netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kochanek zawiódł?

300 odpowiedzi80 662 wyświetleniazałożony przez Madowa, 22.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochanek zawiódł?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 301 ]

131

Odp: Kochanek zawiódł?
Excop napisał/a:

Popatrz, jak to się wszystko potoczyło.
Paradoksalnie, masz to, czego chciałaś.
Co prawda, nie "zrobiłaś pstryk palcem", ale skutek już jest.
Mąż już nie cierpi, jak powinien, a pogodził się z tym, że Was już nie ma, a wręcz (mam takie wrażenie), jest z tego zadowolony.
To powinno być dla Ciebie najważniejsze teraz, bo zmniejsza Twoje poczucie winy wobec niego.

Masz rację Excop, łatwiej mi będzie stanąć na nogi bez "opiekuna" widząc, że nie chce się mną opiekować. Gorzej byłoby gdyby "opiekun" nadal chciał się mną zajmować, a ja musiałabym izolować moje wewnętrzne dziecko od niego. Z jednej strony opiekował się nim przez 9 lat i ono tęskni za nim, z drugiej strony jednak jestem już świadoma że tylko i wyłącznie ja sama mogę się nim odpowiednio zająć.


Excop napisał/a:

Obawiasz się zerwania wszelkich więzi z jeszcze mężem. Skoro nigdy go nie kochałaś jako mężczyznę, po cóż Ci jakieś więzi?
Przecież tych "ojcowskich" tak naprawdę, nie utracisz, jeśli zachowacie do siebie szacunek.
Macie przecież dziecko, które i tak będzie Was łączyć, bo oboje je kochacie.

Jestem na etapie uświadamiania, że faktycznie typ więzi które do tej pory nas łączyły nie są mi potrzebne.
Mylisz się Excop. Jeśli już się rozwiedziemy to utracę te "ojcowskie", bo on zapewne się odetnie tak jak już raz to zrobił. Ja wtedy spanikowałam i wyciągnęłam rękę, mówiąc: powalczmy jeszcze o nas, pójdźmy na terapię. Z tą małą różnicą, że teraz gdy znów się odetnie będę rozumiała skąd bierze się moja obawa przed jego odejściem. Moje wewnętrzne dziecko będzie przerażone, że opiekun który się dotąd nim zajmował sobie idzie, ale tym razem to ja je pocieszę, wezmę na ręce i pokażę że ze mną może być dopiero fajnie smile


stokrotka1978 napisał/a:

Ale watek byl glownie o kochanku i Tobie,  męża skreslilas już dawno, to czego oczekujesz teraz?

Stokrotko wiele miałam punktów zwrotnych od momentu założenia wątku. Mogę śmiało powiedzieć, że osoba która go zakładała nie jest osobą która pisze tu i teraz. Ten kilkumiesięczny haj na którym byłam, bitwy stoczone z sobą samą, prawie że depresja, przed którą strach zmobilizował mnie do wczytania się w najmądrzejszy wątek na tym forum (Iceman`a), aż w końcu sięgnięcie po fachową literaturę powoli ściągnęły mi klapki z oczu. Rozpala się światło w umyśle, co prawda dopiero się tli, ale mam wrażenie że to będzie bardzo jasne światło smile
Dziś nie żałuję, tych dołów, harówki którą trzeba wykonać... warto.

132

Odp: Kochanek zawiódł?

Moje wewnętrzne dziecko będzie przerażone, że opiekun który się dotąd nim zajmował sobie idzie, ale tym razem to ja je pocieszę, wezmę na ręce i pokażę że ze mną może być dopiero fajnie smile

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

Podczytuję z partyzanta i jestem dumna big_smile

133

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Nie dorzuciłam tu jednego faktu. Nie wiem czy jest on ważny, mnie osobiście jako żony nie rozwalił na części pierwsze.. Co jest chyba dziwne.

Do sedna: mąż zdradził mnie ponad miesiąc temu. Kobieta po rozwodzie, z dzieckiem, poznana na gg. Wciąż utrzymują kontakt. Mówi, że będąc ze mną tego nie powtórzy.
.

trudno powiedzieć czy to była zdrada czy nie...
od roku odrzucałaś męża od siebie, potem miałaś romans, podejrzenie ciąży z kochankiem, w końcu kochanke okazał się być doo..kiem który pojechał sobie na saksy wtedy tak na 1/4 dalaś męzowi szansę ale dla niego to było za mało, więc zaczął szukać sobie kogoś na 100%.

Zresztą, mąż powiedział Ci o kochance.
Ty powiedziałaś mu o romansie kilkumiesięcznym, o kochanku, o podejrzeniu ciąży z kochankiem ?

Nawet nie wiesz, czy mąż nie załapał jakiegoś paskudztwa po kochanku - byłaś z nim bez zabezpieczenia, no chyba że mężem się zabezpieczałaś smile

Nie jesteś szczera z mężem, nie jesteś szczera sama ze sobą.
Znudził Ci się i tyle.
Teraz martwisz się o siebie.

Jak sama dasz sobie radę,
Czy nie natrafisz na kolejnego doo..ka który skorzysta i zostawi Ciebie z problemami.

Przed podjęciem ostatecznej decyzji, powstrzymuje Cię doświadczenie z kochankiem który zawiódł.
Jak w tytule który nadałaś swojemu wątkowi....

Mąż, to tylko druga gałąź.
Pewna, sprawdzona, ale obawiasz się że wyślizguje Ci się z rąk.
I przeraża Cię to, że nie masz dla niej alternatywy.
Równie pewnej i przewidywalnej.

Gdyby kochanek nie zawiódł... nie miałabyś wątpliwości jaką decyzję podjąć.

134 Ostatnio edytowany przez Madowa (2014-11-08 18:56:14)

Odp: Kochanek zawiódł?
Secondo1 napisał/a:

Zresztą, mąż powiedział Ci o kochance.
Ty powiedziałaś mu o romansie kilkumiesięcznym, o kochanku, o podejrzeniu ciąży z kochankiem ?

Po pierwsze mąż się przyznał dopiero gdy przycisnęłam go do ściany. To nie było jego dobrowolne wyznanie. Ale to nie ważne w sumie..
Po drugie: nie powiedziałam mu i nie powiem. Może wyłazi ze mnie egoizm ale muszę zadbać o dobro swoje i córki.

Przed chwilą dowiedziałam się, że mąż tydzień temu ponownie mnie zdradził, z tą samą kobietą (on nie wie, że ja wiem).
A twierdził, że podczas "próby" nie powtórzy tego.
Myślę, aby w poniedziałek złożyć dokumenty rozwodowe.
Nie widzę szans na ratunek.
On już nie chce ratować.. chce czegoś nowego. Dam mu swobodę. Czas zadbać o siebie.


Secondo1 napisał/a:

Mąż, to tylko druga gałąź.
Pewna, sprawdzona, ale obawiasz się, że wyślizguje Ci się z rąk.
I przeraża Cię to, że nie masz dla niej alternatywy.
Równie pewnej i przewidywalnej.

Bardzo skrótowe i powierzchowne ujęcie. Mój problem opisałam w kilku postach wyżej. Może nie czytałaś.


Secondo1 napisał/a:

Gdyby kochanek nie zawiódł... nie miałabyś wątpliwości jaką decyzję podjąć.

Z kochankiem wyjaśniliśmy sobie tamtą sytuację. Kontakt mamy cały czas. Jest dobrym kompanem do rozmów. Dlaczego miałabym z tego rezygnować.


PS: Elle czułam Twój oddech na plecach big_smile

135

Odp: Kochanek zawiódł?

Nie przyznalas si? do zdrady (bylas pierwsza,to Twoja zdrada rozlozyla malzenstywa) ?eby zadbac o siebie , oraz o corke ( ?). Czyli mierzysz w rozwod z winy meza ? smile

136

Odp: Kochanek zawiódł?

Nie, nie wystąpię o rozwód z jego winy. Nie chcę też rozwodu z winy mojej.

Nie rozumiesz? On w tej chwili jest w tym samym momencie w którym ja byłam mając romans.

Czym on się różni w tej chwili ode mnie?

Z resztą nie chcę tego rozpatrywać z tego poziomu.

Nie robię mu wyrzutów. Nawet nie powiedziałam, że wiem.

137 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-11-08 21:28:57)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Nie, nie wystąpię o rozwód z jego winy. Nie chcę też rozwodu z winy mojej.

Nie rozumiesz? On w tej chwili jest w tym samym momencie w którym ja byłam mając romans.

Czym on się różni w tej chwili ode mnie?

Z resztą nie chcę tego rozpatrywać z tego poziomu.

Nie robię mu wyrzutów. Nawet nie powiedziałam, że wiem.

Przepraszam za te podejrzenie.
Kiedy napisałaś, że nie powiedziałaś o swojej zdradzie ponieważ chcesz zadbać o sytuację swoją i córki podejrzewałam, że miałaś na mysli alimenty na siebie z powodu jego zdrady...
To byłaby perfidia.
Przepraszam że podejrzewała Cię o nią.

Masz zupełną rację pisząc, że on jest teraz w tym samym miejscu co Ty rok temu.
Ty jesteś o rok przed nim.

Czy nie zakładasz, że on może również przejść podobną ewolucję co Ty w czasie tego roku ?
Może warto z nim o tym porozmawiać, podzielić się Twoim doświadczeniem, przemyśleniami, podsunąc mu myśl która zakiełkuje w nim tak jak w Tobie ?

138

Odp: Kochanek zawiódł?
Secondo1 napisał/a:

Przepraszam za te podejrzenie.
Kiedy napisałaś, że nie powiedziałaś o swojej zdradzie ponieważ chcesz zadbać o sytuację swoją i córki podejrzewałam, że miałaś na mysli alimenty na siebie z powodu jego zdrady...
To byłaby perfidia.
Przepraszam że podejrzewała Cię o nią.

Spoko... Zgadzam się, to byłaby perfidia do kwadratu.

Secondo1 napisał/a:

Czy nie zakładasz, że on może również przejść podobną ewolucję co Ty w czasie tego roku ?
Może warto z nim o tym porozmawiać, podzielić się Twoim doświadczeniem, przemyśleniami, podsunąc mu myśl która zakiełkuje w nim tak jak w Tobie ?

Sęk w dotarciu do podświadomości.. mnie mój rozpieprz wewnętrzny zmobilizował do czytania fachowej literatury.
Jak maniak czytałam również to forum.
Poświęciłam mnóstwo czasu na autoanalizę (nadal poświęcam). Każde małe oświecenie napędza chęć dowiadywania się więcej i więcej.
Ale nie stałoby się to gdybym nie czuła, że coś jest ze mną nie halo, że musi być jakaś przyczyna mojego wewnętrznego rozpieprzu.

Podsunęłam mu rozwiązanie na tacy. Prosiłam aby czytał, jeśli nie książki to chociaż fora psychologiczne. Może kilka razy zajrzał w internet, parę tyg temu, tyle z jego chęci. W tej chwili bardziej ja rozumiem jego problem niż on sam. Co więcej, uważa, że wszystko z nim ok. Twierdzi, że jest mnóstwo osób takich jak on. Bo jest, oczywiście. Zakompleksionych, z niskim poczuciem wartości. I może znajdzie partnerkę, która będzie wypełniała jego braki, a on jej. Życzę mu z całego serca jak najlepiej. Boję się tylko, że za kilka lat sytuacja w jego życiu się powtórzy. A szkoda, bo to dobry człowiek i zasługuje na szczęście.

Nawet już nie zgadza się z wnioskami jakie wysnuł psycholog na wspólnie odbytej wizycie.

Moja wizja była następująca: ja robię swoją terapię, sama dla siebie. On robi swoją, również sam dla siebie.
Po terapii podejmujemy decyzję odnośnie naszego małżeństwa. Czyli na chwilę obecną jest jakiś cień szansy dla nas, bynajmniej ja go dostrzegam. Jednak on w tym momencie ten cień usunął ponieważ o terapii nie myśli.

Mam go o nią prosić?

Secondo uwierz, gdyby padło z jego ust: daj mi czas, muszę dojść ze sobą do ładu. Dałabym ile by zechciał. Jednak on czas ceni w drugą stronę. Uważa, że nasza indywidualna terapia może potrwać jeszcze np rok, i jego dylemat: co jeśli po niej i tak nie wrócimy do siebie?
Szkoda zaryzykować ten czas. Mogę tylko twardo nie spuszczać głowy i życzyć mu jak najlepiej.

