netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

chcę odejść pomimo......

183 odpowiedzi27 786 wyświetleńzałożony przez depress, 10.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » chcę odejść pomimo......

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 184 z 184 ]

131

Odp: chcę odejść pomimo......
Elle88 napisał/a:

Jaśniej: Twoim głównym przekonaniem n/t życia jest to, że inni istnieją po to by sprawić byś czuł się szczęśliwy. Gdy to się nie dzieje (i nie ma w tym nic dziwnego przy tak błędnym założeniu) zaczynasz czuć te wszystkie emocje, których wypieranie doprowadziło do depresji.

Depresja to choroba duszy, która ma źródło w 'pysze' (od pychy wink), choć z zewnątrz i patrząc b. powierzchownie wygląda się na wielkiego pokrzywdzonego 'altruistę'. Pychy polegającej na przekonaniu jak wyżej - to inni maja dbać o moje szczęście, gdy tego nie robią- obrażam się na cały świat (to mój sposób na bunt i zwrócenie na siebie uwagi nie wprost). Od tej pory - z uwagi na chorobę- mogę oficjalnie czuć się usprawiedliwiony przed sobą i przed innymi, że odmawiam brania jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje samopoczucie i powodzenie w życiu. To ONI powinni czuć się winni tego, jak źle się czuję. Itd. itd.


Z "posiadania" związku i "posiadania" kobiety u swego boku uczyniłeś hobby, bo innych celów, pasji w swoim życiu nie posiadasz, stąd desperackie do bólu próby utrzymania tej farsy na siłę.

Gdy to przeczytałem , z wrażenia oczy wypadły mi na klawiaturę...

Kim Ty jesteś, aby wydawać taki osąd? Za kogo się uważasz?

Twoja "diagnoza" nijak ma się do rzeczywistości w której znajduję się ja i ona.

Wiesz, nawet nie będę wdawał się w szczegóły Twojej wypowiedzi, bo nie widzę sensu. Natomiast dobrze byłoby gdybyś zapoznała się w moim wątkiem, zanim zaczniesz używać słów cięższego kalibru i wyciągać pochopne wnioski.

Zastanawia mnie jedynie czy zawsze tak szufladkujesz ludzi? Sądząc po ilości Twoich postów, robisz to wręcz hurtowo.

132

Odp: chcę odejść pomimo......

Tak, tak. Całkowicie kontrolujesz sytuację. Po prostu się "pogubiliście". wink

To wszystko wina tego, że tak "się podziało", ach..ciągle coś się dzieje od początku tego wątku nie tak. Ale już ty wiesz najlepiej, co trzeba robić. I to widać, bo odniosłeś spektakularną poprawę sytuacji.

Nie szufladkuję ludzi, wyprowadzam ich z przekonania, że za wszystkie nieszczęścia w ich życiu odpowiadają okoliczności zewnętrzne i..fatum.


Ale nic, użalaj się dalej, w końcu opanowałeś to do perfekcji-  w przeciwieństwie do działania i podejmowania decyzji.

133

Odp: chcę odejść pomimo......

depress,

Po pierwsze - zupełnie niepotrzebnie "zaatakowałeś" Elle. Fakt Elle jest wyrazista i nie owija w bawełnę, ale ma dobre intencje.

Po drugie - przyznaję rację Elle i Twojemu psychologowi:

Psycholog powiedzial ze kocham projekcję lub wyobrazenie swojej zony a nie ją samą. Ze ona nigdy taka nie będzie.

134

Odp: chcę odejść pomimo......
Elle88 napisał/a:

Tak, tak. Całkowicie kontrolujesz sytuację. Po prostu się "pogubiliście". wink

To wszystko wina tego, że tak "się podziało", ach..ciągle coś się dzieje od początku tego wątku nie tak. Ale już ty wiesz najlepiej, co trzeba robić. I to widać, bo odniosłeś spektakularną poprawę sytuacji.

Nie szufladkuję ludzi, wyprowadzam ich z przekonania, że za wszystkie nieszczęścia w ich życiu odpowiadają okoliczności zewnętrzne i..fatum.


Ale nic, użalaj się dalej, w końcu opanowałeś to do perfekcji-  w przeciwieństwie do działania i podejmowania decyzji.

Nie uważam że ten stan wynika z tego że "się podziało". Oboje zawiedliśmy. Pomimo wielu prób naprawy nie da się tego posklejać...

Spektakularną poprawę? O czym TY mówisz? Przeczytałaś ze zrozumieniem?

Fatum, okoliczności zewnętrzne. O niczym takim nie wspomniałem, dlatego proszę o obiektywizm.

"użalaj sie"...."perfekcja".... cóż Ci mogę odpowiedzieć?

Pozostaje mi podziękować Ci za wyrażenie własnej opinii.

Pozdrawiam

135 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-28 17:27:59)

Odp: chcę odejść pomimo......

No jak Elle smile tu pisze to trudno sie powstrzymac przed napisaniem rowniez (szkoda ze czas goni). Otoz autorze problem o ktorym pisze Elle jest klasycznym problemem wielu zwiazkow, roznie to wyglada w skali rozych ludzi, bo kazdy oczekuje w stosunku do siebie okazywania uczuc ale zeby czuc sie szczesliwym trzeba rowniez je okazywac od siebie. Nie wiem na jaki odcisk Ci tu natepnieto (przyznaje nie przeczytalem jeszcze watku) ale to jest problem, ktory nawet mnie dotyczy. Skrzydzony, czy slusznie czy nie, czy na podstawie faktow czy nie, czy tylko jako wyborazenie w glowie, wiekszosc oczekuje dzialania z drugiej strony samemu nie robiac nic. Pytanie na ile jest to "zdrowe" polaczenie w danej sytuacji. Na ile zrownowazone bo zycie to rownowaga. Piszesz np. ze "Nawet wylądowałem u wróżki....w akcie desperacji." I co w efekcie tego? Z tego co szybko poczytalem jest tu jakies duze podobienstwo da watku "Roberta". Z tym ze szybko Ci powiem ze bardzo duzo zalezy od zrozumienia drugiego czlowieka, dostrzezenia w nim roznic i akceptacji tego ze sposob wyrazania emocji, uczuc moze byc zupelnie inny a nie ze ich tam nie ma. Poniewaz tzw. powierzchownosc nie przesadza o uczuciach. Poniewaz jednak byliscie dla siebie pierwszymi, byc moze sie pomyliliscie w wyborze na samym poczatku. Kto wie?

Moim zdaniem Ty okazywales ale nie otrzymywales tego samego co sobie wyobrazales i oczekiwales. Nie umiales tego przyjac i zaakceptowac. Wlasnie po to jest cos takiego jak narzeczenstwo, faza przyjazni przy poznawaniu sie w zwiazku (a nie od razu do lozka). Itp.

"Psycholog powiedzial ze kocham projekcję lub wyobrazenie swojej zony a nie ją samą. Ze ona nigdy taka nie będzie"

Nie bedzie taka jak sobie wyobrazasz. Ale te decyzje powinienes podjac 8 lat temu a nie teraz marnujac sobie i komus zycie.

136

Odp: chcę odejść pomimo......
Przyszłość napisał/a:

depress,

Po pierwsze - zupełnie niepotrzebnie "zaatakowałeś" Elle. Fakt Elle jest wyrazista i nie owija w bawełnę, ale ma dobre intencje.

Po drugie - przyznaję rację Elle i Twojemu psychologowi:

Psycholog powiedzial ze kocham projekcję lub wyobrazenie swojej zony a nie ją samą. Ze ona nigdy taka nie będzie.

Nie miałem zamiaru nikogo atakować....

Co do projekcji....

Uczęszczam do psychologa.....innego. Tamten po wydaniu ciężkich pieniędzy stwierdził właśnie to oraz to że jest we mnie jakiś rodzaj lęku.

Dałem sobie z nim spokój. Nie pomagał mi kompletnie. Jednak po pewnym czasie czułem że muszę chodzić na terapię.

Obecny jest inny. Wiele mi pomógł. Wiele się dowiedziałem o sobie samym. On częściowo podważył tą teorię....częściowo, bo projekcja była, owszem.

137

Odp: chcę odejść pomimo......

Czy Ty szukasz psychologa, który będzie potwierdzał to co Ty myślisz? Jeżeli nie masz zamiaru zgadzać się z psychologiem, to po co tam chodzisz? Czy inny po przeanalizowaniu twoich przemyśleń powie Ci co innego? Człowieku, otrząśnij się i zacznij leczenie od siebie.

138

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

Co do projekcji....

Uczęszczam do psychologa.....innego. Tamten po wydaniu ciężkich pieniędzy stwierdził właśnie to oraz to że jest we mnie jakiś rodzaj lęku.

Dałem sobie z nim spokój. Nie pomagał mi kompletnie. Jednak po pewnym czasie czułem że muszę chodzić na terapię.

Obecny jest inny. Wiele mi pomógł. Wiele się dowiedziałem o sobie samym. On częściowo podważył tą teorię....częściowo, bo projekcja była, owszem.

Mógłbyś dopisać, co drugi psycholog wywnioskował?
I podzielić się z nami swoimi przemyśleniami (jeśli masz w tym temacie) dlaczego wybrałeś na partnerkę swoją żonę? Co Ciebie do niej orzyciągnęlo?

139

Odp: chcę odejść pomimo......
Po przejściach 48 napisał/a:

Czy Ty szukasz psychologa, który będzie potwierdzał to co Ty myślisz? Jeżeli nie masz zamiaru zgadzać się z psychologiem, to po co tam chodzisz? Czy inny po przeanalizowaniu twoich przemyśleń powie Ci co innego? Człowieku, otrząśnij się i zacznij leczenie od siebie.

Po prostu mi nie pomagał. Tak trudno zrozumieć? Po to właśnie się tam uczęszcza aby uzyskać pomoc. A terapeuta terapeucie nierówny.

140 Ostatnio edytowany przez depress (2015-01-28 17:51:30)

Odp: chcę odejść pomimo......
Przyszłość napisał/a:
depress napisał/a:

Co do projekcji....

Uczęszczam do psychologa.....innego. Tamten po wydaniu ciężkich pieniędzy stwierdził właśnie to oraz to że jest we mnie jakiś rodzaj lęku.

Dałem sobie z nim spokój. Nie pomagał mi kompletnie. Jednak po pewnym czasie czułem że muszę chodzić na terapię.

Obecny jest inny. Wiele mi pomógł. Wiele się dowiedziałem o sobie samym. On częściowo podważył tą teorię....częściowo, bo projekcja była, owszem.

Mógłbyś dopisać, co drugi psycholog wywnioskował?
I podzielić się z nami swoimi przemyśleniami (jeśli masz w tym temacie) dlaczego wybrałeś na partnerkę swoją żonę? Co Ciebie do niej orzyciągnęlo?

