slońce1 napisał/a:Często zdradzający tłumaczy się kochankowi tym że mu się nie układa w związku w różnych sprawach.. a to mąż pije, nie szanuje, nie potrafi rozmawiać, brak czułości, namiętności, mąż mnie olewa, imprezuje, nie zajmuje się domem, brak rozmów.
Czy może inaczej... kobieta spotyka na swej drodze kogoś kto zawraca jej w głowie, sprawia że czuje się wyjątkowa, przy czym kryzys w związku coraz bardziej oddala ją od męża i postanawia zostać kochanką.
Idzie w ten sposób na łatwiznę.. zamiast naprawiać swój obecny związek to leci na dwa fronty.
Może zacznijmy od tego, że żadnego związku nie da się naprawić samodzielnie. Jak mnie partner olewa, to co ja niby mogę zrobić sama jedna, żeby nie olewał? Zapytać się o powody, poprosić, żeby tego nie robił, wyjaśnić, że mnie rani i w sumie tyle. Jak on sam nie widzi problemu albo zwyczajnie nie chce się postarać, to się gucio osiągnie. Można najwyżej odejść.
Owszem, zdrada to jest pójście na łatwiznę, ale myślę, że bardzo często (o ile nie najczęściej) wynika z lęku, niemożności zerwania związku, przynajmniej w przypadku kobiet. Z jednej strony lęk przed samotnością, przed wywróceniem życia do góry nogami, rozwodem etc etc, a z drugiej niespełnione potrzeby. W końcu pojawia się myśl "a czemu wlaściwie nie można zjeść ciastko i mieć ciastko".
A konkretne powody? Ich to chyba tyle, ilu ludzi i obejmują od chęci spróbowania czegoś nowego po poszukiwanie choćby namiastki uczucia.
Poza tym umówmy się - jest związek, po latach jej się nie chce, jemu się nie chce, są kłotnie, sprzeczki, ciche dni, zero romantyzmu, seks też zbrzydł, bo j.w., a kochanek albo kochanka? Romantyczny, zadbany, troskliwy, uśmiechnięty, prawiący komplementy... Kochanek się nie musi borykać z rachunkami, z dziećmi, ze sprzątaniem domu, z cieknącym zlewem. Dużo prościej o motylki w brzuchu z kochankiem albo kochanką.