Teo, a co to ma do rzeczy, ile tu jest? Doświadczenia spoza szacownego forum się nie liczą?
Masz dziwny sposób obrażania każdego, kto ma inne zdanie. I coś, czego nie trawię: generalizowania.
Ja też uważam, że często dominującym powodem, że taki chłop (czasem i baba) żyją nadal jest dom, kredyt i inne przyziemne sprawy. Takie polskie realia. Ciężko wynająć i jeszcze płacić na dziecko. Trzeba się więc pięć razy zastanowić nim się sobie pójdzie. No jeśli tam nie czeka kochanka, która z nami podzieli los i koszty wynajmu (wiemy, że w przypadku męża Dobrej nikt na niego nie czeka, bo kochanka naprawia swój związek, jaka więc perspektywa czeka tego męża? Tania wynajęta kawalerka?)
Rozwiedzeni mężczyźni często więc wracają pod dach swoich rodziców, co jednak szczytem marzeń nie jest.
Dobra, zauważyłam, że ignorujesz każdy wpis, który nie jest po Twojej myśli. Tylko wąskie grono, które poklepuje Cię po ramieniu, przekonując, że powinnaś czekać cierpliwie aż Twój mąż się odkocha + ekspert w sprawie zdrady małżeńskiej, który usprawiedliwiając Twojego męża sam przed sobą się tłumaczy obwiniając zdradzanych o współudział.
Nie twierdzę, że nie można się przyczynić do zdrady. Można. Znam jednak wiele ludzi, którzy przy wszelkich niedoskonałościach swojego związku, przy wszelkich wadach, niedociągnięciach swojego partnera, jednak tego nie robią. Co mnie prowadzi do wniosku, że to jednak kwestia charakteru zdradzacza, jego hamulców, systemu wartości, kręgosłupa moralnego najwięcej zależy.
Nie sądzę, czy gdyby zadać po wielu wspólnych latach pytanie ludziom, którzy nigdy nie dopuścili się zdrady, czy bywali nieszczęśliwi w z związku, czy ich związki nie przechodziły kryzysy, czy ich partner posiada wady... to ich odpowiedź byłaby "ależ skąd, zawsze było cudownie, partner nigdy mnie nie zdenerwował, a mój związek to idylla".
Więc powody znalazły każdy. Naprawdę. Zawsze można się do czegoś przyczepić.
Uważam, że wmawianie Dobrej, że jest to jej wina, jest wyrządzaniem jej krzywdy.
Jeszcze trochę a zacznie go przepraszać. Już próbuje walczyć, choć on ma to gdzieś.
To poniżające. To on powinien o nią walczyć! Amen. Szkoda że mu na to nie pozwoli.
Ciekawa jestem czy Endaluzja, gdyby jej mąż powiedział po zdradzie, że nadal kocha kochankę, że wróci, ale musi mu dać czas na odkochanie, czekałaby na to cierpliwie. Otóż mam wrażenie, że nie. Ona naprawdę pozwoliła mu walczyć o nią, o jej zaufanie. Tylko tak facet może zrozumieć, że straciłby najcudowniejszą, najbardziej wartościową na świecie kobietę.
A tak? Jaki info dostał mąż Dobrej? Że może ją zdradzać fizycznie i emocjonalnie, że może robić cokolwiek, a ona będzie o niego walczyć. Bo taki jest cudowny. Trudno się dziwić, że chce teraz kogoś równego swojej wartości. Że jest warty więcej niż ona, sama go przekonuje. To wszystko nieuświadomione być może, ale tak jest.
Po prostu szkoda mi jej. I tego co sobie robi nie stawiając jasno granic.