netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

1 393 odpowiedzi175 777 wyświetleńzałożony przez dobra23, 23.05.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 22 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 1 394 ]

196

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

Endi
jak zwykle chylę czoła, podobnie jak Lex, po prostu nic dodać, nic ująć. I mało tego jak podejmowałam decyzję o rozwodzie chłonęłam każdy Twój post, nawet sobie je wyszukiwałam-to tak na marginesie.

dobra

to co pisze pomarańczowa to super uwaga, gdzie Twoja złość??? Ja miałam podobnie, silny charakter, osobowość, życie mi dokopało, też taka dobra przez całe życie. Ale k*** przecież masz prawo być wściekła, wkurw***, bo ten dupek, Twój mąż wkładając fiuta tam gdzie nie trzeba, wybrał ją, Ty się wtedy nie liczyłaś, ani Ty ani cała wasza rodzina. Rozumiesz o co chodzi? Mi psycholog wprost mówił "dlaczego nie jest pani zła za to co pani zrobił???". Nie udawaj, nie tłum tych uczuć, dlaczego to robisz, wynika że można z Tobą zrobić wszystko a Ty się nawet porządnie nie wkur***.

Endi, brawo, kobiety na zakręcie. Kuźwa ile nas jest...

197

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
dobra23 napisał/a:

Gdy już dowiedziałam się o wszystkim, czyli miesiąc temu, gdy on powiedział, że nie chce zostawić rodziny, zapytałam czy robi to ze względu na dziecko, odpowiedział: "nie, nie tylko ze względu na synka"

to mi daje (może złudną nie przeczę ) nadzieję, że ...po prostu zapomniał że mnie nie kocha

dobry pan
Też się zobacz liczysz
ZApomnniał biedaczek
zapomniał przezrok, spotykając się z nią, kochając, wyznając jej uczucia i planując odejście
gdyby tylko ona odeszła od męża - nawet by sie nie zastanawiał czy zostać

ale ty dobra masz złudną nadzieję... bo powiedział "nie tylko"

198

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
dobra23 napisał/a:

(...)z wypaleniem uczucia było tak: on kilka miesięcy temu, gdy o niczym nie wiedziałam no ale była pustynia miedzy nami i próbowałam rozmów z nim, zapytałam co się z nami dzieje?
I on odpowiedział: "słuchaj może coś się wypaliło między nami?"(...)

Z Twojej strony się nie wypaliło, więc...? Jak myślisz, czemu to wypalenie on rozciągnął na was oboje?

dobra23 napisał/a:

(...)Gdy już dowiedziałam się o wszystkim, czyli miesiąc temu, gdy on powiedział, że nie chce zostawić rodziny, zapytałam czy robi to ze względu na dziecko, odpowiedział: "nie, nie tylko ze względu na synka"

Na tak zadane pytanie, jak miał odpowiedzieć, byś nie wystawiła mu od razu rachunku?

Zapomniał, że kocha? Miał jakiś wypadek? Cegła mu spadła na głowę? Cierpi na amnezję?



Zobacz rzeczywistość. Dla własnego dobra.


takata napisał/a:

dziewczyny nie bardzo rozumiem czego oczekujecie od Dobrej!!(...)

Nie oczekuję. Podpowiadam. By zobaczyła rzeczywistość i wówczas podejmowała decyzje. Albo o pozostaniu w związku, albo o rozstaniu, albo jakąkolwiek inną. Tylko przytomnie.

199

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

Witam, czasem wchodzę tu aby zobaczyć co słychać u niektórych forumowiczek, no i trafiłam tu za Endaluzją . I zaciekawiła mnie wasza dyskusja, do tego stopnia, ze postanowiłam napisać.
Endi rozumiem ze chcesz Dobrą ustrzec przed poczuciem poniżenia,ale kochana nie masz wpływu na to czy to uczucie sie u niej pojawi, ani na to jak sobie z tym poradzi.To co piszesz o tym na co decyduje sie Dobra, nie jest prawda,to byłoby prawda gdybyś to ty była na jej miejscu. A Dobra dokonała swojego wyboru i jestem pewna, najlepszego dla niej. Wyraźnie mówi chce dać szanse  temu małżeństwu, JA CHCE. Czy nie myśli o całej tej otoczce, o której piszesz? Pewnie myśli, szczególnie jak tak obrazowo to opisałaś, ale zrobiłaś to bo ty tak czujesz i ty tak myślisz, nie Dobra .Ja zresztą z większością tego co piszesz się zgadzam, ale nie ja jaestem Dobra i to nie moje życie. Nie zgadzam się z tym, że Dobra zostawiła decyzję w rękach M, ale siłą rzeczy związek to dwie osoby i co by o tym nie powiedzieć obie muszą się zdecydować czy chcą coś ratować.
Wybory jakich dokonujemy, nie zawsze są idealne i w tej sytuacji, Dobra miała do wyboru kilka opcji, jak rozwód, zachowanie status quo, lub masz 2 tyg na decyzję. Żadna z opcji Dobrej nie zadawala w pełni,  a wybrała tę która dziś jest dla niej najlepsza, ta na którą jest gotowa. Czy jest dobra?  Czas pokaże, być może jest błędna, ale tego nie wie nikt.

200

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

Wielokropku i super, że podpowiadacie..
Wasza wiedza i wsparcie jest nieocenione i bardzo potrzebne, ale każda z uczestniczek tego forum przeżywa to inaczej i ma inne potrzeby.
Dobra zdecydowała - masz dwa tygodnie i albo walczysz o nas albo won..
Ja bym zrobiła inaczej, ale to JA bym tak zrobiła, natomiast Dobra - wybrała to, na co jest gotowa i to, co może w danej chwili udźwignąć..
Dobrze dziewczyny, że jesteście, tylko czasem za bardzo "napieracie" ;-)
Dobra przeczytała "kultowy" wątek MoniCo i wie chyba wszystko..

201

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
kachna66 napisał/a:

Witam, czasem wchodzę tu aby zobaczyć co słychać u niektórych forumowiczek, no i trafiłam tu za Endaluzją . I zaciekawiła mnie wasza dyskusja, do tego stopnia, ze postanowiłam napisać.
Endi rozumiem ze chcesz Dobrą ustrzec przed poczuciem poniżenia,ale kochana nie masz wpływu na to czy to uczucie sie u niej pojawi, ani na to jak sobie z tym poradzi.To co piszesz o tym na co decyduje sie Dobra, nie jest prawda,to byłoby prawda gdybyś to ty była na jej miejscu. A Dobra dokonała swojego wyboru i jestem pewna, najlepszego dla niej. Wyraźnie mówi chce dać szanse  temu małżeństwu, JA CHCE. Czy nie myśli o całej tej otoczce, o której piszesz? Pewnie myśli, szczególnie jak tak obrazowo to opisałaś, ale zrobiłaś to bo ty tak czujesz i ty tak myślisz, nie Dobra .Ja zresztą z większością tego co piszesz się zgadzam, ale nie ja jaestem Dobra i to nie moje życie. Nie zgadzam się z tym, że Dobra zostawiła decyzję w rękach M, ale siłą rzeczy związek to dwie osoby i co by o tym nie powiedzieć obie muszą się zdecydować czy chcą coś ratować.
Wybory jakich dokonujemy, nie zawsze są idealne i w tej sytuacji, Dobra miała do wyboru kilka opcji, jak rozwód, zachowanie status quo, lub masz 2 tyg na decyzję. Żadna z opcji Dobrej nie zadawala w pełni,  a wybrała tę która dziś jest dla niej najlepsza, ta na którą jest gotowa. Czy jest dobra?  Czas pokaże, być może jest błędna, ale tego nie wie nikt.

witaj kachna, bardzo bardzo miło cię zobaczyć;) pamiętam, ile wsparcia mi udzieliłaś.
jeśli faktycznie jest tak, że stawiam godność na pierwszym miejscu, to na pewno wynika to z moich doświadczen, gdzie czułam, że ta godnośc, postawa, szacunek do siebie to to, co mi zostało. Nie to, co zrobił mój mąż. ale to - co ja z tym zrobię, jak ja się zachowam, czy będe umiałą powiedzieć - ale ja wyszłam z tego wyprostowana.. było moją zbroją... pewnie tak jest
ja bardziej skupiłabym się na tym, że związek to dwie osoby i że dobra też wybiera i decyduje
i jesli chce być z mężem i dac mu szansę to on musi wiedzieć, że to JEJ decyzja - a nie to, co mu sie należy jak psu zupa
że to nie jest tak, że pon jest bezpieczny i pewny tej relacji i tylko od niego zależy, czy ta rodzina będzie dalej rodziną

dobra wybrała.... a czy maz wie, że ona wybrała? że miała wybór?
czy on wie, że dobra może go chceć, ale może go tez nie chceć?
czy on rozumie, że to co się dzieje, to nie tylko relacja między nim a kochanką, a ta relacja małeńska rodzinna jest gdzieś tam z boku> czy on rozumiem, że to, co się dzieje, to także relacja miedzy dobrą a jej mężem i że ta relacja też ulega zmianie?

202 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-05-27 15:57:10)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
End_aluzja napisał/a:

gary- zgadzam się z jednym
trzeba w tej nowej rzeczywostości SPAŚĆ na cztery łapy,
nie zaklinać jej, że jest inna
nie bagatelizowac, lekceważyć, odbierac siłę zdradzie - dobra -zakochanie, zauroczenie a nie miłość?? czy to ZMIENIA wagę twojego bólu i tego, co ci zrobił??

I tak się właśnie staram autorce doradzić. Aby spadła na cztery łapy. Ale ona nie spadnie, jak będzie walczyć o coś co i tak jest z góry przegrane... rozmowy, płacz, naprawianie, psycholog, analizowanie. To nic nie pomoże. To tylko jej energię marnuje.


już nigdy nie zapomnisz o tym, co się wydarzyło między wami - uwierz mi, jesli nawet będziecie razem- nauczy cię to samodzielności, siły i stania mocno na dwóch nogach czy na czterech łapach
nie ma znaczenia -wyjdziesz z tego silniejsza - i zdecydowanie niezależna

Nooo! Dokładnie to samo chciałem powiedizeć. Powiedzieć "Dziewczyno! Nie walcz o tę zdradę, nie żebrz o miłość, nie śledź i nie wyjaśniaj. Walcz o bycie samodzielną, o to, abyś stała mocno na dwóch nogach czy czterech łapach. Walcz o siebie, o to, abyś TY była silniejsza. Wtedy niezależnie gdzie mąż skieruje swoje kroki Ty będziesz wygrana".


obarczenie ciebie rozterkami twojego męża jest dla mnie paskudnym kooorestwem
on biedny nie umiał sobie poradzić z uczuciem do kurewny i w związku z tym obarczył ciebie dobra ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ za wasze małżeństwo
powiedział - nie mogę dac sobie rady, podjąć decyzji

No i to mnie też wkurza!!! Zamiast facet po cichu podjąć decyzje, zamiast potem konsekwentnie decyzje realizować, to on rozlał informacje i teraz jest pasztet niemożliwy do sprzątnięcia. Ja wiem, że zdrada się czasem wyda. Ale przecież jak się ktoś zakocha w nie-żonie, to nie powinien od razu trzasnąć małżeństwem w kąt.



czyli co dobra? ty masz to zrobić? ty masz ratowac to małżeństwo???
to w twoim i tylko twoim interesie jest trwałośc waszej rodziny????!!!!!

No właśnie. Wg mnie autorka powinna powiedzieć "Oja! Ale narobiłeś bigosu. Jak już podejmiesz deczyje, to daj znać co robimy. Ja tymczasem poczuję się wolna i niezależna... nie pytaj gdzie wychodzę ani o której wrócę."



'żaden jego gest, żaden ruch, żaden pocałunek, żadne wyznanie miłości NIE WYNIKAJĄ z NADUŻYWANIA ŚRODKÓW PSYCHOTROPOWYCH CZY NIEPOCZYTALNOŚCI
TWÓJ MĄŻ ŚWIADOMIE, KONSEKWENTNIE I Z WŁASNEJ NIEPRZYMUSZONEJ WOLI WLAZŁ W INNE ŁÓZKO, W INNE RELACJE I NA DODATEK OBCIĄŻYŁ TYM CIEBIE

No tak, ale zakchanie to jednak taka niepoczytalność. Można się pogubić. Więc jeśli jej mąż chce ją przytulić, to nei znaczy, że kombinuje jak cwany lis...


nie ty jesteś winna, że wasza RODZINA jest teraz w czarnej głebokiej, brudnej dupie

Eno! NIe jest tak tragicznie... dopóki komornik nie stuka, dopóki rak kogoś nie uśmierca. Ot -- tylko ktoś się zakochał nie tam gdzie trzeba.


chcesz, by zerwał z nią wszelki kontakt i zaczał szukać innej pracy - SKUTECZNIE
i niech nie pierniczy, że bezrobocie, trudno jest i tak dalej

Nooo... ja bym na gościu takich nacików nie robił. Jednak dał wolną rękę, niech się żona uniezależni. A on albo dostosuje, albo odejdzie.



dobra napisał/a:

i nie chcę się tak dłużej czuć!!!!
chcę zrobić krok naprzód, niezależnie którą droga przyjdzie mi iść....
ale potrzebuję pójść dalej nie dreptać w miejscu.

Tego właśnie nie rozumiem w zdradach, które się wydały. Chciałbyście decyzję "czy zostajesz"/"czy odchodzisz"... Ale przecież na to trzeba czasu... prawda? Nie rozumiem jak można podjąć taką decyzję w ciągu dwóch tygodni... Przecież aby odejść, to trzeba najpierw zamieszkać osobno. Przemyśleć przez wiele dni lub tygodni...

203

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Gary napisał/a:

nie ty jesteś winna, że wasza RODZINA jest teraz w czarnej głebokiej, brudnej dupie

Eno! NIe jest tak tragicznie... dopóki komornik nie stuka, dopóki rak kogoś nie uśmierca. Ot -- tylko ktoś się zakochał nie tam gdzie trzeba.

Tylko sie zakochał powiadzasz??
Nie jest tragicznie?...Oj chyba jednak jest...bo to zakochanie zmienia diametralnie życiorysy kilku osób.

