Bo forum jest bardziej od wygadania, zobaczenia roznych punktów widzenia.Decyzje zawsze sie podejmuje samemu,nie ma co sie przejmowac az tak opiniami jakby nie było obcych ludzi.
Jesli gdzies autorke urazilo co napisałam to nie mialam tego na mysli...
pisałam jak to widzę na podstawie obserwacji otoczenia i tez historii z tego forum
sama zdrady nie przezylam ale moi rodzice są po rozwodzie i też jedno poszło w bok w czasie trwania malzenstwa, wiem co sie z tym wiąze, tyle, ze u moich rodzicow to ani prosby ani grozby nie pomagaly, byl taki kryzys, ze ta zdrada to chyba była taka wisienka na torcie..
oj przezywałam to, jak to-moj idealny rodzic zdradzil?kryzys w rodzinie po 18 latach malzenstwa, nie moze byc...!!
ale paradoksalnie po rozwodzie bylo lepiej, lepiej zyli niz przed, nie wiem jak to mozliwe, chyba uwolnili sie od siebie
poza tym myslą o ponownym powrocie...teraz mają 50 + a moja mamuska zaliczyla potem kilka związkow, z ojcem to nie wiem-nie dowie sie ale raczej jest samotnikiem
no ale to nie o tym wątek
Dobra to Twoje zycie, kieruj nim jak uwazasz, jak czujesz, zyj w zgodzie ze sobą! trzymam kciukasy....:-)
ps Lexpar faktycznie emotki wstawiasz super:-)
326 2014-05-30 09:21:02 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-05-30 09:24:14)
Podobne tematy
327 2014-05-30 10:46:55 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2014-05-30 10:47:59)
Ja tez widze brak odpowiedzialnosci wielu osob za swoje slowa. Rob czlowieku, co Ci kaza, bo Cie opluja.
Wiele razy wpisywalam sie w roznych watkach, jak pojawial sie profesor doktor (habilitowany) z jedyna sluszna opcja.
Kazdy robi - lub nie robi po swojemu. I nikogo za to nie trzeba obrazac, oceniac. Mozna przestac pisac i wystarczy.
Mozna tez przestac czytac - lub przestac komentowac zjadliwe, napastliwe posty.
Oj tak, to 100% prawdy.
Dobra,
Po prostu zrób jak uważasz.
Wybór metody i sposobu działania zależy od Ciebie - tutaj na forum dostajesz tylko i aż różne perspektywy.
Dobrze poznać wszystkie ZA i PRZECIW, ale samemu należy ocenić czy warto lub nie,
ratować małżeństwo lub nie ratować,
pisać list lub nie pisać,...
Nikt z forum nie rozwiąże Twoich problemów.
Szkoda, że mi nikt tak nie poradził, bo przez parę tygodni naprawdę przejęłam się gorzkimi słowami
dobra23, Ja od siebie napiszę, że jeśli on Ciebie kocha i chce to list nie zaszkodzi. A jeśli nie kocha i nie chce to wzbudzi może litość, a może złość, a może pogardę. A jeśli nie wie, co czuje naprawdę, to może tylko pomóc.
In_ka ja je bardzo lubię http://emotikona.pl/emotikony/pic/oczko.gif.
mnie zawsze rozśmieszają do łez... ![]()
Bo forum jest bardziej od wygadania, zobaczenia roznych punktów widzenia.Decyzje zawsze sie podejmuje samemu
to niech gadają wszyscy... o to właśnie chodzi, nie tylko ma być tak, jak autor wątku oczekuje, ma być różnie to jest rozwijające,
nieraz nawet powinno być ... ostro może i kontrowersyjnie
a co do oceny, wszystko jej podlega, nie ma co się oszukiwać, wystarczy mieć tego świadomość i tyle ...
Aleksandra. No ale w twoim przypadku to ci te gorzkie słowa trochę pomogły. Co nie? Obrały sreberko...
Ja dostałem dobrą receptę 34 kroków,nie przekreślają niczego,a jednak są skuteczne.Nie mogę określić tego co się u mnie dzieje,bo jestem zaskoczona.
Nie wytrzymałam ostatnio i zamilkłam,gdy bomba wybuchła po tygodniu mąż zaczął mnie zauważać, obserwować. Nadal jednak nie wymiękam ! Wczoraj zachował się wreszcie jak facet z jajem. Nie wiem czy to jakieś przebłyski świadomości.
Mam problemy z młodszym synem,wczoraj mąż przyznał się przed samym sobą ,że zdaje sobie sprawę dlaczego dzieci się z nim nie kontaktują i zdaje sobie sprawę,że potrzebują wszyscy rozmów z nim.
Wie,że sam nic nie zrobi,ale z moją pomocą tak.
Lubie jak mówi
Jesteś silna dasz radę, nie czarujmy się tak się czuję i to dzięki tej naszej sytuacji uwierzyłam w siebie.
Myśl o sobie,rób to wszystko czego pragniesz i słuchaj........
Aleksandra. No ale w twoim przypadku to ci te gorzkie słowa trochę pomogły. Co nie? Obrały sreberko...
Tak End_alizjo,
Wylało się na mnie wiadro pomyj i wprost napisaliście to o czym wiedziałam i co czułam.
Dzisiaj już mogę pidziękować za to.
Pokochałam głęboko nieodpowiedniego, bo żonatego faceta i w pogoni za własnym szczęściem złamałam pewne normy i zniszcyłam komuś dotychczasowy świat.
Postaram się wszystkim, których temat dotyczy to wynagrodzić.
Wiem, że on też może mnie kiedyś potraktować jak swoją obecną jeszcze żonę, liczę się z taką możliwością.
Jest nam teraz trudno - dla otoczenia jesteśmy trędiwaci. Może nawet tego nie przetrwamy.
Ogólnie to już nigdy nie będę czuła się w porządku i beztrosko.
Mimo wszystkich przeciwności jestem teraz szczęśliwa.
Boję się o przyszłość ale chcę czerpać z teraźniejszości.
pozdrawiam,
dziękuję wszystkim za opinie, różne spojrzenia na moją sytuację.
Nie chcę teraz zbytnio tracić energii na zastanawianie się nad formami wypowiedzi niektórych forumowiczów... ![]()
każdy ma prawo pisać co chce, jak chce
a ja tak naprawdę bardzo się cieszę i dziękuję za taki odzew po drugiej stronie monitora
...bo przecież po to tu napisałam,
gorzej by było gdyby nikt się nie odezwał ![]()
Dobra, trzymam kciuki. Nie radzę, bo rad masz mnóstwo.
Mam tylko nadzieję, że mąż się zreflektuje, jak mądrą, kochającą i zdolną wybaczać kobietą jesteś.
Mam nadzieję że się zreflektuje, co może stracić przez te wszystkie chore rzeczy, które Wam zrobił.
Powodzenia Dobra.... I nie przejmuj się opiniami. Ważne byś Ty mogła spojrzeć w lustro i nie mieć sobie absolutnie nic do zarzucenia. No a jeśli przy okazji zawalczysz o swoją miłość, a dupek Twój mąż otrząśnie się z marazmu,już w ogóle pięknie będzie.
Na koniec powiem tylko, że bardzo Cię podziwiam, bardzo...
Lexpar faktycznie emotki wstawiasz super:-)
MamoNalijki wiesz dlaczego wstawiam te emotki?
Dlatego, że tyle tutaj czytam na tym forum o krzywdzie, smutku, rozpaczy i dlatego staram się trochę to załagodzić, rozśmieszyć etc.
Przyznam się szczerze, że już parę razy mi się to udało co mnie bardzo cieszy
.
Najgorsze dla mnie to są łzy kobiety. Nie mogę na to patrzeć, bo serce mi może pęknąć, a z uwagi, że ja starszy już pan to mogę być bardzo podatny na to 
mnie zawsze rozśmieszają do łez...
Twoje słowa są balsamem na moje serce i dają kopa.
Wielkie dzięki 
Wczoraj zachował się wreszcie jak facet z jajem.
Ło matko, Lena facet z jednym jajem to kaleka
.
Każdy zdrowy facet ma dwa jaja
.
To gdzie on stracił to drugie
.
Na wojnie był 
Dobra, trzymam kciuki. Nie radzę, bo rad masz mnóstwo.
Mam tylko nadzieję, że mąż się zreflektuje, jak mądrą, kochającą i zdolną wybaczać kobietą jesteś.
Mam nadzieję że się zreflektuje, co może stracić przez te wszystkie chore rzeczy, które Wam zrobił.
Powodzenia Dobra.... I nie przejmuj się opiniami. Ważne byś Ty mogła spojrzeć w lustro i nie mieć sobie absolutnie nic do zarzucenia. No a jeśli przy okazji zawalczysz o swoją miłość, a dupek Twój mąż otrząśnie się z marazmu,już w ogóle pięknie będzie.
Na koniec powiem tylko, że bardzo Cię podziwiam, bardzo...
I ja też, o czym wcześniej napomykałem ( i zostałem za to zbesztany).
Kobieta żyje w związku, dowiaduje się o zdradzie, świat się wali. Ta histoiria się powtarza i powtarza. Ja czytam o zdradach, aby spotkać weteranki takich wydarzeń, które zwyciężyły... nieważne czy związek przetrwał, czy upadł... chodzi o to, że one zwyciężyły. No i przyznam, że kachna66 mnie rozwaliła na łopatki. Genialnie pisze...
... nie wystawiłam walizek i nie żałuję. W rezultacie odzyskałam siebie z poczuciem wartości, kobiecości i czego tam jeszcze byś sobie nie wymyśliła. I jest to tylko moja zasługa i moja praca, nie ma nic wspólnego z tym co mój M. Ale nie stałoby się to gdybym nie oderwała się od problemów mojego M. Poczytaj sobie ten wątek, większość postów kręci się dokoła "zdradzacza", .... A cały wic polega na tym, aby przestać obsesyjnie o nim myśleć. Mam ochotę ugotować to ugotuję, chcę być miła to jestem, mam zły humor to mam, nic nie udaję nic nie muszę. ...
No właśnie. Chodzi o osobę zdradzoną, a nie zdradzacza. Chodzi o osobę zdradzoną, a nie o związek. Walka jest o osobę zdradzoną.
... ważne jest to że chciałam zostać, zostałam. I dziś wiem że nie jest mi potrzebne żadne wyjaśnienie dla czegoś co chcę i mój rozum to akceptuje, ale wtedy potrzebowałam tych wyjaśnień. Powiem więcej decyzja o pozostaniu nie była od razu oczywista, dawałam sobie różne terminy na podjęcie decyzji, teraz wiem dlaczego, bo wszystkie powody oparte były o to co on.
Genialne posunięcie. Chciałam zostać (JA chciałam) i zostałam (JA zostałam), bo tego chciałam (JA) i było to dla mnie (JA) dobre. Ja, ja, ja... ktoś by powiedział, że to egoizm. NIeprawda. Egoizm objawia się tym, że krzywdzi innych. To nie egoizm, ale dbanie o siebie, czyli jednocześnie o świat wokół nas. Mąż sobie poradzi... teraz ważna jestem "JA". Co JA chcę, co JA zrobię. Chociaż jak niżej napisane Kachna zaliczyła też egoizm...
Są dwa bieguny -- egoizm i poświęcenie. Jak eskalujemy nasz egoizm, to krzywdzimy innych, którzy ulegają "poświęceniu". Więc trzeba dbać, aby się nie poświęcać, bo wtedy pozwalamy na czyjś egoizm. Ale pomiędzy tymi biegunami jest miejsce, gdzie relacje z ludźmi są szczęśliwe.
