oblężone.
Do rysowania, malowania potrzebuję materiałów, język staram się "szlifować" samodzielnie ( ale to już nie jest takie mobilizujące). Rodzice, teściowie nie żyją, na siłownię, basen brakuje mi kasy, o dbałości o powierzchowność ( fryzjer, kosmetyczka) nawet nie wspomnę.

Zobacz podobne tematy :

912

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

AnnaJo
Zacznę od końca.
W prowincjonalnym teatrze na oscarowym poziomie nie zagrają mogli by ( gdyby mogli;-)) na Tony Awards...
Tylko głupcy oddają swoje życie w cudze ręce... to tyleż efektowne stwierdzenie co nie prawdziwe, bo w każdej chwili oddajemy życie w cudze  ręce ( lekarzy, kierowców, mechaników, elektryków itp) poza tym nie ma żadnej, ale to żadnej pewności, że sami się głupcami nie okażemy, więc to "bierzcie życie w swoje ręce" ( skądinąd jakby znane) nie jest bardziej ryzykowne niż powierzenie go komuś.
Ciekawy jest twój punkt widzenia, że "przesiedziałam"... czyli jakbym zajmowała się cudzymi dziećmi, domami sprawami to bym "pracowała" jeżeli własnymi to "siedziałam"...
Zaspokoję Twoją ciekawość - oprócz wszelkich zajęć domowych, w firmie męża, zajmowałam się sobą czyli tak tu afirmowanym rozwojem - od umysłowego do fizycznego. Podróżowałam, czytałam, szlifowałam języki, rysowałam, czytałam itp, pomagałam teściom, rodzicom, znajomym, czyli prowadziłam całkiem satysfakcjonujące mnie życie.

Odwracasz kota ogonem, nie piszemy tu o wizytach u lekarzy, ale o małżeństwie. Czytasz i rozumiesz tylko tak jak Tobie jest wygodnie, a na Nike też mówimy adidasy, prawda?
Skoro przez 30 lat rozwijałaś się, kształciłaś, a do tego znasz języki i świat, to masz w rękach narzędzia, żeby poprawić jakość życia i to nie tylko finansową. Zresztą nie ma przełożenia ilości posiadanych pieniędzy na szczęście.

Ja z uporem bedę twierdziła, że zrobiłaś sobie krzywdę siedząc w domu. Większość z nas to wszystko co ty robiłaś niepracując, robiłyśmy po godzinach pracy, czyli ty na takie same czynności potrzebowałaś (matematycznie upraszczając) 10 godzin więcej niż my.
Ja też wychowałam i wykształciłam 2 córki, pomagałam teściom, zwiedziłam prawie cały świat, prowadziłam dom na wysokim poziomie bez pomocy gosposi, wybudowałam dom i zajmowałam się 2500m2 ogrodem...po godzinach. Uczyłam się kolejnych języków, bywałam w teatrze, kinie, byłam stałą bywalczynią wernisaży, jeździłam na nartach i żeglowałam. Na wszystko miałam czas, na kosmetyczkę, fryzjera i salony mody też. Acha, mój ex nie musiał za mnie płacić.
Jak wyprosiłam ex z domu i zostałam bez grosza to tylko dlatego, że wyczyścił mi konta, a nie że żyłam na jego koszt. Łatwiej mi widocznie było "wrócić do świata"
Ja zaczęłam od zera i wcale tego nie żałuję, dlatego okreslam się jako szczęśliwa rozwódkę.

Twoje poprzednie życie nie wróci, kropka. Masz wybór, albo żyć wiecznie niezadowolona i z pretensjami, albo ruszyć do przodu.

913

Odp: rozwód po 30 latach

Podtrzymuję to, co wyżej napisałam.
Niestety.

914

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula
Snob, to osoba uczestnicząca w jakiś wydarzeniach bez znajomości, zrozumienia tematu, wyłącznie po to, by zaimponować innym. Ja jestem zbyt pragmatyczna, aby robić coś co mnie nie pociąga po to, aby 'się popisać". Jednak przyznaję, że nie zadawala mnie dyletancki poziom kultury, nie potrafię "przeżywać" wzruszeń  przy nieprofesjonalnym jej potraktowaniu.

915

Odp: rozwód po 30 latach

O, matko, ja już tego czytać nie mogę.

Jutro idę na otwarcie pięknej wystawy w prowincjonalnym muzeum,
sama się przyczyniłam do jej powstania, wstęp jest wolny, nawet wino będzie,
ale to przecież nie dla Ciebie...

Dobranoc.

916

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno mam pytanie:
czy w realu jesteś taka sama, jak tutaj na forum ?
czy kontrolujesz się bardziej?  tzn. nie mówisz, co myślisz nazwijmy to - przemilczasz wink

917

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Dorula
Z dostępnych, zostaje mi czytanie a i to niekoniecznie na satysfakcjonującym poziomie, bo nowości w bibliotekach oblężone.
Do rysowania, malowania potrzebuję materiałów, język staram się "szlifować" samodzielnie ( ale to już nie jest takie mobilizujące). Rodzice, teściowie nie żyją, na siłownię, basen brakuje mi kasy, o dbałości o powierzchowność ( fryzjer, kosmetyczka) nawet nie wspomnę.

Sorry Zuzanna, ale ty zahibernowałaś się w przekonaniu jakie to cudowne życie wiodłaś i chyba masz duży problem ze wstydem, że teraz żyjesz inaczej, że jesteś gorsza, bo brakuje Ci wystarczających środków. Wstyd Ci, że byłas ślepa na niedoskonałości, bo gdyby ich nie było, nie byłoby i problemów.
Ty jestes taka sama czy jak chodzisz do teatru w ubranku od Chanel, czy jak siedzisz na trawie i podziwiasz zachód słońca w ciuchach z lumpeksu. Jeżeli nie podoba Ci się Twoje życie, to zacznij od siebie, bo to Ty je wypełniasz, bo Twoje życie to Ty.

W bibliotekach mozna zapisac się na nowości i cierpliwie poczekac. Siłownie sa wszędzie na świeżym powietrzu, można poćwiczyć za darmo przez cały rok. Muzea i galeria mają dzień bezpłatny, a najlepsze filmy rzadko można zobaczyć w kinie. Jest jeden problem: silownia, muzeum czy cokolwiek wartościowego nie przyjdą do Ciebie, musisz Ty je znaleźć.

918

Odp: rozwód po 30 latach
Dorula napisał/a:

O, matko, ja już tego czytać nie mogę.

Jutro idę na otwarcie pięknej wystawy w prowincjonalnym muzeum,
sama się przyczyniłam do jej powstania, wstęp jest wolny, nawet wino będzie,
ale to przecież nie dla Ciebie...

Dobranoc.

My chyba jesteśmy na niższym poziomie sad
Mnie młodzież z ASP zaprasza na wernisaże, chodzę bo ich lubię i nie czekam, aż bedą kiedyś Manetami.