Wywnioskował że owszem była projekcja....ale tak na prawdę wszyscy je mamy...
Każdy ma jakieś oczekiwania względem drugiej osoby. Dzięki nim dobieramy się w pary....bo to one wyznaczają to czego chcemy w życiu.

Projekcja to jedno....naiwność to drugie.

Dlaczego ją wybrałem.... bo wiele nas łączyło, bo chciała ze mną spędzać czas, bo mieliśmy wspólne tematy......bo się w niej zakochałem. W takiej jaką była. Przynajmniej tak mi się wydawało że taka jest.

Zmieniła się bardzo. Może też ja pewnych rzeczy nie chciałem dostrzegać.

141 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-01-28 18:27:58)

Odp: chcę odejść pomimo......

Depress, jest taki wątek Roberta pt. "Dziwny związek", poczytaj, może komentarze we wpisach pomogą zrozumieć ci pewne mechanizmy u ciebie. Zarówno autor Robert, jak i ty, jesteście postaciami z tej samej matrycy.

Ktoś tu napisał, że depresja jest chorobą duszy. To prawda. Depresja bierze się z konfliktu wewnętrznego, nie potrafimy zaakceptować tego, że życie jest inne niż nasze wyobrażenia. Nie jesteśmy w stanie tego znieść.

Twoja żona, małżeństwo okazało się być inne w rzeczywistości niż chciałeś. Nie potrafiłeś się z tym pogodzić. Dopasować się. Wierzę jednak, że wszystko wróci u ciebie do normy.

Trzymam kciuki. Powodzenia. Wszystkiego dobrego.

142 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-28 19:01:39)

Odp: chcę odejść pomimo......
lifrinat napisał/a:

Depress, jest taki wątek Roberta pt. "Dziwny związek", poczytaj, może komentarze we wpisach pomogą zrozumieć ci pewne mechanizmy u ciebie. Zarówno autor Robert, jak i ty, jesteście postaciami z tej samej matrycy./.../

Nie, to trochę inna matryca.
Wyobraź sobie, że masz taki deficyt pamięci i spostrzegania dzięki któremu lepiej widzisz i zapamiętujesz tylko zdarzenia negatywne /modelowo - "tylko" - bo oczywiście przesadzam./ I że działą on np. 20 lat. Można teraz pomyśleć o skutkach dla - obrazu siebie, obrazu związku, obrazu świata, tworzenia teorii wyjaśniających świat, wymagań względem innych ludzi, siebie, skryptów działania w świecie, umiejętności zaspokajania swoich potrzeb itp. Ten drobny defekt mechanizmu widzenia i zapamiętywania głównie dzięki negatywnemu kontekstowi...

143

Odp: chcę odejść pomimo......

Wywnioskował że owszem była projekcja....ale tak na prawdę wszyscy je mamy...
Każdy ma jakieś oczekiwania względem drugiej osoby. Dzięki nim dobieramy się w pary....bo to one wyznaczają to czego chcemy w życiu.

Projekcja to jedno....naiwność to drugie.

Dlaczego ją wybrałem.... bo wiele nas łączyło, bo chciała ze mną spędzać czas, bo mieliśmy wspólne tematy......bo się w niej zakochałem. W takiej jaką była. Przynajmniej tak mi się wydawało że taka jest.

Zmieniła się bardzo. Może też ja pewnych rzeczy nie chciałem dostrzegać.

Hm... Na Twoim miejscu przyjrzalabym się bacznie i uważnie swoim oczekiwaniom odnośnie drugiej osoby. Czego tak naprawdę potrzebujesz i szukasz?
Sam fakt, że nie umiałeś dobrać sobie partnerki, co zaskutkowało bolesnymi ranami świadczy o tym, ze Twoje oczekiwania mają jakiś...defekt.
Więcej. To, że od tak długiego czasu "walczysz z wiatrakami" i nie przejmujesz do wiadomości, że już dawno powinieneś zakończyć związek, który nie spełnia Twoich oczekiwań, świadczy, źe czegoś się obawiasz. Czego się boisz?

144

Odp: chcę odejść pomimo......

"Po prostu mi nie pomagał. Tak trudno zrozumieć? Po to właśnie się tam uczęszcza aby uzyskać pomoc. A terapeuta terapeucie nierówny"

Moim zdaniem terapeuci pokazli Ci prawdziwe powody tylko ze w tym momencie wiele lat temu powinieneś zacząć mocno pracować nad zmiana postrzeganie przez siebie związku i drugiej osoby jak Ci poradzono. Mysle ze ta zmiana się w Tobie nie dokonala. Skoro tak i skoro wtedy rodzilo to problemy w związku (niezależnie od tego kogo uznamy za to winnego) to wtedy nalezalo podjąć decyzje. To nie znaczy ze musiala tyle ze musiala jeśli chciales być z ta dokładnie osoba, do której nie byles dostosowany przez brak akceptacji jej inności czy oczekiwanie określonych zachowan z jej strony. Można by napisac więcej ale to wymaga zastanowienia, czasu, wysiłki a i tak jak kula w plot. Coz zycze po prostu takich wyborow na przyszlosc żeby wszystkim pasowalo. Teraz jesteście co najmniej 6 lat do tylu a dla dziewczyny taka roznica to tragedia.

145 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-29 01:57:33)

Odp: chcę odejść pomimo......

Witaj Depress, 

Dawno Cię tu nie było! Sądziłam, że wrócisz pod zmienionym nickiem - eustress, ale widzę, że się nie udało... Szkoda...
Ciekawi mnie praca, jaką wykonałeś od czasu ostatniego wpisu i forma terapii, którą przechodzisz. Ja też zmieniałam terapeutę, bo za pierwszym razem zupełnie mu ze mną nie szło. Już to w jednym z wątków opisywałam dlaczego tak się działo. Potem trafiłam znacznie lepiej, ale ponieważ jestem wyjątkowo czupurna i cięta na psychologów to mieli ze mną niezłą "polkę galopkę", lepszą niż ja z nimi i w zasadzie to oni powinni mi byli płacić za rozrywkę jakiej im dostarczałam. Nie dziwi mnie więc Twoja zmiana terapeuty. W każdej dziedzinie zdarzają się jednostki o IQ drożdża, więc profesja z przedrostkiem psy- bynajmniej nie chroni przed miernotą...

146 Ostatnio edytowany przez depress (2015-01-29 13:53:49)

Odp: chcę odejść pomimo......

Lifrinat owszem przejrzałem pobieżnie ten temat. Cóż...u niego doszło to znacznie bardziej daleko.  U mnie jest trochę inaczej. Co nie znaczy że lepiej.
Mam świadomość tego w jakiej sytuacji się znajduję. Wiem że moje życie z moją żoną może potoczyć się tak, jak w przypadku Roberta, gdzie przyjmuje to znamiona istnego obłędu. Szkoda mi go, jego partnerki. Poniekąd wiem co on czuje.....współczuję...czy to znaczy że też mam znamiona psychopaty?
Czytając ten wątek odniosłem tez wrażenie że wszyscy na niego naskoczyli. Każdy wiedział lepiej, a tak na prawdę może w tym co zarzucał swojej partnerce jest coś prawdy? Z końcowymi wersetami już co niektórzy nie patyczkowali się.....Czy zawsze wszyscy mają rację? Nie sądzę.

Teraz tym co napiszę narażę się wszystkim.....ale większość ludzi na tym forum nie trafiła tutaj dlatego że nie ma co robić z czasem wolnym, tylko dlatego że ma problem i chciała się wygadać. Bo ma problem. Nikogo nie osądzam. Lecz irytujące jest to gdy niektórzy uważają się za wszechwiedzących, samemu mając problemy do rozwiązania.


"Ten drobny defekt mechanizmu widzenia i zapamiętywania głównie dzięki negatywnemu kontekstowi..."....EXTRA terrestial.....będąc z Tobą szczerym trudno mi się odnieść do tego co piszesz. Defekt? Nie było negatywnego kontekstu.....jeśli by był, wycofałbym się z tego już dawno. Powiedz jaki jest sens bycia z kimś, jesli postrzegasz go przez negatywny kontekst? Jeśli oceniam kogos negatywnie to z nim nie jestem. Szukam kogoś innego. Tu tkwi szkopuł w tym że oboje bez wyjątku zadaliśmy sobie cierpienie i ból.....Ona wtedy przez kilka lat trzymała mnie na dystans.........i sama mi o tym powiedziała.  A ja od ponad roku wycofałem się. Mam po prostu dosyć. Nie chce się szarpać, a nasza relacja wpływa na mnie destruktywnie.

"Sam fakt, że nie umiałeś dobrać sobie partnerki, co zaskutkowało bolesnymi ranami świadczy o tym, ze Twoje oczekiwania mają jakiś...defekt.
Więcej. To, że od tak długiego czasu "walczysz z wiatrakami" i nie przejmujesz do wiadomości, że już dawno powinieneś zakończyć związek, który nie spełnia Twoich oczekiwań, świadczy, źe czegoś się obawiasz. Czego się boisz?"

Przyszłości.....moje oczekiwania mają defekt? Powiedz to wszystkim tym którzy nie spełnili się w miłości. Tym zdradzonym mężom, oszukiwanym, oklamywanym i porzuconym żonom które wylewaja swoje łzy tutaj.....Też uważasz ze ich oczekiwania mają defekt? Bo nie wyszło?
Walczyłem z wiatrakami....i dałem sobie spokój. Pytasz sie czy czegos sie obawiam? Owszem wielu rzeczy. Obawiam się samotności, odrzucenia....każdy się tego boi...tyle że ja musze skończyć skowyczeć o uczucia. To mnie boli chyba najbardziej.

"Moim zdaniem terapeuci pokazli Ci prawdziwe powody tylko ze w tym momencie wiele lat temu powinieneś zacząć mocno pracować nad zmiana postrzeganie przez siebie związku i drugiej osoby jak Ci poradzono. Mysle ze ta zmiana się w Tobie nie dokonala. Skoro tak i skoro wtedy rodzilo to problemy w związku (niezależnie od tego kogo uznamy za to winnego) to wtedy nalezalo podjąć decyzje. To nie znaczy ze musiala tyle ze musiala jeśli chciales być z ta dokładnie osoba, do której nie byles dostosowany przez brak akceptacji jej inności czy oczekiwanie określonych zachowan z jej strony. Można by napisac więcej ale to wymaga zastanowienia, czasu, wysiłki a i tak jak kula w plot. Coz zycze po prostu takich wyborow na przyszlosc żeby wszystkim pasowalo. Teraz jesteście co najmniej 6 lat do tylu a dla dziewczyny taka roznica to tragedia."

