byłam kochanką.. odeszłam - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » byłam kochanką.. odeszłam

Strony Poprzednia 1 13 14 15 16 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 911 do 975 z 985 ]

911

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Może i tak... tego nie wiem ...  ale nie można myśleć o wszystkich ... kto będzie o mnie myślał jak nie właśnie ja sama!
Życie jest brutalne i nie tylko ja się o tym przekonałam...
ale nie rozumiem dlaczego do mnie tak pijesz ...?

Zobacz podobne tematy :

912

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
zauroczenie napisał/a:

Niekochana72 No tak odpowiedź byłaby prosta... niby jest prosta...

ale jednak czy to od razu skreśla go w 100% z listy dobrych ludzi... nie może być przeciez przekreślony i potępiony przez innych ... w tym przeze mnie ...
(...)
czy to że ją oszukuje i zdradza to od razu będzie oznaczało, że mnie też oszukuje lub bedzie oszukiwal... ?
ze nie zasluguje na zaufanie... ehhh ...

Powiem tak - ktoś komuś składał przysięgę z pompą i w obecności wielu świadków a potem ma tężę przysięgę w 4 literach...
To jest powód dla którego NIE zasługuje na zaufanie.
Czy oszukiwanie jednej osoby nie świadczy o tym, że może oszukiwać i inne? Na rozum świadczy
Dlaczego zatem UWAŻASZ, że nie może być skreślony z listy dobrych ludzi?
Na to są proste określenia - oszust, krętacz, kłamca... w innych dziedzinach życia niż pożycie małżeńskie, np. w interesach czy handlu za takie działania (celowe łamanie umów celem osiągnięcia korzyści) można iść siedzieć do więzienia. Proste? proste
Ale każdemu to co lubi. I na wszystko znajdzie się jakieś tłumaczenie

913

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
zauroczenie napisał/a:

Może i tak... tego nie wiem ...  ale nie można myśleć o wszystkich ... kto będzie o mnie myślał jak nie właśnie ja sama!
Życie jest brutalne i nie tylko ja się o tym przekonałam...
ale nie rozumiem dlaczego do mnie tak pijesz ...?

Bo poprosiłaś o radę?

914

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
zauroczenie napisał/a:

Może i tak... tego nie wiem ...  ale nie można myśleć o wszystkich ... kto będzie o mnie myślał jak nie właśnie ja sama!

A to chyba kończy dyskusję. Decyzja chyba podjęta.

915

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Anhedonia napisał/a:

Czy oszukiwanie jednej osoby nie świadczy o tym, że może oszukiwać i inne? Na rozum świadczy

Może oszukiwać... ale to nie znaczy, że musi i że będzie to robił lub robi cały czas innym....
myślę, są różne sytuacje w życiu... nie wiem czym się kierował i co ma na ten temat do powiedzenia...

ja osobiście gdybym była w związku nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła swojej połówce... dla mnie to nie do pomyślenia...

jednak sama pozwoliłam zrobić to jemu...:(

niekochana72 napisał/a:

A to chyba kończy dyskusję. Decyzja chyba podjęta.

Jedyną decyzją jaką podjęłam jest to, że chcę z nim porozmawiać - tyle wiem....

916

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Drogie zauroczenie,
z szacunku do forumowiczek powinnas przeczytac caly watek. Gdybys to od razu zrobila to znalazlabys wiele odpowiedzi na swoje pytania. Powtorze - sytuacje nie sa inne - to my sobie tlumaczymy, ze nasza sytuacja jest INNA. Niestety nie jest. Jest taka sama, jak kazdej innej kochanki.

917

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Zauroczenie - zacznij myśleć, proszę. Motylki w brzuchu są fajne, ale takie ulotne. Nie krzywdź, nie rań, postaw się na miejscu jego żony, zanim zaczniesz nią gardzić. Potrzeba tylko trochę empatii.
Ja wiem, że sięgamy po pierwszego papierosa, kieliszek czy skręta czy "zaobrączkowanego" człowieka - bo to takie ekscytujące. I swędzą nas paluszki i pożądanie wyłącza myślenie. Ale zanim rozum pójdzie na urlop, niech dotrze do ciebie, cena będzie wysoka, za wysoka.

918

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

"]Może i tak... tego nie wiem ...  ale nie można myśleć o wszystkich ... kto będzie o mnie myślał jak nie właśnie ja sama!"


Dokladnie Zauroczenie mysl o sobie!!! Przyszlosciowo,żebyś nie poszla droga ktora prowadzi do nikąd!Pisze ci to z własnego doświadczenia,bo swięta nie bylam i coś na ten temat wiem...jak napisała Basia...cena może być zbyt wysoka.Ale to tylko nasze skromne zdanie a decyzja należy do Ciebie,bo to twoje życie a  jak mowi stare mądre porzekadlo "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz" smile
Pozdrawiam

919

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Cześć Dziewczyny,
Wchodze raz na jakis czas, żeby poczytac te mądre słowa, żebym zrozumiala, że facet którego kocham nad zycie nie jest mnie wart. Wiecie? po raz kolejny się ze mna rozstaje...po raz kolejny mam rozdarte serce i po raz kolejny stracilam godność. Dość tego, juz dłużej nie wytrzymam. Od dzis przyrzekam sobie, że nie wróce już, nie dam się wciągnąc, nie będę rozpamiętywać....chociaz serce mi pęka....Najlepsze jest to, że dwa dni temu planował ze mna zycie a od wczoraj nagle nie może zostawić dzieci...
Czemu ja go tak kocham? za co? niczym sobie nie zasłużył! Jak mam zapomniec? znienawidziec go? jak??? przeciez nigdy nie przestane go kochać..
Odtrytka masz racje...to jest moja smierc za życia... zmarnowalam 2,5 roku na marzenia, na nierealną Miłość...najgorsze jest to, że to moja MIłość a ja musze ją pogrzebać..

920

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
zauroczenie napisał/a:

Witam, drogie kobietki smile
dołączyłam do waszego grona dopiero dzisiaj... szukając chyba zrozumienia... porady... nie wiem czy jestem już kochanką... czy nią będę czy nie... nie wiem jak to nazwać i co o tym myśleć... ale poznałam faceta, który ma żonę i dziecko ... powiedział mi o tym od razu, nie kłamał i nic nie ukrywał. Od samego początku od razu poczuliśmy tą samą chemie... na pierwszym (i jak na razie ostatnim) spotkaniu połączyły nas namiętne pocałunki... myślałam, że może to jednorazowy wybryk (bo po małej ilości alkoholu) i że się nie powtórzy ale na następny dzień przed jego wyjazdem było to samo. Nie wiem co dla niego to znaczy... czy w ogóle coś znaczy... czy uważa to za zdradę... ? Jak myślicie ?
Ja nie mogę przestać o nim myśleć, mamy cały czas kontakt telefoniczny lub przez internet, na moje szczęście (lub nieszczęście:)) on mieszka dośc daleko ode mnie i raczej nie będziemy się za często spotykać...
chodzę jak w amoku... nie wiem co robić... nie wiem kiedy go zobaczę... wiem, że mu sie podobam - on mi też - i że spędził, ze mną fantastyczny wieczór... tylko co dalej... czy warto w to brnąć? Z żoną jest mu chyba ok, nie pytałam i nie wiem dlaczego się spotyka ze mną... czy może nawet z innymi ... skoro ma żonę?

Czy warto się w to angażować.... pewnie usłyszę to samo co od przyjaciółki ... żeby się w to nie pchać i kopnąć go ...
Tylko co jeśli już coś czuję i nie wiem czy to się uda... jestem po prostu jak zaczarowana... Czy warto z nim o tym porozmawiać w takich kategoriach... ?
Nie chcę żeby mnie oszukiwał i mówił to co chcę usłyszeć... a z kolei skąd mam wiedzieć, że nie będzie ze mną szczery...
rozmowa wisi na włosku... niestety po weekendzie bo weekend standardowo z rodziną... a ja czas spędzam na rozmyślaniu ...co dalej i czy warto...
mam nadzieję, że nie napisałam zbyt chaotycznie... i da się coś z tego zrozumieć...  będę wdzięczna za jakąkolwiek poradę... może coś zrozumiem:)

Jesteś na początku drogi- zaboli na krótko-powiem tak: nie daj się wciągnąć w tą znajomość.... Nie ma też sensu z nim rozmawiać-przedstawi Ci to tak, jak chciałabyś usłyszeć bo to on ma tu coś do zyskania, Ty tylko do stracenia.... Oczywiście stracisz kilka dobrych chwil, ale wierz mi, cena jaką za nie zapłacisz jest ogromna... No chyba ze potrafisz się tylko bawić nie myśleć o przyszłości i o tym co robi po spotkaniach z Tobą....no i jeśli nic od niego nie oczekujesz poza seksem... Jeśli jest inaczej- ratuj siebie-uciekaj...
Gdybym ja wiedziała rok temu co będę przeżywała dziś- nigdy, przenigdy bym sobie nie pozwoliła na pójście za uczuciami....
A ciepłego wsparcia na tym forum nie znajdziesz, ani rady żeby próbować to ciągnąć... Wsparcie musisz sobie dać sama.... Przykre, ale prawdziwe jeśli masz zamiar zostać kochanką....

