TakasobiejaS
Informuję Cię, iż połowa mieszkania była moja, kupiona za pieniądze od moich rodziców. Druga ta niby "jego" kupiona za wspólnie zaciągnięty kredyt czyli ja musiałam oszczędzać na wydatkach domowych aby go spłacić.
Z tego co wiem emerytura przyznawana jest po 30/35 latach pracy( kobiety mężczyźni)więc po kilkunastu raczej nie można jej otrzymać w żadnej kwocie ( ani mniejszej ani w większej od moich alimentów)
Nie rozumiem Twoich napaści na moją osobę, ani tym bardziej takich ex cathedra wypowiadanych o mnie opinii, w końcu nie znasz mnie. Czego się złościsz? Przecież ja od Ciebie nic nie chcę, co masz mi za złe? Że nie odnoszę się entuzjastycznie do wolontariatu? Według "ciotki Wikipedii" wolontariat uprawiają ludzie, którzy cytuję "szukają poczucia sensu, uznania ze strony innych, podwyższenia swojej samooceny, szukają nowych znajomości, bądź poprawy wizerunku własnego - tak zwany wolontariat celebrycki...". Żaden z tych powodów nie jest moim problemem...
Rozumiem, że byś się bardzo cieszyła, gdybym nie miała co jeść i odłączyli mi prąd ( informuję, Cię, że wody nie mogą). No cóż niewykluczone, że kiedyś będę mogła Ci tę przyjemność sprawić. Podaj tylko proszę swoje namiary, bo bez prądu i netu będę to musiała zrobić listownie.
587 2015-03-07 20:27:54 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-07 20:32:07)
Zuzka ja Tobie naprawdę szczerze współczuję,
ponieważ czasu nie da się cofnąć a tylko to, rozwiązałoby raczej twój problem, będziesz się męczyć i zamęczać ...
i istnieje możliwość, że w końcu się zadręczysz,
chociaż, może jednak, to tylko tak na pokaz
dla samej siebie
Ja Zuzanna kobieta nieszczęśliwa oszukana przez życie.
Ja Zuzanna zdradzona, wykorzystana żona.
a może by tak
Ja Zuzanna zwykły człowiek, który idzie sobie przez świat ![]()
Anhedonio
Najwyraźniej jesteś żywo zainteresowana moimi sprawami więc informuję Cię bezpośrednio
(...)
Pytasz co będzie ze mną po jego śmierci...miło że się tym troskasz. Otóż, paradoksalnie, po jego zejściu moja sytuacja powinna się polepszyć, gdyż według prawa należeć mi się będzie połowa jego emerytury - rozwód z jego winy i nastąpił po ukończeniu przeze mnie 50 lat. Ale wątpię, aby zrobił mi tę uprzejmość i zszedł przede mną.
Pytasz jaka suma by mnie satysfakcjonowała - śpieszę donieść, że taka o jaką wnosiłam czyli 2500. (...)A do dysponowania kwotą tego rzędu ( na osobę) przez dłuższy czas przed rozwodem byłam przyzwyczajona.
Mam nadzieję, że wyczerpująco odpowiedziałam na Twe wątpliwości.
OWSZEM - i zapewne wszyscy z przyjemnością zobaczyli twą prawdziwą twarz i prawdziwe oblicze twego nieszczęścia... Zapominasz, że on ma już inną żonę oraz dziecko, więc nie jestem pewna czy jego zejście - paradoksalnie czy nie, PO TWEJ myśli się ziści... majątkowo. Bo renta rodzinną masz na myśli, która przysługuje w kwocie łącznej dla wszystkich uprawnionych.
Więc CZY to ja powinnam się troskać czy ty... Hmmm... popatrzmy. A jeśli znów się zawiedziesz?
Jeżeli dokumenty złożone do sądu są prawdziwe, a zakładam, że będą te same więc stanowić będą podstawę do obliczenia emerytury, emerytura NIE stanowi 100% dotychczasowych dochodów (a nawet gdyby i stanowiła 100% - to akurat tę połowę już posiadasz). Możliwe, że nie będzie więc tak różowo. A nuż ZNÓW się przeliczysz?
Mówisz, że byłaś przyzwyczajona?
To faktycznie przykre, że życie pokazało ci swą brutalną twarz.
Trzeba będzie się przyzwyczaić, że nie zawsze się ma to co się chce, szczególnie jeśli specjalnego wysiłku w zdobycie tego się nie włożyło
Sorry - life is brutal.
Dołożę i ja swoje "trzy grosze".Otóż jestem od kilku dni rozwódką z orzeczoną winą męża.Zostawiam za sobą 30 lat małżeństwa,dom,wszystko.Wyprowadzam się do innego miasta.Właściwie zaczynam wszystko od początku.Nie wiem jak będzie.Czasami boję się nieznanego.Ale mam wsparcie dzieci,rodziny.Mam też swoją dumę,godność.Zuzanno-nie wyobrażam sobie życia z dziw..rzem.To ja napisałam pozew rozwodowy.To ja nakryłam swojego ex na zdradzie.To ja potem zbierałam dowody.Schudłam 10kg.Ale udowodniłam gadowi,że prawda,uczciwość są jeszcze w cenie.Nic od niego nie chcę.Nie potrafiłabym żyć z nim pod jednym dachem.Tez nie mam pieniędzy.Ale czy pieniądze są najważniejsze?Co prawda jestem po 3 operacjach,aktualnie kręgosłup też do naprawy,ale co tam.Jak nie dam rady pracować,to go zoperuję i będe jak nowa.Wiesz Zuzanno też prowadziłam dom.Byłam jak Ty praczką kucharką,sprzątaczką,ogrodniczką,matką,zoną,a nawet malarzem pokojowym,krawcową itd.I wcale tego nie traktowałam jako wolontariat,czy jakąś inna wyjątkową prace za którą należy mi się jakies szczególne wynagrodzenie.W między czasie pracowałam.Moim wynagrodzeniem są dzisiaj moje ukochane,mądre dzieci,które są moim wsparciem,moją nadzieją.
Piszesz,że chciałaś zawalczyć o uczucie ex męża.Ja też dałam swojemu ex ostatnią szansę,ale coś mnie cały czas uwierało.Nie miałam do niego szacunku.Nie chciałam aby dotykał mnie swoimi brudnymi rekami.Nie widziałam w nim męża.Widziałam kłamcę,egoistę,zdradzacza.Widziałam starego obleśnego satyra.Nie chcę ani jego,ani jego pieniędzy.A jeszcze jakby miał dziecko z inną?Choć są takie sytuacje.Są rodziny,gdzie mąż zdradza,czasem nawet jest dziecko na boku,ale przed całym światem udaje się szczęśliwą,kochającą rodzinę.W niedzielę pod rączkę" szanująca się ,zakochana para "wędruje do kościólka,aby cały swiat zobaczył,że jesteśmy razem na dobre i na złe.Ja tak nie potrafiłam.Ale każdy wybiera sam i ma takie życie na jakie się godzi.Życzę Ci Zuzanno pogody ducha i dobrych wyborów.
Do Zuzanny.Jestem w w zbliżonym wieku i w podobnej sytuacji do Twojej.Wysokość zasądzonych alimentów jest zależna od tego jakie ex poda w zeznaniu podatkowym. Sąd nie dochodzi jego ewentualnych dodatkowych zarobków z szarej strefy.Jeżeli nie możesz tego udowodnić ,to sąd daje wiarę zaświadczeniu z Urzędu Skarbowego.Twoja renta rodzinna wynosiła by natomiast 85% jego emerytury.Doskonale rozumiem Twoje samopoczucie.Zwróć się do opieki społecznej o pomoc.Poszukaj w sieci porad prawników, którzy Ci pomogą.Ignoruj rady przemądrzałych osób na forum.Ratuj się jak Ty sama możesz.Los mam daje tylko tyle ile jesteśmy w stanie wytrzymać.Podniesiesz się mocniejsza. Lubię Cię Zuzanno.
Pieniadze sa wazne ! Bardzo wazne .Np .Ulamala mi sie jedynka .I co termin mam na lipiec
.Gdybym pozwala meza o alimenty ,prywatnie zrobilabym zeba juz teraz .A tak chodze szczerbata ,co dodatkowo utrudnia mi znalezienie pracy.Chciec to moc ,wstawie sobie gume do zucia w brak .prawda
.
Ale co nas nie zabije to nas wzmocni -Fryderyk Nietzsche .Prosze jeszcze jeden cytat z madrasci tego pana Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!
Du gehst zu Frauen? Vergiss die Peitsche nicht! (niem.)
Kazdy przypadek jest inny .Nie traktujcie ludzi z pogarda tylko dlatego ,ze nie zyli tak jak wy .Teraz mlode kobiety wiedza ,ze musza sie zabezpieczac .Bo zaraz rozwod .Wtedy nie myslalysmy tak .Nie ,nie poswiecalysmy sie (poswiecenie ,nie lubie tego slowa ).To bylo normalne ,ze ktos musial zrezygnowac z wlasnych aspiracji ,zeby wspolmalzonek mogl sie realizowac .Decyzja o wychowaniu dziecka do trzech lat byla nasza wspolna decyzja .Decyzja ,ze pracuje we wspolnej firmie bez oplat na zus ,tez byla wspolna .No zesz nie przewidzialam ,ze swiat pojdzie do przodu .I kazdy ma prawo byc szczesliwy,nawet kosztem starej rodziny .
Bede wdzieczna za oferty pracy w malopolskim dla kobiety z wyksztalceniem humanistycznym 56 lat .Tak nawet na kasie .Taa jak pokonam piecdziesiat mlodych z aparycja dziewczatek .O i zajme sie starsza osoba jo bez ubezpieczenia za 300 zl miesiecznie .
Kocham was za te rady .Chciec to moc .Aha moge sprzatac ,kuzwa robilam to w trzech roznych krajach ,uczac sie od podstaw kazdego jezyka .
Ale i tak mam wrazenie ze jestem ksiezniczka .
A teraz prosze mnie zbanowac
Inaczej znowu zaczne niepoprawnie pisac .
Anhedonio
Nie bardzo rozumiem Twą wypowiedź Anhedonio :-(
Czyżbyś sugerowała że jest jakaś tabela nieszczęść? Czy nieszczęścia do kwoty 500 złotych są jedynymi słusznymi nieszczęściami, a te powyżej już tylko fanaberią?
Może nadinterpretuję, ale w Twoim poście pobrzmiewa mi jakaś nuta satysfakcji typu "dobrze jej tak" - miała za wygodne życie to teraz niech cierpi. Sprawiedliwość dziejowa się dokonała....Pewnie się mylę, bo jakoś nie zgadza mi się to z głoszonymi przez Ciebie Wartościami Chrześcijańskimi wśród których Miłosierdzie wysuwa się na plan pierwszy.... W tym kontekście która z nas pokazała prawdziwą twarz? Ja nigdy nie głosiłam pochwały ubóstwa...
