netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

chcę odejść pomimo......

183 odpowiedzi27 784 wyświetleniazałożony przez depress, 10.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » chcę odejść pomimo......

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 184 ]

1 Ostatnio edytowany przez depress (2014-04-10 14:40:21)

Temat: chcę odejść pomimo......

Witam,

Na wstępie chce powiedzieć że jestem tutaj świeżakiem. Przepraszam jeśli w jakiś sposób naruszę netykietę. Za ortografię i interpunkcję również

Chciałbym opisać swój problem, podejrzewam że niektórym czytelniczkom się narażę, niektóre też obrzucą mnie epitetami. Wolno każdemu mówić co myśli. Nawet jeśli tak będzie, nie mam żalu do kogokolwiek. Nawet jeśli ktoś oceni mnie po pozorach.

Miotam się z myślami o odejściu od żony. Nie podjąłem jeszcze żadnych wiążących czynności, ponieważ nie mam na to siły.....zarówno psychicznie jak i fizycznie.

Moją żonę poznałem 8 lat temu. Ja mam obecnie 31 lat, ona 32. To była moja pierwsza dziewczyna. Dzieci nie mamy.
Przez pierwszy rok, można powiedzieć że było jak w bajce. Ja też zabiegałem o nią na każdym kroku. Potrafiłem w ważny dla niej dzień przyjechac kilkaset kilometrów z prezentem, po to by go wręczyć.
Ona też sie zaangażowała. Potrafiła z wieloma rzeczami przejąć inicjatywę, co bardzo mi imponowało. Chwyciłem Pana Boga za nogi. Kogoś takiego szukałem. Po okolo 8 miesiącach się oświadczyłem.
Nadmienię że moja żona, lata temu przeszła przez traumatyczny zwiazek, który odwrócił jej postrzeganie pewnych rzeczy....lecz wtedy jeszcze o tym nie wiedzialem.

Pierwsze problemy, tudzież symptomy pojawiły sie po okolo roku. Wtedy moja dziewczyna zaczęła się ode mnie oddalać. Stopniowo. Na coraz mniej rzeczy mi pozwalała (w sferach intymnych), pracowała bardzo dużo (objawy pracoholizmu są ewidentne).
Ja nie bagatelizowalem tego problemu. Sygnalizowalem ze widze zmiany, ze cos sie dzieje. Jednak podczas rozmow z nia, powody okazywaly sie byc prozaiczne....choroba, stres z praca, ze zmiana pracy, z awansem.....itd itd. Ja czekalem cierpliwie, znosilem, pomagalem nawet.

Po ponad dwóch latach, zacząłem sie czuć nieszczęśliwy. Pojawiło sie we mnie poczucie winy ze nie jestem szczesliwym, bedac z dobrym czlowiekiem. Ona jest na prawde dobrą osobą. Jest również szalenie atrakcyjna, tyle że kamufluje to jak tylko się da.
Wylądowałem u psychologa. Powód? Wtedy powiedzialem ze nie czuję się kochany...na tyle aby czuć się szczęśliwym. Wtedy psycholog dal mi do zrozumienia ze problem jest we mnie...ze musze nauczyc sie z tym zyc.

Staralem sie cos z tym zrobic. Pracowałem nad sobą....tak mi się wydaje. Jednocześnie moja dziewczyna dalej się ode mnie oddalała. Kupowalem kwiaty....wtedy patrzyla na mnie podejrzliwie, bizuterie....niekiedy nawet jej nie zalozyla, pogubila. Przestalem to robić. Zawsze jestem pomocny dla niej, zawsze staralem się ja wyreczyć, pomóc. Ulżyć jej. Natomiast ona....oddalala sie dalej. Gdy mialo dojsc do intymnosci, wzdychala ciezko, wszczynala sprzeczki....widzialem ze robi to mechanicznie.....niekiedy myslami byla gdzie indziej....przestala mnie calowac namietnie....jedynie po ustach.

Po prawie 4 latach postanowilem odejsc. Doszedlem do wniosku ze to nie ma sensu. Ublagala mnie....prosila.....ze nie wyobraza sobie zycia beze mnie.....zostalem.

Staralem sie zbudowac w sobie na nowo to wszystko.....naprawić a nie niszczyć. Bo najlatwiej jest cos zniszczyc niz naprawić. Niemniej jednak zawsze pojawiala sie taka rozmowa, na temat nas, naszej intymnosci.....jałowosci.....na codzien również w naszych relacjach ta jałowość się pojawiła. Ona ma to do siebie ze nie lubi lub nie umie rozmawiac o uczuciach.....jest empirykiem, klasycznym szkielkiem i okiem, twardo stapa po ziemi.....ja jestem romantykiem......moja wrażliwość jest ponadprzeciętna. Ona potrafi również byc nieodpowiedzialna lub też niesłowna. Wiele razy przymykałem na to oczy, lub robilem pewne rzeczy za nia pomimo tego ze obiecala "byc na czas". Nikt nie jest idealny...ja tez swiety nie jestem.....jestem cholerykiem z natury.

Po 6 latach nie wytrzymalem. Przycisnalem ja do muru.....wtedy mi powiedziala o tym traumatycznym zwiazku sprzed wielu lat. Poczułem się dziwnie......tak nie do konca obdarzony zaufaniem, aby o tym powiedziec.
Staralem sie zrozumiec.
Mowi sie ze najlepsza gra wstepna sa pomyte naczynia..abstrachujac ze moja zona nie uznaje gry wstępnej....jest bardziej sprinterem w tych tematach...nie pamietam ile razy czekalem na nia w wysprzatanym pachnacym mieszkaniu, z obiadem na stole, z kolacja przy siwecach...gotuje lepiej od żony, wiec mialem polot w roznego rodzaju potrawach....aczkolwiek Maklowiczem nie jestem......zawsze konczylo sie tak samo....albo byla sprzeczka...albo bylo tak normalnie.....tak beznamietnie....albo bylo jałowo....lub bardzo jałowo.
Przy kolejnych rozmowach na temat nas, pojawily sie inne powody...brak czulosci z mojej strony, dotyku, brak komplementow. Kazdy powod jak mantre powtarzalem sobie, bralem do serca i cos z tym robilem. Jednak zawsze, po dzis dzien intymnosc wystepuje z mojej inicjatywy. Jej to chyba nie jest potrzebne. Być może jest oziębła. Gdybym nie nalegal przez miesiac, przez miesiac byloby cicho  w temacie. Nawet jesli ona wykaze chec, to jest to takie....mechaniczne. Takie jak zwykla czynnosc...calkowicie przyziemna. Bolesne to jest dla mnie.

Ostatni rzekomym powodem naszych kulejacych relacji intymnych bylo to ze nie jestesmy malzenstwem. Hurraaa.....tak tez sie stalo. Po slubie mialo sie wszystko zmienic. Ślub sie odbyl w polowie zeszlego roku. Miało się zmienić.........

W grudniu 2013 zacząłem się pogrążać coraz bardziej. Zaświtało mi kiedy zacząłem przezywac pewnej nocy koszmar z dziecinstwa na jawie. Przerazilo mnie to. Moje zycie zaczelo wygladac nastepujaco.....praca...sen w domu. I tak w kolko. Zona nie interweniowala jakos specjalnie.....zyla wlasnymi sprawami.....zadnej poprawy nie zauwazylem. Byl jeden epizod kiedy przygotowala cos dla mnie, wspolna kolacje, ubrala sie atrakcyjnie. Jednak pod koniec tejze "romantycznej kolacji" jedno dosadnie uszczpliwe pytanie na temat mojej osoby zgasiło mnie totalnie. Poddałem się.
Nie jestem moze jakimś super atrakcyjnym mezczyną....ale podobam się kobietom. Niektore się oglądają.....ale na swoją żonę nie działam. Trafila kosa na kamień.

Obecnie rozmawiamy ze soba, jak koledzy, w sprawach codziennych. Razem jemy posiłki od czasu do czasu, zrobimy razem zakupy......a tak to kazde zyje swoimi sprawami. Śpimy osobno. O dziecko sie staralismy przed slubem, jak i po...ale zaczelo mnie to przerazac. Nie sam fakt bycia ojcem, bardzo tego chce, ale to że tą kobietą z którą jestem bedzie błedem. Ostatnio dochodzę do wniosku że nawet nie o nią chodzi tylko o mnie. Boje sie tego aby dziecko wychowywalo sie w rodzinie która się rozpadnie. Z reszta wiem, ze gdyby sie urodzilo dziecko, pojde juz calkowicie w odstawkę. Nie chce cementować związku dzieckiem.  Intymnosc jest miedzy nami od czasu do czasu...ale to juz tylko moja inicjatywa. Jesli poruszam "temat stary jak świat" zawsze sie konczy tak samo. Ona cos zrobi a na drugi dzien jest tak samo. Juz nawet ten fakt zaczął wywoływac u mnie poczucie winy.

Od ponad trzech miesięcy zaczalem sie sypać. Koszmary w śnie i na jawie, budzenie sie w nocy, brak apetytu, problemy z potencją, drżenie rąk. Doszły napady dusznosci i mdlosci ktore pojawiaja sie w drodze do domu. I tylko wtedy.
Od miesiąca leczę się psychiatrycznie. Przyjmuję wesołe tabletki. Chodze na terapię do psychologa. Nie jestem w stanie juz poradzic sobie sam ze sobą.

Psycholog powiedzial ze kocham projekcję lub wyobrazenie swojej zony a nie ją samą. Ze ona nigdy taka nie będzie. Ale czy ja tak duzo pragnę? Czy ja chce czegoś niemożliwego do osiągnięcia? Jestem w stanie zrozumiec wiele......ale nie to.
Teraz dowiedzialem sie od psychologa po ostatniej wizycie ze ona mnie kocha i ze jest zastraszona. Ze ona się mnie boi. sad Coz......zawsze staralem sie zrozumiec, porozmawiac...ale odpowiedz z jej strony byla albo zadna (nic nie mowila tylko ja czaly czas mowilem, czasami przez lzy).....albo mowila ze "nie wiem czemu tak jest"
Po tej wizycie juz zostalem sam ze soba i swoimi lzami, nie wiedzac jak zyc, co zrobilem zle. Przez lata walczysz z czyms, by dowiedziec sie na koncu ze sam jestes sobie winien.