921

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

"A ciepłego wsparcia na tym forum nie znajdziesz, ani rady żeby próbować to ciągnąć... Wsparcie musisz sobie dać sama.... Przykre, ale prawdziwe jeśli masz zamiar zostać kochanką...."




Taka jest gorzka prawda Tadruga sad

922

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

A co mamy przepraszam robic? Glaskac po glowie i obiecywac, ze bedzie jak w bajce? To sie hipokryzja nazywa...

923

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Każda historia tak naprawdę jest inna. Każda niestety kończy się tak samo źle i może to i lepiej. Każda z nas ma prawo do szczęścia- szczęścia tylko swojego, które nie będzie budowane na bólu i cierpieniu. Szczęścia, które nie będzie miało przeszłości w tle. Byłam, jestem i nie wiem jak jeszcze długo będę kochanką. Dziękuję tylko jemu za to, że nie pozwolił mi siebie pokochać. Tak naprawdę był doskonałym dla mnie lekarstwem, aby po nieudanym związku się podnieść, uwierzyć w siebie i znów poczuć się kobietą. Myślę, że trwa to tylko dlatego jeszcze, że nie poznałam nikogo odpowiedniego jako swojego partnera życiowego, bo kiedy ktoś przez chwile się taki pojawił to od razu to skończyłam i nie tęskniłam za nim. Czy w ogóle kiedyś za nim tęskniłam? Myślę, że tak... na początku znajomości i chyba czasami wieczorami gdy brak mi kogoś myślę o nim. Sądzę, że nie tęsknię za nim tylko za bliskością. Nigdy nie usłyszałam, że odejdzie od żony- tak naprawdę nigdy nie chciałam tego słyszeć, bo tak naprawdę nie chcę nic wiedzieć na temat co się dzieje w domu. Ten temat mnie nie interesuje- myślę, że im mniej wiemy o swoich życiach tym lepiej. Nie ukrywam, że w pewnym sensie jestem do niego przywiązana emocjonalnie- przeżyć z kimś ponad rok to mimo wszystko do kogoś się przywiązujemy. Są wzloty i upadki. Jest śmiech i są niesamowite nerwy. Czasem nie mam do niego siły. Wiem, że jest skurwysynem jakich mało na tym świecie. Wiem, że kłamie chociaż chyba mi to już bez różnicy. Jest, bo jest. Nie ma nikogo obok mnie więc sporadycznie jest On. Kiedyś wierzyłam, że się zmieni, że będzie tak kochany jak na początku jednak w pewnym momencie straciłam wiarę. Myślę, że nigdy nie będę tego żałować, bo to co przeżyłam będzie kolejnym moim doświadczeniem. Będzie wspomnieniem, które tylko będzie moje. Chyba jestem dumna z siebie, że nigdy nie oczekiwała żeby odszedł od żony- nigdy nie zbudowałabym własnego szczęścia na kłamstwie i cudzym nieszczęściu. Mimo wszystko koniec jest bliski i wiem, że również to na swój sposób przeżyję.

Pamiętajcie, że czas ukoi ból...
Kiedyś też płakałam za Nim.
Ale potraktowałam to wszystko jako doświadczenie.
Nie miłość.
Bo czy miłość w kłamstwie to szczęście?

Ściskam Was gorąco.

924

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Bardzo mądry i dojrzały wybór! Znajdziesz mężczyznę , który będzie Twój już do końca i jestem o tym przekonana na 100% smile. Poza tym chyba nie chciałabyś wiedzieć jakby się czuła jego żona wiedząc o Tobie . Tak samo nie życzę nikomu z Was, aby facet waszych marzeń miał "Ja + Ty + Ona "...

925

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Nigdy nie dopuszczę do tego, aby jego żona się dowiedziała... Ona nie jest niczemu winna. Wolę wiedzieć, że spokojnie śpi.. Jaka nie byłaby nie pozwolę na to, aby cierpiała z mojego powodu- jestem jej to winna.

Miejmy nadzieję, że los tylko kiedyś się nie odwróci przeciwko nam smile

926

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:

Miejmy nadzieję, że los tylko kiedyś się nie odwróci przeciwko nam smile

Odwróci smile i to tak, że się nie pozbierasz emocjonalnie przez długi czas.
Nie piszę tych słów po złości, moją historię możesz przeczytać na poprzednich stronach. Bardzo Ci współczuję NeverMind, bo wiem, jak to jest trudno prowadzić życie na krawędzi.

Tak sobie myślę, czy my wszystkie nie jesteśmy uzależnione od życia w traumie? Czy miłość bez bólu, łez, zwątpienia i samotności byłaby dla nas satysfakcjonująca? Obawiam się, że coś jest z nami nie tak i musimy dociec co, bo życie ma się tylko jedno a przenika nam przez palce coraz szybciej.

927

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Każda z nas przeżywa wszystko inaczej.
Miałam załamanie emocjonalne, ale nie po nim tylko po osobie, którą kochałam.
Nie życzę żadnej z Was i naprawdę jestem w stanie Odtrutka wyobrazić sobie choć w pewnym stopniu co przeżyłaś.
Chyba różni nas to, że Ty go kochałaś... ja nie.

928

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Małe_Wredne napisał/a:

Znajdziesz mężczyznę , który będzie Twój już do końca i jestem o tym przekonana na 100% smile

Małe Wredne! Trzymam Cię za słowa! smile

929

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:

Nigdy nie dopuszczę do tego, aby jego żona się dowiedziała... Ona nie jest niczemu winna. Wolę wiedzieć, że spokojnie śpi.. Jaka nie byłaby nie pozwolę na to, aby cierpiała z mojego powodu- jestem jej to winna.

Miejmy nadzieję, że los tylko kiedyś się nie odwróci przeciwko nam smile

NeverMind, myslisz, że jesli Jego żona o niczym nie wie, to stawia Cię w to w lepszym świetle? Cóż za pokrętna moralność.

930

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Monia139!
Nie, nigdy tego nie stwierdziłam.
Myślę tylko, że nie jest warta cierpienia.
Rzadko o niej myślę, bo sama zniszczyłbym siebie psychicznie.
Po prostu nie chcę aby jej rodzina się rozpadła.

Jak mam czuć się lepsza skoro dopuściłam się takiego czynu jal bycie kochanką?

931

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:

Rzadko o niej myślę, bo sama zniszczyłbym siebie psychicznie.

I to by było na tyle w temacie "Wolę wiedzieć, że spokojnie śpi".
Kochana - przestań oszukiwać samą siebie. Nas nie oszukasz.

932

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:

Monia139!
Nie, nigdy tego nie stwierdziłam.
Myślę tylko, że nie jest warta cierpienia.
Rzadko o niej myślę, bo sama zniszczyłbym siebie psychicznie.
Po prostu nie chcę aby jej rodzina się rozpadła.

Jak mam czuć się lepsza skoro dopuściłam się takiego czynu jal bycie kochanką?

Skoro myslisz, że nie jest warta cierpienia i tu się z Tobą zgadzam, dlaczego w takim razie Jej to robisz? Jak możesz pisać, że nie chcesz by Jej rodzina się rozpadła, przecież właśnie Jesteś tego współsprawcą. Okey, to nie Ty powinnaś mysleć o zonie, to nie Ty przysięgalaś Jej miłość i wierność, ale ile jest wart facet, który nie umie dotrzymać danego słowa? W imię czego zgadzasz się być ta drugą, nie zasługujesz na szczęście? Pomyśl o sobie.

933

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
niekochana72 napisał/a:
NeverMind napisał/a:

Rzadko o niej myślę, bo sama zniszczyłbym siebie psychicznie.

I to by było na tyle w temacie "Wolę wiedzieć, że spokojnie śpi".
Kochana - przestań oszukiwać samą siebie. Nas nie oszukasz.