Co do renty rodzinnej po ewentualnie zeszłym już nie mężu to informuję Cię, że przez ostatnie 15 lat kiedy byliśmy razem odbierał trzycyfrowe wynagrodzenie, ( a i przedtem niewiele mniejsze, od którego bardzo uczciwie odprowadzał składki) więc i jego emerytura będzie z tych, które nawet podzielone na 3 dadzą sumę wyższą niż 750 zeta...
Witaj Zuzanno.
Cieszę się,że założyłaś ten wątek. Jest w nim dużo prawdy na temat "równouprawnienia" kobiet. Ten temat w dniu dzisiejszym ma jakieś szczególne znaczenie.
Nie piszę tu aby się użalać nad swym losem. Wiadomo każdy ma rozum i wybór. Teraz są konsekwencje.
A jak to wygląda w istocie? Cóż słabsze jednostki zazwyczaj przegrywają. Władza i pieniądze oraz interesowne myślenie zawczasu uchroniłoby Cię przed poczuciem porażki.
Ślepa miłość,wiara i nadzieja w honor i uczciwość partnera nie koniecznie popłaca. Czasem taka mądrość przychodzi po 10,20, 30 latach.
Zuzanno, żeby dodać Ci otuchy napiszę, że o ile za Ciebie zdecydował partner, o tyle ja nie mogłam już czekać kiedy on się zdecyduje.
Wyszłam z domu boso, wzięłam osobiste rzeczy i nie szukam już sprawiedliwości.
Szukam SZCZĘŚCIA, tam gdzie mnie jeszcze nie było. To nie jest proste ale jest to jakiś cel. Życzę Tobie Zuzanno abyś odnalazła swój cel.
Pozdrawiam
Anhedonio
Nie bardzo rozumiem Twą wypowiedź Anhedonio :-(
Czyżbyś sugerowała że jest jakaś tabela nieszczęść? Czy nieszczęścia do kwoty 500 złotych są jedynymi słusznymi nieszczęściami, a te powyżej już tylko fanaberią?
Może nadinterpretuję, ale w Twoim poście pobrzmiewa mi jakaś nuta satysfakcji typu "dobrze jej tak" - miała za wygodne życie to teraz niech cierpi. Sprawiedliwość dziejowa się dokonała....Pewnie się mylę, bo jakoś nie zgadza mi się to z głoszonymi przez Ciebie Wartościami Chrześcijańskimi wśród których Miłosierdzie wysuwa się na plan pierwszy.... W tym kontekście która z nas pokazała prawdziwą twarz? Ja nigdy nie głosiłam pochwały ubóstwa...
Co do renty rodzinnej po ewentualnie zeszłym już nie mężu to informuję Cię, że przez ostatnie 15 lat kiedy byliśmy razem odbierał trzycyfrowe wynagrodzenie, ( a i przedtem niewiele mniejsze, od którego bardzo uczciwie odprowadzał składki) więc i jego emerytura będzie z tych, które nawet podzielone na 3 dadzą sumę wyższą niż 750 zeta...
pamiętasz Zuza cały twój wątek,
bo ja tak
i powiem - "powtórka z rozrywki" znowu Anhedonia, bardzo nie lubisz tego, co Ci pisze
a dlaczego?
dlatego, że logicznie odpowiada
dlatego, że budzi twoje lęki, porusza tematy dla ciebie trudne ?
a może zauważyłaś, że jest jedną z tych postaci na Forum, które towarzyszą Tobie od początku i próbuje Ciebie wspierać najlepiej jak potrafi,
bo nie o kadzenie Zuza chodzi
a o prawdziwe wsparcie, jeżeli w ogóle tutaj jest ono możliwe
nie jestem adwokatem Anhedonii ale potrzebowałam, to napisać
Tak Zuza, wywróciło Ci się życie do góry nogami ale twoja martyrologia, jest wnerwiająca
i nie dziw się, że czasem usłyszysz kilka ostrych słów.
In-ko
Trudno nie zauważyć ( nawet osobie tak roztargnionej jak ja) towarzystwa Anhedonii...
Oczywiście pisze ona bardzo logicznie, tak bardzo, że momentami mnie przeraża, bo jej logika jest taka jednostronna. Według niej to ja jestem winna całej swej sytuacji ( bo wychodząc za mąż nie założyłam, iż to jest przedsięwzięcie tymczasowe, nie szpiegowałam, nie sprawdzałam,nie kradłam ze wspólnych pieniędzy aby odłożyć coś "na boku", zrezygnowałam z pracy zawodowej na rzecz dobra rodziny...no lista moich przewin jest długa) Mąż według niej miał całkowite prawo zdradzać,intrygować, knuć i kraść a kiedy już osiągnął wszystkie swe cele zostawić mnie. Sąd działa należycie udzielając rozwodu przyznając groszowe alimenty, pozbawiając ubezpieczenia społecznego, bo przecież jest nowa rodzina, której należy się ochrona, starą nie należy się przejmować. No niby też logiczne....stara spełniła już swoją rolę może odejść.
Logiczne jest również to, że moje żądania są wygórowane, bo przecież 750 złotych to mnóstwo pieniędzy - zwłaszcza przy co miesięcznych opłatach rzędu 500 złotych ( podstawowych), koniecznych lekach rzędu 200, zalecanych ( typu wapno już nie wykupuję) to przecież zostaje mi 50 złotych - można poszaleć. Oczywiście teoretycznie powinnam resztę sobie dorobić - logiczne jak Ci mało zapracuj. Tylko rynek pracy jest jaki jest - na każde miejsce ( nie wymagające kwalifikacji) przypada ok 50 kandydatek. I jak myślicie kogo wybierze pracodawca zaoczną studentkę, emerytkę lub rencistkę,czy kobietę za która będzie musiał odprowadzić pełny ZUS?
Nie da się na etacie? Można na czarno - tu rządzą te same kryteria - lepsze są młode i silne, mniejsze ryzyko, że coś im w pracy się stanie i na głowie PIP... Ale powiedzmy że zdesperowana podejmę się takiej np. opieki nad dzieckiem. I jeśli je będę musiała podnieść trzaśnie mi kręgosłup którego mam obecnie tylko 50% ( osteoporoza nie cofa się). Czy wtedy Anhedonia równie logicznie napisze mi, że byłam świadoma ryzyka a mimo to je podjęłam? I kto wtedy mną unieruchomioną będzie się zajmował?
Wybacz In-ko, ale jakoś nie czuję się przez nią specjalnie wsparta :-( choć niewątpliwie wykazuje dużo samozaparcia.
Rady typu zaakceptować sytuację również nie wydają mi się słuszne. Bo co to tak naprawdę oznacza? Zaakceptować niesprawiedliwość, zdrady, oszustwa. Jeśli wszystkie będziemy akceptować zło, nigdy sytuacja kobiety się nie poprawi.
Renesans
I Ty mi towarzysz od "początku" - dziękuję.
Życzę Ci abyś znalazła to czego szukasz, zrealizowała plany, a nowe miejsce które zamierzasz "oswoić" okazało się przyjazne.
Rakijo!
Forum ma to do siebie, że każdy ma prawo wypowiedzieć swe poglądy. Wszystko jest cacy jeśli te poglądy zgadzają się się z opiniami ogółu. Gorzej kiedy masz inne. Bo masz wprawdzie "być sobą" ale w ściśle określonych ramach i raczej nie wychylać się, bo mogą Ci to czy owo przyciąć - w ramach dobrze pojętej nauki pokory ( która wszak nikomu nie zaszkodzi)
Fakt, że niektóre rady mogą wskazywać, iż ich autorki nigdy nie zetknęły się z problemem ( np.szukania pracy po pięćdziesiątce) budzą moje rozczulenie - dobrze, że tego nie doświadczyły i oby nigdy nie poznały go od strony praktycznej.
Oczywiście, że jesteś księżniczką. Księżniczką się jest i już! I tego nic nie zmienia bo prawdziwa arystokracja to stan ducha, nie posiadania :-)
Bożenko1
Współczuję i jak wynika z mego wątku wiem dokładnie czego, to nie jest zdawkowe.
Staram się ratować jak potrafię. To forum dało mi kilka nowych przyjaciółek (z którymi jestem w prywatnych kontaktach) oraz uzmysłowiło mi pewną bezcenna rzecz....Jestem szczęśliwa, że nie ma we mnie zawiści iż ktoś ( no poza już nie moim;-)) ma lepiej, nie ma we mnie radości, że ktoś ma gorzej, że wolę trzymać nos w książce zamiast w cudzych sprawach, że nie czuję potrzeby udzielania rad nie mając do tego merytorycznego przygotowania....
Poza tym zaczynam przyzwyczajać się do samotności, dostrzegać pewne jej plusy ...typu nie muszę pełnić 24 godzinnego dyżuru przy osobie małżonka Pana jak to niegdaj bywało i świadczyć usług typu ściąganie butów przybyłemu w stanie wskazującym gołym okiem....
Idac Twoim tokiem myslenia, to kazda zdradzona kobieta, nie wazne czy pracujaca czy nie , powinna brac alimenty na siebie rowniez. Nie mowiac o 2 emeryturach. Jeden etet w domu, drugi etet w pracy. Wiekszosc tak ma.
A gadanie, ze kiedys kobiety nie pracowaly to jakies brednie. Moja Mama pracowala, a nie musiala, bo tato byl oficerem na statku, tesciowa rowniez.
To byl Twoj wybor, Twoja wygoda. Cale zycie na utrzymaniu i tu ZONK.
Czy cieszy mnie Twoje nieszczwscie, nie! z calego serca Ci wspolczuje. Wspolczuje juz nie tylko sytuacji, ale Twojego myslenia. Twojej beztroski.
Od 5 lat pomaga nam w domu pewna Pani, pranie , sprzatniie, gotowanie. Wszytko to na co szkoda mi po pracy czasu, czasu, ktory wole sprdzic z dziecmi. Jej sytuacja znacznie gorsza niz Twoja, sklonila ja do dzialania.
Moze musisz upasc jeszcze nizej by zaczac dzialac. Jak narazie szukasz tylko wymowek.
Idac Twoim tokiem myslenia, moze i dzieci pozwij o alimenty??? Przeciez tyle lat w wolontariacie dla rodziny pracowa
as, wiec niechnsie odwdziecza....
Julkaxx
Dziękuję, nie znałam, zajrzę tam koniecznie;-)
Jak miło, że dla mnie zarejestrowałaś się - to daje mi jakieś poczucie, że mimo wszystko nie jestem taka bee jak niektórzy usiłują mi wmówić. Oczywiście nie powinnam się tym przejmować, co sądzą o mnie osoby zupełnie mi nieznane ( wyrosłam już z wieku w którym sądzi się, że jest się takim, jakim Cię widzą inni) ale jednak mimo wszystko boli, że kobiety nie potrafią być solidarne, że są małostkowe i zazdrosne co przecież bije w całą nasza płeć.
