dzięki allegra90 za zrozumienie właśnie tego potrzebowałam a nie jak inni twierdzą że go zmuszam
dla zrozumienia dla szystkich:
1.nikogo nie chcę zmusić do ślubu
2.zajście w ciążę to nie dobra droga do zawarcia małżeństwa
3.facet (jak i kobieta)po tylu latach w związku muszą zdecydowac się co dalej z ich życiem wspólnym (chyba że żadnemu to nie przeszkadza i nadal chcą byc w związku nieformalnym to niech tak nadal zostanie)
Podobne tematy
baziula napisał/a:Beyondblackie napisał/a:Jest dla mnie wręcz niesamowite rozciąganie narzeczeństwa poprzez pięć lat (bo Autorce się tak chce), a potem fochanie się bo facet ma dosyć tego cyrku. Czy kobita faktycznie nie rozumie, że nie szanuje gościa?
Była bardzo młoda a on po 30 tce. W zupeności ją rozumiem. Poza tym on zgodzi się na taki ukad.... który ak widać doskonale mu zapasował.
A teraz na poważnie. Ja nie rozumiem. Bo skoro była taka mloda i chciała użyć życia jak mówiła na początku to mogła sie nie zareczac i nie przeprowadzać. Ona zrobiła coś w stylu będę Twoją zona jak juz się wybawie. A teraz się wybawila i nagle stary wypracowany układ jej nie odpowiada wiec on ma lecieć i to zmieniać. A może teraz on chce się bawić?
nie wiem ile masz lat ale głupio mówissz. ludzie podejmują takie decyzje takie jak jak sprzed kilku lat i nie żałuję tego że przyjęłam zaręczyny że kocham a bawiłam się z nim na imprezach szaleliśmy do białego rana
A ja wogle nie zmuszam go. Rozmowa na te temat dla informacji dla wszystkich odbyła się kilkakrotnie.
Na wiele tematów potrafiliśmy rozmawiać, rozwiązywać problemy ale ten jeden unikał - do wczoraj (sam zaczął, to dla mnie było zaskoczenie).O ślubie nawet mówiłam w domysłach, np. mówiąc jak ładnie bym wyglądała w tej sukni, lub ładna obrączka albo jakie miałabym uczesanie, jak wyglądałaby nasza wsólna noc poślubna itp.
A ja Dori doskonale Cię rozumiem. Też byłam 7 lat w konkubinacie i to JA nie byłam gotowa na ślub. Ale oczywistym było dla mnie, że kiedy już dojrzeję to chcę założyć rodzinę w pełni tego słowa znaczeniu.
Mój mąż był gotowy dużo szybciej (starszy ode mnie 10 lat). Po dwóch latach też przyjęłam pierścionek zaręczynowy, ale wtedy ślubu nie chciałam. Potem mieliśmy sporo problemów i stracił dla mnie swoją wartość.
Ale przyszedł moment, że dorosłam. Chciałam wziąć ślub i urodzić dziecko. Powiedziałam o tym mężowi i podjęliśmy szybkie kroki ku legalizacji.Nie zgodzę się też, że ślub to tylko papierek. Przynajmniej nie dla mnie.
(Swoją drogą ostatnio mam wrażenie, że panuje jakaś propaganda przeciw małżeństwom , a osoby chcące ślubu są krytykowane).Dori ja bym się obawiała, że Twój mężczyzna może już nie jest tak pewny bycia z Tobą, jak był te pare lat temu. Musisz z nim porozmawiać, a Wasza rozmowa powinna być oparta na poważnych argumentach.
