No i znowu dyskusja na temat tego koloru włosów... Nie zazdroszczę, ale denerwuje mnie jak ktoś przy mnie podkreśla "faceci za mną szaleją, bo jestem blondynką (nieważne farbowaną, czy nie), a Ty masz ciemniejsze włosy, to nikt na Ciebie nie spojrzy", bo tak słyszałam od koleżanek. To tak jakby jakiejś grubej szczupła powiedziała: "faceci za mną lecą, bo jestem szczupła, a Ty gruba, więc nie masz szans". Trzeba być naprawdę durną, żeby mieć takie myślenie, a o kolor włosów, czy oczu to w ogóle. Zawsze można sobie farbę nałożyć, soczewki do oczu... Bardziej zwracam uwagę na budowę ciała, twarz.
Jak dajesz szansę jakiemuś wbrew sobie, to po prostu go oszukujesz. Żeby był związek, musi być chemia, musi się podobać. Nie wyobrażam sobie całować się z kimś, kto mi się nie podoba, a co dopiero sex. Ale jak się odrzuci, to powiedzą, że "przebiera, szuka księcia z bajki". Prawda- wiele dziewczyn ma chłopaków, byle byli.
Z jednej strony myślę, że fajnie mają moje koleżanki, bo mają mężów, narzeczonych chłopaków, ale z drugiej strony żaden z nich mi się nie podoba. One wręcz uważają, że tylko Polacy są najlepsi, nie chcą obcokrajowców, uważają, że z nimi nie może być udany związek.
Inna moja koleżanka miała pełno obockrajowców kochanków. Jak mi pokazywała ich zdjęcia, to też nie podobali mi się (mimo że bruneci, ciemne oczy). Sama dostawałam wiele propozycji od obcokrajowców, też bruneci, ciemne oczy, południowcy, ale sorry- nie lubię takich facetów, nie pociągali mnie z wyglądu, a co dopiero bym syfa złapała od takich ruchaczy.
Wygląd jest ważny- zarzuca się, że jak ktoś samotny, to brzydal, nie dba o siebie, a faceci to wzrokowcy. Nie chcę uchodzić za księzniczkę, która się nie stara, że nie dba o siebie, a czeka na księcia i wymaga. Sama od siebie też wymagam. Ważna jest budowa ciała twarz, a czy ktoś ma jasne włosy i oczy czy ciemne to już mniej ważne. Nie podoba mi się przecież każdy ciemnooki brunet, dopiero twarz, budowa ciała robią więcej, wtedy kolor włosów, oczu jest drugorzędny.
Ale kiedyś byłam na spotkaniu z chłopakiem, zaprosił mnie do kawiarni. Rozmowa się nie kleiła to raz, ale hmmm... zamówiłam zwykłą herbatę, potem poszłam do toalety, jak wróciłam, to zapłacił tylko za siebie, no to poszłam za siebie zapłacić. Więcej się nie spotkaliśmy. Czy Waszym zdaniem chłopak zawsze powinien zapłacić, skoro zaprasza kobietę?
Ania N- nie masz problemów z poznawaniem nowych ludzi, no to czemu uważasz siebie za nieśmiałą?