ale może powstanie inne w tym samym składzie a kto wie?
Tak, stary skład z nową wokalistką....
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Strony Poprzednia 1 … 18 19 20 21 22 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
ale może powstanie inne w tym samym składzie a kto wie?
Tak, stary skład z nową wokalistką....
Podobne tematy
Ale to co było się skończyło i SE NE WRATI.
Etap pt.''szczęśliwe małżeństwo'' masz za sobą.Ja wiem, że Ty byś chciała, żeby ostatni rok wykasować i żyć sobie dalej fajnie po staremu..
Co tak obcesowo?Dobra - to wszystko wie zapewne,wie teoretycznie,ale nie dopuszcza do końca do siebie myśli,ze to juz koniec.Jeszcze nie jej czas.Ile to?Pół roku?
Mówię,jeśliby trwało dwa,pięć wtedy też radziłabym zrobić ostre cięcie.Autorka wolniej działa i jest jak jest.Możemy tu sobie radzić,gdybac, ale to jej decyzje.
Dobra- a gdyby tej fajnej przeszłości nie było,było tylko to co teraz,zdrada,noiepewnosc co dalej,"zagubienie się
męża" chciałabyś nadal z nim być?
Dobra-jeżeliby Cie kochał i chciał aby Wasze małżeństwo nadal trwało,czy zauroczyłby się kimś innym?
I on nie wie co robić?On doskonale wie co robi,a Ty patrząc przez pryzmat ilueśtam lat bronisz go.
in_ka napisał/a:ale może powstanie inne w tym samym składzie a kto wie?
Tak, stary skład z nową wokalistką....
wiesz mam przyjaciół
maż miał taki okres, że ... pobłądził
no coś go tam na manowce pociągnęło - wokalistka, jak nazwałeś
ale zawrócił
i są świetnym małżeństwem a moja przyjaciółka mówi - dobrze, że wtedy się z nim nie rozeszłam
i nie chodzi o to, ze dobra ma tak zrobić
każdy wybiera swoją drogę
chce powiedzieć tylko o tym, że nie ma uniwersalnego sposobu na ŻYCIE
Witam Cie DOBRA...
Nie znamy sie,nigdy wczesniej nie czytalam,co u CIEBIE.Teraz wiem.Ja nie bede sie wypowiadala,co zrobic nalezy/lub nie.
Moje zdnie: masz SERCE na miejscu,ROZUM tez.Masz czas,masz SWOJA SWIADOMOSC.
Ja nie jestem zwolenniczka popedzania i silowych rozwiazan.
I to,co napisalaINKA
...że nie ma uniwersalnego sposobu na ŻYCIE
Powinnas zapamietac.
INKA,cokolwiek to warte,masz moja nominacje za to wlasnie zdanie,do forumowego OSCARA.
Minuta po polnocy i juz nie moge edytowac.
DOBREJ I SPOKOJNEJ NOCY ZYCZE TOBIE DOBRA(i wszystkim na tym forum).
Niech JUTRO bedzie piekne i NOWE.
Nie zamykajmy sie na nie.
BARDZO DOBREJ NOCY WSZYSTKIM
ja mam też jedno życie i to życie do tamtego roku było fajnym życiem
nie potrafiłam tego tak ciachnąć...
Dobra moja kochana, ale zauważ co sama napisałaś!
Czas przeszły... Twoje życie BYŁO dobre!
Twój mąż nadal gra na dwa fronty. W końcu czy usłyszalas od niego,że tamta to już przeszłość?
Że jej nie kocha? Że kocha tylko ciebie? Ze zrobi wszystko, aby odzyskać Twoje zaufanie? Odpowiedź sobie szczerze na te pytania.
Z tego co wyczytuje z Twoich wpisów, to on wciąż w kółko kręci się wokół tego swojego pogubienia, roztrząsa te swoje rozmemłanie.
Kochana minął rok. Uczciwie sobie odpowiedz, czy jesteś szczęśliwsza? Czujesz się dobrze w swoim małżeństwie? Widzisz światełko w tunelu?
Czujesz miłość z jego strony? Troskę? Chęć wynagrodzenia Tobie?
p.s
Twoje życie może być dobre Dobra :). Uwierz w to, że bez niego, też może być dobre. Inne, ale dobre.
Ściskam mocno.
Dobra,
A'propos Pitagorasa i nie tylko, czasami czytając wypowiedzi zastanawiam się, na którym poziomie świadomości znajdują się poszczególne osoby i co dla nich jest najważniejsze w danym momencie życia.
A Ty na którym poziomie jesteś? A Twój mąż?
Z wolnaludzkosc.pl
"POZIOM 1 - Przetrwanie.
To człowiek z pre-corsupem w nie rozwiniętym ?Ja?. Jest to poziom koczownika stale walczącego o byt i przetrwanie. Człowiek z tego poziomu to prawdziwy kowboj. Lecz nie ten romantyczny rycerz dzikiego zachodu rodem z Hollywood - a pastuch - cow-boy. Na temat tego poziomu wiem niewiele, bo rzadko, przynajmniej w naszej kulturze, jest obserwowany.
We współczesnych, zaawansowanych kulturowo i technicznie cywilizacjach nie ma miejsca na ten poziom. Człowiek z tego poziomu godzi się z pozycją, do jakiej został wdrożony w czasie dzieciństwa. Nie jest w stanie niczego w swojej świadomości zmienić. Ledwie zdaje sobie sprawę z tego, że ją ma. Treścią życia ludzi na tym poziomie jest walka o byt. Żyje z chwili na chwilę, bez celów, dążeń i ambicji. Sukcesem jest przeżycie kolejnego dnia. Nie potrafi odróżnić dobra od zła, ponieważ nie ma jeszcze ukształtowanego wewnętrznego cenzora. Normy postępowania nie są uwewnętrznione. Musi, więc wyznaczać je prawo lub sztywne wychowanie.
POZIOM 2 - Myśli, że wie. Mądrala
Człowiek z pre-corsupem w ?Ja? na różnych poziomach rozwoju. Jest to poziom ludzi stanowiących "sól ziemi", lud. Celem tego poziomu jest bezpieczne zakorzenienie się w świecie i dzięki temu poczucie własnego "ja" jako istoty emocjonalnej. Ludzie tutaj identyfikują się z grupą i uważają tę identyfikację za jedyną możliwość mentalnego funkcjonowania. Wynika to z braku poczucia indywidualności. Nie potrafią samodzielnie myśleć i wydawać sądów. Wręcz uważają, że samodzielne myślenie jest niemożliwe i niewskazane. Słuchają autorytetów i hołdują tradycji. Jest to skutek ich nie twórczego, lecz odtwórczego myślenia. Indywidualność przejawiają tylko na poziomie fizycznym i emocjonalnym. Myślenie jest już podporządkowane trendom umysłowym grupy. Z reguły nie przeciwstawiają się im. Ze względu na te właściwości umysłowe podatni są na indoktrynację, ale taką, która potwierdza ich przekonania. Są przez to wiernymi wyznawcami różnych ideologii i religii. To zwykle oni są uczestnikami masowych kultów i imprez. Wpadają w sieci sekt i są podatni na reklamę. Są również ofiarami sprytnych manipulatorów i dyktatorów. Łatwo pokierować nimi w stronę ekstremalnych ruchów społecznych. Nie odróżniają np. patriotyzmu od nacjonalizmu i idealizmu od fanatyzmu.
To zwykle do nich adresowane są hasła wyborcze a politycy, którym uda się uwieść tę grupę wygrywają wybory. Główną treścią życia tutaj jest stworzenie rodziny, oraz zapewnienie jej i sobie materialnego bytu na podstawowym poziomie. Kariera i bogactwo są dla takiego człowieka nieistotne ( w odróżnieniu do poziomu następnego) Do szczęścia wystarczy posiadanie rodziny i względnego dostatku. Człowiek taki czuje się spełniony, gdy przetrwał w małżeństwie, wychował dzieci i dorobił się emerytury, zwykle zresztą bardzo skromnej. Na starość może z czystym sumieniem oglądać telewizję.
Z reguły niepostrzegane są tu jakieś wygórowane potrzeby kulturalne i poznawcze. Człowiek nie zadaje pytań, "po co" i "dlaczego". Nie interesują go filozoficzne aspekty istnienia. Prawdą dla niego jest to, w czym został wychowany Jego świat kończy się na jego własnych horyzontach. Myślenie jest mało finezyjne i nieskomplikowane. Człowiek swoim rozumem nie potrafi objąć wielu danych i ich z syntetyzować. Objawia się to dualnością myślenia i spolaryzowaniem wartości. Coś jest złe lub dobre, przyjemne - nieprzyjemne, moje - nie moje. Widzi tylko czarne i białe nie dostrzegając odcieni szarości.
Wnioskowanie nie jest oparte na faktach a na mniemaniu. Sądy mają potwierdzać jego, wdrukowane wcześniej w umysł, przekonania. Mało istotne jest to, czy są one racjonalne i oparte na prawdzie. Przy swoich racjach będzie upierał się jak przysłowiowy osioł odporny na jakąkolwiek argumentację. Sposób bycia i zachowania, w dużej mierze (tak jak na wszystkich poziomach) zależy od wychowania. Jednak tutaj, pod podszewką nabytej ogłady kryje się rubaszność, prostactwo i nieobliczalność wynikającą z nieopanowania emocji.
Gusty i estetyka są mało wyrafinowane. Obrazek jelonka na rykowisku i muzyka disco - oddają ten styl.
Ludzie tutaj zwykle są poczciwi i dobrzy. Mało, kiedy zdolni są do jakichś złych czynów popełnianych z premedytacją. Wydumanych i wyrafinowanych zbrodni. Nie kierują nimi pobudki pochodzące z wyrachowanego, rodem z mentalu, egoizmu. Ich działaniami kierują głównie emocje. Jeśli są gwałtowne i nieopanowane człowiek może stać się nieobliczalny i w takim stanie dopuścić się agresywnych czynów.
Jeśli reprezentuje typ lękowy z niskim poziomem agresji często staje się bezwolną ofiarą. Przykładem na ten typ zachowania są maltretowane żony, które pokornie godzą się na taką sytuację.
Na tym poziomie kształtują się podstawowe umiejętności dotyczące życia w społeczeństwie. Człowiek tutaj dowiaduje się, że ma obowiązek liczyć się z innym i swoje własne przeżycia skonfrontować z przeżyciami innych, wejść z nimi w relacje i określić strategie postępowania. W związku z tym powinien powściągnąć swoje emocje i nauczyć się trzymać na wodzy instynkty seksualne. Opanowania tych podstawowych umiejętności oczekuje rozwinięte społeczeństwo. Są one zresztą podstawą do tego, aby pójść dalej w procesie rozwoju. Szczególnie pierwotna gwałtowność i seksualność muszą być opanowane przed rozpoczęciem trzeciego etapu. Jeżeli mimo nieopanowania ich, człowiek wejdzie w fazę kształtowania EGO to efekty mogą być opłakane. Taki osobnik może stać się niebezpieczny dla otoczenia i siebie. Gwałtowne, niepohamowane emocje podsycone instynktem seksualnym i wysoki poziom intelektualny nakierowany na zaspokajanie egoistycznych pobudek - to mieszanka iście śmiercionośna. Niestety obrazki tego typu spotykamy teraz dosyć często. Wykształcony intelekt, dzięki zdobyczą współczesnej techniki i szkolnictwu powszechnemu, nałożony został na nieopanowany drugi poziom rozwoju. Efektem jest wzrost przestępczości i okrucieństwa przestępców.