Mam wysokie wykształcenie, a zniżyłam się kiedys do sprzątania, i o dziwo korona wciąż mi na głowie siedzi. Mam bzika na punkcie nart...dałam radę zaoszczędzić...na jedzeniu...ale ja chciałam.

I  cieszę się, że wschody słońca są takie piękne, nawet jak deszcz pada.

919

Odp: rozwód po 30 latach

AnnaJo!
Z Twoich wyliczeń wynika, że albo jestem ogólnie dużo bardziej powolna od "ogółu" a od Ciebie w szczególności, albo dokładniejsza w wykonywaniu różnych czynności. Bo jakoś trudno mi uwierzyć, że poświęcając 10 godzin na pracę zawodową ( licząc dojazdy)  przy założeniu że osiem przeznaczałaś na sen, przez pozostałe sześć byłaś w stanie wszystkiego osobiście dokonać. Ale jeśli się mylę, to chapeau bas!
Nie będę wchodziła z Tobą w słowne utarczki, kto, co, chce zrozumieć.
Szczerze się cieszę się, że jesteś szczęśliwą, spełnioną i że potrafiłaś "zacząć" od  nowa, od zera.  Doceniam Twe "namowy" abym też się taką poczuła.

920

Odp: rozwód po 30 latach

A ja już chyba nie mam żadnych pytań do Zuzanny.

Ona po prostu jest lepsza, mądrzejsza, tłumaczy znaczenie prostych słów jak dzieciom w szkole.
Mam wrażenie, że jest w realu niezłą manipulantką, i zaczynam troszkę rozumieć jej męża.
A bez jego pieniędzy jest nikim, bo nie potrafi się zniżyć się do poziomu ludzi skromniej żyjących, ale na własny koszt i, co gorsza, sugeruje, że takie życie nie ma sensu.

Żenada.

921

Odp: rozwód po 30 latach

A ja mam pytanie.

Zuzanno, po co weszłaś na to forum? Tylko wyżalić się (bo np. w realu to w sobie tłumisz i potrzebujesz odgromnika) czy uzyskać rzeczową poradę. Jeśli to drugie, to jakiej porady oczekiwałaś?

922

Odp: rozwód po 30 latach
Dorula napisał/a:

A ja już chyba nie mam żadnych pytań do Zuzanny.

Ona po prostu jest lepsza, mądrzejsza, tłumaczy znaczenie prostych słów jak dzieciom w szkole.
Mam wrażenie, że jest w realu niezłą manipulantką, i zaczynam troszkę rozumieć jej męża.
A bez jego pieniędzy jest nikim, bo nie potrafi się zniżyć się do poziomu ludzi skromniej żyjących, ale na własny koszt i, co gorsza, sugeruje, że takie życie nie ma sensu.

Żenada.

Taki cytat prababci mi się przypomniał "wyżej s..., niż d... ma", a prababcia zawsze podkreslała z dumą, że jest z "Tych" A...skich.
Ja Zuzannie serdecznie współczuję, nie chciałabym być taką nieszczęśliwa pesymistka przez kolejne np. 30 lat.
Brutalna prawda jest, że ciężko na to zapracowała.

923

Odp: rozwód po 30 latach
Antypoda napisał/a:

A ja mam pytanie.

Zuzanno, po co weszłaś na to forum?

w którymś poście Zuza napisała skąd tutaj się wzięła

924

Odp: rozwód po 30 latach

Jest jeden post na , ktory Zuzanna nie zareagowala. Post oferujacy pomoc psychologiczna z osrodka terapii uzaleznien.  Co z tym Zuzanno zrobisz?

925

Odp: rozwód po 30 latach

Antypodo!
Weszłam na forum w czasie "przedrozwodowym" kiedy byłam kompletnie rozbita, zupełnie nie wiedziałam co robić, jak robić i czy w ogóle robić.  I korzystałam z "porad praktycznych" typu  "adwokat", "apelacja" "biuro pracy".
Następnie rzeczywiście chyba chciałam "wylać" żale, przelać jakoś ten ból z którym sobie nie radziłam i "zdać sprawę" z aktualnego stanu.
Wątek rozwinął się, a ja po prostu czułam się w obowiązku każdemu odpowiedzieć, nie ignorować nikogo, bo wydawało mi się, że tak trzeba. W tym okresie otrzymywałam już "mniej" wykonalne rady, a raczej polecenia typu "ciesz się życiem" i wręcz imperatywy takie jak "zapisz się na uniwersytet III wieku" to remedium na wszelkie bolączki.
Końcowy etap ( ten obecny, spędzam na tłumaczeniu się) bo nadal uważam, że odpisywać należy, nie oczekując już panaceum.  Jeszcze (przelotnie) mam nadzieję, że coś tam dla siebie  ztych sugestii wybiorę. Ot i wszystko

926

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula
Czy się trochę nie zagalopowałaś w ocenie?
Zawsze podziwiam osoby, które "sądzą" zaocznie. Podtrzymuję swoją opinię  ( którą Ty zanegowałaś) o Tobie jako "silnej" Kobiecie. Ba Kobiecie, która wszelkie słabości ma w pogardzie.
Wybacz, ale uważam, że wydając wyrok ( manipulantka, lepsza, mądrzejsza) chciałaś ukarać mnie za to, że nie podoba mi się, że zjechałam ileś tam stopni w dół. A przecież to takie proste, zaakceptować, cieszyć się, nie oglądać na przeszłość...

927

Odp: rozwód po 30 latach

AnnaJo
Rozumując tak jak Ty i Dorula, mogłabym odnieść wrażenie, że Wy z kolei jesteście tu po to, aby się pochwalić... choćby ostatnia uwaga "babcia z "skich", ale jak powiedziałam nie mam problemów z cieszenia się z cudzych sukcesów.

928

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno,  jezeli poczulas sie dotknieta tym uniwerkiem trzeciego wieku,  to nie jestem w stanie tego zrozumiec. Piszac, ze Ty juz masz wyzsze wyksztalcenie i tego nie potrzebujesz, obrazasz wiele osob, ktore tak jak Ty SA wyksztalcone, a traktuja to jako rozwoj osobowy, mozliwosci spedzania czasu i poznania nowych ciekawych ludzi.  Moglas napisac, ze Ciebie to nie interesuje. Taki uniwerek to nie tylko wyklady na temat zdrowego zywienia jest psychlogia, filozofia, literatura i wiele, wiele wiecej . Pochodze z zamoznej i napisze - elitarnej rodziny,  moja mama wybrala taka droge, zeby poradzic sobie z zaloba psychiczna po utracie partnera.  Podziwiam ja za to. Jej to odpowiadalo, a  nie uzupelniala braki w wyksztalceniu. Malo tego obrazasz ludzi, ktorzy dzialaja czesto spolecznie, zeby osobom samotnym zapewnic mozliwosci spedzania czasu. Wydaje mi sie, ze TU sie zagalopowalas. (Przepraszam za bledy i literowki, bo korzystam z tableta usttawionego na jezyk obcy)

929

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, wiele przykrych słów musiałaś wyczytać na tym forum między innymi ode mnie, ale takie jest forum, każdy ocenia wg. siebie..
Mam do Ciebie jedno pytanie, jakie masz plany na najbliższy miesiąc?

