Dobra, jestem z Tobą,trzymam kciuki.Jesteś bardzo mądrą osóbką!:-) zaslugujesz na spokoj i szczescie
1 106 2014-07-03 10:48:48 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-07-03 10:49:44)
Podobne tematy
1 107 2014-07-03 10:48:52
MoniaCo (chociaż głupio to pisać) ale trochę dzięki tobie jestem teraz silniejsza i mądrzejsza.
Ania, bardzo dużo prawdy w tym co napisałaś, on ciagle tkwił w pozycji "to ja muszę wybrać", jakby te opcje wyboru czekały jak towar w sklepie. A może zostać na koniec z pustą torbą ![]()
1 108 2014-07-03 11:00:46
MoniaCo (chociaż głupio to pisać) ale trochę dzięki tobie jestem teraz silniejsza i mądrzejsza.
Ania, bardzo dużo prawdy w tym co napisałaś, on ciagle tkwił w pozycji "to ja muszę wybrać", jakby te opcje wyboru czekały jak towar w sklepie. A może zostać na koniec z pustą torbą
Ale dlaczego głupio?
Ja się cieszę, że moja historia może komuś pomóc, dać jakieś wskazówki, czego nie robić, lub zrobić inaczej ![]()
1 109 2014-07-03 11:01:20
dobra jestem taka dumna z Ciebie *.*
1 110 2014-07-03 11:06:30
MoniaCo (chociaż głupio to pisać) ale trochę dzięki tobie jestem teraz silniejsza i mądrzejsza.
Ania, bardzo dużo prawdy w tym co napisałaś, on ciagle tkwił w pozycji "to ja muszę wybrać", jakby te opcje wyboru czekały jak towar w sklepie. A może zostać na koniec z pustą torbą
I o to chodzi !
Brawo!
1 111 2014-07-03 11:16:37
też jestem dumna z siebie ![]()
Dziękuję wam za wsparcie.
1 112 2014-07-03 11:19:11
Lexpar napisał/a:(...)
Dobra już wypisywałem się w Twoim wątku, ale jeszcze raz powtórzę, że jestem z Tobą całym sercem i trzymam za Ciebie kciuki.
Jesteś dzielną dziewczynką i wiedz o tym.Dzięki Lexpar,
ty też jesteś oczywiście zaproszony na kawę..już jedną zaliczyłam wczoraj z "jedną forumowiczką" i to w realu.
Pozdrawiam
Dzięki za zaproszenie.
Chętnie skorzystam z zaproszenia, bo chciałbym poznać taką kobietę jak Ty.
Aczkolwiek dostało mi się od dupków będących na tym forum za wypowiedź na Twoim wątku
Zostałem kłamcą i hipokrytą, ale ja to olewam.
Jak ktoś zieje nienawiścią do wszystkich za swoje krzywdy to jest jego broszka.
Mnie to nie rusza.
Mądry ustępuje a głupi się raduje i niech tak zostanie.
Dobra ale kawa jest do zrealizowania i to tylko kawa, no może dwie kawy
.
Kawa jest niestet moczopędna, ale dam radę.
Pomimo wieku prostatę mam zdrową 
1 113 2014-07-04 08:11:04
dobra DOBRA,
mam nadzieje ze nie odetniesz nas od dalczej Twojej historii............
1 114 2014-07-04 08:30:40
dobra DOBRA,
mam nadzieje ze nie odetniesz nas od dalczej Twojej historii............
TEO,
nie chcę przynudzać o moich przemyśleniach i pisać o faktach bez większego znaczenia ![]()
Nie jest dobrze i nie jest źle.... akceptacja tego co się dzieje i wydarzy, potem zamierzam odnaleźć się w nowej rzeczywistości, czy to z moim mężem czy to bez niego.
Nie mam zamiaru walić głową w mur, chcę budować swój spokój i szczęście.
Wyciszyłam się, zajmuję się sobą,
dalej czuję, że go kocham, że chciałabym by nasza rodzina przetrwała
Ale już nie płaczę, nie czuję strachu
Mój mąż robi lekkie podchody smsowe
"musiałaś gdzieś jechać?" "Co porabiasz?" "Wszystko dobrze?" "Bedziesz w domu?"
"Przyjedź kiedy możesz"
Spotkamy się w weekend bo jedziemy do synka do babci.
1 115 2014-07-04 09:06:45
Dobra chyba, któregoś posta nie przeczytałam. Mąż się wyprowadził? Myślałam, że to na razie luźna sugestia była?
Cieszę się, że role się odwróciły. Wiesz dlaczego? Dlatego, że wreszcie dostrzegasz siebie w tym związku, że ważne dla ciebie stało się to co TY czujesz, a nie że on jest biedny, nieszczęśliwie zakochany.
1 116 2014-07-04 09:19:00
Aniu?
chyba wielu postow nie przeczytalas...
Dobra,tak trzymaj. Ciagle sie konfrontuj sama ze soba.
I nic nie rob przeciwko sobie.
1 117 2014-07-04 10:41:06
Dobra, a jak ty się czułaś wychodząc z domu?
Jak teraz się czujesz?
Czy czekasz na jego telefony?
co myślisz po nich?
1 118 2014-07-04 13:50:15 Ostatnio edytowany przez dobra23 (2014-07-04 13:51:14)
Dobra, a jak ty się czułaś wychodząc z domu?
Jak teraz się czujesz?
Czy czekasz na jego telefony?
co myślisz po nich?
Kachna skłamałabym gdybym powiedziała że czuję się bardzo dobrze,
szczerość wobec siebie samej.. najchętniej wróciłabym i przytuliła do niego...
..ale jestem spokojna, te emocje nie przesłaniają "mnie samej"
zostawiłam go, bo to moja świadoma, przemyślana decyzja, wynikajaca raczej ze zdrowego rozsądku, ze zmęczenia czekaniem, bo tak trzeba, bo chcę odnaleźć siebie samą.
Tak, i czekam jakoś na odzew z jego strony, na smsy
i jakoś tam chcę ocenić czy zależy mu na mnie.