W zakres tego poziomu wchodzi również nabycie odpowiedniego stosunku do pracy jako sposobu pozyskiwania dóbr. Praca ma stać się metodą na uzyskanie bezpieczeństwa socjalnego. Nauka pracy i współpracy w kolektywie daje dobre podłoże do wstępnego kształtowania się kulturalnej i mało egoistycznej indywidualności. Zapobiega to późniejszym komplikacją i opóźnieniom w rozwoju, bowiem biletem wstępu do stanu oświecenia jest właśnie opanowanie egoizmu.
Drugi poziom jest bazą do startu w kreowanie własnej indywidualności. Ważne jest, aby proces kształtowania emocji, seksualności, i poczucia bezpieczeństwa został zrealizowany w pełni, bo daje on gwarancję dalszego, harmonijnego rozwoju.
POZIOM 3 - Super mądrala. Jest pewny tego, co wie.
Człowiek z pre-corsupem ale z rozwiniętym?Ja? lub człowiek z młodym corsupem. Na tym poziomie położony jest nacisk na wytworzenie indywidualności i budowanie mocnego, własnego EGO. Nie ma charakterystycznej dla drugiego poziomu solidarności społecznej poprzez identyfikację z tłumem. Przeciwnie, człowiekowi zależy na tym, aby z tłumu się wyróżnić, być lepszym niż reszta. Marzeniem i dążeniem jest osiągniecie sukcesu i sławy. Myślenie oparte jest na logice i myśleniu analitycznym. Jednak na wyższych poziomach tego poziomu występują już możliwości syntezy. Wnioskowanie jest oparte na faktach a nie na mniemaniu, tak jak to było do tej pory. Człowiek stara się utrzymać obiektywizm w swoich ocenach rzeczy i sytuacji. Niekoniecznie jednak mu to wychodzi, ponieważ nie jest zdolny do odizolowania się od własnych przekonań.
Emocje dalej są nieopanowane, lecz człowiek chcąc sprawiać wrażenie kulturalnego, ukrywa je. W zachowaniu jest elegancki i przestrzega zasad savuar vivre. Robi to jednak na pokaz i dla własnej satysfakcji. Nie dlatego, że taki jest i inaczej nie potrafi. Duże potrzeby budowania własnego "Ja" mogą doprowadzić do wręcz patologicznego egoizmu. Wewnętrzny przymus osiągnięcia sukcesu i wyróżnienia się, prowadzi do chęci posiadania władzy i podporządkowania sobie innych. Dzieje się to zarówno na planie społecznym jak i w rodzinie. Nie jest rzadkością spotkanie despotycznych i nieliczących się z nikim i niczym szefów. Nierzadko spotyka się również rodzinnych tyranów. Jest prawie pewne, że reprezentują, przynajmniej w pewnym zakresie, trzeci poziom świadomości. Na poziomach wyższych skłonność do tyranizowania innych zanika.
Człowiek tutaj lubi się sprawdzać i podejmować trudne zadania. Lubi konfrontować się z innymi i najlepiej wygrywać. To głównie ludzie z tego poziomu są pomysłodawcami i uczestnikami tzw. wyścigu szczurów.
Rodzina, na drugim poziomie, była celem samym w sobie, tutaj natomiast, pełni raczej funkcje bazy wypadowej w drodze na szczyt. Ma wspierać i pomagać. Za to ewentualnie przypadną jej w udziale efekty zewnętrznej ekspansji.
Jeśli człowiek 3-go poziomu jest jeszcze w dodatku astrologicznym wodnikiem - to rodzina rzadko będzie miała szansę go oglądać.
Szczególnie trudna jest tutaj sytuacja kobiety. Z racji tego, że jest rodzicielką i w pewnym momencie swojego życia reaguje na "zew natury", rodząc dziecko, to potem przeżywa duże rozterki. Wymagania rodziny zmuszają ją do pozostania w domu i realizowania modelu życia z drugiego poziomu. Natomiast wewnętrzne potrzeby samorealizacji i samookreślenia gnają ją w świat. Mężczyzna w takiej sytuacji, starym zwyczajem, przywdziewa zbroję wojownika, (czyli garnitur i krawat) i wychodzi na pole bitwy. Kobieta jednak nie zostawi swojego dziecka na pastwę losu i nie będzie się bawić w Joannę D?ARC. Jest to dla niej często niewygodna i bardzo frustrująca sytuacja.
Człowiek trzeciego poziomu jest pewien swoich racji. Wydaje mu się, że wszystko wie, że osiąga granice ludzkiego poznania. Ludzie tego poziomu są twórcami współczesnej nauki, gdzie panuje paradygmat ograniczenia świata do sfery materialnej. Idolem i autorytetem dla nich jest Kartezjusz - główny pomysłodawca materialistycznego światopoglądu. Stwierdzenie " myślę wiec jestem" ogranicza istotę człowieka tylko do funkcjonowania w obrębie logiki i redukcjonizmu. Tylko tego rodzaju podejście jest akceptowane przez człowieka z trzeciego poziomu. Naukowcy, którzy rzeczywiście wnoszą nowe wartości i zmieniają oblicze nauki i świata, geniusze i prekursorzy, znajdują się na wyższych poziomach. Ten poziom przynależy do "rzemieślników" nauki, cierpliwie wykonujących żmudne i rutynowe badania. Ważny na tym poziomie jest sukces materialny i podkreślanie swojej pozycji przed innymi.
Duży dom, dobry samochód, markowe ubrania, osiągniecie wysokiej pozycji społecznej, tytuły naukowe.
W stosunku do innych ludzi i do swoich partnerów życiowych człowiek trzeciego poziomu ma duże wymagania. Oczekuje od innych, aby zaspokajali jego potrzeby. Jest najczęściej mało tolerancyjny, bo ma przekonanie, że on wie najlepiej. W skrajnych przypadkach nie posiada współczucia i litości. Na tym poziomie człowieka jeszcze nie interesują zagadnienia natury filozoficznej. Wystarczają mu aktualnie panujące trendy myślowe. Z nimi się identyfikuje nie zastanawiając się nad ich sensem. Nie ma świadomości swoich emocji, a tym bardziej nie interesuje go ich geneza. Nie zagłębia się w meandry własnej psychiki. Ta dziedzina odbioru dla niego najczęściej nie istnieje. Jeśli coś mu dolega, nie pyta, "dlaczego", tylko idzie do lekarza po odpowiednia pigułkę. Zwykle ma duże potrzeby poznawcze, co mobilizuje go do nauki. Również potrzeby kulturalne są rozbudzone. Bardzo dba o formę. Jego gusty są wyrafinowane i potrafi odróżnić kicz od sztuki. Lecz tej nie odbiera jeszcze w całej pełni. Za mało ma na to w sobie wrażliwości i empatii. Dzięki swojej indywidualności jest odporny na indoktrynacje, chociaż będzie płynął z nurtem aktualnie panujących tendencji społecznych stosując strategię największej skuteczności działania. Takiej skuteczności nie zapewnia idealizm i zbytnie nowatorstwo. Zresztą i tak, z samej natury, nie przejawia wielkiej oryginalności myślenia. Współczesny świat został stworzony przez ludzi z tego poziomu. Czują się oni w nim jak ryba w wodzie. Tymi z drugiego poziomu mogą manipulować i być dla nich autorytetami. Natomiast ludzi z poziomów wyższych bezceremonialnie ignorują i uważają ich za niewartych uwagi nienormalnych i nawiedzonych.
Człowiek na tym poziomie żyje w przeświadczeniu, że jest tyle wart ile ma pieniędzy, tytułów, władzy i znajomości. Jeżeli nie udaje się zdobycie tych cennych dla niego wartości, może wpaść w psychiczne kłopoty. Mieszanka nieopanowanych emocji podsycanych przez pragnienia, ambicje i wewnętrzny przymus budowania samego siebie, wytwarza w człowieku ogromne napięcie. Rozdźwięk miedzy chęciami a możliwościami może prowadzić do "zacięcia się" całego systemu psychicznego. Procesy emocjonalne i mentalne napotykają na przeszkody nie do pokonania i całość może się załamać. Objawia się to ciężkimi nerwicami, chorobami psychicznymi i somatycznymi. Zawał serca - choroba dyrektorów jest tu koronnym dowodem na tą sytuację. Natomiast na poziomie corsupa zawiązują się węzły tzw. karmiczne, które w przyszłych inkarnacjach będą stanowiły poważne problemy do rozwiązania.
Trzeci poziom świadomości jest niebezpieczny dla samego człowieka, jak i dla społeczeństw i planety. To głównie ludzie z tego poziomu są autorami konsumpcyjnego stylu życia. Liczy się tylko egoistyczny interes jednostek i małych grup, bez zwracania uwagi na konsekwencje dla ludzkości i planety. Doprowadziło to już do degradacji środowiska, którego rezultaty tak dotkliwie odczuwamy.
POZIOM 4 - Filozof. Wiem, że nie wiem.
Człowiek ze średnio rozwiniętym corsupem, ale jeszcze nie samodzielny. Włącza się już syntetyczne myślenie, przez co informacja zostaje przekształcona w wiedzę.
Umysł już jest "giętki" i ma spore możliwości. Człowiek ma dobrą pamięć i szybko się uczy. Potrafi "obracać" dużą ilością danych. Na początku wstępnej fazy czwartego poziomu możliwości syntezy są jeszcze ograniczone. Czasami może to wyglądać, tak jakby umysł działał podobnie do wyszukiwarki internetowej. Dużo wiedzy (czy raczej informacji), ale z wyciąganiem samodzielnych wniosków są jeszcze kłopoty. Raczej cytuje niż przetwarza dane.
Człowiek tutaj staje się już autentycznie kulturalny. Widać w nim szlachetność. Cechy te są już w tej chwili jego wewnętrznymi właściwościami, a nie jak było wcześniej - zewnętrznym blichtrem. Prawdziwa, jakościowa zmiana następuje w stanie zaawansowanym tego poziomu, kiedy zbliża się on do fazy destrukcji. Jest to faza przejściowa pomiędzy człowiekiem nastawionym materialistycznie a człowiekiem z rozwiniętą świadomością. To bardzo trudny moment ewolucji.
Pojawia się myślenie syntetyczne, które odsłania, do tej pory ukrytą prawdę. Prawdę o tym, że świat inaczej wygląda niż mu wpajano. Jest to bardzo bolesne odkrycie, które burzy dotychczasowe wartości i obala podstawowe filary mentalne. System wartości człowieka staje się chaotyczny, przez co otoczenie odbiera go jako niewiarygodnego dziwaka.
Cała dotychczasowa wiedza na temat świata staje się wątpliwa, ponieważ nie odpowiada na zadawane już pytania o istotę rzeczy. Pod koniec tej fazy rozwoju pojawia się możliwość syntetyzowania i dostrzegania faktów, których nie widzą ludzie na niższych poziomach (to, co ukryte pod podszewką).To z kolei naraża ich na oskarżenia o snucie teorii spiskowych.
