netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kochanek zawiódł?

300 odpowiedzi80 664 wyświetleniazałożony przez Madowa, 22.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochanek zawiódł?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 301 z 301 ]

261

Odp: Kochanek zawiódł?

Mój mąż jest DDA. Miał ciężkie dzieciństwo. Ojciec wiecznie nawalony, bił wszystkich jak popadło. Na dodatek oziębła i despotyczna matka.
Okazywanie uczuć było dla Niego świętem w domu. Od samego początku gdy zaczęliśmy się spotykać, powtarzał: nie będę taki jak ojciec.
Wydawało mi się, że wszystko jest ok. Kiedyś wieczorami nawet oboje siadaliśmy przy piwie i gawędziliśmy. Mi wystarczyło pół, max jedno.
U Niego na jednym się nie kończyło. Zawsze dwa albo trzy. Ale i to mi nie przeszkadzało. Co? Człowiek po pracy nie może sobie wypić?
Eh. Byłam ślepa. Rodzice od dawna podpowiadali:
Czy Ty nie widzisz, że Twój mąż ma problem z alkoholem?
Co? Co Wy opowiadacie?!
A te puste butelki po wódce w zbiorniku?
Nie wiem! To na pewno nie On!
Był cichym alkoholikiem. Skrzętnie się przede mną maskował. Dlatego wszystkie argumenty z zewnątrz odbijałam jak piłeczkę.
Gdy zaczął przyjeżdżać pod wpływem z pracy zaczęłam się niepokoić. Ale dopiero kiedy pierwszy raz wsiadł po pijaku za kółko ocknęłam się i dotarło, że mamy poważny problem. Zrobiłam awanturę. Pomogło. Na krótko. Sytuacje się powtarzały. Wiedziałam, że tylko porządny wstrząs może coś zmienić.
Wybieraj! Rodzina albo alkohol!
Wybrał..
Trzymaliśmy się razem. Nawet nie było kryzysowych momentów związanych z alko. A z czasem wszystko wróciło do normalności.

Tym razem znów popisałam się naiwnością. Od ponad roku mąż pracuje za granicą z moim ojcem. Nie jednokrotnie powtarzało się, że tata wybuchał krzycząc, że posłałam mu tam alkoholika abym sama miała święty spokój. Oczywiście konfrontowałam to od razu z mężem. Ten przedstawiał swoją wersję, którą ja łykałam jak młody pelikan, a do tego jeszcze się obrażał.
Po kolejnej rozmowie z ojcem, postanowiłam przycisnąć męża do ściany. Przyznał się. Płakał: tak, mam z tym problem. Obiecałam, że pomogę. Jeśli tylko najdzie Go ochota sięgnąć po kieliszek niech dzwoni do mnie. A jeśli nie będzie w stanie niech wraca do Pl. I tutaj, przy moim wsparciu walczy z wrogiem. Obiecałam również sobie, że nie pozwolę aby nałóg wciągnął mnie w swoje gierki. Nie wchodzi branie mnie na litość, szantaże itp. Stoję w blokach startowych do pomocy, ale wiem, że istnieją jej granice. Gdzieś się ta pomoc kończy, a zaczyna przeciwdziałanie. Cienka linia. Potrzeba tu silnego rycerza do walki. Mi brakuje zbroi, dopiero kawałek po kawałku buduję zaufanie do siebie. Tyle, że... nie boję się. Jestem zdeterminowana. Wiem, że potrzebuję pomocy, aby móc pomagać. Dlatego też Starr, jutro wybieram się ustalić termin u terapeuty uzależnień. Jeśli będzie trzeba podejmę z nim stałą współpracę. Nie pozwolę mężowi tak łatwo rozlać swojego życia.
Nie  w y o b r a ż a m  sobie tego! On w głębi jest dobrym człowiekiem i dogrzebię się do niego.
Jedyny warunek... Musi pozwolić sobie pomóc. Niech chce się z tego wygrzebać!!!!

262

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

/.../
Nie  w y o b r a ż a m  sobie tego! On w głębi jest dobrym człowiekiem i dogrzebię się do niego.
Jedyny warunek... Musi pozwolić sobie pomóc. Niech chce się z tego wygrzebać!!!!

O to mi chodziło smile i za to będę trzymał kciuki.
POWODZENIA smile

263

Odp: Kochanek zawiódł?
starr napisał/a:

) i za to będę trzymał kciuki.
POWODZENIA smile

Dziękuję Starr smile

Znalazłam coś ciekawego, może ktoś będzie miał ochotę
https://www.youtube.com/watch?v=71C_NRgL8Nw

Dobrze mi ten wykład zrobił. Choć z kilkoma kwestiami się nie zgadzam.

264 Ostatnio edytowany przez Madowa (2015-10-31 17:05:40)

Odp: Kochanek zawiódł?

Wracam po długiej nieobecności.
Czuje się bezsilna.
Ale od początku.
Postanowiłam w maju, że postawię wszystko na jedną kartę i przeprowadzę się z córą do męża zagranicę.
Tak też zrobiliśmy. Te kilka miesięcy pokazało mi, że nie odpowiada mi życie prowadzone przez męża. A może nasze życie.
Ja potrzebuję ruchu, kontaktu ze znajomymi, potrzebuję rozwoju dla siebie. Już pomijam fakt, że
on lubi wygodnicki tryb życia, co mi zbytnio nie odpowiada, chodzi o to że ja przy nim wyhamowuje. Tak jakby ciągnął mnie w dół.
Nie lubi jak wychodzę sama, choćby w odwiedziny do rodziny. Nie lubi jak oglądam TV do późna (bo w tym czasie powinnam zasypiać obok Niego).
Zdarzało się, że miał fochy o to że w nocy wstawałam i włączałam film (bo On czuł, że nie ma mnie w łóżku przy Nim:/).
Nie lubi gdy czytam książkę, bo On wtedy nie ma co robić i się nudzi. To niby są pierdoły, ale żeby było dobrze i żeby Jego zadowolić to ja
musiałabym rezygnować z wszystkich czynności na Jego rzecz. Nieraz mówię: chodź, pobiegaj ze mną. Był może 4 razy. Potem
wybierał tv, albo zasłaniał się opieką nad córą, choć Ona potrafi już zostać sama w mieszkaniu.
Czuję, że przez tamten rok ewoluowała moja osobowość. I nie chcę żeby to zabrzmiało cynicznie, ale czasem
mam wrażenie że bardzo różnimy się poziomami. Nawet gdy sobie tak pomyślę to od razu czuję wyrzuty sumienia,
bo przeżyłam z tym człowiekiem tyle lat, chyba wszystko co możliwe i nie chcę go postrzegać w gorszej kategorii.
Jednak czasem ta myśl mi się nasuwa, myśl że mogę się przy Nim zmarnować.

Wszystko co opisałam wyżej postrzegam z logicznego punktu widzenia. Potrafię wyjść z sytuacji i na chłodno ją ocenić.
Jednak ja też mam uczucia. Wiele mnie przy Nim trzyma. Tyle wspomnień, są i złe, ale jednak przeważająca większość to te dobre.
Myślę, że kocham Go jak najlepszego przyjaciela. Jednak patrząc na Nasze życie wstecz, nie chcę aby wyglądała tak jego reszta.
Bardzo się o Niego martwię, jak sobie poradzi. Jesteśmy już po rozmowie. On mnie wciąż prosi
o przemyślenie tej decyzji. Boję się, że pomylę wyrzuty sumienia i poczucie winy z czymś innym i poddam się Jego prośbom.
Tym bardziej, że nadal u Niego mieszkam i On ma bezpośredni wpływ na mnie. Nie umiem Go odtrącać gdy On chce
bym Go przytuliła. Serce mi się kroi gdy patrzę na Jego płacz.
Proszę pomóżcie... Co lepsze? Odtrącanie i bycie zimną? Czy tłumaczenie i proszenie by zrozumiał.
Boję się, ze długo nie wytrzymam z Nim w jednym mieszkaniu, tej atmosfery.
Czasem czuję się jakbym mu matkowała, czuję się jak matka która zostawia samo swoje dziecko i mówi, że odchodzi.
Może to śmieszne ale ja naprawdę tak czuję. Nie umiem skupić się na układaniu swojego życia.
Na tym gdzie wynająć mieszkanie i w ogóle jak sobie teraz urządzić życie, bo myślę jak On sobie poradzi.
Wczuwam się w Jego emocje. To jest dla mnie jak najgorsze katusze.

265

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Wracam po długiej nieobecności.
Czuje się bezsilna.
Ale od początku.
Postanowiłam w maju, że postawię wszystko na jedną kartę i przeprowadzę się z córą do męża zagranicę.
Tak też zrobiliśmy. Te kilka miesięcy pokazało mi, że nie odpowiada mi życie prowadzone przez męża. A może nasze życie.
Ja potrzebuję ruchu, kontaktu ze znajomymi, potrzebuję rozwoju dla siebie. Już pomijam fakt, że
on lubi wygodnicki tryb życia, co mi zbytnio nie odpowiada, chodzi o to że ja przy nim wyhamowuje. Tak jakby ciągnął mnie w dół.
Nie lubi jak wychodzę sama, choćby w odwiedziny do rodziny. Nie lubi jak oglądam TV do późna (bo w tym czasie powinnam zasypiać obok Niego).
Zdarzało się, że miał fochy o to że w nocy wstawałam i włączałam film (bo On czuł, że nie ma mnie w łóżku przy Nim:/).
Nie lubi gdy czytam książkę, bo On wtedy nie ma co robić i się nudzi. To niby są pierdoły, ale żeby było dobrze i żeby Jego zadowolić to ja
musiałabym rezygnować z wszystkich czynności na Jego rzecz. Nieraz mówię: chodź, pobiegaj ze mną. Był może 4 razy. Potem
wybierał tv, albo zasłaniał się opieką nad córą, choć Ona potrafi już zostać sama w mieszkaniu.
Czuję, że przez tamten rok ewoluowała moja osobowość. I nie chcę żeby to zabrzmiało cynicznie, ale czasem
mam wrażenie że bardzo różnimy się poziomami. Nawet gdy sobie tak pomyślę to od razu czuję wyrzuty sumienia,
bo przeżyłam z tym człowiekiem tyle lat, chyba wszystko co możliwe i nie chcę go postrzegać w gorszej kategorii.
Jednak czasem ta myśl mi się nasuwa, myśl że mogę się przy Nim zmarnować.

