No właśnie, są osoby, które są przy kości i już. Mogą schudnąć tylko przez zabójcze diety, ale to ze zdrowiem ma mało wspólnego. Może ona też tak schudła, ale okazało się że utrzymać to jest poza ludzkimi możliwościami.
smutne.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kobieta zmieniła się nie do poznania - co robić?
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
No właśnie, są osoby, które są przy kości i już. Mogą schudnąć tylko przez zabójcze diety, ale to ze zdrowiem ma mało wspólnego. Może ona też tak schudła, ale okazało się że utrzymać to jest poza ludzkimi możliwościami.
smutne.
Podobne tematy
No pewnie, najłatwiej powiedzieć - nie mogę powstrzymać się od jedzenia, nie mam silnej woli, nie potrafię sobie odmówić gdy jestem w gronie znajomych i wszyscy jedzą hamburgery i piją piwo, a wy wszyscy nie rozumiecie jak to jest! Rozumiem, że to problem psychiki, uzależnienie, nieradzenie sobie, ale wtedy idzie się do dietetyka, układa racjonalne żywienie, trening, może nawet korzysta z porad psychologa, jak ktoś bardzo chce schudnąć to schudnie i nie ma, że boli.
Nigdy nie byłam gruba, ale byłam za chuda. Za cholerę nie mogłam przytyć nieważne ile bym wpakowała w siebie tłustego jedzenia, słodyczy, a nie należę do jakiś wielkich obżartuchów, więc jedzenie ogromnych ilości było dla mnie katorgą. Poczytałam co nieco, poradziłam tu i tam co należy jeść, ile, do tego sport (po pierwsze - większy apetyt, po drugie - budowa masy). Łatwo nie było, treningi, jedzenie takich ilości, że koledzy z otoczenia robili oczy jak pięciozłotówki, ale jak się zmęczyłam na treningach to i apetyt miałam ogromny. Po roku ważyłam 10 kg więcej, jak przyjechałam do domu to mama mnie nie poznała
Później przestałam już tyle jeść, po jakimś czasie schudłam ok. 3 kg, ale sport dalej uprawiam i ta masa mięśniowa robi swoje, ważę więcej oraz wyglądam i czuję się lepiej. Chcieć to móc, tylko problem w tym, że niby ktoś chce, ale w sumie to mu dobrze tak, jak jest, więc znajduje masę usprawiedliwień dla siebie.
No pewnie, najłatwiej powiedzieć - nie mogę powstrzymać się od jedzenia, nie mam silnej woli, nie potrafię sobie odmówić gdy jestem w gronie znajomych i wszyscy jedzą hamburgery i piją piwo, a wy wszyscy nie rozumiecie jak to jest! Rozumiem, że to problem psychiki, uzależnienie, nieradzenie sobie, ale wtedy idzie się do dietetyka, układa racjonalne żywienie, trening, może nawet korzysta z porad psychologa, jak ktoś bardzo chce schudnąć to schudnie i nie ma, że boli.
Nigdy nie byłam gruba, ale byłam za chuda. Za cholerę nie mogłam przytyć nieważne ile bym wpakowała w siebie tłustego jedzenia, słodyczy, a nie należę do jakiś wielkich obżartuchów, więc jedzenie ogromnych ilości było dla mnie katorgą. Poczytałam co nieco, poradziłam tu i tam co należy jeść, ile, do tego sport (po pierwsze - większy apetyt, po drugie - budowa masy). Łatwo nie było, treningi, jedzenie takich ilości, że koledzy z otoczenia robili oczy jak pięciozłotówki, ale jak się zmęczyłam na treningach to i apetyt miałam ogromny. Po roku ważyłam 10 kg więcej, jak przyjechałam do domu to mama mnie nie poznała
Później przestałam już tyle jeść, po jakimś czasie schudłam ok. 3 kg, ale sport dalej uprawiam i ta masa mięśniowa robi swoje, ważę więcej oraz wyglądam i czuję się lepiej. Chcieć to móc, tylko problem w tym, że niby ktoś chce, ale w sumie to mu dobrze tak, jak jest, więc znajduje masę usprawiedliwień dla siebie.
![]()
Wytluszczylam zdania, ktore wskazuja, że jednak nie bardzo potrafisz postawic sie na miejscu osoby odchudzajacej sie.
Wlasciwie kazdy zaleca sport zeby schudnac
a ty jestes zywym przykladem na to, ze u osoby otylej sport pobudza jej wroga - czyli nadmierny apetyt.
Reraz wyobraz sobie siebie i swoj zapal do sportu gdybys przez caly czas chodzila glodna i nie mogla zaspokoic apetytu.:D
Tak wlasnie wyglada doradzanie przez osoby nie bedace "w temacie" ( nie pisze tu konkretnie o tobie) sport- swietna rada, co z tego jezeli niektorym osobom bardziej przeszkadza niz pomaga w schudnieciu
Oczywiście, że jak ktoś chce schudnąć to schudnie- jak ja kiedyś, jest to kwestia motywacji i wyrzeczeń. Ja nie pisałam o usprawiedliwianiu się, tylko o tym jak funkcjonuje myślenie grubasa, zanim dojdzie do tej motywacji to będzie bardzo długo żył miotając się pomiędzy swoimi myślami, pragnieniami, jedzeniem, dietami, a wizją szczupłego ja.