... wydaje się że łatwo jest dbać o siebie będąc samym, ale to nie prawda, nie ma to znaczenia czy jesteś sama czy z kimś. Wazne jest czy potrafisz dbać o siebie, jak potrafisz to jest to tak samo łatwe w jednej jak i w drugiej sytuacji.... widze jak mało osób to potrafi, jak dużo osób nie potrafi odciąć swojego myślenia od krzywdy a co za tym idzie, od krzywdziciela. Wiem że gdybym odeszła nadal bym tkwiła uwikłana w jego zdrady,... 2 lata minęło zanim zaczęłam się uczyć czym jest zajmowanie się sobą, zanim zaczęłam chcieć się uczyć. Te dwa lata zajmowałam się w większości moim M, tym jak się czuje, bardzo pilnowałam, żeby nie za dobrze, pilnowałam, żeby jego myślenie było na właściwych torach, oczywiście właściwych dla mnie
.... Jest trochę tak, jak wtedy gdy dziecko zaczyna zauważać, że oprócz mamy jest jeszcze...cały świat.
Normalnie jeśli się wypowiadam jako facet, to z definicji nie mam racji, bo nie przeżyłęm, nei byłem w danej sytuacji... Tymczasem Kachna pisze dokładnie to czego szukałem -- i być może ktoś kto posłucha rady kachny nie straci dwóch lat, tylko od razu zajmie się sobą, a nie zdradą, nie związkiem... sobą po prostu.
Bo przez tyle czasu byliśmy MY, NAS, NASZE. Trudno z dnia na dzień przejść na liczbę pojedynczą.
I najgorsze jest, jeśli druga strona nie akcpetuje liczby pojedynczej, ale to inny problem... mój prywatny.
Przychodzi czarodziejka i pyta "kto chce wiedzieć co siedzi w głowie partnera?". Nie ustawiłabym się w kolejce, ale dwa lata temu pchałabym się żeby być pierwszą.Jest to naturalny odruch, jak komuś nie ufamy, a umówmy się po zdradzie nie ma zaufania.
Trik polega na tym, że tego nigdy nie wiemy. I nigdy wiedzieć nie będziemy. Wpływają na nas tylko działania tej drugiej osoby. Pazerność na czyjeś myśli jest uciążliwa, dla obu osób.
... zaczęła się moja droga do moich praw i do mojego ?mogę?, ?nic nie muszę?, ... Przecież wystarczy że On się zmieni i coś zrobi, bo to nie Ja mam problem. No i na tym się skupiłam. ...Dziś jak to piszę to uśmiecham się, bo pamiętam jak bardzo byłam o tym przekonana. Teraz widzę jak moje myślenie i postępowanie było zależne od mojego męża i jego zachowań.
Wbrew pozorom niezależność tylko utrwala związek.
Jak już zrozumiałam, że mogę wszystko, nic nie muszę i mam prawo, to zachłysnęłam się tą świadomością. Korzystałam z tych praw całą sobą, zachowywałam się jak dziecko, które właśnie odkryło że potrafi chodzić i wykorzystuje tę umiejętność nie zważając na nic.
Tak... wpadłaś w egoizm. Złoty środek jest tam, gdzie dbamy o siebie, najbardziej na świecie, ale jednocześnie dbamy o innych nigdy nie przekraczając tej granicy, gdy im dzieje się krzywda. Dotyczy to również zaniechania pomocy, złoślwość "nie powiem mu gdzie jest płyn do prania, niech sam szuka drań, bo mnie zdradził". Granice są delikatne, decycują o poczuciu szczęścia.
Dziś wiem że NIC NIE MUSZĘ, chyba że chcę, bo mogę chcieć, WSZYSTKO MOGĘ jak tylko chcę, potrafię i godzę się z tym, mogę godzić się na to czego nie chcę, mogę się również nie godzić na nic. MAM PRAWO ale nie zawsze muszę z niego korzystać, mam prawo nie dać sobie prawa. Mogę żyć tak jak chcę, bo mam takie prawo i nie muszę żyć tak jak nie chcę, muszę to oprzec o siebie, muszę bo tak chce.
Tak -- trzeba myśleć o sobie. Ale o innych też.
Lexpar! Fajnie wyszedł ci ten dowcip! Drugie ma na pewno sprawdziłam osobiście, ale lepiej niech pokazuje po jednym niż miałaby z tego wyjść jajecznica. Bo to i tak bardzo dużo z jego strony ,on chyba się poddał jakieś terapii, bo zaczyna mądrze gadać.m
341 2014-05-30 15:26:05 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2014-05-30 15:28:29)
Gary cieszę się, że zrozumiałeś moje słowa tak jak ja je rozumiem, a niewiele jest takich osób. Największy problem miałam (i wiem że nie tylko ja) z porzuceniem roli ofiary/kata. Czułam stały niedosyt w karaniu M, wydawało mi się że nie zapłacił wystarczająco za moją krzywdę , denerwowało mnie jak nie posypywał głowy popiołem, a nie daj Boże żeby się uśmiechał, bardzo szybko zmazywałam ten uśmiech. To co zgotowałam mojemu M nie mieści się w niejednej głowie. Nie mam wyrzutów sumienia, godzę się z tym jaka byłam, choć dumna z tego nie jestem. Wiem że to nie było dobre i niszczyło przede wszystkim mnie.
Dziś jak patrzę wstecz to wiem że działo się tak bo ani ja ani mój M nie potrafiliśmy stawiać zdrowych granic. Mój M miał wyrzuty sumienia i godził się na to, ja to wykorzystywałam ale ani ja ani on nie działaliśmy świadomie, działo się to na poziomie emocji u uczuć. I tylko to że, ja zaczęłam dbać o siebie, a mój M zaczął dbać o siebie, nas uratowało. Pamiętam jak doszło do mnie , że mogę stawiać granice i nie pozwalać nikomu ich przekraczać. Pomyślałam EUREKA, teraz to już sobie nie pozwolę, jak coś powiem to tak ma być
.To tak jak po II wojnie nasze granice byłyby pilnowane przez niemieckie wojsko. ![]()
Moich granic nie wolno przekraczać, ale oczywiście ja nie musiałam szanować jego granic, bo to on wszystko zniszczył.
Mam kila takich żelaznych punktów bez których nie da się odbudować związku,można bez ich spełnienia jakoś żyć dalej razem, ale z naciskiem na "jakoś" . A oto one
1. koniec z odgrywaniem ról ofiara/kat.
2. granice które stawiam są moje i w mojej gestii jest ich pilnowanie.
3. dbanie o siebie to dbanie o dobre samopoczucie, to nie robienie niczego co jest oparte o inną osobę.
4. akceptowanie M takiego jakim jest.
5. Nie robienie założeń.
6. Liczę się ze swoimi uczuciami, ale to ja myśląca decyduję co z nimi zrobię.
7. Najpierw myślę, a potem działam nie na odwrót, działam a potem myślę co z tym zrobić.
8. nie kręcę sobie filmów,
9. pozwalam sobie na popełnianie błędów.
10 moim celem jest droga do ulepszania siebie,nie bycie idealną.
11. mam wpływ tylko na to co ja zrobię.
Pewnie coś pominęłam, no i każdy punkt to temat rzeka. Jak coś jest niezrozumiałe, chętnie wyjaśnię.
Mam kila takich żelaznych punktów bez których nie da się odbudować związku,można bez ich spełnienia jakoś żyć dalej razem, ale z naciskiem na "jakoś" . A oto one
1. koniec z odgrywaniem ról ofiara/kat.
2. granice które stawiam są moje i w mojej gestii jest ich pilnowanie.
3. dbanie o siebie to dbanie o dobre samopoczucie, to nie robienie niczego co jest oparte o inną osobę.
4. akceptowanie M takiego jakim jest.
5. Nie robienie założeń.
6. Liczę się ze swoimi uczuciami, ale to ja myśląca decyduję co z nimi zrobię.
7. Najpierw myślę, a potem działam nie na odwrót, działam a potem myślę co z tym zrobić.
8. nie kręcę sobie filmów,
9. pozwalam sobie na popełnianie błędów.
10 moim celem jest droga do ulepszania siebie,nie bycie idealną.
Pewnie coś pominęłam, no i każdy punkt to temat rzeka. Jak coś jest niezrozumiałe, chętnie wyjaśnię.
Amen, siostro ![]()
Bardzo lubie Twoje posty, kachna ![]()
Największy problem miałam (i wiem że nie tylko ja) z porzuceniem roli ofiary/kata. Czułam stały niedosyt w karaniu M,
Ciekaw jestem dlaczego wtedy czułaś się jak ofiara, a on był krzywdzącym złoczyńcą, a teraz tak na to nie patrzysz. Presja społeczna (np. przyjaciółka mówi -- "gdyby mnie mąż zdradził, to wystawiłabym walizki za drzwi, a Ty jesteś głupia, bo nie stać Cię na to tylko siedzisz w jednym mieszkaniu z tym ... "), czy może jakiś wewnętrzny żal ("ja tyle lat byłam mu wierna, prałam koszule, robiłam obiadki na 14-tą, a on poszedł w tango z nią..."), czy może ból, że do tej pory on był wyłącznie twój a teraz zabrał tę pewność... czy może dlatego że okazał się oszustem, bo ślubował wierność, a złamał przysięgę...
denerwowało mnie jak nie posypywał głowy popiołem, a nie daj Boże żeby się uśmiechał,
A pownien był posypywać głowę popiołem? Nie powinien był uśmiechać się? Ciekawe jak można pomóc osobie, która dowiedziała się o zdradzie... co jej powiedzieć? Twoje posty są wg mnie warte pokazania takiej osobie. I ta książka o kwiatach i kochance męża też... Lubię takie historie, gdzie ktoś się duchowo zmienił na dobre.
To co zgotowałam mojemu M nie mieści się w niejednej głowie. Nie mam wyrzutów sumienia, godzę się z tym jaka byłam, choć dumna z tego nie jestem. Wiem że to nie było dobre ...
Oj tak, tak... Czasem, a może nawet często, świat działa zupełnie inaczej niż nam się wydaje. Ci co radzą niby-dobrze czasem wskazują złą drogę, a Ci co "nie chcą nam pomóc i gadają bzdury" mają rację... czasem po wielu latach to wychodzi.
więc ..napisałam list
przeczytałam go kilka razy i jest mi dobrze z tym co napisałam.
Nie jest słodki...jest prawdziwy i szczery
nie jest "reklamą naszego związku" ![]()
i nie jest dla mnie aż tak ważne jak go odbierze mój mąż,
bo ja temu listowi nie przypisuję wielkiego znaczenia w ratowaniu bądź nie naszej rodziny.
Nie ważne czy trafi w próznię, jak pisze Ania czy trafi do adresata.
Teraz to widzę.
Ten list jest dla mnie a on go przeczyta.
Nazwałam w liście wszystkie moje złe uczucia, żale, krzywdy, które mi wyrządził swoją zdradą.
Nazwałam je ..bo mało padło miedzy nami słów na ten temat.
A nie mogę tego pominąć...bo teraz stawiam siebie na pierwszym miejscu.
Napisałam mu swoją "listę niezbędną" jeśli zdecyduje się zostać.
Bo teraz jestem inna, bo własnie wiem, że rzeczywistość nasza jest inna
i jeśli on zdecyduje się walczyć to bierze mnie teraz taką z tym "dobrodziejstwem inwentarza", któremu musi podołać.
