netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstanie, nadzieja, żal...

9 odpowiedzi3 839 wyświetleńzałożony przez Konsti, 21.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie, nadzieja, żal...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: Rozstanie, nadzieja, żal...

Witam Was Kochani!
Piszę tutaj, ponieważ widzę, że nie jestem jedyną, która przeżywa dramat rozstania z chłopakiem.


Moja historia jest dosyć skomplikowana, ale postaram się opowiedzieć krótko, jak to było. Liczę na Wasze rady.

Ze swoim byłym chłopakiem byliśmy 14 miesięcy. To był mój pierwszy chłopak, ja dla niego zaś byłam drugą dziewczyną. Poznaliśmy się, kiedy kończył liceum, ja jestem rok młodsza. Od początku był bardzo pewny naszego związku, wyraźnie mu zależało, czułam, że traktuje mnie jako tą jedyną i ma wobec mnie poważne plany. Mimo, że jesteśmy młodzi byłam prawie pewna, że jeszcze rok/półtorej i się oświadczy. Owszem, kłóciliśmy się, ale zawsze te wszystkie problemy doprowadzały do umocnienia więzi. Kiedy poszedł na studia, widywaliśmy się raz na tydzień, raz na dwa tygodnie, ale to sprawiało, że jeszcze bardziej potrzebowaliśmy siebie nawzajem. Od początku sprawiał wrażenie człowieka porządnego i ODPOWIEDZIALNEGO, bardzo silnego. To nie była tylko moja opinia. Obydwoje jesteśmy bardzo wierzący i dogadywaliśmy się idealnie pod tym względem...niestety...

Gdy przyjechał, bo miał wolne, czułam, że coś jest nie tak..był dziwnie chłodny...zdystansowany...potem, jak już wrócił do miasta, gdzie studiuje, zadzwonił do mnie i powiedział, że...nie wie, czy chce ze mną być...nie wie, czy jestem tą jedyną...bardzo bolało, bo zawsze był pewny...nawet w kłótniach...bał się, żebym ja nie zerwała przypadkiem...wiedziałam, że mu zalezy na mnie jak nie wiem...jego słowa bolały, ale słyszałam, że on sam czuje sie bezradny....jakby już nie wiedział, czego chce. zerwalismy...ale zaraz po rozmowie wyslal mi smsy, że zaluje, ze to nie było z serca...zebym dala mu czas...itd.zgodzilam sie...
na drugi dzien bylam bardzo zdenerwowana, że tak mnie potraktowal. doszlam do wniosku, ze nie bede czekac, az łaskawie...napisze mi po tygodniu ze chce ze mna byc...albo nie chce..wieczorem do niego zadzwonilam...nie odebrał...wysłał mi na maila list, w którym napisał, jak bardzo zaluje decyzji...ze dzien beze mnie...to koszmar...ze zalezy mu na mnie...ogolnie co sie dalo...to napisal...zadzwonil potem i dlugo rozmawialismy...wiele sobie wytłumaczylismy...było idealnie...bardzo ta sytuacja otworzyła moje serce na niego...starał się przez cały tydzien...dzwonil...potem sie poklocilismy bo zaczelam czuc ze znowu zachowuje sie jak przed rozstaniem...no i tydzien po tamtym zerwaniu przyjechal do mnie z kwiatami...ale ogolnie znow zaczal mowic ze nie wie czego chce i w ogole...ja bardzo sie denerwowalam, krzyczałam, ale...po godzinie rozmowy...stwierdzil ze zalezy mu na mnie ze sie zmieni...i ogolnie...przekonywal mnie na kazdy mozliwy sposob zebym mu zaufala jeszcze raz ze mnie nie skrzywdzi ze nigdy nie czul zeby go ktos tak kochal jak ja...ze nigdy nie chcial