To już jego wina skoro jej nie kocha bo kto zdradza ten nie kocha a żyje przyzwyczajeniem (np do tego że ma ciepły posiłek i wyprane gacie) to powinien wsiąść rozwód ze swojej winy a może tym kimś jesteś ty ?
A co do wybaczenia to wybaczyć można a bądź pewien że nie zapomni się tego NIGDY. Będzie to zadra na całe życie i przy pierwszej lepszej okazji będzie wychodziła nawet na starość.
Może jesteś jej mężem i dlatego tak się angażujesz w ten wątek. Dobra sprawdź swojego męża czy czasem nie pisze razem z teo50
846 2014-06-19 20:14:59 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-06-19 20:19:43)
Podobne tematy
847 2014-06-19 20:35:16 Ostatnio edytowany przez TEO50 (2014-06-19 20:37:04)
hahah jestes dobry Darkness
gdybym byl jej mezem.........
gdybym byl bogaty
no faktyczne tu masz racje bardzo bardzo sie zaangazowalem
dobrze ze w moim kraju nie ma rozwodow z orzeczeniem winy.
a znasz to jak babcia z dziadkiem siedza przy obiedzie i nagle dziadek wali ja w glowe lyzka.
babcia: za co?
dziadek: jak sobie przypomne!!!!
chyba zartujecie z tym sumieniem. ja tak tylko z czystej sympatii
848 2014-06-19 20:40:03 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-06-19 20:41:10)
To są głupie żarty a powiem ci że zupełnie też bezpodstawne. Rozwód z orzeczeniem winy to rzecz normalna i w każdym normalnym państwie no poza arabusami i innymi dzikusami jest możliwy
I wiesz co mój dziadek zdradził babcię w wieku 28 lat i na starość wraca przeszłość owszem pamięć bieżąca szwankuje ale nie długoterminowa.
Ja bym się w ogóle nie zdziwił jakbyś był jej mężem, jak pisałem to można łatwo sprawdzić.
dlugo sie zastanawialem nad tym i doszedlem do wniosku ze roznica miedzy moimi radami, a radami np: kachny. End_iluzji, i innych polega na tym ze: (krotko):
-DOBRA nie jestes winna zaistnialej sytuacji, a co za tym idzie M jest winny (pomijajac juz stara polprawde ze oboje sa winni)
-DOBRA jestes wspolwinna (to juz moje).
Czyli co jak M ukradnie samochód, bo ja się nie zgodziłam na kupno, bo raty za duże a zarobki za małe, to też współwinna?
Jak pobije sąsiada, bo chorobliwie zazdrosny,to tez ja współwinna? A może ja i sasiad bo dzień dobry z usmiechem powiedział?
A jak M pobije żonę ,bo zupa była za słona, to też ona współwinna?
mi tutaj nie chodzi ze ktos ma sie kajac i prosic o przebaczenie. Nie Ty nie M. Bo nawet nie wiem jak mialoby byc to rozlozone
Proponuję aby żona zaczęła przepraszać że nie zgodziła się na zakup tak wymarzonego samochodu, że odpowiedziała sąsiadowi , że tą zupę przesoliła, proponuję nawet, żeby wyrok za kradzież, pobicie sąsiada i jej , po połowie odsiedzieli.
( a poradniczki wrecz walcza ze M ma zrozumiec jak Cie zranil i ma sie deklarowac) Mnie chodzi o sama swiadomosc, ze kazdy postepowal w ten sposob ze PARTNERA/PARTNERKE ranil. To chyba nawet jest dosc uniwersalne.
No tak uniwersalny, tzn pasujący dla wszystkich. Hm no tak oni się ranili do momentu zdrady, to jest dla mnie ok, ale potem ? W czym ona go rani? Ale ja głupia ci ci jestem . NO TAK ona go raniła bo wepchnęła go w ramiona niedobrej, brzydkiej kochanki.
Po co to wszystko pisze? Ano po to by bylo jasne ze jest zaleznosc przyczynowo-skutkowa, zawsze. A jak sie tego nie wie to nawet stawanie na glowie, niczego nie naprawi.
Czyli że co? jak małżeństwo to zbiorowa odpowiedzialność za wszystko? Czyli co nie ma ON/ONA ,są ONI? To znaczy nie on zdradził ? Nie nie , już kapuję, mimo że jej tam nie było, ona mu gaci nie ściągała to ze względu na zbiorową odpowiedzialność , ona współwinna?
Nareszcie zrozumiałam i na głowie nie musiałam stawać ! ![]()
850 2014-06-19 20:42:49 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-06-19 20:47:14)
Teo50 to niezły motacz wszystko przekręca by pasowało do jego obrazu rzeczywistości.
Pytam się teo50 czy jakby ciebie zdradziła żona z jakimś powiedzmy młodszym gachem to ty byś był temu współwinny ?
Kiedyś pisałeś o związku otwartym że nie znasz się na tym odpowiadam to normalny związek małżeński w którym obie strony mają równe przyzwolenie na skoki w bok.
TEO50 napisał/a:dlugo sie zastanawialem nad tym i doszedlem do wniosku ze roznica miedzy moimi radami, a radami np: kachny. End_iluzji, i innych polega na tym ze: (krotko):
-DOBRA nie jestes winna zaistnialej sytuacji, a co za tym idzie M jest winny (pomijajac juz stara polprawde ze oboje sa winni)
-DOBRA jestes wspolwinna (to juz moje).Czyli co jak M ukradnie samochód, bo ja się nie zgodziłam na kupno, bo raty za duże a zarobki za małe, to też współwinna?
Jak pobije sąsiada, bo chorobliwie zazdrosny,to tez ja współwinna? A może ja i sasiad bo dzień dobry z usmiechem powiedział?
A jak M pobije żonę ,bo zupa była za słona, to też ona współwinna?TEO50 napisał/a:mi tutaj nie chodzi ze ktos ma sie kajac i prosic o przebaczenie. Nie Ty nie M. Bo nawet nie wiem jak mialoby byc to rozlozone
Proponuję aby żona zaczęła przepraszać że nie zgodziła się na zakup tak wymarzonego samochodu, że odpowiedziała sąsiadowi , że tą zupę przesoliła, proponuję nawet, żeby wyrok za kradzież, pobicie sąsiada i jej , po połowie odsiedzieli.
TEO50 napisał/a:( a poradniczki wrecz walcza ze M ma zrozumiec jak Cie zranil i ma sie deklarowac) Mnie chodzi o sama swiadomosc, ze kazdy postepowal w ten sposob ze PARTNERA/PARTNERKE ranil. To chyba nawet jest dosc uniwersalne.
No tak uniwersalny, tzn pasujący dla wszystkich. Hm no tak oni się ranili do momentu zdrady, to jest dla mnie ok, ale potem ? W czym ona go rani? Ale ja głupia ci ci jestem . NO TAK ona go raniła bo wepchnęła go w ramiona niedobrej, brzydkiej kochanki.
TEO50 napisał/a:Po co to wszystko pisze? Ano po to by bylo jasne ze jest zaleznosc przyczynowo-skutkowa, zawsze. A jak sie tego nie wie to nawet stawanie na glowie, niczego nie naprawi.
Czyli że co? jak małżeństwo to zbiorowa odpowiedzialność za wszystko? Czyli co nie ma ON/ONA ,są ONI? To znaczy nie on zdradził ? Nie nie , już kapuję, mimo że jej tam nie było, ona mu gaci nie ściągała to ze względu na zbiorową odpowiedzialność , ona współwinna?
czytam i rozumie
ko ko ko ko
Nareszcie zrozumiałam i na głowie nie musiałam stawać !
Teo50 to niezły motacz wszystko przekręca by pasowało do jego obrazu rzeczywistości.
Pytam się teo50 czy jakby ciebie zdradziła żona z jakimś powiedzmy młodszym gachem to ty byś był temu współwinny ?
Kiedyś pisałeś o związku otwartym że nie znasz się na tym odpowiadam to normalny związek małżeński w którym obie strony mają równe przyzwolenie na skoki w bok.
kachna66 napisał/a:TEO50 napisał/a:dlugo sie zastanawialem nad tym i doszedlem do wniosku ze roznica miedzy moimi radami, a radami np: kachny. End_iluzji, i innych polega na tym ze: (krotko):
-DOBRA nie jestes winna zaistnialej sytuacji, a co za tym idzie M jest winny (pomijajac juz stara polprawde ze oboje sa winni)
-DOBRA jestes wspolwinna (to juz moje).Czyli co jak M ukradnie samochód, bo ja się nie zgodziłam na kupno, bo raty za duże a zarobki za małe, to też współwinna?
Jak pobije sąsiada, bo chorobliwie zazdrosny,to tez ja współwinna? A może ja i sasiad bo dzień dobry z usmiechem powiedział?
A jak M pobije żonę ,bo zupa była za słona, to też ona współwinna?TEO50 napisał/a:mi tutaj nie chodzi ze ktos ma sie kajac i prosic o przebaczenie. Nie Ty nie M. Bo nawet nie wiem jak mialoby byc to rozlozone
Proponuję aby żona zaczęła przepraszać że nie zgodziła się na zakup tak wymarzonego samochodu, że odpowiedziała sąsiadowi , że tą zupę przesoliła, proponuję nawet, żeby wyrok za kradzież, pobicie sąsiada i jej , po połowie odsiedzieli.
TEO50 napisał/a:( a poradniczki wrecz walcza ze M ma zrozumiec jak Cie zranil i ma sie deklarowac) Mnie chodzi o sama swiadomosc, ze kazdy postepowal w ten sposob ze PARTNERA/PARTNERKE ranil. To chyba nawet jest dosc uniwersalne.
