Moglabys pokazac jakies swoje obrazy
Ja lubie malowac, ale nie mam talentu.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nocne Marki - netkafejka
Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 49 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Moglabys pokazac jakies swoje obrazy
Ja lubie malowac, ale nie mam talentu.
luc odcinek gorny rzeki to cos pieknego
W naturze - jak można się domyślić - jest jeszcze piękniejszy.
Rzadko udawało mi się sfotografować zwierzęta, bo aparat wisi mi na szyi, a ja wiosłuję. Poza tym większość występujących tam zwierząt jest bardzo płochliwa. Zdarzało się nam przepływać koło czapli szarych (mają tam ostoję), które dopiero gdy się zbliżaliśmy podrywały się do lotu. Albo widzieć pikujące do wody zimorodki, stojącą na brzegu wydrę (chyba) przypatrującą się nam jakby ze zdziwieniem.
Tylko łabędzie się nie boją: 
photo uploading
Vian - wiesz z jaką przyjemnością wraca się potem do cywilizacji? ![]()
Achh, teraz to mi narobilas ochoty strasznej! Ja uwielbiam zwierzatka takie dzikie na wolnosci ogladac.
Nie mam.
Tzn wiesz, jakieś mam, ale gdzieś w kącie głębokim na strychu. Teraz właśnie jeden maluję, ale mi przestać kazali ^^'
Ja malowałam jako nastolatka tak do 21 roku życia mniej więcej. Samouk jestem, zero szkół poza plastyką. Nawet mi to chyba jako tako wychodziło, bo jedna galeria chciała mi robić wernisaż, ale jak wsiąkłam w ten artystowski, warszawski światek to stwierdziłam, że to nie za dobre dla mnie jest. Malowałam też trochę na zamówienie, zarobkowo, co było jeszcze gorsze. Nie ma nic gorszego niż malować to co się musi, a nie co się chce. Nigdy więcej. A potem jeszcze ktoś to krytykuje, bo miał w głowie jakąś wizję, której Ty oczywiście nie zrealizowałaś.
Ja nie wiem, czy mam talent. Słyszałam, że mam, słyszałam, że nie mam. Mówiąc szczerze mam to w nosie, jak mnie coś cieszy to to robię. Zamówię sobie też trochę gliny do rzeźbienia. Tak... ze 30kg... ^^'
Z łabędziem miałam kiedyś traumatyczne spotkanie, kiedy jako bodajże 3-latka poszłam z mamą do Łazienek w Warszawie w czerwonych ogrodniczkach i te ogrodniczki jakoś strasznie jednego łabędzia wkurzyły... ^^'
Z łabędziem miałam kiedyś traumatyczne spotkanie, kiedy jako bodajże 3-latka poszłam z mamą do Łazienek w Warszawie w czerwonych ogrodniczkach i te ogrodniczki jakoś strasznie jednego łabędzia wkurzyły... ^^'
A to na pewno łabędź był? ![]()
Też miałam traumatyczne
przeżycie z łabędziem, już w dorosłym życiu.
Kilka lat temu spływaliśmy Wdą, ja płynęłam w kajaku z kumpelką, a mój mąż z synem. Płynęłyśmy pierwsze i z zakrętu wpłynęłyśmy wprost na łabędzią rodzinkę z młodymi (całkiem małymi). Samiec chyba poczuł zagrożenie i "natarł" na nas z impetem i sykiem. Zwiewałyśmy pod prąd aż się kurzyło (a raczej kropliło). Moi panowie do dziś leją, jak sobie to przypomną ![]()
Twoje zdjecia Luc przywołały mi wspomnienia z wakacji w Augustowie sprzed 17 laty z moim m. :-)Pływaliśmy po kanale i jeziorze Białym i strasznie sie wtedy spiekliśmy. Chwile grozy przeżyłam na sluzie gdy wpływał statek a ja sama zostałam w kajaku bo m poszedł wykupić bilet . Przestraszylismy sie tez stada łabędzi które 'goniło" nas w poszukiwaniu jedzenia,ale wspomnienia są bezcenne, i żałuję tylko ze nie mieliśmy ze sobą aparatu;-)) W każdy bądz razie zauroczyliśmy się tym miejscem,Mazurami i kiedyś tam wrócimy z synem ;-)
Ja uwazam, ze malarze studiow nie potrzebuja. Znam ludzi co studiuja malarstwo i sa malarzami do kitu, bez stylu bo ich tam ukladaja wszystkich na jedna modle.
Moj dziadek i moja mama sa malarzami.
Ja kocham obrazy, to moj w pewnym sensie fetysz seksualny. Ale watpie bys chciala o tym czytac ![]()
Ale bez obrazow, muzyki i seksu nie napisalabym chyba nic sama
Mnie moja szefowa zmusza na pojscie na lekcje tanca w przyszlym tygodniu ![]()
Vian napisał/a:Z łabędziem miałam kiedyś traumatyczne spotkanie, kiedy jako bodajże 3-latka poszłam z mamą do Łazienek w Warszawie w czerwonych ogrodniczkach i te ogrodniczki jakoś strasznie jednego łabędzia wkurzyły... ^^'
A to na pewno łabędź był?
Tak, mam gdzieś nawet zdjęcie, jak zwiewam a łabędź za mną zasuwa. Moi kochani rodzice, zamiast ratować jedynaczkę, to zdjęcie pstryknęli. ![]()
Ja kocham obrazy, to moj w pewnym sensie fetysz seksualny.
Śmieszna sprawa, bo jedyny moment, kiedy seks mógłby dla mnie nie istnieć, to jak maluję. Po prostu jak maluję, to maluję. Swego czasu malowałam sporo aktów, i kobiet, i mężczyzn, i oczywiście znajomi żarciki o zaliczaniu modeli i modelek, ja NIC, nigdy nikogo. Aż mnie samą to w sumie dziwi.
A kogo z malarzy lubisz?
Mnie moja szefowa zmusza na pojscie na lekcje tanca w przyszlym tygodniu sad
A nie lubisz?