Mańku.....to jest tak. Po pierwszych wizytach napisałem wyraźnie że to ja wziąłem wine na siebie. To ja to chciałem przepracować. Powiedziałem sobie ok.....walcz. Psycholog mi powiedział że mam sie nauczyć z tym żyć. Myślisz że tego nie robiłem? Każdego dnia zabiegałem o ten związek, walczyłem o niego. Dokonywałem rzeczy niemożliwych aby jej pokazać że jestem tym właściwym....godnym JEJ. Ona stała w miejscu. Z czasem zaczęło to się przeradzać w obsesję....która doprowadziła mnie do tego stanu że jadę na psychotropach. Może na siłę ciągnąłem ten zwiazek.....chyba teraz to widzę z perspektywy czasu. Bałem się że nikogo takiego już nie spotkam. Ze taka szansa może sie już nie zdarzyć. Jednak po trzech latach powiedziałem dosyć. Wtedy prosiła mnie abym tego nie robił....że wszystko sie zmieni. Zostałem. Do dzisiaj.
Nie mam zamiaru wypisywać ile krzywd mi wyrządziła....bo to nie ma sensu. Też nie byłem lepszy. Nie chce robić z siebie ofiary. Natomiast zdewaluowała moje poczucie wartości do tego stopnia że się rozsypałem.
Powtarzała mi latami "to po co Ty ze mna jestes", po ślubie zmieniła to na "rozwiedzmy sie bedziesz miał spokój".....ja nie rzucałem lekko takich słów...bo to poważne słowa. Lecz przyszedł moment że powiedziałem koniec.
Mówisz że 6 pustych lat, czy wiecej to dla kobiety tragedia. Jakiś czas temu nakryłem ją jak po kryjomu czytała publikacje na temat rozwodu. Zapytałem się jej co będzie gdy się rozwiedziemy...ona odpowiedziała mi że to nie jest ważne, bo ona i tak nie będzie długo sama. Usłyszeć coś takiego po kilku latach? Na pewno nikt by się nie ucieszył. Lecz ona sobie poradzi. Na pewno.

Auroro....
Jaką pracę wykonałem......Robiłem co w mojej mocy aby to wskrzesić.....robiłem co w mojej mocy będąc jednocześnie wrakiem człowieka który trzęsie sie wieczorami w łóżku. Ostatkiem sił....
Niestety wygasło we mnie uczucie. Nie potrafie go wskrzesić. Zamiast tego znienawidziłem samego siebie....z tą samą siłą, jaką darzyłem ja uczuciem miłości...
Nie wiem czy ktoś jest w stanie to pojąć.
Pojechaliśmy na wakacje za granicę. Wakacje zaplanowalismy pod nią. Chciałem aby wypoczęła. Znowu skupiłem się na niej niż na sobie. Miałem nadzieję że to nas zbliży. Nic sie takiego nie stało. Cały czas miala pretensje do mnie o różne rzeczy. O bzdety. Wydaliśmy na wakacje kilka tysięcy. Po tygodniu od powrotu, usłyszalem ze ona ma dosyć, ze nie mamy za co żyć, kto mnie uczył ekonomi i tak dalej i tak dalej. Zawsze był jakiś powód który jej się nie podobał. Zawsze ciosała mi kołki na głowie o moja pracę która nie jest tak dobrze płatna, o moje hobby i pasje, o to że nie myśle jak ona. Że widzę inaczej swoje życie niż ona.

Odnoszę wrażenie że stała się rzecz niemożliwa. Dwoje ludzi o egocentrycznych cechach trafiło na siebie chcąc coś zbudować. Nie ma szans.

Myślicie że nie mam przebłysków ratowania tego? Pomimo tego wszystkiego? Dalej?

Mam!!!...to jest najśmieszniejsze. Jednak coraz więcej logicznych argumentów przemawia do mnie że nie ma sensu marnować sobie wzajemnie życia i się szarpać.

Nazwijcie mnie tchórzem. Nie chce zmarnować jej życia....po prostu.

147

Odp: chcę odejść pomimo......

Coś czuję, z tego co piszesz, że za jakiś czas staniesz na nogi i to w dobrej formie. Moim zdaniem, wnioski, które wyciągasz z waszego wspólnego życia są konstruktywne. Myślę też, pomimo tego, że ty teraz tego nie widzisz, ta lekcja życia uczyni cię kiedyś naprawdę szczęśliwym facetem. To się czuje po twoich wpisach, przemyśleniach, które tutaj opisujesz. Jesteś daleko dalej poza osławionym "Robertem".

I tak, ja przyznaję się to tego. Sama w obecnej chwili przechodzę na nowy etap życia, wycinam stare, jeszcze się miotam, a na forum nieraz potrafię zarzucić postem, w którym zapewnię wszystkich o swojej niebywałej mądrości. To jest hipokryzja. Ale to forum też uczy chociażby zmierzać się z innymi punktami widzenia, stymuluje do zmian, patrzenia z różnych perspektyw doświadczeń. Dla mnie jest bardzo owocnym doświadczeniem.

Słuchaj, będzie dobrze. Kiedyś sobie przebaczycie. Zapewniam cie. Dobrze, że dzieci nie było. Wszystko zaczniecie na nowa i od początku - każdy z was. Trzymaj się.

148

Odp: chcę odejść pomimo......

Moim zdaniem skoro podszedles do swojego zwiazku konstrutywnie to niepotrzebnie sie rozsylapes. Co do slow Twojej parnerki to nie ma slow na to. Dlatego Ci napisalem ze szkoda ze swojej decyzji nie podjeles 6 lat temu. Zderzyles sie z murem po prostu.

"Czytając ten wątek odniosłem tez wrażenie że wszyscy na niego naskoczyli. Każdy wiedział lepiej, a tak na prawdę może w tym co zarzucał swojej partnerce coś prawdy?" oczywiscie ze "widzieli" i wady parnerki. Ale sposob rozwiazywania spraw, ciagle zapatrzenie w siebie, nie podjecie zadnych dzialan stanowi ogromny kontrast pomiedzy tym co Ty robiles a czego nie robil Robert. Mimo podobienstw roznice sa bardzo duze.

Teraz najwiekszym problemem dla Ciebie, bedzie zebys ew. nie "zaslodzil" kolejnej parnerki. Musisz miec duzy dystans do tego. I mysle ze z czasem sie jakos ulozy. Prawie zawsze jak czlowiek staje sie wolny to przychodzi uczucie spokoju, zrzucenia balastu, euforii.

149

Odp: chcę odejść pomimo......
lifrinat napisał/a:

Coś czuję, z tego co piszesz, że za jakiś czas staniesz na nogi i to w dobrej formie. Moim zdaniem, wnioski, które wyciągasz z waszego wspólnego życia są konstruktywne. Myślę też, pomimo tego, że ty teraz tego nie widzisz, ta lekcja życia uczyni cię kiedyś naprawdę szczęśliwym facetem. To się czuje po twoich wpisach, przemyśleniach, które tutaj opisujesz. Jesteś daleko dalej poza osławionym "Robertem".

I tak, ja przyznaję się to tego. Sama w obecnej chwili przechodzę na nowy etap życia, wycinam stare, jeszcze się miotam, a na forum nieraz potrafię zarzucić postem, w którym zapewnię wszystkich o swojej niebywałej mądrości. To jest hipokryzja. Ale to forum też uczy chociażby zmierzać się z innymi punktami widzenia, stymuluje do zmian, patrzenia z różnych perspektyw doświadczeń. Dla mnie jest bardzo owocnym doświadczeniem.

Słuchaj, będzie dobrze. Kiedyś sobie przebaczycie. Zapewniam cie. Dobrze, że dzieci nie było. Wszystko zaczniecie na nowa i od początku - każdy z was. Trzymaj się.

Czy stanę na nogi? Nie wiem. Wiem że czuję się strasznie samotny.  Paraliżuje mnie to. Były momenty że czułem okruchy szczęścia. Zapamiętam je na pewno do końca życia. Ta lekcja, tak gorzka dla mnie pokazuje mi jak cieńka granica jest między bezkresną wiarą a bezkresną naiwnością.

Co do hipokryzji.....nie byłbym tak surowy wobec siebie. Wszyscy tutaj chcą pomocy. Współczucie czy też empatia jest najbardziej wskazana. Każdy kto jest tutaj cierpi ale też chciałby pomóc. I to jest zdrowe. Nie jest to hipokryzja moim zdaniem. Natomiast niedopuszczalnym moim zdaniem jest stawianie osądów na podstawie "doświadczenia". Mnie w pierwszej chwili to odrzuciło .....bez względu na to czy ktoś jest wyrazisty i ma dobre intencje czy też nie.

maniek_z_maniek napisał/a:

Moim zdaniem skoro podszedles do swojego zwiazku konstrutywnie to niepotrzebnie sie rozsylapes. Co do slow Twojej parnerki to nie ma slow na to. Dlatego Ci napisalem ze szkoda ze swojej decyzji nie podjeles 6 lat temu. Zderzyles sie z murem po prostu.

"Czytając ten wątek odniosłem tez wrażenie że wszyscy na niego naskoczyli. Każdy wiedział lepiej, a tak na prawdę może w tym co zarzucał swojej partnerce coś prawdy?" oczywiscie ze "widzieli" i wady parnerki. Ale sposob rozwiazywania spraw, ciagle zapatrzenie w siebie, nie podjecie zadnych dzialan stanowi ogromny kontrast pomiedzy tym co Ty robiles a czego nie robil Robert. Mimo podobienstw roznice sa bardzo duze.

Teraz najwiekszym problemem dla Ciebie, bedzie zebys ew. nie "zaslodzil" kolejnej parnerki. Musisz miec duzy dystans do tego. I mysle ze z czasem sie jakos ulozy. Prawie zawsze jak czlowiek staje sie wolny to przychodzi uczucie spokoju, zrzucenia balastu, euforii.

Mańku....kurcze trudno jest mi się tłumaczyć z tego dlaczego tak to się potoczyło. To jest tak jak chcesz czegos tak bardzo...wodzi Ci tym przed nosem aż w koncu po jakimś czasie gdy wiesz że tego nie bedziesz miał zaczynasz już nie chcieć tego. Mieć dosyć. To właśnie się ze mną stało. Czy niepotrzebnie się rozsypałem?
Potrzebnie......to jest w tym wszystkim największym paradoksem. Bo gdyby nie to, nie szukałbym pomocy tylko trwał w tym. Jak to Elle88 powiedziała w jednym z pierwszych postów na mój temat...dalej pompowałbym wysiłek w tego Titanicam, choc 5 razy obrócił się do góry dnem.
Właśnie dlatego że się rozsypałem, szukałem pomocy, drążyłem, męczyłem poszukiwałem, dowiadywałem się o sobie. Wiele się dowiedziałem o sobie przez ostatni rok. Masz racje: zderzyłem się z murem. Dlatego też nie mam siły ratować tego...bo boje się kolejnego crash testu.

