napisałam inko w twoim wątku...
ty mnie czytaj, ale ty pamiętaj, że mi duzo czasu zajęło dorastanie do wolności...
Podobne tematy
Kiedy radziłam sobie ze zdradą, ważny był dla mnie moment, gdy stanełam na własnych dwóch nogach i potrafiłam okreslic, gdzie kończy się ta granica mojego ja. gdzie jestem, co czuję i na co mam wpływ
a wpływ mam tylko na siebie
nie na swojego męża
ani na to co zrobił
ani na to, co zrobi.
ani na to co czujewpływ mam na siebie, swoje zachowania, swoje uczucia
kachna uświadomiła mi kiedyś tak bardzo oczywistą prawdę - gdy jestem złą, to fakt, że wkurzę kogoś obok nie sprawi, że będe mniej złą
gdy jestem pełna żalu, sprawienie przykrości komuś nie sprawi, że ja poczuję się lepiej
moje działanie może wywołąć czyjąś reakcje- ale tak naprawde nie mam wpływu jaką i .. nie powinno mnie to obchodzć
wiem, gdzie się kończe i gdzie zaczynamczasami cięzko mi wytłumaczyć to, że jestem z moim mężem, ale mam świadomośc tego, że jestem WOLNA. że w każdej chwili moge odejśc, w każdej chwili moge zostać
co dzisiaj może zrobić mój mąż?
może mnie kochać
może być ze mną
może odejść
może mnie zdradzić
może się xzakochać w kimśwszystko może
ale to i tylko zadecyduję, gdzie będe i jaka będe, gdy to się wydarzy.
on decyduje, ja decydujekocham go? kocham? odejdę, gdy? odejdę.. zostanę, gdy? zostanę...
dobra. dużo wody upłyneło, zanim tego egoizmu się nauczyłam
trochę mi pomogły słowa mojej przyjaciółki wypowiedzine bardzo bardzo dawno temu
gdy nie wiesz co zrobić, połóż się na podłodze i wsłuchaj w swoje serce - zobacz jak bije - ONO wie, co chcesz zrobić i co powinnas zrobić. ono wie, co jest dla ciebie dobre
i tak trzeba
czuję niepokój? niepewność? stres? dam sobie czas, zdiagnozuje co mnie niepokoi, poszukam w sobie odpowiedzimoge wybrać, moge wiedzieć, czego cchę
mój maz może zrobić to samo
to jest wolnośc Dobra. TO jest wolnośc od tego, co musze, do tego, co mi wolno. nie masz wpływu na to, co zrobi twój mąż. masz wpływ tylko na to, cozrobisz ty. a zrób to, co podpowiada ci serce. bądz sobą i SZANUJ swoje uczucia i potrzeby. one decydują o tym, kim jesteś.
naprawdę nie mamy wpływu na naszych partnerów, ani oni na nas?
przecież jeśli mój mąż jest inteligentny, dobry, wyrozumiały, czuły, troskliwy, to czy ja będę szukała gdzieś kogoś innego?, albo jeśli będzie arogancki, wulgarny, będzie kłamał, kręcił, oszukiwał, czy będę miała ochotę z nim być?
Nie zgadzam się, ze nie mamy wpływu na drugiego człowieka, mamy i to duży.
Prawdą jest natomiast, że jeśli nam będzie z sobą dobrze, to i innym będzie dobrze z nami
393 2014-06-02 19:46:29 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-06-02 19:47:58)
End_aluzja jest sporo prawdy w tym co piszesz ale tez mi sie to rzucilo w oczy co abrikade, ze nie mamy wplywu na partnera, jego zachowanie.Pewnie piszesz jak to funkcjonuje juz po zdradzie,ze kobieta zdradzona nie ma wplywu na wybor meza, ze to on sam o sobie decyduje a ona powinna wziac sie za siebie, uwolnic, ale ogolnie mamy duzy wplyw na osoby wokól nas, wszyscy oddzialywujemy na siebie czy to umyslnie czy nie...
nawet ten list co napisala Dobra moze miec wplyw na jej meza (choc nie musi), jej zachowanie,gesty..
nie da sie tak calkiem odciac, nie myslec o mezu, co on robi, co mysli, co zamierza,nie miec wplywu na niego i cieszyc sie wolnoscią, choc zgadzam sie z tym, ze warto zawalczyc o swoje JA, swoje dobre samopoczucie, poczucie wartosci etc
End_aluzja napisał/a:nie masz wpływu na to, co zrobi twój mąż. masz wpływ tylko na to, cozrobisz ty. a zrób to, co podpowiada ci serce. bądz sobą i SZANUJ swoje uczucia i potrzeby. one decydują o tym, kim jesteś.
naprawdę nie mamy wpływu na naszych partnerów, ani oni na nas?
przecież jeśli mój mąż jest inteligentny, dobry, wyrozumiały, czuły, troskliwy, to czy ja będę szukała gdzieś kogoś innego?, albo jeśli będzie arogancki, wulgarny, będzie kłamał, kręcił, oszukiwał, czy będę miała ochotę z nim być?Nie zgadzam się, ze nie mamy wpływu na drugiego człowieka, mamy i to duży.
Prawdą jest natomiast, że jeśli nam będzie z sobą dobrze, to i innym będzie dobrze z nami
Ależ oczywiście że mamy wpływ na kogoś z kim żyjemy tak blisko, tylko jaki?
Powiedz mi czy znasz kogoś kto prosi partnera "być wulgarny, arogancki,,kłam....." Bo ja nie. Ale znam mnóstwo takich osób które prosiły aby nie był taki.
A czy znasz takich którzy proszą "nie bądź inteligentny, dobry wyrozumiały czuły i troskliwy", bo ja nie.
Człowiek jest jaki jest i to nie ma znaczenia co ty , ja, czy ktokolwiek inny będzie kazał ci myśleć czy kazał ci "jakimś" być.
Myślisz, że którakolwiek zdradzona osoba zażyczyła sobie tej zdrady, że jak miałaby wpływ to nie zapobiegła by temu?
Piszesz "jeżeli nam będzie ze sobą dobrze", a co jak tobie będzie dobrze, a tej drugiej nie, ale będzie udawał, że jest jej dobrze?
To jaki masz wpływ na to, o czym nie wiesz?
A co jak strona, której nie jest za dobrze, okazuje to, mówi o tym, a potraktowana jest jak czepiająca się natrętna mucha i w rezultacie obwiniona o całe zło ze zdradą włącznie? Jaki ma wpływ na to jak jej starania odbierze partner?
Wolność o której pisze End_aluzja to nie odcięcie się od partnera całkowicie. Wolność to zaakceptowanie go takim jakim jest, to brak potrzeby zmieniania go, "prostowania" jego myśli, to zrozumienie, że on może inaczej myśleć, oceniać i coś innego chcieć. Wolnośc to zrozumienie, że nie mam wpływu na to co on zrobi, mogę mu powiedzieć, dać do zrozumienia czego ja chcę, ale to on podejmuje decyzję jak postąpi.
Żyjąc razem mamy duży wpływ na siebie, nasze czyny, słowa, czy też brak jednych i drugich ma ogromny wpływ na to co czujemy czy myślimy, ale to ode mnie zależy co ja z tym zrobię. Jak mój M mnie urazi to ja decyduję czy mu się odwdzięczę, czy się na niego obrażę, czy pójdę do konta beczeć, on nie ma na to wpływu jak ja się zachowam, to mój wybór.
Dlatego ta wolność jest tak ciężka do zaakceptowania, bo trzeba wziąć pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Zawsze mamy więcej opcji do wyboru i nikt nie ma wpływu na mnie, to ja podejmuję decyzje.
I te decyzje mnie określają, po tym jak postępuję można powiedzieć kim jestem. Wszystkie naciski na drugą stronę pt:"masz zrobić tak czy tak", to tak naprawdę strzelanie sobie w stopę, bo jak mam się dowiedzieć jakim człowiekiem jest partner, jak on będzie robił tak jak ja chcę? To mi powie, że jest podatny na wpływy, nie potrafi zawalczyć o siebie.
Jak mój M pierwszy raz, jakieś 2 lata temu powiedział mi NIE, JA CHCĘ INACZEJ mimo że ja miałam inny pomysł to w pierwszym momencie byłam w szoku, a po chwili powiedziałam EUREKA. I to nie tak że ja robiłam do tej pory wszystko po swojemu, wręcz odwrotnie, moje postępowanie było nakierowane na to czego on oczekuje. On nie musiał mówić i tak nie gotowałam tego czego on nie lubi, prasowałam koszule tak jak on lubi, spełniałam jego życzenia zanim on pomyślał że takie ma. On to widział zgoła inaczej, uważał że się z nim nie liczę, bo się nie pytam co on chce. Ale jak zapytałam co mu nie pasowało, nie był w stanie nic wymienić, ale tak czuł i nie miałam na to żadnego wpływu, mógł to równie dobrze docenić
Dlatego tak mamy wpływ na to jak się zachowamy, mamy moc wpływania na uczucia naszych bliskich. Ale nie mamy wpływu na to jakie uczucia wywołamy naszym zachowaniem, jak zostanie ono ocenione i co zrobi ta osoba z tymi uczuciami.
Wolność to uświadomienie sobie że to ja decyduję co zrobić w każdej sytuacji, że nie mam wpływu na drugą osobę, bo ona też sama decyduje o sobie. Wolność to pozwolenie na to ,aby każdy mówił, robił i żył tak jak chce. Wolność to uświadomienie sobie że ja też mam takie prawo, i mogę zdecydować czy chcę żyć z kimś czy nie, i chcę nie mieć dylematów w tym temacie, a będę je miała jak będę go chciała zmieniać, bo to znaczy że mi nie pasuje taki jaki jest.
Czasami pod wpływem naszego zachowania zmieniają się zachowania innych, ale też nie możemy być pewni na jakie się zamienią.
kachna66,
no to jestem pod wrazeniem! WOW. Brawo, zaprosilbym Cie nawet na kawe i lody a w dodatku zaplacil rachunek. 98% to prawda co napislas, zdaje sie ze zdalas egzamin na partnerke. W gruncie rzeczy troche bym poprawil i mogly by byc moje slowa. Prawdopodobnie u mnie wygladalo by bardziej topornie, w stylu, w zwiazku tak samo jak to w zyciu bywa, wszystko odbywa sie wedlug zasady: AKCJA - REAKCJA. Wbrew pozorom nawet wtedy kiedy nam sie wydaje ze zadnej reakcji nie ma tam ona jest. Przyklad AKCA: Kachna66 prasuje koszule wedlug jak jej sie wydaje tego jak chce jej M, on nic nie mowi (teoretyczny brak reakcji) REAKCJA: M mysli sobie, w porzadku, tu Kachna funkcjonuje jak trzeba, nic poprawiac nie trzeba, jest ok, ALE!!! w zaleznosci od nastroju M, od wielu innych czynnikow, moze tez tez byc REAKCJA: kuzwa nic tylko prasuje i prasuje, usiadla by ze mna, ciagle zabiegana i nie ma na nic czasu, a pozniej bedzie jaka to zmeczona, po uj to teraz robi, nie mogla wczesniej albo pozniej? patrzcie, jak demonstruje ze tylko ona tu zapieprza, a d.. jeza, ide sie wyciagnac i na TV popatrzec. Tak sobie teoryzuje i troche przebarwiam, mysle ze czasami tak bywa. Szczegolnie wtedy gdy zle interpretujemy zachowania partnerki/partnera. Co gorsza bywaja sytuacje ze dosadnie mowimy to co nie pasuje i spotykamy sie z niezrozumieniem. Tu tez zachodzi AKCJA -REAKCJA.
W kazdym badz razie gdyby kazdy tak troche myslal jak Kachna66 konfliktow byloby troche mniej. Sek w tym ze jak Kachna juz tak daleko jest, a jej M jeszcze nie to jest to do bani. Dla mnie przemyslenia Kachny sa oczywistoscia i mije bardzo proste, sadze ze wszyscy faceci tak mysla i mamy to wrodzone. wybaczcie droge panie, ale facet to raczej praktyk, cos funkcjonuje --> nie trzeba naprawiac, z malzenstwem jak z autem, benzyne lac, olej wymienic i jezdzi
przemyslenia Kachny sa oczywistoscia i mije bardzo proste, sadze ze wszyscy faceci tak mysla i mamy to wrodzone. wybaczcie droge panie, ale facet to raczej praktyk, cos funkcjonuje --> nie trzeba naprawiac, z malzenstwem jak z autem, benzyne lac, olej wymienic i jezdzi
I tu mnie zaskoczyłeś bo znowu muszę powiedzieć EUREKA. "COŚ FUNKCJONUJE-NIE TRZEBA NAPRAWIAĆ"
My kobiety -przepraszam za te uogólnienie, ale wydaje się tym razem na miejscu- stale chcemy coś poprawiać
Jakoś tak nigdy nie mamy dość
Szczególnie po przejściach takich jak zdrada jest ciągły niedosyt tego starania, a tu proszę "funkcjonuje- nie trzeba naprawiać" Poza tym patrząc ze swojego punktu widzę , jeżeli chodzi o mojego M, to w 100% prawda, ileż razy zadawałam mu pytanie "czy nie przyszło ci na myśl....?" No nie przyszło... Zaakceptowałam to, ale kompletnie nie rozumiałam ,aż do tego "coś funkcjonuje -nie trzeba naprawiać" Kurcze a to takie proste.
Wiem, że zrozumienie takich rzeczy to jak znalezienie brakującego klocka w układance, nagle wszystko zaczyna do siebie pasować i przychodzi poczucie wolności.
Jestem wolna bo moje życie nie zależy od tego co M chce, ale od tego co ja chcę I to jest moje jedyne kryterium. Postępowanie M może spowodować że ja zechcę lub będę musiała zmienić coś w moim życiu, ale on już nie ma na to wpływu co i jak zmienię. Mam świadomość, że nie zawsze wybór jaki mam jest tym co bym wybrała, że nie zawsze będzie to spełnienie moich marzeń. Mam świadomość, że mogę wybrać dobrze, może też się okazać, że mój wybór był zły. Ale na pewno, podczas wybierania dokonam takiego wyboru, który będzie wydawał się najlepszy i będę na niego gotowa. Moje złe wybory, to błędy które popełniam, i daję sobie prawo do ich popełniania.
Wolność to moje granice których nie pozwalam nikomu przekraczać, nie zmuszam też nikogo do ich pilnowania, to są moje granice i nikomu nic do nich. Może się zdarzyć ,że ktoś nie zechce ich uszanować będzie chciał je przekraczać i ma do tego prawo, może chcieć i robić to co chce. A to czego on chce pokarze mi kim jest.Ale wolność,to również pozwolenie M na to samo w każdym szczególe. Pilnowanie swoich granic to wolność, pilnowanie granic partnera to niewola, dlatego najważniejsza w związku jest rozmowa. Komunikacja niewerbalna jest zabójcza, ona może nam dać sygnał, że coś jest nie tak, ale to tylko sygnał, nie pełna informacja.