139

Odp: Kochanek zawiódł?

piękna , myślałem że on jest twardy i oddał by wszystko za rodzinę . ale coś jest nie tak, on bardzo ucieka od czegoś, ...niestety to jego decyzja.
Powinnaś mu powiedzieć prawdę, dla siebie. \Nie ważne czy to dobre, albo złe, nie kalkuluj , bo i tak będziesz się obwiniać.
Dorosłość -to przyjmowanie też swoich złych decyzji, nie zarzucanie zła innym, ale branie na klatę tego co się źle zrobiło, ze świadomością to moja wina, nie innych(nie by się umartwiać, ale by wyciągnąć wnioski i iść dalej :)_) 
Pamiętaj Ty jesteś bardzo dobrym człowiekiem. 
Jedno-wewnętrznego dziecka już nie ma.Jesteś Ty tu i teraz.
Nie uciekaj w łatwy schemat wytłumaczeń.
Mówisz ,że to on jest winny, a to nie ucieczka od Twojej odpowiedzialności ?
Po co utrzymujesz kontakt z kochankiem?
Chcesz walczyć o rodzinę, czy szukasz wytłumaczenia dla siebie?
Wiem , że walczysz i dla mnie jest to prywatnie mistrzostwo świata.
BTW
Dlaczego osoby które kochamy nad życie tak szybko nam się nudzą? chleb powszedni jest taki nudny?

140

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

. Życzę mu z całego serca jak najlepiej. Boję się tylko, że za kilka lat sytuacja w jego życiu się powtórzy. A szkoda, bo to dobry człowiek i zasługuje na szczęście.

........ Jednak on w tym momencie ten cień usunął ponieważ o terapii nie myśli.

Mam go o nią prosić?

..... Mogę tylko twardo nie spuszczać głowy i życzyć mu jak najlepiej.

Może dla jego dobra warto spuścić na chwilę głowę i poprosić go ?
Jeżeli ceną miałoby być unikniecie przez niego bagna w ktore się pakuje...
Nie dla siebie, ale dla niego.

Prawdą jest, że możemy zmienić jedynie siebie, nie innych.
To oni sami muszą się zmienić.

Ty tą drogę  już przeszłaś, z czasem zauważy to.
Może to będzie dla niego bodziec do zmiany siebie.

141

Odp: Kochanek zawiódł?

Pytanie jest tak naprawdę jedno: Czy jest miłość..jakaś "resztka", coś chociaż się tli.. 'dogorywa', ale tli..

Tymczasem z całości wątku wynika coś zupełnie innego i upływający czas nie wywołał w autorce czegoś w rodzaju "ACHA! Przecież ja kocham tego faceta (męża), gdzie ja miałam głowę!?" Tylko wszystko jest brane 'na zimno', bez większych emocji.
Wypowiada się o nim Opiekun (coś jak Ojciec i to surowy -tak mi się kojarzy), co niespecjalnie pobudza namiętność.

Madowa, chciałabyś żeby on zawalczył jeszcze raz o was?
I przede wszystkim: Czy TY potrafisz sobie wyobrazić taki scenariusz, że on się "opamięta" i zawalczy, tylko czy Ty znów go nie wystawisz za jakiś czas?
You know what I mean.. wink
Jesteście 'inne planety'.

Myślę, że on teraz odreagowuje to wszystko co się wydarzyło.
cierpi mocno..Szkoda chłopa, zwłaszcza, że nic nie zrobił, poza tym, żeście niedopasowani -ale to sama przyznałaś na początku, a potem że z tej frustracji, że Cię traci zaczął pajacować.
Mimo wszystko, potrafisz sobie was razem wyobrazić po tych terapiach i wszystkim..Czy umiesz sobie wyobrazić, że go KOCHASZ tak jak kobieta mężczyznę?
To jest to pytanie..

142 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-09 12:37:18)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

Przepraszam za te podejrzenie.
Kiedy napisałaś, że nie powiedziałaś o swojej zdradzie ponieważ chcesz zadbać o sytuację swoją i córki podejrzewałam, że miałaś na mysli alimenty na siebie z powodu jego zdrady...
To byłaby perfidia.
Przepraszam że podejrzewała Cię o nią.

Spoko... Zgadzam się, to byłaby perfidia do kwadratu.

Secondo1 napisał/a:

Czy nie zakładasz, że on może również przejść podobną ewolucję co Ty w czasie tego roku ?
Może warto z nim o tym porozmawiać, podzielić się Twoim doświadczeniem, przemyśleniami, podsunąc mu myśl która zakiełkuje w nim tak jak w Tobie ?

Sęk w dotarciu do podświadomości.. mnie mój rozpieprz wewnętrzny zmobilizował do czytania fachowej literatury.
Jak maniak czytałam również to forum.
Poświęciłam mnóstwo czasu na autoanalizę (nadal poświęcam). Każde małe oświecenie napędza chęć dowiadywania się więcej i więcej.
Ale nie stałoby się to gdybym nie czuła, że coś jest ze mną nie halo, że musi być jakaś przyczyna mojego wewnętrznego rozpieprzu.

Podsunęłam mu rozwiązanie na tacy. Prosiłam aby czytał, jeśli nie książki to chociaż fora psychologiczne. Może kilka razy zajrzał w internet, parę tyg temu, tyle z jego chęci. W tej chwili bardziej ja rozumiem jego problem niż on sam. Co więcej, uważa, że wszystko z nim ok. Twierdzi, że jest mnóstwo osób takich jak on. Bo jest, oczywiście. Zakompleksionych, z niskim poczuciem wartości. I może znajdzie partnerkę, która będzie wypełniała jego braki, a on jej. Życzę mu z całego serca jak najlepiej. Boję się tylko, że za kilka lat sytuacja w jego życiu się powtórzy. A szkoda, bo to dobry człowiek i zasługuje na szczęście.

Nawet już nie zgadza się z wnioskami jakie wysnuł psycholog na wspólnie odbytej wizycie.

Moja wizja była następująca: ja robię swoją terapię, sama dla siebie. On robi swoją, również sam dla siebie.
Po terapii podejmujemy decyzję odnośnie naszego małżeństwa. Czyli na chwilę obecną jest jakiś cień szansy dla nas, bynajmniej ja go dostrzegam. Jednak on w tym momencie ten cień usunął ponieważ o terapii nie myśli.

Mam go o nią prosić?

Secondo uwierz, gdyby padło z jego ust: daj mi czas, muszę dojść ze sobą do ładu. Dałabym ile by zechciał. Jednak on czas ceni w drugą stronę. Uważa, że nasza indywidualna terapia może potrwać jeszcze np rok, i jego dylemat: co jeśli po niej i tak nie wrócimy do siebie?
Szkoda zaryzykować ten czas. Mogę tylko twardo nie spuszczać głowy i życzyć mu jak najlepiej.

W tym poście, Madowa, powiedziałaś, moim zdaniem, więcej prawd o Waszym nieudanym małżeństwie, niż przez cały wątek. I również o tym, że to już jest jego ostateczny koniec.
Owe podejmowane przez Ciebie próby "ratowania" związku, to w istocie ostatnia,według mnie, "transza" spłacanego przez Ciebie długu poczuciu winy za zmarnowanie czasu najpierw sobie, a potem dotychczasowego życia mężowi.
Bo przecież zrobiłaś wszystko, co w obecnych warunkach było możliwe, prawda?
Teraz mąż znów może stać się niejako współodpowiedzialnym za Twoje "zmarnowane", Twoim zdaniem, życie. Bo nie chce brać udziału w naprawie małżeństwa.
Na moje oko, ani Ty, ani psycholog, czy jego "samokształcenie" w psychologii małżeństwa niczego nie wskórają.
Bo co on miałby ratować?
Wie, że go nie kochasz, a odchodząc swego czasu od niego powiedziałaś, że tak naprawdę, to nigdy go nie kochałaś. Może nie powiedziałaś tego dosłownie, ale musiało tak to zabrzmieć.
Czy jego praca nad sobą i związkiem spowodują, że pokochasz męża?
Nie.
Tak jak Ty, tak i on zdaje sobie z tego sprawę.
A w małżeństwie bez miłości, opartym jedynie na wspólnym gospodarstwie i świadomości odpowiedzialności za Wasze dziecko widocznie tkwić nie chce.
Ostatnie zachowania męża chluby mu nie przynoszą.
Może to i zemsta z jego strony, ale teraz to i tak nie ma już znaczenia.
Ty również, wciąż w tajemnicy przed mężem, "kumplujesz się" z (byłym?) kochankiem i nie widzisz w tym nic zdrożnego.
Pozostaje więc rozwód i ustalenie zasad opieki nad dzieckiem.

Dobrze życzysz mężowi. On Tobie chyba też, więc lepiej szybko się rozwieść, niż odwlekać, co nieuniknione.
A następnie, stopniowo, na nowo układać sobie życie osobno.

I tego, aby  droga do nowego życia obojgu się udała należałoby Wam życzyć.

Pozdrawiam.

143

Odp: Kochanek zawiódł?

Macie rację... nie mogę teraz zrzucać winy na męża. To ja doprowadziłam do momentu w którym jemu już brakuje energii na podjęcie jakichkolwiek działań.

Jeśli chodzi o byłego kochanka jest zwykła sympatia między nami. Nigdy nie naciskał na rozwód, nic w tej kwestii się nie zmieniło. Jesteśmy wyłącznie dobrymi znajomymi. Ta relacja jest już czysta. Nie sypiamy ze sobą 5 miesięcy. On zaczął się od niedawna z kimś spotykać, życzę mu jak najlepiej.

Mąż w tej chwili złapał wiatr w żagle, poczuł się pożądany przez kobiety. Jest pewien siebie. Niech mu się wiedzie.
W niedziele planuje wyjazd do następnej koleżanki.. Prosiłam go aby przemyślał jeszcze raz decyzję, czego tak naprawdę chce.
Chce rozwodu.
Jadę w środę do sądu złożyć pozew. Chce to mieć już za sobą. Niech się skończy wreszcie ta obustronna męczarnia.
Nie rozpaczam, nie błagam go. Staram się trzymać emocje na wodzy. Jestem twarda. Uśmiecham się.
Mam z nim dobre stosunki. Niech tak zostanie. Mam tylko nadzieję, że po rozwodzie nie pożałuje swojej decyzji, bo wtedy już odwrotu nie będzie na pewno.

W życiu nie przypuszczałabym, że sytuacja się odwróci, że to ja będę jeszcze wyciągała rękę do niego, a on żąda rozwodu.

Elle, czy umiem sobie wyobrazić siebie z mężem w innych relacjach niż ojcowskich? Bardzo trudne pytanie. Nie umiem tak wybiec w przyszłość.
Hmmm... myślę, że dużo zależałoby również od niego. Aby on umiał się faktycznie zachowywać jak partner, a nie ojciec.
Tylko nie wiem czy nawet wtedy zaiskrzyłaby miłość do niego taka jak powinna być.
To jest niewiadoma.
Ale chciałam spróbować.
Myślę, że warto było dla rodziny skorzystać z tej ostatniej deski.
Nawet jeśli okazałoby się, że nic nie drgnęło, nie mielibyśmy nic sobie do zarzucenia. Bynajmniej mielibyśmy świadomość, że wykorzystaliśmy każdą możliwość.

I właśnie tak jak Excop napisał, mąż stracił wiarę, że istnieje możliwość, że go pokocham.

144

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Macie rację... nie mogę teraz zrzucać winy na męża. To ja doprowadziłam do momentu w którym jemu już brakuje energii na podjęcie jakichkolwiek działań.

Jeśli chodzi o byłego kochanka jest zwykła sympatia między nami. Nigdy nie naciskał na rozwód, nic w tej kwestii się nie zmieniło. Jesteśmy wyłącznie dobrymi znajomymi. Ta relacja jest już czysta. Nie sypiamy ze sobą 5 miesięcy. On zaczął się od niedawna z kimś spotykać, życzę mu jak najlepiej.