No tak uniwersalny, tzn pasujący dla wszystkich. Hm no tak oni się ranili do momentu zdrady, to jest dla mnie ok, ale potem ? W czym ona go rani? Ale ja głupia ci ci jestem . NO TAK ona go raniła bo wepchnęła go w ramiona niedobrej, brzydkiej kochanki.
TEO50 napisał/a:Po co to wszystko pisze? Ano po to by bylo jasne ze jest zaleznosc przyczynowo-skutkowa, zawsze. A jak sie tego nie wie to nawet stawanie na glowie, niczego nie naprawi.
Czyli że co? jak małżeństwo to zbiorowa odpowiedzialność za wszystko? Czyli co nie ma ON/ONA ,są ONI? To znaczy nie on zdradził ? Nie nie , już kapuję, mimo że jej tam nie było, ona mu gaci nie ściągała to ze względu na zbiorową odpowiedzialność , ona współwinna?
czytam i rozumie
ko ko ko ko
Nareszcie zrozumiałam i na głowie nie musiałam stawać !
Nooooooo jak ja bym nie miała nic do powiedzenia to też mi tylko ko ko ko by zostało. ![]()
854 2014-06-19 20:50:28 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-06-19 20:51:01)
odpowiedz na moje pytania Teo50
855 2014-06-19 20:51:12 Ostatnio edytowany przez TEO50 (2014-06-19 20:52:40)
Teo50 to niezły motacz wszystko przekręca by pasowało do jego obrazu rzeczywistości.
Pytam się teo50 czy jakby ciebie zdradziła żona z jakimś powiedzmy młodszym gachem to ty byś był temu współwinny ?
wyobraz sobie ze w pewnym stopniu bylbym. Na dzien dzisiejszy juz na pewno.
A wogole? wogole zalezy od wszystkich okolicznosci
Chyba nieraz dawalem do zrozumienia ze nie znam M DObrej, nie wiem jaki czlowiek nie znam okolicznosci ich zycia
Ale jak wam wystarcza, no to w takim razie chyle czola. Czola chyle
Ale jak bym mial czasam kiedys przed sadem stanac, a mialbym takich sedziow, to bym sobie pomyslal....
ale tego nie chcecie slyszec
KACHNA
skladam wniosek by odebrac Ci tytul.
Cioteczka Dobra Rada
Zdradził, bo były deficyty w małżeństwie, coś mu brakowało itp.
No jasne, że tak. Mój mąż też twierdził, że jemu było dobrze, nic nie brakowało, że zdrada połechtała jego ego. Taka młoda dupa, a leci na niego.
Nie słucha się tego. Wiem swoje. Nie wyszło nam. To jest istotne. Powody musiały być.
Ale najważniejsze jest co jest teraz. Czego teraz się oczekuje, jak ma wyglądać nasze dalsze życie. Nie wszystkim oczekiwaniom jesteśmy w stanie sprostać, ale można się gdzieś spotkać. Ustalić czy to odpowiada. Rozmawiać o tym co teraz. Nie dłubać się w tej przeszłości.
Ktoś dowiedział się, ze ma raka skóry. Będzie dociekał jak do tego doszło, przypomni sobie jak wystawiał się do słońca. Te wszystkie swoje grzeszki. W czym mu to pomoże? Pogodzi się łatwiej z chorobą wiedząc w jakim stopniu się do niej przyczynił? A może powinien tego nie roztrząsać, skupić się na leczeniu, na tym co teraz może zrobić.
Podobnie moim zdaniem jest ze zdradą. Teraz jest już zupełnie inna rzeczywistość.
Dlatego proponowałabym Dobra, żebyś unikała zastanawiania się co ich łączy, co robią, kto kogo pociesza, czy coś źle zrobiłaś, jak do tego doszło itp. Te myśli i tak będą się w twojej głowie pojawiać. Im ich mniej tym lepiej.
Przeszłości nie zmienisz, na przyszłość masz wpływ.
Dobra oczekujesz, że będzie cię z mężem łączyła miłość. Tylko wasza. Czy on jest temu w stanie sprostać, okaże się.
Nie wiem czy mąż przedstawił ci jakieś swoje oczekiwania. Jeśli nie to czemu?
KACHNA
skladam wniosek by odebrac Ci tytul.
Cioteczka Dobra Rada
to ja złożę wniosek żeby Tobie wrócili Wróżka "Bajuszka"
Więc rozumiem że sam byś nie wybaczył jakby twoja żona miała romansik z gachem..
No to wszystko jasne bije z ciebie maksymalny egoizm i powiem ci ze własnie takimi hipokrytami najbardziej gardzę.
Tacy co poszli by na związek otwarty bez zobowiązań to OK ludzie wartościowi bo mają jakieś wartości a nie mi wolno a jej już nie.
859 2014-06-19 21:56:40 Ostatnio edytowany przez TEO50 (2014-06-19 22:02:31)
oj Darkness, chyba nie za duzo rozumiesz
chyba wiecej sie domyslasz, a dla mnie mocny mysleniu nie jestes sorry
bet
nie zgadzam sie z Toba.
Nie moze byc ze przeszlosc nie ma znaczenia. Jezeli sie z nia nie rozprawisz, nie masz szans na jakakolwiek przyszlosc. Przeszlosc to jest terazniejszosc z tym ze juz byla, i chyba nie chcesz mi powiedziec ze da sie to odciac i przejsc nad tym do porzadku dziennego. Ja na swoja przeszlosc ciezko pracowalem i to teraz gdzie jestem, gdzie za chwile bede jest oplacone duzym nakladem sil.
Ale to troche o filozofie zatraca, tak ze nie miejsce na dyskusje tu o tym.
TEO50 występujesz tu jako obrońca M Dobrej?
To tak na marginesie było... Dobrze że jesteś rozkręcasz to forum hihi
A w życiu hmm czy potrafimy sami sobie napisać scenariusz? Jeśli by tak było czy taki napisałaby Dobra ? a jaki napisał by jej M?
Kiedyś mieli pisać razem, teraz już im nie wychodzi i co próbować czy nie próbować?
Nie rób sobie jaj bo nie wierzę by taki cynik jak ty byłby zdolny do wybaczenia takiej tragedii ...
TEO50 występujesz tu jako obrońca M Dobrej?
To tak na marginesie było... Dobrze że jesteś rozkręcasz to forum hihi
A w życiu hmm czy potrafimy sami sobie napisać scenariusz? Jeśli by tak było czy taki napisałaby Dobra ? a jaki napisał by jej M?
Kiedyś mieli pisać razem, teraz już im nie wychodzi i co próbować czy nie próbować?
moze tak widzisz, moze tak czytasz, ale wybacz nie wystepuje jako obronca M ani jako jego adwokat,
Jezeli juz na przyklad scenariusza weszlas, to tak mozna sobie scenariusze pisac, z tym ze nie do filmu dlugometrazowego, a raczej do serialu, gdzie sceny z chwili na chwile sie zmieniaja. No i jak juz jest duet to pozwolmy zeby kazdy mial udzial w pisaniu tego scenariusza a nie tylko ta osoba ktora ma wieksze przebicie.
Nie rób sobie jaj bo nie wierzę by taki cynik jak ty byłby zdolny do wybaczenia takiej tragedii ...
nie jestem odpowiedzialny za Twoja wiare, mozesz sobie wierzyc w co tylko zechcesz, nawet w budyn czekoladowy.
O jakiej tragedii myslisz? bo na pewno nie w takich samych kategoriach jak ja.
Zreszta wybacz nie za bardzo rozumie Twoja wypowiedz, a z Toba szczegolnie nie chce spekulowac na temac co wlsciwie w krotkim zdaniu chciales powiedziec.
Nie lubie interpretowac, wole analizowac
czy jestem? napisał/a:TEO50 występujesz tu jako obrońca M Dobrej?
To tak na marginesie było... Dobrze że jesteś rozkręcasz to forum hihi
A w życiu hmm czy potrafimy sami sobie napisać scenariusz? Jeśli by tak było czy taki napisałaby Dobra ? a jaki napisał by jej M?
Kiedyś mieli pisać razem, teraz już im nie wychodzi i co próbować czy nie próbować?moze tak widzisz, moze tak czytasz, ale wybacz nie wystepuje jako obronca M ani jako jego adwokat,
Jezeli juz na przyklad scenariusza weszlas, to tak mozna sobie scenariusze pisac, z tym ze nie do filmu dlugometrazowego, a raczej do serialu, gdzie sceny z chwili na chwile sie zmieniaja. No i jak juz jest duet to pozwolmy zeby kazdy mial udzial w pisaniu tego scenariusza a nie tylko ta osoba ktora ma wieksze przebicie.
I tu chyba TEO doszliśmy do sedna ... tylko jak tu przyznać sobie równe prawa i obowiązki? To dopiero praca żeby każdy miał udział ... a jak jeden nie potrafi pisać a drugi czytać? jak w kawale o policjantach?
TEO50 napisał/a:czy jestem? napisał/a:TEO50 występujesz tu jako obrońca M Dobrej?
To tak na marginesie było... Dobrze że jesteś rozkręcasz to forum hihi
A w życiu hmm czy potrafimy sami sobie napisać scenariusz? Jeśli by tak było czy taki napisałaby Dobra ? a jaki napisał by jej M?
Kiedyś mieli pisać razem, teraz już im nie wychodzi i co próbować czy nie próbować?moze tak widzisz, moze tak czytasz, ale wybacz nie wystepuje jako obronca M ani jako jego adwokat,
Jezeli juz na przyklad scenariusza weszlas, to tak mozna sobie scenariusze pisac, z tym ze nie do filmu dlugometrazowego, a raczej do serialu, gdzie sceny z chwili na chwile sie zmieniaja. No i jak juz jest duet to pozwolmy zeby kazdy mial udzial w pisaniu tego scenariusza a nie tylko ta osoba ktora ma wieksze przebicie.I tu chyba TEO doszliśmy do sedna ... tylko jak tu przyznać sobie równe prawa i obowiązki? To dopiero praca żeby każdy miał udział ... a jak jeden nie potrafi pisać a drugi czytać? jak w kawale o policjantach?