mnie stracic ze....bede wspaniala zona narzeczona...zgodzilam sie i znow...poczulam ze to naprawde ten jedyny ze zalezy mi na nim...i było mi go bardzo szkoda, ze tak mnie musial prosic...bo widzialam jak bardzo mu na mnie zalezy....tydzien po tej sytuacji jechalismy z jego rodzina na 4 dni na wesele jego brata...dosc daleko od mojej miejscowosc...liczylam ze tam wykaze sie jak bardzo jestem dla niego wazna ze bedzie bardzo troszyczl opiekowal...itd. ogolnie juz pierwszego dnia sie poklocilismy...chodzilo o to ze mialam pretensje ze mnie zostawia sama...nie bede wchodzic w szczegoly ale kazdemu komu opowiadam stwierdza ze nieodpowiedzialnie sie zachowywal...gdy mu to powiedzialam stwierdzil ze ...za duzo wymagam i chce nie wiadomo czego od niego...byłam załamana...tydzien wczesniej...obiecywal ze bedzie sie opiekowal bedzie zabiegal...a teraz...ogolnie...na drugi dzien rano...mnie wycalowal...i przeprosil i powiedzial ze...przy mnie czuje sie najszczesliwszy...itd...
no a potem na weselu...znow chlod, obojetnosc, zostawianie samej...wiadomo ja tez mialam humory bo po tamtej sytuacji oczekiwalam ze bedzie bardziej o mnie zabiegal a tutaj bylo nawet gorzej niz wczesniej...jakby w ogole zapomnial...zawsze sie zarzekal ze nie pije wodki...bo to tylko po to zeby sie opic a na tym weselu...pił...potem...zrobil w stosunku do mnie bardzo okropna rzecz, SWIADOMIE...a nastepnie mnie zignorowal... sad bylam zalamana...bo nie wiedzialam co mu sie stalo...podeszlam w koncu do niego i powiedzialam, że nie moge byc z kim kto nie wie czego chce...na to stwiedzil ( a wypil dosc sporo) ze on juz wie...i ze przy mnie czuje sie jak na szpilkach...ze ja kocham sie w wyobrazeniu o nim....i ogolnie takie niemile slowa...
bylam w szkou...nie chcialam z nim zrywac...chcialam zeby sie ogarnal po prostu...wrocilam z jego bratem do siostr gdzie spalismy i na drugi dzien z rana odprowadzil mnie bez slowa na autobus...to była niedziela...miałam zostac razem z nimi do poniedzialku...mieli mnie odwiezc...puscil mnie samą z torbami bez sniadania itd. musialma jechac z przesiadką w Krakowie...sama...potem w ogole nie napisal do mnie czy dojechalam czy wszystko w porzadku...nikt sie nie odezwal....
napisalam do niego w srode na co odpisal ze koniec to koniec, tak mialo byc i lepiej bedzie jak sie przestaniemy kontaktowac...dzwonilam 20 razy... napisal ze i tak nie odbierze zebym nie dzwonila...potem napisalam do niego list...w ktroym nie wspominalam o tym ze sie zle zachowal ale napisalam ze go nie docenialam ze chcialam odbudować...i w ogole napisalam ze tesknie...eh...dziewczyny moze sie ponizylam...ale...:( coz...nie odpisal...to mu wyslalam z smsa, ze zycze mu aby go nikt nie potrakotwal tak okrutnie jak on mnie...na to on po kilku dniach odpisal mi na ten list...bardzo chlodno...ogolnie krytykujac nasz zwiazek...to co wzesniej we mnie docenial w liscie...skrytykowal...napisal ze wybacza mi to co sie zwiodl...ze przeprasza za to co mi sprawilo przykrosc...i ze to koniec i ze juz wiecej nie napisze...i zebym nie dramatyzowala...i ze taki jest mlodych ludzi...