Mąż w tej chwili złapał wiatr w żagle, poczuł się pożądany przez kobiety. Jest pewien siebie. Niech mu się wiedzie.
W niedziele planuje wyjazd do następnej koleżanki.. Prosiłam go aby przemyślał jeszcze raz decyzję, czego tak naprawdę chce.
Chce rozwodu.
Jadę w środę do sądu złożyć pozew. Chce to mieć już za sobą. Niech się skończy wreszcie ta obustronna męczarnia.
Nie rozpaczam, nie błagam go. Staram się trzymać emocje na wodzy. Jestem twarda. Uśmiecham się.
Mam z nim dobre stosunki. Niech tak zostanie. Mam tylko nadzieję, że po rozwodzie nie pożałuje swojej decyzji, bo wtedy już odwrotu nie będzie na pewno.

W życiu nie przypuszczałabym, że sytuacja się odwróci, że to ja będę jeszcze wyciągała rękę do niego, a on żąda rozwodu.

Elle, czy umiem sobie wyobrazić siebie z mężem w innych relacjach niż ojcowskich? Bardzo trudne pytanie. Nie umiem tak wybiec w przyszłość.
Hmmm... myślę, że dużo zależałoby również od niego. Aby on umiał się faktycznie zachowywać jak partner, a nie ojciec.
Tylko nie wiem czy nawet wtedy zaiskrzyłaby miłość do niego taka jak powinna być.
To jest niewiadoma.
Ale chciałam spróbować.
Myślę, że warto było dla rodziny skorzystać z tej ostatniej deski.
Nawet jeśli okazałoby się, że nic nie drgnęło, nie mielibyśmy nic sobie do zarzucenia. Bynajmniej mielibyśmy świadomość, że wykorzystaliśmy każdą możliwość.

I właśnie tak jak Excop napisał, mąż stracił wiarę, że istnieje możliwość, że go pokocham.

Bardzo dobrze, że mąż chce rozwodu.
Jeśli on tego chce, oznacza to, że Twoja walka dobiegła końca.
Teraz będziesz musiała zająć się sobą.
To, czy mąż będzie żałował, że się z Tobą rozwiódł dowiedzie jedynie tego, że skoro nie skorzystał - jak to ujęłaś, z wyciągnietej do niego ręki, będzie sam sobie winien.

Pozostała jeszcze jedna rzecz.
Jak już wcześniej napisałem, w Twoim mniemaniu, zrobiłaś wszystko, aby dać Wam szansę powrotu do siebie.
Nie wspomniałem, przez delikatność o jeszcze jednej, bodaj najważniejszej kwestii tego hipotytecznego, nowego związku.
Ty także o tym nie mówiłaś.
Wprawdzie, teraz przestało to mieć znaczenie, ale jak, Twoim zdaniem, miałoby wyglądać na dłuższą metę Wasze współżycie seksualne?
Mając świadomość, że nie jestem, ani kochany, ani pożądany przez żonę, na miejscu Twojego męża czułbym się, jakbym Cię gwałcił, doprowadzając do zbliżenia.
Sądzę, że tak się czuł już wtedy, gdy doszło do tych kilku zbliżeń, o których pisałaś?

Przepraszam, bo to bardzo osobista i wciąż chyba bolesna sprawa, nawet, jak dla anonimowego forum.
Nie musisz odpowiadać, po prostu, chciałem wiedzieć, czy roztrząsałaś i tę kwestię.

Pozdrawiam serdecznie.

145 Ostatnio edytowany przez Madowa (2014-11-10 22:36:16)

Odp: Kochanek zawiódł?

Masakra jakaś...

Załamuje mnie ten chłop.. on myśli, że jak się trzymam, nie ryczę do poduszki to jestem zadowolona z takiego rozwoju wydarzeń.

A nie jestem!

Teraz to on się próbuje usprawiedliwić.. I co? Ja mam się mu tłumaczyć? Słuchaj ten uśmiech to maska, a w środku żal mi dupę ściska, że tak odpuściłeś.. Przecież mu tego nie powiem. Poprosiłam tylko, żeby nie komentował mojego zachowania.

Jeszcze przekonuje mnie żebym przed rodziną nie mówiła, że nie chciał skorzystać z terapii. Nawet mi to do głowy nie przyszło. Nikomu nie mam zamiaru wręcz mówić, że składam pozew.

Poza tym kwestia jego romansu do którego się przyznał. Myśli, że będę wywlekać sprawę w sądzie.

Zachowuje się tak jakby mnie nie znał. Zresztą... ja jego też nie poznaję. To nie ten sam gość, który jeszcze kilka mscy temu dałby się pokroić za nas.

Co do naszego pożycia fizycznego... Wyobrażałam sobie to tak, że dopóki nie zakończymy terapii indywidualnych nie będziemy doprowadzać do zbliżeń, nie będziemy też razem mieszkać. Bo masz rację Excop, nie pożądam go i mógłby się czuć fatalnie po stosunku. Dopiero po oficjalnym rozpoczęciu "nowego związku" próbowalibyśmy układać od początku każdą sferę życia.

Jednak plan legł.

Poryczałam dziś sobie troszkę po rozmowie z nim. Pomogło.

Teraz czas ogarnąć się i żyć własnym życiem.

Życzcie mi powodzenia.

pa

146

Odp: Kochanek zawiódł?

Trzymamy kciuki smile

Ja nie wierzę byście potrafili to odbudować nawet z pomocą terapeuty, bo brak pożądania wzmagał by tylko poczucie żalu i urazy.
Jeśli coś mogłoby z tego jeszcze kiedyś wyjść to za około 2 lata najwcześniej, kiedy oboje będziecie mieli konkretną ilość czasu na zmiany, które dziejąc się bez żadnego 'terminu' i presji będą znacznie wiarygodniejsze i trwalsze.
znikną też wszystkie negatywne emocje względem siebie.

Prawdopodobnie zniknie też ta resztka sentymentu, ale to jest wliczone w koszta.
Wtedy dopiero trzeźwym okiem oboje spojrzycie czy to wszystko miało rzeczywiście jakieś szanse czy nie. Dziś i za kilka m-cy byłoby na to za wcześnie, zbyt dużo złego się wydarzyło.

147 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-11 00:43:00)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Masakra jakaś...

Załamuje mnie ten chłop.. on myśli, że jak się trzymam, nie ryczę do poduszki to jestem zadowolona z takiego rozwoju wydarzeń.

A nie jestem!

Teraz to on się próbuje usprawiedliwić.. I co? Ja mam się mu tłumaczyć? Słuchaj ten uśmiech to maska, a w środku żal mi dupę ściska, że tak odpuściłeś.. Przecież mu tego nie powiem. Poprosiłam tylko, żeby nie komentował mojego zachowania.

Jeszcze przekonuje mnie żebym przed rodziną nie mówiła, że nie chciał skorzystać z terapii. Nawet mi to do głowy nie przyszło. Nikomu nie mam zamiaru wręcz mówić, że składam pozew.

Poza tym kwestia jego romansu do którego się przyznał. Myśli, że będę wywlekać sprawę w sądzie.

Zachowuje się tak jakby mnie nie znał. Zresztą... ja jego też nie poznaję. To nie ten sam gość, który jeszcze kilka mscy temu dałby się pokroić za nas.

Co do naszego pożycia fizycznego... Wyobrażałam sobie to tak, że dopóki nie zakończymy terapii indywidualnych nie będziemy doprowadzać do zbliżeń, nie będziemy też razem mieszkać. Bo masz rację Excop, nie pożądam go i mógłby się czuć fatalnie po stosunku. Dopiero po oficjalnym rozpoczęciu "nowego związku" próbowalibyśmy układać od początku każdą sferę życia.

Jednak plan legł.

Poryczałam dziś sobie troszkę po rozmowie z nim. Pomogło.

Teraz czas ogarnąć się i żyć własnym życiem.

Życzcie mi powodzenia.

pa

Madowa, wrócę jeszcze do postawy Twojego męża.
Rozmawialiście, co daje mu ten romans oprócz świadomości, że jednak jest wart pożądania przez kobiety?
Dlaczego to robi?
Sprawdza się jako "prawdziwy mężczyzna"?
Bo nie wierzę, że tak szybko wyleczył się z miłości do Ciebie.
Nie jest czasem tak, że ma on swoje zasady i gdy "sprawdzając się" , zdecydował się Cię zdradzić uznał, że musicie się rozejść, bo jest wobec Ciebie nie w porządku?

Pytam, bo przyszedł mi do głowy iście "szatański" plan powrotu do koncepcji nowych Was.

Aż się boję o tym mówić, ale nuż to jakiś pomysł?

Jesteście kwita.
Mąż jednak jeszcze o tym nie wie, podobnie, jak nie wie, że  szczerze chcesz powrotu do niego.
Nie ufacie sobie w kwestii zachowania w tajemnicy Waszych zdrad.
Mąż zapewne domyśla się, że nie kochając go, a sypiając z nim, "odrabiałaś "pańszczyznę", zaś pożądaniem obdarzałaś kogo innego. 
Może warto, byś oczyściła Waszą sytuację do końca i powiedziała mężowi o swoim zakończonym już romansie?
Może to, wiedza, a nie domysły pozwolą mężowi uwierzyć, że zależy Ci na nim, mimo, że go nie kochasz tak, jak na to zasługuje. Może wówczas weźmie pod uwagę potrzebę podjęcia walki o Waszą rodzinę.
Bo przecież nikt o tzw. zdrowych zmysłach, tuż przed złożeniem pozwu o rozwód nie przyznałby się do zdrady, mając już "w garści" partnera z tej samej przyczyny.
I pozbawiał się w ten sposób potencjalnej przewagi przed sądem.

To ogromnie ryzykowne, przyznaję,  ale czy pozbawione sensu?

148

Odp: Kochanek zawiódł?

To mi teraz dałeś temat do przemyśleń...

149

Odp: Kochanek zawiódł?

Powiedziałam mu. Przyznałam się. Zaznaczyłam, że mówię mu dlatego, by spojrzał na swoją zdradę z innej strony, że jeśli rozstaje się ze mną, ponieważ uważa, że nie jest mnie wart to właśnie rzucam na sytuację inne światło. Powiedziałam, że dla mnie to ostatnia deska ratunku.

Stwierdził, że moje wyznanie nic nie zmieni. Chce się rozstać i to jak najszybciej. Wręcz poczuł niechęć do mnie.

Trudno. Próbowałam już chyba wszystkiego.

Jest mi okropnie ciężko.

Ale walczę żeby nie popaść w dół.

Przecież nowe życie na mnie czeka.

150

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Powiedziałam mu. Przyznałam się. Zaznaczyłam, że mówię mu dlatego, by spojrzał na swoją zdradę z innej strony, że jeśli rozstaje się ze mną, ponieważ uważa, że nie jest mnie wart to właśnie rzucam na sytuację inne światło. Powiedziałam, że dla mnie to ostatnia deska ratunku.

Stwierdził, że moje wyznanie nic nie zmieni. Chce się rozstać i to jak najszybciej. Wręcz poczuł niechęć do mnie.

Trudno. Próbowałam już chyba wszystkiego.

Jest mi okropnie ciężko.

Ale walczę żeby nie popaść w dół.

Przecież nowe życie na mnie czeka.

Spokojnie, Madowa.
Nie udało się. Trudno.
Jednak:

Uwolniłaś się od ciężaru złej tajemnicy i w tej chwili ten ciężar "usiadł na mężu" - to raz.

Teraz wiesz, że zrobiłaś już naprawdę wszystko, by uratować małżeństwo
- to dwa.

Mąż teraz musi "strawić" Twoje wyznanie.
Najpierw przyjąć na głowę tę "cegłę", o której wspominałaś jakiś czas temu.
Potem przemyśli, dlaczego to zrobiłaś.
Myślę, że dojdzie do wniosków, które zakładałem, proponując Ci to.
Jeśli, mimo to, będzie obstawał za rozwodem, jestem przekonany, że to doceni.

Jeśli nie, to przestanę podzielać Twoje zdanie, że to dobry człowiek.

Pozdrawiam.

151 Ostatnio edytowany przez starr (2014-11-11 17:40:10)

Odp: Kochanek zawiódł?

Madowa, Excop, wierzycie w przeznaczenie?