204

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

no gary
ale nie wiesz jak to jest, jak mąz idzie do pracy, a tam kurewna dalej pracuje
oprócz racjonalności, siłym, mądrości, mamy jeszcze w sobie demony

a demony niszczą...

piszesz, że zakochanie to taka niepoczytalność. cały czas na forum prezentujesz bardzo racjonalne podejście. takie, w których oceniamy fakty i przyjmujemy je takimi jakimi są, bez otoczki uczuć, bez dodawania teorii. bzyknał - bzyknał, nic wielkiego, bzykneła - zakocha la się - minie, wróci rozsądek...
to jak jest?
emocje? czy fakty?
bo jesli emocje
to w odpowiedzi na zakochanie meza mam prawo popełnić wielokrotna zbrodnię w afekcie - niepoczytalnośc, wynikająca z wielkiej miłości...

205

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Gary napisał/a:

Tego właśnie nie rozumiem w zdradach, które się wydały. Chciałbyście decyzję "czy zostajesz"/"czy odchodzisz"... Ale przecież na to trzeba czasu... prawda? Nie rozumiem jak można podjąć taką decyzję w ciągu dwóch tygodni... Przecież aby odejść, to trzeba najpierw zamieszkać osobno. Przemyśleć przez wiele dni lub tygodni...

gary- ale on myslał prawie rok...
i nic nie wymyslił
a jakby się nie wydało, to by myslał jeszcze ze dwa lata

206

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
takata napisał/a:

Wielokropku i super, że podpowiadacie..
Wasza wiedza i wsparcie jest nieocenione i bardzo potrzebne, ale każda z uczestniczek tego forum przeżywa to inaczej i ma inne potrzeby...
Dobrze dziewczyny, że jesteście, tylko czasem za bardzo "napieracie" ;-)
..

smile smile smile  cudowna delikatność.  smile
Ale na co naciskają ?

Myślę że chcą aby Dobra  zobaczyła rzeczywistość taką jaka ona jest, tylko (co nieuniknione),widzianą ich oczyma.
Ale czyż te mądre słowa nie mówią same za siebie ? "

"Ja w tym miejscu nie potrzebuję rozdrapywać ran, rozkminiać co myślę o kochance, jak to boli, jak cierpię przez to jak mój postąpił, pławić się we własnym cierpieniu,
cierpię bardzo....ja to tylko wiem

ale potrzebuję pójść dalej nie dreptać w miejscu.

Myślisz, że kalkuluję bo postanowiłam powiedzieć mu o moich warunkach dopiero gdy on zdecyduje? "
O I JESZCZE TE

"Zrobilas to, co Ci nakazywalo...no wlasnie co ? Twoje serce, rozum, Twoje Jestestwo,czlowieczenstwo.
I ani tego nikt rozumiec nie musi, ani poklonow bic.

207 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-05-27 16:06:37)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

kachna, jestes szczęsliwa?

przepraszam za off topik;)

208

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

Dlaczego zabieram głos w tym wątku? Dlaczego zadaję pytania, opisuję swe spostrzeżenia? Upoważniła mnie (i nie tylko mnie) do tego sama autorka wątku:

dobra23 napisał/a:

naprawdę nie postępuję tak umyślnie, specjalnie
...ale może w podświadomości wolę być taka, żeby przypadkiem swoim gniewem nie sprowokować jego...do odejścia?
...zmuszacie mnie do takiego myślenia.... a wnioski bolą.
Kurczę jestem tchórzem, nie potrafię siebie postawić na pierwszym miejscu!!!
Źle traktuję samą siebie

dobra23 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Nie zmuszam Cię. smile Założyłaś wątek, zadałaś pytanie, więc odpowiedziałam. Możesz nie myśleć. tongue

Wielokropek - chcę myśleć !! smile
Chcę spojrzeć na moją sytuację waszymi oczam, i z boku,
bo sama chociaż próbowałam robić jakieś kroki naprzód tak naprawdę dreptam w miejscu
a każdy dzień i obecność mojego męża, który raz jest miły a potem zamyślony,  nawiasem mówiąc bardzo ostatnio stara się w domu, zajmuje dzieckiem...ale to zawieszenie i brak deklaracji w moją stronę dobijają mnie i mam dość. (...)

209

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
moniaCo napisał/a:

Tylko sie zakochał powiadzasz??
Nie jest tragicznie?...Oj chyba jednak jest...bo to zakochanie zmienia diametralnie życiorysy kilku osób.

Tragiczne staje się dopiero, jak on postanowi z kim innym żyć. A teraz się tylko zakochał i trzeba coś z tym fantem zrobić. Szkoda że nalał kwasu do małżeństwo. To jest przykre. I teraz "dobra" ma kłopot. Więc udzielam się w tym wątku, aby wskazać jakieś inne rozwiązanie niż wystawienie walizek za drzwi, bo "na mojego nosa" wcale to nie jest korzystne.


endaluzja napisał/a:

ale nie wiesz jak to jest, jak mąz idzie do pracy, a tam kurewna dalej pracuje
oprócz racjonalności, siłym, mądrości, mamy jeszcze w sobie demony

Hmmm... no to może jestem trochę wypaczony, bo nigdy demonów nie zaznałem. Masz rację --- NIE wiem "jak to jest".

Myślę jednak, że oddzielenie go od kochanki w niczym nie pomoże. To dopiero byłby triumf, gdyby ten mąż sam poszedł do kochanki w pracy i powiedział, że jednak romans nie bedzie dalej trwał i że on zostaje z rodziną. Więc po co nakazywać mu zmianę pracy? Dlaczego bać się czy on zdradzi, czy nie zdradzi? Dlaczego nakłonić do zmiany pracy i znowu bać się czy jakiejś laski w nowej pracy za trzy lata nie pozna? Czy nie lepiej skupić się na sobie a nie na mężu?

No ale cóż kobiety szanowne... nie mogę się wykazać doświadczeniem w tej materii i być może dlatego tak racjonalizuję. Z drugiej strony w Desideracie jest napisane, aby słuchać nawet głupców i ignorantów, bo oni też mają coś do powiedzenia.

210

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
End_aluzja napisał/a:
kachna66 napisał/a:

Witam, czasem wchodzę tu aby zobaczyć co słychać u niektórych forumowiczek, no i trafiłam tu za Endaluzją . I zaciekawiła mnie wasza dyskusja, do tego stopnia, ze postanowiłam napisać.
Endi rozumiem ze chcesz Dobrą ustrzec przed poczuciem poniżenia,ale kochana nie masz wpływu na to czy to uczucie sie u niej pojawi, ani na to jak sobie z tym poradzi.To co piszesz o tym na co decyduje sie Dobra, nie jest prawda,to byłoby prawda gdybyś to ty była na jej miejscu. A Dobra dokonała swojego wyboru i jestem pewna, najlepszego dla niej. Wyraźnie mówi chce dać szanse  temu małżeństwu, JA CHCE. Czy nie myśli o całej tej otoczce, o której piszesz? Pewnie myśli, szczególnie jak tak obrazowo to opisałaś, ale zrobiłaś to bo ty tak czujesz i ty tak myślisz, nie Dobra .Ja zresztą z większością tego co piszesz się zgadzam, ale nie ja jaestem Dobra i to nie moje życie. Nie zgadzam się z tym, że Dobra zostawiła decyzję w rękach M, ale siłą rzeczy związek to dwie osoby i co by o tym nie powiedzieć obie muszą się zdecydować czy chcą coś ratować.
Wybory jakich dokonujemy, nie zawsze są idealne i w tej sytuacji, Dobra miała do wyboru kilka opcji, jak rozwód, zachowanie status quo, lub masz 2 tyg na decyzję. Żadna z opcji Dobrej nie zadawala w pełni,  a wybrała tę która dziś jest dla niej najlepsza, ta na którą jest gotowa. Czy jest dobra?  Czas pokaże, być może jest błędna, ale tego nie wie nikt.

witaj kachna, bardzo bardzo miło cię zobaczyć;) pamiętam, ile wsparcia mi udzieliłaś.
jeśli faktycznie jest tak, że stawiam godność na pierwszym miejscu, to na pewno wynika to z moich doświadczen, gdzie czułam, że ta godnośc, postawa, szacunek do siebie to to, co mi zostało. Nie to, co zrobił mój mąż. ale to - co ja z tym zrobię, jak ja się zachowam, czy będe umiałą powiedzieć - ale ja wyszłam z tego wyprostowana.. było moją zbroją... pewnie tak jest
ja bardziej skupiłabym się na tym, że związek to dwie osoby i że dobra też wybiera i decyduje
i jesli chce być z mężem i dac mu szansę to on musi wiedzieć, że to JEJ decyzja - a nie to, co mu sie należy jak psu zupa
że to nie jest tak, że pon jest bezpieczny i pewny tej relacji i tylko od niego zależy, czy ta rodzina będzie dalej rodziną

dobra wybrała.... a czy maz wie, że ona wybrała? że miała wybór?
czy on wie, że dobra może go chceć, ale może go tez nie chceć?
czy on rozumie, że to co się dzieje, to nie tylko relacja między nim a kochanką, a ta relacja małeńska rodzinna jest gdzieś tam z boku> czy on rozumiem, że to, co się dzieje, to także relacja miedzy dobrą a jej mężem i że ta relacja też ulega zmianie?

A czy musi wiedzieć? Co jej to da, że on będzie uświadomiony? Cóż ją obchodzi co on myśli, jak to widzi i co rozumie czy czego nie rozumie? Ostatnią rzeczą jaką bym jej doradzała to uświadamianie jego w czymkolwiek. Jak bym miała udzielić rady to bym powiedziała tak " nie zajmuj się jego myślami, rozumieniem, uczuciami złymi, czy dobrymi, uczuciami do ciebie czy do kogokolwiek. \Zajmij się tym co ty czujesz i co zrobisz jak on powiadomi cię o  decyzji. Przemyśl swoje warunki jakie mu postawisz, jakie kroki podejmiesz, nie zajmiuj się nim ani przez chwilę, przez te dwa tygodnie, zostaw jego sprawy jemu."

Godność ma różne oblicza, moja była bardzo podobna do twojej, dziś się zmieniła, już nie  ma w niej tych wszystkich "musi" , oczywiście ktoś musi i nie jest zależna od nikogo, jest tylko moja.

211 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-05-27 16:29:21)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Gary napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Tylko sie zakochał powiadzasz??
Nie jest tragicznie?...Oj chyba jednak jest...bo to zakochanie zmienia diametralnie życiorysy kilku osób.

Tragiczne staje się dopiero, jak on postanowi z kim innym żyć. A teraz się tylko zakochał i trzeba coś z tym fantem zrobić. Szkoda że nalał kwasu do małżeństwo. To jest przykre. I teraz "dobra" ma kłopot. Więc udzielam się w tym wątku, aby wskazać jakieś inne rozwiązanie niż wystawienie walizek za drzwi, bo "na mojego nosa" wcale to nie jest korzystne.


endaluzja napisał/a:

ale nie wiesz jak to jest, jak mąz idzie do pracy, a tam kurewna dalej pracuje
oprócz racjonalności, siłym, mądrości, mamy jeszcze w sobie demony

Hmmm... no to może jestem trochę wypaczony, bo nigdy demonów nie zaznałem. Masz rację --- NIE wiem "jak to jest".

Myślę jednak, że oddzielenie go od kochanki w niczym nie pomoże. To dopiero byłby triumf, gdyby ten mąż sam poszedł do kochanki w pracy i powiedział, że jednak romans nie bedzie dalej trwał i że on zostaje z rodziną. Więc po co nakazywać mu zmianę pracy? Dlaczego bać się czy on zdradzi, czy nie zdradzi? Dlaczego nakłonić do zmiany pracy i znowu bać się czy jakiejś laski w nowej pracy za trzy lata nie pozna? Czy nie lepiej skupić się na sobie a nie na mężu?

No ale cóż kobiety szanowne... nie mogę się wykazać doświadczeniem w tej materii i być może dlatego tak racjonalizuję. Z drugiej strony w Desideracie jest napisane, aby słuchać nawet głupców i ignorantów, bo oni też mają coś do powiedzenia.

Ja nie wystawiłam walizek, jak się mój mężuś zakochał i teraz uważam, że źle zrobiłam. Bo dałam mu komfort długiego zastanawiania się i rozmemłania na dobre, i przy tym zapewnione ugotowany obiadek i uprane gacie i sympatyczne bzykanko. Swoją drogą, nawet wolę nie myśleć o tym, że on mnie po prostu "używał", myśląc w tym momencie o tamtej.

A co do prośby żeby zmienił pracę, to chodzi chyba w większej mierze o to, żeby szanowny pokazał, że w imię dobra małżeństwa, rodziny jest w stanie zrobić wszystko, aby zdradzona żona miała ten luz psychiczny, małą namiastkę komfortu psychicznego. Żeby nie wpadała w panikę, czy na pewno jest na spotkaniu służbowym, czy może jednak bzyka pannę na zapleczu w przerwie na lunch.

212

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Gary napisał/a:

(...)
w Desideracie jest napisane, aby słuchać nawet głupców i ignorantów, bo oni też mają coś do powiedzenia.

nie, Gary, w Desideracie jest napisane, by WYsluchac glupcow i ignorantow, a nie zeby ich sluchac :-)))

213

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
End_aluzja napisał/a:

kachna, jestes szczęsliwa?

przepraszam za off topik;)

Owszem jestem. Powiem więcej jak miała bym moc powrotu do poprzedniego życia bez uzależnienia mojego M, to bym nie chciała za żadne skarby.
Kiedyś psycholog mi powiedziała "nic nie dzieje się przypadkiem, może masz coś do zrobienia i dlatego cię to spotkało"
Pomyślałam, że pewnie mam mojego M wyciągnąć z tego gó...na. Dziś wiem, że to siebie miałam odnaleźć, siebie uratować i za nikogo innego nie mam zamiaru odpowiadać.  smile

214

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Gary napisał/a:

Myślę jednak, że oddzielenie go od kochanki w niczym nie pomoże. To dopiero byłby triumf, gdyby ten mąż sam poszedł do kochanki w pracy i powiedział, że jednak romans nie bedzie dalej trwał i że on zostaje z rodziną. Więc po co nakazywać mu zmianę pracy? Dlaczego bać się czy on zdradzi, czy nie zdradzi? Dlaczego nakłonić do zmiany pracy i znowu bać się czy jakiejś laski w nowej pracy za trzy lata nie pozna? Czy nie lepiej skupić się na sobie a nie na mężu?

