Witam Wszystkich po dosyć dlugiej przerwie 
Postanowiłem napisać dalszy ciąg mojej historii, głównie ze względu na to, że czuje się zobowiązany, by to uczynić, wobec osób, które śledziły moj temat i służyły radą.
Pod koniec marca postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. Z tym zaczeliśmy na nowo:
Czerwona lampka nr.1
Jak się okazało, w okresie gdy byliśmy w separacji (po wyprowadzeniu się mojej żony z domu) przespala się ona z jej kolegą z pracy. Z tym samym, z którym tak namiętnie smsowala ukrywając telefon (początek wątku) co moim zdaniem, biorąc pod uwage czas jaki to trwało jest po prostu zdradą emocjonalną. Do tej pory mi nie powiedziala kim on jest. Bo On by tego nie chciał (jest w związku). Na pytanie dlaczego tego nie kontynuowała odpowiedziala - Bo nie byłabym z nim szczęśliwa. Dlaczego to zrobila? Bo była sama, potrzebowała ciepla i bliskości. Oczywiście wyciągnąłem to z niej - sama nie powiedziala. Czy przespała się z nim raz? NIE WIEM
Lojalność wobec "kolegi" z pracy okazała się ważniejsza ode mnie. Chciałem poznać wszystko. Oczyścić, wyzerować.
Jak to widzę dziś? Zobaczyła, że koleś nie śpieszy się by ukladać z nią sobie życie. Służy raczej mu jako obiekt do bzykanka. A że jest ona b. bystrą kobietą postanowiła nie pakować się w "układ" bez przyszłości.
Czerwona lampka nr.2
Wyznała mi, że straciła wszystko. Mnie, mieszkanie. Teraz już wiedziała, czego chce, ale nie wie czy ja też jeszcze tego chcę.
Jak to widzę dziś? Nie chciała płacić kasy za wynajmowanie mieszkania. Brakowało jej wygód, poczucia bezpieczeństwa, które jej dawałem. Myślę, że bardzo chciała wierzyć w to, że wie czego chce. Niestety nie wiedziala 
No ale - zaryzykowałem. Zeszliśmy się. To była jej inicjatywa. Obiecalismy sobie, że będziemy rozmawiać o uczuciach, starać się o to by rozwijać związek.
Początek był super. Wychodziliśmy ze znajomymi, byliśmy nawet za granicą na kilkudniowym wypadzie. Czułem się dobrze, lecz cały czas gdzieś z tyłu głowy miałem niepewność. Nie ufałem jej. Chociażby z tego powodu, że nie powiedziala mi całej prawdy no i kilka razy oklamała mnie jeszcze przed i w czasie separacji. Momentami krytycznymi były jej wyjścia na imprezy firmowe. Wiedziałem, że będzie tam ten koleś i nie akceptowałem tego - o czym jej mówiłem. Ona na to ,że się dusi i oczywiście - szła
nocując u koleżanki.
Zauważyłem b. podobny schemat w jej postępowaniu jak ten, który wystąpił przed jej odejściem we wrzesniu zeszłego roku. Żona wkręciła się od kliku miesięcy w siłwonię. Poznała wielu ludzi zapasjonowanych tym tematem, głownie facetów miala zajęcie, które zajmowało jej 90% wolnego czasu. No i super cieszylem się, że ma pasję i widzialem, że sprawia jej to mega frajde. Jej samoocena poszybowała w góre z pierwszymi wynikami w budowaniu FIT sylwetki (potwierdzam
porpawiła to i owo).
Teraz wiem, że im moja żona jest pewniejsza siebie, tym łatwiej przychodzą jej do głowy myśli typu: czy jestem z nim szczęśliwa? Może stać mnie na "lepszy" model? z tą samą pasją co moja, z niezliczoną ilością wpolnych tematów, fajnie by było zapoznać "jakieś nowe mięsko" itp itd.
Ok. 2 tygodnie temu wywiązała się miedzy nami rozmowa przez telefon. Zakończyłem ja "Kocham Cię". Ona na to: ja tego nie czuje ...
Dalej potoczyło się już szybko. Tego samego dnia podjeliśmy decyzję o rozwodzie.
Ona:
-Nie czuje, że mogę być z Tobą szczęśliwa.
-Kocham Cię, ale nie mogę z Tobą być.
-Mamy zupełnie inny obraz związku.
-Mamy zupełnie inne charakteru.
Ja:
- Ok. Kończmy to i nie marnujmy naszego czasu (zaskoczyłem ją tym zdaniem)
Teraz widzę jak na dłoni jaką wykwintną jest manipulatorką. Broniła się jak mogła by decyzja była wspólna. Nie chciała znowu brać na siebie odpowiedzialności za decyzję. Poszedłem jej na rękę. Jestem w końcu Gentelmanem
Chcę się spokojnie rozstać, bez scen. Jak ktoś mi mówi, że jest jednak nieszczęścliwy ze mną i nie czuje ,że może być i po tym pyta się mnie czy ja jestem szczęśliwy w tym związku? - odpowiedź moja jest oczywista. Nie będę nikogo uszczęśliwiał na siłę, tym bardziej kochał...
Sytuacja obecna:
-Sprzedajemy mieszkanie
-Rozwód w toku (bez orzekania winy)
-Traktujemy siebie jak obcy ludzie. Niestety jej to przychodzi znacznie łatwiej... Ale sobie całkiem nieźle tez radze 
Po tym wszystkim nie chcę mieć z nią kontaktu. Nie żaluje, że spróbowaliśmy.
Uff...
TO wszystko 
Nie wiem tylko, czy to że nie potrafiłem jej zaufać po tym wszystkim i uważam, że to miało duży wpływ na to co się stało, świadczy o tym, że jestem słaby?