Poniższy tekst napisałem wczoraj. Nie mogłem go wysłać, bo do teraz wyskakiwał mi komunikat, że przerwa techniczna. Co śmieszniejsze na innych watkach jednak dawało się. Zapisałem w notatniku:

Excop napisał/a:

(...)
Jesteście kwita.
Mąż jednak jeszcze o tym nie wie, podobnie, jak nie wie, że  szczerze chcesz powrotu do niego.
Nie ufacie sobie w kwestii zachowania w tajemnicy Waszych zdrad.
Mąż zapewne domyśla się, że nie kochając go, a sypiając z nim, "odrabiałaś "pańszczyznę", zaś pożądaniem obdarzałaś kogo innego. 
Może warto, byś oczyściła Waszą sytuację do końca i powiedziała mężowi o swoim zakończonym już romansie?
Może to, wiedza, a nie domysły pozwolą mężowi uwierzyć, że zależy Ci na nim, mimo, że go nie kochasz tak, jak na to zasługuje. Może wówczas weźmie pod uwagę potrzebę podjęcia walki o Waszą rodzinę.
Bo przecież nikt o tzw. zdrowych zmysłach, tuż przed złożeniem pozwu o rozwód nie przyznałby się do zdrady, mając już "w garści" partnera z tej samej przyczyny.
I pozbawiał się w ten sposób potencjalnej przewagi przed sądem.

To ogromnie ryzykowne, przyznaję,  ale czy pozbawione sensu?

Według mnie to się nie uda z przynajmniej dwóch powodów.
Pierwszy - Madowa nie zakończyła romansu, tylko przeszło to, zapewne chwilowo, na inna płaszczyznę:

Madowa napisał/a:

Z kochankiem wyjaśniliśmy sobie tamtą sytuację. Kontakt mamy cały czas. Jest dobrym kompanem do rozmów. Dlaczego miałabym z tego rezygnować.

Czyli jest cały czas obecny w JEJ GŁOWIE - nie ma szczerości w tej chęci powrotu.
Drugi - sama autorka napisała, dlaczego nie powie JM o romansie:

Madowa napisał/a:

Po drugie: nie powiedziałam mu i nie powiem. Może wyłazi ze mnie egoizm ale muszę zadbać o dobro swoje i córki.

Jest jeszcze trzeci, ale to tylko moja dywagacja na podstawie słów Madowej:

Madowa napisał/a:

Po pierwsze mąż się przyznał dopiero gdy przycisnęłam go do ściany. To nie było jego dobrowolne wyznanie. Ale to nie ważne w sumie..

JM głupi zapewne nie jest, więc zmysł analityczny podpowiedział mu, że gdy po przyznaniu się do zdrady zamiast spodziewanych emocji zobaczył u Autorki totalny poker face, że jest co najwyżej u niej na drugim miejscu... Pewnie dlatego odpuścił sobie terapie i wszystko, co się wiąże z Autorką...

152 Ostatnio edytowany przez Madowa (2014-11-11 23:04:33)

Odp: Kochanek zawiódł?

Starr rzeczywiście to dziwny zbieg okoliczności z tą przerwą techniczną...

Teraz już nie ma co dywagować.

Jutro z samego rana jadę do sądu.

W tej chwili wypieram wszystko co z nim związane. Robię wszystko żeby tylko nie myśleć o sytuacji i nawet w jakiejś części mi się udaje.

Będę Was pewnie jeszcze nie raz zamęczać swoimi postami... ale cóż... dobrze mi tu smile

Spannowany, Excop mieliście rację z przyznaniem się do zdrady. To był dobry pomysł, jest mi jakoś lżej. Dzięki.

153

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Starr rzeczywiście to dziwny zbieg okoliczności z tą przerwą techniczną...

Teraz już nie ma co dywagować.

Jutro z samego rana jadę do sądu.

W tej chwili wypieram wszystko co z nim związane. Robię wszystko żeby tylko nie myśleć o sytuacji i nawet w jakiejś części mi się udaje.

Będę Was pewnie jeszcze nie raz zamęczać swoimi postami... ale cóż... dobrze mi tu smile

Spannowany, Excop mieliście rację z przyznaniem się do zdrady. To był dobry pomysł, jest mi jakoś lżej. Dzięki.

Przykro mi. W sumie niczego innego, na razie, nie należało się spodziewać. Jestem z natury optymistą i sądzę, że to jeszcze nie koniec, mimo złożenia pozwu.
Cieszą się, że lepiej się poczułaś po wyznaniu, Madowa.
Powodzenia życzę Wam obojgu.

Pozdrawiam

154

Odp: Kochanek zawiódł?

Piękna,
jestem bardzo dumny z Twojej odwagi.

155

Odp: Kochanek zawiódł?
spanowany napisał/a:

Piękna,
jestem bardzo dumny z Twojej odwagi.

Ludziska, dostarczacie mi tyle pozytywnej energii big_smile

Mam dziś urodziny. Dostrzegam, że mam wokół siebie mnóstwo ludzi, którzy mnie po prostu, zwyczajnie darzą sympatią.
Więc dlaczego miałabym sama siebie nie lubić?  smile

Wchodząc dziś do mojego biura poryczałam się. Ekipa z działu ustroiła moje biurko balonami, kwiaty w wazonie, jakieś drobne upominki... oczywiście odśpiewane sto lat. Strasznie się wzruszyłam... Wieczór też już zaplanowany przez przyjaciółki.

Czuję, że mam w sobie pokład jakiejś niewiadomej mocy, która mnie pcha do przodu.

O mężu staram się jak najmniej myśleć. Czas iść do przodu.

156

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:
spanowany napisał/a:

Piękna,
jestem bardzo dumny z Twojej odwagi.

Ludziska, dostarczacie mi tyle pozytywnej energii big_smile

Mam dziś urodziny. Dostrzegam, że mam wokół siebie mnóstwo ludzi, którzy mnie po prostu, zwyczajnie darzą sympatią.
Więc dlaczego miałabym sama siebie nie lubić?  smile

Wchodząc dziś do mojego biura poryczałam się. Ekipa z działu ustroiła moje biurko balonami, kwiaty w wazonie, jakieś drobne upominki... oczywiście odśpiewane sto lat. Strasznie się wzruszyłam... Wieczór też już zaplanowany przez przyjaciółki.

Czuję, że mam w sobie pokład jakiejś niewiadomej mocy, która mnie pcha do przodu.

O mężu staram się jak najmniej myśleć. Czas iść do przodu.

Tak, jak mówiłem, teraz czas skupić się na sobie.
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Madowa!
Staraj się być szczęśliwa, mimo wszystko.


Pozdrawiam

157

Odp: Kochanek zawiódł?

Życzę uważnych oczu,
które dostrzegą drobne sprawy dnia codziennego.
Życzę takich rąk,
które nie będą się zastanawiać czy komuś pomóc.
Życzę ci spotkań z takimi ludźmi,
którzy cię będą kochać.
Którzy w chwilach trudnych dodadzą ci odwagi,
którzy cię pocieszą, gdy przyjdzie dla ciebie godzina smutku...

158

Odp: Kochanek zawiódł?

Dziękuję bardzo!

Dodam tylko, że mąż wczoraj trzy razy składał mi życzenia. Pierwej przez sms, dosłownie kilka minut po północy, później telefonicznie a wieczorem jeszcze na skype. Opowiadał coś, że nie mógł spać w nocy, bo serce go kuło. O jej... bidula. Żonka ino mogła poradzić żeby się nie stresował, bo to nie zdrowo przecie tongue

Nie dam się tej manipulacji, aż mnie dziw bierze że jestem taka silna smile

Ps: spanowany kiedy się doczekam maila, he?  big_smile

159 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-14 13:58:52)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Dziękuję bardzo!

Dodam tylko, że mąż wczoraj trzy razy składał mi życzenia. Pierwej przez sms, dosłownie kilka minut po północy, później telefonicznie a wieczorem jeszcze na skype. Opowiadał coś, że nie mógł spać w nocy, bo serce go kuło. O jej... bidula. Żonka ino mogła poradzić żeby się nie stresował, bo to nie zdrowo przecie tongue

Nie dam się tej manipulacji, aż mnie dziw bierze że jestem taka silna smile

Ps: spanowany kiedy się doczekam maila, he?  big_smile

No, tak. Romanse zdrowiu nie służą.
Teraz i on się tego dowiaduje.
Dobrze, że rozmawiacie ze sobą.
Trzymaj się.

Pozdrawiam, Madowa.

160

Odp: Kochanek zawiódł?

Moja 6letnia córka zwaliła mnie z nóg.

Godzinę temu, przy kąpieli, zapytała mi się: co ukrywasz przede mną z tata?

W końcu padło pytanie: czy wy się już nie kochacie?

Masakra sad

161

Odp: Kochanek zawiódł?

Dzieci sa mądrzejsze niż nam się zdaje

162

Odp: Kochanek zawiódł?

Ale jak to? To jaki jest stan jej wiedzy, od kiedy nie mieszkacie już razem?

163

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Moja 6letnia córka zwaliła mnie z nóg.
Godzinę temu, przy kąpieli, zapytała mi się: co ukrywasz przede mną z tata?
W końcu padło pytanie: czy wy się już nie kochacie?
Masakra sad

Pisałem to już w kilku wątkach - błędem dorosłych jest niedocenianie inteligencji dzieci. Dorośli chyba już nie pamiętają samych siebie z dzieciństwa...

164

Odp: Kochanek zawiódł?

miło iż widzisz już nie tylko swoją rzeczywistość, po raz pierwszy słyszę coś innego :)młoda ty powoli stajesz sie taka dojrzała smile

165

Odp: Kochanek zawiódł?

No tak, zapomniałam najwidoczniej, że dzieci to małe rejestratory. Kodują najmniejsze sygnały. Do tej pory nie zdradzaliśmy jej nic związanego z rozejściem. Byliśmy przekonani że mała jest spokojna, nie stresuje się... Mąż nie mieszka z nami od lutego. Pracuje zagranicą. Od lipca nie spędzał już nawet zjazdów do Pl w domu. Zabierał małą na sobotnie lub niedzielne wypady i odwoził do domu.

Rozmawiałyśmy wczoraj może 20 min. Byłam szczera. Bo jej pytania były również szczere, proste i jakże trafne.

W tej chwili nie widzę jakiejkolwiek zmiany w jej zachowaniu, samopoczuciu.. Jednak na pewno przeżywa tą informację.

Na szczęście mamy taki kontakt, że jestem prawie pewna iż zwróci się do mnie z kolejnymi pytaniami, wątpliwościami...

Aczkolwiek muszę również być czuła na zmianę nastrojów, zachowania. Daj boże aby przetrwała to jak najmniej boleśnie.

Martwię się o nią.

Ps: Dostałam dziś wezwanie z sądu o uzupełnienie braków w pozwie. Mianowicie chodzi o dostarczenie informacji czy było wcześniej przeprowadzane postępowanie alimentacyjne. Miał ktoś z Was podobne wezwanie? Pierwsze słyszę, że do pozwu dołącza się taką informację.

166 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-25 22:13:07)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

No tak, zapomniałam najwidoczniej, że dzieci to małe rejestratory. Kodują najmniejsze sygnały. Do tej pory nie zdradzaliśmy jej nic związanego z rozejściem. Byliśmy przekonani że mała jest spokojna, nie stresuje się... Mąż nie mieszka z nami od lutego. Pracuje zagranicą. Od lipca nie spędzał już nawet zjazdów do Pl w domu. Zabierał małą na sobotnie lub niedzielne wypady i odwoził do domu.

Rozmawiałyśmy wczoraj może 20 min. Byłam szczera. Bo jej pytania były również szczere, proste i jakże trafne.

W tej chwili nie widzę jakiejkolwiek zmiany w jej zachowaniu, samopoczuciu.. Jednak na pewno przeżywa tą informację.

Na szczęście mamy taki kontakt, że jestem prawie pewna iż zwróci się do mnie z kolejnymi pytaniami, wątpliwościami...

Aczkolwiek muszę również być czuła na zmianę nastrojów, zachowania. Daj boże aby przetrwała to jak najmniej boleśnie.

Martwię się o nią.

Ps: Dostałam dziś wezwanie z sądu o uzupełnienie braków w pozwie. Mianowicie chodzi o dostarczenie informacji czy było wcześniej przeprowadzane postępowanie alimentacyjne. Miał ktoś z Was podobne wezwanie? Pierwsze słyszę, że do pozwu dołącza się taką informację.