Czy to znowu jakieś oczekiwania, założenia, nadzieje...trochę tak
ale bardziej to szukam prawdy
nie potrafię tego inaczej nazwać
1 119 2014-07-04 13:56:52
Dobra a jaki plan na potem, wiesz kiedy chcesz wrocic czy uzalezniasz to troche od meza?
jesteś dzielna tak w ogole.
1 120 2014-07-04 14:13:32
Dobra a jaki plan na potem, wiesz kiedy chcesz wrocic czy uzalezniasz to troche od meza?
jesteś dzielna tak w ogole.
MamaNalijki,
w planowaniu jestem dobra ![]()
ale już nie piszę w głowie gotowych scenariuszy i nie obarczam ich wielkimi swoimi oczekiwaniami...bo się nie sprawdzają ![]()
tak, trochę uzależniam powrót do domu od tego co mój mąż zrobi, co powie, czy powie
ale jeszcze muszę wcześniej dotrzeć do mojego "osobistego celu" - czego chcę ja, jak dalej chcę żyć, czy chcę "ryzykować życie" z nim? na ile mam cierpliwości i siły i czy chcę je mieć.
Samotność służy poszukiwaniom tych odpowiedzi.
1 121 2014-07-04 15:21:54
Rozumiem:) ważne, że czujesz jako taki spokój,no i ,że masz miejsce gdzie mozesz pomysleć, posiedzieć.Mysle, ze mąz powinien miec swiadomosc, ze nie tylko on decyduje o Was ale i Ty, bo przecież tez mozesz zwatpic po tym wszystkim i nie miec sił czy checi.Nie wszystko zalezy od niego ale trzymam kciuki za Was, trudno przekreslic tyle razem razem i na pewno kazdy ratowałby swoje malzenstwo gdyby kochał drugą osobę.Trzymaj sie,bede zaglądac i przesylam pozytywną energie:)
1 122 2014-07-05 00:35:16
kachna66 napisał/a:Dobra, a jak ty się czułaś wychodząc z domu?
Jak teraz się czujesz?
Czy czekasz na jego telefony?
co myślisz po nich?Kachna skłamałabym gdybym powiedziała że czuję się bardzo dobrze,
szczerość wobec siebie samej.. najchętniej wróciłabym i przytuliła do niego...
..ale jestem spokojna, te emocje nie przesłaniają "mnie samej"
zostawiłam go, bo to moja świadoma, przemyślana decyzja, wynikajaca raczej ze zdrowego rozsądku, ze zmęczenia czekaniem, bo tak trzeba, bo chcę odnaleźć siebie samą.
Tak, i czekam jakoś na odzew z jego strony, na smsy
i jakoś tam chcę ocenić czy zależy mu na mnie.Czy to znowu jakieś oczekiwania, założenia, nadzieje...trochę tak
ale bardziej to szukam prawdy
nie potrafię tego inaczej nazwać
Droga oczekiwania w związku są naturalne, nie ma w tym nic złego. Oczekuję, ze druga osoba, będzie uczciwa wobec mnie, że będzie szanować moje zdanie, potrzeby i przekonania. Złe jest założenie że na pewno tak jest i będzie i nigdy się nie skończy. I to te założenia nie pozwoliły mi zobaczyć prawdy, Ludzie nie są idealni, popełniają błędy, są okrutni, złośliwi, kłamią i zdradzają. Nie liczą się z uczuciami innych , tlko ich własne są istotne i zakładając, że tak nie jest to co najmniej naiwniść,a jak się okazuje że moja sięga zenitu przez to że zkładałam - mnie się nie przydarzy to można się rozsypać na drobne kawałeczki na długi czas. Twoje uczucia są jak najbardziej na miejscu i nic w nich dziwnego. Natomiast twoje zachowanie jest bardzo dziwne. Do tej pory miałam do czynienia z kobietami albo współuzależnionymi, albo bezradnymi. Natomiast ty mam wrażenie postępujesz dziwnie i ja Kachna66 zazdroszczę ci tego bardziej niż wszystkiego na świecie. Konsekwencja, w działaniu, liczenie się z konsekwencjami, dążenie do celu, bez względu jakie ci przyjdzie pokonać przeszkody. Mam czasem wrażenie że jestteś tu po to aby się po prostu wygadać, ale radzić to nie ma w czym, bo sama świetnie dbasz o swoje sprawy. I nie miej już wątpliwości czy dobrze robisz. Bo świetnie rozpoznajesz swoje uczucia, konsultujesz to z rozumem i wybierasz to czego chcesz, na co jesteś gotowa i na co masz wpływ. Pewnie że czekasz aż M o ciebie zawalczy, ,pewnie, że czekasz, aż on zrobi..... wpisz co uważasz.
Ja z własnego doświadczenia coś ci doradzę. Kup sobie ładny notes i zapisuj dziennie, albo raz na parę dni co miłegocię spotkało, te rzeczy od M pisz w innym kolorze. Wiem że jesteś mądrą kobietą i może ci się to wydać niepotrzebne, ale zobaczysz ile rzecz dobrych umyka gdzieś w niebyt, jak się nimi nie zająć. To nie muszą być tylko jakieś rzeczy spektakularne, bo ich jest stosunkowo mało w życiu. Ja np wpisałam -pomalowałam paznokcie i żaden mi się nie rozjechał
Poza tym zaskoczyło mnie to że na początku potrafiłam wpisać tylko 2 lub nawet 1 rzecz. Po jakimś czasie strony mi brakowało.
Trzymam za ciebię kciuki.
1 123 2014-07-07 08:04:10
(...)
Oczekuję, ze druga osoba, będzie uczciwa wobec mnie, że będzie szanować moje zdanie, potrzeby i przekonania. Złe jest założenie że na pewno tak jest i będzie i nigdy się nie skończy. I to te założenia nie pozwoliły mi zobaczyć prawdy, Ludzie nie są idealni, popełniają błędy, są okrutni, złośliwi, kłamią i zdradzają. Nie liczą się z uczuciami innych , tlko ich własne są istotne i zakładając, że tak nie jest to co najmniej naiwniść,a jak się okazuje że moja sięga zenitu przez to że zkładałam - mnie się nie przydarzy to można się rozsypać na drobne kawałeczki na długi czas.
Oczekujemy, że nasi mężowie, nasza rodzina, nasi przyjeciele będą jacyś...ale nie są..są tacy jak napisałaś, popełniają błędy.... tak samo jak my sami.