Juz nie ma zbliżeń miedzy nami...nawet jesli sa to sporadyczne zeby sobie " ulżyć" .....nie chcę....boję się po prostu. Kiedys mialem potezny temperament i potrzeby. Teraz pod tym katem jestem wrakiem.

Chcę sie wyprowadzić na jakiś czas. Chce pobyć sam. Potrzebuję tego bo zwariuję. W głebi duszy chce odejść....wiedząc ze popełnie pewnie błąd.....z resztą cokolwiek nie zrobię, i tak popełnie błąd. Zostalo juz tak duzo wypowiedziane i wykrzyczane slow w tym zwiazku.....przykrych.....a ona wciąż nie ma dziecka ze mną które tak pragnie. Czuję ze jesli tak dalej będzie zmarnuje zycie jej.....i sobie. Ze mnie znienawidzi.....a ja będę toksyczny.....z resztą już jestem. Zawiodłem...ją, swoją rodzinę, siebie samego......wszystkich.....i nie wiem czemu...co poszło nie tak....Wolę chyba być sam.

Chce odejsc, a ona wciaz powtarza ze mnie kocha. Najbardziej boje się słów o tym ze mnie kocha, ze tesknila.....bo ja juz nic nie potrafię odpowiedzieć.

Obawiam sie ze na nas jest juz za pozno....

O nic nie proszę...jedynie o radę....ewentualnie zrozumienie.

Dziękuję za wysłuchanie

skruszony.

2

Odp: chcę odejść pomimo......

Jesli miała być za coś nagana, to za to że nie odszedłeś dużo wcześniej. Może też za to, że dawałeś 200% siebie, a ona nic. Straciles na nią mase energii, tylko po to by być kochanym. Ona inaczej tez rozumie to słowo/uczucie. Nie sadze, by dalo sie zbudowac dobry zwiazek, gdy mezczyzna jest romantykiem, a ona na odwrot (nawet nie mam słowa, by to okreslic. to tez smutne). Tu nie ma czego ani naprawiac, ani tu sie nic nie da zbudować.

3

Odp: chcę odejść pomimo......

Jeżeli rozmowa z nią nie pomaga, ona taka jest, Ty inny, nie potraficie jakoś żyć w szczęściu, to chyba lepiej odejść? Z drugiej strony tyle wspólnego, tyle razem przeszliście, ona Ciebie kocha, że szkoda to niszczyć. Ciężka sprawa, nie wiem co powiedziec, na pewno cholernie Ci współczuję i przesyłam pozytywne fluidy, jeżeli mogę w ten sposób jakoś pomóc..

4 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-04-10 13:46:41)

Odp: chcę odejść pomimo......

No cóż, powiem Ci, że ja też jestem romantykiem a moja żona podobnie jak Twoja.
Też swojego czasu zyliśmy obok siebie ( ładnych parę lat ).
Nie było czułości, komplementów.
Ale w pewnym momencie powiedziałem swojej żonie " dość".
Powiedziałem, że tak dłużej nie wytrzymam i odejdę.
Chyba, że jej jeszcze zalaży na nas, a jeżeli tak to razem naprawiamy ( co czynimy nadal, bo to jest długotrwały proces ).
Powiem tylko tyle, jesteśmy nadal razem i cały czas pracujemy nad nami i jest OK.
Natomiast z tego co Ty piszesz to ona nie chce Was ratować, a do tego trzeba dwojga.
Sam nic nie poradzisz.
Pomysł wyprowadzki uważam za strzał w 10.
Nie Twoja żona ma czas na przemyślenia i refleksje.
Powodzenia

5

Odp: chcę odejść pomimo......

"Jesli miała być za coś nagana, to za to że nie odszedłeś dużo wcześniej. Może też za to, że dawałeś 200% siebie, a ona nic"

To nie tak do konca. Na poczatku były kwiatki. Potem jej zaangazowanie spadlo.....ale najbardziej w tej sferze intymnej...w pozostalych tez....ale nie tak bardzo. Bylbym niesprawiedliwym, gdybym powiedzial ze wogole jej nie zalezalo.


"Chyba, że jej jeszcze zalaży na nas, a jeżeli tak to razem naprawiamy ( co czynimy nadal, bo to jest długotrwały proces ).
Powiem tylko tyle, jesteśmy nadal razem i cały czas pracujemy nad nami i jest OK.
Natomiast z tego co Ty piszesz to ona nie chce Was ratować, a do tego trzeba dwojga."

Ona tez zaczela chodzic na terapię. Ale zawsze miala to do siebie ze robila cos na ostatnia chwile. Ja juz nie umiem docenic jej staran. Powiem wiecej.....wywoluja u mnie juz ból. Bo widze ze nie jestem w stanie znaleźć w sobie sily na ciagniecie tego dalej.

6

Odp: chcę odejść pomimo......

bardzo szlachetnie, że nie obarczasz winą tylko jej, ale prawda jest taka, że od dawna nie było na to perspektyw

7 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-04-10 15:00:27)

Odp: chcę odejść pomimo......

Jedno pytanie: Napisałeś, że pierwszy rok między wami było jak w bajce. Także pod względem seksu?
To ważne, bo co innego jeśli nigdy nie było chemii z jej strony, a inna sprawa jeśli się wypaliła po drodze.

Chociaż po dłuższym namyśle chemia chemią, ale mi to pachnie taką porządną blokadą - ogromny lęk przed bliskością i intymnością w związku.
Jeszcze jak napisałeś o traumatycznym związku, a ona nie miała czasu (i wiedzy) by go odreagować, to przykro to mówić, ale nie mieliście szans.
Wiem jak ciężkie jest życie z pozamykaną na 4 spusty emocjonalnie osobą - ma się wrażenie takiego duszenia się w jej obecności, które z czasem przechodzi w obojętność.
Biorąc pod uwagę ile to już trwa lat u niej, leczenie skutków tego może potrwać tyle samo..

8 Ostatnio edytowany przez depress (2014-04-10 15:09:14)

Odp: chcę odejść pomimo......
Elle88 napisał/a:

Jedno pytanie: Napisałeś, że pierwszy rok między wami było jak w bajce. Także pod względem seksu?
To ważne, bo co innego jeśli nigdy nie było chemii z jej strony, a inna sprawa jeśli się wypaliła po drodze.

Chociaż po dłuższym namyśle chemia chemią, ale mi to pachnie taką porządną blokadą - ogromny lęk przed bliskością i intymnością w związku.
Jeszcze jak napisałeś o traumatycznym związku, a ona nie miała czasu (i wiedzy) by go odreagować, to przykro to mówić, ale nie mieliście szans.
Wiem jak ciężkie jest życie z pozamykaną na 4 spusty emocjonalnie osobą - ma się wrażenie takiego duszenia się w jej obecności, które z czasem przechodzi w obojętność.
Biorąc pod uwagę ile to już trwa lat u niej, leczenie skutków tego może potrwać tyle samo..

Pod wzgledem seksu również. . Było....przez krótko...na pewno do osiwadczyn...moze dluzej...... a może mi się wydawało. Trudno mi stwierdzić. Odnoszę wrażenie jakby usiadła na laurach.
Obawiam się że tymi szansami mozesz mieć rację.

Mój stan emocjonalny przypomina rozsypaną mąkę w piaskownicy. Nie potrafie tego oddzielic...jeden wielki chaos....trudno czegokolwiek sie chwycić jako punkt odniesienia....jedyne co mi przychodzi do glowy to uciecie wezla gordyjskiego.....pomimo dezaprobaty samej zainteresowanej jak i rodziny. Gruba warstwa ziemi......a moze sie myle?

9 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-04-10 15:16:54)

Odp: chcę odejść pomimo......

Wiesz, wygląda to z boku tak, jakbyś chwycił się tych pierwszych dobrych miesięcy, a Twój mózg wypiera wszystko co tej początkowej sielance zaprzecza.
Trudno nie zgodzić się z opinią Twojego psychologa: żyłeś iluzją i złudzeniami na jej temat, a czym dłużej to trwało, tym jeszcze bardziej wzmacniało Twoja motywację by w tym trwać, skoro tyle już zainwestowałeś, nieważne że w międzyczasie 5 razy "zbankrutowałeś", nadal inwestowałeś w tego Titanica.

Musisz podjąć decyzje, odwlekanie spowoduje tylko zaostrzenie poczucia bezsilności i braku kontroli nad własnym życiem.
Pamiętaj, że cokolwiek byś nie postanowił albo czego nie zrobił, cały czas jesteś odpowiedzialny za swoje samopoczucie. Ty i nikt inny, od momentu kiedy jesteś w pełni świadomy na czym stoisz. Przecież nie wymażesz sobie z pamięci tego co się działo i nie dasz rady się cofnąć.
Pozostaje tylko iść do przodu, ale już osobno.

10 Ostatnio edytowany przez depress (2014-04-10 15:28:59)

Odp: chcę odejść pomimo......
Elle88 napisał/a:

Jeszcze jak napisałeś o traumatycznym związku, a ona nie miała czasu (i wiedzy) by go odreagować, to przykro to mówić, ale nie mieliście szans.
.

Ten czas do odreagowania trwał 3 - 4 lat. W tymże czasie bylo dwóch mezczyzn w jej zyciu. Jeden koił jej rany ale wyjechał za granicę..........a drugiemu chodzilo tylko o jedno...wiadomo o co.....potem pojawilem sie ja.

11 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-04-10 15:36:41)

Odp: chcę odejść pomimo......