Hm. wymaga wiekszego zastanowienia, masz racje, wlasciwie az takim wielkim zwolennikiem kompromisow nie jestem, ale niestety jak to w zyciu bywa musze na nie przystawac, wiec jest to jakis srodek. Wiesz bywa tez tak, ze nie da sie kogos na sile uszczesliwic zaproszeniem do pisania. Problem jest wtedy (moim zdaniem) jak wspolautor mogac pisac nie pisze, a tylko torpeduje pomysly, w stylu to zle to nie dobrze. Gdy jest tak zarliwie zmotywowany na mysli o bestsellerze ze na zwykly scenariusz nie ma ochoty, ale to sa dywagacje jak brzeczenie much nad kupa lajna. nie to miejsce, nie te klimaty
Moi drodzy na dzisiaj koniec. ide popatrzec na mecz, a zreszta uczepcie sie kogos innego dobrze. Jestem tu dla dobrej Dobrej w dobrej wierze.
Nie wyszło nam. To jest istotne. Powody musiały być.
Ale najważniejsze jest co jest teraz. Czego teraz się oczekuje, jak ma wyglądać nasze dalsze życie. Nie wszystkim oczekiwaniom jesteśmy w stanie sprostać, ale można się gdzieś spotkać. Ustalić czy to odpowiada. Rozmawiać o tym co teraz. Nie dłubać się w tej przeszłości.
Ktoś dowiedział się, ze ma raka skóry. Będzie dociekał jak do tego doszło, przypomni sobie jak wystawiał się do słońca. Te wszystkie swoje grzeszki. W czym mu to pomoże? Pogodzi się łatwiej z chorobą wiedząc w jakim stopniu się do niej przyczynił? A może powinien tego nie roztrząsać, skupić się na leczeniu, na tym co teraz może zrobić.
Podobnie moim zdaniem jest ze zdradą. Teraz jest już zupełnie inna rzeczywistość.
Dlatego proponowałabym Dobra, żebyś unikała zastanawiania się co ich łączy, co robią, kto kogo pociesza, czy coś źle zrobiłaś, jak do tego doszło itp. Te myśli i tak będą się w twojej głowie pojawiać. Im ich mniej tym lepiej.
Przeszłości nie zmienisz, na przyszłość masz wpływ.
Dobra oczekujesz, że będzie cię z mężem łączyła miłość. Tylko wasza. Czy on jest temu w stanie sprostać, okaże się.
Nie wiem czy mąż przedstawił ci jakieś swoje oczekiwania. Jeśli nie to czemu?
Bardzo mądrze prawisz ! Ani przeszłość, ani przyszłość nie może włazić w "teraz". Ale zgadzam się również z TEO, trzeba posprzątać to co nabałaganione. Osoba zdradzona musi wiedzieć, że zdradzający ma świadomość swojego czynu i bierze za to pełną odpowiedzialność, wie że skrzywdził . Zdradzający musi wiedzieć, że nie będzie na każdym kroku miał wygadywane, przypominane i nie będzie obrzucany oskarżeniami. Zdradzona musi pozbyć się poczucia bycia ofiarą, bo to pozwala być katem. A zdradzający musi pozbyć się poczucia bycia katem, bo to pozwala być ofiarą. A związek ofiara- kat nie uda się.
Muszą znaleźć te rzeczy które były złe, żeby wiedzieć czego nie chcą. I zamknąć te drzwi z przeszłości, nie zapomnieć, ale nie otwierać.
fju fju
to mnie zaskoczylas Kachna, tylko niepotrzebnie powiedzialas ze sie ze mna zgadzasz, bo teraz bedzie wygladac na to ze chce sie podlizac. Ale co mi tam, chyle czola "cioteczko". I pomyslec ze moge zasnac dzisiaj snem sprawiedliwego......... ;-)
fju fju
to mnie zaskoczylas Kachna, tylko niepotrzebnie powiedzialas ze sie ze mna zgadzasz, bo teraz bedzie wygladac na to ze chce sie podlizac. Ale co mi tam, chyle czola "cioteczko". I pomyslec ze moge zasnac dzisiaj snem sprawiedliwego......... ;-)
Teo taka już jestem jak się zgadzam, to to mówię, a jak nie to też nie milczę.
A abstrahując od tego, to z tego co gdzieś się wygadałeś to trochę starszy ode mnie jesteś, a do tego statrszeństwa ta cioteczka, to nie bardzo.... Możesz mi mówić "moje drogie dziecko" ![]()
A co do fiuta...moim życiem nie rządzi, a jedynie je całkiem fajnie umila
Monia
bardzo lubię czytać Twoje posty.
Płci to TY lepiej nie zmieniaj, szkoda by było 
Dobra gdybym ja potrafiła ominąć posty ,które mi nic nie pomagały, to o wiele więcej bym ?dostała ? z tego forum. Ale jak widać nawet jak to potrafisz w niewielkiej części ,to zaraz ktoś się upomni, -MNIE NIE ZAUWAŻASZ- no i siłą rzeczy odpowiadasz. Myślę że spokojnie możesz nie reagować na rady typu wykop go , lub na posty które świadczą o tym że ktoś nie czytał twojej historii i kolejny raz opowiadasz to samo. Myślę, że masz świadomość, że nie tylko ty zyskujesz na tym co się tu dzieje.
Chciałabym zwróci twoją uwagę na sprawy , które mi dość długo nie pozwalały ruszyć do przodu.
Chodzi o robienie założeń i oczekiwania, zarówno wobec siebie jak i wobec mojego M. Zakładałam że jak ja coś zrobię to będzie lepiej, lub jak on coś zrobi to coś tam...
W sytuacji tak ciężkiej dobrze jest odrzucić te ograniczające myślenie, bo nie widać wtedy naprawdę dobrych rzeczy. Taki przykład, jak ja będę oczekiwać, że w jakieś tam święto dostanę piękny prezent , a dostanę tylko książkę i to wcale nie taką którą sobie bym wybrała to będę zawiedziona. I wcale nie sprawi mi przyjemności, a na pewno nie docenię , śniadania do łóżka , wsplnego wyjścia np. na basen, obiadu w fajnej knajpce, czy kolacji przy świecach. Tak naprawdę, oczekiwania stawiają inne dobre rzeczy na pozycji przegranej. To samo dotyczy uczuć czy słów, jeżeli oczekujesz określonych słów od kogoś to jak ich nie usłyszysz, będziesz zawiedziona, a te wypowiedziane nigdy im nie dorównają. To samo dotyczy twoich uczuć, jak założysz że to ci wystarczy , lub w tej sytuacji to ty sobieporadzisz i będziesz zadowolona, a potem się okazuje, że ty zakładasz, a uczucia w swoją stronę, to cierpisz bardziej. Tylko jak pozbędziesz się oczekiwań i założeń będziesz mogła sprawiedliwie ocenić to co cię spotyka.
871 2014-06-20 11:56:51 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2014-06-20 12:00:57)
Jeszcze dodam, jak bardzo takie oczekiwanie ogranicza, bo daje tylko jedną szansę na wiele przecież możliwości.
872 2014-06-20 12:24:27 Ostatnio edytowany przez KajkaKa (2014-06-20 12:26:53)
Kachna, a niby czemu ma ignorować wypowiedzi inne niż "daj mu czas"? Pytanie autorki było otwarte, a to znaczy że pytała o opinie i chyba raczej nie zakładała, że każdy ma się wypowiadać w określonym duchu. Tak działa takie forum. To że ktoś ma inne zdanie od Twojego, nie oznacza, że nie odpowiada z życzliwości i chce autorce zaszkodzić.
Już pomijam fakt, że tak naprawdę nikt (ani ja, ani Ty), nie wie tak naprawdę, które rady przyniosą autorce korzyści, a które w ostatecznym rozrachunku bardziej zaszkodzą.
MoniaCo jest dobrym przykładam, gdzie zastosowanie w porę rady "wykop go" uchroniłoby ją od wielu przykrości.
Forum to nie towarzystwo wzajemnej adoracji. Jak pytam, to zakładam różne odpowiedzi. Oczywiście filtruję je pod względem przydatności, ale szanuję i jestem wdzięczna każdemu, kto zechciał się wypowiedzieć (pomijając skrajne przypadki, które chcą się wyżyć czy komuś dokopać).
Dobra, ja bym od samego początku postępowała inaczej. Ja z chwilą gdybym usłyszała "kocham inną" powiedziała, że w takim razie nie wyobrażam sobie kontynuowania naszego związku i naprawdę bym się odcięła. Nie mówię o wykopywaniu. Ja też jestem zwolennikiem zachowania, w którym zachowujemy klasę. Sama kiedy byłam zmęczona sytuacją w moim małżeństwie zażądałam separacji, ale w normalnej rozmowie i po ustaleniach jak by to miało wyglądać, kiedy. Co wyglądało tak, że termin jego wyprowadzki ustaliliśmy na kilka miesięcy później.
Naprawdę myślę, że takie odcięcie od tego co dobre, totalny chłód, pokazanie komuś, jak to jest, gdy nie jestem już dla niego kochanką i przyjacielem, jest skuteczną metodą na uświadomienie, co może stracić. To sposób na to, by przestał skupiać się na kochance, a pomyślał o żonie. Granica dla mnie to nieprzyjmowanie ochłapów. Co mi po jego obecności w domu, skoro myślami jest gdzie indziej? To już lepiej by było gdyby go nie było, gdyby była szansa, że zatęskni za mną, że odczuje, jak wiele nas jednak łączyło...