Ja mam 3 lewe nogi.
Po prostu ZERO inteligencji kinetycznej czy jak to się nazywa. Zero.
Jestem najgorszą tancerką jaką w życiu widziałam. Ale taniec sam w sobie jest świetny, miałam dziewczynę tancerkę i chłopaka tancerza, świetna sprawa.
Iwona - "śluzowaliście się" na Czarnej Hańczy? Fajne przeżycie.
Nasze kajakowanie jest teraz lajtowe. Kiedyś marzył mi się spływ kajakiem Kanionem Colca, ale za późno się za to zabraliśmy. Teraz już raczej bym się nie odważyła.
Nina - chyba nie do końca można się zgodzić z tym, że malarze nie potrzebują studiów. Oczywiście zdarzają się samorodne talenty, ale wielu wybitnych musiało się uczyć techniki.
Moi kochani rodzice, zamiast ratować jedynaczkę, to zdjęcie pstryknęli.
Chyba też bym tak zrobiła ![]()
Vian napisał/a:Moi kochani rodzice, zamiast ratować jedynaczkę, to zdjęcie pstryknęli.
Chyba też bym tak zrobiła

Ci też tak zrobili. ![]()
Ci też tak zrobili.
![]()
Jednak łabędź nie ma takiej paszczy ![]()
Za to szczypnąć w osobistą część ciała potrafi bardzo solidnie. ![]()
Za to szczypnąć w osobistą część ciała potrafi bardzo solidnie.
Podobno. Sama nie doświadczyłam ![]()
Pożegnam się już na dziś, bo miałam tylko wpaść się przywitać, a wsiąkłam na dłużej.
Jutro i pojutrze pracowity dzień.
Dobranoc.
Zgadzam sie Luc, ze musza uczyc sie techniki - ale musza sami sie uczyc. Poniewaz szkola nauczy ich techniki i zabije ich dusze do tego, jesli nie sa bardzo bardzo silni psychicznie.
Mnie akty nie podniecaja Vian, ale to musza byc obrazy najlepiej jakiejs mitologiczne i wielkich rozmiarow i musze widziec je w oryginale w muzeum. Juz chyba nie musze dodawac, ze National Gallery w Londynie to jest moje miejsce haha
Hmm.... kogo ja z malarzy lubie. .. trudno mi powiedziec. Lubie bardzo pieknie namalowane obrazy, ktore wygladaja jak zywe. Lubie obrazy Rembrandta niektore, Hieronymus Bosch to tez calkiem to co lubie.
Prerafaelici to moj styl, i rozne bardzo stare obrazy. I lubie portrety np Elzbiety I
Ja nie lubie tanczyc takich tancow jakis ulicznych na ktore ona mnie wysyla.
Jak juz to albo jak z musicalu Grease albo eleganckie tance klasyczne.
https://www.google.co.uk/search?q=martin+john&espv=2&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=NbrmU7jLKcTG7AavkIHwDQ&ved=0CAYQ_AUoAQ&biw=1280&bih=933 te obrazy lubie.
Iwona - "śluzowaliście się" na Czarnej Hańczy? Fajne przeżycie.
Nasze kajakowanie jest teraz lajtowe. Kiedyś marzył mi się spływ kajakiem Kanionem Colca, ale za późno się za to zabraliśmy. Teraz już raczej bym się nie odważyła.
Nina - chyba nie do końca można się zgodzić z tym, że malarze nie potrzebują studiów. Oczywiście zdarzają się samorodne talenty, ale wielu wybitnych musiało się uczyć techniki.
Luc-nasza przygoda zakonczyła się na jez.Białym,nie płynęliśmy dalej/nie mieliśmy doświadczenia ;-) ale i tak było fajnie.
Dobranoc.
Dobranoc, Luc!
Co do tańca, mnie się taniec tego typu podoba:
Znam te obrazy.
Mnie się podoba Beksiński bardzo mocno, kiedyś fantasmagorie Williama Blake'a, ale sama malowałam całkiem inaczej
W sumie nie wiem jak. Na zdrowy rozum to zupełnie bezstylowo, a raczej skakałam od jakiejś jednej wizji do drugiej. Nie miałam jednolitego wypracowanego stylu. Jak coś namaluję, to wrzucę na forum na pewno. ![]()
Beksinski mi tez sie bardzo podoba i William Blake.
Bardzo chetnie zobacze Twoj obraz
A co do tanca, to mi sie to podoba. Ale ja sama nie chce tego tanczyc za bardzo.
Nie moge chyba jednak odmowic, bo nie wiem co mnie czeka po tym.
Nie wiem jaka role bede grac.
Nie wiem jaka role bede grac.
West Side Story? ^^
Ale ja nie maluję jak Beksa, ja serio nie wiem, jak maluję. ^^'
Tzn dobra, ostatnio pewnie malowałam trochę jak Beksiński, cienie w cieniach i sugestie kształtów, ale to dziwny okres dla mnie był. Nie chciałabym ponownie oglądać tych obrazów, to był bardziej... rytuał niż malowanie. Jak zaklęcie.
Nasz ostatni spektakl byl wzrowany troche na tym. Byly sceny walki inspirowane West Side Story.
Ja nie walczylam akurat w tych scenach.
Pozwolono nam swoje zyczenia powiedziec co do nastepnego spektaklu i ja chce ugryzc Szekspira, albo cos totalnie abstrakcyjnego.
Ja wole granie pod kamere niz na scenie, no chyba ze mam grac cos kompletnie nie z tego swiata.
Ja się nauczyłam rysować kredkami. U nas w mieście nawet nie było sklepu gdzie mozna bylo kupic porzadne farby, chyba że takie szkolne więc rysowałam chińskimi kredkami ![]()
A co do szkoły - wydaje mi się, że dobra edukacja jest bardzo przydatna - talent talemtem, ale człowiek pół zycia może spędzić odkrywając rzeczy dawno odkryte - równie dobrze by można powiedzieć, że można się nauczyć grać na jakimś instrumencie samemu - niby można, ale o ile szybciej nas tego samego nauczy dobry nauczyciel.
