dobra23 napisał/a:nie chce mi się boksować,
rozumiem, że każdy na swój sposób próbuje tutaj ostatecznie mi pomóc
a przynajmniej wyrazić swoje zdanie,
czy wspierając w tym jak postępuję teraz, czy odwrotnie, próbując przekonać, żebym się ocknęła bo to ich zdaniem droga do nikąd.
nie chcę brać udziału w konkursie na cięte riposty...ponieważ takowych pisać nie umiem i nie o to mi chodzi.
nie chcę przekonywać kogoś na siłę że moja racja to święta racja 
Może i czasem zapominamy po co niektórzy tu wchodzą. Ale czy aby na pewno wszyscy którzy tu wchodzą chcą pomóc?
Mam niejakie wątpliwości. Bo jak nazwać kolejną ocenę pt " stoisz w miejscu", jak nazwać to że ktoś kompletnie nie bierze pod uwagę twoich słów?
Wiesz mnie czasem ponosi i reaguję ironią, aby pokazać jak mało jest pomocy w tym co piszą niektórzy. Ale wynika to chyba z moich doświadczeń, ja po prostu wiem co to może z Tobą robić, ile trzeba siły , aby się temu przeciwstawić.
A oto kilka fragmentów wyciągniętych z przeszłości:
Mozna zrobic to w dwojaki sposob. Albo byc rozsadnym, inteligentnym, poczytac torche i pojsc do terapeuty na pogadanie a potem zostawic popapranca... albo dluzsza droga, czyli walczyc upadlac sie wybaczac, plakac, rozmzywac sobie sluz po twarzy, wymiotowac, stracic apetyt i miec mysli samobojcze az rzygac nam sie bedzie nam sie chcialo na jego widok bo juz go nie bedziemy kochac.
Kachna, a Ty? Czy już to zrozumiałaś? Że już nic nie zależy od Ciebie? Że jesteś NIEWAŻNA dla niego? Że jego zajmują inne sprawy - ważniejsze niż Ty?
Wiem, że to bolesne, ale taka jest prawda. Ja, Ty i wiele, wiele innych kobiet - stałyśmy się NIEWAŻNE dla tych, których kochałyśmy. Oni nas nie kochają - kochają siebie, ponad wszystko.
Niektóre z nas powiedziały KONIEC. Koniec upokorzeń, maltretowania, zdradzania w imię CHOREJ MIŁOŚCI.
Jesli facet zawiodl nas w dowolny wybrany (niestety) przez siebie sposob (zdradzi, pobil, okradl) to tak jakby zabil, zastrzelil, zamordowal, zakonczyl zwiazek.
Nie ma juz zwiazku. Nie da sie reaktywowac trupa. Byl taki jeden doktor co probowal.. niejaki Franek Sztajn.. ale mu kiepsko wyszlo... Mamy okres zaloby... normalka.. po smierci zwiazku.
Dobra pewnego dnia zdecydowałam o odejściu z forum, bo ono mnie blokowało, Ja już wiedziałam, że muszę pójść swoją drogą, nie myśląc co mój M, nie uzależniać moich decyzji od niego. A wypowiedzi niektórych osób odbierałam jakbym nie istniała Ja dopuki nie rozprawię się z M. One mi tylko radziły, chciały pomóc [chcę w to wierzyć], ale nie liczyły się z tym co Ja chcę i na co jestem gotowa.
Czy forum mi pomogło? Tak, zyskałam przyjaciółkę, która była i jest moim najlepszym wsparciem.