Bo, jak to ktoś pięknie na formum napisał (chyba Endi) nie obudzimy się jutro z ubytkiem pamięci.
I napisałam, to, co niektórych dziwi (rozumiem to),
że jeśli odejdzie to już potrafię odzielić jego- zdrajcę (z teraz, do którego mam żal, który mnie skrzywdził)
od niego jakim był kiedyś i co razem tworzyliśmy.
Bo daję sobie do tego prawo, bo z tym uczuciem się czuje najlepiej i jestem wolna.
To co z wszystkich waszych opinii najbardziej teraz czuję, to to, co napisała Kachna i co dało mi najwięcej do myslenia:
tak naprawdę teraz jestem gotowa na zostanie w tym związku własnie dlatego bo jestem gotowa odejść
i do tego uczucia potrzebne mi samej były ciepłe słowa pożegnania ze starą miłością.
trzymaj sie a ja trzymam kciuki i wysyłam przytulasa
Przez Ciebie uzależnilam sie ponownie od forum ![]()
świetnie Dobra mam nadzieję, że oprócz jasności obrazu w słowach, masz taką jasność w emocjach, że tak czujesz, to co mówisz ...
odnoszę wrażenie, że cała twoja praca wkładana jest po to, żeby ON został...i nie uważam wcale tego za niewłaściwie
a pożegnanie starej miłości uuuuuuuuuuuu długo trwa - jeden list nie wystarczy
pisałam listy do męża (nie z powodu zdrady ale kryzysów) u mnie nic nie zmieniły ale trzymam za ciebie kciuki
niech się uda
Gary wszystkiego po trochu. Z jedną różnicą, to ja uważałam, że te walizki powinnam wystawić, nie potrafię to głupia jestem,plus ogromny żal, świadomość jak byłam oszukiwana i to że ja dla niego wszystko, a on....
I nadal uważam że on jest złoczyńcą, a ja skrzywdzoną, ale to było i jako rzecz była jest mniej ważna niż to co ja chcę dziś, nie pozwalam aby przeszłość zatruwała mi dzień dzisiejszy.To jest mój wybór, nie zmazywacz przeszłości. To że ja odkreślam grubą kreską przeszłość nie znaczy że jej nie było.
Owszem miał się kajać i tym popiołem... Paradoksem jest to , że jak to robił, natychmiast leciałam z pocieszaniem i tłumaczeniem co by sobie wybaczył , albo denerwował mnie tym użalaniem się
Mi zdradzonej nikt nie mógł pomóc poza mną samą. Cokolwiek by nie zrobił mój M, zawsze było mało, albo za dużo, albo nie tak.
To co z wszystkich waszych opinii najbardziej teraz czuję, to to, co napisała Kachna i co dało mi najwięcej do myslenia:
tak naprawdę teraz jestem gotowa na zostanie w tym związku własnie dlatego bo jestem gotowa odejśći do tego uczucia potrzebne mi samej były ciepłe słowa pożegnania ze starą miłością.
Przez to że nie potrafiłam odejść, sama się ograniczyłam i pozbawiłam wyboru. Dopiero jak byłam gotowa odejść, jak pozbyłam się tych czynników uniemożliwiających mi odejście, otworzyłam sobie możliwość wyboru- odejść czy zostać.
Trochę ci zazdroszczę, że nie masz potrzeby i potrafisz nie rozkładać na czynniki pierwsze tego co się stało.
Myślę, że nie trzeba się żegnać ze starą miłością, ona zawsze ze mną zostanie, bo nie można wymazać tego co było, a przecież byłam szczęśliwa, oszukiwana, nieświadoma tego, ale szczęśliwa. Musiałam natomiast pożegnać się ze swoimi założeniami które poczyniłam, a zakładałam że jest uczciwy i że w takim stanie się zestarzejemy. Dziś nic nie zakładam, bo to mnie ogranicza, bo moje szczęście jest zależne od tego czy spełnią się moje założenia.
A co jeśli w czasie w którym mąż dobrej ma się zdecydować co robić dalej układa się co do wspólnej przyszłości z kochanką? Ciężko się to czyta. Trzymam kciuki za dobrą, żeby odzyskała szczęście z nim czy bez niego.
dobra23,
masz kijata sytuacje dziewczyno, wspolczuje i moze pare slow dopisze, moze beda to rady a moze nie. Na razie tylko moje odczucia, przeczytalem 2 pierwsze strony tego watku i sie przerazilem. Facet za ktorego wyszlas teoretycznie juz nie zyje, zostal postawiony przed plutonem egzekucyjnym, wykastrowany obdarty ze skory, pokawalkowany, spalony do tego zywcem. Z tak duza doza nienawisci jeszcze sie nie spotkalem. Pytanie tylko dlaczego? Czy Panie ktore zasypaly Cie swoimi radami daly upust swojej frustracji ? swoim niepowodzeniom? Boze jedna z druga opuszczone przez meza i co? zrob tak bo ja tak zrobilam, albo zrob tak bo ja tak nie zrobilam? Nie daj sie oszukac kobieto, Twoj maz nigdy nie byl ich mezem, Twoja sytuacja nie jest ich sytuacja. Wkurzaja mnie rady typu zrob jeden dwa i trzy. Wkurza mnie ocena Twojego meza to dupek skonczony jelop i w ten desen. Jezeli Tobie to odpowiada takie postrzeganie sytuacji jak korespondentki tutaj pisza to jest ok, wez sobie chwile wolnego czasu z mezem i powiedz jasno....... rozstajemy sie, nie ma szans dystans bedzie najlepszym rozwiazaniem i tyle.
Co ja przeczytalem z tego co Ty piszesz: przekaz jasny, ja nie chce tego mezczyzny stracic, zawiodl mnie, ale mimo wszystko ma dla mnie taka wartosc ze chce z nim byc. To jest trudny problem, doczytalem sie ze on chce byc tez z Toba. Pytanie tylko dlaczego, odpowiedz na to pytanie moze bedziemy mogli kiedys otrzymac, ale przy tyle nienawisci nie wiem czy warto bym cokolwiek pisal i radzil. Jedno jest pewne, od Ciebie tej nienawisci nie odczulem, ale tyle kobiet tu Twojego meza nienawidzi ze az strach.
Moja osoba. Mimo ze przezylem pare chwil na tym swiecie nadal jestm ciekaw jak "dzialaja pewne mechanizmy", duzo juz wiem, a mimo wszystko tu trafilem, jestem zszokowany tym co odkrylem i w miare mozliwosci tam gdzie bede mogl stawie temu czola. Wiec swoje trzy grosze to tu to tam wtrace.
TEO z calym szacunkiem ale nikt nie nienawidzi meza autorki ale nikt tez nie bedzie go głaskał.Pomyslic to sie mozna w sklepie a jak jest romans na boku to jest jawne krzywdzenie drugiej osoby.To, ze ktos chce dac szanse to chwala mu za to, byl szczesliwy wczesniej, uznaje, ze warto.Ale Ty nie jestes chyba najlepszym doradcą bo sam zdradzales zone, wybacz te osobiste off topy ale nie uwazasz, ze naprawiac to nalezy zaczac od swojego ogrodka? a nie oceniasz panie na forum,panie na forum piszą jak myslą i na podstawie swoich doswiadczen a Ty swoich, kazdy ma do tego prawo! a Dobra sobie przefiltruje dla siebie te wiadomosci.
dobra23,
masz kijata sytuacje dziewczyno, wspolczuje i moze pare slow dopisze, moze beda to rady a moze nie. Na razie tylko moje odczucia, przeczytalem 2 pierwsze strony tego watku i sie przerazilem. Facet za ktorego wyszlas teoretycznie juz nie zyje, zostal postawiony przed plutonem egzekucyjnym, wykastrowany obdarty ze skory, pokawalkowany, spalony do tego zywcem. Z tak duza doza nienawisci jeszcze sie nie spotkalem. Pytanie tylko dlaczego? Czy Panie ktore zasypaly Cie swoimi radami daly upust swojej frustracji ? swoim niepowodzeniom? Boze jedna z druga opuszczone przez meza i co? zrob tak bo ja tak zrobilam, albo zrob tak bo ja tak nie zrobilam? Nie daj sie oszukac kobieto, Twoj maz nigdy nie byl ich mezem, Twoja sytuacja nie jest ich sytuacja. Wkurzaja mnie rady typu zrob jeden dwa i trzy. Wkurza mnie ocena Twojego meza to dupek skonczony jelop i w ten desen. Jezeli Tobie to odpowiada takie postrzeganie sytuacji jak korespondentki tutaj pisza to jest ok, wez sobie chwile wolnego czasu z mezem i powiedz jasno....... rozstajemy sie, nie ma szans dystans bedzie najlepszym rozwiazaniem i tyle.
Co ja przeczytalem z tego co Ty piszesz: przekaz jasny, ja nie chce tego mezczyzny stracic, zawiodl mnie, ale mimo wszystko ma dla mnie taka wartosc ze chce z nim byc. To jest trudny problem, doczytalem sie ze on chce byc tez z Toba. Pytanie tylko dlaczego, odpowiedz na to pytanie moze bedziemy mogli kiedys otrzymac, ale przy tyle nienawisci nie wiem czy warto bym cokolwiek pisal i radzil. Jedno jest pewne, od Ciebie tej nienawisci nie odczulem, ale tyle kobiet tu Twojego meza nienawidzi ze az strach.Moja osoba. Mimo ze przezylem pare chwil na tym swiecie nadal jestm ciekaw jak "dzialaja pewne mechanizmy", duzo juz wiem, a mimo wszystko tu trafilem, jestem zszokowany tym co odkrylem i w miare mozliwosci tam gdzie bede mogl stawie temu czola. Wiec swoje trzy grosze to tu to tam wtrace.
Takie mam wrażenie że stawiasz czoła swoim demonom, tu i tam, i to te mechanizmy będziesz poznawał, oczywiście jak to zauważysz.
A nikt tu jej męża nie ocenia, to są fakty, że jest du...k. I Bynajmniej to nie wina osób stwierdzających ten fakt. Każdy sam decyduje kim jest i zdradzający też. W pewnym momencie ma dwie drogi do wyboru :będę du...iem albo nie. To jego wybór, to on sam decyduje czy przyjdzie do żony i powie : słuchaj jest źle, zauroczyła mnie inna kobieta, ale nie chcę być nie fer wobec ciebie dlatego spróbujmy uratować to co było/ jest między nami, albo nie widzę możliwości dalszej wspólnej drogi, ale nie chcę być dup...em i zanim zwiążę się z inną chcę rozejść się z tobą. Tak zachowałby się uczciwy człowiek, zdradzający sam stawia się w rzędzie pt. dup...i, sam stawia się przed plutonem egzekucyjnym, nikt go tam na siłę nie pcha, to jego wybór.
Ty chcesz posłańców ścinać, no ale tak w sumie nie dziwię się , lepiej posłańca niż siebie.
Problem, którego zdajesz się w niewielkim stopniu zauważyć to taki, że nie o niego tu chodzi i nie ma takiej potrzeby, aby bronić M Dobrej,a na pewno nie jest jej potrzebne przekłamywanie rzeczywistości.. Ona ZDECYDOWAŁA że chce ratować ten związek , wie że był dobrym mężem i wie że w pewnym momencie sam się z tej roli dobrego M WYMIKSOWAŁ , zamieniając na rolę du..ka. Ona jest świadoma tego wszystkiego. Pytanie do ciebie jest takie : kogo ty bronisz?