Dla mnie pod każdym argumentem, że dobrze jest jak jest, kryje się jakieś drugie dno (i mówię to z autopsji).
rozmawialiśmy wczoraj na temat ślubu. JA TEŻ ZGADZAM SIĘ ŻE TO NIE TYLKO PAPIEREK. To że chcę ślubu to mam prawo do tego tak jak mam prawo żyć, oddychać itp.Mam prawo do założenia szczęśliwej rodziny z ukochanym mężczyzną.
facet nie chce ślubu bo zyją już jak stare dobre małżenstwo więc po co biegać po urzędach /kościołach i załatwiać wszystko związane ze ślubem
tak też myślałam ale dowiedziałąm się że się boi że po ślubie zmienię się jak u jego kolegi żona (zmieniała się na złe, kontrola, zaborcza stała się ) po tym jak się dowiedziałam podałam mu przykłady aż 5 par które znamy przed i po ślubie i są szczęśliwi więc 1 para nie może zmienić jego decyzji na temat ślubu
dori30 twoje obawy są słuszne i ja rozumiem cię doskonale. Masz świadomość tego że kiedyś być może popełniłaś błąd przesuwając datę ślubu na bardziej odległą, ale wtedy tak właśnie czułaś i ja akurat w tym nic złego nie widzę. Twój partner natomiast, mógł odebrać to jako twoją niedojrzałość do założenia rodziny. Z biegiem czasu nabrał do tego dystansu, przetrawił i uznał że nie będzie cię do niczego zmuszać. Teraz kiedy ty dojrzałaś do tej decyzji On już się wypalił. Już nie zależy mu na tym ślubie tak bardzo jak Tobie. Minęliście się w swoich pragnieniach a jak przysłowie mówi: cały w tym ambaras żeby dwoje chciało na raz...
Ja na Twoim miejscu nie naciskała bym na ślub - to przynosi wręcz odwrotny skutek. Żaden szantaż, żadne prośby, ani błagania nie zmuszą drugiej osoby do zawarcia związku małżeńskiego. To musi być decyzja świadoma obojga ludzi.
zgadzam się z Tobą w zupełności- kiedyś wyjdę za niego wierzę w to bo się kochamy i nasza miłość jest dojrzalsza niż ta sprzed kilku lat, szanujemy się, przyjażnimy się, mamy w sobie oparcie, rozumiemy się bez słów czasami (już pisałam o tym)
Droga Dori30! Nie potrzebnie sie bulwersujesz! Zadalas pytanie a odpowiedzi odbierasz jako atak. Kazdy wyraza swoja opinie a skoro twoje pytanie spotkalo sie z tak wieloma negatywnymi opiniami, to byc moze powinnas wysnuc jakies wnioski? nie musisz sie tlumaczyc, na forum jestes anonimowa. Wyglada na to, ze nie dopuszczasz do siebie rzeczy, ktore nie sa zgodne z twoimi przekonaniami... I widac to zarowno w twoim poscie (nie mozesz pogodzic sie z tym, ze twoj facet nie chce tego, co ty, choc ma prawo miec wlasne zdanie to i tak potepiasz go za to i myslisz nawet o zmianie partnera) jak i na samym forum gdzie za wszelka cene probujesz przekonac inne forumowiczki ze to ty masz racje i denerwuje cie fakt, ze sporo odpowiedzi na twoje pytanie jest sprzeczne z tym, co chcialas uslyszec.
