rozwód po 30 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Strony Poprzednia 1 11 12 13 14 15 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 781 do 845 z 1,226 ]

781

Odp: rozwód po 30 latach

Potrzebujesz więc remontu smile. I ja także. Na razie zapisałam się na terapię DDA /chcę sprawdzić jaki udział w mojej porażce miał tato/ i zapisuję się do szkoły zaocznej zawodowej, może uda mi się zmienić zawód.

Po odejściu jm zacieśniłam kontakty z jedną z koleżanek. Taka bardziej aktywna. Wyciąga mnie z domu... Masz kogoś takiego?  Skupiam się na chwili obecnej. Wybieganie myślą do przodu to pułapka - ego produkuje same czarne scenariusze. O wspominaniu nie wspomnę smile

Zuzanna, a do dzieci nie jedziesz? A może one przyjadą?
Jak dzieci są w domu, jest zupełnie inaczej... smile

Zobacz podobne tematy :

782

Odp: rozwód po 30 latach

Weronko!
Obawiam się, że osobiście to raczej nadaję się do "rozbiórki" :-( Nie przypuszczam żeby znalazł się inwestor strategiczny dla remontu byle jakiej ruiny,,,
Niestety, ani ja do dzieci, ani dzieci do mnie - ekonomia jest okrutna. Masz rację, że jak są dzieci w domu, albo jeszcze lepiej blisko domu, to jest zupełnie inaczej.
Podziwiam Cię, że zdecydowałaś się na podniesienie kwalifikacji czy tez przebranżowienie - wspaniały krok Dziewczyno! Gratulacje! Tak trzymaj i wymiataj jak wiosenna burza ;-)
Tak, mam grono zaprzyjaźnionych osób, z którymi mogłabym spędzać czas - problem tkwi we mnie - coraz mniej mam na to ochoty. Czuję się taka....chyba najbardziej adekwatnym określeniem będzie "zrezygnowana". Rozmawiałam z terapeutką - zwaliła na osłabienie wiosenne ( przed tym miałam niby przedwiosenne obniżenie nastroju ;-))
Widzisz ciągle ewoluuję ( choć nie jestem pewna czy w dobrym kierunku). Pozbyłam się rwącej rozpaczy, przenikliwego bólu, zapiekłej złości, huśtawki nastrojów, płaczliwości - tyle że nic w to miejsce nie włożyłam, i nawet nie wiem czy chcę jeszcze czymś tę pustkę zapełniać :-((

783

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Pozbyłam się rwącej rozpaczy, przenikliwego bólu, zapiekłej złości, huśtawki nastrojów, płaczliwości

Czyli jest trochę lepiej smile

Ta pustka - wiem o czym piszesz. Próbuję medytować /po chrześcijańsku WCCM/- idzie mi średnio. Ale zyskuje się jakiś dystans...

784

Odp: rozwód po 30 latach

hej Zuzka,
jesteś, to dobrze
trudno, ciężko - pusto...bywa i tak w życiu
przytulam, ściskam i jak mogę dodaję sił smile

785

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
Dzięki. Wprawdzie nie podzielam Twej radości z tego, "że jestem" ;-) ale miło, że Ty ją odczuwasz:-)
A tak poważnie, to staram się gdzieś tę radość odnaleźć - ale to takie męczące, zupełnie jak szukanie w popłochu kluczy... Niby wiesz, że gdzieś muszą być, ale u licha nigdzie ich nie ma :-(
Gdy "bywa" trudno, ciężko, pusto -to przykre, ale gdy jest, jest i wiesz, że zawsze będzie, że to twój najwierniejszy towarzysz, to beznadzieja odbiera Ci wszelką motywację. Można gonić za utopią, jeśli się ma wewnętrzne przekonanie, że jest ona realna...Wprawdzie i tak na końcu czeka wielkie rozczarowanie i poczucie klęski - ale odłożone "na później". Jednak kiedy posiadasz wiedzę, że utopia to tylko mrzonka to nie chce Ci się jej gonić :-(

786

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna ,moze nalezy przestac szukac .Widzisz ja uciekam od wypelniania .Ludzie mnie denerwuja .Znosze tylko jedna kuzynke (nota bene ,ex meza kuzynke ).Przeszla w swoim zyciu tyle ,ze nie zadaje pytan ,pozwala poprostu byc .I tak sobie bywamy w swoim towarzystwie ,nawet nie odzywajac sie dwie godziny .Wiem mam szczescie ,ze trafilam .I ona ma szczescie ,ze tak trafila .Obydwie mamy szczescie .I chronimy je ( ona ma partnera ,wiec nic z tych  ekeeke ).Zycze ci znalezienia ,kogos takiego .Zrozumienia i bezpiecznego portu .

787

Odp: rozwód po 30 latach

Rakijo - Obwarzanku ciągle trudno mi przyswoić Twoje podwójne "życie";-)
Też nie szukam... Nie zapełniam, próbuję "polubić" tę pustkę, ten spokój niemalże cmentarny - wydaje mi się to "bezpieczniejsze" niż kolejne rozczarowania...
Prawda jest taka, że większość nowo poznanych osób po prostu mnie nudzi :-(. Nie potrafię  dla nich znaleźć w sobie cierpliwości bo, poza biadoleniem, niczego nowego nie wnoszą w moje życie, nie napełniają mnie energią, nie zaciekawiają, nawet nie wkurzają :-(. Odnoszę wrażenie,że jestem im potrzebna jako "odbiorca" nadawanego przez nie słuchowiska o niedogodnościach życia. Może mam pecha, a może w jakiś sposób przyciągam takie egzemplarze ? Dlatego dałam sobie spokój "z szukaniem" radości w ludziach, próbuję ją znaleźć w sobie... Skoro kiedyś ją miałam to gdzieś musi być ;-)