Wszystko co opisałam wyżej postrzegam z logicznego punktu widzenia. Potrafię wyjść z sytuacji i na chłodno ją ocenić.
Jednak ja też mam uczucia. Wiele mnie przy Nim trzyma. Tyle wspomnień, są i złe, ale jednak przeważająca większość to te dobre.
Myślę, że kocham Go jak najlepszego przyjaciela. Jednak patrząc na Nasze życie wstecz, nie chcę aby wyglądała tak jego reszta.
Bardzo się o Niego martwię, jak sobie poradzi. Jesteśmy już po rozmowie. On mnie wciąż prosi
o przemyślenie tej decyzji. Boję się, że pomylę wyrzuty sumienia i poczucie winy z czymś innym i poddam się Jego prośbom.
Tym bardziej, że nadal u Niego mieszkam i On ma bezpośredni wpływ na mnie. Nie umiem Go odtrącać gdy On chce
bym Go przytuliła. Serce mi się kroi gdy patrzę na Jego płacz.
Proszę pomóżcie... Co lepsze? Odtrącanie i bycie zimną? Czy tłumaczenie i proszenie by zrozumiał.
Boję się, ze długo nie wytrzymam z Nim w jednym mieszkaniu, tej atmosfery.
Czasem czuję się jakbym mu matkowała, czuję się jak matka która zostawia samo swoje dziecko i mówi, że odchodzi.
Może to śmieszne ale ja naprawdę tak czuję. Nie umiem skupić się na układaniu swojego życia.
Na tym gdzie wynająć mieszkanie i w ogóle jak sobie teraz urządzić życie, bo myślę jak On sobie poradzi.
Wczuwam się w Jego emocje. To jest dla mnie jak najgorsze katusze.

Witaj Madowa... fakt, dawno Ciebie nie było.
Czytam i jedno tylko mogę napisać: Jesteś na jak najprostszej drodze, do powtórki z rozrywki. Nie Macie się nad czym zastanawiać, Wam koniecznie potrzebna jest i to natychmiast, terapia. Inaczej zgubicie się w bardzo krótkim czasie. Ty już widzisz w nim tylko wady.... Najpierw terapia męża, a zaraz, w ślad za nią terapia par...

266

Odp: Kochanek zawiódł?
starr napisał/a:
Madowa napisał/a:

Wracam po długiej nieobecności.
Czuje się bezsilna.
Ale od początku.
Postanowiłam w maju, że postawię wszystko na jedną kartę i przeprowadzę się z córą do męża zagranicę.
Tak też zrobiliśmy. Te kilka miesięcy pokazało mi, że nie odpowiada mi życie prowadzone przez męża. A może nasze życie.
Ja potrzebuję ruchu, kontaktu ze znajomymi, potrzebuję rozwoju dla siebie. Już pomijam fakt, że
on lubi wygodnicki tryb życia, co mi zbytnio nie odpowiada, chodzi o to że ja przy nim wyhamowuje. Tak jakby ciągnął mnie w dół.
Nie lubi jak wychodzę sama, choćby w odwiedziny do rodziny. Nie lubi jak oglądam TV do późna (bo w tym czasie powinnam zasypiać obok Niego).
Zdarzało się, że miał fochy o to że w nocy wstawałam i włączałam film (bo On czuł, że nie ma mnie w łóżku przy Nim:/).
Nie lubi gdy czytam książkę, bo On wtedy nie ma co robić i się nudzi. To niby są pierdoły, ale żeby było dobrze i żeby Jego zadowolić to ja
musiałabym rezygnować z wszystkich czynności na Jego rzecz. Nieraz mówię: chodź, pobiegaj ze mną. Był może 4 razy. Potem
wybierał tv, albo zasłaniał się opieką nad córą, choć Ona potrafi już zostać sama w mieszkaniu.
Czuję, że przez tamten rok ewoluowała moja osobowość. I nie chcę żeby to zabrzmiało cynicznie, ale czasem
mam wrażenie że bardzo różnimy się poziomami. Nawet gdy sobie tak pomyślę to od razu czuję wyrzuty sumienia,
bo przeżyłam z tym człowiekiem tyle lat, chyba wszystko co możliwe i nie chcę go postrzegać w gorszej kategorii.
Jednak czasem ta myśl mi się nasuwa, myśl że mogę się przy Nim zmarnować.

Wszystko co opisałam wyżej postrzegam z logicznego punktu widzenia. Potrafię wyjść z sytuacji i na chłodno ją ocenić.
Jednak ja też mam uczucia. Wiele mnie przy Nim trzyma. Tyle wspomnień, są i złe, ale jednak przeważająca większość to te dobre.
Myślę, że kocham Go jak najlepszego przyjaciela. Jednak patrząc na Nasze życie wstecz, nie chcę aby wyglądała tak jego reszta.
Bardzo się o Niego martwię, jak sobie poradzi. Jesteśmy już po rozmowie. On mnie wciąż prosi
o przemyślenie tej decyzji. Boję się, że pomylę wyrzuty sumienia i poczucie winy z czymś innym i poddam się Jego prośbom.
Tym bardziej, że nadal u Niego mieszkam i On ma bezpośredni wpływ na mnie. Nie umiem Go odtrącać gdy On chce
bym Go przytuliła. Serce mi się kroi gdy patrzę na Jego płacz.
Proszę pomóżcie... Co lepsze? Odtrącanie i bycie zimną? Czy tłumaczenie i proszenie by zrozumiał.
Boję się, ze długo nie wytrzymam z Nim w jednym mieszkaniu, tej atmosfery.
Czasem czuję się jakbym mu matkowała, czuję się jak matka która zostawia samo swoje dziecko i mówi, że odchodzi.
Może to śmieszne ale ja naprawdę tak czuję. Nie umiem skupić się na układaniu swojego życia.
Na tym gdzie wynająć mieszkanie i w ogóle jak sobie teraz urządzić życie, bo myślę jak On sobie poradzi.
Wczuwam się w Jego emocje. To jest dla mnie jak najgorsze katusze.

Witaj Madowa... fakt, dawno Ciebie nie było.
Czytam i jedno tylko mogę napisać: Jesteś na jak najprostszej drodze, do powtórki z rozrywki. Nie Macie się nad czym zastanawiać, Wam koniecznie potrzebna jest i to natychmiast, terapia. Inaczej zgubicie się w bardzo krótkim czasie. Ty już widzisz w nim tylko wady.... Najpierw terapia męża, a zaraz, w ślad za nią terapia par...

Ja to widzę jednak inaczej.
Madowa, nigdy nie było żaru między Wami, przynajmniej z Twojej strony.
Odeszłaś emocjonalnie w swoim czasie. Zakończyłaś to już dawno. Sądzę jednak, że nie zapomniałaś, co czułaś w relacji z kochankiem. O jego osobę mi nie chodzi, ale o te stany emocjonalne, których wcześniej nie doświadczałaś.
I z tego względu, mimo starań o polepszenie relacji pchana poczuciem winy, nie znalazłaś tego w sobie w stosunku do męża.
Przeprowadzka tylko pogorszyła sytuację.
Według mnie, terapie nie pomogą. Bo można szukać tego, co się miało, ale się zgubiło.
Jak jednak znaleźć, czego nie miało się nigdy i nawet nie wiadomo, jak to wygląda?

267

Odp: Kochanek zawiódł?

O kurde, dawno nie śledziłam Twojego wątku, za to obserwuję Twoje wypowiedzi w innych (zwłaszcza kasi80) i widzę jak bardzo się rozwinęłaś, jeśli chodzi o głębszy wgląd w wiele spraw i inteligencję emocjonalną <brawo>

A wracając do Ciebie.. nie podejrzewałam, że się zejdziecie, że będziesz nadal próbować po tym wszystkim. Oczywiście to była Twoja decyzja i wszystko dobrze.

Może dobrze, że zaprzestałaś na jakiś czas prowadzenia wątku, bo mogłaś podejmować swoje decyzje i na gorąco widzieć jakie są tego efekty + masz teraz perspektywę, o którą byłoby trudniej gdybyś sugerowała się np. jakimiś komentarzami.
Zamiast tego wzięłaś sprawy 100% w swoje ręce, bo zaczęłaś od siebie, od zrozumienia siebie i tego na co masz realnie wpływ, na co nie i jak to przede wszystkim jest wszystko kreowane z poziomu emocji i ich interpretacji, jak poprzez intencję- głęboko w podświadomości - materializuje nam się cała reszta, okoliczności itd.

To jest super.
Teraz wiesz i masz ogromny kapitał na przyszłość.

A co do waszej relacji z mężem, to zgodzę się tu z Excopem

Bo można szukać tego, co się miało, ale się zgubiło.
Jak jednak znaleźć, czego nie miało się nigdy i nawet nie wiadomo, jak to wygląda?

No właśnie..Jak wskrzesić coś, kiedy nigdy nie było żadnej iskry?

I teraz co.. Z jednej strony smutno, smutny wniosek, bo tyle starania i inwestycji w coś, co miało być stabilnym  fundamentem, wokół którego kręci się cała 'zmienna' reszta, a okazało się, że jest odwrotnie- Rodzina zbudowana na iluzji więzi okazała się najmniej odporną na zmiany częścią całej układanki.

Ale jakby patrzeć tylko z poziomu rozwoju, Twojego rozwoju Madowa - to jest zaj..cie, bo dzięki temu nabyłaś ogromnej wiedzy o tym, jak to wszystko działa i kiedy ma szansę zadziałać, a kiedy nie, pomimo najszczerszych chęci.

Teraz Twoje samopoczucie i dalsze kroki zależą od tego, na którą stronę wniosków się bardziej przechylisz: przeważa emocje, czy jednak świadomość rozwoju i doświadczenia.. wink
Wiadomo, że nie da się do końca wyłączyć emocji, ale..coś się kończy.

Daj znać jak postanowiłaś to rozwiązać.

268

Odp: Kochanek zawiódł?

Dopiero teraz do mnie dotarło, że pomyliłam Twojego nicka z Marajką.. sorry! big_smile wink

269

Odp: Kochanek zawiódł?