To z czym ja nie potrafię się pogodzić... to uświadomienie sobie faktu i akceptacja końca realcji.
Słowa mojej koleżanki: "W życiu ludzie przychodzą i odchodzą..." czytaj - poznajesz kogoś, angażujesz się..ale coś się kończy..akceptujesz.... Czy to mąż, czy to przyjaciel, przyjaciółka.
A ja całą sobą mówię : NIE! Nie podoba mi się, że złym jest założenie, że coś się nie skończy.
Ja Dobra, chcę by coś trwało, daję prawo sobie, innym do błędów, chcę je naprawiać,
ale nie chę mijać w swoim życiu "przechodniów"!!!
jeśli kocham, jeśli mi zależy to chcę żeby trwało. Mąż, żona, przyjaciel, przyjaciółka.
Ale to moje - CHCĘ
Jeśli druga strona nie chce pozostaje mi tylko to zaakceptować
"..wszystko trwa dopóki sam tego chcę.."
Natomiast twoje zachowanie jest bardzo dziwne. Do tej pory miałam do czynienia z kobietami albo współuzależnionymi, albo bezradnymi. Natomiast ty mam wrażenie postępujesz dziwnie i ja Kachna66 zazdroszczę ci tego bardziej niż wszystkiego na świecie. Konsekwencja, w działaniu, liczenie się z konsekwencjami, dążenie do celu, bez względu jakie ci przyjdzie pokonać przeszkody. Mam czasem wrażenie że jestteś tu po to aby się po prostu wygadać, ale radzić to nie ma w czym, bo sama świetnie dbasz o swoje sprawy.
Paradoks jest taki, że ja powinnam zapisać się do klubu Kobiet kochających za bardzo...
Tak Kachna, nie potrzebuję prowadzenia za rękę, ale przeglądam się w forum jak w lustrze gdzie wpisy was, tych "mądrych", których cenię, po drugiej stronie monitora pozwalają mi sprawdzić ostrość widzenia.
Kup sobie ładny notes i zapisuj dziennie, albo raz na parę dni co miłegocię spotkało, te rzeczy od M pisz w innym kolorze. Wiem że jesteś mądrą kobietą i może ci się to wydać niepotrzebne, ale zobaczysz ile rzecz dobrych umyka gdzieś w niebyt, jak się nimi nie zająć. To nie muszą być tylko jakieś rzeczy spektakularne, bo ich jest stosunkowo mało w życiu. Ja np wpisałam -pomalowałam paznokcie i żaden mi się nie rozjechał
Poza tym zaskoczyło mnie to że na początku potrafiłam wpisać tylko 2 lub nawet 1 rzecz. Po jakimś czasie strony mi brakowało.
Spróbuję ![]()
Gdyby tak każdy z nas zrobił..okazałoby się , że mamy tyle powodów do zadowolenia
A tak wogóle weekend miły,
mój mąż
wydaje się, że jest na dobrej drodze, na tej samej co ja
1 124 2014-07-07 08:32:38
Dobra, to bardzo dobra wiadomość. Cieszę się i zazdroszczą ale w dobrym słowa znaczeniu.
Myślę tak samo jak Ty :
"A ja całą sobą mówię : NIE! Nie podoba mi się, że złym jest założenie, że coś się nie skończy.
Ja Dobra, chcę by coś trwało, daję prawo sobie, innym do błędów, chcę je naprawiać,
ale nie chę mijać w swoim życiu "przechodniów"!!!
jeśli kocham, jeśli mi zależy to chcę żeby trwało. Mąż, żona, przyjaciel, przyjaciółka.
Ale to moje - CHCĘ
Jeśli druga strona nie chce pozostaje mi tylko to zaakceptować"
Jak to boli gdy druga strona nie chce...
Nie ma próbowania, terapii, zwyczajnie nie chce nic zmieniać... i choćbym stanęła na głowie nic się nie zmieni.
Dlatego jestem zmuszona pójść własną drogą sama... boli ale przecież nadal mam zdrowe nogi i mogę iść...
Zmęczona jestem szukaniem rozwiązań jak iść tą samą ścieżką, jak trzymać się za ręce aby M się nie wyrwał.
Ta droga to nie jego bajka jest. I mi pozostaje napisać nową bajkę koniec rodziny- początek kariery?
Zabezpieczyć się starość aby nie skończyć pod mostem. Zarobić na emeryturę mając wycięte 15 lat... aż żyć się nie chce ![]()
1 125 2014-07-07 08:44:14
(...)To z czym ja nie potrafię się pogodzić... to uświadomienie sobie faktu i akceptacja końca realcji.
"poFranzo-Kafkuje Ci " :-)) bo ja go uwielbiam !
"Bo czlowiek nie moze zyc bez nieustannej ufnosci w cos niezniszczalnego. "
...i dlatego ...
1 126 2014-07-07 18:01:00
(...)
Jak to boli gdy druga strona nie chce...Nie ma próbowania, terapii, zwyczajnie nie chce nic zmieniać... i choćbym stanęła na głowie nic się nie zmieni.
Dlatego jestem zmuszona pójść własną drogą sama... boli ale przecież nadal mam zdrowe nogi i mogę iść...
Zmęczona jestem szukaniem rozwiązań jak iść tą samą ścieżką, jak trzymać się za ręce aby M się nie wyrwał.
Ta droga to nie jego bajka jest. I mi pozostaje napisać nową bajkę koniec rodziny- początek kariery?
Zabezpieczyć się starość aby nie skończyć pod mostem. Zarobić na emeryturę mając wycięte 15 lat... aż żyć się nie chce
renesans, trzymaj się
umiesz ocenić swoją sytuację i wiesz gdzie iść, bo przecież boli ale "masz zdrowe nogi" i możesz iść - to twoja siła i kapitał na start.
Pięknie to napisałaś. To rezygnacja z walki o związek i smutek ale jednocześnie twoja siła i wola by nie stać w miejscu
Nie warto go trzymać za ręce, jak w pracy "nie masz pracownika z niewolnika".
Nie masz pewności jak się wszystko potoczy.