Obraz to oprócz sztuki także rzemiosło i technika.
Ja na przyklad przy farbach olejnych wymiękam - zawsze jakos byly dla mnie za drogie i nigdy sie nimi nie nauczylam malowac - coż z tego. że obrazek ładny, jak glupiego blejtramu nie potrafię porządnie przygotować? ![]()
W sumie to żartowałam trochę z tym West Side Story, a tu proszę...
Nie takie pudło.
Nie mam pojęcia, jak wygląda teatr w Londynie, czym się różni granie tam od grania tu. Chociaż byłam nawet kilka razy to jakoś się nigdy nie złożyło iść na żadną sztukę. Są jakieś różnice w ogóle?
Iceni, ja kiedyś kupiłam akryle w puszkach, takie ze sklepu budowlanego. Brakowało mi kasy, dużo malowałam a tubkowe były dość kosztowne wtedy dla mnie. I eksperymentowałam - sypałam do nich piach, popiół, kredę, malowałam palcami, szpatułką, patykami, strasznie fajna sprawa, polecam.
Za to kredkami ołówkowymi ładnie rysować się nigdy nie nauczyłam. W ogóle jestem cienka w rysunku jako takim, raczej lepiej sobie radzę z malowaniem, plamą, niż z kreską. A już na pewno jestem do dupy, jak ktoś mi daje kartkę, ołówek i mówi "Narysuj mi... coś tam coś tam". Nie umiem tak na zawołanie zupełnie.
A do olejnych nie mam cierpliwości po prostu. Jak chcę wolno malować to jedno, jak MUSZĘ, bo mi obraz schnie i schnie i schnie, to co innego. ![]()
Nie wiem szczerze mowiac. Tym, ze mowia po Angielsku? Haha
Ja nigdy nie gralam po Polsku.
Znacznie latwiej mi wyrazic emocje po Angielsku.
Granie w teatrze jest ogolnie dla mnie wyzwaniem fizycznym.
Szczegolnie, ze z natury mam cichy i miekki glos i gram bardzo subtelnie.
Musialam sie nauczyc robic duzo wieksze miny - nie jak do kamery.
To sprawia, ze skacze np powieka, albo caly policzek czasami.
Iceni kredkami mozna niesamowita sztuke robic
Niby mozna sie od kogos nauczyc. Ale ja bylam przez jakis czas na akademii sztuk pieknych z powodow zawodowych i to cos strasznego. Co za nudne dobre technicznie obrazy.
Jak uczen uczy sie od mistrza to cos innego, niz jak wejdzie do szkoly.
Dobrych nauczycielow sztuki na palcach jednej reki mozna policzyc.
Wiekszosc leci wedle programow.
Wszyscy robia to samo.
Jesli ktos nie popelni wlasnych bledow, nie moze odkryc niczego nowego - bo idzie wytyczona sciezka.
Ja nie potrafiłabym kogoś nauczyć malować. Tzn mogłabym dać jakieś podpowiedzi techniczne, pokazać jak właśnie rozpiąć płótno na ramie, zagruntować, jaki pędzel do czego, jak np. najłatwiej namalować chmury, na czym polega technika suchego pędzla, ale tak uczyć malować, to nie potrafiłabym. Po prostu - widzisz, czujesz i malujesz.
Ja chce wykladac rezyserie na starosc. Jesli dozyje 70 to wlasnie to zrobie.
Ja z teatrem "od kuchni" miałam tyle wspólnego, że do końca liceum szkoły wypychały mnie do wszystkich konkursów recytatorskich, których zresztą nigdy nie wygrywałam, ale za każdym razem dostawałam wyróżnienie. ^^' No i niektóre etapy były na normalnych scenach. Traumatycznie to wspominam - gorąc jak w piekle od reflektorów, nic nie widać, bo światło oślepia, a trzeba pamiętać tekst. Podziwiam każdego aktora, bo ja bym na pewno w teatrze nie potrafiła zagrać nawet owcy w jasełkach.
Ja w szkole "reżyserowałam" Kopciuszka ![]()
i to by było na tyle jeżeli chodzi o mój osobisty kontakt ze sceną
Wiesz to co Ty robilas jest trudniejsze.
Ja jestem po kursie impowizacji, na to sie kladzie duzy nacisk.
Pozniej sa miesiace prob.
U nas prowadzimy dzienniki gdzie odpowiadamy na pytania co do swojego charakteru, to pomaga nam zrozumiec role.
To jest tak, ze ja musze pamietac co mowie i kiedy. Musze pamietac kiedy wchodze kiedy schodze ze sceny.
Musze pamietac gdzie mam stac albo siedziec - zeby bylo dobre oswietlenie (ktore sie ustawia na probie technicznej)
Ja nie ucze sie na pamiec. Zapamietuje z prob.
To czego ja sie nauczylam to to, ze trzeba czuc historie i postac jaka sie gra.
Jesli sie to czuje, to wie sie instynktownie co robic i mozna sie tylko bawic i cieszyc tym.
Jak proboje zapamietac wszystko i sie na tym skupiac, to automatycznie wypadam z roli i jestem nudna.
Ja wcale nie mam tremy tez, jedyne co mi towarzyszy to ekscytacja taka, ze moglabym chyba latac jak Piotrus Pan ![]()
Ok, na jakiej zasadzie to co ja robiłam jest trudniejsze? To co piszesz brzmi przerażająco skomplikowanie... ^^'
@Iceni
Ja reżyserowałam kawałek Balladyny w podstawówce. ![]()
Ty mialas tekst , ktorego sie musialas nauczyc i pozniej wyjsc i recytowac.
A to jest bardzo trudne.
Pomysl, ze dwa razy w tygodniu robisz cos takiego.
Ktos siedzi na sofie druga osoba stoi, rozmawiaja. Wtedy pada tekst 'nie wierze ci! '
Ktos ci mowi, ze masz wejsc i wtedy obejsc sofe dookola i usiasc i powiedziec 'co tu sie dzieje?'