Po prostu do decyzji o odchudzaniu trzeba dojrzeć
Heh, ja na przyklad naleze do grubasow ze swietna kondycja - na rowerze systematycznie jezdze od zawsze - obecnie jest to 10-15 km dziennie bez wzgledu na pogode, jak nie jezdze to chodze na piechote, autobusow miejskich nie korzystam, a mimo to mam nadwage
Raz mi z tym dobrze, raz mi z tym zle.
Hormony Iceni, tarczyca itp.
Iceni napisał/a:Heh, ja na przyklad naleze do grubasow ze swietna kondycja - na rowerze systematycznie jezdze od zawsze - obecnie jest to 10-15 km dziennie bez wzgledu na pogode, jak nie jezdze to chodze na piechote, autobusow miejskich nie korzystam, a mimo to mam nadwage
Raz mi z tym dobrze, raz mi z tym zle.Hormony Iceni, tarczyca itp.
niekoniecznie, osoby z nadwaga często są aktywne, ale po prostu więcej jedzą niż spalają.
Iceni napisał/a:Heh, ja na przyklad naleze do grubasow ze swietna kondycja - na rowerze systematycznie jezdze od zawsze - obecnie jest to 10-15 km dziennie bez wzgledu na pogode, jak nie jezdze to chodze na piechote, autobusow miejskich nie korzystam, a mimo to mam nadwage
Raz mi z tym dobrze, raz mi z tym zle.Hormony Iceni, tarczyca itp.
Nie Teo, ja jestem z tych, u ktorych problem siedzi w glowie. Wage potrafie swietnie gubic, ale za zadne skarby nie moge jej utrzymac.
Na dodatek przez te ciagle diety fiksuje przemiana materii i sie trzeba starac dwa razy bardziej.
Mnie raczej potrzebny by byl psycholog tyle ze jakos nie wiem czy mam ochote znow wywlekac jakies problemy z mojego zycia...
Teo napisał/a:Iceni napisał/a:Heh, ja na przyklad naleze do grubasow ze swietna kondycja - na rowerze systematycznie jezdze od zawsze - obecnie jest to 10-15 km dziennie bez wzgledu na pogode, jak nie jezdze to chodze na piechote, autobusow miejskich nie korzystam, a mimo to mam nadwage
Raz mi z tym dobrze, raz mi z tym zle.Hormony Iceni, tarczyca itp.
Nie Teo, ja jestem z tych, u ktorych problem siedzi w glowie. Wage potrafie swietnie gubic, ale za zadne skarby nie moge jej utrzymac.
Mnie raczej potrzebny by byl psycholog tyle ze jakos nie wiem czy mam ochote znow wywlekac jakies problemy z mojego zycia...
Chcesz kontakt do naprawdę dobrego, który współpracuje ze specjalistą od żywienia?
Teo, ja nie mieszkam w Polsce.
A ja Ci się w ogóle nie dziwię, chciałbyś mieć satysfakcjonujący seks z laską, która pociąga cię wizualnie, a nie ze spasionym guźcem, bo sorrry, ale celowe doprowadzanie siebie do takiego stanu, to nic innego jak skutek nadmiernego wulgaryzm nawet wówczas, gdy się głodnym nie jest, jak i lenistwa. Poszukałabym panny na boku do fajnego seksu . A tamta niech nadal wybiera żarcie, aż w końcu zmieni się w walenia.
To żeś błysnęła....Proszę cie... poszukaj czegoś cięzkiego i walnij sie tym porzadnie w tą pusta próżną glowe dobrze?
Masz jakąś obsesje na punkcie ludzi z nadwaga czy cos? Bo co patrzę wiecznie się do czyjejś wagi przypier..lasz.
Co do tematu rozumiem zniesmaczenie autora... Więc skoro kiedys udało jej sie zmierzyć z problemem nadwagi dlaczego miałoby sie teraz nie udac? Może powinieneś bardziej bezpośrednio z nia o tym pogadac? Takie rzeczy z reguły działają na kobieca dumę.
Druga sprawa... od siedzenia i zamykania w domu ( z o zgrozo pelna lodowką ) raczej nie schudnie. Może znalezienie pracy by pomogło? Musialaby jakby nie patrzeć COŚ robic a przy okazji nie byłoby tyle okazji do jedzenia
do tego kontakt z ludźmi. No i podubudowało by to jej samoocenę, .. Na pewno cos by to dało
.
Podejrzewam, że z tak sporej nadwagi ciężko zejść. Dodatkowo świadomość faktu, że jest się otyłym i to sporo na pewno odbiera motywacje. Może podołuje się dziewczyna, podołuje i w końcu weźmie za siebie
Na pewno powinieneś ja w tym wspierać.
A przy okazji może wyciągaj ja gdzieś
. Spacery, przejażdżki rowerem? ![]()
Przyłączę się:) Od kilku lat walczę z nadwagą. Zaczęłam tyć przez terapię hormonalną. Byłam wielka:) 4lata temu schudłam 40kg. Nie jestem szczupła zostało mi 10kg za dużo I tego nie mogę zrzucić choćbym nie wiem jak próbowała. Biegam,jeżdżę na rowerze uważam na to co jem. I ani deka mniej. Mój partner poznał mnie już taka ,akceptuje mnie. Wiem że gdybym przytyła to byłby ze mną. Rozmawialiśmy o tym. Ja ciagle narzekam że te 10 kg chce zgubić a on że uwielbia puszyste I jak schudnę to mnie zostawi( żartuje oczywiście). Ale dbam o siebie, makijaż ,fryzura( choc tu mam troche probleu bo włosy do pasa a w takie upały najlepiej spięte).