Co do twojego problemu to odnosze wrazenie, ze nie martwi cie sam slub tylko fakt, ze twoj facet nie chce tego samego co ty i jestes gotowa zrobic prawie wszystko (nawet odejsc od niego w ramach szantazu byle by tylko zrobil to, co ty chcesz). Uwazam tak bo przyznajesz otwarcie ze uklada wam sie dobrze a slub absolutnie nie ma odegrac roli ''magicznej rozdzki''. Okej. Skoro uklada wam sie dobrze bez slubu to dlaczego w ogole w gre wchodzi opcja odejscia i poszukania sobie kogos nowego? Chcesz postawic na swoim za wszelka cene? Nic dziwnego, ze facet nie jest do konca zdecydowany skoro argumentem jest to ze nie chcesz slyszec od listonosza ze jestes konkubina i masz dosc tlumaczenia sie znajomym. Jesli bardzo zalezy ci na tym slubie, to sprobuj z nim porozmawiac na spokojnie, i powiedz ze kochasz go i ze zawsze marzylas o slubie i nie wyobrazasz sobie wziac slubu z kimkolwiek innym. Bo on jest tym jedynym i chcialabys zeby wasz zwiazek byl formalny. Jesli jednak on nadal bedzie na nie, to bron boze nie strzelaj zadnych fochow, tylko powiedz, ze szanujesz jego zdanie i ze choc jest ci przykro, to z tego powodu nic miedzy wami sie nie zmieni. Tylko w ten sposob mozesz cos zdzialac - pokaz mu ze go kochasz! To jedynie moze go przekonac do slubu z wlasnej woli. Im bardziej naciskasz, meczysz, tym tylko tracisz w jego oczach i pogarszasz swoja sytuacje... Mozesz tez naciskac tak dlugo, az dla swietego spokoju zgodzi sie wziac slub, ale wtedy gwarantuje ci, ze bedziesz czula sie jeszcze gorzej niz przed slubem bo chociaz znajomi nie beda cie wypytywac juz o slub, ty nie bedziesz miala satysfakcji z tego slubu i po jakims czasie bedziesz mu miala i sobie za zle ze ozenil sie z toba bo wywieralas na nim presje. a slub z nim mozesz wziac tylko jeden wiec zastanow sie czy nie lepiej poczekac jeszcze i kiedys wziac slub to bedzie najpiekniejszy dzien w twoim zyciu a tak to bedziesz tylko sfrustrowana no bo jak moze para byc szczesliwa biorac slub kiedy tylko jedna strona NAPRAWDE tego chce? Zastanow sie...
Jak się wyprowadzisz, są dwie opcje, albo to go jakoś zmusi do ślubu, albo uzna to za rozstanie. Nie wiem,co doradzić... w sumie mam trochę podobnie...
rozmawiaj i wracaj do tematu co jakiś czas tak jak ja
myślałam że nigdy nie podejmie tematu tego bo zawsze unikał lub nie podejmował ze mną rozmowy o zawarciu małżeństwa
od listopada 2013r ja zawsze zaczynałam, dlatego złościłam się bo nie wiedziałam czy wogle ze mną się ożeni
a wczoraj po pracy przy kawie sam zaczął (nawet ustaliliśmy że w tym roku w sierpniu, ale cywilny) - wolałam kościelny
ale on powiedzmy że chce mnie sprawdzić - tak wywnioskowałam, czy przypadkiem nie zmienię się po ślubie
a rozwód po cywilnym szybciej dostanie niż po kościelnym-- myślę że tak jego kolega z pracy który jest 2 lata po ślubie nagadał, jak to jest żle bo kobieta zmienia się (podobno jego żona na gorsze), potem weżmiemy kościelny - tak powiedział tylko nie wiem kiedy (myślę że nie, bo sporo par jest takich że odkładają ten kościelny nawet jak jest im dobrze ze sobą)- trudno musi mi to wystarczyc ale będę jego żoną w końcu i to najważniejsze BEZ ŻADNEGO SZNTAŻU
NIE PODOBA MI SIĘ ŻE CHCE MNIE SPRAWDZIĆ CZY ZMIENIĘ SIĘ CZY NIE ALE AKCEPTUJĘ JEGO DECYZJĘ O CYWILNIAKU
I rozumiem go po tym jak kolega ma przechlapane w domu po ślubie - wkońcu zabieram mu wolność po części (a napewno tak jak teraz będzie chciał gdzieś wyjść z kumplami, albo nawet sam nie tłumacząć się)- ale
NAJWAŻNIEJSZE W ZWIĄZKU JEST ZAUFANIE - tylko nie wolno nadużyć go
Zyczę wszystkim szczęśliwego zakończenia i dążenia do marzeń
życzę optymizmu i wary w siebie ![]()
NIE PODOBA MI SIĘ ŻE CHCE MNIE SPRAWDZIĆ CZY ZMIENIĘ SIĘ CZY NIE ALE AKCEPTUJĘ JEGO DECYZJĘ O CYWILNIAKU
I rozumiem go po tym jak kolega ma przechlapane w domu po ślubie - wkońcu zabieram mu wolność po części (a napewno tak jak teraz będzie chciał gdzieś wyjść z kumplami, albo nawet sam nie tłumacząć się)- ale
NAJWAŻNIEJSZE W ZWIĄZKU JEST ZAUFANIE - tylko nie wolno nadużyć go
Szczerze, to oboje nie dojrzeliscie do powaznego zwiazku - Ty sie na sile rwiesz do slubu - bo status, bo lata, bo ludzie itp. (same wazne powody:) a on bedzie teraz testy przeprowadzal zanim zdecyduje sie na slub koscielny, czyli ten dla Ciebie wazniejszy ale dla niego zagrazajacy. Czyli malzenstwo na gwarancji 2-letniej i warunkach do ew. reklamacji. Super. Jak rok przetrwacie w tym ukladzie, to bedzie sukces.