Tak jak uważam, ale oczywiście i ja wiem, że pewnej metody na odzyskanie jego uczuć nie ma.
szkoda gadac. niepotrzebnie sie angazowalem w Twoj watek.
Widac ze madrosc ludu jest madroscia uniwersalna, juz od samego poczatku bylo do przewidzenia.Dobra, bede ostatni raz szczery, zycze Ci tego na co zasluzylas. Wcale to nie jest zlosliwe czy zle zyczenie. Po prostu to co bedzie bedzie Twoja nagroda.
Zal mi Ciebie tylko z tego powodu ze tyle jadu musialas sie nasluchac, moze nawet i z mojej strony. Przepraszam
bywaj zdrowa
TEO
i jeszcze
pozatym robi sie tu nudnawo.. ide was zdradzic na inny watek fju fju fjut
A ja naprawdę za każdym razem mam nadzieję, że dotrzymasz słowa, i jak widzę TEO50, to już tu nawet nie wchodzę ![]()
Eh...
moje drogie Dziecko,
coraz madrzej piszesz, z sensem i konstruktywnie, nawet z mysla sie zgadzam, madre. naprawde.
Wziasc Twoje niektore posty i moje i jakas recepte bysmy znalezli, nie ublizajac innym uczestnikom forum, bo tez sie angazuja i przynajmniej od strony uczuciowej DObra wspieraja. Mysle ze tory gdzies sie prostuja w kierujku: pomoc DObrej, ale do konkretnj pomocy jeszcze daleko, strasznie daleko, mam nadzieje ze wspieranie pomyslami radami i zrozumieniem dla Dobrej, sytuacji w jakies sie znalazla zaowocuje. Zwazywszy na to ze dla mnie od samego poczatku bylo jasne ze DOBRA nie prze w kierunku zakonczenia zwiazku. Ma swoje powody dziewczyna. Popieram ja bezwarunkowo w jej zamierzeniach, na razie tyle moge powiedziec. ALe jasno w JEJ a nie zfrustrowanch korespondentek.
Kachna przykro mi ze w swoim czasie sita nie uzylas, ale jest tez racja w tym, ze kazda wypowiedz bierzemy sobie do serca. Osob z ktorymi tu mozna podyskutowac, ba porozmawiac na palcach jednej reki mozna policzyc, ale nie sposob po przeczytaniu czegos sie nawet do tego nie ustosunkowac. Przeciez nikt nie czyta wedlug schematu to pasuje do mojej sytuacji a to nie pasuje. Ja sam odpisuje czasami zamiast puknac sie w czolko i usmiechnac. Ale tez nie w porzadku byloby gdy ktos zabiera glos po prostu "olac". Taki ten swiat, takie to forum i dzial ze tych "olanych" jest tu ponadprzecietnie duzo.
Dobra pisz co sie dzieje, nawet jak dalej zadnych konkretow nie ma. Ja jestem strasznie ciekawy co sie dzieje. Czasami tak przeleci mi mysl, jak tak zaradna kobitka, taki los dostala. Co poszlo nie tak. Ale nie bede Cie zadreczac, to tylko dla nasycenia mojej ciekawosci by bylo, a nie o to tutaj chodzi
Kachna, a niby czemu ma ignorować wypowiedzi inne niż "daj mu czas"? Pytanie autorki było otwarte
.
Ano temu że na niektóre pytania i rady odpowiadała nie wiem czy nie kilkanaście razy.
Forum to nie towarzystwo wzajemnej adoracji. Jak pytam, to zakładam różne odpowiedzi. Oczywiście filtruję je pod względem przydatności, ale szanuję i jestem wdzięczna każdemu, kto zechciał się wypowiedzieć (pomijając skrajne przypadki, które chcą się wyżyć czy komuś dokopać).
I bardzo dobrze tak powinno być, ale jeżeli ktoś zadaje pytanie stawiane kolejny raz to świadczy że zignorował mnie i nie przeczytał mojej historii. Wchodzi i chce natychmiast odpowiedź ,bo mu się czytać nie chciało. To jest fer ? Po mojemu mam prawo ignorować kogoś kto ignoruje mnie.
876 2014-06-20 13:14:31 Ostatnio edytowany przez KajkaKa (2014-06-20 13:17:06)
Hmmm... Myślisz, że napisane raz zdanie "to nie ma sensu, daj sobie z nim spokój" znaczy tyle samo co powtórzone 30 razy przez różne osoby, które dodają do tego opisy swoich historii po dokonaniu różnych wyborów (takich jak autorka lub właśnie zupełnie innych)? Dla mnie miałoby to ogromne znaczenie, czy na tak jest jedna czy 30 osób. Ważna byłaby dla mnie każda opinia.
Wszystkie odpowiedzi się w jakimś stopniu powielają i za takim i za takim rozwiązaniem. Nie widzę w tym nic złego. Przeciwnie.
Poza tym sytuacja jest dynamiczna. Autorka od pierwszego postu wykonuje ruchy, działa, a to oznacza, że za 10 stron mogę obserwując te zmiany i widząc ich rezultaty napisać: "naprawdę myślę, że powinnaś zmienić front" lub przeciwnie: "myliłam się, widzę, że obrany sposób działa na Twojego męża, działaj tak dalej. I wcale nie oznacza to, że ktoś nie przeczytał całości wątku.
Ja np. włączyłam się w jakimś momencie rozmowy, widząc rozwój sytuacji i właśnie smutek Dobrej po tym, jak dała ultimatum mężowi, a on został, ale jednak "nie cały" w tym związku.
Autorka od pierwszego postu wykonuje ruchy, działa
Jassne....
KajkaKa napisał/a:Autorka od pierwszego postu wykonuje ruchy, działa
Jassne....
Działa jak natura chciała! XD
jestem spokojna,
może to przejściowe, może naturalny etap akceptacji pewnej sytuacji na którą nie mam wpływu,
każdy z was nazwie to jak zechce..
czuję spokój i jest mi dobrze, oczywiście to nie uczucie szczęścia... ale spokój,
przestałam się szamotać
nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że od początku nie zrobiłam nic,
po prostu nie zrobiłam tego co inni zrobiliby na moim miejscu, to tyle.
Ja co mogłam, na co było mnie stać i ile miałam siły to zrobiłam..
nie twierdzę, że dobrze, zapewne w tym są jakieś błędy.. ale robiłam wszystko w zgodzie z samą sobą.
Nie żałuję tych rozmów na początku, prób przekonywania jego, potem listu, ultimatum, mojego napierania na rozmowę..
Wiem, że to wszystko w nim gdzieś tam zostało i już nie ważne co z tym zrobi (w ostatecznym rozrachunku tak) ale dla mnie w tym momencie jest nieważne.
Bo jestem "w zawieszeniu", w kórym chcę być
Bo chcę się zdystansować i odpowiedzieć sobie napytanie: czy ja jeszcze chcę?
Chcę ratować związek ale nie na siłę, Więc ile chcę, na ile mnie stać, jak chcę?
Może to będzie czas gdy on też odnajdzie swoją prawdę.
Nic nie zakładam...nie chcę
Co do sytuacji miedzy nami teraz, ja weszłam jakoś tak naturalnie w zachowanie o którym pisze trochę KajkaKa,
odcięłam się jakoś, rozmawiamy ale ja nie szukam na siłę kontaktu, nie pytam, nie jestem przyjacielem,
No i on teraz szuka jakiegoś porozumienia, mówi o wspólnych planach na urlop, próbuje przytulić...
zapewne niektórzy znów powiedzą, że próbuje mnie "ugłaskać"...może , nie chcę z tym dyskutować
bo sama się zdystansowałam do jego zachowania.
Kachna twoje zdania o robieniu założeń i oczekiwań - to jest temat wart moich przemyśleń. Dzięki
Ty już wiesz, że idę podobną drogą do twojej, inną ale podobną...i wiesz , że tu nie chodzi o walkę o związek ale tę drugą ważniejszą -o siebie samą.
nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że od początku nie zrobiłam nic,
po prostu nie zrobiłam tego co inni zrobiliby na moim miejscu, to tyle.
I to jest sedno problemów forum, że mało kto "słucha" co chce piszący.
Co to za rada - rzuć go bo on zrobi tak jak mój jak ona wyraźnie zaznacza -chcę ratować związek.
Albo zostań z nim bo mi się udało -a ona nie wyobraża sobie z nim zostać.
No i on teraz szuka jakiegoś porozumienia, mówi o wspólnych planach na urlop, próbuje przytulić...
zapewne niektórzy znów powiedzą, że próbuje mnie "ugłaskać"...może , nie chcę z tym dyskutować
bo sama się zdystansowałam do jego zachowania.
Bardzo bym chciała aby ktoś tak powiedział, chętnie bym z nim podyskutowała na temat tego założenia.
Ty już wiesz, że idę podobną drogą do twojej, inną ale podobną...i wiesz , że tu nie chodzi o walkę o związek ale tę drugą ważniejszą -o siebie samą.
Tak dobra to dobra droga, nie krzywdzi się tak naprawdę nikogo. Nie lubię tego słowa -walka- bo od razu jestem zmęczona i wiem że ciężko będzie
Zajmujesz się sobą i swoimi uczuciami, kiedyś zrozumiesz, że to najlepsze co mogłaś dla siebie zrobić. Może właśnie dlatego w twoim życiu się tak podziało, abyś odnalazła swoje " wiem, że chcę, wiem że mogę bo chcę i wiem że to mój wybór"
tak, walka to nie jest dobre słowo, lepiej - droga ![]()
chcę żeby wyprowadził się w weekend, gdy odwiozę syna na wakacje do babci
Masz pierwszy cel Dobra
.