Ale fakt dziewczyna autora ma jakiś problem. Wiem ze jeśli sama nie zechce coś z sobą zrobić to nikt jej nie zmusi...sama tak miałam.
Wlasciwie kazdy zaleca sport zeby schudnac
a ty jestes zywym przykladem na to, ze u osoby otylej sport pobudza jej wroga - czyli nadmierny apetyt.
Haha, przecież to logiczne, że po wysiłku mamy większy apetyt, tylko sęk w tym, czym ten głód zaspokoisz. Odchudzanie nie polega na niejedzeniu - kalorie muszą zazwyczaj pozostać na zdrowym poziomie czyli ok. 2000 (w przeciwieństwie do osoby, która chce przytyć, a więc musi wyrobić nadwyżkę kcal). Po wysiłku fizycznym sałatka z kurczakiem, warzywami i np. kaszą kuskus z odrobiną oliwy to żadne obżarstwo. Wydaje mi się, że głównym problemem takiej osoby jest to, iż nie może się najeść i dopiero jak wypełni żołądek po brzegi, to czuje się ok. Ale żołądek po brzegi można wypchać równie dobrze styropianem i wodą (taki kiepski żarcik ;p), czyli w tym wypadku warzywami, filetem z kurczaka czy ogólnie czymś z małą zawartością tłuszczu i cukrów, a dużą - białka. Wtedy nie zje 3500kcal, a 2000 - głodna nie chodzi, trening zrobiony, nadwyżki kalorii nie ma, tylko chyba największy problem w tym, że tak trzeba przez długi czas, to nie jest 'dieta' na chwilę, to jest zmiana swojego trybu odżywiania, życia, myślenia.
Teo, ja nie mieszkam w Polsce.
To nic
Napisz na PW to Ci powiem co i jak ![]()
Trudna sprawa. Ja jestem wiecznym grubasem jak Nirvanka i faktycznie jest tak jak piszesz - samemu da się jakoś kontrolować, ale z partnerem/partnerką wszystko bierze w łeb.
No i ta nadwaga się skądś bierze, większość osób (zwłaszcza mężczyzn) nigdy nie będzie grubymi, bo mają taki tryb żywienia, że po prostu fizycznie nie są w stanie przytyć, chyba że w starszym wieku. A jak człowiek ma nadwagę od podstawówki to znaczy, że jego organizm przyzwyczaił się do nadprogramowej ilości żarcia i tego nie da się łatwo wyeliminować.
Mnie np. gubi kompletny brak zahamowania na słodycze. Nie jem źle, tłusto, niezdrowo, ale przy słodyczach nie mam hamulca pod tytułem "mdli mnie" - mogę jeść je non-stop i ciągle nie jest mi mało. A ilu znam kolegów którzy nawet naleśniki jedzą na słono, bo nienawidzą słodyczy... bardzo im zazdroszczę ![]()
Pewnie to samo jest z Twoją dziewczyną. Od zawsze miała problemy z wagą - stąd te zdjęcia w różnych stadiach nadwagii. Teraz jest pogrążona w tajnym obżarstwie, nienawidzi siebie bo wie że Cię traci, nienawidzi siebie. Wymaga akceptacji bo sama sobie jej nie daje. To trudna sytuacja. Oferowanie jej pomocy pewnie jest odbierane jako złośliwość. Nie wiem jakie jest najlepsze wyjście z tej sytuacji, skoro rozmawiać się nie da. Może spróbuj pogadać jeszcze raz i wytłumacz jej krowie na rowie tak jak nam?
Widzę, że wątek się rozwinął i nawet przekształcił się w dyskusje na temat odżywiania;)
Wracając do tematu to nie mam z moją kobietą teraz kontaktu po naszej rozmowie. Nie odpisała na mojego sms'a, którego napisałem do niej zaraz po tym jak się rozłączyła i narazie milczymy... Normalnie bym już coś zrobił, ale ostatnio mam całkowity natłok obowiązków + powiem szczerze, że nie chcę nic pochopnie robić. Muszę sobie wszystko najpierw w głowie poukładać.
Wiem, że ona zdaje sobie sprawę z sytuacji i po prostu liczyła na to, że znajdzie kogoś kto w 100% ją zaakceptuje bez względu na to czy jest zaniedbana, gruba itd. Niestety w życiu różnie bywa i poza miłością gdzieś tam kryją się banalne potrzeby, gusta itd. Pewnie gdybyśmy się poznali teraz nic by z tego nie było, bo by po prostu nie zaiskrzyło. Brutalne, ale niestety... Szkoda, że ona odchudziła się i od razu zaczęła szukać sobie faceta. Trochę to tak wygląda jak zamierzone działanie, albo to dodało jej pewności siebie i chęci do działania. Teraz znowu wpadła w stany depresyjne, ma problemy i wszystko to zajada. Nie sprzyja też chaotyczny tryb życia i brak aktywności. Być może nie potrafi z tego wyjść, dlatego przez telefon powiedziała mi "a co jakbym powiedziała, że już nigdy nie schudnę?". Trochę martwi mnie to, że odchudziła się by znaleźć sobie "kogoś". Nie mnie, bo nie wiedziała że mnie pozna, mogła poznać zupełnie inną osobę, a teraz kiedy niby mnie kocha bardzo to ma to wszystko gdzieś i chciałaby po prostu 100% akceptacji. Kiedyś przechodziliśmy przez inne problemy i wtedy ona mówiła o swoich "potrzebach". Byliśmy blisko rozstania, bo uważała że nie zaspokoje części jej potrzeb. A teraz kiedy ja coś powiedziałem o jej tuszy, czyli o czymś co dotyczy moich "potrzeb" to ona mówi o 100% akceptacji. Trochę demagogią zalatuje. Ale rozumiem, dla kobiety wygląd i akceptacja wyglądu są bardzo ważne. Niestety trafiłem sie ja, osoba szczupła (swoją drogą nie czuje się z tym zbyt dobrze, więc może też mam kompleksy kiedy obok mnie jest tęższa kobieta), której osoby otyłe nie przeszkadzają, ale niestety też nie pociągają:( Chciałbym dokonać cudu i sprawić, że nie będzie mi to zupełnie przeszkadzało, ale to nie takie proste. To wraca jak bumerang. Czasami jest ok, bo myśle sobie o tym jaka ona jest, że waga się może zmienić, że można o siebie bardziej zadbać itp. Potem to wszystko pada jak domek z kart i staje się w stosunku do niej zobojętniały:/ Wolałbym jej nie krzywdzić. Jak teraz przekazać jej to wszystko? Ciągle waham się czy dla naszego dobra nie powinenem odpuścić, z drugiej strony chciałbym dać szansę, wytłumaczyć i może jeszcze coś udałoby się z tym zrobić...