930

Odp: rozwód po 30 latach

Elfino!
Napiszę do nich na podany adres. Próbuję wszystkiego, żeby 'sobie" pomóc". Nie podoba mi się własny stan i staram "coś" z nim robić. Nie jest łatwą diametralna zmiana warunków, nie jest łatwe "zapomnienie" o tym co kiedyś, nie jest prosta zmiana przyzwyczajeń i obniżenie standartów. Uczę się tego każdego dnia - pewnie tez zbyt wolno :-( ale nie potrafię odnaleźć radości z tej nauki. czy to zbrodnia? Gdybym była jak sugerują "manipulantką" ( a może miała w sobie mniej uczciwości) napisałabym to co chcecie usłyszeć - jest super! Zrozumiałam jak puste życie wiodłam przez ostatnie 30 lat i teraz z radością poznaję to prawdziwe! Wszystko dzięki Waszym radom, uniwersytetowi III wieku i pracy z trudną młodzieżą! Ale chyba nie o to chodzi prawda?

931

Odp: rozwód po 30 latach

No wtrącę się, Dziewczyny zagolopowałyście się. Czy nie leczycie czasami własnych kompleksów kosztem Zuzanny? Owszem, jest na wyższym poziomie niż my wszystkie tu razem wzięte, ale nie znaczy to, że możemy obrzucać ją przykrymi docinkami z tego powodu. Miała tzw dobre życie i bardzo dobrze.Nie wolno nikomu zazdrościć, że mu się udało być szczęśliwym, nie szarpać się z powodu podstawowych potrzeb i móc się swobodnie rozwijać! Albo wspomagacie kobietę, albo po prostu zachowajcie dla siebie wszelkie złośliwości.Bo to staje się delikatnie mówiąc niesmaczne.Same rozwijacie ten wątek, może Zuzanna przestałaby się nawet odzywać, gdyby nie to.Nie szukajcie winy tam gdzie jej nie ma.A to zdanie - nie dziwię się twojemu mężowi - to jest już po prostu poniżej wszelkiej krytyki.

932

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, to wszystko to SA propozycje. Nikt nie zmusza Cie do czegokolwiek. Sama wiesz najlepiej, co jest dla ciebie dobre.  Moje polskie kolezanki, wszystkie rozwodki, zalozyly sobie taki klub "kobiet niezaleznych",  raz lub dwa wmiesiacu maja spotkania,  w domach, przynosza ze soba rozne smakolyki , gadaja i przede wszystkim pomagaja sobie.

933

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, Ty chyba źle interpretujesz co piszemy. Tu nie ma żadnych imperatywów, ale porady i pokazanie możliwości, a tych jest wiele.
Byc może my zbyt prosto myślimi, na zasadzie "nudzisz się, zajmij się czymś", ale propozycje jakie Ci dajemy nie są z tzw sufitu, a z naszych doświadczeń.
Nie chcesz korzystać, to Twój wybór, ale jak dotąd nie napisałaś co Ty chciałabyś konkretnego zrobić dla siebie samej.

Kiedyś pani psycholog tłumaczyła mi jak wpłynąć na nasze otoczenie...zacząć zmiany od siebie samych, a negatywne uczucia przekształcać w pozytywne. To tak w skrócie, a Ty zapewne znasz tę teorię.

934

Odp: rozwód po 30 latach

Takataka
Planuję na tydzień:-) tak wydaje mi się bezpieczniej.
W tym tygodniu i w następnym bo to weekend mam zamiar odwiedzić kolejne przychodnie, może w którejś mają szybszy niż grudzień termin rehabilitacji.Zrobić przegląd letniej garderoby, pomyśleć nad przygotowaniami do swego osobistego święta - wiesz te dylematy czy podać gościom chłodnik i bliny, czy też raczej szparagową i pierogi. Bo co do ciasta to raczej pewne, że z rabarbarem. Przygotować drobne upominki dla moich gości - to taka moja tradycja. Zastanowić się i przygotować "wystrój", powtórzyć kolejne partie angola, poodpisywać na maile, może jak pogoda dopisze wybrać się na długi spacer. Czeka też na przeczytanie  "Sońka" Karpowicza i "Lód" Dukaja i wpółzaczęty sweter do wydziergania. To by było chyba na tyle...

935

Odp: rozwód po 30 latach

Elfino
Nie poczułam się dotknięta ani uwagami ani tym bardziej uniwersytetem. Usiłowałam wytłumaczyć, że  to, co może mi zaoferować w ramach (pakietu podstawowego) raczej mnie nie interesuje a na to, co by interesowało nie stać mnie.
Ja rozumiem, że to są rady poparte Waszymi i Waszych bliskich doświadczeniami. Postaraj się zrozumieć mój punkt widzenia.
Jeśli mam na coś wydać pieniądze, to raczej na to, czego nie mogę uzyskać 'bezpieniężnie".  Na interesujące mnie tematy mogę poczytać w książkach lub internecie. Jeśli mam się przemóc i "wyjść" z domu, rozsądniejszym wydaje mi się pójść tam, gdzie wiem że będę się czuła bezpiecznie, dobrze, komfortowo. Pewnie to tchórzostwo, ale nie czuję się na siłach mierzyć teraz z nowymi sytuacjami - wystarczająco dużo miałam ich w dwóch ubiegłych latach.

936 Ostatnio edytowany przez Antypoda (2015-05-15 09:49:10)

Odp: rozwód po 30 latach
zbytdelikatna napisał/a:

A to zdanie - nie dziwię się twojemu mężowi - to jest już po prostu poniżej wszelkiej krytyki.

Niestety nie pierwszy raz to zdanie tu pada. Jakby nie było oczywiste, że jeśli Zuzanna nie odpowiadała mężowi, to mógł się z nią najpierw rozwieść i dopiero potem szukać swojego szczęścia z kimś innym zamiast latami ją zdradzać, robić na boku dziecko, jednocześnie korzystając z przywilejów męża przy żonie i kradnąc jej kolejne lata życia.

Zuzanno, ja nadal jestem przekonana, że Twój stan w największej mierze spowodowany jest świeżością tematu. Musisz jednak zrozumieć, że w cztery litery można sobie wsadzić powiedzenie "czas leczy rany". Jeśli będziesz czekać, że coś lub ktoś odmieni Twój los i Twój stan i podpowie Ci matematyczny wzór na wyjście z impasu, to ten wątek doczeka się setnej strony z tym samym biciem piany. Dopóki sama aktywnie o znalezienie wzoru nie zadbasz, to czas tu nic nie polepszy, a wręcz pogorszy.