.

masz rację, ale do tego się dopiero dochodzi
kiedy uświadamiasz sobie, że jesli pozna nową laskę to będzie tylko jego sprawa
na która nie mam wpłwywu
jego decyzja

kachna - pamiętam, gdy uświadamiałas mi, co jestmyslenie on, o nim, co on czuje, jakie on ma uczucia, jakie uczucia ma kochanka, kiedy myslałam, co zrobić, żeby ona była nieszczęsliwqa, żeby on cierpiał
przypomniałaś mi to
kiedy pisałaś - co ci to da? czy to zmieni twoje uczucia? czy fakt, że ona będzie się czuła ytak czy siak ma. powinien miec jakikolwiek wpływ na ciebie?
zxatrzymałam się wtedy
dzięki tobie skupiłam się na sobie

dzięki, że teraz uwaznie czytasz i że dostrzegasz to wchodzenie w musi i że on
dobra. tak. ty i twój świat, twoje uczucia i potrzeby, twoje cztery łapy i twoja siła. ty dla siebie, dbaj o siebie.

215

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
kachna66 napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

kachna, jestes szczęsliwa?

przepraszam za off topik;)

Owszem jestem. Powiem więcej jak miała bym moc powrotu do poprzedniego życia bez uzależnienia mojego M, to bym nie chciała za żadne skarby.
Kiedyś psycholog mi powiedziała "nic nie dzieje się przypadkiem, może masz coś do zrobienia i dlatego cię to spotkało"
Pomyślałam, że pewnie mam mojego M wyciągnąć z tego gó...na. Dziś wiem, że to siebie miałam odnaleźć, siebie uratować i za nikogo innego nie mam zamiaru odpowiadać.  smile

tak, to jest własnie taka szkoła
odnaleźc siebie, okreslić siebie i odpowiadac za siebie

216

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

ach,jak ja juz dlugo tu nie bylam a przynajmniej na takich tematach smile
Czesc Monia ,czesc Endi ! i cala reszta smile
trafilam na ten temat i poczytalam troszke ,ten fragment postu  Moni najlepiej mi sie spodobal.

moniaCo napisał/a:

Ja nie wystawiłam walizek, jak się mój mężuś zakochał i teraz uważam, że źle zrobiłam. Bo dałam mu komfort długiego zastanawiania się i rozmemłania na dobre, i przy tym zapewnione ugotowany obiadek i uprane gacie i sympatyczne bzykanko. Swoją drogą, nawet wolę nie myśleć o tym, że on mnie po prostu "używał", myśląc w tym momencie o tamtej.

polecam autorce tematu chwilke zastanowienia nad tym podsumowaniem historii Moni smile

217 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-05-27 17:03:49)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
moniaCo napisał/a:

Ja nie wystawiłam walizek, jak się mój mężuś zakochał i teraz uważam, że źle zrobiłam. Bo dałam mu komfort długiego zastanawiania się i rozmemłania na dobre, i przy tym zapewnione ugotowany obiadek i uprane gacie i sympatyczne bzykanko. Swoją drogą, nawet wolę nie myśleć o tym, że on mnie po prostu "używał", myśląc w tym momencie o tamtej.

Ale pomiędzy wystawieniem walizek za drzwi (czyli wyrzuceniem gośćia z domu), a robieniem tych rzeczy (pranie, seks, obiad, terapia małżeńśka), jest przepaść. To są dwa bieguny. Pomiędzy tymi biegunami jest taki punkt, w którym dajesz mu całkowitą wolność, a jednocześnie nie tracisz swojej godności. Punkt w którym nie prosisz, nie błagasz miłości, gestów, deklaracji. To jest punkt, w którym jeśli staniesz to nie żałujesz:

-- "żałuję, że wystawiłam go za drzwi z walizkami, bo przecież mogło się nam ułożyć..."
-- "żałuję, że prałam, prasowałam, gotowałam, uprawiałam seks, byłam miła i dobra... przecież on i tak odszedł"

Więc między tymi biegunami może jest taki punkt, że jak to wszystko minie, to wtedy zdradzona osoba sobie mówi "stałam wtedy we właściwym miejscu, wszystko zrobiłam (JA ZROBIŁAM) dobrze...".

@pomaranczowa -- tak -- chodzi o wysłuchanie; a nie postępowanie wg ich wykładni

218

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Gary napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Ja nie wystawiłam walizek, jak się mój mężuś zakochał i teraz uważam, że źle zrobiłam. Bo dałam mu komfort długiego zastanawiania się i rozmemłania na dobre, i przy tym zapewnione ugotowany obiadek i uprane gacie i sympatyczne bzykanko. Swoją drogą, nawet wolę nie myśleć o tym, że on mnie po prostu "używał", myśląc w tym momencie o tamtej.

Ale pomiędzy wystawieniem walizek za drzwi (czyli wyrzuceniem gośćia z domu), a robieniem tych rzeczy (pranie, seks, obiad, terapia małżeńśka), jest przepaść. To są dwa bieguny. Pomiędzy tymi biegunami jest taki punkt, w którym dajesz mu całkowitą wolność, a jednocześnie nie tracisz swojej godności. Punkt w którym nie prosisz, nie błagasz miłości, gestów, deklaracji. To jest punkt, w którym jeśli staniesz to nie żałujesz:

-- "żałuję, że wystawiłam go za drzwi z walizkami, bo przecież mogło się nam ułożyć..."
-- "żałuję, że prałam, prasowałam, gotowałam, uprawiałam seks, byłam miła i dobra... przecież on i tak odszedł"

Więc między tymi biegunami może jest taki punkt, że jak to wszystko minie, to wtedy zdradzona osoba sobie mówi "stałam wtedy we właściwym miejscu, wszystko zrobiłam (JA ZROBIŁAM) dobrze...".

Tak.Zgadzam sie z tym Gary.
I wiem , ze to jest mozliwe.

Ale nasza dobra23 nie stawia samej siebie na pierwszym miejscu i nie traktuje siebie dobrze. I dlatego taka opcja u niej akurat nie wchodzi w gre ...

219

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

No to mówimy dobrej23, aby dbała o siebie teraz prawda? Nie obiadki, nie pranie, nie seks, nie terapia małżeńska, ale właśnie skupienie się na sobie.

220

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
pomaranczowa 1 napisał/a:
Gary napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Ja nie wystawiłam walizek, jak się mój mężuś zakochał i teraz uważam, że źle zrobiłam. Bo dałam mu komfort długiego zastanawiania się i rozmemłania na dobre, i przy tym zapewnione ugotowany obiadek i uprane gacie i sympatyczne bzykanko. Swoją drogą, nawet wolę nie myśleć o tym, że on mnie po prostu "używał", myśląc w tym momencie o tamtej.

Ale pomiędzy wystawieniem walizek za drzwi (czyli wyrzuceniem gośćia z domu), a robieniem tych rzeczy (pranie, seks, obiad, terapia małżeńśka), jest przepaść. To są dwa bieguny. Pomiędzy tymi biegunami jest taki punkt, w którym dajesz mu całkowitą wolność, a jednocześnie nie tracisz swojej godności. Punkt w którym nie prosisz, nie błagasz miłości, gestów, deklaracji. To jest punkt, w którym jeśli staniesz to nie żałujesz:

-- "żałuję, że wystawiłam go za drzwi z walizkami, bo przecież mogło się nam ułożyć..."
-- "żałuję, że prałam, prasowałam, gotowałam, uprawiałam seks, byłam miła i dobra... przecież on i tak odszedł"

Więc między tymi biegunami może jest taki punkt, że jak to wszystko minie, to wtedy zdradzona osoba sobie mówi "stałam wtedy we właściwym miejscu, wszystko zrobiłam (JA ZROBIŁAM) dobrze...".

Tak.Zgadzam sie z tym Gary.
I wiem , ze to jest mozliwe.

Ale nasza dobra23 nie stawia samej siebie na pierwszym miejscu i nie traktuje siebie dobrze. I dlatego taka opcja u niej akurat nie wchodzi w gre ...

Askąd ten wniosek?               
Dobra wie czego chce i konsekwentnie to realizuje. Zajmuje sie tylko tym nna co ona ma wpływ, nie skupia sie na tym co on. To najzdrowiej myśląca świeżo zdradzona jaką znam. Wręcz mam wrażenie, że tu na forum usiłują co niektórzy wbić ją w schemat myślenia o nim. Nie zarzucam  nikomu złej woli, to kwestia innego myślenia, Dobra wszystko opiera o to czego ona chce i nie myśli co on ... i czy on... Czy to źle? Czas pokaże.

221 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2014-05-27 17:46:29)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
kachna66 napisał/a:

Askąd ten wniosek?

bo sama nam o tym napisala ?
cyt:


    dobra23 napisał:

    naprawdę nie postępuję tak umyślnie, specjalnie
    ...ale może w podświadomości wolę być taka, żeby przypadkiem swoim gniewem nie sprowokować jego...do odejścia?
    ...zmuszacie mnie do takiego myślenia.... a wnioski bolą.
    Kurczę jestem tchórzem, nie potrafię siebie postawić na pierwszym miejscu!!!
    Źle traktuję samą siebie

222

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
pomaranczowa 1 napisał/a:

Nie, dobra. Ja mialam na mysli, ze to tak zimno wyglada. Jakbys tej zlosci wcale nie pokazywala/okazywala .JEMU, mam na mysli.
Jakbys "udawala " przed nim , ze jej nie ma.Ze kalkulujesz i myslisz czysto rozsadkowo
-to mialam na mysli.

Bo niedobrze by bylo, gdybys te nieprzyjemne/niewygodne uczucia upchnela gdzies, byleby on ich nie widzial
-to mialam na mysli

czuj to, co czujesz, nie to , co inni chcieliby , bys czula
:-)

pomarańczowa
prawda, że dopiero teraz ostrzej wyartykułowałam swoje żądania,

ale to nie znaczy, że przez ten miesiąc nie było z mojej strony w ogóle gorzkich słów w jego stronę.
Jestem na niego zła za to co zrobił, za to na co nas naraża teraz i co będziemy musieli przejść

ale chyba każdy złości się wścieka inaczej....każda z matek inaczej przeżywa poród .. jedna krzyczy druga nie smile

i to też prawda, że cyt: "może w podświadomości wolę być taka, żeby przypadkiem swoim gniewem nie sprowokować jego...do odejścia?"
tak jak napisałam wcześniej.

tylko nie wiem czy to wynika z moich postów, ale ewoluowałam przez ten czas odkąd jestem na forum.
To wasze wpisy dały mi kopniaka by postawić mu żądania.

Ale też nie chcę się niepotrzebnie nakręcać, chcę waszych opinii bardzo, ale muszę wyważyć moje własne myśli, wiecie żeby nie było tak, że czytam kogoś, mówię sobie:"no takma rację!", kieruję się emocjami i zaczynam myśleć i działać nie w zgodzie z sobą ale tylko i wyłacznie pod wpływem waszych opinii.

W moich pierwszysch postach napisałam: chcę postąpić mądrze...może to jest z mojej strony kalkulacja, pomarańczowa:)

223

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
pomaranczowa 1 napisał/a:
kachna66 napisał/a:

Askąd ten wniosek?

bo sama nam o tym napisala ?
cyt:


    dobra23 napisał:

    naprawdę nie postępuję tak umyślnie, specjalnie
    ...ale może w podświadomości wolę być taka, żeby przypadkiem swoim gniewem nie sprowokować jego...do odejścia?
    ...zmuszacie mnie do takiego myślenia.... a wnioski bolą.
    Kurczę jestem tchórzem, nie potrafię siebie postawić na pierwszym miejscu!!!
    Źle traktuję samą siebie

Aaaa i tu kłania się "wbijanie" w schematy. cyt :
Moje uczucie gdy o tym myślę to totalne przygnębienie, czuję jak mi serce łomocze i  ten wszechogarniający strach, czuję się "sparaliżowana".
Naprawdę nie czuję wściekłości, może momentami ale szybko mi przechodzi. Chyba mam takie usposobienie raczej jestem typem tonizującym konflikty... co teraz widać chyba działa na moją niekorzyść bo mój mąż doskonale o tym wie.

taką dostała odpowiedź:
Zamiast rozwiązywać konflikty, tonizujesz je? Jakie masz z tego tytułu (bo masz, skoro taki przyjęłaś sposób zachowania) korzyści?
Gdybyś jednak pozwoliła sobie na ujawnienie uczuć, to co musiałabyś zrobić? Innymi słowy, przed czym chroni Cię stan "sparaliżowania"?

W każdym poradniku, artykule gdzie pisze o zdradach stoi " podświadomość nas  chroni, zsyłając w początkowym okresie odrętwienie, osłabia niedowierzaniem siłę takich uczuć jak ból i złość i jest to jak najbardziej naturalny stan.

i jeszcze to cyt: Czy czasem korzyścią nie jest to, że ktoś nie odchodzi? Strach przed tym, że ktoś porzuci, gdy sie mu "postawimy"?

Czyż nie jest to naturalne że odczuwa się strach przed tym co ma nadejść w tej sytuacji? Pokaż mi taką która się nie bała.

I JESZCZE TO :ile tu mamy takich przykłądów i sytuacji
(........)
tylko taka strategia niesie skutki...

Cóż mogła po tym powiedzieć? Jakie wnioski wyciągnąć?