Rozmowa to też trudny temat i sztuka ciężka do opanowania mimo znajomości zasad, bo odbywa sie na pozionie emocji i uczuć i logiczne argumenty sa mało uzyteczne.
kachna, napisałabym to samo
nie mam wpływu na mojego partnera, bo to on decyduje o reakcji
jesli będe miła i zawsze usmiechnbięta, może uznać, że jestem nudna i przewidywalna, chociaz ja bym chciała, żeby uważał, że jestem chodzacym ideałem;)
nie moge powioedzieć mojemu męzowi - zachowuj się tak i tak, to ja wtedy będe taka i taka
moge powiedziec, kiedyś robisz to.. czuję to...
a on zdecyduje co z tym zrobi
nie programuje go jak móju osobisty6 komputer, który reaguje na moje potrzeby i intencje
jest niezależny- jak pogoda;)
ja moge się odpowiedniio ubrac.. albo nie wychodzić z domu
aaa i dbać o ekologię, żeby tego środowiska naturalnego nie zmieniać na niekorzyśc;)
kachna, napisałabym to samo
nie mam wpływu na mojego partnera, bo to on decyduje o reakcji
jesli będe miła i zawsze usmiechnbięta, może uznać, że jestem nudna i przewidywalna, chociaz ja bym chciała, żeby uważał, że jestem chodzacym ideałem;)nie moge powioedzieć mojemu męzowi - zachowuj się tak i tak, to ja wtedy będe taka i taka
moge powiedziec, kiedyś robisz to.. czuję to...
a on zdecyduje co z tym zrobi
nie programuje go jak móju osobisty6 komputer, który reaguje na moje potrzeby i intencje
jest niezależny- jak pogoda;)
ja moge się odpowiedniio ubrac.. albo nie wychodzić z domu
aaa i dbać o ekologię, żeby tego środowiska naturalnego nie zmieniać na niekorzyśc;)
Tyle rzeczy mogę teraz a nie mogę wstecz ;( to najgorsze z czym dziś muszę sobie radzić ![]()
TEO50 napisał/a:przemyslenia Kachny sa oczywistoscia i mije bardzo proste, sadze ze wszyscy faceci tak mysla i mamy to wrodzone. wybaczcie droge panie, ale facet to raczej praktyk, cos funkcjonuje --> nie trzeba naprawiac, z malzenstwem jak z autem, benzyne lac, olej wymienic i jezdzi
I tu mnie zaskoczyłeś bo znowu muszę powiedzieć EUREKA. "COŚ FUNKCJONUJE-NIE TRZEBA NAPRAWIAĆ"
My kobiety -przepraszam za te uogólnienie, ale wydaje się tym razem na miejscu- stale chcemy coś poprawiaćJakoś tak nigdy nie mamy dość
Poza tym patrząc ze swojego punktu widzę , jeżeli chodzi o mojego M, to w 100% prawda, ileż razy zadawałam mu pytanie "czy nie przyszło ci na myśl....?" No nie przyszło... Zaakceptowałam to, ale kompletnie nie rozumiałam ,aż do tego "coś funkcjonuje -nie trzeba naprawiać" Kurcze a to takie proste.
Wiem, że zrozumienie takich rzeczy to jak znalezienie brakującego klocka w układance, nagle wszystko zaczyna do siebie pasować i przychodzi poczucie wolności.
PROSTE Ale czy dbać zaczynamy dopiero jak się sypie? Ostatnio u swego lekarza usłyszałam z dawna znaną teorię :"lepiej zapobiegać jak leczyć".
TEO a przegląd, serwis, wymiana oleju? Kto ma o to zadbać?
kachna, napisałabym to samo
nie mam wpływu na mojego partnera, bo to on decyduje o reakcji
jesli będe miła i zawsze usmiechnbięta, może uznać, że jestem nudna i przewidywalna, chociaz ja bym chciała, żeby uważał, że jestem chodzacym ideałem;)
Dla mnie blad w mysleniu, ja tak nie uwazam a nie slyszalem ze jakis facet przedstawil opinie ze jego usmiechnieta zona jest nudna i przewidywalna.
slyszalem natomiast: znowu zmierzla, znowu wkurzona, znowu zmeczona
A tak po prawdzie jestescie przewidywalne dla waszych mezczyzn bardziej niz wam sie zdaje, natomiast tego daru przewidywania same macie za krzte.
Oczywiscie uogolniam
czy jestem?
chcesz dyskutowac o samochodach? Tu tez mam ugruntowane poglady na maxa. Samochod jest po to by jezdzil. Serwis?? dziewczyno ja nie wiem ile jeden przeglad u Ciebie kosztuje, ale u mnie tyle ze za 2 przeglady mam najdrozsza czesc w aucie (gdyby sie popsula) lacznie z montazem, no moze procz silnika. Wymiana oleju a i owszem, robie ale nie przesadzam ze co do km jak w ksiazce. Ja mam wiare w przemysl motoryzacyjny ze bubli nie produkuja. A doswiadczenie tez mam z samochodami. Ale dosyc.
Czy ja powiedzialem ze naprawiac malzenstwo jak sie sypie? Wogole uwazam ze w stosunkach miedzyludzkich nalezy byc milym. To tez nie to!, ja jestem po prostu milym, bo taka mam nature.
No i jeszcze... tyle rzeczy moge teraz a nie moge wstecz. Skad ja to znam? no skad? A tlumaczenia rozmowy i tlumaczenia i rozmowy... hahhah ( nie tylko ha, bede smial sie krotko)
Tyle rzeczy mogę teraz a nie mogę wstecz ;( to najgorsze z czym dziś muszę sobie radzić
No z tym nie da się wiele zrobić, czasu nie cofniesz, ale czy na pewno byś chciała?
Jedyne co można z tym zrobić to zaakceptować to co było. Nie usprawiedliwić, zrozumieć czy wyjaśnić tylko zaakceptować, przyjąć takie jakie to było. I tu nie ma innego cudownego rozwiązania. Masz oczywiście inne wybory możesz się w tym babrać ile chcesz z naciskiem na "ile chcesz".
"PROSTE Ale czy dbać zaczynamy dopiero jak się sypie? Ostatnio u swego lekarza usłyszałam z dawna znaną teorię :"lepiej zapobiegać jak leczyć".
Nie chcę mówić za wszystkich, bo mogą mieć inne doświadczenia, ale ja całe życie dbałam o M, o dom i o dzieci. Czy robiłam źle ?
Ano tak bo zapomniałam zadbać o najbliższą mi osobę, o kogoś z kim spędzam całe życie, o siebie. Bo poczyniłam wiele założeń, co do innych, a oni mieli inny pomysł na siebie niż moje założenia. Dlatego moja odpowiedź jest taka " tak zaczęłam dbać o siebie dopiero wtedy jak się posypało" .
End-aluzja, ja rozumiem, że to miał być przykład, że cokolwiek nie zrobisz on pomyśli po swojemu. Ale myślę że nie każdy to wie. Dlatego pozwolę sobie ten temat rozwinąć.
Jak będę miała powód być uśmiechnięta non stop, to będę. Nie jestem jasnowidzem i nie wiem co on pomyśli. Najgorsza klatka w małżeństwie to ta w której sami się zamykamy, bo nikt nie ma klucza, tylko ja i najczęściej nie mam o tym pojęcia. Klatka pt. co on zrobi, pomyśli, czy powie?. I dopasowywanie moich zachowań do niego. To klatka, która mnie ogranicza, bo nie mogę być sobą.
trudno kachna teraz kontra.
moim zdaniem oczywiscie. Zaakceptowac to tyle co zrozumiec, a zrozumiec to tyle co wybaczyc. NEVER!!!. Bo co bo tlumaczenie taki/taka bylam i juz. Poteoretyzujmy. Kazda katastrofa ma jakas swoja przyczyne. kazda. Niech bedzie katastrofa powiedzmy rozstanie ( niedaleko odbiegamy od tematu) to przeciez jakos sie powolutku nawarstwiala, jakies pretensje byly, cos powoli przestawalo funkcjonowac. Watpie ze kazdy kto ma problem z rozstaniem mi zaprzeczy. Tylko pytanie czy zauwazalismy te male defekty, co zrobilismy? Czasami jest tak ze ta niezadowolona strona w malzenstwie juz calkiem otwarcie mowi co jej nie lezy. A kto z tych opuszczonych z reka na sercu powie tak wiedzialem/lam i robilam wszystko by naprawic, by nie tyle cos zmienic, ale by zmienic tak zeby bylo dobrze?? To takie brzeczenie muchy nad kupa lajna, ze zycie to zycie i nie ma recepty. Kazdy gdy cokolwiek cos robi to ma jakies wyobrazenia i jakies wymagania i chce to tak miec a nie inaczej. Jka jest inaczej to wtedy sa rozczarowania i pretensje. Ja tu nie mowie o jakis marginesach, jak juz mi zarzucono ze sex po sniadanku, przed obiadkiem po obiadku i miedzy pieluchami! Tepota ludzka i tyle. Sorry ze akurat ten przyklad mi sie nasunal, ale u mnie wywolal wielkie wzburzenie. Kobiety to nie materace, a tapczan dobrze sie rozklada... Ale jak tego sexu zabraknie.... no to sorry. A tak na boczku zastanowcie sie ile malzenst wlasnie o sex sie rozwala..
piszesz tez:
"Nie chcę mówić za wszystkich, bo mogą mieć inne doświadczenia, ale ja całe życie dbałam o M, o dom i o dzieci. Czy robiłam źle ?
Ano tak bo zapomniałam zadbać o najbliższą mi osobę, o kogoś z kim spędzam całe życie, o siebie. Bo poczyniłam wiele założeń, co do innych, a oni mieli inny pomysł na siebie niż moje założenia. Dlatego moja odpowiedź jest taka " tak zaczęłam dbać o siebie dopiero wtedy jak się posypało" . "
Ja bym chcial widziec jak to dbanie wygladalo. Zaryzykowalbym reke nawet ze wedlug Twojego planu. Tak jak Tobie wydawalo sie dobrze.
Ja sam dalem sie zlapac w sidla tej teori. jedno z moich pytan do zony bylo: to co? zle bylo ze robilem sprzatalem, gotowalem, okna mylem bys miala mniej roboty? zle bylo ze jak cos sie popsulo to naprawilem? zle bylo ze wyremontowalem pomalowalem, przerobilem itd? "No nie bylo zle". Ale tez dobrze nie bylo, wynika z tego ze musialem!. Chwala Bogu ze nigdy sie nie poczuwalem do tego ze cos musze, ze podchodzilem do wszystkiego z punktu potrafie to i zrobie a nawet mi to przyjemnosc sprawia.
Jedno Ci powiem dziewczyno (kobieto) Ciesz sie ze byla u Ciebie jakas tam katastrofa i ze odnalazlas siebie. Tak po tej katastrofie moja zona odnalazla siebie. A ja czuje sie jakbym ja zniewolil i katorge ze mna przezyla. Tak jakby w kajdanach musiala chodzic. I jak czytam tu od jednej czy drugiej, ze nie byly soba, albo ze nie sie gdzies nie mogly odnalezc to mnie szlag trafia. A wszystko poparte tym ze przewaznie mezczyzna niedojrzal do zwiazku!!! Ja pierdziele ja jakims cudo nie jestem, mysle ze przecietny facet ktory robi tak jak inni. Chce dobrze i ma swoje udzialy. (nie zeby jakas kura pomyslala ze daje siebie za przyklad). W pale mi sie nie miesci ze mezczyzni moga byc inni. Ach szkoda gadac!
Kazda katastrofa ma jakas swoja przyczyne. kazda. Niech bedzie katastrofa powiedzmy rozstanie ( niedaleko odbiegamy od tematu) to przeciez jakos sie powolutku nawarstwiala, jakies pretensje byly, cos powoli przestawalo funkcjonowac. Watpie ze kazdy kto ma problem z rozstaniem mi zaprzeczy. Tylko pytanie czy zauwazalismy te male defekty, co zrobilismy? Czasami jest tak ze ta niezadowolona strona w malzenstwie juz calkiem otwarcie mowi co jej nie lezy. A kto z tych opuszczonych z reka na sercu powie tak wiedzialem/lam i robilam wszystko by naprawic, by nie tyle cos zmienic, ale by zmienic tak zeby bylo dobrze??
Teo50 - powiedz mi z włąsnego doswiadzczenia czy ty mowiłes wprost zonie ze cos ci nie pasuje , ona rowniez składała jakies zażalenia co do Ciebie ?? Nie widzieliscie wzajemnych sygnałow ze cos sie sypie i idzie w zła strone .Nie chcieliscie tego zawczasu naprawiac tylko musiało dojsc do katastrofy "zdrady". Czy brakło wam własnie tej komunikacji i to sprawiło ze zostałeś zdradzaczem ??
Co kieruje facetem ze idzie w bok ??
ryba- to banalne pytanie i niepotrzebne
bo znowu wracasz do tego, że ty mogłabyś coś zrobić, coś powiedzieć, jakoś zadziałać, jakoś zapobiec żeby...
a nie mogłaś, gdybyś nie była rybą tylko płazem? no to pewnie twój związek wyglądałby inaczej. ale jesteś rybą..
pytasz o sygnały, że się sypie.. nie musi się sypać.. by się posypało. często najpierw się posypuje.. a potem się zauważa, że się pozypało już wczesniej...
nie ma tak, że sa powody, kamienie milowe, momenty, decyzje, zakręty
coś jest, a potem tego nie ma
czegoś nie ma, a potem jest
nie znajdziesz racjonalnych powodów dlaczego teo, ktokolwiek zdradził, nie wytłumaczysz, nie zracjonalizujesz
się zdarzyło
było
będziesz pamiętać
on też
pytanie - co dalej
406 2014-06-03 13:26:15 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-06-03 13:33:40)
ryba- to banalne pytanie i niepotrzebne
bo znowu wracasz do tego, że ty mogłabyś coś zrobić, coś powiedzieć, jakoś zadziałać, jakoś zapobiec żeby...
a nie mogłaś, gdybyś nie była rybą tylko płazem? no to pewnie twój związek wyglądałby inaczej. ale jesteś rybą..
pytasz o sygnały, że się sypie.. nie musi się sypać.. by się posypało. często najpierw się posypuje.. a potem się zauważa, że się pozypało już wczesniej...
nie ma tak, że sa powody, kamienie milowe, momenty, decyzje, zakręty
coś jest, a potem tego nie ma
czegoś nie ma, a potem jestnie znajdziesz racjonalnych powodów dlaczego teo, ktokolwiek zdradził, nie wytłumaczysz, nie zracjonalizujesz
się zdarzyło
było
będziesz pamiętać
on też
pytanie - co dalej
Pozwolę sobie Endi z Tobą nie zgodzić.
Na tym etapie, na którym teraz ja jestem zrozumienie jest dla mnie bardzo istotne.
Właśnie po to żeby odpowiedzieć sobie na pytanie CO DALEJ ?
TEO,
To, co piszesz do mnie przemawia.
Ale może jest tak dlatego, że mi po prostu ciężko zaakceptować bombę, która rozwaliła moje życie.
Ty być może jesteś na tym samym etapie.
Ja też potrzebuję zrozumienia, akceptacja mi nie wystarcza. Dlatego wciąż tkwię w punkcie, nie potrafiąc wybaczyć.
Ja to widzę tak:
Załóżmy, że uwielbiasz szybką jazdę samochodem i posiadasz świetny samochód. Jednak nie ma w okolicy drogi, na której mógłbyś i siebie, i auto sprawdzić.
Możesz lobbować w samorządzie, aby drogę na Ostrołękę odremontowali.
Albo dostrzec, że właściwie jesteś szczęściarzem, bo może to nie do końca tor wyścigowy, ale w okolicy jest opustoszałe lotnisko, na którym można poszaleć ? wystarczy teren uporządkować.