Julkaxx
Dziękuję, nie znałam, zajrzę tam koniecznie;-)
Jak miło, że dla mnie zarejestrowałaś się - to daje mi jakieś poczucie, że mimo wszystko nie jestem taka bee jak niektórzy usiłują mi wmówić. Oczywiście nie powinnam się tym przejmować, co sądzą o mnie osoby zupełnie mi nieznane ( wyrosłam już z wieku w którym sądzi się, że jest się takim, jakim Cię widzą inni) ale jednak mimo wszystko boli, że kobiety nie potrafią być solidarne, że są małostkowe i zazdrosne co przecież bije w całą nasza płeć.
A powiedz czego zazdroszcza Ci te kobiety?????????????
Rady typu zaakceptować sytuację również nie wydają mi się słuszne. Bo co to tak naprawdę oznacza? Zaakceptować niesprawiedliwość, zdrady, oszustwa. Jeśli wszystkie będziemy akceptować zło, nigdy sytuacja kobiety się nie poprawi.
Zuza jeżeli wg Ciebie nie jest słuszną radą zaakceptuj swoją sytuację to trudno, nie akceptuj jej zadręczaj się dalej.
Ja już wielokrotnie w Twoim wątku pisałam - Twoje życie Zuzka, zrób z nim co chcesz.
Chcesz do końca życia robić z siebie cierpiętnice - to rób,
jeżeli taka postawa Tobie pomaga - proszę bardzo.
Ja tez sledze ten watek od samego poczatku. Sa osoby, ktorym nie mozna pomoc. Wydaje mi sie, ze one maja sklonnosci do psychicznego masochizmu. Co by sie nie doradzilo i tak bedzie odrzucone. Jezeli ktos nie widzi swiatla na koncu korytarza, to tylko cud moze go usatysfakcjonowac. Moze zmiana duchowa i przejscie na Buddyzm bylaby tu najlepszym rozwiazaniem. Wielu osobom to pomoglo.
Zuzanna 58 napisał/a:... mimo wszystko boli, że kobiety nie potrafią być solidarne, że są małostkowe i zazdrosne co przecież bije w całą nasza płeć.
A powiedz czego zazdroszcza Ci te kobiety?????????????
TEŻ bym chciała wiedzieć.
RAŻĄCO solidarne jest sięganie do wspólnej puli ZUS-u, tam gdzie pracujący odprowadzali przez całe życie składki... Bo IKE w minimalnym stopniu (jeśli w ogóle) TEJ grupy wiekowej dotyczy... Znaczy podzielmy się... ![]()
TRUDNO-darmo - to co dla jednych "należne", dla innych niezrozumiałe.
Taka pewnie umrę, że uważam iż "UMIESZ liczyć? Licz na siebie" (analogicznie jak z tym "ścieleniem"
). A osoby z niekończącymi się roszczeniami są dla mnie nie do pojęcia ![]()
Mogę współczuć, iż długoletni partner okazał się w jakiś sposób oszustem (nie dotrzymał wszak przysięgi) - nie zaakceptuję przez to prawa osoby oszukanej do oszukiwania kolejnych... jak się ma zmienić na lepsze w tym kraju, jeżeli uważa się "wysysanie" społeczeństwa za intratną możliwość, a nie coś niegodnego? Znamienne.
I skąd na Boga wzięły Ci się owe wytykane Wartości Chrześcijańskie??? Bo uważam, że Święto Zmarłych jest dla nieżyjących...?
Dobra - czuję się pokonana. Odpuszczam wszelkie rozmowy i dyskusje w tym temacie... bo on mnie przerasta.
Jestem pewnie "prościej skonstruowana" - gdy mam problem np. typu BRAK pieniędzy, szukam SPOSOBU jego rozwiązania (albo kilku) a nie POWODÓW by szukać usprawiedliwień dla braku zmian.
A w cuda nie wierzę.
POWODZENIA i satysfakcji (?) z TRWANIA.
Anhedonio
Nie rozumiem Twego zacietrzewienia. Czy ja robię jakiś zamach na Twą emeryturę? Czy domagam się od Ciebie sponsorowania? NIE! Domagam pieniędzy od już nie męża, gdyż uważam, że jest mi je winien. Uszczuplam zasoby jego nowej rodziny? Sorry, ale nowa partnerka mojego "już nie" doskonale wiedziała, że jest "obciążony" więc świadomie decydowała się na umniejszone dochody.
Dziękuję za Twój udział w moim wątku. Muszę przyznać, że wnosiłaś do niego sporo ożywienia, a twoje posty wyciągały mnie z marazmu, bo podbijałaś mi ciśnienie. Ale chyba nie będę do nich tęsknić...choć kto wie?
Szczerze Ci życzę wszystkiego najlepszego
TakasobiejaS
Idąc Twoim tropem rozumowania to miałaś trudne dzieciństwo - tata na morzu, mama w pracy... Może to właśnie jakoś rzutuje na Twą osobowość?
Jeszcze raz podkreślam - nie wyciągam "lewych" pieniędzy z ZUS, nie odbieram ich sierotom, wdowom, nie latam po zasiłek do MOPSu. Co mi zarzucasz? Chcę coś od Ciebie? - Nie.
Szanuję Twoje prawo do wypowiadania opinii, ale byłabym wdzięczna, gdybyś bardziej wyważała swe wypowiedzi. Według Twego rozumowania ja przez całe życie NIC nie robiłam...Ty do tego "NIC" zatrudniasz pomoc domową... Czujesz nielogiczność? Dlaczego moje osobiste zaangażowanie w czynności domowe traktowane jest przez Ciebie jako nieróbstwo? Bo nie żądałam za nie od męża określonego wynagrodzenia?
Uwagę o pozwaniu dzieci o alimenty mogłaś sobie darować - nie świadczy ona najlepiej o Twej równowadze :-( a to deprecjonuje wagę Twego postu.
Elfino
Zaręczam że nie mam skłonności do masochizmu i właśnie z tego powodu ,nie czuję ochoty do karania się, za cudze winy. Światło w korytarzu widzę zawsze, mam w nim okno a za nim uliczne latarnie ;-)
W cuda nie wierzę -jestem realistką.
Buddyzm jako system filozoficzny jest ok, mam kilku przyjaciół buddystów, ale sama nie czuję potrzeby być gorliwą jego wyznawczynią - lubię mięsko;-)
In-ko
Nie wiem, dlaczego tak mi ciągle wpierasz te cierpiętnicę :-( To że cierpię to nie oznacza, że uwielbiam ten stan. Nie wiem czy zauważyłaś, że nie pytana, nie epatuję nikogo moim stanem. Pytana odpowiadam szczerze, ot i wszystko.
609 2015-03-08 22:38:51 Ostatnio edytowany przez Kathy08 (2015-03-08 23:50:32)
A ja się przyznam, a niech tam
Zazdroszczę Zuzannie tego, że mogła w spokoju zająć się dziećmi, kiedy były małe i..... i poza tym nie zazdroszczę Jej niczego więcej. Ja mogłam sobie pozwolić tylko na niecały rok urlopu wychowawczego
. A sama też byłam wychowywana przez Nianię, ponieważ moi rodzice i dziadkowie pracowali.
Poza tym cóż? Drogie Panie niestety zaczynamy się powtarzać, bijemy w kółko tę samą pianę. Dałyśmy dobre rady ( którymi podobno jest wybrukowane piekło
) i myślę, że NIC więcej już tu się nie da zrobić, gdyż zapewne żadna z nas nie jest w stanie dać Zuzannie pracy, a już na pewno nie za 2,5 k.
Zuzanno, alimenty od dzieci też istnieją i znam osoby, które o takowe występowały. Paradoksalnie jednak o alimenty od dzieci występują głównie alkoholicy, którzy większą część życia spędzili z dala od tych dzieci.
Poniewaz problem pieniedzy jest jedna z powaznych przyczyn Twojego pesymizmu, proponowalabym zainteresowac sie odwrocona hipoteka. Masz mieszkanie, a to juz bardzo duzo. Mozesz w ten sposob pomoc sowie finansowo.
611 2015-03-08 23:04:39 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-08 23:07:13)
In-ko
Nie wiem, dlaczego tak mi ciągle wpierasz te cierpiętnicę :-( To że cierpię to nie oznacza, że uwielbiam ten stan. Nie wiem czy zauważyłaś, że nie pytana, nie epatuję nikogo moim stanem. Pytana odpowiadam szczerze, ot i wszystko.
ja tobie wpieram !
poczytaj, co piszesz ...
Zuzka czy jesteś wstanie na siebie spojrzeć tak z boku ?
jak znajdę chwilę czasu zacytuje Tobie, twoje własne wypowiedzi
od zamrażaniu się na śniegu zimą do wolontariatu wobec rodziny ...
masz dach nad głową
masz alimenty
masz dzieci
masz przyjaciółki
masz 2 ręce i 2 nogi
i to wszystko i tak zbyt mało, żeby żyć - normalnie, bo o szczęściu, już nawet nie wspomnę
bo powinnaś mieć 2500 zł na miesiąc (od byłego męża)
zrozumienie swojej traumy u innych
i współczucia ciężkiej sytuacji (mąż opuścił dla młodszej)
ach straszne, to wszystko
Poniewaz problem pieniedzy jest jedna z powaznych przyczyn Twojego pesymizmu, proponowalabym zainteresowac sie odwrocona hipoteka. Masz mieszkanie, a to juz bardzo duzo. Mozesz w ten sposob pomoc sowie finansowo.
Może się mylę, ale odwrócona hipoteka jest dla osób po 65 roku życia. Zuzanna, sądząc po nicku, jest młodsza.
Wystarczy poczytac w internecie. Jest duzo mozliwosci.
Moje dziecinstwo bylo bardzo szczesliwe, mam wpojone zasady, ktorych Ty nie masz. Wyniesiona z domu zaradnosc zyciowa, ambicja, cel w zyciu... wiesz co to...? Wspolczuj w takim wypadku 90% spoleczenstwa, bo ich rodzice pracuja.
Tak mam pania do pomocy w domu, jakos wole po pracy spedzac czas aktywnie z dziecmi, niz szorujac podlogi.
Ciesze sie kazdym dniem, a Ty?
Podobno ludzie sie nie zmieniaja, wiec jesli Ty zawsze taka bylas, a nie wierze , ze sie nagle zmienilas, to ja zaczynam rozumiec Twojego meza. Czy TY kiedykolwiek analizowalas, dlaczego, Twoje malzenstwo sie skonczylo??
Moze wlasnie zamiast wciaz oskarzac, poszukaj winy w sobie , choc troszeczke.
Mam wrazenie , ze Ty upijasz sie beznadziejnoscia dnia codziennego, lepiej przeciez pograzac sie coraz mocniej niz cos z tym zrobic.
Popatrz Zuzanno wpierw, kazdy tu Ci wspolczul, teraz kazdy ma dosc. Swoja postawa odpychasz ludzi.
Zyj dalej, jak dotychczas, licz na to, ze ktos Ci podaruje pieniadze. Cale zycie wyciagalas reke, wiec moze i teraz, ktos gdzies cos wrzuci.