788

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno... dzisiaj w pracy przeczytałam większość Twojego wątku, nie cały , ale większość. Bardzo Ci współczuję , tego co przeszłaś i tego co cały czas przeżywasz. Sama po kilku latach związku zostałam oszukana i porzucona dla innej. Dlatego nie jesteś sama w swoim smutku. Jednak uważam, że powinnaś wziąć się w garść i to natychmiast! Nic Ci nie da wieczne użalanie się. Przeczytałam co tutaj piszą inni , każdy chce Ci w jakiś sposób pomóc , jednak wszystko spotyka się z Twoją dezaprobatą , ciągle jesteś na nie. Nic się nie uda, nic Ci nie pomoże, nie dasz rady itd. Kurcze Kobieto weź się w garść. Żyj, bo czas i tak upłynie , więc może warto spróbować? Jak nie wyjdzie to trudno , przecież nikt Cię nie będzie oceniał, nie zrobisz tego dla kogoś , lecz dla siebie. Pisałaś wcześniej , że na niczym Ci już nie zależy , nic Cię nie cieszy. A co jak za 10 lat stwierdzisz , że po cholerę był ten cały "cyrk". Trzeba było zmienić trybiki w głowie , mieć " byłego " gdzieś i zacząć swoją metamorfozę. Dla siebie, dla swojego samopoczucia , dla swojego zdrowia. Rozumiem , że ogranicza Cię brak pracy. I nie ukrywajmy , w tym kraju w tym wieku będzie trudno dostać pracę na poziomie w urzędzie pracy. Myślę, że powinnaś wyjść do ludzi, popytać znajomych. Myślę , że w dzisiejszych czasach można liczyć głównie na znajomości. Jeżeli takich nie masz, to daj znać tutaj. Napisz skąd jesteś. Postaram się pomóc. Coś wymyślimy :-) Musimy się tutaj wspierać.
Wracając do tego ciągłego NIE, wydaje mi się , że to takie błędne koło , które sama tu nakręcasz, zalogowałaś się na tym form, żeby wyrzucić z siebie złe emocje , żal , smutek , złość... i to jest OK. Natomiast wydaje mi się, że teraz to już jest takie biadolenie, bezproduktywne , które już nic nie daje. Kiedyś pracowałam przez wiele lat w banku i przychodziły do mnie starsze babcie, które od X lat uzbierały mega majątki na kontach , zakładały lokaty , bo zbierały na swój pomnik!!!! Przeraziłam się jak to usłyszałam, te babcie odmawiały sobie przyjemności , bo odkładały na swój pomnik! I tak mi się to przypomniało jak zaczęłam czytać Twój wątek. Pomyśl sobie , że Twój ex , ma gdzieś to co robisz , jak się czujesz , co przeżywasz, on pewnie dobrze się bawi , spokojnie sobie żyje. Nie marnuj swojego zdrowia i życia dla takiego kogoś , bo tym żalem i tak nie wypełnisz pustki. Unikasz ludzi , nie pasują Ci, bo starałaś się odnaleźć w nich coś z Twojego ex, myślałaś , że przyniosą Ci ulgę , ale nic z tych rzeczy. Sama szukałam czegoś, kogoś kto zastąpi mi mojego byłego... I nic mi tego nie zastąpiło , nie odnalazłam tego w innych , bo tego nie znajdę , tęsknię za czymś co już nie wróci.
I tak z przymrużeniem oka na koniec napiszę Ci , że ... najlepszą zemstą jest spektakularny sukces!
Pozdrawiam Cię serdecznie.

789

Odp: rozwód po 30 latach

BlinkBlink
Dzięki! Tak wiem, że mam problem z tym ciągłym "nie". Coś w uzwojeniu mi padło :-( Cały czas próbuję z tym walczyć, ale jak widać bez rezultatu. Jakiś taki poprapaniec się ze mnie zrobił :-(
Pewnie, że spektakularny sukces, to było by "TO" tyle, że jak na razie najlepiej wychodzą mi spektakularne porażki :-(.
A każda kolejna obniża moje ( i tak wątłe) poczucie, że jak się postaram, będzie lepiej, co z kolei zmniejsza motywację do kolejnych prób :-(
W jaki sposób można zmusić się do  nadziei, spokoju, radości? To nie są stany intelektualne, ich nie da się wygenerować rozumowo. Mogę sobie codziennie powtarzać "dam radę" ale i tak w środku wyją syreny "nie dasz!"
Nie wiem, czy w ludziach szukam "czegoś" z już nie mojego, ale wiem, że pociąga mnie ten sam typ ludzi - inteligentnych, z poczuciem humoru, z pasjami, o szerokich horyzontach. Jakoś, nie ujmując nikomu zalet. ci ograniczeni mnie "nie kręcą". A jednak czasem tęsknię do bliskości, czułości...Tyle tylko, że nie "za wszelką cenę", z "byle kim"... Ale boję się, że kiedyś ta tęsknota mogą spowodować, że zapomnę o oczekiwaniach :-(. I wtedy będzie jeszcze gorzej :-(

790

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, u mnie nadzieja to także towar deficytowy ostatnio, ale obejrzyj to: https://www.youtube.com/watch?v=lmn3m1xxyfU. Sam początek bardzo dobrze na mnie działa. Paradoksalnie uspokajające i wskrzeszające nadzieję może być dopuszczenie do głosu tego, co najgorsze. Że owszem, to już się stało. Czyli mogło się stać. Czyli mogą się dziać najstraszniejsze rzeczy. Są możliwe. Ale wciąż żyjemy. Możemy coś z tym faktem jeszcze zrobić.

791 Ostatnio edytowany przez BlinkBlink (2015-05-06 21:51:13)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

BlinkBlink
Dzięki! Tak wiem, że mam problem z tym ciągłym "nie". Coś w uzwojeniu mi padło :-( Cały czas próbuję z tym walczyć, ale jak widać bez rezultatu. Jakiś taki poprapaniec się ze mnie zrobił :-(
Pewnie, że spektakularny sukces, to było by "TO" tyle, że jak na razie najlepiej wychodzą mi spektakularne porażki :-(.
A każda kolejna obniża moje ( i tak wątłe) poczucie, że jak się postaram, będzie lepiej, co z kolei zmniejsza motywację do kolejnych prób :-(
W jaki sposób można zmusić się do  nadziei, spokoju, radości? To nie są stany intelektualne, ich nie da się wygenerować rozumowo. Mogę sobie codziennie powtarzać "dam radę" ale i tak w środku wyją syreny "nie dasz!"
Nie wiem, czy w ludziach szukam "czegoś" z już nie mojego, ale wiem, że pociąga mnie ten sam typ ludzi - inteligentnych, z poczuciem humoru, z pasjami, o szerokich horyzontach. Jakoś, nie ujmując nikomu zalet. ci ograniczeni mnie "nie kręcą". A jednak czasem tęsknię do bliskości, czułości...Tyle tylko, że nie "za wszelką cenę", z "byle kim"... Ale boję się, że kiedyś ta tęsknota mogą spowodować, że zapomnę o oczekiwaniach :-(. I wtedy będzie jeszcze gorzej :-(

Zuzka ... po pierwsze problem tkwi w tym, że Ty sama postawiłaś sobie jakąś dziką poprzeczkę i jesteś swoim najsurowszym krytykiem. A po co ? Wyluzuj, nie udało się coś to trudno , idziesz dalej i chwytasz się następnego. Ty myślisz ,że wszystkim tak wszystko super wychodzi ? A guzik prawda. Ty masz chociaż odwagę napisać, że Ci nie wychodzi. Inni skrzętnie to ukrywają, pokazując światu tylko to co chcą... Idealne życie...
Po drugie przestań marudzić i być taką malkontentką ... to odstrasza ludzi. Zobaczysz , że jak się uśmiechniesz, olejesz ten cały syf , jaki rozpanoszył się w Twoim życiu , to gwarantuję , że ci inteligentni , z poczuciem humoru ludzie sami się pojawią w Twoim życiu. Może powinnaś dać nowo poznanym większy kredyt zaufania i trochę ich poobserwować , nie każdy od razu błyszczy intelektem i tryska humorem, ludzie się mierzą , obserwują , z czasem otwierają. Zobacz jak to wygląda od drugiej strony... Jesteś zapewne kobieta inteligentną itd. Znasz swoje dobre i mocne strony Jeżeli teraz Cię ktoś pozna , w takim stanie ... to stwierdzi , że jesteś nudną, pesymistyczną babką, z którą chyba nie warto się wdawać w głębszą dyskusję .
Kurcze w coś trzeba wierzyć , nadzieja matką głupich , wolę ją mieć niż się całkowicie załamać. Potraktuj życie mniej poważnie, skoro los zakpił z Ciebie , to dlaczego Ty miałabyś nie zrobić tego samego. Uspokój nerwy, oczyść swoją głowę z tego przytłaczającego myślenia.
Masz psa? Jeżeli nie , to polecam. Mój pies schroniskowy pomógł mi przetrwać kryzys po rozpadzie mojego związku i cały czas mi pomaga. Mam pretekst , żeby wyjść z domu , pobiegać z psem , chodzić na długie spacery. Samej byłoby mi głupio i nudno , a tak mam psa i nikt na mnie dziwnie nie patrzy jak się błąkam po parkach , lasach i polankach.
Oczywiście nadal miewam dołujące chwile , ale już znacznie rzadziej. Dlatego myślę , że też gdzieś tam w głębi wiesz, że potrafisz , ale to Twoje narzekanie to taka bariera obronna.

