byłam kochanką.. odeszłam - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » byłam kochanką.. odeszłam

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 16 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 985 ]

131

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

kochana sama juz się gubie,raz myślę tak raz tak,zostawiam na razie jak jest,mamy dłuższą przerwę teraz oboje na przemyślenia,zobaczymy jak nam się żyje bez siebie

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

oj.... to smutne sad  bede trzymac kciuki żeby było dobrze, najważniejsze żebyś była szczęśliwa... pamietaj, że w razie czego pisz... całuje

133

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

kaszmirka,  pewnie, przemyśl sobie co i jak tylko nie łam się kochana.
to ja sobie dołącze do majorki i razem potrzymam z nią kciuki smile

134

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Ja również gratuluję.. Nie przegrasz swojego życia i jeszcze będziesz w życiu szczęśliwa, czego Ci szczerze życzę.

Dzisiaj po raz pierwszy weszłam na to forum i zbieram się do opisania własnej historii. Jestem po tej drugiej stronie. Ja jestem sprawczynią bałaganu.. I bardzo możliwe, że w trosce o dobro dziecka i w imię wyższych zasad wypuszczę na zawsze prawdziwą miłość.. Jeszcze nie wiem, jak będę bez niej żyć. Mam nadzieję, że umiałabym napisać za jakiś czas tak, jak Ty dziś..

135

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Calineczka przede wszytkim serdecznie Cię witam smile
mam nadzieje ze będziemy wstanie Ci pomóc albo chociaż wesprzeć smile

136

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

dokładnie też się dołączam

137 Ostatnio edytowany przez majorka (2009-10-12 17:54:58)

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Calineczka jak pewnie poczytałaś pare postów jest tu wiele kobiet o stojących po różnych stronach.... ale mimo wszystko możesz tu napisać swoą historie i napewno postaramy się Cie wesprzeć, pocieszyć, doradzić... witamy wink

Apoteoza a co z Tobą?? dawno nie czytałam nic od Ciebie.... buzi śle... smile

138

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

dzięki kochana za buziaki! co u mnie? hmm taki piękny i cudowny dzień a tak paskudnie się skończył....czasem to już brakuje mi sił na to wszystko ale nie ma co się nad sobą użalać, jutro będzie napewno lepiej smile

139

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

kochana co u Ciebie?

140

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

a moze zastanowmy sie nie zawsze to facet jest tym gorszym ja mam meza i kochanka ktory jest sam i toleruje to ze jestem mezatka chociaz mowi ze  mu ciezko

141

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
apoteoza23 napisał/a:

dzięki kochana za buziaki! co u mnie? hmm taki piękny i cudowny dzień a tak paskudnie się skończył....czasem to już brakuje mi sił na to wszystko ale nie ma co się nad sobą użalać, jutro będzie napewno lepiej smile

co się stało ???

Kaszmirko w porządku smile dziekuje. Widujemy sie prawie codziennie, chociazby na kawie na chwilke albo by poprostu sie przytulic i dac buzi jak nie mamy wiecej czasu.... i tak się jakoś nasza historia kreci... wydaje mi sie ze on sie zakochuje.... ja za to podchodze do tego z lekkim dystansem.... aby sie nie zakochać... dlaczego? zeby w razie czego potem tak nie bolało....;) a u Ciebie?

142

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

a jako tako coś ostatnio mieliśmy lekki kryzys tzn może bardziej ja,jestem ostrożna jakoś nawet spotkań unikam,ale tęsknie strasznie,miłego wieczoru

143

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

znam to uczucie.... ale nie unikaj spotkań.... bierz z tego jak najwięcej... pamietaj ze za 20 lat bardziej bedziesz żałowała tego czego nie zrbiłas niz tego co zrobiłas....

144

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

i jak tam dziewczyny? Któras podjeła decyzje, żeby odejść??? ja się z nim nadal spotykam....

145 Ostatnio edytowany przez Celia (2009-10-26 18:56:06)

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
madzia666 napisał/a:

a moze zastanowmy sie nie zawsze to facet jest tym gorszym ja mam meza i kochanka ktory jest sam i toleruje to ze jestem mezatka chociaz mowi ze  mu ciezko

No no, nieźle. A przed chwilą napisałeś/-aś, Marku, że jesteś mężczyzną. hmm Masz męża i kochanka - o lalalaaa!!! lol Niezły z Ciebie bajerant, a przede wszystkim Troll!!
Uważasz, że nie mamy poczucia humoru? A ja właśnie pękam ze śmiechu z Ciebie. lol

146

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

a zdenerwowałam się wówczas bo mnie tata wpyprowadził z równowagi ( oczywiście pijany) ale teraz już wszystko w porządeczku, jak tam Kochane moje? jak przemyślenia, decyzje?
Celia Ty minełaś się z powołaniem powinnaś detektywem zostać big_smile

147

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
apoteoza23 napisał/a:

a zdenerwowałam się wówczas bo mnie tata wpyprowadził z równowagi ( oczywiście pijany) ale teraz już wszystko w porządeczku, jak tam Kochane moje? jak przemyślenia, decyzje?
Celia Ty minełaś się z powołaniem powinnaś detektywem zostać big_smile

A skąd, po prostu przed chwilą na swoim wątku "prostytutki" facet się do wszystkiego przyznał i jeszcze napisał, że faceci nas zdradzają, bo jesteśmy  do garów, a powinnyśmy być tylko do łóżka. Wkurzył mnie strasznie, a jeszcze przy innych wątkach pajacuje. mad

148

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

ja apoteoza trwam w tym nadal ale bez zbędnych uczuć ... wink z reszta w tym moim drugim poscie pisałam i przy okazji odbijałam ataki.... fajnie, że jest Was tu pare które potrafia wesprzec w razie czego, wysłuchac, doradzic smile :*

149

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Celia tak chciałam Ci napisać ze w swoje hasło wpisałam Celia jak sie logowałam big_smile hehe,
ach to tak...no prosze, nie dziwie sie po takim czymś też bym się zirytowała.

Majorka wiec jesteś na etapie"czas pokarze... co ma być to będzie big_smile"
będę wspierać oczywiscie Ciebie jak tylko będę potrafiła

a reszta dziewczynek jak?

150

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

reszta coś zamilkła ostatnio....  halo ??

Chciałabym Wam coś powiedzieć.... kiedys poznałam faceta bardzo mi sie podobał ale miał swoja kobiete (nie byli po slubie) Wiedząc od początku, że jest zajęty odpóściłam. Szczerze to nawet zapomniałam. Od kwietnia juz nie są razem... w lipcu spotkalismy sie ze znajomymi pare razy i on teztam był. Jak sie okazało ja równiez mu sie bardzo podobam i chciał się ze mna umawiac ale ja go olałam..... dlaczego? przez tego mojego zajetego (jeśli ktoś nie wie, czyt - "on ma żone... kochanka i co dalej??) obecnie zastanawiam sie czy dobrze zrobiłam... jest to dobry i wykształcony facet, mający plany na pszyszłośc i przede wszystkim wiem, że było by mi z nim jak u Pana Boga za piecem... nigdy by mi krzywdy nie zrobił a wrecz przeciwnie nosił by mnie na rekach.... ale wiem, że godzac sie na zwiazek z nim musiałabym zakończyć z tym moim żonatym... niewiem naprawde co robic....    chce  być szczęsliwa ale do "mojego obecnego' tyle mnie ciągnie.....

151

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

majorka i inne ktore powziely decyzje...zazdroszcze...
dajcie troche tej Waszej sily,bo ja w sobie nie umiem jej odnalezc...A Bog mi swiadkiem jak cierpie...
odnosnie ostatniego posta,sproboj kochana jakos nawiazac kontakt z tym fajnym facetem....moze cos z tego bedzie...?moze masz okazje wyrwac sie z tej matni...?
tego w wiekszosci tez Wam zazdroszcze...ja nie bardzo mialabym okazje spotykac sie...hmmm...nawet poznac kogokolwiek,bo do instytucji typu sympatia.pl raczej sie nie nadaje...
Jestem sama z dzieckiem i moj swiat kreci sie tylko w okol tego faktu...po pracy jestem pelnoetetowa mama i niespecjalnie mam okazje,zeby pojawic sie gdzies "na miescie" hmm
Czasem mysle sobie jakby to bylo jakbym kogos poznala...czy daloby mi to sily do zakonczenia obecnej historii(opisana na drugim watku majorki)...
I wtedy gdy tak nad tym rozmyslam czuje sie potwornie stara:(  jakbym miala ze dwadziescia wiecej lat niz mam...
potrzebuje stabilizacji,kogos pewnego,kogos kto bedzie mnie kochal....a to proces trwajacy czasem cale lata...odechciewa mi sie na sama mysl:/
Po czym pukam sie w czolo i mowie "ty idiotko,bo to co jest teraz rzeczywiscie to wszystko Ci daje...hahaha:/ masz pewny zwiazek,z poczuciem bezpieczenstwa i czujesz sie kochana.."...Smiech,co?
Mimio wszystko siedze w tym po uszy,tone...a powierzchnia bardzo daleko...
ech.....
podczytuje Was,po malu sie zapoznaje z Waszymi historiami...mam nadzieje,ze przyjmiecie do grona jeszcze jedna pokrecona dusze?

