Wiecie co? Ja się strasznie bałam o tym pisać, bo bałam się, że powiecie, że jestem jakaś głupia, naiwna, itp.
Ja się raz zakochałam, to było na wakacjach za granicą. Nie chciałam tego związku, uważałam, że to nie ma szans, że jesteśmy zbyt różni. Więc na początku byłam niemiła, żeby się odczepił. Myślę, że on też się zakochał, skoro mimo tej odległości utrzymywał ze mną kontakt ciągle od lipca 2008 r. do teraz. Właściwie naprawdę tego nie chciałam, mimo że mi się podobał uważałam, że nie ma sensu, no ale był uparty. Mówiłam mu: "weź mnie zostaw, znajdź sobie jakąś fajną blondynkę", albo "tyle fajnych dziewczyn, więc lepiej o mnie zapomnij". No ale nie odpuszczał. Wiele razy się żegnaliśmy już niby na zawsze, ale zawsze jakoś dalej chciał ze mną utrzymywać kontakt. Mnie też dorwało. Jak tylko mogłam, to jeździłam tam. Po co? Nie wiem, to było irracjonalne.Ale jeździłam, bo tam miałam to czego nie miałam w Polsce: spotykaliśmy się, chodziliśmy do kina, kawiarni. Nikt mnie nie zgwałcił, nikomu się nie pchałam do łóżka. Byłam szczęśliwa, że ktoś wreszcie widzi we mnie "ładną i dobrą dziewczynę". Wiedział, że mam kompleksy, smutki, ale mnie pocieszał, czasem wręcz próbował mną wstrząsnąć, kiedy mu mówiłam, żeby se odpuścił i poszedł do innej, lepszej i ładniejszej, bo przecież skoro w Polsce mnie nikt nie chce, to znaczy, że jestem paskudna. Ale nie słuchał. Mówił, że zobaczył piękną i sympatyczną dziewczynę, że widział, że nie jestem z tych co to wskakują facetom do łóżka, więc mu się spodobałam. No więc jeździłam tam, żeby się "pozytywniej nastawić". Ale jak wracałam stamtąd do Polski, to miałam doła, że znowu: praca, dom nic więcej. Mimo że się zakochałam, to nadal mówiłam, że to żaden związek, że jesteśmy znajomymi, nie możemy być razem.Nie zawsze było kolorowo, czasem się kłóciliśmy, krzyczeliśmy na siebie, ale potem przechodziło. Odpowiadał mi jego charakter- był spokojny, nie lubił imprez, chlania,jego wygląd też.
A dlaczego to trwało tyle? Szukał dziewczyny do małżeństwa, chciał, żebym była jego narzeczoną, póki nie skończy budować mieszkania. Dopiero wtedy może być ślub. Tak więc poruszał tę kwestię wiele razy, ale ja zawsze mówiłam: "NIE, jesteśmy zbyt różni, to się nie uda". No i to tak trwało od lipca 2008- do lutego 2015 r. Miałam jechać znowu go odwiedzić, bo chciał, ale to co się stało, to mnie wręcz zabiło- jego aranżowane małżeństwo. Poinformował mnie o tym, powiedział też, że skoro nie chciałam z nim być, to po co przyjeżdżałam? Ale po co on pytał, żebym przyjechała? Że on miał nadzieję, a ja się nim przez cały ten czas bawiłam. Nie mógł już dłużej czekać, skoro wiedział, że już nic z tego nie będzie. Zabiło mnie to, mam teraz dołki, że właściwie to koniec. Że to pustka, że znowu będzie jak wcześniej- nic, będę jak zwykle sama, w Polsce.
Oczywiście w tym czasie szukałam w Polsce, ale tak jak mówiłam, jakoś nikt nie był zainteresowany.Myślałam, że mogę spróbować tutaj być szczęśliwa... Gdzie tam. Jak zwykle.
Nie dopuszczałam do myśli związku z tym kolesiem, wiem, że nie powinnam w ogóle się w to angażować, skoro wiedziałam, że to nie ma szans, bo krzywdziłam i jego i siebie.
Mimo tego, że stało się co się stało, to jestem mu wdzięczna za to, że ktoś zobaczył we mnie miłą i piękną dziewczynę, tylko że teraz on jest szczęśliwy, a ja tu "kisnę w Polsce". Miałam wtedy lepsze samopoczucie i tak, więc nie psycholog jest potrzebny, tylko ktoś kto doceni. Każdy tego potrzebuje, a psycholog mi tego nie da.
No to teraz możecie pisać, jaka głupia jestem, walnięta, że się zadawałam z jakimś, a nie z Polakiem. Trudno- czasu nie cofnę.