ZAWSZE wspolczuje kobieta w takiej sytuacji jak Twoja, ale jesli ty nie szukasz tu rady, jak sobie pomoc, to juz Twoja wina.
Mam nadzieje, ze wreszcie otworzysz oczy, przestaniesz zerowac na rodzinie, dorabiajacych sie dzieciach, znajomych. Milego dnia Zuzanno, czasmi warto zmienic szlafrok na kurtke, wyjsc do ludzi i pocieszyc sie tym co jest.
Moje dziecinstwo bylo bardzo szczesliwe, mam wpojone zasady, ktorych Ty nie masz. Wyniesiona z domu zaradnosc zyciowa, ambicja, cel w zyciu... wiesz co to...? Wspolczuj w takim wypadku 90% spoleczenstwa, bo ich rodzice pracuja.
Tak mam pania do pomocy w domu, jakos wole po pracy spedzac czas aktywnie z dziecmi, niz szorujac podlogi.
Ciesze sie kazdym dniem, a Ty?
Podobno ludzie sie nie zmieniaja, wiec jesli Ty zawsze taka bylas, a nie wierze , ze sie nagle zmienilas, to ja zaczynam rozumiec Twojego meza. Czy TY kiedykolwiek analizowalas, dlaczego, Twoje malzenstwo sie skonczylo??
Moze wlasnie zamiast wciaz oskarzac, poszukaj winy w sobie , choc troszeczke.Mam wrazenie , ze Ty upijasz sie beznadziejnoscia dnia codziennego, lepiej przeciez pograzac sie coraz mocniej niz cos z tym zrobic.
Popatrz Zuzanno wpierw, kazdy tu Ci wspolczul, teraz kazdy ma dosc. Swoja postawa odpychasz ludzi.
Zyj dalej, jak dotychczas, licz na to, ze ktos Ci podaruje pieniadze. Cale zycie wyciagalas reke, wiec moze i teraz, ktos gdzies cos wrzuci.
ZAWSZE wspolczuje kobieta w takiej sytuacji jak Twoja, ale jesli ty nie szukasz tu rady, jak sobie pomoc, to juz Twoja wina.
Mam nadzieje, ze wreszcie otworzysz oczy, przestaniesz zerowac na rodzinie, dorabiajacych sie dzieciach, znajomych. Milego dnia Zuzanno, czasmi warto zmienic szlafrok na kurtke, wyjsc do ludzi i pocieszyc sie tym co jest.
Brutalnie to wszystko wyjasnilas, ale moze czasami taki "Kubel zimnej wody" jest bardziej pomocny. Mam synowa, ktora robi wszystko, aby siedziec w domu, nie rozumie jej. Osobiscie nigdy nie opieralam swojego zycia na mezu. To przede wszystkim matki powinny przekazac corkom. O to kobiety walczyly NIEZALEZNOSC.
TakasobiejaS
Cieszę się, że z domu wyniosłaś zasady...szkoda tylko, że wśród nich zabrakło "primum nocere", szacunku i choć odrobiny wrażliwości. No wiem, to nie są pożądane cechy u osoby przedsiębiorczej.
Na jakiej podstawie uważasz, że wolno Ci obrażać mnie? Co daje Ci prawo do osądu osoby, której nie znasz?
Jeśli chodzi o powody dla których mój "już nie mój" postąpił jak postąpił ( a które z właściwą sobie subtelnością sugerujesz) to podejrzewam, że były nieco inne, niż powody Twego małżonka, dla których pisał listy miłosne do innej kobiety i ukrywał przed Tobą dziecko z jeszcze inną kobietą.
Otóż w czasie kiedy nawiązał swój romans, ja byłam po ciężkiej operacji ginekologicznej i w związku z tym na dłuższy czas byłam wyłączona z aktywności erotycznej.
Zauważ również, że skoro wytrzymał ze mną przeszło 30 lat to raczej nie mój charakter legł u podstaw naszego rozstania. W moim mieście tylko w ubiegłym roku było ponad 200 rozwodów z winy męża par z przeszło 30 letnim stażem... Pewnie wszystkie te kobiety były strasznie wredne...
Jesteś jeszcze młoda kobietą i nie wiesz co Cię dalej czeka w małżeństwie, więc nie feruj proszę wyroków, zwłaszcza w takim tonie, bo możesz kogoś bardzo skrzywdzić. I nie chodzi mi tu o własną osobę, bo jak zaznaczyłam, nie przejmuję się opiniami ludzi, którzy mnie nie znają, ale młodsze osoby mogą się tym zupełnie niepotrzebnie zdołować. Nie staraj się nikogo, proszę, wpędzać w poczucie winy, bo to może się tragicznie skończyć. Wszyscy tu obecni zmagają się z trudnymi problemami, ale nie wszyscy mają jednakową odporność psychiczną, weź to proszę pod uwagę.
Jeśli tak bardzo cenisz sobie czas aktywnie spędzony z dziećmi, dlaczego siedzisz przed kompem na tym forum, zamiast się nimi zajmować?
Nie szukałam tutaj współczucia - ono nie jest mi do niczego potrzebne. Założyłam wątek ku "przestrodze" innych pań, które tak jak ja były ufne, wierne i oddane rodzinie.
Jestem cały czas pod opieką psychiatry i psychologa. Terapeutka powiedziała mi, że moja depresja przebiega niemalże książkowo - czyli najpierw okres wielkiej rozpaczy a teraz faza zobojętnienia i inercji. Tak podobno musi być :-( i nie ma sensu niczego na siłę przyspieszać, bo to niczemu dobremu nie posłuży, muszę to przeżyć teraz, aby w przyszłości być od niej wolną.
Elfino
"Kubeł zimnej wody" może i jest w jakichś tam przypadkach pomocny ( osobiście słyszałam, że działa na gryzące się psy), ale kubeł "pomyj" nikomu nie przyniesie pożytku ( no może poza wylewającym go - pozbędzie się swych nieczystości)
618 2015-03-09 22:03:40 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-09 22:09:54)
Jestem cały czas pod opieką psychiatry i psychologa. Terapeutka powiedziała mi, że moja depresja przebiega niemalże książkowo - czyli najpierw okres wielkiej rozpaczy a teraz faza zobojętnienia i inercji. Tak podobno musi być :-( i nie ma sensu niczego na siłę przyspieszać, bo to niczemu dobremu nie posłuży, muszę to przeżyć teraz, aby w przyszłości być od niej wolną.
Zuza jak długo już jesteś w depresji ? Jak długo jesteś pod opieką lekarza z tego powodu ? Bo z moich obliczeń wynika, że to już rok czasu ... a w takim razie czy to aby książkowy przebieg?
619 2015-03-10 10:24:12 Ostatnio edytowany przez Antypoda (2015-03-10 10:52:59)
Chciałam do Ciebie, Zuzanno, napisać na maila. Zdaje się jednak, że poczta jest zablokowana więc postanowiłam się uaktywnić i napiszę tu, bo z rosnącym zainteresowaniem (żeby nie powiedzieć oburzeniem) czytam ten wątek i chciałabym się ustosunkować.
Skoro wszystkie panie tak lekką ręką rozliczacie Autorkę, to ja mam kilka pytań.
Do Inki.
Kiedy ostatnio zdarzyło Ci się stracić męża i zaufanie do połowy ludzkości po 30 latach wspólnego życia? Jak długo wg Ciebie POWINNA trwać depresja po takiej traumie i dlaczego podważasz słowa i Autorki i jej psychologa? (O ile dobrze liczę, pierwszy wpis Zuzanny zaistniał tu we wrześniu 2014, więc od rozwodu minęło zaledwie pięć miesięcy, podczas których kobieta musi CAŁKOWICIE przemodelować swoje życie i ogarnąć nową rzeczywistość. Ludzie latami po czymś takim dochodzą do pionu, bo to nie obóz marines tylko życie.)
Do Anhedonii.
Czy człowiek, który został potrącony przez pijanego kierowcę i chce uzyskać od winowajcy i/lub państwa świadczenia przywracające mu przedwypadkowy standard życia też jest społecznym pasożytem? Jak rozumiem, Ty w momencie rozwodu (rozwodów?) miałaś stabilną i satysfakcjonująco płatną pracę, więc samodzielne stanięcie na nogi było dla Ciebie kwestią tygodni a nie miesięcy czy lat. Byłaś też wówczas wolna od rozterek, CZY i CO ew. zasądzić od męża. Czy tak? A jeśli tak, to dlaczego po dziś dzień, mimo upływu lat nie rozwiązałaś kwestii majątkowych z b. mężem, nawet z jakąś krzywdą dla siebie, ale choćby po to, żeby oszczędzić dziecku (dzieciom?) widoku tej szarpaniny i oglądania wiarołomnego tatusia z nową rodziną w tym samym domu? Czyżby jednak majątek i poczucie sprawiedliwości miały znaczenie?
Ponieważ tak świetnie sobie radziłaś, Anhedonio, nie musiałaś też zapewne nigdy korzystać z JAKIEJKOLWIEK pomocy państwa/zakładu pracy (budżetówka) na siebie lub dzieci. Jakieś (choćby jednorazowe) dofinansowanie na podręczniki/kształcenie, zasiłki, wczasy pod gruszą? A jeśli jednak korzystałaś, to czy nie wydaje Ci się, że Twoje święte oburzenie w imieniu wszystkich podatników tego kraju jest poważnym nadużyciem? Podatnicy (lub koledzy z zakładu pracy odprowadzający składki na fundusz socjalny) nie zawinili przecież w Twoim wyborze partnera, który nie uznał za stosowne łożyć w odpowiednim wymiarze na dzieci i nadwyrężyłaś zaufanie społeczne obciążając tym kosztem m.in. mnie jako podatnika. Czyli co? Na Kalego się zrzucać ? dobrze, Kali na innych się zrzucać ? źle?
Są kraje, w których standard życia żony po rozwodzie z winy męża nie śmiałby się pogorszyć. Tam sarkastyczne wypowiedzi o tym, jak to przykro, że się przeliczyła (!) i powinna być mądrzejsza zawczasu bo life is brutal, zostałyby pożarte na przystawkę a sarkazm i protekcjonalizm Anhedonii w jej choćby dwóch ostatnich komentarzach zostałby należycie oceniony.
Do takasobiejaS.
