rozwód po 30 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Strony Poprzednia 1 12 13 14 15 16 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 846 do 910 z 1,226 ]

846 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-12 20:46:00)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, czy jest w Twojej okolicy muzeum? Skansen?

I nie zaczynaj znowu tak mysleć, że pracy mało, kobiet dużo, kurczę, gdybym ja tak myślała, to do dzisiaj byłabym bezrobotna.
Miałam 42 lata, kiedy zachorowałam na raka, przyznasz, że to nie jest wiek na takie choroby, miałam zamiar się zabić, nawet mąz mnie nie wspierał, ale otrzepałam się, jedna operacja, druga, trzecia, chemia itd. wysyłano mnie na rentę, a ja NIE! Ja wracam do pracy, bo nie mogę jej stracić! Jestem niepełnosprawna, muszę bardzo na siebie uważać, ale żyję i pracuję!
Mam swoje pieniądze, ubieram się ślicznie, lubię, kiedy faceci się za mną oglądają, a w pracy słyszę komplementy.

Proszę Cię, ogarnij się kobieto, Ty masz chociaż gdzie mieszkać, inni nie maja tak dobrze...

Jak pójdziesz do pracy, nie będziesz miała czasu na takie głupie myślenie.
Praca jest, ale sama do Ciebie nie przyjdzie, a kasa nie rośnie na drzewach.

Pozdrawiam.

Zobacz podobne tematy :

847

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula
Sugerujesz, że do skansenu się nadaję :-))) Bo do muzeum to jeszcze ciągle "za młoda" - przynajmniej do czegoś :-))). Choć może jak wreszcie otworzą to PRLu w Nowej Hucie to może tam się nadam.

848 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-12 20:58:49)

Odp: rozwód po 30 latach

Nie myślałam, że tak zareagujesz.
Szkoda.

No nic, chciałam pomóc, ale Ty tej pomocy po prostu nie chcesz.

849

Odp: rozwód po 30 latach

Witaj Zuza..
aż się boje pisać, bo wynika, że jesli sie Ciebie rozumie, to znaczy że się utwierdza Ciebie w Twojej "chorobie"
Fajnie sie mówi, że jestes uzależniona i powinnas sie leczyc, terapeutyzować..Ale jak te 30 lat żyłas w swoim świecie, nikt nie wołał - otrząsnij się, to chory układ, jestes uzależniona!Teraz jestes chora, bo brakuje Ci Twojego życia, które - fakt, dupek, postanowił Ci zmienic...
Wiem, poleca zaraz gromy na moja głowę...
Ale ja doskonale rozumiem , co czuje Zuza, powtarzam, rozumiem na podstawie Zuzy wpisów, nie mówię, że - wiem co Zuzua czuje
Wszyscy moga do Ciebie wołac- weź  sie ogarnij, idź do pracy, rusz sie, itd, ale jest przeokropny żal - nie zrobiłaś niczego złego, a zostałas ukarana, odebrano Ci wszystko co miałaś, jakbys była nikim...
Że tęsknisz za życiem jakie miałas z juz nie Twoim? Bo to było całe Twoje życie, jakie znasz, jakie miałas...
Ja byłabym daleka od świetnych pomysłow typu - jestes uzależniona, idź na terapię...Skoro ci brakuje faceta, który cie skrzywdził - jestes chora...
Zuza, ja wiem, że Tobie brakuje życia, które miałas, a on był jego częścia, czy jest terapia dla kobiet kochających swoje poprzednie zycie?
Ale nie jest fajnie, gdy zaczynasz mysleć o bezsensie swojego życia...Chociaż sama wiem, co to za myśli i jakie prawdziwe...To takie czarne dziury rozpaczy, ale sama wiesz, dzieciom sie takich rzeczy nie robi....
Ja totalnie nie mam pojęcia, czy Tobie ktokolwiek cokolwiek może doradzać, jestes jak żółwik - brechtasz sie tymi łapkami, żeby nie utonąć, ale póki łebek nad wodą - znaczy rozgląda sie...
Aż znajdzie coś, na co sie zacznie wspinać....Jestes szalenie wyważona osobą, o wysokiej kulturze,inteligencji, należe do Twojego fanklubu...
I myślę, że powinnaś zrobić jakąś rozpierduchę, wyjść na chwilę z siebie

850

Odp: rozwód po 30 latach
Dorula napisał/a:

Nie myślałam, że tak zareagujesz.
Szkoda.

No nic, chciałam pomóc, ale Ty tej pomocy po prostu nie chcesz.

No wlasnie,  tego nie jestem wstanie zrozumiec.  Tak jak rozpuszczona mala dziewczynka, ona chce miec tylko ta i wylacznie ta lalke.

851

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula!
Przykro mi, że nie odebrałaś żartu, choć opatrzyłam go wielką ilością znaków go sugerujących.
Przecież napisałam w poprzednim poście, że bardzo chętnie przyjmę od Ciebie sugestię. Jeśli poczułaś się urażona - przepraszam, absolutnie nie było to moim zamiarem.

852

Odp: rozwód po 30 latach
elfina napisał/a:
Dorula napisał/a:

Nie myślałam, że tak zareagujesz.
Szkoda.

No nic, chciałam pomóc, ale Ty tej pomocy po prostu nie chcesz.

No wlasnie,  tego nie jestem wstanie zrozumiec.  Tak jak rozpuszczona mala dziewczynka, ona chce miec tylko ta i wylacznie ta lalke.

...
widocznie za mało sama znasz zycie, by to zrozumieć, jestes z innego pokolenia

853 Ostatnio edytowany przez takata (2015-05-12 21:40:37)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno
Nastepne "miliony" kobiet próbują  Ci pomóc,  służyć dobrą radą,  ale to na nic..
Bo przecież,  nic sie nie da, nic sie nie uda, jestem stara, zycie mnie zniszczylo, mąż opuścił i znalazł nową młodszą dupę,  a ja dla niego zycie poswiecilam. Sama w domu, bez kasy, nowi ludzie mnie nudzą,  dzieci mają swoje życie a ja taka biedna i nawet to forum mnie wkurza, bo wszyscy dają "dobre" rady ale gowno wiedzą. .
Przez 23 strony watku to samo, to prawie tyle ile Twoje malzenstwo... Uwierz, mozna sie znudzić. .
Zuzanno, jestes elokwentna inteligentną kobieta, ale swoim malkontenstwem potrafisz niszczyc nawet najbardziej  wytrwalych samarytanin..
I bedzie tak ze zgnusniejesz w tym marazmie sama czatujac na forum, czy ktos się uzalil nad Toba czytając ten watek do czau dopóki nie zrozumiesz, ze świata już nie zmienisz, a jedyne co mozesz zrobić to zmienić Samą siebie..
powodzenia..