Jeśli dobrze pamiętam, sąd prosi o informację, czy któreś z małżonków ma orzeczony obowiązek alimentacyjny wobec innego dziecka, niż wymienione w pozwie.
Bo takie sytuacje też się zdarzają.
Albo o informację, czy kierowano do właściwego dla orzekania sądu rejonowego w wydziale rodzinnym wniosek o nałożenie obowiązku alimentacyjnego na któregoś z małżonków w trakcie trwania małżeństwa i sąd orzeł taki obowiązek.
Chodzi zapewne o uniknięcie orzekania w sprawie już orzeczonej.

Apropos dziecka.
Myślę, że szczęściem w nieszczęściu dla córeczki jest to, że związana z wyjazdem praca "jeszcze męża" przyzwyczaiła ją do nieobecności ojca, a tym samym nie była tak bardz obciążona dodatkowym stresem związanym z rozkładem Waszego małżeństwa.
Swoje jednak zauważyła!
Grtauluję Wam bystrej latorośli.

Pozdrawiam.

167

Odp: Kochanek zawiódł?

Rozumiem iż chodzi o pozew o rozwód, a wcześniej nie występowałaś ani o alimenty ani o zabezpieczenie kontaktów?możliwe że sądy zabezpieczają się w chwili obecnej (co jest szczytem braku przepływu informacji między sądami rejonowymi i okręgowym) w moim przypadku sam informowałem sąd ,że sprawa się toczy przed sądem okręgowym , by w rejonowym już łaskawie nie musieli tego rozpatrywać.
Z pewnych prawniczych źródeł :do rejonowych sądów trafiają na sędziów młodzi przeważnie prawnicy którzy mają wejścia, ale to już inna historija.
W każdym bądź razie , odpisz ,że nie wiesz big_smile.
To naprawdę jest niezły burdel.Nie ułatwiaj im życia , chyba że ci się spieszy.
Dzieci: przykre, że koleś zrezygnował, pogubiony nie pogubiony , ale oprócz ciebie ma istotę-pół ciebie , pół siebie.
Pije do tego, że nie tylko rezygnuje z Ciebie bo sobie nie radzi z tą sytuacją, ale także rezygnuje z siebie.
A może to jest szansa dla was na nowe życie?
Nie wiem.
Współczuje , że dziecko musi zadawać takie pytania-nie chodzi o czyjąś winę, ale o tą małą niewinną istotę.
Madowa dałaś radę z mega problem, z walką o własne szczęście, teraz następuje re definicja własnego szczęścia. Rodzą się nowe problemy.
Ważne jest to, zważywszy iż zawsze będą kłody na drodze do szczęścia, że nigdy już się nie poddasz i zawsze będziesz walczyła mimo przeciwności.
To daje siłę  -bo już nigdy nie będziesz uciekać .
I nawet gdy deszcz mroźny z ocząt twych się uroni,
bez smutku ,strach nie  groźny, choć nic nie chroni,
Ty już wygrałaś smile

168 Ostatnio edytowany przez Madowa (2014-11-26 21:07:31)

Odp: Kochanek zawiódł?

Tylko, że ja właśnie również złożyłam pozew w sądzie okręgowym. I tak samo uważam, że to cyrk na kółkach. Co oni nie mogą sprawdzić czy wobec mnie lub męża toczyło się już postępowanie o alimenty? Niezły system...

A jeśli chodzi o męża postawiłabym go w złym świetle jeśli nie sprostowałabym -nie uważam go za złego ojca.
Fakt pogubił się i zdarzyło mu się kilka porządnych wpadek, ale wiem, że bardzo kocha naszą córkę. W tej chwili wraca na dobrą ścieżkę. Bynajmniej tak deklaruje. Chce być obecny w życiu małej i twierdzi że będzie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Dawno nie było go w Pl, ma dopiero przyjechać na święta. Chcemy wigilię spędzić razem, dla dobra małej. Zresztą nasz kontakt się poprawił, więc myślę że spędzimy ją w przyjaznej atmosferze.

Niestety na uratowanie małżeństwa szans widzę coraz mniej.. Mąż myślał, że to pismo z sądu to już coś konkretnego (np wyznaczenie terminu rozprawy). Gdy powiedziałam, że to wezwanie o uzupełnienie braków, był wręcz rozczarowany. A do tego twierdzi że wszystko się przedłuża, bo dopóki nie uzupełnię brakującej informacji wniosek stoi w miejscu. Więc nawet już staram się nie myśleć o jakiejkolwiek poprawie. Myślę o córce i o sobie. I nie powiem, że jest źle. Jest nam dobrze. Czasem mam momenty, że wręcz nie chciałabym aby mąż zmienił zdanie. Myślę, że już daleko zaszłam i mniej energii będzie mnie kosztować ułożenie nam (córce i sobie) życia samej, niż walka o ułożenie go z gościem z zupełnie innej planety.

169

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Tylko, że ja właśnie również złożyłam pozew w sądzie okręgowym. I tak samo uważam, że to cyrk na kółkach. Co oni nie mogą sprawdzić czy wobec mnie lub męża toczyło się już postępowanie o alimenty? Niezły system...

A jeśli chodzi o męża postawiłabym go w złym świetle jeśli nie sprostowałabym -nie uważam go za złego ojca.
Fakt pogubił się i zdarzyło mu się kilka porządnych wpadek, ale wiem, że bardzo kocha naszą córkę. W tej chwili wraca na dobrą ścieżkę. Bynajmniej tak deklaruje. Chce być obecny w życiu małej i twierdzi że będzie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Dawno nie było go w Pl, ma dopiero przyjechać na święta. Chcemy wigilię spędzić razem, dla dobra małej. Zresztą nasz kontakt się poprawił, więc myślę że spędzimy ją w przyjaznej atmosferze.

Niestety na uratowanie małżeństwa szans widzę coraz mniej.. Mąż myślał, że to pismo z sądu to już coś konkretnego (np wyznaczenie terminu rozprawy). Gdy powiedziałam, że to wezwanie o uzupełnienie braków, był wręcz rozczarowany. A do tego twierdzi że wszystko się przedłuża, bo dopóki nie uzupełnię brakującej informacji wniosek stoi w miejscu. Więc nawet już staram się nie myśleć o jakiejkolwiek poprawie. Myślę o córce i o sobie. I nie powiem, że jest źle. Jest nam dobrze. Czasem mam momenty, że wręcz nie chciałabym aby mąż zmienił zdanie. Myślę, że już daleko zaszłam i mniej energii będzie mnie kosztować ułożenie nam (córce i sobie) życia samej, niż walka o ułożenie go z gościem z zupełnie innej planety.

Uważam, że prawidłowo oceniłaś obecną sytuację Waszych relacji.
Lepiej pozostać bliskimi sobie ludźmi osobno, niż gorzknieć w skleconym z poczucia winy, czy chęci naprawienia wzajemnych krzywd związku.
Zwłaszcza, że pogodziliście się już ze świadomością, że właściwie  każde czuje się lepiej same ze sobą.
Oboje kochacie córeczkę, więc dla niej również tak będzie lepiej. mimo wszystko.

Pozdrawiam.

170 Ostatnio edytowany przez spanowany (2014-11-26 22:44:14)

Odp: Kochanek zawiódł?

a ja myślę, ze Madowa czeka na jego pozytywny gest. wink

171 Ostatnio edytowany przez Madowa (2014-11-29 11:23:41)

Odp: Kochanek zawiódł?

Niespodziewanie mąż zawitał na weekend w Pl. Wcześniej na skype pisał, że kupił z okazji moich urodzin Merci, ponieważ przy okazji chciał podziękować za 9 lat razem spędzonych. No i dziś rano mi "podziękował". Nawet nie dał mi tych głupich czekoladek do ręki tylko położył na półkę i rzucił "dziękuję". Ja głupia jeszcze chciałam go w policzek pocałować, a on się oddalił Obrazek dodany przez użytkowniczkę Jestem walnięta, co mi do tego łba przyszło!

Wcześniej umawialiśmy się, że kolejny weekend spędzony w Pl zabiera małą do siebie (to byłby pierwszy taki weekend, zresztą mówimy tylko o dzisiejszym dniu i noclegu, bo jutro robię małej przyjęcie urodzinowe i musi być w domu). Oczywiście miał problem z noclegiem, chciał ją już wieczorem odstawić do mnie. No jasne, sex ważniejszy od dziecka. Wkurza mnie, że nie jest słowny. A do tego najlepiej wszystkie rozmowy toczyłby przy małej. No kuź.a! A liczyłam na jego ojcowską mądrość. Co najlepsze? Na dziś zaplanował wypad w czwórkę, tzn. on z małą i ta jego dziunia ze swoim dzieckiem. Ja pierd.le. Dopiero co mała się dowiedziała o rozstaniu rodziców, a ten już chce jej fundować obrazek tatusia z nową koleżanką. Nawet jeszcze nie przeprowadziliśmy rozmowy w trójkę. Tak ważnej, aby mała wiedziała, że wersja każdej ze stron jest taka sama, a ten już z takimi pomysłami wyskakuje. Wrrrrrr....

172

Odp: Kochanek zawiódł?

Madowa, bo widzisz to często tylko jedna strona ma w palnie ochronę dziecka. Zresztą już coś jest nie tak, jeśli ustala się jedną wersję. Prawda nie potrzebuje wersji. Chciałaś, żeby zabrał córkę to ją zabiera. Za 9 lat spędzonych razem pudełko czekoladek...
Nie ważne jak facet zaczyna, liczy się jak kończy.

173

Odp: Kochanek zawiódł?

Nie ważne jak facet zaczyna, liczy się jak kończy.
Z tego co doczytałem to Madowa zakończyła i to w najgorszy sposób,zdradzając męża,teraz zbiera żniwo.

174

Odp: Kochanek zawiódł?

13 stycznia - termin rozprawy rozwodowej.

A mąż rozpoczął terapię. W tym momencie moja postawa musi ulec zmianie. Tłumaczę sobie to w ten sposób, iż skoro jego terapia daje nam choć cień szansy na zbudowanie związku w którym zagości miłość, to nie mogę teraz dążyć do rozwodu i odrzucić jego starań. Miałabym do siebie żal o niewykorzystaną szansę ratowania rodziny.

Poza tym ostatnio zboczyłam z kursu.. tzn. pozwoliłam na to abyśmy spędzali czas w trójkę. Wypad do kina, długie rozmowy wieczorem, filmy i takie tam. Prawie tak jak kiedyś. Jeśli uda mi się zakochać w mężu będę najszczęśliwszą kobietą pod słońcem. Mimo, że jakiś wewnętrzny głos podpowiada to się nie uda, chcę spróbować. Gra toczy się o wielką stawkę.

Mam w sobie lęk, że to co osiągnęłam do tej pory zniknie. Czuję strach przed wejściem ponownie w związek, bo chyba boję się oddać drugiej osobie i stracić swoją niezależność o którą tak długo walczyłam. I swobodę, wolność którą mąż mi zawsze ograniczał. Potrzebuję bliskości a paradoksalnie boję się zbytnio zbliżyć. Coś na zasadzie niech mnie poprzytula, pogada ze mną, ok. Ale tak na dłuższą metę, tworzyć długą relację to nie za bardzo, bo zbytnie zbliżenie się może oznaczać utratę samokontroli. Obraz relacji, który wrył mi się przez 8 lat naszego małżeństwa będzie mi bardzo ciężko zmienić.

Powiedzcie szczerze. Uważacie, że to realne zakochać się w osobie z którą było się w toksycznej relacji przez tyle lat? Nawet jeśli zajdą u niego zmiany, które by mnie satysfakcjonowały to czy psychika ludzka jest w stanie spostrzec taką jednostkę jako "coś" nowego?

175

Odp: Kochanek zawiódł?

Nie da się, cudów nie ma. Twój maż robi to celowo by nie doszło do rozwodu.

176

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

13 stycznia - termin rozprawy rozwodowej.

A mąż rozpoczął terapię. W tym momencie moja postawa musi ulec zmianie. Tłumaczę sobie to w ten sposób, iż skoro jego terapia daje nam choć cień szansy na zbudowanie związku w którym zagości miłość, to nie mogę teraz dążyć do rozwodu i odrzucić jego starań. Miałabym do siebie żal o niewykorzystaną szansę ratowania rodziny.