Pewne zasady wyznaczyłam sobie na samym początku- nie myśleć o niej, nie myśleć jaka naprawdę jest i co tak naprawdę dzieje się w domu. Jedynie co sobie obiecałam, że nigdy się nie dowie... i to nie chodzi o mnie, bo ja nie mam nic do stracenia- jestem sama. Uważacie, że to, że o niej nie myślę wyklucza, że chcę żeby spokojnie spała?

934

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
NeverMind napisał/a:

Rzadko o niej myślę, bo sama zniszczyłbym siebie psychicznie.

I to by było na tyle w temacie "Wolę wiedzieć, że spokojnie śpi".
Kochana - przestań oszukiwać samą siebie. Nas nie oszukasz.

Pewne zasady wyznaczyłam sobie na samym początku- nie myśleć o niej, nie myśleć jaka naprawdę jest i co tak naprawdę dzieje się w domu. Jedynie co sobie obiecałam, że nigdy się nie dowie... i to nie chodzi o mnie, bo ja nie mam nic do stracenia- jestem sama. Uważacie, że to, że o niej nie myślę wyklucza, że chcę żeby spokojnie spała?

Gdybyś chciała, żeby spokojnie spała, nie sypiałabyś z jej mężem - chyba jaśniej i prościej juz się nie da. hmm
Zasady złamałaś wszystkie - w momencie jak podjęłaś decyzję o pójściu z nim do łóżka. Tak jest prawda.
Może warto złamać SWOJE zasady i zastanowić się co robisz? Hmm... będzie bolało. Ale Ty to dobrze wiesz, prawda?

935

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Niekochana... myślisz, że ja nie mam uczuć? Myślisz, że nie wiem co to ból i cierpienie? Myślisz, że nigdy nie miała wyrzutów sumienia? Myślisz, że nie mam żadnych zasad moralnych? Myślisz, że robię to, bo lubię ranić innych? Myślisz, że nie mam żadnych granic i jestem tylko podłą dziewczyną?

Czasem warto zastanowić się nad przyczyną, a nie tylko nad skutkiem...

936

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Napiszę szczerze, nie bardzo ogarniam Twoją pokręconą logikę. Co zmienia w tym układzie w którym tkwisz, że nie myślisz o żonie swojego kochanka? Tobie jest łatwiej czy Jej? W układzie w którym tkwisz nie ma zasad, złamałaś wszystkie, idąc z żonatym facetem do łózka.

937

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:

Niekochana... myślisz, że ja nie mam uczuć? Myślisz, że nie wiem co to ból i cierpienie? Myślisz, że nigdy nie miała wyrzutów sumienia? Myślisz, że nie mam żadnych zasad moralnych? Myślisz, że robię to, bo lubię ranić innych? Myślisz, że nie mam żadnych granic i jestem tylko podłą dziewczyną?

Czasem warto zastanowić się nad przyczyną, a nie tylko nad skutkiem...

Myślę, że masz uczucia i one właśnie nie dają Ci spokoju w tej sytuacji. Zwróć uwagę, że przyjęłaś zasady, które maja chronić CIEBIE. Co więcej - podejrzewam, że pomimo, a właściwie Z POWODU Twojego zaprzeczania - kochasz go. I masz wyrzuty sumienia - choćby dlatego jesteś na tym forum w tym wątku.
Zasady moralne - pewnie masz, ale są hmm... z lekka złamane?
A granice pewnie coraz dalej przesuwałaś, prawda? Bo nie wmówisz mi, że marzeniem Twojego życia było od zawsze być czyjąś potajemną kochanką, prawda?

938

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:

Czasem warto zastanowić się nad przyczyną, a nie tylko nad skutkiem...

Hmm... czyżbyś uważała, że JA powinnam to robić?
Kochana, gdybys Ty wcześniej zastanowiła się nad tymi "przyczynami" i nad nimi popracowała - nie byłoby problemu.

939

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:

Czasem warto zastanowić się nad przyczyną, a nie tylko nad skutkiem...

NeverMind, jasne, że każde złe postępowanie mozna próbować tłumaczyć, a to traumatyczne przezycia, a to nikt mnie nie kochał, albo ktoś mnie skrzywdził, tyle, że dorośli ludzie umieją przewidzieć, albo przynajmniej powinni umieć przewidzieć konsekwencje swoich czynów. Wiedziałaś, że facet jest żonaty, tak? Więc można było powiedzieć, stop, mam zasady, jedną z nich jest unikanie jak zarazy żonatych facetów, którzy olewają małżeńską przysięgę. Człowiek, który ma zasady tak własnie by postapił.

940

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
niekochana72 napisał/a:
NeverMind napisał/a:

Niekochana... myślisz, że ja nie mam uczuć? Myślisz, że nie wiem co to ból i cierpienie? Myślisz, że nigdy nie miała wyrzutów sumienia? Myślisz, że nie mam żadnych zasad moralnych? Myślisz, że robię to, bo lubię ranić innych? Myślisz, że nie mam żadnych granic i jestem tylko podłą dziewczyną?

Czasem warto zastanowić się nad przyczyną, a nie tylko nad skutkiem...

Myślę, że masz uczucia i one właśnie nie dają Ci spokoju w tej sytuacji. Zwróć uwagę, że przyjęłaś zasady, które maja chronić CIEBIE. Co więcej - podejrzewam, że pomimo, a właściwie Z POWODU Twojego zaprzeczania - kochasz go. I masz wyrzuty sumienia - choćby dlatego jesteś na tym forum w tym wątku.
Zasady moralne - pewnie masz, ale są hmm... z lekka złamane?
A granice pewnie coraz dalej przesuwałaś, prawda? Bo nie wmówisz mi, że marzeniem Twojego życia było od zawsze być czyjąś potajemną kochanką, prawda?

I mnie złamałaś... poleciały łzy. Może mam już dość. Bo mam i mam tydzień na skończenie tego.
Już nawet nie wiem co mam napisać...
Wiem jedno. Gdyby ktoś ponad rok temu powiedział, że będę tkwiła w takiej sytuacji to nie uwierzyłabym.

941

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Monia139 napisał/a:
NeverMind napisał/a:

Czasem warto zastanowić się nad przyczyną, a nie tylko nad skutkiem...

NeverMind, jasne, że każde złe postępowanie mozna próbować tłumaczyć, a to traumatyczne przezycia, a to nikt mnie nie kochał, albo ktoś mnie skrzywdził, tyle, że dorośli ludzie umieją przewidzieć, albo przynajmniej powinni umieć przewidzieć konsekwencje swoich czynów. Wiedziałaś, że facet jest żonaty, tak? Więc można było powiedzieć, stop, mam zasady, jedną z nich jest unikanie jak zarazy żonatych facetów, którzy olewają małżeńską przysięgę. Człowiek, który ma zasady tak własnie by postapił.

Jedynie co Monia mogę napisać to, że gratuluję Ci, że Ty zawsze miałaś zasady.

942

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:

I mnie złamałaś... poleciały łzy. Może mam już dość. Bo mam i mam tydzień na skończenie tego.
Już nawet nie wiem co mam napisać...
Wiem jedno. Gdyby ktoś ponad rok temu powiedział, że będę tkwiła w takiej sytuacji to nie uwierzyłabym.

Myślę, że nie musisz nic pisać. Zastanów się i podejmij słuszną decyzję. Teraz zadowolony jest tylko ON. A Wy obie - skrzywdzone. Ty - na własne życzenie. Ona - przez ukochanego i obca kobietę.

943

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:
Monia139 napisał/a:
NeverMind napisał/a:

Czasem warto zastanowić się nad przyczyną, a nie tylko nad skutkiem...

NeverMind, jasne, że każde złe postępowanie mozna próbować tłumaczyć, a to traumatyczne przezycia, a to nikt mnie nie kochał, albo ktoś mnie skrzywdził, tyle, że dorośli ludzie umieją przewidzieć, albo przynajmniej powinni umieć przewidzieć konsekwencje swoich czynów. Wiedziałaś, że facet jest żonaty, tak? Więc można było powiedzieć, stop, mam zasady, jedną z nich jest unikanie jak zarazy żonatych facetów, którzy olewają małżeńską przysięgę. Człowiek, który ma zasady tak własnie by postapił.

Jedynie co Monia mogę napisać to, że gratuluję Ci, że Ty zawsze miałaś zasady.