No i właśnie tak nie mogę raczej zrobić. Ona jest wyjątkowo wrażliwa, wręcz przewrażliwiona na swoim punkcie. Jak zrozumiała że jej tusza jest problemem to od razu zaczęła mówić, że widzę w niej potwora, że się jej brzydzę itd.
Jakbym jej powiedział coś z grubej rury to nie wiem jak to by się skończyło. Ona ma postawę taką, że prawdziwa miłość to taka jak z bajki. Pełna akceptacja, robienie dla drugiej osoby niemal wszystkiego itd. Teraz tak sobie pomyślałem, że mówiła że zrobiłaby dla mnie wszystko... Chyba jednak nie, albo ma tak silny problem, że nie jest w stanie... Albo to jest na zasadzie jak mnie kocha to akceptuje i nic nie będę ze sobą robiła. Jeśli to miłość to będzie akceptował, jeśli nie akceptuje to znaczy że to nie jest prawdziwa miłość.
Aurora_ napisał/a:Złoty facet z Ciebie. Że nie zostawiłeś jej od razu tylko zacząłeś wyciągać ją na bieganie, rozmawiać o zdrowym odżywianiu itp. - coś robiłeś, starałeś się. Hejty mógłbyś ewentualnie zebrać, gdybyś bez żadnych starań i bez słowa odleciał do relatywnie ładniejszej.
Ale prawda jest taka, że ona NIE CHCE nic ze sobą zrobić i dopóki tego nie zmieni, to Ty jej nie zmienisz. Owszem, są rzeczy, na które nie ma się wpływu - ale ona nie może od tak olewać jakiegokolwiek zadbania o siebie. Nie dość, że przestała przestrzegać diety, to - tak jak piszesz - rozciągnięte dresy, siano na głowie. Nie dziwię Ci się, że stronisz od seksu.
Szukałeś rozwiązania - nic nie działa. Przykro mi to mówić, ale czuję, że ona "zapuści się" jeszcze bardziej i z dnia na dzień będzie coraz gorzej. Musisz mieć tego świadomość i jak dla mnie jedyne rozwiązanie w tym przypadku to rozstanie - w przeciwnym razie będziesz się męczył.Czemu zloty? Moze i, ale uwazam, ze to normalna postawa. Dziewczyna wygladala dobrze, zeby znalezc chlopa, ma go, cel osiagniety to sobie je
bo starac sie nie musi.
Porozmawialabym i szczerze powiedziala na Twoim miejscu, ze Cie nie pociaga w takim stanie i czujesz sie oszukany (chyba najlepiej owinac w bawelne, ale zeby przekaz byl jasny). I ze chcesz, zeby sie ogarnela.
A czy Ty nie widziałeś, że ona tyje, że ma objawy kompulsywnego objadania się? Przecież musiałeś to dostrzec. I nic nie zrobiłeś? Nie zainterweniowałeś?
A skąd ja to niby miałem wiedzieć? Przy mnie odżywia się w miare normalnie, a co robi potem to tego to ja nie wiem... Nigdy nic nie wskazywało na to. Mówiła kiedyś, że potrafi zajadać małe stresy, ale ja nigdy tego nie zauważyłem.
Artek, nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim - jest to sprzeczne z naszym regulaminem. Jeśli chcesz coś dopisać, użyj funkcji "edytuj".
Równocześnie wszystkich uczestników dyskusji bardzo proszę, aby trzymać się głównego tematu wątku.
Z góry dziękuję i pozdrawiam
.
A ile jadła, jak była 'w normie''? Zauważyłeś różnicę między tym a tym?
No i właśnie tak nie mogę raczej zrobić. Ona jest wyjątkowo wrażliwa, wręcz przewrażliwiona na swoim punkcie. Jak zrozumiała że jej tusza jest problemem to od razu zaczęła mówić, że widzę w niej potwora, że się jej brzydzę itd.
Jakbym jej powiedział coś z grubej rury to nie wiem jak to by się skończyło. Ona ma postawę taką, że prawdziwa miłość to taka jak z bajki. Pełna akceptacja, robienie dla drugiej osoby niemal wszystkiego itd. Teraz tak sobie pomyślałem, że mówiła że zrobiłaby dla mnie wszystko... Chyba jednak nie, albo ma tak silny problem, że nie jest w stanie...