152

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Mam kontakt z tym "fajnym" facetem wink przez weekend spotkalismy sie dwa razy.... zobaczymy jak to będzie... Jeśli chodzi o Ciebie Candyfloss to wcale nie trzeba wychodzic do miasta zeby  kogoś poznac... Najlepiej sie poznaje kolegów koleżanek bądź kolegów... Posiadówa ze znajomymi niech wezma swoich znajomych i proste:) zobaczysz nic na siłe co ma byc to bedzie smile Życze Ci tego serdecznie aby się jakos ułozyło a Ty sie nie załamuj, pamietaj, że masz dla kogo żyć smile

153

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Samotna, kochanka, zona - wszystkie potrzebujemy tego samego. Jedne z nas to odnajduja bez problemu, inne nie maja tyle szczescia. Wszystkie poszukujemy szczescia i milosci - najgorzej kiedy znajdujemy je przy mezczyznie, ktory jest juz zajety. I wtedy zaczynaja sie schody.
Czytajac to forum poczulam sie tak...hmm...nawet nie umiem tego porzadnie nazwac. Powiedzmy, ze swojo tongue Znam doskonale ten temat i wiem jak jest Wam ciezko. Ja tez nie jedna noc przeplakalam, gdy podjelam decyzje o rozstaniu z moim "ukochanym". Z perspektywy czasu moge Wam smialo powiedziec, ze choc nie zapomnilam o nim, jestem z siebie dumna i nie zaluje swojej decyzji. Dlaczego? Poniewaz dzisiaj jestem zona wspanialego mezczyzny. Ktory cierpliwie czekal, az wylecze sie z tej "chorej" milosci. Dlatego Kochane, glowy do gory i wycieramy nosy tongue Dzis szlochamy za "tamtym", a za rogiem moze czekac na nas nasza druga polowka jablka. Co najwazniejsze jest NASZA i nie musimy sie z nikim nia dzielic!!! Trzymam za Was kciuki  i zycze powodzenia :* big_smile

154

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
ineczka big_smile napisał/a:

Samotna, kochanka, zona - wszystkie potrzebujemy tego samego. Jedne z nas to odnajduja bez problemu, inne nie maja tyle szczescia. Wszystkie poszukujemy szczescia i milosci - najgorzej kiedy znajdujemy je przy mezczyznie, ktory jest juz zajety. I wtedy zaczynaja sie schody.
Czytajac to forum poczulam sie tak...hmm...nawet nie umiem tego porzadnie nazwac. Powiedzmy, ze swojo tongue Znam doskonale ten temat i wiem jak jest Wam ciezko. Ja tez nie jedna noc przeplakalam, gdy podjelam decyzje o rozstaniu z moim "ukochanym". Z perspektywy czasu moge Wam smialo powiedziec, ze choc nie zapomnilam o nim, jestem z siebie dumna i nie zaluje swojej decyzji. Dlaczego? Poniewaz dzisiaj jestem zona wspanialego mezczyzny. Ktory cierpliwie czekal, az wylecze sie z tej "chorej" milosci. Dlatego Kochane, glowy do gory i wycieramy nosy tongue Dzis szlochamy za "tamtym", a za rogiem moze czekac na nas nasza druga polowka jablka. Co najwazniejsze jest NASZA i nie musimy sie z nikim nia dzielic!!! Trzymam za Was kciuki  i zycze powodzenia :* big_smile

Widzisz Tobie sie ułozyło smile Nam tez sie kiedys to uda.... przynajmniej mam taka nadzieje... wink podobno najtrudniej zrobic ten pierwszy krok i odejść... potem juz pomału ale z górki... z tym, że ja póki co nie chce jeszcze odejśc, jest mi tak dobrze i co najważniejsze nie płacze po nocach.... ale kiedys to minie wiem, powiem dość i poznam kogos kto będzie tylko mój tak jak było w Twojej bajce... wink

155

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

MAJORKO bardzo sie ciesze ze podjelas taka decyzje , ze przemyslalas swoja sytuacje i odeszlas nie warto byc przez caly czas ta druga i zbierac ochlapy jak to napisala jedna z dziewczyn kazda z nas zasluguje na prawdziwe szczescie a nie jego namiastke.Sama widzisz gdyby on Cie tak samo kochal jak ty jego to by walczyl a on poprostu przyjal do wiadomosci.Trzymam kcuiki za Ciebie .

156

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

hmmm tyle się dzieje... dziewczyny jestem z Wami całym sercem, a ten mętlik daje się we znaki...

157

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Powiem Wam tak  Jeśli kochacie i chcecie z nim być i on czuje to samo i co najwazniejsze podjoł kroki co do rozwodu to życze Wam powodzenia aby sie ułozyło.... ale jeśli kochacie a oni nic nie robia w tym kierunku aby odejść od żony to naprawde to nie ma sensu bo krzywdzicie tylko siebie... a potem będzie bolało jeszcze bardziej.... dlatego w takiej sytuacji lepiej dac sobie szanse na szczęście i odejść chociaz napewno bedzie ciezko na początku... ja akurat go nie kocham... jestem o tyle w komfortowej sytuacji.... ale niedługo tez pewnie to zakoncze.. ile możemy we dwie jeść z jednej miski wink

158

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

bylam kochanka, jestem zona..:) no coz los płata nam figle, jak poznalam mojego meza byl ponad pol roku po slubie i na pierwszym spotkaniu od razu mi powiedzial ze nie jest kawalerem. Na drugim spotkaniu juz wedzialam ze to moja druga połowa, ale zdrowy rozsadek kazal sie wycofac, wiedzialam ze to moze sprawic mi jedynie wiele bólu..wiadomo zona itp...on mowil ze sie nie uklada ze załuje decyzji o slubie, ze rodzina napierala itp...ale wiecie-kazdy tak mowi wiec nie wierzylam..ale dalam sie poniesc tej fali i poplynelam. Zakochalam sie bez reszty, mialam na koncie ciezki zwiazek w ktorym bylam bita, maltretowana, zamykana i wieziona w domu, odcieta od swiata...on mi dawal poczucie bezpieczenstwa..silny madry ...kiedy wyprowadzil sie od niej po  trzech miesiacach naszej znajomosci mowilam zeby decyzje podejmowal sam, ze to jego zycie....nigdy nie na[pieralammm ne wymuszalam...zamieszkalismy razem...zlozyl pozew i dostal rozwod, minely dwa lata i mamy juz slub i coreczke..czasem historie koncza SIE HAPPY ENDEM, ale prawda jest taka ze w wiekszosci przypadkow facet szuka kochanki tylko do lozka i ja zwodzi  nie majac zamiaru sie rozwodzic ani odchodzic od zony!!