"Odreagować" w znaczeniu wykonać pracę nad sobą. Znaleźć w SOBIE przyczyny wejścia w toksyczną relację i trwania w niej.
Nie pseudo-odreagowanie w postaci upływającego czasu i bycie w relacjach na zakładkę czy plaster.

"A potem pojawiłeś się Ty" i początkowo zażarło. Wiesz czemu?
Bo czas zmniejszył jej ból, męskie plasterki po drodze pokazały, że nie każdy facet to .... Ale pozostały wspomnienia i niewyleczona rana, które są jak bomba z opóźnionym zapłonem. Przez te kilka lat zanim poznała Ciebie ona zaleczyła jedynie objawy, a źródło dalej w niej siedzi.
Problemem jest to, że ona to źródło zidentyfikowała z tamtym konkretnym facetem i jak każda ofiara w nim upatruje jedyną możliwość "odzyskania siebie", tzn. zapewne obwinia się i obwinia jego na zmianę. A problem jest w jej niskim poczuciu wartości. Facet jest randomowy totalnie..

12

Odp: chcę odejść pomimo......

Jeżeli to co między wami jest nie daje satysfakcji, jeżeli próby naprawienia po raz kolejny nic nie dają, jeżeli już nawet śpicie osobno, to nie wiem czy jest się jeszcze nad czym zastanawiać...
Czy jest coś co jeszcze was łączy? Oprócz adresu oczywiście

13

Odp: chcę odejść pomimo......

Na twoim miejscu pokusilbym się o pewien zabieg. Sam jestem osobą która potrzebuje poczucia bycia kochanym i bez tego ciężko mi funkcjonować.

Daj zonie poczuc troche ze cie traci. Żona dostaje wszystko i to w nadmiarze. Ona czuje ze ja kochasz. I dlatego nie wie jak to jest gdy tego nie dostajesz. Daj jej poczuc ze cie traci. I tu samo blaganie sprawy nie poprawi. Pozwol jej troche powalczyć, zwróć na siebie jej uwagę. Wyloz to wszystko z czym się meczysz. Niech dokładnie wie ze jakiś uraz z dawnych czasów nie może już dłużej ci przeszkadzać. To najwyższa pora by ona walczyła, starala się przełamać ta słabość. Możesz się wyprowadzić, dać juz jej taka gwarancję że właściwie zdecydowałes ze odchodzisz. Ważne żeby wiedziala co dokładnie ci doskwiera. Jak kocha prawdziwie I jej zależy to będziesz widział. Będzie się starala to wszystko zmienić. A gdy będzie się bardzo starala to wtedy wrócisz. Ale nie pozwolisz jej spocząć na laurach. Niech wie ze jak dalej coś będzie nie tak to odejdziesz. Nieodwołalnie. Bo lata mijają..

14 Ostatnio edytowany przez depress (2014-04-10 18:33:04)

Odp: chcę odejść pomimo......

"Jeżeli to co między wami jest nie daje satysfakcji,"

Sęk w tym że jej daje. Mi nie. Dla niej jest wszystko ok. Dla mnie nie. Właśne w tym cała rzecz. Teoretycznie problemu nie ma. Wszystko jest ok. Jeśli się ją weźmie na strone i zacznie rozmawiać na ten temat to przyzna ze problem jest i tyle. Nawet teraz siedzi w kuchni słucha muzyki...śpiewa sobie. Ja siedze w sypialni na prochach. Jestem bliski rozdwojenia jaźni.

"Na twoim miejscu pokusilbym się o pewien zabieg. Sam jestem osobą która potrzebuje poczucia bycia kochanym i bez tego ciężko mi funkcjonować.
Daj zonie poczuc troche ze cie traci. Żona dostaje wszystko i to w nadmiarze. Ona czuje ze ja kochasz. I dlatego nie wie jak to jest gdy tego nie dostajesz. Daj jej poczuc ze cie traci. I tu samo blaganie sprawy nie poprawi. Pozwol jej troche powalczyć, zwróć na siebie jej uwagę. Wyloz to wszystko z czym się meczysz. Niech dokładnie wie ze jakiś uraz z dawnych czasów nie może już dłużej ci przeszkadzać. To najwyższa pora by ona walczyła, starala się przełamać ta słabość"

Przerabialem. Wedle zasady "jesli czegos nie robiles zacznij. Jesli cos robiles, przestan". Oddalam sie i daje jej to zrozumienia od kilku miesiecy ...w pewnych kwestiach nawet od lat. Zmienilem hasla do swoich skrzynek, kiedys ja zawozilem do pracy, nawet samemu wczesniej wstajac, po to aby ona mogla cos sobie zrobic w swojej pracy "bo jej zależy". Teraz już tak nie robię. Zawsze szlismy spac pogodzeni.....chocby tego snu zostalo dwie godziny.....tylko po to aby nie przywitac dnia skloconymi. Kiedy jeszcze sypialismy ze sobą, juz nawet to zaprzestalem. Nie chcialo mi sie. Po prostu. Po co? Zeby podniesc sobie ciśnienie przed snem?

"Będzie się starala to wszystko zmienić. A gdy będzie się bardzo starala to wtedy wrócisz. Ale nie pozwolisz jej spocząć na laurach. Niech wie ze jak dalej coś będzie nie tak to odejdziesz. Nieodwołalnie. Bo lata mijają. "

Napisalem wczesniej ze zawsze miala tendencje do robienia wszystkiego na ostatnią chwilę. Zawsze jej sie udawalo do tego razu. W tej kwesti nawet jeśli ona się zmieni, to ja już nie znajdę w sobie siły do tego żeby znowu jej otworzyć drzwi. Wiele razy mowila ze bedzie inaczej...ze sie zmieni.....nawet zakładając ze pomimo sygnalizowania przeze mnie problemu, nie znała istoty ....to i tak dziwne to jest...kiedy mi opadły sily, ona się bierze za nasz zwiazek..petla sie zaciska....nawet przy jej zmianach......będę się bał....ze za 2-3 lata problem wróci. Będzie jeszcze bardziej wszystko pogmatwane, być może pojawi sie dziecko. Teraz ledwo daję sobie rady z samym sobą.....kolejnego zderzenia z rzeczywistością nie dźwignę. Nie dam rady. Na prochach ledwo ciągnę. Teraz jest okres kiedy płacę podatek od tego związku.

15

Odp: chcę odejść pomimo......
anper napisał/a:

Na twoim miejscu pokusilbym się o pewien zabieg. Sam jestem osobą która potrzebuje poczucia bycia kochanym i bez tego ciężko mi funkcjonować.

Daj zonie poczuc troche ze cie traci. Żona dostaje wszystko i to w nadmiarze. Ona czuje ze ja kochasz. I dlatego nie wie jak to jest gdy tego nie dostajesz. Daj jej poczuc ze cie traci. I tu samo blaganie sprawy nie poprawi. Pozwol jej troche powalczyć, zwróć na siebie jej uwagę. Wyloz to wszystko z czym się meczysz. Niech dokładnie wie ze jakiś uraz z dawnych czasów nie może już dłużej ci przeszkadzać. To najwyższa pora by ona walczyła, starala się przełamać ta słabość. Możesz się wyprowadzić, dać juz jej taka gwarancję że właściwie zdecydowałes ze odchodzisz. Ważne żeby wiedziala co dokładnie ci doskwiera. Jak kocha prawdziwie I jej zależy to będziesz widział. Będzie się starala to wszystko zmienić. A gdy będzie się bardzo starala to wtedy wrócisz. Ale nie pozwolisz jej spocząć na laurach. Niech wie ze jak dalej coś będzie nie tak to odejdziesz. Nieodwołalnie. Bo lata mijają..

Dobrze radzisz w przypadku ze ona nie chce...

ale moze byc tak, ze ona nie moze inaczej, ze problem z intymnoscia lezy w jej psychice,
byc moze niespelnione macierzynstwo rozdrapalo zle wspomnienia.


Ona probuje znalezc rozwiazanie, byc moze tak jak pisze Elle, potrzebuje czasu i wsparcia zeby wyjsc ze swojego dolka.
Szczesliwa tez napewno nie jest w takiej sytuacji i uwazam, ze jako zona zasluguje w pierwszej kolejnosci na zrozumienie i pomoc od meza.

A tak szczerze to czuje depress, ze Ty zone juz nie kochasz  i tu jest pies pogrzebany...
Tobie chodzi o dobry sex, zona ma problemy z bliskoscia to i Twoje uczucia bladna.

Silna TWoja milosc nie byla...
jesli masz zostac z litosci to rzeczywiscie lepiej sie rozstac.

Byc moze ona pozna kogos odpowiedniego, byc moze zajdzie w ciaze, byc moze jej problemy sie skoncza przy kims innym...
i byc moze Ty bedzesz szczesliwszy, albo i nie...

16 Ostatnio edytowany przez depress (2014-04-10 18:44:25)

Odp: chcę odejść pomimo......
Doonna napisał/a:

ale moze byc tak, ze ona nie moze inaczej, ze problem z intymnoscia lezy w jej psychice,
byc moze niespelnione macierzynstwo rozdrapalo zle wspomnienia.


Ona probuje znalezc rozwiazanie, byc moze tak jak pisze Elle, potrzebuje czasu i wsparcia zeby wyjsc ze swojego dolka.
Szczesliwa tez napewno nie jest w takiej sytuacji i uwazam, ze jako zona zasluguje w pierwszej kolejnosci na zrozumienie i pomoc od meza.

A tak szczerze to czuje depress, ze Ty zone juz nie kochasz  i tu jest pies pogrzebany...
Tobie chodzi o dobry sex, zona ma problemy z bliskoscia to i Twoje uczucia bladna.

Silna TWoja milosc nie byla...
jesli masz zostac z litosci to rzeczywiscie lepiej sie rozstac.

Byc moze ona pozna kogos odpowiedniego, byc moze zajdzie w ciaze, byc moze jej problemy sie skoncza przy kims innym...
i byc moze Ty bedzesz szczesliwszy, albo i nie...

