bbasia napisał/a:Mussuka, to jeżeli masz takie podejście, to po prostu nie wrzucaj tam swoich niepotrzebnych rzeczy. I tyle.
Robicie problem z tego, że ktoś stare bezużyteczne szmaty przerobił na czyściwo i na tym zarobił. Albo puścił w dalszy obieg.
W kontenerach w których zbiera się odzież używana lądują tony ubrań. Znajdźcie tyle potrzebujących, którym się one przydadzą. Pomijając to, że ktoś musi kontenery opróżnić, posegregować rzeczy, często wyprać, gdzieś przechować, rozdzielić pomiędzy potrzebujących. To są wszystko koszty.
A to, że właściciele kontenerów zarabiają na tym co jest tam wrzucone, to powszechnie wiadomo. Nie raz trąbiono o tym w internecie, radiu i telewizji. Więc nie rozumiem tego "świętego oburzenia".
Watek jest o tym, że fajnie jest kupować ubrania w szmateksach. A ciuchy w nich sprzedawane pochodzą właśnie z kontenerów na odzież używaną.
basia, chyba nie rozumiesz roznicy miedzy - wyrzucam do jakiegos kontenera na stare szmaty a wyrzucam do pojemnika opatrzonego nazwa instytucji charytatywnej. W tym pierwszym niech sobie grzebie kto chce, w tym drugim maja prawo tylko osoby upowaznione, pracownicy tych instytucji. Pieniadze z tych darow (a nie wyrzuconych ciuchow) ida na cele charytatywne i w tym celu ludzie przekazuja swoje uzywane ale jeszcze nadajace sie ubrania czy sprzety .
Ja spokojnie wyrzucam do kontenerow oznakowanych, bo jak wczesniej pisalam, do nas jeszcze hieny kontenerowe nie dotarly.
Awersji do rzeczy lumpeksowych nabawilam sie dawno temu, kiedy to mialam "przyjemnosc" pracowac dla takiej jednej lady w UK. Nina moze skojarzyc, inicjaly SR, nie bede babki posmiertnie jeszcze zle opisywac, choc mile nie wspominam tej arystokratki. Jako mlode panienki pojechalysmy na ten dziki Zachod poogladac sobie i zarobic. No, zarobek byl mniej niz charytatywny, ale chociaz ludzi poznalysmy. No i wlasnie tam, moja kolezanka zalapala sie do pracy przy segregowaniu odziezy uzywanej. Po pierwszym dniu miala okropny bol glowy i nudnosci. To od zapachu (czy brudu) tego co sortowala. Nie bede szczegolow podawac, bo niektore mozecie byc przed sniadaniem. Te szmaty (bo tak to nazywam) dzielono na 3 kupki - dla lady i jej shopow, dla Polakow, na smieci. O ile w tej pierwszej grupie rzeczywiscie trafialy sie prawie nowki, o tyle w drugiej lezalo zniszczone, niemodne i czesto brudne/naderwane badziewie. Za ktore lady brala kase od kogos tam z Polski, kto to skupowal. Zadaniem mojej kumpeli i paru innych pan bylo pranie i reperowanie tych "jeszcze dobrych" sztuk. Ona po paru dniach poprosila o rekawiczki do tej pracy. Widzialam dlaczego i w czym robila. Od tej pory zaden uzywany ciuch, szczegolnie z Zachodu, nie trafil do mojej garderoby.
Ja oddaje tylko rzeczy w calosci, nie poplamione i wyprane. Jest dziurka czy jakas plama - smietnik.To co ona segregowala bylo dalekie od tych standardow.