netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kochanki, którym się udało

319 odpowiedzi76 683 wyświetleniazałożony przez Eileen, 05.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochanki, którym się udało

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 320 z 320 ]

261

Odp: Kochanki, którym się udało
Teo napisał/a:
in_ka napisał/a:
Teo napisał/a:

I Czemu takiego wyboru dokonuje?

tutaj powodów jest wiele ... nie ma jednej odpowiedzi ale nie znaczy, że coś jest nie tak w drugiej połówce,
coś nie tak jest w nim w jego życiu...
chcenie dotyczy wyboru dokonania zdrady zdradza, bo chce - przecież ... nie musi

98% zdrad nie patologicznych jest właśnie z powodu tego, że coś jest nie tak w drugiej połówce. Tak wynika z moich obserwacji. Nikt, kto jest w pełni szczęśliwy w swoim związku nie zdradza, bo nie ma po co.

teo? czy ja dobrze pamiętam, że zostałaś zdradzona przez swojego partnera? i rozumiem, że to twoja wina, że cię zdradził, bo nie byłas dla niego taka, jaka powinnas być? problem tkwił w tobvie, bo jakby nie tkwił w tobie, to by cię nie zdradził?
ty byłas po proostu nieodpowiednia dla niego, a wasz związek nie był prawdziwy, bo w tobie były problemy i byłas do niego niedopasowana?
czy tak?

262 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-06-16 15:46:40)

Odp: Kochanki, którym się udało
Teo napisał/a:

ALE biorą pod lupę sytuację, gdzie facet nie jest babiarzem i nie przechodzi galopującego kryzysu wieku średniego, a zdradza, to coś musi być nie tak z tą drugą połówką.

teo, a zdiagnozowałaś, co z toba było nie tak?
bo wiesz, jesli taka autorefleksja po zdradzie jest mozliwa, to pytanie brzmi -czy zatem ZMIANA tez jest mozliwa?
bo to by oznaczało, że jesli mnie maż zdradził, to ja mogę się ZMIENIĆ tak, żeby już nigdy mnie nie zdradził, tak??

263

Odp: Kochanki, którym się udało
takata napisał/a:

Znam osobiście kochankę, której się udało ale znam dużo więcej żon którym się nie udało..
Dobrzy znajomi z czasów studenckich, ona nauczycielka on znacznie lepiej sytuowany, znudziła mu się upierdliwa żona, jej wiecznie pouczająco- roszczeniowy ton i znalazł sobie kochankę. Romans trwał, ale dla kochanki było to już zbyt długo i chciała zalegalizować swój nowy związek.
Problem jeden - żona
Kochanka dzwoni do żony i elegancko ją o wszystkim informuję..
Mężunio dostaje szoku, ze kochanka taka nielojalna, żona dostaje szoku, ze mąż ją zdradza
i mimo, że są ze sobą do dziś to żadne z nich nie jest szczęśliwe.
Pierwsze 3 lata maż robi wszystko aby zadowolić żonę, żona przez te 3 lata rżnie hrabiankę aż tak, że nie da się na to patrzeć..
Po trzech latach mąż ma dość nadskakiwania a żona tego dalej rżnie hrabiankę i udaje że nie słyszy jak mąż nią gardzi i publicznie masakruje.
Dla niej ważne jest ze jest żoną i bez względu na to, że jest kiepsko. Ona tą żoną zostanie, bo on jej przysięgał na dobre i na złe..
Niestety moje drogie Panie, ale często my żony, jesteśmy przyczyną tego, ze mąż znajduje sobie kochankę, bo byle jak.. byle był..

Tak zgadzam sie z tym.Podpisuje pod wszystkim.Czy przyjmujecie do wiadomosci ze ludzie z biegem lat oczekuja od zycia czegos innego? Zmieniaja sie poglady,odczucia postrzeganie niektorych rzeczy a ich partnerzy stoja w miejscu i pomimo prob porozumiewawczych ni w zab nic nie rozumieja.
Niestety niektore sytuacje trzeba przezyc zeby je zrozumiec.Dlatego nigdy zdradzony nie zrozumie zdradzacza....
Bylam kochanka i chcialabym byc nia nadal.

Znam dwie pary ktorym sie udalo.Tak mysle ze sa szczesliwi.

Ktos napisal ze za drugim razem staramy sie wiecej i bardziej zeby nie popelnic tych samych bledow co w pierwszym zwiazku.Wiemy juz przeciez co bylo zle...

264

Odp: Kochanki, którym się udało
obwarzanek napisał/a:
Teo napisał/a:
bet napisał/a:

Niezłe zarozumialstwo, duma, że jeszcze jest i nie zdradził. A można zapytać o staż małżeński?
Nasuwa mi się też takie powiedzenie: nie chwal dnia przed zachodem słońca. Zdrada może pojawić się i po 30 latach małżeństwa. Wystarczy, że kochanką będzie 20 lat młodsza. Gotować to każda może się nauczyć.

Jestem dumna i zarozumiała, bo jestem pewna swojego faceta?! o.O lol... świat schodzi na psy...

Swiat nie schodzi na psy .Moze tylko zmieniaja sie wartosci moralne .Ludzie za wszelka cene chca byc tu i teraz szczesliwi .Wydaje im sie ,ze zmiany to szczescie .Nie praca nad zwiazkiem a wymiana na nowy .
Inna sprawa to pewnosc .
Niezdawanie sobie sprawy ,ze nigdy nikogo nie mozna byc pewnym .
To jest w mlodym wieku naiwnosc ,w starszym zarozumialosc .
Niejedna/en stacili by reke dajac ja sobie uciac ,za druga osobe .
I tak zawsze bylo .

To, że nikogo nie można być pewnym, to ja wiem, a to, że mimo wszystko wierzę i jestem pewna, że na dzień dzisiejszy jestem w pełni kochana i nie zdradza, to naiwność? Nie.

End_aluzja napisał/a:
Teo napisał/a:
in_ka napisał/a:

tutaj powodów jest wiele ... nie ma jednej odpowiedzi ale nie znaczy, że coś jest nie tak w drugiej połówce,
coś nie tak jest w nim w jego życiu...
chcenie dotyczy wyboru dokonania zdrady zdradza, bo chce - przecież ... nie musi

98% zdrad nie patologicznych jest właśnie z powodu tego, że coś jest nie tak w drugiej połówce. Tak wynika z moich obserwacji. Nikt, kto jest w pełni szczęśliwy w swoim związku nie zdradza, bo nie ma po co.

teo? czy ja dobrze pamiętam, że zostałaś zdradzona przez swojego partnera? i rozumiem, że to twoja wina, że cię zdradził, bo nie byłas dla niego taka, jaka powinnas być? problem tkwił w tobvie, bo jakby nie tkwił w tobie, to by cię nie zdradził?
ty byłas po proostu nieodpowiednia dla niego, a wasz związek nie był prawdziwy, bo w tobie były problemy i byłas do niego niedopasowana?
czy tak?

Endi, po raz setny powtarzam, że każdy kij ma dwa końce. DWA. Wina najczęściej leży po obu stronach. Waga i rozmiary tej winy, to zupełnie inny temat, ale dalej będę trwać przy tym, że nie ma połówek bez winy.

End_aluzja napisał/a:
Teo napisał/a:

ALE biorą pod lupę sytuację, gdzie facet nie jest babiarzem i nie przechodzi galopującego kryzysu wieku średniego, a zdradza, to coś musi być nie tak z tą drugą połówką.

teo, a zdiagnozowałaś, co z toba było nie tak?
bo wiesz, jesli taka autorefleksja po zdradzie jest mozliwa, to pytanie brzmi -czy zatem ZMIANA tez jest mozliwa?
bo to by oznaczało, że jesli mnie maż zdradził, to ja mogę się ZMIENIĆ tak, żeby już nigdy mnie nie zdradził, tak??

Endi, szczerze, to robisz się już nudna, bo za każdym razem kiedy ja piszę swoje spostrzeżenia, Ty wyskakujesz z tym czy ja zanalizowałam siebie i swoje postępowanie i co było ze mną nie tak. Tak, zanalizowałam, napisałam nawet o tym kilkakrotnie na forum, więc jak jesteś taka dociekliwa, a pamięć masz krótką, to przestudiuj sobie moje stare posty na ten temat.

Każdy może się zmienić jeśli chce. Każdy może podjąć taką decyzję. Czy możesz się zmienić tak, żeby mąż Cię nie zdradził? Oczywiście, ze tak. Ale ja też mam pytanie, czy jesteś w stanie się nie zmienić tak, żeby Cię zdradził?

265

Odp: Kochanki, którym się udało

wynika z tego, żeby mezczyzne doprowadzic do zrady trzeba po prostu za niego wyjsc za maz.