MamaNalijki,
to chyba jasne ze jak takie forum to mamy takie doswiadczenia. A Ty kochana zdradzona? bo nie podejrzewam Cie ze zdradzilas. Tu to takie koleczko wzajemnej adoracji, troche krytyki i juz ma sie kogos na karku. Oczywiscie chctnie podyskutuje. Chyba zdajesz sobie sprawe z tego ze dbam o wlasny ogrodek. A jaki jest taki jest. Uderzajace jest jednak to jak panie z emocja podchodza!!, No przeciez chyba sama zauwazylas. Dla mnie przekaz byl jasny, jest zwiazek chlop znalazl sobie kogos na boku, sytuacja jest znana w czworokacie, on ma kogos nie chce sie jednak wyprowadzic. Wnioski jakie mnie sie nasowaja, a raczej pytania to:
- co jest ze sie nie wyprowadza? uczucie do zony czy wygodnictwo
- czego oczekuje pani?
- czego oczekuje pan?
- czego w koncu oczekuje pani kochanka?
Jak mam pomoc DOBREJ to nie w takich warunkach, troche info trzeba miec, a nie wystarczy tylko ozorem mielic.
Pani MamaNalijki, Ciebie nie szokuja te wypowiedzi? Przeciez poslannictwo nie bylo: KOBIETY MAZ MNIE ZDRADZA!!! POMOZCIE MI GO DOBIC!!, z gola jest inaczej, Ja chce go odzyskac mowi DOBRA.
Mam najwieksza nadzieje ze przefiltruje te wiadomosci, mam nadzieje ze nie tylko zale opuszczonych do niej dotra, ale tez rady jak ma postepowac by go odzyskac. Niewazne ze 99 nie odzyskalo swojego mezczyzny, wazne ze ona jako setna to zrobi.
A co ja moge powiedziec? Otoz ja moge z tej drugiej strony, wlasnie tego co opuszcza co zdradza itd. No chyba ze tu takie glosy sa niepotrzebne.
A jezeli chodzi o moja prywatna osobe, ja porad nie szukam, swojego watku nie otwarlem, moze kiedys to zrobie a moze i nie, z tego co jednak mimo wszystko mi radzisz to odczytalem: idz sobie chlopie w cholere z tego domu i zostaw ta biedna kobiete sama.........., a moze nie takie byly Twoje intencje??
Jak zamierzasz ze mna dyskutowac, moge w przypadku Dobrej i jej watku podac cytaty
MamaNalijki,
to chyba jasne ze jak takie forum to mamy takie doswiadczenia. A Ty kochana zdradzona? bo nie podejrzewam Cie ze zdradzilas. Tu to takie koleczko wzajemnej adoracji, troche krytyki i juz ma sie kogos na karku. Oczywiscie chctnie podyskutuje. Chyba zdajesz sobie sprawe z tego ze dbam o wlasny ogrodek. A jaki jest taki jest. Uderzajace jest jednak to jak panie z emocja podchodza!!, No przeciez chyba sama zauwazylas. Dla mnie przekaz byl jasny, jest zwiazek chlop znalazl sobie kogos na boku, sytuacja jest znana w czworokacie, on ma kogos nie chce sie jednak wyprowadzic. Wnioski jakie mnie sie nasowaja, a raczej pytania to:
- co jest ze sie nie wyprowadza? uczucie do zony czy wygodnictwo
- czego oczekuje pani?
- czego oczekuje pan?
- czego w koncu oczekuje pani kochanka?
Jak mam pomoc DOBREJ to nie w takich warunkach, troche info trzeba miec, a nie wystarczy tylko ozorem mielic.
Pani MamaNalijki, Ciebie nie szokuja te wypowiedzi? Przeciez poslannictwo nie bylo: KOBIETY MAZ MNIE ZDRADZA!!! POMOZCIE MI GO DOBIC!!, z gola jest inaczej, Ja chce go odzyskac mowi DOBRA.
Mam najwieksza nadzieje ze przefiltruje te wiadomosci, mam nadzieje ze nie tylko zale opuszczonych do niej dotra, ale tez rady jak ma postepowac by go odzyskac. Niewazne ze 99 nie odzyskalo swojego mezczyzny, wazne ze ona jako setna to zrobi.
A co ja moge powiedziec? Otoz ja moge z tej drugiej strony, wlasnie tego co opuszcza co zdradza itd. No chyba ze tu takie glosy sa niepotrzebne.
A jezeli chodzi o moja prywatna osobe, ja porad nie szukam, swojego watku nie otwarlem, moze kiedys to zrobie a moze i nie, z tego co jednak mimo wszystko mi radzisz to odczytalem: idz sobie chlopie w cholere z tego domu i zostaw ta biedna kobiete sama.........., a moze nie takie byly Twoje intencje??Jak zamierzasz ze mna dyskutowac, moge w przypadku Dobrej i jej watku podac cytaty
A ja bardzo chciałabym usłyszeć/poczytać , z tej drugiej strony, dlaczego nie nazywać zdradzającego du..iem, nie "kroić ćwiartować czy co tam jeszcze"? No i jak go oceniać?
355 2014-05-31 11:35:07 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-05-31 11:37:52)
MamaNalijki,
to chyba jasne ze jak takie forum to mamy takie doswiadczenia. A Ty kochana zdradzona? bo nie podejrzewam Cie ze zdradzilas. Tu to takie koleczko wzajemnej adoracji, troche krytyki i juz ma sie kogos na karku. Oczywiscie chctnie podyskutuje. Chyba zdajesz sobie sprawe z tego ze dbam o wlasny ogrodek. A jaki jest taki jest. Uderzajace jest jednak to jak panie z emocja podchodza!!, No przeciez chyba sama zauwazylas. Dla mnie przekaz byl jasny, jest zwiazek chlop znalazl sobie kogos na boku, sytuacja jest znana w czworokacie, on ma kogos nie chce sie jednak wyprowadzic. Wnioski jakie mnie sie nasowaja, a raczej pytania to:
- co jest ze sie nie wyprowadza? uczucie do zony czy wygodnictwo
- czego oczekuje pani?
- czego oczekuje pan?
- czego w koncu oczekuje pani kochanka?
Jak mam pomoc DOBREJ to nie w takich warunkach, troche info trzeba miec, a nie wystarczy tylko ozorem mielic.
Pani MamaNalijki, Ciebie nie szokuja te wypowiedzi? Przeciez poslannictwo nie bylo: KOBIETY MAZ MNIE ZDRADZA!!! POMOZCIE MI GO DOBIC!!, z gola jest inaczej, Ja chce go odzyskac mowi DOBRA.
Mam najwieksza nadzieje ze przefiltruje te wiadomosci, mam nadzieje ze nie tylko zale opuszczonych do niej dotra, ale tez rady jak ma postepowac by go odzyskac. Niewazne ze 99 nie odzyskalo swojego mezczyzny, wazne ze ona jako setna to zrobi.
A co ja moge powiedziec? Otoz ja moge z tej drugiej strony, wlasnie tego co opuszcza co zdradza itd. No chyba ze tu takie glosy sa niepotrzebne.
A jezeli chodzi o moja prywatna osobe, ja porad nie szukam, swojego watku nie otwarlem, moze kiedys to zrobie a moze i nie, z tego co jednak mimo wszystko mi radzisz to odczytalem: idz sobie chlopie w cholere z tego domu i zostaw ta biedna kobiete sama.........., a moze nie takie byly Twoje intencje??Jak zamierzasz ze mna dyskutowac, moge w przypadku Dobrej i jej watku podac cytaty
TEO50 mój drogi ja Pana tylko pytam o niektore kwestie bo rowniez tak jak ty jestesm ciekaw zachowan ludzkich,mechanizmow etc.
jeśli chodzi o mnie to ja ani nie zdradzilam ani nie zostalam zdradzona, ja to swieza mezatka..
mam za to naoczną zdradę w rodzinie, stad mnie to interesuje
nie bronię zatem nikogo, znam sprawę z dwoch stron....Ba, nawet uwazam, ze czasem osoba zostaje niejako popchnieta ku zdradzie.
ja Cie nie namawiam usilnie na rozwod, mnie tylko zastanowilo czysto teoretycznie to czy nie lepiej bylo sie rozstac i nie ranic siebie, uwazasz, ze zonie to pomoglo w jakis sposob, ze zostales a jednak zdradzales??sam piszesz, ze jest biedna, ale czy to jej pomoglo?? nie pisze tego do Ciebie osobiscie,nie oceniam...zastanawiam sie OGOLNIE,mnie np taka sytuacja dobilaby...zyc pod dachem z mezem,ktory jednak nie jest mój.Czysto psychologicznie mnie to zastanawia:-)
a meza Dobrej nie oceniam, uwazam jednak, ze czasem te drastyczne rady mogą pomoc...wiesz taka gra- jak bede stanowcza,moze nawet go wyrzuce to on poczuje strate, zastanowi sie a cel jest zawsze jeden-byc z nim i go odzyskac.Moze sposob wiejący nienawiscia ale pobudki kierowane miloscią.Nie wszystko jest takie czarno białe w zyciu.
Pozdrawiam i nie atakuje:)
kachna66,
moge sie mylic, moze nie potrafie czytac i stad te moje przeklamania ;-), ale moze tez potrafie czytac i pisac....... W koncu tym jezykiem posluguje sie troche czasu i to niezle, tam gdzie chce osiagnac posluch nie przychodzi mi to z trudnoscia.
Moge tez, bo potrafie dorownac tego typu wypowiedziom ktore tu zaistnialy ale to w swoim czasie. W odpowiednim czasie.
Nie widze zeby on byl dupkiem. Chociaz to pewno istota definicji. Pozwole sobie na sprobowac Twoim tokiem myslenia. Facet ma kochanke jednak pozostaje w domu z jakis tam powodow ( nie wiem jakie i nie podejrzewam ze Ty je znasz) wiec jest dupkiem!! Bo albo nie ma kochanki, wtedy dupkiem nie jest, albo jak ma kochanke to niech spierdziela, wtedy tez dupkiem nie jest. A tak jest dupkiem i to JA (kochana66) go nie oceniam.
Ok zaczynam rozumiec kobiety pod wzgledem ze chca byc doinformowane. Z tego co czytam i z moich doswiadczen wynika: KOBIETO JEST MI Z TOBA ZLE I ODCHODZE, pozniej juz moge szukac sobie kochanek robic co mi sie rzywnie podoba.... Prawdopodobnie wtedy nie byloby sie dupkiem. Ale tylko prawdopodobnie, bo znalazla by sie jedna z druga na motto: czego temu dupkowi brakowalo!!
Boze, wez spusc grom na M Dobrej niech zniknie, bo wtedy juz zadnego problemu nie bedzie!! Ludu czy M bo tak go chyba tu nazywacie ten partner Dobrej to przedmiot? Dobra zdecydowala sie cos tam ratowac a M nie ma nic do gadania?? Ok DOBRA te slowa do Ciebie skierowane, daj sobie spokoj, nic ze on nie potrafi sie moze zdecydowac, nic ze jednak Ciebie nie opuszcza, nic ze pewno lozy na dom, nic ze dzieci, nic ze jakies skrupuly ma.
Pewno Twoj nik DOBRA to program, bylas jestes i bedziesz dobra, a poloz "laske" na wszystko bo nie warto o nic walczyc....
A Pani kochana66, kogo bronie? na razie nikogo, ale po troche solidaryzuje sie z tym M, cos odwrotnego od praktykowanej tu solidaryzacji jajnikow.
