Agulinkat
Boli, boli, boli...i będzie bolało :-( - nie mogę Cię oszukiwać, że nie. W tej sprawie nie mogę Cię "pocieszyć" :-(
Zmieni się tylko powód bólu z urażonej ambicji w ból samotności, ale co to za różnica dlaczego boli? Zdrowie się sypie, wiadomo przy takim stresie organizm strajkuje, nie tylko psychika nie potrafi tego znieść, ciało również.
Jedyne co mogę Ci poradzić, to nauczyć się z tym bólem żyć - choć to też nie jest łatwe, gdy po prostu żyć się nie chce, ale próbować można ( niektórzy twierdzą, że wręcz trzeba).
Ja staram się swój okiełznać dwojako - po pierwsze nie myśleć obsesyjnie "dlaczego", nie dowiadywać się "co u już nie mojego" i przywoływać w pamięci momenty "niefajne" ze wspólnego życia, aby samej sobie zakodować, że nie warto rozpaczać. Troszkę skutkuje.
Pójść do lekarzy po farmakologiczne "wyciszacze" i środki na nowo ujawnione dolegliwości. Mnie przynajmniej na bezsenność pomogły, może Tobie też dobiorą takie, po których prześpisz noc ( ale od razu ostrzegam - nie spodziewaj się, że obudzisz się wypoczęta).
Zbieraj siły, bo rozwód, choć potwornie dołujący, zmusza jednak do mobilizacji - gdzieś trzeba chodzić, zbierać zaświadczenia, składać "pisma na pisma". Od razu mówię, nie jest prawdą, że po rozwodzie "zamyka" się rozdział swego życia i zaczyna nowy. Że jest lepiej...Niestety nie, dopiero wtedy dopada Cię ogrom straty, a że nic już nie możesz zmienić towarzyszy temu poczucie bezsilności, niesprawiedliwości a to skutkuje apatią i depresją. Mam daleką znajomą, która rozwiodła się 10 lat temu - do dziś nie uporała się z tą traumą. Mimo że zawodowo i finansowo bardzo dobrze sobie radzi, psychicznie nie potrafi pogodzić się ze zdradą i odejściem "byłego", i choć jest to osoba bardzo religijna nie umie "wybaczyć".
A tak bardziej optymistycznie - pierwsza miłość, osiemnaście wspólnych lat to Ty jesteś bardzo młoda dziewczyno! ( przynajmniej z mojej perspektywy;-). Tobie "opłaca" się walczyć z tym stanem, masz jeszcze wiele przed sobą ( zarówno obowiązków jak i radości). Masz dzieci, które są już na tyle duże, że mogą Cię wesprzeć ( mimo, że same też cierpią) i na tyle młode, że będą z Tobą jeszcze przez jakiś czas.
Jako osoba młoda jesteś na tyle "elastyczną", aby przestawić się na nowe warunki a nawet pokusić się o nową miłość i na tyle doświadczoną aby wybierać to "nowe" bardzo rozważnie.
Życzę Ci aby choć w Twoim przypadku zadziałało porzekadło "nie ma tego złego..." a doraźnie: zdrowia, siły, spokoju.