854 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-12 21:50:49)

Odp: rozwód po 30 latach

uuu ale to już było ... wink
kto czyta ten wątek, to wie jak jest i poznał Zuzannę
zejdźmy z emocji, sama kiedyś dałam się im ponieść w tym wątku
Zuzka zrobi ze swoim życiem - co chce
jej wybór, jej sprawa

Dorula napisał/a:

Miałam 42 lata, kiedy zachorowałam na raka, przyznasz, że to nie jest wiek na takie choroby, miałam zamiar się zabić, nawet mąz mnie nie wspierał, ale otrzepałam się, jedna operacja, druga, trzecia, chemia itd. wysyłano mnie na rentę, a ja NIE! Ja wracam do pracy, bo nie mogę jej stracić! Jestem niepełnosprawna, muszę bardzo na siebie uważać, ale żyję i pracuję!
Mam swoje pieniądze, ubieram się ślicznie, lubię, kiedy faceci się za mną oglądają, a w pracy słyszę komplementy.

zachorowałam na raka w wieku 38 lat ...
i jestem, cały czas aktywna zawodowa i ... życiowo
pozdrawiam Dorulo, no wiesz - bo kto, jak nie my wink

855

Odp: rozwód po 30 latach

Krys-na
Nie odbieram "rozumiejących" jako utwierdzania się w maraźmie.
Jeśli "jestem" na forum, do dlatego, iż sama czuję się w nim  bardzo niekomfortowo i szukam "na oślep"sposobów wyrwania się z niego. Każdy post analizuję, z każdego próbuję wybrać coś, co pomoże mi "otrząsnąć" się, odbić, odnaleźć.
Wiem, że może powinnam "więcej, lepiej, bardziej" ale to bardzo trudne, bo wyobraźnia, głos wewnętrzny, jaźń "ciągną w dół" i wrzeszczą "nie ma sensu, jeżeli 30 lat starań poszło na marne, nie zasługiwało nawet na szczerość, to czego teraz możesz się spodziewać?"
Więc jak to obrazowo przedstawiłaś macham łapkami i nawet nie wiem w jakim kierunku płynę :-(

856

Odp: rozwód po 30 latach
krys_na napisał/a:
elfina napisał/a:
Dorula napisał/a:

Nie myślałam, że tak zareagujesz.
Szkoda.

No nic, chciałam pomóc, ale Ty tej pomocy po prostu nie chcesz.

No wlasnie,  tego nie jestem wstanie zrozumiec.  Tak jak rozpuszczona mala dziewczynka, ona chce miec tylko ta i wylacznie ta lalke.

...
widocznie za mało sama znasz zycie, by to zrozumieć, jestes z innego pokolenia

Rozumiem, ze ten post byl do mnie.  Tak nie rozumiem postawy Zuzanny chociaz jestem z tego samego pokolenia, a nie chce sie TU licytowac, kto co przezyl, bo moglabym swoimi przezyciami obdarowac pare chetnych kobiet. Wyznaje zasade "co nas nie zabije to napewno wzmocni".

857

Odp: rozwód po 30 latach

Zamoszcz
Podoba mi się Twoja opowieść o " ludziach w kącie". Przemyślę co mam zrobić ze swoimi - bo ja "kanciasta" jestem ;-)

858

Odp: rozwód po 30 latach

Takataka
Miło, że zwracasz mi uwagę, na fakt, iż nużę, nudzę i to o wiele za długo.
Pytana, staram się uczciwie przedstawić swój aktualny stan, nie pytana raczej się nie odzywam.

859 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-12 22:15:17)

Odp: rozwód po 30 latach

a ja tak sobie pomyślałam, że tutaj spotykają się dwa "fronty"
jeden - a co tam, jest ciężko ale nie dam się, życie jest jedno i będę aktywnie walczył o swoje
drugi - wszystko co miałam najlepsze straciłam, teraz już tylko pozostaje pogrążyć się w żałobie nad straconym życiem wink
i iskrzy ...
ale to dobrze, bo najgorszy jest marazm smile
acha i jeszcze - nie rozumie ten, kto nie przeżył takiej katastrofy jak moja albo nie ma tylu lat co ja ... starowinka  - żarcik   big_smile i big_smile

860

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko!
Dziewczynka która chce właśnie "tę" lalkę nie koniecznie jest rozpuszczona. Po prostu wie czego chce...

861

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Elfinko!
Dziewczynka która chce właśnie "tę" lalkę nie koniecznie jest rozpuszczona. Po prostu wie czego chce...

o ciekawe ...
tzn. czego Zuza chcesz?
powrotu do przeszłości?
raczej niemożliwe wink

862

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, wiem, że to był żart z Twojej strony, ale ja wcale nie żartuję.
Nie chcesz iść do pracy to nie idź, Twoja strata.
Tylko proszę, nie rób ludziom wody z mózgu, że pracy nie ma.

in_ka,
pozdrawiam również, mija dziewiąty rok od tego gromu, co spadł na mnie z jasnego nieba,
no, kurde, musi się udać!!!
Trzymaj się!

863

Odp: rozwód po 30 latach

In-ka
No i tu są schody...Skoro niemożliwe jest to czego chcę to, mam automatycznie zapragnąć czegoś innego? Erzacu? "Zapominajki"? "Wypełniacza czasu"? Niestety to tak nie działa :-(
Mogę robić tylko to, do czego mam wewnętrzne przekonanie. Nauka np. sanskrytu tylko po to, aby go znać nie wydaje mi się celowa :-(

864 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-12 22:41:51)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In-ka
No i tu są schody...Skoro niemożliwe jest to czego chcę to, mam automatycznie zapragnąć czegoś innego? Erzacu? "Zapominajki"? "Wypełniacza czasu"? Niestety to tak nie działa :-(
Mogę robić tylko to, do czego mam wewnętrzne przekonanie. Nauka np. sanskrytu tylko po to, aby go znać nie wydaje mi się celowa :-(

czyli jednak - powrót do przeszłości  hmm
kiepsko Zuzka, nikt nie pomoże - niemożliwe ...
sama spisałaś się na straty, matko jak żal życia

wiesz ja też chciałabym być piękna, młoda i zdrowa ale  ... niemożliwe
biorę to co życie mi oferuje - tu i teraz
a jest tego Ogrom smile

865

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Elfinko!
Dziewczynka która chce właśnie "tę" lalkę nie koniecznie jest rozpuszczona. Po prostu wie czego chce...

Dziekuje, po 22 latach pobytu w innym kraju, moj jezyk polski kuleje.  W zyciu jest cos za cos ????

866

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, Ty nie rozumiesz prostej rzeczy.
Ja też wolałabym być zdrowa i piękna, a nie chora i okaleczona.
I co? Mam się poddać eutanazji, bo to jest niemożliwe???
Moje życie jest inne, ale nauczyłam się i przystosowałam do tych warunków,
bo nie miałam innego wyjścia!
Dlaczego tego nie robisz?
Ja tez jestem słaba psychicznie, potrafię się tak zdołować, że klękajcie narody!

I co z tego?
Zyję, i jestem za to wdzięczna losowi.
Reszta sama się ułoży, tylko trzeba chcieć i docenić to, co się ma, a nie tkwić w dziwnym świecie wspomnień
i płakać nad rozlanym mlekiem.
To już się stało i nic i nikt tego nie zmieni, rozumiesz?

867

Odp: rozwód po 30 latach

haha in_ka, ubiegłaś mnie))))

868

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka, Dorula
Przepraszam, że  potraktowałam Was razem, ale mam wspólne do Was pytania.
Ile czasu Wam zajęło - od zrozumienia że Wasze życie się  diametralnie zmieniło do polubienia tego "nowego"?
Nie chodzi mi o moment "wyzdrowienia" bo to wiadomo euforia z wygranej...tylko o uświadomienie sobie, że to zwycięstwo jest bardzo drogo okupione?
I drugie pytanie? Co Was tak w tym życiu cieszy?