266

Odp: Kochanki, którym się udało
zbojnicka napisał/a:

wynika z tego, żeby mezczyzne doprowadzic do zrady trzeba po prostu za niego wyjsc za maz.

dobre wink

267

Odp: Kochanki, którym się udało
in_ka napisał/a:
zbojnicka napisał/a:

wynika z tego, żeby mezczyzne doprowadzic do zrady trzeba po prostu za niego wyjsc za maz.

dobre wink

też mi się podoba:)

268 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2014-06-16 21:09:15)

Odp: Kochanki, którym się udało

Głupio że wtrącam ale....
Co Wy na to, że się zdradza bo ma się niską samoocenę i zamiast szukać rozwiązania w sobie, szuka się go u innych?
Czy uwierzycie, że w momencie zdrady człowiek nie zastanawia się nad swoją drugą połówką, nie zastanawia się nad konsekwencjami swojego czynu, nad krzywdami?
Uwierzycie, że ta druga połówka czasem absolutnie nie jest zdrady winna, bo choć próbuje dotrzeć, zrozumieć, po prostu nie może?
Nie może, bo zdradzacz jest tak zapatrzony w siebie, tak przekonany o swoich racjach, że żadne logicze argumenty do niego nie docierają?

Co z takim człowiekiem?
Czy jest w stanie przewartościować to, co i jak dotychczas sądził (jest mu lepiej z nowym sobą, absolutnie lepiej i żałuje)?
Potrafi zrozumieć błędy i nigdy ich więcej nie popełnić (z szacunku do połówki i przede wszystkim do siebie)?

269

Odp: Kochanki, którym się udało
NieZnamSiebie napisał/a:

Co Wy na to, że się zdradza bo ma się niską samoocenę i zamiast szukać rozwiązania w sobie, szuka się go u innych?

Tak, to jest Efekt Coolidge'a.

270

Odp: Kochanki, którym się udało
NieZnamSiebie napisał/a:

Głupio że wtrącam ale....
Co Wy na to, że się zdradza bo ma się niską samoocenę i zamiast szukać rozwiązania w sobie, szuka się go u innych?
Czy uwierzycie, że w momencie zdrady człowiek nie zastanawia się nad swoją drugą połówką, nie zastanawia się nad konsekwencjami swojego czynu, nad krzywdami?
Uwierzycie, że ta druga połówka czasem absolutnie nie jest zdrady winna, bo choć próbuje dotrzeć, zrozumieć, po prostu nie może?
Nie może, bo zdradzacz jest tak zapatrzony w siebie, tak przekonany o swoich racjach, że żadne logicze argumenty do niego nie docierają?

Co z takim człowiekiem?
Czy jest w stanie przewartościować to, co i jak dotychczas sądził (jest mu lepiej z nowym sobą, absolutnie lepiej i żałuje)?
Potrafi zrozumieć błędy i nigdy ich więcej nie popełnić (z szacunku do połówki i przede wszystkim do siebie)?

Juz wszystko wiadomo
1. wynika z tego, żeby mezczyzne doprowadzic do zrady trzeba po prostu zostac jego zona.
2.wiernosc- wybic konkurencje
3.zdrada to silne swedzenie przez erotyczney dotyk i gorący, wilgotny oddech "łagodzacej" skutki
4. skutki uboczne spowodowane przez zone/partnerke ciezko uleczyc
P.S
Czy znasz to uczucie, kiedy pod wpływem dotyku mężczyzny stajesz się piękniejsza?

mowia ze 20 sekund dotyku powoduje wytwarzanie oksytocyny wiec korzystajmy z okazji i dajmy sie dotykac bedziemy chodzic w euforii szczescia. A punkt widzenia zmienia sie od punktu siedzenia, takze nasze kręgosłupy moralne moga ciuy sie skrzywic. Trzeba zyc chwila.
A kobiety powinny znajezc sobie dobre przyjaciółki, mezczyzni szybciej umieraja a pszyjaciolki pozostana

271

Odp: Kochanki, którym się udało

Ten opisany zdradzacz to kobieta.

272 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-06-17 10:18:47)

Odp: Kochanki, którym się udało
Teo napisał/a:

Endi, po raz setny powtarzam, że każdy kij ma dwa końce. DWA. Wina najczęściej leży po obu stronach. Waga i rozmiary tej winy, to zupełnie inny temat, ale dalej będę trwać przy tym, że nie ma połówek bez winy.

End_aluzja napisał/a:
Teo napisał/a:

ALE biorą pod lupę sytuację, gdzie facet nie jest babiarzem i nie przechodzi galopującego kryzysu wieku średniego, a zdradza, to coś musi być nie tak z tą drugą połówką.

teo, a zdiagnozowałaś, co z toba było nie tak?
bo wiesz, jesli taka autorefleksja po zdradzie jest mozliwa, to pytanie brzmi -czy zatem ZMIANA tez jest mozliwa?
bo to by oznaczało, że jesli mnie maż zdradził, to ja mogę się ZMIENIĆ tak, żeby już nigdy mnie nie zdradził, tak??

Endi, szczerze, to robisz się już nudna, bo za każdym razem kiedy ja piszę swoje spostrzeżenia, Ty wyskakujesz z tym czy ja zanalizowałam siebie i swoje postępowanie i co było ze mną nie tak. Tak, zanalizowałam, napisałam nawet o tym kilkakrotnie na forum, więc jak jesteś taka dociekliwa, a pamięć masz krótką, to przestudiuj sobie moje stare posty na ten temat.

Teo napisał/a:

Tyłka, bo był 2000 km ode mnie i nie umiał swojego małego trzymać w rozporku smile Nie dawałam też fizycznej bliskości bo był 2000 km ode mnie. W ogóle mnie nie było, bo był 2000 km ode mnie smile Jeszcze nie dawałam naiwnego zainteresowania. Nooo i nie byłam "nowa" 
Wiesz, mój się puścił, bo mój był chamem. Ale jednak chyba dawałam mimo wszystko więcej, bo się niedawno zgłosił i pytał o szanse i wyznawał, ze ze mną lepiej jednak było i w ogóle żałuje swojej decyzji smile Zawsze wiedziałam, że ja byłam dla niego skarbem i lepszej nie trafi XD To, że on uznał to za oczywistą oczywistość i pomylił się straszliwie uważając, że jest taki zajebisty, ze może mieć takich jak ja na pęczki, to już nie moja wina big_smile Teraz płacze po nocach i cierpi katusze, ale mnie to już nie interesuje big_smile

A wygrzebałam jedną taką odpowiedź Teo.....

273

Odp: Kochanki, którym się udało
moniaCo napisał/a:
Teo napisał/a:

Endi, po raz setny powtarzam, że każdy kij ma dwa końce. DWA. Wina najczęściej leży po obu stronach. Waga i rozmiary tej winy, to zupełnie inny temat, ale dalej będę trwać przy tym, że nie ma połówek bez winy.

End_aluzja napisał/a:

teo, a zdiagnozowałaś, co z toba było nie tak?
bo wiesz, jesli taka autorefleksja po zdradzie jest mozliwa, to pytanie brzmi -czy zatem ZMIANA tez jest mozliwa?
bo to by oznaczało, że jesli mnie maż zdradził, to ja mogę się ZMIENIĆ tak, żeby już nigdy mnie nie zdradził, tak??

Endi, szczerze, to robisz się już nudna, bo za każdym razem kiedy ja piszę swoje spostrzeżenia, Ty wyskakujesz z tym czy ja zanalizowałam siebie i swoje postępowanie i co było ze mną nie tak. Tak, zanalizowałam, napisałam nawet o tym kilkakrotnie na forum, więc jak jesteś taka dociekliwa, a pamięć masz krótką, to przestudiuj sobie moje stare posty na ten temat.

Teo napisał/a:

Tyłka, bo był 2000 km ode mnie i nie umiał swojego małego trzymać w rozporku smile Nie dawałam też fizycznej bliskości bo był 2000 km ode mnie. W ogóle mnie nie było, bo był 2000 km ode mnie smile Jeszcze nie dawałam naiwnego zainteresowania. Nooo i nie byłam "nowa" 
Wiesz, mój się puścił, bo mój był chamem. Ale jednak chyba dawałam mimo wszystko więcej, bo się niedawno zgłosił i pytał o szanse i wyznawał, ze ze mną lepiej jednak było i w ogóle żałuje swojej decyzji smile Zawsze wiedziałam, że ja byłam dla niego skarbem i lepszej nie trafi XD To, że on uznał to za oczywistą oczywistość i pomylił się straszliwie uważając, że jest taki zajebisty, ze może mieć takich jak ja na pęczki, to już nie moja wina big_smile Teraz płacze po nocach i cierpi katusze, ale mnie to już nie interesuje big_smile

A wygrzebałam jedną taką odpowiedź Teo.....