Jak bedziesz bez przerwy wykonywac te czynnosci to to zapamietasz szybko.
No poza tym ja nie wychodze na scene jako ja , tylko jako charakter jakis. I co jest najwazniejsze dla mnie to, to zeby trzymac sie postaci. Jesli rozumiem co to za czlowiek, w jaki sposob sie porusza, jakie ma nastawienie do swiata i czego chce to bede wiedziec co mam mowic, nawet jezeli zapomne tekstu.
Mam kolegę, który chciał zdawać do PWST w Krakowie. Nikomu się nie chciał przyznać -o dziwo mnie poprosił żebym pojechała z nim jako "wsparcie duchowe".
W końcu jednak trema go pokonała, czy może niewiara w swoje umiejętności i na egzamin nie poszedł.
No i nie mam kolegi-aktora, ale jakoś nas tak wtedy poniosło, ze miałam jeden z najlepszych seksów* w życiu
Głupio, ze musieliśmy aż po to jechać do Krakowa, no ale najwidoczniej to miejsce miało w sobie coś specjalnego... nigdy potem AŻ TAK nie było:D
A mnie pozostał sentyment do miasta ![]()
(* czy słowo "seks" w ogóle można tak odmienić? )
Nina, kiedyś pamiętam, że mówiłam na głosy i z podziałem na role ten wiersz:
J. Tuwim - "Sprzeczka z żoną"
Lojalnie mówię do żony:
"Małżonko, jestem wstawiony".
Odrzekła z pogardą: "Błazen!
Uważam, że jesteś pod gazem".
Mówię: "Przesady nie lubię.
Przysięgam ci, że mam w czubie".
Powiada: "Kłamiesz, kochany.
Twierdzę, że jesteś pijany?.
Nie przeczę - mówię - żem hulał,
Lecz jam się tylko ululał".
Odrzekła: "Łżesz jak najęty.
Po prostu jesteś urżnięty".
"Ja - mówię - nic nie skłamałem;
Do prawdy, pałę zalałem.
"Kłamstwo - powiada - co krok!
Jesteś urżnięty w sztok.
"Oszczerstwo! - oświadczam z gestem
- Pijany jak bela jestem.
"Baranek - krzyczy - bez winy!
A kurzy mu się z czupryny?.
Wyję: "Niech pani przestanie!
Ja jestem w nietrzeźwym stanie".
"Łżesz - mówi znów - jak najęty!
Trynknięty jesteś, trynknięty!"
"Nieprawda - ryknąłem na to
- Ja jestem pod dobrą datą!"
"Gadaj - powiada - do ściany,
Wiem dobrze: jesteś zalany!"
"Jędzo - szepnąłem - przestaniesz?
Ja - zryty jestem! Ty kłamiesz!"
Godzinę trwała ta sprzeczka,
Aż poszła na wódkę żoneczka.
A ja, by się nie dać ogłupić,
Także poszedłem się upić.
Też oczywiście dostałam wyróżnienie. Miotałam się po scenie, ryczałam, bełkotałam, wyrzekałam, chyba najmilej go wspominam. ^^
haha nie wiem Iceni czy mozna tak odmienic, ale who cares?
najwazniejsze, ze bylo tak dobrze.
Szkoda, ze sie nie sprobowal chociaz
Vian! chcialabym to zobaczyc ten wystep ![]()
Jeśli kiedyś jeszcze będę w Londynie zrobię przedstawienie w jakimś barze, zapewne dosłownie i w przenośni. ^^
Haha
O to postac dla mnie, to wlasciwie pewnie ja we wlasnej osobie kiedy przekrocze 60 rok zycia
https://www.youtube.com/watch?v=AbNjDwzoURk
Pierwsze co powiedziala 'I'm in charge everywhere' to ja w pracy.
wypiłam pół butelki wina - myślałam ze jakoś zneutralizuje kawę - zamiast mnie uśpić zaczyna mnie łapać głupawka (nie wiem czy miewacie taki stan po alkoholu (ja miewam nawet bez) kiedy wszystko cieszy bez powodu
)
Znam i zazdroszcze Ci tego stanu.
Ja pije wode i zastanawiam sie co sie dzieje z moim kochankiem dawnym.
Świetna aktorka i fajny serial!
Złapało mnie na wspominki.
Wiecie, kiedyś brałam udział w konkursie poezji angielskojęzycznej (nawet dwóch, ale w jednym miałam narzucone wiersze). W tym drugim najpierw chciałam wybrać Nicka Cave'a, ale powiedzieli, że nie mogę, bo to tekst, nie wiersz. Obraziłam się lekko, ale niech będzie. Znalazłam więc wiersz Charles'a Bukowskiego o tym, jak go zaprosili na wieczorek poetycki, a on przyszedł w sztok pijany i narzygał do fortepianu (nie mogę go teraz za nic znaleźć). Babka od angielskiego prawie się popłakała z ulgi, kiedy zgodziłam się go jeszcze raz zmienić, na Dylana Thomasa. ^^
Tym zgubionym? Nadal jest tak bardzo zgubiony jak był..?
Wiesz Vian, ja teraz jestem poza Londynem.
Wiec musze dzialac przez posrednikow, jego przyjaciele to cipy takie, ze az boli.
Jeden w koncu stwierdzil, ze sie dowiedzial co sie stalo - deportowali go
No a teraz jeden proboje przyciagnac naszego D. spowrotem, a drugi wstawia na fejsie smutne piosenki i nic sie od niego nie moge dowiedziec.
On sie boi ze mna rozmawiac przez telefon- wiec moze klamie z ta deportacja.
Bo on wie, ze ja jestem jak Voldemort i bede wiedziala kiedy mi wciska kit.
Oni obaj sa po 40 dobrze, ci jego koledzy a tak sie zachowuja jak jakies pindy nastoletnie.
A co do serialu to 3 sezonu nie lubie, a drugi to moj ulubiony, z drugiego sezonu wzielam moje nazwisko sceniczne ![]()
Eeee... O.o
A czemu miałby kłamać? W sensie że jest w psychiatryku, na odwyku czy w jakimś miejscu tego typu i się wstydzi..?
z drugiego sezonu wzielam moje nazwisko sceniczne big_smile
Czyżby Lana Banana?