869

Odp: rozwód po 30 latach

Choć obiecałam, że nie będę się odzywać, to jednak wink
Dziewczyny nie rozumiecie jednego - Zuzannie potrzeba czasu na oswojenie się z nowym etapem w życiu.Na razie dziewczyna przeżywa szok i musi jej się wszystko od nowa poukładać żeby mogła na nowo zacząć funkcjonować.Chcecie ją zmobilizować, ale to tak jakbyście kogoś kto właśnie połamał obie nogi - zachęcały do biegania.Czas, czas i czas.

870 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-05-13 09:51:27)

Odp: rozwód po 30 latach

Ze swojej strony Zuzanno zachęcałabym cię do poudzielania się w innych tematach na forum.Czasami pomaganie innym trochę łagodzi i jakby odsuwa na dalszy plan własny ból.
Korzyść byłaby dwustronna, bo mądra z ciebie kobitka i niejednemu umiałabyś doradzić.

871 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-13 11:06:22)

Odp: rozwód po 30 latach

Przepraszam, Zuzanno, doprawdy nie wiem, jak odnieść się do Twojego pytania, bo jest skierowane
do osób, którym śmierć zajrzała w oczy i nigdy już nie będą zdrowe, a każda najmniejsza dolegliwość
wywołuje atak paniki i nieprzespane noce, przynajmniej u mnie.
To już koniec, po mnie, idę grób kopać, nie przeżyję tego po raz drugi, nie chcę umierać w cierpieniach. ba, ja
w ogóle nie chce umierać,
mój boże, kto się mną zajmie - to są moje pierwsze myśli, kiedy nie mogę wstać z łóżka, bo tak mnie boli głowa.

Ale biorę pyralginę, wstaję, bo trzeba iść do pracy, ból mija, zapominam, że jestem chora, CIESZĘ SIĘ, ze to tylko
migrena, cieszę się, że to zwyrodnienie, a nie przerzut ,żyję normalnie, spotykam się z ludżmi, cieszę się, że mogę praktycznie wszystko zjeść i napić się kawy i drinka, bo w szpitalu widziałam ludzi, którzy nie mogli nawet wody pić.

Wybacz, ale pytanie "co was tak w życiu cieszy" jest w tym przypadku troszkę nie na miejscu.
Jestem dumna z siebie, że się nie poddałam, wdzięczna lekarzom za uratowanie mi życia, że jestem aktywna zawodowo i robię to, co lubię. Choroba dodała mi parę lat przynajmniej, zabrała resztki młodości i uwierz mi,
na pewno wyglądasz lepiej ode mnie i jesteś silniejsza.

Martwię się i cieszę rzeczami jak każdy, właśnie idę zrywać konwalie, żeby mi pachniały w sypialni, muszę coś ugotować, żeby nie umrzeć z głodu, jak jutro wrócę z pracy, pranie czeka, ale... musi poczekać, bo nie mam nastroju, muszę jakoś pocieszyć siostrę, której komornik zlicytuje niebawem mieszkanie za długi męża, ot, takie życie.
A ile mi to zajęło czasu? To zupełnie inny problem, ja się po prostu do tego przyzwyczaiłam, bo nie miałam specjalnie wyboru...
Aha, przełomowym momentem była dla mnie operacja plastyczna, po której nie wyglądam oczywiście tak pięknie, jak kiedyś, kiedy nic jeszcze nie wiedziałam, jest to, jak to Ty nazywasz, erzac, okupiony cierpieniem i bólem nie do opisania, ale jest i jestem szczęśliwa, że się udało.

Pozdrawiam.

872

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka, Dorula
Przepraszam, że  potraktowałam Was razem, ale mam wspólne do Was pytania.
Ile czasu Wam zajęło - od zrozumienia że Wasze życie się  diametralnie zmieniło do polubienia tego "nowego"?
Nie chodzi mi o moment "wyzdrowienia" bo to wiadomo euforia z wygranej...tylko o uświadomienie sobie, że to zwycięstwo jest bardzo drogo okupione?
I drugie pytanie? Co Was tak w tym życiu cieszy?

nie potrafię odpowiedzieć wprost na Twoje Zuza pytanie, bo ja tak do tego nie podchodzę ...
nie było jakoś polubienia "nowego" życia, moje życie jest ciągłością, zwyczajnie był taki czas a potem nastał inny,
nie ma momentu "wyzdrowienia", nagle coś się zmienia - to też nie tak
oczywiście jest cena, którą się płaci ale znowu no tak - jak za wszystko w życiu
a co mnie cieszy ?
jejku - samo życie ...
bo jestem, bo mogę doświadczać piękna tego świata, bo mogę patrzeć na moje dziecko, mogę przebywać z moimi przyjaciółmi, tworzyć swoje otoczenie, zmieniać - kreować
jeść, spać, śmiać się, złościć, itd.
jestem nadal cząstką tego świata smile

Dorula, no czytam i powiem - u mnie podobnie kochana,
całuski wysyłam smile

873

Odp: rozwód po 30 latach

Dziewczyny jestescie bardzo dzielne, chyle czola. Ja nie wiem jak bym sama postapila. Mam ukochana siostre, ktora powoli odchodzi jest duzo mlodsza ode mnie. Tez wymieniona przez meza na nowy model. Dala rade, ale przyszedl dzien, w ktorym przyszla diagnoza, mnie by powalila z nog, ona walczy choc tak jak lekarz powiedzial, kazdy miesiac jest sukcesem. Jezdze do Polski, zeby z nia pobyc, wlasciwie miesiac z mezem, miesiac z siostra. Wien, ze gdy przyjdzie taki Moment bede nia sie opiekowac i trzymac za reké, gdy bedzie odchodzic.. W tym momencie nie wazne jest dla mnie czy mojemu mezowi to odpowiada czy nie. Dla mnie bedzie to sprawdzian czy moj Partner tak do konca zasluzyl na moja milosc.

874

Odp: rozwód po 30 latach
zbytdelikatna napisał/a:

Choć obiecałam, że nie będę się odzywać, to jednak wink
Dziewczyny nie rozumiecie jednego - Zuzannie potrzeba czasu na oswojenie się z nowym etapem w życiu.Na razie dziewczyna przeżywa szok i musi jej się wszystko od nowa poukładać żeby mogła na nowo zacząć funkcjonować.Chcecie ją zmobilizować, ale to tak jakbyście kogoś kto właśnie połamał obie nogi - zachęcały do biegania.Czas, czas i czas.

sorry zbytdelikatna jakiego biegania ?
my ją motywujemy tylko do człapania się wink i nie ociągania w tym człapaniu ...:D i big_smile

875

Odp: rozwód po 30 latach

Ok,ok, ale na mnie np nie działa terapia typu: nie jest tak źle, zobacz inni mają gorzej.
Ona jest świeżutko po rozwodzie,na pewno rak jest gorszy,ale dla niej tu i teraz jest najgorsze na świecie w tej chwili.
Ale jasne, nie będę wypowiadać się za Zuzę.Wiem tylko po sobie, że musiałam przejść to wszystko etapami, a jak ktoś mnie usiłował motywować, to mnie tylko denerwowało.W ciszy siebie samej, tak jak w żałobie.I nie od razu.

