O'kruszynka napisał/a:Autorko, a co Twój BYŁY mąż ma Ci wybaczyć? Nie umiem zrozumieć, albo przeoczyłam coś... Jeśli możesz napisz raz jeszcze.
Chcę, żeby mi wybaczył mnóstwo błędów, które popełniałam będąc Jego żoną; kłamstwa; brak komunikacji; romans; brak pożądania;
to, że nie umiałam Go pokochać; że nie miałam więcej zapasów energii do walki o małżeństwo; niech mi wybaczy,
że doprowadziłam Go do stanu w którym dla ratowania Nas robił rzeczy, które teraz widzi jako upokorzenia. Ma tyle żalu i bólu,
że wręcz chyba mogę stwierdzić, że mną gardzi. Bardzo potrzebuję Jego wybaczenia.
Nie umiem przewidzieć, co byłoby gdyby kochanek się nie pojawił.
Fakt jest taki, że gdybym kochała męża, żaden facet nie zachwiałby tą miłością. Stało się inaczej. Wiem, że popełniłam błąd
uciekając w romans. To była najprostrza i najgorsza droga. Dziś płacę za to wysoką cenę, tak jak napisał dziewan:
moje czyny odbijają się w oczach innych ludzi. I w oczach moich, sumienie nie pozwala mi spokojnie żyć. Chciałabym zrobić replay,
inaczej pokierować wydarzeniami. Póki podróże w czasie nie będą możliwe, muszę trzymać w rękach ten ciężar. Naważyłam piwa, muszę je pić.
Excop napisał/a:Dla jasności, Madowa.
Ów ktoś, to ten sam, "były" kochanek, o którym powiedziałaś mężowi przed rozwodem?
Bullet to sugeruje, komentując Twoje wznowienie wątku?
Tak, zgadza się. To ten sam mężczyzna. Gdy końcem maja tamtego roku wyprowadzałam się z córką do męża za granicę nie miałam kontaktu
z kochankiem. Zakończyłam go ok 1,5 mca wcześniej.
Z ogromnymi nadziejami wiązałam ten wyjazd. Wierzyłam, że przyniesie zmiany na lepsze. Inaczej nie zdecydowałabym się na rewolucję
w życiu swojej 7letniej córki. Musiała nie tylko zmienić miejsce zamieszkania, ale i szkołę. Musiała zmierzyć się z totalnie nowym środowiskiem, z obcym językiem. Ja zostawiłam w Pl dobrą, urzędową pracę. Jednak nie bałam się, czułam determinację, chciałam tej rewolucji, bo nadzieja była wielka.
Przez pierwszych kilka mcy mieszkało Nam się dobrze, co prawda córce bardzo ciężko przychodziło zaklimatyzowanie,
ale wspieraliśmy ją oboje. Mieszkało się dobrze, ale to było tak jakbym mieszkała z serdecznym przyjacielem.
Nie umiałam na siłę rozbudzić w sobie iskry, która była potrzebna. Nic nie tąpnęło. Czułam to i ja i mąż. Rozmawiałam z Nim o tym.
Paraliżowała mnie myśl, że nie umiem utrzymać tej rodziny, miałam do siebie wielki żal, który został do teraz.
To juz było Nasze trzecie rozstanie, ostateczne, najtrudniejsze. Zrobiłam rewolucję, którą po pół roku musiałam odkręcać.
Przyjazd do Pl na Boże Narodzenie miał być przyjazdem powrotnym moim i córki. I tak było, jednak czas przed wyjazdem
był okropny. Mąż groził samobójstwem, bałam się wychodzić z domu, zostawiać Go samego. Wyrzucał mi moją przeszłość, romans,
zaczął znów nadużywać alkoholu. To był bardzo ciężki okres. Chciałam Mu pomóc, ale jedyne co chciał przyjąć ode
mnie to: zmiana decyzji, wszystkim innym gardził. Dodatkowo przez przypadek natknęłam się na dokumenty z banku, dowiedziałam się,
że w roku 2014 (to był rok w którym ja mieszkałam w Pl, on za granicą, nie byliśmy razem) narobił zobowiązań na potężną sumę.
Po co? Nie mam pojęcia. W nic nie inwestował, a poza tym miał bardzo dobrze płatną pracę. Nic mi o tej sprawie nie powiedział.
Pamiętam jak bałam się, że nie uniesie tego wszystkiego. I tak już zostało - boję się tego do tej pory
Postanowiliśmy, ze wigilię spędzimy razem. Tak, było. Po świętach, jeszcze w grudniu złożyłam pozew rozwodowy.
Z kochankiem w żaden sposób nie kontaktowaliśmy się przez kilka mscy. Zdarzało mi się myśleć o Nim, skłamałabym gdybym napisała, że tak nie było.
Ale to nie były myśli erotyczne, lub wzdychanie jaki On fajny, a mąż stary i nudny. Wystudziłam emocje z Nim związane.