Odczuwają potrzebę szukania wiedzy, która mogłaby odpowiedzieć na pytania dotykające istoty bytu. Czują już, że nie są tylko ciałem i umysłem, że istnieje coś więcej niż dostrzegają zmysłami. Czują, że jest coś poza światem widzialnym tylko nie potrafią tego jeszcze zidentyfikować i zracjonalizować. Przeczucie to nie jest na poziomie wiedzy, lecz wiary (intuicyjnego przekonania). Dostrzegają już niedoskonałości polityczne i systemowe tego świata. Do tej pory zasady nim rządzące były przejmowane jako oczywiste. Wzbudza to w nich dyskomfort psychiczny. Ludzie ci mogą być postrzegani jako wieczne smutasy, ponieważ stale przeżywają głębokie rozczarowanie kondycją moralną tego świata.
Mają ogromną potrzebę wytłumaczenia sobie rzeczywistości poprzez tworzenie idei i teorii. Jest to poziom filozofów i naturalnego filozofowania. Jednak człowiek tutaj nie potrafi jeszcze połączyć sprzeczności w jedną całość. Zadaje pytania, lecz rozwiązania nie potrafi jeszcze uchwycić. Dowodem tego stwierdzenia jest obraz filozofii europejskiej, która jest zbiorem wzajemnie sprzecznych teorii i pytań bez odpowiedzi. Jednak niemożność uzyskania logicznego obrazu całości nie jest właściwością świata a właściwością czwartego poziomu rozwoju.
Rozwija się wgląd we własną psychikę. Człowiek tutaj czuje potrzebę przemodelowania swojego świata wewnętrznego. Często szuka pomocy u psychologów i nauczycieli duchowych.
Na rozszyfrowanie tajemnic bytu nie daje odpowiedzi religia masowa. Szuka, więc źródłowej głębi duchowej poza nią, sprawdzając po swojemu różne prądy duchowe. Na tym poziomie zaczyna się prawdziwy odbiór sztuki, ponieważ są już wykształcone odpowiednie właściwości umysłowe, takie jak wrażliwość, empatia, rozumienie. Zainteresowania zwykle dotyczą tych dziedzin i nauk, które pomogą w zrozumieniu świata. Często też człowiek wybiera zawód związany z tymi zainteresowaniami, choć może on być bardzo niepraktyczny. Ale poradzi sobie z każdą pracą, chociaż niekoniecznie musi go ona pasjonować.
Prawdziwy filozof jest tak pochłonięty dociekaniami, że nie ma czasu ani ochoty, na co innego. Rodzina np. nie leży w centrum jego zainteresowania. Nie jest to, bowiem główny temat tego poziomu rozwoju. W bliskich sobie ludziach szuka bratnich dusz i oczekuje od nich partnerstwa. Sam zresztą potrafi być dobrym, wyrozumiałym, i pełnym empatii partnerem.
Od tego poziomu rozwoju zaczynają się kłopoty z funkcjonowaniem w cywilizacji. Jest ona, bowiem reprezentowana głównie przez ludzi na poziomie drugim i trzecim. Zrozumiałe jest, zatem, że zasady w niej panujące są trudne do zaakceptowania przez ludzi na wyższych poziomach rozwoju.
POZIOM 5 - Mag, Wiem, że wiem.
Człowiek z dobrze rozwiniętym corsupem - samodzielny. Do tej pory, rzeczy działy się w osobowości. To ona była silniejsza i mądrzejsza od corsupa. Od poziomu piątego zaczyna być odwrotnie. Teraz osobowość traci wolną wolę a kierownictwo przejmuje corsup. Odbywa się to gwałtownie i skokowo. Ego-osobowość wręcz "wybucha" dając wolne pole dla wyższej świadomości, lub raczej corsup przejmuje osobowość. Może być to przeżyte jako iluminacja. Otwiera się wtedy połączenie z piątą gęstością. Zjawisko to można porównać z podłączeniem komputera do Internetu. Konsekwencją tego jest potem możliwość wnikania poprzez corsup do wiedzy i informacji kosmicznej. Występuje tutaj możliwość wnikania w rzeczywistość objawiająca się np. jasnowidzeniem.
Na niższych poziomach również jasnowidzenie występuje, ale ma zupełnie inny charakter. Polega ono na kontakcie z polem astralnym lub wręcz z istotami tego pola. Wyniki takiego widzenia są nieobiektywne i nie dotyczą przyczyn. Taki jasnowidz nigdy nie odpowie na pytanie, "dlaczego". Stwierdzi tylko fakt istnienia i to też nie całkiem obiektywnie, bo jego widzenie zabarwione jest własnymi emocjami i przekonaniami. Poza tym nie widzi istoty rzeczy tylko iluzje na jej temat.
Dopiero piąta gęstość jest poza sferą emocji, przekonań i iluzji. Czystość odbioru jedynie może zakłócić filtr własnego umysłu, który jest na czwartej gęstości. Informacja może być odebrana prawidłowo, lecz logiczny umysł zinterpretuje ją po swojemu. Zdobywanie informacji bezpośrednio z siatek informacyjnych odbiera się jako gwałtowne wtargniecie pełnej wiedzy na dany temat. Nagle wszystko staje się zrozumiale, ze wszystkimi zależnościami i skutkami. Ten rodzaj zdobywania wiedzy nazywa się doświadczeniem wglądu.
Nowy sposób poznania wywołuje zachwyt graniczący z euforią. Człowiek na nowo odkrywa świat. Wszystko go fascynuje i cieszy. Na tym poziomie człowiek może zostać geniuszem, jeżeli ma jakiś konkretny talent i zadba o niego. Wówczas efekty jego pracy będą nadzwyczajne.
Od tego momentu rozwoju staje się świadomy swojej mocy. Wychodzi mu stwarzanie pożądanej rzeczywistości. Corsup na razie jemu w tym pomaga lub przynajmniej nie przeszkadza. Wzrasta poziom odpowiedzialności, ponieważ człowiek ma świadomość prawa kosmicznego. Jednak istnieje tu pewna pułapka. Jest to poziom bardzo przyjemny i niechętnie się z niego rezygnuje. Można w nim, więc utknąć na bardzo wiele wcieleń. Poza tym istnieje niebezpieczeństwo utraty pokory i nabrania zbyt wielkiego mniemania o sobie. Tutaj można spaść na poziom dążącego do rozkładu.
Osobowość (istoty rozwijającej się a nie dążącej do rozkładu) jest "miękka" i kulturalna. Emocje są już uświadamiane i dzięki temu częściowo kontrolowane.
Wrażliwość wzrasta na, tyle, że człowiek odbiera stany emocjonalne i mentalne innych ludzi. Często osoba taka czuje wręcz "ból świata". Empatia i współczucie dla innych istot przejawia się czasami jako wręcz demonstracyjny wegetarianizm, pacyfizm i dbanie o środowisko naturalne. Człowiek na tym poziomie jest dosłownie chodząca radością. Wszystko go cieszy, wszystko akceptuje i świetnie się bawi. Chce żyć i żyje pełnią życia. Nie za bardzo smucą go nawet porażki. Z klęsk wychodzi jak feniks z popiołów. Tego poziomu dotyczy filozofia New Age. Jej głównym założeniem jest przekonanie, że człowiek wszystko może, byle miał tylko w sobie dość woli i optymizmu. Myśl jest stwórcza i wystarczy tylko chcieć a rzecz się stanie. Na tym poziomie człowiek rzeczywiście tak myśli. Zauważa sukcesy, ignoruje porażki. Sukcesy są jego autorstwa, a porażki? - nie wiadomo skąd się wzięły.
Lecz mijają wieki i corsup dojrzewa. Ewolucja upomina się o swoja schedę. Czar piątego poziomu pryska. Okazuje się, że coś tu się nie zgadza i nie o to chodzi. Obecny stan umysłu wchodzi w destrukcję. Corsup przestaje brać udział w zabawach osobowości. A gdy ta nie ma wsparcia u tego wielkiego mecenasa, przestaje odnosić sukcesy. Człowiek wpada w czarną rozpacz, i rzeczywiście ma ku temu powody. Najczęściej, bowiem wali się całe jego życie. Zaczyna się, jak to bardzo celnie nazwał św. Jan od Krzyża, - ciemna noc zmysłów. ?Dusza? odwraca się od świata i zwraca do transcendentalnego ducha. Pryskają wszystkie iluzje mocy i wielkości. Nie są one wiele warte, bo podszyte lękiem, i pychą. Okazuje się, że liczy się zupełnie, co innego. Prawdziwą moc można osiągnąć, kiedy zamieni się lęk na miłość a pychę na pokorę.
Zaczyna się doniosły proces alchemicznej transmutacji, w której ołów zamienia się w złoto i z ziemskiego jaja wykluwa się kosmiczna istota.
Człowiek zaczyna poznawać prawdziwego siebie. Okazuje się, że jego intencje były egoistyczne, a dążenia wcale nie duchowe. Rozpoczyna się walka z własnym cieniem ( z programami podświadomości). Jest to etap bardzo nieprzyjemny. Własna moc zostaje tu użyta do realizacji, tych właśnie niechcianych programów, które teraz się ujawniły. Poprzez mechanizm zwany lustrem, człowiek konfrontuje się sam ze sobą. Środowisko i sytuacje pokazują mu jego własny obraz. Potrafi to odczytać, bo już jest świadomy mechanizmów rządzących materią i energią. Stan taki ciągnie się latami. Jest to czas tak trudny, że wyczerpuje człowieka totalnie. Zupełnie odechciewa mu się walki i traci ochotę na cokolwiek. I o to właśnie chodziło w tym procesie. Zmęczenie doprowadziło wręcz do deprywacji sensorycznej. Teraz całe wnętrze jest "wyzerowane" i corsup może wejść na zaawansowany, poziom szósty.
POZIOM 6 - Mędrzeć, Poddanie
Corsup jest na poziomie samomyślącego. Człowiek już na dobre odwrócił się od planu ziemskiego. Odtąd jego jedynym pragnieniem jest dokończenie ewolucji na piątej gęstości. Ponieważ osobowość jest tutaj pod całkowitym wpływem corsupa, człowiek na ziemi odczuwa to samo. Życie postrzega jak iluzje, odrealnione zjawiska. Jak film, który jest wyświetlany obok niego. Nie identyfikuje się z nim, a tym samym, z życiem. Żyje jak pustelnik wśród ludzi. Niezrozumiany i niedoceniany. Nie zależy mu z resztą na tym, na uciechach tego świata, na jego blichtrze i aprobacie.
Funkcje umysłowe są maksymalnie rozwinięte. Jest pełne, trójwymiarowe zrozumienie. Tu opanowuje trudną sztukę nie myślenia. Można powiedzieć, ze większość czasu przebywa w stanie medytacji. Myślenia konkretnego używa tylko wtedy, kiedy musi. Wcale to nie znaczy, że jest nieprzytomny. Przeciwnie, jego bystrość umysłu i uwaga są genialne. Rzecz polega tylko na tym, że nie "miele" umysłem stale tych samych myśli. To on myśli a nie myśli myślą się same. Tak samo dzieje się z emocjami. Są tylko reakcją na bodźce. Nie są podsycane myślami i nie "kołatają się" nieskończoną ilość czasu. Od tego momentu człowiek jest całkowicie zrównoważony. Nie żądzą nim już potrzeby i pragnienia. To on decyduje o nich.