792

Odp: rozwód po 30 latach

Enona
Bardzo lubię panią Miller. To wulkan pozytywnej energii!!!
Tak złe się stało i żyję. Tylko, że ja się z tego nie cieszę, nie postrzegam tego w kategorii "sukces"... Tak, wiem, to jest chore, nienormalne, ale tak jest :-( Nie odbieram tego jako potwierdzenia swej siły, dzielności,odwagi, witalności, tylko jako smutną przypadłość.
Nie ma we mnie już ciekawości życia typu "co się jeszcze wydarzy", bo mam wewnętrzne przekonanie, że wydarzyć może się już tylko złe, a czekanie na to wydaje mi się co najmniej nieracjonalne.
Widzisz za dużo tego "nowego" zwaliło się na mnie naraz - zmiana stanu cywilnego, zmiana statusu materialnego, zmiana nastawienia do ludzi i siebie samej... I to w wieku kiedy nawet zmiana koloru włosów jest stresem.

793

Odp: rozwód po 30 latach

Kto jest wstanie pomóc Tobie Zuza?
leki ... słabo, zresztą one na złamane serce nie działają wink
Ty sama - robisz wszystko, żeby siebie przekonywać o niemożności powodzenia,
osoby z FORUM - ha, zapełniają od czasu do czasu, czas wink
kto Zuza kto?
czas ... zbyt, krótki
przytulaski smile

794

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna naucz sie siebie kochac, to podstawa i przestan z tym wiekiem ????

795

Odp: rozwód po 30 latach

BlinkBlink
Mogę niepoważnie traktować życie ( bom niespecjalnie do niego przywiązana), ale niestety, nie mogę niepoważnie traktować np. rachunków do płacenia :-(
Pies jest super - miałam w swoim życiu dwa - ale teraz po prostu nie stać mnie na zwierzaka -opieka weterynaryjna kosztuje sporo, a i właściwe go żywienie też tanie nie jest... A i fakt, że jestem sama i "że w razie czego" psina nie znajdzie opiekuna w rodzinie też przemawia przeciwko tej koncepcji.
"Na zewnątrz", nie jestem malkontentką, nie epatuję swoją sytuacją, nie chce mi się o niej mówić - z przyjaciółmi już "przerobiłam", dalszych znajomych "zbywam" i szybko zmieniam temat, na jakiś "wygodniejszy" dla mnie, a mało wygodny dla nich ;-) rzucając "niewinne" pytanie np. "co sądzisz o Noblu dla Patrica Modiana? " Nie uwierzysz jak to zawsze działa bez pudła :-).

796

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna przyznaje Ci rację.Zycie z rachunkami nie jest radosne.Jest mozliwe, by mąż płacił Ci alimenty?

797

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
Wiem, nikt i nic nie jest w stanie mi pomóc. Nie ma cudownych tableteczek, nie ma prostych rozwiązań, nie ma "gotowych" rad ani recept.
Tym "nikt" obejmuję również siebie - bo nie zrobię sobie lobotomii, nie wykrzesze w sobie nowej nadziei, nowej miłości, nowych fascynacji. Owszem, mogę ( rada terapeutki) nauczyć się podstaw hiszpańskiego, latać z kijkami po osiedlu, hodować kaktusy - tylko PO CO?  Jedyne co mogę to starać się nie czynić zła...

798

Odp: rozwód po 30 latach

tylko po co?
żeby żyć Zuzka - żeby dalej żyć ...

799

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko!
Kochać to ja się nie kocham, ale tak zwyczajnie "lubię" ;-) i wydaje mi się, że też jestem lubiana -skoro są ludzie, którzy chcą się ze mną spotykać, przebywać, dzwonią i martwią się "czy żyję"...
Nie lubię tylko obecnego życia...

800

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, podstawa wszelkiej terapii jest pokochac siebie, lubic to za malo.

801

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko
Sama masz w stopce, że kochać - to łatwo powiedzieć... Nie umiem "pokochać" na nowo a moja miłość,  także ta do siebie, odeszła z już nie moim. Ktoś mi kiedyś powiedział, że kobieta jest silna miłością mężczyzny. Wtedy wydawało mi się to absurdem, teraz wiem, że miał rację :-(

802

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Ktoś mi kiedyś powiedział, że kobieta jest silna miłością mężczyzny. Wtedy wydawało mi się to absurdem, teraz wiem, że miał rację :-(

czyli jesteś - byłaś niewolnicą...
bez niego Ciebie nie ma, smutne Zuza
wiesz co jest tylko Twoje
czy nic już twojego bez niego nie ma ...

803

Odp: rozwód po 30 latach

Pierwszy raz cos takiego slysze. Moze to kwestia wychowania, mnie zawsze powtarzano,  badz niezalezna öd mezczyzny, nie na nim sie swiat opiera. Kochaj,ale nie zatracaj siebie.   Jak mozna kochac kata?

804

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
Każda jest niewolnicą czegoś tam...Każda jest od czegoś uzależniona... Jedne od miłości do mężczyzny, inne do dzieci, do rodziców, do pracy. A jeśli nawet nie jest, do niej tęskni, dąży. Można powiedzieć że wszystkie uciekamy przed "wolnością". Nie jestem jakimś szczególnym przypadkiem. Tym bardziej, że mam możliwość porównania.  Miałam miłość, teraz jej nie mam i jest mi z tym źle. Dlaczego mam twierdzić wbrew sobie że jest inaczej?
Nie wstydzę się tego uczucia, nie zapieram się, nie udowadniam samej sobie, że bardzo dobrze się stało, że teraz jestem o wiele szczęśliwsza. Bo to zwyczajne kłamstwo i oszustwo.
Niewolnica powiadasz - może. Ale zważ na to, że "wyzwoleni" niewolnicy wcale (poza ekstremalnymi przypadkami) zadowoleni nie byli. Nadal trzymali się  dobrowolnie majątków swych "panów" bo po prostu nie potrafili funkcjonować poza nimi. Trzeba było pokoleń, aby nauczyli się z "wolności" korzystać...

805

Odp: rozwód po 30 latach

Elfino
Kochanie "kata' ma nawet swoją nazwę "syndrom sztokholmski" i wcale nie jest tylko hasłem w encyklopedii.
Ale ja nie kochałam 'kata" kochałam (i mimo wszystko nadal kocham) wspaniałego mężczyznę, który wyrządził mi krzywdę...to pewna różnica nie uważasz?
Wracając do "miłości własnej" - to tę ,w stopniu doskonałym, posiadł już nie mój. I na  tej bazie właśnie skrzywdził mnie i dzieci - bo on musi być szczęśliwy - reszta się nie liczy! I czy to, że ja nie jestem w sobie "aż tak" zakochana, żeby postępować nieetycznie dla osiągnięcia własnej przyjemności czynie ze mnie istotę gorszą?  Mnie wychowano w duchu "bądź odpowiedzialna za to co robisz" - jeśli  rysujesz to rób to starannie,jak nawiązujesz przyjaźń to nie zaniedbuj tej relacji, jeśli założyłaś rodzinę to dbaj o nią ze wszystkich sił, jeśli kochasz to całą sobą...

