TEO50
Najpierw pytaj, potem oceniaj.
Moja historia...
Małżeństwo po 25-tym roku życia, dwa lata po ślubie pierwsze dziecko, pięknie, fajnie. Po 10-ciu latach drugie dziecko. Odkrycie kochanki (mężatka z dzieckiem), gdy mała miała parę miesięcy. Romans trwał parę miesięcy. Udana próba uratowania związku. Długie rozmowy i pewność, że to się już nie powtórzy, bo już zasmakował, bo ekscytacja jest tylko na początku itd. Faktycznie odżyliśmy po tej zdradzie 
Mąż... typ pracocholika. Ja dumna, że on dla rodziny tak pracuje, teraz wiem, powoli docierało, że od tej rodziny w pracę uciekał (powielenie historii jego rodziców). Czasem przejściowe problemy finansowe i inne drobiazgi, pewnie jak u wielu. Dla rodziny, znajomych wzorcowe małżeństwo. Mąż patrzący na mnie z uczuciem...
Zakup nowego mieszkania... przeprowadzka przekładana od świąt do świąt. Problemy finansowe firmy męża, ale codzienność ok. Częsty, udany seks.
W pewnym momencie po 7 latach od pierwszej zdrady, stwierdzenie, że coś tu nie gra, jego powolne oddalanie się. Moje dociekania, próby rozmów... wspólny urlop, umowa, że spróbujemy odświeżyć nasze małżeństwo. W końcu odkryty konkret i jego przyznanie się, że od roku ! spotyka się z kimś. Tekst z jego strony, że nie zamierzali się rozwodzić ze swoimi małżonkami, tylko po prostu mieć romans. Obiecał, że to zakończy. Cd to jego ciągłe kłamstwa i moje śledztwo. Przypadkiem widzę jego wymianę mailową z panną XX. Flirt na całego! Okazuje się, że to jednak nie ta! Po dwóch miesiącach docieram do tej właściwej YY(mężatka z dzieckiem
). Rozmawiam z nią przez telefon. Mój mąż powiedział jej, że od dawna się między nami nie układało. Szkoda, że ja się o tym wcześniej nie.dowiedziałam.
Z jego strony znowu obietnica, że to koniec, spotkanie jego z nią i pani YY poprosiła go, "żeby postarał się dla żony" (masakra jakaś
)
Starał się... w dalszym ciągu zdobyć ją. Ja słyszałam wówczas wiele bolesnych słów. On jest zdobywcą, samcem alfa, na pytanie co było nie tak odp, że wszystko było ok, tylko jemu znudziło się, on uważa, że żaden facet po kilkunastu latach nie kocha swojej żony...
Wyprowadziłam się z dziewczynami w grudniu 2012 r po 4 miesiącach szarpaniny. Przez prawie miesiąc żyłam bez piekarnika, płyty i pralki starając się dzieciom zapewnić normalne warunki życia; emocjonalna masakra. Przez dwa miesiące praktycznie w ogóle nie kontaktował się z dziećmi. Zakochany, zakręcony nową miłością mi przysyłał rano buźki na dzień dobry. Jak kiedyś już tu pisałam, w walentynki dostałam od niego przy dzieciach różę. Młodsza cała happy, że tata kocha mamę, a on skwitował to tym, że przecież walentynki to nie tylko święto zakochanych, że to tak z sympatii...
W międzyczasie u młodszej padaczka... dodatkowy stres.
W maju 2013 zaczął częściej przychodzić, zaprosił mnie na randkę, potem na kolejne... Fajnie? Byłoby, gdyby nie odczucie, intuicja, drobiazgi, że to wciąż trwa.
W międzyczasie, mąż pani YY, który wyprowadził się od niej, wprowadził się ponownie po paru miesiącach.
Pomyślałam, że może choćby ze względu na dzieci, na bagaż doświadczeń warto dać szansę.
Co usłyszałam w trakcie? Że jestem substytutem, że mam się cieszyć, że w ogóle jest i nie oczekiwać niczego więcej, że nie ma poczucia straty itd.
W przeciągu roku żadnego ciepłego słowa, gestu. Dystans i chłód, a ja myślałam, że potrzebuje czasu itd. (Takie pisanie to świetna terapia, otwiera oczy
)
Miałam pretendować do roli kochanki, ale jak kochanka nie byłam traktowana. Próbowałam z nim rozmawiać, ściana.
W międzyczasie zamieszkał z nami i okazało się, że jest coraz gorzej. Wprowadził w czyn to co zaproponował już kiedyś. Żyjemy obok. Mój mąż to typowy psychofag. Facet, który stosuje wobec mnie bierną agresję. Bawi go to. On nie widzi problemu.
Tak się nie da.