Zacząłem się łapać na tym że odejście przyniesie mi ulgę. I ta myśl wzbudzała we mnie poczucie winy. Jak to? Tak łatwo sobie gówniarzu odejdziesz, jesteś niedojrzały, uciekasz odpowiedzialności, co zabieramy zabawki bo się znudziło itd itd itd. Pewnie niektórzy tak pomyślą......niech myślą. O wiele rzeczy się obwiniałem i pewnie dalej się będę obwiniał kiedy zamknę się w ciasnym pokoiku w jakimś mieszkaniu z pryszczatymi studentami.

Mam poczucie przegranej. Sromotnej przegranej.

150

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

/.../
"Ten drobny defekt mechanizmu widzenia i zapamiętywania głównie dzięki negatywnemu kontekstowi..."....EXTRA terrestial.....będąc z Tobą szczerym trudno mi się odnieść do tego co piszesz. Defekt?

Jeśli ten OPIS wpływa ci na samoocenę, mogę to nazwać przeskalowaniem. Wszystko jedno.


depress napisał/a:

Nie było negatywnego kontekstu.....jeśli by był, wycofałbym się z tego już dawno. Powiedz jaki jest sens bycia z kimś, jesli postrzegasz go przez negatywny kontekst? Jeśli oceniam kogos negatywnie to z nim nie jestem. Szukam kogoś innego. Tu tkwi szkopuł w tym że oboje bez wyjątku zadaliśmy sobie cierpienie i ból.....Ona wtedy przez kilka lat trzymała mnie na dystans.........i sama mi o tym powiedziała.  A ja od ponad roku wycofałem się. Mam po prostu dosyć. Nie chce się szarpać, a nasza relacja wpływa na mnie destruktywnie./.../

To co piszę nie ma nic w spólnego z sugestią bycia lub pozostawania w związku. Może jedynie wyjaśnić dlaczego nie jesteś w nim szczęśliwy. Teoretycznie powinien też wyjaśnić dlaczego nie będziesz szczęśliwy w następnym.

To działa tak. Każdy odbiera od życia, rodziców, partnera, swojego dziecka, swojego nauczyciela szereg nazwijmy to bodźców.
Część jest negatywna - czytaj odbieramy je jako negatywne, część jest pozytywna. Jeśli są pozytywne, to nastawiają człowieka pozytywnie do : życia, rodziców, partnera... itd. Mamy ochotę żyć, być z partnerem, ciepło wspominamy rodziców. Chcemy działać aby dostać "więcej dobrego"
Jeśli są negatywne to nie chce się: żyć, być z partnerem, dzieciństwo jest wspominane nieprzyjemnie. Nie rozwija się metod "brania od życia" tego czego się chce.

I teraz: jeśli jesteś wyskalowany tak jak wszyscy to wprawdzie dołują cię zdarzenia negatywne, ale dzięki temu, że spotyka człowieka sporo bodźcow pozytywnych, powoduje to chęć życia, dążenie ku partnerowi, pozytywny bilans z kontaktów z rodzicami i resztą świata. Tworzysz strategie dzięki którym od zycia te bodźce otrzymujesz i żyjesz w samopodtrzymującym się pozytywnym sprzężeniu zwrotnym.

Ale teraz wyobraź sobie, że jesteś błędnie wyskalowany. Znacznie silniej odbierasz, zapamiętujesz i reagujesz na bodźce negatywne. Lepiej je zapamiętujesz, cierpisz z ich powodu bardziej niż inni. Pozytywnych rzeczy raczej nie przeżywasz - dla ciebie są na skali tam gdzie bodźce obojętne. Musiałoby się stać coś ekstremalnie fartownego abyś się ucieszył.
Innymi słowy opisując to w kategoriach "kar" i "nagród" - kary są dla ciebie bardziej karzące, a nagrody mniej nagradzające niż to samo u innego człowieka.

Czy masz szansę ZAUWAŻYĆ że patrzysz na świat inaczej? Wyobraź sobie daltonistę. Bardzo rzadko ma szansę zorientować się, że coś jest nie tak z jego widzeniem. IMHO nie ma szansy na wgląd w ten mechanizm. Trzeba uwierzyć na słowo. Będzie ciężko, bo przecież subiektywnie znamy tylko jeden świat - ten włąsny.

W tej sytuacji "bilans życia" z dowolnym partnerem nie będzie pozytywny, bo zwróci się uwagę, zapamięta nie np.:90% dobrego, ale te 10% złego. I zachowa się wobec niego tak jakby głównie krzywdził (bo nikt nie jest doskonały) Podobnie bilans pracy, życia, dzieciństwa. Czy warto wtedy starać się o coś, rozwijać strategie działania, skoro najczęściej odnosi się (subiektywnie) porażkę? Każda beczka miodu w życiu ma łyżkę dziegciu - i pamięta się głównie ten hmmm.......dziegć ;-)[chyba tak to się odmienia ;-)] a nie 99,99 kilogramów słodyczy. Wymagania wobec życia /siebie stają się idealistyczne - tylko DOSKONAŁE szczęście może uszczęśliwić, bo każde inne ma tą łyżkę dziegciu(!);-)

To przeskalowanie ma dalekosięzne następstwa dla teorii na temat ludzi, świata, związków, systemu wartości - i niestety, może pozbawić strategii skutecznego działania w poszukiwaniu szczęścia :-)
Bo włąściwie po co się wysilać?

Nie widziałem cię, nie wiem czy mam rację, ale jeśli mam - to istnieją dwa znane - komplementarne - rozwiązania. Dobrze dobrany lek (bo przeskalowanie jest dziełem błędu "chemicznego") i ktoś kto REALNIE umie zrealizować procedurę nazywaną "poznawcza psychoterapia depresji" aby usunąć skutki pozostawania w tym stanie przez dziesięciolecia dla osobowości i w tym sposobu widzenia świata i siebie (mało kto to umie).

151 Ostatnio edytowany przez depress (2015-01-29 16:05:57)

Odp: chcę odejść pomimo......
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Nie widziałem cię, nie wiem czy mam rację, ale jeśli mam - to istnieją dwa znane - komplementarne - rozwiązania. Dobrze dobrany lek (bo przeskalowanie jest dziełem błędu "chemicznego") i ktoś kto REALNIE umie zrealizować procedurę nazywaną "poznawcza psychoterapia depresji" aby usunąć skutki pozostawania w tym stanie przez dziesięciolecia dla osobowości i w tym sposobu widzenia świata i siebie (mało kto to umie).

przeczytałem to co napisałeś z zaciekawieniem. Wiele jest racji w tym co napisałeś. Choć może nie w tych proporcjach. Nie tak drastycznych. Wiele rzeczy dotkliwiej przeżywam...
Powiem Ci więcej.....jak na swój wiek osiągnąłem wiele....na prawde smile
Wiele razy w swoim życiu, swoim postępowaniem pokazałem że nie ma rzeczy niemożliwych.....ale i owszem były porażki. Niemniej jednak od pewnego czasu zacząłem wszystko dewaluować. Wielu mogłoby mi zazdrościć.....a dla mnie to jakoś nieistotne.

Próbuje siebie odbudować.

Psychiatra też zauważył to co TY...zaburzenie systemu nagrody.

Póki co mam chyba dobrze dobrane leki.....co prawda dwukrotnie mocniejsze dawki i w większej częstotliwości. Na terapię uczęszczam. Wyraźnie czuję że jej potrzebuję. Czuję że muszę porozmawiać z kimś mądrzejszym od siebie. Ide tam tylko po to, aby wyjśc z jakąś ideą.....która uruchomi proces myślowy dzięki któremu wyciągnę kolejny wniosek.

Wniosek który mi pozwoli zrozumieć siebie.

152

Odp: chcę odejść pomimo......
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Nie widziałem cię, nie wiem czy mam rację, ale jeśli mam - to istnieją dwa znane - komplementarne - rozwiązania. Dobrze dobrany lek (bo przeskalowanie jest dziełem błędu "chemicznego") i ktoś kto REALNIE umie zrealizować procedurę nazywaną "poznawcza psychoterapia depresji" aby usunąć skutki pozostawania w tym stanie przez dziesięciolecia dla osobowości i w tym sposobu widzenia świata i siebie (mało kto to umie).

100% racji!

153 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-29 17:01:29)

Odp: chcę odejść pomimo......

Przyszłości.....moje oczekiwania mają defekt? Powiedz to wszystkim tym którzy nie spełnili się w miłości. Tym zdradzonym mężom, oszukiwanym i oklamywanym żonom które wylewaja swoje łzy tutaj.....Też uważasz ze ich oczekiwania mają defekt? Bo nie wyszło?
Walczyłem z wiatrakami....i dałem sobie spokój. Pytasz sie czy czegos sie obawiam? Owszem wielu rzeczy. Obawiam się samotności, odrzucenia....każdy się tego boi...tyle że ja musze skończyć skowyczeć o uczucia. To mnie boli chyba najbardziej.

Depress,
Zbyt osobiście potraktowałeś frazę "defekt oczekiwań". Myślę, że ze względu na moja mało precyzyjną wypowiedź.
Dasz mi jeszcze jedną szansę ?

W mojej ocenie z defektem oczekiwań mamy do czynienia wówczas, gdy podstawą naszych nadziei i oczekiwań są nasze lęki. To jak dwie strony tej samej monety: z jednej strony pragnienie miłości a z drugiej lęk przed samotnością.
EXTRA_terrestrial napisał o przeskalowaniu i skupianiu się na negatywnych bodźcach i ja ten pogląd podzielam, ale jednoczęśnie zachęcam Ciebie do zwrócenia uwagi na jeszcze jeden aspekt.
Widzę to tak: gdy dzielisz swoje doświadczenia na dobre i złe, napięcia związane z pragnieniem miłości i napięcia związane z lękiem przed samotnością wzmacniają się nawzajem, tworząc zamknięty krąg cierpienia, który pogłębia Twoją frustrację i w którym ugrzązłeś.

Jeszcze jedna rzecz: uzależnienie swojego szczęścia, swojego dobrego samopoczucia, wreszcie jakości swojego życia od realizacji skonkretyzowanych oczekiwań nie do końca od Ciebie zależnych (związek tworzą dwie osoby) jest TWOJĄ porażką i każdej osoby, która na własne życzenie wpędza się w rolę ofiary, gdy rzeczywistość, którą sobie zbudowaliśmy okazuje się mrzonką i iluzją.
Ja robiłam dokładnie tak samo, zanim zrozumiałam, źe ja sama kreuję swoją rzeczywistość, że moje myśli tworzą mój świat, bo jeśli myślę o rzeczach czynię rzeczywistość bardziej konkretną niż ona jest. Więc jeśli widzię się w roli ofiary to tylko dlatego, że sama tak o sobie myślę.
Zobacz, co Twoje własne myśli zrobiły z Tobą!
Tak bardzo próbowałeś latami sobie wmówić, że związek z Twoją żoną będzie udany, pomimo tego, że nie jest ona tą osobą, z którą chciałbyś iść przez życie, że wpędziłeś się w chorobę. Uświadom sobie, że latami żyłeś w wewnętrznym konflikcie.
Czas go rozwiązać.
W jaki sposób już tu Tobie napisali mądrzejsi ode mnie.

