dobra23 napisał/a:Kachna, ale mam teraz taki momentami mętlik, że sama nie wiem co o wszystkim myśleć.
Wcześniej byłam bardziej zdeterminowana, miałam ułożone rzeczy w głowie, "filtrowałam" intuicyjnei wypowiedzi.
To co z tobą się dzieje jest całkowicie naturalne. Uczucia i emocje jakie wywołuje zdrada w związku , są porównywane od śmierci bliskiej osoby. Jesteśmy w stanie zorganizować pogrzeb, załatwić i dopracować w najdrobniejszych szczegółach. Ból, tęsknota i co ważniejsze świadomość,że już nigdy jej nie zobaczysz przychodzą znacznie później. To samo dzieje się z tobą, puki nie byłaś pewna jego decyzji, byłaś pewna swojego stanowiska puki miałaś jakiś cel nie zajmowałaś się tym jakie konsekwencje przyjdzie ci ponieść. A teraz przechodzisz okres żałoby, a to jak wiesz jest sprawa bardzo indywidualna i różnie trwa. Dlatego taki nacisk nakłada się na zajęcie się sobą, bo zajmowanie się sprawcą żałoby nie pomaga.
dobra23 napisał/a:to co napisał o uczuciu mojego męża do kochanki:
Gdybyśmy rozmawiały to zapytałabym "czy ty się słyszysz?" A skąd u licha on może o tym wiedzieć?
TEO50 napisał/a:(...)
Pomysl logicznie jest facet ktory do czegos doprowadzil i ma dylemat, z zona czy kochanka? co on sobie mysli? Pomijajac ze jedna kobieta na pewno bedzie tu skrzywdzona, to dlaczego ma byc nia wlasnie kochanka?. On z zona nie zyl 3 miesiace ale iles tam lat!! i jak ma skulic ogon i wrocic do tego co mial? A dlaczego nie do tego co sobie sam znalazl?
(...)
Przepraszam Dobra, a ciebie to mu podrzucono, czy sam sobie znalazł? Kurcze nie chcę porównań, ale pytam ciebie,czy naprawdę uważasz, że twój M wybrałby dla siebie gorszą opcję? Myślisz, że ktokolwiek mając dwa warianty wybiera ten gorszy? Dlaczego ty chcesz z nim zostać mimo wszystko? Bo z jakiś powodów, ta opcja teraz jest dla ciebie najlepsza. Nie wiesz czy za rok powiecie ty i twój mąż "to była dobra decyzja" czy też "to był błąd" ale to zależy tylko od was, razem i każdego z osobna. A to znaczy, że macie trzy pola do zaopiekowania się, jedno wspólne i każdy jedno własne. Ty masz inne rejony ,on inne do przepracowania. Uszanuj swojego M nie wchodź mu "w szkodę". Nie jest to łatwe, ale dla swojego dobra, nie zastanawiaj się, nie pytaj i nie myśl o tym jak on poradził sobie z uczuciami. To jego sprawa i na pewno nie jest dla niego prosta. Wiesz moja psycholog kiedyś mi powiedziała -bo pani M jest bardzo honorowy-w pierwszym momencie się obruszyłam -ciekawe gdzie go ukrywał? Ale byłam już na etapie,ze potrafiłam odciąć się od myślenia o nim i skupić na sobie. Zadałam sobie pytanie -kim jestem,, aby oceniać czyjeś uczucia, tym bardziej ze swoich nie potrafię do końca ogarnąć. Dobra twój M to dorosły facet, któremu dałaś szansę, czemu nie dasz mu czasu aby z niej skorzystał? A co za tym idzie nie dasz jej sobie? Czy będziesz zadowolona jak porozmawiacie, powiesz czego oczekujesz i on to spełni? Co będziesz sobie myślała jak będziesz smutna, a on podejdzie i cię utuli? Cudownie spełnia moją potrzebę, czy może no tak robi to bo mu kazałam, sam by się nie domyślił. Jak będziesz żyć z człowiekiem, nie wiedząc jaki jest i co jest w stanie dla ciebie zrobić sam? Jak chcesz go oceniać jak twoja ocena będzie oparta o to czego ty od niego oczekujesz?Czy zadowoli cię jak spełni twoje oczekiwania bo ty tak chcesz? Co będziesz czuć Jak nie spełni ? Jak obłożysz go wymaganiami, oczekiwaniami to nigdy nie zauważysz dobrych rzeczy które sam dla ciebie wymyśla, bo masz pewne że nie będzie nigdy taki jak ty sobie wyobrażasz. Jak pozwolisz mu być sobą i nie wciśniesz się do klatki swoich oczekiwań wobec niego, to każdy dzień może być niespodzianką
Dobra, przysłowiowe mleko już dawno poszło w diabły. Pokaż mi które z was ,dodałabym jeszcze męża tej kobiety, które nie jest skrzywdzone? Jedno jeast pewne ty jesteś najbardziej i nie chodzi tu o pomiar skrzywdzenia. Jesteś najbardziej skrzywdzona, bo to twoje uczucia, twoja krzywda i miej świadomość, że każdy ma takie samo prawo myśleć. I nikt się nad twoim bólem nie pochyli, bo ma swój. Twój M może mieć wyrzuty sumienia, może ci współczuć, ale i tak gdzieś na końcu zostajesz sama z tym bólem i nie licz na to że poczujesz, że on cię zrozumie. Tylko ty to rozumiesz, tylko ty wiesz co czujesz i jak bardzo boli, dlatego tylko ty możesz sobie pomóc.