159

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

czarnaperełka jesteś moim jedynym przykładem na tym forum że nie zawsze kochanka jest tylko odskocznią od życia codziennego i że czasem sa happy endy jak w Twoim przypadku. smile

160

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
czarnaperełka napisał/a:

bylam kochanka, jestem zona..:) no coz los płata nam figle, jak poznalam mojego meza byl ponad pol roku po slubie i na pierwszym spotkaniu od razu mi powiedzial ze nie jest kawalerem. Na drugim spotkaniu juz wedzialam ze to moja druga połowa, ale zdrowy rozsadek kazal sie wycofac, wiedzialam ze to moze sprawic mi jedynie wiele bólu..wiadomo zona itp...on mowil ze sie nie uklada ze załuje decyzji o slubie, ze rodzina napierala itp...ale wiecie-kazdy tak mowi wiec nie wierzylam..ale dalam sie poniesc tej fali i poplynelam. Zakochalam sie bez reszty, mialam na koncie ciezki zwiazek w ktorym bylam bita, maltretowana, zamykana i wieziona w domu, odcieta od swiata...on mi dawal poczucie bezpieczenstwa..silny madry ...kiedy wyprowadzil sie od niej po  trzech miesiacach naszej znajomosci mowilam zeby decyzje podejmowal sam, ze to jego zycie....nigdy nie na[pieralammm ne wymuszalam...zamieszkalismy razem...zlozyl pozew i dostal rozwod, minely dwa lata i mamy juz slub i coreczke..czasem historie koncza SIE HAPPY ENDEM, ale prawda jest taka ze w wiekszosci przypadkow facet szuka kochanki tylko do lozka i ja zwodzi  nie majac zamiaru sie rozwodzic ani odchodzic od zony!!

więc jednak zdarza się i tak.....:) i na Tobie mamy przykład, że facet źle ulokował wcześniej uczucia... fajnie, ze Tobie sie ułozyło smile ja zbieram siły, żeby odejśc bo coraz bardziej mi na nim zaczyna zależeć... a nie chce w razie czego cierpieć... nie wydaje mi się, że spotyka sie ze mna żeby ze mna sypiać.. spotykamy sie ok 5 miesięcy a spalismy ze soba 4 razy... i to niedawno.. to mi sie w nim właśnie podoba.. jest czuły i dobry dla mnie i tego samego widze, że oczekuje ode mnie... zmienia mi koła w aucie, wymienia żarówki jak sie spalą , zawsze moge na niego liczyć... i zaczyna mnie do tego przyzwyczajać... a ja sie nie chce przyzwyczaic..

161

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

to nie jest tak do konca, mnie tez nie omijaja problemy, gdy opada faza zakochania zaczynamy dostrzegac wady drugiego człowieka...ja własnie siedze przed komputerem i płacze , juz czawarty dzien sie nie odzywamy, mielismy razdem wyjechac na weekend on pewnie pojedzie sam, staram sie byc twarda i pierwsza reki nie wyciagne do zgody bo to on zawinił, ...echhh...widzicie, moze czasem treba sie zastanowic czy to ze juz jedna kobieta przechodzila z kims piekło nie oznacza JEDYNIE ZE TO ONA BYLA WSZYSTKIEMU WINNA, A CZLOWIEKA POZNAJE SIE LATAMI...

162

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
czarnaperełka napisał/a:

bylam kochanka, jestem zona..:) no coz los płata nam figle, jak poznalam mojego meza byl ponad pol roku po slubie i na pierwszym spotkaniu od razu mi powiedzial ze nie jest kawalerem. Na drugim spotkaniu juz wedzialam ze to moja druga połowa, ale zdrowy rozsadek kazal sie wycofac, wiedzialam ze to moze sprawic mi jedynie wiele bólu..wiadomo zona itp...on mowil ze sie nie uklada ze załuje decyzji o slubie, ze rodzina napierala itp...ale wiecie-kazdy tak mowi wiec nie wierzylam..ale dalam sie poniesc tej fali i poplynelam. Zakochalam sie bez reszty, mialam na koncie ciezki zwiazek w ktorym bylam bita, maltretowana, zamykana i wieziona w domu, odcieta od swiata...on mi dawal poczucie bezpieczenstwa..silny madry ...kiedy wyprowadzil sie od niej po  trzech miesiacach naszej znajomosci mowilam zeby decyzje podejmowal sam, ze to jego zycie....nigdy nie na[pieralammm ne wymuszalam...zamieszkalismy razem...zlozyl pozew i dostal rozwod, minely dwa lata i mamy juz slub i coreczke..czasem historie koncza SIE HAPPY ENDEM, ale prawda jest taka ze w wiekszosci przypadkow facet szuka kochanki tylko do lozka i ja zwodzi  nie majac zamiaru sie rozwodzic ani odchodzic od zony!!

Happy endem ? Wystarczy poczytać wątek "ciche dni w związkach" by zrozumieć, że właśnie zaczął się rozpad tego "happy endu". Miłosny narkotyk przestał działać, różowe okulary opadły i być może twój mąż kolejnej mówi już , że nie jest kawalerem, a ona to toleruje. Historia zatacza koło. W sumie zbudowałaś swoje szczęście na nieszczęściu innej więc chyba teraz przyszła kolej za to zapłacić .

163

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
alter ego napisał/a:
czarnaperełka napisał/a:

bylam kochanka, jestem zona..:) no coz los płata nam figle, jak poznalam mojego meza byl ponad pol roku po slubie i na pierwszym spotkaniu od razu mi powiedzial ze nie jest kawalerem. Na drugim spotkaniu juz wedzialam ze to moja druga połowa, ale zdrowy rozsadek kazal sie wycofac, wiedzialam ze to moze sprawic mi jedynie wiele bólu..wiadomo zona itp...on mowil ze sie nie uklada ze załuje decyzji o slubie, ze rodzina napierala itp...ale wiecie-kazdy tak mowi wiec nie wierzylam..ale dalam sie poniesc tej fali i poplynelam. Zakochalam sie bez reszty, mialam na koncie ciezki zwiazek w ktorym bylam bita, maltretowana, zamykana i wieziona w domu, odcieta od swiata...on mi dawal poczucie bezpieczenstwa..silny madry ...kiedy wyprowadzil sie od niej po  trzech miesiacach naszej znajomosci mowilam zeby decyzje podejmowal sam, ze to jego zycie....nigdy nie na[pieralammm ne wymuszalam...zamieszkalismy razem...zlozyl pozew i dostal rozwod, minely dwa lata i mamy juz slub i coreczke..czasem historie koncza SIE HAPPY ENDEM, ale prawda jest taka ze w wiekszosci przypadkow facet szuka kochanki tylko do lozka i ja zwodzi  nie majac zamiaru sie rozwodzic ani odchodzic od zony!!

Happy endem ? Wystarczy poczytać wątek "ciche dni w związkach" by zrozumieć, że właśnie zaczął się rozpad tego "happy endu". Miłosny narkotyk przestał działać, różowe okulary opadły i być może twój mąż kolejnej mówi już , że nie jest kawalerem, a ona to toleruje. Historia zatacza koło. W sumie zbudowałaś swoje szczęście na nieszczęściu innej więc chyba teraz przyszła kolej za to zapłacić .

Moje wnioski są identyczne....:)

164

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Aurora napisał/a:
alter ego napisał/a:
czarnaperełka napisał/a:

bylam kochanka, jestem zona..:) no coz los płata nam figle, jak poznalam mojego meza byl ponad pol roku po slubie i na pierwszym spotkaniu od razu mi powiedzial ze nie jest kawalerem. Na drugim spotkaniu juz wedzialam ze to moja druga połowa, ale zdrowy rozsadek kazal sie wycofac, wiedzialam ze to moze sprawic mi jedynie wiele bólu..wiadomo zona itp...on mowil ze sie nie uklada ze załuje decyzji o slubie, ze rodzina napierala itp...ale wiecie-kazdy tak mowi wiec nie wierzylam..ale dalam sie poniesc tej fali i poplynelam. Zakochalam sie bez reszty, mialam na koncie ciezki zwiazek w ktorym bylam bita, maltretowana, zamykana i wieziona w domu, odcieta od swiata...on mi dawal poczucie bezpieczenstwa..silny madry ...kiedy wyprowadzil sie od niej po  trzech miesiacach naszej znajomosci mowilam zeby decyzje podejmowal sam, ze to jego zycie....nigdy nie na[pieralammm ne wymuszalam...zamieszkalismy razem...zlozyl pozew i dostal rozwod, minely dwa lata i mamy juz slub i coreczke..czasem historie koncza SIE HAPPY ENDEM, ale prawda jest taka ze w wiekszosci przypadkow facet szuka kochanki tylko do lozka i ja zwodzi  nie majac zamiaru sie rozwodzic ani odchodzic od zony!!

Happy endem ? Wystarczy poczytać wątek "ciche dni w związkach" by zrozumieć, że właśnie zaczął się rozpad tego "happy endu". Miłosny narkotyk przestał działać, różowe okulary opadły i być może twój mąż kolejnej mówi już , że nie jest kawalerem, a ona to toleruje. Historia zatacza koło. W sumie zbudowałaś swoje szczęście na nieszczęściu innej więc chyba teraz przyszła kolej za to zapłacić .

Moje wnioski są identyczne....:)

Czarnaperełka nie przejmuj sie tym co piszą, zawsze były niesprawiedliwe i nie próbowały zrozumieć.. Dla nich zawsze kochanka jest najgorasza a mąż biedny bo dał sie uwieść, i kochanka zawsze musi cieprpiec zeby zapłacic za swoje winy... i skoro macie teraz ciche dni to napewno własnie Bóg Cie kara...  nie przejmuj sie, miejmy nadzieje, ze Twoja historia jest jedną z tych wyjątkowych a te ciche dni to tylko pare smutnych dni które zdarzaja sie w kazdych zwiazkach..