154

Odp: chcę odejść pomimo......
Przyszłość napisał/a:

Zbyt osobiście potraktowałeś frazę "defekt oczekiwań". Myślę, że ze względu na moja mało precyzyjną wypowiedź.
Dasz mi jeszcze jedną szansę ?

Nic się nie stało wink

Przyszłość napisał/a:

Tak bardzo próbowałeś latami sobie wmówić, że związek z Twoją żoną będzie udany, pomimo tego, że nie jest ona tą osobą, z którą chciałbyś iść przez życie, że wpędziłeś się w chorobę. Uświadom sobie, że latami żyłeś w wewnętrznym konflikcie.

Właśnie ta prawda boli najbardziej.

155

Odp: chcę odejść pomimo......

Już po wszystkim....

Zamknąłem za sobą drzwi. Dziś po raz ostatni.
Teraz mieszkam gdzie indziej. Zaczynam życie...a może je kończę?

Nie było sformułowań "proszę zostań", "nie odchodź".....
Zbyt wiele by to nie zmieniło....ale przynajmniej czegoś dowodzi...

Były łzy...po obu stronach. Z mojej strony były łzy żalu....poniesionej porażki pomimo włożonego trudu.....
Z jej strony....hmmm ... trudno mi stwierdzić czy to łzy miłości....czy urażonej dumy, bo jak tak mogłem się postawić i odejść?

Tak więc zrobiłem coś, czego nie spodziewałbym się jeszcze pół roku temu...

Mam ochotę się napić....na umór...

156

Odp: chcę odejść pomimo......

Nie było sformułowań "proszę zostań", "nie odchodź".....
Zbyt wiele by to nie zmieniło....ale przynajmniej czegoś dowodzi...

Czy nie tego tak naprawdę się bałeś?

Już po wszystkim. Nareszcie stanąłeś po SWOJEJ stronie, zamiast odwracać się do swoich emocji plecami, przestałeś się w końcu oszukiwać, że jest lepiej niż jest. To duży krok na przód - nie w tył, tak jak Ci się mylnie wydaje.

Gratulacje.

157

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

Już po wszystkim....

Myślę, że wszystko dopiero przed Tobą smile

Elle88 napisał/a:

Gratulacje.

Przyłączam się do gratulacji.
Aż miło, gdy ktoś podejmuje walkę z sobą o siebie

158

Odp: chcę odejść pomimo......

Gratulacje to chyba zbyt mocne słowo...

Czuje się wyrwany ...wyszarpany wręcz od jakiejś większej części...całości.
Tyle lat....szkoda mi tego wszystkiego.

Zwykłe prozaiczne czynności....nie wiem robienie sobie kanapki, wkładanie klucza w zamek....nie ten co dotychczas...przypominają mi i uzmysławiają tym samym że moje życie się zmieniło...choć tak na prawdę nie chciałem tego....

Jednak gdy przypomnę sobie te dantejskie sceny między nami kilka miesięcy temu, to jak byłem blisko aby przekroczyć granicę poniżenia jej i siebie.
Zacząłem się łapać na tym że, prędzej czy później dojdzie do poważnych aktów przemocy fizycznej z obu stron. Prędzej z mojej.....kiedy mówiła rzeczy tak raniące, że aż wzburzała się krew.
Można tłumaczyć to temperamentnym związkiem....ale są pewne granice.
Nie chciałem dopuścić do tego aby któreś powiedziało o jedno słowo za dużo....


Póki co jestem chyba w szoku adaptacyjnym....z resztą nie tylko ja. Ona też...
Mam żal do siebie (słusznie lub nie) że sprawiłem jej cierpienie....
Jednak wiem że nie mogę inaczej....

Pozostaje mi jedynie nauczyć się żyć.....od nowa. To boli....

Bardzo....

159 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-02-06 23:51:20)

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

Gratulacje to chyba zbyt mocne słowo...

Czuje się wyrwany ...wyszarpany wręcz od jakiejś większej części...całości.
Tyle lat....szkoda mi tego wszystkiego.

Zwykłe prozaiczne czynności....nie wiem robienie sobie kanapki, wkładanie klucza w zamek....nie ten co dotychczas...przypominają mi i uzmysławiają tym samym że moje życie się zmieniło...choć tak na prawdę nie chciałem tego....

Jednak gdy przypomnę sobie te dantejskie sceny między nami kilka miesięcy temu, to jak byłem blisko aby przekroczyć granicę poniżenia jej i siebie.
Zacząłem się łapać na tym że, prędzej czy później dojdzie do poważnych aktów przemocy fizycznej z obu stron. Prędzej z mojej.....kiedy mówiła rzeczy tak raniące, że aż wzburzała się krew.
Można tłumaczyć to temperamentnym związkiem....ale są pewne granice.
Nie chciałem dopuścić do tego aby któreś powiedziało o jedno słowo za dużo....


Póki co jestem chyba w szoku adaptacyjnym....z resztą nie tylko ja. Ona też...
Mam żal do siebie (słusznie lub nie) że sprawiłem jej cierpienie....
Jednak wiem że nie mogę inaczej....

Pozostaje mi jedynie nauczyć się żyć.....od nowa. To boli....

Bardzo....

Ale z Ciebie "depres" Depress ;-) Przecież realnie i tak liczy się to co będzie.

Może tak:
Człowiek ma wybór:

"robienie sobie kanapki"

jak lubisz się męczyć robisz ją z myślą "już nigdy..."
jak nie chcesz się męczyć robisz ją z myślą "Po raz pierwszy...

"wkładanie klucza w zamek"

Wariant depresyjny "Ach czemu to nie tamte drzwi"
wariant antydepresyjny : właczasz sobie w głowie przebojową piosenkę z opery Jesus Christus Superstar "Freedom! Freedom!... :-)

Można sobie to otagować albo przeszłością albo przyszłością. I można o tym decydować.

"To boli...."
Boli cię Twoja natura. Więc automatycznie każde swoje doznanie kojarzysz z czymś bolesnym.
Tymczasem właśnie wyzwoliłeś się ku czemuś. I to jest fakt.

160

Odp: chcę odejść pomimo......

depress
Spróbuj spojrzeć na to z innej perspektywy, w pozytywnym świetle.
Zmieniając swój sposób myślenia zmieniasz swoje emocje smile
Nic nie dzieje się bez przyczyny i to, co teraz przeżywasz ma swój cel.

161

Odp: chcę odejść pomimo......
Przyszłość napisał/a:

Nic nie dzieje się bez przyczyny i to, co teraz przeżywasz ma swój cel.

Wiem.....jestem tego świadom. Jednak paraliżuje mnie myśl o tym, że cel tego wyboru, którego dokonałem jest tym złym.....i że okaże się to dopiero za kilka lat...kiedy będzie pozamiatane.

Mam nadzieję że się mylę.

162

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

/.../ że okaże się to dopiero za kilka lat...kiedy będzie pozamiatane.
/.../.

No tu jest pewien kłopot, bo jak w TYM STANIE będziesz czekał jaki się Twój cel okaże, to wiadomo jakim się okaże. IMHO sugerowałbym skupienie się na celu jakim jest pozbycie się depresji i jej skutków.

163

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

Czuje się wyrwany ...wyszarpany wręcz od jakiejś większej części...całości.
Tyle lat....szkoda mi tego wszystkiego.

Przykro mi Depress,

Bardzo żałuję, że jesteś tu, gdzie jesteś, i przykro mi jako człowiekowi, który przeszedł tę samą ścieżkę, co Ty i każdym centymetrem ciała czuje to, o czym piszesz...
Wiem, że takie doświadczenie należy do najtrudniejszych zdarzeń w życiu. A jeśli jesteś człowiekiem odpowiedzialnym, refleksyjnym, wrażliwym, to skala bólu znacznie się zwiększa. Mnie dobijał jeszcze fakt, że zostałam sama z półtorarocznym synkiem i sprzeniewierzyłam nie tylko swoje ideały, ale, że rozwodem przyczyniłam się do zmarnowania życia własnemu dziecku.

Depress, nikt sobie nie radzi w takim momencie. Ty też sobie z tym nie radzisz. I to jest NORMALNE. Jest w człowieku takie idiotyczne przekonanie, że jak będzie przebierał nogami, to gdzieś w końcu dojdzie. A to nieprawda. To jak paradoks Zenona z Elei. Bo ani od prędkości, ani od długości drogi nie zależy osiągnięcie Twojego celu, bo...
bo tego celu, tego krańca do którego chcesz dotrzeć jeszcze nie ma. I pewnie przez jakiś czas nie będzie. 

Nie żyjemy w jutrze ani we wczoraj. Żyjemy w tym, co DZIŚ. Twoje DZIŚ jest właśnie takie - przybite, niepewne, roztrzęsione, zdruzgotane, spocone z przerażenia, momentami zalane łzami, wściekłe, zrozpaczone... Miej odwagę wziąć je TAKIM JAKIE JEST. W tym braku, w tej  pustce, którą teraz odczuwasz znajdziesz odpowiedź co dalej i znajdziesz środki aby na nowo zintegrować się do tej CAŁOŚCI, o której wspomniałeś.

Nie da się utopić smutku w szklaneczce whisky. Smutek ma bowiem dużą wyporność.
Pozwól sobie na smutek, na pustkę, na niepewność jutra. Miej odwagę stanąć z nimi twarzą w twarz... na trzeźwo.

164

Odp: chcę odejść pomimo......
aurora borealis napisał/a:

Nie da się utopić smutku w szklaneczce whisky. Smutek ma bowiem dużą wyporność.
Pozwól sobie na smutek, na pustkę, na niepewność jutra. Miej odwagę stanąć z nimi twarzą w twarz... na trzeźwo.

Dziękuje Ci Auroro...
Jakoś zawsze Twoje słowa są dla mnie bardzo krzepiące....

Dziękuję Ci za nie po stokroć!

165

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

Wiem.....jestem tego świadom. Jednak paraliżuje mnie myśl o tym, że cel tego wyboru, którego dokonałem jest tym złym.....i że okaże się to dopiero za kilka lat...kiedy będzie pozamiatane.