Rozumiem, że na dzień dzisiejszy najbardziej pocieszyłoby Cię, gdyby się okazało, że wybranka exmęża zdradza go, zaraziła go tryprem, dziecko okazało się nie jego, a on sam z podkulonym ogonem wraca do domu i wszystko wraca na stare tory. Zapomnij o tym scenariuszu. Zapytałam po co tu weszłaś, żeby się upewnić, czy ty sama jeszcze wiesz, jaki jest Twój cel. Póki co zwyczajnie okopałaś się w swoich pozycjach i im bardziej reszta jest na tak, tym bardziej Ty jesteś na nie.

Zuzanna 58 napisał/a:

Takataka
Planuję na tydzień:-) tak wydaje mi się bezpieczniej.
W tym tygodniu i w następnym bo to weekend mam zamiar odwiedzić kolejne przychodnie, może w którejś mają szybszy niż grudzień termin rehabilitacji.Zrobić przegląd letniej garderoby, pomyśleć nad przygotowaniami do swego osobistego święta - wiesz te dylematy czy podać gościom chłodnik i bliny, czy też raczej szparagową i pierogi. Bo co do ciasta to raczej pewne, że z rabarbarem. Przygotować drobne upominki dla moich gości - to taka moja tradycja. Zastanowić się i przygotować "wystrój", powtórzyć kolejne partie angola, poodpisywać na maile, może jak pogoda dopisze wybrać się na długi spacer. Czeka też na przeczytanie  "Sońka" Karpowicza i "Lód" Dukaja i wpółzaczęty sweter do wydziergania. To by było chyba na tyle...

No, czyli w realu całkiem nieźle sobie radzisz. A że bez entuzjazmu i tej nieznośnej lekkości bytu, to zupełnie inna sprawa. To, że funkcjonujesz tak sprawnie to już b. dobra oznaka. To świetnie, że nie popadasz w całkwity marazm, nie odcinasz się od ludzi, nie leżysz tygodniami nieumyta na wymemłanym łóżku smile. Jeśli jeszcze wprowadzisz zmiany w swoim sposobie myślenia o przyszłości i nastawienie do swoich możliwości, to jesteś w domu.

937

Odp: rozwód po 30 latach
zbytdelikatna napisał/a:

No wtrącę się, Dziewczyny zagolopowałyście się. Czy nie leczycie czasami własnych kompleksów kosztem Zuzanny? Owszem, jest na wyższym poziomie niż my wszystkie tu razem wzięte, ale nie znaczy to, że możemy obrzucać ją przykrymi docinkami z tego powodu. Miała tzw dobre życie i bardzo dobrze.Nie wolno nikomu zazdrościć, że mu się udało być szczęśliwym, nie szarpać się z powodu podstawowych potrzeb i móc się swobodnie rozwijać! Albo wspomagacie kobietę, albo po prostu zachowajcie dla siebie wszelkie złośliwości.Bo to staje się delikatnie mówiąc niesmaczne.Same rozwijacie ten wątek, może Zuzanna przestałaby się nawet odzywać, gdyby nie to.Nie szukajcie winy tam gdzie jej nie ma.A to zdanie - nie dziwię się twojemu mężowi - to jest już po prostu poniżej wszelkiej krytyki.

Nie zgodzę się z Tobą..
Wszyscy cieszą się, ze Zuzanna miał dobre życie i była szczęśliwa, ale to się zmieniło..
Teraz czas "wstać z kolan" i wziąć się za siebie..
A Zuza od 23 no może 20 stron tego wątku chce udowodnić wszystkim, że jest najnieszczęśliwszą kobietą na świecie i każda z dawanych jej tu rad jest do kitu..
Dziewczyny pokazują jej różne możliwości, dają przykłady ze swojego życia bo chcą pomóc, ale każdy ma swoja cierpliwość.
Wiem Zuzanna na prawo czuć się nieszczęśliwa, bo pewnie ma depresję, ale to się leczy..
A tu tak trochę jak alkoholik, który wie że jest w kiepskiej formie ale tylko stan upojenia daje mu satysfakcje..

938

Odp: rozwód po 30 latach

AnnaJo
Nie ma sensu zastanawiać się "co bym chciała" ...
Staram się robić to co mogę. Czyli dbać o siebie w dostępnym zakresie.  A' propos siłowni na wolnym powietrzu - to fajna sprawa, ale ma dwa dość poważne minusy. Pierwszym jest niemożność ustalenia na nich "obciążenia" czyli w przypadku osób z takimi schorzeniami jak ja grozi poważnymi konsekwencjami, i drugim - dla mnie dość istotnym - co dalej po tych ćwiczeniach? Gdzie się umyć, przebrać? Czy też taka upocona, "woniejąca" wracać miejskimi środkami lokomocji?
Spotykam się z przyjaciółmi - dość regularnie. Szukam pracy, śledzę oferty. Zajmuję się różnymi sprawami ( jak każda). Pisałam moim problemem nie jest brak zajęć, tylko ten, że nie czerpię z nich radości. Że traktuje je "jako zadanie do wypełnienia", że brakuje mi w nich tej "iskry" która kiedyś je wypełniała :-(

939

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Takataka
Planuję na tydzień:-) tak wydaje mi się bezpieczniej.
W tym tygodniu i w następnym bo to weekend mam zamiar odwiedzić kolejne przychodnie, może w którejś mają szybszy niż grudzień termin rehabilitacji.Zrobić przegląd letniej garderoby, pomyśleć nad przygotowaniami do swego osobistego święta - wiesz te dylematy czy podać gościom chłodnik i bliny, czy też raczej szparagową i pierogi. Bo co do ciasta to raczej pewne, że z rabarbarem. Przygotować drobne upominki dla moich gości - to taka moja tradycja. Zastanowić się i przygotować "wystrój", powtórzyć kolejne partie angola, poodpisywać na maile, może jak pogoda dopisze wybrać się na długi spacer. Czeka też na przeczytanie  "Sońka" Karpowicza i "Lód" Dukaja i wpółzaczęty sweter do wydziergania. To by było chyba na tyle...

Zuzanna i super, bo to znaczy, ze nie jest z Tobą tak źle -:)
Gdybym była Twoim gościem, poprosiłabym o chłodnik, on tak przybliża lato..
Miłego weekendu i dużo słońca..

940

Odp: rozwód po 30 latach
takata napisał/a:

Zuzanna i super, bo to znaczy, ze nie jest z Tobą tak źle -:)
Gdybym była Twoim gościem, poprosiłabym o chłodnik, on tak przybliża lato..
Miłego weekendu i dużo słońca..

Ja też się zapisuję na listę chłodnikową big_smile. Zuza, a na kiefirze czy na zsiadłym?

941

Odp: rozwód po 30 latach

BRT chlodnik? U mnie jest tak zimno, ze chyba bym rosol zjadla. Wlasnie wrocilam ze szpitala z Laboratorium snu, ze scierka przyklejona do glowy, wlosy wymyte a  ta sciera nie chce sie odkleic ????

942

Odp: rozwód po 30 latach
elfina napisał/a:

BRT chlodnik? U mnie jest tak zimno, ze chyba bym rosol zjadla. Wlasnie wrocilam ze szpitala z Laboratorium snu, ze scierka przyklejona do glowy, wlosy wymyte a  ta sciera nie chce sie odkleic ????