przetrwamy więcej niż rok - bo ja się nie zmienię będziemy na zawsze aż śmierć nas nie rozłączy
czyli, ze przez 8 lat mieszkania razem ciagle bardziej wierzy w opowieci kolegi niz w Ciebie? Wiec tak na probe wezmiecie slub cywilny. A jak sie sprawdzisz jako zona cywilna to kto wie... Gratuluje
Super podejscie
Jak sie sprawdzisz to fajnie bedziemy sobie zyc a jak nie to fora ze dwora
Mimo to gratuluje ze w koncu jakues kroki poczynil ![]()
lepsze to niż nic
lepiej być rozwódką jeśli do tego dojdzie(9 lat to coś znaczy być ze sobą)- a nie dojdzie niż starą panną
rozumiem jego obawy- a na dodatek związek polega aby iść na kompromis
210 2014-02-26 15:47:46 Ostatnio edytowany przez Damiann (2014-02-26 15:48:23)
A twój maż sam jest zaborczy czy już nie ?
Bo ja jednak czuję że zdradza cię stąd jego obawy o ślub.
lepsze to niż nic
lepiej być rozwódką jeśli do tego dojdzie(9 lat to coś znaczy być ze sobą)- a nie dojdzie niż starą panną
rozumiem jego obawy- a na dodatek związek polega aby iść na kompromis
Jezu, jaki ciemnogrod. Lepiej byc rozwodka niz stara panna - a jaki jest efekt koncowy? I tu i tu bedziesz sama.
Obawy? Po 8-miu latach? No niechby mi moj mily z taka klauzula przedmalzenska wyskoczyl, to moglby sie sam, jak orzel bielik, zaobraczkowac.
Wiesz Dori ja wczoraj się z cekawości pytałam swojego czemu nie weźmiemy ślubu. Jestem zdania, że jeśli oboje ludzi się kochają i chce być razem to dlaczego nie? żadnej gwarancji nie ma, ale .... no właśnie zawsze będzie ale. Mój mi powiedział to co Ty swojemu, że ślub jest przydatny przy kwestiach prawnych itp. I wiesz co? wkurzyłam się. Stwierdziłam po przemyśleniu, że ja ślubu w takim razie nie chce, skoro on jest potrzebny do regulacji pewnych spraw. Takie sprawy można, jak wyżej ktoś napisał uregulować u notariusza(np. jeśli zbudujemy dom i z dziedziczeniem byłby problem), zdrowotne, też można załatwić. Wiec jeśli Twój narzeczony zareagował nie mówiac Ci o tym tak jak ja, to musisz zmienić podejście, a nie traktować go jak rzecz, którą wypada załatwić, żeby inne sprawy nie stanowiłyby problemu.
Pewnie lepiej brzmi rozwodka,stara panna niz konkubina ![]()
A co 8 lat robiliscie?
Co robilscie przez 5 lat mieszkania ze soba?
Nie sprawdzil cie jeszcze?
No zrozumialabym jakbyscie nie mieszkali razem ale tak to jakies glupie myslenie
"Damiann:A twój maż sam jest zaborczy czy już nie ?