876 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-13 13:38:18)

Odp: rozwód po 30 latach

Ależ oczywiście, to tak nie jest, że licytacja, kto ma gorzej pomaga, wręcz przeciwnie.
Zuzanna zapytała, więc odpowiadamy, to tyle.
Ja tez pytałam-dlaczego mnie to spotkało? Za co?
Dlaczego wszyscy znajomi wyjeżdżają na wakacje, a ja muszę iść do szpitala na tortury?
Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Pytałam i płakałam jak bóbr.
To pytania bez odpowiedzi, więc chyba, jak napisała in_ka, szkoda życia na zastanawianie się nad tym, bo nie ma to najmniejszego sensu.
Musiało minąć sporo czasu, zanim sobie to uświadomiłam.
I jak słyszałam, że inni mają gorzej, byłam oburzona i było mi bardzo przykro.
A pózniej sie okazało, że mają swiętą rację.
Oczywiście, mogłam nie iść do szpitala, nikt mnie nie zmuszał, tylko że nie byłoby mnie już na tym świecie.Więc chyba  ma się jakiś wpływ na to, co będzie póżniej.
A ja nie miałam czasu na użalanie się nad sobą, nikt mi nie dał wolnego na przeżywanie żałoby, ja po prostu
musiałam się ogarnąć i wygrać życie.
Czy było mi łatwiej, niż Zuzannie? Śmiem wątpić.
Jeżeli Zuzanna tego nie zrozumie, to ja nie mam już nic do powiedzenia.

877

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula, to nie jest złośliwe broń Boże,ale dziwi mnie zawsze pytanie - dlaczego ja.
A dlaczego nie?
Bardzo podziwiam wszystkie osoby, które przeszły z podniesionym czołem przez raka.Mam koleżankę, która miała dwa raki naraz-nie przerzuty, tylko dwa niezależne raki.Przeszła dwukrotnie rozwód i naprawdę jak ją znam, nie widziałam jej smutnej.Ta kobieta kipi po prostu pozytywnym nastawieniem i energią.Taki charakter, takie podejście do życia.

878 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-13 16:49:56)

Odp: rozwód po 30 latach

Wybacz, ale chyba nie czytasz mnie uważnie.
Przecież napisałam, że pytanie "dlaczego ja" nie ma sensu, ale ono zawsze się pojawia.
Czy chcesz tego, czy nie.
Ale ja już tak nie myślę. Od dawna.
Stało się i koniec.

pozdrawiam

879

Odp: rozwód po 30 latach

Zbytdelikatna
Czytam inne wątki, ale nie ośmieliłabym się nikomu, niczego doradzać. Wydaje mi się, że osoba, która nie radzi sobie sobie sama ze sobą, nie jest  ani kompetentną, ani wiarygodną.
Łatwo jest powiedzieć "ja na Twoim miejscu"...tyle, że nikt nie jest na niczyim, więc to tylko hipoteza bez pokrycia. Każdy jest indywidualnością, niepowtarzalnym zespołem cech, o bardzo różnym stopniu wrażliwości, odporności,wytrzymałości i w związku z tym nie ma uniwersalnego modus operandi pomocy dla osoby, którą zna się tylko przez pryzmat nieszczęścia, które ją spotkało.

880

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula
Jesteś silną kobietą i masz pełne prawo być z tego dumną.
W żaden sposób nie śmiałabym porównywać Twoich  ciężkich doświadczeń ze swoimi, ale też nie mam żadnych przesłanek aby wyciągać z nich wniosek, że skoro Ty dałaś sobie radę to ja też powinnam. Bo to nie jest tak, że wszystkie mamy tę samą siłę i uruchomienie jej zależy wyłącznie od  naszego"chcenia" czy "nie chcenia".
Są osoby które radzą sobie pomimo wszelkich przeciwności, są i takie, które sobie nie radzą ze znacznie mniejszymi i uwierz mi, na pewno nie dlatego że im się nie chce. Po prostu są innej konstrukcji...

881

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Ile czasu Wam zajęło - od zrozumienia że Wasze życie się  diametralnie zmieniło do polubienia tego "nowego"?
Nie chodzi mi o moment "wyzdrowienia" bo to wiadomo euforia z wygranej...tylko o uświadomienie sobie, że to zwycięstwo jest bardzo drogo okupione?

Zuzanno, u mnie taki stan życia-nieżycia trwał około dwóch lat. Pierwszy był naprawdę kiepski, w drugim już odnotowałam pierwsze jaskółki odrodzenia. Nie obudziłam się pewnego dnia i nie podskoczyłam z radości, że oto już minęło. To był proces. Jak to wspominam, to przypominam sobie trzy elementy.

1. Na początku też zwyczajnie zmuszałam się do pewnych aktywności (czasem zupełnie od czapy), żeby tylko nie położyć się i nie zgnić. To była walka ze sobą samą.

2. W pewnym momencie narzuciłam sobie coś na kształt dyscypliny myślowej. Za każdym razem, jak dopadały mnie myśli negujące sens wszystkiego ? zakładałam im kaganiec. Pozwalałam sobie na godzinę załamki dziennie, bo całkowite stłumienie i oszukiwanie siebie jest zwyczajną głupotą skutkującą wybiciem szamba w najmniej odpowiednim momencie. Resztę czasu powtarzałam sobie, że odkładam myślenie o tym do kolejnej załamki w dniu następnym. Może i śmieszne ale pomogło.

3. No i fakt - praca i konieczność codziennego podniesienia się z wyra, ubrania, dojazdu, w miarę sensownego funkcjonowania między ludźmi, uważam, bardzo dużo mi dała. Może jednak powinnaś pomyśleć o jakimkolwiek zajęciu, które da Ci nawet nie tyle zarobek, ile właśnie taki napęd i może z czasem coś uruchomi.

Padła tu kiedyś propozycja wolontariatu. To naprawdę dobry pomysł, który odrzuciłaś ale jeśli nie  ludzie, hospicja, domy pomocy to może inna postać pomocy. Są też schroniska i zwierzęta, które czekają na kogoś, kto je wyprowadzi z kojca na spacer, pobawi się, pogłaszcze, nasypie do michy albo wśród znajomych zorganizuje zbiórkę niepotrzebnych koców. Są też potrzebni wolontariusze do tzw. domów tymczasowych dla zwierzaków, zanim ich ktoś nie adoptuje. Nie masz racji mówiąc, że ktoś, kto sobie sam nie radzi innym nie może pomóc. A któż zrozumie inną cierpiącą i samotną istotę niż inna taka sama? W tych schroniskach jest tyle brutalnie porzuconych, umęczonych, chorych, starych i młodych, czekających na jakikolwiek ciepły gest bidusów.

882

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, ja, silna?
Hahahaha, dowcip miesiąca!

Dobrej nocy!