Tak myślałam Elle, że mnie z kimś pofajtałaś smile

Co do Nas. Rozumiem, widzę, że najlepsze dla Nas obojga będzie rozejście się.
Sprawa jest o tyle trudniejsza, że mamy tu do czynienia z uzależnieniem od partnera.
Mąż całkowicie oparł swoje życie na mnie. Oprócz mnie i córy, nie ma nic. Znajomych, zainteresowań, pasji itp.
Ok, ma pracę (całe szczęście), ale oprócz tego cały Jego świat kręci się wokół mnie.
Nawet córka ma tu mniejszą rolę. W sumie jej rola sprowadza się do zwiększenia statusu quo.
Ona jest obecna, ale mąż traktuje ją jako "coś naturalnego". Nie angażuje się w wychowanie.
To jedno. Drugie, czasem nawet ignoruje Ją, ma złość do Niej jeśli zrobi coś nie po Jego myśli, często Go irytuje,
a nie daj boże zajmie moją całkowitą uwagę w momencie gdy On tego oczekuje.
Zaczynam dostrzegać te wszystkie aspekty.
Jestem współuzależniona. Czuję, że to ode mnie zależy samopoczucie męża, szczęście.
Czuję się odpowiedzialna za Jego życie. Gdy płacze mam wtedy ogromne poczucie winy i mimo, że przed godziną
rozsądek jasno do mnie przemawiał, to w danej sytuacji poddaję wątpliwości swoje decyzje,
bo widzę cierpienie męża i mam ogromne wyrzuty sumienia. Nigdy nie byłam nauczona krzywdzić drugiego
człowieka swoimi decyzjami. Może inaczej, zawsze mi wpajano, że nie robi się drugiemu krzywdy, że
swoje potrzeby można poświęcić na rzecz bliźniego. Wiem, że jednym słowem mogłabym przywrócić
najbliższej mi osobie uśmiech na twarzy. Wystarczyłoby znów się poświęcić.
Ale ja mam przecież jedno życie, którego nikt za mnie nie przeżyje. Nie chcę, zapytana na starość
czy swoje życie przeżyłabym drugi raz tak samo odpowiedzieć: nie, moje życie to było trwanie, nie życie.
Ehhh... ciężkie to wszystko. Tym bardziej, że gdy mówię o tym wszystkim mężowi to On przyznaje mi rację
i obiecuje, że tym razem będzie wszystko inaczej, że On się postara być bardziej aktywny, że będzie się angażował.
Ale to tylko słowa. A ja już nie podejrzewam Go, że faktycznie ta chęć do współpracy jest trwała.
On już pare razy obiecywał. Ostatnio gdy się schodziliśmy miał taki zryw. Jednak po krótkim czasie odpuścił,
nie spróbował stworzyć własnej autonomii, czym mnie odciążyłby psychicznie.
Ps: to tak na marginesie. Ma kontakt z kochanką z tamtego roku. Ponoć już od jakiegoś czasu,
ponoć to kontakt czysto koleżeński, ponoć nie popełni błędów z tamtego roku. Ale dopiero po naszej rozmowie
o rozstaniu zauważyłam wzmożoną aktywność smsowania, zabierania tel do łazienki.
I znów obarczam się winą, tym razem o to, że On nie wykorzysta tego rozstania
jako materiału do pracy nad sobą, a po prostu wpakuje się w kolejny związek i
powieli błędy. Boję się, że zmarnuje sobie życie. Ale jak ja mam Go przed tym uchronić?
Przecież Mu nie zabronię kontaktu z kobietami. On jest dorosły. Wiem, że zmieniając decyzję mogłabym jakoś
popracować nad Nim, z Nim, ale znów poświęcając się hmm to błędne koło.
Po prostu ratuję siebie, nie Jego. Choć to dla mnie wielki ból zostawić Go samego sobie
wiedząc, że zapewne pobłądzi. On jest mi bardzo bardzo bliski, tyle lat.
I czuję się jak matka, która swoje małe dziecko świadomie zostawia gdzieś w tłumie
i obserwuje czy sobie poradzi czy nie. Smutne to wszystko, smutne że walczę o
swoje szczęście kosztem najbliższej mi osoby.

270

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Tak myślałam Elle, że mnie z kimś pofajtałaś smile

Co do Nas. Rozumiem, widzę, że najlepsze dla Nas obojga będzie rozejście się.

Jestem współuzależniona. Czuję, że to ode mnie zależy samopoczucie męża, szczęście.
Czuję się odpowiedzialna za Jego życie. Gdy płacze mam wtedy ogromne poczucie winy i mimo, że przed godziną
rozsądek jasno do mnie przemawiał, to w danej sytuacji poddaję wątpliwości swoje decyzje,
bo widzę cierpienie męża i mam ogromne wyrzuty sumienia. Nigdy nie byłam nauczona krzywdzić drugiego
człowieka swoimi decyzjami.

Boję się, że zmarnuje sobie życie. Ale jak ja mam Go przed tym uchronić?
Przecież Mu nie zabronię kontaktu z kobietami. On jest dorosły. Wiem, że zmieniając decyzję mogłabym jakoś
popracować nad Nim, z Nim, ale znów poświęcając się hmm to błędne koło.
Po prostu ratuję siebie, nie Jego. Choć to dla mnie wielki ból zostawić Go samego sobie
wiedząc, że zapewne pobłądzi. On jest mi bardzo bardzo bliski, tyle lat.
I czuję się jak matka, która swoje małe dziecko świadomie zostawia gdzieś w tłumie
i obserwuje czy sobie poradzi czy nie. Smutne to wszystko, smutne że walczę o
swoje szczęście kosztem najbliższej mi osoby.

Madowa, rozumiem co przechodzisz, bo ja miałam podobnie. Kiedy mój eks małż się wyprowadził, moją pierwszą i podstawową myślą było: A co on będzie jadł, gdzie będzie spał, jak on sobie poradzi? Dopiero po paru miesiącach, kiedy zobaczyłam że szanowny pan urządził się ładnie i wcale mnie nie potrzebuje do życia, zaczęłam się zastanawiać co ja będę jadła, za co opłacę rachunki, jak utrzymam córkę, co będzie jak się coś zepsuje? Niestety, za późno bo on jak się szybko urządził tak szybko zaczął się wycofywać ze wszystkich wcześniejszych deklaracji pomocy i zostałam z przysłowiowym palcem w nocniku. I długami. Ale co tam, przecież matka polka musi sama o wszystko i wszystkich dbać, prawda?
Niestety, ale sama wiesz że musisz zająć się sama sobą. Pan jest już dorosły i sam może o siebie dbać a Tobie nic do tego. Mnie dopiero terapia uwolniła z tego okropnego poczucia odpowiedzialności za cały świat, długo po rozwodzie. Może Ty tez powinnać pójść do psychologa?

271

Odp: Kochanek zawiódł?
ivy71 napisał/a:

Niestety, ale sama wiesz że musisz zająć się sama sobą. Pan jest już dorosły i sam może o siebie dbać a Tobie nic do tego. Mnie dopiero terapia uwolniła z tego okropnego poczucia odpowiedzialności za cały świat, długo po rozwodzie. Może Ty tez powinnać pójść do psychologa?

Psycholog nie powie mi nic czego nie wiem. Wiem, że aby uwolnić się od tej odpowiedzialności za Niego muszę skupić się na własnym życiu. Oczywiście w tym miejscu również pojawia się poczucie winy, takie uczucie "powinności", czyli: powinnam się o Niego martwić, bo tyle lat, bo jest mi bliski. Tak jakbym miała wyrzuty sumienia, że chce się skupić na sobie.

Ale z czym przyszłam tym razem.
We wtorek wróciłam z 4 dniowego pobytu w Pl. Mąż wczoraj znów mnie nakłaniał do kolejnej próby. A na koniec powiedział, że w weekend miał myśli samobójcze. Że te 4 dni beze mnie i córki, ta pustka w mieszkaniu uświadomiła mu jak będzie wyglądać Jego życie, że On nie chce tak żyć.
Mówił, że chciał się napić i zrobić to w upojeniu, bo na trzeźwo nie ma odwagi. Każe mi się jeszcze raz zastanowić i powiedzieć ostateczną decyzję.
Dał mi do zrozumienia, że jeśli będę ją podtrzymywać to On może "to" zrobić. Płakał przy tej rozmowie. Jeszcze nigdy mnie tak nie wystraszył. Nie mam pojęcia co robić, jak się zachować. Chciałabym się znaleźć w innym miejscu i innym czasie. Jak postępować z człowiekiem które ma takie myśli?

272

Odp: Kochanek zawiódł?

Madowa coś złego się u ciebie dzieje. On nie może cię szantażować swoim życiem a ty nie możesz czuć się odpowiedzialna za dorosłego człowieka. Coś jest nie tak. Nie wiem co powinnaś zrobić. Nie jestem pewna ale chyba jeśli ktoś grozi, że popełni samobójstwo to zgłasza się to na policję. Będzie musiał się leczyć. Nie możesz ani mu ulegać ani tego bagatelizować.

273

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:
ivy71 napisał/a:

Niestety, ale sama wiesz że musisz zająć się sama sobą. Pan jest już dorosły i sam może o siebie dbać a Tobie nic do tego. Mnie dopiero terapia uwolniła z tego okropnego poczucia odpowiedzialności za cały świat, długo po rozwodzie. Może Ty tez powinnać pójść do psychologa?

Psycholog nie powie mi nic czego nie wiem. Wiem, że aby uwolnić się od tej odpowiedzialności za Niego muszę skupić się na własnym życiu. Oczywiście w tym miejscu również pojawia się poczucie winy, takie uczucie "powinności", czyli: powinnam się o Niego martwić, bo tyle lat, bo jest mi bliski. Tak jakbym miała wyrzuty sumienia, że chce się skupić na sobie.

Ale z czym przyszłam tym razem.
We wtorek wróciłam z 4 dniowego pobytu w Pl. Mąż wczoraj znów mnie nakłaniał do kolejnej próby. A na koniec powiedział, że w weekend miał myśli samobójcze. Że te 4 dni beze mnie i córki, ta pustka w mieszkaniu uświadomiła mu jak będzie wyglądać Jego życie, że On nie chce tak żyć.
Mówił, że chciał się napić i zrobić to w upojeniu, bo na trzeźwo nie ma odwagi. Każe mi się jeszcze raz zastanowić i powiedzieć ostateczną decyzję.
Dał mi do zrozumienia, że jeśli będę ją podtrzymywać to On może "to" zrobić. Płakał przy tej rozmowie. Jeszcze nigdy mnie tak nie wystraszył. Nie mam pojęcia co robić, jak się zachować. Chciałabym się znaleźć w innym miejscu i innym czasie. Jak postępować z człowiekiem które ma takie myśli?

Nie daj sobą manipulować, nie ponosisz odpowiedzialności za stan emocjonalny twojego meża, nie obwiniaj się za to. To są jego myśli, jego lęki, a nie twoje. Niestety tak działa uzależnienie. Skoro ta relacja z mężem wyniszcza ciebie, jest toksyczna, to masz prawo zakończyć ją by odzyskać spokój i żyć w zgodzie z sobą. Nie daj się więc wciągnąć w manipulację meża, postaw jasne granice co zrobisz gdy.... i bądź konsekwentna. Gdy będzie ciebie straszyć- wezwij policję lub pogotowie. Natomiast męczyć się będziesz psychicznie dopóki mieszkacie razem. Nie myśl o tym, co się stanie , co zrobi mąż gdy się wyprowadzisz. Może przedstawienie rozstania z mezem na bardziej akceptowalną przez niego/ przez was wersję- odpoczynku od siebie, separacji na jakiś czas by poczuć się zdrowszym, utrzymywanie kontaktu telefonicznego z mężem- ty ustalasz granice jak często i o czym chcesz rozmawiać.
Zadaj mu pytanie czy jest szczęśliwy, spełniony.
Ty również mu powiedz o swoich odczuciach i co chcesz zrobić niezależnie od tego, co on myśli, bo nie ok. jest szantażowanie ciebie.

274

Odp: Kochanek zawiódł?

Shit, mam nadzieję, że ta gadka o samobójstwie to próba szantażu, choć byłoby to podłym świństwem. Ale lepsze to niż Jego zamiary miałyby być prawdziwe. Podczas rozmowy był tak roztrzęsiony, ciśnienie mu skakało, nie wyglądało to na grę. Ja nie umiem sobie wyobrazić jak moje życie wyglądałoby gdyby to się stało.
Po tamtej rozmowie nie ufam mu. Samobójstwo, to słowo w przeszłości pojawiało się w Jego ustach, ale zawsze używał Go jako straszak. Tylko tym razem wygląda to dużo bardziej dramatycznie niż się zdarzało.
Czy ludzie potrafią tak odchodzić nie interesując się losem partnera? Nie mówię tu o wyrachowanych osobach, ale o takich którym zależy na dobru byłego partnera. Mi jakoś ciężko sobie wyobrazić, abym mogła przestać myśleć jakie On ma teraz samopoczucie, czy płacze, czy był w pracy, czy pije, czy wstaje z łóżka. To takie przytłaczające. Chciałabym się tego pozbyć, abym umiała cieszyć się sobą. I chciałabym aby i On tak umiał, żeby umiał poradzić sobie w mądry sposób z rozstaniem.
Czasem mam tak, że chciałabym się spakować i uciec, nie wiem, wrócić do Pl, byleby się uwolnić z tej atmosfery. Czuję się jak w pułapce, ucieczka jedynym wyjściem. Ale wtedy od nowa: nie możesz Go zostawić samego, znów ta odpowiedzialność i poczucie winy.