I wyobraź sobie, że pewnego dnia oddają do użytku szeroką, prostą drogę o idealnie równej nawierzchni.
Nic tylko nacisnąć na gaz i jechać 100, 150, 200 km/h.
Nie trzeba lobbować, nie trzeba porządkować.
Jest tylko problem w tym, że na początku tej super drogi jest znak ograniczający prędkość do 30 km/h i oznaczenie SZKOŁA.
Nie potrafisz się powstrzymać. Co myślisz naciskając na gaz :
1. Będzie zabawa, wreszcie sobie poszaleję ? nic i nikt nie jest w stanie mnie zatrzymać.
2. Jest ryzyko, że gdy ze szkoły wybiegnie beztrosko dziecię, nie zdążę zahamować, mogę skrzywdzić dziecko, jego rodziców, rodzeństwo i kolegów?
3. Jest ryzyko, że złapie mnie policja, dostanę mandat, może zatrzymają moje prawo jazdy, ogólnie zostanę ukarany?
A gdy już raz pojechałeś i żadna z powyższych opcji nie zrealizowała się to, co myślisz dalej:
1. Wow! Jak było super! Będę dalej tam jeździł. COŚ MI SIĘ OD ŻYCIA NALEŻY!
2. Wygląda na to, że dzieciaki w tym czasie mają lekcje ? nikogo nie skrzywdzę. Choć jest możliwe, że wyjdzie spóźnialski, zmienią plan lekcji, skrócą lekcje,? muszę być ostrożny, żeby nikogo NIE SKRZYWDZIĆ.
3. Policja to frajerzy, bo swoją uwagę nie tutaj koncentrują. Hmmm?Chociaż jest możliwe, że policja zainteresuje się okolicą szkoły. Muszę być ostrożny żeby KARY UNIKNĄĆ.
I jeździsz po tej super drodze codziennie.
Dopóki dziecka nie potrącasz.
Dziecko leży nieprzytomne na drodze W myślach widzisz już jak ono cierpi, jego rodzice pałają nienawiścią, policja grozi Tobie wieloletnim więzieniem. Co dalej myślisz:
1. O jaki głupi byłem. O sobie tylko myślałem, nie przewidziałem możliwych konsekwencji. Teraz niewinni cierpią i mnie się dostanie i jeszcze samochód zniszczony.
2. Jejku, miałem nadzieję, że jednak nikogo nie skrzywdzę. Jednak stało się. Muszę przeprosić, prosić o wybaczenie, zrobię wszystko, żeby naprawić wyrządzoną krzywdę. Karę więzienia przyjmę z pokorą.
3. Uciekam z miejsca wypadku, za granicę, na koniec świata ? zacznę życie od nowa. Mam nadzieję, że w okolicy będą drogi, na których będę mógł poczuć się wolny.
Dla mnie te wszystkie 3 etapy mają znaczenie, zrozumienie postawy przed, w trakcie i zaraz po są dla mnie szczególnie istotne w procesie wybaczenia.
Tak jest. Tego potrzebuję. I już.
A powodów jest wiele, ale dominuje: zdolność do refleksji, wyciągnięcia wniosków, wzrost samoświadomości.
To mi da odpowiedź na pytanie: CO DALEJ
ryba- to banalne pytanie i niepotrzebne
bo znowu wracasz do tego, że ty mogłabyś coś zrobić, coś powiedzieć, jakoś zadziałać, jakoś zapobiec żeby...
a nie mogłaś, gdybyś nie była rybą tylko płazem? no to pewnie twój związek wyglądałby inaczej. ale jesteś rybą..
pytasz o sygnały, że się sypie.. nie musi się sypać.. by się posypało. często najpierw się posypuje.. a potem się zauważa, że się pozypało już wczesniej...
nie ma tak, że sa powody, kamienie milowe, momenty, decyzje, zakręty
coś jest, a potem tego nie ma
czegoś nie ma, a potem jestnie znajdziesz racjonalnych powodów dlaczego teo, ktokolwiek zdradził, nie wytłumaczysz, nie zracjonalizujesz
się zdarzyło
było
będziesz pamiętać
on też
pytanie - co dalej
Endi to nie chodzi o mnie
Ja jestem szczesliwa sama ze soba
z nim
a co dalej ?? - dalej jest zycie
Tu bardziej chodziło o Teo - bo on pieknie poucza dlaczego nie naprawi sie jak sa sygnały itp. ale czy to jego teoryzowanie poparł w swoim życiu ?? Czy to tylko teoria w pismie ?? a zycie robi to co robi ??
Jestem ogolnie osobą Ciekawa innych ludzi i stad moje pytanie .
...co dalej...?!
I to jest gwóźdź programu.
Musimy myśleć częściej"ja w związku" niż "my".Odrobina egoizmu.
No i..."gonić króliczka" ![]()
Zaakceptowac to tyle co zrozumiec, a zrozumiec to tyle co wybaczyc. NEVER!!!.
Zaakceptować to zaakceptować bez dodatków. Nie da się zrozumieć, bo to nie o logikę chodzi, a o uczucia, "no jak on mógł, jak ja tak się starałam " "a ja to niby się nie starałem" ja czułam to, on czuł tamto jak się w tym połapać? Pamiętasz "wiele prawd" moja prawda jest najmojsza i nie zrozumiem twojej. Dla tego zaakceptować, że on/ona inaczej to rozumiała, inaczej czuła. Można długo próbować zrozumieć, czy tłumaczyć drugiej osobie tak co by zrozumiała, ale gdzieś na końcu zawsze padnie pytanie -tak do kompletnego zrozumienia- czyli uważasz, że nic złego nie zrobiłeś? Ja nigdy nie zrozumiem dlaczego ..... Nigdy nie zrozumiem dlaczego wybrał najgorszą z możliwych dróg, dla związku, którego nie chciał zakończyć.
" Kazda katastrofa ma jakas swoja przyczyne. kazda. Niech bedzie katastrofa powiedzmy rozstanie ( niedaleko odbiegamy od tematu) to przeciez jakos sie powolutku nawarstwiala, jakies pretensje byly, cos powoli przestawalo funkcjonowac. Watpie ze kazdy kto ma problem z rozstaniem mi zaprzeczy."
I tu się w pełni z tobą zgadzam. Za związek są odpowiedzialne obie osoby w nim żyjące, nikt opaski nikomu nie zakładał, za to że nie reagowałam czy nie zauważałam, czy zauważałam, ale nic z tym nie zrobiłam biorę pełną odpowiedzialność. Tak za rozpad związku są obie osoby odpowiedzialne.
Ale zdrada to jest sprawa tylko zdradzającego, to decyzja, podjęta przez jedną osobę, bez udziału drugiej. Nie mogę odpowiadać za wybory mojego M, tak jak ty nie odpowiadasz za wybory twojej żony. Ile razy słyszałeś "ja robiłam tak bo ty coś tam...." ? Bierzesz odpowiedzialność za zachowania swojej żony do których "ją popchnąłeś" ? Nie bo ona ...... No właśnie co? Wszystko co robiłeś jest twoim wyborem. tak jak to co robi twoja żona jest jej wyborem.
" wyobrazenia i jakies wymagania i chce to tak miec a nie inaczej. Jka jest inaczej to wtedy sa rozczarowania i pretensje."
Oto są skutki założeń, napiszę sobie scenariusz pt.moje/nasze życie" i oczywiście zakładam, że wszyscy aktorzy wiernie odegrają swoje role. A tu du...pa, jeden gra inaczej i nieszczęście gotowe. Nie oceniam czy gra źle czy dobrze, inaczej, ale moje założenia padły.
"Ja bym chcial widziec jak to dbanie wygladalo. Zaryzykowalbym reke nawet ze wedlug Twojego planu. Tak jak Tobie wydawalo sie dobrze."
Ależ oczywiście ,że w/g mojego planu, bo ja miałam scenariusz na nasze życie, bardzo dobry, tam było wszystko napisane, a ponieważ M nie zgłaszał sprzeciwów to założyłam że jest ok. A jak czasem się sprzeciwiał to coś tam odpuściłam ,ale tak co by mi pasowało. Widzisz ja biorę pełną odpowiedzialnośc za siebie i swoje błędy, nie oskarżam M o to że godził się na to czy tamto i nie każę mu brać odpowiedzialności za moje zachowanie. On ma swoje zachowania, za które jest odpowiedzialny.
"Ja sam dalem sie zlapac w sidla tej teori. jedno z moich pytan do zony bylo: to co? zle bylo ze robilem sprzatalem, gotowalem, okna mylem bys miala mniej roboty? zle bylo ze jak cos sie popsulo to naprawilem? zle bylo ze wyremontowalem pomalowalem, przerobilem itd? "No nie bylo zle". Ale tez dobrze nie bylo, wynika z tego ze musialem!. Chwala Bogu ze nigdy sie nie poczuwalem do tego ze cos musze, ze podchodzilem do wszystkiego z punktu potrafie to i zrobie a nawet mi to przyjemnosc sprawia."
Myślę że nie o to żona miała pretensje.
Tak po tej katastrofie moja zona odnalazla siebie. A ja czuje sie jakbym ja zniewolil i katorge ze mna przezyla. Tak jakby w kajdanach musiala chodzic. I jak czytam tu od jednej czy drugiej, ze nie byly soba, albo ze nie sie gdzies nie mogly odnalezc to mnie szlag trafia. A wszystko poparte tym ze przewaznie mezczyzna niedojrzal do zwiazku!!! Ja pierdziele ja jakims cudo nie jestem, mysle ze przecietny facet ktory robi tak jak inni. Chce dobrze i ma swoje udzialy. (nie zeby jakas kura pomyslala ze daje siebie za przyklad). W pale mi sie nie miesci ze mezczyzni moga byc inni. Ach szkoda gadac! "
Wiesz ile ja razy słyszałam takie słowa? Dużo.
Nie wiem jak ty, ale u mojego M funkcjonowało takie przekonanie, ze za wszystko co było złe, ja jego i tylko jego obwiniam. Jakby nie słyszał słów , które głośno przecież mówiłam. TO JA O SIEBIE NIE DBAŁAM. Nigdy nie myślałam, ze on ponosi za to odpowiedzialność ,nie znaczy to również ze on w tym czasie nie dbał o mnie, nie znaczy to również ,ze ja mam do niego zal, ze musiałam dbać o niego i brakło mi czasu na siebie. To nie ma nic wspólnego z nim, to był mój wybór. I nie opieram tego o M, to moja sprawa, to ja musze to poukładać. Widzisz to że kobieta jest poukładana, dom, praca dzieci i wszystko jest pozapinane na ostatni guzik nie znaczy ze jest dojrzała do małżeństwa, a jak trafi na partnera który też ma braki to kipisz gotowy. A niestety często tak bywa, że swój do swego. Różnica jest taka że kobieta musi odnaleźć siebie, a u faceta jak działa to ok.
Kobieta musi sobie ponazywać , poukładać i pozwolić sobie i innym na wolność. I myślę że facetowi też się to przyda i dobrze aby to zrobili, ale to już nie mój probblem.
"Jedno Ci powiem dziewczyno (kobieto) Ciesz sie ze byla u Ciebie jakas tam katastrofa i ze odnalazlas siebie. Tak po tej katastrofie moja zona odnalazla siebie. "
I cieszę się , wolałabym bez tej katastrofy, ale no cóż, miałam szansę, kilkanaście lat było bez katastrofy, nie wykorzystałam jej. Mój błąd.
to sie narobilo, jasny gwint, jeden facet i tyle pytan!, az sie wierzyc nie chce ze nie macie swoich facetow.. ha (krotko i sarkastycznie) pewno napisze z 2 posty teraz.
ryba81.
Nie urodzilem sie z recepta na zycie w reku, wszystko krok po kroku sie krystalizowalo. Wiec tak, najpierw myslalem ze to co jest moje (moje zdanie) to tez jest jej zdanie. Pozniej sie zorientowalem ze tak to nie dziala, wiec zaczalem artykulowac moje zdanie. To tez nie zadzialalo, wiec to zdanie poparlem mocnym glosem i niewerbalnie. No to tez nie pomoglo. Wniosek---> masz mnie w dupie, wiec nie jestem dluzny.
Pominalem wszystko to co oczywiscie subiektywnie odczuwalem jako jej "wymagania" Nie moja zona nie wypowiadala zyczen, mimo ze pytalem.
Co kieruje facetem ze idzie w bok?
Ja sobie mysle wyrownanie deficytow, jakiekolwiek one sa. Jednemu brakuje to drugiemu tamto. Ja nie powiem co Twojemu facetowi brakuje, ale z otoczenia wiem ze paru pare rzeczy brakuje, czy zdecyduja sie na zdrade nie wiem. To nie jst tak ze rano sie budze i kawe zrobie i przy kawie podejmuje decyzje dzisiaj sobie zonke zdradze! ha. Jest jeszcze cos o czym slyszalem. ale na wlasnej skorze nie odczulem, podobno cos dla odmiany, a inny aspekt to jak zycie tak mija to facet sam sie pyta siebie, jestem jeszcze atrakcyjny? zarwe jakas laske?........ Hi Hi jestem, jestem, jestem teraz nawet atrakcyjniejszy niz bylem..
End_aluzja
ja zdradzalem racjonalnie, to znaczy z glowy. wiec nie mow ze nie znajdzie sie racjonalnych powodow. To tylko takie babskie gadanie. Mimo ze lubie czytac Twoje posty nie wszystko co piszesz jest dobre. Jakas taka melancholijna niby mysli ale jakos zawile. No wiec tu sie nie zgodze.
Przyszłość
juz nie uwielbiam szybkiej jazdy, ulanska fantazja mi minela. Owszem czasami jestem zmuszony pedzic 210 na godzine, ale meczy mnie to strasznie i po portfelu bije. Jezdze 200 tam gdzie mi wolno, wiec pewno jakos rozrozniam miejsca wolno nie wolno. Nie zdarzy mi sie ze ze szkoly wybiegnie mi dziecko, widzac dziecko z daleka automatycznie zwalniam i jestem przygotowany ze to dziecko bedzie nie obliczalne na jezdni, to samo robie z kazdym pieszym i kazdym rowerzysta. Zdaje sobie sprawe ze w tej formie jakiej sa na jezdni nie maja z moim samochodem zadnych szans.
Sorry cos ten Twoj przyklad z samochodem do mnie nie trafia. Gdyby nie daj Boze kiedykolwiek doszlo do tragiczenego wypadku ze zgonem, na pewno nie spitolilbym. Powiem wiecej nawet gdyby jakis dziecko wyskoczylo mi pod kola na autostradzie ( zauwaz ze to raczej niemozliwe, i nierealne i na pewno nie bylaby moja wina, gdyby juz!) to czulbym sie fatalnie, W zaleznosci kogo bym wiozl ze soba to w ulamku sek musialbym rozstrzygnac dziecko albo my. Gdybym jechal sam.. na pewno dziecko!! ja juz swoje zycie przezylem, ja juz mentalnie i finansowo jestem przygotowany na ten moment, nawet jutro moge zejsc... Nie zrozum tego jednak ze tego szukam, ciesze sie z kazdej chwili na tym ziemskim padole.