Mam nadzieję, że żyć ci się zachce... może za jakiś czas..już niedługo. Życzę ci tego
1 127 2014-07-07 18:10:12
dobra23 napisał/a:(...)To z czym ja nie potrafię się pogodzić... to uświadomienie sobie faktu i akceptacja końca realcji.
"poFranzo-Kafkuje Ci " :-)) bo ja go uwielbiam !
"Bo czlowiek nie moze zyc bez nieustannej ufnosci w cos niezniszczalnego. "
...i dlatego ...
![]()
też lubię ..chociaż... zbyt niepokojący i smutny obraz świata i jednostki tworzył. Wybitnie dla twardych wrażliwców.
ja dopowiedziałabym:
...i dlatego....
ludzie mają religię, wiarę w nieśmiertelność, w humanizm, w miłość, ...etc.
niestety myślę, że świadczy to trochę o naszej słabości bo sami sobie nie starczamy.
Pozdrawiam pomarańczowa
1 128 2014-07-07 20:50:45
"niestety myślę, że świadczy to trochę o naszej słabości bo sami sobie nie starczamy".
Życie dla samych siebie to jak nauczyć się żyć na bezludnej wyspie... To musi być trudne doświadczenie.
1 129 2014-07-08 14:32:49
Dobra,
Czuć taki spokój płynący od Ciebie.
Fajnie ![]()
A tak wogóle weekend miły,
mój mążwydaje się, że jest na dobrej drodze, na tej samej co ja
A wiesz dokąd wiedzie droga?
1 130 2014-07-14 15:22:13
dajemy sobie szansę,
on zrobił kilka kroków, ja postanowiłam je dostrzec.
Co będzie? chciałabym spojrzeć w szklaną kulę i zerknąć czy warto ![]()
1 131 2014-07-14 15:29:23
![]()
1 132 2014-07-14 16:29:43
szansujcie ![]()
1 133 2014-07-14 16:51:08
Dobra,
Świetna wiadomość ![]()
Po co Ci szklana kula?
Co ma być to będzie.
A teraz ma być dobrze!![]()
1 134 2014-09-05 13:57:23
dobra co tam u ciebie słychać? Mąż wrócił?
1 135 2014-11-24 13:22:50
napiszę co dalej chociaż nie do końca byłam pewna,
bo chyba nie dla siebie samej (a może jednak by coś podsumować ?)
bardziej dla innych, którzy czytali wcześniej i pomagali
i dla tych, którzy są w podobnej sytuacji, może znajdą krzywe zwierciadło swoich historii by dostrzec pewne schematy
skrót tego co się zdarzyło:
mój mąż nie odszedł z domu, ja postrzegałam to jako chęć odbudowy naszego związku,
postanowiłam nic nie zakładać, nie budować oczekiwań,
ciągle brakowało słów z jego strony, chyba się starał na swój sposób ale do prawdziwej odbudowy związku to było zbyt mało
postanowiłam nic nie zakładać a jednak zakładałam i oczekiwałam określonych czynów, gestów, deklaracji
mówiłam mu o tym a on tego nie dawał,
moje nastroje wtedy to sinusoida
nadzieja, że już będzie ok, gdy on się w jakiś sposób zachował, odezwał i ?.pikowanie w dół gdy potem następował chłód i jego kreowanie ?normalności? w domu,
moja frustracja stopniowo zaczęła narastać, zaczęłam naciskać, mówić o rozstaniu,
pozornie codzienna normalność przeplatana ciężkimi chwilami gdy płakałam i strasznym uczuciem bezradności i strachu co dalej.
W końcu złość i gniew, tłumione emocje znajdują swoje ujście. Z tyłu głowy gdzieś ciągle tłukła się historia MonicO.
Szukałam dalej pomocy, znalazłam grupę wsparcia, poznałam wspaniałych ludzi (w tym z tego forum
), czytam książki o poczuciu wartości i wolności emocjonalnej, pierwszy raz czuję co znaczy wsparcie przyjaciółki, co wogóle znaczy przyjaźń. Weryfikuję znajomości.
Staję się bardziej asertywna i wymagająca, powoli gubię syndrom lubianej ?zupy pomidorowej?.
Mój mąż też ma powoli dość i pierwszy raz to on proponuje byśmy poszli na terapię?
?
i kilka dni później wydarzyło się coś strasznego dla mnie, dostałam?obuchem
okazało się że od jakiegoś czasu znowu smsują, deklarując nawzajem uczucie?
Bolało chyba bardziej niż za pierwszym razem, bo zawiódł mnie nie jako mąż (to zrobił już dużo wcześniej) ale jako człowiek.
Przecież widział jak cierpiałam, jak się szarpię, walczę i trwam, wiedział, że nie proszę o ty by został, oczekiwałam tylko uczciwości: ?nie kochasz mnie, nie możesz poradzić sobie z uczuciem do niej to nie przedłużajmy tego, każdy idzie w swoją stronę?.
Może i naiwne?
Teraz chodzimy na terapię, ale w tle przewija się rozmowa by on się wyprowadził.
Ja: gdy patrzę w tył na swoją drogę, którą przez ten czas przeszłam cóż mogę powiedzieć..
?to moja droga, moje własne wybory.
Nie ma czego żałować bo ja nie lubię żałować, stało się coś i tego nie zmienię.
Muszę zaakceptować to co się stało i siebie samą jaką byłam.
Wiem, że jestem inna teraz. Trochę.
Ten czas wymusił na mnie bym przyjrzała się sobie samej.
Bym na głos do lustra powiedział ?słuchaj jesteś kobietą kochającą za bardzo?,
bym nazwała po imieniu swoje traumy z dzieciństwa i dostrzegła jak duży miały wpływ na moje życie,
chociaż przez większość życia próbowałam bardziej świadomie lub nieświadomie zaprzeczyć temu.
Już wiem, że jestem dwie dobre, ta mała przestraszona, kochająca za bardzo, bojąca się bycia niekochaną, która przesuwa granice. I jest we mnie druga dobra, ta która planuje, która nazywa rzeczy po imieniu, która wymaga a raczej, która chce bardzo nauczyć się wymagać. One muszą się spotkać we mnie. I jestem wyrozumiała dla siebie. Może powoli uczę się kochać siebie samą.
