NetKobieta.pl1991 napisał/a:Powiem to w krótkim zdaniu: Ja też jestem osobą z ciężkim charakterem i życie nie jest ze mną łatwe.
Ale pomimo moich zachowań czasem niewybaczalnych jest ze mną...W pełni akceptował mój wygląd...
Wstydziłam się rozebrać przed Nim pierwszy raz itp... Jest dobrze wychowany, kulturalny, rodzinny.
Wybaczył mi wiele... Widocznie już nie potrafi więcej znieść.. Czasem go osaczałam, a On bardzo tego nie lubił...
Starałam się i pisząc że chcę to ratować robię sobie wstyd na tym forum.
Decyzja i tak należy do mnie ale mętlik w głowie niszczy wszystko..
Wiązałam z Nim nadzieje i przyszłość... Podeptał to...
Dlatego tak ciężko mi jest ..
Przepraszam z góry, że będę bardzo dosadna ale...
aż coś zawyło we mnie, gdy przeczytałam Twoje słowa.
Sama siebie traktujesz jak "wybrakowany towar" nieodpowiedni dla katolika... Rujnujesz w ten sposób swoją kobiecość i to w wieku, kiedy jeszcze Twoje synapsy tworzą nowe, silne i często trudno dające się zmienić połączenia. W związku z tym, z takim myśleniem o sobie oraz w takiej relacji, jaką tworzysz teraz ze swoim lubym, możesz sobie zafundować w przyszłości długoletnią terapię z marnymi skutkami. Jeśli tego chcesz, to od dziś zacznij zbierać pieniądze na ten cel, bo potrzeba na to potężnej kasy...
Kiedy czytam Twe kolejne posty odnoszę wrażenie, że jako para nazywacie wiarą jakieś Wasze mocno powykoślawiane iluzje tego, czym jest (a raczej czym nie jest) chrześcijaństwo, a Wasza znajomość dogmatów wiary katolickiej pozostała na poziomie kolorowanek o srogim Bozi z ze średniej grupy przedszkola. Zaś opisywane przez Ciebie religijne poglądy Twojego chłopaka to już prawdziwa groteska i wcale się nie dziwię, że wykopują takich z seminarium. Jego i podobnych jemu alumnów to powinno się hurtowo przerabiać na bezotworowe fujarki wspomagające wypas bydła rogatego w Dolnej Saksonii.
Doprawdy nie ma w okolicy Waszego zamieszkania jakiegoś sensownego duszpasterstwa (dominikanie, jezuici, karmelici...)? Kogoś, kto by Was trochę "spionizował" w relacji z Bogiem i w Waszej wzajemnej relacji oraz pomógłby Wam trochę więcej i lepiej zrozumieć o co w tej wierze i w Waszej miłości biega?
A generalnie, to życzę Ci faceta (katolika - a jakże!), który będzie omdlewał z zachwytu nad głębią Twoich oczu i urzekajacą hiperbolą Twej talii, a nie wpędzał Cię w cielesno - religijne kompleksy.