806

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanna, jak bardzo cię rozumiem sad Trzymaj się kochana, musimy dać radę.

807

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, ja staram sie Ciebie zrozumiec, ale nie moge. Tobie potrzebna jest terapia specjalistyczna w kierunku uzaleznien. Terapia ktora sie zajmuje osobomi skrzywdzonymi. Nie wiem w jak duzym miescie mieszkasz i czy masz dostep do takich terapii? Syndrom sztokholmski sie leczy. Masz Internet, poszukaj. Jezeli czlowiek sam siebie nie kocha, to cierpi caly organizm.  Rozne SA rodzaje milosci, jezeli tak bardzo kochasz tego czlowieka, to powinnas byc szczesliwa, ze on jest szczesliwy z inna kobieta. To jest prawdziwa milosc. To nie jest moja mysl,  gdzies to w jakiejs madrej ksiazce to wyczytalam. Stac Cie na to?

808 Ostatnio edytowany przez Antypoda (2015-05-09 11:54:13)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, tu taj nikt nie próbuje Ci wmówić, że dobrze się stało, że trafiłaś na człowieka bez kręgosłupa moralnego. Fakt, mogłaś trafić lepiej. Fakt, to bolesne. Ale stało się. Tyle tylko, że nie ma co podciągać pod to całych zjawisk społeczno-historycznych. Trochę to zawiły dowód i nie mający w ogóle zastosowania w Twoim przypadku. Nie wiem skąd ta teoria, że niewolnicy nie byli zadowoleni ze swojej wolności. Gdyby to przeczytali wyzwoleni chłopi pańszczyźniani albo Afroamerykanie, to mogliby z Tobą wejść w poważny spór. Chyba nie czytałaś ?Korzeni?. Chyba nie wiesz, że pierwsze reformy uwłaszczeniowe były wprowadzane w obawie przed zamieszkami chłopstwa umęczonego swoim poddaństwem. A że pozostawali tam, gdzie byli? Oni po prostu nie mieli dokąd iść, bo nie mieli nic własnego i pozostawali tam, gdzie ich urodzono i wychowano - nie znali innego domu i nie wiedzieli JAK TO SIĘ ROBI, jak się korzysta z wolności. Masz rację, kolejne pokolenia dopiero nauczyły się tego ale twierdzenie, że nie byli zadowoleni z wolności jest nadużyciem i sofizmatem. Mówisz bowiem o zjawisku abolicjonizmu/uwłaszczenia/upodmiotowienia całych grup społecznych, którym wasalstwo wpajano pokoleniami. My tu mówimy o rozwodzie jednej wolnej osoby z drugą wolną osobą. Kiedyś przecież byłaś wolna, prawda? Nie urodziłaś się przecież żoną męża. Szkoda oczywiście, że to poczucie wolności zatraciłaś w trakcie małżeństwa, ale to nie znaczy, że nie masz odświeżyć (albo nauczyć się jej od nowa). Negowanie wolności jako takiej jest błędem. Albo czymś co pozwala Ci jeszcze trochę pobyć w cierpieniu.

Ja się bardzo z niej cieszę. I cieszę się, że zaistniał czynnik, który mi naocznie wykazał, że nie warto się jej wyrzekać. I wcale do uzależnienia nie tęsknię. Na odwrót - widzę, ile w tym było chorego patrzenia na świat, ludzi i relacje.

Poczytaj sobie u Eugenii Herzyk o jednonogich istotach, to będziesz wiedziała o czym mówię.

Edycja
Matki uzależnione od dzieci, to matki ?produkujące? dzieci uzależnione od matek (horror!), ludzie uzależnieni od pracy to pracoholicy, ludzie uzależnieni od seksu, to seksoholicy. Ludzie uzależnieni od czegokolwiek (albo dążący do uzależnienia), to ludzie chorzy. Między odczuwaniem przyjemności z czegoś a niemożnością odczuwania przyjemności w wyniku tego czegoś braku jest OGROMNA różnica.

809

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko
Nie dziwię się, że nie możesz zrozumieć, bo ja sama też się nie rozumiem. Jak kiedyś już pisałam jest we mnie duży rozdźwięk, między tym "co" wiem" a tym "co czuję".
Ale ponieważ wiedza to teoria, a czucie to praktyka, więc przyjmuję, że emocje są prawdziwsze.
Widzisz, tak, że cudze odejście do "własnego szczęścia" napawa szczęściem, kochają tylko matki. reszta "miłości" rządzi się innymi prawami.
Czy już nie mój jest szczęśliwy - śmiem wątpić. Wydaje mi się, że nie można być szczęśliwym ze świadomością, iż wyrządziło się bliskim świństwo największego kalibru, ze świadomością, że własne dzieci wyrzuciły Cię ze swego życia, że nie wybaczą nigdy i że winę za taki stan, możesz przypisać tylko sobie...
Wiem natomiast, że już nie mój potrafi sobie doskonale 'wygenerować" poczucie szczęścia i doskonale w tej iluzji funkcjonować. I tylko czasem coś go "kłujnie" i wtedy pisze do dzieci sążniste maile, próbując im tłumaczyć niewytłumaczalne. Gdyby był całkiem szczęśliwy nie tracił by na to czasu..
Co do terapii od uzależnień - to nie wydaje mi się aby odnosiła skutki pozytywne. Po prostu zastępujesz jedno uzależnienie drugim - powiedzmy takim "od zdrowego trybu życia", "religii", medytacji w pozycji lotosu ...
Ja wiem, że jedzenie marchewki, latanie z kijkami, leżenie krzyżem mnie nie  uczyni mnie ani trochę szczęśliwszą - tak próbowałam! Obserwuję ludzi i widzę, że każdy jest od czegoś uzależniony - więc czemu uzależnienie od miłości ma przynosić większą szkodę niż np. uzależnienie od latania do lekarza czy spowiedzi?

810

Odp: rozwód po 30 latach

Antypodo! Wywód historyczny wywołała In_ka swoim określeniem "niewolnica".
Zawsze będą tacy, którzy będą programowo dążyli do zmian i tacy, którzy zastanowią się, czy te zmiany są na pewno zmianami na lepsze.
Haleya faktycznie nie czytałam - oglądałam film i średni zachęcił mnie do lektury.
Fromowski problem "ucieczki od wolności" jest nie tylko moim problemem. Cieszę się, że Ty znalazłaś w wolności szczęście, ja go nie znajduję - trudno taki przypadek, tak samo  nie znajduję go w innych aspektach życia.
Widzisz paradoksalnie ja byłam "wolna" w małżeństwie. Robiłam co chciałam, miałam ku temu możliwości i środki. Mąż "nie ograniczał" mnie brutalnie tylko subtelnie wykazywał,że lepiej będzie ...dla niego, rodziny a wiec w konsekwencji i dla mnie. I ja mu wierzyłam :-(
Teraz co prawda zostałam uwolniona (aczkolwiek bez mojej chęci) od "ciemiężyciela", ale okuta w jarzmo znacznie gorszych oków. Tak teoretycznie mogę zrobić z życiem co zechcę, ale w praktyce okazuje się, że jak chcę je przerwać bo mnie nie cieszy, to jestem chora, nienormalna, no ogólnie bee... Nie rozumiem dlaczego jeśli dozwolona jest aborcja ( gdzie istota najbardziej zainteresowana nie ma prawa do wypowiedzi) odmawia się prawa do eutanazji ludziom, którzy w pełni świadomi chcą się jej poddać. A są na tyle odpowiedzialni, że nie chcą otwierać gazu i zabierać ze sobą połowy bloku, czy tez skakać niewinnemu przechodniowi na kark?