ZUZA33,
no wiesz, z tym nigdy nie mialem problemu. Czesto mysle ja, rzadziej my. Gdy ustalilisMY ze bedzieMY remontowac mieszkanie, to JA je pomaluje a nie MY. chyba ze pomozesz. Gdy mam ochote jechac gdzies na gielde jade JA a nie MY, chyba ze chcesz mi dotrzymac towarzystwa. Gdy wychowujeMY dzieci to JA je wychowuje i TY je wychowujesz, JA ide z dziecmi pograc w pilke a nie MY, chyba ze masz ochote, ale jak dziecko zbladzi i ustalilisym ze maja byc przykre konsekwencje to za kara stoiMY oboje mimo ze na przyklad JA pasa wyciagam. (bez oburzenia moje dzieci kazdo z osobna jeden raz oberwalo pasem, serce mi sie kroilo, ale oberwaly i juz) wiecej nie trzeba bylo. Zreszta Wam sie pewno dziwne nie wyda ze jestem zwolennikiem kar cielesnych.
ale chcialem pisac o JA. czasami tak bywa ze jedna ze stron ma problemy z tym JA, uwazam ze wtedy podsawiadomie sie godzi z tym ze druga dyktuje co jest JA i MY i dodatek. Zreszta temat do rozwiniecia
kachna66
uzylem skrotu myslowego, mam wytlumaczyc? Dla mnie zaakceptowac to zaakceptowac, ale malutki kroczek i juz jest zrozumiec, i jeszcze malutki to juz wybaczyc. Zrozumiale? czy przyklady takie proste moge dac wiesz takie z obiadu...
Tak sa rozne prawdy, i ja nie jestem wszystkowiedzacy by spojrzec na kogos i juz wiedziec. Wiec jak ktos nie wypowiada sie a o cos chodzi, To stawiam pytania, ja tych pytan stawiam w zyciu miliony, (niektorzy moji znajomi mowia ze sledczym powinienem byc. a rodzinka ze wierce dziure w brzuchu) No wiec zeby byc pewnym to to co zrozumialem powtarzam w formie pytania: to to i to i tak to myslalas/myslales? czasami tak a czasami nie. Ale pozostanmy przy zonie, dopowiedz NIE, no jak nie tak, no to to samo z inna konluzja i tak to myslalas? NIE, no to trzecia opcja a moze tak? NIE, NO to jak tak srak owak, tak zle i tak niedobrze..
Jak Ty bierzesz odpowiedzialnosc za swojego meza to Twoja sprawa. Ja nie biore odpowiedzialnosci za moja zone. Ona jest wolnym obywatelem. Wiesz jakie ja mam konsekwencje mojej zdrady?? Guzik wiesz, nic null zero. I sie nie dowiesz. Jak by Ci sie podobala teza. Jedziemy na wczasy do Indii, daleko nietanio, Ty nie masz urlopu? jade sam, ale za wczasy placimy oboje... To masz tu Twoja odpowiedzialnosc za meza.
Nie mialas scenariusza? a moze myslisz ze ten scenariusz to film, tak ma byc a nie inaczej. Nie nie kochana taki scenariusz jak mamy z kinematografii wybierac to SERIAL, pewien aktor zachoruje, pewien nie ma juz ochoty, a pewien umrze. Trzeba scenariusz przepisywac chociazby z 10 razy ale kanwa pozostaje ta sama
nastepny punkt pominmy, wyobraz sobie ze tez miala...
Hm, to tak ni z gruszki ni z pietruszki czul sie winny za niepowodzenia? cos mi sie wierzyc nie chce, bo ludzie maja sklonnosc zwalanie winy na innych.
Tak znam takie ponazywanie... szkoda gadac
Przyjaźń, świetnie cię rozumiem, że potrzebujesz zrozumienia i nie będę cię od tego odwodzić. Powiem ci tylko że nie znam żadnej kobiety która zrozumiała dlaczego, nie mówię, że nie znała odpowiedzi, ale nie rozumiała jej. Do wybaczenia nie potrzeba zrozumienia, jest na to wiele dowodów. Rodzice brutalnie zamordowanej dziewczyny wybaczają mordercy, dziecko bite przez pijanego ojca jak dorośnie potrafi wybaczyć, ale ani jedni ani drudzy nie zrozumieją. Będą wiedzieć że zabił bo był zdenerwowany, bił bo nie panował po pijaku, ale czy to zrozumieją?
To samo ze zdradą, możesz znać odpowiedź dlaczego to robił, ale czy zrozumiesz?
Wiem że masz taką potrzebę to może po prostu zapytaj zdradzacza.
Powiem ci co ja usłyszałam:
nie miał świadomości że mnie krzywdzi bo ja o tym nie wiedziałam.
Na ogół nie miał wyrzutów sumienia, chyba, że ktoś mówił jaki to on uczciwy i dobry M jest, zawsze sobie wtedy obiecywał, że już nigdy i na obiecywaniu się kończyło.
Wyszukiwał rzeczy które ja robiłam źle co by swoje sk......wo wytłumaczyć i pozwolić sobie
ja miałam się nigdy nie dowiedzieć
nigdy nie miał zamiaru ode mnie odejść
zawsze mnie kochał
zdrady mnie nie dotyczyły, to był jego świat, mnie tam wtedy nie było
Nie wiem jak ty, le ja nie rozumiem , choć wiem dlaczego.
A wybaczenie jest świadomą decyzją, którą trzeba podjąć dla siebie, bo niewybaczona krzywda mnie/ciebie najbardziej obciąża.
Wychodzenie z tego gó....na to przeżycia porównywane do żałoby po stracie najbliższej osoby i nie da się przeżyć w tydzień, czy dwa, to proces o wiele dłuższy trwający czasem latami.
Jak masz taką potrzebę to staraj się zrozumieć, ale bądź przygotowana na wszystko.
A odpowiedziałaś sobie na pytanie ?jak to miałoby wyglądać, żeby pomogło ci wybaczyć? A czego nie będziesz w stanie?
Teo50 owszem zrozumiałam skrót myślowy i nadal powtórzę być może do znudzenia, wiem dlaczego, ale nie rozumiem i nie jest mi to potrzebne do wybaczenia.
A ja nikogo nie będę kilka razy pytać , czy aby na pewno tak. Mój M to dorosły facet i potrafi mówić i zadbać o siebie, to niech dba.
nie nie biorę odpowiedzialności za M, tylko za sobie, bo tylko za siebie mogę odpowiadać.
O, tak nie czuł się winny, ale czuł że ja go o wszystko obwiniam.
A prawda jest taka, że obwiniałam go o zdradę i okłamywanie mnie i nie uznałam żadnego usprawiedliwienia. To co zrobił, było złe, a ja nie zrobiłam nic aby na to zasłużyć.
Dziś patrzy na to inaczej, wiem że nie potrafi sobie wybaczyć, bo zniszczył nasze małżeństwo i zamiast kupony odcinać to my po terapiach się włóczyliśmy. Prawda jest taka, że oboje odpowiadamy za stan naszego małżeństwa, ale zdradzając to on wziął winę na siebie.
Teo wszystko co napisałam to moje racje, moje myślenie i nikt nie musi się z nimi identyfikować. Mam świadomość że każdy ma prawo do innego myślenia.
413 2014-06-03 23:34:24 Ostatnio edytowany przez URMA (2014-06-03 23:37:28)
@Teo50 Co to znaczy zdradzić racjonalnie ? Bo jeśli z wyrachowaniem to znaczy cynizm do kwadratu.
A jakby ciebie żona zdradziła to jak byś się zachował ?
Jeśli żona ciebie nie ukarała za zdradę znaczy że poślubiłeś głupią osobę o niskiej wartości w takim wypadku powinieneś wsiąść z gwoli przyzwoitości rozwód z własnej winy.
Ok Kachna66,
jestesmy innymi ludzmi, wszystko nas dzieli, inaczej sie wychowywalismy do innych szkol chodzilismy i inaczej patrzymy na zycie. Kazdy ma swoje spojrzenie i jedno nie jest gorsze od drugiego.
Pewno nie warto, ale jednak sie przemoge. Jestem pewien ze jakies powody ten Twoj M do zdrady mial. Przeciez nikt nie idzie sobie tak w bok bo mu sie nudzi. Druga sprawa to co to jest zdrada, ale ze Ty radykalna jestes to biore za pewnik ze cala gama od a do z. Jak Ty sobie wyobrazasz? Ze partner tak przy obiedzie miedzy pierwszym i drugim daniem, mowi: kochanie, o 16 ide do burdelu z zamiarem zdrady gdyz:...( tu powod), mam nadzieje ze sie nie gniewasz bo Cie informuje i nie oklamuje, ale wierz mi to nic powaznego ide sobie tylko zapimpac, na dodatek nie tak jak miedzy nami jest tylko powiedzmy.... z dwoma panienkami.
Ito by bylo ok tak? Watpie czy drugie danie by zjadl.
Latwo powiedziec to co zrobil bylo zle........., Z Twojego punktu widzenia na pewno, zapytaj go czy z jego punku widzenia bylo to zle, zapytaj czy w momencie zdrady widzial ze to zle bylo.
"Dzisiaj patrzy inaczej", no coz pewno nie zastygliscie jak kamienie, wiele sie wydarzylo cos sie na pewno wyklarowalo, watpie ze bez zdrady bylibyscie tam gdzie jestescie. Pozostalo by przs Status quo. Ty dalej bys nie robila nic zlego. Odpowiadacie odpowiadacie za stan waszego malzenstwa, tylko takie mam przeczucie ze tym sternikiem to Ty jestes, a zaloga nie ma nic do gadania. "Kupony odcinac"? moze to nowa moda ja tam o zadnych kuponach nie slyszalem mi nikt zadnych nie dal, a moze zonka zakosila, kto tam wie..... kobiety sa do wszystkiego zdolne, takie owieczki niewinne.
Oczywiscie ze nikt nie musi sie identyfikowac z Twoim zdaniem, ale znajac to milieu tutaj kazda kura pomysli yes, to jest non plus ultra. Prawda uniwersalna.
Zrob sobie test kobieto. zapytaj tego Twojego M, czy w chwili zdrady byl gotow z Toba skonczyc. nie pod katem czy chcial, nie nie, ale pod katem czy jakbys mu walizki wystawila stulilby uszy i poszedl.
URMA,
dla mn ie tylko zdrada z wyrachowaniem jest, po prostu racjonalnie, wszelkie dzialania skierowane ku temu by po prostu zdradzic. A tam jakies inne bo jej albo jemu w glowie sie zawrocilo czy cos, to mozna jakos przedyskutowac. Ale jak sa jawne zachowania ze dazy sie do jakiegos celu... przespac sie z kims na boku, a co gorsza emocjonalnie sie z nim zwiazac to tak to jest zdrada.
Tak konsekwencje byly, a jakze dosc dotkliwe dla mnie.
cytuje:
"Jeśli żona ciebie nie ukarała za zdradę znaczy że poślubiłeś głupią osobę o niskiej wartości w takim wypadku powinieneś wsiąść z gwoli przyzwoitości rozwód z własnej winy."
nawet gdyby mnie nie ukarala, nie smialbym o niej powiedziec ze jest glupia i o niskiej wartosci. Opierasz swoje wartosi na stopniu ukarania? im bardziej karzesz tym masz wieksza wartosc? Jka jest u Ciebie maksymalna kara? chlosta, 2 lata bez pozycia, masz do tego specjalny katalog?
Gwoli jakiej przyzwoitosci? Twojej? jej? srodowiska? ludzkosci? mojej? Co Ty wiesz o moim malzenstwie? Moze Ty jestes ta jedyna co dostala instrukcje obslugi meza, zony, malzenstwa? Dawaj ja tutaj bo my wszyscy tego nie dostalismy!!! musimy sie sami uczyc.
Ktos tu napisal ze kobiety musza sobie rzeczy ponazywac. Moze bedziesz tak uprzejma i wyjasnisz mi co to jest przyzwoitosc? Bo ja ciemna materia jestem mi trzeba lopata do glowy
hej dobra23,
co sie dalej dzieje? Twoj watek a ja Ci go kradne. Jak dalej Twoja historia sie toczy. Z niecierpliwoscia czekam Twoich opisow. Do jakiej konkluzji doszedl w koncu Twoj? Dal rade wskrzesic nowy plomien czy nie? Co z ta na boku? A wogole doszlo u nich do zblizenia? Pisz Pisz Pisz.
417 2014-06-04 08:35:13 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-06-04 08:36:05)
hej dobra23,
co sie dalej dzieje? Twoj watek a ja Ci go kradne. Jak dalej Twoja historia sie toczy. Z niecierpliwoscia czekam Twoich opisow. Do jakiej konkluzji doszedl w koncu Twoj? Dal rade wskrzesic nowy plomien czy nie? Co z ta na boku? A wogole doszlo u nich do zblizenia? Pisz Pisz Pisz.
doszło przecież
przecież już się prawie wynosił, tylko tamta na terapię poszła i małżeństwo ratuje
więc on za bardzo 'wyboru nie ma"
został bo plan się posypał i świetlaną przyszłość z wielką miłością diabli - albo terapeuta - sobie wzięli..
dzisiaj wyjeżdżam,
wrócę do domu w sobotę,
Teo Dobra wyjechała w delegacje
Cdn w sobote .
Ok Kachna66,
jestesmy innymi ludzmi, wszystko nas dzieli, inaczej sie wychowywalismy do innych szkol chodzilismy i inaczej patrzymy na zycie. Kazdy ma swoje spojrzenie i jedno nie jest gorsze od drugiego.
Pewno nie warto, ale jednak sie przemoge. Jestem pewien ze jakies powody ten Twoj M do zdrady mial. Przeciez nikt nie idzie sobie tak w bok bo mu sie nudzi. Druga sprawa to co to jest zdrada, ale ze Ty radykalna jestes to biore za pewnik ze cala gama od a do z. Jak Ty sobie wyobrazasz? Ze partner tak przy obiedzie miedzy pierwszym i drugim daniem, mowi: kochanie, o 16 ide do burdelu z zamiarem zdrady gdyz:...( tu powod), mam nadzieje ze sie nie gniewasz bo Cie informuje i nie oklamuje, ale wierz mi to nic powaznego ide sobie tylko zapimpac, na dodatek nie tak jak miedzy nami jest tylko powiedzmy.... z dwoma panienkami.
Ito by bylo ok tak? Watpie czy drugie danie by zjadl.
Latwo powiedziec to co zrobil bylo zle........., Z Twojego punktu widzenia na pewno, zapytaj go czy z jego punku widzenia bylo to zle, zapytaj czy w momencie zdrady widzial ze to zle bylo.
"Dzisiaj patrzy inaczej", no coz pewno nie zastygliscie jak kamienie, wiele sie wydarzylo cos sie na pewno wyklarowalo, watpie ze bez zdrady bylibyscie tam gdzie jestescie. Pozostalo by przs Status quo. Ty dalej bys nie robila nic zlego. Odpowiadacie odpowiadacie za stan waszego malzenstwa, tylko takie mam przeczucie ze tym sternikiem to Ty jestes, a zaloga nie ma nic do gadania. "Kupony odcinac"? moze to nowa moda ja tam o zadnych kuponach nie slyszalem mi nikt zadnych nie dal, a moze zonka zakosila, kto tam wie..... kobiety sa do wszystkiego zdolne, takie owieczki niewinne.
Oczywiscie ze nikt nie musi sie identyfikowac z Twoim zdaniem, ale znajac to milieu tutaj kazda kura pomysli yes, to jest non plus ultra. Prawda uniwersalna.
Zrob sobie test kobieto. zapytaj tego Twojego M, czy w chwili zdrady byl gotow z Toba skonczyc. nie pod katem czy chcial, nie nie, ale pod katem czy jakbys mu walizki wystawila stulilby uszy i poszedl.