Owszem problem lezy w psychice.
Na znalezienie rozwiązania bylo ostatnich 7 lat. Srednio raz na miesiac o ile nie czesciej poruszalem temat, bylem gotów pomóc...chciałem pomóc. Sam poszedłem do psychologa w swojej sprawie....wykazalem sie checia naprawy, nawet zakladajac ze ja jestem winny wszystkiemu. Zrozumienie i pomoc męża / narzeczonego miała przez ostatnie 7 lat. Na tyle na ile mogłem. Nie jestem wróżbitą....sorry. Jesli ktos mi nie powie o co chodzi, to nie domyślę się aż takich spraw głęboko zakorzenionych.

Jasne...chodzi tylko o dobry seks. Heh....głodny głodnemu wypomni co?
Gdyby mi chodzilo o dobry seks, dawno bym ją zdradził lub zostawił....a nigdy tego nie zrobiłem, choć miałem ciągoty straszne. O sile miłości też Tobie nie oceniać. Jeśli kochałabys całą sobą a dostawałabyś połowę tego , nie wiedząc czemu to kiedy byś się poddała?Jestem ciekaw kiedy dałabyś sobie spokój?

To że ona potrzebuje kogoś odpowiedniego to ja sam wiem. Chciałbym aby kogoś poznała. To chore..ale jestem postawiony na krawędzi. Aczkolwiek wiem ze jesli sama nie upora sie ze swoimi demonami, to problem wróci.
Czy ja bede szczesliwy? Nie.....bede zalowal....ale bede zyl w zgodzie z samym sobą. Tak mi sie wydaje. W tym stanie w jakim jestem trudno dobrze ocenić sytuację.

17

Odp: chcę odejść pomimo......

Bardzo bardzo Ci wspolczuje. Wydaje mi się ze przede wszystkim czujesz się strasznie samotny i to doprowadzilo Cie do stanu i punktu w którym jesteś. Ja przeżywałam podobnie samotność w malzenstwie, jednak nie miałam odwagi odejść z tego powodu- "musial" się wiec pojawić powod zastępczy wiec zakochałam sie i zdradziłam meza. Teraz cierpienie jest podwojne, proszę Cie zawalcz o siebie nim będzie za pozno i zrobisz sobie i jej jeszcze wieksza krzywdę............

18

Odp: chcę odejść pomimo......
psychologiczna napisał/a:

Bardzo bardzo Ci wspolczuje. Wydaje mi się ze przede wszystkim czujesz się strasznie samotny i to doprowadzilo Cie do stanu i punktu w którym jesteś. Ja przeżywałam podobnie samotność w malzenstwie, jednak nie miałam odwagi odejść z tego powodu- "musial" się wiec pojawić powod zastępczy wiec zakochałam sie i zdradziłam meza. Teraz cierpienie jest podwojne, proszę Cie zawalcz o siebie nim będzie za pozno i zrobisz sobie i jej jeszcze wieksza krzywdę............

Dziekuje za slowa wsparcia.
Własnie nigdy nie chciałem jej zdradzić pomimo ogromnej.....potężnej ochoty...aż mnie skręcało.
Z jednego powodu tego nie zrobiłem:
Ktoś kiedyś zrobił jej krzywde. Właśnie ten pierwszy związek. Była oszukiwana, zdradzana....jeśli ja bym ją skrzywdził i zdradzil.....wtedy ona po moim odejsciu NIGDY nikomu nie zaufa. Zraniłbym ją do konca zycia. Nie założy rodziny.....nie bedzie sie czuła bezpiecznie.
Nie wybaczyłbym tego sobie. Pomimo tego ze nam sie nie układa, że jest żal, ból...rozpacz.....to jest moją żoną i zasługuje na szacunek i uczciwość.

przynajmniej taką.

19

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

To że ona potrzebuje kogoś odpowiedniego to ja sam wiem. Chciałbym aby kogoś poznała. To chore..ale jestem postawiony na krawędzi.

chciałbyś żeby kogoś poznała? Po co ? A rozumiem.. żeby za ciebie podjęła decyzję o rozstaniu i odeszła do innego...
Może spróbujecie WSPÓLNEJ mediacji z psychologiem, terapii małżeńskiej. To jedyne co mi do głowy przychodzi w waszym przypadku...

20 Ostatnio edytowany przez depress (2014-04-10 19:19:01)

Odp: chcę odejść pomimo......
szczęście111 napisał/a:

chciałbyś żeby kogoś poznała? Po co ? A rozumiem.. żeby za ciebie podjęła decyzję o rozstaniu i odeszła do innego...
Może spróbujecie WSPÓLNEJ mediacji z psychologiem, terapii małżeńskiej. To jedyne co mi do głowy przychodzi w waszym przypadku...

Bardzo proszę czytajcie ze zrozumieniem! Jakie zwalanie decyzji o rozstaniu? Napisalem ze miotam sie aby odejsc od żony! JA!

Tak chcialbym aby kogos poznala.....poniewaz wiem ze mogłaby to być szansa na jej szczescie. Aby byla szczesliwa. Miala rodzine. Czy to tak trudno zrozumiec?

Terapie malzenska przerabialismy. Zamiast dac uczucie oczyszczenia, zrobilo sie bardzo nieprzyjemnie....i byl to jeden z najgorszych wieczorów tego zwiazku....wlasnie wizyta wspolna u terapeuty a w zasadzie to co było po tejże wizycie. Nie bede sie wdawal w szczegóły. Temat przerabiałem. Swoje łzy przelałem.

21

Odp: chcę odejść pomimo......

Depress jestes swietnym gosciem, na serio mowie ci to bez kitu. Zaslugujesz na wszystko co najlepsze w zwiazku. Kochasz swoja kobiete, chcesz ratowac a ona nic, wyszla z niej zimna ryba albo ksiezniczka- jak wolisz. Sluchaj swojej intuicji, jezeli ona mowi Ci odejdz ...to odejdz. Widze, ze probowaliscie wszystkiego a i tak nic nie wychodzi. Wazne jest zeby sluchac glosu swojego serca, nie czujesz sie dobrze w tym zwiazku, zrobiles wszystko, zeby go ratowac i nic? Wiec, na co czekasz? Wiem, ze to ciezkie ale na serio takich facetow ze swieca szukac. Nie rozumiem twojej kobiety, na prawde. Mnie facet bil, ponizal i wyzywal,ja go kochalam chcialam naprawiac, plakalam, prosilam i nic wielkie g.... Uwierz mi czasami nie warto. Twoja kobieta albo Cie juz nie kocha- wiem to cholernie boli albo ma ze soba powazny problem i na serio szkoda Ciebie, bo zaslugujesz na wiecej. Zrobcie sobie przerwe, zastanowcie co dalej, przemyslcie wszystko. Musisz nabrac dystansu, troche sie odseparowac od niej, zebys mogl zobaczyc wszystko ze zdrowej perspektywy. Powodzenai i prosze Cie zacznij o siebie dbac o swoje zdrowie psychiczne, bo skonczysz na lekach w depresji tak jak ja.

22

Odp: chcę odejść pomimo......
kattyen napisał/a:

Depress jestes swietnym gosciem, na serio mowie ci to bez kitu. Zaslugujesz na wszystko co najlepsze w zwiazku. Kochasz swoja kobiete, chcesz ratowac a ona nic, wyszla z niej zimna ryba albo ksiezniczka- jak wolisz. Sluchaj swojej intuicji, jezeli ona mowi Ci odejdz ...to odejdz. Widze, ze probowaliscie wszystkiego a i tak nic nie wychodzi. Wazne jest zeby sluchac glosu swojego serca, nie czujesz sie dobrze w tym zwiazku, zrobiles wszystko, zeby go ratowac i nic? Wiec, na co czekasz? Wiem, ze to ciezkie ale na serio takich facetow ze swieca szukac. Nie rozumiem twojej kobiety, na prawde. Mnie facet bil, ponizal i wyzywal,ja go kochalam chcialam naprawiac, plakalam, prosilam i nic wielkie g.... Uwierz mi czasami nie warto. Twoja kobieta albo Cie juz nie kocha- wiem to cholernie boli albo ma ze soba powazny problem i na serio szkoda Ciebie, bo zaslugujesz na wiecej. Zrobcie sobie przerwe, zastanowcie co dalej, przemyslcie wszystko. Musisz nabrac dystansu, troche sie odseparowac od niej, zebys mogl zobaczyc wszystko ze zdrowej perspektywy. Powodzenai i prosze Cie zacznij o siebie dbac o swoje zdrowie psychiczne, bo skonczysz na lekach w depresji tak jak ja.

Dziekuję za dobre słowa....niemniej jednak staram sie w tym wszystkim byc obiektywny. Staram się.
Czy kocham swoją kobietę....w pewnym sensie tak...w pewnym już nie. Boję się o nią, martwię, chcę jak najlepiej, byłem uczciwy, nigdy jej nie uderzyłem. Podjąłem walkę. Zawsze starałem się pomóc. Z drugiej strony stało się coś co ja to nazywam "przegraną walką o nią z nią samą". Sromotna porażka.
Zabiła we mnie romantyzm, zabiła we mnie poczucie tego co to znaczy być prawdziwym facetem. Nie czuję się tak. jak facet. Nie mam już siły walczyć. Jeszcze rok temu podjąłbym sie remontu generalnego tego związku.....ale teraz nie umiem. Dochodzi do mnie to co sie ze mna dzieje.
Nie mam jakiejś specjalnie stresującej pracy. Jest ciężka, kasa śmieszna ale jest. Zawsze było co do gara włożyć. A tu mając warunki do zycia, i rozsypałem się psychicznie jak stary tynk w kamienicy.......czemu?
Przerwa i owszem będzie. Musi być. Ale nie sądzę aby wiele to wniosło.
Na obawy o depresji za późno. Stało się to faktem. Deprecha i stany lękowe w sosie z żalu i zawodu na samym sobie. Serwowane na zimno. C`est la vie.