Ma całkowity dostęp do wiedzy. Już nie doświadczeniem wglądu - tak jak było to na piątym poziomie, lecz szeroka świadomość rzeczywistości utrzymuje się stale. Potrafi odczytać stany umysłowe ludzi, przewidzieć ich reakcje i przyszłe działania.
Najważniejszym odkryciem tego poziomu jest świadomość małości ludzkich spraw. Widać stąd, że sprawy te mają tylko doraźne znaczenie jako ćwiczenie dla osobowości i corsupa. Ich wynik jest nieważny. Liczy się tylko efekt rozwojowy. Jak powiedział mistrz Eckhart (wielki mistyk europejski) ?Nie ważne jest co człowiek robi, lecz ważne jest to, co to co robi, robi z człowiekiem". Na tym poziomie transcendentalna świadomość prowadzi człowieka. Nie jest on już miotany przymusami, ambicjami, dążeniami. Poddaje się wyższej woli.
"Panie, nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie."
Odtąd już nigdy nie będzie forsował swoich własnych pomysłów i nie będzie podkreślał swojego znaczenia dla świata. Jest cichy i skromny. Nie używa mocy, ani dla własnych potrzeb, ani cudzych, bo wie, że nie ma to znaczenia. Z tego poziomu wygoda się nie liczy. Ważny jest tylko rozwój i dążenie uzyskania najwyższego poziomu świadomości. Dobre jest wszystko, co temu pomaga i odwraca uwagę od zabawy w życie. Jako człowiek jest już doskonały. Jego budowanie siebie, zostało zakończone. Wchodzi już w etap autodestrukcji, jako istoty ziemskiej. Tak jak na piątym poziomie osobowość jako samodzielna istność, zanika, tak teraz i corsup staje się niepotrzebny. Oczekuje na przejście na szóstą gęstość. Procesowi temu towarzyszy ogromne rozdarcie i smutek. Trzeba, bowiem umrzeć jako człowiek. Wyrzec się wszystkich ludzkich przymiotów, z którymi było się przez tysiące lat ewolucji. Ażeby urodzić się jako istota kosmiczna, należy zabić w sobie człowieka. Jest to najbardziej koszmarne doświadczenie, jakie można przeżyć. Człowiek nie należy już do ziemi a jeszcze nie do ?nieba". Jest zawieszony w pustce. Św. Jan od Krzyża i na to nalazł znakomite określenie - ciemna noc ducha.
W takim to właśnie stanie człowiek oczekuje na oświecenie, czyli otwarcie mu drzwi do "domu Pana".
POZIOM 7 - Wyzwolenie
Corsup przed kolapsem. Koniec ewolucji w światach materialnych.
Po przejściu strasznego doświadczenia "odczłowieczenia" spotyka duchowego adepta wreszcie zasłużona nagroda. Zostaje odcięta ziemska kotwica i wykonuje on skok poza matrix, uzyskując dzięki temu absolutną wolność. Poczucie tej wolności jest wręcz euforyczne. Odtąd będzie ją odczuwał zawsze bez wzglądu na to, jakie fizyczne niewole i niedole spotkałyby go. Życie staje się z powrotem normalne. Przestają dręczyć egzystencjalne problemy. Nie dzieli już włosa na czworo i po prostu żyje. W filozofii zen mówi się, że drzewa są z powrotem drzewami, woda znowu jest po prostu wodą i można zwyczajnie wypić herbatę. Dodatkowym efektem mogącym towarzyszyć wyzwoleniu może być poczucie pseudo jedności ze wszystkim. Jest to niesamowite odczucie i największa ekstaza, jakiej może doświadczyć człowiek. Lecz stan ten trwa chwilę i jest swego rodzaju prezentem od Rdzenia. Ciągłe jego utrzymanie jest niemożliwe i niepotrzebne. Stale stan prawdziwej jedności występuje dopiero na siódmej gęstości. Pozostaje po tym przeżyciu jednak wiedza i świadomość tego jak jest naprawdę. Wiedza o tym, że wszystko ze wszystkim jest połączone i istnieje w dynamicznej równowadze. Całe stworzenie zbudowane jest z tego samego, a wszystko to, wzajemnie się przenika.
Jednak ekstazy i euforie nie są właściwą treścią wyzwolenia. Można ich doświadczyć również na każdym innym poziomie świadomości. Stany te można odczuć, gdy uda się dostroić do pewnych częstotliwości wibracji. Daje to wówczas w ciele i umyśle takie właśnie efekty. Co prawda, dostrojenie do nich jest trudne, bo są to częstotliwości będące poza zakresem tego, co człowiek standardowo odbiera.
Wyzwolenie, to stan, w którym odczuwa się głęboki, niczym niezmącony spokój. Czuje się za sobą potęgę i majestat Wszechświata. Spokój jest tak gruntowny, że nic nie może go zmącić. Gdzieś w tle stale jest stan taki, jak w głębokiej medytacji. Nie ma lęków - nawet, lub przede wszystkim, lęku przed śmiercią. Jest to przebywanie w stanie takiego komfortu wewnętrznego, że żaden komfort zewnętrzny nie jest juz niezbędny. Jest to stan bez potrzeb, pragnień, ambicji, motywacji. Czyli żadnego przymusu wewnętrznego. Wolność od przekonań daje możliwość całkowicie obiektywnego spojrzenia. Rzeczy i zjawiska widzi się takimi, jakie one są. Bez interpretacji przepuszczonej przez filtr własnych wartości. Człowiek widzi, że wszystkie konstrukcje świata są umowne. Ludzki system wartości przestaje istnieć. Zastępuje go prawo kosmiczne, w którym nie ma kategorii dobra i zła. Istnieje tylko zrozumienie. To zrozumienie jest tym, co uważane jest za miłość uniwersalną. Miłość (boska, uniwersalna, chrystusowa) to absolutna tolerancja i akceptacja. Wybaczanie a priori, i tkliwa życzliwość. Miłość ta może tylko dawać, nie oczekując nic w zamian. Z wysokości tego stanu patrzy na istoty świata, tak jak matka patrzy na swoje dzieci. Pozwala popełniać błędy i wiecznie wybacza. Człowieka wyzwolonego nie można obrazić ani skrzywdzić, ponieważ kategorie ludzkiego ?ja? już go nie dotyczą. Nie ma uczucia dumy i honoru, ale żaden człowiek nie jest w stanie uszczuplić jego poczucia własnej wartości.
Tutaj zawsze przyświeca myśl - "Panie, wybacz im, bo nie wiedza, co czynią"
Człowiek wyzwolony na pierwszy rzut oka niczym nie wyróżnia się. Nie świeci, nie lata, nie czaruje. Jest po prostu mądry, a to mogą dostrzec nieliczni. Różnicę pomiędzy nim a zwykłym człowiekiem najwyżej widzi jasnowidzący będący również na wysokim poziomie. Wyzwolenie jest ostatnią zdobyczą ewolucyjną, jaką można osiągnąć w świecie materialnym. Jest, więc to koniec ewolucji w naszym pojęciu. Wyzwoleni, jeśli się wcielają, to nie z konieczności, lecz w celu wykonania jakiegoś zadania. Przychodzą tu jako awatarowie.
Ten etap ewolucji nie jest ostatnim. Jest etapem pierwszym dalszej ewolucji, już poza formą. Jak ona wygląda? Nawet się nie domyślamy."
lustro dziękuję, ciepło się zrobiło dzięki tobie ![]()
pozdrawiam i miłego dobrego dnia
Przyszłości ![]()
absolutnie ... inspirujące i ciekawe. Do rozkminienia, przemyślenia na długo,
konstatacja własnego poziomu może zaboleć i jednocześnie wyzwolić...
cieszę się, że jesteś
Co robic jak ktorys z partnerow zdradza ? Kazdy czlowiek inna opinia... Przede wszystkim odseparowac sie , ale nie w atmosferze skandalu. Jak warunki na to pozwalaja wynajac kawalerke , wyprowadzic sie gdziekolwiek. Nie przebywac z osoba zdradzajaca , zrobic dystans , nie robic bilansu zyskow i strat , jak szlag trafil milosc nic juz jej nie odbuduje. Czym wczesniej to zrozumiesz tym szybciej wrocisz do zywych. Daj swemu partnerowi wybor i sami przeanalizujcie z kim jestescie. Nie oceniajcie , nie walczcie , nie dokladajcie. Skoro zdradza ma problem sam ze soba. Pozwolcie mu wybrac. Jak wybierze inna / innego zyczcie mu szczescia. Zacznijcie sami smakowac zycie , wreszcie wolnosc . Cieszcie sie nia. Byly partner moze wroci , ale wowczas zadajcie sobie pytanie czy warto z nim byc czy moze jednak swiat jest lepszy bez niego. Nie traktujcie zwiazku jak umowy , pozwolcie kochac i dajcie sie kochac. Macie tylko jedno zycie a umartwiacie sie pierdolami. Najwazniejsze jest zdrowie , milosc lata za oknem jak szalona , otworzcie swe zatwardziale serca i wpuscie w nie radosc i szczescie. Placzcie tylko wtedy gdy ktos bliski umrze. Cieszcie sie zyciem poki jest....
dobra23 napisał/a:ja mam też jedno życie i to życie do tamtego roku było fajnym życiem
nie potrafiłam tego tak ciachnąć...Dobra moja kochana, ale zauważ co sama napisałaś!
Czas przeszły... Twoje życie BYŁO dobre!
Twój mąż nadal gra na dwa fronty. W końcu czy usłyszalas od niego,że tamta to już przeszłość?
Że jej nie kocha? Że kocha tylko ciebie? Ze zrobi wszystko, aby odzyskać Twoje zaufanie? Odpowiedź sobie szczerze na te pytania.
Z tego co wyczytuje z Twoich wpisów, to on wciąż w kółko kręci się wokół tego swojego pogubienia, roztrząsa te swoje rozmemłanie.
Kochana minął rok. Uczciwie sobie odpowiedz, czy jesteś szczęśliwsza? Czujesz się dobrze w swoim małżeństwie? Widzisz światełko w tunelu?
Czujesz miłość z jego strony? Troskę? Chęć wynagrodzenia Tobie?p.s
Twoje życie może być dobre Dobra. Uwierz w to, że bez niego, też może być dobre. Inne, ale dobre.
Ściskam mocno.
MoniaCo tak, to czas przeszły,dotarło do mnie po długim czasie,
i odpowiedziałam sobie na te pytania, najszczerzej jak mogłam przed samą sobą
nie piszę tego tutaj...jeszcze
wiem, że moje życie może być dobre, chcę w to wierzyć, jeszcze się boję, to strach przed nieznanym, przed trudnościami.
Lex, a chroń mnie Panie Boże przed facetem, który myśl że jest w stanie domyśleć się czego ja oczekuję. Czy ja jakaś niedorozqinieta , czy nie mowa i to bez znajomości języka migowego, czy coś ? Potrafię mówić i wystarczy zapytać, a jak by tak niespodziankę chciał mi zrobić, to też nie musi sobie wyobrażać, czy domysłów czynić. Nie na darmo Boża dała jedne usta i dwoje uszu i to wam facetom znacznie większe, co daje do myślenia.
![]()
Dobra trzymam za ciebie kciuki, bo jak mniemam, nie jest ci teraz lekko.