Poza tym ostatnio zboczyłam z kursu.. tzn. pozwoliłam na to abyśmy spędzali czas w trójkę. Wypad do kina, długie rozmowy wieczorem, filmy i takie tam. Prawie tak jak kiedyś. Jeśli uda mi się zakochać w mężu będę najszczęśliwszą kobietą pod słońcem. Mimo, że jakiś wewnętrzny głos podpowiada to się nie uda, chcę spróbować. Gra toczy się o wielką stawkę.

Mam w sobie lęk, że to co osiągnęłam do tej pory zniknie. Czuję strach przed wejściem ponownie w związek, bo chyba boję się oddać drugiej osobie i stracić swoją niezależność o którą tak długo walczyłam. I swobodę, wolność którą mąż mi zawsze ograniczał. Potrzebuję bliskości a paradoksalnie boję się zbytnio zbliżyć. Coś na zasadzie niech mnie poprzytula, pogada ze mną, ok. Ale tak na dłuższą metę, tworzyć długą relację to nie za bardzo, bo zbytnie zbliżenie się może oznaczać utratę samokontroli. Obraz relacji, który wrył mi się przez 8 lat naszego małżeństwa będzie mi bardzo ciężko zmienić.

Powiedzcie szczerze. Uważacie, że to realne zakochać się w osobie z którą było się w toksycznej relacji przez tyle lat? Nawet jeśli zajdą u niego zmiany, które by mnie satysfakcjonowały to czy psychika ludzka jest w stanie spostrzec taką jednostkę jako "coś" nowego?

Odpowiedź na to pytanie nigdy nie będzie właściwa, Madowa, bo nie wiemy, co przez te lata faktycznie czułaś do męża poza szacunkiem i przywiązaniem.
Ty pytaj samą siebie, czy jesteś w stanie inaczej spojrzeć na mężczyznę, którego, jak do niedawna uważałaś, nigdy tak naprawdę nie kochałaś.
Gdy weźmiesz to pod uwagę zrozumiesz, że "toksyczność" Waszego małżeństwa brała się, m. in. z tego powodu.
Poza tym pamiętaj, że przedstawiając nam historię swojego romansu, byłaś jeszcze pod wpływem zauroczenia nowym mężczyzną, przy którym uczucia do męża zblakły jak druk paragonu zakupowego na słońcu.
Czas ponownie zdefiniować, kim mąż jest dla Ciebie teraz, gdy fascynacja kochankiem minęła (albo jest wyparta ze świadomości) poza tym, że macie córeczkę i 9-letni staż małżeński, a na horyzoncie świadomość, że niebawem możecie się rozstać naprawdę.
Obawiasz się, że jeśli wycofasz pozew, wskoczysz w gorset dawnej żony dawnego męża?
Niekoniecznie.
To, że mąż rozpoczyna terapię, moim zdaniem świadczy o tym, że ma on świadomość, że co prawda, raniliście się nawzajem, jednak warto spróbować zbudować coś nowego w ramach Waszego związku w oparciu o szczerość
(Uważam, że wbrew temu, co twierdził, mąż docenił Twoje przyznanie się do romansu i to było jednym z bodźców do walki o Was).
Boisz się niedostatku uczuć do męża, lecz zwróć uwagę na to, że on dopiero niedawno zdał sobie sprawę z tego, że jego miłość do Ciebie nie była odwzajemniana i jego "zadanie" w tej próbie jest nieporównanie trudniejsze - nie dać się własnemu "JA", a przy tym pracować nad sobą, by dać od siebie to, czego Ci dotąd brakowało.
Tak, na marginesie, Madowa, to Ty kochasz tego swojego męża powszedniego, a brakuje Ci jedynie oznak zakochania, podobnych tym, które towarzyszyły romansowi.
Czym zafascynował Cię kochanek?
Ano tym, że stać go było na kilka ciepłych słów i romantycznych gestów i miał zawsze (pozornie, niestety) czas dla Ciebie, by porozmawiać.
Terapie są między innymi po to, by uświadomić Wam, jak niewiele trzeba, by zacząć patrzeć na siebie, jak na interesujących kobietę/mężczyznę, a nie tylko żonę/męża.

Pozdrawiam.

177 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-01-06 20:10:59)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Powiedzcie szczerze. Uważacie, że to realne zakochać się w osobie z którą było się w toksycznej relacji przez tyle lat? Nawet jeśli zajdą u niego zmiany, które by mnie satysfakcjonowały to czy psychika ludzka jest w stanie spostrzec taką jednostkę jako "coś" nowego?

- zakochać sie mężu tak jakby to był kochanek ?
Wątpię.
Ale można pokochać.
A to coś znacznie więcej niż zakochanie smile

Madowa, zawsze warto spróbować z każdej szansy.
Bardzo często ludzie się nawzajem odnajdują, nawet po kilku lub kilkunastu latach rozstania.

Co do postawy męża - przechodzi te same etapy które Ty przechodziłaś.
Od romansu, poprzez pracę nad sobą, do obecnego stanu.

Dałaś mu przykład, pewnie dostrzega Twoją zmianę.

Różnie to z terapią bywa. Musi być chemia z terapeutą, bez wzajemnego porozumienia z terapeutą jej wyniki będą kiepskie.

Na pewno warto zacząć komunikować się ze sobą.
Nie "rozmawiać" , ale komunikować się.
Tak, by nawzajem zrozumieć uczucia, stan emocjonalny, oczekiwania drugiej strony.
A jednocześnie poczuć się zrozumianym.


To bardzo trudna sztuka.
Ale naprawdę, warto choć trochę ją po praktykować.

BTW.
pisałaś :

Madowa napisał/a:

Moja wizja była następująca: ja robię swoją terapię, sama dla siebie. On robi swoją, również sam dla siebie.
Po terapii podejmujemy decyzję odnośnie naszego małżeństwa. Czyli na chwilę obecną jest jakiś cień szansy dla nas, bynajmniej ja go dostrzegam. Jednak on w tym momencie ten cień usunął ponieważ o terapii nie myśli.

Mam go o nią prosić?

Secondo uwierz, gdyby padło z jego ust: daj mi czas, muszę dojść ze sobą do ładu. Dałabym ile by zechciał. Jednak on czas ceni w drugą stronę. Uważa, że nasza indywidualna terapia może potrwać jeszcze np rok, i jego dylemat: co jeśli po niej i tak nie wrócimy do siebie?
Szkoda zaryzykować ten czas. Mogę tylko twardo nie spuszczać głowy i życzyć mu jak najlepiej.

Cień szansy powrócił.

Życzę Wam powodzenia.

178

Odp: Kochanek zawiódł?

Madowa
Rozważył bym jeszcze jedna opcję decyzji terapii podjętej przez Twojego męża. Sądzę, że w nowym związku zaczął robić dokładnie to samo, co w Waszym małżeństwie - nadmierna kontrola. Wreszcie dostrzegł, że problem jest w nim, a sam sobie z nim nie poradzi...
Czy to będzie terapia w celu naprawienia Waszego małżeństwa? trudno aktualnie ocenić. Jest w każdym razie szansa, ale potrzebna jest między Wami komunikacja, i to o czym napisał Excop. Niedostatek uczuć do męża na pewno podtrzymuje aktywny Twój kontakt  z kochankiem.
Jeszcze jedna moja uwaga - rodzina można być bez aktu zawarcia małżeństwa, można też mając postanowienie sądu o rozwodzie.

179

Odp: Kochanek zawiódł?
starr napisał/a:

Madowa

Czy to będzie terapia w celu naprawienia Waszego małżeństwa? trudno aktualnie ocenić.

Eee, a czemu niby pośród tego wszystkiego co dzieje się wokół miałby zaczynać terapię?
Tu wyłącznie chodzi o ratowanie związku, bo jeśli myślałby o naprawianiu siebie, to chyba nie w tych okolicznościach.

Madowa, można się zakochać ponownie w swoim mężu lub też inaczej, można nareszcie dostrzec, nawet po wielu latach że kochało się go zawsze, ale skrzętnie kryło to uczucie pod wieloma warstwami innych spraw, zachowań,emocji oraz wymówek.

180

Odp: Kochanek zawiódł?
NieZnamSiebie napisał/a:

Eee, a czemu niby pośród tego wszystkiego co dzieje się wokół miałby zaczynać terapię?
Tu wyłącznie chodzi o ratowanie związku, bo jeśli myślałby o naprawianiu siebie, to chyba nie w tych okolicznościach.

Przyjąłem i taką ewentualność  jako bardzo prawdopodobną, że chce przede wszystkim naprawić siebie, dla siebie. Rzeczywisty powód wyjdzie najprawdopodobniej na rozprawie, o ile nie wcześniej, jeżeli do szczerej rozmowy Autorki z jej mężem dojdzie przed...

181

Odp: Kochanek zawiódł?

To nie tak, że zakochałam się w kochanku. Mogę powiedzieć co najwyżej o zauroczeniu.
Zafascynowało mnie to, że pod względem intelektualnym jesteśmy bardzo dopasowani. Zgrywamy się na poziomie podstawowym. Relacja z nim mi pokazała, że aby stworzyć coś fajnego z drugą osobą nie trzeba wiecznie naginać własną osobowość, udawać, męczyć się. Jeśli trafią na siebie dwie osoby, które mają zgodny układ w mózgowiu to można stworzyć naprawdę coś fajnego.
Ale wiecie? Dokładnie tydzień temu zaczęłam się zastanawiać: póki mam tak częsty kontakt z byłym kochankiem to nie mam realnych szans na prawdziwe budowanie NAS (ja - mąż) od nowa. Uświadomiłam sobie, że to moje nieudane małżeństwo w porównaniu z "przyjaźnią" z b. kochankiem wypada blado, bardzo blado. Dlatego w niedzielę przeprowadziłam długą rozmowę z byłym i oznajmiłam, że chcę odsunąć bodziec który stawia moje małżeństwo w złym świetle, tzn. chcę urwać z nim kontakt. Właśnie po to abym mogła dać mojemu małżeństwu szansę. On nie protestował, starał się zrozumieć moją decyzję mając nadzieję, że za jakiś czas odezwę się z wnioskiem iż nasza przyjaźń w niczym nie przeszkadza. To jest jedna z cech która mi u niego bardzo odpowiada, szanuje moje wybory, decyzje, mimo że ma odmienne zdanie na dany temat. Nie przekonywał mnie, nie nagabywał.. po prostu przyjął do wiadomości.

Masz rację Excop, boję się, że wejdę w stare buty żony którą byłam przez 8 lat. Bardzo się zmieniłam, jestem dziś inną osobą niż rok temu, ale mam lęk, że budując nowy związek z mężem znów się zagalopuję i będę poświęcać własne potrzeby dla celu wyższego.
Mąż zauważył moją przemianę. Wie czego dziś oczekuję od naszej relacji, zna moje wyobrażenie na ten temat. Dwa dni temu jednak tak sobie myślałam: ok, on wie czego ja oczekuję, ale dlaczego on mi nie komunikuje swoich potrzeb. Też chcę je znać abym mogła stwierdzić czy jestem w stanie im podołać. Dziś zapytałam go o to. Powiedział, że on nie ma większych potrzeb, że skupia się na tym aby zaspokoić moje, aby mi dać to czego mi brakowało w starym związku. To bardzo szlachetne i szczerze muszę przyznać, że jak sobie pomyślę, że miałabym spełniać jakieś jego potrzeby to mam tak zryty beret, że włącza mi się w mózgu mechanizm który mi przypomina jak przez 8 lat się starałam i czuję to straszne uczucie: musisz się starać żeby mąż był z Ciebie zadowolony, bo on nie akceptuje Cię taką jaką jesteś, musisz się starać. O ja pierdziulę... mam wrażenie, że te przykre uczucia drzemią we mnie i tylko czekają kiedy będą mogły się uruchomić blokując mnie i zarazem niszcząc od środka.
Wręcz jestem przewrażliwiona. Wczoraj rozmawiałam do późna z koleżanką z DE. Jakoś się tak stało, że po rozmowie akurat mąż napisał do mnie co jeszcze porabiam o tej porze. Odpisałam, że rozmawiałam przez skype. On zapytał z kim, a na mnie już to zadziałało jak płachta na byka. Właśnie przez to, że przez 8 lat był szpiegiem, kontrolerem, a ja musiałam się tłumaczyć z każdego kroku zrobionego bez niego. Dlatego nawet najdrobniejsze pytania typu: z kim rozmawiałaś przez tel, z kim się spotkałaś po pracy, działają na mnie bardzo drażniąco. I mimo, że wiem że takie pytania pojawiają się w normalnym związku, to gdy padają one z jego ust mam ochotę obrócić się na pięcie i wycofać, bo pojawiają się myśli: przecież on wie jak to mnie wpienia, więc dlaczego pyta? Nie zmieni się, swojej natury nie idzie zmienić..
Nie jestem również podatna na zbytnią czułość. Fajnie jak możemy się poprzytulać od czasu do czasu, sex i takie tam.. ale gdy zaczyna choćby zbyt miło do mnie pisać to znów dziwne uczucie które wręcz wzbudza u mnie psychiczne mdłości. Problem w tym, że gdyby to była inna osoba to zapewne nie miałabym nic przeciwko (oczywiście tak czy tak uważam że są granice pieszczenia partnera) ale dlatego że to jest mój mąż, który przez całe nasze życie traktował mnie jak kota pupila, to tego typu gesty z jego strony wywołują u mnie alergie.