165

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
majorka napisał/a:
Aurora napisał/a:
alter ego napisał/a:

Happy endem ? Wystarczy poczytać wątek "ciche dni w związkach" by zrozumieć, że właśnie zaczął się rozpad tego "happy endu". Miłosny narkotyk przestał działać, różowe okulary opadły i być może twój mąż kolejnej mówi już , że nie jest kawalerem, a ona to toleruje. Historia zatacza koło. W sumie zbudowałaś swoje szczęście na nieszczęściu innej więc chyba teraz przyszła kolej za to zapłacić .

Moje wnioski są identyczne....:)

Czarnaperełka nie przejmuj sie tym co piszą, zawsze były niesprawiedliwe i nie próbowały zrozumieć.. Dla nich zawsze kochanka jest najgorasza a mąż biedny bo dał sie uwieść, i kochanka zawsze musi cieprpiec zeby zapłacic za swoje winy... i skoro macie teraz ciche dni to napewno własnie Bóg Cie kara...  nie przejmuj sie, miejmy nadzieje, ze Twoja historia jest jedną z tych wyjątkowych a te ciche dni to tylko pare smutnych dni które zdarzaja sie w kazdych zwiazkach..

Zrozumieć? Niby co? Prawda jest stara jak świat...Nie zbuduje się szczęścia na cudzym nieszczęściu....I żadna z nas nie powiedziała że "mąż jest biedny bo dał się uwieść"wręcz przeciwnie....To cwane bestie które wiedzą jak zbajerować naiwne panienki...:)

166

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
ineczka big_smile napisał/a:

Samotna, kochanka, zona - wszystkie potrzebujemy tego samego. Jedne z nas to odnajduja bez problemu, inne nie maja tyle szczescia. Wszystkie poszukujemy szczescia i milosci - najgorzej kiedy znajdujemy je przy mezczyznie, ktory jest juz zajety. I wtedy zaczynaja sie schody.
Znam doskonale ten temat i wiem jak jest Wam ciezko. Z perspektywy czasu moge Wam smialo powiedziec, ze choc nie zapomnilam o nim, jestem z siebie dumna i nie zaluje swojej decyzji. Dlaczego? Poniewaz dzisiaj jestem zona wspanialego mezczyzny. Dlatego Kochane, glowy do gory i wycieramy nosy tongue Dzis szlochamy za "tamtym", a za rogiem moze czekac na nas nasza druga polowka jablka. Co najwazniejsze jest NASZA i nie musimy sie z nikim nia dzielic!!! Trzymam za Was kciuki  i zycze powodzenia :* big_smile

Tekst bardzo dajacy do myslenia, ale ja moją decyzje podjełam bez niego, już wczoraj. Jechałam sie z nim spotkać, wszystko niby było ok ale jadąc miałam 100 mysli na minute... po co mi ten facet? Ja potrzebuje faceta, który będzie przy mnie cały czas, który nie będzie musiał do nikogo wracać i nie bedzie oszustem.... napisałam mu więc wiadomość sms: "wracaj do domu" nie wiedział o co chodzi i wydzwaniał... nie odebrałam... i juz nie odbiore, nie odpisze na żadną wiadomość.. moja "bajka" wczoraj dobiegła końca albo inaczej iluzja bajki... Bajke to będę miała kiedy poznam swojego księcia...:) Mam nadzieje, że jestescie dumne ze mnie i, że jak przypadkiem dopadnie mnie dołek to mi pomożecie.... Całujeeee ;*

167

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

zdarzają się wyjątki takich histori jak Twoja ale prawdopodobieństwo jest tak małe że chyba faktycznie nie ma sensu próbować układać sobie życie z żonatym mężczyzną. Nie ważne czyja to wina, żony, męża czy kochanki statystycznie takie związki nie wychodzą.
Dziewczyny po części miały racje............
majorka nie wiem jak reszta ale ja jestem dumna z Ciebie, tylko postaraj być się konsekwentna. Oczywiscie że postaram Ci pomóc zakopać doła jak będziesz go miała smile

168

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
majorka napisał/a:
ineczka big_smile napisał/a:

Samotna, kochanka, zona - wszystkie potrzebujemy tego samego. Jedne z nas to odnajduja bez problemu, inne nie maja tyle szczescia. Wszystkie poszukujemy szczescia i milosci - najgorzej kiedy znajdujemy je przy mezczyznie, ktory jest juz zajety. I wtedy zaczynaja sie schody.
Znam doskonale ten temat i wiem jak jest Wam ciezko. Z perspektywy czasu moge Wam smialo powiedziec, ze choc nie zapomnilam o nim, jestem z siebie dumna i nie zaluje swojej decyzji. Dlaczego? Poniewaz dzisiaj jestem zona wspanialego mezczyzny. Dlatego Kochane, glowy do gory i wycieramy nosy tongue Dzis szlochamy za "tamtym", a za rogiem moze czekac na nas nasza druga polowka jablka. Co najwazniejsze jest NASZA i nie musimy sie z nikim nia dzielic!!! Trzymam za Was kciuki  i zycze powodzenia :* big_smile

Tekst bardzo dajacy do myslenia, ale ja moją decyzje podjełam bez niego, już wczoraj. Jechałam sie z nim spotkać, wszystko niby było ok ale jadąc miałam 100 mysli na minute... po co mi ten facet? Ja potrzebuje faceta, który będzie przy mnie cały czas, który nie będzie musiał do nikogo wracać i nie bedzie oszustem.... napisałam mu więc wiadomość sms: "wracaj do domu" nie wiedział o co chodzi i wydzwaniał... nie odebrałam... i juz nie odbiore, nie odpisze na żadną wiadomość.. moja "bajka" wczoraj dobiegła końca albo inaczej iluzja bajki... Bajke to będę miała kiedy poznam swojego księcia...:) Mam nadzieje, że jestescie dumne ze mnie i, że jak przypadkiem dopadnie mnie dołek to mi pomożecie.... Całujeeee ;*

Musisz być silna bo gdy się prawdziwie kochało, zapomina się latami.......Poniższy utworek jest właśnie o tych dwóch bajkach o których wspomniałaś w swoim poście. Możesz mu go wysłać na maila na pewno zrozumie.....

Virgin - 2 bajki

http://dorotarabczewska.wrzuta.pl/audio … dwie_bajki

169

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

hehe dzieki apoteoza wink
dzis wydzwaniał i pisał a ja nic big_smile
sama z siebie dumna jestem wink

170

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

to się bardzo cieszę!

171

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

a dzis dziewczyny ide na kawe z takim facetem wink
poznalismy sie ostatnio przypadkiem.... napewno pierwsza rzeczą na jaka zwróce uwage bedzie obrączka a jak jej nie bedzie to poprostu zapytam wink
człowiek na bledach sie uczy... tylko szkoda, że nie na cudzych wink

172

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

to udanej randki życzę, a pewnie zapytaj w prost po co drugi raz to samo przerabiać. smile