Zmieniłam się trochę ja, zmieniło się moje patrzenie na świat, w końcu zaczynam się czuć wolna od ?przymusu kochania?, odkryłam że mąż przestał być osią mojego świata, że potrafię się świetnie bawić bez niego, jechać w podróż i nie czuć pustki, że nie ma jego obok.
To powolny proces, który teraz się dzieje?
i dziwne bo on przecież nadal mieszka z nami
przestałam go idealizować,
a może to on się zmienił a ja tego nie dostrzegłam
a może był taki zawsze tylko okoliczności nie były tak niesprzyjające..
wiem, że swoimi decyzjami doprowadził swoją rodzinę, jej bezpieczeństwo na krawędź przepaści?
być z takim człowiekiem?
nie pytam się, chociaż na pewno napiszecie ![]()
Może piszę trochę sucho ale nie lubię epatować na forum bólem i rozdzierać szat.
To co bolało i boli jest we mnie. Wiem jak bardzo bywam krucha w środku i jednocześnie twarda na zewnątrz.
Dziękuję tym osobom które tu mnie pocieszały, rugały i dawały kopniaki.
Dzięki temu forum zrobiłam pewne kroki w swojej drodze i poznałam w realu fantastyczne osoby.
No to tyle?
może komuś moja ciągle tocząca się historia w czymś pomoże
1 136 2014-11-24 14:36:07 Ostatnio edytowany przez maga81 (2014-11-24 14:37:21)
pytanie: czy dalej "jesteś" z mężem pomimo jego smsowania z kochanką??
i co wam da chodzenie na terapię skoro on myślami jest gdzie indziej??
1 137 2014-11-24 14:40:36 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-11-24 15:25:04)
Czyli żarło, żarło i j***.
Maż dalej trwa w romansie, ty dalej płaczesz i prowadzisz terapie "siebie".
Bo związku już nie ma, jest trójkąt.
A raczej On i ona.
Z jednej strony, dobrze że się uczysz na własnych błędach, następny związek będziesz miała zdrowszy.
Dobrze ze widzisz ze kochałaś za bardzo, tyle ze nie kochałaś bo cię zdradził. Tylko teraz kochasz za bardzo.
Z drugiej strony, nie wywaliłaś go wiec nic nie stało na przeszkodzie żeby jak "odpocznie i się znudzi tobą" mógł znowu zacząć pisać z laską.
1 138 2014-11-24 15:21:27
tak solinko, wiem, prowadzę "terapię siebie", ciągłą
może teraz widze w końcu pierwsze efekty
czy związku nie ma? może dużo w tym racji,
problem wywalenia z domu...
tak miałam ciągoty by wywalić go z domu, z myślą "a niech zobaczy jak to jest bez nas, bez ciepełka domowego", no ale skoro muszę aż takich argumentów użyć by go wyedukować...hmm?
raczej wolę by się wyprowadził bo ja już nie chcę z nim być wogóle, bo nie mogę na niego patrzeć, jakoś tak układa się moje myślenie
no i jego wyprowadzka
w naszym przypadku to trochę skomplikowana sprawa, bo tutaj chodzi już o bezpieczeństwo mojego dziecka, zabezpieczenia kredytu, zmiany planów zawodowych i w perspektywie zmiany miejsca zamieszkania...może wyjazd za granicę.
gdy definitywnie się rozstaniemy będę musiała w jakiejś perspektywie czasowej skonfrontować się z koniecznością zmiany całego życia, i nie chodzi tu o obniżenie standardu życia z powodu braku kilku "stów" miesięcznie.
1 139 2014-11-24 15:27:40
(...)być z takim człowiekiem?
nie pytam się, chociaż na pewno napiszecie(...)
Nie napiszę.
Jesteś mądrym człowiekiem, znasz odpowiedź na to pytanie.
Dalszej przytomności życzę. ![]()
1 140 2014-11-24 15:36:33
dzięki Wielokropek ![]()
tak, patrzę coraz bardziej z boku na swojego męża i...nadziwić się nie mogę
może trąca to trochę farsą jak piszę teraz...
i maga81, jak najbardziej terapia w sensie ratowania naszego związku jest bez sensu jeżeli on nie jest emocjonalnie zaangażowany
ale terapia ma swoje dobre strony... dla mnie
1 141 2014-11-24 17:50:03
dobra
czyli nadal żyjesz w trójkącie. Pytanie jest takie, czy się na to godzisz i na jakich warunkach? Terapia tak super, dla Ciebie-to oczywiste, ale w żadnym wypadku wspólna, taka Tobie nico nie da.
A on dalej wie, ze rozdaje karty, zobacz co napisałaś w ostatnim zdaniu-boisz się życia bez niego.
1 142 2014-11-24 17:59:38
To powolny proces, który teraz się dzieje?
jesteś w procesie ... od dość dawna
jak długo jeszcze - aż znajdziesz odpowiedzi
miałam nadzieję na inne wieści ale cieszy mnie, że jesteś
1 143 2014-11-24 18:08:04
Taki tam cytat, z maja....
dobra23 napisał/a:Ciągle zakładasz złe intencje mojego męża.
Jego intencją jest, żeby wszystko było jak jest.
.............Zajrzę tu za miesiąc, pewnie nic się nie zmieni.
.
1 144 2014-11-24 18:13:16
Przykry ten temat,Autorko:(
Widzę to tak,że jakby Twój mąż chciałby być z Tobą to by takich hocków nie robił:chciałby być ale i nie chciałby,a wogóle się pogubił i biedny nie wie co dalej ![]()
Tobie zależy,ale to musi iść z dwóch stron.
Niestety.
Ale życzę powodzenia.
1 145 2014-11-24 18:25:22
Przykry ten temat,Autorko:(
Widzę to tak,że jakby Twój mąż chciałby być z Tobą to by takich hocków nie robił:chciałby być ale i nie chciałby,a wogóle się pogubił i biedny nie wie co dalej
Tobie zależy,ale to musi iść z dwóch stron.
Niestety.
Ale życzę powodzenia.
Ja bym rzekła że ze strony męża przede wszystkim .