Bo ja jednak czuję że zdradza cię stąd jego obawy o ślub."
zaborczy nie jest i nigdy nie był. a czy zdradza - wątpie ( brak oznak zdrady jakiekolwiek) nadal chce się ze mną kochać tak jak dotąd- nadal jestem dla niego pociągająca i pełna seksapilu( w tej kwestii nic się nie zmieniło a nawet powiedziałabym że seks jest bardziej intensywny i potrafimy urozmaicać go niż na początku)
Wiesz Dori ja wczoraj się z cekawości pytałam swojego czemu nie weźmiemy ślubu. Jestem zdania, że jeśli oboje ludzi się kochają i chce być razem to dlaczego nie? żadnej gwarancji nie ma, ale .... no właśnie zawsze będzie ale. Mój mi powiedział to co Ty swojemu, że ślub jest przydatny przy kwestiach prawnych itp. I wiesz co? wkurzyłam się. Stwierdziłam po przemyśleniu, że ja ślubu w takim razie nie chce, skoro on jest potrzebny do regulacji pewnych spraw. Takie sprawy można, jak wyżej ktoś napisał uregulować u notariusza(np. jeśli zbudujemy dom i z dziedziczeniem byłby problem), zdrowotne, też można załatwić. Wiec jeśli Twój narzeczony zareagował nie mówiac Ci o tym tak jak ja, to musisz zmienić podejście, a nie traktować go jak rzecz, którą wypada załatwić, żeby inne sprawy nie stanowiłyby problemu.
według mnie mylisz się ślub to nie tylko papierek- nie moim zdaniem
to coś więcej .......... pisałam już wyżej, ale powturzę najważniejszą kwestię
ślub to przysięga małżeńska zawierana przy świadkach (w obliczu Boga- jeśli kościelny), że jesteście razem na dobre i na złe, w chorobie i w zdrowiu itp. że zakładacie rodzinę i " należycie do siebie" jako małżonkowie .........
Może wyda Ci się to "bajka" ale przecież może być nią, jeśli naprawdę chcecie tego, chcecie być razem do końca swoich dni - ładnie brzmi ale ja tak chcę zawsze kochać i być kochana przez mężczyznę, aby patrzył na mnie z pożądaniem i z miłóścią, rozumiał, i był w tych dobrych ale w złych chwilach podporą. Chcę kiedyś umrzeć z myślą że wszystko zrobiłam aby być szczęśliwą - bo KAŻDY NA TYM ŚWIECIE ZASŁUGUJE NA MIŁOŚĆ I SZCZĘŚCIE przy ukochanej osobie
i nie traktuję go jak rzecz bo nią nie jest - pomagam mu podjąć słuszną decyzję nic na siłę ale mam prawo podawać argumenty co do zawarcia małżeństwa ( nie wiem jak WY ale ja marzę o tym, że gdy będziemy sędziwego wieku obydwoje usiądziemy na ławecce razem i będziemy patrzec na siebie z tą samą miłością co teraz tylko już napewno dojrzalszą lub będziemy trzymać się za pod rączki opierając się o siebie idąc ulicą ) - moi dziadkowie byli ze sobą aż 62 lata (aż do śmierci), miłośc i przyjażń ich łączyła aż do końca - patrząc na nich zawsze chciałam taką poznać miłość ( ale trzeba ją pielęgnować aby nie uschła jak różę
)
jeśli podamy się partnerowi, który mówi że to tylko" papierek" i zgodzimy się to nigdy nie osiągniemy tego czego pragniemy, o czym marzymy, czego chcemy- trzeba tylko być pewnym miłości drugiej osoby oraz swojej(ktoś może powiedzieć że nie ma czegoś takiego jak pewność może i nie) i można wspólnie pokonać wszystkie przeszkody. Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać ......tylko nie natrętnie, aby sam wiedział że podjął taką decyzję
dori30, proszę, nie dodawaj postów jeden pod drugim - to sprzeczne z regulaminem forum. Swoje posty możesz zmieniać i uzupełniać używając przycisku "Edytuj".
Pewnie lepiej brzmi rozwodka,stara panna niz konkubina
A co 8 lat robiliscie?
Co robilscie przez 5 lat mieszkania ze soba?