275 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-11-12 17:59:10)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Shit, mam nadzieję, że ta gadka o samobójstwie to próba szantażu, choć byłoby to podłym świństwem. Ale lepsze to niż Jego zamiary miałyby być prawdziwe. Podczas rozmowy był tak roztrzęsiony, ciśnienie mu skakało, nie wyglądało to na grę. Ja nie umiem sobie wyobrazić jak moje życie wyglądałoby gdyby to się stało.
Po tamtej rozmowie nie ufam mu. Samobójstwo, to słowo w przeszłości pojawiało się w Jego ustach, ale zawsze używał Go jako straszak. Tylko tym razem wygląda to dużo bardziej dramatycznie niż się zdarzało.
Czy ludzie potrafią tak odchodzić nie interesując się losem partnera? Nie mówię tu o wyrachowanych osobach, ale o takich którym zależy na dobru byłego partnera. Mi jakoś ciężko sobie wyobrazić, abym mogła przestać myśleć jakie On ma teraz samopoczucie, czy płacze, czy był w pracy, czy pije, czy wstaje z łóżka. To takie przytłaczające. Chciałabym się tego pozbyć, abym umiała cieszyć się sobą. I chciałabym aby i On tak umiał, żeby umiał poradzić sobie w mądry sposób z rozstaniem.
Czasem mam tak, że chciałabym się spakować i uciec, nie wiem, wrócić do Pl, byleby się uwolnić z tej atmosfery. Czuję się jak w pułapce, ucieczka jedynym wyjściem. Ale wtedy od nowa: nie możesz Go zostawić samego, znów ta odpowiedzialność i poczucie winy.

Manipulowanie emocjami partnera jest złe.
Szantaż emocjonalny w postaci zapowiedzi samobójstwa z chwilą rozstania, jest według mnie, jedynym sposobem, który jest w zasięgu ręki męża, by zatrzymać Cię przy sobie, Madowa. Bo ma świadomość, że córką grać nie może za bardzo (przecież zostanie jej mama, prawda? A poza tym, wątpię, czy w przypadku realizacji groźby chciałby, by córka dorastała z fałszywym przeświadczeniem, że to mama doprowadziła tatę do targnięcia się na własne życie). Chyba, że szczęście dziecka jest mu obojętne.
Moim zdaniem,  gdy swego czasu obawiałaś się, jak sobie poradzisz bez "opieki" męża, zaprzepaściłaś możliwość stworzenia relacji byłych małżonków na zdrowych zasadach, opartych o wspólną troskę o Waszą córkę.
Kierowałaś się poczuciem winy, choć już wtedy prawie pewne było, że to nie wypali, bo miłości do nie kochanego męża na kozetce psychologa nie wygeneruje się, chócby bardzo się chciało.
Kibicowaliśmy Ci, bo pokazałaś determinację, by spróbować. Jednak, pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Owe poczucie winy zmieniło się w kajdany poczucia odpowiedzialności za ślubnego. Zdrowe to nie jest.
Trzeba podjąć decyzję i konsekwentnie ją realizować. Córce debaty oszczędzić, ale z wnioskami zaznajomić, w miarę delikatnie.

276

Odp: Kochanek zawiódł?

No i nie wiem co dalej.... W swoim życiu jestem w miejscu w którym przecież chciałam się znależć. Jestem po rozwodzie, w związku z mężczyzną z którym być chciałam. A jednak nie jestem szczęśliwa, niestety. Ale zacznę od początku.
Dawno mnie tu nie było więc uzupełnię informacje. Na początku roku rozwiodłam się. Dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że wyszłam z toksycznego związku, to była dobra decyzja. Za chiny nie wróciłabym do byłego męża. Weszłam w związek z mężczyzną, który pojawił się ok. 2 lat przed rozwodem. Powinna być sielanka, jednak niestety ja nadal choruję na mojego byłego męża. Ma On do mnie ogromny żal, że Nasze małżeństwo rozpadło się. Za każdym razem gdy się widzimy, rozmawiamy z oczu wylewa mu się żal, jest nim przepełniony. Jest ironiczny: szczerze to zazwyczaj nie wiem kiedy mówi poważnie, a kiedy żartuje. Osatnio zaprosił mnie na kawę, a gdy odpowiedziałam twierdząco zaczął się śmiać, jak ja mogłam pomyśleć że On chce ze mną na kawę pójść. Gdy nie ironizuje, to robi mi wyrzuty. Wraca do przeszłości, obwinia mnie, mówi jak bardzo jest przeze mnie nieszczęśliwy. Oczywiście działa to na mnie. Po każdej takiej rozmowie jestem rozbita. Mam wielkie wyrzuty sumienia, że podejmując niewłaściwe decyzje w swoim życiu okropnie krzywdziłam innych. Czuję na sobie winę za odebranie swojej córce pełnej, szczęśliwej rodziny. Nie umiem sobie z tymi wyrzutami poradzić. Chodzę otępiała, smutna... Oczywiście odbija się to na moim obecnym związku. Mój partner widzi co się dzieje. Tlumaczy, że obwinianie się nie ma sensu, czasu nie cofnę, że podejmowałam decyzje jakie podejmowałam, ważne żebym wyciągała wnioski i uczyła się na błędach. Z tym, że to i tak mnie nie podnosi na duchu. Nie wiem... To jest silniejsze ode mnie. Były mąż raczej nie robi tego świadomie, ale przerzuca odpowiedzialność za swoje życie, samopoczucie na mnie. Sam czyni raczej małe kroki ku temu by podnieść się z doła.. Woli raczej szukać winy u innych za swoje niepowodzenia i uciekać się do alkoholu lub uwieszania na kobietach. Potem ma do nich pretensje, że Go nie chcą, a On przecież taki dobry i u nich również wywołuje wyrzuty sumienia itp. Oprócz tego, że ex wpędza mnie w poczucie winy, to oczywiście martwię się o Niego. Martwię się, bo wiem że stracił pracę (w sumie na własne życzenie), a wiem że ma ogromne długi. To rozprzestrzenia się do tego stopnia, że nie odezwałam się słowem gdy nie przekazał mi i przywłaszczył sobie sporą sumę pieniędzy. Bardzo zależy mi na dobrych kontaktach, no i wiem że ma ciężką sytuację finansową. Jednak po wylaniu mi na głowę kubła zimnej wody poszłam do adwokata i ten wezwał Go do zapłaty. No a mnie jak nie trudno się domyślić zżera stres, bo mam wrażenie że to ja Jemu robię krzywdę. To wszystko dotarło do takiego punktu, że zaczynam źle się czuć w obecnym związku. Zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że mam kogoś, a On jest sam. Mój ex widzi, że próbujemy być szczęśliwi, a Jemu jakoś to nie wychodzi, przeze mnie, bo to ja Mu wszystko odebrałam. Zaczynam oddalać się od obecnego partnera. Zaczynają mnie drażnić Jego wady, szybko sie wkurzam na rzeczy, które jeszcze rok temu mi nie przeszkadzały. Czasem dochodzę do konkluzji, że pośpieszyłam się, że trzeba było złapać oddech po rozwodzie. Wyleczyć się z byłego męża. Bo w tej chwili wygląda to tak: wystarczy, że obecny partner powie coś co kojarzy mi się z byłym i wtedy ja wybucham złością. Poza tym, sporą część naszych rozmów zabiera temat mojego byłego męża. Czuję, że to jest nie tak. Co robić? Weźcie mnie jakoś poratujcie, bo zaczynam świrować. Jak nie Wy to kto... smile

277

Odp: Kochanek zawiódł?

Witaj Madowa.
Kiedyś już śledziłem Twój wątek, dzisiaj przeczytałem go po raz kolejny, tym razem cały. Nie wiem dlaczego mnie zainteresował. Może dlatego, że jesteśmy w podobnym wieku (jeżeli dobrze wydedukowałem), a Twoje życie jest przepełnione huśtawką nastrojów,o których istnieniu mogę sobie jedynie wyobrażać. Nieważne.
Na początku stałem po stronie/trzymałem kciuki za Twojego męża, bo przecież zdradziłaś. Zadziałała męska solidarność. Byłego męża przedstawiłaś jako chorobliwie zazdrosnego, ale kochającego i ciebie, i córkę, ułożonego mężczyznę.
Chorobliwa zazdrość? To jest twoja wymówka? Jeżeli coś ci w związku nie pasuje, to komunikuj o tym drugiej osobie, uderz pięścią w stół do cholery, a nie wskakujesz innemu do wyra! Boże, co za głupie babsko - tak sobie wtedy myślałem.
Czuję się oszukany, bo jak w książce- kibicowałem bohaterowi, który na końcu okazuje się totalną pomyłką, a czarny bohater okazuje się tym, który ma kręgosłup moralny. Pod koniec wyszło, że żyłaś z kłamcą i alkoholikiem. W sumie już wtedy nie czułem cienia sympatii do tego gościa, po jego numerach z prostytutką, ale i tak poczułem się oszukany. Oszukany przez Ciebie, bo wyszło, że byłaś naprawdę dobrą żoną, która się troszczyła i poświęcała rodzinie, a w pierwszych postach przedstawiłaś się jako "zagubiona księżniczka" egoistka.

Wnioski z lektury:
- Jesteś mądrą, ciepłą kobietą, której zbyt często wyłącza się mądrość, gdy empatia dochodzi do głosu.
- Jeżeli chcesz pomóc byłemu mężowi, to przestań mu matkować. Robi z siebie męczennika i tyle. Skrzywdziłaś go odchodząc, ale jeszcze bardziej skrzywdziłaś dając mu kolejne szanse. Nie kochałaś go, trzeba było uciąć to szybko.
- Nie miej wyrzutów sumienia. On dostał szansę na uratowanie rodziny, ale jej nie wykorzystał. Wielka miłość którą tak ochoczo deklarował, okazała się tylko pustymi słowami.
- Nie umiesz używać słowa "bynajmniej":P

Trzymaj się ciepło, pozytywne myślenie i będzie lepiej.

278

Odp: Kochanek zawiódł?

Cześć Madowa, czytałam cały Twój wątek z zapartym tchem co będzie dalej. Zacznę od tego, że w pełni rozumiem konsekwencje zbyt pochopnych decyzji (np. o małżeństwie i założeniu rodziny), rozumiem również poczucie winy, rozumiem próby ucieczki, rozumiem próby reanimacji. Nie rozumiem jednego : skoro już się skończyło, po co do tego wracasz ? Twój eks mąż to dorosły człowiek, nie przeżyjesz za niego życia !!! Zawaliłaś na pewnym etapie, ale przecież spróbowałaś i wiesz, że ten związek nie ma najmniejszego sensu. To prawda, że może zbyt wcześnie związałaś się z kimś nowym - bo widzisz tak jak kiedyś mieliście z mężem terapie indywidualne, po to żeby móc później z czystą kartą walczyć wspólnie tak i tu najpierw powinnaś oczyścić się  z emocji dopiero otwierać nowy rozdział.
Jest takie powiedzenie "Nie zaczniesz nowego rozdziału, jeżeli w kółko będziesz czytać poprzedni "
Trzymam kciuki

279 Ostatnio edytowany przez bullet (2016-09-26 14:27:47)

Odp: Kochanek zawiódł?