NeverMind, po prostu unikałam żonatych facetów jak ognia. A jesli chodzi o zasady, cóż jedną moją zasadą, którą niestety złamałam, była ta, że zdrady nie wybaczę. Wybaczyłam, teraz wiem jakim potwornym było to błędem, więc chyba jednak lepiej trzymać się zasad.
Wydaje mi się, że jednak cierpisz w tym układzie, wiem jednak jak cięzko jest uwolnić się z każdego toksycznego układu. Obojętnie czy jest to żonaty facet, czy socjopata, który rujnuje nam życie, odbierając prawo do szczęscia. Skoro nie Jesteś szczęśliwa, a wydaje mi się, że tak jest może warto zostawić za sobą tą znajomość i zacząć zyć z czystą kartą. Przecież zasługujesz na to by być kochaną, a nie ukrywaną kochanką, bez prawa do miłości.

944

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Median napisał/a:

A co mamy przepraszam robic? Glaskac po glowie i obiecywac, ze bedzie jak w bajce? To sie hipokryzja nazywa...

\\zapisując się na to forum miałam nadzieję na WSPARCIE...głaskać po głowie to możesz misia, wszystkie jesteśmy dorosłe, jednak nie wszystkie na tym forum są obiektywne i to mnie rozczarowało....pełno tu wylewanej goryczy i dowalania sobie nawzajem gorzkich "prawd"... samo życie po prostu....ale rady typu zapomnij i znajdź sobie wolnego faceta są dla mnie śmieszne...w niektórych przypadkach to nie działa, a takie rady mogę znaleźć w książce, a nie na forum na którym szukam wsparcia i zrozumienia bo wazy się moje życie...no ale warto czasem sobie przypomnieć, że moje życie gówno innych obchodzi
dlatego piszę tym załamanym kobietom, które są w takim stanie jak ja- wsparcie nie na tym forum...

945

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
NeverMind napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
NeverMind napisał/a:

Niekochana... myślisz, że ja nie mam uczuć? Myślisz, że nie wiem co to ból i cierpienie? Myślisz, że nigdy nie miała wyrzutów sumienia? Myślisz, że nie mam żadnych zasad moralnych? Myślisz, że robię to, bo lubię ranić innych? Myślisz, że nie mam żadnych granic i jestem tylko podłą dziewczyną?

Czasem warto zastanowić się nad przyczyną, a nie tylko nad skutkiem...

Myślę, że masz uczucia i one właśnie nie dają Ci spokoju w tej sytuacji. Zwróć uwagę, że przyjęłaś zasady, które maja chronić CIEBIE. Co więcej - podejrzewam, że pomimo, a właściwie Z POWODU Twojego zaprzeczania - kochasz go. I masz wyrzuty sumienia - choćby dlatego jesteś na tym forum w tym wątku.
Zasady moralne - pewnie masz, ale są hmm... z lekka złamane?
A granice pewnie coraz dalej przesuwałaś, prawda? Bo nie wmówisz mi, że marzeniem Twojego życia było od zawsze być czyjąś potajemną kochanką, prawda?

I mnie złamałaś... poleciały łzy. Może mam już dość. Bo mam i mam tydzień na skończenie tego.
Już nawet nie wiem co mam napisać...
Wiem jedno. Gdyby ktoś ponad rok temu powiedział, że będę tkwiła w takiej sytuacji to nie uwierzyłabym.

"lekko złamane zasady moralne"?? a jakie TY masz prawo tak pisać o kimkolwiek? jesteś Bogiem, że masz prawo do oceny??? myślisz że to że ktoraś idzie do łóżka z żonatym facetem daje Ci prawo do nazywania jej zasad złamanymi?? Gówno prawda. To ze jakaś kobieta jest w związku z żonatym facetem absolutnie nie oznacza, że jest bez zasad. Czasem ma się mnóstwo zasad a życie i tak kieruje inaczej. Nie wszystko jest CZARNO-BIAŁE.

946 Ostatnio edytowany przez Median (2011-06-23 18:25:19)

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
tadruga napisał/a:

na forum na którym szukam wsparcia i zrozumienia bo wazy się moje życie...no ale warto czasem sobie przypomnieć, że moje życie gówno innych obchodzi
dlatego piszę tym załamanym kobietom, które są w takim stanie jak ja- wsparcie nie na tym forum...

To w takim razie gratuluje podejscia do swojego zycia. Bo ja losu nie powierzylabym nikomu z forum. Nawet nie przyszloby mi to do glowy. Az tak naiwna nie jestem. Na forum weszlam nie po to, aby inne osoby mnie wspieraly (w sumie to dziwne oczekiwac od zbioru liter wsparcia), ale po to, aby wyrazily swoja opinie, nawet jesli ona nie bedzie po mojej mysli. Nigdy od nikogo nie oczekiwalam, ze rozwiaze moje problemy, podejmie za mnie decyzje. 

tadruga napisał/a:

głaskać po głowie to możesz misia, wszystkie jesteśmy dorosłe

czyzby? bo mam czasem wrazenie, ze czytam wywody narwanych nastolatek, ktore mysla, ze pozjadaly wszystkie rozumy, zwlaszcza wtedy, kiedy ich  opinia nie zgadza sie z moja opinia.

947

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
tadruga napisał/a:

"lekko złamane zasady moralne"?? a jakie TY masz prawo tak pisać o kimkolwiek? jesteś Bogiem, że masz prawo do oceny??? myślisz że to że ktoraś idzie do łóżka z żonatym facetem daje Ci prawo do nazywania jej zasad złamanymi?? Gówno prawda. To ze jakaś kobieta jest w związku z żonatym facetem absolutnie nie oznacza, że jest bez zasad. Czasem ma się mnóstwo zasad a życie i tak kieruje inaczej. Nie wszystko jest CZARNO-BIAŁE.

Prawo mam takie samo jak każdy użytkownik forum. Wyraziłam swoją opinię, do czego mam prawo. W odróżnieniu od Ciebie zachowałam kulturalny poziom wypowiedzi.
No właśnie o to chodzi, żeby SAMEMU kierować własnym życiem, a nie pozwolić "zyciu" kierować.
Posiadanie zasad jeszcze nie "załatwia" sprawy - należy ich jeszcze przestrzegać.

948

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Monia139 napisał/a:
NeverMind napisał/a:

Monia139!
Nie, nigdy tego nie stwierdziłam.
Myślę tylko, że nie jest warta cierpienia.
Rzadko o niej myślę, bo sama zniszczyłbym siebie psychicznie.
Po prostu nie chcę aby jej rodzina się rozpadła.

Jak mam czuć się lepsza skoro dopuściłam się takiego czynu jal bycie kochanką?

Skoro myslisz, że nie jest warta cierpienia i tu się z Tobą zgadzam, dlaczego w takim razie Jej to robisz? Jak możesz pisać, że nie chcesz by Jej rodzina się rozpadła, przecież właśnie Jesteś tego współsprawcą. Okey, to nie Ty powinnaś mysleć o zonie, to nie Ty przysięgalaś Jej miłość i wierność, ale ile jest wart facet, który nie umie dotrzymać danego słowa? W imię czego zgadzasz się być ta drugą, nie zasługujesz na szczęście? Pomyśl o sobie.

Dlaczego jego żona nie jest warta cierpienia?
Niby każdy człowiek nie jest go wart, ale jednak są przypadki kiedy żona sama daje facetowi pole do zdrady. Myślicie, że jeśli żona mówi mężowi "spierdalaj skurwielu" to on się czuje kochany czy wręcz przeciwnie? inna sprawa, ze nigdy na sto procent nie wiadomo czy mówi właśnie tak. Ale to nie zmienia faktu, że niektóre zdradzane zony nie zasługują na to by być wobec nich fair. Fair należy być przede wszystkim wobec siebie, bo w życiu masz tylko siebie. A to że jej przysięgał? Ona mu też, ale chyba nie teksty typu "spierdalaj"?

949

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
tadruga napisał/a:

"lekko złamane zasady moralne"?? a jakie TY masz prawo tak pisać o kimkolwiek? jesteś Bogiem, że masz prawo do oceny???

Ma prawo takie samo, jak Ty tylko, ze robi to w sposob kulturalny w przeciwnienstwie do Ciebie.


tadruga napisał/a:

Nie wszystko jest CZARNO-BIAŁE.

Nic odkrywczego, tematy kolorow juz byly przerabiane przed Twoim przybyciem na forum.

950

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Median napisał/a:
tadruga napisał/a:

na forum na którym szukam wsparcia i zrozumienia bo wazy się moje życie...no ale warto czasem sobie przypomnieć, że moje życie gówno innych obchodzi
dlatego piszę tym załamanym kobietom, które są w takim stanie jak ja- wsparcie nie na tym forum...