Nie sprawdzil cie jeszcze?
No zrozumialabym jakbyscie nie mieszkali razem ale tak to jakies glupie myslenie
powiedzmy, że sprawdził ale przed ślubem
a nikt nie wie jak będzie po ślubie?
jedni mówią że lepiej niż przed
inni mówią że gorzej.......... że brak tego cco było wcześniej
że przestali o siebie dbać, że non stop ze sobą tylko przebywają, są bardziej zazdrośni ....... nie słyszałaś o tym
że seks nie jest taki jaki był przed....., brak eksperymentów, romantyczności itp
podobno ślub to zmienia............ ale nie musi tak być, wszystko zależy od pary
Anemonne - dzięki Za podpowiedź ![]()
Czytam czytam i nie mogę się nadziwić...
Czytam czytam i nie mogę się nadziwić...
Nieprawdaz? Rewelacja
Autorka co kilka postów zaprzecza swoim słowom...chyba czas się zastanowić co się tak na prawdę chcę a nie raz tak a zaraz tak...
czekoladko7 nie wiem co masz na myśli twirdząc" że zaprzeczam swoim słowom" ?
Najpierw piszesz,że chcesz go "przekonać" czytaj "zmusić" do ślubu a następnie,że przecież do niczego nie zamierzasz go zmuszać. Wyprowadzka czy zmiana partnera były tylko z jednymi z przykładów jak go do tego zmusić.
A już jakieś sprawdzenie jak będzie po cywilnym totalna jak dla mnie dziecinada ale to moje zdanie nie każdy musi się z nim zgodzić ![]()
dla zrozumienia dla szystkich:
1.nikogo nie chcę zmusić do ślubu
Nikogo, poza Twoim narzeczonym
2.zajście w ciążę to nie dobra droga do zawarcia małżeństwa
Czemu? Połowa panien w mojej rodzinie właśnie z tego powodu stanęła przed ołtarzem i tworzą szczęśliwe związku już kilkanaście lat.
3.facet (jak i kobieta)po tylu latach w związku muszą zdecydowac się co dalej z ich życiem wspólnym (chyba że żadnemu to nie przeszkadza i nadal chcą byc w związku nieformalnym to niech tak nadal zostanie)
Masz racje - on zdecydował, że nie chce, ale Ty nie umiesz tego zaakceptować.
NIE PODOBA MI SIĘ ŻE CHCE MNIE SPRAWDZIĆ CZY ZMIENIĘ SIĘ CZY NIE ALE AKCEPTUJĘ JEGO DECYZJĘ O CYWILNIAKU
I rozumiem go po tym jak kolega ma przechlapane w domu po ślubie - wkońcu zabieram mu wolność po części (a napewno tak jak teraz będzie chciał gdzieś wyjść z kumplami, albo nawet sam nie tłumacząć się)- ale
NAJWAŻNIEJSZE W ZWIĄZKU JEST ZAUFANIE - tylko nie wolno nadużyć go
Nie podoba Ci się to, co postanowił i jego powody, ale i tak się na nie godzisz, bo wszystko jedno, co on powie, najważniejsze, żebyś w końcu miała tę obroczkę na palcu... Ależ desperacja. Testował Cię przez 8 lat i jeszcze nie wytestował?!
lepsze to niż nic
lepiej być rozwódką jeśli do tego dojdzie(9 lat to coś znaczy być ze sobą)- a nie dojdzie niż starą panną
rozumiem jego obawy- a na dodatek związek polega aby iść na kompromis
O matko... Ty chyba ze strasznie małej wsi jesteś, gdzieś na granicy wschodniej, co?
ślub to przysięga małżeńska zawierana przy świadkach (w obliczu Boga- jeśli kościelny), że jesteście razem na dobre i na złe, w chorobie i w zdrowiu itp. że zakładacie rodzinę i " należycie do siebie" jako małżonkowie .........