Z punktu widzenia faceta:
W tym co napisałaś wyczułem, że za swoje obecne niepowodzenia winisz ex-a.
Jak sama napisałaś podjęłaś decyzję, być może kolejną nieprzemyślaną, wdrożyłaś w życie swoje postanowienie. Jesteś dorosła i miałaś takie prawo ale pamiętaj, że on miał prawo się z tym nie zgadzać. Teraz trzeba wziąć na klatę. To co się dzieje nie jest winą ex małżonka lecz konsekwencją działań wynikających z relacji między Wami. Działań, a może bardziej zaniechań.
Odetnij się więc od niego, jemu też będzie łatwiej ... z czasem. Na początku będzie trudno. Sadzę, ze problem jest gdzie indziej, że to Ty nie chcesz tego, nie chcesz tracić go z horyzontu. Uważam, że własnie twój brak chęci odcięcia się od byłego męża dostrzega Twój obecny, czuje się jak piąte koło u wozu i ja się nie dziwię. Tak jak napisał/a KGB "Nie zaczniesz nowego rozdziału, jeżeli w kółko będziesz czytać poprzedni"
dla przypomnienia:

Weszłam w związek z mężczyzną, który pojawił się ok. 2 lat przed rozwodem.

Wcześniej zanim go poznałaś, tj. w listopadzie 2013 napisałaś tak

madowa napisał/a:

W skrócie... Jesteśmy razem od 8lat, w czym od 5 lat małżeństwem...  Mamy dziecko. Jednak czuję, że wypaliło się coś we mnie. Bardzo mi zależy na moim mężu, ale bardziej chodzi o przywiązanie emocjonalne niż o miłość. Mam do niego ogromny szacunek, wiem że on mnie kocha... jestem dla niego całym światem. Boję się cokolwiek zmieniać w naszym życiu. Nie chce być egoistką i tylko ze względu na swoją osobę burzyć naszą rodzinę. Jednak mam myśli co najmniej niepokojące... Zwracam uwagę na innych facetów, mąż już mnie nie pociąga seksualnie... Wiem, że póki jesteśmy małżeństwem to nie dopuszczę się zdrady, ale czuję się i tak podle bo same myśli to już zdrada emocjonalna. Jak wybrnąć z tej sytuacji

z naciskiem na zdanie pogrubione/podkreslone, gdyż poszło to w zupełnie inną stronę.
Utrzymując chorą relację przedłużacie ten stan.
Sadzę, że Ty nie chcesz się odciąć, w ten sposób niszczysz swój obecny związek.
Jeśli miałbym doradzić to powtórzę co napisałem we wstępie, że powinnaś zrobić wszystko by odciąć się od niego ... dać Wam szansę żyć spokojnie, a przede wszystkim zająć się swoimi sprawami bieżącymi i przestać oskarżać exa o wszelkie plagi w Twoim życiu.
Tylko czy Ty jesteś gotowa ?

280

Odp: Kochanek zawiódł?

Nie tak prosto uciąć kontakt. Mamy córkę, która sprawia, że na kontakt jesteśmy spisani minimum do czasu aż córka osiągnie wiek modzieńczy.
Moim marzeniem było, abyśmy potrafili utrzymać dobre relacje. Naprawdę się starałam.
Możecie mi nie wierzyć, ale obrywało mi się nieraz w policzek i chowając dumę do kieszeni nadstawiałam drugi,
w imię dobrej relacji. Twierdziłam, że po tym wszystkim co Mu zrobiłam należy mi się, trzeba zacisnąć zęby i znośić upokorzenia.
Nawet na moment nie wracałam do Jego przeszłości. Nie próbowałam odbić piłeczki by czuł się tak jak ja.
Zależało mi byśmy mogli spotkać się przy herbacie i pogadać chociaż jak znajomi.
Przecież znamy się tak długo. Chciałam żebyśmy umieli raz na jakiś czas zabrać wspólnie córkę do kina, albo parku.
Chyba naoglądałam się zbyt dużo filmów. I nie ma tu żadnych ukrytych intencji, typu 'chcę Go trzymać jako koło ratunkowe'.
Chciałam by wybaczył mi i umiał ze mną zwyczajnie zamienić słowo. Ogromnie mi zależało, by córka widziała w Nas zgodnych rodziców.
By czuła się dobrze w Naszym towarzystwie. Jednak z czasem dochodzę do wniosku, że moje marzenie nie jest do spełnienia.
Nie umiem sprawić by mi wybaczył. Przykre to wszystko. I chyba macie rację... To ja potrzebowałam tego kontaktu z Nim,
wbiłam sobie do głowy, że da się i będziemy wszyscy szczęśliwi. Może chodzi o odkupienie win;
o spkój duszy, który chyba osiągnę dopiero wtedy gdy zobaczę Go szczęśliwego; o uspokojenie sumienia.
Będzie mi ciężko się z tym pogodzić, puścić wolno wyobrażenie o naszej relacji.

bullet ciężko mi powiedzieć bym oskarżała ex o moje niepowodzenia. Raczej oskarżam Go o to, że nie dał Nam sznasy po rozwodzie na w końcu zdrowe relacje. Bardzo mnie to męczy. Nie byłam idealną żoną, ale nigdy nie chciałam byśmy byli wrogami. Nie umiem dać sobie z tym spokoju. Martwię się gdy wiem, że nie ma pracy, martwię się gdy zostawi Go kobieta, gdy zdrowie mu szwankuje. Powinnam się odciąć, ale to jest baaardzo ciężkie. Musiałabym udawać, że to olewam. I tak jak napisali KGB i mglisty chyba chciałabym za Niego pokierować życiem, bo nie umiem patrzeć jak ucieka Mu ono przez palce. Jak mama, dla której naturalne jest, że martwi się o swoje dziecko. Mam to w krwi, odpowiedzialność za Jego życie, samopoczucie. Tak się nauczyłam przez 10lat. Nadal nie umiem znaleźć antidotum na to uzależnienie.


mglisty napisał/a:

- Nie umiesz używać słowa "bynajmniej":P

Możliwe, przepraszam smile Doczytam i poprawię się.

281

Odp: Kochanek zawiódł?

Dobry wieczór.
Autorko, a co Twój BYŁY mąż ma Ci wybaczyć? Nie umiem zrozumieć, albo przeoczyłam coś... Jeśli możesz napisz raz jeszcze.

282 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2016-09-26 22:32:09)

Odp: Kochanek zawiódł?
bullet napisał/a:

dla przypomnienia:

Weszłam w związek z mężczyzną, który pojawił się ok. 2 lat przed rozwodem.

Wcześniej zanim go poznałaś, tj. w listopadzie 2013 napisałaś tak

madowa napisał/a:

W skrócie... Jesteśmy razem od 8lat, w czym od 5 lat małżeństwem...  Mamy dziecko. Jednak czuję, że wypaliło się coś we mnie. Bardzo mi zależy na moim mężu, ale bardziej chodzi o przywiązanie emocjonalne niż o miłość. Mam do niego ogromny szacunek, wiem że on mnie kocha... jestem dla niego całym światem. Boję się cokolwiek zmieniać w naszym życiu. Nie chce być egoistką i tylko ze względu na swoją osobę burzyć naszą rodzinę. Jednak mam myśli co najmniej niepokojące... Zwracam uwagę na innych facetów, mąż już mnie nie pociąga seksualnie... Wiem, że póki jesteśmy małżeństwem to nie dopuszczę się zdrady, ale czuję się i tak podle bo same myśli to już zdrada emocjonalna. Jak wybrnąć z tej sytuacji

z naciskiem na zdanie pogrubione/podkreslone, gdyż poszło to w zupełnie inną stronę.
Utrzymując chorą relację przedłużacie ten stan.

Madowa
przypomnę rownież Twój pierwszy post w niniejszym wątku ( z czerwca 2014) :

Madowa napisał/a:

Nie wiedziałam czy odświeżać wątek, czy założyć nowy.. dlatego podsyłam link http://www.netkobiety.pl/t61627.html

W grudniu poznałam na czacie faceta. Utrzymywaliśmy kontakt internetowy przez 1,5 m-ca. Opowiedziałam mu o swojej sytuacji, on pełnił rolę słuchacza, podtrzymywał mnie na duchu. Rozmawialiśmy często przez tel. Mąż nie wiedział o tej znajomości. Na pierwszym spotkaniu dopuściłam się zdrady. Było to jednak coś więcej niż seks. Tzn nie mówię tu o jakimkolwiek uczuciu, ale o chemii. W lutym mąż wyjechał zagranicę, a ja podjęłam decyzję o rozstaniu. Romans trwa nadal, jednak coś się wydarzyło. Kilka dni temu podejrzewałam, że mogę być w ciąży. Powiedziałam o tym kochankowi. On się w ogóle nie przejął. ....

Potem nastapiła cala karuzela zmian akcji, od zdrady męża podczas rozstania, do szarpaniny wewnętrzej z obu stron, wzajemej nieufności i oskarżeń.

W postach które później pisałaś, widać było Twoją głęboką przemianę w spojrzeniu na świat, na wasz problem, na swoje postępowanie i swoj udział w tym co Was dotyka.

Jednak, suma summarum fizycznie, to jesteś w tym samym punkcie co 2 lata mu.... sad

Obok Ciebie ten sam facet, natomiast mąż dalej szamoczący się krąży gdzieś dookoła Was.
Obraz jota w jotę ten sam co 2 lata temu.

Wiesz, trudno komukolwiek doradzać a tym bardziej oceniać Waszą historię, Twoje postępowanie, męża i kochanka skoro znamy ją opowieści tylko jednej ze stron.

Nie sugeruję, że jesteś nieszczera w swoich postach.
Jednak znamy ją tylko z Twoich odczuć, Twoich przemyśleń, Twoich obserwacji, Twoich ocen które zawsze będą subiektywne.

Faktem jest, że jesteś teraz z tym samym facetem z którym zdradzałaś męża 2 lata temu.
A to sugeruje, ze przez cały ten czas, gdy próbowaliście z mężem ratować rodzinę, ten facet ciągle gdzieś był obecny między Wami, choćby wirtualnie, może przez jakiś czas jedynie w Twoich wspomnieniach, ale jednak. Zatem jego obecność wpływała na Twoją relacje z jeszcze wtedy mężem.

Przychodzi mi na myśl taka sentencja :
" kończ Waść, wstydu oszczędź"

Nie ma sensu rozpatrywanie, utrzymywanie relacji z mężem skoro tak czy tak wszystko wróci do punktu wyjścia.

Wyrzuty sumienia, poszukiwanie usprawiedliwień, też niczego dobrego nie wniosą - "lepszy bolesny koniec, niż ból bez końca".

A tak na marginesie... - może lepiej byłoby przed wejściem w kolejny związek, oprócz wiedzy teoretycznej uzbroić się w umiejętność praktycznego jej zastosowania ? smile

283

Odp: Kochanek zawiódł?

