A moze jestes cwansza i zwyczajnie chlopa ubieglas?
Ciągle masz nadzieję, że jednak znajdziesz jakiś haczyk?
"Chłop" mieszka kilka ulic dalej i wciąż mamy kontakt - chcesz numer telefonu do niego żeby się dowiedzieć jakie "piekło" mu zafundowałam?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochanki, którym się udało
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
A moze jestes cwansza i zwyczajnie chlopa ubieglas?
Ciągle masz nadzieję, że jednak znajdziesz jakiś haczyk?
"Chłop" mieszka kilka ulic dalej i wciąż mamy kontakt - chcesz numer telefonu do niego żeby się dowiedzieć jakie "piekło" mu zafundowałam?
Podobne tematy
Iceni, niezależnie od tego jak wielkie przestępstwo popełniłaś to podziwiam że dajesz się teraz tak opluwać.
Iceni, czemu ty jesteś taka nerwowa. Jakbyś się cały czas kłóciła. Po co Ci te plotki, bo ona taka i taka. Ludzie różnie mówią.
niunia77 napisał/a:A moze jestes cwansza i zwyczajnie chlopa ubieglas?
Ciągle masz nadzieję, że jednak znajdziesz jakiś haczyk?
"Chłop" mieszka kilka ulic dalej i wciąż mamy kontakt - chcesz numer telefonu do niego żeby się dowiedzieć jakie "piekło" mu zafundowałam?
Jaki haczyk? Po co mi to. Plujesz jadem i tyle.
Za numer tez dziekuje, nie skorzystam.
skąd w tobie taka potrzeba upokarzania żon ?
naprawdę myślisz że wszystkie są sukami ,idiotkami ,zołzami?
moge zapytac?
skad w Tobie taka nienawisc do kochanek?
myslisz ze wstystkie da sukami, udiotkami zolzami?
TEO
Iceni oj zdziwisz się
nie dziś , nie ,jutro ,może nie za rok , ale w tedy , gdy się najmniej będziesz spodziewać całe zło wróci do ciebie z podwojoną siłą
skromne pytanie?
zdziwilas sie?
TEO
Miałam w rodzinie przypadek "kochanki,której się udało".
Pobrali się,urodziła się im córka i po 11 latach małżeństwa-kobitka została wdową.
Między nimi była spora rożnica wieku i mąż "wybrał dobry moment na śmierć",bo...cytat:"nie musiałabym opiekować sie starym dziadem".
Życie lubi zaskakiwać!
Iceni, czemu ty jesteś taka nerwowa. Jakbyś się cały czas kłóciła. Po co Ci te plotki, bo ona taka i taka. Ludzie różnie mówią.
Ale o jakich ty plotkach znów piszesz? Bo teraz to już nie nadążam...
A nerwowa nie jestem. Taki mam sposób pisania, nie tylko w tym temacie.
wina kochanek dla mnie polega na tym, ze wiążą się z żonatym mężczyzną ... proste jak budowa młotka
mysle Inka, ze na czole nikt nie ma wypisane...jestem zonaty. Obraczki wychodza z mody. podobnoz.. ja moja przestalem nosic gdy zona juz dawno przestala nosic.
tak naprawde w chwili poznania nie wiadomo po czym poznac zonatego mezczyzne, a watpie ze ktorys tak od razu mowil: "uwazaj jestem zonaty", podobnie jak zaden nie mowi: "uwazaj jestem kawalerem..."
Czasami bywa tak ze jak sie juz tego faceta troche pozna to wtedy i sie dowiaduje ze jest on zonaty. Bedac zonaty jeszcze mi sie nie zdazylo ze gdy to powiedzialem pani jakas zwiala z krzykiem TY swinio!!!!!!!!!!
Badz pewna, ze zaden mezczyzna gdy sie zdecydowal na krok zdrada, to nie wywala od razu ze jest zonaty, a raczej zalezy mu sie na przedstawieniu siebie w dobrym swietle. Zreszta nie ma niekiedy takiej potrzeby, bo "chemia" dziala bez wzgledu na to czy jest sie wolnym czy zajetym.
Ktos pisal o jakims misku.... no tak jakby na to nie patrzec sa malzenstwa ktore produkuja miskow. Podobnie jak biedna skatowane kobiety, zeszmacone i sponiewierane. Oczywiscie talko nasz subiektywizm pozwala nam sie uzalic nad zeszmacona sponiewierana kobieta, a nie nad rozbuchanym miskiem.
Mechanizmy tutaj dzialajace sa podobne. Nikt ale to naprawde nikt tutaj z piszacych nie ma zadnego prawa powiedziec ze ktos w malzenstwie ma sie czuc tak a nie inaczej. To jest tylko i wylaczna sprawa tych dwojga w malzenstwie.
Wolno nam powiedziec.. ja bym sie tak a tak czula, lub ja bym tak a tak to odbieral.
Forum takie a nie inne, kobiety opuszczone przez mezczyzn, wiec empatia i sympatia do rogaczek wieksza.
A zereszta dla wszystkich czytelniczek, moze przadatne, zaslyszane gdzies, podobno tak mowia wlosi:
"wszystkie kobiety to kur..wy, tylko moja matka jest swieta!!"
TEO
mala82 napisał/a:skąd w tobie taka potrzeba upokarzania żon ?
naprawdę myślisz że wszystkie są sukami ,idiotkami ,zołzami?moge zapytac?
skad w Tobie taka nienawisc do kochanek?
myslisz ze wstystkie da sukami, udiotkami zolzami?
TEO
ja nic takiego nie napisałam jestem po prostu ciekawa więc pytam
gdzie niby mam taką możliwość jak nie tu
ale nie obrażam nie ubliżam po prostu zadaje pytanie
I tak TEO zdziwiłam się bardzo
No to ponawiam pytanie: co takiego złego robią zdradzane żony, że zło do nich wraca i małżeństwo w perz idzie?
I dlaczego to wina kochanek? W końcu niewiele z nich ma Karma na imię ;P
wiesz Iceni, powaznie to mysle ze czasami zony uwazaja ze maz im juz nie potrzebny, a raczej jakis super przyjaciel. W kazdym badz razie na 100% zdradzone zony robia akurat to czego ich mezowie nie oczekuja i na 100& nie robia tego czego ich mezowie oczekuja ;-)
ja pierdzu, jak ten DObry Duszek FOrum do mnie nie pasuje!!!, a moze czasem tak!!! ;-))
Iceni oj zdziwisz się
nie dziś , nie ,jutro ,może nie za rok , ale w tedy , gdy się najmniej będziesz spodziewać całe zło wróci do ciebie z podwojoną siłą
Hmm, idąc tym tropem, zastanów się proszę co też takiego uczyniłaś, że karma wróciła i mąż Cię tak boleśnie doświadczył?
a co powiecie na taką historię.....
romans, który trwa kilkanaście lat....z małymi przerwami....w tym...ślub, rozwód, dzieci....
i wciąż się okazuje, że nie mogą się zgrać.... ze za każdym razem zdarza się coś takiego, że nie mogą być razem...
więc się spotykają raz na jakiś czas....czasami gdzieś razem pojadą...
rozstawali się dziesiątki razy
obiecywali sobie, że to koniec...
a później mija czas....i tęsknota jest silniejsza
ja myślicie? uzależnienie, głupota czy miłość?
lubią się...bardzo...
mala82 napisał/a:Iceni oj zdziwisz się
nie dziś , nie ,jutro ,może nie za rok , ale w tedy , gdy się najmniej będziesz spodziewać całe zło wróci do ciebie z podwojoną siłąA piszesz to dlatego, że wierzysz w to uniwersalne prawo rządzące Wszechświatem czy po prostu z czystej złośliwości, by poczuć się przez chwilę lepiej i by samej sobie dać nadzieję na "sprawiedliwość", która spotka za jakiś czas wszystkie kochanki byłe i obecne, ale to totalnie wszystkie (bo one są takie same, a ich sytuacje niczym się przecież wg ciebie nie różniły)?