811

Odp: rozwód po 30 latach

Niestety Zuzanna, mysl samobojcza to jest choroba. TU gdzie mieszkam, jezeli powiesz lekarzowi, ze masz mysli samobojcze, jestes kierowana wlasciwie pod przymusem, do kliniki psychiatrycznej. Nie Wien jak jest z tym w Polsce, bo öd czasu mojego wyjazdu duzo sie zmienilo. Ty jestes chora i wlasciwie wymagasz pobytu w Sanatorium psychsomatycznym.

812 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-05-09 15:20:15)

Odp: rozwód po 30 latach
elfina napisał/a:

Niestety Zuzanna, mysl samobojcza to jest choroba. TU gdzie mieszkam, jezeli powiesz lekarzowi, ze masz mysli samobojcze, jestes kierowana wlasciwie pod przymusem, do kliniki psychiatrycznej. Nie Wien jak jest z tym w Polsce, bo öd czasu mojego wyjazdu duzo sie zmienilo. Ty jestes chora i wlasciwie wymagasz pobytu w Sanatorium psychsomatycznym.

Ale tej chorobie bardzo łatwo zaradzić - powrotem męża, przywróceniem ich dawnych układów.Ja jestem w podobnej sytuacji i żyję, uśmiecham się, mało tego nieraz śmieję się głośno, ułożyłam sobie życie, mam zainteresowania, hobby, plany, ale nic nie jest takie jakie być powinno, bo w tym wszystkim brakuje właśnie TEJ osoby. I czekam tylko aż czas zrobi swoje.Może starczy mi na to życia.

I wydaje mi się, że tak samo żyją nasze dzieci sad w jakiś sposób porzucone przez ojca.

813

Odp: rozwód po 30 latach
zbytdelikatna napisał/a:
elfina napisał/a:

Niestety Zuzanna, mysl samobojcza to jest choroba. TU gdzie mieszkam, jezeli powiesz lekarzowi, ze masz mysli samobojcze, jestes kierowana wlasciwie pod przymusem, do kliniki psychiatrycznej. Nie Wien jak jest z tym w Polsce, bo öd czasu mojego wyjazdu duzo sie zmienilo. Ty jestes chora i wlasciwie wymagasz pobytu w Sanatorium psychsomatycznym.

Ale tej chorobie bardzo łatwo zaradzić - powrotem męża, przywróceniem ich dawnych układów.Ja jestem w podobnej sytuacji i żyję, uśmiecham się, mało tego nieraz śmieję się głośno, ułożyłam sobie życie, mam zainteresowania, hobby, plany, ale nic nie jest takie jakie być powinno, bo w tym wszystkim brakuje właśnie TEJ osoby. I czekam tylko aż czas zrobi swoje.Może starczy mi na to życia.

I wydaje mi się, że tak samo żyją nasze dzieci sad w jakiś sposób porzucone przez ojca.

Powrotem marnotrawnego meza i ojca? Wszystko wrociloby do normy? A gdzie szacunek do samej siebie?
Gdzie zostaje godnosc tak buciorami podeptana?

814

Odp: rozwód po 30 latach

No właśnie z tego powodu dla mnie takiego powrotu nie ma.Gdyby ta druga osoba zrobiła choćby krok żeby można było zapomnieć o tym podeptaniu, to można by zacząć wszystko od nowa.Ale to daremne żale, próżny trud.

815

Odp: rozwód po 30 latach

Zbytdelikatna!
I właśnie ten fakt, że nic nie będzie "w porządku", jak dawniej, że wszelkie działania skazane są na niepowodzenie odbiera mi chęć do życia.
Jak pisałam i ja próbuję odnaleźć dawne pasje, na pozór prowadzę "normalne życie" uśmiecham, się śmieję, spotykam z przyjaciółmi. Tylko że tyle w tym autentyzmu, co w torebce za 3 dychy na straganie z dumnym logo Michela Korsa...

816

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko!
U nas chyba podobnie ( raz usłyszałam od pani doktor 'dzwonić po karetkę?") dlatego nie wyrywam się z takimi chęciami u lekarza.
Bo po pierwsze, nie wierze w skuteczność takich terapii - to że farmakologicznie usuną ze mnie chęć do samounicestwienia nie oznacza, że automatycznie pojawi się chęć do życia.
Po drugie odbiera iluzję, że o czymś mogę zadecydować sama - jak już dojdę do tego, że wszystko mi jedno to "zwalenie się komuś na kark") przestanie być dla mnie problemem.
Nadal nie rozumiem - jeśli komuś adrenalina jest do życia niezbędna, wdrapuje się na szczyty nie wiadomo po co, bo każdy następny jest taki sam jak poprzedni, mknie na motorze 200 po wąskiej uliczce, skacze ze spadochronem z opóźnionym otwarciem narażając bez ustanku siebie i wystawiając bliskich na nieustanny lęk to jest w porządku, ma pasję trzeba to zrozumieć. Jeśli ktoś nie znajduje upodobania w lęku jakie to kłopoty, ciężkie sytuacje, bóle przyniesie kolejny dzień to ma być nie w porządku, jest chory?

817

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Elfinko!
U nas chyba podobnie ( raz usłyszałam od pani doktor 'dzwonić po karetkę?") dlatego nie wyrywam się z takimi chęciami u lekarza.
Bo po pierwsze, nie wierze w skuteczność takich terapii - to że farmakologicznie usuną ze mnie chęć do samounicestwienia nie oznacza, że automatycznie pojawi się chęć do życia.
Po drugie odbiera iluzję, że o czymś mogę zadecydować sama - jak już dojdę do tego, że wszystko mi jedno to "zwalenie się komuś na kark") przestanie być dla mnie problemem.
Nadal nie rozumiem - jeśli komuś adrenalina jest do życia niezbędna, wdrapuje się na szczyty nie wiadomo po co, bo każdy następny jest taki sam jak poprzedni, mknie na motorze 200 po wąskiej uliczce, skacze ze spadochronem z opóźnionym otwarciem narażając bez ustanku siebie i wystawiając bliskich na nieustanny lęk to jest w porządku, ma pasję trzeba to zrozumieć. Jeśli ktoś nie znajduje upodobania w lęku jakie to kłopoty, ciężkie sytuacje, bóle przyniesie kolejny dzień to ma być nie w porządku, jest chory?

smile No po prostu obie jesteśmy niereformowalne smile Przelewasz na kompa moje poglądy i myśli smile
Ale wiesz, moja koleżanka jest w podobnej sytuacji,jej ponad 50 letni już ex,założył nową rodzinę, ma dziecko.I gdy po wszystkim porozmawiali na spokojnie, to okazało się, że on wcale nie jest taki happy z tego powodu, jakby się wydawało.Młoda żonka ma swoje wymagania, a w jego wieku wcale nie jest tak łatwo temu sprostać wink a małe dziecko - też ma swoje wymagania i...tatusio - mężusio - dziadusio pada na pysk w ostatecznym rozrachunku.:D Założę się, że z twoim byłym jest dokładnie to samo. A przed nim jeszcze ciekawsze doświadczenia hehe.;)

818

Odp: rozwód po 30 latach

Mnie sie wydaje, ze takie Sanatorium to nie  tylko tabletki, ale przede wszystkim ciezka praca z terapeutami. Takie  "pranie mozgu", co oczywiscie w wielu przypadkach pomaga.