Dobra , taka dobroć od Ciebie bije .. szkoda jej dla Twojego męża - ja mogę rozumieć że się zakochał, może i próbował cos zmienić .. ale to uczucie silniejsze do kochanki.
Nie rozumiem dlaczego nie zbierze resztek swojej męskości i nie pozwoli Ci żyć ????
Tak jakby swoja obecnością karał Cię za to jaka jesteś... bo jakbyś awanturę zrobiła , z domu wywaliła ... w sądzie majątek zabrała i alimenty horrendalne chciała..to by miał wymówkę ...a tak to jak zostawić taka dobrą ???
on jest mułem na Twojej drodze . . nigdy nie wypłyniesz na szerokie wody ... bo masz z niego balast.
1 146 2014-11-24 18:29:44
Bo to nie mężczyzna ale trok
Nawet nie jest w stanie zakończyć relacji.Niedojrzały:(
Z całym szacunkiem dla Autorki.
1 147 2014-11-24 18:44:43
Bo to nie mężczyzna ale trok
Nawet nie jest w stanie zakończyć relacji.Niedojrzały:(
Z całym szacunkiem dla Autorki.
A ja spytam przewrotnie: a po co ma kończyć?
Tak z pragmatycznego punktu widzenia.
1 148 2014-11-24 18:48:26
rossanka napisał/a:Bo to nie mężczyzna ale trok
Nawet nie jest w stanie zakończyć relacji.Niedojrzały:(
Z całym szacunkiem dla Autorki.A ja spytam przewrotnie: a po co ma kończyć?
Tak z pragmatycznego punktu widzenia.
Też prawda ![]()
No to jest cwanym trokiem ![]()
Aautorko,chcesz walczyć,ale to za mało skoro on nie jest tak naprawdę zaangażowany.Nikogo nie zmusisz.Chociażbyś nie wiem jak się starała.
Za dobra jesteś.
1 149 2014-11-24 19:42:02
Dobra, moim zdaniem to nie jest tak, że on z tobą nie chce być czy już cię wcale nie kocha. Jesteś mu bliska. Tylko, że jest już kochanka. Nie jesteście tylko ty i on. Będzie z tobą, będzie tęsknił za nią. Będzie z nią, będzie mu brakować ciebie. Ale kiedyś to pewnie minie...
Warto abyś wybierała rozwiązania dobre dla siebie. Tak jak on. Czego chcesz. Co uważasz, że jest dla ciebie korzystne.
1 150 2014-11-24 19:50:57
tak, stokrotko
boję się żyć bez niego, boję się tego co będzie
nie boję się do tego przyznać...nie przed wami, przed samą sobą
i nie chcę żyć w trójkącie
miałam nadzieję na inne rozwiązanie
1 151 2014-11-24 19:51:17
I mnie przykro, Dobra.
Tak naprawdę chciałam się mylić w tej kwestii.
Ech... wiele razy coś myślę, ale tak naprawdę mam nadzieję, że źle myślę, że jestem tylko czarnowidzem.
Terapia? Gdy ona siedzi mu w głowie jest totalnie bez sensu. Pani psycholog to nie czarodziejka. Nie wyrzuci mu jej z głowy.
Nadal uważam, że jedyne co mogło/może pomóc to terapia szokowa. Musi stracić, by przekonać się, co stracił. Ale musi uwierzyć, że oto przestało wszystko zależeć od niego, że może nie być powrotu. Inaczej będzie tak się bujał. Będzie niby z Tobą czekając tak naprawdę na kroki, decyzje tamtej. Nie odzyskasz go tak. Nawet jeśli zostanie, bo tamta się nie zdecyduje, to co będzie miał Ci do zaoferowania? Jakieś ochłapy? Naprawdę chcesz czekać aż to jakaś pani zdecyduje o Twoim losie?
Zdecydowanie go przeceniłaś. Bo jakby miał jaja, to sam by się wyprowadził, zrobił ze sobą porządek i wrócił lub nie (wedle wyników). A tak normalnie się nad Tobą znęca.
I Pitagoras ma rację. A niby czemu on ma rezygnować? Kochanka i tak nie jest zdecydowana, by z nim być? To co ma sobie teraz rujnować życie, narażać się na niedogodności? Bez sensu. Ale ta postawa bardzo wymownie o niem świadczy. Bardziej niż wszystko inne, co do tej pory zaprezentował.
Mocno trzymam za Ciebie kciuki, za każdy Twój wybór. ![]()
1 152 2014-11-24 19:54:27
dobra -ja też Ci kibicuję, chociaż dzisiaj dopiero przeczytałam wątek.
Nieładnie się ten twój facet prezentuje, ale wiem, ze cię żko przerwac relację.A jeszcze małżeńską to już całkiem.
Pisz tu skoro Ci to pomaga.
1 153 2014-11-24 21:06:02
Brakuje tu Elle88 ona by pewnie skutecznie wybiła dobrej z głowy te myślenie życzeniowe.
1 154 2014-11-24 21:58:14
Cóż, wszystko zgodnie ze scenariuszem.
1 155 2014-11-24 22:45:06
to już nie jest kwestia wyboru, w sensie co zdecyduję ja,
bo ja od dłuższego czasu wiem, że on powinien się wyprowadzić, że czas to zakończyć
zamiar terapi szokowej? tak i nie, bo i po co,
bet, masz rację, też tak to widzę.
KajkaKa dziękuję, nie liczę na to, że pani terapeutka wyrzuci kochankę z głowy męża,
mnie terapia pomaga bo w końcu wyraźniej widzę mojego męża, bo on w końcu zaczyna mówić
terapia i rady mądrych osób pomogły mi zdystansować się od niego
pitagoras
nie mogę się nie uśmiechnąć, tak masz zupełną rację, z pragmatycznego punktu widzenia jemu nie opłaca się zwyczajnie odchodzić..
i mam nadzieję, że jestem na dobrej drodze by wyzbyć się myślenia życzeniowego
1 156 2014-11-24 23:00:12
i mam nadzieję, że jestem na dobrej drodze by wyzbyć się myślenia życzeniowego
Dobra, Ty nie jesteś na żadnej drodze, tylko stoisz w ślepym zaułku i kręcisz się w kółko.Twoje wpisy w tym wątku są jak odcinki Mody na Sukces- można sobie czytać je w dowolnej kolejności a i tak Ciągle jest się na bieżąco...