Hmm, jestem trochę podobna do niej w sposobie myślenia - też przewrażliwiona, też podobnie postrzegam (albo postrzegałam, już sama nie wiem) miłość, i też oczekuję/oczekiwałabym akceptacji. Rozumiem też ciebie w pełni, Artku.
Zrozumiałe, że ona czuje się zawiedziona.. Myślę, że najlepsze dla niej byłoby takie ćwiczenie - niech sobie wyobrazi ciebie z jakąś chorobą, która bardzo szpeci, albo z dużą tuszą; w każdym razie wyglądającego (dla niej) znacznie gorzej. Co wtedy? Myślę, że takie coś pomogłoby jej sobie uświadomić, że ona też nie jest istotą jedynie duchową, i trochę tej ''płytkości" w niej też się znajduje. Myślę, że to pomaga spojrzec na sprawę z dystansu. W każdym razie ja po tym przestałam mieć facetom za złe, że patrzą na wygląd, bo uświadomiłam sobie, że sama to robię, mimo że wydawało mi się, że jest to dla mnie prawie nieistotne. Ale jak jej to powiedzieć, i czy mówić w ogóle, to nie wiem - wydajesz się łagodną i dyplomatyczną osobą (fajne masz podejście
), tak więc myślę, że sam najlepiej zdecydujesz.
A ile jadła, jak była 'w normie''? Zauważyłeś różnicę między tym a tym?
artek napisał/a:No i właśnie tak nie mogę raczej zrobić. Ona jest wyjątkowo wrażliwa, wręcz przewrażliwiona na swoim punkcie. Jak zrozumiała że jej tusza jest problemem to od razu zaczęła mówić, że widzę w niej potwora, że się jej brzydzę itd.
Jakbym jej powiedział coś z grubej rury to nie wiem jak to by się skończyło. Ona ma postawę taką, że prawdziwa miłość to taka jak z bajki. Pełna akceptacja, robienie dla drugiej osoby niemal wszystkiego itd. Teraz tak sobie pomyślałem, że mówiła że zrobiłaby dla mnie wszystko... Chyba jednak nie, albo ma tak silny problem, że nie jest w stanie...
Hmm, jestem trochę podobna do niej w sposobie myślenia - też przewrażliwiona, też podobnie postrzegam (albo postrzegałam, już sama nie wiem) miłość, i też oczekuję/oczekiwałabym akceptacji. Rozumiem też ciebie w pełni, Artku.
Zrozumiałe, że ona czuje się zawiedziona.. Myślę, że najlepsze dla niej byłoby takie ćwiczenie - niech sobie wyobrazi ciebie z jakąś chorobą, która bardzo szpeci, albo z dużą tuszą; w każdym razie wyglądającego (dla niej) znacznie gorzej. Co wtedy? Myślę, że takie coś pomogłoby jej sobie uświadomić, że ona też nie jest istotą jedynie duchową, i trochę tej ''płytkości" w niej też się znajduje. Myślę, że to pomaga spojrzec na sprawę z dystansu. W każdym razie ja po tym przestałam mieć facetom za złe, że patrzą na wygląd, bo uświadomiłam sobie, że sama to robię, mimo że wydawało mi się, że jest to dla mnie prawie nieistotne. Ale jak jej to powiedzieć, i czy mówić w ogóle, to nie wiem - wydajesz się łagodną i dyplomatyczną osobą (fajne masz podejście), tak więc myślę, że sam najlepiej zdecydujesz.
Ile jadła to ciężko mi określić, bo jak była normalna to były początkowe etapy naszej znajomości i potem związku i nie mogłem wtedy tego dobrze zaobserwować. Zresztą nawet o tym nie myślałem;) Wydaje mi się, że od momentu kiedy odpuściła sobie dietę i bieganie to zaczęła jeść tak jak dawniej i po prostu dopadł ją efekt jojo.
Ona ma strasznie wyidealizowane podejście do miłości. Szuka tego jedynego, który będzie zawsze uwielbiał i akceptował. Widzę, że ma w sobie ogromne pokłady miłości i chciałaby dostawać tyle samo. Czasami wręcz boję się, że to jakaś toksyczna, przesadna miłość i stąd też takie oczekiwania... Myślę, że nawet nie mam jej co zarysowywać takiego ćwiczenia, bo ona powie, że nawet jakbym był zupełnie oszpecony to by mnie kochała. Z drugiej strony pokazywała mi swojego niezbyt urodziwego kolegę;) i mówiła, że nie mogłaby z nim być, bo po prostu nie wyobraża sobie seksu...
nirvanka znam to skads hehe jedna mojsa dziewczyna jak byla sama to wlasnie nic nie jadla prwie i wogole a jak zamieszkalismy i jedlismy rzen i obioady regularnie od razu zaxczela tyc. Ale nawet jak sama byla to zle sie odzywiala bo chipsy piwo a jedzenie nieregularne i zamiast podzielone jednorazowo duzo irganizm rozregulowany nie wie kiuedy otrzyma jedzenie kumuluje.
Artek tez znalem taka ci miala dziwne podejscie do milosci i wigole coiezko z taka bo zyje w jakims dziwnym swiecei malo realnym moze ciagle ci tobic wyrzuty sumenia itp. a kocha sie kogos za cos jaki jest i nie mowie tu teraz o wygladzie charkter i takie tam a nie ze kocha sie mimo wszystko bo taj nie moze byc ktos nas zdradza krzywdzi a my bo kochamy mamy byc z tym kims i wybaczac.