To wygrzeb jeszcze te, w których piszę, że nie jestem całkiem bez winy i przyznaje się do swoich błędów i wtedy będzie fair. Ta wypowiedź jest w sumie wyrwana z kontekstu i dotyczyla tego ze sie odezwal po roku czasu skruszony z zapytaniem czy może wrócić smile

274

Odp: Kochanki, którym się udało

smile Sie wtrace, jesli mozna.

Facetowi czesto sie wydaje, ze mimo wszystko moze wrocic. Ze uglaska, odkreci i wszystko bedzie po dawnemu. A tu klops.

275

Odp: Kochanki, którym się udało
Teo napisał/a:
moniaCo napisał/a:
Teo napisał/a:

Endi, po raz setny powtarzam, że każdy kij ma dwa końce. DWA. Wina najczęściej leży po obu stronach. Waga i rozmiary tej winy, to zupełnie inny temat, ale dalej będę trwać przy tym, że nie ma połówek bez winy.


Endi, szczerze, to robisz się już nudna, bo za każdym razem kiedy ja piszę swoje spostrzeżenia, Ty wyskakujesz z tym czy ja zanalizowałam siebie i swoje postępowanie i co było ze mną nie tak. Tak, zanalizowałam, napisałam nawet o tym kilkakrotnie na forum, więc jak jesteś taka dociekliwa, a pamięć masz krótką, to przestudiuj sobie moje stare posty na ten temat.

Teo napisał/a:

Tyłka, bo był 2000 km ode mnie i nie umiał swojego małego trzymać w rozporku smile Nie dawałam też fizycznej bliskości bo był 2000 km ode mnie. W ogóle mnie nie było, bo był 2000 km ode mnie smile Jeszcze nie dawałam naiwnego zainteresowania. Nooo i nie byłam "nowa" 
Wiesz, mój się puścił, bo mój był chamem. Ale jednak chyba dawałam mimo wszystko więcej, bo się niedawno zgłosił i pytał o szanse i wyznawał, ze ze mną lepiej jednak było i w ogóle żałuje swojej decyzji smile Zawsze wiedziałam, że ja byłam dla niego skarbem i lepszej nie trafi XD To, że on uznał to za oczywistą oczywistość i pomylił się straszliwie uważając, że jest taki zajebisty, ze może mieć takich jak ja na pęczki, to już nie moja wina big_smile Teraz płacze po nocach i cierpi katusze, ale mnie to już nie interesuje big_smile

A wygrzebałam jedną taką odpowiedź Teo.....

To wygrzeb jeszcze te, w których piszę, że nie jestem całkiem bez winy i przyznaje się do swoich błędów i wtedy będzie fair. Ta wypowiedź jest w sumie wyrwana z kontekstu i dotyczyla tego ze sie odezwal po roku czasu skruszony z zapytaniem czy może wrócić smile

A nie mam czasu szukać, a te wypowiedź zapamiętałam akurat i zacytowałam całą. To była odpowiedź na zapytanie, czego Twojemu facetowi brakowało...
I nie rozumiem Twojego wzburzenia Teo...

276

Odp: Kochanki, którym się udało

http://img.wiocha.pl/images/a/1/a1f1086c3f3965914f9be5583c8bfdad.jpg

277

Odp: Kochanki, którym się udało
moniaCo napisał/a:
Teo napisał/a:
moniaCo napisał/a:
Teo napisał/a:

Endi, po raz setny powtarzam, że każdy kij ma dwa końce. DWA. Wina najczęściej leży po obu stronach. Waga i rozmiary tej winy, to zupełnie inny temat, ale dalej będę trwać przy tym, że nie ma połówek bez winy.


Endi, szczerze, to robisz się już nudna, bo za każdym razem kiedy ja piszę swoje spostrzeżenia, Ty wyskakujesz z tym czy ja zanalizowałam siebie i swoje postępowanie i co było ze mną nie tak. Tak, zanalizowałam, napisałam nawet o tym kilkakrotnie na forum, więc jak jesteś taka dociekliwa, a pamięć masz krótką, to przestudiuj sobie moje stare posty na ten temat.

A wygrzebałam jedną taką odpowiedź Teo.....

To wygrzeb jeszcze te, w których piszę, że nie jestem całkiem bez winy i przyznaje się do swoich błędów i wtedy będzie fair. Ta wypowiedź jest w sumie wyrwana z kontekstu i dotyczyla tego ze sie odezwal po roku czasu skruszony z zapytaniem czy może wrócić smile

A nie mam czasu szukać, a te wypowiedź zapamiętałam akurat i zacytowałam całą. To była odpowiedź na zapytanie, czego Twojemu facetowi brakowało...
I nie rozumiem Twojego wzburzenia Teo...

Nie jestem wzburzona a znudzona ciągłym wypominaniem mi, że ja się nigdy do swoich błędów i refleksji nie przyznałam.

278 Ostatnio edytowany przez smallangel (2014-06-17 13:37:09)

Odp: Kochanki, którym się udało

Ja również jestem zdradzoną Żoną.
Nie jest dla mnie problemem przyznanie się, że mam swoje za uszami.
Ale do tego doszłam po dłuższym okresie czasu.
Spojrzałam na siebie krytycznym okiem.
Wiem, że być może to absurdalne dla niektórych, ale prawda jest prawdą - przyczyniłam się do zdrady Mojego Męża.
Owszem chcieć chciał - ale by chciał, musiał mieć swoje powody.

Teo - bliskie mi jest bardzo to co piszesz. Odnajduje w tym siebie.

279

Odp: Kochanki, którym się udało

smallangel-ja nie mam nic przeciwko tezie, że kryzysy i problemy w związku to zawsze wina dwóch stron
zdrada, jest wyborem takiej a nie innej drogi postępowania. i oczywiście, mozna dyskutować, co spowodowało, że zdradziłam. Ale zdradziłam dlatego, bo chciałam. równie dobrze mogłam do małżonka napisac list, jak mi zle, iśc na terapię i płakać w rekaw.. ale Wybrałam, że zdradzę.
nie zgadzam się z postawieniem tezy Teo - jeżeli partner zdradza, to ze mną jest powaznie coś nie tak
to z nim jest coś nie tak- jesli z całego arsenału (chociaz zdradę ciężko zaliczyć do arsenału sposobów radzenia sobie z kryzysem) wybrał właśnie zdradę

nie zgodze się na to, że moje niedociągnięcia, wady, braki jako partnera - SPOWODOWAŁY, że zdradził
bo 10% mniej tych wad spowodowałoby, że NIE ZDRADZIŁ?
gdybym rzadziej z nim rozmawiała, to by nie zdradził?
gdybym częsciej z nim rozmawiała - to by nie zdradził?

Wierzysz w to, smallangel?
wierzysz w to, że kiedy twój mąż miał okazję do romansu, to przeanalizował wasze relacje, znalazł w nim słabe punkty, zrobił analize SWOT i uznał, że ma prawo do zdrady, bo ty byłaś NIE TEGES?
bo ja się na to nie zgadzam

jakie to piękne, mądre i z piedestału - zdradził cię, bo jesteś beznadziejną partnerką, szmata i tłumokiem - coś z tobą nie tak.. bo jakiby z tobą było wszystko TAK, to by cię nie zdradził....
smalangel - zgadzasz się z tym, że twój mąz cię zdradził bo na to zasłużyłaś, bo nie spełniałaś jego oczekiwań i nie zaspokajałas jego potrzeb?
jestes lodówką z funkcja osobnej komory chłodzenia, a on jednak potrzebował dwóch komór chłodzenia, bo jednej na warzywa, a drugiej na mięso??
naprawdę fakt zdrady usprawiedliwia to, że twój maż patrząc na ciebie NIE WIDZIAŁ w tobie ideału bez skazy i potrafił znaleźć w Tobie WADY?
bo tak interpretuje wypowiedx TEo
i może Teo przez to, że ją facet zdradził nauczyła się szacunku dla partnera - bo pamietam, jak pisała na forum, że gośc jej do pięt nie dorasta i intelektualnie z tyłu zostaje... i czy taki związek wypali.. więc ja rozumiem, że TEo musiała w pewnym momencie uznać, że że faktycznie, może gdyby go doceniała, szanowała i ceniła - to nie przejrzałby się z taką rozkosza w zachwyconych oczach innej

Ale czy ty TEO zadzwoniłaś do nioego, po tym czasie, po przemyśleniach i po ochłonięciu i przeprosiłas za to, że cię zdradził?? bo powinnaś, bo to twoja wina, że popchnełaś dotychczas przyzwoitego faceta do zdrady i zniszczyłaś mu życie. Bo jakbys była właściwą partnerką na właściwym miejscu - to on by zdrady nier popełnił
więc to, że on do ciebie przyszedł i skamlał - to także twoja wina - bo nie byłaś taka jak powinnaś
on więc zdradził - i niestety - to on poniósł konsekwencje.\
chociaż powinnaś ty - konsekwencje ponosi ten, kto jest winien

280

Odp: Kochanki, którym się udało
Iceni napisał/a:

W szczęśliwych związkach dla kochanek miejsca nie ma.