Czytam sobie wątki na forum i zastanawia mnie, ale pewnie nie jest to oryginalne, dlaczego żony kochankom życzą by karma do nich wróciła, natomiast zdradzającym je z premedytacją mężom by żyli długo i szczęśliwie, oczywiście przy ich boku...
in_ka napisał/a:wina kochanek dla mnie polega na tym, ze wiążą się z żonatym mężczyzną ... proste jak budowa młotka
mysle Inka, ze na czole nikt nie ma wypisane...jestem zonaty. Obraczki wychodza z mody. podobnoz.. ja moja przestalem nosic gdy zona juz dawno przestala nosic.
tak naprawde w chwili poznania nie wiadomo po czym poznac zonatego mezczyzne, a watpie ze ktorys tak od razu mowil: "uwazaj jestem zonaty", podobnie jak zaden nie mowi: "uwazaj jestem kawalerem..."Czasami bywa tak ze jak sie juz tego faceta troche pozna to wtedy i sie dowiaduje ze jest on zonaty. Bedac zonaty jeszcze mi sie nie zdazylo ze gdy to powiedzialem pani jakas zwiala z krzykiem TY swinio!!!!!!!!!!
Badz pewna, ze zaden mezczyzna gdy sie zdecydowal na krok zdrada, to nie wywala od razu ze jest zonaty, a raczej zalezy mu sie na przedstawieniu siebie w dobrym swietle. Zreszta nie ma niekiedy takiej potrzeby, bo "chemia" dziala bez wzgledu na to czy jest sie wolnym czy zajetym.
Ktos pisal o jakims misku.... no tak jakby na to nie patrzec sa malzenstwa ktore produkuja miskow. Podobnie jak biedna skatowane kobiety, zeszmacone i sponiewierane. Oczywiscie talko nasz subiektywizm pozwala nam sie uzalic nad zeszmacona sponiewierana kobieta, a nie nad rozbuchanym miskiem.
Mechanizmy tutaj dzialajace sa podobne. Nikt ale to naprawde nikt tutaj z piszacych nie ma zadnego prawa powiedziec ze ktos w malzenstwie ma sie czuc tak a nie inaczej. To jest tylko i wylaczna sprawa tych dwojga w malzenstwie.Wolno nam powiedziec.. ja bym sie tak a tak czula, lub ja bym tak a tak to odbieral.
Forum takie a nie inne, kobiety opuszczone przez mezczyzn, wiec empatia i sympatia do rogaczek wieksza.
A zereszta dla wszystkich czytelniczek, moze przadatne, zaslyszane gdzies, podobno tak mowia wlosi:
"wszystkie kobiety to kur..wy, tylko moja matka jest swieta!!"
TEO
TEO marudzisz i tyle...
jeżeli wchodzę w romans z facetem, jasno określam czy jest wolny czy żonaty - dla chcącego nic trudnego
jeżeli mnie oszukał, bo pytałam a powiedział nieprawdę kończę imprezkę, bo z oszustami się nie zadaję
każdy sam sobie ustala zasady ... proste
co tobie się zdarzyło - nie wiem, wiesz ty ... ja wiem, co mnie i jakie ja mam zasady
zdradziłeś swoją żonę - ok, twoja broszka ale nie szukaj na siłę usprawiedliwienia lub swoich racji... bo każdy ma swoje
mala82 napisał/a:skąd w tobie taka potrzeba upokarzania żon ?
naprawdę myślisz że wszystkie są sukami ,idiotkami ,zołzami?moge zapytac?
skad w Tobie taka nienawisc do kochanek?
myslisz ze wstystkie da sukami, udiotkami zolzami?
TEO
Oczywiście, że tak myśli...
W końcu jej ukochany i zakochany w niej bez pamięci mąż dał się uwieść tej wrednej zołzie, która pewnie go gwałciła i wykorzystała jego popęd...
Czytam sobie wątki na forum i zastanawia mnie, ale pewnie nie jest to oryginalne, dlaczego żony kochankom życzą by karma do nich wróciła, natomiast zdradzającym je z premedytacją mężom by żyli długo i szczęśliwie, oczywiście przy ich boku...
a to faktycznie ciekawe...
czegojasiespodziewalam napisał/a:Czytam sobie wątki na forum i zastanawia mnie, ale pewnie nie jest to oryginalne, dlaczego żony kochankom życzą by karma do nich wróciła, natomiast zdradzającym je z premedytacją mężom by żyli długo i szczęśliwie, oczywiście przy ich boku...
a to faktycznie ciekawe...
To proste. Parterka gotuje, opiera, czasami utrzymuje bo on studiuje by miec lepsza i bardziej płatna prace, znosi jego fochy i zrzędzenia, idzie na kompromisy, uczy go przez lata jak sie dogadywac i isc na ustepstwa (ucza sie własciwie razem) A pozniej jaka cizia bierze facteta ułożonego i gotowego do życia, który wie jaka jest kobieta i czym sie przejmowac a czym nie. No Kurnnaaa....
To proste. Parterka gotuje, opiera, czasami utrzymuje bo on studiuje by miec lepsza i bardziej płatna prace, znosi jego fochy i zrzędzenia, idzie na kompromisy, uczy go przez lata jak sie dogadywac i isc na ustepstwa (ucza sie własciwie razem) A pozniej jaka cizia bierze facteta ułożonego i gotowego do życia, który wie jaka jest kobieta i czym sie przejmowac a czym nie. No Kurnnaaa....
a ja myślę, że łatwiej jest przerzucić winę na kochankę, żeby dać radę żyć z tym zdradzaczem dalej, bo jakoś trzeba sobie poradzić ...
taki mechanizm obronny
in_ka napisał/a:czegojasiespodziewalam napisał/a:Czytam sobie wątki na forum i zastanawia mnie, ale pewnie nie jest to oryginalne, dlaczego żony kochankom życzą by karma do nich wróciła, natomiast zdradzającym je z premedytacją mężom by żyli długo i szczęśliwie, oczywiście przy ich boku...
a to faktycznie ciekawe...
To proste. Parterka gotuje, opiera, czasami utrzymuje bo on studiuje by miec lepsza i bardziej płatna prace, znosi jego fochy i zrzędzenia, idzie na kompromisy, uczy go przez lata jak sie dogadywac i isc na ustepstwa (ucza sie własciwie razem) A pozniej jaka cizia bierze facteta ułożonego i gotowego do życia, który wie jaka jest kobieta i czym sie przejmowac a czym nie. No Kurnnaaa....
W moim odczuciu to wcale nie jest proste...
Tłumaczyłabym to raczej strachem przed spojrzeniem prawdzie w oczy... Znacznie łatwiej zaciemnić obraz przekształcając go tak, by było nam lżej i by mniej bolało... Nie mam siły odejść, więc wybaczam i zostaję, ale zostać z mężem skurw... pewnie trudniej niż z mężem ofiarą jakiejś kur...
in_ka napisał/a:czegojasiespodziewalam napisał/a:Czytam sobie wątki na forum i zastanawia mnie, ale pewnie nie jest to oryginalne, dlaczego żony kochankom życzą by karma do nich wróciła, natomiast zdradzającym je z premedytacją mężom by żyli długo i szczęśliwie, oczywiście przy ich boku...
a to faktycznie ciekawe...
To proste. Parterka gotuje, opiera, czasami utrzymuje bo on studiuje by miec lepsza i bardziej płatna prace, znosi jego fochy i zrzędzenia, idzie na kompromisy, uczy go przez lata jak sie dogadywac i isc na ustepstwa (ucza sie własciwie razem) A pozniej jaka cizia bierze facteta ułożonego i gotowego do życia, który wie jaka jest kobieta i czym sie przejmowac a czym nie. No Kurnnaaa....