23

Odp: chcę odejść pomimo......

Depress a robisz cos ze swoja depresja? Leczysz ja? Stany lekowe sa straszne, wiem bo sama je mialam. Wyszlam i z tego i z depresji, Ty tez wyjdziesz. Jestes teraz w jednym wilekim bagnie, separacja dobrze ci zrobi, pozbierasz mysli i zobaczysz, ze sie pozbierasz.

24

Odp: chcę odejść pomimo......
kattyen napisał/a:

Depress a robisz cos ze swoja depresja? Leczysz ja? Stany lekowe sa straszne, wiem bo sama je mialam. Wyszlam i z tego i z depresji, Ty tez wyjdziesz. Jestes teraz w jednym wilekim bagnie, separacja dobrze ci zrobi, pozbierasz mysli i zobaczysz, ze sie pozbierasz.

Tak...uczęszczam do takiego pana reprezentującego Freudowski sposób rozumowania potocznie nazywanego psychiatrą. Daje mi drażetki dla dorosłych.

Bagno...fakt.

25

Odp: chcę odejść pomimo......

wiesz leki zaczynaja dzialac dopiero po paru tygodniach. U mnie zaczely dzialac po ok 2 miesiacach, zanim zaczely mialam jazdy samobojcze i totalny tumiwisizm, jechalam na Lexapro. Jak sie na nich czujesz? Dlugo je juz bierzesz, jak bierzesz SSRI to mozesz miec zajebiscie obnizony nastroj ale kiedy zaczna dzialac to poczujesz ulge i bedziesz w stanie sie ogarnac. Wiem to jest bagno ale uwierz mi da sie wyjsc na prosta. Daj sobie czas, skup sie na sobie i na swoim zdrowiu, Ty jestes teraz najwazniejszy. Widze, ze zaczales walke o siebie. Bardzo dobrze, ze chodzisz na terapie i uwierz mi, ze jezeli masz dobrego terapeute to on ci pomoze. Ja chodze na terapie od dwoch lat, najpierw ratowalam zwiazek, teraz siebie. Wysle ci cos na maila, bo tu nie mozna wklejac linkow. Pozdrawiam.

26

Odp: chcę odejść pomimo......

Powiem szczerze nie czuje ich działania jak dotąd. Jeszcze muszę poczekać. Czekam na to. Boje się tylko że przez farmakologiczne stłumienie wewnętrznego krzyku zamaże się prawdziwa przyczyna mojego stanu. Że sobie odpuszczę i zostanie jak jest udając że jest ok.

27

Odp: chcę odejść pomimo......

To nie dziala w ten sposob, lek zatrzyma Ci natlok mysli, bo prawdopodobnie masz teraz w glowie niezly kolowrot, czego efektem sa stany lekowe. Kiedy poczujesz sie lepiej, bedziesz w stanie pomyslec i zajac sie soba i zobaczysz swiatlo w tunelu. Kiedy moje leki zaczely dzialac, zniknely mysli samobojcze, bylam w stanie sie usmiechnac, bylam radosna , zaczelam o siebie dbac, zmienilam diete na zdrowa,skupilam sie na sobie, zaczelam czytac ksiazki, ktore uzmyslowily mi w czym tkwi problem i jak go rozwiazac.Wzielam sie za siebie. Ja tkwilam przez trzy lata w bardzo toksycznym zwiazku. Lek pomogl mi nabrac dystansu do calej sprawy, zastanowic sie nad wszystkim. Dzieki niemu przejrzalam na oczy i zobaczylam co sie dzieje, jak jestem manipulowana, maltretowana psychicznie. Daly mi sile, zeby zawinac doopsko w troki i odejsc. balam sie tylko schodzenia z leku ale nie bylo zle. Juz dwa miesiace bez lexapro i czuje sie swietnie. O dziwo znalazlam dzisiaj bloga dla facetow na temat toksycznych zwiazkow. Brawo panowie wink Zajrzyj, ja tez sobie poczytalam smile nazywa sie koniectoksycznych . Polecam. Bierz leki tak jak Ci Pan Freud nakazal i uzbroj sie w cierpliwosc, bo zaczna dzialac tylko daj im troche czasu.

28 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-04-11 00:12:14)

Odp: chcę odejść pomimo......

Depress,

Odnoszę wrażenie, że jesteś głębokim i świadomym wagi podejmowanych w życiu wyborów człowiekiem. Twoja historia jest bardzo przejmująca i można się jej przyglądać z wielu stron. Nie sposób na tym forum, w jednym wpisie zanalizować całego stanu rzeczy.
Ty doskonale kreślisz obraz Waszej relacji, bardzo precyzyjnie wyłuskujesz najboleśniejsze, a zarazem najsłabsze jej punkty.

Jeśli wolno, chciałabym zwrócić Twoją uwagę na dwie rzeczy:

Pierwsza, to rodzaj roli w jakiej wszedłeś w ten związek i jaką pełniłeś przez długi czas. Wydaje się, że swoją miłość, troskę, wrażliwość i delikatność wobec chmurnej przeszłości Twojej partnerki przemieniłeś w terapię z nadzieją, że uleczysz wiele ran,  że jej zwyczanie, po ludzku pomożesz. Ty, gimnastykowałeś się, by znaleźć odpowiednią formę terapii dla niej, podczas, gdy z jej strony nie było woli poddania się długofalowym jej wpływom. Rola terapeuty nie przyniosła widocznych skutków w zachowaniach Twojej żony, ani nie dała Tobie żadnych profitów mimo ogromnego wkładu w budowanie Waszej relacji. Słusznie, że czujesz się sfrustrowany, zniechęcony, bo w tym związku zabrakło "prawdziwego Ciebie", akceptacji takiego kogoś kim jesteś, bez konieczności odgrywania ról.

Druga rzecz, która mnie w Twoich wpisach magnetyzuje, to rodzaj iskry jaka się w Tobie uparcie tli pomimo wszystko...
Zdaję sobie sprawę, że to, co się czyta, to tylko (a może aż) słowa i że może być tak, iż nadinterpretowuję niektóre z opisywanych przez Ciebie sytuacji. Nie umiem jeszcze w tej chwili powiedzieć Ci dlaczego cały Twój post jest według mnie przeniknięty jakąś tajemniczą myślą, ale właśnie ta iskra mnie w Twoich wypowiedziach fascynuje. Nosisz w sobie taki rodzaj pięknej i mądrej wątpliwości, która przenika Twój obecny stan. Gdybym była Tobą i umiała tak wnikliwie i z taką precyzją jaką tu prezentujesz, analizować i opisywać zdarzenia, właśnie nad tą Twoją świętą wątpliwością bym się najniżej pochyliła zanim podejmiesz jakiekolwiek kroki.

Dużo dobrego, depress. Będę trzymać mocno kciuki, abyś jak naprędzej odstawił chemicznie środki wspomagające dobre samopoczucie. Wierzę, że ktoś taki jak Ty, da radę przejść przez życie w pełnym stanie świadomości bez łykanych codziennie poprawiaczy smaku istnienia...

29

Odp: chcę odejść pomimo......

kattyen....cóz pozyjemy zobaczymy. Musze się wyciszyć. Czekam z niecierpliwością aż proszki zaczną działać. Bloga poczytam dziś, może wieczorem znajdę chwilę czasu i ...odwagi. Dziekuję.

auroro borealis.....tudzież zorzo....To co napisałaś jest prawdą. O tej terapi. Widzisz, pomimo najszczerszych checi temat mnie przerósł. Cały czas probóuje dociekać co poszło nie tak...a moze tak jak inni napisali wczesniej to z góry bylo skazane na porazke? Moze coś w tym jest.
Pisałem wielokrotnie ze opadłem z sił. Nie chce mi sie już. Tak jak kattyen napisala......"tumiwisizm". Ktoś patrzący z zewnątrz może tego nie zrozumieć, uznać mnie za tchórza i nieodpowiedzialnego czlowieka. Nie zdziwi mnie to poniewaz nawet osoby z mojego najblizszego otoczenia mają przejawy tego typu rozumowania.
Dopiero bedac w czyjejś sytuacji można posmakować tego typu refleksji. Ja już po prostu nie mam siły...bo za kazdym azem kiedy widzę tę maleńką porażkę, ciągnie mnie w dół całego.

30

Odp: chcę odejść pomimo......

jak ja Ci współczuje. jesteś cudownym facetem. Czasami człowiek musi sie pogodzić i odpuścic. Radziłabym na jakiś czas sie wyprowadzić i wtedy bedziesz miał spokój i się zastanowisz. Powodzenia

31

Odp: chcę odejść pomimo......

Deprass, a powiedz tak szczerze
czy gdyby Twoja kobieta z ,,zimnej ryby", jak to ktos brzydko nazwal, zamienila sie w ognista kocice, goraca i spragniona...    czy bylbys usatysfakcjonowany i zadowolony ze zwiazku?

32 Ostatnio edytowany przez depress (2014-04-11 09:56:31)

Odp: chcę odejść pomimo......
Doonna napisał/a:

Deprass, a powiedz tak szczerze
czy gdyby Twoja kobieta z ,,zimnej ryby", jak to ktos brzydko nazwal, zamienila sie w ognista kocice, goraca i spragniona...    czy bylbys usatysfakcjonowany i zadowolony ze zwiazku?

Tak szczerze.....byłbym.....moze pol roku  temu, rok temu i wcześniej. Owszem. Moje zycie wygladałoby zupełnie inaczej. Może już dawno bylibyśmy pełnoprawną rodziną. Czułbym że udało się. Że osiągnąłem sukces na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim na tej jednej. Związanej z nią. Resztę można nabyć.
Teraz? Już jest za późno. Nie dałoby mi to szczęścia, bo wiem że jakiekolwiek wewnętrzne zmiany w niej nie zajdą. Ona się już nie zmieni. Jedyne co to będzie to tylko cichym przymusem którego nie chcę już na niej wywierać. Z resztą...zbyt dużo było obietnic pracy nad sobą które nie miały pokrycia w rzeczywistości. Miała tyle szans, tyle możliwości, tyle okazji. Smutne to.