Nie spiesz się z podejmowaniem decyzji, co się stało się nie odstanie, czasu się nie cofnie a ten wykorzystaj tak jak Ci serduszko podpowiada. Rozstanie jest trudne On był częścią Ciebie, To jakbyś odkrawała sobie kawałek siebie prawda? Ale to trochę tak jak z cukrzycą kiedy na kończynach pojawiają się wrzody.
Przesłodziłaś? Tego nie wiesz. Stosowałaś złą dietę (być może). To nieważne.... Ważne czy "nogę da się uratować" a potem czy choroba nie posunie się dalej.
A jak po badaniach okaże się że nogi nie da się uratować? że trzeba amputować? Czy bez nogi da się jeszcze szczęśliwie żyć?
Wszystko się da jak się chce ... tak mówią, piszą.
Teraz ważne jest by postawić właściwą diagnozę. ![]()
Rozmyślaj nad kolejnym etapem.
A ja chciałabym żebyś tej "nogi" nie musiała odcinać. By była ona dla Ciebie podporą już do końca życia Dobra i byś Ty nią była dla Twojego M.
Ale jeśli boli, jeśli jest tam gangrena i postępuje wyżej nie zastanawiaj się...
Kibicuję Ci Dobra.
ale jesteście płodni literacko. Nie nadążam
pozdrawiam Dobra. Trzymaj się!
poklepanie po ramieniu..
"trzymaj się"...
tego mi trzeba...
ale na szczęście to już nie "niezbędnik" czy obrałam dobry azymut
pozdrawiam
to myślę:
że, może się trochę dusił w małżeństwie, może chciał nie raz coś inaczej a nie mówił bo obawiał się mnie "urazić"?
bo zna mnie, bo pomimo tego, że nie poddaję się, walczę w życiu, staram się być twarda, to w uczuciach jestem delikatna i wrażliwa...
może za mało byliśmy oboje "egoistyczni" dla dobra drugiej strony
i to zarówno ja i on.
Może powinniśmy się kłócić, a nie kłóciliśmy często..i każdy "trochę rezygnowwał z siebie samego"...
Byliśmy ze sobą szczerzy w życiu, ale może jednak za mało.
Może "zagłaskaliśmy" nasz związek?
On by musiał powiedzieć jak to widzi...bo może to co napisałam wyżej to rozdzielanie włosa na czworo
Sorry Dobra ale jestes super dobra abym mogla spokojnie to czytac ( nie czytalam reszty dalszych postow)
ale
tez " mozesz sie dusić" - Nie jestes inna niż on bo zwiazek jest partnerskich
"Znasz go" - ale on widac Ciebie tez i ma swiadomosc tego co robi -ty tez
"Nie klocicie się" - bo nie macie o co - karty są na stole
"Znacie się" -Jak większość z nas twierdzi na tym forum..
Dobra,
Idziesz jak burza.
Nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
Ale życzę Tobie z całego serca, aby droga, którą obrałaś doprowadziła Cię do celu, który da Tobie ukojenie ![]()
Dobra,
Jak sobie radzisz ?
Dobra,
Jak sobie radzisz ?
Jem...
to dobrze, bo zbyt dużo schudłam..
Więc chyba jest ok?
Znowu zaczęłam biegać..do odbudowy kondycji daleka droga.. ale cieszy.
Zaczęłam pracować w pracy
.. no to też dobrze, bo czas najwyższy a szkoda stracić opinię dobrego pracownika... ![]()
tym bardziej, że chyba otwiera się przede mną droga do poszerzenia kompetencji, może zdobycia nowego zawodu,
w perspektywie szkoła podyplomowa od września... to prawie zaklepane.
jeszcze kilka innych celów, jak: lepsze metody wychowawcze do przetestowania na dziecku ![]()
Wsparcie bliskich też bardzo pomaga.
Naprawdę ok.
Mam chwile smutku i zbyt intensywnego myślenia wiecie o czym, ale tak jakoś ich mniej.
Tym bardziej, że w domu jest trochę milej.
Przerobiłam trochę w sobie te "oczekiwania, założenia" w stosunku do zachowania męża.
On też dzięki temu z pewnością zyskał jakąś przestrzeń.
Dalej chcę odpocząć od jego obecności, ale już nie czuję, że jest mi to niezbędne do oddychania...
Jedyny problem teraz, to to czy on zechce się wyprowadzić.
Bo to, że powiedziałam to (tak na spokojnie- jak to ja
) nie oznacza, że tak będzie.
On nawet powiedział (też spokojnie, trochę z żartem), że nie zamierza się wyprowadzać.
Nie ustaliliśmy wspólnie żadnego terminu. To ja mam w głowie pomysł na ten weekend.
Może nie potraktował tego poważnie, może tym samym mówi "nie odchodzę, wybieram nas".
Pole do interpretacji duże...
Poczekam do soboty gdy odwieziemy dziecko, wtedy wrócę do tematu.
A on jest jakiś taki "prawdziwszy" w naszych relacjach, innego słowa nie znajduję.
Teraz szukam w sobie odpowiedzi: czy ja jeszcze chcę?
Ale też już na spokojnie, przestałam się szarpać.
Bo to zbyt poważna decyzja, muszę to spokojnie w sobie wyważyć i poczuć prawdziwie.
dobra ktoś ci się do konta dobrał? Bo nie poznaję ciebie po tym co teraz czytam!
Serio. Jakaś inna babka pisze. Taka co zaczęła myśleć w końcu o sobie i nie szamoce się jak ryba w sieci.
Trzymam kciuki za dobre zakończenie: dla ciebie i dziecka.
ryba w sieci.
Aniu wywołałas mnie
Dobra trzymam kciuki ![]()
dobra ktoś ci się do konta dobrał? Bo nie poznaję ciebie po tym co teraz czytam!
Serio. Jakaś inna babka pisze. Taka co zaczęła myśleć w końcu o sobie i nie szamoce się jak ryba w sieci.
Trzymam kciuki za dobre zakończenie: dla ciebie i dziecka.
Ania, po prostu "przetrawiłam" w swoim tempie ![]()
Mam chwile smutku i zbyt intensywnego myślenia wiecie o czym, ale tak jakoś ich mniej.
Dalej chcę odpocząć od jego obecności, ale już nie czuję, że jest mi to niezbędne do oddychania...
Jedyny problem teraz, to to czy on zechce się wyprowadzić.
Nie ustaliliśmy wspólnie żadnego terminu. To ja mam w głowie pomysł na ten weekend.
Może nie potraktował tego poważnie, może tym samym mówi "nie odchodzę, wybieram nas".
Pole do interpretacji duże...
Dobra też jak Ania jestem z ciebie dumna- nie wiem skąd tak mi się wzieło,ale to miłe uczucie to dam mu pohulać ![]()
Dobra, to nie jest twój jedyny, problem, powiem nawet, że to żaden twój problem, tylko jego. Twój problem się pojawi jak on powie że nie ma zamiaru się wyprowadzić. Przecież na siłę go nie wyrzucisz? Co wtedy? Wiesz już, że musisz być konsekwentna, wiesz że nie możesz rzucać słów na wiatr bo nie będzie szanował następnych. Co zrobisz?
Aniaa34 napisał/a:dobra ktoś ci się do konta dobrał? Bo nie poznaję ciebie po tym co teraz czytam!
Serio. Jakaś inna babka pisze. Taka co zaczęła myśleć w końcu o sobie i nie szamoce się jak ryba w sieci.
Trzymam kciuki za dobre zakończenie: dla ciebie i dziecka.Ania, po prostu "przetrawiłam" w swoim tempie
bo z czasem przychodzi czas na rzeczy, ktore wymagaly czasu...
:-)))))
Dobra też jak Ania jestem z ciebie dumna- nie wiem skąd tak mi się wzieło,ale to miłe uczucie to dam mu pohulać
Dobra, to nie jest twój jedyny, problem, powiem nawet, że to żaden twój problem, tylko jego. Twój problem się pojawi jak on powie że nie ma zamiaru się wyprowadzić. Przecież na siłę go nie wyrzucisz? Co wtedy? Wiesz już, że musisz być konsekwentna, wiesz że nie możesz rzucać słów na wiatr bo nie będzie szanował następnych. Co zrobisz?
Tak, nie mój problem tylko jego.
Ale mój bo jakoś nie widzę siebie w roli furiatki, wyrzucającej rzeczy przez okno ![]()
nie, to nie ja.
Myślę, że jak to na tyle poważnie z nim przerobię to ustąpi... no ale to moje założenie.. zobaczymy
A .... i mam wyjście awaryjne (chyba dobre) ale wolę nie uprzedzać faktów.
Myślę, że jak to na tyle poważnie z nim przerobię to ustąpi... no ale to moje założenie.. zobaczymy
No tak, przerobisz
![]()
Ale to znaczy co? masz zamiar go przekonywać, nakłaniać, prosić, kazać, czy jakoś inaczej, tak podstępem go wziąć?
Może ja czepliwa jestem ,ale jeżeli sobie dajesz prawo do decyzji pt. Muszę odpocząć od ciebie.", to wypadałoby uszanować jego prawo pt "Nie chcę się wyprowadzać, bo ......powód nam nie znany"
Nie wątpię, że potrafisz go przekonać, tylko czy ty będziesz się z tym dobrze czuła ?
Odpowiadam tylko za to co ja zrobię - bo tak chcę.
dobra23 napisał/a:Myślę, że jak to na tyle poważnie z nim przerobię to ustąpi... no ale to moje założenie.. zobaczymy
No tak, przerobisz
![]()
Ale to znaczy co? masz zamiar go przekonywać, nakłaniać, prosić, kazać, czy jakoś inaczej, tak podstępem go wziąć?