To nie partnerka. To mamusia...
zbojnicka napisał/a:To proste. Parterka gotuje, opiera, czasami utrzymuje bo on studiuje by miec lepsza i bardziej płatna prace, znosi jego fochy i zrzędzenia, idzie na kompromisy, uczy go przez lata jak sie dogadywac i isc na ustepstwa (ucza sie własciwie razem) A pozniej jaka cizia bierze facteta ułożonego i gotowego do życia, który wie jaka jest kobieta i czym sie przejmowac a czym nie. No Kurnnaaa....
a ja myślę, że łatwiej jest przerzucić winę na kochankę, żeby dać radę żyć z tym zdradzaczem dalej, bo jakoś trzeba sobie poradzić ...
taki mechanizm obronny
Nie rozumiem, kochanka zawsze jest bez bez winy? Człowiek nie jest z marmuru, nie urodzil sie z silna wolna wola i twardymi zasadami moralnymi.
Nowo poznana cizia partnera (załóżmy ze cizia wie od któregoś spotkania ze facet jest w zwiazku) powinna trzymac dystatns a nie krecic dupa i podnosic z podlogi okruszki by uwidocznic jeszcze bardziej swoje piersi.
Nie rozumiem, kochanka zawsze jest bez bez winy? Człowiek nie jest z marmuru, nie urodzil sie z silna wolna wola i twardymi zasadami moralnymi.
Nowo poznana cizia partnera (załóżmy ze cizia wie od któregoś spotkania ze facet jest w zwiazku) powinna trzymac dystatns a nie krecic dupa i podnosic z podlogi okruszki by uwidocznic jeszcze bardziej swoje piersi.
chyba się nie zrozumiałyśmy...
mnie chodziło o to, że nie tylko to co napisałaś ale i fakt poradzenia sobie z sytuacją zdrady...
zbojnicka napisał/a:in_ka napisał/a:a to faktycznie ciekawe...
To proste. Parterka gotuje, opiera, czasami utrzymuje bo on studiuje by miec lepsza i bardziej płatna prace, znosi jego fochy i zrzędzenia, idzie na kompromisy, uczy go przez lata jak sie dogadywac i isc na ustepstwa (ucza sie własciwie razem) A pozniej jaka cizia bierze facteta ułożonego i gotowego do życia, który wie jaka jest kobieta i czym sie przejmowac a czym nie. No Kurnnaaa....
To nie partnerka. To mamusia...
Absolutnie sie z Toba nie zgodze. I własnie dogodzic facetom. Ta za duzo gotuje , ta za malo lub w ogole. Wspiera nie wspiera, sprzat nie sprzata. Zauważ ze męzczyzni odchodzac od swych mam sa gotowi na zwiazki -partnerstwo, otóz nie.
A czy zawsze musi być zawsze? Nie może być czasem tak, czasem inaczej?
Czy nie ma innej opcji niż ta, że z a w s z e albo białe, albo czarne?
Może czasem winna jest kochanka, bo wykorzystuje sytuacje.
Może czasem jest winny maż, bo idzie na łatwiznę.
Może czasem winna jest żona, bo ma męża w d**ie?
A może jednak winna jest kochanka, bo sięga po nieswoje?
A może jednak winny jest mąż, bo łamie przysięgę?
A moze jednak winna jest żona, bo bardziej jej odpowiada rola mamuśki niż seksownej zony?
A moze wszyscy są winni po trochu?...
in_ka napisał/a:zbojnicka napisał/a:To proste. Parterka gotuje, opiera, czasami utrzymuje bo on studiuje by miec lepsza i bardziej płatna prace, znosi jego fochy i zrzędzenia, idzie na kompromisy, uczy go przez lata jak sie dogadywac i isc na ustepstwa (ucza sie własciwie razem) A pozniej jaka cizia bierze facteta ułożonego i gotowego do życia, który wie jaka jest kobieta i czym sie przejmowac a czym nie. No Kurnnaaa....
a ja myślę, że łatwiej jest przerzucić winę na kochankę, żeby dać radę żyć z tym zdradzaczem dalej, bo jakoś trzeba sobie poradzić ...
taki mechanizm obronnyNie rozumiem, kochanka zawsze jest bez bez winy? Człowiek nie jest z marmuru, nie urodzil sie z silna wolna wola i twardymi zasadami moralnymi.
Nowo poznana cizia partnera (załóżmy ze cizia wie od któregoś spotkania ze facet jest w zwiazku) powinna trzymac dystatns a nie krecic dupa i podnosic z podlogi okruszki by uwidocznic jeszcze bardziej swoje piersi.
Dokładnie, człowiek nie jest z marmuru, nie urodził się z silną wolą... Nie tylko mężowie są ludźmi, kochanki (choć pewnie masz inne zdanie) również.
I tu się kłania kolejny mit. Romanse (przynajmniej te, które znam) zaczynają się tak samo jak zwykłe związki. Czy Twój partner poleciał na Ciebie bo kręciłaś dupą i podnosiłaś okruszki?
A czy zawsze musi być zawsze? Nie może być czasem tak, czasem inaczej?
Czy nie ma innej opcji niż ta, że z a w s z e albo białe, albo czarne?Może czasem winna jest kochanka, bo wykorzystuje sytuacje.
Może czasem jest winny maż, bo idzie na łatwiznę.
Może czasem winna jest żona, bo ma męża w d**ie?
A może jednak winna jest kochanka, bo sięga po nieswoje?
A może jednak winny jest mąż, bo łamie przysięgę?
A moze jednak winna jest żona, bo bardziej jej odpowiada rola mamuśki niż seksownej zony?A moze wszyscy są winni po trochu?...
Wiadomo ze zona jest winna, bo przy niej uczyl sie zycia kiedy odszedl od mamuski. Mamusia jest ok a zona zła.
A kto przysiegi nie łamie. Nigdy nie mow nigdy.
A widzialy galy co braly. Zawsze znajdą się ładniejsze a i z wiekiem każda moze byc mniej seksowna od cizi, a czy cizia musi to wykorzystac, pewnie ze musi.
zostac partnerka nie rowne zostaniu kochanka. Kochanka zostac łatwiej i rozpoczac goracy romasik.
facet, który chce zdradzic bo cos tam... zdradzi i kobiet chetnych do przyjecia w swe łono faceta tez niezliczona ilosc. Wowczas cizia & facet to "swinia" i basta
zostac partnerka nie rowne zostaniu kochanka. Kochanka zostac łatwiej i rozpoczac goracy romasik.
OMG... ileż w tobie żółci... A cóż takiego łatwiejszego było w moim życiu niż na przykład w twoim? Myślisz, że jedyne co robiliśmy to hasaliśmy w łóżku przez te wszystkie lata?
Rachunki się same płaciły?
Prania nie robiłam? Obiadów nie gotowałam?
W ciąży nie musiałam chodzić bo mi sąsiadka urodziła?
Jak rodziłam to bóli nie miałam, bo kochankom jest zawsze łatwiej?
Po porodzie depresji nie miałam ani zmęczona nie byłam tylko od razu zaczęliśmy z powrotem w łóżku baraszkować?
Mieszkanie się samo opłacało?
Dziecko w nocy nie płakało, bo kochanki rodzą super-grzeczne dzieci?
Jak moja niedoszła teściowa umierała na raka to nocniki się jej same wymieniały?
Nasza rodzina była jakaś uprzywilejowana i wszelkie nieszczęścia się same rozwiązywały?
I tak nam lata na "gorącym romansiku" upływały? ![]()
P.S. Nie pisz postu pod postem, bo to po pierwsze niezgodne z regulaminem, po drugie wygląda jakbyś straciła kontrolę i pisała sama ze sobą...
Dla mnie obarczanie winą za romans kochanki jet równie kuriozalne jak obarczenie winą żony.
Wina zawsze leży tylko po stronie zdradzającego i relacji jaką ma ze swoją partnerką(czyli interakcji między nimi).