I poprostu trafiles jak byla po odchudzaniu a teraz mogla wrocic do swojej wagi na poczatku nikt nie widzi zdjec i nie wie jak ta osoba nie powie ze kiedys byla grubsza.
nirvanka znam to skads hehe jedna mojsa dziewczyna jak byla sama to wlasnie nic nie jadla prwie i wogole a jak zamieszkalismy i jedlismy rzen i obioady regularnie od razu zaxczela tyc. Ale nawet jak sama byla to zle sie odzywiala bo chipsy piwo a jedzenie nieregularne i zamiast podzielone jednorazowo duzo irganizm rozregulowany nie wie kiuedy otrzyma jedzenie kumuluje.
Artek tez znalem taka ci miala dziwne podejscie do milosci i wigole coiezko z taka bo zyje w jakims dziwnym swiecei malo realnym moze ciagle ci tobic wyrzuty sumenia itp. a kocha sie kogos za cos jaki jest i nie mowie tu teraz o wygladzie charkter i takie tam a nie ze kocha sie mimo wszystko bo taj nie moze byc ktos nas zdradza krzywdzi a my bo kochamy mamy byc z tym kims i wybaczac.
I poprostu trafiles jak byla po odchudzaniu a teraz mogla wrocic do swojej wagi na poczatku nikt nie widzi zdjec i nie wie jak ta osoba nie powie ze kiedys byla grubsza.
Ona mi powiedziała, że była grubsza wcześniej i udało jej się ładnie schudnąć, ale było już że tak powiem za późno. Poza tym nie sądziłem, że doprowadzi się do takiego stanu. Teraz jak sobie przypominam to ona była napawdę szczupła, a nie normalna jak napisałem... I udało jej się to osiągnąć w niecałe pół roku. Akurat tego nie popieram. Człowiek nie powinen dla wyglądu nadszarpywać swojego zdrowia i powinno się odchudzać z głową. Ja nawet nie życzyłbym sobie żeby ona tak chudła, ale jakbym widział choć jej próby, chęć i powolne efekty... Powiedziałem jej podczas rozmowy, że nie widziałem "światełka w tunelu", takiego sformułowania użyłem - oczywiście uznała, że to okropne. Ale taka prawda, w ostatnich dniach czy tygodniach po prostu załamywałem się nie widząc żeby jej jakkolwiek zależało na popracowaniu nad sobą. Zrobiła sporo ze swoim charakterem, bo była ostatnio bardzo wybuchowa i zachowywała się jak typowa zołza, ale opanowała się. Przyznała mi w tym rację i wynikało to ze stresów, problemów itd. Niestety wygląd to już dla niej inna bajka.
No to sam widzisz, że będzie z tym problem, raczej spodziewaj się takiej wagi aniżeli takiej jak ją poznawałeś.
No to znalazłeś sobie grubą księżniczkę, która ubzdurała sobie, że książę z bajki, będzie ją kochał i uwielbiał tylko za wnętrze, a cała reszta nie będzie problemem, akceptacja na ful -wypas.
Moja rada? Wiej, gdzie pieprz rośnie, bo będzie jeszcze gorzej.
No to znalazłeś sobie grubą księżniczkę, która ubzdurała sobie, że książę z bajki, będzie ją kochał i uwielbiał tylko za wnętrze, a cała reszta nie będzie problemem, akceptacja na ful -wypas.
Moja rada? Wiej, gdzie pieprz rośnie, bo będzie jeszcze gorzej.
Chciałbym żeby to było aż tak proste. Emocje nie dają tak łatwo tego zakończyć, ale obawiam się że nic innego mnie nie czeka jak odejście, bo tego problemu nie da się rozwiązać, a trafi się na pewno ktoś kto ją całkowicie zaakceptuje i będzie z nią szczęśliwy. Albo ktoś dla kogo postanowi zmienić swoje życie.
Ej smutne to bardzo.Moim zdaniem to artek odwala tu księcia. Gruba - be, łuszczyca be.A jak się zestarzeją, a jak przyjdą choroby, to co taki pan zrobi? Ano jedyne wyjście to wiać. Bo zakochał się w księżniczce, a zrobiła się z niej Fiona ![]()
Dziewczyna ma rację, zupełnie nie na tym polega miłość i bardzo mi jej szkoda.Bo wygląd się zmienia niestety.Nie jest to nam dane raz na zawsze.Nie piszę tego dlatego, że jestem gruba, bo nie jestem.Dla mojego małżonka byłam zawsze za chuda właśnie,nie podobało mu się nawet to, co podobało się innym.Bo zabrakło uczucia.Przykra ta opowieść bardzo.
No ale teraz nie sa starzy wiec laska moglaby o siebie zadbac
tym bardziej ze widac bylo ze moze schudnac!
Ale w przyszłości nic się nie zmieni nawet jak teraz schudnie.Wystarczy, że jej pryszcz wyskoczy i dla niego już będzie nie do przyjęcia.
Pryszczom tez mozna zapobiec ![]()
Co innego starzenie się i naturalne starzenie się ciała, a co innego zapuszczenie się na własne życzenie i nie dbanie o siebie także na własne życzenie.
Tu ewidentnie widać, że to nie jest wynik zapuszczenia.Raczej problemów zdrowotnych / psychicznych, a koleś wcale jej nie pomagał w przezwyciężeniu tego. Ale to już stary temat, choć dla wielu pewnie wciąż aktualny.Mam nadzieję, że ją gość zostawił w spokoju, a ona ma szansę na spotkanie normalnego faceta.