To trafny cytat.
Zdrada to konsekwencja, taka wisienka na torcie, nastrojów, które towarzyszą w małżeństwie od dłuższego czasu..
A te nastroje tworzy dwoje małżonków..
Owszem zdradzający maż mógł wybrać rozmowę, perswazję, próbę o zauważania swoich potrzeb i może próbował, tylko nie zostały one wysłuchane, a może stwierdził, ze nie warto nawet próbować?
Wiele z par, którym się udało, twierdzi, ze zdrada oczyściła, wręcz pomogła zauważyć siebie na nowo...........
nie twierdzę, że w leczeniu kataru- chemioterapia jest wskazana, ale w wielu przypadkach uzdrawia lub zabija..
Co nie zmienia faktu, ze słowa Iceni są prawdą..

281

Odp: Kochanki, którym się udało
takata napisał/a:
Iceni napisał/a:

W szczęśliwych związkach dla kochanek miejsca nie ma.

To trafny cytat.
Zdrada to konsekwencja, taka wisienka na torcie, nastrojów, które towarzyszą w małżeństwie od dłuższego czasu..
A te nastroje tworzy dwoje małżonków..
Owszem zdradzający maż mógł wybrać rozmowę, perswazję, próbę o zauważania swoich potrzeb i może próbował, tylko nie zostały one wysłuchane, a może stwierdził, ze nie warto nawet próbować?
Wiele z par, którym się udało, twierdzi, ze zdrada oczyściła, wręcz pomogła zauważyć siebie na nowo...........
nie twierdzę, że w leczeniu kataru- chemioterapia jest wskazana, ale w wielu przypadkach uzdrawia lub zabija..
Co nie zmienia faktu, ze słowa Iceni są prawdą..

jasne, że w szczęsliwych związkach dla kochanek miejsca nie ma
ale czy to oznacza, że w nieszczęsliwych związkach dla kochanek miejsce powinno się znaleźć?

ja uważam, że w nieszczęśliwych związkach też nie ma miejsca dla kochanek.


Czy zdrada jest jak chemioterapia w leczeniu kataru? w zasadzie to  nie, bo by zakłądała, że chemioterapia na katar pomoże.... zdrada jest jak chemioterapia. fakt, rzygasz, żołądek przenicowuje się na lewą srtonę, trzęsiesz się, zimno ci, masz zawroty głowy, wahania nastrojów, ogólne osłabienie i chemia żre twoje własne komórki - w tym poczucie wartości, zaufanie i wiarę w miłość.
naprawdę są takie związki, w których DLA ICH RATOWANIA jeden z partnerów decyduje się na chemioterapię w postaci ZDRADY?
nie wierze w to takata.
Zdrada nie ma nic wspólnego z intencją - muszę coś zrobić z moim małżeństwem. Zdrada NIE MA z zasady nic wspólnego z intencją... MAŁŻEŃSTWO....
zdrada nie ma nic wspólnego z tym, co się dzieje w moim związku
jest odwróceniem się w druga stronę, zmianą celów i priorytetów i ZAKOŃCZENIEM jakiegoś etapu w moim własnym życiu. jest decyzją o PRZEKRESLENIU tego, co było. o uznaniu, że to przestało być wazne i kluczowe w moim zyciu.

282

Odp: Kochanki, którym się udało
takata napisał/a:
Iceni napisał/a:

W szczęśliwych związkach dla kochanek miejsca nie ma.

To trafny cytat.
Zdrada to konsekwencja, taka wisienka na torcie, nastrojów, które towarzyszą w małżeństwie od dłuższego czasu..
A te nastroje tworzy dwoje małżonków..
Owszem zdradzający maż mógł wybrać rozmowę, perswazję, próbę o zauważania swoich potrzeb i może próbował, tylko nie zostały one wysłuchane, a może stwierdził, ze nie warto nawet próbować?
Wiele z par, którym się udało, twierdzi, ze zdrada oczyściła, wręcz pomogła zauważyć siebie na nowo...........
nie twierdzę, że w leczeniu kataru- chemioterapia jest wskazana, ale w wielu przypadkach uzdrawia lub zabija..
Co nie zmienia faktu, ze słowa Iceni są prawdą..

zakładasz, że zdrada jest wołaniem o pomoc
jest krzykiem na pustyni.. ZAUWAŻ MNIE< ZRÓB COŚ< BO JESTEM NIESZCZĘSLIWY

czasami zdrada jest 'zwyczajem" w środowisku, w którym przebywam i pracuję
czasami jest wyznacznikiem "sukcesu" i powodzenia
czasami jest efektem potrzeb emocjonalnych i poczucia pustki w relacjach
]czasami jest efektem "demonu Południa" i  chęcią wykazania się przed młodką/młodym
czasami jest próbą ucieczki z ramion alkoholika do nowych ramion - ratownika

NIE BYWA pokazaniem drugiej stronie - że jak ci na mnie zalezy, to zawalczmy o nas
osoba, która zdradza robi to tylko i wyłącznie dla siebie

czasami potem ludzie związek ratują
czasami nie

ale to jest już naprawde inny rozdział

283

Odp: Kochanki, którym się udało

Endi

Przyczyn zdrady jak napisałaś jest wiele, ale zawsze są.
Najczęściej pojawia się ona wtedy, kiedy ta duga strona zaczyna "ostawać", przestaje być partnerem, przyjacielem..
Chodzi mi o to, że jeśli zdrada już się pojawi to trzeba odpowiedzieć sobie na pytani - co było nie tak!
Zrozum mnie dobrze, nie pochwalam zdrady, ale czasami współmałżonkowie sami się o nią "proszą" swoją postawą ..
Przykładów wiele i sama pewnie widzisz je w swoim otoczeniu..
W związku każdy z nas się rozwija, ma cele i jeśli nasz partner nie chce z nami iść tylko stoi w miejscu czy oddala się, to prędzej czy później tak się stanie, bo każdy z nas chce mieć w domu partnera, kogoś kto go zrozumie wesprze, pomoże..
Widzisz ile kobiet/ mężczyzn siedzi w domu, nie pracują, nie rozwijają swoich zainteresowań ( choćby szydełkowanie ), tylko żerują na pozycji współmałżonka, ilu facetów traktuje swoje żony jak służące, wyrobnice - i stanie się tak, że związki te rozpadną się , jak tylko znajdzie się ktoś kto zaspokoi ich potrzeby..

Endi - nie odbieraj tego osobiście, choć to trudne, ale jestem pewna, że sama zadawałaś sobie 1000 razy pytanie jak do tego doszło.
Maż pewnie dał Ci odpowiedź i dlatego dziś jesteście razem szczęśliwi..

284

Odp: Kochanki, którym się udało
takata napisał/a:
Iceni napisał/a:

W szczęśliwych związkach dla kochanek miejsca nie ma.

To trafny cytat.
Zdrada to konsekwencja, taka wisienka na torcie, nastrojów, które towarzyszą w małżeństwie od dłuższego czasu..
A te nastroje tworzy dwoje małżonków..
Owszem zdradzający maż mógł wybrać rozmowę, perswazję, próbę o zauważania swoich potrzeb i może próbował, tylko nie zostały one wysłuchane, a może stwierdził, ze nie warto nawet próbować?
Wiele z par, którym się udało, twierdzi, ze zdrada oczyściła, wręcz pomogła zauważyć siebie na nowo...........
nie twierdzę, że w leczeniu kataru- chemioterapia jest wskazana, ale w wielu przypadkach uzdrawia lub zabija..
Co nie zmienia faktu, ze słowa Iceni są prawdą..

Niby trudno się nie zgodzić, a jednak nie do końca to prawda.
Bo co to niby jest szczęśliwy związek? Związek, w którym ludzie przez dwadzieścia lat patrzą sobie codzienne głęboko w oczy i trzymają za rękę? Każdy nawet udany związek wpada czasem na mieliznę. Praktycznie każda wieloletnia para była kiedyś na skraju rozstania. Niektórzy mają niefart ,że akurat w okresie chwilowego rozluźnienia relacji na horyzoncie pojawi się jakaś trzecia osoba. Ale to nie musi, oznaczać, iż związek był nieszczęśliwy tylko, że akurat przechodził kryzys.