Ale ja przeczytałam i takie rzeczy:
Myślałam jeszcze, żeby zaproponować nam terapeutę...
Właściwie to ja w takiej spokojnej rozmowie  przedstawiłam mu już dwie drogi: że albo zostaje i stara się, ale musi w to uwierzyć, albo może po prostu odejść.
Właściwie to ja w takiej spokojnej rozmowie  przedstawiłam mu już dwie drogi: że albo zostaje i stara się, ale musi w to uwierzyć, albo może po prostu odejść.
End_aluzja to czego chcę to być szczęśliwa! nawet jeżeli oznacza to koniec mojej miłości małżeństwa rodziny
Dlatego chcę podjąć mądrą decyzję i przemyśleć wszystko na spokojnie, zebrać siły, posłuchać kogoś kto był w podobnej sytuacji.
Wiem jedno nie pozwolę z siebie zrobić ofiary.
On nawet potwierdził w rozmowie że nie czuje że może coś stracić. Tak thepass to prawda " chcę ale nie chcę" bo się zwyczajnie boję. Ale znam też siebie i potrafię być konsekwentna w działaniu, chociaż serce będzie mi się wyrywało by błagać żeby został (jeżeli wybierze odejście). Mam nadzieję że dam radę

Shadzara, ale ja jeszcze wierzę w sens mojego małżeństwa, może jeszcze chcę wierzyć że nasza miłość przetrwa, jakkolwiek to patetycznie brzmi. Ale też już wiem, że nie osiągnę tego zostawiając sytuację taką jaka jest. Albo on się opamięta i zaczniemy coś budować na nowo albo to nie ma sensu i wtedy będę musiała się pogodzić z końcem. I nie potrafię bawić się w teatr...wolę szczerze ale już zdecydowanie przedstawić mu ultimatum...no albo napisać pozew jak radzą faceci.

Chyba pozew o rozwód to dla mnie za dużo na tym etapie, chociaż przyznaję, że to byłoby dla niego wielkie zaskoczenie.
Chcę decydować o swoim życiu !!!!!!!!
Ale chyba nie boję się być bez niego (powtarzam to sobie w myślach co chwilę - może zakoduje się to jakoś w mojej podświadomości smile
(abstrachując od reszty to są bardzo złe afirmacje które sobie powtarzasz, bo mózg nie  słyszy słowa "nie" , a więc wmawiasz mu " boję się być bez niego" smile Proponuję  "mogę żyć sama i będę szczęśliwa ")
i wiele innych słów które świadczą o tym, że owszem dostała cios, ale nie jest bezradna, wie czego chce i nie stawia swojego  M przed sobą. Nie postępuje wprawdzie tak jak "większość", czyli walizki na próg, ale to nie znaczy że źle. Myślę, że jest na dobrej drodze, nawet jak jutro zdecyduje się na rozwód, to też dla tego że tak zechce.

224

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
End_aluzja napisał/a:

dobra wybrała.... a czy maz wie, że ona wybrała? że miała wybór?
czy on wie, że dobra może go chceć, ale może go tez nie chceć?
czy on rozumie, że to co się dzieje, to nie tylko relacja między nim a kochanką, a ta relacja małeńska rodzinna jest gdzieś tam z boku> czy on rozumiem, że to, co się dzieje, to także relacja miedzy dobrą a jej mężem i że ta relacja też ulega zmianie?

End_aluzja
ale ja mu to właśnie w sobotę powiedziałam !!
Może nie takimi dokładnie słowami...
a czy on to zrozumiał i na ile potraktował poważnie no i co z tym zrobi to się dopiero okaże

225

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
dobra23 napisał/a:

i to też prawda, że cyt: "może w podświadomości wolę być taka, żeby przypadkiem swoim gniewem nie sprowokować jego...do odejścia?"
tak jak napisałam wcześniej.

i ja myślę, że w tym miejscu zatracasz siebie bo się boisz, bo boisz się, że jak pokażesz jaka jesteś wściekła i jak Cię skrzywdził to nie będzie chciał być z Tobą, ale tak naprawdę masz do tego prawo bo to nabroił a Ty masz prawo być zła.

226

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

kachna
ja bym powiedziała, że właśnie większość się panicznie boi i dlatego nie wystawia walizek zdradzaczowi i nie stawia warunków,a to jest droga do nikąd, ja nią przeszłam i wiele innych kobiet z tego forum. W rezultacie straciłam całkowicie poczucie własnej wartości, została poniżona i zeszmacona. Z drugiej strony wiem, ze wiele osób mi radziło tak jak innym dziewczynom, ale chyba musiała sama osiągnąć to dno żeby móc się z niego odbić.

Ale różnie jest, moja mama nigdy się nie odbiła ze swojego dna, no i z rozpaczy wpadła w depresji i się zapiła, wiec różnie może być.

227

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
stokrotka1978 napisał/a:
dobra23 napisał/a:

i to też prawda, że cyt: "może w podświadomości wolę być taka, żeby przypadkiem swoim gniewem nie sprowokować jego...do odejścia?"
tak jak napisałam wcześniej.

i ja myślę, że w tym miejscu zatracasz siebie bo się boisz, bo boisz się, że jak pokażesz jaka jesteś wściekła i jak Cię skrzywdził to nie będzie chciał być z Tobą, ale tak naprawdę masz do tego prawo bo to nabroił a Ty masz prawo być zła.

stokrotko, napisałam wcześniej...że szczerze mówiąc trochę tak, ale to było przed sobotą (ultimatum),

ja zdaję sobie z tego sprawę, że muszę sama ze sobą coś uzgodnić...gdzie w tym wszystkim jestem, będę ja?

chcę być dla siebie dobra, chcę podejmować decyzje nie przez pryzmat strachu, że może odejdzie, teraz, kiedyś...
Chcę być szczęśliwa sama za sobą a nie tylko dlatego że on został ze mną!!!
jak to w sobie wypracować?...nie wiem...
większość podpowiada wściekaj się, nazwij swoje uczucia, myśl źle o swoim mężu, zmuś się do decyzji...

ale czy to jest naprawdę moja droga.....?


Większość pisze, że nie stawiam siebie na pierwszym miejscu.

Czy danie szansy miłości w która wierzysz i jesteś jego częścią nie jest stawianiem siebie na pierwszym miejscu?
Czy powiedzenie mężowi, że daję ci szansę byś o mnie zawalczył, ale nie wiem czy będę z tobą, czy to co mi dasz mi wystarczy  też nie jest stawianiem siebie na pierwszym miejscu?

228

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
kachna66 napisał/a:

Ale chyba nie boję się być bez niego (powtarzam to sobie w myślach co chwilę - może zakoduje się to jakoś w mojej podświadomości smile
(abstrachując od reszty to są bardzo złe afirmacje które sobie powtarzasz, bo mózg nie  słyszy słowa "nie" , a więc wmawiasz mu " boję się być bez niego" smile Proponuję  "mogę żyć sama i będę szczęśliwa ")

kachna

dziękuję za wiarę we mnie.

I lekcję już odrobiłam zmieniłam afirmację.... i dodałam "otwieram się na szczęśliwe dla mnie rozwiązania" lol

229 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2014-05-27 19:57:13)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
stokrotka1978 napisał/a:

kachna
ja bym powiedziała, że właśnie większość się panicznie boi i dlatego nie wystawia walizek zdradzaczowi i nie stawia warunków,a to jest droga do nikąd, ja nią przeszłam i wiele innych kobiet z tego forum. W rezultacie straciłam całkowicie poczucie własnej wartości, została poniżona i zeszmacona. Z drugiej strony wiem, ze wiele osób mi radziło tak jak innym dziewczynom, ale chyba musiała sama osiągnąć to dno żeby móc się z niego odbić.

Ale różnie jest, moja mama nigdy się nie odbiła ze swojego dna, no i z rozpaczy wpadła w depresji i się zapiła, wiec różnie może być.

Stokrotko, a ja wręcz odwrotnie, nie wystawiłam walizek i nie żałuję. W rezultacie odzyskałam siebie z poczuciem wartości, kobiecości i czego tam jeszcze byś sobie nie wymyśliła. I jest to tylko moja zasługa i moja praca, nie ma nic wspólnego z tym co mój M. Ale nie stałoby się to gdybym  nie oderwała się od problemów mojego M. Poczytaj sobie ten wątek, większość postów kręci się dokoła "zdradzacza", co on powinien, czego nie powinien, co musi czego nie musi, czy mu gotować, czy mu nie gotować.Jak tylko Dobra powie ja chcę, zaraz na opamiętanie dostaje :no tak ale co on chce? to on musi coś tam abyś ty coś tam. Jak pisze że nie ma złości to tłumi uczucia, bo nie chce jego zrazić, jak si,ę boi to pewnie dla tego że , że on ..... No i koniecznie nie może być ofiarą, ale katem to już owszem, to tak tu może sobie pofolgować.
A cały wic polega na tym, aby przestać obsesyjnie o nim myśleć. Mam ochotę ugotować to ugotuję, chcę być miła to jestem, mam zły humor to mam, nic nie udaję nic nie muszę. Ale to działa w dwie strony, mój M też nic nie musi i dzięki temu dane jest nam poznawanie się na nowo.  ` Widzisz STokrotko, moje doświadczenia są takie, że jak usiłowałam sterować moim M czyli wymagać i pokazywać co on musi a czego nie może, to nic z tego nie wychodziło, bo zawsze coś zrobił nie tak, albo za mało albo za dużo się starał, jak pozwoliłam mu być sobą, to dopiero wtedy zobaczyłam z kim mam do czynienia. A i jeszcze na początku mój brak wymagań i pozwolenie na to aby podejmował swoje i tylko swoje decyzje mój M odczytał jako obojętnośc z mojej strony i wtedy miałam nadmiar jego starań smile co było wręcz uciążliwe. Ale nie dlatego bronię stanowiska Dobrej, bo to że mi się udało , nie znaczy że jej małżeństwo przetrwa, ja po prostu widzę, że to mądra kobieta, która sobie poradzi, potrzebuje tylko wsparcia i wyżalenia się. Wie czego chce, wie co jest zależne od niej, a na co nie ma wpływu i mam nadzieję że to się nie zmieni.

230

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

dobra
spoko, najważniejsze żebyś robiła tak jak uważasz, nie wbrew sobie. Ja nie krytykuję, bo sama robiłam po swojemu, a dopiero teraz widzę jakie błędy popełniałam. Tyle osób mi wtłaczało do głowy różne mądre rzeczy, ale nie byłam do nich przekonana. Teraz rozumiem kim był mój ex mąż i może musiałam to wszystko przejść żeby to naocznie zrozumieć.

Ja Ci tylko mówię, bądź gotowa na to, ze Twój mąż powie Ci, że nie chce z Tobą być (ja nie byłam gotowa na taką odpowiedź) albo że chce ale wszystko zamiatamy pod dywan, nic się nie stało (to znaczy że nie chcę tak na prawdę) albo że chce i zrobi wszystko żeby było dobrze (jak mąż Endaluzji), ale w tej ostatniej sytuacji też nie wiesz ile czasu potrwa zanim dojdziesz do siebie i na nowo zaufasz.

Ja tylko podkreśliłam to co napisałaś wcześniej, rzuciło mi się w oczy, bo sama tak robiłam. Bałam się, ze jak będę zła to ode mnie odejdzie, albo jak komuś powiem to że już za późno na ratowanie małżeństwa bo wszyscy wiedzą. On mną w ten sposób MANIPULOWAŁ, tworząc pozory że to moja wina a nie jego, z kata stał się ofiarą.

231

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

kachna
ja tak nie potrafiłam, za dużo bólu było we mnie, emocji i cierpienia. Nie potrafiłam się odciąć, nie rozumiałam siebie. MI ex pomógł mi odnaleźć siebie, ale dopiero po tym jak pokazał kim jest.

Ty zostałaś ze swoim mężem? Podaj mi proszę link do swojego wątku.

232

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

kachna
ale masz rację, większość wątków kręci się tu tylko wokół zdradzacza, co on, co nie on itd. Niestety teraz to rozumiem, zresztą sama się na tym zaczęłam łapać, że podobnie mówiłam i robiłam.

233

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
stokrotka1978 napisał/a:

kachna
ja tak nie potrafiłam, za dużo bólu było we mnie, emocji i cierpienia. Nie potrafiłam się odciąć, nie rozumiałam siebie. MI ex pomógł mi odnaleźć siebie, ale dopiero po tym jak pokazał kim jest.

Ty zostałaś ze swoim mężem? Podaj mi proszę link do swojego wątku.

Owszem jestem nadal ze swoim M. Wejdx na mój profil tam znajdziesz wszystkie posty.
Kochana ja tez nie potrafiłam, oj jak bardzo nie potrafiłam. Ale naumiałam sie, poszłam na terapie indywidualną, chodziłam na rupę wsparcia,  dużo czytałam ,no i praktykowałam. Na sobie i moim M oczywiście. smile

234

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

Dobra... czy bierzesz pod uwagę, ze mąż powie Ci, że ... nie wie?

Co wtedy Dobra? Podchodząc racjonalnie do sprawy będziesz na tyle silna, by czekać? Jeśli on będzie chciał obarczyć Cię decyzją (bo powie nie wiem) podejmiesz ją za niego?

235 Ostatnio edytowany przez ulisses-1984 (2014-05-27 21:42:48)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

@kachna66 a jaki był powód takiej decyzji ? Tylko proszę nie mów o dzieciach i sytuacji materialnej.

236

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
ulisses-1984 napisał/a:

@kachna66 a jaki był powód takiej decyzji ? Tylko proszę nie mów o dzieciach i sytuacji materialnej.

Uf. pytasz dlaczego nie odeszłam? Nie ma jednej odpowiedzi, było wiele powodów, ale nie jestem w stanie odpowiedzieć która przeważyła.  Nie odeszłam bo
Nie chciałam aby świat się dowiedział co przeszłam- najzwyczajniej w świecie się wstydziłam,
Wierzyłam że te gó...no, nie jest tak wielkie- myliłam się,
Wierzyłam że mój M mnie kocha mimo wszystko -  tak mnie też zapewniał, dziś wiem, że nie o taką miłość mi chodziło.
Bo mój M  zawsze był dobrym mężem- co w zestawieniu z tym co wyszło okazało się moim wyobrażeniem.
Bo mój M spełniał wszystykie warunki jakie mu postawiłam- co okazała się nieprawdą, bo jednym z warunków było wyznanie całej prawdy o jego przeszłości, a tego nie zrobił i przez 1,5 roku wychodziły jakieś smrody.
Bo nie wyobrażałam sobie życia bez niego- z nim też nie.
Bo go kochałam- choć to uczucie sporo ucierpiało .

Jak widzisz wszystkie powody można równie dobrze przyjąć jak i wyrzucić, ale czy to ważne? Przecież to jest nieistotne, ważne jest to że chciałam zostać, zostałam. I dziś wiem że nie jest mi potrzebne żadne wyjaśnienie dla czegoś co chcę i mój rozum to akceptuje, ale wtedy potrzebowałam tych wyjaśnień. Powiem więcej decyzja o pozostaniu nie była od razu oczywista, dawałam sobie różne terminy na podjęcie decyzji, teraz wiem dlaczego, bo wszystkie powody oparte były o to co on. Tak naprawdę gotowa na zostanie w tym związku stałam się wtedy gdy byłam gotowa odejść.