Ale poki co jeszcze nie wiem jaka sytuacja jest gdzie zawirowalo. Wiem tylko ze DOBRA chce go odzyskac
Pani MamaNalijki,
dlaczego oczekujesz odemnie bym pomogl mojej zonie? Dlaczego nie zadasz mi pytania jak ona mi pomagala? Dlaczego rozwod mialby byc lepszy od nie brania rozwodu? Przeciez ja jej nie bronie wniesienia rozwodu. Ja nie wnosze bo taka moja decyzja. Od kiedy to jestem zobowiazany dalej nie ranic zony? Myslisz ze gdybym ja ranil juz dawno by nie poszla sobie w sina dal? O co jak o co to nie podejrzewam mojej zony o masochizm.
Ubiegam juz zarzut ze mi tak dobrze i dlatego siedze dalej w wspolnym gniazdku. Nie ma czegos takiego jak obiadki pranka sranka i prasowanka. Kazdy sobie rzepke skrobie, a nawet ja oplacam jej samochod dom itd..
Wow, Twoja uwaga mnie rozbroila, ze czasami nawet jedna osoba jest popchnieta do zdrady. Osmielam sie stwierdzic ze w wiekszosci wypadkow. Przeciez kazdy ma swoj rozum i moze sobie konsekwencje wyobrazic, co sie stanie jak zdradze. No chyba ze ktos tak dla sportu. Zastanawiajace jednak ze nie kazdy sobie potrafi wyobrazic ze swoim postepowaniem: popycham do zdrady. Ale to juz taka konkluzja na marginesie naszych rozwarzan.
Dobrze postaram sie Ciebie zrozumiec. Jest ok, ze DOBRA ma wywalic M ( bo tez juz go tak nazywam) drastyczne posuniecie moze kubel wody na jego leb i uj z nim. Ale juz nie jest ok, ze M zdradzil!! To nie bylo drastyczne posuniecie to bylo widzimisie kolesia, dupka piotrusia pana czy jakimi epitetami takich tu obdzielacie.
"Kali ukrasc krowy to dobrze, Kaliemu ukrasc krowy to zle."
Moze tego nikt nie zrozumie, Ale uwazam ze ja mam co chcialem, moja zona ma co chciala, Dobra ma co chciala, M ma co chcial, wszyscy macie co chcieliscie...
A jak Dobra bedzie miala swojego meza tam gdzie go chce miec, to przeciez tez bedzie miec co chciala. A jak go nie bedzie miec.... no to niestety kobito masz co chcialas. Tylko zrob sobie rachunek sumienia.
TEO no i juz wiecej rozumiem z tego co napisales.Widzisz kazdy ocenia na podstawie tego co ma do dyspozycji.W Twoim przypadku zastanawialo mnie czemu zyjecie jednak razem mimo tego wszystkiego co sie stało>nie chodzi mi o to by sie licytowac kto u was wiecej komu napomagał czy naszkodzi...chcialam tylko wiedziec jaki jest interes siedziec razem mimo braku milosci, rozumiem teraz, ze zonie to nie przeszkadza.Ok nie ma tematu, sam znasz najlepiej sytuacje:-)
co do rady-,,wywalic gada"- czasem to pomaga,nie powiesz, ze nie, ale to zalezy od przypadku....tu jedynie chodzi o to aby maz nie zwodzil, ze zostaje a jednak jest myslami gdzie indziej rozumiesz?to, ze ktos zostanie cialem, powie, ze chce zostac z rodzina nie zawsze oznacza, ze tak jest.
Stajesz po stronie meza bo sam jestes mezem,ktorego zona moze nie doceniala, olewała...ale Dobra z tego co pisze była dobrą zone to czemu wiec on poszedł w bok?nieuczciwy był bo gdyby był uczciwy to by najpierw powiedzial, ze cos w nim pęka, ze coś sie dzieje...nie uwazasz?
ok ja juz koncze bo tak mozna dywagowac i dywagowac, kazdy ma swoje racje
kachna66,
moge sie mylic, moze nie potrafie czytac i stad te moje przeklamania ;-), ale moze tez potrafie czytac i pisac....... W koncu tym jezykiem posluguje sie troche czasu i to niezle, tam gdzie chce osiagnac posluch nie przychodzi mi to z trudnoscia.
Moge tez, bo potrafie dorownac tego typu wypowiedziom ktore tu zaistnialy ale to w swoim czasie. W odpowiednim czasie.Nie widze zeby on byl dupkiem. Chociaz to pewno istota definicji. Pozwole sobie na sprobowac Twoim tokiem myslenia. Facet ma kochanke jednak pozostaje w domu z jakis tam powodow ( nie wiem jakie i nie podejrzewam ze Ty je znasz) wiec jest dupkiem!! Bo albo nie ma kochanki, wtedy dupkiem nie jest, albo jak ma kochanke to niech spierdziela, wtedy tez dupkiem nie jest. A tak jest dupkiem i to JA (kochana66) go nie oceniam.
Ok zaczynam rozumiec kobiety pod wzgledem ze chca byc doinformowane. Z tego co czytam i z moich doswiadczen wynika: KOBIETO JEST MI Z TOBA ZLE I ODCHODZE, pozniej juz moge szukac sobie kochanek robic co mi sie rzywnie podoba.... Prawdopodobnie wtedy nie byloby sie dupkiem. Ale tylko prawdopodobnie, bo znalazla by sie jedna z druga na motto: czego temu dupkowi brakowalo!!
Boze, wez spusc grom na M Dobrej niech zniknie, bo wtedy juz zadnego problemu nie bedzie!! Ludu czy M bo tak go chyba tu nazywacie ten partner Dobrej to przedmiot? Dobra zdecydowala sie cos tam ratowac a M nie ma nic do gadania?? Ok DOBRA te slowa do Ciebie skierowane, daj sobie spokoj, nic ze on nie potrafi sie moze zdecydowac, nic ze jednak Ciebie nie opuszcza, nic ze pewno lozy na dom, nic ze dzieci, nic ze jakies skrupuly ma.
Pewno Twoj nik DOBRA to program, bylas jestes i bedziesz dobra, a poloz "laske" na wszystko bo nie warto o nic walczyc....A Pani kochana66, kogo bronie? na razie nikogo, ale po troche solidaryzuje sie z tym M, cos odwrotnego od praktykowanej tu solidaryzacji jajnikow.
Ale poki co jeszcze nie wiem jaka sytuacja jest gdzie zawirowalo. Wiem tylko ze DOBRA chce go odzyskac
Jak bys poczytał moje ostatnie posty, wiedziałbyś ze jestem ostatnia osoba radzącą jak ma postępować ktokolwiek. moje motto jest jedno "rób tak jak czujesz i czego ty chcesz, zrób to w oparciu o uczciwość bo tylko takie ma szanse przetrwać".
A prawda jest jedna nie ma dwóch prawd. Dobra chce ratować związek i ma swoje powody i nie ma o czym tutaj dyskutować, ona chce i już. Dobrze że opiera to o uczciwość, nie okłamuje się, wie co się podziało i podjęła taką a nie inną decyzję.
Świadoma może być tylko taka decyzja, która podjęta jest bez okłamywania siebie. M był dobrym mężem, ale przestał nim być jak zaczął ją okłamywać, nie mówię ,że przestał być dobry dla niej, ale jako zakłamany przestał być dobrym mężem.
I tak, Dobra zdecydowała,nie za niego, za siebie a on musi zdecydować za siebie, Dobra nie odbiera mu tego prawa,choć sama takiego nie ,miała. Jest przygotowana na wszystkie opcje.
Ale to nie zmienia faktu, że on zachował się jak du...ek. I tak jak by odszedł to mógłby mieć kochanek ile by chciał, jako mąż nie może mieć ani jednej, jak nie chce zostać du..m. To jest normalna konsekwencja , jest akcja ,jest i reakcja. Zdradzona kobieta jest okłamywana przez M , tylko uczciwość może ją z tego wyciągnąć. Zdradzacz nie ma nic na swoją obronę, bo miałinne wyjścia i tak jak za kryzys w związku są oboje odpowiedzialni tak za zdradę tylko on .
TEO
bardzo, bardzo dziękuję.
Kachna zresztą tobie też.
Ale to co napisał TEO to po prostu część moich poglądów i oceny naszej sytuacji,
ale nie piszę tego tutaj bo obawiam się, że posypią się gromy ![]()
Ja z wszystkich waszych wypowiedzi "filtruję" to co rzeczywiście pasuje do mnie, mojego męża, całej sytuacji.
Chociaż wszystkie opinie są mi potrzebne, nawet po to by sobie powiedzieć: "nie, to nieprawda, to nie dotyczy mnie, jego"
Może dla pełnej jasności:
mój mąż nigdy mnie nie zdradził, nigdy nie zawiódł mojego zaufania,
zakochał się, tak rozpoczął relację, której konsekwencjom muszę stawić czoła ja, on, cała nasza rodzina.
Zakochał się po prostu
w kobiecie, która go rozczuliła, bo jest typem "ofiary", bo potrzebuje pomocy, bo on chce ją uratować.
Będę złośliwa - poczuł się rycerzem na białym koniu.
Zapomniał o nas, o rodzinie, naszej miłości, stwierdził, że "chyba się wypaliło"
Potem wybrał pozostanie z nami, rodzinę, powiedział: "nie potrafię was zostawić, zostaję nie tylko ze względu na dziecko"
(należałoby interpretować - na mnie???).
Nie kontynuuje relacji z kochanką (ale też nie przeciął pępowiny)
I właśnie to mi nie odpowiada.
Ja nie chcę żyć u boku zakochanego faceta.
Chcę, żeby był naprawdę.
I wiem, że nie odkocha się w tydzień
On to musi sam w sobie, z sobą wytłumaczyć, dojść do porozumienia.
Ja nie godzę się teraz mieszkać z nim bo jego obecność w takim stanie mi po prostu ciąży, męczę się.
Jeśli on dalej nie wie, a ma takie prawo, nie postawię go przed plutonem egzekucyjnym
ja w takiej sytuacji chcę odpocząć od niego, zająć się sobą.
I na koniec, każdy jest wolnym człowiekiem,
dokonuje wyborów i nie zawsze zdaje sobie sprawę z konsekwencji.
To prawo do popełniania błędów, daje je sobie, każdy z was też popełnia błędy, prawda?,
daję też i jemu......
Kocham go i wiem za co, on jest tego wart, nawet jeśli zachował się jak d...k
Dzięki forum zrozumiałam jednak też jedno, że żeby zawalczyć o tę miłośc muszę zawalczyć o samą siebie.
I już czuję, że powoli wygrywam...... ![]()
Tak -- musisz walczyć o siebie. Dać dużo czasu. Potem się świat zmieni w takim lub innym kierunku -- gdy to się stanie, to podejmiesz następny krok.
że żeby zawalczyć o tę miłośc muszę zawalczyć o samą siebie.
I już czuję, że powoli wygrywam......
...tylko wygraj
Tak -- musisz walczyć o siebie. Dać dużo czasu. Potem się świat zmieni w takim lub innym kierunku -- gdy to się stanie, to podejmiesz następny krok.