![]()
Ja drugi akurat najmniej lubię, za dużo wszystkiego tam dla mnie było.
Pierwszy mój ulubiony. ^^
Ten moj kochanek, bede go nazywac D. nie byl tak psychiczny, zeby go mogli zamknac i nie pil, nie palil ani nie bral nic.
Ale ten jego kolega Peter, jest taka osoba, ktora nie lubi nikogo widziec szczeliwym. Jest klamca i psycholem i bylym narkomanem ( ten D. go nianczyl jak sie nacpal i trafil na ostry dyzur)
On jest zly i udaje ze ma wzgledzie dobro D. A ja wiem, ze udaje i cos za duzo udaje. Moze to on sprawil ze go wsadzili albo deportowali.
Pierwszy jest swietny! Wzielam tylko nazwisko, imie zostawilam moje i nie jest to imie Nina ![]()
No i deportacja to moja wina przeciez ![]()
Mówiąc szczerze, jak on taki zadziorny jak opisywałaś, to pozytywem jest, że go zwyczajnie nikt nie zabił i nie zakopał...
Pierwszy jest swietny! Wzielam tylko nazwisko, imie zostawilam moje i nie jest to imie Nina wink
Ale nie Banana... prawda..?
Zostaw tę wodę, zrób sobie jakąś margheritę albo daiquiri.
Kocham ta scene!
On byl 'zadziorny' , ale nie w taki sposob ze szukal problemu.
To cos na takiej zasadzie.
Kolesie pijani podeszli do niego kiedy z kims rozmawial i zaczeli wypytywac skad jest, jak powiedzial skad to ten mlody anglik zaczal go po glowie glaskac i gadac 'wiec spadaj do swojego kraju' wiec on mu piescia w twarz.
Rozdawal jedzenie bezdomnym i jeden z bezdomnych ciagle marudzil, ze nie dostal ulubionej kanapki i powiedzial' nie dales mit ej kanapki bo jestes rasista' i on sie odwrocil i kolesiowi z otwartej reki w twarz strzelil.
On po prostu sie nie bawi z ludzmi w dyskusje.
A jak juz zacznie sie z kims bic, to wpada w takie cos , ze wyglada jak kot ktory zaraz skoczy. Pozniej ten koles co dostal z liscia pamietam poszedl z 10 metrow dalej i pokazywal miny i wyzywal go z daleka. Ja porobowalam go zagadac, ale on juz mial to spojrzenie jak kot. I nagle wystartowal za nim i ten koles zaczal uciekac no i wtedy juz po kolesiu.
Nigdy nie widzialam, zeby sam nagle sie rzucil na kogos tak sobie.
Poza tym ktos by musial go zastrzelic zeby go zabic i zabrac go w jakies miejsce dalekie od centrum. Bo on nie opuszcza centrum miasta nigdy w sumie.
On jest bardzo wysoki, nie jest tez chudy i poza tym ze jest silny to ma duze umiejetnosci walki.
Moj maz zawsze mowi, ze on moglby byc wojownikiem za czasow starozytnej Grecji i by wymiatal.
Nina, wiesz, znałam takiego faceta kiedyś, gangster, eks żołnierz, brał udział w wojnie na Bałkanach, najpierw jako snajper, potem jako komandos jakiś tam (albo odwrotna kolejność), w każdym razie potrafił bić się wszystkim i ze wszystkimi. Niezbyt wysoki, ale skubaniec silny jak byk. Krępy taki. No i poza wszystkim wyszkolony. Ale jak go dopadło 10 chłopa to go tylko przypadkiem nie zatłukli, wylizywał się z tego pół roku. (Nie Polak i nie w Polsce się to działo jakby co. ;-) Dawne dzieje zresztą. )
Poza tym czasami można zrobić poważną krzywdę zupełnie niechcący. Mnie moja była dziewczyna np. (drobniutka, Twojej postury, ja jestem kawał babska przy Tobie) niechcący zrzuciła ze schodów i uszkodziłam sobie kręgosłup. Ile razy ktoś obrywał po łbie 10 razy, a za 11 razem czaszka pęka i cześć.
Z tym robieniem krzywdy to tak podchwytliwie jest - czasami chcesz i wcale nie jest tak prosto, a innym razem nie chcesz, a się dzieje.
PS.
A z tą zadziornością to nawet nie chodziło o to, że szukał sam guza, tylko po prostu kiedyś może strzelić w pysk niewłaściwą osobę, a tamten mu odda nożem pod żebra w ciemnym zaułku. Świrów nie brakuje.
Watpie szczerze mowiac, zeby ktos go pobil,albo zabil.
Nie jest tak latwo w centrum londynu na jednej z najbardziej patrolowanych okolic zabic kogos. Albo pobic.
No i tez wiem, ze zostal aresztowany i wtedy zniknal.
I wiem, ze wplatal sie w znajomosc z kolesiem, ktorego policja nekala z jakiegos powodu i wiem ze policja mu grozila i ze bal sie ze go deportuja.
Nie wiem co on narobil, ale wiem ze do mnie sie o pomoc nie odezwie.
Przeciez ja z nim nie widzialam sie i nie mialam kontaktu od roku i on mysli, ze ja mam go gdzies.
Jego telefon jest wylaczony ale wyslalam mu na wszelki wypadek smsa , zeby sie odezwal do mnie.
Szkoda mi go bardzo, bo to taka osoba, ktora stracila sens w zyciu i tak sie plata ulicami i boi sie innych ludzi i ma dobre serce. Ale przy tym nie wzbudza litosci i jest dzielny, i nie opowiada o swoich problemach zeby go pocieszac i glaskac.
On jest w sumie bardziej czula osoba niz ja, ale wczesniej nie chcialo mi sie tego zauwazyc.