Dla jasności, Madowa.
Ów ktoś, to ten sam, "były" kochanek, o  którym powiedziałaś mężowi przed rozwodem?
Bullet to sugeruje, komentując Twoje wznowienie wątku?

284

Odp: Kochanek zawiódł?

Autorko. Nawet jeśli masz wyrzuty sumienia, nawet jeśli faktycznie miałaś większy udział w rozpadzie małżeństwa, to nie Twoją rolą jest dbanie za wszelką cenę o dobrostan byłego męża. On sam musi zechciec być szczęśliwy. Choćbyś na rzęsach stanęła, a z jego strony nie będzie chęci naprawy Waszych relacji, nic nie zrobisz. Będziesz się spalać. Ucierpi na tym tylko Twój obecny związek. Na Twoim miejscu udalabym się do psychologa. To samo doradzalabym Twojemu eks mężowi. Widzę, że czujesz się winna, ale widzę też, że masz dużo dobrej woli. Dosyć już odpokutowywania. Twój były mąż jest dorosły, musi sam się sobą zająć.

285 Ostatnio edytowany przez bullet (2016-09-27 12:44:15)

Odp: Kochanek zawiódł?
Secondo1 napisał/a:

Faktem jest, że jesteś teraz z tym samym facetem z którym zdradzałaś męża 2 lata temu.
A to sugeruje, ze przez cały ten czas, gdy próbowaliście z mężem ratować rodzinę, ten facet ciągle gdzieś był obecny między Wami, choćby wirtualnie, może przez jakiś czas jedynie w Twoich wspomnieniach, ale jednak. Zatem jego obecność wpływała na Twoją relacje z jeszcze wtedy mężem.

o to to to ... właśnie.
Mąż tak naprawdę szansy nie dostał bo kochanek był obok.
Jak mawiał mędrzec "Miałaś babo tranzystorek, ostał Ci się spinek worek" - przykro mi ale weź na klatę to co się stało i odpuść ...
Z perspektywy faceta, byłem w podobnej sytuacji jak Twój ex ... ja zerwałem z moją bż kontakty całkowicie, kontakt wyłącznie w sprawie dzieci, żadnych spotkań, rozmów .... niczego

286

Odp: Kochanek zawiódł?

Autorko, śledzilem Twój wątek, polubiłem Cie nawet, bo posiadasz bardzo dużo samoświadomości odnośnie wydarzeń dziejących się w Twoim życiu,  ale na koniec tego wszystkiego co tu opisałas, napiszę  słowa które już raz w życiu wypowiedziałem - " Kiedyś zrozumiesz, że nie było warto, niszczyć tego co było dobre, w imię tego co się ładniej świeciło. Ale będzie już za późno, a Twoje czyny, będą odbijać się w oczach innych ludzi, do końca Twoich dni."

Niemniej mam nadzieję, że los pozwoli Ci być szczęśliwa, bo każdy ma do tego prawo.

287 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-09-28 12:18:09)

Odp: Kochanek zawiódł?

Jasne, dziewan, nie ma to jak projektować swoje marzenia na Autorkę.

"  Kiedyś zrozumiesz, że nie było warto, niszczyć tego co było dobre, w imię tego co się ładniej świeciło. Ale będzie już za późno, a Twoje czyny, będą odbijać się w oczach innych ludzi, do końca Twoich dni."" - daj spokój, Madowa to nie Twoja ex żona wink i naprawdę nie wszyscy ludzie żałują odejścia.

Masakra, że Ty ciągle nie możesz tego przeżyć i żyjesz tym, że ona kiedyś "zapłacze" nad tym. Będziesz tym żył i tak myślał sabotując swoje relacje, a ona będzie 100km przed Tobą, bo żyje kobita od dawna swoim życiem.

288

Odp: Kochanek zawiódł?
Elle88 napisał/a:

Jasne, dziewan, nie ma to jak projektować swoje marzenia na Autorkę.

"  Kiedyś zrozumiesz, że nie było warto, niszczyć tego co było dobre, w imię tego co się ładniej świeciło. Ale będzie już za późno, a Twoje czyny, będą odbijać się w oczach innych ludzi, do końca Twoich dni."" - daj spokój, Madowa to nie Twoja ex żona wink i naprawdę nie wszyscy ludzie żałują odejścia.

Masakra, że Ty ciągle nie możesz tego przeżyć i żyjesz tym, że ona kiedyś "zapłacze" nad tym. Będziesz tym żył i tak myślał sabotując swoje relacje, a ona będzie 100km przed Tobą, bo żyje kobita od dawna swoim życiem.

Śledzisz mnie czarownico wink ?
Ja tu piszę do Madowy, w sensie że trzeba to wszystko było kończyć wcześniej, jeśli już,  a nie ciągnąć tą szopke i przedłużac ból wszystkich do okoła. Tak z grubsza.
I jak zawsze, nie wykluczam że mogę się mylić smile
Tak Ellus, sabotuje relację pomiedzy Nami wink I domyślam się że Cię to uwiera big_smile

289

Odp: Kochanek zawiódł?

@dziewan, nie. Ty sypiesz jakimiś cytatami a la Bozia z nieba wink, co to mają niby "odwrócić bieg historii kiedyś" i ex żony wiarołomne i skruszone powracają na kolanach do ex mężów/ex partnerów, błagając o litość, a wtedy ci ex małżowie mówią z triumfem w głosie: "Już za późno! ha ha" , podskakują i strzygą kowbojkami o siebie w powietrzu, po czym odwracają się i odchodzą w stronę zachodzącego słońca, a wiarołomna zostaje zapłakana z twarzą w dłoniach i przez palce obserwuje jak ex ukochany odchodzi... ale potem zawsze dzowni budzik.

Ding ding! Ja go tylko wyłączam wink bo odpłynąłeś, jak zawsze zresztą.

290

Odp: Kochanek zawiódł?
Elle88 napisał/a:

@dziewan, nie. Ty sypiesz jakimiś cytatami a la Bozia z nieba wink, co to mają niby "odwrócić bieg historii kiedyś" i ex żony wiarołomne i skruszone powracają na kolanach do ex mężów/ex partnerów, błagając o litość, a wtedy ci ex małżowie mówią z triumfem w głosie: "Już za późno! ha ha" , podskakują i strzygą kowbojkami o siebie w powietrzu, po czym odwracają się i odchodzą w stronę zachodzącego słońca, a wiarołomna zostaje zapłakana z twarzą w dłoniach i przez palce obserwuje jak ex ukochany odchodzi... ale potem zawsze dzowni budzik.

Ding ding! Ja go tylko wyłączam wink bo odpłynąłeś, jak zawsze zresztą.

Ellus cytat jest mój, nie podoba się?  Trudno, ja tak mówię i nikomu podobac się nie musi wink
Wizualizacja nie powiem, całkiem fajna, życiowa zresztą też, bo i takie przypadki znam, ale kompletnie nie w moim stylu.
Ja nie lubię upokarzac ludzi. Autentycznie mam nadzieję że bz ułoży sobie życie i będzie można w spokoju wychować naszego syna. Im wiecej spokoju w jej życiu,  tym jednocześnie i w moim smile Ale dawaj, wymyśl coś jeszcze, lubie się z Tobą spierać big_smile

291

Odp: Kochanek zawiódł?
O'kruszynka napisał/a:

Autorko, a co Twój BYŁY mąż ma Ci wybaczyć? Nie umiem zrozumieć, albo przeoczyłam coś... Jeśli możesz napisz raz jeszcze.

Chcę, żeby mi wybaczył mnóstwo błędów, które popełniałam będąc Jego żoną; kłamstwa; brak komunikacji; romans; brak pożądania;
to, że nie umiałam Go pokochać; że nie miałam więcej zapasów energii do walki o małżeństwo; niech mi wybaczy,
że doprowadziłam Go do stanu w którym dla ratowania Nas robił rzeczy, które teraz widzi jako upokorzenia. Ma tyle żalu i bólu,
że wręcz chyba mogę stwierdzić, że mną gardzi. Bardzo potrzebuję Jego wybaczenia.

Nie umiem przewidzieć, co byłoby gdyby kochanek się nie pojawił.
Fakt jest taki, że gdybym kochała męża, żaden facet nie zachwiałby tą miłością. Stało się inaczej. Wiem, że popełniłam błąd
uciekając w romans. To była najprostrza i najgorsza droga. Dziś płacę za to wysoką cenę, tak jak napisał dziewan:
moje czyny odbijają się w oczach innych ludzi. I w oczach moich, sumienie nie pozwala mi spokojnie żyć. Chciałabym zrobić replay,
inaczej pokierować wydarzeniami. Póki podróże w czasie nie będą możliwe, muszę trzymać w rękach ten ciężar. Naważyłam piwa, muszę je pić.

Excop napisał/a:

Dla jasności, Madowa.
Ów ktoś, to ten sam, "były" kochanek, o  którym powiedziałaś mężowi przed rozwodem?
Bullet to sugeruje, komentując Twoje wznowienie wątku?