173

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Witam dziewczyny!!!
Nigdy nigdzie nie pisałam. Jestem dziś pierwszy raz w życiu na jakimkowiek forum. A tymbardziej o nazwie " kochanki"Nigdy nie myślałam że nią będę. Największe awantury robił mi gdy sama siebie tak nazywałam. Może was zanudzę, i wcale mnie to nie zdziwi, ale nie daję sobie już rady i bardzo chciałaby komuś o tym opowiedzieć. Bo ja wogóle jakaś dziwna jestem:( Za młodu trochę balowałam. Nigdy nie dogadywałam się z mamą.Wpadłam z przypadkowym kolesiem.Spotykaliśmy się,a i owszem. Ale mowy nie było o uczuciu. Wiem że zabrzmi to beznadziejnie, ale była to okazja żeby wyrwać się z domu. Jak szybko wyszłam za mąż ( na szczęście - chyba:)) tylko cywilny, tak szybko wróciłam:)Ale córę mam fantastyczną:)W pracy pozanałam kolesia, który mnie oczarował. Trzy lata chyba fajnego związku. Ale związku w tajemnicy - on - 8 lat młodszy, ja- z córką. Jemu to nie przeszkadzało. Rodzicom  - oczywiście jego:( Ale było ok. Żadna z nas tego nie odczuwała. Nie był fantastyczny, ale nie był zły. Pewnego dnia pojechał na szkolenie w związku z nową pracą - na pół roku. Czułe sms - y. weekendy, itp. Nic nie zapowiadało zmian. Ale zaczęłam sama jeździć do pracy autobusem. Zaczepił mnie "On". Z reguły przyjaźnie traktuję ludzi, więc i jego tak potraktowałam. Kilka rozmów. Jego prośba o telefon. Z mojej strony - nie ma takiej możliwości. Porada u koleżanek - mała mieścina, każdy każdego zna. Tekst - żonaty, ale się lada moment rozwodzi. Dałam numer. Zaproszenie na lody. Od razu mi powiedział to co mówiły koleżanki. Żona kolejny raz go wyrzuciła. Mieszka u rodziców i nie widzi szans na związek z nią. Mają syna którego bardzo kocha, lae to był małżeństwo z konieczności .Zrasztą jego rodzice niby go prosili żeby się nie zenił.Potwierdzili to z czasem..........i tu palce mi miękną.......cholera, łzy zasłaniająmi ekran.................................................................................................................powtórzę za którąś z Was. Ja tylko chciałam być tylko szczęśliwa ...................Przecież mówił że jej nie kocha. na pierwszym spotkaniu.......................Jego rodzice też mówili, że to małżeństwo to nieporozumienie.......................Zostawiłam tego z którym nie było mi źle, żeby być z nim..........Zanim się zdecydowałm, nie raz czekał na klatce schodowej, spał w samochodzie......Wiem, zrobiłam źle........A teraz?????????Mści się, czy po prostu jednak zrozumiał, że kocha żonę????? A jesli ją kocha, i jeśli naprawdę mu na niej zależy, to czemu nie da nam spokoju??????????????Czemu po prostu nie odejdzie?????To że ja cierpię to pół biedy, jakoś pociągnę. Ale moja córa???? Nie chcę Was zanudzać. Ale dziś powiedziałam, nie. I mam nadzieję że wytrzymam. Mam nadzieję, że to on kiedyś zapłacze nad tym, że nas strracił. Nigdy nie byłam mściwus, ale tak mnie serce boli.........Co mam zrobić??Bo sił to już raczej mam niewiele.......
A Was, które miałyście tą siłę, szczerze podziwiam.Szanujecie same siebie. Mój najukochańszy przyjaciel, świętej pamięci tato, zawsze powtarzał" rób, co chcesz. Ale o jednym pamiętaj. Jak sama siebie nie uszanujesz, to nikt Cięnie uszanuje". Chce umieć spojrzeć szczerze w lustro, myśląc, że należy mi się szacunek. Ale go cholender kocham!!!! Wiem że to wszystko chaotyczne i zagmatwane, ale mam nadzieję, że któraś z Was mnie zrozumie> Proszę........Tak mi okropnie ź;e.....

174

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
duska napisał/a:

Od razu mi powiedział to co mówiły koleżanki. Żona kolejny raz go wyrzuciła. Mieszka u rodziców i nie widzi szans na związek z nią. Mają syna którego bardzo kocha, lae to był małżeństwo z konieczności .Zrasztą jego rodzice niby go prosili żeby się nie zenił.Potwierdzili to z czasem..........i tu palce mi miękną.......cholera, łzy zasłaniająmi ekran.................................................................................................................powtórzę za którąś z Was. Ja tylko chciałam być tylko szczęśliwa ...................Przecież mówił że jej nie kocha. na pierwszym spotkaniu.......................Jego rodzice też mówili, że to małżeństwo to nieporozumienie.......................Zostawiłam tego z którym nie było mi źle, żeby być z nim..........Zanim się zdecydowałm, nie raz czekał na klatce schodowej, spał w samochodzie......Wiem, zrobiłam źle........A teraz?????????Mści się, czy po prostu jednak zrozumiał, że kocha żonę????? A jesli ją kocha, i jeśli naprawdę mu na niej zależy, to czemu nie da nam spokoju??????????????Czemu po prostu nie odejdzie?????To że ja cierpię to pół biedy, jakoś pociągnę. Ale moja córa???? Nie chcę Was zanudzać. Ale dziś powiedziałam, nie. I mam nadzieję że wytrzymam. Mam nadzieję, że to on kiedyś zapłacze nad tym, że nas strracił. Nigdy nie byłam mściwus, ale tak mnie serce boli.........Co mam zrobić??Bo sił to już raczej mam niewiele.......
A Was, które miałyście tą siłę, szczerze podziwiam.Szanujecie same siebie. Mój najukochańszy przyjaciel, świętej pamięci tato, zawsze powtarzał" rób, co chcesz. Ale o jednym pamiętaj. Jak sama siebie nie uszanujesz, to nikt Cięnie uszanuje". Chce umieć spojrzeć szczerze w lustro, myśląc, że należy mi się szacunek. Ale go cholender kocham!!!! Wiem że to wszystko chaotyczne i zagmatwane, ale mam nadzieję, że któraś z Was mnie zrozumie> Proszę........Tak mi okropnie ź;e.....

Duska ale co sie stało bo nie wyjasniłas... napisałas tylko, że przyznał sie ze ma żone, że odeszłaś od poprzedniego i nagle zaczynają sie łzy w Twojej wypowiedzi.... rozwin to abym mogła Ci cos napisac... czym były spowodowane...? Powiedział, że sie nie rozwiedzie jednak? Zaczoł Was zaniedbywac??

175

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Przepraszam - emocje:( Zdecydowałam się zostawić tamtego i być z Nim. Mieszkał z rodzicami, z zoną  - co wynikało z jego wypowiedzi, nie chciał się już dogadywać.Zresztą jak twierdził,z nią się nie da dogadać. Bardzo szybko zamieszkaliśmy razem.Tyle że tutaj popełniłam chyba pierwszy błąd. Nie przeprowadził się "jak pan Bóg przykazał" tylko przyniósł kilka rzeczy i tyle. Przyznam szczerze - było fantastycznie. Jeździł odwiedzać syna, przywoził go do nas, moja córa bardzo się do niego przyzwycziła- tymbardziej, że prawie nie ma kontektu z ojcem.Ale w chwili gdy była mowa o rozwodzie mówił - rozwiodę się, nie martw się i cisza. Wreszcie któregoś dnia wymyśliłam, i zresztą to zrobiłam:"misiu rozejdźmy się na dzień lub dwa. Idź do mamy, pomyśl na spokojnie co dalej, bo tak nie można żyć." Poszedł mieszkać, lae do żony. Po 8 miesiącach.Niedługo - 2 tyg. przyszedł w moje urodziny i ...został.Po jakimś czasie znów pojechał odwiedzić małego i już nie wrócił.Niby wypił trochę za dużo u rodziców z bratem, i siostra zamiast do domu zawiozła go do zony.Zapomniałam dodać, że u niego w domu wszyscy wiedzieli o nas, że u mnie mieszka.Jego mama nawet bardzo się cieszyła, że może wreszcie mu się uda.Później były wakacje.Szalał - milion telefonów dziennie, zaczął pić bo mu się wydawało, że go zostawię itd. Po wakacjach wrócił - a ja głupia znów się na to zgodziłam.Ale jego żona zdobyła mój nr tel - zaczęła wydzwaniać, wyzywać mnie itp. Po tygodniu od tego zajścia stwierdził, że pomieszka u rodziców, przemyśli to i coś zadecydujemy, bo tak się nie da żyć.I znów żona.Trzy miesiace temu, wpadł z płaczem po niby kolejnej awanturze w domu i został. Sam stwierdził, że bardzo chce żeby było dobrze - żadnych kłamstw, kręcenia i wogóle.Ale za każdym razem kiedy pytała o syna - bo nie jeździł, strasznie się wściekał.I któregoś dnia kiedy dzień wcześniej wrócił z pracy pół godziny później zrobiłam coś, czego nie powinnam.Ale zrobiłam.Sprawdziłam tel - i te pół godz. spędził na rozmowie z żoną, z którą twierdzi że się nie kontaktuje.P tygodniu nie wytrzymałam, zrobiłam awanturę. Pojechał odwiedzić małego i znów nie wrócił. W chwilach kiedy mieszka z nią, cały czas się ze mną kontaktuje, zapewnia o miłości, przyjeżdża w przerwach w pracy - ale prawie nigdy w weekendy. W weekendy też prawie nie pisze. Podobno źle żyje z żoną, nie śpią w jednym łóżku, nie rozmawiają i takie tam następne kłamstwa. A tydzień temu kumpel zadzwonił, że będąc z dziewczyną w kinie spotkał go tam z żoną. Ten oczywiście się wypiera. Więc w końcu wczoraj powiedziałam dość!!Ale mówiłam tak milion razy i nic.Stawiałam sprawę jasno i nic. Nie odzywałam się kilka dni i nic. On wtedy faktycznie pisze ze zdwojoną siłą, wpada częściej, ale dalej nic. A ja choć bardzo chcę już być po tym wszystkim, nie potrafię być twarda. Dziś też od rana ciągle patrzę w telefon. Juz nie daję rady. Nie chcę jego kłamstw, takiej poniewierki, niepewności.A z drugiej strony nie chcę być bez niego. Jak utrzymać tą swoją twardość?????Dodam jeszcze tylko, że kiedy nie odpisuję na esy albo nie odbieram telefonów wciska mi milion facetów. A mnie wtedy aż rozsada z nerwów i oczywiście wtedy odpisuje. No i się zaczyna. Mam nadzieję, że jeszcze Cię nie zanudziła. Wiem że to wszystko namieszane, wiem ,że to wszystko moja wina, bo nie powinnam się zgodzić na powrót po pierszym jego numerze. Ale czasu nie cofnę Muszę iść dalej. Ale jaką drogą?????Pomóżcie proszę...................