Gary
dzięki,bo właśnie między innymi ty i twoje spojrzenie(twoja droga miedzy dwiema skrajnymi biegunami) pozwoliły mi dotrzeć do tego miejsca w którym jestem teraz (a to dopiero początek drogi)
Potrzebowłam rad i "egoistycznego" spojrzenia End_aluzji, jej determinacji,
potrzebowałam historii moniCo żeby dostrzc jak wszystko może się skonczyć jeśli nie zrobię niczego, jeśli nie pomyślę o sobie już teraz.
potrzebowałam Kachny ,
i dziękuję Rybce ona wie za co, bo wsparła mnie bardzo w trudnym momencie.
potrzebowałam was wszystkich,
Lexpara spróbuję jak ty:
http://emotikona.pl/emotikony/pic/0kiss3.gif
Lexpara spróbuję jak ty (...)
nie wiem czemu nie wyszło ale
przesyłam buziaka
dobra23,
masz kijata sytuacje dziewczyno, wspolczuje i moze pare slow dopisze, moze beda to rady a moze nie. Na razie tylko moje odczucia, przeczytalem 2 pierwsze strony tego watku i sie przerazilem. Facet za ktorego wyszlas teoretycznie juz nie zyje, zostal postawiony przed plutonem egzekucyjnym, wykastrowany obdarty ze skory, pokawalkowany, spalony do tego zywcem. Z tak duza doza nienawisci jeszcze sie nie spotkalem. Pytanie tylko dlaczego? Czy Panie ktore zasypaly Cie swoimi radami daly upust swojej frustracji ? swoim niepowodzeniom? Boze jedna z druga opuszczone przez meza i co? zrob tak bo ja tak zrobilam, albo zrob tak bo ja tak nie zrobilam? Nie daj sie oszukac kobieto, Twoj maz nigdy nie byl ich mezem, Twoja sytuacja nie jest ich sytuacja. Wkurzaja mnie rady typu zrob jeden dwa i trzy. Wkurza mnie ocena Twojego meza to dupek skonczony jelop i w ten desen. Jezeli Tobie to odpowiada takie postrzeganie sytuacji jak korespondentki tutaj pisza to jest ok, wez sobie chwile wolnego czasu z mezem i powiedz jasno....... rozstajemy sie, nie ma szans dystans bedzie najlepszym rozwiazaniem i tyle.
Co ja przeczytalem z tego co Ty piszesz: przekaz jasny, ja nie chce tego mezczyzny stracic, zawiodl mnie, ale mimo wszystko ma dla mnie taka wartosc ze chce z nim byc. To jest trudny problem, doczytalem sie ze on chce byc tez z Toba. Pytanie tylko dlaczego, odpowiedz na to pytanie moze bedziemy mogli kiedys otrzymac, ale przy tyle nienawisci nie wiem czy warto bym cokolwiek pisal i radzil. Jedno jest pewne, od Ciebie tej nienawisci nie odczulem, ale tyle kobiet tu Twojego meza nienawidzi ze az strach.Moja osoba. Mimo ze przezylem pare chwil na tym swiecie nadal jestm ciekaw jak "dzialaja pewne mechanizmy", duzo juz wiem, a mimo wszystko tu trafilem, jestem zszokowany tym co odkrylem i w miare mozliwosci tam gdzie bede mogl stawie temu czola. Wiec swoje trzy grosze to tu to tam wtrace.
Teo50 chyba trochę przesadziłaś.
Czy Ty jesteś wyrocznią, nie rozumiem Ciebie.
Mówisz, że kobietki mówią co ma zrobić, a Ty co robisz 
Robisz to samo co one.
dobra23 napisał/a:Lexpara spróbuję jak ty (...)
nie wiem czemu nie wyszło ale
przesyłam buziaka
Dobra nie pisz tak więcej bo się rozczuliłem.
Powiem Ci tylko jedno.
Takich kobiet, żon jak Ty to trzeba szukać ze świeczką.
Jesteś mądrą, inteligentą i dojrzałą kobietą.
Twoj mąż nie wie jaki ma skarb 
Niech się wreszcie obudzi.
MamaNalijki,
sorry co mi sie rtucilo w oczy to podsumowanie ze zonie to nie przeszkadza. Owszem przeszkadza. Chyba nawet bardzo. Ale to moja historia, a ona nie jest tu tematem. Wywalic gada? Nie posluze sie moim przykladem, dam inny z zycia wziety. Malzenstwo, 2 dzieci, oboje pracuja, ona traci prace, ona wchodzi gdzies w jakies uklady gdzie traci mase forsy. Splaty na parenascie lat. Co wazniejsze on nie wie jak stracila ta forse. Sa dalej ze soba zyja z jednej pensji, on traci prace zyskuje nowa na wyjezdzie, nie ma go w domu stosunki sie oziebiaja. Ona ma pretensje do niego ze malo zarabia, odsowa go od siebie. On na wyjezdzie przesypia sie z jakas tam, ona sie dowiaduje. KRYZYS. teoria wywalic gada. Kuzwa nijak nie potrafie rozstrzygnac kto tu jest gadem. Za daleko z Twojego powodu odbieglem od tematu, ale to dlatego ze chyba mi na Tobie zalezy ;-)
kachna66
po pierwsze nie tylo istnieje jedna prawda, ale dwie, trzy, piec, dziesiec. Moze chodzilo Ci o prawde obiektywna ale ta tez jest zludna. Wszystko zalezy od narratora. Chyba zdajesz sobie sprawe ze historie DOBREJ ona opowie inaczej, jej facet opowie inaczej, ja opowiem inaczej i kazdy opowie prawde bo opowie tak jak widzi i ile ma informacji. Ciekawa teza z tym ze jak facet odejdzie to moze miec kochanek ile chce. Radykalne i ciekawe, z tym ze ja nie lubie radykalizmu.
Ciezko jest jak nikt nie widzi tych dobrych stron faceta DOBREJ, czy to nie tak ze nawet najwiekszy przetepca ma prawo do obroncy, ale to tez inna historia.
Dobra gdyby on byl dupek taki skonczony, to nie warto o niego walczyc. Cos on w sobie jednak ma, ze Ty jednak go chesz. Ja Cie kobieto popieram, sama wiesz najlepiej o kogo walczysz i dlaczego. Bedzie Ci bardzo zle jak zatrzymiesz go przy sobie a weziesz soebie do serca slowa ze to dupek, oby nie bylo tak ze kiedys powiesz no walczylam o dupka. Wcale tak nie jest. Mam nadzieje ze Ty sie nad tym wszystkim zastanowilas, ze sobie przemyslalas, ze widzisz co zle poszlo i dlaczego. ze zdajesz sobie sprawe ze zadra pozostanie, moze z czasem zblednie lub calkowicie sie zatrze, ale dlugo jeszcze bedziesz o tym myslala. Oby on chcial tez z Toba byc. Bedziesz go obwiniac tylko, dojdzie do wniosku ze Ta kobieta nie zasluzyla na takie cierpienia z mojej strony, bedziesz go wychwalac, dojdzie do wniosku ze moze wszystko.... Dobrze byloby procz emocji powiedziec sobie co sie straci a co sie zyska. Mezczyzni raczej na chlodno kalkuluja wez to tez pod uwage. Nie daj sie zmamic tym ze ktos powie ze on zadnych uczuc do Ciebie nie ma, bo pewno ma. Moze nie umie ich okazac, bo sie nie nauczyl. Pomysl czy przyparty do muru powiedzial Ci o wszystkim, czy wyznal tak szczerze, czy ma dylemat. Acha piszesz jeszcze ze w domysle czy interpretacji zostl z wami tez ze wzgledu na Ciebie. Moze tak a moze nie, Moze z wygodnictwa. To mozna sprawdzic, odciac od obiadkow, czystych koczul itp. Pracy bedziesz miec mniej, a on zobaczy czy daje sobie rade... Ja mysle jednak ze o ile Cie juz nie kocha (czego nie zycze), to jednak w tm glupim meskim mysleni ma jakies wyobrazenie o obowiazku ktory na siebie wzial.
In_ka, a jest tu cos do wygrania? bedzie jakis medal czy trofeum? Jak Dobra wygra to sobie go wypcha i w koncie w sypialni postawi? A moze tylko jego leb nad lozkiem. W zadnym zwiazku nie mozna nic wygrac ugrac czy zwyciezyc. Chyba mozna cos przegrac, ale to tez temat do rozwiniecia.
Lexpar, powinno byc bez komentarza, ale nie potrafie przejsc obojetnie. Tak jestem wyrocznia, przynajmniej w moim srodowisku, a ze w tym tez zaistnialem dopowiedz sobie sam. Ostatecznie taka sama jak setki innych tutaj. "w motto moja Polska jest pollszy jak wasza" ;-)))))). Nie wymagam bys mnie rozumial, bedzie Ci dane mnie zrozumiec to zrozumiesz, na razie mnie to ni ziebi nie parzy, jedynie stwierdziles ze nie rozomiesz, nie czuje sie zobowiazany by tlumaczyc. Nie wiem czy tego chcesz. Ja bym DOBRA nie interpretowal jako madra, inteligentna dojrzala kobiete. Nie znam jej. Na razie dla siebie zaszufladkuje ja jako nieglupia. Mysle ze dobrze ze nie wie jaki skarb ma ten maz, moze jeszcze chcialby go zakopac, a to nie wyszlo by na dobre. Mysle ze nie spi, bo jakos spiacy nie chcialby byc rycerzem na bialym koniu....
Dobra, ja to zycze Tobie by Twoj maz zobaczyl Twoja determinacje, zycze Ci by jego uczucie do Ciebie nie wygaslo, zycze Ci by Ciebie zrozumial, zycze Ci wyrozumialosci i cierpliwosci w Twoich zamiarach, no i zycze Ci tego co sobie sama zyczysz. A tak na marginesie bardzo mnie interesuje co sie dalej wogole u Ciebie dzieje.
368 2014-06-01 12:14:47 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-06-01 12:17:14)
Lexpar, powinno byc bez komentarza, ale nie potrafie przejsc obojetnie. Tak jestem wyrocznia, przynajmniej w moim srodowisku, a ze w tym tez zaistnialem dopowiedz sobie sam. Ostatecznie taka sama jak setki innych tutaj. "w motto moja Polska jest pollszy jak wasza" ;-)))))). Nie wymagam bys mnie rozumial, bedzie Ci dane mnie zrozumiec to zrozumiesz, na razie mnie to ni ziebi nie parzy, jedynie stwierdziles ze nie rozomiesz, nie czuje sie zobowiazany by tlumaczyc. Nie wiem czy tego chcesz. Ja bym DOBRA nie interpretowal jako madra, inteligentna dojrzala kobiete. Nie znam jej. Na razie dla siebie zaszufladkuje ja jako nieglupia. Mysle ze dobrze ze nie wie jaki skarb ma ten maz, moze jeszcze chcialby go zakopac, a to nie wyszlo by na dobre. Mysle ze nie spi, bo jakos spiacy nie chcialby byc rycerzem na bialym koniu....
OK, możesz uważać się za wyrocznię. Ty mnie też ani ziębisz, ani grzejesz
Dla mnie Dobra jest bardzo mądrą kobietą.
Wie co chce i czego oczekuje.
Owszem nie znam Dobrej osobiscie, ale dlaczego miałbym uważać, że kłamie, że zmyśla, że jest trollem?
Jej posty biorę na poważnie i dlatego uważam, że jest mądra, bo jest konsekwentna w swoim postępowaniu.
369 2014-06-01 12:16:40 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-06-01 12:19:28)
Zazdroszcze jej, że tak walczy, że chce, że się stara.