Może ja czepliwa jestem ,ale jeżeli sobie dajesz prawo do decyzji pt. Muszę odpocząć od ciebie.", to wypadałoby uszanować jego prawo pt "Nie chcę się wyprowadzać, bo ......powód nam nie znany"Nie wątpię, że potrafisz go przekonać, tylko czy ty będziesz się z tym dobrze czuła ?
Odpowiadam tylko za to co ja zrobię - bo tak chcę.
Mam zamiar go stanowczo poprosić - to najlepsze określenie.
Tak, on ma prawo odmówić, może tym miejscu warto się zastanowić nad ewentualnymi powodami, które może podać (równie dobrze może nie podać żadnego (chcę bo chcę).
Może to będzie moment prawdziwej rozmowy miedzy nami (na którą tak czekałam) ..może ta rozmowa coś zmieni...
Kachna, nie chcę też nic zakładać.
Myślę, że sytuacja będzie rozwijała się dynamicznie na bieżąco, może trzeba będzie wzajemnego kompromisu...nie wiem.
Wiem, że nie chcę narzucać niczego na siłę, wiem, że on mnie szanuje, ale czy szanuje moje decyzje, prośby...zobaczymy.
Mam jakieś tam wyjście awaryjne na pewien czas, które pozwoli mi i tak w pewnym sensie osiągnąć cel.
Kachna, nie chcę też nic zakładać.
Myślę, że sytuacja będzie rozwijała się dynamicznie na bieżąco, może trzeba będzie wzajemnego kompromisu...nie wiem.
Wiem, że nie chcę narzucać niczego na siłę, wiem, że on mnie szanuje, ale czy szanuje moje decyzje, prośby...zobaczymy.
O! O! O! O! I o to chodzi, może trzeba będzie inaczej, dobrze że nie zamknęłaś się na inne rozwiązania, ważne abyś ty czuła że osiągnęłaś cel.
A no i "muszem sie czepnońć"
Ale wiesz że ta decyzja, prośba do niego jest czymś co on ma zrobić? A jak to zrobi to wprawdzie uszanuje ciebie, ale oleje swoje potrzeby.
A co z szacunkiem twoim do niego? Prosić to nie brak szacunku, ale traktowanie odmowy to już odrobinę .. ![]()
to jest chyba tak, jak wtrącony trzy strony temu wątek pytanie, co ja bym zrobiła, gdyby mój mąż powiedział - zakochałem się, bedę z tobą, ale potrzebuję czasu, żeby się odkochać
nie wiem co bym zrobiła
z doświadczenia swoich przeżyć dziś mam poczucie, że skupiłabym się na sobie, próbie odnalezienia siebie w tej sytuacji,,, zastanaowiłabym się co czuję i czego chce
pewnie, tak jak dobra, powiedziałabym- nie chcę żyć bez miłości - bo te miłośc znam i wiem, jaka potrafi być.
ale nikt nie wie, jakby się to skończyło
może bysmy zrozumieli, zyjąć daleko od siebie - że nam ze sobą dobrze?
może duma nie pozwoliłaby mi na to, by pozwolić mu wrółcić?
może duma nie pozwoliłaby jemu, żeby wrócić?
nie wiem tego
ale to taki otwarty scenariusz.dopiero jak scena się kończy.. wiemy co się wydarzyło
A no i "muszem sie czepnońć"
Ale wiesz że ta decyzja, prośba do niego jest czymś co on ma zrobić? A jak to zrobi to wprawdzie uszanuje ciebie, ale oleje swoje potrzeby.
A co z szacunkiem twoim do niego? Prosić to nie brak szacunku, ale traktowanie odmowy to już odrobinę ..
Prośba żeby się wyprowadził nie jest czymś co on musi zrobić. Nie chcę go na siłę przekonywać do tej decyzji. Chcę mu przedstawić moje argumenty. Może wtedy oboje razem stwierdzimy, że to jednak dobry pomysł, a może razem stwierdzimy, że nie.
Chociaż nie chciałabym na tę chwilę teraz rezygnować z "zaplanowanej samotności".
Więc może być tak, że nikt nie "oleje" swoich potrzeb.
No, a jeśli każde z nas będzie obstawało przy swoim to przecież ktoś i tak wykaże ten brak szacunku do potrzeb drugiej strony.
Salomona mi trzeba! ![]()
to jest chyba tak, jak wtrącony trzy strony temu wątek pytanie, co ja bym zrobiła, gdyby mój mąż powiedział - zakochałem się, bedę z tobą, ale potrzebuję czasu, żeby się odkochać
nie wiem co bym zrobiła
z doświadczenia swoich przeżyć dziś mam poczucie, że skupiłabym się na sobie, próbie odnalezienia siebie w tej sytuacji,,, zastanaowiłabym się co czuję i czego chce
pewnie, tak jak dobra, powiedziałabym- nie chcę żyć bez miłości - bo te miłośc znam i wiem, jaka potrafi być.ale nikt nie wie, jakby się to skończyło
może bysmy zrozumieli, zyjąć daleko od siebie - że nam ze sobą dobrze?
może duma nie pozwoliłaby mi na to, by pozwolić mu wrółcić?
może duma nie pozwoliłaby jemu, żeby wrócić?nie wiem tego
ale to taki otwarty scenariusz.dopiero jak scena się kończy.. wiemy co się wydarzyło
duma a miłość...
Endi myślę, że jak prawdziwie kochasz i widzisz to z drugiej strony to wybór dumy, zamiast drugiej szansy to dziwny wybór.
Po latach mysleć: dla dumy zrezygnowałam może z prawdziwej miłości..
Po latach mysleć: schowałam dumę do kieszeni, poświęciłam ją żeby dać szansę miłości....(niezależnie jak ta druga opcja się skończy).
Zraniona duma a stracona miłość.....to chyba inny ciężar gatunkowy
No ale ja jestem romantyczka ![]()
901 2014-06-23 19:28:03 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2014-06-23 19:35:51)
kachna66 napisał/a:A no i "muszem sie czepnońć"
Ale wiesz że ta decyzja, prośba do niego jest czymś co on ma zrobić? A jak to zrobi to wprawdzie uszanuje ciebie, ale oleje swoje potrzeby.
A co z szacunkiem twoim do niego? Prosić to nie brak szacunku, ale traktowanie odmowy to już odrobinę ..Prośba żeby się wyprowadził nie jest czymś co on musi zrobić. Nie chcę go na siłę przekonywać do tej decyzji. Chcę mu przedstawić moje argumenty. Może wtedy oboje razem stwierdzimy, że to jednak dobry pomysł, a może razem stwierdzimy, że nie.
Chociaż nie chciałabym na tę chwilę teraz rezygnować z "zaplanowanej samotności".
Więc może być tak, że nikt nie "oleje" swoich potrzeb.
No, a jeśli każde z nas będzie obstawało przy swoim to przecież ktoś i tak wykaże ten brak szacunku do potrzeb drugiej strony.
Salomona mi trzeba!
Czy to czasem nie przesada?
Trzeba się i innych szanować i redpektować potrzeby nawzajem.
Kachna66, fundujesz dobrej23 teraz psychintelektualny bełkot.
Dobra, ty pozwalasz aby tobie z rozumu słomę robili.
A już całkiem przyzwoicie się wyrażałaś.
Jeszcze przyszło mi do głowy, że na siłę wątek podtrzymujecie.
A jak TAK to ja przepraszam za wtrynianie się.
Aleksandra81
dzięki za przywołanie do porządku ![]()
Kachna jest po prostu o klika poziomów wyżej "wypracowała" szacunek i zgodę z samą sobą, ale też szacunek do drugiej strony i liczenie się z jego zdaniem.
Aleksandra81
dzięki za przywołanie do porządkuKachna jest po prostu o klika poziomów wyżej "wypracowała" szacunek i zgodę z samą sobą, ale też szacunek do drugiej strony i liczenie się z jego zdaniem.
Jak dla mnie to kachnę66 życie i mąż zbyt brutalnie potraktowali i ona za bardzo uciekła w świat psycoanalizy od własnych problemów.
Heja.
Żenada kolejny mąż który nie umie być dorosły.
Dlatego ja swojemu zdradzającemu mnie i nie umiejącemu wybrać mężowi na rocznice jego poznania z laseczką zrobiłam niespodziankę.
Pozew rozwodowy.
Nie żeby było łatwo.
Nie żeby nei bolało.
Pierwsze podejście było w styczniu, w marcu w kwietniu az w końcu pojechałam złozyłam.
I kur.....a odetchnęłam pełna piersią.
A on...
Jak to mówi Sol_1
?Jeśli on leci za suką to zdejmij mu kaganiec, odepnij smycz i puść wolno. Niech ucieka, tylko później niech nie piszczy pod Twoimi drzwiami?
Przeczytam to jeszcze raz, może jakimś cudem ten watek się jednak różni.
Przeszłam to co autorka postu.
Rok walczyłam, zniszczyłam siebie, zniszczyłam rodzinę, córka zawaliła szkołę zaczęła się ciąć, syn się zaczął jąkać a mąż
...no nie umiem wybrać, kocham ciebie i ją....
7 razy odchodził 8 razy wracał
pobił mnie tak że się znajomi pytali co mi się stało (nie chciał żeby laseczka się prawdy o tym ze sypiamy razem dowiedziała)
...to wszystko twoja wina...
...mieszasz mi w głowie...
...to ty manipulujesz mną dziećmi i moją matką...
...to ty w necie piszesz blogi i kłamstwa przez które ONA płacze...
...ona jest piękna dobra i wrażliwa...
Wiesz, gdybym posłuchała osób tutaj i go wypierniczyła na bruk, już bym była po najgorszej traumie życia, a ja co robiłam, przedłużałam ja codziennie.
Codziennie prądem mi robił operacje na otwartym sercu, codziennie, miliony razy.