Zuzanna pozostawała w domu z dziećmi i tworzyła gospodarcze i logistyczne zaplecze dla mężczyzny, który rozwijał się zawodowo. To dzięki również jej PRACY ?na tyłach? lepiej zarabiał (i przez to odprowadzał do skarbu państwa wyższe podatki i składki zus oraz,z tego co wyczytałam, zdołał ?odłożyć? na boku na nowy dom dla siebie i nowej wybranki). Dlaczego teraz traktujesz ją jak nieroba? Jak kretynkę, która sobie za wiele wyobrażała? Modele rodziny są różne i ten właśnie - żona w domu / mąż w zakładzie pracy wybrali WSPÓLNIE Zuzanna i jej partner. Takich związków jest sporo w tym kraju i paru innych. Czy kobiety szczęśliwie do końca życia w takim modelu pozostające do grobowej deski (czytaj bez zdrad i porzuceń) są pozbawione prawidłowych zasad? Sama od zarania dziejów pracuję bez względu na sytuację rodzinną, ale to też mi nie pomogło w momencie analogicznego dramatu, bo burzy się pewien układ finansowy i logistyczny a rozwalona psychika w ogarnięciu tej zmiany nie pomaga. Jeśli mężowi Zuzanny było z nią źle, to powinien od niej zwyczajnie odejść i dopiero potem wchodzić w inne związki i płodzić kolejne dzieci. Najwyraźniej było mu jednak całkiem nieźle I TU I TAM. Trudno mi sobie wyobrazić bardziej niestosowny (żeby nie powiedzieć podły) tekst skierowany przez jedną kobietę do drugiej w takiej sytuacji niż Twoje ?zaczynam rozumieć Twojego męża?. Ostrożnie, moja droga, z takimi stwierdzeniami, bo never know, kiedy to Ty okażesz się niewystarczająco dobra i będziesz musiała udowadniać, że nie jesteś wielbłądem.
Pomoc osobie w tak dramatycznej sytuacji wymaga ogromu cierpliwości, a jeszcze więcej pokory i zrozumienia pewnych mechanizmów. Jeśli się tych zasobów nie posiada, to może lepiej ugryźć się w język, bo ironizowanie, strzelanie fochów, odgryzanie się, sarkazm i wywyższanie się łatwo prowadzi do czegoś, co się nazywa wtórną wiktymizacją.
Zuzanno. Jesteś w gruncie rzeczy nadal świeżo po najgorszym szoku i traumie rozwodowej. Sama przez to przeszłam i w zupełności rozumiem Twój stan. Zrozumiałe jest, że cierpisz po utracie złudzeń oraz określonej wizji życia (również tej majątkowej), na którą kiedyś z kimś się umówiłaś i WSPÓLNIE WYPRACOWAŁAŚ, a teraz została Ci odebrana na rzecz innej rodziny. A że trochę sobie tu narzekasz? No cóż. Od tego w końcu m.in. są fora ? taki to ?p-powodziowy kanał ulgi?. Gorsze i bardziej zaciężne żale tu bywały. Niektóre panie latami na tym forum siedzą, bo nie uporały się z problemem, a jedynie chojraczą. Wiele osób po takim wstrząsie pozostaje w niemocy, depresji i podobnych do Twoich rozterkach dużo dłużej. Żadna w takim stanie nie chce być traktowana jak ociągający się, roszczeniowy darmozjad. Podoba mi się Twoja uczciwość i to, jak bronisz swojej pozycji. To dobrze wróży.
Jeśli tylko znajdziesz w sobie siły - walcz o swoje. Najwyżej się nie uda. Jesteś inteligentną, błyskotliwą kobietą, z wykształceniem, z poczuciem humoru, otrzymałaś tu sporo fajnych, życzliwych porad. Masz dobrą pozycję startową do tego, żeby się porządnie odepchnąć od dna. Póki co, tego wszystkiego nie dostrzegasz jedynie przez pryzmat dramatu (a 30 lat, to nie w kij dmuchał i mało która z nas wie, czym jest taki staż w małżeństwie i strata z tym związana). Ale też nie popełniasz żadnego grzechu rozważając WSZELKIE warianty świadczeń dla siebie. Byłabyś nierozsądna, gdybyś ich nie rozważała. Masz prawo zadbać o to, żeby bez lęku, również tego finansowego, myśleć o swojej przyszłości. Wystarczy, że ukradziono Ci przeszłość. Daruj sobie tylko tego faceta, proszę. Masz jeszcze sporo życia przed sobą. Nie trać go na śmiecia pozbawionego odwagi cywilnej (że o innych męskich walorach nie wspomnę), tylko dlatego, że zainwestowałaś w niego kawał życia i nadal masz w głowie tamten scenariusz. Się zdezaktualizował i trzeba napisać inny. Może nawet lepszy.
Edycja
Ponieważ znam nieco zwyczaje panujące na forum, to z góry uprzedzam ew. domniemania nt. tego, czy przypadkiem ja nie równa się Zuzanna. Każdemu, kto ma takie przypuszczenia proponuję zgłosić mój post do Moderacji z takim zapytaniem. Technicznie to jest do stwierdzenia.
Antypoda:)
Dziękuję, napisałaś to co myślą również inni. Dobrze, że są takie kobiety.
Antypoda, też się cieszę z Twojego postu.
Antypoda:)
Dziękuję, napisałaś to co myślą również inni. Dobrze, że są takie kobiety.
podpisuje sie pod tym
Kazda z nas przezywa inaczej, każda przezyla swoj dramat.
Nie nam oceniac.
Jesli kogos nudza/denerwuja/mega wkurzaja posty Zuzanny- po co tu wchodzi???
Zuzanno jestem z Tobą sercem ;-))
10/10
Na pewno masz wiele racji w tym co napisalas. Tylko juz nadszedl czas, powoli budzic sie z tego letargu. Zuzanna powinna docenic to, ze jest wiele kobiet, ktore zostaly porzucone i sa w gorszej sytuacji, maja male dzieci, brak mieszkania itd. Sa kraje w ktorych oprocz podzialu wspolnego majatku, kobiecie sie nic
nie nalezy. W tych krajach na pozostawanie w domu moga sobie pozwolic, tylko zony milionerow. Porownywanie do innych panstw jest zbedne. Juz tu pisalam, ze mam siostre w bardzo podobnej sytuacji, efekt tego rozpaczania to walka z rakiem. Wlasciwie to walka o kazdy miesiac przezycia.
625 2015-03-10 11:57:32 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-10 12:05:30)
Do Inki.
Kiedy ostatnio zdarzyło Ci się stracić męża i zaufanie do połowy ludzkości po 30 latach wspólnego życia? Jak długo wg Ciebie POWINNA trwać depresja po takiej traumie i dlaczego podważasz słowa i Autorki i jej psychologa? (O ile dobrze liczę, pierwszy wpis Zuzanny zaistniał tu we wrześniu 2014, więc od rozwodu minęło zaledwie pięć miesięcy, podczas których kobieta musi CAŁKOWICIE przemodelować swoje życie i ogarnąć nową rzeczywistość. Ludzie latami po czymś takim dochodzą do pionu, bo to nie obóz marines tylko życie.)
mnie nie zdarzyło się stracić męża po 30 latach itd.
ale nawet gdyby to wcale nie znaczy, że zachowywałabym się tak jak Zuzanna,
bo radzenie sobie w sytuacjach ekstremalnych jest zdolnością czy predyspozycjami osobniczymi
domyślam się, że pisząc do do mnie chciałaś pokazać, że nie wiem jak to jest więc nie mogę czy porównywać czy też się wypowiadać,
otóż mogę i jedno i drugie
dalej nie podważam tylko się dopytuję ...
a dlatego, że właśnie depresja ani nie jest mi obca a i jest to również zakres mojej powiedzmy pracy zawodowej
ponieważ śledzę wątek Zuzy zastanawia mnie jak tak długi stan (pomimo intensywnych działań terapeutycznych i farmakologicznych) może trwać (bo rzeczywiście może) ale na ile jest to przebieg książkowy
i czy nie warto w Zuzy przypadku jednak zintensyfikować leczenia
na koniec dodam, ze oprócz rozumienia trudnej sytuacji autorki (którą staram się rozumieć) i utwierdzania ją w przekonaniu jej "beznadziejnego losu" warto stymulować, ją również w inny sposób
od tego również jest to miejsce Forum, żeby pokazać różnorodność
to tyle z mojej strony dla ciebie Antypodo
świetnie, że włączyłaś się aktywnie do wątku Zuzy myślę, że nadal będziesz ją wspierać i towarzyszyć, być może przyniesie jej to więcej korzyści niż moje działanie
626 2015-03-10 12:30:59 Ostatnio edytowany przez takasobiejaS (2015-03-10 12:36:41)
Widac Antypodo nie doczytalas watku Zuzy dokladnie, ona juz we wrzesniu zeszlego roku pisala, ze jej batalia sadowa trwa rok.
Czyli spokojnie mozna przyjac, ze Zuzanna, ze dwa lata wegetuje, czekajac na cud.
Kazda propozycja pomocy, czy tez rada jak zmienic marny los, konczy sie calkowita negacja Zuuzanny : Nie bo......,(wpisz wybrane)
Co w takim razie powinna zrobic Zuza , aby bylo ksiazkowo?!
Zakladajac, ze jest jeszcze w wieku, gdzie powinna pracowac. Gdyby jednak choroba uniemozliwiala jej prace, czyz nie mialaby renty? Ile w takim razie powinny alimentow dostac samotne matki z dziecmi, zakladajac , ze Zuzanna chce na siebie 2500?
Lepiej przyklaskiwac, mowic jaka to biedna, no i doluj sie dalej.
Zuzanna co probujesz dowiesc piszac o moim malzenstwie? To mialo byc jakies porownanie? Nie widze zadnych podobienstw, zarowno dziecko (5lat przed malzenstwem), jak i listy zdarzyly sie zanim sie pobralismy. Podczas malzenstwa maz nie kontaktowal sie z zadna z nich. Fakt, maz moj zatail wszystko, nigdy go nie bronilam, wrecz przeciwnie, jego postepowanie wywoluje moj wielki sprzeciw, ale nijak ma sie to do twojej sytuacji. Wiec jakiez to powody, Twioim zdaniem kierowaly moim mezem? Za nic nie rozumiem porownania tych dwoch sytuacji.
Jakis czas temu, u jednej z kolezanek wykryto raka piersi, kobieta mloda lat 40. Pozniej przerzuty kolejno pluca, watroba, kosci... Ma 10 letniego synka. Zbieglo sie to niestety z trwajacym rozwodem. Co Twoim zdaniem powinna zrobic ona?
Wspolczuje Zuzannie, rozwodu, sytuacji w jakiej sie znalazla, za to kompletnie nie popieram tego co robi, a raczej nie robi teraz.
Dwuletnie oplakiwanie tego co sie utracilo, to barszo dlugi czas.
Moze to inne pokolenie, moze inne myslenie, ale ja nie wyobrazam sobie byc cale zycie zalezna od kogos. Kazda z nas chcialaby siedziec z dziecmi jak najdluzej, wiekszosc jednak pracuje. I tyle o ile rozumiem , ze kiluletni dzieck potrzebuje pomocy mamy, to nie wiem co stalo na przeszkodzie pojscia do pracy gdy dziecmi mialy po nascie lat.
Ten watek powinien byc przestroga, lekcja zycia, dla kazdej kobiety, ktora za centrum wlasnego zycia stawia meza.
Popieram Antypodę, nie umiałam zwerbalizować tego tak jak ona.
Trzymaj sie Zuzanno.