Kachna w kwestii wielkości uszu, kto ma większe a kto ma większe to bym z Tobą polemizował
.
Moja lubi jak wychodzę naprzeciw jej oczekiwaniom i domyślam się czego ona oczekuje.
Ja " nie skakałem z kwiatka na kwiatek" więc nie mam skali porównawczej co do postępowania kobiet. Wiem jaka jest żona i wspólnie spędzone z lata pozwoliło mi na wypracowanie pewnych zasad postępowania z nią.
Natomiast ( jeżeli Twoje ostatnie zdanie w tym poście dotyczyło mnie a nie Dobrej) czy nie jest mi teraz lekko, to powiem Ci, że kiedyś było gorzej i to znacznie i dlatego znalazłem się na tym Forum.
Teraz to jest bajka co nie uznacza, że spocząłem na laurach.
Nie nie spocząłem i wierz, że każdego dnia " walczę " o Nas bo chcę, bo mi na niej, na Nas zależy, bo moje uczucie do niej nie wiem czy nie jest większe od tego jakim ją darzyłem wcześniej.
Dobra trzymam za ciebie kciuki, bo jak mniemam, nie jest ci teraz lekko.
DO Dobrej 23, ,ale fajnie że zechciałeś również odnieść się do tego, nawet jak przypadkiem.
Moja lubi jak wychodzę naprzeciw jej oczekiwaniom i domyślam się czego ona oczekuje.
Ja " nie skakałem z kwiatka na kwiatek" więc nie mam skali porównawczej co do postępowania kobiet. Wiem jaka jest żona i wspólnie spędzone z lata pozwoliło mi na wypracowanie pewnych zasad postępowania z nią.Teraz to jest bajka co nie uznacza, że spocząłem na laurach.
Nie nie spocząłem i wierz , że każdego dnia " walczę " o Nas bo chcę, bo mi na niej, na Nas zależy, bo moje uczucie do niej nie wiem czy nie jest większe od tego jakim ją darzyłem wcześniej.
Brrr same stwierdzenie "walczę o ...." powoduje, że jestem zmęczona, i mi się odechciewa. Wiem że w twojej wypowiedzi to tylko słowa, które mają pod spodem, troskę, miłość i chęć bycia razem, ale.... Problem polega na tym, że nasz umysł nie zawsze jest w spółce z podświadomością i tak jak dla niego słowa są tylko zlepkiem liter, które mają coś tam przekazać, o tyle podświadomość nie myśli , ona korzysta z doświadczeń . I tak "walka" jest męcząca, grozi przegraną, i moż boleć, no to podświadomość podpowiada "nie jest dobrze, ewakuuj się". I mamy konflikt z którego często nawet nie zdajemy sobie sprawy.Często podszepty podświadomości mylone z intuicją uniemożliwiają podjęcie decyzji, lub powodują,że źle wybieramy. To dlatego pary wracają do starych zachowań sprzed kryzysu, bo podświadomość mówi "tam mi było dobrze" . No tak , ale coś musiało być nie tak, bo to "dobrze" przeszło w źle.
Za niedocenianie siły słów można słono zapłacić. Afirmacje to nie tylko mówienie miłych słów, to również unikanie tych negatywnych.
Moja propozycja dla ciebie "codziennie sprawiam, że moje małżeństwo jest lepsze" ![]()
Przyszłość nie wiem skąd to wytrzasnęłaś, ale jest to genialne i odnajduję tam siebie.
no nie wiem, czy tak jest kachna
myślę, że to bardziej złożone jednak
afirmacje bywają niezłe, jednak niekiedy wprowadzają nas na ścieżkę konfliktu, bo staramy się poprzez nie zaczarować rzeczywistość w której się dusimy
ale twój przykład afirmacji jest ok
chociaż ja dla dobrej proponowałabym afirmację tylko dla niej
małżeństwo, to dwie osoby, staram się więc za dwie?
no nie wiem, czy tak jest kachna
myślę, że to bardziej złożone jednakafirmacje bywają niezłe, jednak niekiedy wprowadzają nas na ścieżkę konfliktu, bo staramy się poprzez nie zaczarować rzeczywistość w której się dusimy
ale twój przykład afirmacji jest ok
chociaż ja dla dobrej proponowałabym afirmację tylko dla niej
małżeństwo, to dwie osoby, staram się więc za dwie?
In-ka ależ oczywiście że to bardziej złożony problem i na pewno nie wyczerpałam tematu. Ale cóż,nie było moim zamiarem robić wykładów. Jak ktoś chce to są książki na ten temat, a wujcio Google też posiada sporą wiedzę. ![]()
In-ka masz rację, że użycie złych afirmacji, może przynieść tyle samo złego co dobre afirmacje dobrego. Dlatego trzeba być ostrożnym przy tworzeniu afirmacji, lub korzystać z gotowców. Błędne jest natomiast myślenie, że afirmacje mają zmieniać ,czy zaczarować
rzeczywistość. Afirmacje mają nas wyzwolić z przekonań które są nam narzucone przez rodziców, szkłę, męża, społeczeństwo siebie ,czy kogo tam jeszcze wymyślisz.
A co do proponowanej afirmacji dla Dobrej , to cóż..... ![]()
Ja proponowałabym np takie:
Jestem silna, zaradna, potrafię zadbać o siebie, dam sobie radę. Czyli zamiana złych przekonań na dobre,
dzisiaj, teraz czuję.... że odskoczyłam.... że jestem o lata świetlne od tego dlaczego kiedyś czułam to co czułam,
nie wiem czy to tylko dzisiaj, czy tak już zostanie
czuję wolność (taką wewnętrzną), może jej zapowiedź
dzisiaj czuję: JA, JA, JA ![]()
egoizm, to co ja chcę
nie czuję się przegraną, nie wstydzę się błędów, chyba nawet nie potrafię ocenić swoich decyzji w kategorii błędów,
dzisiaj patrzę i mówię to była moja droga i to była dobra droga choć bolesna,
dzięki niej jestem dzisiaj w tym punkcie w którym jestem
to nie jest radość to jest wolność
mam nadzieję, że to uczucie nie jest przejściowe
A co do proponowanej afirmacji dla Dobrej , to cóż.....
Ja proponowałabym np takie:
Jestem silna, zaradna, potrafię zadbać o siebie, dam sobie radę. Czyli zamiana złych przekonań na dobre,
dzisiaj tak się czuję, że nie potrzebuję afirmacji, nie potrzebuję niczego powtarzać w myślach,
dzisiaj czuję całą sobą: "Jestem silna, zaradna, potrafię zadbać o siebie, dam sobie radę".
czy ja może coś paliłam ![]()
Dobra, bo to jest prawda. Jesteś silna, zaradna, potrafisz zadbać o siebie i dasz sobie radę:)
Silna - czyli elastyczna i potrafiąca się dostosować
silna czyli podejmująca decyzje najlepsze dla siebie
silna czyli żyjąca w zgodzie sama ze sobą
dzięki,
i jeszcze coś:
NIE MUSZĘ KOCHAĆ!
ON MNIE NIE MUSI KOCHAĆ!
I NIE MUSZĘ SIĘ TEGO BAĆ!
niby banał, niby wiem, wiedziałam ale odczucie tego prawdziwie, strach zniknął.
szaleje we mnie egoizm
dzięki,
i jeszcze coś:
NIE MUSZĘ KOCHAĆ!
ON MNIE NIE MUSI KOCHAĆ!
I NIE MUSZĘ SIĘ TEGO BAĆ!niby banał, niby wiem, wiedziałam ale odczucie tego prawdziwie, strach zniknął.
szaleje we mnie egoizm
dobra---spokojnie, tylko w tym wytrwaj.Nie nakrecaj się, podchodz do sprawy z dystansem, bo wiesz, po wyżynach przychodzą niziny, więc zapamiętaj sobie twój stan Twoje podejście jakie masz teraz na przyszłośc. Dojrzejesz pomału.Dopuszczenie rozumu do emocji również wskazane.
Powodzenia:)
dzięki rossanka,
dojrzewałam od dawna
i mój rozum już dawno doszedł do jakiegoś punktu.. .a czekał na serce.
Tylko widzisz to nie chodzi o to, że teraz w euforii coś zadecyduję. Ja jestem rozsądna.
To chodzi o prawdziwą wolność decyzji, którą odczuwam teraz.
Trwaj chwilo....
dzięki rossanka,
dojrzewałam od dawna
i mój rozum już dawno doszedł do jakiegoś punktu.. .a czekał na serce.Tylko widzisz to nie chodzi o to, że teraz w euforii coś zadecyduję. Ja jestem rozsądna.
To chodzi o prawdziwą wolność decyzji, którą odczuwam teraz.
Trwaj chwilo....
Jeśli tak , to wszystko w porz adku.
Życie jest za któtkie, aby marnować je na tęsknotę za czymś co było fajne ale właśnie "było".
Co będzie nie wiemy.Ale dlaczego nie miałoby się jeszcze nie ułożyć?
dzięki,
i jeszcze coś:
NIE MUSZĘ KOCHAĆ!
ON MNIE NIE MUSI KOCHAĆ!
I NIE MUSZĘ SIĘ TEGO BAĆ!niby banał, niby wiem, wiedziałam ale odczucie tego prawdziwie, strach zniknął.
szaleje we mnie egoizm
Dobra może jestem upie. ......wa, ale mam nadzieję że mi wybaczysz . Mózg nie przekazuje do podświadomości słowa "nie".Dlatego proponuję
MOGĘ BYĆ SZCZĘŚLIWĄ
KOCHAM SIEBIE
MOJE ŻYCIE ZALEŻY ODE MNIE
TO JA DECYDUJE KOGO KOCHAM KTO JEST PRZY MNIE TO JA DECYDUJĘ CO JEST DLA MNIE DOBRE
Dobra afirmacja to taka która mówi o tym co chcesz osiągnąć a nie czego nie chcesz.
dzisiaj, teraz czuję.... że odskoczyłam.... że jestem o lata świetlne od tego dlaczego kiedyś czułam to co czułam,
nie wiem czy to tylko dzisiaj, czy tak już zostanie
czuję wolność (taką wewnętrzną), może jej zapowiedź
dzisiaj czuję: JA, JA, JA
egoizm, to co ja chcęnie czuję się przegraną, nie wstydzę się błędów, chyba nawet nie potrafię ocenić swoich decyzji w kategorii błędów,
dzisiaj patrzę i mówię to była moja droga i to była dobra droga choć bolesna,
dzięki niej jestem dzisiaj w tym punkcie w którym jestem
to nie jest radość to jest wolność
mam nadzieję, że to uczucie nie jest przejściowe
Wspaniale Dobra ![]()
Dla obecnego stanu ducha warto było przejść tę długą drogę.
Uwolniłaś się...od własnych przekonań.
Nic nie musisz, nic nie powinnaś, ale możesz chcieć.
Jesteś WOLNYM CZŁOWIEKIEM.
dobra23 napisał/a:dzięki,
i jeszcze coś:
NIE MUSZĘ KOCHAĆ!
ON MNIE NIE MUSI KOCHAĆ!