Czy wszyscy tak postępują?
anim napisal ze klamie ze zmysla itp,
gdybym nie bral jej postow na powaznie, gdybym wogole Was nie powaznie traktowal to nie tracilbym cennego czasu na wypociny tutaj. A jak cenny jest moj czas to widac po literowce ze nie czytam tego co napisalem po raz kolejny by bron Boze nie bylo bledu. Tam gdzie nie znosze bledoe tam tez ich nie ma.
Nigdzie nie napisalem ze uwazam sie za wyrocznie, ja nia po prostu jestem ;-)
Niestety Ty mnie grzejesz, gdyby tak nie bylo przeszedlbym obojetnie obok Twoich wypowiedzi, powatpiewam ze ja Ciebie ni ziebie ni parze, bo nawet taki fakt ze musisz miec ostatnie slowo o czyms swiadczy.
Niczego DOBREJ nie zazdroszcze, a wrecz wspolczuje. Opisala co sie wydarzylo i co chce i w pewnym sensie szuka pomocy a nawet poklasku. Forum to takie narzedzie ze jak ktos cos napisze to i odpowiedzi sie doczeka. Jednych madrzejszych dlugich glupszych. Jednych powaznych a drugich sarkastycznych.
Zycie to nie tylko glaskanie po glowce, tu sie wiecej kopow w dupe dostaje.
A co do DOBREJ, wolalbym sie z nia na kawe spotkac, trzy godziny sluchac co ma do powiedzenia, zadac pare pytan i wtedy osmielilbym sie powiedziec, jestes madra, niemadra, oszukana przez zycie, jestes wamp, jestes ofiara, jestes katem, jestes to czy sio. CZytam sobie co ona pisze i wybrane co innji pisza i co ja mam do powiedzenia. Jak tylko slowko napisze daj spokoj TEO stary capie ;-)) to odpowiem po swojemu i dam ten spokoj...
Na razie jej watek i jej decyzja
In_ka, a jest tu cos do wygrania? bedzie jakis medal czy trofeum? Jak Dobra wygra to sobie go wypcha i w koncie w sypialni postawi? A moze tylko jego leb nad lozkiem. W zadnym zwiazku nie mozna nic wygrac ugrac czy zwyciezyc. Chyba mozna cos przegrac, ale to tez temat do rozwiniecia.
TEO50 - dobra ma wygrać ... siebie, ma czuć się szczęśliwa i spełniona, nie ma znaczenia czy z mężem czy bez, bo to jej wybór będzie...odnoszę wrażenie, że nie zrozumiałeś intencji
372 2014-06-01 14:16:22 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-06-01 14:16:57)
TEO50-fakt nie ma co odbiegac od tematu zbytnio, mnie tylko interesowała czysto hipotetycznia Twoja sytuacja...taki miedzy wierszam.No ale to wątek Dobrej i niech jej sie wiedzie!:-) ja trzymam kciuki
373 2014-06-01 23:40:53 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2014-06-01 23:53:19)
"A prawda jest jedna nie ma dwóch prawd. Dobra chce ratować związek i ma swoje powody i nie ma o czym tutaj dyskutować, ona chce i już. "
Teo, a gdzie ty tu widzisz możliwość na jakieś inne prawdy? Jaki inny punkt widzenia? Nie bardzo "jarzę"a inteligentna bestia jestem. Czyli że co ? Dobra nie chce, trochę chce, udaje że chce, czy Ziuta Kowalska uważa że ona jednak nie chce? To są te inne prawdy? No cóż ja nazywam to kłamstwem. Bo jest tak, że co się tyczy uczuć i emocji to jest tylko jedna prawda, ja czuję złość i to będzie jedyna prawda, choćby sto osób uważało, inaczej. To oceniając rzeczywistość, będzie tyle prawd ile oceniających.
Ale że inteligentna i czytająca ze zrozumieniem jestem, to cuś mi się widzi że tą moją wypowiedź w temacie "Dobra chce ratować związek to jedyna prawda", rozszerzyłeś w swojej wyobraźni, a potem to co dodałeś oceniasz jako błąd w moim myśleniu.
Dobra, a ja tam uważam, że mądra z ciebie bestia , po pierwsze dla tego że wiesz czego chcesz, po drugie wiesz czego możesz oczekiwać, po trzecie konsekwentnie dążysz do celu i po czwarte tak mi mówi intuicja, co to prawie to samo co wyrocznia. ![]()
Faktem jest,że nie zakodowałam info, że w twoim związku nie było zdrady fizycznej, ale to niewiele zmienia w moim postrzeganiu rzeczywistości.
Jest takie porównanie : kobieta jest jak lustro, a mężczyzna jak witraż i jak pojawia się zdrada w związku u mężczyzny zbija się tylko jedna szybka, a reszta funkcjonuje , u kobiety tłucze się całe lustro i nie potrafi ona funkcjonować na innych płaszczyznach w życiu, ljczy się tylko rola żony i to zdradzonej.
A przecież mamy tyle innych ról :matki sistry córki, pracownika, sąsiadki, przyjaciółki itd Rola żony to tylko jedna z ról. Trzeba odbudować to co się stłukło, ale proponuję zrobić witraż . ![]()
dzisiaj wyjeżdżam,
wrócę do domu w sobotę,
dałam mężowi list,
o czym w liście już pisałam.
Nie wydaje mi się by list sam w sobie wiele zmienił jeśli chodzi o męża.
Ja go znam, najważniejsze będzie co on sam tak naprawdę czuje (do mnie, do niej),
On musi sam ze sobą coś uzgodnić i poszukać własnej prawdy.
Mój list to moja prawda.......
I żadne być może "logiczne wnioski", które mogłyby wypłyną z mojego listu nie będą miały znaczenia..
bo ten list nie jest po to by go przekonać...bo go też znam...nie można na siłę przekonać jego do czegoś czego nie czuje
zresztą już napisałam ten list jest przede wszystkim dla mnie...i dobrze mi z tym, że on pozna tą "moją prawdę".
Jak jest teraz miedzy nami?
Stara się, przytula mnie, próbuje zagadywać, uśmiecha się.
Pozwalam się przytulać i sama ostatnio zaczęłam to odwzajemniać.
Tak czuję, po prostu.
Wiem, że on nie manipuluje,
ale dlaczego to robi naprawdę?
Ja widzę dwie opcje:
bo ma wielkie poczucie winy, współczuje mi, chce mnie pocieszyć, etc
albo daje nam "swoją szansę", próbuje zostać z nami naprawdę i odbudowuje więź...
no, ale nie wiem tego...więc nie chcę się nakręcać....
to jest też następna rzecz, która uświadomiło mi forum..
...on ma prawo do swoich uczuć, myśli....muszę to zaakceptować,
nie jestem wróżką i nie rzucę czaru - "kochaj tylko mnie!"......a szkoda
![]()
nie będzie mnie przez tydzień i raczej nie będę miała możliwości zajrzeć na forum
pozdrawiam was wszystkich ![]()
Mysl o sobie przez ten tydzien, dobra.
I mysl tez o tym, ze nie ma jednego, slusznego rozwiazania.
376 2014-06-02 09:12:49 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-06-02 09:15:25)
Lexpar, powinno byc bez komentarza, ale nie potrafie przejsc obojetnie. Tak jestem wyrocznia, przynajmniej w moim srodowisku, a ze w tym tez zaistnialem dopowiedz sobie sam. Ostatecznie taka sama jak setki innych tutaj. "w motto moja Polska jest pollszy jak wasza" ;-)))))). Nie wymagam bys mnie rozumial, bedzie Ci dane mnie zrozumiec to zrozumiesz, na razie mnie to ni ziebi nie parzy, jedynie stwierdziles ze nie rozomiesz, nie czuje sie zobowiazany by tlumaczyc. Nie wiem czy tego chcesz. Ja bym DOBRA nie interpretowal jako madra, inteligentna dojrzala kobiete. Nie znam jej. Na razie dla siebie zaszufladkuje ja jako nieglupia. Mysle ze dobrze ze nie wie jaki skarb ma ten maz, moze jeszcze chcialby go zakopac, a to nie wyszlo by na dobre. Mysle ze nie spi, bo jakos spiacy nie chcialby byc rycerzem na bialym koniu....
Teo50 Ja rozumiem, że jesteś wyrocznią w swoim środowisku i bądź w nim jak najdłużej, ale czy tu na tym forum jesteś
to ja nie wiem.
Ja Dobrą zawsze będę interpretował za dobrą.
Każdy ma prawo do swojego zdania, do swojej interpretacji sytuacji.
Widzę jak ona jest dojrzała, jak podejmuje bardzo rozsądne decyzje.
Rozumiem ją doskonale, że świat się jej wali.
Powie Ci szczerze, że na jej miejscu podobnie bym się zachował.
A tak na marginesie to nie mam zamiaru Ci się tłumaczyć, a rozumieć to Ciebie dobrze rozumiem.
I proszę nie bądź taki cyniczny.
no, ale nie wiem tego...więc nie chcę się nakręcać....
(...)
nie jestem wróżką i nie rzucę czaru - "kochaj tylko mnie!"......a szkoda![]()
nie będzie mnie przez tydzień i raczej nie będę miała możliwości zajrzeć na forum
pozdrawiam was wszystkich
Jednym z większych problemów ludzi jest to,że ci inteligentni mają pełno wątpliwości, a ci głupi są pełni pewności siebie ![]()
378 2014-06-02 09:41:54 Ostatnio edytowany przez URMA (2014-06-02 09:42:02)
TEO50 jesteś jej mężem ? a może Jarka ? ...
Stara się, przytula mnie, próbuje zagadywać, uśmiecha się.
Pozwalam się przytulać i sama ostatnio zaczęłam to odwzajemniać.
Tak czuję, po prostu.
Wiem, że on nie manipuluje,
No to chyba dobrze...
ale dlaczego to robi naprawdę?
Ja widzę dwie opcje:
bo ma wielkie poczucie winy, współczuje mi, chce mnie pocieszyć, etc
albo daje nam "swoją szansę", próbuje zostać z nami naprawdę i odbudowuje więź...
Eeee... a może nie ma sensu tak analizować? Może jedyny sens analizy polega na tym co Ty powinnaś robić, co chcesz robić? Po co analizować męża... siebie analizuj.
...on ma prawo do swoich uczuć, myśli....muszę to zaakceptować,
nie jestem wróżką i nie rzucę czaru - "kochaj tylko mnie!"......a szkoda![]()
No właśnie... On to on, i jego głowa, i jego uczucia. Ty masz swoje uczucia, swoje cele, swoje życie. Ale możecie żyć razem, wciąż się kochać, nie toczyć wojny. Zostanie to zostanie, a jak pójdzie to pójdzie... jak zostanie to życie ułoży się inaczej, a jak pójdzie to inaczej. A Ty poradzisz sobie w każdej sytuacji.
i dziękuję Rybce ona wie za co, bo wsparła mnie bardzo w trudnym momencie.
Wspieram , wspieram dalej ![]()
dobra23 napisał/a:no, ale nie wiem tego...więc nie chcę się nakręcać....
(...)
nie jestem wróżką i nie rzucę czaru - "kochaj tylko mnie!"......a szkoda![]()
nie będzie mnie przez tydzień i raczej nie będę miała możliwości zajrzeć na forum
pozdrawiam was wszystkich
Jednym z większych problemów ludzi jest to,że ci inteligentni mają pełno wątpliwości, a ci głupi są pełni pewności siebie
powiedziane jest ze madrzejszy zawsze ustapi, i dlatego taki swiat mamy
...on ma prawo do swoich uczuć, myśli....muszę to zaakceptować,
nie jestem wróżką i nie rzucę czaru - "kochaj tylko mnie!"......a szkoda![]()
No właśnie... On to on, i jego głowa, i jego uczucia. Ty masz swoje uczucia, swoje cele, swoje życie. Ale możecie żyć razem, wciąż się kochać, nie toczyć wojny. Zostanie to zostanie, a jak pójdzie to pójdzie... jak zostanie to życie ułoży się inaczej, a jak pójdzie to inaczej. A Ty poradzisz sobie w każdej sytuacji.