883

Odp: rozwód po 30 latach

Antypodo
Dziękuję.
Jesteś jedyną, która konkretnie odpowiedziała na pytanie, które zadałam nie dlatego, żeby "dać sobie czas" na użalenie się, tylko żeby zorientować się, jak "to" działa, bo jak już pisałam wcale nie jest mi z tym dobrze.
Nie oczekuje, że pewnego pięknego dnia obudzę się, zatrzepię skrzydłami jak gęś i radośnie stwierdzę "już po wszystkim", zdaję sobie sprawę, że zmiany będą ( jak będą) następowały prawie niezauważalnie.
Największy problem sprawia mi ten "kaganiec" na myśli:-( Moje są jakieś takie...nieokiełzane?
Widzisz z tą aktywnością u mnie to jest tak, że  chyba nie powinnam jej kierować ku osobom  ( zwierzętom) w sytuacjach ekstremalnych, bo ich nieszczęście dodatkowo mnie dołuje - bo tak naprawdę nie mogę im pomóc, bo jestem bezsilna wobec ogromu cierpienia bo wszelkie moje usiłowania będą tylko kroplą w morzu. Nie mam problemu z cieszeniem się z cudzego szczęścia, natomiast z nieszczęściami nie radzę sobie. Pisałam kiedyś, że czasem odwiedzam mocno starszą, samotną, znajomą. I choć robię to "z wewnętrznej potrzeby" i ona szczerze się cieszy z tych wizyt, wracam z nich bardzo przygnębiona. Podobnie było, kiedy odwiedzałam inną znajomą na onkologii - mimo, że starannie przygotowywałam się do tego i tam w szpitalu "stawałam na wysokości zadania" to potem godzinę siedziałam na przystanku, żeby "dojść do siebie". A ona w najlepszej wierze, powtarzała mi, że każdego dnia czeka na moje przyjście "jak pies na wyprowadzenie" czym niejako "wymuszała" kolejne odwiedziny, które za każdym razem kosztowały mnie coraz więcej. Nie jestem aż tak odporną psychicznie, żeby po nich "odciąć" się od cudzych problemów.

884

Odp: rozwód po 30 latach

Tak Zuza, Antypoda podała Tobie konkretną odpowiedź - u niej trwało to 2 lata (podobnie też u mojej przyjaciółki)
ale...
sama napisałaś "każdy jest indywidualnością"
czy będzie tak samo jak u Antypody czy mojej Amelki?
a może jak u Kachny, która zmarnowała swoje życie zatracając się w żałobie po zdradzie...
nie, nie życzę takiego scenariusza nikomu, tylko jeżeli "każdy jest indywidualnością ", to może wszelkie porównania są ... bezsensu wink
szukaj swojej drogi Zuzanno

885 Ostatnio edytowany przez rakija (2015-05-14 14:39:26)

Odp: rozwód po 30 latach

Nie dziewczyny .Wolontariat ,kiedy samemu sie jest poranionym ,to nie jest dobry pomysl .Mozna bardziej zaszkodzic niz pomoc .

Wolontariusz musi w kazdym przypadku byc stabilnym emocjonalnie ( czy  dotyczy to  ludzi  ,czy zwierzakow ).
Swoich balaczek nie zniweluja skupiajac sie na bolaczkach innych .
Wprost przeciwnie ,przeniesie na podopiecznych .
a od nich przejmie dla siebie .I bedzie jeszcze gorzej .Zeby pomagac w takich sytuacjach  trzeba byc
bardzo silnym .
Wolontariusz musi byc mowiac kolokwialnie poukladany .I nie ma innej opcjii.

886 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-05-14 15:59:39)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, ja czasami poczytuje Twoje posty i widzę jak dziewczynom opadaja ręcę, bo starają się bardzo, ale pomóc Ci nie potrafią. Mam pytanie, czy Ty zawsze byłaś taką malkontentką?
Czy dobrze mi się wydaje, że Twoje zycie jest nudne? Piszesz wprawdzie o pustce i samotności, ale to Ty to tworzysz wkoło siebie.
Wiem, wiem, mąż porzucił (mnie też po 25 latach), on winny (ja tez mam winę ex w wyroku), zostawił Cię właściwie bez pieniędzy (ja tez miałam zero na koncie, brak pracy i córkę chorą w płatnej szkole na utrzymaniu). To ile czasu ten marazm portwa zależy tylko od Ciebie. Tylko od Ciebie zależy czy będziesz zadowolona z zycia, bo to Twoje życie. Warunek jest jeden, musisz tego chcieć.

Może trochę to uproszczę, ale.........
brak Ci wykształcenia, to idź na studia; jest pomoc finansowa dla 50+, jest Uniwersytet Trzeciego Wieku, jest naprawde dużo możliwości
Terapia Ci nie pomaga to ją zakończ, albo zmień terapeutę.
Nie chcesz poznawać nowych ludzi, bo nie są ciekawi, a nie dajesz im szansy na pokazanie, że ciekawi są.
Jestes estetką więc panowie w odpowiednim wieku nie podobają Ci się fizycznie......znajdź młodszego. A czy Ty wyglądasz na 20 lat?
Nie masz pieniędzy na zajęcia "dodatkowe" to też zapisz się na Uniwersytet Trzeciego Wieku, chyba stać Cię będzie na wydanie 10 zł miesięcznie np na basen albo zajęcia artystyczne?
Czy Ty masz jakąś pasję, hobby? A może umiesz robić na drutach? Teraz robótki ręczne są znów modne, można tak nieźle dorobić do pensji.

Ja rozumiem, że Ty byłaś tyle lat żoną na utrzymaniu męża, ale czy Twoje życie wypełniał tylko dom, sprzątanie, pranie, gotowanie etc? Jeśli tak, to bardzo Ci współczuję, że tak żyłaś, i nie obraź się, ale to Twoja wina.

Jest jeszcze jedna sprawa, z którą będziesz musiała się kiedyś zmierzyć: wina. Ja w pewnym momencie wzięłam (przed samą sobą) część winy na siebie. Nieważne, że mam rozwód z winy ex, nieważne że forma rozstania była nie do przyjęcia, ważne że ja też psułam nasze małżeństwo. Ja zakończyłam żałobę jak właśnie zrozumiałam gdzie jest i moja wina.

887

Odp: rozwód po 30 latach

ana jo kocham takie porady .Idz .zrob .Nie stac cie to......

Uniwersytet trzeciego wieku nie daje zadnych uprawnien .
Poczytaj ,upewnij sie czy wiesz o czym piszesz .Dzwonienie dzwonow ,to nie zawsze swiadomosc ,w ktorym kosciele dzwoni.Dawac rady po to tylko zeby je dawac ? Chec pisania ?
Rady sa wspaniale ,pod warunkiem ,ze sa sprawdzone i adekwatne do sytuacji .

888 Ostatnio edytowany przez Antypoda (2015-05-14 16:43:45)

Odp: rozwód po 30 latach
rakija napisał/a:

Nie dziewczyny .Wolontariat ,kiedy samemu sie jest poranionym ,to nie jest dobry pomysl .Mozna bardziej zaszkodzic niz pomoc .

Wolontariusz musi w kazdym przypadku byc stabilnym emocjonalnie ( czy  dotyczy to  ludzi  ,czy zwierzakow ).
Swoich balaczek nie zniweluja skupiajac sie na bolaczkach innych .
Wprost przeciwnie ,przeniesie na podopiecznych .
a od nich przejmie dla siebie .I bedzie jeszcze gorzej .Zeby pomagac w takich sytuacjach  trzeba byc
bardzo silnym .
Wolontariusz musi byc mowiac kolokwialnie poukladany .I nie ma innej opcjii.