Laboratorium snu? Podglądają sny?

943

Odp: rozwód po 30 latach

Antpodo!
Nie taki scenariusz jaki przedstawiłaś nie satysfakcjonował by mnie - z prostego powodu - że nic nie wróciłoby na "stare tory" :-( Tego co się stało nie może mi "wynagrodzić" jego porażka na jakimkolwiek polu, co nie znaczy, że być może  przez chwilę nie poczułabym się nieco lepiej :-)
Wiem, że czas niczego nie leczy, uczy tylko żyć z bólem tak jak z  np.reumatyzmem. Pewnie jestem jakoś tam "zakodowana na nie" w czym jeszcze utwierdzają mnie różne bezskuteczne usiłowania. I szukam sposobu "odwrócenia" tej sytuacji również bezskutecznie.  Wszystkie wiecie, że nie jest to proste, że  prawdopodobnie też przechodziłyście różne etapy zanim osiągnęłyście obecny stan zadowolenia, bo gdyby było to tylko zależne od prostego "chcę" "nie chcę" to cała psychoterapia byłaby po prostu nie potrzebna. Przypuszczam, że radząc , chcecie mi oszczędzić tej drogi, podpowiedzieć skróty wykazać pozytywy i jestem Wam za to bardzo wdzięczna. Próbujecie "metod" kij - marchewka, deklarujecie, że rozumiecie choć wkurza Was  moje"rozmemłanie".
Może spróbujcie popatrzeć na to trochę inaczej - jeśli "nadal jestem", nadal odpisuję ( choć  ostatnio mam wrażenie, że może niepotrzebnie, bo to tylko "podjarza" atmosferę) staram się uczciwie przedstawiać swoje zamiast "dla świętego spokoju" rozsądniej by było zamilknąć, to jakoś mnie stymulujecie, coś mi ofiarowujecie, działacie...

944

Odp: rozwód po 30 latach
Antypoda napisał/a:
elfina napisał/a:

BRT chlodnik? U mnie jest tak zimno, ze chyba bym rosol zjadla. Wlasnie wrocilam ze szpitala z Laboratorium snu, ze scierka przyklejona do glowy, wlosy wymyte a  ta sciera nie chce sie odkleic ????

Laboratorium snu? Podglądają sny?

Moze nie doslownie, ale obserwuja, czy oddycham, bo czasami mi sie nie chce ????

945

Odp: rozwód po 30 latach

Dziewczyny! ( zbiorczo bo dotyczy chłodnika)
Robię na maślance (konkretnie mrągowskiej) z dodatkiem śmietany. Myślę nad chłodnikiem, bo podoba mi się połączenie różu z zielenią :-)
Ale macie rację, zależy od pogody.

946

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko!
Może raz ja coś doradzę ... A gdybyś potraktowała tę ścierkę jako ekstraordynaryjne nakrycie głowy? Ozdobiła ją jakoś? Upięła?  Tak "na próbę?
Nie, to chyba zły pomysł :-((( bo skoro chcesz się jej pozbyć, to żadne upiększanie nie pomoże Ci :-(((
Ale pewnie masz swoje sposoby jej pozbycia, bo przypuszczam, że to nie był "Twój pierwszy raz"...

947

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, to byl ten pierwszy raz, a sciereczka jest za mala. To wlasciwie kawaleczek sciereczki, ale mnie wkurza.  Zaraz zaczne wysrobywac, co nie jest latwe, bo mam dlugie wlosy. Mysle, ze dam rade, troche jak ten  Pomyslowy Dobromir.  Wracalam, ze szpitala kanalami,  zeby nikt nie zobaczyl plam kleju na wlosach. Ludzie jeszcze byc pomysleli, ta ma szczescie, ze ja tak ptak osr..........????

948 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-15 12:05:08)

Odp: rozwód po 30 latach

Dobrze, że rozmawiasz Zuzanno, chociaż częściej mówisz albo jak napisałaś - usprawiedliwiasz się ...

Zuzanno, ja nadal jestem przekonana, że Twój stan w największej mierze spowodowany jest świeżością tematu. Musisz jednak zrozumieć, że w cztery litery można sobie wsadzić powiedzenie "czas leczy rany". Jeśli będziesz czekać, że coś lub ktoś odmieni Twój los i Twój stan i podpowie Ci matematyczny wzór na wyjście z impasu, to ten wątek doczeka się setnej strony z tym samym biciem piany. Dopóki sama aktywnie o znalezienie wzoru nie zadbasz, to czas tu nic nie polepszy, a wręcz pogorszy.

Co do czasu.
Rozwód został orzeczony we wrześniu 2014 r. po sprawie, która ciągnęła się rok. Została w takim razie założona ( przez Twojego męża) w roku 2013. Ty liczyłaś na to, że tego rozwodu on nie dostanie - chciałaś, żeby pomimo faktu posiadania dziecka z tamtą kobietą zostało jak jest, bo ...
Przerażała Ciebie wizja życia bez niego, bez środków również na to życie (tak wnioskuję z tego, co pisałaś).

Podejrzewam, że dopiero postanowienie Sądu uzmysłowiło Ci, że tego małżeństwa już naprawdę nie ma (chociaż w realu nie było już dużo dłużej).
Rzeczywiście przestawienie się na "nowe tory" (dla Ciebie całkowicie nowe) - trwa. A przy podejściu do tematu jaki masz, hmm.
Może faktycznie rady pojawiające się tutaj nie są dla Ciebie, chociaż jest wiele osób czytających to Forum - mogły skorzystać wink
Działaj Zuzanno- działaj jedyny dla Ciebie ratunek. My podziałamy z Tobą po swojemu  lol

zbytdelikatna napisał/a:

Owszem, jest na wyższym poziomie niż my wszystkie tu razem wzięte, ale nie znaczy to, że możemy obrzucać ją przykrymi docinkami z tego powodu.

co chciałaś przez to powiedzieć zbytdelikatna?
doprecyzuj poproszę ...
bo zastanawiam się kto jest tutaj złośliwy zarzucając to innym wink

949

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko!
Może czymś tłustym posmaruj? Wiem, że małe rzeczy potrafią wkurzać nie gorzej niż duże.

950 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-05-15 12:14:59)

Odp: rozwód po 30 latach

in ka to nie było złośliwe.Moim zdaniem daleko nam do poziomu Zuzanny, choćby do poziomu wysławiania się.
Ale widzę, że atmosfera robi się miła i o to chodzi.Ja sobie tu podczytuję, bo może coś dla siebie z tego uszczknę, też nie wiem za bardzo co mam dalej robić ze sobą, ale to już inny temat.