To strach przed zmianą.
Wątpliwości oznaczają, że nie dotarłeś do momentu, w którym głównym motywatorem do zmian w życiu byłoby skrajne niezadowolenie z miejsca w życiu, w którym się znalazłeś. A sam doskonale wiesz, że do tego miejsca zmierzałeś.
W mojej opinii i tak zwlekałeś zbyt długo, bo od dawna wiesz, że nie jest dobrze i może być lepiej.
Życie jest również po to aby doświadczać i testować rożne rozwiązania.
Otwórz sie na NOWE smile
Moje ostatnie spostrzeżenia są takie, że miłość nie dematerializuje się, nie rezygnuj a z pewnością ją odnajdziesz.
3mam kciuki smile

166 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-02-08 04:43:35)

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:
aurora borealis napisał/a:

Nie da się utopić smutku w szklaneczce whisky. Smutek ma bowiem dużą wyporność.
Pozwól sobie na smutek, na pustkę, na niepewność jutra. Miej odwagę stanąć z nimi twarzą w twarz... na trzeźwo.

Dziękuje Ci Auroro...
Jakoś zawsze Twoje słowa są dla mnie bardzo krzepiące....

Dziękuję Ci za nie po stokroć!

To ja Ci dziękuję, bo w wielu miejscach, gdzie opisujesz swoją historię widzę samą siebie sprzed lat. Nawet zastosowane podobne środki, aby ocalić małżeństwo. A już "apogeum" moich wspomnień nastąpiło przy Twoim opisie wspólnego wyjazdu... Przypomniałam sobie jak to z moim mężem najpierw przejechaliśmy pół Europy, a po jakimś czasie pół zachodniego wybrzeża Ameryki, aby scalić nasze małżeństwo i jakoś je ugruntować... Nigdy jednak nie miałam zadziwiającej mnie u Ciebie, tej Twojej analitycznej umiejętności scharakteryzowania stanu ducha i ciała. Według mnie to początek każdego procesu zdrowienia. Ja byłam jakby "niema" i długo musiałam się uczyć tego, co Ty doskonale potrafisz.

Od początku śledziłam sposób, w jaki to wszystko przeżywasz i przedstawiasz. Kibicuję Ci w zmaganiach z depresją, jak jak Manolo "el del bombo" swojej drużynie. Jeśli bezpośrednie źródło Twojej depresji tkwiło w Tobie już w samym procesie budowania Waszej relacji oraz jej wadliwych fundamentach, a pojawienie się jej było tylko skutkiem, to najprawdopodobniej pomaleńku z tej depresji reaktywnej będziesz wychodził, czego bardzo Ci życzę i posyłam milion kolorowych myśli - to taka swoista chromoterapia ;-)
Powodzenia!

167

Odp: chcę odejść pomimo......
aurora borealis napisał/a:

Jeśli bezpośrednie źródło Twojej depresji tkwiło w Tobie już w samym procesie budowania Waszej relacji oraz jej wadliwych fundamentach, a pojawienie się jej było tylko skutkiem, to najprawdopodobniej pomaleńku z tej depresji reaktywnej będziesz wychodził (...)

To źródło tkwiło chyba we mnie jeszcze zanim ją poznałem. Natomiast specyficzna osobowość mojej żony pewne rzeczy i aspekty uwypukliła. Nie działo się to od razu....potrzebowałem kilka lat aby dotrzeć tu, gdzie jestem teraz. Ten stan w jakim jestem jest poniekąd skutkiem niespełnienia. Chyba tak to mogę nazwać. Uzmysłowienie sobie że nie będzie tak jak chciałem. Tak jak chciałbym aby było.
Wszystko to polane sosem z kłótni, żali, rutyny, pretensji, szarpanin i wyrzutów sumienia.
Od kiedy jestem na nowym miejscu, ani razu nie położyłem się do łóżka po to aby się trząść, ani razu nie płakałem. Nie wiem czy trzyma mnie nadal "szok adaptacyjny" o którym wspomniałem wcześniej, gdzie gdy emocje opadną przyjdą refleksje (tudzież demony) , czy też ta zmiana na prawdę ma wpływ na moje życie. Odczuwalny wręcz.
Nawet pomimo tego że wczoraj czułem się źle.....
Wczoraj poniekąd pod wpływem okoliczności jak i również obniżonego nastroju, wieczorem miałem kontakt z żoną. Zadzwoniłem do niej. Czy potrzebowałem? Nie wiem.....po prostu zadzwoniłem.....Rozmawialiśmy...nawet doszło do lekkiej sprzeczki. Mówiła że tęskni....Ja już niestety nie mogłem jej odpowiedzieć tym samym....

168 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-02-12 02:04:04)

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

To źródło tkwiło chyba we mnie jeszcze zanim ją poznałem.(...) Ten stan w jakim jestem jest poniekąd skutkiem niespełnienia. Chyba tak to mogę nazwać. Uzmysłowienie sobie że nie będzie tak jak chciałem. Tak jak chciałbym aby było.

Bolesna lekcja dojrzewania i zrozumienia, że czasem pragnienia przerastają nasze możliwości. Ja także zbudowałam swoje małżeństwo na pragnieniu. Było we mnie tyle wiary, determinacji i właśnie pragnienia stworzenia głębokiej, serdecznej relacji. To pragnienie przysłoniło mi rzeczywistość i oddaliło na dalszy plan moje niedoskonałości, braki, nieumiejętności, a na ich miejsce wstawiło ambitne ?mogę?, ?chcę?, ?potrafię?.

Mój były mąż, podsumowując nasze krótkie małżeństwo wyznał, że świetnie nadaję się na przyjaciela, ale dla niego nigdy nie stałam się żoną. Rzeczywiście, ani ja ani on nie nawiązaliśmy więzi. Robiliśmy razem różne rzeczy, pomagaliśmy sobie, sensownie staraliśmy się wieść życie, podróżować, ale dziś wiem, że nie wyszłam za mąż z miłości, a właśnie kierowana pragnieniem i wiarą, że na bazie pięknej przyjaźni, która się nawiązała między nami przed ślubem, będę zdolna zbudować królestwo mojej miłości do niego, i że temu właśnie człowiekowi, chcę ofiarować najlepsze co mam. Czy tak właśnie wygląda małżeństwo z rozsądku? Dlaczego w takim razie niektórym się udaje?

Są też sprawy, o których nie sposób napisać tu na Forum, jednak one są właściwie tylko elementem, który dodatkowo utrudnił położenie fundamentów pod ten związek i ? zaczął się dramat.

Pamiętam, że w swoich początkowych postach, gdy charakteryzowałeś Wasze małżeństwo, pojawił się motyw bycia terapeutą dla Żony. Tam, gdzie i Tobie była potrzebna pomoc wszedłeś w rolę ?oddziału ratunkowego?. Tak myślę, że tu leży też jeden z powodów rozpadu Waszego związku, bo w tych pierwszych, tak ważnych latach tworzenia się relacji na Twoją ?formację? zabrakło już miejsca i czasu, ale to tylko moje przypuszczenia.

depress napisał/a:

Od kiedy jestem na nowym miejscu, ani razu nie położyłem się do łóżka po to aby się trząść, ani razu nie płakałem. Nie wiem czy trzyma mnie nadal "szok adaptacyjny" o którym wspomniałem wcześniej, gdzie gdy emocje opadną przyjdą refleksje (tudzież demony) , czy też ta zmiana na prawdę ma wpływ na moje życie. Odczuwalny wręcz.
Nawet pomimo tego że wczoraj czułem się źle.....

No właśnie, jesteś już w innym miejscu, zdystansowałeś się. To tak, jakby wspiąć się na wieżę obserwacyjną. Nie tracisz przecież wówczas świadomości istnienia poziomu zero, z którego przyszedłeś i praw według których ów poziom zero funkcjonuje, a jednak z góry widzisz wszystko o wiele lepiej i możesz nawet dostrzec, z której strony zbliża się zagrożenie.

W takich stanach depresyjnych to szalenie istotne ? nabywać świadomości tego, co dzieje się w obrębie ciała i umysłu. Dzielić na jakieś odcinki czasowe ? chwile słabsze i obserwować momenty wytchnienia. Nazywać stany emocjonalne.

Teraz, gdy mam trudniejszy czas tłumaczę sobie pewne rzeczy trochę jak dziecku: Aurora, teraz jesteś smutna, bo? (na przykład poczułam w kinie zapach wody kolońskiej mężczyzny siedzącego obok mnie, zapach, który na zawsze będzie mi się kojarzył z kochanym niegdyś przeze mnie człowiekiem), a teraz płaczesz, bo? , za chwilę przestaniesz, bo nie da się płakać bez przerwy? Wzięłam też ?pod lupę? takie stwierdzenia, którymi się posługiwałam, typu: bez przerwy płaczę, w ogóle nie śpię, czuję się beznadziejnie, nic nie mogę zrobić, na niczym się skupić ? takie frazy powtarzałam bezmyślnie wiele razy, dopóki nie odkryłam, że są to kłamstwa. Zaczęłam zamieniać je na: bardzo często płaczę, mało śpię, czuję się kiepsko i to, co dotychczas było dla mnie przyjemne, w tej chwili nie jest źródłem satysfakcji, z trudem udaje mi się wykonać najbardziej podstawowe czynności.

Zdałam sobie sprawę z istnienia tych chwil, które nie były obciążone depresją i znowu ?przemawiałam? do siebie: dziś w nocy udało mi się obudzić tylko raz, ale szybko usnęłam ponownie, zupełnie inaczej niż wczoraj, gdy do rana nie mogłam już zasnąć? poszłam na spacer? ugotowałam pyszną serową zupę, chodzę do pracy, a będąc tam rzadko myślę o tym, co się stało.

W ten sposób tę początkowo szczelną kapsułę beznadziei zaczęłam perforować drobniutkimi otworkami świadomości. Z czasem przez tę perforację zaczęło przenikać ?uzdrowienie? ? dla mnie stały się nim nowe obowiązki w pracy, ważne słowa, serdeczne myśli, muzyka, książki, szalona wyprawa w Alpy i oglądanie świata z wysokości prawie 5000 metrów. To wszystko działo się stopniowo. Z okresami remisji, których siła jednak za każdym razem słabła. Dlatego nie obawiaj się co będzie, gdy minie "szok adaptacyjny", bo amplituda wahnięć tych gorszych nastrojów powinna być z czasem wygasająca...

Jeszcze nie odbiłam się na trampolinie nowego życia, jeszcze nie do końca pożegnałam się z przeszłością, więc nie rzucam się na poszukiwanie ?nowego?, nie jestem zachłanna w poszukiwaniu nowych wrażeń, sytuacji, ale czuję, że z każdym dniem wraca mi apetyt na życie, że znowu jestem pogodna, śmieję się do rozpuku, dając w ten sposób dostęp słońcu do mojej duszy. Każdy znajduje sobie własne "kanały" tej osmozy: sport, relaks, arteterapia, nowe środowisko, a nawet kupno zwierzaka.