To w takim razie gratuluje podejscia do swojego zycia. Bo ja losu nie powierzylabym nikomu z forum. Nawet nie przyszloby mi to do glowy. Az tak naiwna nie jestem. Na forum weszlam nie po to, aby inne osoby mnie wspieraly (w sumie to dziwne oczekiwac od zbioru liter wsparcia), ale po to, aby wyrazily swoja opinie, nawet jesli ona nie bedzie po mojej mysli. Nigdy od nikogo nie oczekiwalam, ze rozwiaze moje problemy, podejmie za mnie decyzje. 

tadruga napisał/a:

głaskać po głowie to możesz misia, wszystkie jesteśmy dorosłe

czyzby? bo mam czasem wrazenie, ze czytam wywody narwanych nastolatek, ktore mysla, ze pozjadaly wszystkie rozumy, zwlaszcza wtedy, kiedy ich  opinia nie zgadza sie z moja opinia.

czym innym jest szukanie wsparcia, a czym innym oczekiwanie, ze ktoś rozwiąże cudze problemy, proszę czytaj ze zrozumieniem

951

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Median napisał/a:
tadruga napisał/a:

"lekko złamane zasady moralne"?? a jakie TY masz prawo tak pisać o kimkolwiek? jesteś Bogiem, że masz prawo do oceny???

Ma prawo takie samo, jak Ty tylko, ze robi to w sposob kulturalny w przeciwnienstwie do Ciebie.


tadruga napisał/a:

Nie wszystko jest CZARNO-BIAŁE.

Nic odkrywczego, tematy kolorow juz byly przerabiane przed Twoim przybyciem na forum.

dziękuję, że mi to uświadomiłaś O Wyrocznio

952

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
tadruga napisał/a:

czym innym jest szukanie wsparcia, a czym innym oczekiwanie, ze ktoś rozwiąże cudze problemy, proszę czytaj ze zrozumieniem

Proponuję, żebyś Ty zaczęła od poczytania tematu wątku.

953

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
niekochana72 napisał/a:
tadruga napisał/a:

czym innym jest szukanie wsparcia, a czym innym oczekiwanie, ze ktoś rozwiąże cudze problemy, proszę czytaj ze zrozumieniem

Proponuję, żebyś Ty zaczęła od poczytania tematu wątku.

Dziękuję za propozycję, ale pozwól że zostawię decyzję sobie co mam robić

954

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
tadruga napisał/a:

Niby każdy człowiek nie jest go wart, ale jednak są przypadki kiedy żona sama daje facetowi pole do zdrady. Myślicie, że jeśli żona mówi mężowi "spierdalaj skurwielu" to on się czuje kochany czy wręcz przeciwnie? inna sprawa, ze nigdy na sto procent nie wiadomo czy mówi właśnie tak. Ale to nie zmienia faktu, że niektóre zdradzane zony nie zasługują na to by być wobec nich fair. Fair należy być przede wszystkim wobec siebie, bo w życiu masz tylko siebie. A to że jej przysięgał? Ona mu też, ale chyba nie teksty typu "spierdalaj"?

Poczytaj więcej postów z tego forum, może wtedy zrozumiesz, że nie istnieje cos takiego jak "pole do zdrady".  Jesli w związku jest źle, nie układa się, to próbuje się naprawić błędy, gdy to się nie udaje, wtedy można się rozstać. Nic nie tłumaczy zdrady, a temat złych, sfrustrowanych zon byl wałkowany setki razy na tym forum.

955

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

By the way Niekochana- tekst o zrozumieniu nie był skierowany do Ciebie, ale skoro uznałaś że musisz odpowiedzieć to bardzo proszę, każdy ma prawo do swojej wypowiedzi

956

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Monia139 napisał/a:
tadruga napisał/a:

Niby każdy człowiek nie jest go wart, ale jednak są przypadki kiedy żona sama daje facetowi pole do zdrady. Myślicie, że jeśli żona mówi mężowi "spierdalaj skurwielu" to on się czuje kochany czy wręcz przeciwnie? inna sprawa, ze nigdy na sto procent nie wiadomo czy mówi właśnie tak. Ale to nie zmienia faktu, że niektóre zdradzane zony nie zasługują na to by być wobec nich fair. Fair należy być przede wszystkim wobec siebie, bo w życiu masz tylko siebie. A to że jej przysięgał? Ona mu też, ale chyba nie teksty typu "spierdalaj"?

Poczytaj więcej postów z tego forum, może wtedy zrozumiesz, że nie istnieje cos takiego jak "pole do zdrady".  Jesli w związku jest źle, nie układa się, to próbuje się naprawić błędy, gdy to się nie udaje, wtedy można się rozstać. Nic nie tłumaczy zdrady, a temat złych, sfrustrowanych zon byl wałkowany setki razy na tym forum.

Darujcie sobie już te teksty o czytaniu, bo już mam to za sobą, szkoda się powtarzać.
Myślę, że chyba niektóre z Was nie rozumieją o co chodzi. Oczywiście, ze najpierw jest czas na naprawianie błędów, pracę nad kryzysem itd. Czy ja napisałam, że tego nie ma? Ale jesli pracuje się nad tym kilka lat i jest coraz gorzej to chyba nie daje prawa żonie do tekstów typu "spierdalaj skurwielu"?
Temat złych sfrustrowanych żon był wałkowany- czy wynikła z tego konkluzja, że każda żona jest ta dobra i bez winy?

957

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

To czego Ty oczekujesz? Że napiszemy Ci, że nie ma sprawy?
Kochana - a zapytałaś skąd te 2 lat? Jak żona się uprze - to będzie się ciągnął lat kilkanaście. A prezent w postaci Ciebie kochanki-  przy rozwodzie z orzekaniem o jego winie - bezcenny.

A Pan mieszka nadal z rodziną? Tylko proszę, nie pisz, że ze sobą nie śpią...

958

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
niekochana72 napisał/a:

To czego Ty oczekujesz? Że napiszemy Ci, że nie ma sprawy?
Kochana - a zapytałaś skąd te 2 lat? Jak żona się uprze - to będzie się ciągnął lat kilkanaście. A prezent w postaci Ciebie kochanki-  przy rozwodzie z orzekaniem o jego winie - bezcenny.

A Pan mieszka nadal z rodziną? Tylko proszę, nie pisz, że ze sobą nie śpią...

Tym razem przesadziłaś...

Zapytałam i jest inaczej niż myślisz, ale na tym forum na ten temat już pisać nie będę bo od takich jak Ty zrozumienia ani wsparcia oczekiwać nie można. Nie dotyczy to żony. A Ty chyba jednak nie czytasz ze zrozumieniem, bo napisałam, że z nim nie jestem, tak zdecydowałam już jakiś czas temu. Powiem tylko, że Twoja gorycz zalewa Ci obraz sytuacji- pozjadałaś wszystkie rozumy, że wiesz jak jest w każdej rodzinie? Naprawdę żal, że na takim forum można się spotkać tylko z takimi zjadliwymi tekstami i myśleniem na podstawie tylko złych doświadczeń.

959

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
tadruga napisał/a:

... jesli pracuje się nad tym kilka lat i jest coraz gorzej to chyba nie daje prawa żonie do tekstów typu "spierdalaj skurwielu"?
Temat złych sfrustrowanych żon był wałkowany- czy wynikła z tego konkluzja, że każda żona jest ta dobra i bez winy?

Szukanie winy w żonie to żałosny trick. Nawet z najgorszą, tym bardziej z taką - można się rozwieść...
Więcej: na taki tekst jak cytujesz człowiek z jakąkolwiek godnością właśnie spier... gdzie oczy poniosą od takiej "żonki". A jeśli nie, to jest tym, co w drugim słowie cytatu. Chyba proste.
Wpierw koniec jednego związku, potem dopiero drugi.
No chyba, że ma to być zemsta, wet za wet czy inny tego kalibru szlachetny czyn.
Ale zawsze można zapakować g... w złoty papierek i udawać, że jest cacy. Chyba nie jest, bo nie byłoby dylematów.

960

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
tadruga napisał/a:

Tym razem przesadziłaś...

Zapytałam i jest inaczej niż myślisz, ale na tym forum na ten temat już pisać nie będę bo od takich jak Ty zrozumienia ani wsparcia oczekiwać nie można. Nie dotyczy to żony. A Ty chyba jednak nie czytasz ze zrozumieniem, bo napisałam, że z nim nie jestem, tak zdecydowałam już jakiś czas temu. Powiem tylko, że Twoja gorycz zalewa Ci obraz sytuacji- pozjadałaś wszystkie rozumy, że wiesz jak jest w każdej rodzinie? Naprawdę żal, że na takim forum można się spotkać tylko z takimi zjadliwymi tekstami i myśleniem na podstawie tylko złych doświadczeń.