Wiele lat temu u schyłku jednego mojego związku, bardzo niestosownie flirtowałam z jednym kolegą. I czemu winny był ten kolega, którego zaczepiałam?To ja zachowywałam się niestosownie i wina była moja i wyłącznie moja. Moja decyzja i moje niestosowne zachowanie. Nie wiem dlaczego kobiety wmawiają winę tej trzeciej osobie.
Jak ja jestem na diecie i nie powinnam jeść słodyczy, ale kupię a potem pożrę pudełko czekoladek , to czekoladki są winne?
Ja kochankom współczuje. Bo kochanka w 90% przypadków najpierw robi z siebie totalną kretynkę i popychadło, dostaje kopa w tyłek, a potem to na nią spada całe szambo. Poza tym mąż daje żonie, żona daje mężowi i kochanka daje mężowi. A kochanka zwykle nic nie dostaje, bo nic dostać nie miała. Oczywiście to jej wybór, więc ma to co chciała, ale mimo wszystko to kochanka jest postacią tragiczną.
zbojnicka napisał/a:zostac partnerka nie rowne zostaniu kochanka. Kochanka zostac łatwiej i rozpoczac goracy romasik.
OMG... ileż w tobie żółci... A cóż takiego łatwiejszego było w moim życiu niż na przykład w twoim? Myślisz, że jedyne co robiliśmy to hasaliśmy w łóżku przez te wszystkie lata?
Rachunki się same płaciły?
Prania nie robiłam? Obiadów nie gotowałam?
W ciąży nie musiałam chodzić bo mi sąsiadka urodziła?
Jak rodziłam to bóli nie miałam, bo kochankom jest zawsze łatwiej?
Po porodzie depresji nie miałam ani zmęczona nie byłam tylko od razu zaczęliśmy z powrotem w łóżku baraszkować?
Mieszkanie się samo opłacało?
Dziecko w nocy nie płakało, bo kochanki rodzą super-grzeczne dzieci?
Jak moja niedoszła teściowa umierała na raka to nocniki się jej same wymieniały?
Nasza rodzina była jakaś uprzywilejowana i wszelkie nieszczęścia się same rozwiązywały?
I tak nam lata na "gorącym romansiku" upływały?P.S. Nie pisz postu pod postem, bo to po pierwsze niezgodne z regulaminem, po drugie wygląda jakbyś straciła kontrolę i pisała sama ze sobą...
To mam rozumiec, ze jednak karma wraca
Tak na marginesie to jednak wole byc ta ostania niz ta pierwsza kobieta w powaznym zwiazku mężczyzy.
Potepiam kobiety, która w perfidny sposob rozwala związek.
I Rozumiem chemie do innej osoby kiedy jedno lub obydwoje sa w zwiazkach, chemia powstała bo cos tam w moim jest nie tak... I nie chcialabym w takiej sytuacji sie znaleźc bo z pewnoscia ciezko powstrzymac sie od przyciagania.
Dla mnie obarczanie winą za romans kochanki jet równie kuriozalne jak obarczenie winą żony.
Wina zawsze leży tylko po stronie zdradzającego i relacji jaką ma ze swoją partnerką(czyli interakcji między nimi).Wiele lat temu u schyłku jednego mojego związku, bardzo niestosownie flirtowałam z jednym kolegą. I czemu winny był ten kolega, którego zaczepiałam?To ja zachowywałam się niestosownie i wina była moja i wyłącznie moja. Moja decyzja i moje niestosowne zachowanie. Nie wiem dlaczego kobiety wmawiają winę tej trzeciej osobie.
Jak ja jestem na diecie i nie powinnam jeść słodyczy, ale kupię a potem pożrę pudełko czekoladek , to czekoladki są winne?Ja kochankom współczuje. Bo kochanka w 90% przypadków najpierw robi z siebie totalną kretynkę i popychadło, dostaje kopa w tyłek, a potem to na nią spada całe szambo. Poza tym mąż daje żonie, żona daje mężowi i kochanka daje mężowi. A kochanka zwykle nic nie dostaje, bo nic dostać nie miała. Oczywiście to jej wybór, więc ma to co chciała, ale mimo wszystko to kochanka jest postacią tragiczną.
w perfidny sposob zostac kochanka to nie to sam,o co zostac kochanka bo maz tej swojej zony chcial.
A tu opisujesz przyklad jaki? uwodzilas kolege, który był w związku. Bo jesli tak, to sama napisalas, ze bylas winna.
A jesli zwyczajnie chcialas flirtu to takze masz racje, byłas winna.
No jeżeli rodzina jest dla ciebie "powrotem karmy" to możesz tak to traktowac.
Czy może według ciebie urodzenie dziecka to kara?
Bo nie rozumiem tego triumfującego uśmieszku na końcu z powodu "powrotu karmy"
Ja się nieszczęśliwa z tego powodu nie czuję. A ty?
In_ka, marudze??, Ty piszesz jak moja "stara". Wydaje jej sie iz to ze z nia bylem to, bylo cos najlepszego w moim zyciu. Guzik prawda. I tu nie gra roli jak objektywnie bylo w moim malzenstwie. Tu wazne jak mi subiektywnie bylo. I dochodze do wniosku ze wszystkie jestescie takie same. Nic tylko aureolki rozdawac, i pewno jeszcze 3 x dziennie paciorek do was mowic.
Oczywiscie ze rozpad to ktos musi byc winny, no moj maz nie, bo jak moze byc winny jak ja fo wybralam (kiedys tam) to pewno ta zdzira co sie wdarla miedzy nas!.
Co mnie wkurza, to ta pewnosc ze sie jest nieomylnym, ktora zauwazam tu u wiekszosci kobiet. Jak ja to dobrze znam!!. To tylko ja czasami mam watpliwosci, mysle w prawop lewo i jeszcze taz z przodu do tylu i odwrotnie. A tu? zdradzil--- dupek niedojrzaly, dala sie poderwac przez zonatego... ku rewna. Te zdradzone jak te wszechwiedzace, ani okruszki zastanowienia. Chociaz niektore kobiety sie tu wypowiadajace nieglupie sa, ale ich glos zahukany przez wrony..
Szarlotkanagorąco napisał/a:Dla mnie obarczanie winą za romans kochanki jet równie kuriozalne jak obarczenie winą żony.
Wina zawsze leży tylko po stronie zdradzającego i relacji jaką ma ze swoją partnerką(czyli interakcji między nimi).Wiele lat temu u schyłku jednego mojego związku, bardzo niestosownie flirtowałam z jednym kolegą. I czemu winny był ten kolega, którego zaczepiałam?To ja zachowywałam się niestosownie i wina była moja i wyłącznie moja. Moja decyzja i moje niestosowne zachowanie. Nie wiem dlaczego kobiety wmawiają winę tej trzeciej osobie.
Jak ja jestem na diecie i nie powinnam jeść słodyczy, ale kupię a potem pożrę pudełko czekoladek , to czekoladki są winne?Ja kochankom współczuje. Bo kochanka w 90% przypadków najpierw robi z siebie totalną kretynkę i popychadło, dostaje kopa w tyłek, a potem to na nią spada całe szambo. Poza tym mąż daje żonie, żona daje mężowi i kochanka daje mężowi. A kochanka zwykle nic nie dostaje, bo nic dostać nie miała. Oczywiście to jej wybór, więc ma to co chciała, ale mimo wszystko to kochanka jest postacią tragiczną.
w perfidny sposob zostac kochanka to nie to sam,o co zostac kochanka bo maz tej swojej zony chcial.
A tu opisujesz przyklad jaki? uwodzilas kolege, który był w związku. Bo jesli tak, to sama napisalas, ze bylas winna.
A jesli zwyczajnie chcialas flirtu to takze masz racje, byłas winna.