Napisaliście: potrzebna jest komunikacja. Zgadzam sie, chcę szczerych rozmów o naszych uczuciach. Jednak z tego co zauważyłam to tylko ja się przed mężem otwieram. Głównie rozmawiamy o mnie. Dziś wręcz kazałam mu powiedzieć, opowiedzieć: co Ty czujesz obecnie? Jak oceniasz swój stan emocjonalny? Rozmawiaj ze mną o swoich przemyśleniach, wnioskach.. niech w końcu na boga zagości u nas komunikacja. Skwitował trzema, może czterema zdaniami.. ehhh.. nie wiem. Może musi się nauczyć.

Postanowiłam, że na rozprawie poproszę o separację. Niech sąd nam wyznaczy określony termin, minimum pół roku, maximum rok. Chcę spróbować mimo wszystko, ale chcę również byśmy mieli określony czas, ponieważ nie chcę czekać wieczność. Chcę abyśmy się wzięli do kupy i zaczęli działać, a nie takie dajmy sobie czas i czekanie na efekty w nieskończoność.

Wiem, że mam o co walczyć. Zrozumiałam, że pełna rodzina to wielka wartość. Ale taka prawdziwa a nie sztuczna. Bardzo chciałabym stworzyć tą prawdziwą. Mimo wielu wad męża nad którymi on pracuje i mimo swoich, choćby te alergiczne reakcje, chcę spróbować. Ten człowiek jest ojcem mojego dziecka i to z nim muszę wykorzystać każdą szansę na stworzenie córce szczęśliwego domu, nie z kimś innym. Nawet były kochanek przyznał, że muszę z tej szansy skorzystać, żeby później nie mieć do siebie żalu. I to jest święta racja.
Cieszę się, że mimo iż nie wiadomo co czuję do męża, to nadal łączą nas przyjemne chwile. Ciągle lubimy wspólne zakupy, wypady do restauracji, wieczorem lubimy wgnieść się w kanapę i obejrzeć film. Także istnieją jakieś minimalne warunki ku temu aby coś zaiskrzyło. Byleby tylko tak się stało.

182

Odp: Kochanek zawiódł?

Trzymam kciuki i czytam, że przeszłaś ogromną przemianę. Dobrą przemianę smile.

183

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

To nie tak, że zakochałam się w kochanku. Mogę powiedzieć co najwyżej o zauroczeniu.
Zafascynowało mnie to, że pod względem intelektualnym jesteśmy bardzo dopasowani. Zgrywamy się na poziomie podstawowym. Relacja z nim mi pokazała, że aby stworzyć coś fajnego z drugą osobą nie trzeba wiecznie naginać własną osobowość, udawać, męczyć się. Jeśli trafią na siebie dwie osoby, które mają zgodny układ w mózgowiu to można stworzyć naprawdę coś fajnego.

No i tu właśnie jest pułapka w którą wpada się przy powrotach z  pobocznych układów. Zderzenie pamięci jakości związku z mężem i pamięci tego fajnego czegoś z kochankiem zawsze wychodzi na niekorzyść męża, o ile nie dokona w sobie radykalnej przemiany. Mam nadzieję, że Twój mąż doszedł właśnie do tego wniosku i to pchnęło go do podjęcia jednak terapii.   

Madowa napisał/a:

Ale wiecie? Dokładnie tydzień temu zaczęłam się zastanawiać: póki mam tak częsty kontakt z byłym kochankiem to nie mam realnych szans na prawdziwe budowanie NAS (ja - mąż) od nowa. Uświadomiłam sobie, że to moje nieudane małżeństwo w porównaniu z "przyjaźnią" z b. kochankiem wypada blado, bardzo blado. Dlatego w niedzielę przeprowadziłam długą rozmowę z byłym i oznajmiłam, że chcę odsunąć bodziec który stawia moje małżeństwo w złym świetle, tzn. chcę urwać z nim kontakt. Właśnie po to abym mogła dać mojemu małżeństwu szansę. On nie protestował, starał się zrozumieć moją decyzję mając nadzieję, że za jakiś czas odezwę się z wnioskiem iż nasza przyjaźń w niczym nie przeszkadza. To jest jedna z cech która mi u niego bardzo odpowiada, szanuje moje wybory, decyzje, mimo że ma odmienne zdanie na dany temat. Nie przekonywał mnie, nie nagabywał.. po prostu przyjął do wiadomości.

smile właśnie o to mi chodziło, o dostrzeżenie tego, że nie da się na dwa fronty...

Madowa napisał/a:

/.../.
Wczoraj rozmawiałam do późna z koleżanką z DE. Jakoś się tak stało, że po rozmowie akurat mąż napisał do mnie co jeszcze porabiam o tej porze. Odpisałam, że rozmawiałam przez skype. On zapytał z kim, a na mnie już to zadziałało jak płachta na byka. Właśnie przez to, że przez 8 lat był szpiegiem, kontrolerem, a ja musiałam się tłumaczyć z każdego kroku zrobionego bez niego. Dlatego nawet najdrobniejsze pytania typu: z kim rozmawiałaś przez tel, z kim się spotkałaś po pracy, działają na mnie bardzo drażniąco. I mimo, że wiem że takie pytania pojawiają się w normalnym związku, to gdy padają one z jego ust mam ochotę obrócić się na pięcie i wycofać, bo pojawiają się myśli: przecież on wie jak to mnie wpienia, więc dlaczego pyta? Nie zmieni się, swojej natury nie idzie zmienić..
Nie jestem również podatna na zbytnią czułość. Fajnie jak możemy się poprzytulać od czasu do czasu, sex i takie tam.. ale gdy zaczyna choćby zbyt miło do mnie pisać to znów dziwne uczucie które wręcz wzbudza u mnie psychiczne mdłości. Problem w tym, że gdyby to była inna osoba to zapewne nie miałabym nic przeciwko (oczywiście tak czy tak uważam że są granice pieszczenia partnera) ale dlatego że to jest mój mąż, który przez całe nasze życie traktował mnie jak kota pupila, to tego typu gesty z jego strony wywołują u mnie alergie.

Przecież on jest praktycznie tym samym człowiekiem, co podczas Waszego "aktywnego" małżeństwa. Na razie nie ma co za bardzo liczyć na inne jego reakcje. Nawet po terapii będzie Wam potrzebny bardzo długi czas na utrwalenie się w Was nowych nawyków. Samo zrozumienie mechanizmów, to dopiero połowa sukcesu...

/.../

Madowa napisał/a:

Postanowiłam, że na rozprawie poproszę o separację. Niech sąd nam wyznaczy określony termin, minimum pół roku, maximum rok. Chcę spróbować mimo wszystko, ale chcę również byśmy mieli określony czas, ponieważ nie chcę czekać wieczność. Chcę abyśmy się wzięli do kupy i zaczęli działać, a nie takie dajmy sobie czas i czekanie na efekty w nieskończoność.

Jak sądzę, bardzo dobra decyzja.

Madowa napisał/a:

Wiem, że mam o co walczyć. Zrozumiałam, że pełna rodzina to wielka wartość. Ale taka prawdziwa a nie sztuczna. Bardzo chciałabym stworzyć tą prawdziwą. Mimo wielu wad męża nad którymi on pracuje i mimo swoich, choćby te alergiczne reakcje, chcę spróbować. Ten człowiek jest ojcem mojego dziecka i to z nim muszę wykorzystać każdą szansę na stworzenie córce szczęśliwego domu, nie z kimś innym. Nawet były kochanek przyznał, że muszę z tej szansy skorzystać, żeby później nie mieć do siebie żalu. I to jest święta racja.
Cieszę się, że mimo iż nie wiadomo co czuję do męża, to nadal łączą nas przyjemne chwile. Ciągle lubimy wspólne zakupy, wypady do restauracji, wieczorem lubimy wgnieść się w kanapę i obejrzeć film. Także istnieją jakieś minimalne warunki ku temu aby coś zaiskrzyło. Byleby tylko tak się stało.

W tym miejscu, które wytłuściłem, wolał bym przeczytać "chcę" ale... i tak życzę Wam tego, aby udało się to wszystko posklejać na nowo

184

Odp: Kochanek zawiódł?
starr napisał/a:
Madowa napisał/a:

Wiem, że mam o co walczyć. Zrozumiałam, że pełna rodzina to wielka wartość. Ale taka prawdziwa a nie sztuczna. Bardzo chciałabym stworzyć tą prawdziwą. Mimo wielu wad męża nad którymi on pracuje i mimo swoich, choćby te alergiczne reakcje, chcę spróbować. Ten człowiek jest ojcem mojego dziecka i to z nim muszę wykorzystać każdą szansę na stworzenie córce szczęśliwego domu, nie z kimś innym. Nawet były kochanek przyznał, że muszę z tej szansy skorzystać, żeby później nie mieć do siebie żalu. I to jest święta racja.
Cieszę się, że mimo iż nie wiadomo co czuję do męża, to nadal łączą nas przyjemne chwile. Ciągle lubimy wspólne zakupy, wypady do restauracji, wieczorem lubimy wgnieść się w kanapę i obejrzeć film. Także istnieją jakieś minimalne warunki ku temu aby coś zaiskrzyło. Byleby tylko tak się stało.

W tym miejscu, które wytłuściłem, wolał bym przeczytać "chcę" ale... i tak życzę Wam tego, aby udało się to wszystko posklejać na nowo

bardzo istotna różnicę wyłapałeś starr
i wtedy, kiedy muszę zmienia się w chcę - jest, prawdziwa szansa

chcę - bo pragnę z nim być, darzę go uczuciem, jest dla mnie ważny ...
muszę - "żeby później nie mieć do siebie żalu"

185 Ostatnio edytowany przez Madowa (2015-01-09 09:52:26)

Odp: Kochanek zawiódł?
in_ka napisał/a:
starr napisał/a:
Madowa napisał/a:

Wiem, że mam o co walczyć. Zrozumiałam, że pełna rodzina to wielka wartość. Ale taka prawdziwa a nie sztuczna. Bardzo chciałabym stworzyć tą prawdziwą. Mimo wielu wad męża nad którymi on pracuje i mimo swoich, choćby te alergiczne reakcje, chcę spróbować. Ten człowiek jest ojcem mojego dziecka i to z nim muszę wykorzystać każdą szansę na stworzenie córce szczęśliwego domu, nie z kimś innym. Nawet były kochanek przyznał, że muszę z tej szansy skorzystać, żeby później nie mieć do siebie żalu. I to jest święta racja.
Cieszę się, że mimo iż nie wiadomo co czuję do męża, to nadal łączą nas przyjemne chwile. Ciągle lubimy wspólne zakupy, wypady do restauracji, wieczorem lubimy wgnieść się w kanapę i obejrzeć film. Także istnieją jakieś minimalne warunki ku temu aby coś zaiskrzyło. Byleby tylko tak się stało.