A już na pewno nie wykluczałabym, że w szczęśliwym związku, facet może dopuścić się jednorazowego skoku w bok, pod wpływem chwili,nawet i bez kryzysu,
Myślę, że wiara, w to, że jak będziemy "jakieś" to nas to uchroni przed zdradą, jest mechanizmem obronnym i ma nie wiele wspólnego z rzeczywistością.
Warto się starać będąc w związku, ale nie warto liczyć, iż to nam zapewni wierność partnera. Wierność lub nie jest indywidualnym wyborem każdej osoby.

285 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-06-17 15:49:43)

Odp: Kochanki, którym się udało
takata napisał/a:

Chodzi mi o to, że jeśli zdrada już się pojawi to trzeba odpowiedzieć sobie na pytani - co było nie tak!
Zrozum mnie dobrze, nie pochwalam zdrady, ale czasami współmałżonkowie sami się o nią "proszą" swoją postawą ..

Endi - nie odbieraj tego osobiście, choć to trudne, ale jestem pewna, że sama zadawałaś sobie 1000 razy pytanie jak do tego doszło.
Maż pewnie dał Ci odpowiedź i dlatego dziś jesteście razem szczęśliwi..

pewnie, że zadawałam, tysiące razy,
pewnie, że zastanawiałam się, co mogłabym zrobić i jaka byc, by mąż mnie jednak nie zdradził
i wiesz, do jakiego wniosku doszłam?
że nie miało znaczenia jaka byłam i kim byłąm w tamtym momencie
mąz mnie zdradził bo chciał. pojawiła się okazja, on z niej skorzystał, chciał tego, tak zdecydował, nieważne jaka byłam, kim byłam, bo przez te 12 lat małżeństwa byłam SOBĄ... nie zmieniłam się w kogoś innego, tak samo jak i on się nie zmienił. zmienialiśmy sie owszem obok siebie i ciągle tkwiliśmy w procesie zmiany - bo na tym polega związek.
I choćbym wtedy była brunetką a nie blondynką, choćbym wtedy była zezowata a nie szczerbata - to to naprawdę nie miało znaczenia

zdradził mnie, chciał, zdecydował, powiedział tak

jaka byłam jaki był nasz związek MIAŁO ZNACZENIE W DWÓCH KWESTIACH
gdyby chciał usprawiedliwiać swoją zdradę i obciążać mnie winą - a to nie byłoby uczciwe
i wtedy, gdy podejmowaliśmy decyzję o ty, że będziemy razem - WTEDY miało znaczenie JAKA jestem i jaka jest nasza relacja - a nie wtedy, gdy rozpinał rozporek. Wtedy ja nie istniałam nasza relacja nie istniała, nasz związek nie istniał, przeszłośc nie istniała a przyszłośc to nie było to, co miał w tym momencie przed oczami


tylko, że NIE PROSIŁAM POSTAWĄ o zdradę
bo równie dobrze możesz uznać, że masz prawo ukraśc batronika, bo leżał w takim miejscu, że mogłaś go spokojnie schować do kieszeni
że możesz komus skopać dupę bo i tak ma minę, jakby mu ktos dupę skopał
możesz podłożyć komus nogę bo przecież idzie jak pokraka i nie patrzy pod nogi
możesz zabrać matce z portfela kase, bo niepotrzebnie zostawia portfel na widoku
możesz wypłacić przyjaciólce z konta kasę, bo dała ci pin i kartę do potrzymania

fakt, że jest OKAZXJa -0 nie sprawia, że stajesz się złodziejem
WYBIERASZ

fakt, że moj mąż nie zauważa, że zmieniłam kolor włosów nie jest prośbą, skomleniem i jego wołaniem "zdradź mnie proszę, zdradź mnie..."

286

Odp: Kochanki, którym się udało

jest krzykiem na pustyni.. ZAUWAŻ MNIE< ZRÓB COŚ< BO JESTEM NIESZCZĘSLIWY



NIE BYWA pokazaniem drugiej stronie - że jak ci na mnie zalezy, to zawalczmy o nas
osoba, która zdradza robi to tylko i wyłącznie dla siebie

bo do tej pory inwestowałaś/eś w związek z drugą osobą.bo ktoś kto jest ci bliski nagle w szalonym tempie oddala się od Ciebie i w jakiś sposób realizuje, bo ...bo... bo...powodów jest mnóstwo najważniejszym powodem niepowiedzenia, sorry, kochanie nie udało sie jest strach- przed samym sobą, przed samotnością, przed urażeniem osoby  z którą tyle czasu się było. O tym, żeby zawalczyc strony czasami pokazują przez dłuższy czas przed zdradą-a czasami czekają na rozwój wydarzeń.

287

Odp: Kochanki, którym się udało

Endi... nie mów, że się NIE zmieniłaś. Nie mów, ze byłaś cały czas TAKA SAMA, bo to nieprawda. Zmieniłaś się - wiekiem, wyglądem, figurą, podejściem do pewnych spraw, humorem, stanem emocjonalnym.
To nie usprawiedliwia Twojego męża, bo i on się zmienia, ale jednak, uważam, ze poza okazją jaka mu się napatoczyła musiał mieć powód.
Jak sie nie ma powodu, to się nie korzysta.

I Iceni ma racje, że jak jest szczęście w związku to nie ma kochanki/kochanka. Nieszczęście zwykle wynika z obu stron, a nie tylko z jednej.

A co do posta, który kierowałaś do mnie, nie będę go komentować, bo ja o jednym, a Ty o drugim i na siłe mi próbujesz wcisnąć tezę, że ja uważam, że wina za zdradę leży po stronie zdradzanej. CZĘŚCIOWA wina, tak.

288 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-06-17 16:50:02)

Odp: Kochanki, którym się udało
Teo napisał/a:

To nie usprawiedliwia Twojego męża, bo i on się zmienia, ale jednak, uważam, ze poza okazją jaka mu się napatoczyła musiał mieć powód.
Jak sie nie ma powodu, to się nie korzysta.

.

widziswz teo, taka jesteś zawsze zasadnicza, realistyczna i mocno stojąca na ziemi.
a jednak wierzysz, że zdrada ma wymiar przyczynowo-skutkowy

a ja powiem tak

a właśnie, że się korzysta Teo. jak jest okazja, To się korzysta
czy jest powód, czy go nie ma

289

Odp: Kochanki, którym się udało
End_aluzja napisał/a:
Teo napisał/a:

To nie usprawiedliwia Twojego męża, bo i on się zmienia, ale jednak, uważam, ze poza okazją jaka mu się napatoczyła musiał mieć powód.
Jak sie nie ma powodu, to się nie korzysta.

.

widziswz teo, taka jesteś zawsze zasadnicza, realistyczna i mocno stojąca na ziemi.
a jednak wierzysz, że zdrada ma wymiar przyczynowo-skutkowy

a ja powiem tak

a właśnie, że się korzysta Teo. jak jest okazja, To się korzysta
czy jest powód, czy go nie ma

Czasem jestem zasadnicza, a czasem nie. A to o korzystaniu wiesz z własnego doświadczenia? W sensie, ze jakby napatoczył się teraz przystojny facet, który Cię mocno pociąga, to skorzystałabyś? Bo się okazja nadarzyła?
Nie wiem jak to działa u Ciebie, ale ja miałam i mam wiele okazji, to samo mój obecny facet, a ten to w ogóle jakiś dziwny, bo panny do niego ciągną jak nie wiem co, ale ani on ani ja nie korzystamy choć okazji i możliwości wiele i jak to jest?

290

Odp: Kochanki, którym się udało
End_aluzja napisał/a:

smallangel-ja nie mam nic przeciwko tezie, że kryzysy i problemy w związku to zawsze wina dwóch stron
zdrada, jest wyborem takiej a nie innej drogi postępowania. i oczywiście, mozna dyskutować, co spowodowało, że zdradziłam. Ale zdradziłam dlatego, bo chciałam. równie dobrze mogłam do małżonka napisac list, jak mi zle, iśc na terapię i płakać w rekaw.. ale Wybrałam, że zdradzę.
nie zgadzam się z postawieniem tezy Teo - jeżeli partner zdradza, to ze mną jest powaznie coś nie tak
to z nim jest coś nie tak- jesli z całego arsenału (chociaz zdradę ciężko zaliczyć do arsenału sposobów radzenia sobie z kryzysem) wybrał właśnie zdradę

tak Endi o tym samym tutaj ciągle piszę...

ale oczywiście, jeżeli ktoś kto został zdradzony, chce widzieć to inaczej - jego sprawa,
bo że zdradzający obwinia za swoje łajdactwo małżonka/kę to wcale a wcale, mnie nie dziwi...;)

291

Odp: Kochanki, którym się udało
nikt72 napisał/a:

NIE BYWA pokazaniem drugiej stronie - że jak ci na mnie zalezy, to zawalczmy o nas
osoba, która zdradza robi to tylko i wyłącznie dla siebie

dokładnie...