Nie zrozumiałaś mnie. To ja byłam w związku a on był wolny. Ja przekroczyłam granicę i nie on. Bo to osoba, która jest z kim związana jest osobą odpowiedzialną za ten związek. Czy kobieta, czy mężczyzna.
Nie bardzo to wszystko rozumiem. Kochanki, którym się udało...
No dobra, rozwiódł się, pobrali się, może nawet mają wspólne dziecko. Ale czy można pisać, że im się udało. To tak jak ja bym myślała, że mi się udało, bo miałam męża, dzieci itp...
Jeśli kochanka mojego męża napisałaby, że jej się udało to mogę jej tylko współczuć. Nie będę się rozpisywać. Szczegóły są w moim wątku.
Nie wszystko złoto co się świeci.
Nie mam nic do kochanek. Czasem jest miłość, czasem oszustwo. Ludzie są wolni. Mogą robić ze sowim życiem co chcą.
Tylko dlaczego jakaś kochanka ma źle o mnie mówić tylko dlatego, że jestem po tej drugiej stronie.
Dlaczego kobiety trzymają stronę faceta bezmyślnie. Żona, kochanka. Stają przeciwko sobie, czasem na prawdę o nic.
Faceci potrafią tak strasznie kłamać i specjalnie nastawiać nas przeciwko sobie. Podkręcać. Mój kiedyś mi nagadał, że powinnam jej wpieprzyć. A niby dlaczego? Ja z nią ślubu nie brałam, dzieci z nią nie mam. Sama zostawiła mi swój numer telefonu.
Przyczyniła się jednak do tego, że kasa idzie na nią, nie na dzieci. Dzieci ojca praktycznie nie mają. Może to i lepiej, bo jest chory. Ale niech przynajmniej na te dzieci płaci , tak żeby nie ponosiły konsekwencji jego decyzji.
skąd w tobie taka potrzeba upokarzania żon ?
naprawdę myślisz że wszystkie są sukami ,idiotkami ,zołzami?
Nie uważam, by Inceni kogokolwiek tutaj obraziła.
Na razie to Wy próbujecie ją nieudolnie urazić. Tylko nie rozumiem, po co.
Inceni, nie znajdziesz zrozumienia w tym kręgu. Niektóre z dziewczyn tutaj, mam wrażenie, za dużo w dupę dostały i to im zabrało zdolność logicznego, obiektywnego myślenia.
Szkoda czasu. Będzie teraz udowadnianie kto jest lepszy. Typiarstwo - nie ma rozgraniczenia na żonę, albo kochankę.
a co powiecie na taką historię.....
romans, który trwa kilkanaście lat....z małymi przerwami....w tym...ślub, rozwód, dzieci....
i wciąż się okazuje, że nie mogą się zgrać.... ze za każdym razem zdarza się coś takiego, że nie mogą być razem...
więc się spotykają raz na jakiś czas....czasami gdzieś razem pojadą...
rozstawali się dziesiątki razy
obiecywali sobie, że to koniec...
a później mija czas....i tęsknota jest silniejsza
ja myślicie? uzależnienie, głupota czy miłość?
lubią się...bardzo...
och, jakie to słodkie, romantyczne
i te niezależne przeciweiństwa losu...
czytałam taką ksiązkę już.. daniel steel był tytuł..
in_ka napisał/a:czegojasiespodziewalam napisał/a:Czytam sobie wątki na forum i zastanawia mnie, ale pewnie nie jest to oryginalne, dlaczego żony kochankom życzą by karma do nich wróciła, natomiast zdradzającym je z premedytacją mężom by żyli długo i szczęśliwie, oczywiście przy ich boku...
a to faktycznie ciekawe...
To proste. Parterka gotuje, opiera, czasami utrzymuje bo on studiuje by miec lepsza i bardziej płatna prace, znosi jego fochy i zrzędzenia, idzie na kompromisy, uczy go przez lata jak sie dogadywac i isc na ustepstwa (ucza sie własciwie razem) A pozniej jaka cizia bierze facteta ułożonego i gotowego do życia, który wie jaka jest kobieta i czym sie przejmowac a czym nie. No Kurnnaaa....
matka, nie partnerka
Ja osobiście bardzo lubię posty Iceni, bardzo dobrze, że taka osoba jak ona jest na forum.
Szkoda czasu. Będzie teraz udowadnianie kto jest lepszy. Typiarstwo - nie ma rozgraniczenia na żonę, albo kochankę.
dobre bardzo dobre!!! Jeszcze najlepiej sie licytujcie ktora lepsza. A tego Miska na boku zostawcie bo wedlug nazewnictwa tu niedojrzaly dupek i na pewno nie wie sam czego chce.
.
Przyczyniła się jednak do tego, że kasa idzie na nią, nie na dzieci. .
bet, nie masz mozliwosci, by to zmienic? Nie znam Towjej historii, ale moze warto powalczyc?
In_ka, marudze??, Ty piszesz jak moja "stara". Wydaje jej sie iz to ze z nia bylem to, bylo cos najlepszego w moim zyciu.
nie jestem twoją "starą" chociaż, może coś nas łączy... ![]()
co jej się wydaje ... nie wiem
nie czuję się TEO ani kurą, ani wroną ani idiotką i co tam jeszcze w swoim zasobie słownictwa masz ... ani świętą
jestem tylko i aż In_ką ![]()
Nie bardzo to wszystko rozumiem. Kochanki, którym się udało...
No dobra, rozwiódł się, pobrali się, może nawet mają wspólne dziecko. Ale czy można pisać, że im się udało. To tak jak ja bym myślała, że mi się udało, bo miałam męża, dzieci itp...
Jeśli kochanka mojego męża napisałaby, że jej się udało to mogę jej tylko współczuć. Nie będę się rozpisywać. Szczegóły są w moim wątku.
Nie wszystko złoto co się świeci.
Ja się w pełni z tobą zgadzam. Co że niby się udało kochance?
Wyszarpać żonie miśka, nadstawiając tyłek w 101 pozycji, będąc na każde zawołanie kiedy pan i władca może się na chwilę żonie ze smyczy zerwać? Niech mi ktoś wmówi, że na czymś takim można zbudować partnerski związek. Dlatego tak mało związków budowanych na romansach trwa dłużej. Bo jak kochanka zaczyna mieć oczekiwania jak każda partnerka to misiek czuje się oszukany...Według mnie jak facet związał się z kobietą, która mu nadskakiwała to będzie ciężko mu zaakceptować zmianę, dlatego często nie pozostaje mu nic innego jak..znalezienie nowej kochanki....I kółeczko się zamyka.
Udało się stworzyć związek.
Udało się być szczęśliwym.
Udało się kochać wbrew "życzliwym".
Udało się zachować do siebie szacunek.
Udało się stworzyć rodzinę.
Wiele rzeczy się może udać...
Nie każdy kto zdradza szuka tylko łatwego seksu. To smutne, że niektóre osoby nie dostrzegają, że zdradzić można też z braku zainteresowania żony/męża, oddalenia, niezrozumienia, oziębłości emocjonalnej i pewnie wielu innych jeszcze powodów.
Seks naprawdę nie zawsze stoi na szczycie tej listy.
Oczywiście lepiej by było rozstać się z pierwszym partnerem zanim się nawiąże kolejną relację, ale czasem nywa tak, że spotkanie właśnie TEJ osoby uświadamia pewne rzeczy.
I wiele osób, mężczyzn też, to nie są automaty do seksu z rozbuchanym libido, tylko normalni ludzie mający swoje dylematy.
Nie zrywa się związku ot tak, bo się komuś wydaje, że się zakochał. Czasem potrzeba czasu żeby zdecydować. I stąd niektóre romanse. Bo z jednej strony poczucie odpowiedzialności, a z drugiej strony uczucie - co jest ważniejsze?
Nie każda żona jest święta. Pośród całej rzeszy tych dobrych i starających się zdarzają się też pijawki emocjonalne i manipulatorki.