I NIE MUSZĘ SIĘ TEGO BAĆ!niby banał, niby wiem, wiedziałam ale odczucie tego prawdziwie, strach zniknął.
szaleje we mnie egoizm
Dobra może jestem upie. ......wa, ale mam nadzieję że mi wybaczysz . Mózg nie przekazuje do podświadomości słowa "nie".Dlatego proponuję
MOGĘ BYĆ SZCZĘŚLIWĄ
KOCHAM SIEBIE
MOJE ŻYCIE ZALEŻY ODE MNIE
TO JA DECYDUJE KOGO KOCHAM KTO JEST PRZY MNIE TO JA DECYDUJĘ CO JEST DLA MNIE DOBREDobra afirmacja to taka która mówi o tym co chcesz osiągnąć a nie czego nie chcesz.
kachna i teraz w punkt
tak - dokładnie tak !
i dobra nie ma słowa muszę, wyrzuć je teraz ze swojego słownika
i zobacz jak inaczej brzmi to, co napisałaś
nie chcę kochać...
on nie chce mnie kochać...
i nie chcę się tego bać ...
napisałam to dlatego, żeby pokazać o co chodzi, jak jednak SŁOWO jest ważne i UKŁADA nam myśli
a teraz zmienię kolejność
on nie chce mnie kochać
nie chcę kochać
i nie chcę się tego bać
i jesteś w tym miejscu dobra - właśnie w tym miejscu
Kachna, nie jesteś up...wa i wybaczam ![]()
masz rację.
To nie są moje afirmacje, nie powtarzam tego w myślach, tak po prostu czuję dzisiaj,
ale rozumiem, że gdy uświadamiam to sobie, to lepiej wszystkie "nie" poprzerabiać...
JESTEM WOLNYM CZŁOWIEKIEM
I MOJE ŻYCIE ZALEŻY ODE MNIE
Przyszłość ![]()
dziękuję ci za wszystko
Inka, wielkie dzięki
Dobra cieszę się, że czujesz się dobrze, ale nie spoczywaj na laurach. Z moich doświadczeń wiem, że to stan przejściowy , oczywiście u ciebie nie musi być tak samo.
Ja na początku jak wchodziła w takie euforyczne stany odpuszcałam sobie pracę sobą, a jak wpadałam w dół to ciężko mi było zajmować się sobą.
Wiesz DObra zasłużyłaś na to aby zajął się tobą ktoś najważniejszy dla ciebie, czyli TY SAMA.
normalnie sekta....
normalnie sekta....
Nieeee
CZAROWNICE co to na ten wątek zlatują się na sabat.
normalnie sekta....
dlaczego tak uważasz?
możesz odpowiedzieć na moje pytanie
pitagoras napisał/a:normalnie sekta....
dlaczego tak uważasz?
możesz odpowiedzieć na moje pytanie
Tak to widzę:
Dobra tygodniami siedzi w kwiecie lotosu, wpatruje się w czarny punkt na ścianie, po czym stwierdza:
NIEBO JEST NIEBIESKIE
Czereda współwyznawczyń zaczyna szczytować: ''wow, Dobra, zauważyłaś że niebo jest niebieskie!Ale bomba, teraz to już z górki!
Mija kolejnych kilka tygodni, po czym Dobra zauważa, że to jednak nie niebo i nie niebieskie, tylko chyba trawa i chyba jest zielona.
Kolejny miesiąc i odkrycie:
TRAWA JEST ZIELONA
I znów orgia, znów zachwyty i w ogóle, teraz to już wszystko jasne i problemy w zasadzie rozwiązane.
Tylko że nic z tego nie wynika.Nic, absolutnie nic.
No sorry, ja tak postrzegam ten wątek.
Tylko że nic z tego nie wynika.Nic, absolutnie nic.
No sorry, ja tak postrzegam ten wątek.
Powiem tak, Dobra pewnie jeszcze nie jeden raz powtórzy schemat, góra-dół i dzięki Bogu. Pewnie Ty nie rozumiesz czemu dzięki Bogu, a Ja nie mam ochoty Tobie tłumaczyć. Ale możesz coś z tym zrobić i to masz spory wybór.
-możesz nadal usiłować obrażać,
-możesz spróbować zrozumieć
-możesz przestać "postrzegać"
Tak jak każdy z Nas ma wybór.
Tylko że nic z tego nie wynika.Nic, absolutnie nic.
No sorry, ja tak postrzegam ten wątek.
nie zgadzam się z tobą
tzn ja rozumiem, że ty tak postrzegasz ten wątek, ok
ale nieprawdą jest, że nic się nie zmienia i nic nie wynika z rozmów tutaj
powiem inaczej - nic nie stoi w miejscu, nic nie trwa niewzruszone
dla mnie ten wątek jest wymianą ciekawych myśli i uwag o życiu, postrzeganiem świata z różnych jego stron i w wielu wymiarach a także aspektach
a co do autorki - ktoś w innym wątku napisał: brak wyboru jest też...wyborem ![]()
i jeszcze jedno spostrzeżenie,
najgorsza w życiu jest - obojętność, wtedy wszystko się kończy, wtedy już nic z tego, jak piszesz nie wynika...
siedzę czy nie siedzę na kwiecie lotosu ?
nie ważne
ważne, że czuję spokój, którego nie czułam od dawna,
że na dzisiaj doszłam z sobą do porządku
a decyzje, działania ... plan wdrożenia (Endi
)
ale nie popędzam siebie, nie czuję przymusu,
czuję się wolna i to mnie cieszy
gdybym "ciachnęła" czy byłabym w tym samym punkcie ?
nie wiem, może tak może nie.
Kto chce to zrozumie a jak nie chce to przecież nie musi ![]()
"Moje serce to jest muzyk , który zwiał z orkiestry, bo nie z każdym umie grać".
Brawo Dobra .
Moja droga ja tak zylam ze swoim bylym mezem 2 lata w totalnym zawieszeniu.. Jak mu sie nie ukladalo z tamta był dla mnie ciepły jak było tam ok miał ogromny dystans... Ja zylam nadzieją że miłość zwycięży wszystko i co? Nic .. Przez dwa lata ucinalam pepowine bo mąż był psem ogrodnika dziś nie ma nic ani mnie ani jej ... Bądź stanowcza nie licz na cud .. Do niczego go nie zmusisz chocbys stawala na rzesach.. Musi dostać obuchem żeby zrozumieć... Wiem że to ciezkie ale zajmij się soba wychidz sobie gdzie chcesz kiedy chcesz bedzie zazdrosny jak się spyta powiedz że już nie powinno go to interesować. Dajac mu otwarte drzwi zawsze bedzie wiedzial że Ciebie moze mieć zawsze.. Daj mu do zrozumienia że nie ![]()
"Moje serce to jest muzyk , który zwiał z orkiestry, bo nie z każdym umie grać".
Brawo Dobra .
Kachna, skąd ty bierzesz na poczekaniu takie teksty?
twoje neurony, skojarzenia, odniesienia...wow!
zazdroszczę ![]()
normalnie sekta....
Pitagoras, ale mnie ubawiłeś. Dzięki ![]()
Ale fajnie czasami zobaczyć jak odbierają nas ludzie z inną...percepcją.
Pozdrawiam
Przyszłość tu nie chodzi o inną percepcję tylko o nazwanie rzeczy po imieniu..
Dobra dorabia teorię na temat tego, że nic nie robi, aby coś zmienić w swoim związku..
stoi w miejscu, ale w jednym ma rację, ona nic nie musi..
Może dalej tak trwać przez kolejne lata..
Nikt nie mówi, że to złe - mnóstwo kobiet tak ma i jakoś sobie radzą..
smutne to..
kachna66 napisał/a:"Moje serce to jest muzyk , który zwiał z orkiestry, bo nie z każdym umie grać".
Brawo Dobra .Kachna, skąd ty bierzesz na poczekaniu takie teksty?
twoje neurony, skojarzenia, odniesienia...wow!
zazdroszczę
Tak już mam
inteligentna bestia jestem
Ktoś kiedyś powiedział "łatwiej jest posiąść sztukę pamiętania niż zapominania". Czyli łatwe te pamiętanie:)
Przyszłość tu nie chodzi o inną percepcję tylko o nazwanie rzeczy po imieniu..
Dobra dorabia teorię na temat tego, że nic nie robi, aby coś zmienić w swoim związku..
stoi w miejscu, ale w jednym ma rację, ona nic nie musi..
Może dalej tak trwać przez kolejne lata..
Nikt nie mówi, że to złe - mnóstwo kobiet tak ma i jakoś sobie radzą..smutne to..
Nie zgodzę się z Tobą takata ...w kwestii percepcji.
Bo to, że dla jednych praca nad sobą to "nic się nie dzieje",to dla innych może oznaczać ogromną zmianę.
Przyszłość tu nie chodzi o inną percepcję tylko o nazwanie rzeczy po imieniu..
Dobra dorabia teorię na temat tego, że nic nie robi, aby coś zmienić w swoim związku..
stoi w miejscu, ale w jednym ma rację, ona nic nie musi..
Może dalej tak trwać przez kolejne lata..
Nikt nie mówi, że to złe - mnóstwo kobiet tak ma i jakoś sobie radzą..smutne to..
Powiem tak , spokojny człowiek ze mnie i niewiele rzeczy mnie rusza i te słowa tez nie są w stanie mnie tego zrobić , ale pobudzily mnie do takiej oto refleksji. Wiele osób z takim zdaniem jw uzna że Dobra pójdzie na przód tylko wtedy jak wykopie wreszcie tego brzydkiego męża, a to ze Ona mówi "czuje się dobrze" jest nie ważne, to że patrzy na to gdzie jej będzie lepiej też nie ważne, to że jej wybory są oparte o to czego Ona chce w ogóle nie istotne. To ja się pytam kto tu stoi w miejscu, kto jest ograniczony. Bo czym jest szczęście? Ile ludhhzi tyle definicji i każda jest inna, każda własną jedyna niepowtarzalna, ktoś kto myśli że jego sposób będzie pasował do innych jest mocno ograniczony, i nie daj Boże aby zmieniły się jego świat .
"Dajmy ludziom być szczęśliwym według jego uznania "
Poza tym nikt kto ogranicza się do myślenia pt.-nie wykonała stoi w miejscu- nie zauważy jak Dobra się zmienila.
Sporo jest tu historii w których M został wysłany w niebyt a dalej rządzi życiem żony. Cały świat się w koło niego kręci, jeden SMS potrafi rozwalić emocjonalnie na tydzień, ale to nie ważne, wykonała to idzie do przodu, nawet jak że sobą nic nie robi.
To Ja pytam co to znaczy iść do przodu? Bo może to , ja coś nie kapuję?
stoi w miejscu
nic nie stoi w miejscu, dlatego nie masz racji
wszystko podlega zmianie
nie wszyscy w ten sam sposób postrzegają rzeczywistość,
i to wcale nie jest smutne
to jest fantastyczne
zapamiętałam kiedyś słowa tutaj napisane, bodajże przez kachnę albo jeszcze inne osoby,
że nie ważne czy będę z mężem czy nie, ważne jaka ja wyjdę po tej całej sytuacji.
Mogłam wywalić męża, myśląc (do wyboru: a masz zobacz jak ci jest bez nas, zobacz czego chcesz ty, w samotności może w końcu to odkryjesz, tak mnie zraniłeś i nie jesteś mnie wart, już cię nie chcę, itd).
Może on faktycznie odkryłby czego chce naprawdę, może by się ocknął albo odwrotnie utwierdził, że tak jest dobrze.