292

Odp: Kochanki, którym się udało

In_ka,
z tym obwinianiem to jest tak jak z ta pewnoscia za malzonka

293

Odp: Kochanki, którym się udało

do Teo
no to po poznaniu lepszym twojej historii i ciebie w ten - mur beton ... przestaje wierzyć wink

294 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-06-17 18:34:40)

Odp: Kochanki, którym się udało
TEO50 napisał/a:

In_ka,
z tym obwinianiem to jest tak jak z ta pewnoscia za malzonka

i dlatego ja pewności nigdy nie miałam i mieć nie będę
a za mnie lepiej ...też nie mieć wink

hej TEO
ale mieszasz na tym forum fiu fiu wink
poczytałam wątek Dobrej

295

Odp: Kochanki, którym się udało
in_ka napisał/a:

do Teo
no to po poznaniu lepszym twojej historii i ciebie w ten - mur beton ... przestaje wierzyć wink

Czemu? o.O

296

Odp: Kochanki, którym się udało

Endi piszesz, ze Twojemu mezowi natrafila sie okazja i z niej skorzystał,  wybacz ale przez wczesniejsze lata malzenstwa, też mu sie natrafialy, bo nie wierzę ze majac taką kobietę przy boku jak Ty, jest jakimś ulomkiem. Pytanie czemu wtedy skorzystał?
Endi, zmieniłaś sie i on walczy o Was bo taka mu sie podobasz, a przede wszystkim uswiadomilas mu co moze stracić.

297

Odp: Kochanki, którym się udało

Myśle takata. Ze uświadomił sobie ze może mnie stracić. Taka jaka jestem...
Czy jaka byłam w czasie gdy mnie zdradzał.
Nie zdradzał mnie dlatego bo byłam taka jaka byłam.
Przestał mnie zdradzać bo byłam jaka byłam.
I nie dałam mu się bujac na dwa fronty. Gotowa na konsekwencje z tym związane. I o tym wiedział.

298

Odp: Kochanki, którym się udało

Ok Endi, jestes zdania ze romans meza Ciebie nie zmienił tylko jego świadomość że moze Cie stracić spowodowała,  że został.  Pewnie masz rację ale zdradzacze w 50% wola tą drugą opcję bo w związku im źle..

299

Odp: Kochanki, którym się udało

Takata. I dlatego, gdyby było mu złe. I romans byłby próba znalezienia sobie w życiu spełnienia. To bym odeszła. Bo nie chce żyć z kim komu ze mną złe.

300 Ostatnio edytowany przez smallangel (2014-06-17 21:20:43)

Odp: Kochanki, którym się udało
End_aluzja napisał/a:

smallangel-ja nie mam nic przeciwko tezie, że kryzysy i problemy w związku to zawsze wina dwóch stron
zdrada, jest wyborem takiej a nie innej drogi postępowania. i oczywiście, mozna dyskutować, co spowodowało, że zdradziłam. Ale zdradziłam dlatego, bo chciałam. równie dobrze mogłam do małżonka napisac list, jak mi zle, iśc na terapię i płakać w rekaw.. ale Wybrałam, że zdradzę.

Endi - a jak ktoś jest głuchy na to co mówi partner? Tak byłam GŁUCHA na to co mówi do mnie Mój Mąż. Mówił, mówił, aż wreszcie przestał, bo i po co było mówić, jak nikt tego nie słucha.

End_aluzja napisał/a:

nie zgadzam się z postawieniem tezy Teo - jeżeli partner zdradza, to ze mną jest powaznie coś nie tak
to z nim jest coś nie tak- jesli z całego arsenału (chociaz zdradę ciężko zaliczyć do arsenału sposobów radzenia sobie z kryzysem) wybrał właśnie zdradę

Jeżeli zdradza, to ze mną poważnie coś jest nie tak - tak tego nie definiuje. Ale, że miałam swoje za uszami - przyznaję rację.


End_aluzja napisał/a:

nie zgodze się na to, że moje niedociągnięcia, wady, braki jako partnera - SPOWODOWAŁY, że zdradził
bo 10% mniej tych wad spowodowałoby, że NIE ZDRADZIŁ?
gdybym rzadziej z nim rozmawiała, to by nie zdradził?
gdybym częsciej z nim rozmawiała - to by nie zdradził?

Wierzysz w to, smallangel?
wierzysz w to, że kiedy twój mąż miał okazję do romansu, to przeanalizował wasze relacje, znalazł w nim słabe punkty, zrobił analize SWOT i uznał, że ma prawo do zdrady, bo ty byłaś NIE TEGES?
bo ja się na to nie zgadzam

Masz prawo się nie zgodzić. Tak samo jak ja mam prawo do własnego zdania.
Wybacz - analizę naszego życia mam już za sobą.

End_aluzja napisał/a:

jakie to piękne, mądre i z piedestału - zdradził cię, bo jesteś beznadziejną partnerką, szmata i tłumokiem - coś z tobą nie tak.. bo jakiby z tobą było wszystko TAK, to by cię nie zdradził....

Nigdy nie usłyszałam z ust Mojego Męża, że jestem beznadziejną partnerką, tym bardziej szmatą czy tłumokiem.
Ale również nie byłam "idealną" - co niekiedy mi powiedział.

End_aluzja napisał/a:

smalangel - zgadzasz się z tym, że twój mąz cię zdradził bo na to zasłużyłaś, bo nie spełniałaś jego oczekiwań i nie zaspokajałas jego potrzeb?

Tak, zgadzam się.
Chociaż od Mojego Męża nigdy nie usłyszałam, że jestem winna zdrady.

I proszę nie narzucaj mi swojego zdania.
Zbyt mało wiesz o moim/naszym życiu by móc dywagować o nim.

301

Odp: Kochanki, którym się udało
End_aluzja napisał/a:

Takata. I dlatego, gdyby było mu złe. I romans byłby próba znalezienia sobie w życiu spełnienia. To bym odeszła. Bo nie chce żyć z kim komu ze mną złe.

Endi, Ty caly czas piszesz ze bylo ok, a on sie zgubił bo przeciez ma super babkę przy sobie. On jak poczuł ze moze Cie stracić to sie  opamiętał i trzeba im zdradzajacym dac odczuć co moga stracić..
Jestem innego zdania. Ze zdrady trzeba czerpac wnioski, bo jesli nie zrobimy nic, aby bylo lepij, to moze poprawa byc chwilowa..

302

Odp: Kochanki, którym się udało
takata napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

Takata. I dlatego, gdyby było mu złe. I romans byłby próba znalezienia sobie w życiu spełnienia. To bym odeszła. Bo nie chce żyć z kim komu ze mną złe.

Endi, Ty caly czas piszesz ze bylo ok, a on sie zgubił bo przeciez ma super babkę przy sobie. On jak poczuł ze moze Cie stracić to sie  opamiętał i trzeba im zdradzajacym dac odczuć co moga stracić..
Jestem innego zdania. Ze zdrady trzeba czerpac wnioski, bo jesli nie zrobimy nic, aby bylo lepij, to moze poprawa byc chwilowa..

Endi tak pisze, bo Endi do tej pory jeszcze nie zrobiła własnego rachunku sumienia smile Dla niej ona nic a nic nie ma sobie do zarzucenia, nawet pierdoły, a on poszedł w bok bo mógł, end of story.

Czasem się zastanawiam, czy to był jego pierwszy i ostatni raz, czy był to raz, który po prostu wyszedł na jaw...

303 Ostatnio edytowany przez smallangel (2014-06-17 21:23:23)

Odp: Kochanki, którym się udało
takata napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

Takata. I dlatego, gdyby było mu złe. I romans byłby próba znalezienia sobie w życiu spełnienia. To bym odeszła. Bo nie chce żyć z kim komu ze mną złe.

Endi, Ty caly czas piszesz ze bylo ok, a on sie zgubił bo przeciez ma super babkę przy sobie. On jak poczuł ze moze Cie stracić to sie  opamiętał i trzeba im zdradzajacym dac odczuć co moga stracić..
Jestem innego zdania. Ze zdrady trzeba czerpac wnioski, bo jesli nie zrobimy nic, aby bylo lepij, to moze poprawa byc chwilowa..