Teraz jak na to patrze, to widze dlaczego on mi nie wyznal uczuc. Nie dosc, ze mial zero zaufania do ludzi, to jeszcze ja wlasciwie caly czas bylam poza jego zasiegiem i sie wyprowadzalam. A on nie chcial stawac na drodze i bal sie tego co powiem, a powiedzialabym, ze nie zostane.
Może sama mu tę pomoc zaproponuj po prostu? Ja też nie lubię i nie umiem prosić o pomoc, zawsze jak prosiłam, to się na tym przejeżdżałam mówiąc szczerze, ale czasem mogę ją przyjąć, kiedy ktoś oferuje.
PS.
Tylko pytanie czy propozycji pomocy nie potraktuje jako chęci powrotu do romansu?
Co w ogóle na to Twój mąż? Nie musisz odpowiadać, ale ciekawa jestem, nie gryzie go, że od kilku tygodni martwisz się o dawnego kochanka?
Zaproponowalabym gdybym miala jak go zlapac. Jedyny kontakt to telefon , ale jesy wylaczony od kiedy zostal aresztowany.
Moj maz mowi, ze przesadzam. Ze to dorosly facet i sobie poradzi i , ze jakos przezyl bez mojej pomocy wczesniej.
Jak wyszla informacja, ze zostal deportowany to moj maz zeby mi poprawic humor udawal, ze rozmawia z nim przez telefon i mowil 'ach, tak wiesz zaproponowalbym zebys sie u mnie zatrzymal, ale wiem, ze nie chcesz widziec tej krowy, nie martw sie nic jej nie powiem'
Moj maz mowi na niego 'twoj drugi chlopak'
Napewno jest zazdrosny do pewnego stopnia, ale nie jakos bardzo.
Czasem mowi 'alez on brzydki' i smieje sie jak mowie 'piekny jest i mlody , chociaz nie tak piekny jak ty'
jakos przezyl bez mojej pomocy wczesniej
Mnie zawsze dziwi ten argument - przecież każdy sobie radził do momentu, kiedy sobie z czymś nie poradził. ![]()
Moja przyjaciółka ma 1,60 w kapeluszu, wygląda na 15latkę a się wyrywa, żeby sama łazić po mieście w środku nocy, ja ją prawie na siłę wpycham w taksówki a i to nie zawsze mi się udaje. I też ma argument, że "zawsze łaziła i nigdy nic się nie stało". Nigdy się nic nie stało, póki się nie stało.
Ale Twój mąż trochę racji ma, bo nawet jak siedzi, to co zrobisz? No, chyba, że masz romans z jakimś ważnym sędzią czy tam uwieźć byś takiego mogła i realnie mu jakoś pomóc, bo tak to nie mam pomysłu...
Haha, no jak siedzi to jedyne co moge dla niego zrobic to pojsc go zobaczyc i powiedziec mu, ze jest dla mnie wazny i ma sie trzymac.
No sedziemu to kase w lape co najwyzej
Jego znajomi obwiniaja mnie i rozpaczaja
bardzo pomocne nie?
I sluchaja dolujacych piosenek.
Jego znajomi obwiniaja mnie i rozpaczaja
bardzo pomocne nie?
I sluchaja dolujacych piosenek.
Podejrzewam, że jakby mnie wsadzili, to część moich znajomych podzieliłaby się moimi ruchomościami, a potem rozbrajająco wyjasniła, że przecież tego nie potrzebowałam... ^^'
Jak siedzi to będzie się trzymać z zaciętości.
Mąż ma rację, nos do góry, Ninka.
Wiesz, ja sie az tak nie przejmuje.
Wkurza mnie to, ze nie mam jego zdjecia, ze nie mam jego danych i z tego powodu byc moze juz nigdy go nie zobacze i sprawa miedzy nami nigdy sie nie zakonczy.
Haha.
Poza tym jak sie zadaje z kims takim jak on to trzeba brac pod uwage, ze moze cos sie stac w ten desen.
Przeciez nie bede rozpaczala, bo to by smieszne bylo.
Rozpaczała nie rozpaczała, gryzie Cię to i to totalnie naturalne. Mnie by cholera wzięła z samego faktu, że czegoś nie mogę zrobić albo nie wiem. Wiesz, mam sporo znajomych z różnymi problemami psychicznymi, no - miałam, bo z wieloma osobami mi się kontakty rozluźniły (wyzdrowieli
żartuję ^^). Ile razy zdarzało mi się przetrząsnąć nie tylko całe miasto, ale i pół kraju, bo ich wcięło, a ja tego nie przyjmowałam do wiadomości. Co niby ma znaczyć, że ktoś był, nie ma go i nikt nie wie, gdzie jest. Raz mi się tylko nie udało, jak taką jedną parę wymiotło aż do squotu w Berlinie.
I też niekoniecznie chodziło o osoby aż takie najbliższe, żebym ja z samego zamartwiania się o ich dobro tak ich szukała. Ja po prostu nie lubię nie wiedzieć i czegoś nie móc. Zresztą uważam, że prawie wszystko można, tylko niektóre rzeczy są praco- i czasochłonne.
Mnie dokladnie to wkurza.
No i poza tym, to jest mezczyzna, ktory mnie poruszyl. Jedyny poza moim mezem.
Ja ogolnie utrzymywalam ta znajomosc plytko - tak jak prawie wszystkie inne.
Ale chcac nie chcac wywiazala sie wiez w koncu ten facet jest jedna z nielicznych osob, ktora nie jest moja rodzina a widziala mnie placzaca, bez makijazu i w byle jakim ubraniu.
Od tamtego dnia mysle, on sie naprawde we mnie zakochal. Bo wtedy sie wszystko zmienilo i slyszalam, ze wspominal ten dzien jeszcze miesiac temu jako najlepszy.
Wybacz mi, ze tak gledze, ale chyba chce mi sie o tym rozmawiac. A dla mojego meza to akurat nudne tematy, moja matka nic nie rozumie z tego ukladu, a znajomi mysla, ze to taakie romatyczne.