Och TEO TEO, lubię cię coraz bardziej. Choć czasem uparty jesteś mimo że wszystkie dowody masz przeciw.
A jak ci mówiłam że nie rozumiem , że zaakceptować bez zrozumienia ,to mówiłeś jeszcze troszeczkę.........
A teraz mówisz zapytaj swojego...........A po co ? bo zrozumiem?
Wiesz ze znam takie przypadki i to całkiem sporo, ze pan M do burdelu idzie a ona, mówi ok. tylko do mnie wróć, osobiście 3.
Oczywiście że patrzy inaczej, bo tylko to można zmienić, punkt widzenia, człowieka , jego charakteru nie zmienisz.
Przyjaźń, świetnie cię rozumiem, że potrzebujesz zrozumienia i nie będę cię od tego odwodzić. Powiem ci tylko że nie znam żadnej kobiety która zrozumiała dlaczego, nie mówię, że nie znała odpowiedzi, ale nie rozumiała jej. Do wybaczenia nie potrzeba zrozumienia, jest na to wiele dowodów. Rodzice brutalnie zamordowanej dziewczyny wybaczają mordercy, dziecko bite przez pijanego ojca jak dorośnie potrafi wybaczyć, ale ani jedni ani drudzy nie zrozumieją. Będą wiedzieć że zabił bo był zdenerwowany, bił bo nie panował po pijaku, ale czy to zrozumieją?
To samo ze zdradą, możesz znać odpowiedź dlaczego to robił, ale czy zrozumiesz?
Wiem że masz taką potrzebę to może po prostu zapytaj zdradzacza.
Powiem ci co ja usłyszałam:
nie miał świadomości że mnie krzywdzi bo ja o tym nie wiedziałam.
Na ogół nie miał wyrzutów sumienia, chyba, że ktoś mówił jaki to on uczciwy i dobry M jest, zawsze sobie wtedy obiecywał, że już nigdy i na obiecywaniu się kończyło.
Wyszukiwał rzeczy które ja robiłam źle co by swoje sk......wo wytłumaczyć i pozwolić sobie
ja miałam się nigdy nie dowiedzieć
nigdy nie miał zamiaru ode mnie odejść
zawsze mnie kochał
zdrady mnie nie dotyczyły, to był jego świat, mnie tam wtedy nie byłoNie wiem jak ty, le ja nie rozumiem , choć wiem dlaczego.
A wybaczenie jest świadomą decyzją, którą trzeba podjąć dla siebie, bo niewybaczona krzywda mnie/ciebie najbardziej obciąża.
Wychodzenie z tego gó....na to przeżycia porównywane do żałoby po stracie najbliższej osoby i nie da się przeżyć w tydzień, czy dwa, to proces o wiele dłuższy trwający czasem latami.
Jak masz taką potrzebę to staraj się zrozumieć, ale bądź przygotowana na wszystko.
A odpowiedziałaś sobie na pytanie ?jak to miałoby wyglądać, żeby pomogło ci wybaczyć? A czego nie będziesz w stanie?
Kachna,
Dzięki za wsparcie.
Już wiele razy próbowałam sama siebie przekonać, że nie dotrę do zrozumienia - m.in. na podstawie Waszych doświadczeń, którymi dzielicie się na forum, tj. kobiet, które przeżyły zdradę i poradziły sobie z tym faktem, a przede wszystkim wygrały siebie.
Jednak coś we mnie nie pozwala mi ODPUŚCIĆ.
Ja zadałam M. już chyba wszystkie pytania, znam odpowiedzi.
Jemu wybaczyłam - chociaż mam żal, taką zadrę w sercu, która się już zabliźniła, ale czasami dokucza.
Zdaje się, że w jego przypadku uznałam jego zachowanie za "swoisty brak poczytalności" - ma to związek z wynikami terapii, w której wspólnie uczestniczymy.
Zrozumienia potrzebuję aby wybaczyć sobie, nie jemu.
Ja sobie nie potrafię wybaczyć,
że nie dostrzegłam, że się zmieni(a)ł,
że pozwoliłam się karmić kłamstwami,
że dawałam wciąż więcej i więcej, przesuwałam granice.
Dużo się o sobie dowiedziałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy, sporo przepracowałam, ale jeszcze nie ułożyłam pełnego obrazu, który nazywam ZROZUMIENIEM.
421 2014-06-04 12:09:37 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-06-04 12:10:16)
Przyszłość
juz nie uwielbiam szybkiej jazdy, ulanska fantazja mi minela. Owszem czasami jestem zmuszony pedzic 210 na godzine, ale meczy mnie to strasznie i po portfelu bije. Jezdze 200 tam gdzie mi wolno, wiec pewno jakos rozrozniam miejsca wolno nie wolno. Nie zdarzy mi sie ze ze szkoly wybiegnie mi dziecko, widzac dziecko z daleka automatycznie zwalniam i jestem przygotowany ze to dziecko bedzie nie obliczalne na jezdni, to samo robie z kazdym pieszym i kazdym rowerzysta. Zdaje sobie sprawe ze w tej formie jakiej sa na jezdni nie maja z moim samochodem zadnych szans.
Sorry cos ten Twoj przyklad z samochodem do mnie nie trafia. Gdyby nie daj Boze kiedykolwiek doszlo do tragiczenego wypadku ze zgonem, na pewno nie spitolilbym. Powiem wiecej nawet gdyby jakis dziecko wyskoczylo mi pod kola na autostradzie ( zauwaz ze to raczej niemozliwe, i nierealne i na pewno nie bylaby moja wina, gdyby juz!) to czulbym sie fatalnie, W zaleznosci kogo bym wiozl ze soba to w ulamku sek musialbym rozstrzygnac dziecko albo my. Gdybym jechal sam.. na pewno dziecko!! ja juz swoje zycie przezylem, ja juz mentalnie i finansowo jestem przygotowany na ten moment, nawet jutro moge zejsc... Nie zrozum tego jednak ze tego szukam, ciesze sie z kazdej chwili na tym ziemskim padole.
Dzięki TEO.
Nie do końca zrozumiałeś moje intencje.
mam taki feler, że lubię metafory.
Dla mnie we wcześniejszym opisie:
szybka jazda na drodze z ograniczeniem prędkości to zdrada, czyli łamanie zasad;
potrącone dziecko - to Twoja zona skrzywdzona przez Ciebie, dlatego, że złamałeś zasady;
policja - to negatywne konsekwencje zdrady.
jeśli masz ochotę, to spróbuj wybrać pasujące do Ciebie odpowiedzi.
Zrozumienia potrzebuję aby wybaczyć sobie, nie jemu.
Ja sobie nie potrafię wybaczyć,
że nie dostrzegłam, że się zmieni(a)ł,
że pozwoliłam się karmić kłamstwami,
że dawałam wciąż więcej i więcej, przesuwałam granice.
Dużo się o sobie dowiedziałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy, sporo przepracowałam, ale jeszcze nie ułożyłam pełnego obrazu, który nazywam ZROZUMIENIEM.
Wyobraź sobie, ze stoisz w Luwrze i oglądasz jakiś obraz,nagle za plecami słyszzysz warczenie psa? wilka? Odwracasz się,ale nic nie widzisz i zdaje się że tylko ty to słyszałaś, bo nikt inny się nie rozglada, ani nic nie mówi. Słyszysz to warczenie co jakiś czas, ale nie reaujesz, bo nikt tego nie słyszy wokół ciebie nic się nie zmienia. Czujesz czasem niepokój, ale nie sprawdzasz tego, bo wiesz, że to niemożliwe aby tu były wilki. A czasem można nic nie słyszeć nie czuć niepokoju, to jak ma się dowiedzieć że tu wilki sobie mieszkają?
Jak mogłaś nie zauważyć? Tak samo jak nie przyszło by ci na myśl, że wataha po Luwrze biega. Ufałaś i to ci nie pozwoliło pomyśleć o zdradzie. Jak ufam to nie mma miejsca na brak zaufania.
423 2014-06-04 15:51:58 Ostatnio edytowany przez Urb (2014-06-04 20:50:36)
@Teo50 Zostałam zbanowana ale wracam an chwilę przyzwoitość to zasady to etyka. Traktuj innych tak jak sam chciałbyś być potraktowany. Z ciebie aż kipi energia stąd po kilku zdaniach jestem w stanie wyczytać twą duszę jak pamiętnik ze zwierzeniami. Poza tym jestem z zawodu psychologiem. To że nie przyznasz swojej żonie że widzisz ją jaką głupią to nie dziwota w końcu ty tylko kierujesz się swoim ja swoim bezwzględnym egoizmem i wątpię że gdyby twoja żona cię zdradziła to byś z nią został tak mi nie chodzi o jakieś kary cielesne czy inne tym podobne bzdety a o pokazanie drzwi. Dobra walę wprost łopatologicznie Jeśli uważasz że zdrada wobec ciebie to świństwo to pomyśl że zdrada swojej kochanej żony/dziewczyny to równe świństwo więc powinieneś sam się ukarać rozwodem ze swojej winy i zniknąć z jej życia dla jej dobra i dobra siebie. Bo jej dobro to dobro dla ciebie jeśli masz w ogóle krzty jakiś wartości (nie chodzi tu o pseudo prawicowe wartości a te prawdziwe uniwersalne).
@kachna66 uważaj bo to może być twój maż.
Przyszłość napisał/a:Zrozumienia potrzebuję aby wybaczyć sobie, nie jemu.
Ja sobie nie potrafię wybaczyć,
że nie dostrzegłam, że się zmieni(a)ł,
że pozwoliłam się karmić kłamstwami,
że dawałam wciąż więcej i więcej, przesuwałam granice.
Dużo się o sobie dowiedziałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy, sporo przepracowałam, ale jeszcze nie ułożyłam pełnego obrazu, który nazywam ZROZUMIENIEM.Wyobraź sobie, ze stoisz w Luwrze i oglądasz jakiś obraz,nagle za plecami słyszzysz warczenie psa? wilka? Odwracasz się,ale nic nie widzisz i zdaje się że tylko ty to słyszałaś, bo nikt inny się nie rozglada, ani nic nie mówi. Słyszysz to warczenie co jakiś czas, ale nie reaujesz, bo nikt tego nie słyszy wokół ciebie nic się nie zmienia. Czujesz czasem niepokój, ale nie sprawdzasz tego, bo wiesz, że to niemożliwe aby tu były wilki. A czasem można nic nie słyszeć nie czuć niepokoju, to jak ma się dowiedzieć że tu wilki sobie mieszkają?
Jak mogłaś nie zauważyć? Tak samo jak nie przyszło by ci na myśl, że wataha po Luwrze biega. Ufałaś i to ci nie pozwoliło pomyśleć o zdradzie. Jak ufam to nie mma miejsca na brak zaufania.
ale jednak można przeoczyć, ze w małżeństwie dzieje się źle, albo nawet nie jest źle, jest nijak i wtedy zajęci innymi sprawami do głowy nam nie przyjdzie, ze tej drugiej osobie czegoś brakuje i ze może znaleźć sie ktoś, kto te braki świetnie wypełni, ktoś kto wysłucha z uwagą, porozmawia, połechce ego...i wtedy...
Często zapominamy po kilku/nastu latach małżeństwa, że to czuły organ o który trzeba dbać, zamiast rozmawiać koncentrujemy sie na komunikatach
Powiedzcie ile z Was zdradzonych tak szczerze rozmawiało ze swoim partnerem w tym okresie przed zdradą? czy nie był to okres, kiedy nie dbaliście o Wasz zwiazek?
Tak bylo.
426 2014-06-04 17:54:03 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-06-04 17:54:31)
Zostałam zbanowana ale wracam an chwilę przyzwoitość to zasady to etyka. Traktuj innych tak jak sam chciałbyś być potraktowany. Z ciebie aż kipi energia stąd po kilku zdaniach jestem w stanie wyczytać twą duszę jak pamiętnik ze zwierzeniami. Poza tym jestem z zawodu psychologiem. To że nie przyznasz swojej żonie że widzisz ją jaką głupią to nie dziwota w końcu ty tylko kierujesz się swoim ja swoim bezwzględnym egoizmem i wątpię że gdyby twoja żona cię zdradziła to byś z nią został tak mi nie chodzi o jakieś kary cielesne czy inne tym podobne bzdety a o pokazanie drzwi. Dobra walę wprost łopatologicznie Jeśli uważasz że zdrada wobec ciebie to świństwo to pomyśl że zdrada swojej kochanej żony/dziewczyny to równe świństwo więc powinieneś sam się ukarać rozwodem ze swojej winy i zniknąć z jej życia dla jej dobra i dobra siebie. Bo jej dobro to dobro dla ciebie jeśli masz w ogóle krzty jakiś wartości (nie chodzi tu o pseudo prawicowe wartości a te prawdziwe uniwersalne).
@kachna66 uważaj bo to może być twój maż.
Chyba jestem głupi bo wogóle nie rozumiem tego postu
.
Proszę oświećcie mnie.
427 2014-06-04 17:57:50 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-06-04 18:01:24)
Urb napisał/a:Zostałam zbanowana ale wracam an chwilę przyzwoitość to zasady to etyka. Traktuj innych tak jak sam chciałbyś być potraktowany. Z ciebie aż kipi energia stąd po kilku zdaniach jestem w stanie wyczytać twą duszę jak pamiętnik ze zwierzeniami. Poza tym jestem z zawodu psychologiem. To że nie przyznasz swojej żonie że widzisz ją jaką głupią to nie dziwota w końcu ty tylko kierujesz się swoim ja swoim bezwzględnym egoizmem i wątpię że gdyby twoja żona cię zdradziła to byś z nią został tak mi nie chodzi o jakieś kary cielesne czy inne tym podobne bzdety a o pokazanie drzwi. Dobra walę wprost łopatologicznie Jeśli uważasz że zdrada wobec ciebie to świństwo to pomyśl że zdrada swojej kochanej żony/dziewczyny to równe świństwo więc powinieneś sam się ukarać rozwodem ze swojej winy i zniknąć z jej życia dla jej dobra i dobra siebie. Bo jej dobro to dobro dla ciebie jeśli masz w ogóle krzty jakiś wartości (nie chodzi tu o pseudo prawicowe wartości a te prawdziwe uniwersalne).
@kachna66 uważaj bo to może być twój maż.Chyba jestem głupi bo wogóle nie rozumiem tego postu http://emotikona.pl/emotikony/pic/niewiem.gif.
Proszę oświećcie mnie.
Wczoraj to była URMA dzisiaj juz Urb o to jest chyba treść do TEO50
Tylko nie rozumiem sugesti ze Teo moze byc mężem kachna66 a czemu nie In_ki czy Miriamm. ?
Lexpar napisał/a:Urb napisał/a:Zostałam zbanowana ale wracam an chwilę przyzwoitość to zasady to etyka. Traktuj innych tak jak sam chciałbyś być potraktowany. Z ciebie aż kipi energia stąd po kilku zdaniach jestem w stanie wyczytać twą duszę jak pamiętnik ze zwierzeniami. Poza tym jestem z zawodu psychologiem. To że nie przyznasz swojej żonie że widzisz ją jaką głupią to nie dziwota w końcu ty tylko kierujesz się swoim ja swoim bezwzględnym egoizmem i wątpię że gdyby twoja żona cię zdradziła to byś z nią został tak mi nie chodzi o jakieś kary cielesne czy inne tym podobne bzdety a o pokazanie drzwi. Dobra walę wprost łopatologicznie Jeśli uważasz że zdrada wobec ciebie to świństwo to pomyśl że zdrada swojej kochanej żony/dziewczyny to równe świństwo więc powinieneś sam się ukarać rozwodem ze swojej winy i zniknąć z jej życia dla jej dobra i dobra siebie. Bo jej dobro to dobro dla ciebie jeśli masz w ogóle krzty jakiś wartości (nie chodzi tu o pseudo prawicowe wartości a te prawdziwe uniwersalne).