Otóż to.

304 Ostatnio edytowany przez takata (2014-06-17 21:33:48)

Odp: Kochanki, którym się udało

Wiesz Teo, czytam wątek Dobrej i daleka jestem od tego, aby obarczyc ją winą za zdradę męża,  ale ufając że im sie uda, myślę ze czeka ich duzo pracy nad sobą,  oboje...
Nie zgadzam się z Endi, że bedzie to na zasadzie " Jakiego mnie stworzyłeś takiego mnie masz" i zobacz co mogles stracić.  Dla mnie zwiazek to partnerstwo i trzeba kazdej trudnosci stawic czoła - rozmową,  wnioskami i zmianą siebie a nie tylko partnera.
Endi nie odniosla sie do moich słów,  ze trzeba w zwiazku nadążyć za naszą połówka,  a przynajmniej starać się być... być przyjacielem..

305

Odp: Kochanki, którym się udało
takata napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

Takata. I dlatego, gdyby było mu złe. I romans byłby próba znalezienia sobie w życiu spełnienia. To bym odeszła. Bo nie chce żyć z kim komu ze mną złe.

Endi, Ty caly czas piszesz ze bylo ok, a on sie zgubił bo przeciez ma super babkę przy sobie. On jak poczuł ze moze Cie stracić to sie  opamiętał i trzeba im zdradzajacym dac odczuć co moga stracić..
Jestem innego zdania. Ze zdrady trzeba czerpać wnioski, bo jesli nie zrobimy nic, aby bylo lepij, to moze poprawa byc chwilowa..

Przepraszam, że się wtrącę, ale z tego co ja zrozumiałam to mąż End_aluzji nie miał romansu, tylko przelotną przygodę z koleżanką z pracy. Nie nazywajmy kilku razowego seksu bez zobowiązań romansem. To tak jak by z powodu pójścia z kimś parę razy do łóżka nazywać swoim chłopakiem(partnerem). Romans to jednak coś więcej. I też uważam, że mężczyźni wikłają się w takie przelotne historie nawet jeśli w związku jest ok.
Ja uważam, że mąż End_aluzji nie wdałby się w prawdziwy romans, bo ona jest na tyle silną osobowością, że w relacjach z nią nie ma emocjonalnie miejsca na trzecią osobę.

Swego czasu dużo podróżowałam i miałam okazję poznać wielu cudzych mężów na delegacjach, i mogę wam powiedzieć, iż większość uroczych czterdziestoletnich mężów jest bardzo otwartych na "nowe znajomości", szczególnie ze sporo młodszą kobietą. Tacy są faceci, może nie wszyscy, ale większość.

Dlaczego maż End_aluzji ją zdradził? To już on wie najlepiej, ja jednak, po tym co co i jak pisze End_aluzja twierdzę, że głównie się na to zdecydował, bo była okazja i on  liczył, że ona się nie dowie. Monogamię mężczyźni narzucają sobie pod wpływem kobiet. Większość facetów w związkach z kilkunastoletnim stażem, gdyby mieli pewność, że to nie wpłynie negatywnie na ich związek ucinałoby sobie takie przygody dla rozrywki całkiem regularnie. Seks to tylko seks. A facet się otrzepie pójdzie dalej i nijak go wiąże ze swoim stałym związkiem.

306

Odp: Kochanki, którym się udało
Szarlotkanagorąco napisał/a:

Swego czasu dużo podróżowałam i miałam okazję poznać wielu cudzych mężów na delegacjach, i mogę wam powiedzieć, iż większość uroczych czterdziestoletnich mężów jest bardzo otwartych na "nowe znajomości", szczególnie ze sporo młodszą kobietą. Tacy są faceci, może nie wszyscy, ale większość.

Dlaczego maż End_aluzji ją zdradził? To już on wie najlepiej, ja jednak, po tym co co i jak pisze End_aluzja twierdzę, że głównie się na to zdecydował, bo była okazja i on  liczył, że ona się nie dowie. Monogamię mężczyźni narzucają sobie pod wpływem kobiet. Większość facetów w związkach z kilkunastoletnim stażem, gdyby mieli pewność, że to nie wpłynie negatywnie na ich związek ucinałoby sobie takie przygody dla rozrywki całkiem regularnie. Seks to tylko seks. A facet się otrzepie pójdzie dalej i nijak go wiąże ze swoim stałym związkiem.

A jak myślisz, jakie zdanie mieli by ci czterdziestoletni mężowie, gdyby ich żony tak samo się zachowywały?

I jeszcze jedno. Co myślisz o tych facetach? Pytam tak z ciekawości, bo z tego co piszesz, dużo widziałaś.

307

Odp: Kochanki, którym się udało
Szarlotkanagorąco napisał/a:

Większość facetów w związkach z kilkunastoletnim stażem, gdyby mieli pewność, że to nie wpłynie negatywnie na ich związek ucinałoby sobie takie przygody dla rozrywki całkiem regularnie. Seks to tylko seks. A facet się otrzepie pójdzie dalej i nijak go wiąże ze swoim stałym związkiem.

oczywista oczywistość wink

308

Odp: Kochanki, którym się udało

dobry obyczaj nakazuje pisac/mowic do kogos  - a nie o kims - w obecnosci tego kogos.
Zakladajac, ze Endaluzja jest obecna w tym watku mozna ja zapytac wprost w sprawie czy jej maz zdradzil raz czy kilka.
Nie masz odwagi Teo?
To jest wbijanie noza w plecy  - sugestia, ze maz zdradzil Endi wiecej niz raz.Nawet jesli to jest w formie pytania. Nalezy sie za to przepraszam.
Teo, ranisz Endaluzje bo sie z Toba nie zgadza?

309

Odp: Kochanki, którym się udało
Dominisia21 napisał/a:

A jak myślisz, jakie zdanie mieli by ci czterdziestoletni mężowie, gdyby ich żony tak samo się zachowywały?

za ździry ostatnie by je uważali... chociaż coraz więcej kobiet zaczyna korzystać z takich możliwości a co tam, jest okazja zabawie się  - świat się zmienia...może i dobrze

310 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-06-17 22:04:17)

Odp: Kochanki, którym się udało
Miriamm napisał/a:

dobry obyczaj nakazuje pisac/mowic do kogos  - a nie o kims - w obecnosci tego kogos.
Zakladajac, ze Endaluzja jest obecna w tym watku mozna ja zapytac wprost w sprawie czy jej maz zdradzil raz czy kilka.
Nie masz odwagi Teo?
To jest wbijanie noza w plecy  - sugestia, ze maz zdradzil Endi wiecej niz raz.Nawet jesli to jest w formie pytania. Nalezy sie za to przepraszam.
Teo, ranisz Endaluzje bo sie z Toba nie zgadza?

Mam dokładnie to samo zdanie...to nóż w plecy...jestem zniesmaczona,  Endi nie zasłużyła sobie na to.

311

Odp: Kochanki, którym się udało
Miriamm napisał/a:

dobry obyczaj nakazuje pisac/mowic do kogos  - a nie o kims - w obecnosci tego kogos.
Zakladajac, ze Endaluzja jest obecna w tym watku mozna ja zapytac wprost w sprawie czy jej maz zdradzil raz czy kilka.
Nie masz odwagi Teo?
To jest wbijanie noza w plecy  - sugestia, ze maz zdradzil Endi wiecej niz raz.Nawet jesli to jest w formie pytania. Nalezy sie za to przepraszam.
Teo, ranisz Endaluzje bo sie z Toba nie zgadza?

dobry obyczaj na forum coraz bardziej zanika ... zauważacie

312

Odp: Kochanki, którym się udało

Przepraszam Cie za to co napisze, bo rozumiem, że Twój post jest w "obronie" Endi, ale
1. Nikt jej nie atakuje
2. To madra i silna osobowość
3. Dowalilas jej teraz okropnie bo
- kilkurazowy seks z kolezanka bez zobowiazan to nic, bo ona moze sie nie dowie?  Sorrki to albo on jest idiotą albo nie szanuje Endi.
-jej mąż nie miałby romansu bo Endi jest zbyt silną osobowością - sugerujesz że sie jej boi?
Wiesz, jak tak chcesz "bronić" Endi, to wybacz, ale sama sobie lepiej radzi..
U nich romans to bylo nic nie znaczacego dla jej męża,  ale skoro Endi, radzi Dobrej jak wyjść z godnością z romansu na serio, to dla mnie to dwa inne "swiaty", to ja rozpatruje jej poglady nie tylko w odczuciu własnych doznań. ?