33

Odp: chcę odejść pomimo......

Depress chyba sam sobie odpowiedziałeś na swoje pytanie..
Może czas teraz przełożyć to na praktyke ..
Ja wiem,nic nie jest łatwe,ale analizowanie wszystkiego też do niczego nie prowadzi..
Skoro juz wiesz jak było i jak bedzie to może czas na zmiany..
A one przyniosą lepszy efekt...

34

Odp: chcę odejść pomimo......

Pewnie jesteś teraz w sytuacji, w której już nie dajesz rady wytrzymać. Doskonale to rozumiem. Myślę, że z podejmowaniem jakiś ostatecznych decyzji o swoim życiu, związku powinieneś poczekać, aż depresja zacznie ustępować. Może działaj ze świadomością swojego stanu i nie podejmuj radykalnych kroków.
A z miłością też tak jest, że się zmienia wraz z upływem czasu, kocha się, choć druga osoba nie spełnia naszych wszystkich oczekiwań. Żona mówi ,że Cię kocha.
Podobno depresja zabija miłość, zresztą zupełnie nas zmienia. Jest fajna stronka, którą dzisiaj znalazłam dała mi wiele do myślenia: Stanisław Porczyk Czym depresja różni się od nerwicy.
Życzę Ci powrotu do zdrowia.

35

Odp: chcę odejść pomimo......

Dla mnie radykalnym krokiem jest juz wyprowadzka.

Złożenie papierów to ostatecznosc, ale jak napisalem w pierwszym poście nie mam siły psychicznej ani fizycznej na to.
Niestety będzie to nieuchronne. Zastanawiam sie jedynie jak to wszystko bede postrzegał kiedy proszki zaczną działać.

36 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-04-11 12:40:27)

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

Zastanawiam sie jedynie jak to wszystko bede postrzegał kiedy proszki zaczną działać.

Myślę że o wiele lepiej będziesz tą sytuację postrzegać. Najpierw popracowałabym nad sobą, nie robiłabym żadnych kluczowych decyzji dopóki bym nie wyzdrowiała. Poczekaj aż leki zaczną działać. A z żoną rozmawiałabym jak najwięcej, (próbowałabym w miarę możliwości). To przez chorobę widzisz ten świat tylko i wyłącznie w szarych barwach, rzeczywistość jest trochę inna (nie tak zła jak ci się wydaje). Wiem co mówię - sama leczę się na depresję, która jest w tej chwili uśpiona. I też biorę wesołe leki :-)

37

Odp: chcę odejść pomimo......
szczęście111 napisał/a:
depress napisał/a:

Zastanawiam sie jedynie jak to wszystko bede postrzegał kiedy proszki zaczną działać.

Myślę że o wiele lepiej będziesz tą sytuację postrzegać. Najpierw popracowałabym nad sobą, nie robiłabym żadnych kluczowych decyzji dopóki bym nie wyzdrowiała. Poczekaj aż leki zaczną działać. A z żoną rozmawiałabym jak najwięcej, (próbowałabym w miarę możliwości). To przez chorobę widzisz ten świat tylko i wyłącznie w szarych barwach, rzeczywistość jest trochę inna (nie tak zła jak ci się wydaje). Wiem co mówię - sama leczę się na depresję, która jest w tej chwili uśpiona. I też biorę wesołe leki :-)

Wiesz tylko że jest jedno małe ale. Rozmawiać już nie chcę. Nie dlatego że "bo nie", tylko dlatego ze wszystko zostalo juz wypowiedziane, a dodatkowe rozmowy bedą zaogniały sytuację i napięcie.

Heh...zeby bylo weselej, odgrzebalem maila ktory wysylalem dwa lata temu do jednego Pana, prowadzacego bloga, udzielajacym porad......wtedy mi napisał prosto z mostu ....brutalnie ODEJDŹ.

Człowiek zawsze głupim bedzie sad

38

Odp: chcę odejść pomimo......

Depress jak sypiasz?
Użeranie się z żoną nie ma sensu teraz. Jak przez tyle lat mówiłeś jej, że coś jest nie tak i nie rozumiała, to zrozumieć, co to jest depresja w ogóle nie ma szansy. Myślę, że właśnie żonę  obwiniasz o swoją depresję i tutaj bym się zastanowiła, czy na pewno to jest tylko jej wina?
O tym porozmawiałabym z psychologiem.
Sama mam podobna sytuację, sadzę, że też mam depresję, zapisałam się do lekarza. Przez lata mówiłam mężowi, że jest mi za ciężko, miałam coraz więcej objawów nerwicowych, a on kompletnie nie reagował. Jemu było dobrze a mnie źle. Ale uważam, że to moja wina, ponieważ nie potrafię bronić swojej osoby, nie myślałam o sobie.
Jesteśmy jakby z innej gliny zbudowani od małżonków. Mamy niższy próg wrażliwości. Zawsze nam powiedzą, przecież jest wszystko w porządku.
O żonę bym nie walczyła, ale też jej nie zostawiała, dałabym sobie czas  na podjęcie tej decyzji.
Kiedyś spotkałam koleżankę, była kilka lat po ślubie, powiedziała, że seks raz na 3 miesiące i daje do zrozumienia, że tego nie cierpi, najlepiej nie chciałaby wcale. Minęło 15 lat małżeństwem są dalej.

39

Odp: chcę odejść pomimo......
perliczka napisał/a:

Depress jak sypiasz?
Użeranie się z żoną nie ma sensu teraz. Jak przez tyle lat mówiłeś jej, że coś jest nie tak i nie rozumiała, to zrozumieć, co to jest depresja w ogóle nie ma szansy. Myślę, że właśnie żonę  obwiniasz o swoją depresję i tutaj bym się zastanowiła, czy na pewno to jest tylko jej wina?
O tym porozmawiałabym z psychologiem.
Sama mam podobna sytuację, sadzę, że też mam depresję, zapisałam się do lekarza. Przez lata mówiłam mężowi, że jest mi za ciężko, miałam coraz więcej objawów nerwicowych, a on kompletnie nie reagował. Jemu było dobrze a mnie źle. Ale uważam, że to moja wina, ponieważ nie potrafię bronić swojej osoby, nie myślałam o sobie.
Jesteśmy jakby z innej gliny zbudowani od małżonków. Mamy niższy próg wrażliwości. Zawsze nam powiedzą, przecież jest wszystko w porządku.
O żonę bym nie walczyła, ale też jej nie zostawiała, dałabym sobie czas  na podjęcie tej decyzji.
Kiedyś spotkałam koleżankę, była kilka lat po ślubie, powiedziała, że seks raz na 3 miesiące i daje do zrozumienia, że tego nie cierpi, najlepiej nie chciałaby wcale. Minęło 15 lat małżeństwem są dalej.

Jak sypiam? Średnio....co prawda ciut lepiej...ale i tak komfort spania jest niski. Budzę się zmęczony. Bardzo zmęczony.
Czy obwiniam żone? TO jest dobre pytanie.
Depresja jest moim krzyzem, który pojawił się do dzwigania. Mozna zaryzykowac stwierdzenie ze sam sie wpedzilem w depresje. Naiwnościa, bezkresną wiarą w cudze słowa.
Zona natomiast swoim olewaniem pewnych kwestii na pewno mi w tym pomogła. Ulatwila mozna wrecz powiedziec. Ja tez w tym zwiazku przestalem myslec w pewnym sensie o sobie. Chyba najwyzsza pora to zmienic.
Czas daje sobie ciagle. Nie podejme tej decyzji teraz...ale za 3 - 4 miesiace......owszem.

Przerazilas mnie tą anegdotą z koleżanką. Nie dociera to do mnie jak mozna tak zyc.....byc takim egoistą na potrzeby drugiego czlowieka oczekując tym samym od niego wiernosci, kwiatkow i bezkresnej milosci. Jakoś nie cierpiala strasznie kiedy chodzilo o prokreacje bo zapewne dzieci mają biorąc pod uwagę staż.
Potem samiec poszedł w odstawkę. Syndrom modliszki z calym szacunkiem. Wlasnie tego sie tez boje w swoim przypadku.

40

Odp: chcę odejść pomimo......

Początkowo chory na depresję ma bardzo ciężko, ale z czasem jak leki zaczną działać będzie coraz to lepiej. Musisz być cierpliwy. Ważne żebyś spał, a że zmęczony jesteś non top to normalne. Pamiętaj że osoby, które żyją obok osoby chorej na depresję mają  bardzo ciężko. Nie jest łatwo żyć z takimi osobami jak my.

41

Odp: chcę odejść pomimo......
szczęście111 napisał/a:

Początkowo chory na depresję ma bardzo ciężko, ale z czasem jak leki zaczną działać będzie coraz to lepiej. Musisz być cierpliwy. Ważne żebyś spał, a że zmęczony jesteś non top to normalne. Pamiętaj że osoby, które żyją obok osoby chorej na depresję mają  bardzo ciężko. Nie jest łatwo żyć z takimi osobami jak my.

Wiem o tym ze niełatwo jest zyc z osoba chora na depresję.
Jest to jeden z tych malych powodow dla ktorych chce zrobic to co chce.
To tak jak pies ktory czuje ze zdechnie i ucieka od ludzi.

Nie odbieraj tego jako mysli samobojcze. Jest to czyste porównanie, tudziez brutalna metafora.

Nic więcej.

42

Odp: chcę odejść pomimo......

depress co u ciebie?

43

Odp: chcę odejść pomimo......

Dziekuje za zainteresowanie.