W tym miejscu, które wytłuściłem, wolał bym przeczytać "chcę" ale... i tak życzę Wam tego, aby udało się to wszystko posklejać na nowo

bardzo istotna różnicę wyłapałeś starr
i wtedy, kiedy muszę zmienia się w chcę - jest, prawdziwa szansa

chcę - bo pragnę z nim być, darzę go uczuciem, jest dla mnie ważny ...
muszę - "żeby później nie mieć do siebie żalu"

W tej chwili to jest muszę/chcę, chyba z większym naciskiem na muszę. Przerażają mnie blokady które dostrzegam, stare mechanizmy.
Ale idę temu pod prąd. Postaram się. I mam nadzieję, że z czasem większy nacisk położę na "chcę", "muszę" eliminując. Nie mając tej nadziei myślę nie brnęłabym w to.
Mam przekonanie, że nie jestem łatwą partnerką. On jest typem wiecznego pieszczocha, mnie z kolei taka postawa strasznie wkurza.
Jestem raczej rozsądna w okazywaniu czułości. Dawkuję, a nie zalewam nią partnera. Mam nadzieję, że znajdziemy rozwiązania w połowie drogi, konsensus który obojga usatysfakcjonuje.

Nektarynka53 napisał/a:

Trzymam kciuki i czytam, że przeszłaś ogromną przemianę. Dobrą przemianę smile.

Trzymaj! Na pewno nie zaszkodzi.
Ostatnio pod centrum usłyszałam od cygana słowa: Ty szczęścia w życiu mieć nie będziesz, oj nie będziesz.
Cholera! Niby nic, jednak później te słowa chodziły za mną. Więc wczoraj na wszelki wypadek chwyciłam guzik gdy zobaczyłam kominiarza. Kciuki też nie zaszkodzą smile

186 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-01-09 13:41:14)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:
in_ka napisał/a:
starr napisał/a:

W tym miejscu, które wytłuściłem, wolał bym przeczytać "chcę" ale... i tak życzę Wam tego, aby udało się to wszystko posklejać na nowo

bardzo istotna różnicę wyłapałeś starr
i wtedy, kiedy muszę zmienia się w chcę - jest, prawdziwa szansa

chcę - bo pragnę z nim być, darzę go uczuciem, jest dla mnie ważny ...
muszę - "żeby później nie mieć do siebie żalu"

W tej chwili to jest muszę/chcę, chyba z większym naciskiem na muszę. Przerażają mnie blokady które dostrzegam, stare mechanizmy.
Ale idę temu pod prąd. Postaram się. I mam nadzieję, że z czasem większy nacisk położę na "chcę", "muszę" eliminując. Nie mając tej nadziei myślę nie brnęłabym w to.
Mam przekonanie, że nie jestem łatwą partnerką. On jest typem wiecznego pieszczocha, mnie z kolei taka postawa strasznie wkurza.
Jestem raczej rozsądna w okazywaniu czułości. Dawkuję, a nie zalewam nią partnera. Mam nadzieję, że znajdziemy rozwiązania w połowie drogi, konsensus który obojga usatysfakcjonuje.

Nektarynka53 napisał/a:

Trzymam kciuki i czytam, że przeszłaś ogromną przemianę. Dobrą przemianę smile.

Trzymaj! Na pewno nie zaszkodzi.
Ostatnio pod centrum usłyszałam od cygana słowa: Ty szczęścia w życiu mieć nie będziesz, oj nie będziesz.
Cholera! Niby nic, jednak później te słowa chodziły za mną. Więc wczoraj na wszelki wypadek chwyciłam guzik gdy zobaczyłam kominiarza. Kciuki też nie zaszkodzą smile

To Ty nie wiesz, Madowa, że u Cyganów wróżbiarstwem zajmują się kobiety chodzące do tego parami?
Jednym słowem gadka Cygana nie ma mocy, chyba że jest w trakcie procesu zmiany płci? smile

A, tak poważnie, gratuluję Ci rozwagi i poważnego podejścia do sprawy przyjaźni z byłym kochankiem.
Jemu także należy się szacunek, że widzi w Tobie zdeterminowanego człowieka, a nie tylko okazję do niezobowiązującego romansu.
Co do męża...
Ważne, że macie swoje chwile razem, nie obok siebie.
Ważne, że chcesz rozmawiać i skłaniasz go do otwarcia się. Utrwalonego latami wzorca zachowań nie da się skorygować w przeciągu krótkiego czasu.
Separacja, o którą
chcesz prosić sąd jest dobrym pomysłem, o ile oboje będziecie zgodni co do tego, że będzie ona pomocna w "leczeniu" Waszych relacji wraz z terapią małżeńską - indywidualną i wspólną.
Przypomnę, że główne dwie przeszkody ku skuteczności tego rozwiązania zostały usunięte.
Przyznałaś się do romansu w okolicznościach narażających Cię na odrzucenie przez męża (co, jak już wcześniej wspomniałem, z pewnością on docenił) oraz zakończyłaś, świadoma obranego celu, znajomość przeszkadzającą w próbie dostrzeżenia w mężu mężczyzny wartego grzechu.
Mąż powrócił z "wojaży", przemyślał sprawę i podjął terapię.
Nie czepiałbym się słów "chcę"/"muszę", bo to tylko forma wypowiedzi, a w tym wypadku "muszę" wyznacza stopień determinacji w Autorki w kierunku inwestowania w uczucie do męża.
Bo tego, że chce tego, ja osobiście nie wątpię, a musi, bo nie jest to prosta sprawa samego "chciejstwa".

187

Odp: Kochanek zawiódł?

Madowa wysyłam całą pozytywną energię, w waszym wspólnym dążeniu.

188

Odp: Kochanek zawiódł?
Excop napisał/a:

To Ty nie wiesz, Madowa, że u Cyganów wróżbiarstwem zajmują się kobiety chodzące do tego parami?
Jednym słowem gadka Cygana nie ma mocy, chyba że jest w trakcie procesu zmiany płci? smile

Dzięki ziomek, to mnie uspokoiłeś Obrazek dodany przez użytkowniczkę

Właśnie mąż jest w drodze do domu. Czekam na niego. Może nawet dziś zasnę przy nim..

189

Odp: Kochanek zawiódł?

Jutro rozprawa i mam dylemat. Sąd wezwał mnie o doprowadzenie świadka na okoliczność małoletniego dziecka, który jest w częstym kontakcie z dzieckiem. Czy grozi mi coś jeśli nie przyprowadzę świadka? Miał ktoś podobną sytuację?

190

Odp: Kochanek zawiódł?

Sąd zawsze wzywa świadka jeśli chodzi o nieletniego.
Nie wiem co masz w pozwie rozwodowym.U mnie było dogadane,ja przejmuje pełnie władz,a ex ma ograniczone prawa,kontakty z dzieckiem niczym nie ograniczone.
Potwierdziliśmy to obydwoje przed sądem.
Świadkiem najlepiej jak jest ktoś z rodziny,kto ma wiedze o waszej sytuacji,w moim przypadku była to moja matka.
Przesłuchanie było formalnością,pytali o warunki w domu,czy mam dobry kontakt z córką i ogólnie czy potrafie sie nią zająć.
Ex była przy przesłuchaniu,nie wnosiła żadnych sprzeciwów i poszło bardzo sprawnie.

191

Odp: Kochanek zawiódł?

Co robić...
Wczoraj wyszło na jaw, że moja wiedza na temat życia męża z okresu ubiegłorocznej "separacji" to tylko wierzchołek góry lodowej.
Okazało się, że miał nie jeden a dwa romanse. Że jedną z tych kobiet była prostytutka, z którą później zaczął umawiać się prywatnie.
Że płacił jej w tysiącach za 1 noc (a mi kazał w pozwie zniżyć kwotę alimentów z 500 do 300 zł, bo go nie stać Obrazek dodany przez użytkowniczkę). Że czasowo te romanse ciągnęły się miesiącami. To co wiedziałam do tej pory ograniczało się do 2 nocy z dziewczyną, o której nie miałam pojęcia że była prostytutką.
Jak ja mam na to wszystko reagować? Po prostu nie mogę uwierzyć, że był zdolny do takich rzeczy. Tłumaczy się, ze w tym okresie był wrakiem człowieka i dziś nie popełniłby tego błędu, nawet gdybyśmy się mieli rozstać. Nie mam pojęcia co o tym myśleć. Czuję do niego obrzydzenie, że zniżył się do tego poziomu by korzystać z usług seksualnych. Że całował dziewczynę, która miała niezliczoną ilość kut..ów w buzi, a później całował tymi ustami mnie. Że nie zabezpieczał się z nią Obrazek dodany przez użytkowniczkę i naraził mnie oraz tą drugą dziewczynę na utratę zdrowia. Z drugiej strony nie mam chyba prawa mieć do niego żalu skoro sama miałam romans. Tylko z tą małą różnicą, że ja nie wmawiałam mu że go kocham jednocześnie pieprząc się z kochankiem. Zaczęłam romans po rozmowie w której wyznałam mu że go nie kocham. On natomiast przez długie miesiące skamlał o zejście się, zapewniając o miłości, jednocześnie posówając prostytutkę. To mi się nie mieści w głowie. Hipokryzja.

192

Odp: Kochanek zawiódł?

trzymaj się jakoś. Dasz radę ,jesteś silną dziewczyną.
Cały czas jest ktoś kto wierzy w Ciebie.
Dasz radę sama .

193 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-02-23 11:26:55)

Odp: Kochanek zawiódł?
Madowa napisał/a:

Co robić...
Wczoraj wyszło na jaw, że moja wiedza na temat życia męża z okresu ubiegłorocznej "separacji" to tylko wierzchołek góry lodowej.

Hm, myślisz, że zacząłby szukać, nawet płacić za substytut bliskości gdyby nie został opuszczony, odrzucony w małżeństwie ?

Skąd się dowiedziałaś ?
sam Ci powiedział ?


Co do nie zabezpieczania się, całowania w usta które całowały te w których "gościły" penisy ...
- obawiałaś się że jesteś w ciąży z kochankiem - nie wymagałaś zabezpieczenia, bo kochanek sam na to nie wpadł.
Kochanek, mieszka sam, na obczyźnie - myślisz, że samotny mężczyzna, w zupełnie obcym otoczeniu, nieznany - nie skorzysta z substytutu seksu ? 
skoro nie miał zwyczaju stosować zabezpieczeń z Tobą, pewnie nie ma takiego zwyczaju w ogóle i tak uprawia seks w substytucie co z Tobą.
Zarówno Ty jak i mąż w równym stopniu naraziliście siebie nawzajem zakażeniem świństwami.
A co do przekazywania pocałunków ustami w których można poczuć "odór" penisów świata...pewnie też nie za bardzo odbiegacie od siebie sad

194

Odp: Kochanek zawiódł?

Madowa to przeszłość. Jak jest teraz między wami? Ludzie podobno wiele mogą sobie wybaczyć, tylko czy chcą i czy chcą nadal być razem? Robimy różne rzeczy, których często potem żałujemy.

195 Ostatnio edytowany przez Madowa (2015-02-24 17:03:42)

Odp: Kochanek zawiódł?
Secondo1 napisał/a:

Hm, myślisz, że zacząłby szukać, nawet płacić za substytut bliskości gdyby nie został opuszczony, odrzucony w małżeństwie ?

Zapewne nie. Jednak nie mogę przetrawić tej wiadomości. Jak przypomnę sobie, jego zachowanie z tamtego okresu, jak zaniedbywał córkę. Rośnie we mnie wściekłość. Nie czuję obowiązku brania odpowiedzialności za jego decyzje z tamtego okresu. Niezależnie co między nami by się działo nigdy nie odmówiłabym córce czegokolwiek na rzecz kochanka. Więc jego tłumaczenia, że był wtedy wrakiem człowieka nie trafiają do mnie.

Secondo1 napisał/a:

Skąd się dowiedziałaś ?
sam Ci powiedział ?

Wypytywał mnie od dłuższego czasu o szczegóły mojego romansu. W ten weekend znów chciał o tym pogadać.. po rozmowie wyjawił swoje tajemnice.

Mając świadomość że on nadal rzuca nam 500zł, a prostytutkę opłacał po ok 4000zł na mc mam ochotę wręcz zażądać dużo wyższych pieniędzy. Jestem taka wściekła.

Do tej pory było ok. Dużo rozmawialiśmy, on zrobił postępy (terapia, książki). Ale co z tego jak ukrywał przede mną takie fakty.
Przyznał się i to działa na jego korzyść. Ale jak mam się pozbyć tego obrzydzenia i gniewu?

Posty [ 131 do 195 z 301 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochanek zawiódł?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026