237

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
dobra23 napisał/a:

może trudno to wywnioskować z moich postów,

ale to co wiem o sobie to to, że jestem dobra (stąd mój nick wink ) i bardzo, bardzo twarda i silna.
Wiele przeszłam w dzieciństwie, wiele razy, jak to powiedzieć musiałam "iść pod wiatr" i zawsze dałam radę.
Najlepsza rzecz, która mi się zdarzyła w życiu, tak sama z siebie,  to miłość z moim mężem i moja rodzina.
Więc chciałabym dać nam szansę i powalczyć o nią....
ale jeśli....życie zdecyduje inaczej...to spróbuję zawalczyć o swoje szczęście na innej drodze.

Spotkało mnie trochę złego w życiu i nie rozpamiętuję tego...uważam, że liczy się to co teraz i co będzie.
Co nie znaczy, że nie trzeba pamiętać o przeszłości i wyciągać wniosków.

Dobra tak śledzę Twój wątek i dochodzę do wniosku, że ten Twój M. pogubił się.
Mieć taką żonę, partnerkę to tak jak wygrać milion w totka.
Jesteś ciepła, jesteś dobra, jesteś wyrozumiała etc., można dalej wymieniać.
Zastanawiam się dlaczego on tak się zachował, czego mu brakowało, co Ty zrobiłaś nie tak Obrazek dodany przez użytkowniczkę ja nie wiem.
Może chciałaś go zagłaskać Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Jestem pod ogromnym wrażeniem, że pomimo tego co on Ci zrobił tak się zachowujesz.
Wielki szacunek dla Ciebie Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Pamiętaj, że w mojej osobie masz zawsze wsparcie.
Wiesz dlaczego?
Bo Ty jesteś taka ciepła, taka dobra, taka do przytulania.
Nie wywalasz pomyj na swojego M.
To daje dużo do myślenia.
Pozdrawiam Ciebie cieplutko i bądź taką jaką jesteś.

238

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

Wszystko co ona robi generowane jest tylko i wyłącznie strachem. Strachem przed tym, że on odejdzie. Dobra boi się tego, bo czuje, że on kocha inną. Jeśli tak czuje, to pewnie tak właśnie jest. Z tych wszystkich historii wynika, że wygrywają tylko te, które się nie boją. Nie boją się poświęcić jego, w imię siebie... Bo teraz to jesteście po dwóch stronach barykady. Idziesz va banque i albo masz tą miłość, albo już jej nie masz.  Jeśli jej nie masz, to i tak już mieć nie będziesz. Przeciągniesz tylko w czasie swoje cierpienie karmiąc się tym, że on nie ze strachu, nie z poczucia winy, nie z litości a z miłości został. Człowiek który kocha nie zdradza.

239

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Solis napisał/a:

Dobra... czy bierzesz pod uwagę, ze mąż powie Ci, że ... nie wie?

Co wtedy Dobra? Podchodząc racjonalnie do sprawy będziesz na tyle silna, by czekać? Jeśli on będzie chciał obarczyć Cię decyzją (bo powie nie wiem) podejmiesz ją za niego?

Solis
tak Solis myślałam o tym , że powie: "nie chcę odchodzić ale dalej nie wiem.."
postanowiłam być konsekwentna,
poproszę by się wyprowadził, że teraz ja muszę zająć się sobą a jego obecność bardzo mi to ..utrudnia smile
właściwie to już pracuję nad tym by zająć się sobą....

240

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Lexpar napisał/a:

Dobra tak śledzę Twój wątek i dochodzę do wniosku, że ten Twój M. pogubił się.
Mieć taką żonę, partnerkę to tak jak wygrać milion w totka.
Jesteś ciepła, jesteś dobra, jesteś wyrozumiała etc., można dalej wymieniać.

Lexparnie ważne jak to zabrzmi i jak to odbierzecie....ja wiem, że on to wie

Lexpar napisał/a:

Zastanawiam się dlaczego on tak się zachował, czego mu brakowało, co Ty zrobiłaś nie tak  ja nie wiem.
Może chciałaś go zagłaskać.
Jestem pod ogromnym wrażeniem, że pomimo tego co on Ci zrobił tak się zachowujesz.
Wielki szacunek dla Ciebie http://emotikona.pl/emotikony/pic/0recourse.gif.
Pamiętaj, że w mojej osobie masz zawsze wsparcie.

Dziekuję smile

było kilka rzeczy, które się na to nałożyły.
To co teraz napiszę to nie jest próba usprawiedliwiania jego (bo jego nic nie usprawiedliwia),
tylko przedstawienie kilku faktów:
- od jakiegoś czasu miał bardzo stresującą atmosferę w pracy (duże ciśnienie, poczucie niedocenienia, stres, nawał obowiązków...nie chcę się w to zbytnio zagłębiać)
- wzieliśmy kredyt na mieszkanie, i o ile na początku cel - mieszkanie jest czymś co spala i bardziej  cieszysz się mieszkaniem niż martwisz kredytem o tyle później,  ten kredyt widzisz, że jest klatką z której nie możesz wyjść...boisz się utraty pracy...itd.,
- oddaliliśmy się od siebie...on ciągle narzekał na pracę, każdego dnia gdy przychodził tylko o tym mówił...byłam tym zmęczona....próbowałam go wspierać..no ale widać nie dość mocno i wytrwale, nie tymi sposobami...nie wiem
- wtedy oddaliłam się od niego...pomyślałam że zatęskni do mnie ? (naiwne)
- przestaliśmy się przytulać..a to u nas było ważne wcześniej...
- kryzys wieku średniego mojego męża smile tak przypuszczam (mam tyle lat, nic już nie osiągnę, mam tylko kredyt, nie mam manewru z pracą, proza codziennego życia, deja vu każdego dnia)

Lexpar napisał/a:

Nie wywalasz pomyj na swojego M.To daje dużo do myślenia.

wiesz jedna z moich koleżanek, która wie o sytuacji (a wiedzą tylko 2 osoby)
wie dlaczego tego nie robię.
Zna trochę mnie, mojego męża, wie jakim jest człowiekiem.
Mogę się na niego wściekać, mieć żal, myśleć o nim źle za to co nam teraz zgotował.
Ale wiem też jakim jest człowiekiem ( i to nie przez pryzmat zaślepionej miłości, po prawie 20 latach nie nie masz już klapek na oczach)

241 Ostatnio edytowany przez smallangel (2014-05-28 09:07:03)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
End_aluzja napisał/a:

no gary
ale nie wiesz jak to jest, jak mąz idzie do pracy, a tam kurewna dalej pracuje
oprócz racjonalności, siłym, mądrości, mamy jeszcze w sobie demony

Mój Mąż nadal pracuje z kochanką.
Nie kazałam Mu kończyć wynieść się z zakładu, by mógł mi udowodnić, że dla małżeństwa zrobi wszystko.
Kierowałam się w życiu, decyzjach rozsądkiem.

Mój Mąż zrobił to co napisał Gary a mianowicie:

Gary napisał/a:

Myślę jednak, że oddzielenie go od kochanki w niczym nie pomoże. To dopiero byłby triumf, gdyby ten mąż sam poszedł do kochanki w pracy i powiedział, że jednak romans nie bedzie dalej trwał i że on zostaje z rodziną. Więc po co nakazywać mu zmianę pracy? Dlaczego bać się czy on zdradzi, czy nie zdradzi? Dlaczego nakłonić do zmiany pracy i znowu bać się czy jakiejś laski w nowej pracy za trzy lata nie pozna? Czy nie lepiej skupić się na sobie a nie na mężu?

Gdzie są granice tego "zrobi wszystko dla małżeństwa"?
Czy w ogóle są?

Właśnie to, że nie kazałam Mężowi zrezygnować z pracy, bo tam pracuje kochanka, pokazał mi jak ważne dla Niego jest nasze małżeństwo. Nie musiałam stawiać warunków - pozwoliłam Mu, by sam zdecydował.

Bo uważałam wtedy (i dziś uważam), że nie chce by był ze mną, bo MUSI - tylko by był ze mną bo SAM CHCE.

242 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-05-28 09:21:55)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
smallangel napisał/a:

Właśnie to, że nie kazałam Mężowi zrezygnować z pracy, bo tam pracuje kochanka, pokazał mi jak ważne dla Niego jest nasze małżeństwo. Nie musiałam stawiać warunków - pozwoliłam Mu, by sam zdecydował.

Bo uważałam wtedy (i dziś uważam), że nie chce by był ze mną, bo MUSI - tylko by był ze mną bo SAM CHCE.

Widzisz, każda sytuacja jest inna, każdy przypadek jest inny.
Twój mąż pokazał Ci, że jednak Ty jesteś dla niego ważna i widać zrobił to na tyle skutecznie, że nie przeszło Ci przez głowę prosić o  zmianę pracy.
U mnie jednak było inaczej...początkowo wybrał rodzinę, ale na kilometr było widać, że ten wybór nie pasuje mu. Wracał z pracy smutny, zrezygnowany..pomęczył się rok i nie wytrzymał, odszedł. Szkoda tylko, ze skazał mnie na ten rok.
Nie potrafiłam wtedy zrobić żadnych zdecydowanych posunięć, tylko czekałam....Bóg wie na co...
Nie wiem, co by było, gdyby jednak odszedł wtedy z  firmy....myślałam sobie wtedy, że byłaby to szansa jakaś...bo co z oczu, to z serca. Ale diabli wiedzą, jak to faktycznie by się dalej potoczyło.

243 Ostatnio edytowany przez smallangel (2014-05-28 09:35:57)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
moniaCo napisał/a:

Widzisz, każda sytuacja jest inna, każdy przypadek jest inny.

Twój mąż pokazał Ci, że jednak Ty jesteś dla niego ważna i widać zrobił to na tyle skutecznie, że nie przeszło Ci przez głowę prosić o  zmianę pracy.
U mnie jednak było inaczej...początkowo wybrał rodzinę, ale na kilometr było widać, że ten wybór nie pasuje mu. Wracał z pracy smutny, zrezygnowany..pomęczył się rok i nie wytrzymał, odszedł. Szkoda tylko, ze skazał mnie na ten rok.
Nie potrafiłam wtedy zrobić żadnych zdecydowanych posunięć, tylko czekałam....Bóg wie na co...
Nie wiem, co by było, gdyby jednak odszedł wtedy z  firmy....myślałam sobie wtedy, że byłaby to szansa jakaś...bo co z oczu, to z serca. Ale diabli wiedzą, jak to faktycznie by się dalej potoczyło.

Tak każda sytuacja jest inna mimo tego iż łączy ją to samo zdrada.
Dlatego uważam,  że to co nam pomogło, niekoniecznie pomoże innym i do sytuacji należy podejść indywidualnie.

Przeszło, przeszło mi przez głowę to, by zmienił pracę - nic pierwszego nie pojawiło się w moich myślach jak to, że MA ZMIENIĆ PRACĘ. Jednak na szczęście nie postawiłam takiego warunku. Rozsądek wziął górę. Nie mogłam postawić Go w takiej sytuacji. Po pierwsze mógł pokazać jak trwa w swojej decyzji, po drugie ma dobrą pracę, po trzecie to, że by był bez pracy (bo mu kazałam się zwolnić ) spowodowałoby Jego wewnętrzne frustracje i moje także. Wybrałam mniejsze zło. Chociaż mi lekko nie było. Wiem, że to była najodpowiedniejsza decyzja.

244 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-05-28 09:36:23)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
dobra23 napisał/a:

było kilka rzeczy, które się na to nałożyły.
To co teraz napiszę to nie jest próba usprawiedliwiania jego (bo jego nic nie usprawiedliwia),
tylko przedstawienie kilku faktów:
- od jakiegoś czasu miał bardzo stresującą atmosferę w pracy (duże ciśnienie, poczucie niedocenienia, stres, nawał obowiązków...nie chcę się w to zbytnio zagłębiać)
- wzieliśmy kredyt na mieszkanie, i o ile na początku cel - mieszkanie jest czymś co spala i bardziej  cieszysz się mieszkaniem niż martwisz kredytem o tyle później,  ten kredyt widzisz, że jest klatką z której nie możesz wyjść...boisz się utraty pracy...itd.,
- oddaliliśmy się od siebie...on ciągle narzekał na pracę, każdego dnia gdy przychodził tylko o tym mówił...byłam tym zmęczona....próbowałam go wspierać..no ale widać nie dość mocno i wytrwale, nie tymi sposobami...nie wiem
- wtedy oddaliłam się od niego...pomyślałam że zatęskni do mnie ? (naiwne)
- przestaliśmy się przytulać..a to u nas było ważne wcześniej...
- kryzys wieku średniego mojego męża smile tak przypuszczam (mam tyle lat, nic już nie osiągnę, mam tylko kredyt, nie mam manewru z pracą, proza codziennego życia, deja vu każdego dnia)

Dobra...mimo wszystko jednak go próbujesz usprawiedliwiać. Robisz dokładnie to samo, co ja robiłam.
Bo kryzys, bo sytuacja finansowa, bo brak jakiś tam osiągnięć w wieku 40 lat...to wszystko są wydumane powody, i głupie usprawiedliwiania pójścia na lewiznę.
Jeśli pojawia się jakiś problem w związku, to po to się ma partnera, któremu się przysięgało, że na dobre i na złe...i kiedy nastaje to złe, wtedy jest prawdziwy egzamin partnerstwa, małżeństwa. Przychodzisz i mówisz, co leży na wątrobie, z czym sobie nie radzisz, w czym potrzebujesz wsparcia.
Niestety większość woli pójść na łatwiznę, bo tak milej, łatwiej, przyjemniej, a potem tłumaczyć to kredytami i kryzysami.
Pamiętam, że miałam wielki żal do mojego męża, że nie przyszedł, nie pogadał, co go trapi, z czym się męczy. A umiał się tak zakamuflować, że wydawało mi się, ze wszystko jest w porządku.
Pewnie coś przeoczyłam w codziennym kieracie, ale skoro widziałam zadowolonego uśmiechniętego faceta, nie sądziłam, że coś jest na rzeczy.