Gary
twoje stoickie podejście strasznie mnie uspokaja...
![]()
W tematach Kobiet, gdzie "problem" polega na relacji z Mężczyznami , dobrze jest czytać uważnie to co piszą Mężczyźni.
Jak TEO50 budzi kontrowersje, tak dla mnie jest to bardzo zrozumiałe i w wielu kwestiach się zgadzam.
Piszą jasno i przejrzycie, rozwiewa wątpliwości, pokazuje to jak czuje, odbiera Mężczyzna w kontakcie z Kobietą.
To ważne. Pewnie nie trafi to wszystkich Kobiet. Ja już wiem - czego nie wiem, biorę dla siebie i dziękuje ![]()
W tematach Kobiet, gdzie "problem" polega na relacji z Mężczyznami , dobrze jest czytać uważnie to co piszą Mężczyźni.
Jak TEO50 budzi kontrowersje, tak dla mnie jest to bardzo zrozumiałe i w wielu kwestiach się zgadzam.Piszą jasno i przejrzycie, rozwiewa wątpliwości, pokazuje to jak czuje, odbiera Mężczyzna w kontakcie z Kobietą.
To ważne. Pewnie nie trafi to wszystkich Kobiet. Ja już wiem - czego nie wiem, biorę dla siebie i dziękuje
Bo to chyba jest wlasnie tak, ze czytając TEO mozna powiedziec-nie nie bzdury piszesz, za dosadnie etc ale tak wlasnie rozumują mezczyzni a my jak rozumujemy to juz widac dokladnie na tym forum...stad sie biorą problemy,kryzysy etc...
warto czasem sie zastanowic czy aby moj mąz/partner nie ma takiego rozumowania jak np panowie tutaj,jest to wysoce prawdopodobne
Kiedy radziłam sobie ze zdradą, ważny był dla mnie moment, gdy stanełam na własnych dwóch nogach i potrafiłam okreslic, gdzie kończy się ta granica mojego ja. gdzie jestem, co czuję i na co mam wpływ
a wpływ mam tylko na siebie
nie na swojego męża
ani na to co zrobił
ani na to, co zrobi.
ani na to co czuje
wpływ mam na siebie, swoje zachowania, swoje uczucia
kachna uświadomiła mi kiedyś tak bardzo oczywistą prawdę - gdy jestem złą, to fakt, że wkurzę kogoś obok nie sprawi, że będe mniej złą
gdy jestem pełna żalu, sprawienie przykrości komuś nie sprawi, że ja poczuję się lepiej
moje działanie może wywołąć czyjąś reakcje- ale tak naprawde nie mam wpływu jaką i .. nie powinno mnie to obchodzć
wiem, gdzie się kończe i gdzie zaczynam
czasami cięzko mi wytłumaczyć to, że jestem z moim mężem, ale mam świadomośc tego, że jestem WOLNA. że w każdej chwili moge odejśc, w każdej chwili moge zostać
co dzisiaj może zrobić mój mąż?
może mnie kochać
może być ze mną
może odejść
może mnie zdradzić
może się xzakochać w kimś
wszystko może
ale to i tylko zadecyduję, gdzie będe i jaka będe, gdy to się wydarzy.
on decyduje, ja decyduje
kocham go? kocham? odejdę, gdy? odejdę.. zostanę, gdy? zostanę...
dobra. dużo wody upłyneło, zanim tego egoizmu się nauczyłam
trochę mi pomogły słowa mojej przyjaciółki wypowiedzine bardzo bardzo dawno temu
gdy nie wiesz co zrobić, połóż się na podłodze i wsłuchaj w swoje serce - zobacz jak bije - ONO wie, co chcesz zrobić i co powinnas zrobić. ono wie, co jest dla ciebie dobre
i tak trzeba
czuję niepokój? niepewność? stres? dam sobie czas, zdiagnozuje co mnie niepokoi, poszukam w sobie odpowiedzi
moge wybrać, moge wiedzieć, czego cchę
mój maz może zrobić to samo
to jest wolnośc Dobra. TO jest wolnośc od tego, co musze, do tego, co mi wolno. nie masz wpływu na to, co zrobi twój mąż. masz wpływ tylko na to, cozrobisz ty. a zrób to, co podpowiada ci serce. bądz sobą i SZANUJ swoje uczucia i potrzeby. one decydują o tym, kim jesteś.
kachna66 napisał/a:dobra23 napisał/a:no, ale nie wiem tego...więc nie chcę się nakręcać....
(...)
nie jestem wróżką i nie rzucę czaru - "kochaj tylko mnie!"......a szkoda![]()
nie będzie mnie przez tydzień i raczej nie będę miała możliwości zajrzeć na forum
pozdrawiam was wszystkich
Jednym z większych problemów ludzi jest to,że ci inteligentni mają pełno wątpliwości, a ci głupi są pełni pewności siebie
powiedziane jest ze madrzejszy zawsze ustapi, i dlatego taki swiat mamy
Powiedziane tak, ale nie zawsze tak się dzieje. Widziałam już głupich, którzy pierwsi się ewakuują, jak głupotę im udowodnić.
Różnie to motywując.
Ale co by o tym nie powiedzieć, to czy ktoś jest głupi czy mądry jest też pojęciem względnym, i jako rzecz podlegająca ocenie innych, zależna jest od tego kto w danym momencie opiniuje. ![]()
Kiedy radziłam sobie ze zdradą, ważny był dla mnie moment, gdy stanełam na własnych dwóch nogach i potrafiłam okreslic, gdzie kończy się ta granica mojego ja. gdzie jestem, co czuję i na co mam wpływ
a wpływ mam tylko na siebie
nie na swojego męża
ani na to co zrobił
ani na to, co zrobi.
ani na to co czujewpływ mam na siebie, swoje zachowania, swoje uczucia
kachna uświadomiła mi kiedyś tak bardzo oczywistą prawdę - gdy jestem złą, to fakt, że wkurzę kogoś obok nie sprawi, że będe mniej złą
gdy jestem pełna żalu, sprawienie przykrości komuś nie sprawi, że ja poczuję się lepiej
moje działanie może wywołąć czyjąś reakcje- ale tak naprawde nie mam wpływu jaką i .. nie powinno mnie to obchodzć
wiem, gdzie się kończe i gdzie zaczynamczasami cięzko mi wytłumaczyć to, że jestem z moim mężem, ale mam świadomośc tego, że jestem WOLNA. że w każdej chwili moge odejśc, w każdej chwili moge zostać
co dzisiaj może zrobić mój mąż?
może mnie kochać
może być ze mną
może odejść
może mnie zdradzić
może się xzakochać w kimśwszystko może
ale to i tylko zadecyduję, gdzie będe i jaka będe, gdy to się wydarzy.
on decyduje, ja decydujekocham go? kocham? odejdę, gdy? odejdę.. zostanę, gdy? zostanę...
dobra. dużo wody upłyneło, zanim tego egoizmu się nauczyłam
trochę mi pomogły słowa mojej przyjaciółki wypowiedzine bardzo bardzo dawno temu
gdy nie wiesz co zrobić, połóż się na podłodze i wsłuchaj w swoje serce - zobacz jak bije - ONO wie, co chcesz zrobić i co powinnas zrobić. ono wie, co jest dla ciebie dobre
i tak trzeba
czuję niepokój? niepewność? stres? dam sobie czas, zdiagnozuje co mnie niepokoi, poszukam w sobie odpowiedzimoge wybrać, moge wiedzieć, czego cchę
mój maz może zrobić to samo
to jest wolnośc Dobra. TO jest wolnośc od tego, co musze, do tego, co mi wolno. nie masz wpływu na to, co zrobi twój mąż. masz wpływ tylko na to, cozrobisz ty. a zrób to, co podpowiada ci serce. bądz sobą i SZANUJ swoje uczucia i potrzeby. one decydują o tym, kim jesteś.
Kocham takie posty, są jak powiew świeżości na tym forum, choć wiem przez jakie bagno trzeba przejść aby tu dotrzeć. Wiem również, że niektórzy nigdy tam nie dochodzą. Dodałabym jeszcze nie odwracam się za często w tył, ani nie patrzę za daleko do przodu, bo ani przeszłość, ani przyszłość do mnie nie należy. Dziś jest moim czasem a jak go przeżyję to tylko ode mnie zależy . Jak teraz się nie uśmiechnę to stracę ten uśmiech na zawsze, jak nie zrobię tego co chcę zrobić to już nigdy nie zrobię tego o tym czasie. Jak pozwolę aby przeszłość z całym swoim bagażem, lub przyszłość z całym zestawem założeń , zakaziła moje bycie tu i teraz to posiedzę sobie w tym bagnie jeszcze trochę.
Chiciałabym czasem być jak dziecko, które potrafi zatracić się w uczuciach jakie go ogarniają, chciałabym tak jak ono się radować, godziłabym się nawet na te podskakiwanie i pokrzykiwanie. ![]()
i wielka odwa kachna - powiedzenia, przyznania - jestem szczęsliwa, tu i teraz w tym momencie
uchwycenie tej chwili, nazwanie jej i pozwolenie sobie na to, by ją poczuć
a nie zastanawiać się nad tym, że wczoraj szczęsliwa nie byłam, a jutro tez może nadejśc mrok..
i wielka odwa kachna - powiedzenia, przyznania - jestem szczęsliwa, tu i teraz w tym momencie
uchwycenie tej chwili, nazwanie jej i pozwolenie sobie na to, by ją poczuć
a nie zastanawiać się nad tym, że wczoraj szczęsliwa nie byłam, a jutro tez może nadejśc mrok..
Widzisz w moim dzisiejszym myśleniu nie trzeba tu wielkiej odwagi, o wiele więcej potrzeba jej tym którzy przyznają się do bycia nieszczęśliwym bo M czy ktoś inny mnie skrzywdził.
Ja jestem wolna, wolna od wpływu innych osób na moje być czy nie być szczęśliwą, inni mają wpływ na mój nastrój, ale tylko na tyle na ile im pozwolę. Wyobraź sobie że na ulicy słyszysz "ale ty brzydka jesteś", słyszysz to od żula, dziecka, eleganckiego mężczyzny i eleganckiej kobiety, jak reagujesz? Dziecko pewnie by mnie rozbawiło, żul też, kobieta i mężczyzna by mnie zadziwili. A teraz wyobraź sobie, że słyszysz to od swojego M. Co byś czuła, myślała? Te same słowa, ta sama informacja, a jakże różne odczucia. Wolność ta wewnętrzna to również zrozumienie, że inni tak naprawdę nie są w stanie nas skrzywdzić, krzywdzi nas to co myślimy o ich czynach czy słowach. I z tego co myślimy, trzeba sobie pozwolić zdecydować co dalej.
Dlatego uważam, że trudniej jest wyznać, jestem nieszczęśliwa, bo mój M zrobił coś tam, a ja nie jestem wolna i on ma taką władzę, że czyni mnie nieszczęśliwą.
End_aluzja ty pisz i pisz, bo ja uwielbiam ciebie czytać...