@kachna66 uważaj bo to może być twój maż.Chyba jestem głupi bo wogóle nie rozumiem tego postu http://emotikona.pl/emotikony/pic/niewiem.gif.
Proszę oświećcie mnie.Wczoraj to była URMA dzisiaj juz Urb o to jest chyba treść do TEO50
Tylko nie rozumiem sugesti ze Teo moze byc mężem kachna66 a czemu nie In_ki czy Miriamm. ?
Może być moim
w końcu wygląda jakby na forum pojawiła się moja męska wersja
Ech, dziewczyny. Zdradę da się zrozumieć. Problem jest z przyswojeniem tej wiedzy nabytej i pogodzenia się z nią ![]()
Urb napisał/a:Zostałam zbanowana ale wracam an chwilę przyzwoitość to zasady to etyka. Traktuj innych tak jak sam chciałbyś być potraktowany. Z ciebie aż kipi energia stąd po kilku zdaniach jestem w stanie wyczytać twą duszę jak pamiętnik ze zwierzeniami. Poza tym jestem z zawodu psychologiem. To że nie przyznasz swojej żonie że widzisz ją jaką głupią to nie dziwota w końcu ty tylko kierujesz się swoim ja swoim bezwzględnym egoizmem i wątpię że gdyby twoja żona cię zdradziła to byś z nią został tak mi nie chodzi o jakieś kary cielesne czy inne tym podobne bzdety a o pokazanie drzwi. Dobra walę wprost łopatologicznie Jeśli uważasz że zdrada wobec ciebie to świństwo to pomyśl że zdrada swojej kochanej żony/dziewczyny to równe świństwo więc powinieneś sam się ukarać rozwodem ze swojej winy i zniknąć z jej życia dla jej dobra i dobra siebie. Bo jej dobro to dobro dla ciebie jeśli masz w ogóle krzty jakiś wartości (nie chodzi tu o pseudo prawicowe wartości a te prawdziwe uniwersalne).
kachna66 uważaj bo to może być twój maż.Chyba jestem głupi bo wogóle nie rozumiem tego postu
Proszę oświećcie mnie.
To do Teo50 tego zdradzacza
Przyszłość,
dobrze pozostanmy przy Twojej Metaforze-porownaniu.
Sa drogi na ktorych mozna sie szybko poruszac, bardzo szybko, ekspresowki autostrady... ale jak sa pelne dziur i ktos stawia znak ograniczenia predkosci do 30kmh to dla mnie prostego czlowieka cos jest nie tak, to mozna metaforowac palace dla swin, koscioly na magazyny, itp. No i dalej potracone dziecko, jak wlazlo pod kola na drodze gdzie nie mialo wejsc... to glupiutkie to dziecko, a jeszcze glupsi rodzice ze pozwolili. czyli tlumaczac, ta bezbronna osobka glupiutka, a jeszcze glupsi ci co nie nauczyli. Policja, no tu bym powiedzial raczej ze mandat to konsekwencja, a policja jaka jest taka jest, ale powinna byc bezstronna, kto wie czy dziecko lub jego opiekunowie nie musieli by placic za rozbity samochod. Fajna metafora ale niestety nietrafiona, Jak to z metaforami bywa interpretacja rozna.
URB vel URMA,
tak traktuj innych jakbys chcial byc traktowany, albo inaczej nie rob innym co tobie niemile. W porzadku zgadzam sie. Dla Twoich zawodowych umiejetnosci bravo! jestem pod wrazeniem. Zauwaz ze malo sie tu usprawiedliwiam, zrobilem co zrobilem taki byl moj wybor, nie otwieram watku: dobrzy ludzie zjebalem sprawe jest mi zle pomozcie. Nie potrzebuje takiej pomocy, gdybym nie mogl z tym zyc pewno bym sie powiesil na strychu. Oczywiscie ze uwazam ze zdrada to swinstwo, ale niestety nie kazda. Jakby Ci to uzmyslowic? Co powiesz o takich osobach jak Stauffenberg czy chociazby Kuklinski. Tylko mi nie nie tlumacz ze to sa inne sprawy. Zdrada to zdrada i juz. Analogie mozna przenosic z jednego na drugie. Oczywiscie mozesz sie nie zgodzic, ani nie miec zadania tym bardziej zadnych informacji na te tematy.
Bravo, czytam zdradziles ukarz sie sam. Dobre to, zamordowales-popelnij samobojstwo, ukradles-obetnij sobie reke, zgwalciles-wykastruj sie. Gdyby tak bylo swiat bylby czysty i przezroczysty jak lza, ach lez by nie bylo bo w trzymiga pozbylibysmy sie elementow... destrukcyjnych. Co znaczy pseudo-prawicowe wartosci? ni jak nie wiesz jaka jest moja orientacja polityczna, nigdzie o tym nie mowilem. Nasmiewasz sie z czegos co Tobie nie pasuje? ok, pozostawiam na boku.
Tobie nie chodzi o kary cielesne... w porzadku, pewno nie masz o nich zielonego pojecia. Tobie chodzi o pokazanie drzwi. W Twoim wyobrazeniu oczywiscie to mi sie powinno pokazac drzwi, nie wpadlo Ci na mysl ze w odpowiednim czasie ja moglem pokazac drzwi? Pani psycholog dla pani wszystko takie proste? zycze pomyslnosci w praktyce. Zycze klientek i oplywania w dostatek, jestem pewien ze tych nie zabraknie. (sic!) Z wartosci uniwersalnych znam tylko imperatyw kategoryczny ale o ten pewno Pani nie chodzilo. Trzeba bylo troche procz psychologii i filozofii postudiowac.
Powinienes zniknac z jej zycia dla jej dobra, i sam sie ukarac rozwodem z przejeciem winy. Boze ty to slyszysz i nie grzmisz?
Ach jeszcze jedno. Tak kieruje sie swoim jak to nazwalas "bezwzglednym egoizmem". Nie wciskaj tu ciemnoty ze TEO to egoista, a kazda ktora odnajdzie swoje ja to swieta altruistka. Juz nie jedna napisala ze nie myslala o sobie i zle na tym wyszla. A jak zaczela o sobie myslec to BRAVO odnalazlas siebie!, gratulacje bla bla bla. Brednie, znow sie posluze dla mnie uniwersalnym "Kali ukrasc krowy.." No coz, widze ze Forum kobiece a ja cialo obce jestem, wlazles miedzy wrony kracz jak one.
I prosze Cie nie czytaj juz we mnie wiecej, bo moze doczytasz sie czegos strasznego o sobie. Jedno Ci sie udalo, nad tym postem musialem sie zastanowic, pobudzilas mnie wiec podniecilas. Ale pewno o taka stymulacje Ci chodzilo
cieszę się, że nie byłam tą zdradzoną albo byłam ... ale o tym nie wiem i już
myślę, że to jest tak, jak z każdą ... stratą
żeby poradzić sobie ze stratą uruchamiamy różne procesy oraz mechanizmy
na tym polega również...terapia, dlatego nie ma jednej metody pracy z pacjentem czy parą...
jeden potrzebuje zrozumieć, inny ...nie, ktoś zadaje mnóstwo pytań, inny nie chce znać odpowiedzi
można wybaczyć, można również sobie z tym nie poradzić, zostać z partnerem, który zdradził lub odejść...
i nie znajdziemy jednego wzoru czy reguły ... każdy może jedynie szukać własnej drogi uporania się z problemem
stąd tyle na forum prawd ilu autorów
bywają sposoby ... uniwersalne, nie wiem - może
ale to jest tak jak z przepisem na biszkopt: jajka, cukier, mąka...jednemu upiecze się wspaniałe ciasto innemu wyjdzie zakalec
abrikade
jestes na dobrej drodze, jak juz sie tak zastanawiasz, przyklask z mojej strony.
Kiedys slyszalem historyjke o robieniu prawajazdy. Instruktor powiedzial do swojej uczennicy: "jedz tak, jakby wszyscy chcieli cie na jezdni zabic". Krotko ale jak dosadnie, spodziewaj sie tego ze kazdy gorzej jezdzi, spodziewaj sie nie beda jezdzic z przepisami, badz przygotowana na wszystko, badz przygotowana na kolizje. Juz nie musze dodac z twojej czy nie twojej winy, idt, Madre dziewczyn jestescie dodacie sobie i swoje ostrzezenia.
Szkoda ze takiego prawa jazdy nie wydaje sie do prowadzenia MALZENSTWA. Celowo nie pisze rodziny ale o tym potem.
kachna66,
ten Luwr sobie podaruje, chociaz nie. No coz, sklaniasz mnie do skonstruowania czegos rownie wymyslnego (osobiscie dla mnie niedorzecznego) Twoja fantazja jest jeszcze wieksza niz moja, a moja przerasta moj egoizm. Wiec slyszalas wilki, ktorych nikt nie slyszal, wiec byly to Twoje wilki, dla Twojego ucha, wiki ktore przesladowaly tylko Ciebie. Mialas ostrzezenie, nie zwrocilas na nie uwagi. Twoj obraz przejrzystego swiata nie pozwalal Ci pomyslec ze to jest mozliwe, wykluczylas ze w srodku miasta, w srodku tlumu (pare mln. odwiedzajacych rocznie) mozliwe jest by pojawily sie wilki. Empirycznie to chyba prawidlowo, ale gdzie ta wychwalana kobieca intuicja? Zaklocil Ci sie obraz ten mozliwy z tym co wykluczylas jako niemozliwe. Kierujesz sie w zyciu tym co jest mozliwe?? Hm Skok w bok wedlug Twoich pojec niemozliwoscia. Znow dochodzimy do; moja Polska jest polszsza, niz wasza(twoja). Zgaduje ze chodzilo o przyklad z Twojego zycia, miczym nie widzialas nadchodzacych ciemnych chmur w Twoim swietlistym zyciu i ni z tego ni z owego spadl rzesisty deszcz, pioruny walily a grzmoty przyprawialy o gesia skorke. No coz polecam okuliste lub przynajmniej od czasu do czasu sie rozgladac wokolo. A ze przyslowia madroscia narodu ( tym razem powiedzonko) nos parasol przy pogodzie.. No chyba ze Ty optymistka jestes i zarezerwowalas sobie pogode dla bogaczy, tylko swieci slonce. Slonce.
Dobrze teraz na maxa sie wysilam, i tepo mysle ze sygnalow, niezadowolenia, cichych dni, kwasnych min, przewracania oczami, trzaskania drzwiami, wzruszania ramion nie bylo!. Jak jeszcze werbalnie nie bylo nic (zalozenie nie jest niemowa) to faktycznie Kobieto, niemila niespodzianka Cie spotkala. Z tego jak piszesz i ile masz do powiedzenia nie wnioskuje ze masz komunikatywne deficyty, wiec pewno druga strona ma. No cosz jak go nie wyszkolilas na tyle ze ma sie z Toba komunikowac, albo co gorsza jak Cie nie ineteresuje co ma do powiedzenia, to takie skutki..
Teo, wolalbym zebys TY byla ta moja kobieca strona. Testosteronu to ja mam dosc, a w Twoim podpisie jest duza stanowczosc ;-)))
teraz gradka na koniec. Zawidziane gdzies. Sytuacja w jednym zdaniu. Malzenstwo, 2 dzieci, maz zdradza, kobieta sie dowiaduje, rozmowa (o ile mozna to nazywac rozmowa) padaja slowa z ust kobiecych:
-" zdradziles nas ".
i co wy na to? bardzo jestem ciekaw, waszego zdania.
PS. jak bedzie duzo odpowiedzi nie bede juz pisac kury, ;-)))
in_ka
beda z Ciebie ludzie, ;-))))
a jak juz przy pieczeniu----> z tej maki bedzie chleb.
434 2014-06-04 23:11:45 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-06-04 23:12:19)
Teo powiedz, dlaczego zaśmiecasz nie swój wątek takimi postami.
Jak chcesz podyskutować z kimś to rozmawiaj na privie, a nie w czyimś wątku.
Chyba, że odnosisz się li tylko do sprawy autorki.
Odnosze wrażenie, że spamujesz
.
Tylko nie rozumiem sugesti ze Teo moze byc mężem kachna66 a czemu nie In_ki czy Miriamm. ?
Ufff...., jak to dobrze, że nie moim mężem, inaczej by się
.
Drogi TEO
Mogę być i Twoją kobiecą stroną, wszystko jedno
Cóż mogę powiedzieć, dobrze prawisz. Ja o tym wielokrotnie mówiłam, powtarzałam, że zdrada jest reakcją na akcje, albo akcją na reakcje, a do tego potrzeba dwóch osób (wykluczając oczywiście nałogowych zdradzaczy i zwykłych patafianów). Niemożliwością również jest niezauważenie znaków i sygnałów. Owszem, można je zbagatelizować, można je zagłuszyć, ale nie da się nie zauważyć. Chyba że ktoś jest bystry jak woda w kałuży, ale to już inna bajka...
No cóż, ja mówiłam i powtarzałam, to albo się nie znałam, albo pryskałam jadem, albo nie byłam empatyczna, albo w ogóle nie nadawałam się do dyskusji
Zdradzone dzielą się na trzy grupy:
1. Stanowcze, te które odcinają się od razu. Swoje wycierpią, ale nie rozdrabniają się i ogarniają szybko. Tych jest najmniej.
2. Zrozpaczone, które chcą wiedzieć "dlaczego", ale nie chcą wiedzieć. Są rozdarte, ale nie wiedzą co robić i ryczą każdemu na każdym kroku.
3. Desperatki- masochistki, wypytują o szczegóły, zadręczają się, zadają pytania, drążą temat, popadają w depresje, wybaczają, a potem męczą się przez wiele lat, bo chciałyby go udusić, ale nie mogą.
Te z 2 i 3 grupy nie chcą rad, nie chcą pomocy, one muszą się poużalać jakie to one biedne i skrzywdzone, jakie niewinne i jak straszliwie potraktowane. I z takimi to można prowadzić rozmowy do końca świata i jeden dzień dłużej.