245 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2014-05-28 09:48:49)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

dziewczyny, to , co opisujecie "przerabiam " aktualnie u dwoch znajomych par.

I to , co widze, jakie cierpienie za tym wszystkim stoi, ile lez, ile rozterek, ile rozpaczy sie naogladalam, to jest istny koszmar . I co Wam powiem -kazda z tych par przerabia ten caly syf inaczej.
Bo pomiedzy dwojgiem zawsze wytwarza sie swoista wiez, rodzi sie pomiedzy nimi i tylko nimi. I u kazdej pary wszystko, ale to wszystko inaczej wyglada. Na to skladaja sie tysiace roznych rzeczy, niuanse, jak ze soba zyli , komunikowali,jak blisko/daleko siebie byli, doslownie caly MIKROKOSMOS.

Ale jedno Wam powiem , ze  w takich sytuacjach , wlasnie rozstan-nierozstan wychodzi jak na dloni, CO miedzy dwojgiem tak naprawde bylo. Bo wszystko mozna do konca  przejsc nie tracac szacunku do siebie, a mozna tez obrzucac sie blotem i wyjsc pokaleczonym i zubozonym ohne Ende.

246

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
moniaCo napisał/a:

Dobra...mimo wszystko jednak go próbujesz usprawiedliwiać. Robisz dokładnie to samo, co ja robiłam.
Bo kryzys, bo sytuacja finansowa, bo brak jakiś tam osiągnięć w wieku 40 lat...to wszystko są wydumane powody, i głupie usprawiedliwiania pójścia na lewiznę.
Jeśli pojawia się jakiś problem w związku, to po to się ma partnera, któremu się przysięgało, że na dobre i na złe...i kiedy nastaje to złe, wtedy jest prawdziwy egzamin partnerstwa, małżeństwa. Przychodzisz i mówisz, co leży na wątrobie, z czym sobie nie radzisz, w czym potrzebujesz wsparcia.

moniaCo, nie chcę go usprawiedliwiać - ja wiem, że tego jak się zachował nic nie usprawiedliwia, nic!

Lexpar zapytał, cyt.: "Zastanawiam się dlaczego on tak się zachował, czego mu brakowało, co Ty zrobiłaś nie tak  ja nie wiem.
Może chciałaś go zagłaskać".

Spróbowałam przeanalizować czynniki, które wtedy wpłynęły na to, że rozpoczął romans..
ja to tak widzę co wcale nie znaczy, że mam rację...

To, że je widzę nie umniejsza w moich oczach jego winy...
bo niestety zaryzykował, ba, dalej ryzykuje utratę rodziny

247

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
moniaCo napisał/a:
dobra23 napisał/a:

było kilka rzeczy, które się na to nałożyły.
To co teraz napiszę to nie jest próba usprawiedliwiania jego (bo jego nic nie usprawiedliwia),
tylko przedstawienie kilku faktów:
- od jakiegoś czasu miał bardzo stresującą atmosferę w pracy (duże ciśnienie, poczucie niedocenienia, stres, nawał obowiązków...nie chcę się w to zbytnio zagłębiać)
- wzieliśmy kredyt na mieszkanie, i o ile na początku cel - mieszkanie jest czymś co spala i bardziej  cieszysz się mieszkaniem niż martwisz kredytem o tyle później,  ten kredyt widzisz, że jest klatką z której nie możesz wyjść...boisz się utraty pracy...itd.,
- oddaliliśmy się od siebie...on ciągle narzekał na pracę, każdego dnia gdy przychodził tylko o tym mówił...byłam tym zmęczona....próbowałam go wspierać..no ale widać nie dość mocno i wytrwale, nie tymi sposobami...nie wiem
- wtedy oddaliłam się od niego...pomyślałam że zatęskni do mnie ? (naiwne)
- przestaliśmy się przytulać..a to u nas było ważne wcześniej...
- kryzys wieku średniego mojego męża smile tak przypuszczam (mam tyle lat, nic już nie osiągnę, mam tylko kredyt, nie mam manewru z pracą, proza codziennego życia, deja vu każdego dnia)

Dobra...mimo wszystko jednak go próbujesz usprawiedliwiać. Robisz dokładnie to samo, co ja robiłam.
Bo kryzys, bo sytuacja finansowa, bo brak jakiś tam osiągnięć w wieku 40 lat...to wszystko są wydumane powody, i głupie usprawiedliwiania pójścia na lewiznę.
Jeśli pojawia się jakiś problem w związku, to po to się ma partnera, któremu się przysięgało, że na dobre i na złe...i kiedy nastaje to złe, wtedy jest prawdziwy egzamin partnerstwa, małżeństwa. Przychodzisz i mówisz, co leży na wątrobie, z czym sobie nie radzisz, w czym potrzebujesz wsparcia.
Niestety większość woli pójść na łatwiznę, bo tak milej, łatwiej, przyjemniej, a potem tłumaczyć to kredytami i kryzysami.
Pamiętam, że miałam wielki żal do mojego męża, że nie przyszedł, nie pogadał, co go trapi, z czym się męczy. A umiał się tak zakamuflować, że wydawało mi się, ze wszystko jest w porządku.
Pewnie coś przeoczyłam w codziennym kieracie, ale skoro widziałam zadowolonego uśmiechniętego faceta, nie sądziłam, że coś jest na rzeczy.

Nie nazwałabym tego usprawiedliwianiem, raczej szukaniem odpowiedzi na pytanie "dlaczego?".I znajdujemy te odpowiedzi, które są tak nielogiczne, że po pierwsze natychmiast je odrzucamy, a po drugie zaczynają brzmieć jak usprawiedliwienie, a za tym wlecze się obarczanie winą również siebie. Robi to Dobra :  - oddaliliśmy się od siebie...on ciągle narzekał na pracę, każdego dnia gdy przychodził tylko o tym mówił...byłam tym zmęczona....próbowałam go wspierać..no ale widać nie dość mocno i wytrwale, nie tymi sposobami...nie wiem
i robisz/łaś to ty Monia :Pewnie coś przeoczyłam w codziennym kieracie.
I robiłam to ja. Dlaczego się tak dzieje? Pewnie jest wiele powodów, ja u siebie znalazłam  kilka, ale najważniejsze to
1.nie byłam w stanie uwierzyć w jego skó....two.
2, jak ja mogłam tego nie widzieć?
3 i najważniejsze, oczekiwałam że odpowiedź na to pytanie będzie logiczna,że prawda zawsze jest logiczna. A to guzik prawda, kłamstwo musi być logiczne, żeby odegrało swoją rolę, ale prawda nie zawsze jest logiczna, czasem jest pozbawiona sensu i tak ją trzeba przyjąć. Zdradził bo chciał, co mnie obchodzi odpowiedź dlaczego, i po co mi ona ? Czy ulży mi w jakikolwiek sposób dojście do tego dlaczego? Może tylko przynieść więcej bólu. Czy mogłam temu zapobiec? A  skąd mam o tym wiedzieć? To po co mi to wiedzieć?  Ja mogłam poradzić sobie z tym tylko w ten sposób ZROBIŁ TO BO CHCIAŁ  i nic tego nie usprawiedliwi, wytłumaczy czy złagodzi. Rozkminianie tego powoduje tylko moje rozgoryczenie i jego tłumaczenia, które pozwolą mu poczuć się lżej. A ja nie chcę sprawiać mu w tym temacie prezentu w postaci ulgi, niech sam sobie z tym radzi, to nie mój problem, ja mam swój , o wiele większy bo mój, a jest nim przebaczenie, nie dla niego, ono jest mi potrzebne, bo mnie obciąża.
A zająć się mogłam tym dopiero wtedy jak przestałam pytać dlaczego?

248

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
kachna66 napisał/a:

Zdradził bo chciał, co mnie obchodzi odpowiedź dlaczego, i po co mi ona ? Czy ulży mi w jakikolwiek sposób dojście do tego dlaczego? Może tylko przynieść więcej bólu. Czy mogłam temu zapobiec? A  skąd mam o tym wiedzieć? To po co mi to wiedzieć?  Ja mogłam poradzić sobie z tym tylko w ten sposób ZROBIŁ TO BO CHCIAŁ  i nic tego nie usprawiedliwi, wytłumaczy czy złagodzi. Rozkminianie tego powoduje tylko moje rozgoryczenie i jego tłumaczenia, które pozwolą mu poczuć się lżej. A ja nie chcę sprawiać mu w tym temacie prezentu w postaci ulgi, niech sam sobie z tym radzi, to nie mój problem, ja mam swój , o wiele większy bo mój, a jest nim przebaczenie, nie dla niego, ono jest mi potrzebne, bo mnie obciąża.
A zająć się mogłam tym dopiero wtedy jak przestałam pytać dlaczego?

I tu się z Tobą zgodzę w całej rozciągłości. Zrobił to bo chciał, z pełną świadomością czynu, nikt go nie obezwładnił i nie zaciągnął do łóżka tamtej...
I muszę przyznać, że bycie razem dalej jest o wiele trudniejsze, niż rozstanie.
To ciężka praca ze sobą, codziennie.
Kachna...czytałam Twoje posty, wcześniej nie znałam Twojej historii. I powiem Ci, że jesteś niesamowicie silną kobietą.
Szacun smile

249 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-05-28 11:49:40)

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
moniaCo napisał/a:

U mnie jednak było inaczej...początkowo wybrał rodzinę, ale na kilometr było widać, że ten wybór nie pasuje mu. Wracał z pracy smutny, zrezygnowany..pomęczył się rok i nie wytrzymał, odszedł. Szkoda tylko, ze skazał mnie na ten rok.
Nie potrafiłam wtedy zrobić żadnych zdecydowanych posunięć, tylko czekałam....Bóg wie na co...

moniaCo napisał/a:

Ja nie wystawiłam walizek, jak się mój mężuś zakochał i teraz uważam, że źle zrobiłam. Bo dałam mu komfort długiego zastanawiania się i rozmemłania na dobre, i przy tym zapewnione ugotowany obiadek i uprane gacie i sympatyczne bzykanko. Swoją drogą, nawet wolę nie myśleć o tym, że on mnie po prostu "używał", myśląc w tym momencie o tamtej.

moniaCo napisał/a:

A umiał się tak zakamuflować, że wydawało mi się, ze wszystko jest w porządku.
Pewnie coś przeoczyłam w codziennym kieracie, ale skoro widziałam zadowolonego uśmiechniętego faceta, nie sądziłam, że coś jest na rzeczy.

MoniaCo - Moze u ciebie było błedem ze własnie nie postawiłas konkretnych warunków a jedynie chciałas przeczekac , a Dobra  juz postawiła warunki i oby była konsekwentna Dobra teraz na przykładzie twojej historii moze sie uczyc jakich błedów nie popełniac  lub na co ma zwracac szczegolna uwage.

dobra23 napisał/a:

było kilka rzeczy, które się na to nałożyły.
To co teraz napiszę to nie jest próba usprawiedliwiania jego (bo jego nic nie usprawiedliwia),
tylko przedstawienie kilku faktów:
- od jakiegoś czasu miał bardzo stresującą atmosferę w pracy (duże ciśnienie, poczucie niedocenienia, stres, nawał obowiązków...nie chcę się w to zbytnio zagłębiać)
- wzieliśmy kredyt na mieszkanie, i o ile na początku cel - mieszkanie jest czymś co spala i bardziej  cieszysz się mieszkaniem niż martwisz kredytem o tyle później,  ten kredyt widzisz, że jest klatką z której nie możesz wyjść...boisz się utraty pracy...itd.,
- oddaliliśmy się od siebie...on ciągle narzekał na pracę, każdego dnia gdy przychodził tylko o tym mówił...byłam tym zmęczona....próbowałam go wspierać..no ale widać nie dość mocno i wytrwale, nie tymi sposobami...nie wiem
- wtedy oddaliłam się od niego...pomyślałam że zatęskni do mnie ? (naiwne)
- przestaliśmy się przytulać..a to u nas było ważne wcześniej...
- kryzys wieku średniego mojego męża smile tak przypuszczam (mam tyle lat, nic już nie osiągnę, mam tylko kredyt, nie mam manewru z pracą, proza codziennego życia, deja vu każdego dnia)

Kazda z nas szuka punktu zaczepienia , od czego to wszystko sie zaczęło i nie koniecznie jest to usprawiedliwienie zdradzacza. Bo dla zdrady nie ma usprawiedliwienia. 

U nich właśnie w tej sytuacji zabrakło ich jako zespołu małżeńskiego . On jej wspomniał "ze chyba sie cos wypaliło " - on dawał jakiś sygnał . Ale tak naprawdę nie przegadali tego w tamtym momencie tylko żyli dalej . On sie pocieszał w ramionach innej , ona czekała az on za nia teskni.

moniaCo napisał/a:

Jeśli pojawia się jakiś problem w związku, to po to się ma partnera, któremu się przysięgało, że na dobre i na złe...i kiedy nastaje to złe, wtedy jest prawdziwy egzamin partnerstwa, małżeństwa.

U Dobrej jest to teraz ten Egzamin małżeństwa .

250

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
moniaCo napisał/a:
kachna66 napisał/a:

Zdradził bo chciał, co mnie obchodzi odpowiedź dlaczego, i po co mi ona ? Czy ulży mi w jakikolwiek sposób dojście do tego dlaczego? Może tylko przynieść więcej bólu. Czy mogłam temu zapobiec? A  skąd mam o tym wiedzieć? To po co mi to wiedzieć?  Ja mogłam poradzić sobie z tym tylko w ten sposób ZROBIŁ TO BO CHCIAŁ  i nic tego nie usprawiedliwi, wytłumaczy czy złagodzi. Rozkminianie tego powoduje tylko moje rozgoryczenie i jego tłumaczenia, które pozwolą mu poczuć się lżej. A ja nie chcę sprawiać mu w tym temacie prezentu w postaci ulgi, niech sam sobie z tym radzi, to nie mój problem, ja mam swój , o wiele większy bo mój, a jest nim przebaczenie, nie dla niego, ono jest mi potrzebne, bo mnie obciąża.
A zająć się mogłam tym dopiero wtedy jak przestałam pytać dlaczego?