Ależ oczywiście, że dotyczy to żony. Bo prawo jest jasne - jak nie będzie mu chciała dać rozwodu, to będzie się to ciągnęło latami.
Nie masz tej świadomości? Przecież sama napisałaś, że nie wierzysz w ten rozwód - więc o co pretensje do mnie?

961

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Anhedonia napisał/a:

Szukanie winy w żonie to żałosny trick. Nawet z najgorszą, tym bardziej z taką - można się rozwieść...
Więcej: na taki tekst jak cytujesz człowiek z jakąkolwiek godnością właśnie spier... gdzie oczy poniosą od takiej "żonki". A jeśli nie, to jest tym, co w drugim słowie cytatu. Chyba proste.
Wpierw koniec jednego związku, potem dopiero drugi.
No chyba, że ma to być zemsta, wet za wet czy inny tego kalibru szlachetny czyn.
Ale zawsze można zapakować g... w złoty papierek i udawać, że jest cacy. Chyba nie jest, bo nie byłoby dylematów.

Anhedonia kocham Cie za ten tekst wink
Szczegolnie za zloty papierek smile

962

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
nell999 napisał/a:
Anhedonia napisał/a:

Szukanie winy w żonie to żałosny trick. Nawet z najgorszą, tym bardziej z taką - można się rozwieść...
Więcej: na taki tekst jak cytujesz człowiek z jakąkolwiek godnością właśnie spier... gdzie oczy poniosą od takiej "żonki". A jeśli nie, to jest tym, co w drugim słowie cytatu. Chyba proste.
Wpierw koniec jednego związku, potem dopiero drugi.
No chyba, że ma to być zemsta, wet za wet czy inny tego kalibru szlachetny czyn.
Ale zawsze można zapakować g... w złoty papierek i udawać, że jest cacy. Chyba nie jest, bo nie byłoby dylematów.

Anhedonia kocham Cie za ten tekst wink
Szczegolnie za zloty papierek smile

I JA

963

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
tadruga napisał/a:

Zapytałam i jest inaczej niż myślisz, ale na tym forum na ten temat już pisać nie będę bo od takich jak Ty zrozumienia ani wsparcia oczekiwać nie można.

a tupnięcie nóżką było?


tadruga napisał/a:

A Ty chyba jednak nie czytasz ze zrozumieniem

o prosze, kolejna ktora nie potrafi czytac ze zrozumieniem... A moze to Ty nie potrafisz napisac tak, aby inni zrozumieli, co chcesz im przekazac?

tadruga napisał/a:

Powiem tylko, że Twoja gorycz zalewa Ci obraz sytuacji- pozjadałaś wszystkie rozumy, że wiesz jak jest w każdej rodzinie? Naprawdę żal, że na takim forum można się spotkać tylko z takimi zjadliwymi tekstami i myśleniem na podstawie tylko złych doświadczeń.

Nie oceniaj innych swoja miarką...

964 Ostatnio edytowany przez nell999 (2011-06-23 19:57:13)

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Median napisał/a:
tadruga napisał/a:

Powiem tylko, że Twoja gorycz zalewa Ci obraz sytuacji- pozjadałaś wszystkie rozumy, że wiesz jak jest w każdej rodzinie? Naprawdę żal, że na takim forum można się spotkać tylko z takimi zjadliwymi tekstami i myśleniem na podstawie tylko złych doświadczeń.

Nie oceniaj innych swoja miarką...

Olaboga!
A czego sie spodziewalas? Ze Cie poglaszczemy po glowce i potwierdzimy ze dobrze robisz wpychajac sie na trzecia w ten zwiazek?
Kiedys tu na forum przeczytalam zlota zasade, ktora w takich sytuacjach powinna byc stosowana:
Jak cialo A oddzialuje na cialo B to cialo C sie nie wpierd*** smile

A pro po - a Ty tadruga to Duchem Swietym jestes moze, ze wiesz wszystko o tym zwiazku, calutka prawde? Czy raczej tylko koloryzowana wersje, ktora Ci sprzedal "biedny, nieszczesliwy i nierozumiany"?
Hahaha smile
Nie ma to jak naiwnosc smile

965

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Nell,

zaraz przeczytasz, że Jesteś zjadliwa, pozjadałaś wszystkie rozumy i że nie wszystko w zyciu jest biało-czarne. Każda kochanka broni jak lwica niewiernego, cudzego męża, wcale nie zauważając, że czas płynie a On wciąż wraca do tej złej, byle jakiej żony. Każdej się wydaje że jest tą wyjątkową, dopiero co spotkaną drugą połówką a slub z tą pierwszą to była jakaś koszmarna pomyłka. I niewiadomo ile można napisać na ten temat, każda na własnej skórze musi sie przekonać ile warte są te ochłapy zamiast miłości rzucane kochance.

966

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
kasandra1234 napisał/a:

TADRUGA musisz nauczyc sie żyć z ta milością.Zaakceptowac ją na dzien dzisiejszy,bo zwalczyc sie nie da...Jednak z uplywem czasu,co teraz zdaje sie byc niemożliwe nauczysz się wypierac ja ze swojej świadomości w coraz glębsze zakamarki serca i umysłu.Nie twierdze że sie pozbędziesz tego uczucia,ale przyzwyczaisz się do niego.Za jakiś czas zrozumiesz.Tak byc musi,i powinnas sie  z tym pogodzic.
Nie pisz ze nie masz szans na ulożenie sobie życia,ze Twoj czas minął,bo to niedorzeczne.Jestes molodą kobietą,potencjalną kandydatką na zone i matke.Masz jeszcze czas...jednak gdy bedziesz ciągle zyla dniem wczorajszym,rozpamietywala i rozdrapywala rany,zatrzymasz się w miejscu ,a może i cofniesz...nie odbieraj sobie szansy.
Nie oddasz wszystkiego żeby z nim byc,zaakceptowac decyzje musisz bo innego wyjścia nie masz...Milości nie zabijaj bo zabijesz cząstke siebie a to proces nieodwracalny.nie mowie tu zebys ją pielęgnowala ale nauczyla się z nia zyć bez niego...przez jakis czas dopoki nie minie bol.
Pozdrawiam

"



Probowalam cie pocieszyć TADRUGA,próbowalam bo rozumiem twoj stan emocjonalny.Moga to zrozumiec tylko te osoby ktore byly w takim ukladzie.Niestety....
Na dzien dzisiejszy mogę tylko ostrzec przed popelnieniem błędu ,tak błędu życia!

Ja odeszlam...odeszlam
bo może podświadomie balam się że on zrobi to pierwszy
bo nie chcialam się dzielic facetem mojego zycia jak ciasteczkiem
bo nie moglam znieśc wyrzutow sumienia wobec jego dzieci i żony
bo nie chcialam żeby w końcu wszystko się wydalo i zrujnował sobie zycie
bo nie moglam dać mu szczęścia tak jak bym tego pragnęła
bo nie bylo go przy mnie gdy najbardziej go potrzebowalam
bo takie życie jest grzechem
bo nie moglam patrzec jak dręczą go wyrzuty sumienia
bo podwojna moralnośc wykańcza

bo nie mozna ukladać sobie życia na cudzym nieszczęściu
bo Go kochalam...

to chyba wystarczające powody dla ktorych nie warto byc ta drugą

Każda będąc tą druga powinna byś świadoma powyzszego....Wybór mamy zawsze,nikt nas do niczego nie zmusza,ale to nasze zycie.........

Czy ze soba sypiali...nie wiem.Wiem jedno że róznie to bywa w małżeństwach,Czasami nie sypiaja ze sobą miesiącami nawet jak nie maja kochankow...
Czy wygralam...uwazam że nie!Tamten "związek" na zawsze pozostawil ciern w moim sercu.Czy bylo warto/Same odpowiedzcie na to pytanie...