Ale chcac nie chcac wywiazala sie wiez w koncu ten facet jest jedna z nielicznych osob, ktora nie jest moja rodzina a widziala mnie placzaca, bez makijazu i w byle jakim ubraniu.
Masz ujmujące kryteria bliskości. ^^ Chyba podobne miała moja była dziewczyna. Kiedyś wolała się spóźnić na ważne spotkanie niż wyjść niestarannie przygotowana.
Wybacz mi, ze tak gledze, ale chyba chce mi sie o tym rozmawiac.
Śmiało, to przynajmniej ciekawy temat. ![]()
A jak go deportowali, to nie może... eee... aportować się z powrotem? Jakoś?
Moze, ale pewnie nie bedzie to latwe jesli np nie ma pieniedzy przy sobie.
Zajmie to kilka miesiecy.
To dziwne, ze musz to wyjasniac bo nikomu nigdy nie musialam w prawdziwym zyciu.
Ale ja jestem taka chodzaca postacia z ksiazki, ludzie traktuja mnie jak pol boga.
Bylo tak zawsze.
Ja nie mam zlych dni, ja nie choruje, ja nie mam problemow. Ja jestem jak maszyna i ja jestem elegancka nawet kiedy placze na pogrzebie dziadka.
Wszyscy biegaja do mnie po porady, albo fantazjuja o mojej osobie. Ja z latwoscia moglabym byc guru kultu.
Nie wiem dokladnie skad sie to bierze, moze dlatego , ze nie mowie za duzo ale zawsze bronie innych jak rycerz na srebrnym koniu i jestem figura matki.
Nie wkladam bardzo duzo wysilku w to zeby byc elegancka, to moj naturalny stan.
Najgorszym czasem w moim zyciu byla choroba i smierc mojego dziadka, ale nawet wtedy przeszlam przez to z gracja w zachowaniu.
A tamten dzien, no coz. Prawie wcale nie spalam, pracowalam 14 godzin, pozniej poklocilam sie z przyjacielem i na koniec dostalam zle wiadomosci.
I wpadlam na tego D. i wszystko peklo.
Powiedzialam 'zastap mi przyjaciela dzis, ok?' i tak zaczelam plakac ze az sie zanosilam.
Teraz sie smieje nawet jak to wspominam.
On mnie przytulil i pocalowal w glowe kilka razy.
W okolo 5 minut sie uspokoilam. I pozwolilam sie zabrac do jego kumpla, czego wczesniej odmawialam.
A pozniej rozmawialismy w parku do 3 w nocy.
Glownie o nim.
Teraz dowiadujac sie, ze on o tym myslal. Widze jakie to mialo dla niego znaczenie, bo dla mnie ten dzien to nic specjalnego a dla niego to bylo wielkie wydarzenie.
Ostatni raz jak go widzialam to wyjezdzalam i jechalismy razem autobusem i ja wysiadalam juz, i usciskalam go i on pocalowal mnie w policzek i tyle.
Nic wiecej, i to mi nie pasuje.
To dziwne, ze musz to wyjasniac bo nikomu nigdy nie musialam w prawdziwym zyciu.
To w sensie..?
Znaczenie faktu, że Cię widział w proszku?
Moja była to była trochę taka jak Ty - nie płakała publicznie, zawsze umalowana, zawsze wyszykowana i też każdy myślał, że ona taka królowa lodu, niedostępna i silna. A wcale taka nie była. No tu się różnicie pewnie, bo ona pod tym makijażem miała serio dużo, dużo bólu, strachu i wszystkiego negatywnego.
Ja z kolei - ha - dla mnie wymemłanie to chyba naturalny stan rzeczy. ;-) Ja nawet wymalowana i wyszykowana jestem jakaś taka swojsko wymemłana, myślami krążąca po dziwnych trajektoriach i mam w sobie tyle gracji co kalosz. A co gorsza odpowiada mi ten stan. ;-)
Ciężko o dziwniejszą parę niż ja i ona mówiąc szczerze.
Dla niego to miało znaczenie, bo Ty miałaś znaczenie. Dla Ciebie nic specjalnego, bo on - no cóż...
Na pewno jest jakoś tam ważny, ale. On był dla Ciebie facetem w odpowiednim miejscu, który zrobił (relatywnie?) odpowiednie rzeczy. Ty dla niego byłaś ważną kobietą, dla której on chciał być. Po prostu być dla Ciebie. Przez pozostałe dni nikogo nie potrzebujesz, a tego dnia potrzebowałaś i on był we właściwym miejscu o właściwym czasie, dlatego to pamięta, myślał o tym i dla niego to ważne.
Normalna piłka, kiedy Ci na kimś zależy.
Możesz sypiać z kimś 1000 razy, ale to nie ma znaczenia jeśli masz świadomość, że de facto Cię wtedy nie potrzebował. A możesz raz po prostu gadać w parku do 3 w nocy i pamiętać to do końca życia, bo kogoś kochałaś i ten jeden raz Cię potrzebował.
To, ze musze tlumaczyc jaka wydaje sie ludziom jest dziwne, bo ogolnie to widac z miejsca.
On dla mnie znaczenie ma, ale zauwazylam to dopiero kiedy mialam na to czas - kiedy juz go nie bylo pod moim nosem. Wtedy gdy z nim sie bujalam bylam bardzo zajeta swoim trudnym zyciem i nie bylam soba. Jesli on mnie wtedy kochal kiedy , ze tak powiem 'swiecilam polowa swojego blasku' to teraz by chyba umarl z milosci.
U mnie jest raczej odwrotnie niz u niej. Dla mnie to stan naturalny taka wymuskana osoba w marynarce.
To dopiero moja twarz prawdziwa.
Bez tego wszystkiego wygladam na bardzo niewinna i delikatna, a to sie nijak ma do mojej natury.
Jak to mowi moj przyjaciel najblizszy 'twoja morda to najlepsza maska swiata' ![]()
Ja lubie takich ludzi jak Ty, moja dobra kolezanka jest taka. I jest bardzo atrakcyjna w tym.
Ja nie za bardzo lubie kiedy ktos udaje krolowa lodu. Ja udaje mila i wrazliwa , to sie bardziej oplaca.