I tu się z Tobą zgodzę w całej rozciągłości. Zrobił to bo chciał, z pełną świadomością czynu, nikt go nie obezwładnił i nie zaciągnął do łóżka tamtej...
I muszę przyznać, że bycie razem dalej jest o wiele trudniejsze, niż rozstanie.
To ciężka praca ze sobą, codziennie.
Kachna...czytałam Twoje posty, wcześniej nie znałam Twojej historii. I powiem Ci, że jesteś niesamowicie silną kobietą.
Szacun smile

Monia nie wiem co jest łatwiejsze, bo tej drugiej opcji nie spróbowałam smile Ale  wiem ze gdybym odeszła nie doszłabym nigdy tu gdzie jestem, nie miałabym motywacji ani możliwości. Moje małżeństwo było moim poligonem, wydaje się że łatwo jest dbać o siebie będąc samym, ale to nie prawda, nie ma to znaczenia czy jesteś sama czy z kimś. Wazne jest czy potrafisz dbać o siebie, jak potrafisz to jest to tak samo łatwe w jednej jak i w drugiej sytuacji.
Czytając forum widze jak mało osób to potrafi, jak dużo osób nie potrafi odciąć  swojego myślenia od krzywdy a co za tym idzie, od  krzywdziciela.Wiem że gdybym odeszła nadal bym tkwiła uwikłana w jego zdrady, w jego życie. Tylko będąc z nim mogłam się od tego oderwać. Nie było łatwo, prawie 2 lata minęło zanim zaczęłam się uczyć czym jest zajmowanie się sobą, zanim zaczęłam chcieć się uczyć. Te dwa lata zajmowałam się w większości moim M, tym jak się czuje, bardzo pilnowałam, żeby nie za dobrze, pilnowałam, żeby jego myślenie było na właściwych torach, oczywiście właściwych dla mnie smile  Dziś śmieję się z tego dowodu miłości, który dał mi mój M. Ja bym ze sobą nie wytrzymała smile.

251

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
dobra23 napisał/a:
Lexpar napisał/a:

Dobra tak śledzę Twój wątek i dochodzę do wniosku, że ten Twój M. pogubił się.
Mieć taką żonę, partnerkę to tak jak wygrać milion w totka.
Jesteś ciepła, jesteś dobra, jesteś wyrozumiała etc., można dalej wymieniać.

Lexparnie ważne jak to zabrzmi i jak to odbierzecie....ja wiem, że on to wie

Lexpar napisał/a:

Zastanawiam się dlaczego on tak się zachował, czego mu brakowało, co Ty zrobiłaś nie tak  ja nie wiem.
Może chciałaś go zagłaskać.
Jestem pod ogromnym wrażeniem, że pomimo tego co on Ci zrobił tak się zachowujesz.
Wielki szacunek dla Ciebie http://emotikona.pl/emotikony/pic/0recourse.gif.
Pamiętaj, że w mojej osobie masz zawsze wsparcie.

Dziekuję smile

było kilka rzeczy, które się na to nałożyły.
To co teraz napiszę to nie jest próba usprawiedliwiania jego (bo jego nic nie usprawiedliwia),
tylko przedstawienie kilku faktów:
- od jakiegoś czasu miał bardzo stresującą atmosferę w pracy (duże ciśnienie, poczucie niedocenienia, stres, nawał obowiązków...nie chcę się w to zbytnio zagłębiać)
- wzieliśmy kredyt na mieszkanie, i o ile na początku cel - mieszkanie jest czymś co spala i bardziej  cieszysz się mieszkaniem niż martwisz kredytem o tyle później,  ten kredyt widzisz, że jest klatką z której nie możesz wyjść...boisz się utraty pracy...itd.,
- oddaliliśmy się od siebie...on ciągle narzekał na pracę, każdego dnia gdy przychodził tylko o tym mówił...byłam tym zmęczona....próbowałam go wspierać..no ale widać nie dość mocno i wytrwale, nie tymi sposobami...nie wiem
- wtedy oddaliłam się od niego...pomyślałam że zatęskni do mnie ? (naiwne)
- przestaliśmy się przytulać..a to u nas było ważne wcześniej...
- kryzys wieku średniego mojego męża smile tak przypuszczam (mam tyle lat, nic już nie osiągnę, mam tylko kredyt, nie mam manewru z pracą, proza codziennego życia, deja vu każdego dnia)

Lexpar napisał/a:

Nie wywalasz pomyj na swojego M.To daje dużo do myślenia.

wiesz jedna z moich koleżanek, która wie o sytuacji (a wiedzą tylko 2 osoby)
wie dlaczego tego nie robię.
Zna trochę mnie, mojego męża, wie jakim jest człowiekiem.
Mogę się na niego wściekać, mieć żal, myśleć o nim źle za to co nam teraz zgotował.
Ale wiem też jakim jest człowiekiem ( i to nie przez pryzmat zaślepionej miłości, po prawie 20 latach nie nie masz już klapek na oczach)

Dobra ja to wszystko rozumiem. Tylko dlaczego nie rozmawialiście ze sobą a sie od siebie oddaliliście.
U mnie w małżeństwie też nie było dobrze. Nie rozmawialiśmy ze sobą, nie było przytulania, zero wsparcia.
Tu na tym forum dostałem kopa.  Na dzień dzisiejszy staram się to wszystko naprawić. Wiem, że to ze mna są problemy, ale staram się bo mi na tym zależy.
To jest dla mnie najwaźniejsze.
Oby Twojemu mężowi zależało na Was.

252

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
moniaCo napisał/a:
dobra23 napisał/a:

było kilka rzeczy, które się na to nałożyły.
To co teraz napiszę to nie jest próba usprawiedliwiania jego (bo jego nic nie usprawiedliwia),
tylko przedstawienie kilku faktów:
- od jakiegoś czasu miał bardzo stresującą atmosferę w pracy (duże ciśnienie, poczucie niedocenienia, stres, nawał obowiązków...nie chcę się w to zbytnio zagłębiać)
- wzieliśmy kredyt na mieszkanie, i o ile na początku cel - mieszkanie jest czymś co spala i bardziej  cieszysz się mieszkaniem niż martwisz kredytem o tyle później,  ten kredyt widzisz, że jest klatką z której nie możesz wyjść...boisz się utraty pracy...itd.,
- oddaliliśmy się od siebie...on ciągle narzekał na pracę, każdego dnia gdy przychodził tylko o tym mówił...byłam tym zmęczona....próbowałam go wspierać..no ale widać nie dość mocno i wytrwale, nie tymi sposobami...nie wiem
- wtedy oddaliłam się od niego...pomyślałam że zatęskni do mnie ? (naiwne)
- przestaliśmy się przytulać..a to u nas było ważne wcześniej...
- kryzys wieku średniego mojego męża smile tak przypuszczam (mam tyle lat, nic już nie osiągnę, mam tylko kredyt, nie mam manewru z pracą, proza codziennego życia, deja vu każdego dnia)

Dobra...mimo wszystko jednak go próbujesz usprawiedliwiać. Robisz dokładnie to samo, co ja robiłam.
Bo kryzys, bo sytuacja finansowa, bo brak jakiś tam osiągnięć w wieku 40 lat...to wszystko są wydumane powody, i głupie usprawiedliwiania pójścia na lewiznę.
Jeśli pojawia się jakiś problem w związku, to po to się ma partnera, któremu się przysięgało, że na dobre i na złe...i kiedy nastaje to złe, wtedy jest prawdziwy egzamin partnerstwa, małżeństwa. Przychodzisz i mówisz, co leży na wątrobie, z czym sobie nie radzisz, w czym potrzebujesz wsparcia.
Niestety większość woli pójść na łatwiznę, bo tak milej, łatwiej, przyjemniej, a potem tłumaczyć to kredytami i kryzysami.
Pamiętam, że miałam wielki żal do mojego męża, że nie przyszedł, nie pogadał, co go trapi, z czym się męczy. A umiał się tak zakamuflować, że wydawało mi się, ze wszystko jest w porządku.
Pewnie coś przeoczyłam w codziennym kieracie, ale skoro widziałam zadowolonego uśmiechniętego faceta, nie sądziłam, że coś jest na rzeczy.

Monia jesteś młodą aczkolwiek doświadczoną kobietą, ale wielki szacun dla Ciebie Obrazek dodany przez użytkowniczkę za mądrość i dojrzałość.

253

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
kachna66 napisał/a:

Czytając forum widze jak mało osób to potrafi, jak dużo osób nie potrafi odciąć  swojego myślenia od krzywdy a co za tym idzie, od  krzywdziciela.Wiem że gdybym odeszła nadal bym tkwiła uwikłana w jego zdrady, w jego życie. Tylko będąc z nim mogłam się od tego oderwać. Nie było łatwo, prawie 2 lata minęło zanim zaczęłam się uczyć czym jest zajmowanie się sobą, zanim zaczęłam chcieć się uczyć. Te dwa lata zajmowałam się w większości moim M, tym jak się czuje, bardzo pilnowałam, żeby nie za dobrze, pilnowałam, żeby jego myślenie było na właściwych torach, oczywiście właściwych dla mnie smile  Dziś śmieję się z tego dowodu miłości, który dał mi mój M. Ja bym ze sobą nie wytrzymała smile.

Ja to widzę nieco inaczej.
Jest trochę tak, jak wtedy gdy dziecko zaczyna zauważać, że oprócz mamy jest jeszcze...cały świat.
Bo przez tyle czasu byliśmy MY, NAS, NASZE.
Trudno z dnia na dzień przejść na liczbę pojedynczą.
I chyba łatwiej uwiesić się na jego uczuciach, emocjach i myślach niż swoich własnych, które tak bolą na początku.
Pewnie gdybym miała tę dziecięcą naiwność to nie miałabym tylu obaw przed spojrzeniem w głąb siebie.
Powoli przestaję się bać. Przyglądam się sobie.
Jednak dalej mnie nurtuje pytanie, co też siedzi u niego w głowie.
Czuję taką ogromną potrzebę poznania jego prawdziwego oblicza, tego kim jest.
Nie potrafię odpuścić.
Tym bardziej jeśli mamy dalej iść razem przez życie.

254

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Przyszłość napisał/a:
kachna66 napisał/a:

Czytając forum widze jak mało osób to potrafi, jak dużo osób nie potrafi odciąć  swojego myślenia od krzywdy a co za tym idzie, od  krzywdziciela.Wiem że gdybym odeszła nadal bym tkwiła uwikłana w jego zdrady, w jego życie. Tylko będąc z nim mogłam się od tego oderwać. Nie było łatwo, prawie 2 lata minęło zanim zaczęłam się uczyć czym jest zajmowanie się sobą, zanim zaczęłam chcieć się uczyć. Te dwa lata zajmowałam się w większości moim M, tym jak się czuje, bardzo pilnowałam, żeby nie za dobrze, pilnowałam, żeby jego myślenie było na właściwych torach, oczywiście właściwych dla mnie smile  Dziś śmieję się z tego dowodu miłości, który dał mi mój M. Ja bym ze sobą nie wytrzymała smile.

Ja to widzę nieco inaczej.
Jest trochę tak, jak wtedy gdy dziecko zaczyna zauważać, że oprócz mamy jest jeszcze...cały świat.
Bo przez tyle czasu byliśmy MY, NAS, NASZE.
Trudno z dnia na dzień przejść na liczbę pojedynczą.
I chyba łatwiej uwiesić się na jego uczuciach, emocjach i myślach niż swoich własnych, które tak bolą na początku.
Pewnie gdybym miała tę dziecięcą naiwność to nie miałabym tylu obaw przed spojrzeniem w głąb siebie.
Powoli przestaję się bać. Przyglądam się sobie.
Jednak dalej mnie nurtuje pytanie, co też siedzi u niego w głowie.
Czuję taką ogromną potrzebę poznania jego prawdziwego oblicza, tego kim jest.
Nie potrafię odpuścić.
Tym bardziej jeśli mamy dalej iść razem przez życie.

Przychodzi czarodziejka i pyta "kto chce wiedzieć co siedzi w głowie partnera?". Nie ustawiłabym się w kolejce, ale dwa lata temu pchałabym się żeby być pierwszą.Jest to naturalny odruch, jak komuś nie ufamy, a umówmy się po zdradzie nie ma zaufania.
Kochana to nie jest przejście na liczbę pojedynczą, szczególnie jak pozostajesz w związku, ja nie proponuje -zostań egoistką, egocentryczką czy samolubem. Dbanie o siebie nie wyklucza wspierania M, ugotowania, czy wyprasowania koszuli. Dbanie o siebie to również dbanie o niego, ale  na innych zasadach.
Kiedyś napisałam artykuł na ten temat :oto on
Nic nie muszę, wszystko mogę (bo mam takie prawo)

Podczas mojego wychodzenia ze współuzależnienia przeszłam wiele stopni na drodze do decydowania o sobie. Zaczynałam od tego, ze dawałam sobie prawo do wszystkich uczuć i zachowań. Ufałam mojemu mężowi, bo brak zaufania krzywdził zarówno mnie, jak i jego. Ba, samo podejrzenie, że mnie okłamuje, czy manipuluje mną, było dla mnie bolesne. Więc dawałam sobie prawo do wiary w jego uczciwość, mimo dowodów że nie powinnam tego robić. Nikt mnie do tego nie zmuszał, to był mój wybór, to Ja wierzyłam w kłamstwa, to Ja wierzyłam w logiczne ?prawdy?, to Ja spychałam w niebyt poczucie że coś tu jest nie tak, wreszcie to Ja bagatelizowałam kłamstwa, których nie dało się nie zauważyć, traktując jako nieszkodliwą wadę charakteru. Czy mogłam coś zmienić? Nie, choć mogłam wszystko i nic nie musiałam. Wiedziałam że mam takie prawo i korzystałam z tego prawa całe moje życie, ale jak się okazało, dla mnie bezużyteczne, bo nie potrafiłam dbać o siebie.

