Każdy z Was ma trochę racji. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Prawdą jest, że trzeba mieć też szczęście. Ja nie mam niestety ani do miłości, ani do pracy. Ostatnio odeszłam z pracy, właściwie jakoś nigdy nie miałam szczęścia do prac, zawsze było coś, ale to już mniejsza z tym. Szukam i liczę na szczęście, że uda mi się w końcu zdobyć "normalną" pracę i chociaż stabilizację. Bo właśnie jeśli nikogo nie znajdę, to po prostu zostanę z rodzicami (tak, zaraz powiecie, że to wstyd z rodzicami, że lepiej się wyprowadzić, że ludzie mieszkający z rodzicami są mało samodzielni, itd. itp.),ale zależy mi na pracy, stabilizacji finansowej, żeby te pieniądze były, żeby do życia rachunków się dołożyć i żebym miała na swoje przyjemności np. jakieś kursy, wyjścia, itd. To jest mój plan, jak pozostanę singielką.
Miłość droga Oldorando pytałaś mnie co zrobiłam. Jak pisałam wcześniej przede wszystkim zmieniłam wygląd, styl. Kiedyś to w ogóle chodziłam zaniedbana: ulizane cienkie włosy, 0 makijażu, rozciągnięte swetry, stare jeansy, plecak. Poszłam do koleżanki, która jest też stylistką, poradziła co i jak, schudłam. Wydawało mi się, że naprawdę ładnie wyglądam, że mam szansę. Miałam nadzieję, że skoro mężczyźni zwracają uwagę na wygląd, to właśnie dzięki temu kogoś znajdę- gdzie tam. Wybaczcie, ale jeżeli idę ulicą ładnie ubrana i słyszę: "że nie mam w domu lustra" i głupie śmichy, albo, że "nie potrzebuje maski na Halloween". To po prostu mi się odechciewa.
Nie mówmy, że wszyscy mężczyźni się boją podejść do kobiety. Przecież widziałam nieraz jak dziewczyny stojące np. koło mnie, czy moje koleżanki były podrywane. Dla mnie związek to nie jest film romantyczny:całuski, kwiatki, itd. Tylko samo bycie z tą osobą, wspieranie jej, wierność, zaufanie, czasem nawet mała sprzeczka, po której zawsze jest potem szybka zgoda- to jest prawdziwy związek. Starałabym się, żeby ten facet był ze mną szczęśliwy. Nie chcę wierszyków, kwiatków, super prezentów. Po prostu chcę prawdziwego związku, czegoś na serio, gdzie obydwoje byśmy się szanowali, kochali, wspierali... Czy to tak wiele? Szukałam też na portalach randkowych, ale też nic z tego. Normalnie radzę sobie z samotnością, no bo muszę, ale czasem mam tego dość. Nie szukam na siłę, nie będę szukała. Jestem staroświecka- nie podrywam facetów. Uważam, że on powinien zrobić pierwszy krok.
Po prostu wkurzam się, że nie mam tego "szczęścia" jak na razie, chociaż się starałam (i z pracami, no i skoro zmieniłam wygląd to też ze związkami). Marnuję się jako kobieta, w ogóle nie czuję się kobietą, jeżeli jestem obojętna. Widocznie nie jestem ani atrakcyjna, ani pewna siebie, ani seksapilu, ani niczego, co by tych mężczyzn przyciągało, bo przecież gdybym miała coś z tych cech, to bym nie była całe życie samotna.
Ciągle słyszę: nie martw się, kiedyś kogoś znajdziesz, będziesz szczęśliwa... I co? Nic. Taka wegetacja...