Nie leze w lozku nie placze...ogolnie spotykam sie z ludzmi...ale...caly czas mam metlik w glowie...nie wiem....jakby go ktos podmienil...za dwa tygodnie spotkamy sie bo pracujemy w jednym miejscu...boje sie...czuje sie ponizona a od niego bije taki chlod...jakby to ja go skrzywdzilam...dla niego nasza relacja to teraz cos o czym trzeba zapomniec...cos niewanzego...wspomnienia...a jak bylismy razem...mowil ze to najpiekniejszy czas w jego zyciu...chcial wziac ze mna slub...itd...mowil jak pieknie bedzie jak ja pojde na studia...ze bedziemy codziennie razem...dziewczyny ja sie czulam kochana przez niego...czulam ze mu zalezy...ze swiata nie widzi...co sie mu stalo?

2

Odp: Rozstanie, nadzieja, żal...

Zakochałaś się w wyobrażeniach o nim = odczuwał ciągłe napięcie, próbował wiele zmienić. Nie dał rady.
Ty go nie chciałaś jaki jest, nie chciałaś takiego związku (ignorowania? wymuszania?).
Pewnie było tego o wiele więcej, ale uczepiłas się go za mocno.

3

Odp: Rozstanie, nadzieja, żal...

Czesc! Dziekuje za odpowiedz :-) To nie tak do końca. Do momentu pierwszego zerwania mi nic nie przeszkadzalo. Wiadomo były sprzeczki czesto obydwoje próbowaliśmy zmieniać sie na sile co teraz widze ale ogolnie bylo bardzo dobrze. Dopiero po tym jak naobiecywal i stwierdził ze musi byc bardziej odpowiedzialny i po tym jak dwa razy mi powiedzial ze nie wie czy chce ze mna byc to zaczęłam po cichu oczekiwać ze wlasnie na tym wyjeździe pokaże mi jak bardzo mu zalezy na mnie...bo ogolnie patrzac wstecz teraz to od jakiegoś krótkiego czasu sprawiał wrażenie jakby mu mniej zalezalo ale ja tego nie zauważyłam....dopiero potem sam sie krzyznal ze zawalił i zmienil sie na gorsze...(studia) ja w tym czasie starałam sie go doceniać i zaznaczalam ze mimo wszysyko mu ufam i tr sytuację umocniły nasza milosc. Mowilam tak bo ciagle bylo mu gkupio ze tak namieszal....przyznaje na tym wyjeździe mogl odczuc presję ale ...trzeba bylo porozmawiac spokojnie a nie do poludnia patrzyć na dziewczynę jak na 8 cud swiata a wieczorem pod wplywem alkoholu. Zrywac i potem... Zreszta napisalam mu w liście co widze zlego w swym zachowaniu ale to zbył...

4

Odp: Rozstanie, nadzieja, żal...

Dziwna sprawa, ale u mnie podobnie było.
Miał się starać, mówił, że zaniedbał mnie, że to się zmieni.
Ustaliliśmy wiele nowych rzeczy i miało się udać.
Tydzień jego starań był najpiękniejszym tygodniem w moim życiu.
Czułam się jak księżniczka, no ale po TYGODNIU odjebało mu całkowicie.
Jednego dnia kilka razy odwalało mu, ignorował mnie, tak jak Twój Ciebie, był zdystansowany,
to ja musiałam robić nie wiadomo co..A później obraził mnie mocnymi słowami.
A co najlepsze, to on powiedział, że zrywa.

Także sytuacja podobna.

Też nie wiem, co myśleć. Najlepsze jest to, że powiedział, że ja się w ogóle nie starałam, że to ja znowu jestem winna.
Obracał kota ogonem i chciał, bym to ja czuła się winna.

Pewnie ciężko Ci, tak samo jak i mi, ale czy ogarną się?

Nie spodziewałyśmy się takich reakcji Konsti...
Czas pokaże.

5

Odp: Rozstanie, nadzieja, żal...

jestem w podobnej sytuacji. facet z ktorym spotykam się prawie od roku, sam nie wie czego chce. raz jest kochany, a za kilka dni nowu jest oschły. Już mam dość takiej kołyski. wyszło kilka sytuacji które mnie bardzo zranily, chcialam odejśc, ale obecal, że to wszystko zmieni, że on się zmieni. teraz wiem, że to były tylko puste słowa. Jest mi ciężko z nim, ale jeszcze ciężej bez niego. Czuję się z tym źle. Czuję się źle sama ze sobą bo wychodzi to teraz w ten sposób, że ja nie mam szacunku do samej siebie. I powiem Wam szczerze, że dziś coś we mnie pękło. coś czego nie jestem w stanie opisać. Podjełam decyzję, że daje mu wolną rękę. niech sobie będzie w tym swoim zadufanym świecie. Mimo uczuć i tego wszystkiego dziewczyny warto pokażać, że my jesteśmy silne i bez nich też sobie świetnie damy radę smile) z czasem wszystko sie ułoży, a my będziemy silniejsze o kolejne doświadczenie !!! Głowa do góry, pierś do przodu i śmiało przez życie !!!!

6

Odp: Rozstanie, nadzieja, żal...

Myślałam, że tylko mój były tak się zachował...cóż szkoda życia na takie męczenie się. Jestem w stanie zaakceptować wady, złe przyzwyczajenia, ale jeśli chłopak nie jest pewien, czy chce być z dziewczyną, czy mu na niej zależy to dla mnie to jest zabijające...

Ja postanowiłam, że jak go spotkam, to dam mu w twarz. Mogłam to zrobić na weselu, ale... nie po to, żeby się zemścić, upokorzyć, ale żeby go czegoś nauczyć - kobiety się szanują, każdą.

7

Odp: Rozstanie, nadzieja, żal...

powiem Ci szczerze, ze bez sensu jest dawanie komus w twarz. ja na Twoim miejscu bym go po prostu zlala. w ten sposob pokazesz mu ze ciagle to przezywasz i i tym myslisz. po co dawac mu satysfakcje ? skoro on odszedl to jego sprawa. zachowuj sie normalnie tak jak zawsze, ale nie zwracaj uwagi na niego. wiem ze latwo sie mowi ale trzeba w koncu nabrac sily i odwagi do zycia.

8

Odp: Rozstanie, nadzieja, żal...

w sumie racja....bez sensu...wtedy na weselu mogłam teraz za późno...

9

Odp: Rozstanie, nadzieja, żal...

wiem ze prosto sie mowi, ale kazdy musi pamietac o szacunku do samego siebie. Ty sie z czasem pozbierasz, a on albo zrozumie albo Cie oleje. to sa faceci hmm nie mozna sie poddawac i trzeba isc do przodu smile

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie, nadzieja, żal...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026