Jednak nie miałam świadomości, że mam coś do zmiany, że mogę inaczej, że mam jakiś wybór, bo nie potrafiłam zmieniać siebie. W tamtym czasie gdyby ktoś mi powiedział ?Twój mąż jest uzależniony, a to niszczy ciebie, zrób z tym coś, ale jego zostaw w spokoju, Ty zrób coś ze sobą, nie z nim, bo jego problem, to nie twój problem?, uznałabym to za absurd. ?Mogę? było tylko teorią, a w życiu zamieniało się w ?muszę?. Musiałam ufać, wierzyć, poddawać się manipulacji i odsuwać od siebie niepokój, który czułam, bo inaczej ... to co? Rozwód? Z powodu kilku drobnych kłamstw, czy mojego, być może nieuzasadnionego niepokoju? I mimo że znam powiedzenie ?zaufaj i sprawdź?, nie zrobiłam tego ani razu. Nie tylko dlatego, że mi to nie przyszło na myśl, ale już sama możliwość że mąż mnie okłamuje była bolesna i chyba bałam się dowiedzieć prawdy, a ponad wszystko nie chciałam tej prawdy w moim życiu. Wybierałam logiczne kłamstwa, bo prawda była pozbawiona rozsądku, logiki, do tego była bolesna, no i przyjmując fakty chciałabym coś z tym zrobić, a przecież nie było mi źle, to po co drążyć coś, bez czego mogę i chcę żyć? Przy czym są to tylko moje przypuszczenia, bo nigdy tak nie pomyślałam, nigdy tak tego nie nazwałam, a że nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, ?dlaczego?? to myślę, że działała tu podświadomość, która chroniła mnie przed prawdą. Tym bardziej, że mogłam tak żyć, nie pamiętam, aby mi to ciążyło, więc nie musiałam niczego zmieniać. Ale prawda, ta prawdziwa, sama do mnie przyszła, tak wyraźna, że nie mogłam już jej zignorować. W tamtym czasie miałam prawo do wszystkich uczuć i zachowań, które nie krzywdziły innych wokół mnie, bo tylko takie prawo sobie dawałam. Potrafiłam poradzić sobie z krzywdą jaką mi robiono, ale nie potrafiłam krzywdzić innych.. Nigdy też nie miałam poczucia, że zaniedbuję siebie, ale nie pamiętam abym kiedykolwiek pochyliła się nad swoimi uczuciami.

Mogłam wszystko w sobie zmienić, lub nie i miałam do tego prawo. Tylko po co mi to było, skoro nie potrafiłam korzystać z tych praw? Od takiego momentu, zaczęła się moja droga do moich praw i do mojego ?mogę?, ?nic nie muszę?, droga bardzo trudna, bolesna, długa, a była tylko niewielką częścią tego z czym miałam się zmierzyć. W pierwszej kolejności musiałam dowiedzieć się czego Ja chcę. Wydaje się to bardzo proste i staje się takie, jak do realizacji moich planów potrzebuję tylko siebie. A moje ?chcę? w większości zależne było od mojego męża. I tak, nie chciałam aby mój mąż był uzależniony, a jeżeli już to niech się leczy i chciałam aby szybko, najlepiej natychmiast wyzdrowiał. Chciałam żeby mój mąż .., oj dużo tego było, ale kompletnie nie miałam pomysłu na to co Ja mogłabym chcieć zmienić w sobie, a właściwie to nawet nie widziałam potrzeby, abym Ja coś robiła. Przecież wystarczy że On się zmieni i coś zrobi, bo to nie Ja mam problem. No i na tym się skupiłam.

Dziś jak to piszę to uśmiecham się, bo pamiętam jak bardzo byłam o tym przekonana. Teraz widzę jak moje myślenie i postępowanie było zależne od mojego męża i jego zachowań. Może to się wydać dziwne, ale dziś również tak bywa, że moje postępowanie jest zależne od mojego męża. Bardzo dużo rzeczy nas łączy i siłą rzeczy oddziałujemy na siebie każdego dnia. Ale teraz nie czuję niepokoju, bo wiem że zawsze ?mogę?, ?nic nie muszę? bo już potrafię zarówno chcieć, jak i nie chcieć, bo wiem jak to obronić.

Bardzo ciężko mi było zrozumieć że Ja decyduję o swoim życiu i nikt inny nie ma wpływu na to jak będę żyć. Na przykład: nie chciałam mieć uzależnionego męża, a mam, to jaki mam na to wpływ? Ano mam, mogę odejść, i nie będę miała uzależnionego męża.

Mój problem polegał na tym, że wbiłam sobie do głowy, że jeżeli to Ja decyduję o swoim życiu, to wszystko co chcę, mogę i mam prawo jest idealne i przyniesie mi szczęście. I nie wzięłam pod uwagę czynników zewnętrznych, to tak jakbym chciała zamieszkać na Florydzie, ale wizy nie mam. Mogę żyć na walizkach i oczekiwać na nią, mając świadomość, że być może nigdy wizy nie dostanę. Mogę prowadzić takie życie jak dotychczas, ale nie inwestować w nic, mając nadzieję, że kiedyś, może ... Mogę również się z tym pogodzić i żyć pełnią życia tu gdzie jestem, lub w innym dostępnym dla mnie miejscu. Żadna z trzech możliwości nie jest tym czego chcę, a chcę na Florydę, ale to nie jest zależne tylko ode mnie. Ale jak zechcę pojechać do Rzymu to pojadę.

Jak już zrozumiałam, że mogę wszystko, nic nie muszę i mam prawo, to zachłysnęłam się tą świadomością. Korzystałam z tych praw całą sobą, zachowywałam się jak dziecko, które właśnie odkryło że potrafi chodzić i wykorzystuje tę umiejętność nie zważając na nic. Wszystko mogłam co tylko chciałam, byle tylko było oparte o mnie. Nie chciałam nawet myśleć, że mam zrobić coś dla innych, na szczęście nie obejmowało to dzieci, w takim stopniu jak męża. Bo w tamtym okresie, nie było we mnie potrzeby liczenia się z jego zdaniem, czy potrzebami i nie miało to nic wspólnego z zemstą. Chyba pierwszy raz w naszym małżeństwie, to co roiłam nie było oparte o mojego męża, choć On to boleśnie odczuł . Wejście w rolę egoisty, nie było dla mnie łatwe, bo było mi nieznane, obarczone wyrzutami sumienia i świadomością empatyka - altruisty. Dałam sobie prawo bycia egoistką, Wiem, że musiałam przejść ten etap, ten jakże intensywny kurs myślenia tylko o sobie. Egoizm nauczył mnie jak zadbać o swoje potrzeby, jak odmówić nawet najbliższym, nawet jak jest to dla nich bardzo ważne. To pozwoliło mi poznać siebie. Dowiedziałam się że nie pasuje mi ani jedna skrajność ? nieliczenie się ze sobą, ani druga skrajność ? nieliczenia się z nikim. Dziś potrafię zadbać o siebie i swoje potrzeby, potrafię również z niektórych zrezygnować, bez żalu.

Jakiś czas temu rozmawiałam z koleżanką, która od sześciu lat ma ogromny żal do swojej mamy. Podczas rozmowy z nią uderzyło mnie to jak Ona zaciekle broniła tego żalu, kilka razy powtarzała ?mam prawo czuć się z tym źle?, ?mam prawo być wściekła?, ?mam prawo do wszystkich uczuć?, ?mam prawo przeżywać ból?. Dlaczego Ona broniła tych uczuć, przecież one ją męczą, nie lubi ich, czuje się z nimi źle? Ta koleżanka stała się przez chwilkę, dosłownie ułamek sekundy, moim lustrem, moim odbiciem. Ja nie potrafię wybaczyć mojemu mężowi, mimo że wiem, że obciąża to najbardziej mnie. Ja też ?mam prawo? i tak samo go bronię, tylko po co mi takie prawo z którym mi źle? Przecież to ?wszystko mogę, nic nie muszę bo mam prawo? ma mi pomagać w życiu, a nie mnie unieszczęśliwiać. To o co chodzi, czemu Ja, tak jak i moja koleżanka dałyśmy sobie prawo do tak długiego przeżywania żalu, złości i niewybaczenia? Wiem dlaczego tak się stało u mnie, bo nie zajęłam się tymi uczuciami a dałam im prawo do istnienia. Bo tak zagalopowałam się w dawaniu sobie praw, że zapomniałam o istnieniu ?wszystko mogę? i ?nic nie muszę?.

Dziś wiem że NIC NIE MUSZĘ, chyba że chcę, bo mogę chcieć, WSZYSTKO MOGĘ jak tylko chcę, potrafię i godzę się z tym, mogę godzić się na to czego nie chcę, mogę się również nie godzić na nic. MAM PRAWO ale nie zawsze muszę z niego korzystać, mam prawo nie dać sobie prawa. Mogę żyć tak jak chcę, bo mam takie prawo i nie muszę żyć tak jak nie chcę, muszę to oprzec o siebie, muszę bo tak chce.

255

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

Dzięki Kachna za artykuł.
W szczególności dzięki za ten fragment:

kachna66 napisał/a:

...Mój problem polegał na tym, że wbiłam sobie do głowy, że jeżeli to Ja decyduję o swoim życiu, to wszystko co chcę, mogę i mam prawo jest idealne i przyniesie mi szczęście. I nie wzięłam pod uwagę czynników zewnętrznych...

To był kiedyś Twój problem a zdaje się, że aktualnie jest moim.

256

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

A co możesz zrobić kochana? Ty wiesz co powinnaś zrobić. Powinnaś odejść bo co da pozostanie? ?Nie da się wlać miłości w czyjeś serce. Ale ten ktoś może potrafić spowrotem pokochać. Ale do tego żeby to pojął trzeba tylko dystansu i samotności. Może wtedy uczucie wróci, a może nie. Niestety czas tylko pokaże.

257

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
kachna66 napisał/a:

większość postów kręci się dokoła "zdradzacza", co on powinien, czego nie powinien, co musi czego nie musi, czy mu gotować, czy mu nie gotować.Jak tylko Dobra powie ja chcę, zaraz na opamiętanie dostaje :no tak ale co on chce? to on musi coś tam abyś ty coś tam. Jak pisze że nie ma złości to tłumi uczucia, bo nie chce jego zrazić, jak si,ę boi to pewnie dla tego że , że on ..... No i koniecznie nie może być ofiarą, ale katem to już owszem, to tak tu może sobie pofolgować.

A cały wic polega na tym, aby przestać obsesyjnie o nim myśleć.

Ale to działa w dwie strony, mój M też nic nie musi i dzięki temu dane jest nam poznawanie się na nowo. 

Ale nie dlatego bronię stanowiska Dobrej, bo to że mi się udało , nie znaczy że jej małżeństwo przetrwa, ja po prostu widzę, że to mądra kobieta, która sobie poradzi, potrzebuje tylko wsparcia i wyżalenia się. Wie czego chce, wie co jest zależne od niej, a na co nie ma wpływu i mam nadzieję że to się nie zmieni.

kachna bardzo dziękuję ci za ten wpis..
bo potrzebuję teraz wiary w moją siłę i to że dam sobie radę,
potrzebuję poklepania po ramieniu i powiedzenia - podjęłaś decyzję dla ciebie słuszną teraz - więc ta decyzja na ten moment jest dobra.

258

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
dobra23 napisał/a:

kachna bardzo dziękuję ci za ten wpis..
bo potrzebuję teraz wiary w moją siłę i to że dam sobie radę,
potrzebuję poklepania po ramieniu i powiedzenia - podjęłaś decyzję dla ciebie słuszną teraz - więc ta decyzja na ten moment jest dobra.

Dobra to ja Ciebie Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Trzymaj się dziewczyno.
Naprawdę jesteś dzielną kobietą.
Podziwiam Ciebie za całokształt, za Twoje podejście do sytuacji.

259

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
dobra23 napisał/a:

bo potrzebuję teraz wiary w moją siłę i to że dam sobie radę,
potrzebuję poklepania po ramieniu i powiedzenia - podjęłaś decyzję dla ciebie słuszną teraz - więc ta decyzja na ten moment jest dobra.

Dobra podjęłaś właściwa decyzje, nie jedna zazdrosci Ci tej sily, konsekwencji.
Narazie na mam rad dla ciebie bo zrobiłaś wszystko co jest dla Was najlepsze . Oby przyniosło to oczekiwane skutki.
Ja w to wierze smile

260

Odp: Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
kachna66 napisał/a:
moniaCo napisał/a:
dobra23 napisał/a:

było kilka rzeczy, które się na to nałożyły.
To co teraz napiszę to nie jest próba usprawiedliwiania jego (bo jego nic nie usprawiedliwia),
tylko przedstawienie kilku faktów:(.....)

Dobra...mimo wszystko jednak go próbujesz usprawiedliwiać. Robisz dokładnie to samo, co ja robiłam.
Bo kryzys, bo sytuacja finansowa, bo brak jakiś tam osiągnięć w wieku 40 lat...to wszystko są wydumane powody, i głupie usprawiedliwiania pójścia na lewiznę.(...)

Nie nazwałabym tego usprawiedliwianiem, raczej szukaniem odpowiedzi na pytanie "dlaczego?".
I znajdujemy te odpowiedzi, które są tak nielogiczne, że po pierwsze natychmiast je odrzucamy, a po drugie zaczynają brzmieć jak usprawiedliwienie, a za tym wlecze się obarczanie winą również siebie.
Robi to Dobra :  - oddaliliśmy się od siebie...on ciągle narzekał na pracę, każdego dnia gdy przychodził tylko o tym mówił...byłam tym zmęczona....próbowałam go wspierać..no ale widać nie dość mocno i wytrwale, nie tymi sposobami...nie wiem
i robisz/łaś to ty Monia :Pewnie coś przeoczyłam w codziennym kieracie.
I robiłam to ja. Dlaczego się tak dzieje? Pewnie jest wiele powodów, ja u siebie znalazłam  kilka (...)

kachna
opisałam okoliczności, może próbę odpowiedzi na pytanie "dlaczego?"
I nawet jeśli macie wrażenie, że z mojej wypowiedzi wynika to, że szukam winy w sobie (by go chociaż trochę usprawiedliwić) to tak nie jest.

Ja nie czuję się winna!!!!!
Mogę zastanawiać się teraz jakie razem popełniliśmy błędy, że oddaliliśmy się od siebie, ale dalej winy w sobie nie widzę.

Wnioski z analizy przyczyny jego romansu mogą tylko posłużyć mi jako nauka do odbudowy naszego związku...jeżeli taką damy sobie szansę.

Posty [ 196 do 260 z 1 394 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 22 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026