Zdrowiej, Depress... Obroty wskazówek na tarczy ludzkiego życia są precyzyjnie wyliczone. A Ty jesteś temu światu potrzebny, wręcz niezbędny, bo masz mu wiele jeszcze do zaoferowania. On Tobie też :-)

169

Odp: chcę odejść pomimo......

Rozklejania sobie mózgu ciąg dalszy....

Zjedziecie mnie jak psa....

Minął ponad miesiąc od wyprowadzenia się.

Wciąż trudno mi funkcjonować... tzn inaczej, boli mnie to że to się tak kończy i tak na prawdę nie chcę dopuścić tego do swojej myśli.

popełniam błąd za błędem rozpaczliwie wierząc że może jednak?

Znalazłem dodatkową pracę. Zaharowuję się po to aby nie myśleć.

Od czasu wyprowadzki, były próby ratowania, spotkania, łzy.
Było nawet spotkanie dla "Trudnych małżeństw"
Przedstawiłem plan naprawczy. Jednak tak szybko jak go przedstawiłem, przestałem w niego wierzyć.
Doszedłem do wniosku że powinno to być zrealizowane kilka lat temu.
Doszedłem do wniosku że ona się nie zmieni. Ja też nie potrafię zrezygnować ze swoich oczekiwań. Próbowałem je zagłuszać latami....nic z tego nie wyszło. Nie udało mi się. Staczałem sie jedynie psychicznie.
Jednak w trakcie rozmowy o naprawie pojawiły się sformułowania o tym że ona musi mieć dziecko (pomimo tak dramatycznego stanu w jakim jesteśmy), bo nie będzie sie czuła spełniona kobietą, że będzie sfrustrowana.
Były myśli czy może jeszcze raz nie spróbować.....nie wiem nawet od czego, ale spróbować............

Myślałem tak do zeszłego tygodnia, kiedy dowiedziałem się że jestem bezpłodny (tudzież bardzo ciężko niepłodny). Powiedziałem jej o tym.....jej odpowiedź "no to co?"

Kurcze, dręczy mnie to że chyba nie do końca ona zdaje sobie sprawę z tego. Przy tak wielkim parciu na dziecko, za rok, dwa lub cztery okaże się nie da rady tak ciągnąć tego, że będzie niespełniona.
Nie chcę usłyszeć że zmarnowałem jej życie za kilka lat.

Niech mi ktoś powie, czy jeśli związek przechodzi kryzys, kryzys relacji, bliskości, wartości.....gdzie wszystko jest całkowicie nie tak jak być powinno....i nagle okazuje się że jedna z osób jest bezpłodna....czy jest sens to naprawiać? Może ja źle rozumuję?
Może coś takiego jest w stanie zbliżyć dwoje ludzi? Może wierzę w bajki?

Nie wiem już nic.
Te badania zgnoiły mnie jako faceta. Czuje się nikim.


Uważałem do pewnego momentu że nie ma sensu marnować komuś życia, tym bardziej że ona chce dziecka. Bycie z kimś takim jak ja znacznie to utrudnia. Teraz już nie wiem co sądzić o tym wszystkim. Może jako mężczyzna powinienem podjąć twardą decyzję za nią? Odejść już definitywnie i pozwolić jej pomimo bólu jaki ją czeka, pozwolić jej ułożyć sobie życie na nowo z kimś innym?

To jest jakiś obłęd.

170

Odp: chcę odejść pomimo......

Depress,


Może zechcesz wziąć pod uwagę kilka kwestii, które nasunęły mi się po przeczytaniu Twoich słów.

Podjąłeś świadomą decyzję o wyprowadzce i zrealizowałeś ją. Zapomniałeś tylko o tym, aby określić czym jest dla Ciebie separacja, jaki ma cel, jak będzie przebiegać w Twoim przypadku i ile trwać, co chciałbyś w tym czasie przemyśleć, czego się dowiedzieć o Twoim małżeństwie, postawić jakieś hipotezy, określić warunki?

Zamiast wykorzystać ten czas, zmierzyć się z sobą i przeanalizować parę spraw w ciszy, w oddaleniu od domu, w oderwaniu od przeszłości, znalazłeś sobie nowy ?wypełniacz?, jakim jest dodatkowa praca, komunikujesz się z Żoną dokładnie tak, jak dotychczas, obmyślasz plan naprawczy, itd.

Wiesz? ciśnie mi się na usta takie zawołanie :?Idź na pustynię!?

Tak robili mędrcy.

Depress, daj się dogonić! Nie uciekaj! Nie zajmuj się ?zastępnikami?! Usiądź i pomyśl o tym, czego Ty sam chcesz, co możesz zrobić ze sobą. Czy chcesz być z tą Kobietą? Czy znając wszystkie swoje i Jej ograniczenia jesteś w stanie być głową tej rodziny? Czy jesteś gotowy, by nawiązać z Nią głęboką więź? Czy Wasze poglądy na małżeństwo, na kierunek jego rozwoju są spójne? Jakie wartości są ważne dla Ciebie, a jakie dla Niej, a jakie dla Was obojga? Czy Ty ją kochasz? Czy i na ile chcesz Ją zmieniać? Czy potrafisz być skałą, oparciem dla Waszej rodziny, gdy powieje huragan? Czy jest w Tobie takie pragnienie? Czy są wokół Was ludzie, do których możecie mieć zaufanie i zwierzyć się im, poradzić, znaleźć wsparcie, gdy dotkną Was kłopoty? Czym Ci Twoja Żona imponuje? Które z Jej wad szczególnie Cię drażnią? Jak  oceniasz siebie jako męża? W czym jesteś dobry? W czym kiepski? Co jesteś w stanie zaryzykować?

Proszę, pomyśl nad tym?

Temat dziecka w tym momencie odpuszczę, ponieważ jesteście w separacji, od dawna Żona unikała bliskości z Tobą, Ty, od pół roku jesteś na lekach, które mogą mieć wpływ na życie intymne. A przy okazji nie wiem skąd pomysł na to, aby w tym momencie robić badania na niepłodność...

171

Odp: chcę odejść pomimo......

Jeżeli moderator uzna że treść posta jest niezgodna z kategorią to z góry przepraszam. Nie chciałem zakładać nowego wątku aby zaśmiecać forum.

Do rzeczy....

Minęło trochę lat...
Długo mnie tutaj nie było. Wiele się zmieniło w moim życiu.
Zdecydowanie na plus.

Rozwiodłem się. W trakcie rozwodu zobaczyłem drugą twarz swojej byłej żony. Zdałem sobie sprawę z wielu rzeczy.
Poszedłem na terapię. Pracowałem nad sobą mimo trudów i tkwienia w pewnych ramach, tęsknoty itp. Budowałem nowego siebie. Wydaje mi się że wyszedłem na prostą. Wiele się nauczyłem o samym sobie.

W ciągu kilku ostatnich lat poznałem mnóstwo ludzi. Dobrych i złych.
Moja książka adresowa też się przesiała odpowiednio. Innymi słowy zrobiłem porządek z samym sobą i w życiu.

Obecnie jestem z kimś. Mogę śmiało powiedzieć że związek w którym jestem ma zadatki na ten właściwy. Jestem zakochany w niej.
Tyle że jest jedno małe ale....

Moja obecna partnerka jest młodsza ode mnie o 14 lat. Jestem jej pierwszym partnerem w wielu aspektach. Bardzo mi ufa. Ja jej też.
Jednakże jest to osoba która miała przechlapane od najmłodszych lat. Przez lata dorastania wykształciła w sobie pewne mechanizmy obronne które z początku były dla mnie niezrozumiałe.
Gdy poznawałem ją bardziej, zaczynałem powoli rozumieć skąd bierze się jej zachowanie.
Trudne dzieciństwo, toksyczny rodzic. Objawy nerwicy. Brak zaufania do kogokolwiek.

Między nami też zaczęły narastać konflikty. Zdarzyły się sytuacje że byłem jej workiem treningowym tylko dlatego że nie mogła wyrzucić z siebie złych emocji które w niej narastały.

W pewnym momencie dotarliśmy do ściany. Nauczony doświadczeniem z poprzedniej relacji wyszedłem z założenia że muszę w tym wszystkim być najważniejszy, mam na myśli to aby stać równo na nogach i nie dać się ciągnąć w dół gdy ktoś spada w przepaść. Dlatego z szacunku do samego siebie postawiłem ultimatum, że albo porozmawia ze specjalistą albo ja dłużej nie będę w stanie tego dźwigać i być zaworem upustowym dla jej trudnych emocji. A jej emocje należą do bardzo trudnych.

Po kilku miesiącach terapii na którą uczęszcza, sama przyznała że wiele jej to daje, że zaczyna rozumieć pewne mechanizmy, że powoli się uczy funkcjonować na nowo.
Przypomniała sobie wiele rzeczy które wyparła z dzieciństwa lub okresu dorastania a które miały ogromny wpływ na jej samoocenę i postrzeganie siebie. Powiedziała mi że żałuje że tak długo zwlekała z tym aby coś z tym zrobić.
Jestem pełen podziwu dla jej determinacji.  Chylę za to przed nią czoła i staram się ja w tym wspierać.

Jednak......od kiedy ją znam, ma spadki nastrojów. Czasami są one na tyle drastyczne że nie potrafi wyjść z łóżka.
Ma stresującą pracę. Przez cały tydzień chodzi zdenerwowana i naładowana pracą. W weekendy też nie ma lekko bo dręczą ją myśli o tym że za dzień lub dwa będzie znowu do tej pracy musiała iść i też chodzi zdenerwowana.
Jakieś wolniejsze okresy typu święta też są stresogenne, bo to toksyczny rodzic, bo jakieś wspomnienia z przeszłości. Ogólnie nie ma takiego czasu w którym mogłaby się odciąć.
Fatalnie sypia, dręczą ją koszmary. Jest nerwowa. Płaczliwa. Potrafi być butna i niemiła by za chwile kulić się jak pies szukając pocieszenia i ciepła.

Robię co mogę ale to powoli staje się dla mnie ciężkie tym że muszę (przepraszam za sformułowanie) ją "dźwigać".

Od kilku miesięcy próbuję ją namówić na wizytę do psychiatry. Jej terapeutka stwierdziła że ma coś na wzór depresji i......na tym koniec.
Wciąż próbuje sama sobie z tym poradzić z marnym skutkiem. Wystarczy jeden aspekt który nie pójdzie po jej myśli i cała "pewność" siebie legnie w gruzach. Schemat się powtarza.
Gdy próbuję z nią na ten temat rozmawiać, ona mówi mi że zdaje sobie z tego sprawę jednak na tym się kończy. Myśl o pójściu do psychiatry zostaje skutecznie wyparta.