819

Odp: rozwód po 30 latach

Zbytdelikatna!
Faktycznie kiedy sobie pomyślę, że za dziesięć lat, już nie mój,  siedemdziesięcioletni będzie się zmagał z klimakterium swojej wybranki i okresem buntu piętnastoletniego dzieciątka robi mi się nieco lepiej ;-)
Tylko że prawie natychmiast widzę również siebie - prawie siedemdziesięcioletnią, samą , schorowaną, z trudem zwlekającą się aby kupić sobie czerstwe bułki ( bo tańsze) to przestaje mnie cieszyć i jedna i druga wizja.

820 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-05-09 18:58:53)

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, a jeśli chodzi o to, że nie pracowałaś - no i dobrze, przynajmniej nie oszarpałaś się na dwa etaty - praca i praca w domu.Ja pracowałam, moja koleżanka pracowała i co, straciłyśmy pracę, bo dziś o to nietrudno i jedziemy na tym samym wózku co ty. Na emeryturę za wcześnie,do pracy nikt przyjąć nie chce, na rentę za zdrowe.
A ta aktywizacja kobiet po 50 to ściema,mnie udało się raz załapać na staż, starałam się o kursy unijne i jakoś mnie to ominęło, choć obiecywano mi, że na pewno się załapię.Do bawienia dzieci nie mam zdrowia i to by było na tyle.

821

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko!
A mnie się nie wydaje;-)
Leczenie to u nas najlepiej w sprawozdawczości wygląda - choc i tam nie najlepiej.
Od jakiegoś czasu boli mnie bark. Odczekałam, nie przeszło, poszłam do lekarza. Lekarz wypisał skierowanie na fizykoterapię. Poszłam się zarejestrować. usłyszałam, że najbliższy wolny termin to koniec grudnia...
Wszystko niby ok, ja zgłosiłam problem, lekarz znalazł rozwiązanie, tylko żadne z nas nie ma narzędzi żeby je wdrożyć.
A wracając do terapii - odnoszę wrażenie, że aby była skuteczna, trzeba w nią wierzyć,żeby wierzyć trzeba mieć przesłanki, żeby mieć przesłanki potrzebna jest nadzieja.
Nie mam żadnego z tych skłaników, może dlatego, że moja niechęć do życia ma oprócz samotności bardzo silne podłoże ekonomiczne, Żeby chcieć żyć, trzeba mieć za co żyć. Płacenie rachunków i podatków  nie daje mi takowej motywacji...

822

Odp: rozwód po 30 latach

Zbytdelikatna!
Wiem, że praca dla osób 50+ to ściema. Dla młodych, świetnie wykształconych nie ma to skąd niby miałaby się wziąć dla nas?
To tylko pięknie wygląda "na papierkach" ileż to się nie robi dla tak zwanych seniorów. Realizmu w tym tyle co w radach naszej byłej prezydentowej dla ludzi starszych, choć skądinąd wszystkie bardzo słuszne. Chętnie bym skorzystała np. z wyjazdu ze zniżką na Cypr (niechby i po sezonie;-)) tylko, że nie ma takiej zniżki na którą by było mnie stać. Ba na karnet na zwykły basen nie mnie stać to czym ja mam sobie chęci do życia napędzać?
Wiesz, dopóki problem mnie nie dotyczył, nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo jest źle. Wierzyłam ( jak większość), że jak się chce to można itp. Teraz wiem, że to była kolejna iluzja w której żyłam.

823 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-10 20:57:39)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka
Każda jest niewolnicą czegoś tam...Każda jest od czegoś uzależniona...

każda...
słowo - klucz, no bo jak każda ... to ja też, tym słowem dajesz sobie Zuza przyzwolenie, usprawiedliwienie
no jak każda, to trudno
szukam właśnie w sobie "niewolnicy", bo jak każda wink
nie jest Zuza tak,
piszesz

byłam "wolna" w małżeństwie. Robiłam co chciałam, miałam ku temu możliwości i środki.

a ja się zastanawiam - czy kiedykolwiek byłaś wolna?
czy znasz smak wolności ?
nie porzucenia ... bo teraz odczuwasz porzucenie a nie WOLNOŚĆ
rok temu, kiedy rozstałam się z mężem pamiętam, co przeżywałam, te wszystkie straszne emocje - ten strach, ale szukałam - czepiałam się wręcz, każdej myśli niosącej nadzieję, szukałam wszystkiego, co mogło mnie napędzać - uruchamiać
Zauważam Zuza u Ciebie odwrotność, szukasz potwierdzenia - nie i tak się nie uda, no przecież nie może, każdy tak ma, wszystko ściema ... kto płacze i jęczy to mnie rozumie, reszta tylko bla, bla
Zuzka, ja ciebie przytulam, tylko tyle mogę zrobić
Inka

824

Odp: rozwód po 30 latach

In_ko
Masz  rację w tym,że punktujesz słowa - nie powinnam użyć "każda, każdy" bo faktycznie tego nie wiem. Powinnam napisać "większość".
Czy Byłam wolną? A cóż to według Ciebie "wolność"? Możliwość  swobodnego wyboru?
Czy Ty jesteś wolna? Nie funkcjonujesz w układzie zależności od czegokolwiek - rodziny, pracy, banku, zdrowia? Wolną od lęku, rozterek? W takim razie szczerze Ci zazdroszczę.
Piszesz że czepiałaś się każdej nadziei, więc jakieś miałaś. Ja nie mam się czego czepiać, "nadzieja" dla mnie oznacza kolejny zawód, więc nie "roję" że będzie lepiej - bo nie będzie.
Mogę tylko zaakceptować tę sytuację, co staram się zrobić. Nie szukam żadnego potwierdzenia że się "nie da". Po co mam potwierdzać to, co życie potwierdza mi każdego dnia?
Sokrates powiedział "cokolwiek zrobisz i tak będziesz żałować". Więc czy się będę szarpać czy trwać w stagnacji nie ma większego znaczenia - bo efekt ten sam. Niestety nie należę do tych, których "trudności" napędzają. Nie ma we mnie ( i chyba nigdy nie było) chęci ciągłej walki z wiatrakami, nie czerpię radości z możliwości udowodnienia czegoś samej sobie. Być może to tchórzostwo, być może brak wiary w rezultaty. Wyrosłam już z okresu buntu, nie da się negować rzeczywistości. Szamotanie się w bagnie przynosi negatywny skutek.

825 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-10 23:12:19)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Piszesz że czepiałaś się każdej nadziei, więc jakieś miałaś.

miałam Zuza - SIEBIE, zawsze mamy SIEBIE
kiedy zachorowałam na raka i trzeba było zmierzyć się z wyzwaniem - miałam SIEBIE, gdy stanem  czy stawałam wobec przeciwnosci losu -ZAWSZE miałam siebie, rodzimy się i umieramy Zuza w samotności ...
zacznij od tego, żeby pokochać SIEBIE i żyć - dla SIEBIE

826

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
Lubię siebie i to mi wystarcza. Nie chcę "się pokochać", bo wtedy będzie mi się żal, kiedy będę umierać ;-)

827 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-10 23:46:28)

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

In_ka
Lubię siebie i to mi wystarcza. Nie chcę "się pokochać", bo wtedy będzie mi się żal, kiedy będę umierać ;-)

dlaczego żal, przecież z Sobą się nie rozstaniesz, tylko ze światem ...