Ale postawiłabym się wtedy na pozycji "MUSZĘ" bo tak trzeba, postawiłabym się na pozycji wyczekiwania: a co on teraz zrobi?
postawiłabym sie też na pozycji ofiary gdyby jednak nie zechciał wrócić.
Ale wtedy nie było we mnie prawdziwego "CHCĘ"
Było we mnie logiczne myślenie, planowanie, próby bycia konsekwentną.
I właśnie to, że jednak przesuwałam granice wymusiło we mnie by pochylić się nad własnymi ograniczeniami, źródłami strachu.
Pytałam siebie : "Dlaczego nie potrafię chcieć?, przecież chcę chcieć i wiem, że to najrozsądniejsze wyjście...."
I właśnie ta droga (przez wielu oceniana że to żadna droga tylko dreptanie w miejscu), pozwoliła mi odkryć że już mogę chcieć i nie ma w tym żadnego strachu.
dla mnie "dobrej" to skok ... wow
takata napisał/a:Przyszłość tu nie chodzi o inną percepcję tylko o nazwanie rzeczy po imieniu..
Dobra dorabia teorię na temat tego, że nic nie robi, aby coś zmienić w swoim związku..
stoi w miejscu, ale w jednym ma rację, ona nic nie musi..
Może dalej tak trwać przez kolejne lata..
Nikt nie mówi, że to złe - mnóstwo kobiet tak ma i jakoś sobie radzą..smutne to..
Powiem tak , spokojny człowiek ze mnie i niewiele rzeczy mnie rusza i te słowa tez nie są w stanie mnie tego zrobić , ale pobudzily mnie do takiej oto refleksji. Wiele osób z takim zdaniem jw uzna że Dobra pójdzie na przód tylko wtedy jak wykopie wreszcie tego brzydkiego męża, a to ze Ona mówi "czuje się dobrze" jest nie ważne, to że patrzy na to gdzie jej będzie lepiej też nie ważne, to że jej wybory są oparte o to czego Ona chce w ogóle nie istotne. To ja się pytam kto tu stoi w miejscu, kto jest ograniczony. Bo czym jest szczęście? Ile ludhhzi tyle definicji i każda jest inna, każda własną jedyna niepowtarzalna, ktoś kto myśli że jego sposób będzie pasował do innych jest mocno ograniczony, i nie daj Boże aby zmieniły się jego świat .
"Dajmy ludziom być szczęśliwym według jego uznania "
Poza tym nikt kto ogranicza się do myślenia pt.-nie wykonała stoi w miejscu- nie zauważy jak Dobra się zmienila.
Sporo jest tu historii w których M został wysłany w niebyt a dalej rządzi życiem żony. Cały świat się w koło niego kręci, jeden SMS potrafi rozwalić emocjonalnie na tydzień, ale to nie ważne, wykonała to idzie do przodu, nawet jak że sobą nic nie robi.
To Ja pytam co to znaczy iść do przodu? Bo może to , ja coś nie kapuję?
Kachna - o tym piszę..
Jak się zmieniła Dobra? Myślisz, ze jeśli jej mąż po raz kolejny zacznie sms-ować z kochanką to jej to nie dotknie, nie zrani??
Zrani ją i to mocno i będzie ją ranić za każdym następnym razem..
Dobra pisze, że pracuje nad sobą, że się lepiej czuje, że stawia na siebie i obserwuje..
OK, może to jest terapia, ale fakty są takie, że w jej życiu nie zmieniło się nic..
On nie zdał egzaminu, a ona jest mu dalej bezgranicznie wierna i lojalna ( nie mówi nic o treści ich rozmowy, bo mu obiecała )
Szanuje ją za to i nie potępiam jej zachowania, ale zniekształcanie faktów, to hipokryzja..
Natomiast prawda jest taka, że to Dobrej ma być lepiej i to jej wybory, do których ma prawo..
Inka - smutno mi, że im się nie udało..
Dobra, mimo, że piszesz, iż myślisz o sobie, o swoich odczuciach, ciągle bije z Twoich postów myślenie co ON zrobi, co ON pomyśli, jak ON to odbierze.
Gdybyś go wywaliła z domu, to tylko dlatego, żeby ON coś zrozumiał, żeby ON coś poczuł, i czekałabyś...i czekała... i czekała co ON postanowi, co ON na to powie.
Nie ma w tym Dobrej...wciąż, nadal... nie ma.
Nie Monia,
wiem i rozumiem ciebie dlaczego tak myślisz, dlaczego tak to oceniasz,
no ale właśnie CZAS PRZESZŁY: gdybym, to, tamto... to ON..., ON, ON
domyślam się czego część tutaj oczekuje: CZYNÓW, DZIAŁAŃ, DEKLARACJI
a ja spokojnie układam plan wdrożenia zmian,
jestem spokojna
odcięłam pępowinę własnych przekonań i strachów tak czuję (zapewne nie raz zwątpię jak piszą dziewczyny)
ale czuję, że wskoczyłam gdzieś dalej, na inny etap.
Może tam nigdy nie dotrą te, które potrafiły "ciachnąć" ale dalej czują się skrzywdzone lub mają inne problemy.
Wiem, dobrze napisał Pitagoras, że trzeba ciachnąć stan zawieszenia.
Mój stan zawieszenia wynikał z różnych rzeczy, przede wszystkim z własnego strachu.
Tego stanu zawieszenia już nie ma.
Monia nie mam pojęcia gdzie TY widzisz te kręcenie się Dobrej wkoło M . Owszem czasem coś tam o nim pisze, ale jak zechcesz zauważyć to zobaczysz że są to odpowiedzi na pytania. Myślę że nie jestes jedyna ktora tak sadzi, ale proponuję poczytać posty Dobrej na początku i teraz , ja to zrobiłam i nie widzę tu kręcenia Dobrej wokół M. Ale być może to ja się mylę , proszę zacytuj jakieś wypowiedzi Dobrej które o tym świadczą.
Monia,
Ja widzę dzisiaj Dobrą zupełnie inaczej niż Ty.
W mojej opinii ona stała się spójna.
Spójność jest stanem, gdzie wszystko co się robi, jest tym, czego się chce, gdzie akceptuje się wszystko, co się dzieje, gdzie ma się zdrowe poczucie własnej wartości.
Dobra nie zmarnowała, ale wykorzystała wiele czasu na głębsze odkrywanie własnej psychiki, co umożliwiło jej dojście do tego, od czego uciekła, do negatywnych emocji, do braku akceptacji, do szukania szczęścia na zewnątrz.
takata, wierność i lojalność nie służą nikomu, służą tylko mnie samej...
nie ma znaczenia, co zrobi mój maż
ale to, czy ja bedę uczciwa, szczera, prawdziwa i lojalna, świadczy tylko i wylącznie o mnie. i ze mną zostanie
mąż mnie zdradził takaja
ale to ja, a nie on, wyszłam z tego z czystym sercem, przekonaniem, ile jestem warta i na co zasługuję
między innymi dlatego, bo byłam uczciwa w tym co robiłam
jemu też się udało, ale dlatego, bo był uczciwy wobec mnie i gotów na konsekwencje tej zdrady
wybrał, okreslił i się i troszczył o to, co uznał za wazne
i o to chodzi'
Kachna - o tym piszę..
Jak się zmieniła Dobra? Myślisz, ze jeśli jej mąż po raz kolejny zacznie sms-ować z kochanką to jej to nie dotknie, nie zrani??
Zrani ją i to mocno i będzie ją ranić za każdym następnym razem..
Dobra pisze, że pracuje nad sobą, że się lepiej czuje, że stawia na siebie i obserwuje..
OK, może to jest terapia, ale fakty są takie, że w jej życiu nie zmieniło się nic..
On nie zdał egzaminu, a ona jest mu dalej bezgranicznie wierna i lojalna ( nie mówi nic o treści ich rozmowy, bo mu obiecała )
Szanuje ją za to i nie potępiam jej zachowania, ale zniekształcanie faktów, to hipokryzja..
Natomiast prawda jest taka, że to Dobrej ma być lepiej i to jej wybory, do których ma prawo..Inka - smutno mi, że im się nie udało..
Oczywiście, że nie będą jej obojętne jego SMS do innej kobiety.
A jej M nie zdał egzaminu jak pozwolił sobie na romans , cala reszta to tego skutek.
Bardzo bym chciała wiedzieć gdzie ty widzisz te zniekształcanie faktów?
Ona , jest mu bezgranicznie wierna. Hm ja to widzę tak , jeżeli ja nie potrafię się oderwać od mojego M i cały mój świat na nim wisi to zgodzę się z tym twierdzeniem. Ale jak Ja jestem wolna od tego co On , to jestem bezgranicznie wierna sobie i jak obiecałam to nie będę sobie robić z twarzy tyłu. I to bez względu na to co robi M , czy ktokolwiek inny.
Konfucjusz powiedział "kiedy widzisz dobrego człowieka staraj się robić tak jak On.
Gdy widzisz złego to zastanów się nad sobą "
I chyba o to wszystko się rozbija , chętniej i łatwiej jest oceniać niż zastanowić się nad sobą.
takata, wierność i lojalność nie służą nikomu, służą tylko mnie samej...
nie ma znaczenia, co zrobi mój maż
ale to, czy ja bedę uczciwa, szczera, prawdziwa i lojalna, świadczy tylko i wylącznie o mnie. i ze mną zostaniemąż mnie zdradził takaja
ale to ja, a nie on, wyszłam z tego z czystym sercem, przekonaniem, ile jestem warta i na co zasługuję
między innymi dlatego, bo byłam uczciwa w tym co robiłami o to chodzi'
Telepatia czy cóś ![]()
Nie Monia,
wiem i rozumiem ciebie dlaczego tak myślisz, dlaczego tak to oceniasz,
no ale właśnie CZAS PRZESZŁY: gdybym, to, tamto... to ON..., ON, ONdomyślam się czego część tutaj oczekuje: CZYNÓW, DZIAŁAŃ, DEKLARACJI
a ja spokojnie układam plan wdrożenia zmian,
jestem spokojna
odcięłam pępowinę własnych przekonań i strachów tak czuję (zapewne nie raz zwątpię jak piszą dziewczyny)
ale czuję, że wskoczyłam gdzieś dalej, na inny etap.
Może tam nigdy nie dotrą te, które potrafiły "ciachnąć" ale dalej czują się skrzywdzone lub mają inne problemy.Wiem, dobrze napisał Pitagoras, że trzeba ciachnąć stan zawieszenia.
Mój stan zawieszenia wynikał z różnych rzeczy, przede wszystkim z własnego strachu.
Tego stanu zawieszenia już nie ma.
Nie oceniam dobra, tylko widzę siebie z takiego samego etapu w jakim jesteś teraz.
Tak czuję, że wciąż się łudzisz, że się opamięta, że powie Ci, to co ja sama chciałam usłyszeć od mojego byłego.
Ale jeśli się mylę, zwracam honor.
p.s
Tak mi się nasunęło...
Dobra nie pisze o wszystkim, z powodu lojalności wobec męża. Nie mamy pełnego obrazu sytuacji, nie wiemy, co odpowiedział jej na zadawane przez nią pytania.
I w sumie trudno skomentować plan wdrażania zmian przez dobrą, bo nie wiadomo jaki kierunek one obiorą.