Ja wiem jedno, kij ma dwa końce, KAŻDY.
kachna66,
ten Luwr sobie podaruje, chociaz nie. No coz, sklaniasz mnie do skonstruowania czegos rownie wymyslnego (osobiscie dla mnie niedorzecznego) Twoja fantazja jest jeszcze wieksza niz moja, a moja przerasta moj egoizm. Wiec slyszalas wilki, ktorych nikt nie slyszal, wiec byly to Twoje wilki, dla Twojego ucha, wiki ktore przesladowaly tylko Ciebie. Mialas ostrzezenie, nie zwrocilas na nie uwagi. Twoj obraz przejrzystego swiata nie pozwalal Ci pomyslec ze to jest mozliwe, wykluczylas ze w srodku miasta, w srodku tlumu (pare mln. odwiedzajacych rocznie) mozliwe jest by pojawily sie wilki. Empirycznie to chyba prawidlowo, ale gdzie ta wychwalana kobieca intuicja? Zaklocil Ci sie obraz ten mozliwy z tym co wykluczylas jako niemozliwe. Kierujesz sie w zyciu tym co jest mozliwe?? Hm Skok w bok wedlug Twoich pojec niemozliwoscia. Znow dochodzimy do; moja Polska jest polszsza, niz wasza(twoja). Zgaduje ze chodzilo o przyklad z Twojego zycia, miczym nie widzialas nadchodzacych ciemnych chmur w Twoim swietlistym zyciu i ni z tego ni z owego spadl rzesisty deszcz, pioruny walily a grzmoty przyprawialy o gesia skorke. No coz polecam okuliste lub przynajmniej od czasu do czasu sie rozgladac wokolo. A ze przyslowia madroscia narodu ( tym razem powiedzonko) nos parasol przy pogodzie.. No chyba ze Ty optymistka jestes i zarezerwowalas sobie pogode dla bogaczy, tylko swieci slonce. Slonce.
Dobrze teraz na maxa sie wysilam, i tepo mysle ze sygnalow, niezadowolenia, cichych dni, kwasnych min, przewracania oczami, trzaskania drzwiami, wzruszania ramion nie bylo!. Jak jeszcze werbalnie nie bylo nic (zalozenie nie jest niemowa) to faktycznie Kobieto, niemila niespodzianka Cie spotkala. Z tego jak piszesz i ile masz do powiedzenia nie wnioskuje ze masz komunikatywne deficyty, wiec pewno druga strona ma. No cosz jak go nie wyszkolilas na tyle ze ma sie z Toba komunikowac, albo co gorsza jak Cie nie ineteresuje co ma do powiedzenia, to takie skutki..
Jaka intuicja,. chłopie, żeby usłyszeć intuicję, to trzeba ją dopuścić do głosu. A moja była przywalona moim przekonaniem,że mnie to nigdy nie spotka, bo mam wspaniałego M . Ciche dni? Jakie ciche dni? Przez 20 lat nie było w moim domu cichych dni, kwaśnych min też nie, czasem M pod nosem burknął " jak ja nie lubię ...." , on burknął, a że ja słuch dobry mam, to szybko poprawiałam co on nie lubieniem nazwał. Mój M miał deficyty, może nie komunikacyjne, ale treść tych rozmów mało osobista była.
I owszem ni z tego, ni z owego......sufit spadł mi na łeb. I nie nie rezerwowałam pogody, ja ją miałam.
Co do szkolenia, hm. Ja go dostałam już źle wyszkolonego
Ale świetnie wyszkolonego w ukrywaniu i oszukiwaniu, a ja ? Cóż we krwi mam prawdomówność, powiedzieć że z mlekiem matki wyssałam, no se myślałam że tak wszyscy,z czasem zrozumiałam, że nie, no ale mój M na pewno.
Możesz to nazwać naiwnością, czy wręcz głupotą i pewnie rację będziesz miał, ale jakoś mi to nie przeszkadza.
Zdradzone dzielą się na trzy grupy:
1. Stanowcze, te które odcinają się od razu. Swoje wycierpią, ale nie rozdrabniają się i ogarniają szybko. Tych jest najmniej.
2. Zrozpaczone, które chcą wiedzieć "dlaczego", ale nie chcą wiedzieć. Są rozdarte, ale nie wiedzą co robić i ryczą każdemu na każdym kroku.
3. Desperatki- masochistki, wypytują o szczegóły, zadręczają się, zadają pytania, drążą temat, popadają w depresje, wybaczają, a potem męczą się przez wiele lat, bo chciałyby go udusić, ale nie mogą.Te z 2 i 3 grupy nie chcą rad, nie chcą pomocy, one muszą się poużalać jakie to one biedne i skrzywdzone, jakie niewinne i jak straszliwie potraktowane. I z takimi to można prowadzić rozmowy do końca świata i jeden dzień dłużej.
Ja wiem jedno, kij ma dwa końce, KAŻDY.
HM gdzie by się tu wpisać????
No cóż nigdzie nie pasuję, no bo niby trochę z 2 mam, trochę z trójki też, do tego ta stanowczość z jedynki też mi pasuje. Ale z kolei ten dopisek do 2i3 kompletnie do mnie nie przystaje, bo ja chciałam pomocy i skorzystałam z każdej możliwej, terapia, grupa, forum, literatura i warsztaty. To chyba dla mnie musisz 4 grupę stworzyć ![]()
439 2014-06-05 07:43:04 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2014-06-05 08:27:12)
teraz gradka na koniec. Zawidziane gdzies. Sytuacja w jednym zdaniu. Malzenstwo, 2 dzieci, maz zdradza, kobieta sie dowiaduje, rozmowa (o ile mozna to nazywac rozmowa) padaja slowa z ust kobiecych:
-" zdradziles nas ".i co wy na to? bardzo jestem ciekaw, waszego zdania.
PS. jak bedzie duzo odpowiedzi nie bede juz pisac kury, ;-)))
Bzdura totalna, ale wiem że dość często się zdarza, a jeszcze częściej słychać "zostawiłeś nas, odszedłeś, porzuciłeś nas"
Mówią ta kobiety...... właściwie to nieważne i pewnie jest wiele powodów. Ważniejsze jest to, jak to działa na dzieci. Idą w życie z piętnem pt. jeżeli ojciec mnie zdradził, zostawił, to znaczy nie kochał, nie zależało mu, co znaczy nie warta/y jestem aby mnie kochać. Wiele razy niestety bywa też tak, że ten ojciec faktycznie się odsuwa, bo nie ma ochoty na dzieci w swoim nowym życiu, ale na to nie mają mężczyźni monopolu, u kobiet też to się zdarza. Częściej kontakty się urywają, bo z żoną nie potrafi się dogadać i niestety tu muszę przyznać,że to częściej wina przedstawicielek mojej płci.Dzieci jako narzędzie zemsty, brr są tak zaślepione że nie widzą kogo karzą i kogo najbardziej krzywdzą. Dla mnie niezrozumiałe.
Choć sufit spadł mi na łeb, to powiedziałam już prawie dorosłym dzieciom, że nie są moimi adwokatami, obrońcami, a w tym domu krucjat nie będzie, oczywiście jest wolnosć słowa , ale proszę do naszych spraw się nie wtrącać. Do cho.........ry to sa moje dzieci dlaczego mam im zabierać dobrego ojca ?
440 2014-06-05 09:23:49 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2014-06-05 09:25:28)
Drogi TEO
Mogę być i Twoją kobiecą stroną, wszystko jedno
![]()
Cóż mogę powiedzieć, dobrze prawisz. Ja o tym wielokrotnie mówiłam, powtarzałam, że zdrada jest reakcją na akcje, albo akcją na reakcje, a do tego potrzeba dwóch osób (wykluczając oczywiście nałogowych zdradzaczy i zwykłych patafianów). Niemożliwością również jest niezauważenie znaków i sygnałów. Owszem, można je zbagatelizować, można je zagłuszyć, ale nie da się nie zauważyć. Chyba że ktoś jest bystry jak woda w kałuży, ale to już inna bajka...
No cóż, ja mówiłam i powtarzałam, to albo się nie znałam, albo pryskałam jadem, albo nie byłam empatyczna, albo w ogóle nie nadawałam się do dyskusji![]()
Zdradzone dzielą się na trzy grupy:
1. Stanowcze, te które odcinają się od razu. Swoje wycierpią, ale nie rozdrabniają się i ogarniają szybko. Tych jest najmniej.
2. Zrozpaczone, które chcą wiedzieć "dlaczego", ale nie chcą wiedzieć. Są rozdarte, ale nie wiedzą co robić i ryczą każdemu na każdym kroku.
3. Desperatki- masochistki, wypytują o szczegóły, zadręczają się, zadają pytania, drążą temat, popadają w depresje, wybaczają, a potem męczą się przez wiele lat, bo chciałyby go udusić, ale nie mogą.Te z 2 i 3 grupy nie chcą rad, nie chcą pomocy, one muszą się poużalać jakie to one biedne i skrzywdzone, jakie niewinne i jak straszliwie potraktowane. I z takimi to można prowadzić rozmowy do końca świata i jeden dzień dłużej.
Ja wiem jedno, kij ma dwa końce, KAŻDY.
Ja pi...ę., co za bzdury piszesz kobieto.
Nie byłam zdradzona ale to co piszesz to całkowity shit.
Skąd się wzięłaś?
Poczytaj forum a szybko zorientujesz się, jak bardzo się pomyliłaś w swoich uogólniających ocenach.
441 2014-06-05 09:48:18 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-06-05 09:49:21)
Oj bedzie miała Dobra co czytac jak wroci...
Teo moze uogolnia ale chyba faktycznie malo jest kobiet takich,ktore wystawiają walizy za drzwi..taka stanowczosc moze przyniesc naprawde dobry efekt,no ale kazdy ma swoje pobudki
czytalyscie moze ksiazke ,,Milosc wymaga stanowczosci".o wyznaczaniu granic w zwiazku etc i o tym, ze najgrorzej jest plakac, histeryzowac i blagac o pozostanie po zdradzie,kobieta staje sie w oczach meza takim slabym obiektem, ze az zal patrzec, zal zostac i zal odchodzic a nie o zal powinno chodzic no ale ciezko emocje wylączyc w takiej chwili
Zdradzone dzielą się na trzy grupy:
1. Stanowcze, te które odcinają się od razu. Swoje wycierpią, ale nie rozdrabniają się i ogarniają szybko. Tych jest najmniej.
2. Zrozpaczone, które chcą wiedzieć "dlaczego", ale nie chcą wiedzieć. Są rozdarte, ale nie wiedzą co robić i ryczą każdemu na każdym kroku.
3. Desperatki- masochistki, wypytują o szczegóły, zadręczają się, zadają pytania, drążą temat, popadają w depresje, wybaczają, a potem męczą się przez wiele lat, bo chciałyby go udusić, ale nie mogą.Te z 2 i 3 grupy nie chcą rad, nie chcą pomocy, one muszą się poużalać jakie to one biedne i skrzywdzone, jakie niewinne i jak straszliwie potraktowane. I z takimi to można prowadzić rozmowy do końca świata i jeden dzień dłużej.
Ja wiem jedno, kij ma dwa końce, KAŻDY.
A może tak:
Zdradzone dzielą się na trzy grupy:
1. Stanowcze, te które odcinają się od razu. Swoje wycierpią, ale nie rozdrabniają się i ogarniają szybko.
Tak to wygląda dla świata zewnętrznego, bo jakże by inaczej. Maska, maska, maska a w środku...
2. Zrozpaczone, które chcą wiedzieć "dlaczego", ale nie chcą wiedzieć. Są rozdarte, ale nie wiedzą co robić i ryczą każdemu na każdym kroku.
3. Desperatki- masochistki, wypytują o szczegóły, zadręczają się, zadają pytania, drążą temat, popadają w depresje, wybaczają, a potem męczą się przez wiele lat, bo chciałyby go udusić, ale nie mogą.
Te z 2 i 3 grupy pewnego dnia akceptują sytuację, albo czasu już im szkoda na rozpamiętywanie i użalanie się nad sobą. Przechodzą żałobę i żyją dalej.
Jeszcze proponuję inny podział:
1. zdradzone z życiem wewnętrznym
2. zdradzone bez życia wewnętrznego, "płynące po powierzchni"
Albo kolejny podział:
1. zdradzone, które tak naprawdę nigdy nie kochały partnera i po informacji o zdradzie nie mają problemu z tym żeby odejść;
2. zdradzone, które prawdziwie kochały/kochają i chcą być szczęśliwe z obecnym partnerem pod pewnymi warunkami, które mu stawiają
3. zdradzone, które prawdziwie kochały/kochają i chcą być nadal z obecnym partnerem i zamiatają pod dywan.
Ech... tych podziałów można byłoby wiele jeszcze zrobić, tylko po co?
Najskuteczniejszym sposobem (oczywiście poza zabiciem gada) na normalne funkcjonowanie jest pozwolenie wydarzeniom rozwijać się ich własnym tokiem. Powiem tak. Jakiś czas temu miałam sytuację nie podobną, ale też w grę wchodziła zdrada. Mi osobiście pomógł psycholog (oj, byłoby ze mną ciężko gdyby nie on), ale bardzo dużo pokazała też technika. Nie będę się tutaj rozpisywać na ten temat. Żyj swoim własnym życiem, chwytaj z niego pełną gębą. Co ma być, to i tak będzie. Jeśli macie być razem, to będziecie. Jeśli nie macie... to nie będziecie. To niezwykle trudne kiedy w grę wchodzi tak długi staż wspólnego pożycia i silne uczucie jakie do niego żywisz. Niestety nie jesteś jedyną kobietą, która przechodzi przez taki koszmar. Pomyśl teraz o sobie i zastanów się, czy będziesz chciała i czy będziesz w stanie żyć z mężczyzną, który za Twoimi plecami sypiał z inną kobietą. Zastanów się, czy kochając się z nim będziesz w stanie znieść świadomość, że nie tak dawno temu a może i nawet ostatnio w ten sam sposób dotykał, całował, pieścił, kochał się z inną? Prawda jest taka, że zapach jego potu, który wdychasz podczas zbliżenia nie jest przypadkiem zapachem potu jego kochanki, który zostawiła na sobie podczas ich ostatniej upojnej nocy. Moim zdaniem Wasz związek dawno już przestał istnieć. Zdrada nie jest niczym innym jak tylko w pełni świadomym zakończeniem aktualnie trwającego związku. Jeśli zdradził Cię raz... to zrobi to po raz kolejny. Zasmakował już innej kobiety i nawet jeśli zakończy tę znajomość, to instynkt za jakiś czas nakaże zasmakować mu kolejnej.
Oj bedzie miała Dobra co czytac jak wroci...
Teo moze uogolnia ale chyba faktycznie malo jest kobiet takich,ktore wystawiają walizy za drzwi..taka stanowczosc moze przyniesc naprawde dobry efekt,no ale kazdy ma swoje pobudki
czytalyscie moze ksiazke ,,Milosc wymaga stanowczosci".o wyznaczaniu granic w zwiazku etc i o tym, ze najgrorzej jest plakac, histeryzowac i blagac o pozostanie po zdradzie,kobieta staje sie w oczach meza takim slabym obiektem, ze az zal patrzec, zal zostac i zal odchodzic a nie o zal powinno chodzic no ale ciezko emocje wylączyc w takiej chwili
Czytam twoje wpisy na forum i zastanawiam się, dlaczego młoda matka zamiast cieszyć się maleństwem (piszę i zazdroszczę ci tego) to spędza czas na forum dla zranionych i bawi się w psychologa.
Kujawianka29-kazdy ma swoje spojrzenie, wg Ciebie ktos kto raz zdradzil zdradzi ponownie a ja moze naiwnie uwazam, ze mozliwe jest, ze juz nigdy tego nie zrobi.Fakt- ma predyspozycje czy tam tendencję do tego ale to tak jakby powiedziec ukradł raz ukradnie i drugi a prawdą jest, ze niekoniecznie wszystkie bledy ludzie powielają.Chociaz sam charakter moim zdaniem sie nie zmienia, czlowiek jedynie idzie na kompromisy albo stara sie walczyc ze sobą..
natomiast co do tego, zeby dac sobie czas i drugiej osobie to sie zgadzam, najlepiej to po prostu sie uspokoic i robic swoje tylko podejrzewam, ze to jest bardzo trudne.