176

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

trudna sprawa,
zacznij może od tego że wyłącz tel i schowaj do szuflady, zaparz sobie melisy i spróbuj się uspokoić, zajmij się czymś, pobaw się z córeczką , zamknij drzwi włacz sobie radio albo muzyke którą lubisz słuchać a jak jesteś w pracy to zajmij się pracą. Musisz być silna i nie daj się!

177

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Moja Droga!!Próbowałam. Zresztą dziś sobota, więc raczej nie będzie dzwonił.Z tel problem jest taki, że jest mi potrzebny do pracy, a zmieniać numeru nie mam odwagi.Zresztą nie wiem czy by to coś dało.Pracy mam mnóstwo - etatowej i poza.Wiesz jak jest - sama - mama:)Córka już duża, więc mama nie jest już dobrą towarzyszką:(Muzyka tylko przywraca wspomnienia, bo z reguły trafia się kawałek z "jakimś takim"tekstem, albo taki który z czymś się kojarzy.Ze znajomymi też nie wyjdę, bo po prostu z powodu pracy mam ich tyle że prawie wcale:(No i brak czasu:(  Najgorsze są myśli - czemu tak robi, o co w tym wszystkim właściwie chodzi?Dlaczego nie chce nas zostawić?Czy on wie czego właściwie chce?Dlaczego nie powie mi wprost,że nigdy jej nie zostawi?Dlaczego jeśli jest tam, to nie pozwala mi żyć w miarę normalnie - czemu te ciągłe sceny zazdrości, jego płacz, samokrytyczne sms - y? Nic z tego nie rozumiem. Czasami myślę, że on jest chyba psychicznie zwichrowany:)Wiem że w mojej sytuacji zabrzmiało to głupawo, ale naprawdę czasem tak myślę:)
Ale najgorsza jest myśl, że może jest jakaś szansa, żeby nam się udało.Może on po prostu boi się rozwodu i całego zamieszania z tym związanego, tego że utrudnią mu kontakt z synkiem - zresztą podobno taki tekst padł z ust zony podczas ostatniej awantury.A jeśli jest taka szansa, to co zrobić żeby ją wykorzystać. A może tylko się łudzę, bo chcę mieć nadzieję, bo chcę widzieć sens tego wszystkiego. Nie wiem, nie wiem nic!!! Nic oprócz tego, że bardzo go kocham, ale nie potrafię tak żyć!!!
Ale i tak bardzo dziękuję Ci za radę.

178

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

on nie zostawi zony ani Ciebie bo mu tak wygodnie, zobacz sama pisałaś ze on wędruje od Twojego domu do domu swojej żony. On chce mieć Was obie bo jak z którąś z was gorzej sie układa to zawsze ma gdzie pójść (albo do Ciebie albo do zony) i co najgorsza za równo Ty jak i jego żona przyzwalacie na to.

On boi się że zostanie zupełnie sam. On swoją szanse stracił na to żebyście mogli być razem, nic z tym nie zrobił więc nie ma co sie łudzić ze coś sie w tym kierunku zmieni. Jedynie jesli mocno Ci zależy to postaw sprawę jasno, że moze wrócić jak przyniesie papiery rozwodowe a do tego czasu nie macie o czym rozmawiać. Pamiętaj że musisz być komsekwetna, wiem że Cię boli ale jak przystaniesz na jego prośby jest bardzo prawdopodone ze znowu będzie to samo a potem bedzie Ci co raz trudniej.

179

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
apoteoza23 napisał/a:

on nie zostawi zony ani Ciebie bo mu tak wygodnie, zobacz sama pisałaś ze on wędruje od Twojego domu do domu swojej żony. On chce mieć Was obie bo jak z którąś z was gorzej sie układa to zawsze ma gdzie pójść (albo do Ciebie albo do zony) i co najgorsza za równo Ty jak i jego żona przyzwalacie na to.

On boi się że zostanie zupełnie sam. On swoją szanse stracił na to żebyście mogli być razem, nic z tym nie zrobił więc nie ma co sie łudzić ze coś sie w tym kierunku zmieni. Jedynie jesli mocno Ci zależy to postaw sprawę jasno, że moze wrócić jak przyniesie papiery rozwodowe a do tego czasu nie macie o czym rozmawiać. Pamiętaj że musisz być komsekwetna, wiem że Cię boli ale jak przystaniesz na jego prośby jest bardzo prawdopodone ze znowu będzie to samo a potem bedzie Ci co raz trudniej.

Wątpię by postawienie ultimatum coś zmieniło...To jest facet kompletnie niedojrzały emocjonalnie....kursuje w te i we wte.....LIczy się dla niego tylko jego własna osoba...Kobieto jesteś matką...Twoja córka uczy się od Ciebie....Więcej godności...Po co Ci ochłapy????

180

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Duska mu tak wygodnie.... tak naprawde ma Was obie... sama widzisz, mieszka u Ciebie pokłócicie sie i wraca do niej... pokłóci sie z żona i przychodzi z płaczem do Ciebie... czemu z płaczem? No bo przeciez musisz go przyjąć..
Nie łudziłabym sie na Twoim miejscu...
Chyba, że faktycznie przyniesie papiery rozwodowe... ale watpie.... wiele juztu o takich słyszałam i w zyciu tez, i nawet niejednego spotkałam na swojej drodze... Takie dupki sa nic nie warte uwierz mi...
Tym bardziej, że nie jestes sama, masz córeczke dla której masz po co zyć po co Ci taki typ którym musisz sie dzielic, płakac przez niego i denerwowac...
Uwiesz mi, że to wszystko nie jest tego warte...

181

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Wątpie żeby chciał się rozwieść sie ze swoją żoną ale może też by ten fakt rozwiał wątpliwości Duski a po drugie dał jej święty spokój. Zobaczyła by jak mu tak na prawde zależy, a jak by nie przyniósł papierów przestała by sie zadręczać pytaniem czy mają szanse na to zeby im sie udało.

182

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Dokłądnie.... jesli nie przyniesie papierów to bedziesz miała klarowną sytuacje.... i chyba juz bez zadnych pytań w stylu "czy może nam wyjdzie" tym bardziej, że masz córke i nie możesz sobie pozwolić na takie sytuacje : raz ten pan (wujek czy jak mała go nazywa) u nas mieszka a raz nie.... zarówno Ty jak i Twoje dziecko potrzebujecie stabilizacji...