Zastanawiające jest, że jak maltretowana psychicznie żona trafi przypadkiem na mężczyznę, który jej otworzy oczy i od potwora uwolni to seks z nim będzie jej wybaczony. W drugą stronę jakby trudniej o wybaczenie.
Żyję już trochę na tym świecie i wielu ludzi poznałam. I jakoś tak się dziwnie składa, że i wierne żony mogą czasem zbzikować i zdrajcy okazać się wierni...
Nic nie jest tylko czarne albo białe...
Udało się stworzyć związek.
Udało się być szczęśliwym.
Udało się kochać wbrew "życzliwym".
Udało się zachować do siebie szacunek.
Udało się stworzyć rodzinę.Wiele rzeczy się może udać...
Gdyby naprawdę się udało Iceni to bylibyście razem. Zresztą zawsze nasuwa się pytanie jakim kosztem.
Ja znam może dwa albo trzy związki gdzie kochanka stała się żona. We wszystkich tych związkach faceta trzeba było wiecznie pilnować,a i tak chodzili na boki. Zresztą trudno chyba wymagać wierności od partnera jeśli na wstępie okazało się pełną akceptację dla jego niewierności.
Iceni, gratuluję dobrego samopoczucia.....
Co ci się udało ? Stworzyć związek zbudowany na krzywdzie drugiego człowieka? .... To jest wykładnią twojego człowieczeństwa......?
NIGDY nie zrozumiem ludzi, którzy ŚWIADOMIE krzywdzą innych, niezależnie od tego czy jest to krzywda fizyczna czy psychiczna, czy zadana dziecku, czy osobie dorosłej.....Ale wiem, wiem, ty swojej winy w tym wszystkim nie widzisz i czyjejś krzywdy też nie....
Widzisz, odeszłam od niego bo ma problemy z alkoholem.
Typowy scenariusz po wyjeździe do innego kraju. Brak rodziny, oddalenie - więc alkohol był zagłuszaczem.
Kiedy do niego przyjechałam z córką dopiero zobacźyłam co się dzieje. Walczyłam z jego nałogiem dwa lata, ale dłużej nie mogłam bo sama jestem córką alkoholika i nie mam na to siły.
Ale pomijając kryzysowy czas, kiedy balansował na krawędzi - zachowaliśmy poprawne stosunki.
Do dziś nikogo nie ma, chociaż może. Nie dość, że mnie nie zdradził to jeszcze nawet po rozstaniu się z nikim nie spotyka.
Wciąż mamy tych samych przyjaciół, choć ma swoje wady kocha naszą córkę i aktywnie bierze udział w jej wychowaniu..
I teraz wytlumacz mi - jak się ma moje odejście od niego do tego, że nasz związek zaczął się od romansu?
A co do zdrady to ja nigdy aię nie bałam, że mnie zdradzi, bo widziałam ile go kosztowala emocji i stresu ta sutuacja.
Jeżeli czegokolwiek się obawiałam to tego, że w pewnym momencie poczucie obowiązku wygra i wróci do żony.
Nie wrócił, chociaż mógł
I niech to będzie zakończenie, bo już nie chce mi się pokazywać że nie każdy zdradzający to potwór.
Ale będąc zdradzoną żoną pewnie łatwiej jest tak myślec. Tak więc idąc za głosem rozsądku nie zamierzam dalej zawracać rzeki patykiem.
![]()
Dyskusja o tym kto jest winny zdrady, nie ma sensu. Każdy przypadek jest inny i należy rozpatrywać go indywidualnie. W pewnych sytuacjach winę za zdradę można obciążyć samego męża, w innych kochankę, a w jeszcze innych tylko żonę. Zdarza się, że odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą wszystkie strony.
Nie kierowałbym się też stereotypem, że związek z kochanką nie jest trwały - bo na czym miałoby się opierać to przekonanie? Na tym że mężczyzna zdradzający raz zrobi to po raz kolejny według jakiejś logiki pędu? Bardziej jest to kwestia osobowości, a nie tego że pierwsza zdrada nakręca do kolejnych.
W pewnych sytuacjach winę za zdradę można obciążyć samego męża, w innych kochankę, a w jeszcze innych tylko żonę. Zdarza się, że odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą wszystkie strony.
To są takie sytuacje w której winna jest SAMA kochanka lub SAMA żona?
Właśnie chodzi mi o słowo "sam/sama", "tylko".
Tzn., że mąż został ZGWAŁCONY (przez kochankę) lub żona OSOBIŚCIE męża zaprowadziła do innej kobiety (i do innego łóżka), a potem miała pretensje o rzekomą zdradę?
Dyskusja o tym kto jest winny zdrady, nie ma sensu. Każdy przypadek jest inny i należy rozpatrywać go indywidualnie. W pewnych sytuacjach winę za zdradę można obciążyć samego męża, w innych kochankę, a w jeszcze innych tylko żonę. Zdarza się, że odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą wszystkie strony.
Nie kierowałbym się też stereotypem, że związek z kochanką nie jest trwały - bo na czym miałoby się opierać to przekonanie? Na tym że mężczyzna zdradzający raz zrobi to po raz kolejny według jakiejś logiki pędu? Bardziej jest to kwestia osobowości, a nie tego że pierwsza zdrada nakręca do kolejnych.
To nie chodzi o logikę pędu, tylko o tym że każdy romans jest zakłamaniem rzeczywistości. Nie ważne czy pozamałżeński, czy nie.
Żeby poznać kogoś to trzeba z tą osobą trochę pomieszkać,ponudzić się, zobaczyć jak spędza czas, jak się zachowuje w relacjach z naszymi znajomymi Romans pozamałżeński nie daje takiej szansy. Może za wyjątkiem sytuacji gdy mąż i żona mieszkają w innych krajach, a małżeństwo jest tylko na papierze. Kochanka jest osobą, która pokazuje się tylko w dobrym świetle, w celu zdobycia faceta. Od początku buduje się coś na zakłamywaniu realności. Kochanka musi znosić różne upokorzenia, musi być zawsze uśmiechnięta , miła i nie może stawiać warunków. A potem będzie chciała zmienić te zasady, dlatego co bardziej "sprytni " panowie wiele lat zwodzą te naiwne dziewczyny, bo wiedzą, że gdyby miałby z tego być poważny związek to szybko zamieniłby się dokładnie w to co mają w domu.
I niech to będzie zakończenie, bo już nie chce mi się pokazywać że nie każdy zdradzający to potwór.
Ale będąc zdradzoną żoną pewnie łatwiej jest tak myślec. Tak więc idąc za głosem rozsądku nie zamierzam dalej zawracać rzeki patykiem.
Ja nie jestem akurat ani żoną, ani zdradzoną. Ale też miałam sytuację podobną trochę do twojej, że zauroczył się we mnie facet, który miał totalnie obojętną i niezainteresowaną nim żonę. On słowa złego o niej nie powiedział, ale ja też miałam poczucie, że to wredna, egoistyczna manipulantka,sądząc po jej stosunku do niego. Tylko, że ja romansu mieć nie chciałam, pomimo, że facet był przystojny, inteligenty, miły i bogaty.
Przede wszystkim dlatego, że byłoby to dla mnie upokarzające. Mam większe ambicje w życiu niż uganianie się za cudzym mężem, nieważne jaka jest jego żona. Poza tym nie miałam w sobie zgody, aby facet okłamywał kogokolwiek przeze mnie. Nawet sąsiada, a co dopiero osobę z którą się żyje pod jednym dachem. Dla mnie to szczyt hipokryzji. Nieważne, że tamta osoba jest niefajna, knucie przeciwko komuś jest poniżej mojej godności.