A nie. On jakiś czas temu pisał. No nie wiem. Z miesiąc temu chyba w innym temacie, ale temat poleciał bo był powtórzeniem tego. Nadal byli razem, ale sytuacja wyglądała jeszcze gorzej.
Ja nie wiem czy on jest nienormalny. On tak naprawdę zakochał się w kimś innym. W kimś kto wyglądał inaczej i go pociągał. A jeśli się ten ktoś zmieni o 180 stopni to może przestać pociągać i to całkiem normalne, że może przestać się podobać. Tym bardziej, że są tylko narzekania ale brak totalnego działania. Związek polega też na tym, że cały czas staramy się być dla swojego partnera atrakcyjnym. A co do tego, że ten związek nie ma sensu to się zgadzam.
Co innego starzenie się i naturalne starzenie się ciała, a co innego zapuszczenie się na własne życzenie i nie dbanie o siebie także na własne życzenie.
Dokladnie to mialam na mysli, kazdy facet odroznia cos takiego nie wiem co tutaj starzenie ma do rzeczy - dziewczyna teraz jest mloda i powinna dbac o siebie ![]()
A nie. On jakiś czas temu pisał. No nie wiem. Z miesiąc temu chyba w innym temacie, ale temat poleciał bo był powtórzeniem tego. Nadal byli razem, ale sytuacja wyglądała jeszcze gorzej.
Wynika z tego, że jednak facet ma ze sobą głównie problem.
Na potwierdzenie mojego zdania-moja siostra cioteczna ma podobny problem,jej metabolizm robi jej psikusy przez całe życie.Raz chudnie, raz tyje.Ostatnio z powodu choroby była na sterydach.Oczywiście roztyła się bardzo.Ale jej mąż ( są bardzo dobrym małżeństwem) nigdy nie robił z tego powodu problemu.Akceptuje ją taką jaka jest bez względu na zmianę wyglądu.
Moim zdaniem artkowi bardziej zależało na tym żeby mieć laskę na pokaz niż na dalsze życie.
No cóż teraz to tylko ważna kasa i wygląd. Taka brutalna prawda
Co Ty bredzisz w ogóle? Autorowi chodzi to, że kobieta nie dba o siebie co zaczyna odbijać się na jej zdrowiu.
NIE WIEŻE, że jesteś w stanie ''przyjąć na klatę'' bez słowa jakieś diametralne zmiany u swojej partnerki/partnera JEŻELI to w jakiś sposób ma wpływ na jej/jego zdrowie. Autor nie mówi o tym, że była sex bombą doznała wypadku i teraz jest pokiereszowana i nie atrakcyjna. Babeczka była atrakcyjna, teraz przestała o siebie dbać a tym samym o niego.
No nie czarujmy się wygląd osobisty liczy się CAŁY czas w związku i KAŻDY odpycha, kto o siebie nie dba. Jeżeli KTOŚ jest w stanie powiedzieć, że "na ślepo zaakceptuje WSZYSTKO bo KOCHA druga osobę" jest po prostu hipokrytą.
Leki a choroby. Wklejam to po raz kolejny, bo za dużo coś tu tłumaczeń się chorobami i lekami, a tak naprawdę to tylko u nielicznych osób, na bardzo dużych dawkach sterydów to leki są bezpośrednią przyczyną:
dr n. med. Lucyna Papierska, endokrynolog
Tycie a sterydy
Jeżeli glikokortykosteroidy są podawane w dawkach substytucyjnych (zastępczych) choremu z niedoczynnością kory nadnerczy, przybiera on na wadze. Ale to pożądany efekt. Niedoczynność kory nadnerczy objawia się bowiem nadmiernym chudnięciem, co jest następstwem braku apetytu. Chory dzięki lekom wraca do właściwej wagi, ponieważ dawka glikokortykoidu jest taka sama jak ta naturalnie wydzielana przez korę nadnerczy.Inaczej jest z pacjentami cierpiącymi na astmę oskrzelową, reumatoidalne zapalenie stawów, sarkoidozę czy toczeń. Choroby te często wymagają podawania dużych dawek sterydów działających przeciwzapalnie, a wtedy ubocznym efektem leczenia może być tycie. Charakterystyczne w takich przypadkach jest gromadzenie się tkanki tłuszczowej w okolicy brzucha, karku i twarzy.
Przyjmując niewielkie dawki sterydów, wcale nie musimy tyć. Ale jeżeli po lekach lepiej się poczujemy, np. mija ból stawów - mamy lepszy apetyt i jemy więcej. Skutkiem jest przybieranie na wadze. Nie jest ono powikłaniem kuracji, lecz wynikiem dostarczania organizmowi zbyt dużej porcji kalorii w stosunku do zapotrzebowania. Warto też pamiętać, że schorzenia wymagające leczenia sterydami zwykle zmniejszają sprawność fizyczną, powodują, że chory unika wysiłku fizycznego, co dodatkowo sprzyja nadwadze.
Tycie a lekarstwa dla alergików
Osoby zażywające leki przeciwhistaminowe często uważają, że to kuracja powoduje tycie. Ale prawda jest bardziej prozaiczna. Leki redukujące skutki wydzielania histaminy (substancja ta wydziela się w organizmie podczas reakcji alergicznej) wpływają nieznacznie na funkcjonowanie ośrodkowego układu nerwowego i podwzgórza oraz ośrodek łaknienia. Przyjmując takie leki, mamy większy apetyt i jeśli go nie poskromimy - przybędzie nam kilogramów.Tycie a niedoczynność i nadczynność tarczycy
Schorzenia tarczycy mają wpływ na masę ciała. Przy nadczynności tarczycy chudnie się, a przy jej niedoczynności - przybiera na wadze. Lekiem podawanym w takim przypadku jest tyroksyna - hormon, który przyśpiesza przemianę materii. Stosując go, pacjent powinien chudnąć. Trudno zatem tłumaczyć nadwagę czy otyłość przyjmowaniem tyroksyny. Przy wyrównanej niedoczynności tarczycy i prawidłowym leczeniu zachowanie właściwej masy ciała jest proste. Jeżeli występuje nadwaga, powód jest tylko jeden - zbyt duża ilość pokarmu w stosunku do zapotrzebowania organizmu.