Zbyt łatwo przychodzi nam osądzać innych
Zuzanno, Antypodo
Piszę do Was obu, ponieważ widzę, że macie wspólny punkt widzenia na sytuację Zuzanny.
Chciałabym jednak, abyście spojrzały na to innymi oczami i bardziej obiektywnie.
Zuzanna wyszła za mąż i przez 30 lat była na utrzymaniu męża wychowując dzieci i dbając o dom ale to była jej decyzja..
Większość kobiet niestety musi pogodzić pracę zawodową z obowiązkami domowymi, bo albo są ambitne i chcą się realizować w pracy, albo najnormalniej życie ich do tego zmusiło..
Zuzanna przez 30 lat kwitła jak pączek w maśle przy boku męża, który dawaj jej poczucie bezpieczeństwa i zabezpieczenie finansowe, gdy tymczasem jej koleżanki zapierniczały po pracy do domu obładowane siatami, aby zrobić dzieciom obiad, pranie i wyprawić je na rano do szkoły..
Niestety jak to często w życiu bywa Pan mąż znalazł sobie młodsza kochankę, której zmajstrował dziecko i przez 4 lata oszukiwał obie panie. Gdy prawda wyszła na jaw zdecydował, że "odchodzi.. I tak zaczął się dramat kobiety, która przez 30 lat była zależna od swojego partnera i ufała że będzie on trwał przy niej do grobowej deski..
Tak się nie stało, był rozwód i wzajemne pretensje, ale prawda jest bolesna, że te pretensje Zuzanna powinna mieć głównie do siebie za złe wybory i do Pana męża za nieuczciwość.
Teraz o pieniążkach - oczywiście pan mąż powinien zapłacić Zuzannie jak najwięcej, i pewnie tak zasądzi sąd. Nie ma to jednak nic wspólnego z pogorszeniem się jej warunków bytowych. Pensja pana męża jest jedna i musi jej starczyć na byłą żonę, i ich wspólne dziecko z kochanką, i nie ma mowy o dopłacaniu jakichkolwiek pieniędzy przez państwo, czy inne instytucje..
Konkludując, sytuacja w jakie znalazła się Autorka jest konsekwencją nie tylko zdrady męża ale także jej wcześniejszych wyborów, o wygodnym życiu w domu. Dlatego dziwi mnie oburzenie, co do wypowiedzi takasobiejaS, bo dużo prawdy jest w tym co pisze..
Abstrahując od faktu, że na emeryturę Pani Zuzanny pracuję ja, mój mąż i cała reszta, których nie było stać, aby zrezygnować z pracy zawodowej i które musiały codziennie o 6 rano zapierniczać do pracy, aby powiązać koniec z końcem. Zuzzana nie chciała pracować zawodowo bo to nie był urlop macierzyński ani inne okoliczności spowodowane chorobą, tylko jej wybór, którego konsekwencje musi teraz ponosić..
Tak, drogie Panie, ta historia powinna być przestrogą dla innych kobiet..
Zuzanno, Antypodo
Piszę do Was obu, ponieważ widzę, że macie wspólny punkt widzenia na sytuację Zuzanny.
Chciałabym jednak, abyście spojrzały na to innymi oczami i bardziej obiektywnie.
Zuzanna wyszła za mąż i przez 30 lat była na utrzymaniu męża wychowując dzieci i dbając o dom ale to była jej decyzja..
Większość kobiet niestety musi pogodzić pracę zawodową z obowiązkami domowymi, bo albo są ambitne i chcą się realizować w pracy, albo najnormalniej życie ich do tego zmusiło..
Zuzanna przez 30 lat kwitła jak pączek w maśle przy boku męża, który dawaj jej poczucie bezpieczeństwa i zabezpieczenie finansowe, gdy tymczasem jej koleżanki zapierniczały po pracy do domu obładowane siatami, aby zrobić dzieciom obiad, pranie i wyprawić je na rano do szkoły..
Niestety jak to często w życiu bywa Pan mąż znalazł sobie młodsza kochankę, której zmajstrował dziecko i przez 4 lata oszukiwał obie panie. Gdy prawda wyszła na jaw zdecydował, że "odchodzi.. I tak zaczął się dramat kobiety, która przez 30 lat była zależna od swojego partnera i ufała że będzie on trwał przy niej do grobowej deski..
Tak się nie stało, był rozwód i wzajemne pretensje, ale prawda jest bolesna, że te pretensje Zuzanna powinna mieć głównie do siebie za złe wybory i do Pana męża za nieuczciwość.
Teraz o pieniążkach - oczywiście pan mąż powinien zapłacić Zuzannie jak najwięcej, i pewnie tak zasądzi sąd. Nie ma to jednak nic wspólnego z pogorszeniem się jej warunków bytowych. Pensja pana męża jest jedna i musi jej starczyć na byłą żonę, i ich wspólne dziecko z kochanką, i nie ma mowy o dopłacaniu jakichkolwiek pieniędzy przez państwo, czy inne instytucje..
Konkludując, sytuacja w jakie znalazła się Autorka jest konsekwencją nie tylko zdrady męża ale także jej wcześniejszych wyborów, o wygodnym życiu w domu. Dlatego dziwi mnie oburzenie, co do wypowiedzi takasobiejaS, bo dużo prawdy jest w tym co pisze..
Abstrahując od faktu, że na emeryturę Pani Zuzanny pracuję ja, mój mąż i cała reszta, których nie było stać, aby zrezygnować z pracy zawodowej i które musiały codziennie o 6 rano zapierniczać do pracy, aby powiązać koniec z końcem. Zuzzana nie chciała pracować zawodowo bo to nie był urlop macierzyński ani inne okoliczności spowodowane chorobą, tylko jej wybór, którego konsekwencje musi teraz ponosić..
Tak, drogie Panie, ta historia powinna być przestrogą dla innych kobiet..
Bravo! za trafnosc wypowiedzi.
Najgorsze jest to, ze Zuzanna, wciaz nie wyciagnela lekcji, wciaz zamiast chwycic los we wlasne rece, cos zrobiic....wegetuje...
Zbyt chora by pojsc do pracy( chociaz bez poparcia w diagnozie lekarskiej, brak renty)
Kazda praca nie dobra, przeciez nie bedzie cudzych pran robic, cudze dzieci tez sa beee , nawet wnuki. PRACA w biedronce, no przeciez korona z glowy spadnie! Nie mowiac o depresji jaka przyniesie taka praca. Prosze poczytac wypowiedzi Zuzanny. Ja zadowoli tylko 2500 od meza, by dalej nic nie robic. Dzieci od dawna dorosle, od lat same potrafia kanapke sobie zrobic.
Trzeba poniesc konsekwencje decyzji, nie tylko plakac....
630 2015-03-10 16:01:02 Ostatnio edytowany przez Antypoda (2015-03-10 16:06:17)
Takata, trudno mi się z Tobą co do meritum i przestrogi nie zgodzić. Mi jednak chodzi o formę i jakiś poziom komentarzy. I ja z siatami zapierniczałam, a i po nocach wiele lat musiałam pracować. Nie mam też najmniejszych wątpliwości, że ze strony państwa nic się Zuzannie nie należy. Nie czyni to jednak z jej ROZWAŻAŃ próby naciągactwa. Ma sobie prawo rozważać co się jej podoba i usłyszeć rzeczową a nie zjadliwą poradę, która nie stawia jej w roli złodziejki tylko naświetla jej stan realny. Z drugiej zaś strony, należy się Zuzannie maksymalnie dużo ze strony męża. To on dokonał krzywdzącego wyboru z pełną świadomością tego, w jakiej zależności ekonomicznej od niego jest żona. Przez 30 lat to jemu było wygodnie mieć (zakładam) pełny i smaczny talerz, pomyte gary, ogarnięte dzieci, zadbaną małżonkę, więc teraz, w obliczu zmiany swojego stosunku do niej, powinien zabezpieczyć jej życie w takim standardzie, na jaki, powtarzam, oboje pracowali w ramach umowy wzajemnej. W świetle tego, np. ironiczny komentarz Anhedonii, czy Z. życzyłaby sobie jego podwójnej pensji, to zwykła nieuczciwość i sprowadzanie kobiety do ?należnego? jej miejsca ? innym się nie udało wywalczyć uczciwego zadośćuczynienia ? więc i ty nie podskakuj.
Inko, bardzo sobie cenię Twoje komentarze. Zaskoczyło mnie jednak, że w tej dyskusji powołałaś się na logikę. Logika to nie wszystko. Bywa pozorna, jeśli głosi ją ktoś, kto ma nie do końca pozamiatane własne kwestie.
Elfino, Zuzanna nie musi się do nikogo porównywać. Ani do innych kobiet w gorszej (ani też tej lepszej) sytuacji porozwodowej, ani do ludzi chorych. Ma własny dramat ? własne choroby, własny rozpad związku, własne zmiany wystarczająco istotne, żeby ją przytłaczać. Jestem ogromną zwolenniczką filozofii wdzięczności, ale na tym etapie, na jakim jest Zuzanna, to nie działa. To co tu robi, to zwykła i powszechna w takich okolicznościach zabawa w TAK-ALE. Sprzedaj mieszkanie ? tak, ALE? Znajdź pracę ? tak, ALE? Ona nie robi nic innego, niż nakazuje jej mechanizm negacji WSZYSTKIEGO, który się włącza w momencie zwątpienia w sens i celowość jakichkolwiek działań. 30 lat działała najlepiej jak umiała, sprawdzało się i nagle przestało. Więc po co się rzucać? Wystarczy o tym wiedzieć i podejść do jej reakcji z cierpliwością. Zuzanna jednak poszła na terapię, jednak weszła na to forum, żeby usłyszeć inne głosy niż tylko ten własny-negatywny. Idę o zakład, że walczy sama ze sobą jak może. Osobiście jestem wielką przeciwniczką poklepywactwa i truizmów, że wszystko będzie dobrze. Może wcale nie będzie. Nie wiadomo, jaką Zuzanna drogę wybierze ? może zechce gnić w szlafroku jeszcze 10 lat, a może za miesiąc wypruje jak kometa Halleya i tyle ją widziałyśmy. Coś mi się wydaje, że wszystkie porady, które tu przeczytała, w tym b. dobra Twoja o odwróconej hipotece, gdzieś tam się odkładają i byłoby miło, gdyby zaprocentowały.
A na finansowe wymagania nie ma się co oburzać. Każdy ma inny pułap, którego przekroczenie in minus oznacza katastrofę a dla kogoś innego byłby jeszcze znośną kwotą. Myślę, że standard życia połowy forumowiczek mógłby zostać uznany za fanaberie przez drugą połowę. Zuzanna zapytana o satysfakcjonującą kwotę, szczerze odpowiedziała. Mogłaby skłamać, robić na sierotkę i opowiadać, jak to zupa z szarańczy i korzonków jej wystarczy. Być może będzie musiała zweryfikować swoje potrzeby. Jednak nie zgadzam się z nagonką i robieniem z niej obiboka i oszustki. Osobiście, jeśli komuś doradzam, a widzę, że nie korzysta z tego i nadmiernie eksploatuje mój czas - wycofuję się z takiej relacji bez obrażania drugiej strony, ironizowania i wpędzania jej w jeszcze gorszego doła niż już zalicza. Uważam to za obustronnie uczciwe rozwiązanie.