Czytam to co napisalas o tamtej nocy w parku i szkoda mi go bardziej. Ja bardzo dobrze widze ludzi, ale jego nie chcialo mi sie widziec na tamten czas. Nie mialam czasu i sily jeszcze z jego emocjami sie uzerac. Szkoda, bo moglam zwrocic wieksza uwage i korona by mi z glowy nie spadla.On udawal takiego co nie wierzy w milosci i przyjazn, a ja to bralam co mowil z wygody, chociaz wiedzialam, ze to klamstwa.
Ja lubie takich ludzi jak Ty, moja dobra kolezanka jest taka. I jest bardzo atrakcyjna w tym.
Ja nie za bardzo lubie kiedy ktos udaje krolowa lodu. Ja udaje mila i wrazliwa , to sie bardziej oplaca.
Ja raczej nie udaję miłej i wrażliwej. ^^' Tzn często głośno się śmieję, dużo gestykuluję, żartuję, ale jednocześnie za dużo we mnie sarkazmu, żeby być odbierana jako miła dziewczyna z sąsiedztwa. ;-) Nie no, po prostu nie mam gracji, nie mam wdzięku, gruba, chuda, ładne ubrana czy byle jak i tak go nie mam, nie czuję sie nijak lepiej wymalowana i odpicowana, więc sobie to odpuszczam. Mam za to fajną ciekawą osobowość i intelekt, jak kogoś to interesuje, to i ja go mogę zainteresować, a jak nie, to prawdopodobnie i on/a mnie nie interesuje. ;-)
Co nie zmienia faktu, że z M. tak na oko pasowałyśmy do siebie jak kwiatek do kożucha.
Ona właśnie na dokładkę była tancerką.
Mnie nie musisz tłumaczyć, jaka jesteś, bo z postów na forum mam chyba całkiem niezły Twój obraz. ![]()
Wtedy gdy z nim sie bujalam bylam bardzo zajeta swoim trudnym zyciem i nie bylam soba.
A on to wie..?
haha
Obawiam sie, ze Ty mnie lepiej mozesz znac niz wiekszosc moich znajomych. Bo moj wyglad moim zdaniem oslepia ludzi na moja prawdziwa osobowsc.
Ja pewnie bym poleciala na Ciebie. Z powodu Twojej autentycznosci.
W wygladzie rowniez. Nie lubie lalek,
On nie wie o tym, bo ja mu nic nigdy nie mowilam o takich rzeczach.
Z tego czego sie dowiedzialam, to on mysli, ze ja go nie uwazalam nawet za przyjaciela. Co mnie nie dziwi, bo czasem go ignorowalam wrecz.
Ja tylko o pracy, o polityce, o wspolnych znajomych, o sztuce, o ksiazkach, o filmach.
Poza tym nic innego.
Nic z moich problemow czy spraw czy planow. A on nie smial wypytywac.
Gdybym mogla powiedzialabym 'I do care about you' zeby to wiedzial, bo jemu by sie to przydalo.
Bo moj wyglad moim zdaniem oslepia ludzi na moja prawdziwa osobowsc.
Ja miałam za dużo romansów na takie cosie. ;-)
Przykładowo ta moja M. to jedna z najinteligentniejszych znanych mi osób, dosłownie, miała IQ geniusza i do poduszki czytała sobie traktaty filozoficzne. Ale klęła jak szewc, *urwa co drugie słowo, do tego była ładna, więc niewiele osób sobie zadawało trud pogadania z nią dość długo, żeby się tego dowiedzieć.
Gdybym mogla powiedzialabym 'I do care about you' zeby to wiedzial, bo jemu by sie to przydalo.
Jesteś pewna, że by mu się przydało..?
Tak, on jest na takim miejscu, ze jego zdaniem nawet jednej osoby na calym swiecie nie obchodzi to czy on zyje czy nie zyje. I chyba rzeczywiscie nie obchodzi - poza mna. On nie jest nie atrakcyjny z wygladu i bez wartosci jak siebie sam widzi.
On mnie kocha bo kocha i dlatego tez, ze tak dlugo mnie nie widzial a niespelniona milosc przeciez jest bardzo romantyczna.
Widywac mnie raz na kilka miesiecy do konca zycia - to pewnie to czego on by chcial.
Taka myśl oderwana - na swój sposób masz zdrowo przekichane w życiu! Tyle osób chce Cię czcić, a tak mało widzi w Tobie człowieka.
A właśnie chciałam napisać, że pewnie byś na mnie nie poleciała, bo przywykłaś do hołdów, a ja nie składam hołdów, ja widzę ludzi w ludziach, nie guru, nie boginie, nie suki, nie dziwki, nie matki, nie dzieci. A tu może, może jednak...
Nie wiem, czy rozumiesz o co chodzi, bo ciężko mi to wyjaśnić...
Tak, on jest na takim miejscu, ze jego zdaniem nawet jednej osoby na calym swiecie nie obchodzi to czy on zyje czy nie zyje. I chyba rzeczywiscie nie obchodzi - poza mna.
No dobra. Masz rację.
Wiesz co? Znajdź go w tym pierdlu. Czy cholera gdzie go tam wymiotło. Ja bym go dla Ciebie znalazła, ale bym się musiała kopnąć na miejsce, a na dokładkę nie znam miasta (w sensie nie tylko planu, ale i ludzi przede wszystkim). Weź jakiegoś kumpla kryminalistę, znajdziesz go jak się uprzesz. Dla siebie go znajdź, nie dla niego.
Za to szczypnąć w osobistą część ciała potrafi bardzo solidnie.
Witam serdecznie wszystkich udzielających się w tej kafejce!
A jego uderzenie skrzydłami, może złamać rękę. W końcu konkuruje z dropiem o miana najcięższego ptaka latającego na kuli ziemskiej.
Wrzucę kamyczek do dyskusji o ulubionych malarzach. Moimi są: Ludwik Machalski i Oton Iveković.
Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 49 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nocne Marki - netkafejka
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024