Po staremu z nowymi cierniami.
Na weekend bylem u rodzicow. Wczoraj podczas zbierania sie do domu, otrzymalem telefon ze mam nie wracac do domu. Ze mnie prosi abym nie wracał. Ze potrzebuje wypoczynku, bo jak jestem, to ciągle jej coś wypominam.
Dzis jade po rzeczy pod jej nieobecność. Zostane u rodzicow przynajmniej do świąt, o ile nie już na jakiś czas.

Ponadto próbuje się pozbierać. Odzyskać siebie. Staram sie przynajmniej.

44

Odp: chcę odejść pomimo......

Witaj. To normalne, ze tak powiedziala, z doswiadczenia wiem, ze jezeli kobieta tak mowi to znaczy ze szuka swojej przestrzeni, zeby sie odgrodzic i przygotowac do ostatecznego rozstania albo przemyslec jeszcze pare rzeczy. A ona nie moze isc do swoich rodzicow, tylko ciebie tak wywala? Przeciez to jest wasz wspolny dom. Dleczego tak sobie pozwalasz zeby chodzila Ci po glowie, tyle lat jej nadskakiwales, nie podoba mi sie jak ona cie traktuje, jak smiecia. Sorry, wkurzylam sie. Masz doczynienia z cholerna ksiezniczka, ktora jak widac znudzila sie nadskakiwaniem i nie chce nawet posluchac jaka jest do doopy a jest i to bardzo. Nie jestes jej pieskiem do kopania i rozkazywania.

45

Odp: chcę odejść pomimo......
kattyen napisał/a:

Witaj. To normalne, ze tak powiedziala, z doswiadczenia wiem, ze jezeli kobieta tak mowi to znaczy ze szuka swojej przestrzeni, zeby sie odgrodzic i przygotowac do ostatecznego rozstania albo przemyslec jeszcze pare rzeczy. A ona nie moze isc do swoich rodzicow, tylko ciebie tak wywala? Przeciez to jest wasz wspolny dom. Dleczego tak sobie pozwalasz zeby chodzila Ci po glowie, tyle lat jej nadskakiwales, nie podoba mi sie jak ona cie traktuje, jak smiecia. Sorry, wkurzylam sie. Masz doczynienia z cholerna ksiezniczka, ktora jak widac znudzila sie nadskakiwaniem i nie chce nawet posluchac jaka jest do doopy a jest i to bardzo. Nie jestes jej pieskiem do kopania i rozkazywania.

No cóz.....wczoraj tez mi się podniosło tętno po tej informacji. Podczas rozmowy zaproponowalem dlaczego nie moze pojechac do rodziców? Bo nie. Cóż.....dobrze. Nie będę wojował.
Dom wspólny, nie wspólny...mieszkanie jest na nią. Dostała je od rodziców. Ma prawo.
Nie mam zamiaru wojować......zobaczymy co przyniesie czas. Szkoda mi nerwów na wojny podjazdowe etc.

46

Odp: chcę odejść pomimo......

No chyba, ze tak ...ksiezniczka w swojej twierdzy. Kobieta, ktora nie szanuje mezczyzny, ktory dawal z siebie wszystko co najlepsze. Bywa i tak, Depress zajmij sie soba i chrzan to. Zacznij myslec tylko o sobie tak jak ona to robi. Niech sobie siedzi w Mordorze smile

47

Odp: chcę odejść pomimo......
kattyen napisał/a:

No chyba, ze tak ...ksiezniczka w swojej twierdzy. Kobieta, ktora nie szanuje mezczyzny, ktory dawal z siebie wszystko co najlepsze. Bywa i tak, Depress zajmij sie soba i chrzan to. Zacznij myslec tylko o sobie tak jak ona to robi. Niech sobie siedzi w Mordorze smile

Tak też zrobię ...wyjścia innego nie ma.

48

Odp: chcę odejść pomimo......

W tobie sila czlowieku, Ty podejmujesz decyzje, to Ty masz do wyboru dwie drogi: szczescie, ktore kosztuje sporo wysilku i zycie w bagnie, czyli cos co znasz dobrze i co wciaga. Wybor nalezy do Ciebie.

49

Odp: chcę odejść pomimo......

Wiesz, nie wszystko jest czarne lub białe. Drogi do szczescia nie znam, zastanawiam sie czy ktos taki jak ja wogole moze byc szczesliwy lub spelniony.
Wiekszosc mi mowi, "zmniejsz wymagania"......a ja od lat nie umiem.....nie potrafię po prostu. Chcialem czegoś innego.

50

Odp: chcę odejść pomimo......

To zalezy jakie masz wymagania ale jezeli z biegiem czasu spadaja one do tych kilku podstawowych takich jak milosc i szacunek to chyba nie jest dobrze. Czasmi rzeczy sa czarne i biale, zwlaszcza kiedy juz zrobiles wszystko co mozna, zeby ratowac swoj zwiazek. Tez tak ratowalam, chcialam sie zmieniac, wchodzilam za przeproszeniem do tylka i co? Ktos mial to gdzies. Zmiany nie sa zle, czasami dobrze jest wprowadzic je, zaczac zycie od nowa, jezeli nic juz nie dziala. Znam tylko twoj punkt widzenia, nie wiem co mysli ona.

51

Odp: chcę odejść pomimo......
kattyen napisał/a:

To zalezy jakie masz wymagania ale jezeli z biegiem czasu spadaja one do tych kilku podstawowych takich jak milosc i szacunek to chyba nie jest dobrze. Czasmi rzeczy sa czarne i biale, zwlaszcza kiedy juz zrobiles wszystko co mozna, zeby ratowac swoj zwiazek. Tez tak ratowalam, chcialam sie zmieniac, wchodzilam za przeproszeniem do tylka i co? Ktos mial to gdzies. Zmiany nie sa zle, czasami dobrze jest wprowadzic je, zaczac zycie od nowa, jezeli nic juz nie dziala. Znam tylko twoj punkt widzenia, nie wiem co mysli ona.

Jakie mam wymagania?
Nie wydaje mi się aby były one z kosmosu. Być kochanym....być chcianym bezkreśnie....aby druga strona chciala obcować.....wykazywala sie rowniez inicjatywa....aby potrafila sie tym cieszyć....byc docenionym......aby rozmawiala o uczuciach....Przeczytaj moj pierwszy post...na pewno wychwycisz istotę wielu rzeczy i aspektów.
Zamiast skonczyc z tym po roku lub dwóch, stworzylem sobie i jej male pieklo.

52

Odp: chcę odejść pomimo......

Wychwycilam smile wiem jak sie czujesz i rozumiem Cie. Jezeli jestes wdobrym  zwiazku powinienes to dostawac a nie wymagac smile Dobrze, ze zdajesz sobie sprawe z tego wszystkiego i trzezwo myslisz.

53

Odp: chcę odejść pomimo......
kattyen napisał/a:

Wychwycilam smile wiem jak sie czujesz i rozumiem Cie. Jezeli jestes wdobrym  zwiazku powinienes to dostawac a nie wymagac smile Dobrze, ze zdajesz sobie sprawe z tego wszystkiego i trzezwo myslisz.

Skoro wymagam a nie dostaję tak samo z siebie...fakt problem jest.
Najlepsze jest to ze powoli za sercem, w ślady idzie rozum. Niesamowite.

54

Odp: chcę odejść pomimo......

Kiedys musi wink Kazdy sie kiedys budzi.

55

Odp: chcę odejść pomimo......

Zobaczymy co sie wydarzy.
Poki co jade sie dziś spakować. To jest goal na dziś.

56

Odp: chcę odejść pomimo......

Depress, jak się trzymasz? Czy masz jakieś plany na Świętą?

57

Odp: chcę odejść pomimo......
Doonna napisał/a:
anper napisał/a:

Na twoim miejscu pokusilbym się o pewien zabieg. Sam jestem osobą która potrzebuje poczucia bycia kochanym i bez tego ciężko mi funkcjonować.

Daj zonie poczuc troche ze cie traci. Żona dostaje wszystko i to w nadmiarze. Ona czuje ze ja kochasz. I dlatego nie wie jak to jest gdy tego nie dostajesz. Daj jej poczuc ze cie traci. I tu samo blaganie sprawy nie poprawi. Pozwol jej troche powalczyć, zwróć na siebie jej uwagę. Wyloz to wszystko z czym się meczysz. Niech dokładnie wie ze jakiś uraz z dawnych czasów nie może już dłużej ci przeszkadzać. To najwyższa pora by ona walczyła, starala się przełamać ta słabość. Możesz się wyprowadzić, dać juz jej taka gwarancję że właściwie zdecydowałes ze odchodzisz. Ważne żeby wiedziala co dokładnie ci doskwiera. Jak kocha prawdziwie I jej zależy to będziesz widział. Będzie się starala to wszystko zmienić. A gdy będzie się bardzo starala to wtedy wrócisz. Ale nie pozwolisz jej spocząć na laurach. Niech wie ze jak dalej coś będzie nie tak to odejdziesz. Nieodwołalnie. Bo lata mijają..

Dobrze radzisz w przypadku ze ona nie chce...

ale moze byc tak, ze ona nie moze inaczej, ze problem z intymnoscia lezy w jej psychice,
byc moze niespelnione macierzynstwo rozdrapalo zle wspomnienia.


Ona probuje znalezc rozwiazanie, byc moze tak jak pisze Elle, potrzebuje czasu i wsparcia zeby wyjsc ze swojego dolka.
Szczesliwa tez napewno nie jest w takiej sytuacji i uwazam, ze jako zona zasluguje w pierwszej kolejnosci na zrozumienie i pomoc od meza.

A tak szczerze to czuje depress, ze Ty zone juz nie kochasz  i tu jest pies pogrzebany...
Tobie chodzi o dobry sex, zona ma problemy z bliskoscia to i Twoje uczucia bladna.

Silna TWoja milosc nie byla...
jesli masz zostac z litosci to rzeczywiscie lepiej sie rozstac.