1 157 2014-11-24 23:20:29
a ja ciebie dobra rozumiem
bo wiem, jak jest ciężko znaleźć w sobie siłę, do tak radykalnych zmian w życiu
szuka się wszystkich wymówek i wątpliwości
patrząc z perspektywy czasu - raczej jest to błąd
ale ja nie znalazłam w sobie siły ...
1 158 2014-11-24 23:59:18
Dobra, ja nie piszę patrząc na Ciebie z góry i myśląc "jakaś Ty naiwna". Piszę z perspektywy człowieka, który właśnie zbyt długo tkwił w miejscu, karmiąc się złudzeniami... Dawał szanse, dawał... i przegrał przez to parę ładnych lat życia.
Też się bałam, ale przeżyłam tę rewolucję. Żyję, mam się nieźle. Z Tobą też tak będzie. ![]()
Myślę, że zawieszenie jest czymś najgorszym dla naszej psychiki.
1 159 2014-11-25 01:56:48
Dobra, ja nie piszę patrząc na Ciebie z góry i myśląc "jakaś Ty naiwna". Piszę z perspektywy człowieka, który właśnie zbyt długo tkwił w miejscu, karmiąc się złudzeniami... Dawał szanse, dawał... i przegrał przez to parę ładnych lat życia.
Też się bałam, ale przeżyłam tę rewolucję. Żyję, mam się nieźle. Z Tobą też tak będzie.
Myślę, że zawieszenie jest czymś najgorszym dla naszej psychiki.
Czy potrafisz odpowiedzieć na pytanie dlaczego?
Dlaczego karmiłaś się złudzeniami? dlaczego tak długo tkwiłaś? dlaczego .....?
Czy nikt ci nie powiedział tego, co Ty teraz przekazujesz dobrej?
Czy nie miałaś świadomości, że to nie ma sensu?
1 160 2014-11-25 06:59:12
Szczerze, Kachna, było różnie.
Bliscy np. niekoniecznie radzili odejście. Oni mieli na względzie dobro dziecka. Moja sytuacja jest nietypowa. To problem, który - jak zauważyłam - wiele ludzi nie wie, jak ugryźć.
Czemu nie odeszłam? Bo ja też sama nie rozumiałam tego wszystkiego, co się dzieje. Poza tym, co robił mój mąż, ja widziałam wiele jego działań, które świadczyły o wielkim jego uczuciu do mnie. Nigdy nie wchodziły w grę (jak sądzę) jego uczucia do kogoś innego. To jakby dwóch ludzi w jednym ciele. Nie ogarniałam tych jego potrzeb. Do dziś, a starałam się zgłębić ten temat, nie rozumiem tego wszystkiego.
Choć na pewno też z lęku przed rewolucją, przed tym, że nagle zostanę sama z dzieckiem, że sama będę musiała o wszystko zadbać itd.
Ale, ale... Jeśli jest jakiś sens naszych porad tutaj to chyba właśnie taki. Jeśli ludzie pytają nas o drogę, gdy sami stoją na jej początku, a my już ją przeszliśmy, to chyba właśnie po to, byśmy im doradzili: "tędy szłam, tu się zatrzymałam, usiadłam, stałam, tu się wróciłam, tu znów siedziałam i myślałam... droga zajęła mi parę lat... zniszczyła psychicznie, kosztowała parę upokorzeń, dziś jestem tu gdzie byłam parę lat temu i okazało się, że i tak muszę przejść rewolucję...
Ja tak miałam, dziś z perspektywy czasu nie szłabym tą drogą, a jeśli już to nie zatrzymywałabym się, nie wracała, nie czekała na jego zmianę, cud, decyzje, sama bym zadecydowała.
O to wchodzi w doradzaniu na forum. Czy Twoim zdaniem, gdybym miała 20 lat i zero złych doświadczeń, zero błędów na koncie, moje rady byłyby cenniejsze? Wtedy mogłabym powiedzieć Dobrej: "nie idź tą drogą"?
Jeśli pokazuję jej skrót, bo już go znam, to źle?
Na tym polega sens forum. Na dzieleniu się doświadczeniami. Może to choć pomoże Dobrej zastanowić się nad pewnymi sprawami, choć całkiem możliwe, że i tak przejdzie tę samą drogę, że będzie musiała się przekonać na własnej skórze, może nawet będzie stała dłużej, więcej się wracała. Nie oceniam. Pokazuje, jakie ja błędy popełniłam.
1 161 2014-11-25 09:08:27
a ja ciebie dobra rozumiem
bo wiem, jak jest ciężko znaleźć w sobie siłę, do tak radykalnych zmian w życiu
szuka się wszystkich wymówek i wątpliwości
patrząc z perspektywy czasu - raczej jest to błąd
ale ja nie znalazłam w sobie siły ...
właśnie tak jak napisałaś inka,
dla mnie dodatkowo radykalność zmian jest, będzie bardzo brzemienna w skutkach z innych powodów,
bo z dużym prawdopodobieństwem będę musiał poświęcić to na co pracowałam ostatnie lata, nowy zawód, może nowe szanse rozwoju, nowe perspektywy, teraz jestem na studiach podyplomowych,
radykalność zmian bo najprawdopodobniej zmiana środowiska dla dziecka, nowa szkoła, powrót do małej miejscowości albo plan wyjazdu zagranicę
wolę realnie ocenić co może mnie czekać, bo decyzje mają swoje konsekwencje.
To wszystko jest ważne i ma swój ciężar gatunkowy
A teraz po prostu kombinuję w głowie jak to pogodzić, jak poświęcając jak najmniej żyć bez niego.