951 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-15 12:21:03)

Odp: rozwód po 30 latach
zbytdelikatna napisał/a:

in ka to nie było złośliwe.Moim zdaniem daleko nam do poziomu Zuzanny, choćby do poziomu wysławiania się.
Ale widzę, że atmosfera robi się miła i o to chodzi.Ja sobie tu podczytuję, bo może coś dla siebie z tego uszczknę, też nie wiem za bardzo co mam dalej robić ze sobą, ale to już inny temat.

przyjmuję, że nie było ale może warto zwracać uwagę na to co czy jak się pisze, jeżeli zarzuca się coś innym ...
a co do poziomów, to wolę się trzymać - pionu w życiu, zamiast poziomo leżeć na glebie wink

952

Odp: rozwód po 30 latach

Dalam rade, wlasnie tak jak napisalas, olejem. Spalam w szpitalu 2 dni. Pierwszego dnia byla polska pielegniarka, sprytna dziewczyna, nie zostawila mi takich sensacji na glowie. Wczoraj byla ichniejsza i myslala widocznie, ze ma konia przez soba i nawalila tego kleju na glowe i te sciereczki, dlatego taki zrobil sie problemik. Mysle, ze jej sie w nocy nie chcialo wstawac i przymocowywac ponownie  ???? . Milego dnia CI zycze.

953

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
wydaje mi się, że działam - tyle, że przed powzięciem decyzji zastanawiam się. Inna rzecz,  że nie jestem pewną, czy to działanie jest celowe i dobrze ukierunkowane. Czy to tylko takie "działanie dla działania"?
Jak pisałam jestem pragmatyczna i robienie "czegoś" tylko dlatego, aby nazywało się, że jestem aktywną, żeby uniknąć etykietki "leniwa" - na marginesie to właśnie leniwi są motorem postępu :-) - jest dla mnie nie do "przeskoczenia". Ja niestety muszę wiedzieć jakie skutki to moje działanie przyniesie ( to dla siebie, jeśli działam dla innych to nie), rozważyć "za" i "przeciw" , zbilansować koszty. Powiedzmy, że chcę mieć nowe buty - ot zachcianka. Żeby je kupić muszę fizycznie zdobyć na nie pieniądze. I wtedy zastanawiam się, czy : nabywając te buty, faktycznie będę szczęśliwsza? Czy warte są one rezygnacji z innych bardziej koniecznych rzeczy albo  dwóch tygodni ciężkiej pracy? I gdzie ja w nich pójdę jak jednak zdecyduję się na szalony zakup...To oczywiście tylko przykład aby zilustrować Ci mój tok myślenia. Po prostu każda decyzja musi być przeze mnie wewnętrznie zaakceptowana...Pewnie dlatego jestem takim "trudnym" przypadkiem :-(

954

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
Poziom ma też swoje zalety...leżąc można podziwiać gwiazdy ;-) A pionowa pozycja wady - kręgosłup za nią nie przepada. Ale to oczywiście żarty - dla rozluźnienia atmosfery.

955 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-15 12:42:57)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka
Po prostu każda decyzja musi być przeze mnie wewnętrznie zaakceptowana...Pewnie dlatego jestem takim "trudnym" przypadkiem :-(

jesteś Zuzanno trudnym przypadkiem - to fakt, ale nie beznadziejnym wink
na ile rozumiesz, że własnym postępowaniem krzywdzisz tylko i wyłącznie samą siebie?
oczywiście nie da się żyć z wewnętrznym konfliktem ale trzymanie się za wszelką cenę utartych schematów jest błędem
wiesz co zapewnia sukces i powodzenie w życiu - elastyczność ... umiejętność dostosowania się do okoliczności w których się znajdujemy
jak u Ciebie z elastycznością Zuzanno? nie pytam o inteligencję, wykształcenie i "poziomy" wink

Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka
Poziom ma też swoje zalety...leżąc można podziwiać gwiazdy ;-) A pionowa pozycja wady - kręgosłup za nią nie przepada. Ale to oczywiście żarty - dla rozluźnienia atmosfery.

super Zuzka ja właśnie takie żarty uwielbiam - bom szutnik okrutny  big_smile i big_smile

956

Odp: rozwód po 30 latach

Antypodo, Takataka - sorry znowu zbiorczo :-(
To wyście myślały, że ja od września leżę i NIC nie robię???
Że całymi dniami  tylko obmyślam kontrargumenty?
Oczywiście, że funkcjonuję  tyle, że bez radości - na upartego da się - ale ja akurat przy tym nie chcę się upierać ;-)
Owszem zdarzają mi się dni szlafrokowe ( no dobra nawet tygodnie) ale to nie znaczy, że podczas nich leżę i bezmyślnie gapię się w sufit.
Na chłodnik zapraszam :-)

957

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
Wiesz, z inteligencja może nie najgorzej, ale już z mądrością kiepsko :-(
Z trzymaniem się schematów z konieczności musiałam zerwać, choć dokładniej rzecz ujmując, to one zerwały ze mną.Próbuję być  na tyle elastyczną, żeby ( jak zauważyłaś) nie wskoczyć w inne utarte schematy. Szukam cały czas szukam drogi do siebie, a że wyszukuję taką krętą i wyboistą to już pewnie moja indywidualna cecha :-(

958 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-05-15 13:16:46)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, zrób sobie taką analizę schematów z przeszłości i uczciwie zastanów się, które z nich dawały Ci uczucie spełnienia i szczęścia.

Może błędnie zakładam, że  przez ostatnie lata wasze małżeństwo było schematyczne, a nie szczęśliwe. Nie wyobrażam sobie, ze przy długotrwałym życiu w trójkącie (nawet jeśli oficjalnie o tym nie wiedziałaś), żyliście szczęśliwie. Ale, ja mogę się mylić oczywiście.

959 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-15 13:57:32)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka
Wiesz, z inteligencja może nie najgorzej, ale już z mądrością kiepsko :-(
Z trzymaniem się schematów z konieczności musiałam zerwać, choć dokładniej rzecz ujmując, to one zerwały ze mną.Próbuję być  na tyle elastyczną, żeby ( jak zauważyłaś) nie wskoczyć w inne utarte schematy. Szukam cały czas szukam drogi do siebie, a że wyszukuję taką krętą i wyboistą to już pewnie moja indywidualna cecha :-(

właśnie musiałaś zerwać ze swoim dotychczasowym życiem,
nie jesteś już żoną u boku męża prowadzącą dom,
jesteś singielką zdaną na siebie (nie do końca, bo były mąż płaci alimenty) trzeba znaleźć sposób na siebie tu i teraz
i z tym masz problem, bo w oderwaniu od tamtych realiów nie bardzo potrafisz,
bo zostałaś zdegradowana i nie potrafisz tego zaakceptować ...

Zuzanna napisał/a:

(...)nie młoda," z dobrym" do tej pory życiem mam się przestawić na byle jaką wegetację.(...)

pytałaś Kiedy? kiedy poczułyście zmianę?
gdy rozliczyłam przeszłość i zrozumiałam, że nie ma do niej powrotu (o tym pisała Tobie annaJo)

960 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-05-15 13:46:15)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, czytam Twój wątek od początku jego istnienia. Nie zabierałam w nim głosu, bo prosiłaś o rady osoby, które miały podobne do Ciebie doświadczenia. Nie jestem zdradzoną (przynajmniej nic o tym nie wiem), nie jestem rozwódką, ba, jestem szczęśliwą kobietą w ponad trzydziestoletnim związku. Jednak czytając ostatnie posty, i Twoje, i innych użytkowniczek, zdecydowałam się napisać kilka zdań.