313 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2014-06-17 22:31:05)

Odp: Kochanki, którym się udało
in_ka napisał/a:
Dominisia21 napisał/a:

A jak myślisz, jakie zdanie mieli by ci czterdziestoletni mężowie, gdyby ich żony tak samo się zachowywały?

za ździry ostatnie by je uważali... chociaż coraz więcej kobiet zaczyna korzystać z takich możliwości a co tam, jest okazja zabawie się  - świat się zmienia...może i dobrze

Właśnie też coś mi się tak wydaje... ale chcę się upewnić. Może się mylę...

Jeśli chodzi o tych mężów co się zabawiają, to im życzę, żeby ich żony też się tak zabawiały. A dlaczego? Bo w ten sposób trafiłby swój na swego, i byłoby chociaż sprawiedliwie, bo o to mi chodzi. A nie że jedno może, a drugie nie. Niech małżonkowie mają równe prawa. wink

314

Odp: Kochanki, którym się udało
takata napisał/a:

Przepraszam Cie za to co napisze, bo rozumiem, że Twój post jest w "obronie" Endi, ale
1. Nikt jej nie atakuje
2. To madra i silna osobowość
3. Dowalilas jej teraz okropnie bo
- kilkurazowy seks z kolezanka bez zobowiazan to nic, bo ona moze sie nie dowie?  Sorrki to albo on jest idiotą albo nie szanuje Endi.
-jej mąż nie miałby romansu bo Endi jest zbyt silną osobowością - sugerujesz że sie jej boi?
Wiesz, jak tak chcesz "bronić" Endi, to wybacz, ale sama sobie lepiej radzi..
U nich romans to bylo nic nie znaczacego dla jej męża,  ale skoro Endi, radzi Dobrej jak wyjść z godnością z romansu na serio, to dla mnie to dwa inne "swiaty", to ja rozpatruje jej poglady nie tylko w odczuciu własnych doznań. ?

Sorry ale nie wiedzialm, ze tyle postów sie na mnożyć,  moja odpowiedz tyczy sie postu szarlotkinagoraco.

315 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-06-17 22:42:50)

Odp: Kochanki, którym się udało

Teo. No wiesz. Żyje z nim wiele lat. Pewnie ze po x latach nasz związek miał deficyty... Po pierwsza znana jestem jak własna ręka. Niestety choćbym się ubrała w najbardziej fikusny strój i odegrała 500 twarzy greya to i tak jestem ja. Znana od lat. Podobna do siebie.
Zakładasz ze uważam się za święta krowę która nie ma skłonności do refleksji i nie jest gotowa na własny rozwój? No jasne. Bo przecież moja życiowa dewiza jest ze nie jestem nerwowa ja tylko żywo reaguje na inne prawdy nic moja własna. Czyż nie?
Założenie ze żyje w związku w którym dostrzegam czubek własnego nosa i własne potrzeby jest o tyle bez sensu ze ja wiem i czuje co to związek. Nie " grałam" zdrada męża. Nie pogrywalam na nim. Dałam mu prawo wyboru i je uszanowalam.
Takie samo prawo wyboru miałam ja.
Wiem teo czym jest rozwój. Wiem czym jest zmiana. Wiem ze czasami cieżko nam iść do przodu. A czasami musimy pozostawić ten krok do przodu.
Ale nie udaje. Nie gram silniejszej niż jestem. Nie ukrywam swoich emocji i nie trzymam się raz obranej drogi. O czym teo wiesz bo był moment ze aktywnie towarzyszylas moim rozterkom

Nie znalazłam złotego sposobu na zdradę. Spróbowałam sobie z nią poradzić i dalej żyć. Spróbowałam zrobić to ze świadomością ze zanim spróbuje sama dam szanse nam. I miałam do tego prawo. Tak samo jak mój maź miał do tego prawo. Czy zdrada nas zmieniła? No jasne!
Czy w wyniku zdrady wyciągnęłam wnioski, ze żeby maź mnie nie zdradził muszę wybielic żeby i częściej mowić mu jesteś boski i seksowny? NIE!
Zdrada nie jest czymś co uczy metod jej zapobiegania przewidywania i stawiania się ideałem którego nie wolno zdradzić.
Zdrada jest czymś nieuczciwym niesprawiedliwym co obraca nasze życie do góry nogami. I musimy uczyć się od nowa dotykać. Z poczuciem strachu. Ze znowu dotyk nas oparzy, zaboli, zrani...
Czy mogłam zdradzie zapobiec? Nie.
Czy miałam wpływ na decyzje męża ze mnie zdradzi? Nie.
Czy maź w momencie zdrady myślał o mnie? Nie.

Czy mój maź mnie zdradza? Nie.
Bo gdyby zdradzał nie bylibyśmy razem. Rozumiesz teo? Przecież to takie proste i oczywiste...
Czy mój maź zdradzał mnie wcześniej? Nie. Bo jakby to była kolejna zdrada to bym nie była już przecież z nim.
Czy możliwe jest ze czegoś nie wiem? Ze nie znam mojego męża? Ze nie jestem w stanie pojąć jego potrzeb i motywacji? No jasne. Ale to oczywiste.
Mój maź jest nie zależnym ode mnie zintegrowanym i samodzielnym człowiekiem który podejmuje decyzje o swoim życiu wartościach i ich realizacjizz
Tak samo ty teo nie znasz swojego wybranka i nie możesz w żaden sposób przewidzieć czy jutro rano wstanie z przeziębieniem czy spotka może kobietę na szybki numerek. Nie wiesz tego teo. I nigdy się nie dowiesz. A jeśli uważasz inaczej to prędzej czy pózniej życie to zweryfikuje.

Bo mój życiowy parter to człowiek który mnie kocha i którego ja kocham. Który gotów jest iść przez życie ze mną i budzić się rano przy mnie ciesząc się ze jestem przy nim w łóżku... Człowiek który rozumie ze każdego dnia budzimy się trochę bardziej niedbali i zmarszczeni niż dnia poprzedniego. A jednak wybrali siebie.
I to wybrali to słowo klucz. I wybierają każdego dnia.
Mój maź wie co jest dla mnie ważne i co cenie. I jeśli mnie kocha to szanuje moje potrzeby.
A jeśli tak nie jest. Jeśli mnie zdradza. To moja miłość i przekonanie o moim swietokrowstwie w niczym nie pomoże. To jaka jestem i jaka nie jestem w niczym nie pomoże. Bo kocha mnie taka jaka jestem a nie za to jaka jestem.
Teo. Ja to rozumiem. Bo kocham go takiego jakim jest. Niedoskonałego słabego i takiego który mnie zranił. Nie kocham go za to ze jest ideałem który staje na wysokości zadania je mi z łapki i dostosowuje się do moich potrzeb żebym ja była szczęśliwa spełniona i nie chciała go zdradzać...
Kocham bo taki jest.

I dlatego rozumiem to ze jeśli mnie kocha- to nie pod warunkiem ze będę taka jaka w tym momencie potrzebuje. Ale wtedy gdy będę sobą.
A jeśli to nie te kobietę chce kochać. To choćbym stanęła na głowie. Nie będę kim innym

316

Odp: Kochanki, którym się udało

Niezależnie jak ktoś odebrał to co napisałam chciałam tylko powiedzieć, że ja generalnie bardzo popieram to co mówi End_aluzja. I to miałam na myśli. Ale też chciałam dodać, że na pewno wmawiania komuś odpowiedzialności, za coś czego nie kontroluje jest bezpodstawne i szkodliwe.

317 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-06-17 22:56:33)

Odp: Kochanki, którym się udało

Dziękuje ci szarlotko za twój wpis i ja go odczytałam nie jako atak. Ja faktycznie nie zderzylam się z tym ze mój maź się zakochał i ze musiałam czekać na jego decyzje. Nie musiałam się miotać i zastanawiać co zrobić.
Oczywiście było we mnie przekonanie ze niepewność tez oznacza wybór. I to ten ze odchodzi.
Ale nie wiem jakbym postąpiła...
Nie mogę tego wiedzieć. Mogę spekulować. I zastanawiać się nad tym.
Ale nie wiem.

318

Odp: Kochanki, którym się udało

Tak myślę Szarlotko, że chciałaś pomóc,  ale jak to czasem bywa, za to co napisalas zebralo sie Teo..
Mamy inne zdanie z Endi bo ona pisze o skutkach zdrady a ja o przyczynach.. albo na odwrót ;-)
ale to nie znaczy że jestem jej nieprzychylna.

319

Odp: Kochanki, którym się udało

Mądre dojrzałe osoby szybko wychodzą z tej przypadłości odczuwania winy za zdradę ponieważ dorośleją. Ja znam związek idealny w którym mimo to dochodziło do zdrad.

Posty [ 261 do 320 z 320 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochanki, którym się udało

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026