bink napisał/a:mówię Ci - napisz do mnie, to pogadamy.
Bink, napisałam do Ciebie
Nigdzie nie napisałam, że jestem "lepsza w swoim mniemaniu", gdyby tak było, to nie pisałabym, że mam niską samoocenę. Tyle, że jakoś próbowałam z tym walczyć, tak jak pisałam- zmieniłam się, ale nic to nie dało. Wtedy jak schudłam, zaczęłam ładniej wyglądać, to wydawało mi się, że mam szansę i jestem ładna... Ale się tylko wydawało. Nigdy o sobie nie słyszę, że jestem ładna, raczej w drugą stronę... W ogóle mi się odechciewa wszystkiego. Wiem, że ważniejszy jest charakter, ale wpierw się zwraca uwagę na wygląd dziewczyny, kiedy idzie ulicą. Nieraz byłam świadkiem, jak chłopak jakaś dziewczynę zaczepił na ulicy, bo ładna. Charakter jest ważniejszy, ale odkrywa się go później. Wpierw wygląd "zachęca".
Co do mojego charakteru, no to widzę, że nie odpowiada, że nie jestem jakaś rozrywkowa, ale nie zmienię się, nie potrafię być taka jak moje koleżanki, które mi doradzały, żebym właśnie stała się imprezowa, bo takim dziewczynom łatwiej... Nawet jeżeli poczułabym do kogoś chemię, to bym nie poszła od razu do łóżka- prawdopodobnie facet, który szybko o to pyta chce się tylko zabawić, a ja nie szukam zabawy. Nie interesuje mnie sex bez zobowiązań, nie dałby mi ani radości, ani satysfakcji.
Zastanawia mnie, że moje koleżanki jak zerwą z jednym, to zaraz następny się trafi... Miałam nawet sytuacje, kiedy rodzice jednego chłopaka próbowali zapoznać go ze mną, ale całkowicie nie był zainteresowany. To było na wakacjach, ja byłam sama z rodzicami i on też. Nie chciało mu się nawet powiedzieć "cześć". Mówili do niego wprost, że może by ze mną wyszedł, ale coś tam odburkiwał i koniec...
No i tak to wygląda dalej: praca, dom i tyle... Prawie 26 lat, niby młody wiek, a z tej młodości nic radości, bo to nie ma z kim wyjść, z kim się spotkać jak wszyscy w związkach, nawet porozmawiać. Koleżanki też szkoda gadać- ostatnio omal przez jedną nie straciłam pracy, po czym zamiast mnie przeprosić, to napisała, że "jesteśmy zbyt inne". Ja rozumiem, żebym jej przykrości robiła, ale zawsze jak miała doła, to do mnie się zwracała i pocieszałam ją jak umiałam. Reszta zajęta związkami. Jak pisałam wcześniej: z natury jestem wrażliwa, mam dobre serce, ale niestety, żeby to coś dało... Chyba tylko trzeba mieć twardy tyłek. Przez to wszystko zaczęłam pesymistycznie patrzeć na wszystko.
Po prostu miałam dość Polski, wsiadłam w samolot wkurzona totalnie, zupełnie sama... W sumie jak pisałam o tych wakacjach, na które ostatnio pojechałam sama, to cóż- brakuje mi tego w Polsce. Nawet jeśli to był znajomy, to fajnie było po prostu gdzieś wyjść, spędzić czas, kawiarnia, kino, spacery...Ktoś powie, że "a tam na wakacjach wszędzie fajnie", a to nieprawda. Różnica była taka: miałam z kim wyjść, spędzić czas, co robić, a nie tylko praca, potem dom z rodzicami. A w Polsce... Nic. Czasem wychodzę gdzieś sama na spacer, pochodzić po sklepach, do kina, do kawiarni. Kiedyś myślałam, że w ten sposób też można kogoś znaleźć, jak się idzie samej do kina... Ale ile można... Też się odechciewa, więc nic nie robię już na siłę.