Pamiętam, gdy przeżywałam bardzo trudne, traumatyczne sytuacje. Pamiętam, gdy bliscy mi ludzie mówili o jasnych stronach życia, gdy pokazywali sposoby wyjścia z bagna, w którym tkwiłam, gdy w mniej lub bardziej energiczny sposób nakłaniali mnie do zrobienia kroku. Tymczasem ja trwałam w postawie ?na nie?. Wszystko było ?nie tak?, wszystko mnie drażniło, wszystkie próby wyciagnięcia mnie na powierzchnię denerwowały. Paradoksalnie, im więcej słyszałam pozytywnych opinii, im częściej i energiczniej bliscy mi ludzie pokazywali sposoby poradzenia sobie z problemem, tym bardziej zaciskałam oczy, warczałam i byłam wściekła. Dlaczego tak się zachowywałam? Teraz wiem. Nie byłam gotowa, nie podjęłam decyzji o wprowadzeniu zmian w swym życiu. Wolałam, tak, wolałam, być nieszczęśliwą, złą, rozgoryczoną, mającą ?zazłe?. Kiedy zmieniłam swe spojrzenie? Kiedy stałam się osobą szczęśliwą? Gdy pozbyłam się złości. Gdy przestalam walczyć. Gdy zaakceptowałam rzeczywistość. Gdy przestałam myśleć, że jestem ofiarą. Gdy wybaczyłam. Gdy pojęłam, że bycie szczęśliwą nie jest zależne tak bardzo od okoliczności, jak od? stanu umysłu i od decyzji o sposobie widzenia siebie, innych ludzi i świata.

Pomocnym mi było i jest (teraz też) zdanie, które tutaj na forum cytowałam wielokrotnie:

Pema Cziedryn napisał/a:

(?) Dziewczynko, nie pozwól, by życie sprawiło, że twoje serce stwardnieje. (...)

Wczoraj zaś przypomniałam sobie:

Irvin D. Yalom w ?Kat miłości? napisał/a:

(?)Pierwszym krokiem w każdej zmianie jest przyjęcie odpowiedzialności za swoje życie. Jak bowiem możemy je zmieniać, jeśli w ogóle nie czujemy się za nie odpowiedzialni?(?)

Proszę, nie czuj się zobowiązaną do napisania odpowiedzi. Skorzystasz z mego doświadczenia - dobrze. Nie skorzystasz - drugie dobrze.

961

Odp: rozwód po 30 latach

Wielokropku jak ciesze się, że nadal jesteś na Forum smile
już nie jako moderator wprawdzie ale jesteś ...

962

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Antypodo, Takataka - sorry znowu zbiorczo :-(
To wyście myślały, że ja od września leżę i NIC nie robię???
Że całymi dniami  tylko obmyślam kontrargumenty?
Oczywiście, że funkcjonuję  tyle, że bez radości - na upartego da się - ale ja akurat przy tym nie chcę się upierać ;-)
Owszem zdarzają mi się dni szlafrokowe ( no dobra nawet tygodnie) ale to nie znaczy, że podczas nich leżę i bezmyślnie gapię się w sufit.
Na chłodnik zapraszam :-)

Ja myślałam, że Ty "od 30 lat tak leżysz i NIC nie robisz" a nie tylko od września ;-)
mam nadzieje że po tym wpisie uśmiechnęłaś się troszkę :-),
i wystarczy, bo jeszcze wpadniesz w jakąś euforię,
a to mogłoby Cię zabić ;-)

Trzymaj się i..
Miłego weekendu :-)

963

Odp: rozwód po 30 latach

AnnaJo!
Zastanawiałam się nad problemem, i doszłam do wniosku, że moje małżeństwo w zasadzie nie opierało się na schematach, poza tym ogólnym - on zarabia, ja zajmuję się resztą.
Już nie mój zawsze miał pracę związaną z bardzo licznymi wyjazdami i to "nieunormowanymi" i ogólnie nie normowany czas pracy. Nie dawało to możliwości wypracowania żadnych schematów typu zawsze w piątek przyjmujemy gości a w sobotę robimy duże zakupy. Czasem byłam zaskakiwana telefonem typu spakuj mnie na trzy dni muszę służbowo być we Wrocławiu, czasem spakuj nas na tydzień, udało mi się wyrwać trochę urlopu, wyjeżdżamy tu czy tam...
Cóż mnie cieszyło. To co każdą żonę - wspólne wyjścia np. do kina i omawianie obejrzanego filmu,  wzajemne podsuwanie sobie lektur, ogólnie to pewna wspólnota działania, przeżywania. Cieszyło mnie to, że mam dla kogo się starać, że moje wysiłki są dostrzegane, że " już nie mój" chętnie zabiera mnie na służbowe imprezy. Faktycznie w ostatnich pięciu latach to uległo poważnemu zachwianiu, ale kładłam to na karb swoich chorób - dwie poważne operacje w dość krótkim odstępie czasowym, pogorszeniu się stosunków w firmie ( zmiana ścisłego zarządu) i intensyfikacją pracy już nie mojego  - podobno większe wymagania...Nie miałam powodów, żeby podejrzewać jego drugie życie :-( Na pozór było jak dawniej, z podróży przywoził mi kwiaty, drobne upominki, chętnie dzielił się wrażeniami. Był wprawdzie bardziej poddenerwowany, więcej pił - ale znowu tłumaczyłam sobie, że nie jest najmłodszy, że czuje nad uchem sapanie "młodych wilczków" i że stara się sprostać wymaganiom co go stresuje.
Tak że trudno mówić tu o schematach typu obiad o 16 w niedzielę o 14... Czasem tak było, a czasem trzykrotnie gotowałam ziemniaki bo godzina jego powrotu do domu się przesuwała.

964

Odp: rozwód po 30 latach

Takataka!
Byłam pewna, że sądzisz, iż od 30 lat siedziałam, a od września się położyłam :-))))))
A tu taka niespodzianka!

965

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Takataka!
Byłam pewna, że sądzisz, iż od 30 lat siedziałam, a od września się położyłam :-))))))
A tu taka niespodzianka!

Umarłam ze śmiechu big_smile big_smile big_smile big_smile
Lubię Twoje poczucie humoru.

966 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-15 15:50:16)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, nie mam żadnych słabości w pogardzie, bo ja sama tonę w nich jak w oceanie
i nie zagalopowałam się w ocenie, bo, zauważ, zaryzykowałam ją na 25 stronie wątku.