Dokonujac pewnych porownan, przekazuje Zuzannie swoje doswiadczenia. Mnie to bardzo pomoglo w sytuacji, ktora wtedy wydawala mi sie bez wyjscia. Z kazdego wpisu Zuzanna moze cos wybrac dla siebie. Dobrze, ze kobiety pisza, bo przeciez moglyby przejsc kolo tego obojetnie. Tworzenie grup placzu i litosci, nie wnosi nic nowego.
Postawa a mnie zawsze "wiatr w oczy i paprochy za kolnierz" tez nie jest w jakikolwiek sposob budujaca
Zrozumcie dziewczyny ,Zuzanna nie odrzuca Waszych porad .Wiem po sobie .Wyszlam z depresji dzieki dziewczynom z tego forum .Nie piszac duzo ,ale duzo czytajac .Stara gropa ze mnie ,a dopiero doglebnie tu zrozumialam ,ze nie zmienie nikogo .Ze zmienic moge tylko siebie .
Zuzanno ty widzisz swiat realistycznie .Ja tez .Nie da sie udawac ,ze wszystko mozemy .Np na silownie ,na basen isc nie mozemy ,trywializuje ? .Nie dziewczyny ,nie .Nas najnormalniej nie stac na takie przyjemnosci .Isc do przyjaciol na impreze .Ile jeszcze razy zniosa to ,nim sie wkurza ,ze drugie piwo to juz sepienie ?
Internet mam ? Pewnie pisalam ,ze umowa jest podpisywana na dwa lata .Zrezygnuje zaplace kare .
Ja was rozumiem .Chcecie pomoc wyrwac sie z marazmu .Ale czasem tak sie nie da .
okolicznosci tak sprzegniete ,ze tylko wstajesz bo musisz .Ja Zuzanne rozumiem .Nie wstalabym z lozka ,gdyby nie to ,ze musze zajac sie Matką .
633 2015-03-10 17:11:06 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-10 17:25:31)
Inko, bardzo sobie cenię Twoje komentarze. Zaskoczyło mnie jednak, że w tej dyskusji powołałaś się na logikę. Logika to nie wszystko. Bywa pozorna, jeśli głosi ją ktoś, kto ma nie do końca pozamiatane własne kwestie.
ale logika jest niezbędna szczególnie w trudnych sytuacjach,
omijanie logiki prowadzi nas do miejsca w którym niestety znalazła się Zuzanna.
Anhedonia potrafi być właśnie logiczna, co ja doceniam i sama od niej wielu rzeczy się uczę dlatego zwróciłam uwagę na treść jej postów.
Dyskutując z Zuzanną ja nie kieruję się tylko logiką wręcz odwrotnie.
Rozumiem, że twoje uaktywnienie się w tym wątku jest potrzebą zabrania głosu w dyskusji.
Inni Antypodo ten głos również mają i mogą go używać w taki sposób jaki uważają za słuszny.
Zuzannie spojrzenie na jej sytuację z różnych stron może tylko pomóc, chociaż przyznaję nie zawsze może to być dla niej miłe. Smak lekarstwa również z rzadka bywa słodki ![]()
Tak, Inko, logika jest matką nauk wszelakich. To ona i umiejętność priorytetyzacji potrzeb i możliwości własnych uratowały mi tyłek w wielu okolicznościach życiowych, włączając tę zbliżoną do aktualnej sytuacji Zuzanny. Z jednym zastrzeżeniem - forma. Logika + sarkazm = protekcjonalizm czyli tak naprawdę kopanie leżącego.
Lata temu, kiedy sama byłam pogrążona w depresji udałam się do nfztowskiej pani psycholog po ratunek (bo inaczej już tego nie można było nazwać). Zostałam potraktowana w sposób, który raz na zawsze zobrazował mi to, w jaki sposób nie powinno się pomagać. Byłam rozdygotana, umęczona trudnymi do opisania stanami lękowymi, nie wiedziałam, co mi dolega, miałam już objawy psychosomatyczne. (Wtedy hasło depresja nie było tak popularne jak dziś i kojarzone było raczej z grymaszeniem niż z chorobą.) Mimo szczerych chęci bardzo trudno mi szło opowiedzenie, z czym się zmagam, ledwo hamowałam się od płaczu. Pani psycholog po kwadransie naszej "rozmowy" wyszczekała: może się pani będzie trochę streszczać i proszę konkretniej, bo kolejka za drzwiami na panią nie będzie czekać. Tam są osoby, które bardziej od pani potrzebują mojej konsultacji. Jak pani sama sobie nie pomoże, to ja tego za panią nie zrobię. Wstałam i jeszcze bardziej bezradna wyszłam. Mniejszą krzywdę zrobiłaby mi, gdy nie wypowiedziała ani jednego słowa albo przyznała się, że nie potrafi mi pomóc. A tak - kopnęła mnie jeszcze dalej niż leżałam. W pół roku później znakomity lekarz, tym razem już niestety odpłatnie, zdziałał ze mną cud i powolutku wygramoliłam się z doła dzięki jego życzliwej rzeczowości, cierpliwości i odpowiedniemu wsparciu farmakologicznemu.
Zgadza się, na forum publicznym każdy może się wypowiedzieć, jak mu się podoba, w granicach wyznaczanych przez regulamin. Trzeba sobie jednak zadać podstawowe pytanie - czy chcemy do Zuzanny dotrzeć z jakimś przekazem, czy tylko ją jeszcze bardziej zamknąć na dostrzeganie potencjalnych rozwiązań. Jeśli głos, o którym mówisz, Inko, ma być głosem pełnym uszczypliwości, to będzie głosem nieskutecznym. Trzeba też mieć świadomość, że wysiłki wielu forumowiczek ukierunkowane na pomoc mogą zostać skutecznie zniweczone, jeśli odezwie się taki jeden ironizujący i obraźliwy głos.
635 2015-03-10 19:02:24 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-10 19:21:19)
Tak, Inko, logika jest matką nauk wszelakich. To ona i umiejętność priorytetyzacji potrzeb i możliwości własnych uratowały mi tyłek w wielu okolicznościach życiowych, włączając tę zbliżoną do aktualnej sytuacji Zuzanny. Z jednym zastrzeżeniem - forma. Logika + sarkazm = protekcjonalizm czyli tak naprawdę kopanie leżącego.
Lata temu, kiedy sama byłam pogrążona w depresji udałam się do nfztowskiej pani psycholog po ratunek (bo inaczej już tego nie można było nazwać). Zostałam potraktowana w sposób, który raz na zawsze zobrazował mi to, w jaki sposób nie powinno się pomagać. Byłam rozdygotana, umęczona trudnymi do opisania stanami lękowymi, nie wiedziałam, co mi dolega, miałam już objawy psychosomatyczne. (Wtedy hasło depresja nie było tak popularne jak dziś i kojarzone było raczej z grymaszeniem niż z chorobą.) Mimo szczerych chęci bardzo trudno mi szło opowiedzenie, z czym się zmagam, ledwo hamowałam się od płaczu. Pani psycholog po kwadransie naszej "rozmowy" wyszczekała: może się pani będzie trochę streszczać i proszę konkretniej, bo kolejka za drzwiami na panią nie będzie czekać. Tam są osoby, które bardziej od pani potrzebują mojej konsultacji. Jak pani sama sobie nie pomoże, to ja tego za panią nie zrobię. Wstałam i jeszcze bardziej bezradna wyszłam. Mniejszą krzywdę zrobiłaby mi, gdy nie wypowiedziała ani jednego słowa albo przyznała się, że nie potrafi mi pomóc. A tak - kopnęła mnie jeszcze dalej niż leżałam. W pół roku później znakomity lekarz, tym razem już niestety odpłatnie, zdziałał ze mną cud i powolutku wygramoliłam się z doła dzięki jego życzliwej rzeczowości, cierpliwości i odpowiedniemu wsparciu farmakologicznemu.
Zgadza się, na forum publicznym każdy może się wypowiedzieć, jak mu się podoba, w granicach wyznaczanych przez regulamin. Trzeba sobie jednak zadać podstawowe pytanie - czy chcemy do Zuzanny dotrzeć z jakimś przekazem, czy tylko ją jeszcze bardziej zamknąć na dostrzeganie potencjalnych rozwiązań. Jeśli głos, o którym mówisz, Inko, ma być głosem pełnym uszczypliwości, to będzie głosem nieskutecznym. Trzeba też mieć świadomość, że wysiłki wielu forumowiczek ukierunkowane na pomoc mogą zostać skutecznie zniweczone, jeśli odezwie się taki jeden ironizujący i obraźliwy głos.
No widzisz, ja mam zgoła inne doświadczenia od Twoich, co wskazuje tylko na to, jak różnorodne osobowości w życiu się zdarzają
Lata temu będąc na dnie rozpaczy (w trakcie leczenia onkologicznego) trafiłam do lekarza, który ratował mnie z opresji zakażenia pooperacyjnego. Zauważył mój rozdygotany stan ducha (w tym czasie leczyłam tego "ducha" u specjalistów bardzo wobec mnie delikatnych), przeprosił następnych czekających w kolejce na zabieg, zamknął się ze mną w gabinecie i przez 15 minut przeciągnął po całości. Do dzisiaj nie wiem jak stamtąd wyszłam i trafiłam do domu ale był to przełom mojej destrukcji.
Usłyszałam tylko prawdę. Mocne słowa o tym, że nie jestem jedyna na świecie, że nie jestem pępkiem świata, że meczę siebie a przez to moje dziecko i bliskich, itd. I że nawet jak umrę to taka jest kolej rzeczy ... może warto jednak tą resztę czasu, która mi została spożytkować w przyjemny sposób. Powiedział również wiele innych słów, wtedy bolących okropnie. Na koniec dodał - otworzę teraz te drzwi a ty przez nie przejdziesz i sama wybierzesz ...
Zawsze pomoc może być nie przyjęta, może być odbierana jako obraźliwa czy irytująca, to już zależy od osoby tą pomocą obdarzanej. Nie znaczy to jednak, że tylko my wiemy najlepiej jaka ona ma być ... tzn w jakiej formie przekazywana.
Ja tamtemu lekarzowi za ten kop do dzisiaj wdzięczna jestem ![]()
Tyle tylko, Inko, że on z Ciebie nie szydził i nie był brutalny, a zwyczajnie stanowczy. A to wielka różnica. Uważam, że kilka komentarzy skierowanych tu do Zuzanny było właśnie tego pierwszego pokroju. Skutek był tylko taki, że wdała się w niewiele wnoszące w jej postrzeganie sytuacji dyskusje ad personam.