Tak, zgadza się. To ten sam mężczyzna. Gdy końcem maja tamtego roku wyprowadzałam się z córką do męża za granicę nie miałam kontaktu
z kochankiem. Zakończyłam go ok 1,5 mca wcześniej.
Z ogromnymi nadziejami wiązałam ten wyjazd. Wierzyłam, że przyniesie zmiany na lepsze. Inaczej nie zdecydowałabym się na rewolucję
w życiu swojej 7letniej córki. Musiała nie tylko zmienić miejsce zamieszkania, ale i szkołę. Musiała zmierzyć się z totalnie nowym środowiskiem, z obcym językiem. Ja zostawiłam w Pl dobrą, urzędową pracę. Jednak nie bałam się, czułam determinację, chciałam tej rewolucji, bo nadzieja była wielka.
Przez pierwszych kilka mcy mieszkało Nam się dobrze, co prawda córce bardzo ciężko przychodziło zaklimatyzowanie,
ale wspieraliśmy ją oboje. Mieszkało się dobrze, ale to było tak jakbym mieszkała z serdecznym przyjacielem.
Nie umiałam na siłę rozbudzić w sobie iskry, która była potrzebna. Nic nie tąpnęło. Czułam to i ja i mąż. Rozmawiałam z Nim o tym.
Paraliżowała mnie myśl, że nie umiem utrzymać tej rodziny, miałam do siebie wielki żal, który został do teraz.
To juz było Nasze trzecie rozstanie, ostateczne, najtrudniejsze. Zrobiłam rewolucję, którą po pół roku musiałam odkręcać.
Przyjazd do Pl na Boże Narodzenie miał być przyjazdem powrotnym moim i córki. I tak było, jednak czas przed wyjazdem
był okropny. Mąż groził samobójstwem, bałam się wychodzić z domu, zostawiać Go samego. Wyrzucał mi moją przeszłość, romans,
zaczął znów nadużywać alkoholu. To był bardzo ciężki okres. Chciałam Mu pomóc, ale jedyne co chciał przyjąć ode
mnie to: zmiana decyzji, wszystkim innym gardził. Dodatkowo przez przypadek natknęłam się na dokumenty z banku, dowiedziałam się,
że w roku 2014 (to był rok w którym ja mieszkałam w Pl, on za granicą, nie byliśmy razem) narobił zobowiązań na potężną sumę.
Po co? Nie mam pojęcia. W nic nie inwestował, a poza tym miał bardzo dobrze płatną pracę. Nic mi o tej sprawie nie powiedział.
Pamiętam jak bałam się, że nie uniesie tego wszystkiego. I tak już zostało - boję się tego do tej pory hmm
Postanowiliśmy, ze wigilię spędzimy razem. Tak, było. Po świętach, jeszcze w grudniu złożyłam pozew rozwodowy.
Z kochankiem w żaden sposób nie kontaktowaliśmy się przez kilka mscy. Zdarzało mi się myśleć o Nim, skłamałabym gdybym napisała, że tak nie było.
Ale to nie były myśli erotyczne, lub wzdychanie jaki On fajny, a mąż stary i nudny. Wystudziłam emocje z Nim związane.
Pod koniec listopada przyjechałam do Pl na 4 dni, miał imieniny. Napisałam życzenia. Wtedy też się spotkaliśmy. Nie widzieliśmy się
1,5 roku. Poszliśmy na herbatę, pogadaliśmy, potem każde rozeszło się w swoją stronę. Po ostatecznym powrocie
do Pl, zaprosił mnie na sylwestra, zgodziłam się. Nie, nie wylądowaliśmy w łóżku. W połowie stycznia znalazłam pracę za granicą (musiałam
zgromadzić zaplecze finansowe, mieszkając u męża wydałam oszczędności, a potem byłam z córką na Jego utrzymaniu). A. zaproponował,
że odwiezie mnie na miejsce (wyjechałam bez córki). Przed rozpocząciem pracy miałam 1 dzień wolny. Został, pomógł mi z rozpakowaniem,
urządzeniem się. Potem wrócił do domu. 29 stycznia był rozwód, po nim gdy musiałam wracać do pracy, A. znów zaproponował, że mnie odwiezie.
I tak jak ostatnio, miał się wyspać, zregenerować i wracać do domu. Z tym, że Jego odjazd przeciągał się z dnia na dzień.
Miejsca miałam dużo, więc miał gdzie spać. Po powrocie z pracy czekało na mnie posprzątane mieszkanie, ciepłe jedzenie,
miałam do kogo otworzyć buzię. A rozmawiało Nam się dobrze, mieliśmy dużo tematów do obgadania - tych lekkich, ale i też tych ciężkich.
Tak, po kilku dniach wylądowaliśmy w łóżku. Został ze mną do momentu, aż uznałam, że zarobiłam wystarczająco pieniędzy i mogę wracać
do kraju, do córki. On w tym czasie sprzedał dom, a gdy wróciliśmy do Pl wynajął blisko Nas mieszkanie. Poznałam Go z córką,
na początku mała buntowała się, nie chciała Go widywać. Nie naciskałam, nie widywali się przez kilka tygodni. Potem podjęliśmy
drugą próbę. Tym razem mała dała szansę A. Polubiła Go. Od sierpnia mieszkamy w trójkę.

dziewan, gdybym relację z mężem zakończyła wcześniej, bez realizowania pomysłów jak ją ratować, też miałabym dziś
wyrzuty sumienia, miałabym żal, że nie wykorzystałam każdej szansy.

Secondo1 napisał/a:

A tak na marginesie... - może lepiej byłoby przed wejściem w kolejny związek, oprócz wiedzy teoretycznej uzbroić się w umiejętność praktycznego jej zastosowania ? smile

No właśnie, chyba pochopnie pozwoliłam sobie na kolejny związek... A. jest zupełnym przeciwieństwem b. męża. Powinna być sielanka, czasami jest,
gdy mam lepsze dni, jednak często jestem przygnębiona, bo męczy mnie sumienie. Przeżywam każde niepowodzenie b. męża.
On za każdym razem mi o nich donosi, wini mnie, no a ja nie umiem być na to odporna. Potem A. musi wykonać sporą pracę, żeby jakoś podnieść
mnie na duchu i tak kręcimy się od jednego niepowodzenia bm do drugiego. Poza tym mam toksyczne nawyki, które przeniosłam z małżeństwa do obecnego związku, staram się z tym walczyć, pilnuję się, ale A. i tak musi mieć sporo cierpliwości gdy się zapomnę (choć nie powiem, jakiś postęp widzę).
Najbliższy okres będzie dla mnie trudny, ponieważ bm zobligował się podczas rozprawy, że będzie mi przekazywał rodzinne zagraniczne na naszą córkę -
w efekcie nie przekazał mi sporej sumy pieniędzy. Oczywiście ja bym to odpuściła, ale rodzice i obecny partner uważają, że
te pieniądze należą się dziecku i mam o nie walczyć. Mam z tym ogromny problem, bo to oznacza, że będę musiała wstąpić na drogę sądową.
Ja przeciwko bm. Nie dość, że wyrządziłam Mu tyle złego to jeszcze mam wezwać Go do sądu. Póki co poprosiłam adwokata, zeby wezwał Go do zapłaty
i mam cichą nadzieję, że odda mi te pieniądze. Nie wiem co będzie jak tego nie zrobi, na samą myśl boli mnie brzuch. Żeby mieć święty spokój
puściłabym tą sprawę płazem, ale wszyscy dookoła uważają, że to mój obowiązek walczyć o pieniądze, które należą się córce.
Wiem, że wydał tą kasę na swoje długi. Na początku mówił, że odda, teraz mówi że mam o tym zapomnieć, że jednak te pieniądze ma
i korzysta z nich gdy widuje się z córką. Nie chce Mu robić problemów, wiem, ze ma ich wystarczająco. Ne mam zielonego pojęcia jak się zachować w tej sytuacji.

292 Ostatnio edytowany przez Piotr74 (2016-09-29 04:28:15)

Odp: Kochanek zawiódł?

Witaj Madowa.
Widze, ze mimo tego, ze sporo juz przeszlas, to nadal nie wyciagasz wnioskow odpowiednich jak nalezy dbac o zwiazek.
Mialas taka nauczke i zero refleksji, jak nie popelniac w przyszlosci tych samych bledow.
Pamietasz, jak w ubieglym roku pisalem Ci, ze aby byla szansa na uratowanie waszego malzenstwa, to musisz zerwac kontakt z kochankiem? Pamietasz to?
Pamietasz jak sie obruszylas, ze nie zerwiesz tego kontaktu, a maz musi to zaakceptowac. Co z tego, ze pisalas wtedy, ze kontakt jest czysto kolezenski, ze brak sexu. Dla Twojego meza, to bylo ponizenie, bo nie wazne na jakiej stopie z tym czlowiekiem utrzymywalas kontakt, ale przez tego mezczyzne on mial przyprawione rogi. I final jest taki jaki jest. Kochanek jest teraz na miejscu meza, a Ty jakos nie jestes w tym nowym zwiazku zbyt szczesliwa jak piszesz. I teraz dlaczego uwazam, ze nie wyciagasz wnioskow. Przez brak definitywnego zerwania kontaktu z obecnym partnerem, nie udalo Ci sie uratowac Twojego malzenstwa, a teraz przez brak drastycznego okrojenia kontaktow z bylym mezem, rozwalasz swoj nowy zwiazek. Ile ten Twoj nowy facet wytrzyma rozwazan nad losem bylego meza. Jak myslisz jak on sie czuje, wtedy gdy Ty rozzalasz sie nad krzywda bylego meza? Ja bym dlugo nie wytrzymal z taka kobieta. Czego Ty tak na prawde chcesz. Do czego jest Ci potrzebne wybaczenie bylego meza? Po co Ci ono teraz? Zeby uciszyc wlasne sumienie? Mysle, ze nawet to Ci w tym nie pomoze.
Moja rada jest taka, jesli kochasz obecnego partnera i chcesz z nim budowac szczesliwy zwiazek, to ogranicz kontakty z bylym mezem do minimum. Przestan zyc jego zyciem i martwic sie jego problemami, inaczej to wszystko sie rozpadnie, tak jak Twoje malzenstwo.

293 Ostatnio edytowany przez bullet (2016-09-29 08:11:02)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

...Oczywiście ja bym to odpuściła....

robi się żenada ... gdybyś chciała to byś odpuściła, to można odkręcić w sadzie wystarczy ZAMIAST (po tym co mu zafundowałaś) POZYWAĆ BM O PIENIĄDZE, ZŁOŻYĆ ODPOWIEDNI POZEW, w którym sąd wyda inny wyrok, tym razem na rzecz b. męża. Ty wybierasz konfrontację .... i takie żenujące tłumaczenie

Madowa napisał/a:

... obecny partner uważają, że te pieniądze należą się dziecku i mam o nie walczyć.....

clou ...

Zaczyna to się przeradzać w tragedię a'la bezwolna Krotka. Wszystko jej każą, na wszystko naciskają ... a Ty taka biedna.
Bm i dziecko oboje - mają zniszczone życie, to co najcenniejsze czyli bezpieczeństwo, rodzinę, więc jeszcze zniszcz b.m finansowo. Najlepiej wsadź go do pudła bo tak chce kochanek i rodzina

a może w drugą stronę .. zaproponuj, by córka mieszka z b. mężem, on na pewno nie będzie wyciągał pieniędzy od Ciebie mimo, że dziecku by się należały....

Piotr74 napisał/a:

... I final jest taki jaki jest. Kochanek jest teraz na miejscu meza, a Ty jakos nie jestes w tym nowym zwiazku zbyt szczesliwa jak piszesz..

dokładnie Piotr ... więc dodam, może wulgarne ale wg mnie prawdziwe "stare przysłowie pszczół": koszmar rozwodnika zaczyna się wtedy gdy "obudzi się pewnego dnia i zauważy, ze syf ten sam ale ryje inne", a rycerz w zbroi nie taki idealny, zbroja wcale tak nie błyszczy jak się wydawało, do tego nie na białym koniu lecz jakimś wypłowiałym ....

294 Ostatnio edytowany przez Madowa (2016-09-29 08:38:09)

Odp: Kochanek zawiódł?
bullet napisał/a:
Madowa napisał/a:

...Oczywiście ja bym to odpuściła....

robi się żenada ... gdybyś chciała to byś odpuściła, to można odkręcić w sadzie wystarczy ZAMIAST (po tym co mu zafundowałaś) POZYWAĆ BM O PIENIĄDZE, ZŁOŻYĆ ODPOWIEDNI POZEW, w którym sąd wyda inny wyrok, tym razem na rzecz b. męża. Ty wybierasz konfrontację .... i takie żenujące tłumaczenie

Chodzi Ci o zmianę wyroku rozwodowego, czy o co? Pisz wprost. Jeśli tak, to nie ma takiej opcji. B. mąż ma ogromne długi.
Wyrok jest bez orzekania o winie. Nie dzieliliśmy majątku. Alimenty 500zł. Nie wychciewam od b. męża pieniędzy. Jestem samowystarczalna.
Uważasz, że to rodzinne mąż ma prawo zatrzymywać?

bullet napisał/a:
Madowa napisał/a:

... obecny partner uważają, że te pieniądze należą się dziecku i mam o nie walczyć.....

clou ... (tu chciałem się roześmiać ale się powstrzymam)
Zaczyna to się przeradzać w tragedię a'la bezwolna Krotka. Wszystko jej każą, na wszystko naciskają ... a Ty taka biedna.
Skoro tak to zaproponuj, by córka mieszka z b. mężem, on na pewno nie będzie wyciągał pieniędzy od Ciebie mimo, że dziecku by się należały.

bullet przeginasz. Nie znasz mojego b. męża. Pieniądze, które należą się dziecku przeznaczył na bankowe długi i drobne przyjemności.
On tych pieniędzy nie zarobił, co dawałoby Mu prawo do wydania ich, te pieniądze są z urzędu dla dziecka.
To tak jakbym dostała od męża alimenty i od razu pobiegła uregulować własne zobowiązania. Wiem na jaki cel je dostaję i tak
nimi dysponuję by dziecko miało z nich korzyść.

bullet napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

... I final jest taki jaki jest. Kochanek jest teraz na miejscu meza, a Ty jakos nie jestes w tym nowym zwiazku zbyt szczesliwa jak piszesz..

dokładnie Piotr ... więc dodam, może wulgarne ale wg mnie prawdziwe "stare przysłowie pszczół": koszmar rozwodnika zaczyna się wtedy gdy "obudzi się pewnego dnia i zauważy, ze syf ten sam ale ryje inne", a rycerz w zbroi nie taki idealny, zbroja wcale tak nie błyszczy jak się wydawało, do tego nie na białym koniu lecz jakimś wypłowiałym ....