Ja też wiem, że on jest w tym małżeństwie nieszczęśliwy i mi przykro z tego powodu. Tylko ja mam nadzieję, że on sam w którymś momencie zreflektuje i ją zostawi. A nie będzie szukał chętnej, która biednego misia uratuje. JA już jestem duża i związek to raczej by mnie interesował z mężczyzną z jajami, a nie z misiem, który by chciał być cichcem wykradziony z domu.
na czym polega wina żony? dlaczego żona jest winna, że mąż ma kochankę? co jest winą żony to - że jej mąż wobec niej jest nieuczciwy...
rozumiem są problemy w małżeństwie i winę ponoszą małżonkowie - większa, mniejszą ... rozumiem
ale dlaczego żona jest winna temu, że mąż ma kochankę????????????
za nic w świecie nie zrozumiem
jaka jest wina męża, że żona ma kochanka?????????????
również za nic w świecie nie zrozumiem
dla mnie to jest po prostu nieuczciwe i tyle
i niech każdy sobie tworzy tłumaczenie na własny użytek, jego sprawa i sprawa jego sumienia...
kobieta, która rozbija rodzinę, małżeństwo, przysparza bólu i cierpienia innej jest dla mnie mało wartościowym człowiekiem i moje prawo tak sądzić ...
zawsze można się rozstać, powiedzieć nie mogę tak żyć, chcę inaczej, pomyliłem się ... nie wiem cokolwiek innego a nie szukać usprawiedliwienia własnej nieuczciwości w innym człowieku
mąż zdradza bo chce, takiego dokonał wyboru
żona zdradza bo chce, takie podjęła decyzje
i wziąć za to odpowiedzialność a nie szukać wymówek
Może wypowiem sie jako ten co był zdradzony- o czym dowiedziałem sie z wyroku unieważniającego ślub kościelny jak i ten który zdradzał - emocjonalnie podobno ale "zdradzał". Wypowiedzi Iceni są mądre i wyważone, nie widać w nich radykalnych ocen itp. Wiekszość wypowiedzi pozostałych Pań- no cóż- delikanie trąca jadem i nienawiścią. No bo tak- znikają motylki, proza życia i co wtedy?
I wtedy większość z nas zaczyna zmieniać "wady" swojego partnera. Są różne metody- ciche dni, brak seksu, brak porozumienia itp. Czemu nie mówimy o tym drugiej stronie, tylko tresujemy? Bo tak jest prościej- bo jest ślub, kredyt itp. Jest tez ta cholerna obawa że człowiek zostanie sam. I drogie Panie- przy zdradzie swoich partnerów też się boicie samotności. Może dlatego tak gorliwie obrzucacie inwektywami nowe partnerki swoich ex-ów. Często pojawia się też syndrom "partnera kochającego za bardzo" - że tez tak wiele osób szuka instyktownie w swoich partnerach wzorca ojca lub matki...a może to jest nadużycie? Może to nie " za bardzo" ale za bardzo traktujemy swoich partnerów jak własność, jak budujemy na nim swój wzorzec, zabijając powoli jego indywidualność...i pojawia się ktoś nowy, kto nie zmienia a akceptuje, kto nie wypomina kanapek, obiadków, prania czy zasilania karty kredytowej..
tykwer napisał/a:W pewnych sytuacjach winę za zdradę można obciążyć samego męża, w innych kochankę, a w jeszcze innych tylko żonę. Zdarza się, że odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą wszystkie strony.
To są takie sytuacje w której winna jest SAMA kochanka lub SAMA żona?
Właśnie chodzi mi o słowo "sam/sama", "tylko".
Tzn., że mąż został ZGWAŁCONY (przez kochankę) lub żona OSOBIŚCIE męża zaprowadziła do innej kobiety (i do innego łóżka), a potem miała pretensje o rzekomą zdradę?
Jeżeli żona jest niezrównoważona emocjonalnie i nie dba o potrzeby swojego partnera, to nic dziwnego że facet znajduje sobie inną kobietę. W tym widzę winę żony, wtedy jest jedyną osobą odpowiedzialną za rozpad małżeństwa.
Może wypowiem sie jako ten co był zdradzony- o czym dowiedziałem sie z wyroku unieważniającego ślub kościelny jak i ten który zdradzał - emocjonalnie podobno ale "zdradzał". Wypowiedzi Iceni są mądre i wyważone, nie widać w nich radykalnych ocen itp. Wiekszość wypowiedzi pozostałych Pań- no cóż- delikanie trąca jadem i nienawiścią. No bo tak- znikają motylki, proza życia i co wtedy?
I wtedy większość z nas zaczyna zmieniać "wady" swojego partnera. Są różne metody- ciche dni, brak seksu, brak porozumienia itp. Czemu nie mówimy o tym drugiej stronie, tylko tresujemy? Bo tak jest prościej- bo jest ślub, kredyt itp. Jest tez ta cholerna obawa że człowiek zostanie sam. I drogie Panie- przy zdradzie swoich partnerów też się boicie samotności. Może dlatego tak gorliwie obrzucacie inwektywami nowe partnerki swoich ex-ów. Często pojawia się też syndrom "partnera kochającego za bardzo" - że tez tak wiele osób szuka instyktownie w swoich partnerach wzorca ojca lub matki...a może to jest nadużycie? Może to nie " za bardzo" ale za bardzo traktujemy swoich partnerów jak własność, jak budujemy na nim swój wzorzec, zabijając powoli jego indywidualność...i pojawia się ktoś nowy, kto nie zmienia a akceptuje, kto nie wypomina kanapek, obiadków, prania czy zasilania karty kredytowej..
otoz tak jak powiedziales- wypominanie, a wiesz skad to bierze?
My kobiety/matki wychowujemy dzieci , zaczynamy rowniez "wychowywac meza/partnera" to dzieje sie niepodświadomie taka nasza natura lecz nie trwa to cale zycie, do jakiegos momentu. Kochanka zostac latwo, bo taki cudzy maz bierze ja taka jak jest, nie gledzi, nie zakazuje, nie wypomina, jast potulna, saksu pod dostatkiem. Z kochanka sie dogada z zona nie. Kochanka jest wspaniałomyślna bo maz po seksie wraca do domu.
Na ogol pierwszy zwiazek jest trudny, obydwoje pochadza z róznych rodzin, powstaja zgrzyty i potrzeba kilku lat by sie dopasowac/dotrzec. Kochanka znow ma latwiej bierze faceta, ktory juz umie sie dopasowac dzieki tej pierwszej.
Nie przecze ze sa sytuacje "bez wyjscia" zona cisnie meza jak moze mimo uplywu lat, wowczas czas zakonczyc zwiazek i rozpoczac nowy.
Dominisia21 napisał/a:tykwer napisał/a:W pewnych sytuacjach winę za zdradę można obciążyć samego męża, w innych kochankę, a w jeszcze innych tylko żonę. Zdarza się, że odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą wszystkie strony.
To są takie sytuacje w której winna jest SAMA kochanka lub SAMA żona?
Właśnie chodzi mi o słowo "sam/sama", "tylko".
Tzn., że mąż został ZGWAŁCONY (przez kochankę) lub żona OSOBIŚCIE męża zaprowadziła do innej kobiety (i do innego łóżka), a potem miała pretensje o rzekomą zdradę?Jeżeli żona jest niezrównoważona emocjonalnie i nie dba o potrzeby swojego partnera, to nic dziwnego że facet znajduje sobie inną kobietę. W tym widzę winę żony, wtedy jest jedyną osobą odpowiedzialną za rozpad małżeństwa.
E tam. Moim zdaniem to nie ma sensu.
Ale co to znaczy "niezrównoważona emocjonalnie"?
Bo ja to rozumiem jako "chora psychicznie", a jak chora psychicznie, to nieładnie zwalić całą (większość) winę na taką osobę, bo przecież ona jest CHORA. Już lepiej byłoby zwalić winę na tę chorobę, zwłaszcza, że żaden człowiek nie pragnie być chorym psychicznie. Nie mówię tu o udawaniu.