637 2015-03-10 19:26:51 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-10 19:31:08)
Tyle tylko, Inko, że on z Ciebie nie szydził i nie był brutalny, a zwyczajnie stanowczy. A to wielka różnica. Uważam, że kilka komentarzy skierowanych tu do Zuzanny było właśnie tego pierwszego pokroju. Skutek był tylko taki, że wdała się w niewiele wnoszące w jej postrzeganie sytuacji dyskusje ad personam.
może był brutalny, może stanowczy, może i szydził, nie to jest ważne dla mnie, czy było - był skuteczny ...
To jest Antypodo Forum
a ono ma swoje prawa i dobrze, gdy każdy kto z własnej woli tutaj jest o tym pamięta.
Zawsze można napisać - tej pani już dziękuję.
Nie sądzę, że będzie jakiś problem, tylko niech zrobi to autor wątku a nie "goście".
Wypowiadać może się każdy.
W tym również i ja.
639 2015-03-10 19:36:45 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-10 19:37:36)
W tym również i ja.
ależ oczywiście
dlatego napisałam już wcześniej do ciebie ...
świetnie, że włączyłaś się aktywnie do wątku Zuzy myślę, że nadal będziesz ją wspierać i towarzyszyć, być może przyniesie jej to więcej korzyści niż moje działanie
Nie weszłam tu, Inko, żeby rywalizować o puchar najlepszej pomocnicy ani ścigać się w gierkach słownych. Ten etap forumowania mam już za sobą. Uznałam, że chcę się wypowiedzieć w temacie, który mnie jakoś tam porusza prywatnie i również po części zawodowo interesuje. A Zuzanna sama dokona swoich wyborów.
641 2015-03-10 20:37:37 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-10 20:56:12)
Nie weszłam tu, Inko, żeby rywalizować o puchar najlepszej pomocnicy ani ścigać się w gierkach słownych. Ten etap forumowania mam już za sobą.
czyżbyś już była na tym forum,
no chyba, że wspominasz o innych ![]()
Antypodo zaistniałaś tutaj na forum, jako osoba oburzona zadająca pytania ...
(...)postanowiłam się uaktywnić i napiszę tu, bo z rosnącym zainteresowaniem (żeby nie powiedzieć oburzeniem) czytam ten wątek i chciałabym się ustosunkować.
Skoro wszystkie panie tak lekką ręką rozliczacie Autorkę, to ja mam kilka pytań.
Do Inki.(...)
Ja jestem jedną z osób wyrwanych przez Ciebie do odpowiedzi - toteż odpowiadam i tylko tyle
a teraz czytam o "gierkach słownych" czy "ściganiu" ...
Absolutnie z nikim się nie ścigam i nawet nie zamierzam, wyrażam najwyżej swoją opinie w danym temacie, ot co.
A Zuzanna sama dokona swoich wyborów.
Pełna moja zgoda w tej kwestii - absolutnie ![]()
ze tylko wstajesz bo musisz .Ja Zuzanne rozumiem .Nie wstalabym z lozka ,gdyby nie to ,ze musze zajac sie Matką .
obwarzanku (widzisz - zapamiętałam) musisz, to tylko oddychać ![]()
na resztę masz wpływ i daj sobie szanse na chcę ![]()
Jak sie domyslam, to moje komentarze wywoluja tu takie oburzenie.
To, ze nie popieram myslenia Zuzannymi jej postepowania, nie oznacza, ze jej nie wspolczuje.
Uwazam, ze Zuzanna miala duzo czasu na rozpacz, teraz pora wziac sie w garsc, dorosnac, wziac stery w swoje rece.
Zuzanna jak sama napisala, nawet spraw urzedowych nie ogarniala, bo nigdy nie musiala.
Wiec, moze przyszedl czas nauki, czas wreszcie spasc na ziemie.
Mozemy tu wspolnie urzadzic kolko lamentowe, razem z nia plakacm i pisac jakie to jej zycie do bani i nic z niego nie bedzie. Tylko po co, w czym to pomoze, nie lepiej taka osobe namawiac do dzialania?
Ja nie kaze jej biegac po silowni, czy po barach szukajac szczescia. Ja jej mowie, ze czas wziac sie do pracy. Wiele z nas ma mamy, lub sama jest w wieku Zuzanny i wciaz pracuje, by uczciwie zapracowac na emeryture.
Czas Zuzanno sie otrzasnac, lepsze to niz komornik pukajacy do drzwi.
I
TakasobiejaS
To nie Twoje opinie wywołują oburzenie,lecz ich ton i insynuacje które czynisz:-(
Nie rozumiesz mojej dygresji o Twoim małżonku - postaram Ci się ją wyjaśnić jak potrafię najlepiej.
Otóż chodziło mi o to, że twierdzisz, iż "zaczynasz rozumieć mojego.." wiec chciałam Ci zwrócić uwagę, że może powinnaś najpierw zrozumieć swojego... Czy to trudniejsze zadanie?
Widzisz, z logiką jest tak, że wszystko można interpretować bardzo różnie ( podobno nawet myślenie wariata jest w jakiś sposób logiczne).
Załóżmy, że byłabym ambitną pracoholiczką, oddaną swym zajęciom, ale i tak posypałoby mi się małżeństwo a i z pracy zwolnili ( pracoholików też zwalniają) Cóż byś mi logicznie napisała? Że jestem sama sobie winna, bo poświęcałam się egoistycznie karierze, zaniedbując dom, rodzinę i dzieci .... Czyż nie tak?
Poza tym, nie wiem dlaczego pokutuje w Tobie przeświadczenie, że kobieta nie pracująca zawodowo, pozbawiona jest ambicji, zainteresowań i pasji? I że wiedzie "jedwabne życie"? Praca w domu to nieustająca logistyczna gimnastyka ( przy zmianowych szkołach dzieci i częstych wyjazdach męża) aby potrzeby wszystkich były należycie zaspokojone. Mnie również zakupy same nie przychodziły do domu, i ja dźwigałam siaty, rowerki, wózeczki, książki i co tam jeszcze nie wspomnę. Czasy były inne, w sklepach nic nie było, wszystko trzeba było wykonać samemu. Nie miałam urlopów, zwolnień lekarskich. Pracowałam w firmie męża ( którą sobie założył, a na która zwyczajnie nie miał czasu przy innej pracy zawodowej) bez ZUSu i wynagrodzenia ( za osobę współpracująca nie ma obowiązku odprowadzania takowego).
Piszesz, że chcesz pomóc mi otrząsnąć się...chwalebne, tylko szkoda, że nikt nie nauczył Cię, iż pomoc aby była skuteczną i przyjętą powinna być "podana" taktownie...upokarzanie czy wręcz "gnojenie" stawia pod znakiem zapytania intencje 'pomagającego" gdyż nasuwa pewną smutną refleksję, iż tak naprawdę pomaga on sobie podwyższyć ego...
Niestety praca domowa nie jest w żaden sposób doceniana. Ktoś jednak musi ją wykonać.
Zuzanna pozdrawiam cię ciepło. Pakuję się:)
Wierzę, że ci się poukłada. Zresztą piszę ci to od początku. Nieźle się trzymasz w tej sytuacji.
Takataka
Zupełnie nie wiem, skąd u Ciebie przekonanie, że mam pretensje do kogoś innego niż wymienione przez Ciebie dwie osoby? jak również twierdzenie, że "na moją emeryturę" pracujesz Ty i Twój mąż?
Zapewniam Cię, że tak nie jest. pracujesz na swoją, ja swojej otrzymywać nie będę. Jeśli chodziło Ci o rentę rodzinną to tez nie wypłaca mi jej z Twoich ( ani niczyich innych składek) tylko z mojego "już nie" Więc możesz spać spokojnie, nie pracujesz na pasożyta. Owszem płacisz podatki na nieudane eksperymenty kolejnych rządów, na sieroty, narkomanów, alkoholików i patologię społeczną, ale ja nie " łapię się" do tych kategorii.
Zgodnie z sugestiami iż "winnam ponosić konsekwencje swoich wyborów", donoszę Ci, że właśnie spełniam ten obowiązek. Zaznaczam jeszcze raz, nie żeruję na Twoich i TakiejsobiejejS dochodach. Nie wyłudzam renty, zasiłku, zapomogi...
Bet!
Bardzo się cieszę, że jedziesz. Słońca, śniegu, cudownych zjazdów. Wracaj szczęśliwa i zarumieniona ( nie tylko od pędu wiatru;-))
Elfino
Nie prezentuję postawy "mnie zawsze", tylko "mnie teraz";-)
Nie jest tak, iż nie doceniam tego co mam....ale też nie przeceniam. Niestety tak to jest, że im więcej się traci, tym dłużej i trudniej się z tym pogodzić. Nie mnie oceniać, czy to trwa "za długo". Po prostu trwa :-(
Nie jest mi z tym dobrze więc chodzę na terapię, łykam prochy, szukam pracy, staram się...
Trzymam za Ciebie kciuki. Dasz rade, sa zawsze drzwi, ktore mozna otworzyc.
Antypodo!
Po pierwsze - Dziękuję!
To bardzo wiele dla mnie znaczy, że napisałaś, bo mimo iż staram się nie przejmować negatywnymi opiniami o sobie, to nie do końca mi się to udaje;-(
Nie jest przyjemnym słuchać ( czytać) wywodów iż przez całe życie było się pasożytem, zwłaszcza, że takowym nigdy się nie czułam ( i prawdę powiedziawszy nadal nie czuję - mimo bardzo sugestywnych wypowiedzi niektórych pań)
Codziennie "od nowa" próbuję się ogarnąć w czym pomagają mi bliscy. Kiedyś wręcz zapytałam ich o to, czy faktycznie jestem leniwcem, nierobem, darmozjadem, wiecznie narzekającą cierpiętnicą... Zrobili duże oczy i odpowiedzi mi: "czy gdyby tak było, zadawalibyśmy się z tobą? Chcielibyśmy przebywać w twoim towarzystwie?"
Jeśli chodzi o osobę "już nie mojego" to masz rację, nie wykazał się specjalnie uczciwością, odwagą honorem i nie ma po kim płakać. Więc już przestałam, choć nadal mi smutno i źle, ale jak pisałam w którymś poście, zaczynam dostrzegać pewne zalety jego nieobecności w moim życiu.
Weronko!
Staram się, dla siebie i dla Ciebie też;-)
Czasem wyobrażam sobie życie, jako wędrówkę po górach...mozolną, w błocie, gdzie każdy krok trzeba starannie rozważyć, zwłaszcza gdy już raz zjechało się na tyłku raniąc sobie to i owo. I gdzie zamiast spodziewanej, pachnącej nagrzanymi ziołami połoniny trafia się na skalne urwisko w dodatku z wygrzewającą się nań żmiją... Są trzy możliwości - iść dalej ryzykując że żmija zaatakuje, zawrócić i poczekać nie czyniąc gwałtownych ruchów. Wygląda na to, że obecnie wybrałam tę trzecią opcję. Nie zawsze pędzenie "byle do przodu" daje spodziewane rezultaty.