A to, że jesteś oburzona wcale mnie nie dziwi i nie zaskakuje, znając siebie tez bym była,
bo jestem bardzo czuła na punkcie niesprawiedliwych osądzeń, ale zrozum, proszę,
cały czas mam wrażenie, że chcesz nam (mi?) coś udowodnić w sposób coraz bardziej przypominający
naukowe opracowanie jakiegoś klinicznego, beznadziejnego przypadku życiowej katastrofy.
Pytanie tylko, co.

Przepraszam, już mnie nie ma:)))

967

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula
Masz prawo do subiektywnych ocen, nawet  jeśli są "powierzchowne".
Przypomnij mi, gdzie napisałam, że jestem najbardziej nieszczęśliwą istotą na świecie?
Bo nie pamiętam abym coś takiego popełniła :-(
Jeszcze raz podkreślam - nie porównuję się z nikim ani w szczęściu, ani w nieszczęściu. Opisuję tylko ( też subiektywnie) swój stan ,odpowiadając na Wasze pytania. Czy ja twierdzę gdzieś, że Ty, Elfina, In_ka, Takataka, Zbytdelikatna, Antypoda, Weronka i wszystkie inne panie z którymi miałam honor się tu zetknąć mają lepiej ode mnie? Jeśli coś takiego napisałam bardzo przepraszam, nigdy nie było moim zamiarem którejś z Was urazić. Podziwiam Was za hart ducha a jeśli coś mnie razi, to fakt iż w nie potrafię takiego wskrzesić w sobie.
Miłego wernisażu!

968

Odp: rozwód po 30 latach

Dziękuję, Zuzanno,
na wernisażu było WSPANIALE,
piękna wystawa w pięknym miejscu.
Potem placek, kawa i winko, a mnie, jak i resztę gospodarzy i zwiedzających, aż brzuch boli ze śmiechu.
Żałuj, że nie byłaś...

P.S. Sądzę, że Wielokropek mądrze prawi.

969 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-15 18:29:28)

Odp: rozwód po 30 latach
Dorula napisał/a:

P.S. Sądzę, że Wielokropek mądrze prawi.

bardzo mądrze warto posłuchać ...
ale jak Zuzanna ma zaakceptować rzeczywistość ?
to przecież nie jej świat wink
jak ma wyjść z roli ofiary, kiedy inaczej o sobie nie potrafi myśleć

Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka.Ja nie przyjmuję "roli ofiary"ja nią jestem!

i jak ma wyzbyć się złości wobec losu i ... wybaczyć ?

Zuzanna 58 napisał/a:

Zostałam ograbiona ze wszystkiego, miłości, zaufania, lojalności, wiary. Jak można żyć bez tych fundamentalnych wartości?

czas ma pomóc ale jak jeżeli

Zuzanna 58 napisał/a:

Czas.....nie jest moim przyjacielem, niczego nie zmienia, tylko uczy żyć z bólem :-( Chyba nie przypuszczasz, że jeszcze starsza, niedołężna, pomarszczona i schorowana będę szczęśliwsza?

a wolność i możliwość wyboru ...

Zuzanna 58 napisał/a:

Śmieszne, ale przez te trzydzieści parę lat, zupełnie zatraciłam instynkt samozachowawczy. To jak ze zwierzętami - te wypuszczone z klatek na wolność - giną.

Mam nadzieję Zuzanno, że jednak nie zginiesz wink

970

Odp: rozwód po 30 latach

in_ka, ok, ale kto nie jest ofiarą na tym świecie?

Losu, przypadku, kłamstwa, celowego działania, dobrej woli, złej woli itd.

No, kurczę,i co? To wszyscy mamy się pochlastać?
Ja wiem, że nie tędy droga, Ty i inne wspaniałe dziewczyny tego wątku również.

A Zuzanna, moim skromnym zdaniem, potrzebuje czasu. Tylko, że ten czas jest trudny do przeżycia.
Po prostu.

Zuzanno, załamałaś mnie tym, że spocona nie wsiądziesz do autobusu...
Kolejna wymówka, już ich nikt nie zliczy...

971 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-15 18:45:14)

Odp: rozwód po 30 latach
Dorula napisał/a:

in_ka, ok, ale kto nie jest ofiarą na tym świecie?

ten, kto nią nie chce być wink
zwyczajnie
ten kto potrafi podnieść się po ciosie i iść dalej ...
o tym napisała Wielokropek
to jest przyjęcie odpowiedzialności za swoje życie, zmienianie go w razie potrzeby

972

Odp: rozwód po 30 latach

Hehe, ja to wiem doskonale.
Tylko wytłumacz to Zuzannie.

973

Odp: rozwód po 30 latach

Dorulo
Nie miałam zamiaru Cię załamywać! Myślałam, że to normalne :-(
No co poradzę na to,że nie wsiądę upocona i nieświeża do autobusu ? Dlaczego mam narażać innych współpasażerów na dyskomfort? Wspomniałam jestem estetką - i to nie tyle dotyczy jakiś kanonów piękna, ale pewnych standartów. Nie wychodzę z domu rozmemłana,potargana, nie umyta, nawet jak idę wyrzucić śmieci - i proszę nie dorabiaj do tego ideologii, że w tym celu wkładam szpilki i robię rozbudowany makijaż. Jak nie chce mi się wydepilować nóg - wkładam spodnie, jak paznokcie u tylnich łapek nie zrobione, nie zakładam sandałków bo nie chcę innych narażać na doznania dla nich nie miłe. No cóż dziwactwo, szajba i kretynizm! Ale tak mam ;-(

974 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-15 19:17:18)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, to nie są dziwactwa, mam dokładnie tak samo.
ALE gdzie chcesz wziąć prysznic po sporcie na świeżym powietrzu czy jak to się tam nazywa?
Na ulicy?
Od czego są antyperspiranty?
Nie, no, po Ciebie musi przyjechać prywatny samochód z prywatnym szoferem, czy co?

975

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula, in_ka - dostałyście drugie życie, wiem co to znaczy, bo sama je otrzymałam w wieku 25 lat. Dlatego Wasze postrzeganie świata, jest znacznie inne niż postrzegają go inni ludzie. Tak - to jest prawdą. Podobnie jak Wy, kiedyś nie rozumiałam, dlaczego inni odbierają ten świat inaczej niż ja. Oburzałam się - bo przecież życie to najcenniejszy dar na świecie, a ludzie narzekają na pierdoły, widzą wszystko w czarnych barwach. A przecież warto je przeżyć najlepiej jak się potrafi.

Jesteście bardzo niecierpliwe, chcecie na siłę komuś przedstawić swoje widzenie świata - nie jest to możliwe, bo świat ludzi takich jak Wy - jest innym światem. Czas to zrozumieć.

Zuzanna 58 - ma prawo narzekać, ma prawo być nieszczęśliwa, ma prawo pisać o smutkach. To są Jej odczucia. Dziś czuje tak - za parę miesięcy może czuć się inaczej. Nikt tego nie wie. I to co dziś może dla Niej być nieosiągalnie - stanie się osiągalne.

Posty [ 911 do 975 z 1,226 ]

Strony Poprzednia 1 13 14 15 16 17 18 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024