Może wyda Ci się to "bajka" ale przecież może być nią, jeśli naprawdę chcecie tego, chcecie być razem do końca swoich dni - ładnie brzmi ale ja tak chcę zawsze kochać i być kochana przez mężczyznę, aby patrzył na mnie z pożądaniem i z miłóścią, rozumiał, i był w tych dobrych ale w złych chwilach podporą. Chcę kiedyś umrzeć z myślą że wszystko zrobiłam aby być szczęśliwą - bo KAŻDY NA TYM ŚWIECIE ZASŁUGUJE NA MIŁOŚĆ I SZCZĘŚCIE przy ukochanej osobie
Ale zrozum, ślub Ci NIECZEGO NIE GWARANTUJE! Idąc Twoim tokiem rozumowania, powinnam truć dupę mojemu chłopakowi, że natychmiast musimy się pobrać, bo ja w jego troskę, wierność, miłość i wsparcie nie wierzę, bo nie mamy ślubu i tylko ślub mi to wszystko zagwarantuje, co on mi obiecywał i przysięgał, ale bez świadków i księdza/urzędnika się nie liczy...
i nie traktuję go jak rzecz bo nią nie jest - pomagam mu podjąć słuszną decyzję
Zapomniałaś dodać JEDYNĄ słuszną. Twoja pomoc polega na tym, że wlazłaś na forum i szukasz zaklęć jak go do ślubu zmusić. Doprawdy - pomoc niesamowita!
powiedzmy, że sprawdził ale przed ślubem
a nikt nie wie jak będzie po ślubie?
jedni mówią że lepiej niż przed
inni mówią że gorzej.......... że brak tego cco było wcześniej
że przestali o siebie dbać, że non stop ze sobą tylko przebywają, są bardziej zazdrośni ....... nie słyszałaś o tym
że seks nie jest taki jaki był przed....., brak eksperymentów, romantyczności itp
podobno ślub to zmienia............ ale nie musi tak być, wszystko zależy od pary
Ślub NIC nie zmienia jeśli para o siebie nie dbała wcześniej, nie zabiegała o siebie i się nie starała. Ślub to NIE jest magiczne zaklęcie po którym facet zmieni się w księcia z bajki i odjedziecie na białym rumaku w stronę zachodzącego słońca.
Ale chyba wyłania się prawdziwy problem Autorki - Facet po 8 latach jej skapcaniał. Dobija 40, romantyczne uniesienia się skończyły, w domu ma w sumie żone już gotową, ani innowacji, ani jakiś ruchów i odruchów i teraz Autorka desperacko chce go przed ołtarz zaciągnąć, bo ślub to takie magiczne wydarzenie, które ropuchę w księcia zamieni.
Autorko... stuknij się w głowę czasem...
czekoladko7
"przekonać" a "zmusić" do dwie osrębne pojęcia
czekoladko7
"przekonać" a "zmusić" do dwie osrębne pojęcia
Coś Ty?! Od kiedy widzisz różnice??
229 2014-02-26 17:56:55 Ostatnio edytowany przez dori30 (2014-02-26 17:58:55)
zawsze wiedziałam i nigdy w głębi serca nie chciałam "zmuszać ''
pytanie brzmi ;" jak przekonać .......?"
zawsze wiedziałam i nigdy w głębi serca nie chciałam "zmuszać ''
pytanie brzmi ;" jak przekonać .......?"
dori... nagminnie ignorujesz większość postów. Przekonać to można kogoś do zjedzenia brukselki, a nie do małżeństwa! Jak on sam nie jest przekonany, to NIC go nie przekona.
ten wątek przypomina rozmowę z pijanym, to już kolejna pętelka jaką zaliczamy i podejrzewam, że nie ostatnia.
dori... Przekonać to można kogoś do zjedzenia brukselki, a nie do małżeństwa! Jak on sam nie jest przekonany, to NIC go nie przekona.
może tak ale przekonć też można do swoich argumentów, a trzeba je miec
Teo napisał/a:dori... Przekonać to można kogoś do zjedzenia brukselki, a nie do małżeństwa! Jak on sam nie jest przekonany, to NIC go nie przekona.