I tak nie posłuchasz mnie i będziesz uważała ze twój przypadek jest inny - NIE JEST IDENTYCZNY JAK CO 4 TUTAJ.
Mam wrażenie ze jest KLONOWANIE SIĘ ZDRAD.
Mam wrażenie ze NIE MA MĘŻCZYZN
Mam wrażenie ze my kobiety MAMY PROGRAMOWANE MÓZGI GÓWN..M
nie było mnie dwa miesiące (układałam sobie w głowie) a czytam te same teksty co w styczniu kwietniu i listopadzie...
Poczytaj moje posty, nie mam jednego, pisze w kilku, nie che być znaleziona przez X...
Chętnie pogadam...
Wyprowadzka niczego nie zmieni, za to idealnie zmienia odcięcie się zupełnie.
Ty po etapie płaczu, żalu, umartwiania się, zyskujesz równowagę a on natychmiast zobaczy co stracił...
PS.
Na moją prośbę o pierwsza wyprowadzkę znalazłam po paru miesiącach odpowiedz
M wyprowadza się,
zabiera pościel,
ubranka,
proszek,
ręczniczki,
poduszeczki i ulubiony kocyk...
całuje mnie dzieci na pożegnanie, ze łzami w oczach wychodzi
z wynajmowanego mieszkania przesyła zdjęcia jak to sobie ślicznie posprzątał
potem sms ...teraz muszę pomyśleć, nie dzwoń nie pisz...
ona dzwoni ...czy wiesz że do mnie jedzie...
mija trochę czasu
znajduje w jego kompie maila do niej
...kochanie ty moje, zobacz wyprowadzam się od niej, to mój gest dobrej woli, kocham cię nad życie, ta qwa nie zniszczy naszej miłości... (to o mnie)
teraz wiem ze zadzwoniła żeby sprawdzić czy rzeczywiście się wyprowadził...
906 2014-06-23 19:54:51 Ostatnio edytowany przez dobra23 (2014-06-23 19:55:46)
solinka
twój wpis to jakiś hardcore, ta twoja historia w skrócie...współczuję
...wjechałaś tu walcem
i dobrze
szczerze? nie wiem co z tym mogę zrobić, ale na pewno zostanie we mnie też na ten czas przemyśleń.
Dzięki
tekst o "piesku" - bezcenny ![]()
907 2014-06-23 20:31:35 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2014-06-23 20:34:03)
No, a jeśli każde z nas będzie obstawało przy swoim to przecież ktoś i tak wykaże ten brak szacunku do potrzeb drugiej strony.
Salomona mi trzeba!
Dobra właśnie o to chodzi, aby decyzje i czyny podejmowane przez drugą osobę nie obarczać jakimikolwiek własnymi uczuciami . Ty zakładasz, że jak nie dojdziecie do innego rozwiązania, to albo jedno, albo drugie nie będzie uszanowane, a to nie tak. Załóżmy że twój M pomyśli, nie wyprowadzę się bo :
-nie chcę być z dala od niej bo nie będę miał możliwości jej przekonać że mi na niej zależy,
-bardzo ciężko będzie ją przekonać abym mógł wrócić,
-a jak jej będzie lepiej to może mi nie pozwolić wrócić,
-bo ją kocham i chcę jej wynagrodzić
-bo nie będzie syna i będziemy mieć swobodę to może nam się uda coś naprawić
-bo ona może pomyśleć że mi nie zależy
Jakoś nie potrafię sobie wymyślić jakie musiałby mieć twój M żeby można powiedzieć że cię nie szanuje ale spróbuję
- mam w nosie co ona chce,
-niech prosi mi to i tak wisi co ona sobie myśli
No nie wiem co jeszcze? Jedno jest pewne, nie wiesz czemu ktoś postępuje jak postępuje, dlatego nie można mówić że on cię nie szanuje (mówię o tym konkretnym przypadku). Bo nie specjalnie chce mi się wierzyć aby twój M myślał mam w nosie, raczej jeden z tych pierwszych punktów, może też myśleć "ja nie mam ochoty się wyprowadzać bo mi tu wygodnie", ale ty nie wiesz co on myśli, nie wiesz czemu może nie zgodzić się na twoją prośbę. Możesz długo dywagować, a na koniec i tak powiesz "ale pewności nie mam"
Kochana to jest to o czym pisałam, że nie rani nas to co ktoś robi, ale to co o tym myślimy. Ty myślisz , że to byłby brak szacunku i to cię rani, jak pomyślałabyś w/g tych 4 pierwszych pkt nie czułabyś się ani zraniona, ani nieuszanowana.
A to założenie cię ogranicza, no bo jak spojrzeć na to co robi przychylnie jak on cię nie szanuje.
Dobra chodzi o to aby dać prawo M, a co tam M , dać prawo wszystkim postępować jak chcą, dać prawo dokonywać swoich wyborów, bez obarczania ich swoimi uczuciami. Nie, nie oceniać jaki to ma wpływ na ciebie bo to akurat trzeba zrobić, nie oceniać na podstawie jakich uczuć, myśli czy powodów on to zrobił/.
Nie wiem czy potrfię to wytłumaczyć, bo wiem że granica jest bardzo cienka. Posłużę się twoim przykładem.
Załóżmy, że M się nie zechce wyprowadzić, to dając mu to prawo co możesz zrobić ty:
-możesz się wyprowadzić sama
-możesz zacząć żyć koło niego nie z nim. Tak jak ze współlokatorem, którego nie specjalnie lubisz ,
-możesz wyjechać na kilka dni sama,
-możesz znaleźć sobie tyle zajęć poza domem, że tylko na noc będziesz wracać
no i pewnie jeszcze by się coś znalazło, ale nie o to chodzi co zrobisz. To jest właśnie dbanie o siebie ze zrozumieniem tego że tylko na siebie masz wpływ. To co on zrobi, co myśli , to nie twój problem, twoim problemem jest to co ty zrobisz, czy jego zachowanie,czyny czy słowa mają na ciebie wpływ, czy ty się na to godzisz. Nie ważne co on, ważne, czy tobie to pasuje i co z tym zrobisz.
Uf nie wiem czy to ma sens, ale starałam się.
Mam zamiar go stanowczo poprosić - to najlepsze określenie.
Tak, on ma prawo odmówić, może tym miejscu warto się zastanowić nad ewentualnymi powodami, które może podać (równie dobrze może nie podać żadnego (chcę bo chcę).
Może to będzie moment prawdziwej rozmowy miedzy nami (na którą tak czekałam) ..może ta rozmowa coś zmieni...
Kachna, nie chcę też nic zakładać.
Myślę, że sytuacja będzie rozwijała się dynamicznie na bieżąco, może trzeba będzie wzajemnego kompromisu...nie wiem.
Wiem, że nie chcę narzucać niczego na siłę, wiem, że on mnie szanuje, ale czy szanuje moje decyzje, prośby...zobaczymy.
Mam jakieś tam wyjście awaryjne na pewien czas, które pozwoli mi i tak w pewnym sensie osiągnąć cel.
Czy wiesz ze ja nagrywałam swojego męża i jakież było moje zdziwienie jak znalazłam 12 plików z różnych dat w których on mówi mi zupełnie to samo, nie pamiętając ze my już taką rozmowę odbyliśmy.
Nie pamiętam żebyśmy o tym rozmawiali.
Powiem ci coś zupełne nowego.
Nie słuchasz mnie.
Nie dajesz mi szansy.
Powiem ci co mi pomogło:
Pewnego dnia, wsiadłam w samochód wzięłam pieniądze, wyjściowe sukienki, sexi bieliznę i szpili i pojechałam, wcześniej informując ją o jego aktualnych kłamstwach
Pojechałam do znajomych na działkę, on dostał zdjęcie z plaży z napisem "Sopot"
...Gdzie qwo jesteś, zniszczyłaś mi życie. Gdybyś tu była zaje...ł bym cie na śmierć krowo....
Przesiedziałam na tej działce 3 dni, upiłam się wyrzygałam, wymodliłam, wypłakałam, wykrzyczałam, a najważniejsze byłam sama, i myślałam, myślałam, myślałam, co che, jak długo jeszcze wytrwam, czy nie szkoda mi życia.
Ból, lęk, wściekłość, żal i akceptacja, równowaga.
Bez dzieci męża znajomych rodziny ja i moje myśli + drzewa słońce woda i ptaki. Równowaga w przyrodzie.
Wróciłam, wściekły zdenerwowany, bo ONA po kolejnej dawce prawdy wywaliła go z życia. (Na chwilkę)
Zmanipulował córkę żeby do niej napisała. Ona jej odpisała ...twoja matka miesza mi w życiu, dobrze że będę miała wpływ na twoje wychowanie bo matkę masz jeb#ietą.
Wróciłam, zadzwoniłam do niej, ...weź go kochana bo cierpi...
posłuchałam co ma do powiedzenia (no jak ją kocha to się odsunę, niech żyją razem, akceptacja i już
)
...Nie wezmę go nie da się z nim żyć, usłyszałam...
Dobra nie chce go może się nam "uda" to się układamy.
Niedziela, tydzień później, romantyczny cały weekend, masa sexu, czułości, rozmów, miłości, godzina 23.30 ona dzwoni, on się podnosi żeby odebrać... mówię ze łzami w oczach i bólem serca ...nie odbieraj, zmieni to nasze życie zupełnie... ...ja jestem dorosły, ja wiem co robię, ja poniosę tego konsekwencje...
ubrałam się wyszłam, wróciłam następnego dnia po pracy
w międzyczasie wysłałam mu smsa ...warto było chociaż...
odpowiedz była jednoznaczna ...nie warto, gdzie jesteś, szukam cie wszędzie...
Co się zmieniło we mnie? Przecież moje zachowanie jest chore. O tym dalej.