Rycerz jest w porządku, pasuje do mnie, więc spokojnie. Moim problemem jest odcięcie się od byłego, co odbija się na obecnej relacji.
Od wczoraj definitywnie ucinam kontakt z b. mężem. Jak będzie chciał pogadać o swoim złym samopoczuciu lub
będzie chciał wylać na mnie swój żal, odeślę Go. Ile można w imię złych czynów dawać się mieszać z błotem.

295

Odp: Kochanek zawiódł?
Piotr74 napisał/a:

Witaj Madowa.
Widze, ze mimo tego, ze sporo juz przeszlas, to nadal nie wyciagasz wnioskow odpowiednich jak nalezy dbac o zwiazek.
Mialas taka nauczke i zero refleksji, jak nie popelniac w przyszlosci tych samych bledow.
Pamietasz, jak w ubieglym roku pisalem Ci, ze aby byla szansa na uratowanie waszego malzenstwa, to musisz zerwac kontakt z kochankiem? Pamietasz to?
Pamietasz jak sie obruszylas, ze nie zerwiesz tego kontaktu, a maz musi to zaakceptowac. Co z tego, ze pisalas wtedy, ze kontakt jest czysto kolezenski, ze brak sexu. Dla Twojego meza, to bylo ponizenie, bo nie wazne na jakiej stopie z tym czlowiekiem utrzymywalas kontakt, ale przez tego mezczyzne on mial przyprawione rogi. I final jest taki jaki jest. Kochanek jest teraz na miejscu meza, a Ty jakos nie jestes w tym nowym zwiazku zbyt szczesliwa jak piszesz. I teraz dlaczego uwazam, ze nie wyciagasz wnioskow. Przez brak definitywnego zerwania kontaktu z obecnym partnerem, nie udalo Ci sie uratowac Twojego malzenstwa, a teraz przez brak drastycznego okrojenia kontaktow z bylym mezem, rozwalasz swoj nowy zwiazek. Ile ten Twoj nowy facet wytrzyma rozwazan nad losem bylego meza. Jak myslisz jak on sie czuje, wtedy gdy Ty rozzalasz sie nad krzywda bylego meza? Ja bym dlugo nie wytrzymal z taka kobieta. Czego Ty tak na prawde chcesz. Do czego jest Ci potrzebne wybaczenie bylego meza? Po co Ci ono teraz? Zeby uciszyc wlasne sumienie? Mysle, ze nawet to Ci w tym nie pomoze.
Moja rada jest taka, jesli kochasz obecnego partnera i chcesz z nim budowac szczesliwy zwiazek, to ogranicz kontakty z bylym mezem do minimum. Przestan zyc jego zyciem i martwic sie jego problemami, inaczej to wszystko sie rozpadnie, tak jak Twoje malzenstwo.

Pamiętam wszystko co wyżej przytoczyłeś.. Sytuacja z b. mężem wymknęła mi się spod kontroli.
Wbiłam sobie do głowy, że uda mi się z Nim stworzyć fajną relację dla córki. Aby mała nie widziała w Nas żalu, tylko co prawda
rozwiedzionych, ale zgodnych rodziców. Zaczęłam obserwować, że odbija się to na moim obecnym związku. Dlatego też STOP.
Kończę z walką o dobre relacje. Myślę zrobiłam w tym kierunku bardzo dużo. Gdyby b. mąż również tego chciał, miał ku temu
wiele okazji byśmy zaczeli normalnie się porozumiewać. Widocznie jest w Nim zbyt dużo bólu i to Mu uniemożliwia. Ja odpuszczam,
skupię się na tym co ucierpiało, a na czym mi najbardziej zależy, na nowym związku i byciu szczęśliwą.

296

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

....Od wczoraj definitywnie ucinam kontakt z b. mężem.....

nareszcie

297

Odp: Kochanek zawiódł?

Chłopaki mówią tak a nie inaczej na podstawie swoich przeżyć. Zostali skrzywdzeni przez swoje żony, więc trudno im patrzeć na tę sytuację inaczej. Madowa, pisałam Ci już wyżej. Mąż jest dorosły, musi sam uporać się ze swoimi uczuciami. Nic i nikt nie jest w życiu na stałe. Nieważne z czyjej winy było rozstanie. Nie możesz do końca życia biczowac się, bo on nie chce i nie umie ułożyć sobie życia na nowo. Dobrze zrobisz, jeśli ograniczysz kontakt do niezbędnego minimum. Odnośnie pieniędzy na dziecko, to czy to nie jest tak, że on może pobierać ten dodatek tylko jeśli dziecko jest zameldowane w tamtym kraju i tam mieszka? Pieniądze oczywiście należą się dziecku, a nie na spłatę długów b. męża.

298

Odp: Kochanek zawiódł?
rezolutna napisał/a:

Chłopaki mówią tak a nie inaczej na podstawie swoich przeżyć. Zostali skrzywdzeni przez swoje żony, więc trudno im patrzeć na tę sytuację inaczej. Madowa, pisałam Ci już wyżej. Mąż jest dorosły, musi sam uporać się ze swoimi uczuciami. Nic i nikt nie jest w życiu na stałe. Nieważne z czyjej winy było rozstanie. Nie możesz do końca życia biczowac się, bo on nie chce i nie umie ułożyć sobie życia na nowo. Dobrze zrobisz, jeśli ograniczysz kontakt do niezbędnego minimum. Odnośnie pieniędzy na dziecko, to czy to nie jest tak, że on może pobierać ten dodatek tylko jeśli dziecko jest zameldowane w tamtym kraju i tam mieszka? Pieniądze oczywiście należą się dziecku, a nie na spłatę długów b. męża.

Wiem, że stanowisko zdradzonych mężczyzn może być subiektywne. To mi też dużo daje, bo czasem pomaga zrozumieć punkt widzenia
b. męża. Ale też nie zaprzecze, że czasami nie zgadzam się z którąś z opini i uważam, że za daleko popłynęli.
Odnośnie zagranicznego rodzinnego jest tak (tzn wiedza dotyczy kraju w którym mieszkaliśmy), że świadczenie należy się niezależnie czy dziecko jest zameldowane na terenie kraju czy nie. Mąż otrzymywał te pieniądze zanim przeprowadziłam się z córką do Niego, w trakcie wspólnego mieszkania, jak i po Naszej wyprowadzce. Tak więc osobie, która pracuje na podstawie umowy o pracę i posiada dziecko, przysługuje świadczenie rodzinne dla tego dziecka.
Dziękuję za Twój post. Właśnie tak zamierzam zrobić, odciąć się od b. męża. Do tej pory znosiłam wywiady na temat mojego życia, a potem wyśmiewanie mnie,
znosiłam chamstwo i złośliwość. Wiem, że będzie zaskoczony zmianą mojego zachowania i zapewne Jego żal się jeszcze powiększy, bo będzie to odczuwał tak jakbym miała Go w d.pie. Ale nie widzę innej drogi. Chcę żeby ułożył sobie życie, zeby kiedyś był szczęśliwy. Ale w żaden sposób nie pomogę Mu w tym, chyba że właśnie odcinając się od Niego.

299 Ostatnio edytowany przez bullet (2016-09-30 08:46:10)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

... tak zamierzam zrobić, odciąć się od b. męża. Do tej pory znosiłam wywiady na temat mojego życia, a potem wyśmiewanie mnie,
znosiłam chamstwo i złośliwość. Wiem, że będzie zaskoczony zmianą mojego zachowania i zapewne Jego żal się jeszcze powiększy, bo będzie to odczuwał tak jakbym miała Go w d.pie. Ale nie widzę innej drogi. Chcę żeby ułożył sobie życie, zeby kiedyś był szczęśliwy. Ale w żaden sposób nie pomogę Mu w tym, chyba że właśnie odcinając się od Niego.

oby to odcięcie się od bm nie było takie samo jak odcięcie się od kochanka i nie było kontaktu przy pierwszej okazji, pod byle pretekstem... itp.

300

Odp: Kochanek zawiódł?
bullet napisał/a:
Madowa napisał/a:

... tak zamierzam zrobić, odciąć się od b. męża. Do tej pory znosiłam wywiady na temat mojego życia, a potem wyśmiewanie mnie,
znosiłam chamstwo i złośliwość. Wiem, że będzie zaskoczony zmianą mojego zachowania i zapewne Jego żal się jeszcze powiększy, bo będzie to odczuwał tak jakbym miała Go w d.pie. Ale nie widzę innej drogi. Chcę żeby ułożył sobie życie, zeby kiedyś był szczęśliwy. Ale w żaden sposób nie pomogę Mu w tym, chyba że właśnie odcinając się od Niego.

oby to odcięcie się od bm nie było takie samo jak odcięcie się od kochanka i nie było kontaktu przy pierwszej okazji, pod byle pretekstem... itp.

Cos czuje, ze to tylko zyczenie autorki, a rzeczywistosc bedzie zupelnie inna.

301 Ostatnio edytowany przez bullet (2016-09-30 10:53:49)

Odp: Kochanek zawiódł?

Możesz odsądzać od czci i wiary ale ... powtórzę: mąż nie miał szansy gdyż kochanek cały czas był w odwodzie, co prawda rzadko ale jednak kołatał się w głowie, wiedziałaś, ze w razie "godziny W", możesz przecież zrobić woltę i "przypadkiem" go spotkać, zawsze był pretekst do kontaktu (imieniny, dzień świstaka itp) i taki znalazłaś. Potem już pojechałaś i tyle...

madowa napisał/a:

Pod koniec listopada przyjechałam do Pl na 4 dni, miał imieniny. Napisałam życzenia. Wtedy też się spotkaliśmy. Nie widzieliśmy się
1,5 roku. Poszliśmy na herbatę, pogadaliśmy, potem każde rozeszło się w swoją stronę. Po ostatecznym powrocie
do Pl, zaprosił mnie na sylwestra, zgodziłam się.

Posty [ 261 do 301 z 301 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochanek zawiódł?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026