może tak ale przekonć też można do swoich argumentów, a trzeba je miec
A jakie masz Ty? Poza "Bo ja chce już!" ?!
dori30 napisał/a:Teo napisał/a:dori... Przekonać to można kogoś do zjedzenia brukselki, a nie do małżeństwa! Jak on sam nie jest przekonany, to NIC go nie przekona.
może tak ale przekonć też można do swoich argumentów, a trzeba je miec
A jakie masz Ty? Poza "Bo ja chce już!" ?!
i tak tego nie zrozumiesz bo nie byłaś w związku szczęśliwa
Teo napisał/a:dori30 napisał/a:może tak ale przekonć też można do swoich argumentów, a trzeba je miec
A jakie masz Ty? Poza "Bo ja chce już!" ?!
i tak tego nie zrozumiesz bo nie byłaś w związku szczęśliwa
Ha ha dobre usmialam się ![]()
Dori, tu nie ma znaczenia, czy Teo była szczęśliwa, czy nie była.
Nie można "przekonać" kogoś do zmiany zdania (którego ewidentnie nie chce zmienić), tak żeby był zadowolony i potem nie wypomniał Ci tego. To on sam musi zmienić zdanie, bez Twojego "przekonywania". Ty już swoje argumenty mu przedstawiłaś. On dobrze wie co myślisz i czego chcesz. Dalsze "przekonywanie" będzie już zmuszaniem, namawianiem... Może się to źle skończyć, jeśli "dokona wyboru" pod wpływem przymusu.
Ja oczywiście rozumiem, że Ty chciałabyś ślubu, bo nie odpowiada Ci życie na "kocią łapę".
Możesz czekać... możesz też odejść jeśli on nie spełni Twoich oczekiwań (będzie odwlekał w nieskończoność podjęcie tej tak ważnej dla Ciebie decyzji).
To Twój wybór...
Teo napisał/a:dori30 napisał/a:może tak ale przekonć też można do swoich argumentów, a trzeba je miec
A jakie masz Ty? Poza "Bo ja chce już!" ?!
i tak tego nie zrozumiesz bo nie byłaś w związku szczęśliwa
O kurde... to mówisz, że ta euforia co mnie przepełnia, miłość, troska, radość, wiedza, że mogę liczyć na swojego chłopaka bez względu na wszystko, fakt, że mnie uwielbia i nosi na rękach, to twierdzisz, że mimo wszystko jestem w związku nieszczęśliwa?
Ide się powiesze, bo jak TO nie jest szczęście to już nie wiem co nim jest... o.O
Dori hm chyba źle odczytałaś mój post. Nie ja twierdzę, że ślub jest mi potrzebny by formalnosci odbywały się bez problemów tylko mój luby a ja sie z tym nie zgadzam. A z twoich postów wcześnijszych wynikało(chyba, że mam problemy ze wzrokiem), że chcesz ślub, bo to wszystko ułatwia oraz że jak dziewczyny pisały wyżej, że już po prostu chcesz tego ślubu i już. Mimo, że mój ma odmienne zdanie i ślub weźmie po to by ułatwić wszystko, to ja się na to nie godzę, bo uważam, że ślub bierze sie dlatego, by spędzić życie z drugą osobą, bo się ją kocha, a nie dla prawnych kwestii i tyle.
Druga sprawa taka, zmuszanie, nakłanianie jakkolwiek to nazwiesz jest złym posunieciem, gdyż moze Ci to wypominać, a najważniejsze jest to, by oboje tego chcieli, a nie tylko Ty, bo uważasz, że już czas, a i on jest wystarczająco dojrzały i powinien chcieć sie ożenić.
Rany.
Ubaw po pachy i to za darmochę ![]()
Dori, a dlaczego Ty z nim poprostu nie porozmawiasz? Tak spokojnie, szczerze, o tym co jest dla Ciebie ważne, jakie są Twoje oczekiwania, co czyni Cię szczęśliwą. Zakładam, że Twój narzeczony Cię kocha, więc będzie to dla niego ważne. Takich rzeczy nie wymusza się ot tak jakimś cudownym sposobem.