1 162 2014-11-25 09:09:09 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2014-11-25 09:14:12)
Kajaka kto jak kto , ale ja świetnie cie rozumiem. I dla mnie twoja sytuacja nie jest nietypowa
Mam takie wrażenie że, potraktowałas moje pytania jak atak na siebie
a nie to było moim zamiarem. Widzisz ja uważam , że nie ma dobrych rad , jak w grę wchodzą uczucia, jedyne co można zrobić to podzielić się swoimi doświadczeniami. Nie trzeba już niczego doradzać. Kochana jak poczytasz forum jest pełne "dobrych rad", co człowiek to lepsze rady
i po to właśnie jest forum, aby każdy mógł pisać co chce. I niech tak zostanie . A twoje posty bardzo lubię czytać, widać, że wiesz o czym mówisz, że wiesz o czym mówisz i ostatnią rzeczą jaką bym chciała zrobić to krytykować to co piszesz. To po co te pytania? Ano chciałam aby Dobra zobaczyła że, cokolwiek nie postanowi jest ok i jest najlepszym rozwiązaniem jakie dziś widzi . Kajkaka dlatego zdałam te pytania właśnie Tobie , bo wszystko co robiłaś było oparte o przekonanie
Że dokonujesz właściwego wyboruz
I o to chodzi, robię to bo uważam że to dla mnie najlepsze. Pewnie, że to nie zawsze jest prawda, czasem okazuje się że to był błąd, ale to nie jest dowodem że głupia jestem, tylko że popełniam błędy, jak wszyscy. Pogodzić się ze swoją omylniścią to jeden z tych kroków co to powoduje a
wiarę w siebie, podnosi poczucie własnej wartości.
1 163 2014-11-25 09:27:20
nie szukam odpowiedzi, rad co nam może pomóc, jak uratować nasz związek,
ja bardziej patrzę na niego i zastanawiam się co on może mi dać i jakim jest człowiekiem, czy jest mi z nim po drodze jako z człowiekiem, nawet jeśli tak jak teraz deklaruje chce walczyć o związek,
czy ja jeszcze chcę z nim być...
wiem, że powinnam to zakończyć, że on powinien się wyprowadzić
nie czuję by robić to po to, by on się wreszcie przebudził... bo nawet jeśli tak jest i byłoby..
to jakim jest człowiekiem, że doprowadził nas na skraj przepaści i zaryzykował wszystko, naszą rodzinę, bezpieczeństwo
1 164 2014-11-25 10:09:54
Dobra dużo tu tego "powinnam" . A tymczasem w uczuciach nic nie zdziała żadne powinnam czy musze,tu tylko chcę ma moc. Tylko Ty tmożesz dojść do tego jedynego "chcę".Nie spiesz się to twoje życie i zasługuje na tyle czasu ile będzie trzeba.
1 165 2014-11-25 10:34:12 Ostatnio edytowany przez dobra23 (2014-11-25 10:35:06)
Dobra dużo tu tego "powinnam" . A tymczasem w uczuciach nic nie zdziała żadne powinnam czy musze,tu tylko chcę ma moc. Tylko Ty tmożesz dojść do tego jedynego "chcę".Nie spiesz się to twoje życie i zasługuje na tyle czasu ile będzie trzeba.
kachna
moja przyjaciółka mi już kilka razy powtarzała - "jeśli on ma się wyprowadzić, jeśli to ma się skończyć to musisz tego chcieć naprawdę na 100% a nawet bardziej na 200% "
ja wiem, że powinnam, bo tak podpowiada mi rozsądek, bo taka jest logiczna konsekwencja tego co zrobił on i tego co postanawiłam ja wcześniej.
wiem, dla innych to telenowela, taniec kroków naprzód i w tył,
ale ja ciągle jestem z sobą w zgodzie, nawet jeśli z perspektywy, jak pisze KajkaKa (i ma zapewne rację) uznam, że to był błąd
to doświadczenie nauczyło mnie traktować siebie samą lepiej, zaakceptować siebie i przyznać do błędów, ba, dać sobie prawo do błędów,
może to dorabianie teorii, budowanie usprawiedliwienia dla własnego niezdecydowania, tchórzostwa...jeśli nawet, to tak jestem tchórzem
1 166 2014-11-25 10:39:42
solinko dziękuję za email
1 167 2014-11-25 15:11:20
Ech dobra...:(
Czytam i czytam i mam deja vu.
Szkoda
1 168 2014-11-25 17:27:47
Ech dobra...:(
Czytam i czytam i mam deja vu.
Szkoda
wiem Monia, twoja historia ciągle była gdzieś z tyłu mojej głowy...
1 169 2014-11-25 19:24:28
dobra
a ja jednak uważam, że w zgodzie ze sobą nie jesteś, rozsądek krzyczy uciekaj, a serce co innego. Jesteś rozbita, bo wiesz co powinnaś zrobić, a tego tak naprawdę nie chcesz. Też tak miałam...:)
1 170 2014-11-26 10:50:03
dobra
a ja jednak uważam, że w zgodzie ze sobą nie jesteś, rozsądek krzyczy uciekaj, a serce co innego. Jesteś rozbita, bo wiesz co powinnaś zrobić, a tego tak naprawdę nie chcesz. Też tak miałam...:)
No to Ameryki nie odkryłaś . Dobra warto zdać sobie sprawę z tego że emocje jakie są teraz w tobie, myśli które się kotłują w twojej głowie , całe to niezdecydowanie jest całkowicie naturalne. I to nie tak, że wiesz co masz zrobić, a nie potrafisz. Bo jak ktoś wie jak ma postąpić, to nie ma takich dylematów. Przy podejmowaniu decyzji kierujemy sie się rozumem i uczuciami i te dwa czynniki muszą być pogodzone ze sobą. Czasem rozum odpuszcza i pozwalamy sobie na chwilę szaleństwa, a czasem trzeba pozwolić , aby to rozum zdecydował. Ale musi być zgoda z obu stron
Sytuacja w której się znalazłaś jest właśnie jedną z tych, w których albo rozum albo uczucia będą musiały odpuścić. Jakiegokolwiek wyboru nie dokonasz, to nie uszczęśliwi cie to natychmiast .
Dlatego tak ważne jest, zajęcie się sobą, podniesienie poziomu poczucia własnej wartości , bo za tym idzie ..... wszystko. Dobra poczytaj jeszcze raz posty w swoim wątku, bardzo łatwo można poznać te osoby które nie zajęły się sobą, to One piszą : jestem wrakiem, zniszczył mnie;, byłam głupia itp. Bo tak naprawdę nie jest ważne czy związek przetrwa, czy się rozpadnie, ale to jak się będą czuła jak dokona się jedna z tych rzeczy.