183

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Dziękuję Wam wszystkim za rady:)
Miałam w planie nie odzywać się już więcej do niego, ale oczywiście nic z tego nie wyszło. Ale po głębokim namyśle poszłam za Waszą radą - powiedziałam o papierach. I coś mi się wydaje, że teraz przede mną ciężkie czasy:( Bo będzie pisał i dzwonił, że tęskni, że kocha itp. A ja muszę być jak skała:(Jak to zrobić???  Chciałabym, żeby już było przynajmniej miesiąc później i po wszystkim. Nieważne czy skończy się to moim uśmiechem czy łzami. Bo po łzach przecież przyjdzie czas na śmiech - prawda?
Czasami myślę, że chciałaby spotkać się z jakimś psychologiem.Chciałabym, żeby wytłumaczył mi jego postawę. Dlaczego tam wraca skoro mu tam źle? I gdybym to wiedziała tylko z jego opowieści to pół biedy. Nie wierzyła bym. Dlaczego kiedy jest tam to pije, płacze, wegetuje? Nic nie rozumiem.
A co do samotności to Apoteoza wydaje mi się,że masz świętą rację. Kiedyś mi powiedział, że rzeczą której boi się najbardziej, to właśnie fakt, że zostanie kiedyś sam. Dwa razy pytał się mnie również, tak zupełnie poważnie, że aż nie w jego stylu:), czy gdyby był ze mną nie zostawiła bym go nigdy w życiu. Jak to ujął" no wiesz kochanie, w radości i smutku, w kłopotach i chorobie, no tak zawsze". I wydaje mi się, że on ma bardzo małe poczucie wartości siebie. Stąd jego strach. Bo muszę tu nadmienić, że jestem starsza od niego, od 10 lat sama wychowuję córę, mam stałą państwową pracę - żadne kokosy, ale stała:) Po pracy dorabiam w domu. Nie mam fortuny, ale też nie chodzimy głodne. Poza tym jak na swoje latka - proszę nie mieć mnie za zarozumialca:), wyglądam nieźle. Zresztą z tego powodu zawsze też był zazdrosny. I czasem myślę, że boi się, iż któregoś dnia nie sprosta moim "wymaganiom" i go zostawię. No sama nie wiem.
Teraz najważniejsze żebym dała radę. Nie myslała, nie płakała i wogóle.Bzdury wypisuję:)  I tak tak właśnie będzie:(
Ale spróbuję. Bo chcę żebyśmy żyły spokojnie i szczęśliwie.
A co u Was? Jak Majorka randka?:)
Pozdrawiam.

184

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

"Czasami myślę, że chciałaby spotkać się z jakimś psychologiem.Chciałabym, żeby wytłumaczył mi jego postawę" Do tego nie potrzeba psychologa......to jasne jak słońce...Tak mu wygodnie.Zawsze ma "wyjście awaryjne"

185

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
duska napisał/a:

Dlaczego tam wraca skoro mu tam źle?

a kto powiedział, że mu tam źle? On... no właśnie a co Ci ma powiedziec... Duśka moze trudno to pojąć ale w wiekszości ich słowa to kłamstwa.... chociaz czesto nie chcemy dopóścic tego do siebie.... że on może kłamać, przeciez mnie kocha.... tylko ją oszukuje... a tak naprawde oszukuje Was obie.... Wiem, że trudno zebrac siły ale trzeba je znaleść.... Mówisz że ma kompleksy i słabe poczucie wartości.... dwoma kobietami sie dowartościowuje....

co do randki to nie doszło do skutku, po moim rozstaniu wziełam się bardziej za obowiązki w pracy i nie starczyło mi czasu.... może w przyszłym tygodniu.... zastanowie się wink

186

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

O tym, że jest mu (im) razem źle mówiło wielu ludzi: rodzice, rodzeństwo, znajomi. Ale tak naprawdę, co oni mogą wiedzieć co on ma tam głęboko w sobie - w sercu, w głowie...To wie tylko on sam:)
Wytrzymałam dziś dzielnie:)Choć kilka razy chwytałam za telefon:) Ale muszę przyznać, że znacznie mi to ułatwił - po prostu się nie odzywał:)  Wygodne wyjście - po co ma znów wysłuchiwać - no nie?:) Poczekam aż jej przejdzie - tak pewnie myslał...:)
Ale mniejsza z tym. Powiedzcie mi tylko proszę, jak sobie radzić z napadami smutku. Zajęć miałam dziś mnóstwo, jednak myśli czy też fale smutku przychodzą same. Zupełnie niespodziewanie, nie zapraszane...Dziś nawet zdarzyło mi się uronić łezkę w sklepie...Tragedia!!!! Co dziewczyny robić w takich sytuacjach???Nawet w pracy zauważyli, że cos nie tak, choć zachowywałam się jak zwykle. Nie wiem, zupełnie nie wiem. W chwili kiedy zaczynam myśleć, wmawiam sobie jaki to drań itp. Ale zaraz przychodzi nostalgia. Żebym tylko wytrzymała kiedy się odezwie...!!!!Proszę, trzymajcie za mnie kciuki!!!
Pozdrawiam serdecznie.

187

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

ja gdy tylko nachodziły mi smutne myśli od razu zmieniałam muzyke w samochodzie, na zywą, taneczna aby nie słuchac tych wolnych teraz jak to mówie smętów... a czasami jak mnie smutek złapał tak poprostu bez wpływu muzyki tak od tak to trzeba to przeczekac... ludzie pytali co jest? Czemu jestes smutna? A ja odpowiadałam wydaje sie Wam zmeczona.... ten okres jest cięzki ale trzeba go przetrwac, ważne żebys nie dzwoniła i nie pisała do niego.... pamietaj.

powodzenia smile

188

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

oczywiście że będziemy trzymać kciuki za Ciebie Duska, musisz być silna no nie stety nie ma złotego środka które by pomogły w momentach kiedy dopadnie Cię smutek, ale zobacz jaka dzielna jesteś, jeden dzień przetrwałaś, ten najgorszy teraz musi pójśc łatwiej!

189

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

dokładnie... najgorsze są pierwsze dni... jak tylko je przetrwasz to potem bedzie juz z górki wink

190

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Jest mi strasznie zle ,ale czytam wszystkie komentarze i troche sie nawet usmiecham... wyplakalam juz tyle lez ,ze nie mam nawet sily na wiecej. Jestem w zwiazku, ale nie jestem szczesliwa.Probuje odejsc,ale chyba strach przed samotnoscia mi nie pozwala.Ktos kiedys powiedzial,ze lepiej byc samotnym samemu niz samotnym w zwiazku. Ponad dwa miesiace temu, zaczelam ( najpierw flirtowac), potem spotykac sie z kolega z pracy. Zonaty - dzieci.tak, wiem, znany schemat a jednak adoracja, zainteresowanie, poswiecona uwaga i wpadlam po uszy. W miedzyczasie odszedl moj ukochany Tato. I to nie moj obecny partner byl dla mnie wsparciem w tym okresie. Tylko On. Telefony, maile, smsy... potem spotkania. Byl moment,ze sie przestraszyl- kontakt sie urwal.Ale na chwile. I znowu slowa, slowa, slowa, emocjonalna hustawka. Dni goraca i dni chlodu... az dzis napisal,ze przeprasza,ze musi ze soba zrobic porzadek i zebym zle o nim nie myslala. Prawde mowiac,ja tez musze zrobic porzadek ze soba o czym doskonale wiem... ale tak bardzo mi go brakuje.Codziennych rozmow, rozumienia sie bez slow... to takie zludne..wiem... przeciez nie laczylo nas nic wiecej... nawet seks. I ciesze sie,ze to on odszedl, bo to bylby zwiazek bez przyszlosci... ale to tak boli!! Ze nie bedziemy mogli juz nawet rozmawiac... i z drugiej strony , gdzies w glebi serca nadzieja,ze moze jednak wroci - ale po co??? ale wiem,ze warto jest zyc dla tych pieknych chwil... i wiem,ze zasluguje na wiecej niz kradzione chwile z kims, kto wraca do domu pelnego dzieci i usmiechu. A chwil? tak, nie zapomne nigdy. I pewnie kiedys sie usmiechne.Ale na razie nie moge... i chcialabym wierzyc,ze tez cos dla niego znaczylam, cos... wlasnie. I zal mi mojej oddanej cennej energii wlozonej w te znajomosc,tego co mu dalam... zal .. strasznie zal............

191

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Agydeyn napisał/a:

ale wiem,ze warto jest zyc dla tych pieknych chwil... i wiem,ze zasluguje na wiecej niz kradzione chwile z kims, kto wraca do domu pelnego dzieci i usmiechu.

mądre słowa, każda z Nas na to zasługuje... jesli naprawde to rozumiesz to juz połowa sukcesu..... smile

Agydeyn napisał/a:

A chwil? tak, nie zapomne nigdy. I pewnie kiedys sie usmiechne.Ale na razie nie moge... i chcialabym wierzyc,ze tez cos dla niego znaczylam, cos... wlasnie. I zal mi mojej oddanej cennej energii wlozonej w te znajomosc,tego co mu dalam... zal .. strasznie zal............

Napewno tego nigdy nie zapomnisz... ja z reszta tez, bo mimo wszystko robiłysmy to wszystko z uczuciem... i pamietaj skoro ja teraz po rozstaniu z "nim" sie usmiecham TO Ty tez sie usmiechniesz smile tylko potrzeba troche czasu... Znaczyłas dla niego napewno wiele... ale niech to juz zostanie za Toba, w Twoich wspomnieniach ale juz coraz dalej, daleko.... pora zacząć na nowo żyć.