A co do ciachnięcia czy nie ciachnięcia....czy się zrobi tak, czy siak, skrzywdzenie będzie faktem. Pytanie tylko co z tym faktem zrobisz.
Moje drogie Panie
Rozumiem, że macie większe doświadczenie, wiecie lepiej i macie cudowną empatię ale inni widzą to inaczej bez emocji, bez wirtualnego altruizmu i jedynie słusznych poglądów i racji..
Moje spojrzenie a to co się dzieje u Dobrej jest takie, że nie dzieje się nic..
Przez rok czasu maż Dobrej nie zmienił swojej postawy, nie daje jej tego co ona pragnie, nie uszanował uczuć i dalej kontaktował się ze swoja byłą.
I MoniaCo ma rację, dalej wszystko się kreci koło niego..
Postawa Dobrej to tak jakby kucharz z jadłospisu zabrał Wam mięso i konsekwentnie go nie dawał mimo próśb i żądań!!
Jedni będą dawać nagany kucharzowi aż w końcu go zwolnią a inni przejdą na wegetarianizm..
Tak właśnie stwierdziła Dobra, że w końcu lubi kuchnie wegetariańską bo jest dla niej zdrowsza..
Może Dobra się zmieniła, ale jej życie nie, więc po co takie zmiany?
Endi, sorki, ale każda dyskusja z Tobą kończy się na tym jak to jest u Ciebie i co Tobie służy..
U Ciebie było inaczej, Twój mąż zawalczył!!
takata dzięki i proszę pisz bo trzeba z różnych stron popatrzeć na swoją sytuację
chcę się odnieść do tego:
(...)
Może Dobra się zmieniła, ale jej życie nie, więc po co takie zmiany?
a ja myślę, że jeśli ja się zmieniłam to moje życie automatycznie też, nawet jeśli żadne ruchy personalno przeprowadzkowe nie zostały jeszcze wykonane.
Te zmiany one mi pomogą teraz ale myślę, że wpłyną też na to co będzie potem, nie tylko w odniesieniu do mojego małżeństwa.
a po co takie zmiany?
Mam nadzieję, że jest tak jak napisała Przyszłość:
Spójność jest stanem, gdzie wszystko co się robi, jest tym, czego się chce, gdzie akceptuje się wszystko, co się dzieje, gdzie ma się zdrowe poczucie własnej wartości
....dojście do tego, od czego uciekła, do negatywnych emocji, do braku akceptacji, do szukania szczęścia na zewnątrz
decyzje gdy brakuje prawdziwego CHCĘ... czułam przymus podjęcia decyzji by nie stać w miejscu, by być konsekwentną a im bardziej goniłam... tym bardziej rozczarowywałam się sobą. Skupiłam się na poszukiwaniu odpowiedzi: dlaczego?
Czułam się jakbym była na stacji kolejowej i usilnie chciała gdzieś pojechać, przecież chcę nad morze.... nie może lepiej w góry, mam bilet w każdą stronę .....zaplanowałam podróż, chcę wyjechać, ten kierunek jest najlepszy.... kurcze ale ja panicznie boję się jazdy pociągiem!!
Wspominałem wcześniej, że znam faceta, który żyje w czymś takim jak Dobra od 35 lat.
Kiedyś, daawno temu szalał, próbował coś robić, stawiał ultimata itp.
Teraz, gdy żona jedzie na weekend z ''koleżankami do spa'' wzrusza ramionami i tylko trochę smutny życzy jej miłego pobytu.
Czy on się zmienił, przeszedł jakąś drogę?
Nie.
Po prostu się przyzwyczaił.
Moje drogie Panie
Rozumiem, że macie większe doświadczenie, wiecie lepiej i macie cudowną empatię ale inni widzą to inaczej bez emocji, bez wirtualnego altruizmu i jedynie słusznych poglądów i racji..
Przyganiał kocioł garnkowi ![]()
Moje spojrzenie a to co się dzieje u Dobrej jest takie, że nie dzieje się nic..
Przez rok czasu maż Dobrej nie zmienił swojej postawy, nie daje jej tego co ona pragnie, nie uszanował uczuć i dalej kontaktował się ze swoja byłą.
I MoniaCo ma rację, dalej wszystko się kreci koło niego..
Myślę że stoimy na innych płaszczyznach. Na twojej są tylko dwie opcje, albo jest z M, albo nie. Ico by nie wybrała jest to zależne od jej M.
Na mojej jest wiele innych
może zostać z M i godzić się na jego romanse,
zostać z nim i zmuszać go do wierności
zostać z nim bo nie chce zmieniać swojego statusu finansowego, towarzyskiego itp.
zostać z nim z innego powodu
Z mojego punktu widzenia wszystkie te powody są ok. jeżeli Ona podejmuje decyzję świadomie.
Postawa Dobrej to tak jakby kucharz z jadłospisu zabrał Wam mięso i konsekwentnie go nie dawał mimo próśb i żądań!!
Jedni będą dawać nagany kucharzowi aż w końcu go zwolnią a inni przejdą na wegetarianizm..
Tak właśnie stwierdziła Dobra, że w końcu lubi kuchnie wegetariańską bo jest dla niej zdrowsza..
A przyszło ci na myśl, że to czy Dobra je mięso czy nie już nie zależy od tego kucharza?? Bo właśnie nauczyła się gotować?
Otóż wydaje się że nie przyszło.
Może Dobra się zmieniła, ale jej życie nie, więc po co takie zmiany?
Jej życie się nie zmieniło, hm, nie ,to jej mąż się nie zmienił. Jej życie się zmieniło, głównie na gorsze, ale się zmieniło.
A po co jej takie zmiany ? Takie pytanie , może zadać tylko osoba, której życie zależy od tego co zrobi inna osoba.
Endi, sorki, ale każda dyskusja z Tobą kończy się na tym jak to jest u Ciebie i co Tobie służy..
U Ciebie było inaczej, Twój mąż zawalczył!!
Naprawdę uważasz, że to jak daleko Endi zaszła jest zasługą jej M ? Że jej siła brała się z tego że On walczył? Czyli co jak M Endi by Ją zawiódł i nie walczył, to po Endi?
Myślę że cokolwiek by nie zrobił Endi wyszła by ztego równie silna jak teraz.
właśnie Pitagoras, on "zawisł" i podjął decyzję by nie robić nic z tym, że jest nieszczęśliwy.
Pytanie dlaczego tkwił tak długo i tkwi w tym zawieszeniu?
Bo?.... no muszą być jakieś powody, logiczne, mniej logiczne. Nie wiem.
Zapewne strach, może coś innego.
I czy on szukał tych powodów? - Boję się bo.....ale tak głęboko w sobie, nie banalna pierwsza lepsza odpowiedź, typu "bo boję się być sam". Pytanie: dlaczego boisz się być sam ?
Decyzja o podjęciu pewnych kroków, czynów może na pozór nie być łatwą i prostą.
Bo okazuje się, że człowiek ciągnie za sobą niewidzialne pęta i dopóki ich nie spróbuje dostrzec, nazwać, zrozumieć i zracjonalizować, "przepracować" zawsze będą balastem.
Tylko bez nich decyzja jest, oczywiście w miarę możliwości (bo zawsze chyba będziemy wypadkową pewnych uwarunkowań < no chyba, że wejdziemy na wyższe poziomy świadomości, o których pisała Przyszłość
>) decyzją wolną,bez wszelakich MUSZĘ.
A gdybym poszła na skróty? W konsekwencji może mądra decyzja (załóżmy, że mój mąż w eksperesowym tempie ocknąłby się ze stanu zakochania, na kolanach przybiegł z kwiatami, kajał się i przepraszał, itd) i tak byłaby decyzją mającą źródło w MUSZĘ, w panice, chęci odwetu, chęci wygrania, strachu utraty rodziny,... a ja z pewnością bym przyjęła jego, oczywiście gdyby spełnił określone warunki. No ale przyjęłabym bo.....
Wspominałem wcześniej, że znam faceta, który żyje w czymś takim jak Dobra od 35 lat.
Kiedyś, daawno temu szalał, próbował coś robić, stawiał ultimata itp.
Teraz, gdy żona jedzie na weekend z ''koleżankami do spa'' wzrusza ramionami i tylko trochę smutny życzy jej miłego pobytu.
Czy on się zmienił, przeszedł jakąś drogę?
Nie.
Po prostu się przyzwyczaił.
Taaaa. Bardzo ciężko jest zrozumieć, że ktoś może się godzić z czymś na co Ja bym nie wyraziła zgody.
Decyzja o podjęciu pewnych kroków, czynów może na pozór nie być łatwą i prostą.
Bo okazuje się, że człowiek ciągnie za sobą niewidzialne pęta i dopóki ich nie spróbuje dostrzec, nazwać, zrozumieć i zracjonalizować, "przepracować" zawsze będą balastem.
Tylko bez nich decyzja jest, oczywiście w miarę możliwości (bo zawsze chyba będziemy wypadkową pewnych uwarunkowań < no chyba, że wejdziemy na wyższe poziomy świadomości, o których pisała Przyszłość smile >) decyzją wolną,bez wszelakich MUSZĘ.
O to to to . W dzieciństwie wypracowane schematy wnosimy w dorosłe życie i działamy w/ g nich. Dojscie do tego jakie to mechanizmy i przekonania nie jest łatwe, ale możliwe.
Przyjmuję do wiadomości wszystko powyżej.
Jednak uważam, że Dobra i tak cierpi na decyzyjny niedowład, a cała reszta to ideologiczna prowizorka.
Dobra, tak na serio: możesz (technicznie) wywalić męża?
Bo mi się coś wydaje, że on na takie Twoje dictum wzruszyłby ramionami i poszedł oglądać TV, a rano jakby nigdy nic.
Dobra, tak na serio: możesz (technicznie) wywalić męża?
Bo mi się coś wydaje, że on na takie Twoje dictum wzruszyłby ramionami i poszedł oglądać TV, a rano jakby nigdy nic.
To jest dobre pytanie, Pitagoras
Załóżmy, że mąż Dobrej za nic będzie miał jej prośby żeby się wyprowadził.
Co wg Ciebie powinna ona wówczas zrobić?
Decyzja o podjęciu pewnych kroków, czynów może na pozór nie być łatwą i prostą.
Bo okazuje się, że człowiek ciągnie za sobą niewidzialne pęta i dopóki ich nie spróbuje dostrzec, nazwać, zrozumieć i zracjonalizować, "przepracować" zawsze będą balastem.
Tylko bez nich decyzja jest, oczywiście w miarę możliwości (bo zawsze chyba będziemy wypadkową pewnych uwarunkowań < no chyba, że wejdziemy na wyższe poziomy świadomości, o których pisała Przyszłość>) decyzją wolną,bez wszelakich MUSZĘ.
może pitek ma rację- że sekta ![]()
czytając posty niektórych osób na forum czuje, jak bardzo są to moje myśli
czytając inne - wiem, nie moja bajka
z tobą dobra jest to pierwsze, może dlatego niektóre wątki skupiają konkretne osoby
tak dobra, czytaj wszystko i to uważnie, bo rożne spojrzenia na problem pomagają w układaniu sobie w głowie własnego świata
a ty będziesz żyła w swoim świecie i na nic porównywać się z obcymi
Strony Poprzednia 1 … 18 19 20 21 22 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mąż który nie wie co wybrać, a co powinnam zrobić ja?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026