moniaCo,
o czym z Toba dyskutowac?
zjawiam sie na forum pisze swoja wypowiedz i Ciebie denerwuje ze kury.
Ze tak jak ktos o gadach pisze, nikogo nie bierzesz w obrone? Cos z Twoja empatia nie tak, dziala tylko w preferowanych przypadkach
Jak masz osobowosc belferki, pouczajacej to sobie miej, ale chyba od razu byla wiadoma moja odpowiedz, (na Twoje pierwsze pytanie) ze nie dobrze... Bo mi wolno,sie zwracac do kur jak do kur, a cenie sobie nad wyraz moja wolnosc. Czujesz ze do Ciebie sie bezposrednio zwracalem?
Nie pouczaj mnie co by bylo uczciwiej, bo pewno chcialas powiedziec "moim zdaniem". Tak samo jak moim zdaniem byloby madrzej co bys czasami cicho siedziala. Nie dalo Ci spokoju ze znow cos napisalem i od razu musialas dac upust swojej presji pisania?
Czy ja porownuje Twoja rodzine do cyrku i malp? Nie zycze sobie rozumiesz. I tu nie ma zadnego prosze, koniec basta. O mnie jako o kogucicku mozesz sobie pisac, ani mnie to ziebi ani parzy. Nie tykaj jednak spraw o ktorych nie masz zielonego pojecia.
No coz mam nadzieje ze nie zawsze i wszedzie jestes pouczajaco nakazujaca, bo to bardzo utrudnia zycie, tym bardziej ze mna.
Jezeli chodzi o merytorycznosc tej dyskusji, to chcialbym uslyszec gdzie sieje ferment? Nie bede sie bawil w przypuszczenia, chociaz mojej wybujalej fantazji nasowaja sie od razu scenariusze, nie mam tez ochoty przegladac Twoich wypowiedzi od poczatku swiata... bo nie jestem tu dla moniaCo.
In_ka, wyrwalas zdanie z kontekstu, w domysle bylo w chwili zdrady, ale jak Tobie tak pasuje, to sie ciesz ze facet sie do tego przyznal. Mozesz nawet uzyc na wlasna potrzebe, bezkrytycznie ;-))). Oczywiscie ze czytam forum nieuwaznie, nie sledze tu zadnej, nie domyslam sie co chciala powiedziec. Zajmuje sie forum wtedy gdy jak juz pisalem cos mnie ruszy, a rusza mnie coraz mniej... A co sie tyczy Nieznamsiebie to moja odnosnia ponizej.
NieZnamSiebie,
ot samo przyszlo, jakiegos specjalnego starania nie bylo, wierz mi nie chce mi sie starac.
Dziwie sie tylko ze uzurpujesz sobie prawo ze tylko Ty mozesz gadac o zdradzie z pozycji zdradzajacego. Moze odmawiasz mi tego prawa? Chcesz byc ekspertem prosze bardzo, badz sobie. Ale nie mieszaj czasow, bo gdy zdradzalas to tak po prostu mialas wszystko i wszystkich w przyslowiowej dupie, oswiecenie przyszlo dopiero po zdradzie, czyli na moj rozum jak ta idiotka postapilas. Ale to Twoja sprawa, Twoja miarka, Twoje zycie. Tylko prosze nie mierz wszystkich Twoja miarka, bo nie jestesmy tacy sami.
Nie wiem o jakich wartosciach piszesz ze mozna je przewartosciowywac. Stosunkowo normalne dla mnie jest ze czasami cos traci na wartosci. Dajmy na to zwiazek partnerski jaki on by nie byl. Widze natomiast ze u Ciebie odwrotnie, zwiazek zyskal na wartosci po zdradzie? Dopiero sob9ie wtedy zdalas z tego sprawe?
Nie wiem czy dobrym tokiem Twojego myslenia ide, jezeli nie to mnie popraw. Albo mam myslec ze kochanek mial ogromna wartosc (wedlug mojego toku mylsnie --traci) i doszlas do wniosku ze ta wartosc stracil. Nie chce mi sie przegladac Twoich postow jak to z Toba bylo. Ale jak tylko chcesz to oswiec mnie w tej materii.
Tak NieZnamSiebie, wiem jaka jest miedzy nami roznica. Ty patrzysz na wszysto przez pryzmat swojej zdrady i wybaczyc sobie tego chyba nie potrafisz. Po prostu swego czasu juz nie kura a glupia gesia bylas, spodziewam sie nawet ze sama nie wiedzialas dlaczego zdradzilas, a to juz zakrawa na czystej wody idiotyzm. Bo wiesz ludzie ktorzy cos robia a nie wiedza co robia, to tak przynajmniej troche uposledzeni sa. Tak jakos szczegolnie rzucilo mi sie w oczy pare Twoich wypowiedzi ze dla zdrady nie ma przyczyny, nie ma usprawiedliwienia, nie ma wytlumaczenia. Moze nie doslownie Cie zacytowalem, ale sens mniej wiecej taki. No trudno, kazdy ma jakies swoje ograniczniki a Twoim jest pojecie. Na moje oko nie potrafisz pojac ze w zyciu moze byc inaczej. Ja Tobie na przyklad wierze ze zdradzilas bez przyczyny, powodu i usprawiedliwienia. Dlaczego mialo by tak nie byc skoro tak mowisz? Biore to za dobra monete.
Tak samo biore za dobra monete ze zalujesz, cierpisz itd. Ale na Boga wez i zrozum ze sa tacy/takie co nie cierpia i nie zaluja, a jezeli mozesz sobie to wyobrazic, sa nawet tacy ktorych sie sytuacja poprawila. Na szczescie nie zyjemy w swiecie gdzie NieZnamSiebie jest wyroczna na wszystko i wszystkich.
Dlatego tez ze kazdy z nas to osobne indywiduum pozwol kazdemu wyciagnac swoje wnioski, a nie upieraj sie ze Twoje sa najwspanialsze i najlepsze, bo mnie nie przekonasz tym, ze jakas kobieta zdradzila bez powodu i pozniej otwarly jej sie oczy jak wiele stracila.... (a tak nie znajac szczegolow moglbym opisac Twoja historie)