Ale może ty masz na myśli taką "zimną sukę/świadomą manipulatorkę/udawaczkę". To wtedy jest ona w całości winna, ale kryzysowi (można też powiedzieć, że ona zdradza męża, bo czegoś nie daje, a miała dawać), a nie zdradzie męża, bo zdrada to konkretny czyn. Nie może za męża znaleźć się w łóżku z kochanką i to jego oskarżyć o romans z tą kochanką, to fizycznie niemożliwe.
No chyba mnie rozumiesz.
Tykwer, to co miałeś na myśli?
Może wypowiem sie jako ten co był zdradzony- o czym dowiedziałem sie z wyroku unieważniającego ślub kościelny jak i ten który zdradzał - emocjonalnie podobno ale "zdradzał". Wypowiedzi Iceni są mądre i wyważone, nie widać w nich radykalnych ocen itp. Wiekszość wypowiedzi pozostałych Pań- no cóż- delikanie trąca jadem i nienawiścią. No bo tak- znikają motylki, proza życia i co wtedy?
I wtedy większość z nas zaczyna zmieniać "wady" swojego partnera. Są różne metody- ciche dni, brak seksu, brak porozumienia itp. Czemu nie mówimy o tym drugiej stronie, tylko tresujemy? Bo tak jest prościej- bo jest ślub, kredyt itp. Jest tez ta cholerna obawa że człowiek zostanie sam. I drogie Panie- przy zdradzie swoich partnerów też się boicie samotności. Może dlatego tak gorliwie obrzucacie inwektywami nowe partnerki swoich ex-ów. Często pojawia się też syndrom "partnera kochającego za bardzo" - że tez tak wiele osób szuka instyktownie w swoich partnerach wzorca ojca lub matki...a może to jest nadużycie? Może to nie " za bardzo" ale za bardzo traktujemy swoich partnerów jak własność, jak budujemy na nim swój wzorzec, zabijając powoli jego indywidualność...i pojawia się ktoś nowy, kto nie zmienia a akceptuje, kto nie wypomina kanapek, obiadków, prania czy zasilania karty kredytowej..
Nie ten co był zdradzony a ten co zdradzał bo patrzałem na założony przez ciebie temat. Po drugie nie oceniaj ludzi po swoim zachowaniu mało tego że zdradzałeś to traktowałeś partnerkę jak śmietnik miast się kalać.
Dominisia21 napisał/a:tykwer napisał/a:W pewnych sytuacjach winę za zdradę można obciążyć samego męża, w innych kochankę, a w jeszcze innych tylko żonę. Zdarza się, że odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą wszystkie strony.
To są takie sytuacje w której winna jest SAMA kochanka lub SAMA żona?
Właśnie chodzi mi o słowo "sam/sama", "tylko".
Tzn., że mąż został ZGWAŁCONY (przez kochankę) lub żona OSOBIŚCIE męża zaprowadziła do innej kobiety (i do innego łóżka), a potem miała pretensje o rzekomą zdradę?Jeżeli żona jest niezrównoważona emocjonalnie i nie dba o potrzeby swojego partnera, to nic dziwnego że facet znajduje sobie inną kobietę. W tym widzę winę żony, wtedy jest jedyną osobą odpowiedzialną za rozpad małżeństwa.
Wiesz co Tykwer? Jak żona jest niezrównoważona lub nie dba o partnera to jak facet ma jaja to mówi jej, że jemu się jej zachowanie nie podoba i ma coś w tej kwestii zmienić. A jak żona ma to gdzieś, to facet mówi"Kochanie się skończyło, nie chcę być już z Tobą, będziemy wspólnie wychowywać dzieci, ale ja zaczynam nowe życie bez ciebie " i odchodzi. I wtedy winna jest żony. Jak kombinuje na boku to nie w porządku jest głównie on.
Znam takich facetów, są świetnymi ojcami i po jakimś czasie z byłymi żonami mają poprawne relacje, bo w większości przypadków jak facet po rozstaniu jest w porządku jako ojciec,a powodem rozstania nie była inna kobieta, to byłe partnerki problemów nie robią.
Mam na myśli kobietę o pewnych negatywnych cechach osobowości. Żona, która jest chora psychicznie, również odpowiada za rozpad związku, ale nie powinno się ją dołować zdradą, bo to okrutne.
Racja, że lepiej najpierw się rozstać niż działać na dwa fronty. Często jest jednak tak, że dopiero poznając nową kobietę, mężczyzna zdaje sobie sprawę w jakim tkwi bagnie. Rozbudza się jako mężczyzna i zyskuje motywację, żeby rozstać się z żoną.
Taka jest rzeczywistość, że małżeństwa rzadko rozchodzą się, bo zachodzą tzw. rozbieżności. Potrzebny jest bodziec w postaci drugiej osoby.
Taka jest rzeczywistość, że małżeństwa rzadko rozchodzą się, bo zachodzą tzw. rozbieżności. Potrzebny jest bodziec w postaci drugiej osoby.
nie zgodzę się, że potrzebny jest bodziec, to tylko wymówka - wygodna ...
znam małżeństwa młodsze, starsze stażem, które rozstały się, bo nie mogli już dłużej ze sobą być i nie potrzeba do tego zdrady ...
znam dużo więcej takich, gdzie była zdrada a małżeństwo trwa nadal...
Mam na myśli kobietę o pewnych negatywnych cechach osobowości. Żona, która jest chora psychicznie, również odpowiada za rozpad związku, ale nie powinno się ją dołować zdradą, bo to okrutne.
Racja, że lepiej najpierw się rozstać niż działać na dwa fronty. Często jest jednak tak, że dopiero poznając nową kobietę, mężczyzna zdaje sobie sprawę w jakim tkwi bagnie. Rozbudza się jako mężczyzna i zyskuje motywację, żeby rozstać się z żoną.
Taka jest rzeczywistość, że małżeństwa rzadko rozchodzą się, bo zachodzą tzw. rozbieżności. Potrzebny jest bodziec w postaci drugiej osoby.
własnie z kochanka jest dobrze
a kochanka zrobi wszystko by mezczyzna poczul i uzmyslowil sobie ze jego zwiazek to bagno.
A gdyby... ta wlasnie kochanka byla jego zona przy ktorej mezczyzna uczyl sie zyc z obca osoba, a zona byla kochanka czy nie byłoby podobnie, zwiazek z pierwsza to bagno?
Mam na myśli kobietę o pewnych negatywnych cechach osobowości. Żona, która jest chora psychicznie, również odpowiada za rozpad związku, ale nie powinno się ją dołować zdradą, bo to okrutne.
Racja, że lepiej najpierw się rozstać niż działać na dwa fronty. Często jest jednak tak, że dopiero poznając nową kobietę, mężczyzna zdaje sobie sprawę w jakim tkwi bagnie. Rozbudza się jako mężczyzna i zyskuje motywację, żeby rozstać się z żoną.
Taka jest rzeczywistość, że małżeństwa rzadko rozchodzą się, bo zachodzą tzw. rozbieżności. Potrzebny jest bodziec w postaci drugiej osoby.
Coś ty się uczepił, że winna zdrady? Winna jest kryzysu (mogę nawet powiedzieć, że w całości), ale nie zdrady. No chyba, że wprost powiedziała (i nie w nerwach): "idź do innej", a potem zdziwienie... wtedy rozumiem, może być winna.
Ogólnie ja tu widzę jakieś wybielanie. Może się mylę, ale pachnie mi tu gadkami: "jaki to był biedny miś", "bo to zła kobieta była". Nawet jeżeli byłaby to prawda (te dwa cytaty), to zwalając winę na kogoś (ten zdradzający), pokazujemy swoją słabość, bo potrzebujemy takich wyjaśnień, takich w których trzeba kogoś "obsmarować". No i tak zwalamy odpowiedzialność za swoje życie na innych. Wygodne to. Ale nie jestem tym zdziwiona.
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochanki, którym się udało
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026