A jednak inne opcje są. Znam kilka osób, którym wolontariat pomógł, przyspieszył proces socjalizacji. Z korzyścią dla podopiecznych również. Wolontariat nie musi zakładać bezpośredniego kontaktu z podopiecznymi, jeśli ktoś ma z tym problem. Jest cała masa czynności choćby administracyjnych, które można wykonywać na rzecz schroniska.

rakija napisał/a:

ana jo kocham takie porady .Idz .zrob .Nie stac cie to......

Uniwersytet trzeciego wieku nie daje zadnych uprawnien .

Ale pozwala zająć myśli czymś innym niż wynajdywanie trudności i tkwienie we własnym nieszczęściu. Dlaczego uważasz, że porady kobiet, które poradziły sobie z własnym problemem są zaledwie dzwonieniem dzwonów? Może Zuzanna wyłapie coś jednego, co pomoże jej uruchomić siły życiowe. A Ty, rakijo, poradziłaś już sobie? Jeśli tak, to podziel się swoimi doświadczeniami, które są mniej ułomne od naszych.

889

Odp: rozwód po 30 latach

Jezeli chodzi o uniwersytet trzeciego wieku, to masz racje nie daje "papierka", ale pomaga w rozszerzeniu wiedzy, realizacji swoich zainteresowan i daje kontakt z bardzo ciekawymi ludzmi. Moja mama po smierci mojego ojca tez popadla w " czarna dziure", ale wlasnie ten uniwerek pomogl jej "stanac na nogi". Chodzi na zajecia juz 25 lat, poznala bardzo duzo interesujacych ludzi, wyjezdza na wspolne "wypady", pomimo tego, ze ma 89 lat i nie cieszy sie tez jakims wspanialym zdrowiem. Grunt to przerwac marazm.

890

Odp: rozwód po 30 latach

Nie neguje porad dziewczyn .Zreszta male grono tutaj zna mnie raczej z walczacej opcji na rzecz poradzenia sobie .Ale nie lubie ,wprost nie cierpie porad bez pokrycia Zyje w takich a nie innych realiach .Wiem jak mozna zdolowac czlowieka mowic ,ze zle postepuje .Konkrety prosze .Slogany mnie nie interesuja .
Powiedz mi gdzie mam sie udac majac prawie 60 lat ? Do biura pracy ? Cos jeszcze ?

Szukam pracy na bialo .
Na czarno spoko mam ,bo inaczej nie byloby mnie tu .A emerytura ? Pod mosten ?
Rozumiesz ?
Wykorzystalam wszystkie mozliwosci i co ? Na dzien dzisiejszy daje sobie rade ,a potem ?A taka jestem glupia ,ze mysle co bedzie .
Ale nie, swiat jest piekny i powinnam cieszyc sie kazda chwila smile.

Toz sie ciesze i wlasnie ide na imieniny do kolezanki smile.Tez bezrobotnej .Ale co tam .Najwazniejsze to sie cieszyc smile.

891

Odp: rozwód po 30 latach

Elfina, to jest piękne! Moja mama też do końca była bardzo aktywna - zawodowo i intelektualnie. Zawsze mówiła, że nie chce popaść w starcze odrętwienie i wykręca się od zalotów Alzheimera big_smile

892

Odp: rozwód po 30 latach
rakija napisał/a:

Nie neguje porad dziewczyn .Zreszta male grono tutaj zna mnie raczej z walczacej opcji na rzecz poradzenia sobie .Ale nie lubie ,wprost nie cierpie porad bez pokrycia Zyje w takich a nie innych realiach .Wiem jak mozna zdolowac czlowieka mowic ,ze zle postepuje .Konkrety prosze .Slogany mnie nie interesuja .
Powiedz mi gdzie mam sie udac majac prawie 60 lat ? Do biura pracy ? Cos jeszcze ?

Szukam pracy na bialo .
Na czarno spoko mam ,bo inaczej nie byloby mnie tu .A emerytura ? Pod mosten ?
Rozumiesz ?
Wykorzystalam wszystkie mozliwosci i co ? Na dzien dzisiejszy daje sobie rade ,a potem ?A taka jestem glupia ,ze mysle co bedzie .
Ale nie, swiat jest piekny i powinnam cieszyc sie kazda chwila smile.

Toz sie ciesze i wlasnie ide na imieniny do kolezanki smile.Tez bezrobotnej .Ale co tam .Najwazniejsze to sie cieszyc smile.

Dokładnie Rakija ... idź płacz w poduszkę albo narzekaj całymi dniami , dąsaj się ile wlezie ...Czas zmarnujesz na smutkach. Po cholerę myśleć pozytywnie? Żyj zdołowana , znudzona, bezsilna... To Ci na 100% pomoże. Jak nie wpadniesz prędzej czy później w jakąś depresję , to może dopadnie Cię nerwica :-) Super ... zadręczaj się i marudź :-) Myślisz , że jak się ma 30 lat to jest wszystko na tacy podane ? Ty masz 60 , więc tym bardziej trzeba wstać, otrzepać kolanka i ruszyć do działania. Co Ty myślałaś? A te slogany wcale nie są takie złe. Kilka postów wcześniej napisałam do Zuzanny , że wśród znajomych trzeba popytać o pracę , a jak się nie uda , to tutaj niech napisze skąd jest , to postaram się pomóc. I co ? Moje echo... Dlatego marudźcie sobie tutaj moje drogie Panie, życzę samych sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym ;-)

893

Odp: rozwód po 30 latach
rakija napisał/a:

ana jo kocham takie porady .Idz .zrob .Nie stac cie to......

Uniwersytet trzeciego wieku nie daje zadnych uprawnien .
Poczytaj ,upewnij sie czy wiesz o czym piszesz .Dzwonienie dzwonow ,to nie zawsze swiadomosc ,w ktorym kosciele dzwoni.Dawac rady po to tylko zeby je dawac ? Chec pisania ?
Rady sa wspaniale ,pod warunkiem ,ze sa sprawdzone i adekwatne do sytuacji .

Sprawdzone przeze mnie, nie pisze dla pisania. Byłam w sytuacji Zuzanny, może i gorszej bo oprocz traumy i depresji musiałam odpowiadac nie tylko za siebie. A może to, że trudniej dało mi siłę?
Chcesz konkretów? Terapię miałam bezpłatną w poradni współuzależnień. Znalazłam pracę bardzo szybko choć małopłatną, jak brakowało mi środków to albo wyprzedawałam przydasie, albo szukałam możliwości dorobienia (inwentaryzacja w sklepie, sprzatanie, opieka nad dzieckiem). Zrobiłam studia podyplomowe finansowane w 100% przez UE.
Pracowałam 5 lat, żeby zdobyć doświadczenie w nowej branży, przed rokiem (mając 54 lata) zmieniłam pracę na taką, jaką zawsze chciałam mieć.

Chcesz więcej konkretów?