Zuzanna 58 napisał/a:

Ja nie mam się czego czepiać, "nadzieja" dla mnie oznacza kolejny zawód, więc nie "roję" że będzie lepiej - bo nie będzie.

Zuza jaka pewność losu, wszystko wiesz ..."nie będzie"
słuchaj jest szansa na dochód - jak tak znasz przyszłość, zacznij na tym zarabiać wink
taki żarcik,
Oj Zuzka moja Ty kochana wiedząca ... i tak się nie uda
a może tak jednak, na przekór sobie SAMEJ wink

828

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
Z sobą, z sobą... Śmierć kończy "mnie" nie świat ;-)

829 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-05-10 23:49:10)

Odp: rozwód po 30 latach

oj tam skąd wiesz, że Ciebie może się ... zadziwisz jak z tą Zuzą nadal w wieczność pójdziesz wink

830

Odp: rozwód po 30 latach

In_ka
Nie strasz mnie proszę;-) Rozumiem rozczarowania za życia. Ale po śmierci??? To już za wiele...

831

Odp: rozwód po 30 latach

Dziś przeczytałam: " Nawracające poczucie cierpienia z powodu pustki staje się powodem podjęcia pracy nad własnym rozwojem" Piotr Fijewski -Sztuka smakowania chwil- "Charaktery".

Co myślisz o tym Zuzanna? O rozwoju?

832

Odp: rozwód po 30 latach

Weronko
Kochana jesteś;-)
Rozwój? W moim wieku? Cóż ja jeszcze mogę sobie rozwinąć poza sztuką rezygnacji, cierpliwości i pokory?
Uważam że to nie jest czas na rozwój, gdyż z ewentualnie rozwiniętych cech, umiejętności i tak nie zdążę skorzystać. Kiedy potencjalnie je nabędę to będę dobiegać do siedemdziesiątki :-(

833

Odp: rozwód po 30 latach

Po prostu równowaga w naszym życiu została mocno zachwiana.
Ale nie będę już wypowiadać się w tym wątku, bo ciągnę cię Zuzanno tylko w dół tym, że współodczuwam twój stan.Ja byłam od lat w mocnym konflikcie z Bogiem, teraz zwracam się do niego i w moim życiu zaczynają dziać się "cuda".No jasne, powiecie, że siadam z różańcem pod piecem wzorem naszych babć, bo to już ten wiek, przeżyłam wszystko co najlepsze, to co mi zostało.Ale tak nie jest,właśnie dlatego, że chcę przeżyć coś nowego.No jak trwoga to do Boga, coś w tym jest, nie zaprzeczę. Ale wczoraj mój mąż powiedział do mnie "kochanie".Zainteresował się moją chorobą,zaproponował pomoc finansową w leczeniu.No to prawdziwy cud.Modlę się dalej wink

834

Odp: rozwód po 30 latach

Zbytdelikatna

Cieszę się, że "znalazłaś" coś w co zaczynasz wierzyć. I że to w Twoim przypadku działa.
Osobiście uważam, że religię wymyślono w tym celu, aby złudną nadzieją, tłumić naturalne reakcje ( gniew, bunt,poczucie niesprawiedliwości) mgliście obiecując, że "na tamtym świecie" wszystko zostanie wyrównane i wynagrodzone. Ale to moje zdanie...Jeśli komuś to pomaga to jestem jak najbardziej za!
Tak na marginesie to "nowa" już nie mojego jest bardzo religijna, ale jakoś nie czuła  się tym zobligowana, do przestrzegania w życiu dekalogu :-( Jeśli "wymodliła sobie cudzego męża i dziecko" to co ja mam myśleć o Bogu?

835

Odp: rozwód po 30 latach

Zuza, ta nowa nie jest religijna - udaje tylko. Pozory.

A, co do rozwoju - naprawdę uważasz, że nie warto?  A jeśli będziesz żyła 98 lat?  Ile jeszcze życia przed tobą... smile  A zobacz niżej - są tam dylematy romansującej 57-latki smile

Możesz rozwijać /prócz rezygnacji -brrr...- cierpliwości - smile - i pokory -ok-/  sztukę akceptacji, afirmacji życia, cieszenia się chwilą i takie tam... smile

836

Odp: rozwód po 30 latach

Weronko
Nawet jak pożyję do tej mitycznej 98 ;-) to prawdopodobnie w stanie wegetatywnym :-( więc brrrr.
Oglądałam kiedyś jakiś program o "afirmacji" ludzi starszych ( no mocno starszych, nawet ode mnie ;-))
Ludzie siedzieli w jakimś kręgu i rzucali piłeczkę - a pies im ją przynosił. Na żadnej twarzy nie wiedziałam żadnych emocji- ani radości, ani skupienia, ani chęci trafienia do czegoś tam. Ot mechaniczne ruchy, mechaniczne pochwały obecnego terapeuty... Straszne! Przełączyłam tv...
A co do  "afirmacji życia","rozwoju cieszenie się chwilą" trzeba mieć ten moment, by go rozwinąć.

837

Odp: rozwód po 30 latach

Dlaczego ma nie romansowac 57 latka? To SA inne czasy i kobiety o mlodej psychice pozostaja bardzo dlugo mlode.Dzisiejsze 60 latki to wczorajsze 40 latki. Trzeba UMIEC zyc i czerpac z zycia przyjemnosci a nie myslec o afirmacjach staruszkow.

838

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko!
Generalnie to uważam, że nikt będący w jakimkolwiek związku nie ma prawa "romansować". Według mnie najpierw kończy się jeden związek aby rozpocząć następny i wiek nie ma tu nic do rzeczy, a jeśli już to od tych "wiecznych";-) należałoby wymagać więcej...przyzwoitości?
Ja rozumiem, że taki "romansik" na boku dodaje pikanterii, podnosi ego, wprowadza urozmaicenie w rutynę życia, ale  równocześnie krzywdzi wiele osób... To rodzaj asekuranctwa "bo jak nie wyjdzie" to zawsze zostaje mi mąż.
Nie mogę pochwalić takiego postępowania.

839

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Elfinko!
Generalnie to uważam, że nikt będący w jakimkolwiek związku nie ma prawa "romansować". Według mnie najpierw kończy się jeden związek aby rozpocząć następny i wiek nie ma tu nic do rzeczy, a jeśli już to od tych "wiecznych";-) należałoby wymagać więcej...przyzwoitości?
Ja rozumiem, że taki "romansik" na boku dodaje pikanterii, podnosi ego, wprowadza urozmaicenie w rutynę życia, ale  równocześnie krzywdzi wiele osób... To rodzaj asekuranctwa "bo jak nie wyjdzie" to zawsze zostaje mi mąż.
Nie mogę pochwalić takiego postępowania.

Ja nie pisalam o konkretnej o sobie, ale o wieku.