Pozdrawiam kobietki smile

967

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Dziewczyny, co z Wami jest? Gdzie się podziało wsparcie, które dawały sobie uczestniczki tego forum na jego pierwszych stronach? Po to tutaj przyszłam, po to czego nie mam w życiu realnym, po to żeby przestać myśleć o samobójstwie w każdej godzinie, a co od Was otrzymałam?.... Dziewczyny, trochę empatii.... kilka razy mnie poniosło i napisałam za ostro, za co Was przepraszam, ale proszę, jeśli nie potraficie wykazać się empatią - nie rańcie....ja naprawdę więcej nie jestem w stanie znieść....walczę o życie....nie o sprawiedliwość, nie o usprawiedliwianie mojej czy jego osoby....ja naprawdę jestem w gorszej sytuacji niż większość z Was, więc  proszę miejcie na uwadze, że może to być ostatni tekst jaki przeczytam.... Naprawdę zgadzam się z większością waszych wniosków i jestem wdzięczna, ze podzieliłyście się Waszą historią, że tu jesteście..... Przyszłam na to forum bo to moja ostatnia nadzieja by zachować życie, wiem, to brzmi śmiesznie, ale niestety taka jest smutna prawda.... Wiem, każdy ma swoje bóle, przeżycia, traumy....Każdy ma też inny próg wytrzymałości i jakieś otoczenie wokół siebie....Ja nie mam już nic.... W życiu bym się nie spodziewała, że przychodząc po wsparcie dostanę jeszcze więcej kopów na dowód tego jaka jestem beznadziejna, jaka to jestem godna pogardy Waszym zdaniem, jaka naiwna i żałosna, jaka śmieszna.... Jeśli chciałyście,żebym poczuła się jeszcze gorzej to Wam się udało. Mam jednak nadzieję, że nie taka była Wasza intencja. Nie jestem ani naiwna, ani wszechwiedząca, ani Duchem Świętym nie jestem ,jak ironicznie dowaliła jedna z Was. Jak możesz kobieto znając moją historię obrzucać mnie śmiechem, drwiną, kpiną ? Czy zdajesz sobie sprawę jaką wagę mogą mieć dla mnie Twoje słowa? Jaki mogą mieć skutek? Zastanawiałaś się ile cierpienia dokładasz tym, które już i tak cierpią ponad normę?  Jestem kobietą całkowicie złamaną przez życie, czarka przelała się dzięki ostatniej historii. Możecie dalej wyśmiewać, kpić, szydzić, jeśli Wam to sprawia radość- proszę, możecie robić co Wam się podoba, dokopcie leżącemu, podeptajcie ludzką godność, nacieszcie się czyimś bólem.... Ja prosiłam tylko wsparcie, empatię i dobre słowo. Przepraszam, że w ogóle wzięłam udział w tej dyskusji z nadzieją na dodanie mi sił by jednak żyć dalej. Dzięki Wam jednak wiem, że nie warto żyć dalej, zwyczajnie nie warto mieć nadziei na zwykłą ludzką empatię, na wsparcie....Na to, że człowiek okaże się człowiekiem dla drugiego... Smutne. Bardzo Was przepraszam, że włączyłam się do tego forum. Lepiej było od razu podciąć sobie żyły.

968

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
kasandra1234 napisał/a:
kasandra1234 napisał/a:

TADRUGA musisz nauczyc sie żyć z ta milością.Zaakceptowac ją na dzien dzisiejszy,bo zwalczyc sie nie da...Jednak z uplywem czasu,co teraz zdaje sie byc niemożliwe nauczysz się wypierac ja ze swojej świadomości w coraz glębsze zakamarki serca i umysłu.Nie twierdze że sie pozbędziesz tego uczucia,ale przyzwyczaisz się do niego.Za jakiś czas zrozumiesz.Tak byc musi,i powinnas sie  z tym pogodzic.
Nie pisz ze nie masz szans na ulożenie sobie życia,ze Twoj czas minął,bo to niedorzeczne.Jestes molodą kobietą,potencjalną kandydatką na zone i matke.Masz jeszcze czas...jednak gdy bedziesz ciągle zyla dniem wczorajszym,rozpamietywala i rozdrapywala rany,zatrzymasz się w miejscu ,a może i cofniesz...nie odbieraj sobie szansy.
Nie oddasz wszystkiego żeby z nim byc,zaakceptowac decyzje musisz bo innego wyjścia nie masz...Milości nie zabijaj bo zabijesz cząstke siebie a to proces nieodwracalny.nie mowie tu zebys ją pielęgnowala ale nauczyla się z nia zyć bez niego...przez jakis czas dopoki nie minie bol.
Pozdrawiam

"



Probowalam cie pocieszyć TADRUGA,próbowalam bo rozumiem twoj stan emocjonalny.Moga to zrozumiec tylko te osoby ktore byly w takim ukladzie.Niestety....
Na dzien dzisiejszy mogę tylko ostrzec przed popelnieniem błędu ,tak błędu życia!

Ja odeszlam...odeszlam
bo może podświadomie balam się że on zrobi to pierwszy
bo nie chcialam się dzielic facetem mojego zycia jak ciasteczkiem
bo nie moglam znieśc wyrzutow sumienia wobec jego dzieci i żony
bo nie chcialam żeby w końcu wszystko się wydalo i zrujnował sobie zycie
bo nie moglam dać mu szczęścia tak jak bym tego pragnęła
bo nie bylo go przy mnie gdy najbardziej go potrzebowalam
bo takie życie jest grzechem
bo nie moglam patrzec jak dręczą go wyrzuty sumienia
bo podwojna moralnośc wykańcza

bo nie mozna ukladać sobie życia na cudzym nieszczęściu
bo Go kochalam...

to chyba wystarczające powody dla ktorych nie warto byc ta drugą

Każda będąc tą druga powinna byś świadoma powyzszego....Wybór mamy zawsze,nikt nas do niczego nie zmusza,ale to nasze zycie.........

Czy ze soba sypiali...nie wiem.Wiem jedno że róznie to bywa w małżeństwach,Czasami nie sypiaja ze sobą miesiącami nawet jak nie maja kochankow...
Czy wygralam...uwazam że nie!Tamten "związek" na zawsze pozostawil ciern w moim sercu.Czy bylo warto/Same odpowiedzcie na to pytanie...

Pozdrawiam kobietki smile

Dziękuję, że próbowałaś mnie wesprzeć. Ja też odeszłam o czym zapomniały te, które mnie wyszydziły. Tylko wraz z tym odeszło moje życie. Taka mała różnica. Nie jest mi żal. Nikt po mnie płakał nie będzie, niczego nie zostawiam, i już niczego więcej nie chcę. Próbowałam się ratować, nie udało się. Trudno. Ktoś potrafi przeżyć poza granicą bólu, ktoś nie. Ja nie potrafię. Nie chcę nawet.
Dziękuję Ci Kasandra i serdecznie Cię pozdrawiam.

Ps. Mam nadzieję, że moja historia będzie ostrzeżeniem dla innych kobiet w takiej sytuacji. Zawsze kochanka będzie tą "nie dość dobrą, by odejść od żony, by zamknąć swoje sprawy, by ją wybrać" Nie dość dobra by ją naprawdę kochać....

969

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
Monia139 napisał/a:

Nell,

Każdej się wydaje że jest tą wyjątkową, dopiero co spotkaną drugą połówką a slub z tą pierwszą to była jakaś koszmarna pomyłka. I niewiadomo ile można napisać na ten temat, każda na własnej skórze musi sie przekonać ile warte są te ochłapy zamiast miłości rzucane kochance.

I to akurat jest święta prawda

970

Odp: byłam kochanką.. odeszłam
tadruga napisał/a:

Dziewczyny, co z Wami jest? Gdzie się podziało wsparcie, które dawały sobie uczestniczki tego forum na jego pierwszych stronach? Po to tutaj przyszłam, po to czego nie mam w życiu realnym, po to żeby przestać myśleć o samobójstwie w każdej godzinie, a co od Was otrzymałam?.... Dziewczyny, trochę empatii.... kilka razy mnie poniosło i napisałam za ostro, za co Was przepraszam, ale proszę, jeśli nie potraficie wykazać się empatią - nie rańcie....ja naprawdę więcej nie jestem w stanie znieść....walczę o życie....nie o sprawiedliwość, nie o usprawiedliwianie mojej czy jego osoby....ja naprawdę jestem w gorszej sytuacji niż większość z Was, więc  proszę miejcie na uwadze, że może to być ostatni tekst jaki przeczytam.... Naprawdę zgadzam się z większością waszych wniosków i jestem wdzięczna, ze podzieliłyście się Waszą historią, że tu jesteście..... Przyszłam na to forum bo to moja ostatnia nadzieja by zachować życie, wiem, to brzmi śmiesznie, ale niestety taka jest smutna prawda.... Wiem, każdy ma swoje bóle, przeżycia, traumy....Każdy ma też inny próg wytrzymałości i jakieś otoczenie wokół siebie....Ja nie mam już nic.... W życiu bym się nie spodziewała, że przychodząc po wsparcie dostanę jeszcze więcej kopów na dowód tego jaka jestem beznadziejna, jaka to jestem godna pogardy Waszym zdaniem, jaka naiwna i żałosna, jaka śmieszna.... Jeśli chciałyście,żebym poczuła się jeszcze gorzej to Wam się udało. Mam jednak nadzieję, że nie taka była Wasza intencja. Nie jestem ani naiwna, ani wszechwiedząca, ani Duchem Świętym nie jestem ,jak ironicznie dowaliła jedna z Was. Jak możesz kobieto znając moją historię obrzucać mnie śmiechem, drwiną, kpiną ? Czy zdajesz sobie sprawę jaką wagę mogą mieć dla mnie Twoje słowa? Jaki mogą mieć skutek? Zastanawiałaś się ile cierpienia dokładasz tym, które już i tak cierpią ponad normę?  Jestem kobietą całkowicie złamaną przez życie, czarka przelała się dzięki ostatniej historii. Możecie dalej wyśmiewać, kpić, szydzić, jeśli Wam to sprawia radość- proszę, możecie robić co Wam się podoba, dokopcie leżącemu, podeptajcie ludzką godność, nacieszcie się czyimś bólem.... Ja prosiłam tylko wsparcie, empatię i dobre słowo. Przepraszam, że w ogóle wzięłam udział w tej dyskusji z nadzieją na dodanie mi sił by jednak żyć dalej. Dzięki Wam jednak wiem, że nie warto żyć dalej, zwyczajnie nie warto mieć nadziei na zwykłą ludzką empatię, na wsparcie....Na to, że człowiek okaże się człowiekiem dla drugiego... Smutne. Bardzo Was przepraszam, że włączyłam się do tego forum. Lepiej było od razu podciąć sobie żyły.

Czasem jest tak, ze czlowiek jest na takim poziomie energetycznym, ze inni nie maja wplywu na jego rzeczywistosc. Jak sama piszesz mie chce ci sie zyc, a to jest poziom praktycznie zerowy. Ciezko bedzie sie komukolwiek przez niego przebic. Jedyne co moge ci poradzic postaraj sie byc zla , wsciekla lub bardzo dumna. To powinno cie wyciagnac z poziomu ofiary, bo nawet jak sie to wydaje glupie i nieludzkie poziom zlosci i dumy jest duzo duzo wyzej niz poziom ofiary. Potem bedzie ci latwiej sie wzniesc na inne poziomy energetyczne,jak samozadowolenie , milosc wlasna, bo tego wlasnie nie potrafisz na razie osiagnac. pisanie o wlasnej smierci jest tak naprawde wysoko zakamuflowana nienawiscia do samego siebie. W takim stanie jakim tkwisz , wszystko i wszyscy beda cie ranic, mimo ze szukasz pomocy.
Prawda jest , ze co w srodku to na zewntarz. To znaczy ze twoj stan emocjonalny decyduje o tym jak odbierasz rzeczywistosc wokol siebie i jak podchodza do ciebie inni ludzie. Skoro sama stawiasz sie w roli ofiary, probujac nawet zmusic innych przez mowienie o samobojstwie do traktowania cie wlasnie w taki sposob nie przyniesie ci to ulgi w cierpieniu.
Prosze pozwol mi powiedziec, ze zycze tobie jak najlepiej i przejelam sie tym co napisalas. Kiedys rowniez bylam na skraju samobojstwa i wiem jak musisz sie czuc.
Ale nie tedy droga. Kochanie ty mozesz sobie pomoc, i tylko ty jestes za to odpowiedzialna co cie spotyka.Sprobuj poprostu pozwolic sobie na to zeby przezyc ten bol, a potem badz zla na wszystkich, na caly swiat , na boga... to podniesie cie na wyzszy poziom i odciagnie od mysli samobojczych, potem mozesz poszukac w sobie dumy, np.za to ze mimo wszystko wytrzymalas i zyjesz , a potem bedzie juz z gorki. Zacznij kochac siebie i sobie pomagac. Wtedy caly swiat ruszy ci z pomoca i miloscia.

Caluje cie i sciskam

971

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

MYWAY pięknie to napisałaś *



"Zawsze kochanka będzie tą "nie dość dobrą, by odejść od żony, by zamknąć swoje sprawy, by ją wybrać" Nie dość dobra by ją naprawdę kochać...."

Tadruga kochanka zawsze będzie ta "gorszą' nawet jesli będzie ta wazna osoba w życiu faceta.Gorsza bo niezalegalizowana,przed ludzmi,przed Bogiem,i to wszystko.Jesli ktoras z nas godzi się pozostac kochanka to musi ten fakt zaakceptować.Ty sie nie godzisz i ja rownież.Mimo to pragniemy szczęścia z tymi ukochanymi osobami.Jesli chodzi o mnie to ogolnie pogodzilam sie z rozstaniem,z tym ze nie możemy byc razem.Czasami mam tylko gorsze dni i wtedy wracaja wspomienia i ta nieznośna nadzieja...Po czym ogarniam sie i dalej idę do przodu...zmieniam opcje...przestawiam myslenie na inne tory.Ty tez tak musisz bo jakie masz wyjście?.Przeciez jej nie zamordujesz(jego zony)!
Tak więc,trzeba życ dalej ,nawet kręcac się w kolko,bo zycie toczy sie i lepiej żeby z naszym udzialem niz bez...


Tadruga zapewniam Cie że jest we mnie dużo empatii i podzielam Twoj ból,jednak tak nie można na dluższa mete bo wykończysz sie psychicznie.Pomysl czy Twoje życie jest warte tej milości...uważam że nie bo Twoje zycie jest bezcenne!
Pozdrawiam cie serdecznie i trzymam kciuki za poprawe losu...

972

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

hm....pieknie powiedzane ,kazda kobieta zaslugje na to aby byc ksiezniczka....poznalam go wiedzialam ze ma zone, po pol roku zamieszkalismy razem tj 4 miesiace oboje mieszkamy za granica kocham go on twierdzi ze tez,ale....juz 3x polecial do pl jak twierdzi do dzieci ma 2 corki dorosle ale mieszkaja z matka , ponoc powiedzial zonie o nas, ale nie mam zadnej gwarancji ot moze ma podwojne zycie .....nie radze sobie z brakiem jego nieobecnosci jestem po rozwodzie tez mam 2duze dzieci , hm....moze powinam poczekac podobno nie ma wiezi emocjonalnej z zona , ale spi w ich domu ma rodzine co robic jak zyc z nim nie bez niego nie......od tyg czekam moz ewroci za tydz i co ....postanowilam ze z tym skoncze ale boje sie ze nie dam rady......

973

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Jeśli kobieta ma swiadomość, ze facet który jej się podoba, ma żonę to powinna unikać kontaktów z nim jak ognia, wtedy nie narodzi się żadna bliskość i potem nie będzie głębokiego rozczarowania. Ja jestem zdradzoną żoną i nie ma we mnie ani krzty współczucia dla byłej kochanki męża. Mężczyźni czy kobiety zdradzający swoich partnerów, zawsze tworzą historyjki typu jacy to są nieszczęsliwi w związku itp. Jeśli są faktycznie tacy nieszczęsliwi to niech zakończą swoje związki i wtedy niech szukają sobie pocieszenia w ramionach kogoś innego. Ale po co skoro, można iść do tej drugiej/drugiego a w domu mieć kogoś na ławce rezerwowych.

974

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Anhedonia brawo a... szczegulnie za ten zloty papierek. Jestem zdradzona zona ,i.......szlag mnie trafia jak czytam ze ktoras    ma romans z zonatym    .,a   poszedl TY do zony.Tadruga  pisze o bolu ,goryczy,a zapytaj co czuje zona/?Ale brawo'''''''', ze odeszlas,znajdz sobie fajnego   WOLNEGO faceta, moze bedzie lepsza miloscia .Dobrze ktoras   ,  dziewczyna napisala'''''Zawsze kochanka nie bedzie  na tyle dobra, by odejsc od zony'''''Dziewczyny facet mysli ta glowa, co ma miedzy  nog.....i'''przepraszam jezeli kogos obrazilam

975

Odp: byłam kochanką.. odeszłam

Ciekawy wątek, muszę przyznać. Ja mam inną historię. Chętnie porozmawiam z Toba tadruga tzlko sie odezwij prosze

Posty [ 911 do 975 z 985 ]

Strony Poprzednia 1 13 14 15 16 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » byłam kochanką.. odeszłam

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024