MamaNalijki napisał/a:Oj bedzie miała Dobra co czytac jak wroci...
Teo moze uogolnia ale chyba faktycznie malo jest kobiet takich,ktore wystawiają walizy za drzwi..taka stanowczosc moze przyniesc naprawde dobry efekt,no ale kazdy ma swoje pobudki
czytalyscie moze ksiazke ,,Milosc wymaga stanowczosci".o wyznaczaniu granic w zwiazku etc i o tym, ze najgrorzej jest plakac, histeryzowac i blagac o pozostanie po zdradzie,kobieta staje sie w oczach meza takim slabym obiektem, ze az zal patrzec, zal zostac i zal odchodzic a nie o zal powinno chodzic no ale ciezko emocje wylączyc w takiej chwiliCzytam twoje wpisy na forum i zastanawiam się, dlaczego młoda matka zamiast cieszyć się maleństwem (piszę i zazdroszczę ci tego) to spędza czas na forum dla zranionych i bawi się w psychologa.
Bo może lubie, nie rozumiem o co Ci chodzi?czas spedzam z dzieckiem non stop,24 na dobe,jak pisze to bawi sie obok,kazdy zyje jak chce.Poza tym czasem dziecko jest chore i musze siedziec w domu caly dzien,nie moge sie wyrwac, juz wole sie pobawic w psychologa niz zeswirowac w domu
Aleksandra81 napisał/a:MamaNalijki napisał/a:Oj bedzie miała Dobra co czytac jak wroci...
Teo moze uogolnia ale chyba faktycznie malo jest kobiet takich,ktore wystawiają walizy za drzwi..taka stanowczosc moze przyniesc naprawde dobry efekt,no ale kazdy ma swoje pobudki
czytalyscie moze ksiazke ,,Milosc wymaga stanowczosci".o wyznaczaniu granic w zwiazku etc i o tym, ze najgrorzej jest plakac, histeryzowac i blagac o pozostanie po zdradzie,kobieta staje sie w oczach meza takim slabym obiektem, ze az zal patrzec, zal zostac i zal odchodzic a nie o zal powinno chodzic no ale ciezko emocje wylączyc w takiej chwiliCzytam twoje wpisy na forum i zastanawiam się, dlaczego młoda matka zamiast cieszyć się maleństwem (piszę i zazdroszczę ci tego) to spędza czas na forum dla zranionych i bawi się w psychologa.
Bo może lubie, nie rozumiem o co Ci chodzi?czas spedzam z dzieckiem non stop,24 na dobe,jak pisze to bawi sie obok,kazdy zyje jak chce.Poza tym czasem dziecko jest chore i musze siedziec w domu caly dzien,nie moge sie wyrwac, juz wole sie pobawic w psychologa niz zeswirowac w domu
Spokojnie, nikogo nie chcę urazić.
Zaintrygował mnie wybór forum a nie to, że zaniedbujesz dziecko.
448 2014-06-05 10:31:44 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-06-05 10:32:44)
Ok ok rozumiem,unioslam sie moze przepraszam rowniez,najpierw trafilam na inny dzial a ten mnie zainteresował,u mnie w domu byla zdrada ( mama poszla w bok) troche mnie to interesuje,nie chce sie bawic w zadnego psychologa, uwazam jedynie, ze nie tylko osoba zraniona, zdradzona,ktorej bezposrednio temat dotyczny moze miec cos do powiedzenia.
Ok ok rozumiem,unioslam sie moze przepraszam rowniez,najpierw trafilam na inny dzial a ten mnie zainteresował,u mnie w domu byla zdrada ( mama poszla w bok) troche mnie to interesuje,nie chce sie bawic w zadnego psychologa, uwazam jedynie, ze nie tylko osoba zraniona, zdradzona,ktorej bezposrednio temat dotyczny moze miec cos do powiedzenia.
OK rozumiem.
450 2014-06-05 10:56:33 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-06-05 10:57:35)
Przyszłość napisał/a:Zrozumienia potrzebuję aby wybaczyć sobie, nie jemu.
Ja sobie nie potrafię wybaczyć,
że nie dostrzegłam, że się zmieni(a)ł,
że pozwoliłam się karmić kłamstwami,
że dawałam wciąż więcej i więcej, przesuwałam granice.
Dużo się o sobie dowiedziałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy, sporo przepracowałam, ale jeszcze nie ułożyłam pełnego obrazu, który nazywam ZROZUMIENIEM.Wyobraź sobie, ze stoisz w Luwrze i oglądasz jakiś obraz,nagle za plecami słyszzysz warczenie psa? wilka? Odwracasz się,ale nic nie widzisz i zdaje się że tylko ty to słyszałaś, bo nikt inny się nie rozglada, ani nic nie mówi. Słyszysz to warczenie co jakiś czas, ale nie reaujesz, bo nikt tego nie słyszy wokół ciebie nic się nie zmienia. Czujesz czasem niepokój, ale nie sprawdzasz tego, bo wiesz, że to niemożliwe aby tu były wilki. A czasem można nic nie słyszeć nie czuć niepokoju, to jak ma się dowiedzieć że tu wilki sobie mieszkają?
Jak mogłaś nie zauważyć? Tak samo jak nie przyszło by ci na myśl, że wataha po Luwrze biega. Ufałaś i to ci nie pozwoliło pomyśleć o zdradzie. Jak ufam to nie mma miejsca na brak zaufania.
Kachna,
Zgadzam się z Tobą, że jak ufam to nie ma miejsca na brak zaufania.
Ale jak teraz na to patrzę to było widać jak na dłoni tę warczącą watahę, ale on mówił to kociątka, które się tu zagubiły.
I ja akceptowałam taką odpowiedź, przechodziłam nad tym do porządku dziennego.
Nie robiłam NIC.
A inni na moim miejscu GPSy montowali i inne cuda techniki.
Ech, dziewczyny. Zdradę da się zrozumieć. Problem jest z przyswojeniem tej wiedzy nabytej i pogodzenia się z nią
Czy ja potrafię zrozumieć zdradę? No dobra rozłożę ten problem na czynniki pierwsze.
Zacznę od powodów jakie podają zdradzający. Takiej klasycznej zdrady, ?bo mało seksu w małżeństwie, bo żona mnie nie rozumie, bo mnie nie szanuje, bo jest pruderyjna, bo moich zachcianek nie spełnia, reasumując nie dostałem tego co chciałem to poszukałem gdzie indziej.?
I przyznają ?tak dwie strony są winne, bo to nie od wczoraj było źle tylko od dłuższego czasu.
Gdyby żona tylko chciała, była inna, wysłuchała, zmieniła się to by do tego nie doszło, ja mówiłem, dawałem sygnały, sugerowałem?
No i mamy winnego, albo raczej tą która była odpowiedzialna za wszystko zło. Ale to nie prawda, bo przecież on mówi oboje są winni, a jednak całą odpowiedzialność zostawia w jej rękach.
On próbował wszystkiego, żeby nie szukać na boku, ale musiał, po prostu został zmuszony, bo ona nie chciała się zmienić. To w jej rękach jest jego wierność, wprawdzie nie ona rozpina rozporek w kulminacyjnym momencie, ale ona go wpakowała w taką sytuację.
A on no cóż bezwolny misiu, robi jak mu każą, kręgosłup moralny gnie się jak mu pasuje, uczciwość i honor też dopasowany do jego potrzeb, że o wierności nie wspomnę.
Jeżeli ktoś jest w stanie ten sposób myślenia zrozumieć , to jego sprawa, ani go nie ganię, ani nie chwalę.
Ja nie rozumiem, bo dla mnie zrozumienie to potwierdzenie tych tłumaczeń.
To tak jakby gwałciciel powiedział ? ona sama mnie do tego zmusiła, mini że ledwo majtki zakryte, dekolt do pępka, nogi do samej d....y, piękna buzia, no i jak szła to tak ty.....iem kręciła, że ja musiałem, nie miałem wyjścia. Czy nie mogła się ubrać inaczej? Poza tym najpierw ją poprosiłem o seks, ale się nie zgodziła, to sam wziąłem. Nic bym jej nie zrobił jakby się zgodziła.
Lub -mam ochotę na super samochód, zbieram i zbieram, ale nie potrafię uzbierać bo za mało mi z wypłaty zostaje. To sobie ukradnę. Ale to nie moja wina, to wina pracodawcy, drogiego czynszu i wszystkiego co uniemożliwiło mi uzbieranie odpowiedniej kwoty.
I mimo że te przykłady są skrajnie inne, to zawierają wspólny schemat:
moja potrzeba>nie potrafię jej zaspokoić legalnie>zdobywam to nieuczciwie raniąc i krzywdząc kogokolwiek bo moja potrzeba jest najważniejsza>obarczam winą innych
Znam powody , ale nie rozumiem, bo mój kręgosłup moralny jest za prosty, aby zrozumieć musiałby się powyginać. Poza tym zrozumienie jest dla mnie równoznaczne z przyznaniem taki : Jak czegoś pragniesz, a nie potrafisz tego zdobyć uczciwą drogą to wolno ci to zrobić nielegalnie.
Zrozumienie to wyrażenie zgody na obarczenie mnie winą za zdradę.
Zrozumienie to obarczenie mnie odpowiedzialnością za stan naszego związku.
Zrozumienie to zgoda na dalsze przekłamywanie rzeczywistości pt. gdybyś ty....to ja nigdy.
Zrozumienie to zgoda na to że to on skrzywdzony jest, bo przez żonę z piętnem zdrajcy został.
Zrozumienie to zgoda na kolejne zdrady, jak tylko żona cię zmusi.
Zrozumienie to przedkładanie potrzeb M nad moimi, co by zmuszony do skoku się nie poczuł.
Zrozumienie to usprawiedliwienie.
A usprawiedliwienie to przyznanie dla zdrady statusu -dopuszczalne.,
Ktoś tu niedawno na forum napisał (albo Teo50 albo Gary), że nie chodzi o to aby coś próbować ,ale żeby zrobić. Zrobić wszystko, a jak to nie pomoże to zaproponować terapię, a jak żona się nie godzi ?
To można odejść,
I tak TEO50 =teraz ci odpowiem na twoje pytanie- przy obiadku, mąż mówi ?o szóstej wychodzę do burdelu? bo tylko to mi zostało. Bo to jest uczciwość, choć wiem, że mało realna,
Seksualność jest wrodzoną naturalną funkcją organizmu, należy do podstawowych potrzeb i jest starsza od komunikacji werbalnej. I takie gadanie że kobieta to nie materac uważam za bzdurne, bo związek to również współ-zaspakajanie potrzeb seksualnych. A jak tego nie ma to pomocy szuka się u psychologa, seksuologa.
Oczywiście to tylko moje zdanie, nie opracowania naukowe i wolno każdemu się z tym nie zgodzić.
452 2014-06-05 11:45:20 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-06-05 12:52:13)
kachna66 napisał/a:Przyszłość napisał/a:Zrozumienia potrzebuję aby wybaczyć sobie, nie jemu.
Ja sobie nie potrafię wybaczyć,
że nie dostrzegłam, że się zmieni(a)ł,
że pozwoliłam się karmić kłamstwami,
że dawałam wciąż więcej i więcej, przesuwałam granice.
Dużo się o sobie dowiedziałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy, sporo przepracowałam, ale jeszcze nie ułożyłam pełnego obrazu, który nazywam ZROZUMIENIEM.Wyobraź sobie, ze stoisz w Luwrze i oglądasz jakiś obraz,nagle za plecami słyszzysz warczenie psa? wilka? Odwracasz się,ale nic nie widzisz i zdaje się że tylko ty to słyszałaś, bo nikt inny się nie rozglada, ani nic nie mówi. Słyszysz to warczenie co jakiś czas, ale nie reaujesz, bo nikt tego nie słyszy wokół ciebie nic się nie zmienia. Czujesz czasem niepokój, ale nie sprawdzasz tego, bo wiesz, że to niemożliwe aby tu były wilki. A czasem można nic nie słyszeć nie czuć niepokoju, to jak ma się dowiedzieć że tu wilki sobie mieszkają?
Jak mogłaś nie zauważyć? Tak samo jak nie przyszło by ci na myśl, że wataha po Luwrze biega. Ufałaś i to ci nie pozwoliło pomyśleć o zdradzie. Jak ufam to nie mma miejsca na brak zaufania.
Kachna,
Zgadzam się z Tobą, że jak ufam to nie ma miejsca na brak zaufania.
Ale jak teraz na to patrzę to było widać jak na dłoni tę warczącą watahę, ale on mówił to kociątka, które się tu zagubiły.
I ja akceptowałam taką odpowiedź, przechodziłam nad tym do porządku dziennego.
Nie robiłam NIC.
A inni na moim miejscu GPSy montowali i inne cuda techniki.
Przyszlość ja tez miałam z tym problem - wybaczenia sobie .
Dlaczego ja nie zaufałam sobie - swojej intuicji która nigdy mnie nie zawiodła , tylko wierzyłam w jego kociątka
Przecież te "kociątka rosły a potem sie rozmnażały .....
Przecież zadawałam jemu pytania co sie sie dzieje ze te kociątka już nas osaczają ale nie dostawałam bądź nie dostrzegałam odpowiedzi .....
Czy ja za mało pytałam ?? czy za mało robiłam ??
Ale przecież to jest dorosły facet który ma również usta i umie mówić wiec dlaczego na mnie ma tylko spadać odpowiedzialność prawidłowej komunikacji ........ bo przecież ja chciałam tej komunikacji
Dojdziesz kiedyś do punktu ze to już jest nie istotne, to było ....
Co ma być, to i tak będzie. Jeśli macie być razem, to będziecie. Jeśli nie macie... to nie będziecie.
...jeśli ma spaść na mnie cegła to i tak spadnie...
...jeśli mam zostać Napoleonem, to nim zostanę...
...jeśli mam spotkać królewicza to go spotkam...
no sorry i tak mówił...psycholog???
Kujawianka29 napisał/a:Co ma być, to i tak będzie. Jeśli macie być razem, to będziecie. Jeśli nie macie... to nie będziecie.
...jeśli ma spaść na mnie cegła to i tak spadnie...
...jeśli mam zostać Napoleonem, to nim zostanę...
...jeśli mam spotkać królewicza to go spotkam...no sorry i tak mówił...psycholog???
ja bym zmieniła psychologa .....
Prawda jest taka, że zapach jego potu, który wdychasz podczas zbliżenia nie jest przypadkiem zapachem potu jego kochanki, który zostawiła na sobie podczas ich ostatniej upojnej nocy.
Moim zdaniem Wasz związek dawno już przestał istnieć.
Jeśli zdradził Cię raz... to zrobi to po raz kolejny.
Zasmakował już innej kobiety i nawet jeśli zakończy tę znajomość, to instynkt za jakiś czas nakaże zasmakować mu kolejnej.
Kujawianka, bardzo infantylne jest to twoje podejście.
instynkt mu każe zasmakować?
pot wymieszany z potem?
upojne noce?
wielki w tobie romantyzm i tendencja do nadawania wielkich słow tam, gdzie wystarczą małe
nie mówiąc o generalizowaniu...
piszesz w otoczeniu doświadczonych ludzi, którzy duzo przeszli - wydajesz sądy i generalizujesz, nie rozumiejąc prostej zasady, o której trochę wspomnbiałaś
co ma być to będzie
ja dodam
każdy musi swoje własne życie przezyć sam, uczyc się, doświadczać i wybierać to, co dla niego najlepsze