840

Odp: rozwód po 30 latach

Elfinko
Odnoszę wrażenie, że dyskusję wywoła konkretna osoba ;-)
Oczywiście, że wiek nie jest  ograniczeniem do miłości i chwała tym, które podejmują to ryzyko! :-)))

841

Odp: rozwód po 30 latach
Zuzanna 58 napisał/a:

Weronko
Nawet jak pożyję do tej mitycznej 98 ;-) to prawdopodobnie w stanie wegetatywnym :-( więc brrrr.
Oglądałam kiedyś jakiś program o "afirmacji" ludzi starszych ( no mocno starszych, nawet ode mnie ;-))
Ludzie siedzieli w jakimś kręgu i rzucali piłeczkę - a pies im ją przynosił. Na żadnej twarzy nie wiedziałam żadnych emocji- ani radości, ani skupienia, ani chęci trafienia do czegoś tam. Ot mechaniczne ruchy, mechaniczne pochwały obecnego terapeuty... Straszne! Przełączyłam tv...
A co do  "afirmacji życia","rozwoju cieszenie się chwilą" trzeba mieć ten moment, by go rozwinąć.

Bo tu chodziło o rozwój psa big_smile
Ok, już uciekam wink

842

Odp: rozwód po 30 latach

Zbytdelkatna
Ty możesz mieć rację;-) Pies faktycznie wykazywał najwięcej życia ze wszystkich zgromadzonych.

843

Odp: rozwód po 30 latach

Ty Zuzanno też pewnie masz jakiś swój kąt.                                                                                                                     "Pewien człowiek nagle odkrył, że utkwił w jednym miejscu. Rozejrzał się i zobaczył, że siedzi w kącie i nie ma drogi powrotnej. Zrobiło mu się bardzo smutno. Człowiek przygotował się na śmierć. I traf chciał, że przechodził tamtędy drugi człowiek, zobaczył tego pierwszego i powiedział:
- Kąty nie istnieją, sam sobie wymyśliłeś kąt i sam w nim usiadłeś.
Pierwszy człowiek się nie zgodził. Wówczas drugi powiedział:
- Może masz rację, ale zastanów się, z czego będziesz miał więcej pożytku ? z prawdziwego twierdzenia, że jesteś w kącie czy z fałszywego, że kąty nie istnieją?
Pierwszy człowiek obiecał, że się zastanowi. Długo myślał, wahał się, a potem wstał i ruszył z miejsca. Najpierw nie bardzo wiedział co się dzieje i dokąd idzie. A kiedy pewnego dnia rozejrzał się wokół, to zauważył, że świat dookoła niego jest jakiś inny i on sam też jest jakiś inny. Człowiek uśmiechnął się szczerze ? po raz pierwszy od bardzo dawna.
Pewnego razu inny człowiek zorientował się, że znajduje się w kącie. Więc położył się i usnął. Śnił mu się sen, że wciąż idzie i nie ma żadnych kątów. Tak mu się to spodobało, że postanowił się nie budzić.
Jeszcze inny człowiek znalazł się w kącie. Zrozumiał, że nie ma siły się z niego wydostać. Postanowił wówczas, że kąt jest celem jego drogi. I przekonał do tego innych ludzi. I siebie też.
Inny zaś człowiek też utknął w kącie. Podjął decyzję, że będzie z nim walczył. Walczył tak i walczył, wynajdując wciąż nowe techniki walki. Z czasem zapomniał, że kiedyś miał całkiem inne plany.
A jeszcze inny człowiek również trafił do kąta. Odkrył, że nie jest w tym kącie sam. Nawiązał tam kontakt z innymi ludźmi, poznał ich historie, okazał współczucie. Z wzajemnością. Poczuł nawet pewną wspólnotową więź. Z czasem tak bardzo się zaangażował w sprawy wspólnoty, że nie miał już czasu myśleć o kątach. I w głębi duszy bardzo go to cieszyło."

844

Odp: rozwód po 30 latach

Zuzanno, pozwolisz, że się wtrącę tak nieśmiało...
Sledzę Twój wątek bardzo uważnie i lubię Cię czytać, z wieloma Twoimi poglądami się zgadzam ( Afroamerykanie, jak ktos tu napisał, haha, za chwilę za nazwanie ich Murzynami zostaniemy ukarani grzywną), ale wierz mi, program 50+ działa jak najbardziej, jestem świadkiem przyjmowania do pracy takich kobiet, mają po prostu pierwszeństwo, dodam, że nie jest to praca fizyczna, i nie wymaga doświadczenia. Jeśli chcesz, pomogę Ci taką znaleźć, ale wszystko zależy od tego, gdzie mieszkasz i czy jesteś na to gotowa.

Jestem również naocznym świadkiem wielkiej miłości i przyjaźni moich znajomych po pięćdziesiątce, którzy się niedawno przypadkowo spotkali i rok temu wzięli ślub. Ich szczęście, szacunek, miłość i oddanie jest obiektem zazdrości wszystkich znajomych, nie wyłączając mnie.

Naprawdę, wierz mi, wszystko jeszcze się może zdarzyć, są większe tragedie niż odejście męża dupka, chociaż teraz w to nie wierzysz. Są również niespodziewane zrządzenia losu, które przynoszą ze sobą wszystko, co najlepsze i odwrotnie oczywiście, ale takie jest życie i nie tylko Ty jesteś nieszczęśliwa i pokrzywdzona, ale chyba osobie tak mądrej i inteligentnej nie trzeba tego tłumaczyć.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

845

Odp: rozwód po 30 latach

Dorula
Tak wiem, że są większe nieszczęścia:-( i w obecnym stanie ciągle ich się obawiam :-( Każdego dnia od rana zastanawiam się czym ciężkim jeszcze mi życie przywali - Chorobą?  Niesprawnością? Rachunkiem którego nie będę wstanie zapłacić? "Coś" z dziećmi ( odpukać, odpukać, odpukać)... Po prostu to taki wiek, że złe jest pewne, a dobre mało prawdopodobne :-(
Widzisz, może i ten program jakoś( gdzieś) działa, tyle, że takich kobiet jest mnóstwo a miejsc pracy dla nich jak na lekarstwo :-(
Ale chętnie przyjmę Twoją pomoc, podpowiedź, sugestię gdzie, do kogo, jak... Zwracam również uwagę, że ja w zasadzie nie jestem już 50+ ale 60 ( z minimalnym minusem) :-(((
Mimo że już prawie rok jak zostałam zdana na "siebie" ciągle z wieloma sprawami nie potrafię sobie poradzić :-(Owszem, pewne opanowałam ( np. bankowość elektroniczną), ale to ciągle "kropla" w morzu.
Fatalnie nałożyło mi się kilka mocno niekomfortowych sytuacji -początek starości, samotność, depresja i konieczność załatwiania spraw wszelakich, a do tego kiepska sytuacja finansowa.
Jestem tym wszystkim zmęczona i zestresowana.
Próbuję odreagowywać "dostępnymi" środkami - jakaś fajna lektura,przestawienie mebli, powtarzanie angola żeby się nie odmóżdżyć, samotny spacer, czasem wydzierganie czegoś dla siebie czy przyjaciółek, ugotowanie czy upieczenie, ale z reguły robię to niejako "przez rozum". :-( To znaczy niby powinno mi to sprawiać przyjemność, bo kiedyś to lubiłam, ale teraz jej nie czuję:-(

Posty [ 781 do 845 z 1,226 ]

Strony Poprzednia 1 11 12 13 14 15 19 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozwód po 30 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024