Jej wahania nastrojów i stany depresyjne mocno wpływają na nasze relacje. Staram się być przy niej i ją wspierać jednak wiadomo, każdy ma swój próg wytrzymałości.

O zrządzenie losu, nigdy nie sądziłem że znajdę się po drugiej strony barykady. Bardzo ją kocham, jest fantastyczną osobą jednak nie potrafię jej namówić na wizytę do specjalisty. Wiem że to by jej pomogło, bo w jej zachowaniu widzę schematy które sam uprawiałem kilka lat temu gdy potrzebowałem pomocy. Z tą różnicą że na wizytę do psychiatry nikt mnie nie namawiał. Sam poszedłem bo wiedziałem że potrzebuję pomocy. 

Proszę poradźcie mi jak ją namówić na to aby poszła na konsultację. Chce jej ulżyć. Chce aby zaczęła na siebie patrzeć przez inny pryzmat. Na siebie i na rzeczywistość. Bo jest mądra, zdolna, ambitna, pracowita, piękna. Jest wartościowym człowiekiem. Widzi to każdy z mojego otoczenia prócz niej samej.

Będę wdzięczny za zrozumienie i cenne wskazówki

Pozdrowienia dla czytających!

172

Odp: chcę odejść pomimo......

Chłopie znowu wdepnąłeś i znowu na siłę chcesz pomagać tym którzy mają tą pomoc gdzieś.

173

Odp: chcę odejść pomimo......
maku2 napisał/a:

Chłopie znowu wdepnąłeś i znowu na siłę chcesz pomagać tym którzy mają tą pomoc gdzieś.

Rozumiem że Ty przez życie kroczysz zawsze pewnie, bez strachu, jakichkolwiek wątpliwości tak?

Każdy ma jakieś problemy. Każdy się musi z nimi zmagać. Ty zapewne też, bo gdyby tak nie było, nie byłoby Cię tutaj.

174

Odp: chcę odejść pomimo......

stresujaca praca wymaga wsparcia suplemantami, bo rodzi depresje, magnez, k2+d3, b1,b6,b12 w duzych ilosciach I to ja usabilizuje, da energie

175

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:
maku2 napisał/a:

Chłopie znowu wdepnąłeś i znowu na siłę chcesz pomagać tym którzy mają tą pomoc gdzieś.

Rozumiem że Ty przez życie kroczysz zawsze pewnie, bez strachu, jakichkolwiek wątpliwości tak?

Każdy ma jakieś problemy. Każdy się musi z nimi zmagać. Ty zapewne też, bo gdyby tak nie było, nie byłoby Cię tutaj.

Zgadzam się z Maku.
Przeczytałam cały Twój wątek i aż mną drgnęło czytając Twój dzisiejszy wpis.
Nie napisałeś kiedy nastąpił rozwód oraz jak długo jesteś z nową Partnerką.
Czy po rozwodzie pozwoliłeś sobie na żałobę po związku?

Odnośnie nowego, to nie jest małe "ale", jak to ładnie ująłeś. Twoja Partnerka choruje, ma zaburzenia i chwała jej za to, że chce się leczyć.
Jednakże, nie można dźwigać na swoich plecach problemów drugiej osoby. Jak przy niej wygląda Twoje samopoczucie, Twoja depresja zniknęła?
Namawiasz ją na psychiatrę, i widzisz, że ona nie chce. Nie zrobisz nic na siłę. Nie zbawisz świata.

176

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:
maku2 napisał/a:

Chłopie znowu wdepnąłeś i znowu na siłę chcesz pomagać tym którzy mają tą pomoc gdzieś.

Rozumiem że Ty przez życie kroczysz zawsze pewnie, bez strachu, jakichkolwiek wątpliwości tak?

Każdy ma jakieś problemy. Każdy się musi z nimi zmagać. Ty zapewne też, bo gdyby tak nie było, nie byłoby Cię tutaj.

Noo to żeś mi dogadała. Napisałem jak odebrałem teraz co robi i to było szczere, bez krytyki czy nawracania. Tobie się to nie spodobało i postanowiłaś zrobić psychoanalizę mojej osoby, myślisz że Ci się udało? poczułaś się lepiej?

177

Odp: chcę odejść pomimo......

Dziękuję za odpowiedź.

Ostatni mój wpis tutaj datowany był na 2015. Wtedy też byliśmy w separacji nie mając ze sobą kontaktu.  Była żona za wszelką cenę próbowała dowieść moją winę w rozpadzie związku.
Sam proces rozwodu trwał długo a prawomocny wyrok ogłoszono w z początkiem 2017 roku.
Dla mnie była to już tylko formalność tak naprawdę, ponieważ nie mieliśmy ze sobą kontaktu żadnego.
Z końcem 2015 zacząłem uczęszczać na terapię. Chciałem się wyleczyć z wielu rzeczy które się mocno we mnie zakorzeniły.
Od tamtego czasu byłem sam. Nie wiązałem się z nikim, nie szukałem plastra. Poznawałem kobiety, owszem jednak nie zmierzałem w stronę związku tylko po to aby "kogoś mieć".
Nauczony błędami z przeszłości nie chciałem popełnić ich po raz drugi.

Moją obecną partnerkę poznałem w połowie 2018 roku. Zgadzam się że to nie jest male "ale" i owszem, chwała jej za to że chce coś z tym zrobić. Wielokroć gdy wychodzi z gabinetu widzę oczy z których płynęły łzy jeszcze kilka chwil wcześniej. Wiem że to dla niej trudne i cieszę się że próbuje coś z tym zrobić.

Jednak samemu będąc w depresji kilka lat wcześniej, wiem że czasami człowiek jest sparaliżowany mimo chęci zmiany i świadomości tego co jest nie tak. Bardzo jej współczuję.

Jak wygląda moje samopoczucie?

Przez te lata udało mi się ułożyć z samym sobą. Lubie swoje towarzystwo więc potrafię też zmienić "kompas" gdy przychodzą chwile na które nic nie mogę poradzić. Zajmuje się innymi rzeczami a jej daję przestrzeń. To jedyne co mogę zrobić.
Staram się jej pomagać (nie wyręczać) aby wiedziała że może na mnie liczyć. To nie jest tak że w tym stanie jest constans. Są okresy gdzie ona funkcjonuje zupełnie inaczej.

Co do mnie...

Po mojej dystymii nie ma śladu. Znam moje ciało i wiem że wysyła mi specyficzne sygnały zanim nastąpi "tąpnięcie". Robię wszystko co w mojej mocy aby było OK. Jeśli nie mogę jej pomóc to skupiam się na sobie. Po prostu wyznaczyłem pewną granicę której nie pozwalam przekroczyć. Nikomu.

Co do psychiatry, to nie jest tak że ona nie chce, że powiedziała kategoryczne NIE. To bardziej strach, wątpliwości, czy aby to potrzebne. Sama kiedyś już była blisko umówienia wizyty jednak coś poszło nie tak. Zadziałało wyparcie.

Co jakiś czas wracam do tematu próbując z nią porozmawiać, lecz bez nacisku, bo przyniesie to odwrotny efekt.

178

Odp: chcę odejść pomimo......
maku2 napisał/a:
depress napisał/a:
maku2 napisał/a:

Chłopie znowu wdepnąłeś i znowu na siłę chcesz pomagać tym którzy mają tą pomoc gdzieś.

Rozumiem że Ty przez życie kroczysz zawsze pewnie, bez strachu, jakichkolwiek wątpliwości tak?

Każdy ma jakieś problemy. Każdy się musi z nimi zmagać. Ty zapewne też, bo gdyby tak nie było, nie byłoby Cię tutaj.

Noo to żeś mi dogadała. Napisałem jak odebrałem teraz co robi i to było szczere, bez krytyki czy nawracania. Tobie się to nie spodobało i postanowiłaś zrobić psychoanalizę mojej osoby, myślisz że Ci się udało? poczułaś się lepiej?

Bynajmniej. Nie to było moim celem. W moim odczuciu oceniłeś sprawę zbyt pochopnie. I proszę, zwracaj się do mnie w rodzaju męskim smile

179

Odp: chcę odejść pomimo......

zastosuj supplement I witaminy o ktorym pisze powyzej, dziala cuda

180

Odp: chcę odejść pomimo......
12miecio12 napisał/a:

zastosuj supplement I witaminy o ktorym pisze powyzej, dziala cuda

Dziękuję za sugestię. Stosujemy suplementy, może to kwestia też dołożenia innych o których wspomniałeś, nie przeczę.
Jednak te stany pojawiały się w poprzedniej pracy, która nie była stresująca. A śmiem twierdzić że na długo przed tym zanim się poznaliśmy.

Co do samej pracy - zmiana. To jedyne wyjście.

181

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

Co do psychiatry, to nie jest tak że ona nie chce, że powiedziała kategoryczne NIE. To bardziej strach, wątpliwości, czy aby to potrzebne. Sama kiedyś już była blisko umówienia wizyty jednak coś poszło nie tak. Zadziałało wyparcie.

Co jakiś czas wracam do tematu próbując z nią porozmawiać, lecz bez nacisku, bo przyniesie to odwrotny efekt.

Zastanawia mnie, dlaczego jej terapeuta nie zaleca jej tego? Czego się boi?
Gratuluję Ci postawy, że potrafisz stawiać granicę, to jest bardzo ciężkie. Cieszę się również, że lepiej się czujesz. Czytając cały Twój wątek, było mi bardzo smutno.

182

Odp: chcę odejść pomimo......

To był bardzo smutny okres. Nie przeczę. Dlatego zrobiłem wszystko aby się nigdy nie powtórzył.
Choć gdyby nie to, to nie byłbym tym, kim jestem teraz. I cieszę się z tego jaki jestem obecnie i z tego ile o sobie wiem...

Co do terapeuty to dla mnie tez jest zagadka. A może jej rowniez sugeruje a ona mimo wszystko ma opory. Nie mam bladego pojęcia jak ją najnormalniej w świecie przekonać do tego aby sobie ulżyć.

183

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

Nie mam bladego pojęcia jak ją najnormalniej w świecie przekonać do tego aby sobie ulżyć.

Nie przekonasz jej siłą. Ona sama musi podjąć, tę trudną dla niej, decyzję.
Ty, skoro postanowiłeś z nią być, powinieneś ją wspierać tak jak to robisz. Wiesz dobrze, że czasem naciskanie, czy zagłaskanie kota na śmierć, do niczego dobrego nie prowadzi.

184

Odp: chcę odejść pomimo......

Ma terapeutę. Gdyby uznał to za konieczne, to zapewne otrzymałaby leki i skierowanie na konsultację. Gdyby ona uznałaby to za konieczne, tak samo.

Może najlepszym wyjściem byłoby abyś Ty złapał dystans, by nie brać na siebie tych jej reakcji?

Posty [ 131 do 184 z 184 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » chcę odejść pomimo......

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026