Pod koniec listopada przyjechałam do Pl na 4 dni, miał imieniny. Napisałam życzenia. Wtedy też się spotkaliśmy. Nie widzieliśmy się
1,5 roku. Poszliśmy na herbatę, pogadaliśmy, potem każde rozeszło się w swoją stronę. Po ostatecznym powrocie
do Pl, zaprosił mnie na sylwestra, zgodziłam się. Nie, nie wylądowaliśmy w łóżku. W połowie stycznia znalazłam pracę za granicą (musiałam
zgromadzić zaplecze finansowe, mieszkając u męża wydałam oszczędności, a potem byłam z córką na Jego utrzymaniu). A. zaproponował,
że odwiezie mnie na miejsce (wyjechałam bez córki). Przed rozpocząciem pracy miałam 1 dzień wolny. Został, pomógł mi z rozpakowaniem,
urządzeniem się. Potem wrócił do domu. 29 stycznia był rozwód, po nim gdy musiałam wracać do pracy, A. znów zaproponował, że mnie odwiezie.
I tak jak ostatnio, miał się wyspać, zregenerować i wracać do domu. Z tym, że Jego odjazd przeciągał się z dnia na dzień.
Miejsca miałam dużo, więc miał gdzie spać. Po powrocie z pracy czekało na mnie posprzątane mieszkanie, ciepłe jedzenie,
miałam do kogo otworzyć buzię. A rozmawiało Nam się dobrze, mieliśmy dużo tematów do obgadania - tych lekkich, ale i też tych ciężkich.
Tak, po kilku dniach wylądowaliśmy w łóżku. Został ze mną do momentu, aż uznałam, że zarobiłam wystarczająco pieniędzy i mogę wracać
do kraju, do córki. On w tym czasie sprzedał dom, a gdy wróciliśmy do Pl wynajął blisko Nas mieszkanie. Poznałam Go z córką,
na początku mała buntowała się, nie chciała Go widywać. Nie naciskałam, nie widywali się przez kilka tygodni. Potem podjęliśmy
drugą próbę. Tym razem mała dała szansę A. Polubiła Go. Od sierpnia mieszkamy w trójkę.
dziewan, gdybym relację z mężem zakończyła wcześniej, bez realizowania pomysłów jak ją ratować, też miałabym dziś
wyrzuty sumienia, miałabym żal, że nie wykorzystałam każdej szansy.
Secondo1 napisał/a:A tak na marginesie... - może lepiej byłoby przed wejściem w kolejny związek, oprócz wiedzy teoretycznej uzbroić się w umiejętność praktycznego jej zastosowania ? smile
No właśnie, chyba pochopnie pozwoliłam sobie na kolejny związek... A. jest zupełnym przeciwieństwem b. męża. Powinna być sielanka, czasami jest,
gdy mam lepsze dni, jednak często jestem przygnębiona, bo męczy mnie sumienie. Przeżywam każde niepowodzenie b. męża.
On za każdym razem mi o nich donosi, wini mnie, no a ja nie umiem być na to odporna. Potem A. musi wykonać sporą pracę, żeby jakoś podnieść
mnie na duchu i tak kręcimy się od jednego niepowodzenia bm do drugiego. Poza tym mam toksyczne nawyki, które przeniosłam z małżeństwa do obecnego związku, staram się z tym walczyć, pilnuję się, ale A. i tak musi mieć sporo cierpliwości gdy się zapomnę (choć nie powiem, jakiś postęp widzę).
Najbliższy okres będzie dla mnie trudny, ponieważ bm zobligował się podczas rozprawy, że będzie mi przekazywał rodzinne zagraniczne na naszą córkę -
w efekcie nie przekazał mi sporej sumy pieniędzy. Oczywiście ja bym to odpuściła, ale rodzice i obecny partner uważają, że
te pieniądze należą się dziecku i mam o nie walczyć. Mam z tym ogromny problem, bo to oznacza, że będę musiała wstąpić na drogę sądową.
Ja przeciwko bm. Nie dość, że wyrządziłam Mu tyle złego to jeszcze mam wezwać Go do sądu. Póki co poprosiłam adwokata, zeby wezwał Go do zapłaty
i mam cichą nadzieję, że odda mi te pieniądze. Nie wiem co będzie jak tego nie zrobi, na samą myśl boli mnie brzuch. Żeby mieć święty spokój
puściłabym tą sprawę płazem, ale wszyscy dookoła uważają, że to mój obowiązek walczyć o pieniądze, które należą się córce.
Wiem, że wydał tą kasę na swoje długi. Na początku mówił, że odda, teraz mówi że mam o tym zapomnieć, że jednak te pieniądze ma
i korzysta z nich gdy widuje się z córką. Nie chce Mu robić problemów, wiem, ze ma ich wystarczająco. Ne mam zielonego pojęcia jak się zachować w tej sytuacji.