894

Odp: rozwód po 30 latach

Annajo!
W skrócie:
Nie, nie byłam malkontentką i nadal nią się nie czuję! Malkontent to człowiek "programowo" nie zadowolony ze wszystkiego, ja jestem "tylko" niezadowolona z sytuacji w której się znalazłam.
Wykształcenia  mi nie brak, uniwersytet III wieku nie jest instytucją, która daje jakiekolwiek wykształcenie, to raczej "czasoumilacz", który na  dodatek kosztuje  -wpisowe -  za które możesz pouczestniczyć sobie w wykładach o np. zdrowym trybie życia, wszelkie dodatkowe zajęcia ( języki, wyjazdy, warsztaty "rękodzielnictwa" są osobno płatne). Ewentualne życie towarzyskie po zajęciach również kosztuje, a ja mając mocno ograniczony budżet wolę te pieniądze przeznaczyć na coś, co na pewno da mi przyjemność.
Nie twierdze, że wszystkie "nowe" osoby są  dla mnie nieciekawe, tylko  że te, które poznałam od czasu gdy zostałam sama.
Owszem nie wyglądam na 20 lat, ale też nie, na zaniedbane 65, jak większość  "niezagospodarowanych" mężczyzn w moim wieku. Nie "szukam" ani młodszego, ani starszego bo to nie problem metrykalny lecz nieco szerszy.
Nie ,moje życie, nie jest nudne, pojęcie nudy jest mi ogólnie obce, mogę nie mieć ochoty czegoś tam robić, ale to nie oznacza, że nie mam co robić.
Co do zmiany terapeuty, to odbyła się ona bez mego udziału, pani która mnie "prowadziła" odeszła z pracy i teraz  przychodnia "na gwałt" szuka nowej. Jak znajdą wznowię terapię.
Jestem na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi - dostępnym zakresie. Jeśli chodzi o poprawę sytuacji finansowej, robię co mogę - tak, że Twoje rady co do "dziergania" są nieco nie na czasie.
Z problemem winy mierzyć się akurat nie muszę, bo  tego, że poświęcałam swój czas rodzinie za winę nie poczytuję. Nie należałam do żon ( ni matek) ani specjalnie "kontrolujących", ani "wymagających", ani egoistycznie nastawionych wyłącznie na siebie. Przez cały czas małżeństwa miałam "swoich" znajomych ( tak jest i do tej pory), nie ulegałam nałogom, nie sprzeniewierzałam i marnotrawiłam wspólnych pieniędzy, więc jedyną winą która mogłabym sobie przypisać to, to, że byłam sobą...no ale o tym już nie mój wiedział od początku małżeństwa, więc raczej nie to było powodem rozpadu.

895

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
Nie pytałam "jak długo" dlatego, że myślę iż u wszystkich przebiega ten proces w jednakowym czasie, tylko dlatego, żeby się zorientować, czy u mnie nie przeciąga się on w jakiś nieustająco dokonany ;-)

896

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka
Nie pytałam "jak długo" dlatego, że myślę iż u wszystkich przebiega ten proces w jednakowym czasie, tylko dlatego, żeby się zorientować, czy u mnie nie przeciąga się on w jakiś nieustająco dokonany ;-)

Źle myslisz, jedni wychodzą na tzw prostą po roku, inni po 5 latach. Pań w naszym wieku, które są po rozwodzie jest chyba przewaga i jak obserwuję, to najdłużej (albo nigdy) dochodza do równowagi panie, które nie mają pasji, a słowa "nie", "nie mogę", nie chcę", "nie lubię" itd mówią najczęściej. Te, które nie pozwalają sobie na nadmiar czasu na myślenie najszybciej są szczęśliwe.
Ty najlepiej wiesz w jakich sytuacjach przestajesz o sobie mysleć. Mnie pomagała praca, rąbanie drewna, właściwie każdy wysiłek fizyczny, wciągające książki. Wg mnie musisz znaleźć to "coś", co Ci pomoże. Nie potrzeba pieniędzy, żeby mieć dobre życie.

Twoją winą jest to, że pracując dla rodziny zapomniałaś o sobie. Ja oczywiście biorę wszystko do mojej i moich koleżanek sytuacji, ale żadna z nas nie poświęciła siebie w 100%. Ja miałam przerwy w pracy tylko po urodzeniu młodszej córki i na okres budowy domu, razem ok 4 lata, zawsze pracowałam, a po pracy robiłam wszysto to co i Ty. Może dlatego nie potrafię zrozumieć kobiet siedzących w domu na utrzymaniu męża.

897

Odp: rozwód po 30 latach

rakija,
kurczę, nie umiem cytować.
"Powiedz mi gdzie mam sie udac majac prawie 60 lat ? Do biura pracy ? Cos jeszcze ?"

Dokładnie, do biura pośrednictwa pracy.

898

Odp: rozwód po 30 latach

AnnaJo
Masz w stopce myśl Coehlo, więc przyjmuję, że Ty podpisujesz się pod nią ( choć technicznie to ona pod Tobą ;-)).
Czyli idąc tym tropem, niemożliwość spełniania marzeń sprawia,  iż życie przestaje być fascynujące.
No to czemu się dziwisz, że moje mnie nie fascynuje? A może uważasz, że marzenia powinno się "przykrawać "do warunków? I zamiast spełnienia marzenia przeżywania życia z już nie moim powinnam marzyć aby spędzać je z byle kim? Zamiast obejrzenia "Tramwaju zwanego pożądaniem" w reżyserii Lindy pójść na "Śluby panieńskie" w prowincjonalnym teatrze? Jest duża różnica nie uważasz?

899

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula
Czy myślisz, że Rakija i ja już tam nie byłyśmy? Byłyśmy! I raczej nie wyszłyśmy zasypane ofertami :-(

900

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, nie twierdzę, że praca jest i czeka.
To Ty musisz za nią pochodzić.
W naszej firmie przyjmuje się kobiety do pracy sezonowej na pół roku.
Proponowałam taką pracę mojej bezrobotnej koleżance, która niby szuka pracy, ale okazało się, że jej to nie
odpowiada, bo ona przecież jest z zawodu nauczycielką i musi mieć wakacje!!!

Nie, no, ludzie, ręce mi opadły..

901

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula
No chodzę, chodzę, pytam, aplikuję na ogłoszenia - bez rezultatu. Dlatego jestem w stanie zrozumieć  te panie, które mimo głoszonych tutaj poglądów że wystarczy chcieć, nie mogą jej znaleźć. Z reguły tak jest, że praca "jest" na  papierze, bo jest wymóg zgłaszania wakatów, w praktyce okazuje się, że "nieaktualna", nie spełniam  jakiegoś warunku a najczęściej po prostu bez odzewu...

902

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Co Was tak w tym życiu cieszy?

w tym pytaniu jest cała odpowiedzieć, dlaczego jest jak jest Zuzanno

zmieni się Twoje życie dopiero wtedy, kiedy zaczniesz je zmieniać Ty sama
nie będzie gotowych rozwiązań i nikt nie poradzi sobie z ... Tobą
no chyba, że "powrót do przeszłości " ale to niestety niemożliwe

na każdą propozycję, która padła w Twoim wątku odpowiedziałaś oczywiście w bardzo kulturalny sposób - negacją,
może rzeczywiście potrzebujesz dużo więcej czasu aby zacząć myśleć inaczej ...