Wypytałam go o wszystko, tak dogłębnie, usłyszałam między innymi:
(...)
Kocham ją, z tobą nie umiem żyć, ale się BOJE.
Boje się zaczynać od początku.
Boje się prawdy która o mojej ukochanej wychodzi.
Boje się jej zaborczości.
Do ciebie wracam bo cie kocham jak matkę moich dzieci.
Do ciebie wracam bo tęsknie za uczciwością, prawdziwym domem, miłością do dzieci.
Ty jesteś poukładana, konkretna, stabilna, wierna, uczciwa. Nie ma w tobie za grosz romantyzmu, porywów serc, życie z tobą jest nudne.
Ja potrzebuje emocji, sexu, romansu, radości życia a nie kuchty domowej.
Nie czuje przy tobie żadnych emocji. Jak z matką, babcia czy siostra.
Ja się z nią ciągle kontaktuje.
Ja jej zdjęcia z netu wyciągam.
Ja ja szpieguje po forach.
Ja tęsknie i cierpię widząc ja z innymi. Do ciebie tego nie czuje, jesteś jest ok, nie ma cie nic nie dzieje się.
Przydajesz się jak ONA daleko a ja potrzebuje sexu.
JA pamiętam każde wypowiedziane słowo, on nic.
(...)
Wiem, po czymś takim człowiek by oszalał, stracił wiarę w siebie.
A ja no cóż, dalej wierzyłam że możemy być razem, że go kocham.
Oszukiwałam się jak on.
Ale z innych pobudek.
Za to z dnia na dzień po woli coraz bardziej się ogarniałam, chwilami fala bólu wracała ale już powoli przechylała się fala na +Solina a nie +M.
50%, 51%, 52% ...
Powiedziałam, wynajmij mieszkanie blisko, bądź w życiu dzieci. Ja zniknę z twojego życia.
Dobrze usłyszałam.
Rocznica ...romantycznego porywu serca... jak to ona mówi.
Pojechał.
A ja koło południa jakimś Boskim Cudem znalazłam jej smsy do mnie w folderze Spam.
Poczytałam, 65%, 69%, 70%, 72%, 78%...
wzięło mnie obrzydzenie,
zamienił mnie na COŚ TAKIEGO,
laskę która mi pisze ze sobie będzie pożyczać mojego męża kiedy ją zaswędzi,
a potem pisze, swędzi mnie i własnie mnie podrapał.
Laskę która była przyłapywaną w niedwuznacznych sytuacjach.
Laskę przyłapana na milionie kłamstw, mnie zamienił na COŚ TAKIEGO...
Zadzwoniłam w poniedziałek, usłyszałam że są razem.
Spokojnie powiedziałam, załatw to, złóż pozew, nie ciągnij tego dalej.
Usłyszałam, qwo niszczysz mi życie, nawet operacja cycków ci nie pomoże, pasztecie jeden, dzieciobójczyni (na blogu w wrześniu czy październiku umieściłam zdjęcie testu + i opis..zabiłam to co we mnie rosło... wg niej dokonałam aborcji, wszyscy zainteresowani, właścicielka testu i ja śmiałyśmy się ze hej.)
Nie dyskutowałam, napisałam mu smsa ...ja dostaje co che, ty dostajesz FURIE...
We wtorek pojechałam do sadu złożyłam dokumenty.
W środę przyszedł do mnie o 23.30 jak ona już spała, i mówi ...wiem ze chcesz żebym wrócił, nie wracam...
na co ja ...właściwie to nie, mam dla ciebie prezent, wyciągnij telefon dostałeś mmsa...
i usłyszałam ...nigdy mnie nie kochałaś, miałaś na boku kochanków, wredna qwa, zniszczyłaś mi życie, nigdy o mnie nie walczyłaś...
Złapany we wnyki zwierzak, wyjący z bólu, ze świadomością że oto nareszcie jego żona się uwolniła.
Przerażony dzieciak.
A ja już się umiem z tego śmiać.
Już umiem nie odbierać każdego jego telefonu.
Już umiem nie odpisywać na smsy.
Już umiem na niego patrzeć jak na obca mi osobę.
Dziękuję że mogłam to tu napisać.
Wiem ze to znajdzie, spędza wolny czas na szukaniu moich tekstów w necie, pokasowałam blogi, wszystko.
Nie boje się jej. Jest to chora osoba, żyje moim życiem bo nie ma swojego, żyła moimi marzeniami, niech żyje dalej.
Jestem jej wdzięczna, gdyby nie jej upór (żeby rozbić moja rodzinę), nie otrząsnęła bym się nigdy.
Czekam na rozwód, czuje się wolna, czuje też lek ale nie boje się.
Nigdy nie będę samotna, bo mam dzieci i przyjaciół, mogę być sama ale nie będę samotna...
Zrozumie tego, i zaakceptowanie (był to mój największy życiowy lek) wyzwoliło mnie
Paradoksalnie
A naprawdę było ze mną źle, wystarczy poczytać moje wpisy.
909 2014-06-23 20:44:20 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2014-06-23 20:45:47)
Jak dla mnie to kachnę66 życie i mąż zbyt brutalnie potraktowali i ona za bardzo uciekła w świat psycoanalizy od własnych problemów.
![]()
Widzisz dobra to jeden z takich przykładów. Aleksandra założyła że ja uciekam..... , ograniczając siebie, nie mnie, ona nie wie co ja myślę, nie ma o tym pojęcia, ale tak poczuła i obarczyła moje zachowanie swoimi uczuciami. I ma takie prawo. A co ja na to ?
Ano nic bo mi to nie przeszkadza, niech se ma takie zdanie. ![]()
Dobra właśnie o to chodzi, aby decyzje i czyny podejmowane przez drugą osobę nie obarczać jakimikolwiek własnymi uczuciami . Ty zakładasz, że jak nie dojdziecie do innego rozwiązania, to albo jedno, albo drugie nie będzie uszanowane, a to nie tak. Załóżmy że twój M pomyśli, nie wyprowadzę się bo :
-nie chcę być z dala od niej bo nie będę miał możliwości jej przekonać że mi na niej zależy,
-bardzo ciężko będzie ją przekonać abym mógł wrócić,
-a jak jej będzie lepiej to może mi nie pozwolić wrócić,
-bo ją kocham i chcę jej wynagrodzić
-bo nie będzie syna i będziemy mieć swobodę to może nam się uda coś naprawić
-bo ona może pomyśleć że mi nie zależyJakoś nie potrafię sobie wymyślić jakie musiałby mieć twój M żeby można powiedzieć że cię nie szanuje ale spróbuję
- mam w nosie co ona chce,
-niech prosi mi to i tak wisi co ona sobie myśliNo nie wiem co jeszcze? Jedno jest pewne, nie wiesz czemu ktoś postępuje jak postępuje, dlatego nie można mówić że on cię nie szanuje (mówię o tym konkretnym przypadku). Bo nie specjalnie chce mi się wierzyć aby twój M myślał mam w nosie, raczej jeden z tych pierwszych punktów, może też myśleć "ja nie mam ochoty się wyprowadzać bo mi tu wygodnie", ale ty nie wiesz co on myśli, nie wiesz czemu może nie zgodzić się na twoją prośbę. Możesz długo dywagować, a na koniec i tak powiesz "ale pewności nie mam"
Kochana to jest to o czym pisałam, że nie rani nas to co ktoś robi, ale to co o tym myślimy. Ty myślisz , że to byłby brak szacunku i to cię rani, jak pomyślałabyś w/g tych 4 pierwszych pkt nie czułabyś się ani zraniona, ani nieuszanowana.
A to założenie cię ogranicza, no bo jak spojrzeć na to co robi przychylnie jak on cię nie szanuje.
Dobra chodzi o to aby dać prawo M, a co tam M , dać prawo wszystkim postępować jak chcą, dać prawo dokonywać swoich wyborów, bez obarczania ich swoimi uczuciami. Nie, nie oceniać jaki to ma wpływ na ciebie bo to akurat trzeba zrobić, nie oceniać na podstawie jakich uczuć, myśli czy powodów on to zrobił/.
Nie wiem czy potrfię to wytłumaczyć, bo wiem że granica jest bardzo cienka. Posłużę się twoim przykładem.
Załóżmy, że M się nie zechce wyprowadzić, to dając mu to prawo co możesz zrobić ty:
-możesz się wyprowadzić sama
-możesz zacząć żyć koło niego nie z nim. Tak jak ze współlokatorem, którego nie specjalnie lubisz ,
-możesz wyjechać na kilka dni sama,
-możesz znaleźć sobie tyle zajęć poza domem, że tylko na noc będziesz wracać
no i pewnie jeszcze by się coś znalazło, ale nie o to chodzi co zrobisz. To jest właśnie dbanie o siebie ze zrozumieniem tego że tylko na siebie masz wpływ. To co on zrobi, co myśli , to nie twój problem, twoim problemem jest to co ty zrobisz, czy jego zachowanie,czyny czy słowa mają na ciebie wpływ, czy ty się na to godzisz. Nie ważne co on, ważne, czy tobie to pasuje i co z tym zrobisz.
Uf nie wiem czy to ma sens, ale starałam się.
ma sens,
Kachna może wyraziłam się źle bo ten brak szacunku o którym napisałam był "logiczną konkluzją" na twoje wcześniejsze pytanie.
Cyt: "A co z szacunkiem twoim do niego? Prosić to nie brak szacunku, ale traktowanie odmowy to już odrobinę .."
Ja domyślam się jego ewentualnej odpowiedzi i wiem, że jeżeli będzie taka, to nie będzie mnie ranić (ale tutaj zakładam jak widzisz już jej wpływ na mnie).
To czym się skończy rozmowa na temat wyprowadzki to myślę, ostatecznie będzie przedłożenie racji jednej strony nad racje drugiej.