Problem nadwagi inaczej wygląda w przypadku leczenia nadczynności tarczycy. U cierpiących na nią chorych przemiana materii jest bardzo szybka, co sprzyja chudnięciu. Po podaniu leku, który ma opanować chorobę, czyli także przywrócić do normy przemianę materii, zaczyna się tycie. Jednym z powodów przybierania na wadze jest to, że pacjent (częściej pacjentka) był przyzwyczajony do tego, że mógł bezkarnie folgować swojemu apetytowi. Nadmiar jedzenia w czasie choroby nie odkładał się na biodrach. Gdy jednak lek ustabilizuje przemianę materii, co jest błogosławieństwem dla układu krążenia czy kostno-stawowego, a posiłki są nadal obfite, tycie jest naturalną konsekwencją naszych zachowań.Tycie a terapie hormonalne
W nowoczesnych tabletkach antykoncepcyjnych dawki estrogenów są tak niskie, że ich stężenie w surowicy krwi jest bliskie naturalnemu, a więc nie powinno mieć wpływu na tycie. Natomiast progestagen może działać lekko nasennie i obniżać nastrój. Dla wielu kobiet sposobem na smutki jest podjadanie i stąd się biorą dodatkowe kilogramy. Poza tym przy stosowaniu tabletek antykoncepcyjnych, zwłaszcza na początku, czasem pojawiają się jedzeniowe zachcianki, które są podobne do tych w ciąży.
Podobnie jest przy terapii hormonalnej. W okresie okołomenopauzalnym stężenie estrogenów we krwi maleje, a terapia hormonalna uzupełnia jego niedobory. Dzięki temu poprawia się gospodarka insuliną i glukozą, a w konsekwencji należy się spodziewać utraty wagi ? pod warunkiem jednak że zmniejszymy kaloryczność posiłków lub zwiększymy aktywność fizyczną, ponieważ z wiekiem organizm zużywa mniej energii.
Mechanizm jest więc dokładnie taki sam jak w poprzednich przypadkach ? to nie lek tuczy, ale nadmiar jedzenia, czyli niedostosowanie ilości spożywanych kalorii do nowego zapotrzebowania organizmu na energię.Tycie a leki na cukrzycę
Dla osób chorych na cukrzycę typu 2 utrzymanie właściwej wagi jest ważnym elementem leczenia podstawowej choroby. Im większa masa ciała, tym większe zapotrzebowanie organizmu na insulinę i zagrożenie brakiem kontroli nad przebiegiem choroby. Poza tym warto pamiętać, że sama insulina tuczy. W początkowym okresie cukrzycy typu 2 w organizmie jest bardzo wysoki poziom insuliny, która jednak nie działa prawidłowo. Leki podawane choremu mogą albo zwiększać wydzielanie insuliny (tak działają pochodne sulfonylomocznika), albo poprawiać jej działanie (są to biguanidy). Stosowanie leków, które zwiększają wydzielanie insuliny, sprzyja tyciu, dlatego też nie są one korzystne na początku leczenia.
Podobna reakcja organizmu jest wtedy, gdy u chorego leczonego insuliną zwiększa się jej dawki. Przyjmowanie leków z grupy biguanidów wywołuje chudnięcie. Dlatego też w nowoczesnym leczeniu cukrzycy terapię rozpoczyna się od podania metforminy, której dodatkowym działaniem jest obniżenie masy ciała.Tycie a preparaty antydepresyjne
Większość leków obecnie stosowanych przy leczeniu depresji nie zwiększa łaknienia. Niektóre nawet je zmniejszają. Jednak są pacjenci, którzy w czasie epizodów depresji tyją, bo mają zwiększone łaknienie - "zajadają stres". Bywa też odwrotnie - w czasie spadku nastroju odrzuca się jedzenie i szybko traci na wadze. Jeżeli takiej osobie poda się leki przeciwdepresyjne, które zwiększają apetyt, chory wraca do normalnej wagi, co jest korzystne dla jego organizmu. W przypadku leczenia przeciwdepresyjnego to nie lek wpływa na przybieranie na wadze, ale raczej zmiany nastroju i wynikająca z nich potrzeba łagodzenia smutku jedzeniem.
A moim zdaniem nie chodzi o pokaz. Miłość nie znaczy, że przestajemy o siebie dbać. Bo ileż słychać o tym, że kobieta po porodzie już na lata zostaje zaniedbana. Nadwaga, wielkie odrosty na włosach, zaniedbana. Mąż będzie kochał, ale przestanie go pociągać fizycznie. Co gdyby on nosił nieświeże ubrania, nie golił się, na głowie miał bałagan, a do tego nie używał dezodorantu. Co innego mieć np. wielki biust. Tego zmienić nie można z własnej siły. Tak samo jak koloru oczu, wysokości, zmarszczek. Wagę można zmienić i genetyką nie powinni się tłumaczyć.
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kobieta zmieniła się nie do poznania - co robić?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026