903

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

AnnaJo
Masz w stopce myśl Coehlo, więc przyjmuję, że Ty podpisujesz się pod nią ( choć technicznie to ona pod Tobą ;-)).
Czyli idąc tym tropem, niemożliwość spełniania marzeń sprawia,  iż życie przestaje być fascynujące.
No to czemu się dziwisz, że moje mnie nie fascynuje? A może uważasz, że marzenia powinno się "przykrawać "do warunków? I zamiast spełnienia marzenia przeżywania życia z już nie moim powinnam marzyć aby spędzać je z byle kim? Zamiast obejrzenia "Tramwaju zwanego pożądaniem" w reżyserii Lindy pójść na "Śluby panieńskie" w prowincjonalnym teatrze? Jest duża różnica nie uważasz?

Nie...to znaczy, że jak człowiek nie stoi w miejscu, jak nad soba pracuje, rozwija się, to ma szansę na odkrycie nowych marzeń i spełnienie ich. Nasze życie zależy od nas samych, to my o nim decydujemy, tylko głupcy oddają decyzje w obce ręce. A czasu cofnąć nie można, zresztą podejrzewam, że jak już będziesz gotowa uczciwie ocenić minione lata, to okarzą się wcale nie takie różowe. Teraz masz szansę na lepsze życie, bo sama je tworzysz, a nie ktoś za Ciebie.

Powiedz nam, jak to się stało, że mądra kobieta całe dorosłe życie przesiedziała w domu? Co takiego fascynującego było w Twoim życiu przez te 30 lat? Tylko nie pisz o dzieciach, ogródku i fascynujących deserach, bo to większość z nas ma po godzinach pracy. Nie wszystkie panie pracują bo muszą, znam wiele które pracują bo chcą, bo brak pracy wyjaławia umysł i osobowość. Nie uważasz, że to ma znaczący wpływ na twoje obecne podejście do życia?

A tak by the way, skąd wiesz, że w prowincjonalnym teatrze nie zagrają "Ślubów panieńskich" na oskarowym poziomie?

904 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-14 21:29:54)

Odp: rozwód po 30 latach
rakija napisał/a:

Nie dziewczyny .Wolontariat ,kiedy samemu sie jest poranionym ,to nie jest dobry pomysl .Mozna bardziej zaszkodzic niz pomoc .

Wolontariusz musi w kazdym przypadku byc stabilnym emocjonalnie ( czy  dotyczy to  ludzi  ,czy zwierzakow ).
Swoich balaczek nie zniweluja skupiajac sie na bolaczkach innych .
Wprost przeciwnie ,przeniesie na podopiecznych .
a od nich przejmie dla siebie .I bedzie jeszcze gorzej .Zeby pomagac w takich sytuacjach  trzeba byc
bardzo silnym .
Wolontariusz musi byc mowiac kolokwialnie poukladany .I nie ma innej opcjii.

nie zgodzę się z Tobą rakija
pomaganie innym, bardzo pomaga ...
przetestowane mam na sobie wink

rakija napisał/a:

Rady sa wspaniale ,pod warunkiem ,ze sa sprawdzone i adekwatne do sytuacji .

pod warunkiem, że chce się z nich ... skorzystać wink

annaJo napisał/a:

jak człowiek nie stoi w miejscu, jak nad soba pracuje, rozwija się, to ma szansę na odkrycie nowych marzeń i spełnienie ich. Nasze życie zależy od nas samych, to my o nim decydujemy, tylko głupcy oddają decyzje w obce ręce.

bardzo ładnie napisałaś, warte zapamiętania smile

905 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-14 22:03:17)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, masz internet, darmowy dostęp do wspaniałych filmów np., które czasami przechodzą bez echa
przez komercyjne kina, zamiast siedzieć i myśleć o Lindzie obejrzyj "Dzikie historie" albo przejmujące "Mandarynki".

Polecam z całego serca i zapewniam fascynujące chwile:))))

I tak powolutku do przodu...

906

Odp: rozwód po 30 latach

AnnaJo
Zacznę od końca.
W prowincjonalnym teatrze na oscarowym poziomie nie zagrają mogli by ( gdyby mogli;-)) na Tony Awards...
Tylko głupcy oddają swoje życie w cudze ręce... to tyleż efektowne stwierdzenie co nie prawdziwe, bo w każdej chwili oddajemy życie w cudze  ręce ( lekarzy, kierowców, mechaników, elektryków itp) poza tym nie ma żadnej, ale to żadnej pewności, że sami się głupcami nie okażemy, więc to "bierzcie życie w swoje ręce" ( skądinąd jakby znane) nie jest bardziej ryzykowne niż powierzenie go komuś.
Ciekawy jest twój punkt widzenia, że "przesiedziałam"... czyli jakbym zajmowała się cudzymi dziećmi, domami sprawami to bym "pracowała" jeżeli własnymi to "siedziałam"...
Zaspokoję Twoją ciekawość - oprócz wszelkich zajęć domowych, w firmie męża, zajmowałam się sobą czyli tak tu afirmowanym rozwojem - od umysłowego do fizycznego. Podróżowałam, czytałam, szlifowałam języki, rysowałam, czytałam itp, pomagałam teściom, rodzicom, znajomym, czyli prowadziłam całkiem satysfakcjonujące mnie życie.

907 Ostatnio edytowany przez Dorula (2015-05-14 22:11:57)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, oprócz podróżowania, bo domyślam się, że takowe odpadają ze względów finansowych, czego, z tego, co wymieniłaś, nie możesz teraz robić, żeby dalej prowadzić całkiem satysfakcjonujące Cię życie?

908

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula!
Z cały szacunkiem, ale ja wiem co mam i jakie możliwości daje internet, ale nawet on jest tylko oglądaniem życia przez szybę. To, że sobie zobaczę Wielką rafę koralową nie zastąpi mi doznania zanurzania się  w ciepłej wodzie, nie da mi tej radości, jaką dają kolorowe rybki przepływające 'przed nosem". Oczywiście oglądam filmy na kompie, ale uważam, że to nie jest "to", podobnie jak film "kinowy" w tv. To jak słuchanie, powiedzmy Verdiego, na MP3, brak "magii" :-(

909 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-14 22:25:17)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Tylko głupcy oddają swoje życie w cudze ręce... to tyleż efektowne stwierdzenie co nie prawdziwe, bo w każdej chwili oddajemy życie w cudze  ręce ( lekarzy, kierowców, mechaników, elektryków itp) p

Zuza ale przecież to nie o to chodzi ... i nie wierzę, że nie zrozumiałaś przesłania w tym zdaniu, dlatego nie będę tłumaczyć
ale zareagować - no musiałam a właściwie chciałam wink

i wybacz ale napiszę, co pomyślałam po przeczytaniu ostatnich Twoich postów
"księżniczka Anna spadła z konia", koń uciekł a ona leży i zamiast ruszać piechotą przed siebie, to ... bez konia nic nie zrobi,
bo po co ma iść, przecież nogi będą bolały i pokaleczą się i to nie to samo, co na koniu jechać i ten szum wiatru mieć we włosach i co może być ciekawego, tak idąc noga za nogą, itd.

910

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, z całym szacunkiem, ale Ty chyba jesteś po prostu snobką...

Posty [ 846 do 910 z 1,226 ]

Strony Poprzednia 1 12 13 14 15 16 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024