Byc moze ona pozna kogos odpowiedniego, byc moze zajdzie w ciaze, byc moze jej problemy sie skoncza przy kims innym...
i byc moze Ty bedzesz szczesliwszy, albo i nie...

Ciekawe dlaczego nie miała problemów z intymnością wcześniej, tylko dopiero teraz?

58

Odp: chcę odejść pomimo......

Jakoś się trzymam...jakoś.

Dzisiaj jadę do rodziców...zostaje tam nawet po świętach....nie wracam do domu.

Lexpar jak mam rozumiec to co napisales? Te problemy byly od dawna okreslane mianem prozaicznych powodow, lub ujmami z mojej strony. Ze cos robię źle. Teraz kiedy ja juz chodze do psychiatry, ona sie nagle obudzila i zabrala sie za ratowanie naszego zwiazku. Troche za późno.

Poza tym nie potrafie jej zaufać.....przez tyle lat gdy mowila ze problem tkwi w wielu, na prawde wielu powodach......moje zaufanie spadło gdy okazalo sie ze to wszystko bylo nie prawda.....ze moje miotanie sie, branie wszystkiego sobie do serca było guzik warte. Ze wysilek ktory wlozylem w to wszystko tez był guzik wart.
Nie obdarzyla mnie zaufaniem przez tyle lat aby mi powiedziec o pewnych rzeczach.....nie byłem godzien przez rok, dwa, 4 lata...nie byłem bo jak to ujęła "i tak bym nie zrozumiał".
Poza tym ona nie do konca rozumie w jakim ja jestem stanie. Nie jest sobie w stanie tego wyobrazić.

59 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-04-17 09:28:20)

Odp: chcę odejść pomimo......
depress napisał/a:

Jakoś się trzymam...jakoś.

Dzisiaj jadę do rodziców...zostaje tam nawet po świętach....nie wracam do domu.

Lexpar jak mam rozumiec to co napisales? Te problemy byly od dawna okreslane mianem prozaicznych powodow, lub ujmami z mojej strony. Ze cos robię źle. Teraz kiedy ja juz chodze do psychiatry, ona sie nagle obudzila i zabrala sie za ratowanie naszego zwiazku. Troche za późno.

Poza tym nie potrafie jej zaufać.....przez tyle lat gdy mowila ze problem tkwi w wielu, na prawde wielu powodach......moje zaufanie spadło gdy okazalo sie ze to wszystko bylo nie prawda.....ze moje miotanie sie, branie wszystkiego sobie do serca było guzik warte. Ze wysilek ktory wlozylem w to wszystko tez był guzik wart.
Nie obdarzyla mnie zaufaniem przez tyle lat aby mi powiedziec o pewnych rzeczach.....nie byłem godzien przez rok, dwa, 4 lata...nie byłem bo jak to ujęła "i tak bym nie zrozumiał".
Poza tym ona nie do konca rozumie w jakim ja jestem stanie. Nie jest sobie w stanie tego wyobrazić.

Depress do diabła, zapamiętaj, że nigdy nie jest za późno.
Na początku było OK i dopiero później zaczęło coś się chrzanić.
Spróbuj wyjaśnić co byłe tego powodem takiego jej zachowania.
A może między Wami nie było żadnej komunikacji.
A tak szczerze, to powiem Ci, że jak by mi na niej nadal mocno zależało to bym walczył do krwii ostatniej.
Facet który kocha kobietę to walczy o nią jak wściekły pies a w ostateczności ją zagryzie i sobie łapę odgryzie aby się wykrwawić.
Ja byłem w podobnej sytuacji jak Ty.
Na początku pięknie jak w bajce.
Następnie wiele lat obok siebie.
Teraz naprawiam bo chcę, bo mi zależy, bo ją kocham, bo z nią chcę spędzić starość (jak do niej dożyję), etc.
Powiem Ci, że nie żałuję podjęcia mojego działania w ratowaniu mojego związku.

60

Odp: chcę odejść pomimo......
Lexpar napisał/a:

Facet który kocha kobietę to walczy o nią jak wściekły pies a w ostateczności ją zagryzie i sobie łapę odgryzie aby się wykrwawić.

to mi się podoba...

61

Odp: chcę odejść pomimo......

tylko moim zdaniem jednostronna walka zawsze jest skazana na porażkę.
Nic nie zrobisz, jeśli ona tego nie zechce.

62 Ostatnio edytowany przez depress (2014-04-17 09:46:12)

Odp: chcę odejść pomimo......

Powiem Ci Lexpar chylę czoła przed Tobą.

Ja jestem cholernie zawziętym człowiekiem. Zawsze angażuje się we wszystko co robie ponad normę. Zawsze robię do porządku. W tym wypadku jest to ponad moje siły.
Nie jestem w stanie stwierdzić jak to u Ciebie było. Jakie miałeś symptomy tego że Twój zwiazek sie zaczął sypać. Wiem jedynie że jesteś romantykiem.

"Na początku było OK i dopiero później zaczęło coś się chrzanić.
Spróbuj wyjaśnić co byłe tego powodem takiego jej zachowania."

Ja wyjaśniałem tyle razy. Dlaczego nikt nie potrafi zrozumieć że ten temat był poruszany mnóstwo razy. Za kazdym razem był podany inny powód takiego stanu rzeczy. Moze Twoja partnerka powiedziala Ci w czym tkwi problem....wziales sie za to...widzisz realne postepy.....i idziesz tą drogą.
A co by bylo gdybys rozmawial, zona by Ci podala powód, Ty bys sie wzial za to....a za jakis czas problem wraca i zona podaje Ci inny powód takiego stanu rzeczy? I tak miesiac za miesiacem, rok za rokiem? Mialbys dalej sile walczyc? Umiałbyś?

"A może między Wami nie było żadnej komunikacji.
A tak szczerze, to powiem Ci, że jak by mi na niej nadal mocno zależało to bym walczył do krwii ostatniej.
Facet który kocha kobietę to walczy o nią jak wściekły pies a w ostateczności ją zagryzie i sobie łapę odgryzie aby się wykrwawić."

Tym samym dotarlismy do tej kwesti...komunikacji. Po raz kolejny pisze, nie jestem wróżką. Jesli ktoś ze mna szczerze nie porozmawia to nie pojdziemy dalej.
Mi już na niej nie zależy tak jak kiedyś. Kiedyś potrafilbym walczyc, ale nie teraz. Nie potrafię już. Wciaz przepelnia mnie strach ze problem wroci, ze znow to nie bedzie to. Nie potrafie tak dalej.
Mowisz ze facet ja zagryzie a potem sobie lape odgryzie zeby sie wykrwawic.
Ja juz nie mam łapy, a krew krzepła. Chodze do psychiatry i mam problemy ze swoją egzystencją. Nie jestem osobą chwalącą sie wszystkim swoim stanem, swoimi problemami. To że tutaj wyladowalem jest niejako tego potwierdzeniem. Cala ta sytuacja doprowadzila mnie do takiego stanu, krew zakrzepła.

"Na początku pięknie jak w bajce.
Następnie wiele lat obok siebie.
Teraz naprawiam bo chcę, bo mi zależy, bo ją kocham, bo z nią chcę spędzić starość (jak do niej dożyję), etc.
Powiem Ci, że nie żałuję podjęcia mojego działania w ratowaniu mojego związku."

Ile trwał Twój początek? Ile trwala ta bajka? Niecały rok jak u mnie? czy kilka lat? Masz dzieci? Wiesz.....jesli by u mnie bylo dziecko, to ratowalbym...nie mialbym wyjscia. Ale w tym przypadku, kiedy nie ma dziecka?? Podejrzewam ze u Ciebie to szlo troche innym torem.....masz za soba inne doswiadczenia, Twoja zona bycmoze jest inna....to wszystko sklada sie na pewne decyzje.
Boje się podjać walkę po to aby znów nie dźwigać się z takiego stanu....boje sie ze sie posypie wszystko po roku, po dwoch......przeciez sam ktos mi tutaj napisal ze nie nalezy zakladac ze bedzie lepiej tylko gorzej....jezeli my bedac bez dzieci przechodzimy cos takiego....to co to znaczy?
Ja tez kiedys wyobrazalem sobie swoja zone jako sliczna czterdziestke, piecdziesiatke..ale od pewnego czasu nie mam takich wizji. Po prostu nie potrafie sobie tego wyobrazic.

63

Odp: chcę odejść pomimo......
in_ka napisał/a:
Lexpar napisał/a:

Facet który kocha kobietę to walczy o nią jak wściekły pies a w ostateczności ją zagryzie i sobie łapę odgryzie aby się wykrwawić.

to mi się podoba...

mi też smile smile Lexpar brawo smile

64 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-04-17 10:31:10)

Odp: chcę odejść pomimo......

depress, ty przede wszystkim masz lęki, lęki przed przeszłością. Jak leki zaczną działać mam nadzieję że staniesz na nogi i będziesz się mniej bał tego co będzie. Ale do tanga trzeba dwojga... a jak ty już nie widzisz swojej żony jako osoby, która przeżyłaby z tobą starość to ciężko to widzę.

65

Odp: chcę odejść pomimo......

ja mam lęki przed ostatnimi 7 latami tego zwiazku, przed obietnicami ktorych nie dotrzymano i ktorych nijak dalo sie dotrzymać, nad praca nad soba ktorej niewykonano. Lęk przed kolejnym zawodem, przed kolejnym bolesnym zderzeniem z rzeczywistoscia. Lek przed tym ze za dwa lata wroce na to forum i znowu bede sie wszystkim zalil i uzalal nad soba jaki to ja jestem nieszczesliwy. Ze znowu popelnilem blad dajac szanse.

Mozesz powiedziec ze to dziecinne......ale ja chcialem przez kilka lat.....teraz juz mam dosyc....chce zyc inaczej...a jej sie nagle zachcialo. Smieszne prawda?

Posty [ 1 do 65 z 184 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » chcę odejść pomimo......

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026