192

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Hej Kobietki.
Chciałabym podzielić się z Wami swoją  historią.
Mojego żonatego poznałamm w pracy. Jest  moim dyrektorem.Od poniedziałku do piątku pracuje a na weekendy  wraca do domu...żony i syna.Początkowo mi  to nie przeszkadzało... czułam  się nawet  wyróżniona.Zaczeliśmy  pracować w jednym biurze.Kokietowałam go,nabrałam pewności siebie, zawsze byłam pachnąca, uśmiechnięta..wszyscy mężczyźni w firmie się za mną oglądali, a ja  chciałam tylko JEGO. Zaczęły się coraz częstsze  spotkania,  rozmowy  i seks, nawet w  biurze szybki  numerek.Dobrze  to wspominam...
Po pół roku wyznał mi miłość..a ja w tym czasie chciałamm zakończyć ten niby związek i zaczęłam  spotykac się z  kolegą z biura.Ale wiadomo...mój żonaty  był ważniejszy.Szalałam już na jego punkcie. Kiedy w końcu powiedział mi że  odchodzi od żony,że kocha mnie,że chce byśmy się pobrali zaraz po jego rozwodzie kręciło mi  się w  głowie...ze szczęścia i  strachu...byłamm jak w amoku.Wyjechał na święta..zapewnił  że  to ostatnie nasze święta  osobno. Do  niczego go nie zmuszałam,sam doszedł do takich wniosków. W domu  zakomunikowałam radosną nowinę,  ale oczywiście nikt się nie cieszył. Cała rodzina zaczęła mi  dogadywac,że jestem naiwna, że on mnie okłamuje,że chce bym zmieniła pracę by miec kochankę bez przeszkód..itd, w kościele widziałam tyle sakramentalnych małżeństw...spowiadałam się 1,5 godz.ale i tak wiedziała,że chcę być  z nim...i  otwarcie  o tym mówiłam.Od mojego kochanego dostałam dwa smsy  w czasie 4  dni świąt!!!!Krótkie "kocham    Cię",  zaczęłam się zastanawiac...a może moja rodzina ma rację??Miałam  mętlik w głowie, nie wiedziałam gdzie jest  kłamstwo a  gdzie  prawda. Wtedy odwiedziła mnie przyjaciółka, kupiłyśmy sobie wódkę i piłyśmy by ukoić swoje bolączki. Kidy byłyśmy już dobrze wstawione przyjechał wspomniany wcześniej kolega, który już był zakochany po uszy.Przyjaciółka powiedziała mu o moich planach małżeńskich...kolega chciał wyjść a ja wpadłam w panikę...jeśi rzeczywiście ukochany  mnie okłamuje zostanę sama, poniżona, skompromitowana...nie wiem czy to wpływ alkoholu, czy krzyk rozpaczy i strachu..zaczęłam go zatrzymywać, prosić by został,płakałam mówią że mój dyrektor nie da mi tego co  on, że jest starszy, że za parę lat...że nie da mi  ślubu kościelnego..I w końcu go przekonałam, mało tego  poszłam z nim do łóżka...:-( Rano udawałam że nic się  nie stało. Pojechaliśmy razem do pracy. zastanawiałam się będzie zachowywał się ukochany..I szok!moja rodzina się myliła...Kochany przeprowadził ze mną szczegółową rozmowę..kiedy rozwód,kiedy ślub, kiedy dzieci-nasze, co z jego synem,alimentami,pracą....Uwierzyłam mu,ale zapomniałam o poprzedniej nocy z kolegą, który wierzył że to z nim będę... I wybrał się na rozmowę do naszego dyrektora,a  mojego ukochanego. Kiedy spotkaliśmy się we trójkę usłyszałam:"no to rodzina w komplecie"!!!
Kolega nagrał mnie  jak bredziłam po pijanemu i  pokazał to nagranie mojemu kochanemu..a ten powiedział że nie będziemy razem.Byłam u szczytu  rozpaczy!Później zaczęła się huśtawka..Kochany mi nie dawał odejść mimo zdrady. Widziałam  jak się  męczy  ze  świadomością że nie będziemy razem.Wówczas ja  uciekałam od  niego,męczyłam się, płakałam.Ale  wiedziałam że  szczęście które   czuję przy nim od poniedz.do piątku nie wynagrodzą  mi tego bólu, samotności i łez w weekendy..umierałam.I  nadszedł czas  urlopów.Najpierw  moj,  później jego..pomyślałam że  jest to sposób by odciąć się od ukochanego.Ale co się okazało?To on się oddalił ode mnie,nie widziałam w nim już żalu,bólu...tak jakby się pogodził z sytuacją...powiedział że  nadal mnie kocha ale już bez żaru!!!Widywaliśmy się nadal a ja czułam się coraz gorzej..obawa  że zostaję  z tym uczuciem sama...Kiedyś umówiliśmy się ze znajomymi, mężczyźni pili i mój kochany przesadził..zaczął płakać jaki to on jest biedny,jaka nieszczęśliwa miłość jego...
Minęło znów kilka miesięcy..ja zaczęłamm czuć,że to ja kocham  bez opamiętania,  że to ja czekam,tęsknię...a on tymczasem oddalał się...Próbowałam  się nie odzywać pierwsza,z jakim skutkiem?Nie dzwoniłam do niego,a jemu to za bardzo nie przeszkadzało, widywaliśmy się czasami tylko w pracy, czasami napisał coś krótko, bez emocji, jakby z grzeczności...:-( A ja wariatka zaczęłam topic smutki w alkoholu.I efekt był taki że dzwoniłam do niego jak już byłam na niezłym rauszu...Widział mnie w pracy albo pijaną :-( Traciłam wiarę w siebie, czułam się odrzucona...On nadal mówi że mnie kocha, ale nie zabiega o mnie,nie robi prezentów jak kiedyś...Myślę,że sama to popsułam.Bo co może o mnie myśleć skoro ja tak się zachowywałam?Jest mi wstyd za siebie.Jestem  strzępkiem nerwów.
Dziewczyny...mam  postanowienia...Proszę wspierajcie mnie.Opętała mnie miłość do niego!dziś jestem załamana,moja mama  powiedziała,że jego żona jest  ładniejsza ode mnie!I wychodzi na to że jest również mądrzejsza..I dlaczego mój kochany miałby zrezygnować z niej dla mnie??
Postanowienia:
1.nie piję alkoholu w samotności,bo zrobię sobie krzywdę i  jak już się przekonałam będę do niego dzwoniła i traciła szacunek u samej siebie.
2.Dbam o siebie by poczuć się znów piękną- muszę  podleczyć swoją samoocenę.
3.Będę uśmiechnięta i będę żartowała by nie widział już we mnie bólu.
4.Przemyślę głęboko zanim mu odpiszę (POD warunkiem  że on napisze:-)))
5.Koniec spotkań  z nim,są proste odpowiedzi np."oj,przepraszam  dziś nie dam rady się spotkać...umówimy się jeszcze na inny termin"i mogę tak odpowiadać kilka razy...aż przestanie mi proponować bądź będzie chciał porozmawiać,a wtedy będę już silna i  powiem że nie bawi mnie już taki układ...:-)będę się izolowała tak jak  on...
6.ZNAJDĘ NOWĄ  MIŁOŚĆ:-))))


Ciekawe  czy ktoś dobrnie do końca moich wypocin :-)
Proszę doradzajcie  mi,może macie jakieś wnioski albo spostrzeżenia???
Będę wdzięczna...:-)

193

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

przeczytałam smile . Nie wiem co Ci doradzic bo Twoje postanowienia i chęć poprawy jest wystarczająca. Bardzo dobrze ze dostrzegasz swoje błędy. Oczywiscie ze będziemy Ciebie wspierać, musisz być teraz silna, Trzymam kciuki!

a co do Twojej mamy to trochę po chamsku powiedziała...ale no cuż,  Pozdrawiam smile

194

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

och,dziękuję..:-)  Bałam się,że polecą jakieś obelgi pod  moim   adresem...:-(  gdyby  człowiek wiedzial że upadnie by się położył...:-)

A co  do jego żony, to jest śliczna...Ja raczej też  jestem ładna, ale ta   laska jest  nieskazitelna,ma 38  lat a wygląda super.  Ale  w sumie ma hajs  to ma też  więcej  możliwości...

195

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

każdy popełnia błędy, najważniejsze jest to żeby dostrzegać je i naprawiać w miare możliwości smile
aj tam zaraz sliczna, my kobiety tak mamy ze kazda wydaje się być ładniejsza od nas samych

Posty [ 131 do 195 z 985 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 16 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » byłam kochanką.. odeszłam

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024