dobra23 napisał/a:TEO50 napisał/a:Nie wierz w bajki ze sie gdzies zagubil, wiedzial co robil i tak chcial. Tak samo jak cos zdecyduje to bedzie wiedziec co chce.
to tyle co do racji, którą przyznaję TEO.
No ale czy ja w ogóle się powinnam na tym zastanawiać?
Przecież nie zmienię tego..
No właśnie, czy powinnaś?
To tak jak chciałabyś zjeść pstrąga, wchodzisz do restauracji i zaczynasz śledztwo, skąd jest ten pstrąg, kto go złowił, czy cierpiał jak go zabijali. Pewnie że możesz , tylko po co?
dobra23 napisał/a:Kachna nie wiem czy dobrze zrozumiałam, on powiedział mi w którymś momencie - "kocham ją",
to było przed deklaracją powrotu.
Gdy zdecydował się zostać padło zbyt mało słów,
powiedział, że zostaje, że mogę mu zaufać..i tyle
a teraz unika rozmowy..
Padło tyle słów ile on chciał wypowiedzieć, o ile ty zapytałaś.
Wiesz ja weszłam na to forum z jednym pytaniem ? czy komuś się udało? i nikt mi nie odpowiedział, nikt nie znał takiego małżeństwa które wyszło z tego gó.....na i ocalało. A jednak zaryzykowałam, popełniałam błąd za błędem, gadałam ,pisałam głupoty budowałam klatki w które to siebie to jego pakowałam, ale zawsze wiedziałam czego chcę. Na początku pomóc mojemu M, potem uratować związek, ale dopiero jak moim celem stało się uratowanie mnie samej i w tym kierunku poszłam, poczułam ulgę. Tego nie da się przepracować szybko, to długi proces, pełen pomyłek i paradoksów i trzeba sobie na to pozwolić, bo tylko tak się dowiesz ,że tego nie chcesz.
dobra23 napisał/a:Kachna tak chcę żeby było normalnie, to znaczy żyć zwykłymi sprawami, toczyć zwykłe rozmowy, ale nie udawać, że nic się nie stało.
Nie chcę z nim codziennie przechodzić sesji terapeutycznej, przeżywać katharsis,
ale też potrzebuję, gdy jest mi źle żeby poprostu przyszedł i mnie przytulił, a on wtedy właśnie mnie unika.
Jest mi zwyczajnie przykro.
Witaj w świecie klatek !
O ile sobie dobrze przypominam to całkiem niedawno pisałaś, że widzisz, że się stara, uśmiecha, jest czuły.
Wiem, że jest ci przykro, ale jak mówisz nie było na ten temat rozmowy, to i on nie wie jaką rolę mu napisałaś i przydzieliłaś, o to co robi jest niewystarczające i nigdy nie będzie, jak będziesz w swoich myślach ograniczać go do swoich wyobrażeń.
Dziś jest późno, ale jutro jak chcesz opowiem ci jak ja zajęłam się tą potrzebą, aby on mnie przytulał jak ja byłam smutna.